Park Śląski w Chorzowie – zielone płuca Śląska

Park Śląski to wyjątkowe miejsce w Chorzowie, na terenie którego mieści się Stadion Śląski, Zoo, wesołe miasteczko, Planetarium (obecnie w remoncie), skansen oraz kolejka Elka. Nie bez powodu uważa się go za zielone płuca metropolii górnośląskiej. Zajmuje powierzchnię 600 hektarów, czyli dwa razy więcej niż nowojorski Central Park i cztery razy więcej niż londyński Hyde Park!

Park Śląski – dojazd z Katowic

Dojazd do parku z centrum Katowic jest bardzo prosty. Dojedziecie tu tramwajem, np. linii nr 6. Przy parku znajdują się trzy przystanki – Wesołe Miasteczko, Wejście Główne i Stadion Śląski. Wysiądźcie tam gdzie chcecie zacząć swoje zwiedzanie. Ja zaczęłam od wejścia głównego, bo tak mi się wydało najlogiczniej.

Poruszanie się po Parku Śląskim

Teren parku jest ogromny i jeśli chcecie go przejść na nogach to naprawdę musicie tu spędzić cały dzień, a nawet kilka dni. Najlepszym środkiem transportu po dużym zielonym terenie jest oczywiście rower. Jeśli tak jak ja jesteście w Chorzowie tylko turystami i nie macie własnego jednośladu to dobra wiadomość jest taka, że w aglomeracji śląskiej działa nextbike i jest kilka stacji zarówno na terenie jak i w okolicach parku. Ja po krótkim spacerze wzięłam rower ze stacji Pelikan i w ten sposób zwiedzałam park. W parku jest sporo ścieżek i są specjalne trasy rowerowe.

Park Śląski – atrakcje

Atrakcji w parku jest co niemiara. Możemy spacerować ścieżką dendrologiczną szukając 40 różnych gatunków drzew. W Rosarium możemy podziwiać aż 300 gatunków róż, a w ogrodzie bylinowym zachwycać się rododendronami, irysami, makami i azaliami. A przede wszystkim możemy spacerować, odpoczywać, opalać się, jeździć rowerami i spędzać czas tak jak w każdym innym parku.. Nie musicie zabierać do parku swojego prowiantu – są tu bary i restauracje gdzie można coś zjeść.

Skansen – Muzeum Górnośląski Park Etnograficzny

Położony tuż przy stadionie prezentuje dawne drewniane budownictwo z terenu Górnego Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego i Beskidu śląskiego. Przeniesiono tu kilkadziesiąt obiektów mieszkalnych, szkołę, kościół i młyn.

Cały obszar podzielony jest tematycznie. Wchodząc do skansenu widzimy zabudowania z Beskidu Śląskiego – Zagrodę Łąkową, Garbarnię z Koniakowa, zagrodę bogatego chłopa (chałupa, stodoła i chlew z Istebnej oraz spichlerz z piwnicą z Brennej) i zespół pasterski. W tym ostatnim mamy okazję stanąć oko w oko z kozami i owcami.

Następnie docieramy do zabudowań regionu Cieszyńskiego – szkoły z Wapienicy (z 1853 roku), zagrody średniozamożnego chłopa i zagrody bogatego chłopa (z piecem chlebowym z Landka i wiatrakiem turbinowym z Nierodzimia).

Kolejne zabudowania pochodzą z regionu pszczyńsko-rybnickiego. Jest tu kolejna zagroda bogatego chłopa – tym razem ze stodołą ośmioboczną z Brzeźc, szopą na wozy z Kryr i pasieką. Ponadto jest chałupa z Dziećkowic reprezentująca zagrodę chłopa bezrolnego, zagroda chłopa średniozamożnego, wiatrak z Grzawy, zagroda młyńska, kościół z Nieboczów, areszt sołecki ze Skrzyszowa i karczma ze Świerczyńca. Karczma cały czas pełni swoją rolę, możecie zrobić tu sobie przerwę na kawę lub coś zjeść.

Dalej za karczmą mamy zabudowania z regionu bytomsko-tarnogórskiego z zagrodą sołecką z gołębnikiem z Dąbrówki Małej, zagrodą średniozamożnego chłopa i zagrodą robotniczą reprezentowaną przez chałupę z Bykowiny z połowy XIX wieku.

Kolejna część skansenu ro region lubliniecki – chałupa z Kaliny będąca zagrodą średniozamożnego chłopa, zagroda robotników leśnych i chałupa wielorodzinna.

Ostatnia część zabudowy pochodzi z regionu Zagłębia Dąbrowskiego. Jest tu kolejna zagroda bogatego chłopa (z Łaz koło Błędowa), zagroda typu miejskiego – chałupa z Kromołowa oraz zagroda wójtowska – chałupa ze Strzemieszyc Wielkich.

Najnowszym eksponatem w skansenie jest kościół ewangelicki z Bytomia-Bobrka (1932r.), który pojawił się w ekspozycji niespełna 2 lata temu. Niestety podczas mojej wizyty był zamknięty.

Ponadto spacerując po skansenie zobaczycie 7 kapliczek z różnych regionów Śląska.

Bilet wstępu dla osoby dorosłej kosztuje 10zł. Zdecydowanie warto. Skansen jest bardzo ciekawym miejscem.

Kolejka Elka

Kolejka linowa przebudowana w 2013 roku. Stacje znajdują się przy wesołym miasteczku i przy stadionie. Cały przejazd w jedną stronę trwa ponad 20 minut, bilet w jedną stronę kosztuje 13zł, w dwie 20zł. Do kupienia w automatach przy każdej ze stacji.Do wyboru mamy zamkniętą gondolkę lub otwarte krzesełka (cena jest taka sama).

Bardzo Wam taką przejażdżkę polecam, dopiero z góry można sobie uświadomić jak ogromny to jest teren. Możemy zobaczyć z lotu ptaka stadion, alejki, fontanny, rosarium, wesołe miasteczko. Naprawdę robi to wszystko wrażenie.

Park Śląski – Zoo

Śląski ogród zoologiczny powstał w latach 50tych XX wieku. Tu stworzono pierwszy w Polsce park dinozaurów, na cześć polskich paleontologów pracujących na pustyni Gobi.

Śląska Legendia

Pierwszy lunapark w Polsce otwarty w 1959 roku. Dla żądnych emocji jest tu m.in. największy w Europie środkowo-wschodniej rollercoaster Lech. Stworzony w 1985 roku diabelski młyn nadal jest największym tego typu obiektem w Polsce.

Nazwa Legendia obowiązuje dopiero od 2017 roku – ma oddawać baśniowy klimat i narracyjne powiązania między różnymi atrakcjami. No cóż, wesołe miasteczko jak każde inne ale dla dzieciaków pewnie wielka atrakcja.

Park Śląski – Planetarium

Śląskie Planetarium jest najstarsze i największe w Polsce. Funkcjonuje od 1955 roku (obecnie jak już pisałam jest zamknięte z powodu remontu). Usytuowane jest na najwyższym wzniesieniu parku.

Park Śląski – czy warto?

Bez cienia wątpliwości – tak. Wstęp do parku jest bezpłatny (trzeba zapłacić za atrakcje typu zoo, skansen czy kolejka) a oferuje on mnóstwo atrakcji. Jeśli pogoda będzie ładna podczas Waszego pobytu na Śląsku to nawet się nie zastawiajcie – przynajmniej jeden dzień musicie spędzić w parku.

Nikiszowiec i Giszowiec – dwa wyjątkowe miejsca w Katowicach

Wybierając się do Katowic na weekend niewiele wiedziałam o mieście i o regionie. Ale kojarzyłam, że jest coś takiego jak Nikiszowiec i koniecznie trzeba to miejsce zobaczyć będąc w Katowicach. To samo powiedziała mi pani w informacji turystycznej na katowickiem rynku gdzie weszłam po mapkę. Poza mapami Katowic i regionu Śląskiego dostałam też dwie ulotki – spacerem po Nikiszowcu i spacerem po Giszowcu. Teraz to już nie mogłam sobie odpuścić.

