Międzyzdroje – atrakcje. Co zobaczyć w Międzyzdrojach?

Przy okazji wakacji w Świnoujściu warto wybrać się na kilka godzin do Międzyzdrojów. Mi kilka godzin w zupełności wystarczyło, bo Międzyzdroje mnie zmęczyły i co tu dużo mówić… rozczarowały. Ale o moich wrażeniach później, teraz czas na atrakcje Międzyzdrojów.

Dworzec

Przyjechałam do Międzyzdrojów ze Świnoujścia pociągiem i pierwsze co zobaczyłam to… dworzec. Może nie jest to jakaś wybitna atrakcja turystyczna Międzyzdrojów ale warto na niego zwrócić uwagę, bo jest taki trochę… z innej epoki. Retro. Fajny.

Pociąg ze Świnoujścia do Międzyzdrojów kursuje bardzo często, kilkanaście razy na dzień. Jedzie kilkanaście minut (odległość między Świnoujściem a Międzyzdrojami to tylko 14 km).

Promenada Gwiazd w Międzyzdrojach

Z dworca czas ruszyć do centrum Międzyzdrojów. A centrum nadmorskiego kurortu to oczywiście promenada. W Międzyzdrojach nazywa się Promenada Gwiazd, jest szeroka, obsadzona kwiatami i… szpetna. A szpeci ją otoczenie – bary z kebabem (sic!), stragany z dmuchanymi zabawkami i przede wszystkim jakieś przeokropne centra gier (głośne, kolorowe i odpychające). Byłam w Międzyzdrojach kilkanaście lat temu i o ile sama zabudowa promenady zmieniła się bardzo na plus (postawiono ławki, altanki, posadzono mnóstwo kwiatów) to otoczenie i straganiarstwo niszczy cały efekt. Ja rozumiem, że przy promenadzie muszą być kawiarnie, restauracje i sklepy z pamiątkami, naprawdę nie mam nic przeciwko temu ale tu jest wszystkiego za dużo i przede wszystkim jest to totalny miszmasz, żadnej logiki. Ciężko znaleźć zwykłą smażalnię ryb! Za to kebaby, kukurydze, bigosy i flaczki na każdym kroku. Planując wyjazd nad morze zastanawiałam się przez chwilę czy zamiast w Świnoujściu nie zakotwiczyć w Międzyzdrojach i całe szczęście, że jednak zdecydowałam się na Świnoujście. 6 dni w Międzyzdrojach by mnie wykończyło!

Przy promenadzie znajduje się oceanarium – miejsce, które warto zobaczyć jeśli wybieracie się do Międzyzdrojów z dziećmi.

Kolejna atrakcja dla dzieci w Międzyzdrojach to muzeum figur woskowych – bardzo blisko wejścia na molo.

Przy promenadzie znajduje się też Aleja Gwiazd – miejsce, które każdy turysta musi w Międzyzdrojach zobaczyć. Znajdują się tu odciski dłoni gwiazd (i gwiazd) odsłaniane każdego roku podczas Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach.

Przy Alei Gwiazd znajduje się też kilka ciekawych pomników – ławeczka Krzysztofa Kolbergera, pomnik Ireny Jarockiej, Jana Machulskiego (jako Kwinto) oraz ławeczka Gustawa Holoubka.

Przy wejściu na promenadę od strony parku zdrojowego znajduje się kwiatowy Paw Tolek – taka nietypowa atrakcja Międzyzdrojów.

Spacerując po promenadzie warto też zobaczyć amfiteatr w Międzyzdrojach.

Molo

Zwiedzanie Międzyzdrojów nie liczy się bez wizyty na molo. Wstęp jest bezpłatny, a samo molo idealnie wpisuje się w straganiarski styl miasta. Już samo wejście prowadzi przez takie jakby centrum handlowo-restauracyjne, a i samo molo zastawiono kawiarniami i restauracjami. Fajnie gdyby była jedna taka kawiarnia czy dwie ale zastawienie całego molo stolikami i budkami też nie wyszło Międzyzdrojom na dobre…

Z molo w Międzyzdrojach można popłynąć w rejs statkiem po Bałtyku, do Świnoujścia czy na niemieckie wybrzeże.

Plaża w Międzyzdrojach

Jak wakacje nad Bałtykiem to musi być plaża! Plaża w Międzyzdrojach podobała mi się mniej niż w Świnoujściu. Piasek nie jest tak biały, a woda sprawiała wrażenie jakiejś zielonej… Ale to wciąż jedna z najszerszych plaż nad Bałtykiem i nawet w środku sezonu można mieć trochę piasku tylko dla siebie.

Park Zdrojowy im. Fryderyka Chopina

Jeśli chcecie odetchnąć trochę od zgiełku promenady to warto przejść do znajdującego się nieopodal Parku Zdrojowego. To naprawdę przyjemne, ładne i spokojne miejsce w Międzyzdrojach. Jest dużo zieleni, kwiatów, są ławeczki. Warto zobaczyć w Międzyzdrojach!

Deptak – ul. Światowida

Wychodząc z Parku Zdrojowego na drugą stronę (nie na promenadę) dociera się na ul. Światowida – taki nie za długi deptak ze sklepikami, smażalniami i kawiarniami. Na pewni ciszej, spokojniej i taniej niż przy promenadzie. Choć równie przaśnie i odpustowo…

Kawcza Góra

Co zobaczyć w Międzyzdrojach jeśli szuka się ciszy, spokoju i kontaktu z naturą? Woliński Park Narodowy i punkt widokowy na Kawczej Górze. Wejście na Kawczą Górę znajduje się od ulicy Campingowej. Droga wiedzie schodami pod górę przez Woliński Park Narodowy. Trasa jest krótka i mało wymagająca – nawet dzieci dadzą radę. Widoki z góry nie są może oszałamiające, bo dużo zasłaniają drzewa ale na pewno warto się wybrać do parku podczas wakacji w Międzyzdrojach – będzie ciszej, spokojniej i… aktywniej 😉

Wstęp na Kawczą Górę jest bezpłatny. Jest to teren parku narodowego więc obowiązują zasady i regulacje.

Bałtycki Park Miniatur

I na koniec najciekawsze miejsce, które można zwiedzić w Międzyzdrojach – Bałtycki Park Miniatur. Jak sam się reklamuje – wycieczka w ciągu 45 minut dookoła Bałtyku.

Park mieści się ok. 2,5 km od promenady i centrum Międzyzdrojów. Własnym samochodem można podjechać pod samo wejście (jest bezpłatny parking), jeśli nie macie samochodu to Bałtycki Park Miniatur zapewnia bezpłatny dojazd takim busikiem (ciuchcią) z promenady – przystanek znajduje się w okolicy Oceanarium, jest bardzo dobrze oznakowany.

Cena biletu wstępu do Parku Miniatur to 23 zł (lato 2020) – sporo ale warto. W parku można zobaczyć miniaturowe wersje (w skali 1:25) największych zabytków z 9 krajów nadbałtyckich. Można między nimi spacerować, robić zdjęcia. Fajne zwłaszcza jeśli widziało się część z nich na żywo w oryginale. Świetna atrakcja nie tylko dla dzieci. Park jest niewielki i samemu można go zobaczyć w 30 – 60 minut. Każda atrakcja jest krótko opisana. Bilet wstępu upoważnia też do zwiedzania parku miniatur z przewodnikiem.

Park cały czas się rozbudowuje i powiększa więc na pewno fajnie będzie za jakiś czas wrócić i zobaczyć co się dobudowało. Póki co największą miniaturą w parku jest zamek krzyżacki z Malborka. Świetna atrakcja Międzyzdrojów, nie tylko dla dzieci! Park uchodzi za jedną z najlepszych atrakcji turystycznych Pomorza Zachodniego.

Międzyzdroje – czy warto?

Jak już wspomniałam mnie Międzyzdroje nie porwały. Ba, one mnie rozczarowały. Taki kurort w najgorszym tego słowa znaczeniu. Władze miasta dużo zrobiły, żeby Międzyzdroje były po prostu ładniejsze ale trzeba jeszcze popracować nad budkami z gastronomią, dmuchawcami i tymi nieszczęsnymi grami. Fajnie by było oddać molo turystom i mieszkańcom – zabrać część tych budek i stolików. I przede wszystkim wzorem Sopotu walczyć z golasami! Kiedy pijesz sobie kawę (albo piwo Międzyzdrojskie – warto spróbować w Międzyzdrojach) a przed nosem paradują ci panowie z gołymi brzuchami jak w zaawansowanej ciąży to trochę się odechciewa.

Warto wybrać się do Międzyzdrojów na kilka godzin – maksymalnie na jeden dzień – ale na tydzień wakacji czy nawet na weekend to ja bym tu nie chciała przyjechać.

Świnoujście – gdzie zjeść?

Pisałam już przy okazji Kołobrzegu, że nad morzem zawsze zajadam się rybami. Kilka dni spędzonych w Świnoujściu potwierdziło ten trend 😉 Zatem gdzie zjeść dobrą rybę w Świnoujściu? Zapraszam na mój przewodnik po restauracjach Świnoujścia.

Rybna Chata – Piłsudskiego 45

Mój pierwszy obiad w Świnoujściu. Nie ukrywam, że przekonała mnie nazwa – Rybna Chata nad morzem zapowiada dobry obiad 😉 Do Rybnej Chaty dotarłam baaaardzo głodna. A ja niestety mam tak, że jak jestem bardzo głodna to w menu szukam makaronu. Nic nie poradzę, że jestem pastożercą i niczym się tak nie najadam jak właśnie makaronem.

W Rybnej Chacie makaron musiał być oczywiście z rybą. Rozważałam łososia, żabnicę i owoce morza. Padło na łososia. Dlaczego? Niby makaron z łososiem to nic wymyślnego – i w Poznaniu, i w Warszawie i wielu innych miejscach można zjeść. Ale restauracja Rybna Chata bierze udział w akcji My Fish – dania oznaczone tym symbolem pochodzą z Bałtyku, od lokalnych rybaków. I właśnie łosoś miał to oznaczenie.

Porcja makaronu jak widać na załączonym obrazku była ogromna. A patrząc na to co mieli goście przy innych stolikach pozostałe dania były jeszcze większe! Dlatego jeśli wybieracie się do Rybnej Chaty większą ilością osób to rozważcie zamawianie jednego dania na 2 osoby – porcje są naprawdę potężne. Ale do rzeczy. Makaron był wyśmienity. W śmietanowych sosach z łososiem ryba jest zazwyczaj upieczona/ugrillowana/usmażona saute, ten łosoś był upieczony z jakimś ziołowym masełkiem – ode mnie ogromny plus za to. Sos był naprawdę lekki (na tyle na ile śmietanowy sos z tłustą rybą może być lekki) – całość idealnie dopełniał świeży szpinak i suszone pomidory. Znalazły się też jakieś pojedyncze kapary. Przepysznie i bardzo polecam Rybną Chatę jako miejsce gdzie można dobrze zjeść w Świnoujściu. Nie jest najtaniej (makaron + aperol 60zł, większość dań głównych kosztuje powyżej 50 zł) ale porcje są tak ogromne, że spokojnie wystarczą dla 2 osób.

Kuter Smażalnia & Grill – Uzdrowiskowa 4/5

Bardzo dobra smażalnia ryb w Świnoujściu przy samym zejściu na plażę i tuż przy promenadzie.

Patrząc na pierwszą stronę menu już wiedziałam, że dalej szukać nie muszę. Kusiły placki z ryb świeżych i wędzonych (i ostatecznie skusiły) z ziemniakami i kusiły pierogi z rybami i kaszą gryczaną… Pierogi widziałam przy stoliku obok i też wyglądały kusząco. Ale placki – naprawdę przepyszne. Przewaga ryb wędzonych (uwielbiam!), zero ości – pyszka. Mimo iż to tylko dwa placki to mnie zapełniły totalnie. Ziemniaków praktycznie nie zjadłam. Jedyny minus – bardzo dużo koperku. Ja akurat lubię ale jak ktoś za koperkiem nie przepada to słabo – w kotletach koperek, na ziemniakach koperek, w surówkach koperek. Można by to trochę urozmaicić.

Ale generalnie Kuter to bardzo dobre miejsce na rybę w Świnoujściu. Ceny też bardzo przyzwoite (24zł za placki rybne).

Aaaa, bym była zapomniała – koniecznie spróbujcie ich piwa z wiśniami! Na szczęście serwują je z długą wykałaczką i można wyjeść owocki bez problemu.

A w środku piękny wystrój – można wrócić do wspomnień z Seszeli.

Hampton Beach Bar

Nie samym jedzeniem żyje człowiek na wakacjach 😉 Za czasów mojego dzieciństwa beach bary nie istniały, zdarzały się ewentualnie budki z piwem. Dziś infrastruktura nad polskim morzem się poprawia i praktycznie na każdej plaży jakiś bar z prawdziwego zdarzenia się znajdzie.

W Hampton Beach Bar poza tym, że można kupić napoje, piwo i drinki można też wynająć leżak. Bo w tych plażowych wypożyczalniach leżaków to wypożyczają takie krzesełka, nie prawdziwe leżaki. Są też apartamenty na wynajem, czyli takie łóżka.

Jedne drinki lepsze, inne gorsze, bardzo przyjazna obsługa – generalnie bardzo fajna miejscówka na piwo na plaży w Świnoujściu 😉

Kurna Chata – Piłsudskiego 20

Szukając w internetach przed wyjazdem gdzie zjeść w Świnoujściu prędzej czy później natrafiałam na restaurację Kurna Chata. Nazwa może nie do końca zachęcająca ale ilość pozytywnych recenzji mnie przekonała.

Pierwszy zachwyt po przekroczeniu progu lokalu – cuuuudny wystrój. Trochę dużo wszystkiego i pewnie niejedna osoba poczuje przesyt kwiatków i innych dekoracji ale mi się podobało 😉

Trochę rozczarowało mnie menu. Rozczarowało pod tym względem, że nad morzem jadam ryby. W 95% przypadków. A oferta dań rybnych w Kurnej Chacie jest uboga – 3 dania główne i kilka przystawek. Wiem, że Rybna Chata to siostra Kurnej gdzie ryb jest więcej ale jednak idąc do knajpy nad morzem chcę mieć do wyboru coś więcej niż 3 dania z ryb. No ale dobra. Wybór niewielki ale jednak na coś się trzeba zdecydować. Padło na ziemniaka pieczonego ze śledziem. Pisałam już niejednokrotnie, że jestem uzależniona od śledzi i nawet jak w mojej lodówce jest tylko światło to jakiś słoik śledzi zawsze się znajdzie 😉

Śledź w Kurnej Chacie był bardzo dobry. Sam ziemniak już mniej – był za bardzo mączysty. Lubię takie nadziewane ziemniaki, jadłam je wielokrotnie i jednak ta konsystencja nie była taka jak być powinna. Nie wiem czy to odmiana, czy pora roku (bo wbrew powszechnej opinii ziemniak to warzywo sezonowe!) ale ten ziemniak nie do końca zagrał. Niemniej sałatka śledziowa świetna – śledzie dobrze wymoczone (nie ma nic gorszego niż przesolony, niewymoczony śledź), dużo cebulki – ja akurat lubię. Mimo nie najlepszego ziemniaka fajne to było.

Kurna Chata to dobre miejsce w Świnoujściu, żeby zjeść mięso, pierogi czy inne tradycyjne dania. Tu niekoniecznie trzeba jeść rybę. Ale jeśli już będziecie to spróbujcie śledzia – pyszny.

Promenada – Uzdrowiskowa 16

Promenada w sezonie letnim 2020 serwuje drinka o wdzięcznej nazwie COVID-19 😉 Cóż, nie da się ukryć, że COVID jest tematem przewodnim wakacji 2020 i fajnie, że postanowiono go zwyczajnie obśmiać 😉 Bo panika już była, lockdown był, ograniczenia cały czas są ale trzeba żyć dalej. Żyć jak najbardziej normalnie. Nie ukrywam, że do Promenady weszłam skuszona tymże właśnie drinkiem. Widzicie jak on wygląda? Sztos! Najbardziej instagramowy obrazek lata 2020 nad Bałtykiem 😉 Genialny pomysł – to wstrzykiwanie alkoholu do szklanki, bomba! Sam drink – dla mnie za słodki. Ale przecież nie o smak tu chodzi 😉 A może trzeba iść tym tropem, że cukier zabija mikroby? 😉 Nieważne. COVIDA spróbować musiałam i spróbowałam.

Ale jak już do tej Promenady weszłam to musiałam też coś zjeść. Wybór dań rybnych jest naprawdę spory – każdy coś sobie znajdzie. Mnie od razu po przejrzeniu karty wpadł w oko halibut. Lubię, dawno nie jadłam więc zamówiłam halibuta. I co się okazało? Że Promenada serwuje najlepszą rybę w Świnoujściu!

Po pierwsze kawał ryby był naprawdę potężny – sama ryba mięciusieńka, delikatna, subtelnie doprawiona. Do tego osobny talerz surówek (niby proste – marchewka z jabłkiem, kapusta kiszona) ale super pasowało i nie zabijało smaku ryby. Ten halibut to naprawdę jedna z najlepszych ryb jakie zdarzyło mi się jeść nad polskim morzem.

Do tego wszystkiego doskonała i bardzo sympatyczna obsługa no i całkiem przyjazne ceny – 59zł za potężny obiad i COVIDA. W moim prywatnym rankingu najlepsza restauracja w Świnoujściu, najlepsza z restauracji przy promenadzie i jeśli kiedyś wrócę do Świnoujścia to pierwsze kroki pokieruję do Promenady!

El Papa – Cafe Hemingway – Bohaterów Września 69

Na kawę, ma ciacho, na drinka – w Świnoujściu koniecznie trzeba wstąpić do Cafe Hemingway! Super klimatyczna kawiarnia mieści się przy deptaku pomiędzy Placem Wolności a dzielnicą nadmorską. Jest tu zdecydowanie spokojniej niż przy promenadzie a fajnych miejsc nie brakuje.

El Papa to świetny koncept – spójrzcie tylko na wystrój. Nie chce się wychodzić! Do tego świetne menu, nietuzinkowe napoje (u mnie Pigwoniada) i domowe wypieki.

Jeśli szukacie klimatycznego miejsca na kawę lub na drinka w Świnoujściu to dla mnie numer 1 to Cafe Hemingway. Mają też ogródek ale wtedy tracicie możliwość przebywania w tym fantastycznym wnętrzu.

Mistral – Uzdrowiskowa 14

Kolejna restauracja przy promenadzie w Świnoujściu. Sama restauracja jak i ogródek z wyglądu zupełnie przeciętne. Dania z kolei podawane na modłę instagramową 😉 Naprawdę przyjemnie się na ten talerz patrzy. No ale oczami się człowiek nie naje. O ile sama ryba (w tym przypadku dorsz) była naprawdę świetna to dla mnie całość była za… słodka. Do ryby był sos charzanowo-musztardowy. Wszystko byłoby super gdyby nie to, że był tam miód. Dużo miodu! Za dużo miodu. Ale to może byłoby do przejścia gdyby nie to, że sałata wręcz pływała w sosie. Sosie zdecydowanie za słodkim! Ja rozumiem dodatek miodu do sosu ale kucharz ma zdecydowanie zbyt dużą tolerancję słodkiego smaku. Mimo tego nadmiaru słodyczy i tak uważam, że Mistral to miejsce gdzie warto zjeść w Świnoujściu, bo sama ryba (a o nią przecież w tym wszystkim chodzi) była przepyszna. Przeżyłabym ten miód nawet w tym sosie chrzanowym. Ale ilość słodkiego sosu na sałacie była przytłaczająca. Tak więc jedzcie w Mistralu rybę tylko może lepiej poproście sałatę z samą oliwą 😉 Rachunek dosyć wysoki – 70zł za Aperola i dorsza.

Tawerna w Sieciach – Żeromskiego 1B

Tawerna w Sieciach to nie jest żadna fancy knajpa a zwyczajna smażalnia. Ale to doskonała miejscówka jeśli szukacie miejsca gdzie można dobrze i tanio zjeść w Świnoujściu. Potężny kawał dorsza z frytkami i surówkami kosztuje 30zł. Porcja jak widać ogromna, przepyszne surówki no i w końcu udało mi się spróbować Piwa Świnoujskiego! Widziałam je w sklepach ale żadna z odwiedzonych przeze mnie knajp nie miała go w menu. W Tawernie w Sieciach w końcu udało mi się go napić.

Tawerna mieści się tuż przy promenadzie ale jednak w znacznie spokojniejszym otoczeniu. Zdecydowanie warto wpaść tu na rybkę.

Manufaktura Ekologiczna – Plac Wolności

I na sam koniec miejsce na kawę, ciacho i drinka w Świnoujściu – kawiarnia Manufaktura Ekologiczna. Urocza kawiarnia z widokiem na gwarny o każdej porze plac Wolności. Poza wyborem drinków, kaw i domowych ciast można tu spróbować lokalnie warzonego piwa.

Ja zdecydowałam się na prosecco z sorbetem owocowym (fajne!) i torcik owocowy. Ciasto było doskonałe -lekkie, nie za słodkie, nie za tłuste – akurat na lato. A prosecco od teraz będę pić tylko w wersji z sorbetem – rewelacja. Do tego naprawdę fajna obsługa i przyjemny lokal – jeśli szukacie fajnej kawiarni w Świnoujściu to wybierzcie się do Manufaktury.

Myślę, że wyszedł mi całkiem nienajgorszy przewodnik kulinarny po Świnoujściu 🙂 Teraz już wiecie gdzie w Świnoujściu można zjeść najlepszą rybę, a gdzie iść na drinka w pięknym otoczeniu 😉 Jeśli macie jakieś inne sprawdzone miejscówki w Świnoujściu to piszcie! Przyda się na następny raz!

Triest – co zobaczyć w mieście kawiarni?

Każdy przewodnik pisze, że Triest to najmniej włoskie z włoskich miast. Nie do końca się z tym zgodzę, bo Triest jest bardzo włoski ale nie da się ukryć, że widoczne są tu wpływy łacińskie, germańskie i słowiańskie. Przez wiele lat Triest nie był popularnym celem wycieczek. To się powoli zmienia ale jeśli szukacie miasta niezadeptanego przez turystów gdzie w trattoriach menu jest tylko włosku to zachęcam do spędzenia weekendu w Trieście.

Z góry przepraszam za małą ilość zdjęć obrazującą ten wpis ale jak już wspominałam przy okazji wpisu z Wenecji straciłam sporą część zdjęć z tego wyjazdu, zostało mi tylko to co w telefonie… Ale wpis powstawał na bieżąco we Włoszech i uznałam, że szkoda by się było nim nie podzielić…

Triest – Miasto Kawiarni

Zanim opiszę zabytki Triestu to najpierw słowo o kafejkach. W Trieście znajdziecie dziesiątki kawiarni, które przez lata pełniły funkcję salonów literackich. W tutejszych kawiarniach bywali Stendhal, James Joyce, Umberto Saba czy włoski pisarz Claudio Magris. Ten ostatni pisał, że Kawiarnia jest miejscem, gdzie można równocześnie być sam na sam, jak i w towarzystwie. W punkt, prawda?