Nikiszowiec to osiedle górnicze typu miejskiego zbudowane w latach 1908 – 1914. Jest architektonicznym unikatem zaprojektowanym przez braci Zillmannów. To magiczne miejsce mogliście zobaczyć m.in. w filmach Kazimierza Kutza – Perła w Koronie czy Sól ziemi czarnej. Osiedle składa się z dziewięciu połączonych w kwartały trzypiętrowych bloków. Nazwa osiedla pochodzi od szybu Nickisch stworzonego przez barona Nickischa von Rosengkova.

Nikiszowiec – jak dojechać z centrum Katowic?

Nikiszowiec oddalony jest o ok. 5 kilometrów od centrum Katowic więc trzeba się tam jakoś dostać. Jeśli podróżujecie własnym autem to oczywiście jest to najprostsza opcja, na Nikiszowcu jest sporo miejsc parkingowych. Dojedziecie też rowerem, i to niekoniecznie własnym. Zarówno w centrum Katowic jak i na Nikiszowcu są stacje rowerów miejskich, można wypożyczyć jednoślad i się przejechać. Ja ze względu na pogodę (33 stopnie w cieniu) zdecydowałam się na autobus. Dojazd komunikacją miejską jest banalnie prosty. Linie nr 30 i 920 odjeżdżają praktycznie z centrum Katowic (sprzed hotelu Katowice, przystanek Korfantego), kursują co 30 minut, w weekendy co 60 minut. Zatrzymują się w kilku miejscach na Nikiszowcu, ja wysiadłam na przystanku Nikiszowiec Szpital skąd przespacerowałam się na główny plac. Do Nikiszowca jeżdżą też autobusy 930 i 674 (z dworca Katowice Główne, raz na godzinę).

Nikiszowiec – co zobaczyć?

Na ulice Nikiszowca wchodzi się przez ajnfarty – łukowe bramy wjazdowe. To takie symboliczne przejście w zupełnie inny świat. Nikisz nie jest i nigdy nie był typowym osiedlem robotniczym. Świadczy o tym chociażby fakt, że nie ma tu dwóch takich samych łuków, dwóch takich samych portali czy wykuszy.

Zwiedzanie najlepiej zacząć od centralnego placu dzielnicy – Placu Wyzwolenia -wokół którego znajduje się kościół, budynek poczty, komzony i centrum Zimbardo. A potem zagłębić się w uliczki pełne ceglanych domów z pomalowanymi na czerwono obramowaniami okiennymi. Nie mylicie się – to jest najbardziej instagramowe miejsce w Katowicach. A przy tym tak piękne, urocze i autentyczne, że nie chce się stamtąd wychodzić. Aż dziw, że nie ma tu jeszcze tłumu wycieczek (oby jak najdłużej!).

Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc jest budynek poczty (dawna karczma i świetlica zakładowa kopalni Wieczorek) z kwiatową mozaiką – secesyjnymi różami. Moty kwiatów nawiązuje do wzorów zdobiących wstążki występujące w stroju ludowym kobiet z Górnego Śląska. Te róże są dziś swoistym symbolem dzielnicy Nikiszowiec.

Niedaleko znajduje się skwer Zillmmannów – projektantów osiedla. Pomnik ustawiony na skwerze ich imienia został wykonany na zlecenie Aleksandra Mieroszewskiego – ostatniego ordynata myślenickiego. Inskrypcja umieszczona na pomniku jest jedną z najstarszych w języku polskim na terenie Katowic.

Naprzeciwko poczty znajduje się neobarokowy kościół św. Anny wybudowany za pieniądze parafii i kopalni Giesche. Witraże do kościoła wykonano w Ratyzbonie, ołtarz główny i chrzcielnicę w Monachium, a żyrandol sprowadzono z Berlina. Budowę rozpoczęto w 1914 roku ale przerwał ją wybuch I wojny światowej. Po wojnie prace wznowiono i kościół był gotowy w 1927 roku.

Komzony to potoczna nazwa ciągu sklepów w arkadowych podcieniach. Jest to zniekształcona przez mieszkańców forma słowa konsum, którym określano znajdujący się tam pierwotnie dom handlowy. Tu nie ma Żabek ani innych sieciówek, tu sprzedaje pani Lidka, która zna wszystkich swoich klientów (no poza nielicznym tu wciąż turystami).

Jeśli szukacie pamiątek z Nikiszowca to wejdźcie koniecznie do Centrum Zimbardo. Słynny amerykański psycholog odwiedził Nikiszowiec w 2012 roku, był pod tak ogromnym wrażeniem ludzi zaanagażowanych w rewitalizację społeczną, że postanowił stworzyć tu miejsce spotkań młodzieży, gdzie będzie można rozwijać swoje pasje i nabywać nowe umiejętności. Przedsięwzięcie wsparło miasto i dziś możecie się tu umówić na wycieczkę po Nikiszowcu z mieszkańcami czy kupić wyjątkowe pamiątki. Centrum rozpoczęło działalność w 2014 roku.

Jeśli potrzebujecie informacji o Nikiszowcu albo zastanawiacie się co warto zobaczyć to zajrzyjcie do Muzeum Historii Katowic mieszczącego się w budynku dawnej pralni z maglem i łaźnią. W muzeum można obejrzeć zaaranżowane mieszkanie nikiszowieckie oraz obrazy twórców nieprofesjonalnych z tzw. Grupy Janowskiej.

Tuż przy muzeum znajduje się lodowisko Jantor.

Po obejściu okolic placu Wyzwolenia zagłębcie się w uliczki Nikiszowca. Koniecznie przespacerujcie się najbardziej reprezentacyjną ulicą św. Anny idealnie oddającej klimat dzielnicy. Wielokrotnie służyła ona za plac zdjęciowy, m. in. filmach Kazimierza Kutza – Perła w koronie i Sól ziemi czarnej. Z końca ulicy roztacza się pocztówkowy widok na kopułę kościoła św. Anny.

Na rogu ulic Szopienickiej i Krawczyka znajduje się dawny Schlafhaus – dom noclegowy dla samotnych górników. W pomieszczeniach zajmowanych obecnie przez restaurację mieściła się kiedyś kantyna służąca lokatorom domu. W czasie I powstania śląskiego to właśnie w tym domu rozpoczęły się walki na terenie Nikiszowca.

Przy ogródku restauracji (z drugiej strony budynku) stoi kolekcjonerskie auto Triumph Spitfire 1500 z 1981 roku. Dla miłośników motoryzacji niewątpliwa atrakcja Nikiszowca.

Nikiszowiec – gdzie zjeść?

Są właściwie dwa sensowne miejsca – Cafe Byfyj i Śląska Prohibicja. Byfyj, czyli w gwarze ślaskiej kredens, a w nim różne śląskie przysmaki. Wnętrze kawiarni wygląda jak stara śląska kuchnia.

Śląska Prohibicja to restauracja mieszcząca się we wspomnianym wyżej dawnym domu noclegowym.

Galeria Szyb Wilson

Miejsce mieści się poza terenem osiedla Nikiszowiec ale na tyle blisko, że można je zwiedzić będąc właśnie na Nikiszowcu. Od samego placu jest to ok. 1 km. Galeria wpisana jest na listę Szlaku Zabytków Techniki.

Do 1995 roku był to szyb kopalni Wieczorek. Obecnie stanowi przestrzeń ekspozycyjną największej prywatnej galerii sztuki współczesnej w Polsce. Latem (w tym roku do 23.08 odbywa się tu Art Naif Festiwal – prezentowane są prace malarzy nieprofesjonalnych z całego świata). Hasłem założonej tu galerii sztuki było To, co zabrał nam przemysł, kultura musi odzyskać.

Poza ekspozycją zbiorów celem galerii jest promocja młodych artystów z całego świata. W galerii odbywają się także koncerty, festiwale, wykłady i imprezy. W Szybie Wilson często realizowane są filmy, teledyski, sesje zdjęciowe, pokazy mody i różne inne wydarzenia.

Wstęp jest wolny, galeria czynna jest codziennie od 9 do 19.

Nikiszowiec – czy warto?

Nie tylko warto ale trzeba. Nie można powiedzieć, że się było w Katowicach bez odwiedzenia Nikiszowca. Jeśli obawiacie się o bezpieczeństwo to zupełnie bezpodstawnie. Nikiszowiec to dziś spokojne i bezpieczne osiedle. Ja jestem tym miejscem zachwycona i już wiem, że jeśli kiedyś wrócę do Katowic to wynajmę sobie apartament właśnie w Nikiszowcu. Must-see!