Poza licznymi kawiarniami powstałymi na przestrzeni ostatnich lat w Trieście (na szczęście nie ma tu sieciówek albo są tak poukrywane, że ja na żadną nie trafiłam) jest też sporo kawiarni zabytkowych i historycznych. Najstarsza jest Caffe Tommaseo przy Piazza Tommaseo. Jej wnętrze to prawdziwe dzieło sztuki. Doskonałe miejsce do podglądania życia Włochów! Ceny zupełnie normalne więc zachęcam, żeby znaleźć chwilę na kawę i/lub śniadanie w Caffe Tommaseo.

Przy Via Battisti znajduje się Caffe San Marco szczególnie uczęszczana przez intelektualistów i literatów. Przy Piazza Unita d’Italia mieści się Caffe degli Specchi, przy Piazza della Borsa Caffe Tergesteo, a przy Via Dante Cafe Stella Polare gdzie podczas okupacji triesteńskie dziewczęta bawiły się z amrykańskimi żołnierzami. Życie Triestu toczy się w kawiarniach i zwiedzanie Triestu to też wizyty w kawiarniach!

Piazza Unita d’Italia

Piazza Unita d’Italia to niewątpliwe serce miasta i największa atrakcja Triestu. Ogromny plac u stóp wzgórza San Giusto jest miejscem spotkań mieszkańców i turystów. Z jednej strony otoczony Adriatykiem, z pozostałych – eleganckimi, okazałymi budynkami użyteczności publicznej. Plac uchodzi za największy w Europie rynek położony nad morzem.

Plac zbudowano w czasach gdy Triest był najważniejszym portem morskim cesarstwa austro-węgierskiego. Rozmiary placu powodują, że często organizowane są tu imprezy masowe i koncerty. Grali tu m.in. Green Day dla 12 tysięcy słuchaczy czy Iron Maiden dla 15 tysięcy.

W grudniu na placu odbywa się jarmark bożnonarodzeniowy w Trieście.

Najokazalszym budynkiem przy placu jest Palazzo Comunale – ratusz miejski. W jego centralnej części znajduje się wieża zegarowa z dwiema rzeźbami z brązu nazywanymi przez mieszkańców Michez i Jachez. W 1938 roku, z podestu przed ratuszem Mussolini ogłosił faszystowskie prawa rasowe mające obowiązywać w całych Włoszech.

Przed pałacem stoi pomnik Karola VI oraz fontanna Czterech Kontynentów. Jak nietrudno się domyślić jest to miejsce, w którym każdy turysta chce mieć zdjęcie 😉

Poza ratuszem wokół placu znajdują się budynki Palazzo del Governo (dziś mieszczą się w nim biura miejskiej prefektury), Palazzo Pitteri (pełnił funkcję siedziby Stowarzyszenia Minerwy zajmującego się propagowaniem kultury, nauki i sztuki) oraz Palazzo Lloyd Triestino (powstał jako siedziba autro-węgierskiej firmy transportowej Lloyd).

Niedaleko placu znajduje się też Palazzo Carciotti – pałac wybudowany na zlecenie greckiego kupca tekstylnego Demetrico Carciottiego. Pałac wybudowany w całości z istryjskiego kamienia pełnił przede wszystkim funkcję mieszkalną bogatej rodziny kupieckiej. Następnie był siedzibą banku Austro-Węgierskiego, alianckiego rządu wojskowego, a później zarządu portu. Dziś należy do gminy.

Starówka Triestu

Z placu najlepiej zrobić sobie spacer wąskimi uliczkami starego miasta Triestu. Wśród sklepików, barów i restauracji można poczuć się jak prawdziwy Włoch. Zamknąć mapę, przewodnik i iść gdzie oczy poniosą. Po drodze zatrzymać się na lampkę włoskiego wina lub aperola i wcielić w życie ideę dolce far niente.

Wybrzeże

Po spacerze starym miastem warto wrócić na plac, a z niego przejść na nabrzeże. Popularnym miejscem spacerów w Trieście jest Molo Audace. Przy molo Peschiera znajduje się akwarium. Nad wybrzeżem góruje latarnia morska Faro della Vittoria wybudowana na ruinach austriackiego fortu. Latarnia poza rolą nawigacyjną pełni też funkcję pomnika upamiętniającego marynarzy poległych podczas I wojny światowej.

Przy nabrzeżu w Trieście warto zobaczyć liczne pomniki, najczęściej upamiętniające bohaterów wojennych.

Wzgórze San Giusto

Na wzgórzu znajdują się najcenniejsze i najpiękniejsze zabytki Triestu. Piazza della Cattedrale to forum z czasów rzymskich. Dziś znajdują się tu pozostałości wybudowanej wtedy bazyliki.

Obok dawnego forum stoi monumentalna katedra św. Justyna – Cattedrale di San Giusto. Powstała w XIV wieku z połączenia dwóch romańskich bazylik. Świątynię wyróżnia ogromna gotycka rozeta. Warto zobaczyć będąc w Trieście.

Na tyłach katedry znajduje się kolejna atrakcja Triestu – Castello di San Giusto. Zamek został wzniesiony w latach 1468 – 1471 na polecenie cesarza Fryderyka III Habsburga. Była to najważniejsza budwla w mieście. Bilet wstępu obejmujący zamek, muzeum i lapidarium kosztuje 3 EUR i bez cienia wątpliwości warto go zwiedzić w Trieście.

Najstarszą budowlą w obrębie zamku Triestu jest Dom Kapitański, w którym obecnie mieści się Muzeum Zbrojowni. Obiekt pełnił funkcję rezydencji cesarskich kapitanów reprezentujących w Trieście cesarza austriackiego. W muzeum można podziwiać kolekcję broni, kaplicę św. Jerzego i Salę Wenecką z kolekcją gobelinów.

W Lapidarium można zobaczyć ponad 130 starożytnych sarkofagów i ołtarzy, a także neoklasyczny cenotaf – symboliczny grobowiec zamordowanego w Trieście niemieckiego archeologa Winckelmanna. Ponadto w jednej z sal można zobaczyć odnalezione w latach 1937 – 1938 pozostałości rzymskiego teatru z końca I wieku p. n. e.

Z zamkowych murów rozpościera się piękna panorama miasta.

Arco di Riccardo

W drodze powrotnej ze wzgórza do centrum miasta znajduje się kolejne ciekawe miejsce w Trieście – jedna z rzymskich bram prowadzących do miasta wzniesiona przez Oktawiana Augusta. Konstrukcja zdobiona jest pilastrami i motywami roślinnymi. Nie do końca wiadomo skąd nazwa bramy. Jedna z teorii mówi, że jest nawiązaniem do historycznego przejścia przez miasto króla Ryszarda Lwie Serce, druga – że pochodzi od słowa cardus – łacińskiej nazwy jednej z dwóch głównych ulic w miastach rzymskich, trzecia – że pochodzi od słowa ricario oznaczającego średniowieczną magistraturę znajdującą się w pobliżu.

Przy Piazza San Silvestro wznoszą się dwa kościoły – Santa Maria Maggiore i bazylika San Silvestro. Pierwszy to jezuicka świątynia wybudowana w stylu barokowym, od 1922 roku znajduje się w rękach franciszkanów. Bazylika San Silvestro to najstarszy kościół w Trieście i wg legendy znajduje się w miejscu, gdzie dawniej stał dom męczennic Eufemii i Tekli. Świątynia należy dziś do protestantów.

Same kościoły może aż tak powalające nie są ale warto tu przyjść, bo tuż obok znajduje się lodziarnia serwująca najlepsze lody w Trieście – Gelato Marco. Lody są warte grzechu (chociaż trafiłam na niesamowitego gbura w obsłudze!) – kremowe, tłuściutkie i wyraziste.

Teatro Romano

Po podniesieniu poziomu cukru można dalej zwiedzać. Kolejny punkt zwiedzania Triestu to Teatro Romano. U stóp wzgórza znajdują się pozostałości rzymskiego teatru z I-II wieku. W 1938 roku teatr został zrekonstruowany. Dziś odbywają się tu różne wydarzenia kulturalne, które może oglądać 6 tysięcy widzów.

Piazza della Borsa – Plac Giełdy

Spod teatru czeka nas krótki spacer na Plac Giełdy. Tu od XIX wieku toczyło się handlowe życie miasta. Plac otoczony jest okazałymi XIX-wiecznymi budynkami z budynkami starej i nowej giełdy na czele. W centralnym punkcie stoi XVIII-wieczna fontanna Neptuna, która w 1920 roku została przeniesiona w inne miejsce, a na plac wróciła w 2011 roku.

Od placu odchodzi pasaż prowadzący na Piazza del Teatro. Jego nazwa pochodzi od znajdującego się przy nim neoklasycznego budynku Teatro Comunale Giuseppe Verdi. W środku znajduje się m.in. muzeum teatralne.

Canale Grande

Zdecydowanie jedno z najprzyjemniejszych miejsc w Trieście. Z pewnością jeszcze cudowniejsze latem niż w listopadzie.

Kanał poprowadzony prostopadle do linii brzegowej miał przede wszystkim na celu osuszanie podmokłych terenów, zwiększenie liczby tras żeglugowych w mieście i umożliwienie załadunku i rozładunku towarów w magazynach znajdujących się w głębi lądu. W planach było wybudowanie większej ilości kanałów, ostatecznie udało się wybudować tylko ten jeden. Od momentu powstania kanał stanowił centrum życia mieszkańców.

Dziś otoczony jest knajpkami i restauracjami, które w słoneczne dni nawet w listopadzie wystawiają stoliki nad wodę. Przeuroczo i przepięknie. Gdybym zwiedzała Triest w innej porze roku to pewnie mogłabym tu spędzić cały dzień.

Kościół Sant’Antonio Nuovo

Przy krańcu kanału stoi największy kościół w Trieście. Fasadę świątyni zdobi sześć rzeźb przedstawiających patronów miasta.

Nieco dalej mieści się ortodoksyjny kościół San Spiridione. Do obu można wejść, wstęp jest bezpłatny (aż dziw, w końcu to Włochy).

Deptak Viale XX Settembre

Kierując się dalej na północ miasta docieramy do głównego deptaka Triestu. Popularne miejsce spotkań turystów i mieszkańców pełne sklepów, kawiarni i restauracji. Promenada ma ponad kilometr długości i prowadzi przez cztery z siedmiu historycznych dzielnic miasta. Przy deptaku znajduje się secesyjny budynek Teatro Rossetti.

Nie przy samym deptaku ale w bardzo bliskiej okolicy (Via Scipio Slataper 12) znajduje się fantastyczne miejsce gdzie warto zjeść w Trieście – Trattoria Alla Gioconda. Polecono mi to miejsce w hotelu. Zależało mi na miejscówce nieturystycznej w prawdziwym włoskim jedzeniem. I taka właśnie jest Gioconda. Stoliki nakryte zwykłą ceratą, menu wyłącznie po włosku, obsługa nie mówiąca po angielsku i najlepsza pasta ever! Do tego lampka wina za 1 euraska. Italia mi amore! Jak ja tęsknię!

Piazza Oberdan

I ostatnie miejsce, które warto zobaczyć w Trieście. Plac nazwany na cześć Guglielmo Oberdana – powieszonego w tym miejscu bojownika o wyzwolenie Triestu spod panowania austriackiego. Przez okres panowania Habsburgów plac zajmowany był przez wojsko. Dziś po infrastrukturze wojskowej nie ma śladu a plac jest głównym węzłem transportu miejskiego Triestu.

Triest – czy warto?

Kocham Włochy, nie jestem w stanie policzyć ile razy byłam w tym kraju ale Triest jakoś nigdy nie był w moich planach. Szukając pomysłu na listopadowy wyjazd odpaliłam stronę Lufthansy i spojrzałam gdzie mogę najtaniej polecieć z Poznania. Pokazał mi się Triest. Niewiele myśląc kupiłam bilety, zaplanowałam wycieczkę po półwyspie Istria ale na Triest też przeznaczyłam sobie 2 dni. I nie żałuję nawet jednej godziny spędzonej w tym mieście! Triest jest mniej włoski niż Rzym czy Mediolan ale dzięki temu bardziej swojski i mniej turystyczny. Szukając knajpy na obiad nie trzeba się obawiać miejscówek nastawionych na turystów, bo tych jest wciąż w Trieście niewielu. Triest jest piękny, elegancki, pyszny i bardzo przyjazny. Warto zwiedzić Triest przy okazji wycieczki po półwyspie Istria. Albo wybrać się na weekend do samego Triestu – też będzie co robić.

Puck – atrakcje perły Kaszub – co zobaczyć w Pucku?

Puck – małe miasteczko znane przede wszystkim z Zatoki Puckiej. Jeśli szukacie pomysłu na jednodniową wycieczkę z Gdańska to warto wybrać się do Pucka! A co zobaczyć w Pucku?

Rynek w Pucku

Zwiedzanie Pucka najlepiej zacząć od głównego placu miasta – placu Wolności. Wokół rynku stoją kamienice z przełomu XIX i XX wieku o ozdobnych szczytach wzorowane na mieszczańskich kamienicach Gdańska.

We wschodniej pierzei ryku Pucka wznosi się wiktoriański ratusz – wewnątrz często odbywają się różne wydarzenia kulturalne.

Po drugiej stronie rynku można dostrzec sklep Kaszubianka – najstarszy sklep w Pucku, gdzie można kupić pamiątki z Pucka i tradycyjne wyroby kaszubskie.

Przy rynku znajduje się gotycka fara. Kościół Apostołów Piotra i Pawła jest najstarszym zabytkiem Pucka. Dzień św. Piotra i Pawła (niedziela przed 29 czerwca) to wielkie święto w Pucku – odbywa się wtedy morska pielgrzymka z Kuźnicy do Pucka, jeden z najważniejszych dni w roku dla Kaszubów. Kutry i łodzie z całej Zatoki Puckiej są wtedy udekorowane w kaszubskie motywy i płyną do puckiego portu.

Tuż obok kościoła znajdują się budynki dawnej przetwórni rybnej rodziny Budzisz, w których dziś mieści się restauracja.

Port

Port rybacki w Pucku to oczywiście jedno z najważniejszych miejsc w mieście. Stoi tu mnóstwo statków, łódek i kutrów. Można się stąd wybrać w rejs po zatoce Puckiej. Port ma tradycje militarne – w XVI wieku mieścił się tu port kaprów pełen uzbrojonych statków handlowych.

W porcie stoi pomnik upamiętniający zaślubiny Polski z morzem w 1921 roku. Pomnik możecie też pamiętać z Kołobrzegu 🙂

W porcie cumuje się też kuter, na którym mieści się restauracja Bar Pomorza. Jest to absolutnie najlepsze miejsce, gdzie można zjeść w Pucku. Ten kuter przez całe lata cumował na gdyńskim Wybrzeżu Kościuszki i serwował najlepszą rybę w Gdyni. Teraz serwuje najlepsze jedzenie w Pucku. Koniecznie spróbujcie!

Między portem a deptakiem stoi pomnik poświęcony obrońcom Pucka przed potopem szwedzkim.

Deptak

Deptak, czyli promenada w Pucku prowadzi wzdłuż brzegu morza. Wokół niego znajdują się knajpki, lodziarnie i wszystko czego turysta potrzebuje do szczęścia. Jest jak na typowym nadmorskim deptaku – głośno, gwarno, trochę przaśnie no ale cóż… przecież za to kochamy wakacje nad Bałtykiem 🙂

Zróbcie sobie przerwę na tajskie lody przy promenadzie – naprawdę świetne. Niemal zawsze trzeba swoje odczekać ale warto.

Jedna z największych atrakcji Pucka to molo pośrodku którego znajduje się drewniany budynek tawerny. Wejście na molo w Pucku jest darmowe.

A jak nadmorskie deptak to oczywiście morze i plaża! Plaża w Pucku jest dość szeroka, piaszczysta i bardzo przyjemna. Zachód słońca na plaży w okolicy molo wygląda naprawdę bajkowo, nie sądzicie?

Muzeum Ziemi Puckiej

Jeśli chcielibyście w Pucku zwiedzić coś więcej niż deptak, plażę i knajpy to warto wybrać się do Muzeum Ziemi Puckiej. Mieści się ono niedaleko rynku, w dawnym budynku szpitala. Zgromadzono w nim zbiory historyczne i etnograficzne. Jest tu także ekspozycja poświęcona rybołówstwu i alfabetowi kaszubskiemu. Bilet wstępu kosztuje 5zł.

Puck – czy warto?

Pomysł na jednodniową wycieczkę do Pucka był zupełnie spontaniczny ale nie żałuję! Puck okazał się przeuroczy miasteczkiem z piękną starówką i przyjemną plażą. Super wybrać się do Pucka na jeden dzień ale myślę, że chętnie bym tu też wróciła na dłuższe wakacje. Warto!

Płock w jeden dzień – co zobaczyć w Płocku?

Płock – Stołeczne Książęce Miasto Płock – najstarsze miasto Mazowsza i dawna stolica Polski (tak, tak, nie tylko Kraków i Warszawa to stolice, w latach 1079 – 1138 to właśnie Płock był stolicą naszego kraju) no i przede wszystkim miasto, w którym prawie 32 lata temu przyszła na świat Paula 😉 Płock to fajny pomysł na jednodniową wycieczkę z Warszawy. Co warto zobaczyć w Płocku? Zapraszam na mój przewodnik po Płocku.

Wzgórze Tumskie

53-metrowa nadwiślańska skarpa gdzie Mieszko I założył Gród Książęcy. Skąd tumskość? Słowo pochodzi od rzeczownika tum, czyli katedry lub kolegiaty. Nazwa ta zachowała się w Płocku oraz we Wrocławiu i w Poznaniu, gdzie znajdują się wyspy o nazwie Ostrów Tumski. W 2018 roku Wzgórze Tumskie wraz z zabudowaniami zostało wpisane na listę Pomników Historii.

Na wzgórzu znajduje się Bazylika Katedralna, Muzeum Diecezjalne (dawny zamek i opactwo benedyktynów) oraz park, z którego rozpościera się piękny widok na Wisłę z molo i bulwarami.

Molo

Stosunkowo nowe miejsce na mapie miasta, bo oddane do użytku w 2011 roku. Ale nie można go pominąć planując zwiedzanie Płocka! Molo mierzy niespełna 358 metrów i jest najdłuższym rzecznym molo w Polsce. Jego konstrukcja została wykonana równolegle do linii brzegu rzeki co z kolei czyni je jedynym tego typu obiektem w Polsce. Takie usytuowanie nie jest przypadkowe. Chroni molo przed niebezpiecznymi zjawiskami lodowymi występującymi na rzece i jednocześnie umożliwia swobodną obserwację z pomostu widoku skarpy wraz z zabytkowymi, najstarszymi budowlami miasta – katedrą i zamkiem.

Wejście na molo jest darmowe, na jego końcu znajduje się kawiarnia Molo Cafe. Całkiem przyjemnie urządzona, ze stolikami na zewnątrz (skąd rozciąga się piękny widok) ale ceny są tu stosunkowo wysokie. Niemniej warto sobie zrobić chwilę przerwy na kawę. Kawę z widokiem na Płock 🙂

Port jachtowy – marina

Schodząc z molo warto zrobić sobie spacer nabrzeżem Wisły. To co zwróci uwagę to na pewno port i marina pełna jachtów, motorówek i niewielkich statków. Latem można stąd ruszyć na rejs po Wiśle. Jeśli wybieracie się do Płocka z dziećmi – świetny pomysł. Naprzeciwko mariny widać już amfiteatr.

Przy promenadzie znajduje się też spory napis PŁOCK – miejscówka dla fanów instagrama 😉

Bazylika Katedralna pw. Wniebowzięcia NMP

Katedra to chyba największa atrakcja turystyczna Płocka. W Katedrze Płockiej, najstarszej rzymskokatolickiej świątyni w kraju, znajdują się historyczne groby dwóch władców Polski: Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego. Spoczywa tam też piętnastu książąt mazowieckich.

Pierwsza, drewniana bazylika, powstała w 1099 roku. Do jej wnętrza prowadziły Płockie Drzwi – arcydzieło sztuki romańskiej, które obecnie znajdują się w Nowogrodzie. Nie wiadomo jak się tam znalazły ale do Płocka nigdy nie wróciły. W bazylice znajduje się dziś ich kopia.

Za katedrą rozciąga się Park na Wzgórzu Tumskim, z którego można podziwiać piękną panoramę Wisły.

W parku mieści się ławeczka – rzeźba przedstawiająca zasłużonego dla Płocka inżyniera technologii drewna i doktora nauk politycznych Jakuba Chojnackiego. U jego stóp zaś leży piesek.

Nieco dalej z kolei można zobaczyć pomnik Ludwika Krzywickiego – urodzonego w Płocku jednego z twórców polskiej socjologii.

Stary rynek

Co zobaczyć w Płocku? Koniecznie rynek. Plac z fontanną Afrodytą, ratuszem, centrum informacji miejskiej oraz ławeczką druha Milke.

Na wieży ratuszowej pojawiają się figury naturalnej wielkości, które przedstawiają moment pasowania na rycerza Bolesława Krzywoustego przez Władysława Hermana. Poznańskie koziołki mają konkurencję! 😉

Płocki ratusz jest wyjątkowy z jeszcze jednego powodu – tutaj odbyło się ostatnie posiedzenie Sejmu Królestwa Polskiego w 1831 roku.

Pośrodku płockiego rynku stoi fontanna Afrodyta. To nowa atrakcja Płocka – ma dopiero 20 lat.

Na rynku w Płocku znajduje się też ławeczka druha Wacława Milke – społecznika i animatora życia kulturalnego Płocka, inicjatora powstania Dzwonu Pokoju, patrona Harcerskiego Zespołu Pieśni i Tańca Dzieci Płocka.

Idąc z rynku w kierunku rzeki dociera się do kolejnego miejsca wartego zobaczenia w Płocku – placu Książęcego i stojącego tu od 2012 roku pomnika Bolesława Krzywoustego, który właśnie w Płocku przyszedł na świat. W Płocku też został pochowany.

Przy rynku w Płocku znajduje się też Browar Tumski z warzonym na miejscu piwem. Dla fanów złotego trunku i lokalnych piw obowiązkowy punkt zwiedzania Płocka.

Przy okazji festiwalu Audioriver przy rynku staje instagramowy napis PŁOCK.

Z Rynku warto wyjść ulicą Tumską – najdłuższym i najpopularniejszym deptakiem w Płocku pełnym restauracji i kawiarni. Z ulicy Tumskiej dochodzi się do okazałych budynków sądowych.