Giszowiec

Giszowiec to osiedle mieszkalne typu wiejskiego zbudowane w latach 1907 – 1910 przeznaczone dla rodzin górników kopalni Giesche. Podobnie jak Nikiszowiec osiedle zaprojektowali bracia Zillmann. Projekt był urzeczywistnieniem idei miasta ogrodu. To nie miało być zwykłe osiedle. To miało być miejsce budzące podziw. Osiedle było oddalone od kopalni i hut, z którymi łączyła je specjalna kolejka wąskotorowa. Zabudowa została w dużej mierze wyburzona w latach 70-tych, a na miejscu uroczych małych domków postawiono wielkie wieżowce. O skazanym na porażkę heroizmie ludzi walczących o swoje domy opowiada film Paciorki jednego różańca w reżyserii Kazimierza Kutza.

Giszowiec – jak dojechać?

Wycieczkę do Giszowca najlepiej połączyć z Nikiszowcem. Z Nikiszowca bez problemu dojedziecie do Giszowca rowerem (są stacje roweru miejskiego na obu osiedlach) lub autobusem 920. Giszowiec oddalony jest o ok. 2,5 km od Nikiszowca.

Giszowiec – co zobaczyć?

Centralnym punktem osiedla jest Plac pod Lipami – skwer, który kiedyś pełnił rolę placu targowego. Pośrodku rośnie stuletni buk Anthon. Dawniej na placu znajdowała się karczma.

Wokół placu znajdują się różne budynki, m. in. dawna szkoła podstawowa z 1908 roku czy dawny budynek Nadleśnictwa (do dziś pozostały na nim charakterystyczne detale – m.in. głowa jelenia) – dziś mieści się tu przedszkole. Nieopodal znajduje się budynek MDK Szopienice-Giszowiec (w budynku dawnej karczmy) i budynek Izby Śląskiej – dawna stajnia.

Tuż obok skweru znajduje się park Giszowiecki z wieloma starymi drzewami. Został on wpisany do Rejestru Zabytków Województwa Śląskiego.

Żeby zobaczyć zabytkowe domki trzeba się przejść nieco dalej – do ulic Wesołowskiej, Barbórki, Przyjemnej, Przyjaznej i Kwiatowej.

Giszowiec – czy warto?

Giszowiec nie ma tej atmosfery co Nikiszowiec. Pozostałości zabytkowych domków sąsiadują z wielkimi blokami. Sam plac pod Lipami to bardzo przyjemny park ale moim zdaniem Nikiszowiec jest milion razy ciekawszy i lepiej spędzić tam więcej czasu. Do tego na Giszowcu wszystkie ciekawe miejsca są rozproszone po sporym terenie. No zdecydowanie nie ma tego czegoś.

Rotterdam – co warto zobaczyć?

Rotterdam – drugie co do wielkości miasto w Holandii. Słynie z nowoczesnej architektury, artystycznego ducha i nocnego życia. Wydaje się, że to mieszanka wybuchowa. Ale sprawdza się w 100%. Rotterdam mnie oczarował, rozkochał w sobie i chcę więcej.

Rotterdam Centraal

Jeśli przyjeżdżacie do Rotterdamu pociągiem to pierwsze co przyjdzie Wam zobaczyć to dworzec. Jeden z największych dworców w Holandii, który obsługuje ponad 100 tysięcy pasażerów dziennie. Obecny budynek stacji, zlokalizowany przy Station Square, został oficjalnie otwarty w marcu 2014 roku.

Kruisplein

Zwiedzanie miasta zaczyna się na Kruisplein – arterii otoczonej wieżowcami, z torami tramwajowymi, ścieżkami rowerowymi i chodnikami pośrodku.

Jeśli skręcicie w lewo dotrzecie do takiego kolorowego placu.

Lijnbaan

Lijnbaan to deptak, którego pochodzi od sklepu z linami, który znajdował się tutaj w latach 1667–1845. Lijnbaan była pierwszą promenadą handlową w Holandii i pierwszą promenadą handlową pozbawioną samochodów na świecie. Znajdziemy tu zarówno popularne sieciówki jak i lokalne sklepiki.

Lijnbaan kończy się placem ratuszowym – Stadhuisplein z licznymi barami i kawiarniami. Jest to popularne miejsce spotkań mieszkańców i turystów. W centralnym punkcie placu znajduje się pomnik wojny Voor de Gevallenen. Składa się on z rzeźb dwóch mężczyzn, kobiety i dziecka reprezentujących przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Pomnik jest hołdem dla mieszkańców Rotterdamu, którzy poświęcili swoje życie dla wyzwolenia kraju podczas II wojny światowej.

Stadhuis – ratusz

Idąc Lijnbaan w pewnym momencie zobaczycie na horyzoncie budynek ratusza. Jest to jeden z niewielu przedwojennych budynków w mieście. Zbudowano go w latach 1914 – 1920. Rotterdam w maju 1940 został zbombardowany i zdecydowana większość budynków została zniszczona. Zdecydowano się na nieodbudowywanie starego tylko tworzenie nowoczesnej zabudowy. Stąd ratusz jest jeszcze cenniejszy.

Wieża zegarowa ma 71 metrów wysokości i widać ją z wielu miejsc. Na szczycie wieży znajduje się posąg złotego anioła pokoju autorstwa rzeźbiarza Johana Kellera.

Dom Towarowy de B’jenkorf

Skręcając przed ratuszem w prawo docieramy do oddziału De Bijenkorf. Budynek pochodzi z 1957 roku i jest symbolem odbudowy Rotterdamu. W środku wygląda zupełnie tak jak wszystkie inne centra handlowe na świecie. Ale warto zatrzymać na chwilę wzrok na fasadzie.

Targi i pomniki Gijsberta Karel van Hogendorpa

Po drugiej stronie ulicy znajduje się budynek Międzynarodowych Targów w Rotterdamie. Przed wejściem stoi pomnik holenderskiego polityka – potomka rodziny Rotterdamów van Hogendorp, jednego z autorów konstytucji holenderskich z 1814 i 1815 roku.

Beurstraverse – główna ulica zakupowa Rotterdamu

Beurstraverse jest częścią Beursplein Rotterdam – centrum handlowego w centrum Rotterdamu. Początkowo był tylko miejscem przejściowym, stopniowo otaczały go jednak nowe sklepy.

Grote of Sint – Laurenskerk – kościół św. Wawrzyńca

Spacerując Beurstraverse zobaczycie po lewej stronie gmach kościoła – najważniejszej świątyni w Rotterdamie. Został zbudowany w latach 1449–1525 i jest jedynym późnogotyckim budynkiem, jaki ocalał ze średniowiecznego Rotterdamu. Zniszczenia, jakich kościół doznał w czasie II wojnie światowej i jego późniejsza odbudowa stały się symbolem wzlotów i upadków miasta i jego mieszkańców.

Kościół jest niestety zamknięty dla zwiedzających o czym informuje kartka przed wejściem.

Pomnik Erasmusa

Każdy z nas uczył się w szkole o Erazmie z Rotterdamu, część z Was na pewno ma za sobą doświadczenia Erasmusa – programu wymiany studentów.

Na małym skwerku naprzeciwko kościoła znajduje się pomnik jednego z najsłynniejszych Rotterdamczyków. Urodził się w 1466 lub 1467 roku, był jednym z czołowych humanistów epoki renesansu. Był też duchownym katolickim oskarżonym o herezję, jego dzieła zaliczano do ksiąg zakazanych. Głosił, że człowiek z natury jest dobry, zło zaś pochodzi z niewiedzy.

Ławeczka filozofa Pierre’a Bayle’a

Na tym samym skwerku, naprzeciwko pomnika Erasmusa znajduje się ławeczka filozofa P. Bayle’a. W Rotterdamie Bayle opublikował swoje słynne Refleksje nad kometami w 1682 roku, a także krytykę dzieła Louisa Maimbourg’a dotyczącego historii kalwinizmu.