Wieża Ciśnień

Niewątpliwa atrakcja Płocka to 24-metrowa wieża ciśnień, która została zbudowana w 1894 roku. Pięciopiętrowy, ośmioboczny budynek z czerwonej cegły wzniesiono przy ulicy Warszawskiej. Do dziś widać go z daleka.

Dziś w Wieży Ciśnień mieści się restauracja, w której serwują naprawdę niezłe mięso. Jeśli chcecie dobrze zjeść w Płocku to koniecznie odwiedźcie wieżę. Latem mają uroczy ogródek pełen kwiatów.

Co jeszcze warto zobaczyć w Płocku?

Jeśli planujecie spędzić w Płocku więcej niż jeden dzień (a warto zostać dłużej!) to można też zwiedzić Muzeum Mazowieckie z największymi w Polsce zbiorami secesji i historią dziecięciu wieków Płocka a także jego oddział – Muzeum Żydów Mazowieckich.

Z dziećmi w Płocku na pewno warto się wybrać do ogrodu zoologicznego położonego tuż nad Wisłą.

W Płocku można zwiedzić też Sanktuarium Bożego Miłosierdzia z obrazem Jezusa Miłosiernego i miejscem pierwszych objawień siostry Faustyny.

Płock – czy warto?

Jak wspomniałam na początku urodziłam się w Płocku ale nigdy tam nie mieszkałam. Nie byłam w Płocku ładnych kilkanaście lat i zeszłoroczna jednodniowa wakacyjna wizyta była swego rodzaju podróżą sentymentalną 😉 Miasto bardzo się przez te kilkanaście lat zmieniło (jak większość polskich miast zresztą) i co tu dużo mówić – wypiękniało. Tysiące ludzi odwiedzają Płock przy okazji festiwalu Audioriver, a to miasto warte spędzenia w nim co najmniej weekendu. Piękny Płock mogliście też oglądać w serialu Pod powierzchnią.

W czasach pandemii i wakacji spędzanych głównie w Polsce Płock to doskonały pomysł na krótki citybreak na Mazowszu. Ja z przyjemnością jeszcze wrócę.

Portoroz i Piran – atrakcje wybrzeża Słowenii, co zobaczyć w Piranie?

Portoroz i Piran to takie słoweńskie dwumiasto 😉 Przeuroczy Piran położony malowniczo na cypelku wcinającym się w lazurowy Adriatyk uchodzi za jedno z najpiękniejszych miejsc w całej Słowenii. W przeszłości był wenecką twierdzą i te włoskie naleciałości są widoczne do dziś.

Portoroz zaś jest największym i najpopularniejszym kurortem w Słowenii. Infrastruktura turystyczna jest tu doskonale rozwinięta – są hotele, restauracje, bary, jest promenada, plaża. Wszystko czego przeciętny turysta potrzebuje do szczęścia 😉 Miejscowość ma też status uzdrowiska o wieloletniej tradycji. Benedyktyni z klasztoru San Lorenzo leczyli się tu błotem i wodą morską już w XIII wieku.

Portoroz i Piran dzielą 3 kilometry. Można tę trasę przejechać autobusem (jeżdżą często i mają dużo przystanków po drodze), rowerem albo można sobie zrobić przyjemny spacer promenadą wzdłuż morza. Przedstawiam Wam mój pomysł na piękny weekend na słoweńskim wybrzeżu.

Portoroz – promenada

Jak kurort to musi być promenada z restauracjami, sklepikami i straganami z pamiątkami. Nawet w listopadzie działo się na niej całkiem sporo ale jestem pewna, że latem dzieje się duuuużo więcej. Można spacerować, plażować, pić kawę, jeść owoce morza. Wszystko to co się robi w każdym innym kurorcie na świecie.

Meduza Beach

Krystaliczny Adriatyk otaczają plaże, nie inaczej jest w Portoroz. W mieście wyróżnia się plaża Meduza. W listopadzie oczywiście było za zimno, żeby się opalać i kąpać ale latem jest jedną z najbardziej obleganych plaż w mieście.

Magazyny soli – Grando i Monfort

Portoroz to nie jest miasto pełne zabytków ale jest tu kilka miejsc, które warto zobaczyć. Spacerując promenadą w kierunku Piranu warto zwrócić uwagę na podłużne budynki z XIX wieku. Służyły wtedy do przechowywania soli pozyskiwanej z pobliskiej saliny. Dziś w dawnych magazynach mieszczą się ekspozycje Muzeum Morskiego i wystawa sztuki.

Palace Hotel

W samym centrum Portoroz warto zobaczyć oddany do użytku w 2008 roku hotel Palace. Należy do sieci Kempinski i mieści się w miejscu pierwszego hotelu w mieście – wybudowanego w 1912 roku Kurhoter Palace. Dziś jest to jeden z najlepszych i najbardziej ekskluzywnych hoteli w całej Słowenii, wypoczywają tu słoweńscy notable i celebryci.

Opactwo benedyktyńskie

To co na pewno warto zwiedzić w Portoroz to pozostałości XV-wiecznego klasztoru św. Bernarda. Mieszczą się przy ul. Reber 3. Kompleks składa się z dobrze zachowanej dzwonnicy, prezbiterium i jednej ściany z łukiem. Klasztor został opuszczony w XIX wieku. W miejsce mnichów pojawili się austriaccy żołnierze, którzy uczynili z klasztoru warownię.

Piran – zwiedzanie

Idąc od opactwa cały czas wzdłuż wybrzeża dociera się w końcu do Piranu. Miasteczko uchodzi za jedno z najpiękniejszych miejsc półwyspu Istria. Muszę przyznać, że mimo popularności Piranu (prawdziwe tłumy w listopadową niedzielę!) miasteczko mnie zachwyciło.

Port

Idąc lub jadąc od strony Portorozu pierwsze co widzimy w Piranie to port i marina. Cumują tu motorówki, jachty, łódki rybackie. Szczególnie pięknie port w Piranie wygląda o zachodzie słońca.

Tuż przy porcie znajduje się przystanek autobusowy skąd można pojechać do Portorozu.

Mury miejskie Piranu

Zanim z portu ruszymy prosto na starówkę Piranu warto odbić w prawo i pomiędzy kamieniczkami znaleźć drogę prowadzącą do murów miejskich. Trasa jest oznakowana, mapy w telefonie też sobie radzą bez problemu.

Pierwsze mury miejskie powstały w VII wieku, dzisiejsze pozostałości pochodzą z X wieku, a według niektórych źródeł nawet z XV. W okolicy wejścia na mury znajduje się miejska brama Raspor.

Bilet wstępu kosztuje 2 EUR i jest to miejsce, które w Piranie warto zwiedzić. Można zobaczyć z góry całą zabudowę otoczoną błękitnym morzem. Pocztówkowe widoki! Warto się trochę zmęczyć. Jeśli wybieracie się do Piranu samochodem to można podjechać pod samo wejście na mury.

Kościół Matki Boskiej Śnieżnej (Cerkev Marije Snezne)

Z punktu widokowego na murach miejskich schodzi się wprost na stare miasto Piranu. Na starówce warto zobaczyć kilka kościołów. Pierwszy z nich to malutki, ufundowany na początku XV wieku przez anonimową mieszkankę Piranu kościół Matki Boskiej Śnieżnej. Wewnątrz znajduje się barokowy ołtarz i cenne dzieła sztuki.

Kościół i klasztor franciszkanów – Samostan sv. Franciska

Drugie miejsce, które warto zwiedzić w Piranie to kompleks, który powstał na początku XIV wieku. Fasada kościoła to efekt wielkiej przebudowy, która miała miejsce pod koniec XVIII wieku. Nad świątynią góruje 30-metrowa wieża. Sam kościół wybudowano w stylu gotyckim ale przebudowano go w stylu barokowo-klasycystycznym. Wewnątrz znajdują się liczne obrazy pędzla weneckich mistrzów. Warto zwrócić uwagę na misę na wodę święconą. Jest to prawdziwa, gigantyczna muszla. Waży 23,5 kilograma i pochodzi z Filipin. Pod posadzką kościoła pochowano m. in. ojca Tartiniego.

Kościół Matki Boskiej Pocieszenia – Cerkiev Marije Toraznice

Jak na tak niewielkie miasteczko kościołów w Piranie jest mnóstwo. Wewnątrz kościoła Matki Boskiej Pocieszenia znajdują się 4 cenne barokowe malowidła przedstawiające sceny z życia św. Augustyna.

Mediadom

Na starym mieście w Piranie mieści się Multimedialne Muzeum Historii Miasta – Mediadom. Niestety nie miałam czasu go zwiedzić ale jeśli spędzacie w Piranie więcej czasu i chcecie poznań historię miasta to jest to dobry adres.

Baptysterium i kościół św. Jerzego

Dochodzimy powoli do największych atrakcji Piranu. Barokowy kościół góruje nad miastem. Powstał w miejscu starszej gotyckiej świątyni. Architektura zewnętrzna jest dość skromna, wnętrze zaś bogato dekorowane.

Do świątyni przylega 47-metrowa dzwonnica, która jest dostępna jako taras widokowy.

Obok znajduje się baptysterium – centralna budowla na planie ośmiobocznym, nakryta spłaszczoną kopułą z latarnią.

Plac żydowski

Plac jest ukryty między kamieniczkami starego miasta. Został zbudowany na wzór weneckiego getta.

Brama Doplhina

Co jeszcze warto zobaczyć w Piranie? Spacerując po starym mieście warto odnaleźć bramę Dolphina – najpiękniejszą zachowaną gotycką bramę miejską Piranu. Zbudowana została w 1483 roku przez burmistrza Dolphina. Słynie z charakterystycznych herbów z trzema delfinami. Niestety moje zdjęcie gdzieś się zapodziało, jak odnajdę to dodam.

Muzeum Morskie

Kolejna atrakcja turystyczna Piranu mieści się w barokowym XVII-wiecznym pałacu Gabrielli. Przechowuje liczne eksponaty dotyczące związków Piranu i całego regionu z morzem. Dla pasjonatów na pewno miejsce warte odwiedzenia.

Plac Tartiniego – Tartinijev trg

Dla większości turystów to oczywiste, że to najstarszy i najważniejszy rynek w mieście. Niestety tym razem prawda jest nieco inna. Tartnijev trg był największym i najważniejszym portem w mieście. Rolę najstarszego i najważniejszego placu pełnił Prvomajski trg.

Na środku placu stoi pomnik Giuseppe Tartiniego – skrzypka pochodzącego z Piranu, jednego z najsłynniejszych Pirańczyków.

Plac otaczają ciekawe budynki. W narożniku warto zwrócić uwagę na kamienicę zwaną Wenecjanką. Czerwona, bogato zdobiona fasada nie pozwoli Wam przejść obok niej obojętnie. To miniaturowe arcydzieło gotyku weneckiego z XV wieku. Dziś na parterze mieści się sklepik, gdzie można kupić sól z Piranu (od razu macie pomysł na pamiątki z Piranu i w ogóle Istrii).

Warto też zobaczyć Pałac Sędziów – największy gmach przy placu wzniesiony pod koniec XIX wieku.

Turyści przybywający do Piranu zazwyczaj trafiają najpierw do neoklasycystycznego ratusza, w którym mieści się dziś informacja turystyczna. Budynek zdobiony jest potężnym portykiem kolumnowym i płaskorzeźbą lwa weneckiego na fasadzie.

Najstarszym budynkiem stojącym przy placu jest dom rodzinny Tartiniego. Pochodzi prawdopodobnie z 1384 roku choć od tamtej pory był wielokrotnie przebudowany. Dziś w budynku ma swoją siedzibę włoska społeczność Piranu. Włosi stanowią aż 1/3 mieszkańców miasta.