Grotemarkt

Grotemarkt to główny plac i serce Rotterdamu. Do czasu zbombardowania Rotterdamu w 1940 roku Grotemarkt był rynkiem. Plac został wyznaczony w 1556 lub 1557 roku i nazywał się najpierw Nieuwe Brug, a później Westbrug.

Markthal

Ważnym punktem zwiedzania Rotterdamu jest Markthal. Jeśli zastanawiacie się gdzie zjeść w Rotterdamie to już macie odpowiedź. Hala targowa została oddana do użytku w 2014 roku więc to jedna z najmłodszych atrakcji miasta. Mieści sklepiki, stragany i bazar z żywnością. Zjecie tu potrawy z każdego zakątka świata. Budowla w kształcie łuku z przeszkloną fasadą jest jednocześnie budynkiem mieszkalnym. A fresk zdobiący sufit jest największym freskiem na świecie!

Naprzeciwko hali znajduje się De Kolk – wieżowiec w kształcie ołówka.

Pomnik Ode aan Maarten Toonder

Barokowa ławka, na której znajdują się cztery znane postacie z komiksów Toondera – markiz De Cantecler, burmistrz Dickerdack, profesor Sickbock i malarz Terpen Tijn.

Gmina Rotterdam chciała uhonorować Marten Toonder, która urodziła się w tym mieście. Pomnik odsłonięto 2 maja 2002 roku – w dniu jej 90. urodzin.

Domki – Kijk Kubus – symbol Rotterdamu

Są na każdej pocztówce z Rotterdamu i nieodłącznie kojarzą się z tym miastem. Symbol rotterdamskiej awangardy oddany do użytku w 1984 roku. 38 sześciennych domów osadzonych pod dużym kątem na betonowych słupach. Krzywizny ścian powodują, że meble do takiego mieszkania trzeba było wykonać na zamówienie.

Architekt chciał zaprojektować coś w rodzaju wioski w mieście i widział domy jako drzewa, a cały teren rozwojowy jak drewno. Kostki są przechylone na bok, tak jakby trzy strony były skierowane w stronę ziemi, a trzy w stronę nieba.

Oudehaven – stary port

Po obejrzeniu domków z każdej strony dochodzimy do Oudehaven – jednego z najstarszych ale nie najstarszego portu w Rotterdamie.

Dziś Stary Port jest tętniącym życiem miejscem pełnym kawiarni i restauracjami z tarasami na wodzie. A to wszystko na tle historycznych statków. Ponad port wyrasta Biały Dom – pierwszy wieżowiec w Europie wybudowany w 1898 roku.

Haringvliet – port śródlądowy

Port śródlądowy pochodzi z 1590 roku, nazwanym na cześć rybaków floty śledziowej. Później był to port, w którym zacumowano statki Admiralicji Rotterdamskiej.

Willemsbrug – czerwony most

Most jest kolejnym obrazkiem uwiecznianym na pocztówkach z Rotterdamu. Choć dziś to chyba lepiej napisać, że to najbardziej instagramowe miejsce w mieście 😉

Most łączy prawy brzeg Nieuwe Maas z Noordereiland. Obecny most jest drugą przeprawą w tym miejscu. Pierwszy most został otwarty w 1878 roku i nazwany na cześć króla Wilhelma III. Drugi most otwarto w 1981 roku.

Willemsbrug odegrał ważną rolę podczas II wojny światowej. Marines bronili tego mostu i sąsiedniego mostu kolejowego oraz nabrzeża przed inwazją niemiecką 10 maja 1940 roku. Opór holenderskich żołnierzy piechoty morskiej był znacznie silniejszy niż się spodziewali Niemcy. Marines udało się zatrzymać natarcie wojsk niemieckich aż do zbombardowania centrum Rotterdamu 14 maja.

Na most można oczywiście wejść. Są tam jezdnie, ścieżka rowerowa i chodnik. Uwaga, na moście niewiarygodnie wieje.

Przy wejściu na most od strony starego portu warto zwrócić uwagę na rzeźbę Maasbeeld znaną jako Sznur do bielizny.

Dzieło ma 182 metry długości i składa się ze stalowej liny i szeregu abstrakcyjnych elementów, które wiszą nad wodą Nieuwe Maas. Podczas przypływu jedna kula unosi się w wodzie. Z powodu wiatru i fal grafika jest zwykle w ruchu.

Mariniersmuseum

Po powrocie z mostu wracamy na nabrzeże. Mariniersmuseum to muzeum, które zajmuje się początkami i historią Korpusu Morskiego. Otwarto jest w 1995 roku.

Wystawa składa się z obrazów, odzieży, sprzętu, pojazdów, dokumentów oraz zdjęć i przedstawia przegląd historii Korpusu od jego założenia w 1665 roku po czasy współczesne.

Wedstblaak i Witte de Withstraat

To co mnie w Rotterdamie zachwyciło najbardziej, co tworzy jego atmosferę i wyjątkowość. Westblaak jest częścią podstawowego planu odbudowy Rotterdamu po wojnie. Dziś pełno tu restauracji i sklepów, a w bocznych uliczkach – streetartu. Tu koncentruje się życie towarzyskie miasta, tu bije serce Rotterdamu. Myślę, że po zmroku jest tu jeszcze ciekawiej ale ja niestety spędziłam w Rotterdamie tylko jeden dzień.

Na końcu warto zwrócić uwagę na Arminiusker – kościół protestancki.

Museumpark

Museumpark nazywany jest zielonymi płucami Rotterdamu. Mieści się tu kompleks obiektów kulturalnych – Muzeum Boijmans van Beuningen (z dziełami Memlinga, Rembrandta, Moneta, van Gogha czy Salvadora Dali), Kunsthall, Muzeum Przyrodnicze (Natuurhistorisch Museum) i Wereldmuseum – Muzeum Świata.

Naprzeciwko Museumpark znajduje się Het Nieuwe Institut – Holenderski Instytut architektury, designu i kultury. Organizowane są tu wystawy i debaty dotyczące różnych dziedzin projektowania, takich jak projektowanie graficzne, projektowanie produktów, gry, moda i architektura krajobrazu.

Eendrachtsplein

Eendrachtsplein to plac w centrum Rotterdamu. Po wschodniej stronie placu znajduje się 14 monumentalnych budynków, które zostały zbudowane w latach 1867–1873.

Na końcu Oude Binnenweg znajduje się posąg Koosa Speenhoffa – holenderskiego poety, piosenkarza, ilustratora i malarza.

Najbardziej znana jest jednak kontrowersyjna statua Święty Mikołaj Paula McCarthy’ego zwanego powszechnie Gnomem z zatyczką. Rzeźba wzbudziła oburzenie, gdy okazało się, że postać świętego trzyma w ręku zabawki erotyczne. Rzeźba wywołała dyskusje w całym kraju. Jedni uznali Mikołaja za wulgarnego i obraźliwego, a drudzy argumentowali, że doskonale odzwierciedla współczesne czasy konsumpcjonizmu przesiąkniętego seksualizmem. Sam autor stwierdził, że Święty Mikołaj jest brązowym królem natychmiastowej satysfakcji, symbolem radości konsumentów. Spór spowodował, że rzeźba była przenoszona z miejsca na miejsce ale ostatecznie wróciła na plac. Otoczenie Mikołaja powstało z okazji 10. urodzin rzeźby.

W każdy wtorek na placu odbywa się targ ekologiczny.

Warto pobłądzić w bocznych uliczkach odchodzących od placu, można natrafić na fajne perełki streetartu.

Rotterdam – czy warto?

Absolutnie tak. Będąc w Holandii nie można pominąć Rotterdamu. Jak już pisałam na instagramie – po wizycie w Rotterdamie stwierdzam, że Amsterdam jest passe. Tu jest nowa energia, bogate życie kulturalne, fantastyczni ludzie i… minimalna ilość turystów. Jeden dzień w Rotterdamie to zdecydowanie za mało, kiedyś wrócę na dłużej.

Haga – najładniejsze miasto Europy

Haga – stolica Holandii Południowej, trzecie co do wielkości miasto w kraju (po Amsterdamie i Rotterdamie). Rezydują tu władze królewskie, działa Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości i liczne placówki dyplomatyczne (w tym polski konsulat).