Naprzeciwko domu Tartiniego znajduje się niewielki kościół św. Piotra. Kościół słynie z reliefu przedstawiającego wręczenie kluczy św. Piotrowi.

Na placu stoją oryginalne XV-wieczne maszty. Znajdują się na nich symbole Wenecji (uskrzydlony lew) oraz herby Piranu i rady miejskiej.

Warto usiąść w jednej z kawiarenek z filiżanką kawy albo lampką słoweńskiego wina i podziwiać toczące się na placu życie oraz zgiełk panujący w pobliskim porcie. Punkt obowiązkowy zwiedzania Piranu.

Prvomajski trg

No i w końcu najważniejszy kiedyś plac w mieście, dziś cichy i spokojny. Otoczony jest starymi, kolorowymi kamienicami. Znajduje się na nim niska, kamienna cysterna na deszczówkę zwieńczona 4 barokowymi rzeźbami ustawionymi w narożnikach budowli. Uwaga, tu koncentrują się najlepsze restauracje w Piranie. Do tego nie tak oblegane i nie tak drogie jak te przy promenadzie. Jeśli chcecie zjeść najlepsze owoce morza w Piranie to zatrzymajcie się w którejś z knajpek otaczających plac Prvomajski.

Promenada

Zwiedzanie Piranu to zarówno krążenie wąskimi uliczkami starego miasta ale też nie można wyjechać z miasta nie obchodząc cypelka dookoła. Przy promenadzie znajduje się mnóstwo restauracji (jest drogo – za boski widok się płaci) i aleja spacerowa. Na samym końcu cypelka znajduje się latarnia morska w Piranie, a tuż obok niej Kościół Matki Bożej od Zdrowia. Warto zwrócić uwagę na rokokowy portal i dzwonnicę z neogotyckim krenelażem.

Druga strona cypelka w listopadzie była raczej wymarła. Moją uwagę zwróciła restauracja o wiele mówiącej nazwie Na końcu świata. Spacerując po tym cypelku naprawdę ma się wrażenie jakby się dotarło na sam kres.

Portoroz i Piran – czy warto?

Myślę, że jeśli dotarliście do tego miejsca, przeczytaliście cały tekst i zobaczyliście wszystkie zdjęcia to nie macie wątpliwości, że warto! Piran to miasto oferujące liczne zabytki i atrakcje – także dla dzieci. Do tego urocze uliczki starego miasta, piękna nadmorska promenada i restauracje z widokiem zapierającym dech w piersiach. Jak można się domyślić tak małe miasto jak Piran nie ma zbyt dużo miejsc noclegowych, a te które są mają wysokie ceny. Dlatego planując zwiedzanie Piranu warto spać w Portorozu – wybór noclegów większy, ceny niższe (także w restauracjach) a do Piranu można dotrzeć w kilka minut autobusem lub zrobić sobie bardzo przyjemny spacer. Jeśli chce poznać Słowenię od najpiękniejszej strony to z pewnością warto zaplanować zwiedzanie tego kraju tak, żeby chociaż 2 dni spędzić na wybrzeżu.

Chorwacja – Poreć – atrakcje dawnego rzymskiego miasta

Poreć to kolejny punkt mojej listopadowej wycieczki po półwyspie Istria. Niestety najbardziej pechowe pod względem pogody. W Poreciu spędziłam 1,5 dnia i 90% tego czadu padało. Przepraszam – lało. Bo gdyby tylko padało to nie byłoby tak źle 😉 No ale cóż… Lecąc w takie miejsce w połowie listopada trzeba się liczyć z tym, że czas na plażowanie to nie będzie.

Poreć to dawne rzymskie miasto położone na półwyspie. W sezonie bardzo popularne, jesienią – jak każdy kurort po sezonie – nieco opustoszałe.

Tgr Slobode

Co zobaczyć w Poreć? Oczywiście stare miasto. A sercem starego miasta Poreć jest jego główny plac, przy którym znajduje się barokowy kościół św. Marii Matki Boskiej od Aniołów zbudowany na ruinach romańskiej świątyni.

Kościół był zamknięty ale przy Trg Slobode znajduje się też sporo knajpek i restauracji gdzie można coś zjeść. Mieści się tu też chorwacka sieciówka Mlinar, o której wspominałam przy okazji wizyty w Puli.

Zanim ruszymy na starówkę Poreć można pójść w drugą stronę ulicą Zagrebacką. Tam mieści się centrum informacji turystycznej Poreć, a nieco dalej skwer z pomnikiem Joakima Rakovaca.

Kula Pietra de Mula

Idąc z placu w głąb starego miasta widzimy część dawnych fortyfikacji miejskich – okrągłą wieżę obronną. Mieści się ona przy Narodnim trgu, a nazwana została na cześć burmistrza, który w 1475 roku zadecydował o jej budowie. Obecnie wieża pełni funkcję restauracji z tarasem widokowym obejmującym wybrzeże i wyspę sv. Nikola. W baszcie zachowały się oryginalne strome schody i otwory strzelnicze. W deszczowym listopadzie restauracja niestety była zamknięta.

Peterokutna kula

Kolejny punkt zwiedzania Poreciu to kolejna wysoka pięciokątna wieża, która była niegdyś częścią średniowiecznego muru fortyfikacyjnego. Znajduje się przy ul. Decumanus 1. Dziś mieści się w niej restauracja.

Ulica Decumanus

Wieża mieści się przy deptaku, który biegnie traktem wytyczonym jeszcze przez Rzymian i sam w sobie jest atrakcją miasta Poreć. Soi przy nim wiele zabytkowych kamienic patrycjuszy i gotycki pałac z XV wieku. Przy tej ulicy znajduje się też Muzeum Regionalne – do 2021 jest ono remontowane i zamknięte dla zwiedzających.

Przy ulicy Decumanus stoi także XIII-wieczny dom mieszczański. Podczas niedawnego remontu dobudowano do niego… balkon. Nikt nie wie dlaczego 😉

Port Poreć

Atrakcją miasta położonego na półwyspie musi być port. A jak port, to i marina. W deszczowym listopadzie nie było to miejsce gdzie chciałam spędzić mnóstwo czasu ale latem na pewno jest jednym z najbardziej gwarnych punktów na mapie Poreciu.

U wejścia do portu leży wyspa św. Mikołaja (sv. Nikola). – od maja do połowy października odbywają się na nią rejsy. Na wyspie znajdował się monastyr św. Anastazji, który w XIX wieku zamieniono na zamek w stylu toskańskim, a dziś mieści się w nim hotel Istra.

Piazza dei Signori

Wracamy do centrum Poreciu. Plac dei Signori, przy którym wznoszą się najbardziej okazałe kamienice w mieście to miejsce gdzie mieszkali najzamożniejsi mieszkańcy średniowiecznego Poreciu. W miejscu zachodniej pierzei rynku znajduje się dziś park. Stojące tu kamienice zostały doszczętnie zbombardowane podczas II wojny światowej.

Z placu warto zapuścić się w wąskie uliczki. Warto przy nich zobaczyć XII-wieczny romański dom Pod Dwoma Świętymi i gotyckie zameczki z XV wieku.

Trg Marafor

Kolejne miejsce, które warto zobaczyć w Poreciu to plac Marafor. Plac ten rozciąga się w miejscu antycznego forum Marsa, przy którym znajdowały się liczne świątynie i budynki użyteczności publicznej. Można to zobaczyć oryginalną nawierzchnię z czasów starożytnych. Znajdują się tu też pozostałości świątyni Neptuna uchodzącej za najstarszą na Istrii.

Dziś mieści się tu miejska biblioteka oraz kilka restauracji.

Teatro Giuseppe Verdi

Warto też zwrócić uwagę na budynek teatru z 1885 roku – dziś mieści się w nim uniwersytet. Teatr mieści się przy placu Narodni Trg.

Bazylika Eufrazjusza

Na pytanie Poreć co zwiedzić jest tylko jedna odpowiedź – bazylika Eufrazjusza. Bazylika jest jednym z najwspanialszych zabytków sztuki bizantyjskiej w Europie i jest wpisana na listę UNESCO. W miejscu dzisiejszej świątyni znajdowało się dawniej oratorium św. Maura. Biskup Maur poniósł tu męczeńską śmierć w 303 roku.

Bazylika wybudowana przez biskupa Eufrazjusza składa się z 4 części. W zachodniej znajduje się baptysterium z wejściem do XVI-wiecznej dzwonnicy. Na dzwonnicę można (i trzeba!) wejść, by podziwiać piękny widok na miasto i Adriatyk.

Między baptysterium a bazyliką znajduje się czworokątne atrium z kolumnami zdobionymi mozaikami.

Najstarszą część bazyliki zamyka od zachodu wielokrotnie przebudowywany pałac biskupi z VI wieku. Mieści się w nim lapidarium, w którym przechowywane są mozaiki. Jedną z najcenniejszych jest ta przedstawiająca rybę – symboliczny znak Chrystusa. Część mozaik eksponowana jest na zewnątrz, niestety podczas mojego pobytu były zalane wodą.

Sama bazylika wyróżnia się 18 marmurowymi kolumnami przywiezionymi z Bizancjum. Środkowa nawa ozdobiona jest licznymi mozaikami. Co ciekawe część z nich została tu przeniesiona ze świątyń pogańskich i można tu dostrzec wizerunki pogańskich bóstw, m. in. Neptuna.

Obok apsydy znajduje się zakrystia. W jej posadzce odsłonięto dwie warstwy mozaik pochodzących z wcześniejszych świątyń. W głębi znajduje się kaplica z sarkofagiem św. Maura.

Bilet wstępu kosztuje 50 KN. Warto.

Kościół Franciszkanów

Jak już jesteśmy w tematach świątynnych to w Poreciu warto jeszcze zobaczyć kościół Franciszkanów. W XIX wieku został on zsekularyzowany i dziś nazywa się go Istryjskim Parlamentem. Odbywają się tu sesje Rady Miasta Poreć, wystawy sztuki i różnego rodzaju konferencje.

Promenada

Ponieważ Poreć położony jest na półwyspie to całe stare miasto obiega nadmorska promenada. Spacerując ulicami Obala marsala Tita oraz Obala Matka Laginje można obejść całą starówkę Poreć. Idąc dalej ulicą Tesle dociera się do najbardziej instagramowego miejsca na Istrii 😉 – poreciowego serduszka.

Poreć – czy warto?

Poreć to malutkie ale przeurocze miasteczko i warto je odwiedzić. Na pewno jest ładniejsze, przyjemniejsze i bardziej kolorowe latem ale nawet w deszczowym listopadzie miło spędziłam tu czas. A Bazylika Eufrazjusza to jeden z najważniejszych zabytków w Chorwacji, który trzeba zobaczyć!

Przystanek Lawenda – pola lawendy w Polsce

Przystanek Lawenda to mała plantacja lawendy znajdująca się w miejscowości Borowiczki-Pieńki tuż koło Płocka. Jeśli jesteście akurat w Płocku albo szukacie pola lawendy na Mazowszu to bardzo Wam polecam to miejsce.

Kiedy kwitnie lawenda?

No właśnie kiedy najlepiej wybrać się na pole lawendy,? Lawenda kwitnie przez około miesiąc w roku, od połowy czerwca do połowy lipca. W połowie lipca zaczynają się lawendowe żniwa.

Jak się przygotować i na co uważać?

No właśnie, ja nie miałam świadomości, że na wizytę na polu lawendy trzeba się przygotować! Na co? Na owady. Jest ich całe mnóstwo. Są komary, są trzmiele, są pszczoły. Są też piękne motyle. Szczerze mówiąc przez gryzące latające stworzonka moja wizyta była krótsza niż planowałam.

Wybierając się na pole lawendy spryskajcie się czymś przeciwko komarom. Dobrze sprawdzi się… hydrolat lawendowy. Ten naturalny środek ma właściwości odstraszające te ohydne krwiopijcze bestie.

Przystanek Lawenda

Plantacja Przystanek Lawenda znajduje się w Borowiczkach, przy ul. Piastowskiej 92. Jest otwarta dla zwiedzających w piątki i w soboty w godzinach 11 – 18. Wstęp na pole lawendy jest bezpłatny.

Najlepiej dojechać tam własnym samochodem lub rowerem.

Poza plantacją lawendy jest tu też mały sklepik gdzie możecie kupić sadzonki lawendy (30zł/sztuka), mydełka, świece, hydrolaty, bukieciki i inne wyroby lawendowe.

Pola lawendy w Polsce

Pola i plantacje lawendy są coraz popularniejsze w Polsce. Mniejsze bądź większe pole znajdziecie w każdym województwie. Do najpopularniejszych należą Ogród pełen lawendy w Klimoniowie, Lisie Pole w Bieniądzicach koło Wielunia, Lawendowe Zdroje w Pakszynie czy Plantacja Lawendy w Szkaradowie. Polskie pola nie są tam rozległe jak te w Prowansji ale lepsze to niż tylko oglądanie zdjęć z Francji 😉

Plantacje lawendy we Francji i w Europie

Żeby zobaczyć pola kwitnącej lawendy trzeba wybrać się do Prowansji, a konkretnie w okolice Valensole. To miasto to światowa stolica lawendy z muzeum lawendy i dziesiątkami sklepów z lawendowymi wyrobami.

We Francji wyznaczono tzw. szlak lawendy – la Route de la Lavande, na który składa się 7 różnych tras w obrębie regionu Prowansji. Każda z nich liczy od 70 do 215 kilometrów. Opis i mapkę każdej z nich znajdziecie TU.

W Chorwacji też są pola lawendy, najwięcej na wyspie Hvar. We Włoszech należy szukać lawendy w okolicach jezior Como i Garda, a we Francji oczywiście w Prowansji. Lawendę znajdziecie też w Wielkiej Brytanii – w okolicach Londynu popularna jest Mayfield Lavender Farm.

Gdzie zjeść śniadanie w Poznaniu? Część II.

Pierwszą część zestawienia najlepszych śniadań w Poznaniu można znaleźć TU. Dziś część druga, z pewnością nie ostatnia. Moje ostatnie odkrycia i ulubione miejsca na śniadanie w Poznaniu. Życie powoli wraca do normalności, znów można jadać śniadania na mieście. Smacznego!

Młyńska 12 Cafe, centrum

Młyńska 12 to kamienica w centrum miasta, w której znajdziemy restaurację The Time, bar Wino na Kieliszki, bar Twelve Cocktails&CO, Cigar Room&Whisky Bar, a od niedawna piekarnię Big Bonjour Boulangerie wraz z kawiarnią Cafe Młyńska 12.

Cafe Młyńska to miejsce niczym żywcem przeniesione z Paryża. Jest elegancko, paryski szyk czuje się i widzi już od wejścia. Zza kasy spogląda na nas rząd świeżo wypieczonych bagietek, pachnie świeżo mielona kawa. Lokal jest bardzo jasny, urządzony minimalistycznie ale z klasą, bardzo miło się tam spędza czas.

Karta śniadaniowa nie jest długa ale każdy znajdzie coś dla siebie – jest i na słodko, i wytrawnie. Ja pozostając w duchu miasta znad Sekwany decyduję na się na tosty francuskie. Trochę trzeba na nie poczekać (mimo iż lokal nie jest bardzo obłożony, zajęte może ze 3 stoliki) ale warto. Ależ to było pyszne. Mokre kawałki brioszki smażone na maśle (to czuć!), do tego aksamitny serek mascarpone i solidna porcja sezonowych owoców. Niebo w gębie. Jest dosyć drogo. Za tosty i herbatę zapłaciłam 34 zł. Szukacie eleganckiego śniadania w Poznaniu? Idźcie do Młyńskiej 12.

Czarne Mleko – Dąbrowskiego 68, Jeżyce

Czarne Mleko to kawiarnia obok której przechodziłam dziesiątki razy i jakoś nigdy nie miałam czasu, żeby wejść. Aż w końcu którejś sierpniowej soboty zawitałam tam na śniadanie. Sam lokal jest bardzo jeżycki. Wystrój idealnie pasuje do klimatu całej dzielnicy – jest prosto ale pomysłowo – stoliki z palet, wygodne fotele. Fajnie. Latem są dwa stoliczki na zewnątrz, stoją po prostu na chodniku.

Karta śniadaniowa jest krótka i konkretna – są jajecznice, omlety, owsianka i granola. Ja decyduję się na tę ostatnią. Prażone płatki i bakalie podane z musem ze świeżych truskawek i owocami sezonowymi oraz jogurtem. Pyszota. Co najważniejsze – nie było słodko. Jedyna słodycz to kilka plasterków banana. Bo czasem granole są tak mocno miodowe, że aż ciężko je jeść. Ta na szczęście była idealna. Do tego cappuccino na mleku kokosowym (wszystko razem za 25zł) i mamy śniadanie idealne.

Kuchnia i Mech – Dominikańska 7, centrum

Miejsce odkryte w pewną letnią niedzielę zupełnym przypadkiem. Akurat było to w czasie gdy w każdej knajpie, w której jadłam szukałam hummusu. Hummus uwielbiam od zawsze ale czasem mam takie fazy, że jadam go codziennie. I to akurat był ten czas więc dla mnie wybór był prosty – kanapki i hummus. I wiecie co, tak sobie uświadomiłam, że chyba pierwszy raz dostałam hummus z porządnym pieczywem a nie z pitą. I bardzo mi taka wersja odpowiadała. Chleb w Kuchni Mchu pieką sami i jest naprawdę wyśmienity. Ciężki, wilgotny, naturalny. Dokładnie taki jaki powinien być prawdziwy chleb. Hummus był smaczny, nie był to najlepszy hummus jaki jadłam w życiu ale nic mu zarzucić nie można.

Do śniadania tym razem zamiast kawy były owoce szprycery. W końcu w niedzielę można 😉 Naprawdę pyszne, lekkie, orzeźwiające, podane w przepięknych kryształowych szklanicach.

No i to wszystko w naprawdę pięknie urządzonym lokalu. Połączenie klimatów industrialnych i dużej ilości zieleni – zgrabnie to wyszło. Śniadanie i szprycer to koszt ok. 30-35 zł za osobę. Dobre śniadanie w okolicach rynku w Poznaniu? Kuchnia i Mech.

Inna Piekarnia – Ratajczaka 39

Inna funkcjonuje na kulinarnej mapie Poznania od niecałych 3 lat i nie ukrywam, że mnie kupiła od samego początku. Najpierw były tu nieziemsko pyszne wypieki, później doszły śniadania. Jeśli potrzebujecie ciasta/tortu/ciastek niczym z francuskiej piekarni, wyglądających jak milion dolarów i smakujących tak, że może opisać je tylko hashtag #foodgasm to idźcie do Innej Piekarni. Na cokolwiek się nie zdecydujecie, będziecie zachwyceni. Nie jest najtaniej ale ich wyroby są warte każdej złotówki.

Ale do rzeczy – wszak to wpis o śniadaniach. Oferta śniadaniowa Innej się zmienia cyklicznie ale zawsze jest nietypowa, ciekawa i pełna niesamowitych smakołyków. Śniadania w Innej są inne. Nie dostaniecie tu typowego omleta, jajecznicy ani twarożku. Tu dostaniecie autorskie, czasem szalone ale zawsze przepyszne kompozycje.

Moje placki były słonawe (na zakwasie), do tego owoce i palone lody. No po prostu niebo w gębie. A porcja tego była taka, że przez pół dnia potem nic nie zjadłam. W moim prywatnym rankingu Inna serwuje najlepsze śniadania w Poznaniu. Śniadanie i kawa to koszt ok. 30zł więc jest przyzwoicie, zwłaszcza biorąc pod uwagę ogromne porcje (wszystkie śniadania są tu duże). Kocham, bywam i będę bywać nadal. A Wam polecam zwłaszcza, że piekarnia mieści się w samym centrum – między ulicą św. Marcin a placem Wolności. Śniadania serwowane są od poniedziałku do soboty od 8.30 do 14.00

Ptasie Radio – Kościuszki 74, centrum

W czasach ogromnej rotacji na gastronomicznej mapie miasta Ptasie Radio jest swego rodzaju weteranem. Ptasie Radio istnieje od lat, zmienia się rzecz jasna (zdecydowanie na plus!) i jest jakąś stałą w tym szalonym czasie zmian.

Śniadania w Ptasim Radiu serwowane są od 9 do 12 więc można wpaść i na pierwsze, i na drugie śniadanie. Latem jest ogródek, ja jednak wybieram stolik w środku. Po pierwsze jest dużo ładniej, po drugie jest klimatyzacja (na zewnątrz 29 stopni, o 10 rano!), po trzecie ogródek jest jednak przy ulicy gdzie jeżdżą samochody więc to średnie towarzystwo dla spokojnego śniadania.

Opcji śniadaniowych mamy w Ptasim Radiu kilka, ja decyduję się na bułeczki (okropnie niezdrowe, białe, pełne glutenu ale cieplutkie, mięciutkie i pyszne:D) z trzema pastami – z makreli (uwielbiam!), jajeczną i twarożkiem. Porcja duuuuża. Może nie ogromna ale dla mnie zdecydowanie za duża. Bułeczki jak już napisałam – bardzo niezdrowe i jeszcze bardziej pyszne. Wszystkie pasty bardzo smaczne, doprawione delikatnie. Wszystko podane bardzo estetycznie. No i genialne pomidory. Szczerze mówiąc już dawno nie zdarzyło mi się jeść w knajpie tak smacznych pomidorów. Duży plus. Do picia wzięłam mrożoną herbatę miętowo-truskawkową i ona była hitem tego śniadania. PRZEPYSZNA. Zdecydowanie polecam Ptasie Radio na śniadanie w Poznaniu. Jest pysznie, obficie i w pięknym otoczeniu. Za śniadanie z herbatą zapłaciłam 30zł.

Nadzieja – Zwierzyniecka 3/1, centrum

Była kiedyś na Taczaka wegańska restauracja Je Sus. Była i zniknęła. Później okazało się, że osoby odpowiedzialne za Je Sus stworzyły Nadzieję. W kompleksie Concordia na Zwierzynieckiej, czyli jednym z najgorętszych adresów w mieście. Jeśli chce zjeść dobre śniadanie w Poznaniu blisko targów czy dworca to jest to dobry adres.

Nadzieja już przed wejściem zachwyca ogromem zieleni. Latem są oczywiście stoliki na zewnątrz ale ponieważ ja odwiedziłam ją w bardzo upalny dzień (33 stopnie na termometrze) to zdecydowałam się usiąść w środku. Wystrój jest skromny ale przyjemny. Wnętrze jest jasne i przestronne, myślę, że to całkiem niezłe miejsce do pracy.