Haga jest dla mnie najpiękniejszym miastem Europy. Jak już pisałam na instagramie, dokładnie tak lata temu wyobrażałam sobie Paryż. Stolica Francji nie sprostała wyobrażeniom, za to ziściła je Haga. Jest pięknie, elegancko, szykownie, z klasą, a przy tym na luzie i niezobowiązująco. No po prostu idealnie.

Plein

Główny plac w mieście stworzony w 1632 roku na wzór paryskiego Place Royale (dzisiejszy Place des Vosges). Częste miejsce demonstracji i manifestacji politycznych.

Stoi na nim ponad 4-metrowy pomnik księcia Wilhelma I (znanego później jako Milczący) z 1843 roku. W lewej ręce trzyma dokument z nazwami miast, które rozpoczęły powstanie przeciwko Hiszpanii. Przy prawej nodze księcia znajduje się pies, który zgodnie z tradycją był w stanie zapobiec jednemu z zabójstw swojego pana.

Departament Sprawiedliwości

Przy placu znajduje się dawny budynek ministerstwa sprawiedliwości. Gmach wybudowano w latach 1876–1883 ​​w stylu neorenesansowym przez architekta Cornelisa Petersa. Budynek jest bogato zdobiony od wewnątrz i na zewnątrz dziełami rzeźbiarzy Bart van Hove i Emila Bourgonjon.

Relief Gevallenen

Płaskorzeźba wbudowana w jedną ze ścian departamentu. Na płaskorzeźbie znajduje się wizerunek spadającej postaci męskiej z tarczą oraz tekst poety-dziennikarza Jana H. de Groota.

Hofplaats i Grondwetbank

Idąc dalej prosto ulicą Lange Poten docieramy do placu Hofplaats. Znajduje się tam pomnik holenderskiej konstytucji. Ma on kształt gładkiej marmurowej ławki o długości 45 metrów z tekstem artykułu 1 holenderskiej konstytucji – Wszyscy przebywający w Holandii są traktowani jednakowo w tych samych przypadkach. Dyskryminacja ze względu na religię, przekonania, przynależność polityczną, rasę, płeć lub z jakiejkolwiek innej przyczyny jest niedozwolona.

Pomnik można przegapić, ponieważ na placu odbywa się regularnie targ, na którym można kupić holenderskie specjały.

Binnenhof

Kompleks najstarszych gmachów w mieście, siedziba dwuizbowego parlamentu. XIII-wieczną twierdzę zbudowano dla hrabiego Florisa V. W kolejnych latach zamek pełnił rolę stajni królewskiej i sądu. Od 1904 roku w odrestaurowanych salach odbywają się najważniejsze uroczystości państwowe i gala otwarcia obrad parlamentu przez monarchę.

W kompleksie mieści się także biuro premiera Holandii.

Binnenhof jest zaliczany do 100 najlepszych zabytków holenderskich. Binnenhof należy do najstarszych budynków Parlamentu na świecie, które są nadal w użyciu.

Na dziedzińcu warto zwrócić uwagę na fontannę wybudowaną na cześć hrabiego Wilhelma II. Została ona podarowana w 1885 roku przez mieszkańców Hagi przy okazji gruntownej renowacji kompleksu Binnenhof.

Pomnik Willelma II

Pomnik znajduje się przed wejściem na teren kompleksu Binnenhof. Panowanie Willema II jako króla było stosunkowo krótkie i trwało zaledwie 8,5 roku. Pomnik przedstawia króla, który poprowadził z powodzeniem armie sprzymierzone (belgijską, holenderską, angielską i niemiecką) przeciwko Napoleonowi w bitwie pod Waterloo. Został zaprojektowany przez Antonina Mercie i Victora Petera i został odsłonięty w 1924 roku zastępując wcześniejszy pomnik króla Willema II, który odsłonięto w 1854 roku ale nie wystawiono go na koniu.

Hofvijver

Jedno z najbardziej uroczych miejsc w Hadze jest pozostałością po średniowiecznej fosie okalającej dawny ośrodek piwowarstwa i sukiennictwa.

Król Willem II zbudował swój zamek obok stawu i wokół niego wykopał fosę. Obecna wyspa istnieje od około 300 lat. Nie do końca wiadomo jak została utworzona.

Warto obejść zbiornik z każdej strony, to naprawdę piękne i przyjemne miejsce.

Museum de Gevangenpoort – Muzeum Bramy Więziennej

Muzeum mieści się naprzeciwko wejścia do Binnenhof, od strony pomnika Willema II.

Brama została wybudowana w 1370 roku jako jedna z trzech bram wjazdowych do zamku. Później jej wnętrza zamieniono na więzienie, w którym dręczono przeciwników władzy monarszej i heretyków. Jego najsławniejszymi więźniami byli bracia Cornelius i Jan de Witt oskarżeni o zdradę stanu. W 1672 roku wydano na nich wyroki śmierci.

Na placu przed wejściem do muzeum stoi pomnik Jana de Witta.

Buitenhof

Już w XIII wieku, kiedy powstaje Binnenhof, na Buitenhof znajdują się domy i stajnie. W XV wieku był otoczony murem, który miał wspomniane przy muzeum 3 bramy.

Dziś to bardzo przyjemne miejsce gdzie można zrobić sobie przerwę na kawę albo obiad. Cały plac jest zastawiony ogródkami restauracyjnymi, a odchodzą od niego zakupowe ulice pełne sklepów.

Grote of Sint-Jacobskerk – kościół św. Jakuba

Włócząc się uliczkami dojdziemy prędzej czy później do głównego kościóła Hagi. Obecna świątynia pochodzi z XV wieku ale prawdopodobnie już na początku XIV wieku stał tu budynek sakralny.

Kościół jest znany z tego, że członkowie rodu Oranje-Nassau są w nim chrzczeni lub biorą śluby. Ostatnio księżna Catharina-Amalia, która została tam ochrzczona w 2004 roku.

Kościół i wieża kościelna nie mają tego samego właściciela – kościół jest własnością Kościoła protestanckiego, a wieża kościelna jest własnością gminy Haga.

Grote Markt

Miejsce, w którym obecnie znajduje się plac, było siedzibą klasztoru św. Elżbiety. Niestety klasztor spłonął w 1584 roku. Podczas reformacji pozostałości klasztoru zostały rozebrane, a ziemia została odsprzedana.

W 1614 roku w miejscu, gdzie odbywał się rynek owoców i warzyw, powstał dzisiejszy rynek. Otaczają go duże domy handlowe – Koorenhuis i Boterhuis.

Hoogstraat

Kolejna bardzo przyjemna ulica zakupowa w Hadze. Warto zaglądać w boczne uliczki, podziwiać  wystawy sklepowe i architekturę budynków. Wzrok przykuwa też hotel Indigo z dekoracjami w kolorze… indygo 😉

Paleis Noordeinde – Pałac Królewski

Pałac królewski jest własnością państwa. Jest jednym z trzech oficjalnych pałaców holenderskiej rodziny królewskiej. Od 2013 roku jest oficjalnym miejscem pracy króla Willema-Alexandra.

Z przodu, naprzeciwko pałacu, stoi konna statua Wilhelma Orańskiego na koniu, która została wzniesiona w 1845 roku na rozkaz króla Willelma II. Pomnik został wykonany przez francuskiego rzeźbiarza Émile de Nieuwerkerke i odlany w brązie przez firmę Soyer w Paryżu. Nieco dalej, na placu naprzeciwko pałacu, znajduje się brązowa statua królowej Wilhelminy, wykonana w 1968 roku przez holenderską rzeźbiarkę Charlotte van Pallandt.

Noordeinde

Ulica w starym centrum Hagi jest znana z niszowych butików modowych, galerii, antyków i sklepów artystycznych znajdujących się w pięknych secesyjnych budynkach. Sklepy jubilerskie, antykwariaty i galerie w połączeniu z kawiarniami i restauracjami sprawiają, że Noordeinde musicie wpisać na listę miejsc do zobaczenia w Hadze.