Ale do rzeczy, ja nie przyszłam pracować tylko jeść. Po zerknięciu w ofertę śniadaniową decyduję się na słodkie śniadanie. Chałka cynamonowa ze śliwkami, śmietaną i orzechami laskowymi działa mi na wyobraźnię. Do picia – jedyny słuszny napój w taki upał, czyli espresso tonic. Kawa świetna. Na śniadanie trochę trzeba poczekać ale jak się pojawia to na początek pożeram je wzrokiem. Prawda, że wygląda genialnie? Insta-friendly, zdecydowanie 😉

Ale jedzenie ma przede wszystkim smakować, nie wyglądać. I chałka smakuje wybornie. Jest masełko, jest cynamon, świeżutkie pieczywo. Do tego sporo owoców i podprażone orzechy, które pachniały genialnie. Porcja dla mnie jak zwykle za duża ale było tak pyszne, że zjadłam wszystko, co do ostatniego okruszka.

Nadzieja jest miejscem gdzie szczególnie dba się o jakość składników. Warzywa i owoce pochodzą z ich prywatnej hodowli, nie ze sklepu. Ogromny plus!

Ceny dosyć wysokie. Ja za swoje śniadanie z kawą zapłaciłam 32zł, natomiast szakszuka czy inne wytrawne śniadania kosztują około 10 zł więcej. Z tego co widziałam na stolikach obok – porcje są naprawdę potężne.

Republika Róż – plac Kolegiacki 2a

Republika Róż to kolejne miejsce, które mam wrażenie jest w Poznaniu od zawsze. Przyjemny lokal ulokowany w samym centrum miasta serwuje i śniadania, i lunche, i słodkości – spróbujcie kiedyś ich kultowej tarty malinowej – to najlepsze ciasto w Poznaniu!

Karta śniadaniowa Republiki Róż obowiązuje od poniedziałku do piątku od 9 do 12, w weekendy w Republice jest bufet śniadaniowy. Ja wybrałam się w jakiś czwartek, generalnie był to dzień kiedy sama nie wiedziałam na co mam ochotę 😉 Ostatecznie zdecydowałam się na jaglankę z migdałami i owocami. I muszę przyznać, że była to chyba najlepsza jaglanka jaką kiedykolwiek jadłam. Lekko słonawa, z owocami i mocno przyprażonymi płatkami migdałowymi. Smaki się uzupełniały, całość była naprawdę obłędna. Wysoka pozycja na liście najlepszych śniadań w Poznaniu. Do śniadania możecie wziąć kawę lub herbatę śniadaniową za 3 zł.

Jedyny minus – fatalna, naprawdę fatalna obsługa. W ogóle niezainteresowana gośćmi, bardzo długi czas oczekiwania najpierw na kartę, potem na złożenie zamówienia i ostatecznie nawet na herbatę. A zajęte były raptem 3 stoliki. Ale byłam w republice wielokrotnie i taka obsługa zdarzyła mi się po raz pierwszy więc mam nadzieję, że to jednorazowa wpadka.

Kulka Cafe – Towarowa 41

Bardzo niedaleko od dworca (naszego poznańskiego chlebaczka) więc jeśli jesteście w Poznaniu przejazdem i potrzebujecie szybkiego (ale smacznego) śniadania to zajrzyjcie do Kulki.

Fajna, kolorowa restauracja, przyjemna obsługa no i naprawdę dobre śniadanie. O ile w domu moje śniadania są zawsze super zdrowe to na mieście grzeszę 😉 W Kulce wybrałam tosty z gorgonzolą, och jakie to było tłuste i pyyyyszne 🙂 Muszę tam wrócić a Wam polecam Kulkę na smaczne śniadanie w Poznaniu. Mają też świetną kawę.

Razowa Bistro – Wrocławska 20, centrum

Razowa to bardzo popularna śniadaniownia. Ja nie jestem jej wielką fanką. Głównie z tego względu, że działa tam popularna piekarnia i przewija się mnóstwo ludzi. Co chwilę ktoś wchodzi, wychodzi, dużo się dzieje. Ja lubię jeść śniadania w spokoju. Więc Razowa to raczej miejsce na szybkie śniadanie, nie na długie celebrowanie poranka.

A co zjeść na śniadanie w Razowej? Wszyscy polecali mi szakszukę więc się na nią skusiłam. Była smaczna ale jadłam w swoim życiu lepsze. Jeśli w innych lokalach nie ma miejsca to idźcie do Razowej ale nie serwuje ona najlepszych śniadań w mieście 😉 Ale pieczywo rzeczywiście mają świetne.

Szarlotta Bistro – Świętosławska 12

Po raz pierwszy w Szarlotcie byłam tuż po otwarciu. Mimo iż bardzo mi smakowało jedzenie to później jakoś tam nie trafiałam. W sumie nie wiem czemu. Ale w poszukiwaniu najlepszego śniadania w Poznaniu w któryś letni poranek wróciłam do Szarlotty.

Lokal urządzony jest bardzo stylowo, obsługa zawsze jest uprzejma i sprawna, a jedzenie bezbłędne. Tym razem postawiłam na naleśniki z serem i owocami, a żeby się dowitaminizować wzięłam zielony koktajl. Wszystko pyszne, w pięknym otoczeniu. Gdzie zjeść dobre śniadanie w Poznaniu? Szarlotta Bistro. Tuż przy starym rynku.

Jak widzicie moda na jadanie śniadań na mieście trwa w najlepsze, restauracje otworzyły się po koronaprzerwie więc za jakiś czas spodziewajcie się kolejnej porcji smacznych śniadaniowych adresów. Ale najpierw pokażę Wam gdzie zjeść najlepsze śniadanie we Wrocławiu i dorzucę drugą część moich ulubionych śniadaniowni w Warszawie (część pierwsza TU). Brakowało mi jedzenia na mieście więc teraz będę nadrabiać 🙂

Rovinj – atrakcje najbardziej włoskiego miasteczka chorwackiego wybrzeża Adriatyku

Rovinj – jedno z trzech najchętniej odwiedzanych miast w Chorwacji, latem niebywale zatłoczone, późną jesienią i zimą senne i nieco wymarłe. Ale ja lubię z dala od tłumów 😉

W latach 1920 – 1943 Rovinj znajdował się w rękach włoskich. Niby 1/3 mieszkańców miasteczka do dziś stanowią Włosi ale Rovinj nazywany jest… chorwackim St Tropez. Działa tu najstarsza w Chorwacji przetwórnia ryb oraz fabryka tytoniu. Zwiedzanie Rovinja czas zacząć. Na zobaczenie miasteczka wystarczy kilka godzin.

Rovinj – katedra

Co zobaczyć w Rovinj? Nad miastem góruje 57-metrowa wieża katedry św. Eufemii. Kościół wybudowano w 1736 roku w miejscu stojącego tu wcześniej kościoła św. Jerzego, zaś sama wieża datowana jest na rok 1680. Jej szczyt zdobi miedziana statua św. Eufemii. Grób świętej, której szczątki przywieziono do Rovinja z Konstantynopola znajduje się w środku świątyni.

Niestety w listopadzie kościół był zamknięty na cztery spusty, a dostępu do niego strzegły agresywne (nie żartuję!) koty.

Z terenu wokół katedry rozciągają się piękne widoki na Adriatyk.

Spod katedry do portu warto wrócić wzdłuż brzegu. Można iść promenadą, latem można wskoczyć do morza. Przy promenadzie jest wyznaczone miejsce do kąpieli, z drabinkami i cywilizowanymi zejściami do wody. Morze nawet w listopadzie jest niebywale krystaliczne.

Trg marsala Tita

Rovinj nie jest naszpikowany zabytkami. Jedną z największych atrakcji miasta jest szeroki plac portowy pełen restauracji i kawiarni. Na środku znajduje się fontanna i wieża zegarowa z czasów weneckich (podczas mojego pobytu zastawiona rusztowaniami). U jej stóp mieściło się kiedyś więzienie dla drobnych przestępców.

Przy placu znajduje się też pałac hrabiów Califfi, w którym obecnie mieści się muzeum miejskie. Muzeum pełni także funkcję galerii sztuki. Tuż obok znajduje się Centrum Badań Historycznych pełniące rolę biblioteki-depozytariusza Rady Europy. Biblioteka liczy ponad 8 tysięcy dzieł, a przechowywane są w niej m.in. dokumenty Rady Europy dotyczące ochrony praw człowieka i praw mniejszości.

Stąd warto wybrać się na spacer wzdłuż portowego wybrzeża – latem można popłynąć w rejs statkiem, w listopadzie podejrzeć rybaków wracających z połowów. Port to też najlepsze miejsce, żeby w Rovinju coś zjeść – jest tu mnóstwo restauracji z rybami i owocami morza. Jesienią część z nich jest zamknięta ale oczywiście nie wszystkie.

Spacerując wzdłuż portu natknęłam się na kubańską restaurację i klub. Niestety zamknięte. Ale w ten szary dzień poczułam trochę kubańskiego słońca. I odżyła moja tęsknota za tą cudowną wyspą.

Łuk Triumfalny Balbiego

Najbardziej pocztówkowa atrakcja Rovinj to łuk zbudowany w 1680 roku w miejscu jednej z siedmiu średniowiecznych bram miejskich. Warto zobaczyć go i za dnia, i po zmroku gdy jest pięknie oświetlony.

Ratusz miejski

Ratusz Rovinj pochodzi z XVII wieku i mieści się w dawnym pałacu komorniczym. Przez pewien czas pełnił też rolę więzienia miejskiego. Fasada budynku ozdobiona jest weneckimi i rowińskimi herbami.

Ulica Grisia

Ulica uznawana za wizytówkę miasta jest swego rodzaju galerią sztuki rozlokowaną przy schodach prowadzących na wzgórze katedralne. Swoje prace wystawiają tu i sprzedają miejscowi artyści. Bez wątpienia miejsce, które warto zobaczyć w Rovinj.

Stare miasto

Spacerując wzdłuż morza warto zwrócić uwagę na ostre skały z pozostałościami XII-wiecznych murów miejskich. Całe stare miasto Rovinj tworzy plątanina wąskich uliczek, niektóre wychodzą na morze. Mimo iż orientację w terenie mam niezłą to w Rovinju się zgubiłam nie raz. Uliczki są do siebie bardzo podobne, plączą się i mieszają, internetowe mapy też tu wariują! Ale może w tym urok tego miasteczka – zatopić się i zgubić w tym labiryncie.

Trg Valdibora

Przy placu znajduje się targowisko z lokalnymi produktami i żółto-różowy budynek teatru Antonio Gandusio. To taki punkt, w którym turystyczny Rovinj łączy się (a może dzieli?) z miasteczkiem, gdzie po prostu żyją ludzie.

Klasztor Franciszkanów

Mieści się przy ulicy E. de Amicis, nieco z dala od turystycznego centrum Rovinj. Klasztor datowany jest na początek XVIII wieku.

Przy placu Trg na lokvi mieści się najstarszy budynek w mieście – XIII-wieczne baptysterium. Wyróżnia się tym, że jest siedmio- a nie jak zazwyczaj bywa ośmiokątne.

Rovinj – czy warto?

Mimo iż miasteczko, które widziałam na niezliczonych kolorowych zdjęciach powitało mnie deszczem i senną atmosferą to bardzo mi się podobało! Nie chciałabym tu przyjechać latem, bo Rovinj jest naprawdę malutki a przyjeżdżają tu tysiące turystów. Ale na pewno fajnie by było kiedyś wrócić do chorwackiego St Tropez wiosną lub wczesną jesienią. Na pewno jest bardziej kolorowo i kwiatowo. Rovinj jest przeuroczy, nawet w deszczowym listopadzie. Planując zwiedzanie półwyspu Istria koniecznie trzeba przeznaczyć co najmniej jeden dzień na Rovinj.