Noord Singelsgracht

Kanał przepływający przez miasto. Można się tu poczuć trochę jak w Amsterdamie 😉

Panorama Mesdaga

Muzeum przedstawia gigantyczne (120 na 14 metrów) malowidło na płótnie przedstawiające pejzaż wybrzeża i wsi rybackiej Scheveningen. Jego autorem jest Hendrik Willem Mesdag, który porzucił pracę w banku na rzecz malarstwa. Panorama powstała w zaledwie 4 miesiące.

Muzeum Komunikacji

Holenderskie interaktywne muzeum o historii poczty i telekomunikacji.

Muzeum przeszło 2 lata temu gruntowną transformację. COMM ma własne sale konferencyjne, centrum szkoleń, warsztatów, konferencji prasowych i seminariów internetowych.

Pomnik Oporu i Wyzwolenia

„Haski pomnik oporu i wyzwolenia” Kierując się z muzeum dalej ku Pałacowi Pokoju miniemy pomnik z kamiennym murem po jednej stronie i pamiątkową kolumną z kilkoma ławkami po drugiej.

Cztery mniejsze filary symbolizują różne grupy społeczne – neutralne, rzymskokatolickie, protestanckie i żydowskie.

Vredespaleis – Pałac Pokoju

Pałac Pokoju to jeden z najważniejszych zabytków Hagi i miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić. Jest siedzibą Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Pierwsza międzynarodowa konferencja pokojowa odbyła się w Hadze w 1899 roku. W jej wyniku utworzono Stały Trybunał Arbitrażowy, którego zadaniem było pokojowe rozstrzyganie konfliktów międzynarodowych. Fundatorem siedziby trybunału – Pałacu Pokoju – był amerykański filantrop Andrew Carnegie. Przekazane przez niego 1,5 miliona dolarów przeznaczono na wzniesienie pałacu z biblioteką i wszelkimi udogodnieniami. Wyposażenie zostało przesłane przez poszczególne kraje Europy.

Przed wejściem do pałacu w 2002 roku został umieszczony Wieczny Płomień Pokoju. Od 2004 r. Pomnik otoczony jest Światową drogą pokoju, składającą się z kamieni ze 196 krajów.

Lange Voorhout

Wracając spod pałacu do centrum warto przespacerować się Lange Voorhout – jednej z najstarszych dzielnic w mieście gdzie mieszczą się liczne ambasady, w tym polski konsulat. Cała dzielnica porośnięta jest lipami.

Pomnik Onafhankelijkheidsmonument

Na Placu 1813 znajduje się pomnik ku czci zwycięstwa nad Napoleonem. Pomnik odsłonił 17 listopada 1869 roku Książę Frederik jako symboliczny koniec ery francuskiej w Holandii i powstanie Suwerennego Księstwa Zjednoczonej Holandii, prekursora obecnego Królestwa Niderlandów. Na szczycie pomnika znajduje się triumfująca holenderska dziewica. W pozostałych częściach można dostrzec wizerunek króla Willema I składającego przysięgę na holenderskiej konstytucji.

Escher in Het Paleis – Muzeum Eschera

XVIII-wieczny pałac, który od 1814 roku stanowił zimową rezydencję królowej Emmy, a później biuro Wilhelminy, Juliany i Beatrix. Obecnie mieści się w nim nowoczesne muzeum poświęcone twórczości Mauritsa Cornelisa Eschera – największego holenderskiego grafika.

W salach muzeum znajduje się piętnaście żyrandoli wykonanych przez artystę z Rotterdamu – Hansa Bentema. Żyrandole zostały zaprojektowane specjalnie dla muzeum, z odniesieniami do pracy Eschera i pałacu. W sali balowej gwiazdowy żyrandol odbija się bez końca w dwóch lustrach. W innych pokojach znajdują się żyrandole, takie jak rekin, czaszka, pająki i koń morski.

Pomniki

Przy placu znajdują się pomniki – pomnik królowej Emmy jest rodzajem ławki z napisem Ku wdzięcznej pamięci i na cześć pamięci królowej Emmy. Ponadto znajduje się tu pomnik księcia Saksonii-Weimar został wzniesiony dwa lata po jego śmierci i stoi po stronie Toernooiveld, w pobliżu byłej ambasady amerykańskiej.

W 2017 roku Johan Rudolph Thorbecke, XIX-wieczny holenderski przywódca polityczny, został uhonorowany pomnikiem z marmuru i stali nierdzewnej. W miejscu gdzie stoi pomnik Thorbecke spędził większość swojego dorosłego życia. Był propagatorem zmian konstytucji, które znacznie zmniejszyłyby władzę monarchy i oddały ją w ręce parlamentu. Król Willem mianował Thorbecke’a pierwszym premierem Holandii w 1849 roku. Statua pokazuje, w jaki sposób idee Thorbecke w XIX wieku wpłynęły na współczesne holenderskie społeczeństwo.

Mauritshuis – Królewska Galeria Malarstwa

Można tu zobaczyć arcydzieła malarzy flamandzkich i holenderskich tworzących od XV do XVIII wieku. Sam pałac mieszczący muzeum zbudowano w latach 1633 – 1644 dla Johana Mauritsa van Nassau – gubernatora generalnego Brazylii. Fundusze na budowę pochodziły z importu cukru co nadało budowli potoczną nazwę słodkiego pałacu. W galerii można zobaczyć Lekcję anatomii doktora Tulpa autorstwa Rembrandta czy Dziewczynę z perłą Jana Vermeera.

Haga – czy warto?

Skoro napisałam, że to najpiękniejsze miasto Europy to zdecydowanie warto 🙂 Zwiedzając Holandię nie możecie pominąć Hagi. Zaplanujcie wyjazd na weekend, bo jeden dzień w Hadze to zdecydowanie za mało. Ja na pewno wrócę. Mam nadzieję, że jak najszybciej.

Tilburg – co warto zobaczyć?

Tilburg – kolejne po Bredzie miasto Brabancji Północnej, które miałam okazję zwiedzić. Tilburg w XIX wieku był ważnym ośrodkiem przemysłu włókienniczego. Jednym z jego najbardziej znanych mieszkańców jest Vincent van Gogh, który w latach 1866 – 1868 był uczniem jednej z tutejszych szkół średnich. Co ciekawe jednym z miast partnerskich Tilburga jest nasz Lublin. Zapraszam na spacer po mieście!

StadsHeer – drugi najwyższy budynek w mieście

Do Tilburga również dotarłam pociągiem. Ruszając ze stacji kolejowej najlepiej skręcić w prawo (stojąc tyłem do dworca) w kierunku jednego z najwyższych budynków w mieście znajdującego się przy ul. Spoorlaan 303. Dolne sześć pięter zajmują biura, a górne 25 pięter – 85 mieszkań.Najwyższy bydynek w mieście to Westpoint Tower.

Na zewnątrz budynku znajdują się prostopadłościany w kształcie słońca, które są charakterystyczne dla budynku i są powszechnie nazywane vogelkooikes – klatki dla ptaków.

Langerstraat

Ulica biegnie od stacji kolejowej w kierunku centrum. Powiem szczerze, że jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła, bo mało się przy niej dzieje. Ale zdecydowanie warto podziwiać architekturę budynków.

Heuvelstraat

Jedna z głównych ulic handlowych miasta. Koniec Heuvelstraat graniczy z Oude Markt – rynkiem pełnym kawiarni i restauracji. Idąc dalej dociera się do Korte Heuvel – kolejnej zakupowo-restauracyjnej arterii. Warto zaglądać w podwórka – można się natknąć na prawdziwe perełki!

Kościół św. Dionizego

Powszechnie znany jako kościół Heikese. Nazwa Heikese odnosi się do herdgang ‚t Heikena południe od centrum. Znajduje się w miejscu pierwszego kościoła parafialnego w Tilburgu w centrum miasta. Sam kościół jest zamknięty dla zwiedzających, jednak można zajrzeć przez szybę 😉

Concertzaal – sala koncertowa

Sala koncertowa to przestrzeń gdzie odbywają się głównie koncerty muzyki klasycznej, choć występowały tu też gwiazdy pop. Sala mieści się niemalże naprzeciwko kościoła.

Vrijheidspark – Park Wolności

Kierując się z centrum miasta ku kanałom najlepiej przespacerować się ulicą Bisschop Zwijsenstraat. Po drodze warto zwrócić uwagę na belgijski kościół.

Następnie trzeba skręcić w lewo do parku, w którym Tilburg upamiętnia wszystkich poległych i wyzwolonych w czasie wojny. Każdego roku 4 maja w parku odbywają się uroczystości upamiętniające zmarłych za wolność Holandii.

Znajduje się m.in. pomnik szkockich graczy na dudach. 27 października 1944 r. niemiecka okupacja Tilburga dobiegła końca. Za grupą żołnierzy poruszała się grupa szkockich muzyków stąd takie upamiętnienie.

Koningsplein

Z parku wychodzi się wprost na plac, gdzie w każdy piątek rano odbywa się targ. Można tu kupić wszystkie możliwe produkty. Koningsplein znajduje się między biblioteką a teatrem. Mieści się tu też duży parking.

Koopvaardijstraat

Z placu najlepiej przejść do ulicy Koopvaardijstraat prowadzącej do portu i tilburskich kanałów. Sama ulica nie obfituje w atrakcje (delikatnie mówiąc) ale można trafić na takie perełki jak wiszące rowery 😉

Piushaven – port

Piushaven to port wykopany na Wilhelminakanaal od początku XX wieku. Od 2002 roku wykorzystywany jako port muzealny. Jest to największy port miejski w Brabancji. Kiedyś był to port przemysłowy, dziś jedno z najmodniejszych miejsc w mieście pełne luksusowych apartamentów. Dookoła jest mnóstwo restauracji kawiarni ze stolikami ustawionymi na zewnątrz ale jak nietrudno się domyślić na początku października życie się tam ledwie tliło. Z tego względu myślę, że najlepiej odwiedzić Tilburg latem.

Ratusz i pałac Raddhuis

Po powrocie do centrum warto zatrzymać się przy Paleis-Raadhuis – dawnym pałacu, a obecnie części ratusza miejskiego. Budynek jest jednym z symboli miasta wpisanym na listę zabytków. Niestety podczas mojego pobytu remontowany.

De Heuvel – plac z fontanną

De Heuvel w Tilburgu to centralny plac miasta, położony między ratuszem a kościołem. Dawniej na placu mieściła się lipa. Po ścięciu drzewa w 1994 roku okazało się, że drzewo było całkowicie puste w środku, a ze starej lipy wyłoniło się nowe drzewo.

Plac został całkowicie odnowiony pod koniec 2008 roku. Sami mieszkańcy w referendum zdecydowali jak plac ma wyglądać. Pośrodku umieszczono fontanny.

Przy placu znajduje się też monumentalny neogotycki kościół św. Józefa.

Pomnik Willema II

Statua przedstawia króla Wilhelma II jako naczelnego wodza armii. Na cokole pod królewskim znajdują się cztery postacie. Kobieta z koroną i berłem reprezentuje monarchię. Po jej prawej stronie znajduje się Prawo. Na odwrocie znajduje się Dobrobyt, wraz z Rogiem Obfitości i monetami. Ostatnia postać pierwotnie zawiera figurkę bóstwa starożytnej Troi. Odnosi się to do roli Wilhelma II jako patrona Holandii. Po prawej stronie postumentu znajduje się lew z mieczem między przednimi łapami, który reprezentuje bitwy, w których brał udział Wilhelm II.

Pieter Vreedeplein

Plac położony w ścisłym centrum miasta, prawdziwe eldorado dla zakupoholików. Sklepów i sklepików jest tu co nie miara. Wszystko w pięknym, nowoczesnym otoczeniu.

Stare zdjęcia Tilburga

Spacerując po mieście natkniecie się na wiele starych zdjęć miasta wkomponowanych np. w skrzynki. Bardzo fajnie to wygląda choć nie doczytałam się skąd taki pomysł.

Natuurmuseum Brabant

Niedaleko dworca znajduje się muzeum przyrody Brabancji Północnej. Placówka zlokalizowana jest w dawnej willi producenta tkanin Guillaume J.D. Pollet.

Przez ponad 80 lat istnienia muzeum opracowano wiele wystaw i programów edukacyjnych pokazujących wszystkie aspekty życia roślin, zwierząt i ludzi.

Tilburg – czy warto?

Jeśli mam być szczera to był to najsłabszy punkt mojej wycieczki po Holandii ale nie dlatego, że Tilburg mi się nie podobał tylko z tego powodu, że Breda, Rotterdam i Haga to prawdziwe miasta-petardy. Tilburg jest bardzo uroczy i bez wątpienia warto go odwiedzić. Myślę, że większe wrażenie zrobiłby latem gdy życie koncentruje nad wodą ale jesienny spacer po mieście też był bardzo przyjemny.

Breda – mało znana perełka Holandii

Breda – kulturalna stolica kraju nazywana też najbardziej polskim miastem w Holandii leży w Brabancji Północnej, na południu Holandii. A skąd te polskie akcenty? Breda została wyzwolona z okupacji niemieckiej przez Pierwszą Dywizję Pancerną pod dowództwem generała Maczka.

Willemstraat

Do Bredy przyjechałam pociągiem z Eindhoven. Po wyjściu z dworca kolejowego ulicą Willemstraat kieruję się do parku Valkenberg. Willemstraat to szeroka arteria z dużą ilością zieleni i pięknymi kamienicami dookoła. Na parterach wielu z nich mieszczą się sklepy, restauracje, kawiarnie i coffeeshopy.

Na rogu Willemstraat i Academiesingel znajduje się rzeźba zakonnicy Liefdeszuster van St. Vincent de St. Paul de Chartres z 1990 roku. Tytuł rzeźby jest połączeniem nazw dwóch zgromadzeń katolickich.

Park Valkenberg

Za rzeźbą przechodzimy przez ulicę i już jesteśmy w parku Valkenberg. Trudno nie zauważyć w nim pomnika holenderskiego architekta Pierre’a Cuypersa Baroniemonument. Pomnik postawiono na pamiątkę 500-letniej więzi między Bredą a dynastią Oranje-Nassau, rodziną panującą w Holandii od czasów Wilhelma I, który zorganizował powstanie przeciwko Hiszpanii i doprowadził do niepodległości Niderlandów. Statua ma kształt zamku i jest zwieńczona lwem w holenderskim ogrodzie. Pomnik został odsłonięty w 1905 roku przez królową Wilhelminę. W 2002 roku pomnik uznano za zabytek narodowy.

Po prawej stronie zwraca uwagę 18-metrowa latarnia morska. Przyznacie, ze taki widok w środku miasta to rzadkość. Nie zawiera ona typowej lampy obrotowej, żeby jej intensywne światło nie przeszkadzało mieszkańcom miasta. Latarnia jest dziełem włoskiego architekta Aldo Rossi. Podobne dzieła stworzył w Toronto i Rotterdamie.

Zza parku wyłania się pomarańczowy budynek T-house, w którym na parterze mieści się restauracja.

W parku spacerują sobie… kury. W wielu miejscach i z tego co się dowiedziałam to są stałymi rezydentami parku 😉

Beginaż i kościół Begijenkerk

Chyba najbardziej urocze miejsce w całej Bredzie. XV-wieczny beginaż aż do 1990 roku zamieszkiwany przez beginki – kobiety poświęcone życiu religijnemu i działalności dobroczynnej ale nie związane ślubami zakonnymi a więc nie będące zakonnicami. Do kompleksu należy też kościół św. Katarzyny i ogród ziołowy z posągiem beginek. Beginaż to zespół niewielkich uroczych domków z małym kościołem i szpitalem, otoczony murem, w którym znajdowała się jedna lub więcej bram.

Grote Markt

Ścisłe centrum miasta i największy plac. Latem odbywają się tu spektakle teatralne. We wtorki i piątki odbywa się tradycyjny targ, a w środowe popołudnia otwiera się sklep pod gołym niebem z książkami i antykami. Wokół rynku jest pełno restauracji, kawiarni i sklepów. Latem życie toczy się tu do późnych godzin nocnych. W grudniu na środku placu staje ogromna choinka.

Grote Markt był pierwotnie wiele mniejszy niż dziś. Po wielkim pożarze miasta w 1534 roku rozebrano spalony rząd domów, a rynek zyskał swoje obecne wymiary.

Na placu stoi pomnik wojenny Judith z głową Holofernesa van Niela Steenbergena. Został wykonany w 1947 roku jako pomnik wyzwolenia. Żydówka Judith oznacza dobro, które zwycięża zło. W prawej ręce ma odciętą głowę Holofernesa, dowódcy babilońskiego króla Nabuchodonozora. Na szczycie kolumny, na której stoi, znajdują się cztery zwierzęce głowy przedstawiające ludzkie cnoty.

Przy Grotemarkt znajduje się Oude Stadhuis – stary ratusz z XVIII wieku. Warto zwrócić uwagę na znajdujące się przy schodach lwy – nawiązują do Bredy oraz Brabancji oraz znajdujący się nad wejściem znajduje się posąg Sprawiedliwości. Budynek ma status zabytku narodowego. Pierwszy ratusz został zbudowany w tym miejscu w XIII wieku, kiedy Breda otrzymała prawa miejskie. W 1534 roku zawalił się w wyniku pożaru.

Veemarktstraat

Spacerując niespiesznie uliczkami starego miasta można trafić na perełki takie jak świnka ukryta między stolikami jednej z restauracji 😉 Nie powiem Wam której konkretnie, szukajcie 😉 Rzeźba znajduje się tam od 1974 roku! A wystawy sklepów przy Veermarkstraat to prawdziwe perełki. Pooglądajcie koniecznie!

Stedelijk museum

Muzeum narodowe sztuk wizualnych. Koncentruje się na filmie, designie, fotografii, modzie, architekturze i nauce. Mieści się w jednym z najstarszych budynków w mieście, w którym od 1246 roku mieściło się hospicjum. W pobliżu budynku znajdowała się brama miejska zwana Bramą Hospicyjną. Od 1966 roku budynek jest zabytkiem narodowym.

Kierując się ku budynkowi kasyna warto zwrócić uwagę na pomnik Ofiara Izaaka izraelskiego artysty Menashe Kadishmana. Praca nawiązuje do biblijnej historii Abrahama, który został poddany próbie i miał poświęcić swego syna Izaaka.

Kasyno Breda i teatr Chasse

Kasyno mieści się w przepięknym budynku dawnego klasztoru. Mieszkały tam kiedyś zakonnice, później stacjonowali żołnierze, a dziś… no cóż, każdy może spróbować szczęścia 😉 Tuż obok kasyna znajduje się nowoczesny budynek Chasse z 1995 roku mieszczący trzy teatry, trzy kina i trzy restauracje. Nazwa teatru pochodzi od oficera armii Davida Hendrika Chasse. Punktem wyjścia dla projektu Hertzbergera była rzeźba włoskiego artysty Giacomettiego zatytułowana Śpiąca kobieta. Z tego powodu budynek zawiera wiele okrągłych i falistych form, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Najbardziej uderzającym elementem jest pofalowany dach. Hertzberger otrzymał zlecenie wyposażenia dwóch największych teatrów w wieżę sceniczną. Aby zapobiec zepsuciu miasta Breda przez dwie betonowe wieże, postanowił pokryć całość falistym dachem, co wielu uważa za geniusz.

StadsGalerij – Galeria Narodowa

Instytucja kulturalna i artystyczna położona niedaleko kasyna i Chasse. Znajduje się w dawnym budynku koszarów wojskowych.

Stadsarchief – archiwum miejskie

Idąc z placu przed Chasse w kierunku Wilhelmina parku mija się budynek archiwum miejskiego. Istnieje ono od 1862 roku i ma na celu zachowanie jak największej ilości informacji o mieście. Znajduje się w budynku, w którym również mieściły się koszary.

W archiwum znajduje się obecnie ponad 400 tysięcy zdjęć, tysiące książek i czasopism a także filmy i nagrania dźwiękowe.

Wilhelminapark

Powoli zbliżamy się do polskich miejsc w Bredzie. W parku znajduje się kaplica Matki Boskiej Częstochowskiej wybudowana w 1954 roku w ramach wdzięczności za wyzwolenie miasta.

Po drugiej stronie parku znajduje się pomnik przedstawiający kulę ziemską, a na niej polskiego orła, który zwycięża w walce orła niemieckiego. Znajduje się tu też napis W podzięce naszym polskim wyzwolicielom – 29 października 1944. Właśnie w Wilhelminaparku polskie oddziały stoczyły walki z Niemcami.

W parku znajduje się też niemiecki czołg typu Panter – zdobycz wojenna podarowana przez dywizję Polaków miastu Breda.

Ulica generała Maczka

Od Wilhelminaparku odchodzi ulica Maczka. Breda została wyzwolona przez Polaków 29.10.1944 roku. Żołnierze otrzymali honorowe obywatelstwo miasta, a wielu z nich osiedliło się w Bredzie. Generał Stanisław Maczek został pochowany na Polskim Wojskowym Cmentarzu Honorowym przy Ettensebaan. W okolicy Bredy znajdują się jeszcze dwie polskie nekropolie – przy Vogelenzang i w Oosterhout przy Veerseweg.

Ginnekenstraat

Wracając z parku do centrum miasta najlepiej wybrać spacer ulicą Ginnekenstraat. Jest to zamknięta dla ruchu główna ulica handlowa Bredy, która w bocznych odgałęzieniach kryje piękne murale. Te uliczki są czasem tak wąskie, że bardzo ciężko zrobić sensowne zdjęcie ale wygląda to wszystko fantastycznie.

Pomiędzy sklepami znajduje się Sint-Joostkapel – najstarsza kaplica w mieście wybudowana w 1436 roku i poświęcona Sint-Joost – patronce chorych na zarazę. Z tego względu kaplica stała poza murami miejskimi. W XVII wieku kaplicę zamknięto, a budynek służył jako magazyn, stajnia, a następnie więzienie dla żołnierzy.

Katedra św. Antoniego

W jednej z bocznych uliczek odchodzących od Ginnekenstraat mieści się katedra św. Antoniego z Padwy. Kościół został wybudowany w 1837 roku przez architekta Petera Huijsersa w stylu neoklasycystycznym, co widać na frontowej fasadzie. Wielokrotnie zmieniano patronów kościoła. Najpierw był kościołem św. Barbary, potem św. Michała, a od 2001 roku św. Antoniego.

Przy ulicy Ridderstraat, znajduje się szalony posąg Sinte Juttemis. Wielu odwiedzających uważa karnawałową kobietę Sinte Juttemis za zabawną, ale niewielu wie, co to znaczy. W 1900 roku karnawał został zakazany przez Kościół katolicki. Kiedy mieszkańcy Bredy zapytali Kościół, kiedy powróci ich ukochane świętowanie zawsze otrzymywali tę samą odpowiedź – Na Świętą Jutte. Święta Jutte nie istnieje, kiedy więc przedstawiciele kościoła mówili, że następne święto karnawałowe odbędzie się na św. Jutte, w rzeczywistości oznaczało to, że świętowanie nigdy się nie odbędzie. Karnawał został przywrócony w 1936 roku, a w 1991 roku postawiono pomnik Sinte Juttemis.

Grote Kerk – Kościół Najświętszej Marii Panny

Największy kościół w mieście, którego 97-metrową wieżę widać z każdego punktu w mieście. Sama świątynia jest arcydziełem gotyku brabanckiego i uznawana jest za jeden z najpiękniejszych kościołów w Holandii.

Wewnątrz można zobaczyć dzieła sztuki poświęcone ważnym osobom związanym z miastem, m. in. członkom rodzin książęcych. Część z nich została pochowana pod kaplicą, a fakt ten upamiętniają tablice w posadzce. Tych tablic jest w kościele ponad 200!

Warto zajrzeć do Kaplicy Książęcej, by zobaczyć grobowiec stadhoudera Niderlandów Engelbrechta II z Nassau i jego żony.

Wstęp do kościoła jest bezpłatny.

Pomnik konny Wilhelma III

Znajduje się na Kasteelplein, placu między rynkiem a zamkiem. Został odsłonięty w 1921 roku.

Zamek – Kasteel van Breda

Zamek w Bredzie to symbol niezależności tego miasta – od 1828 roku siedziba Królewskiej Akademii Wojskowej gdzie kształcą się oficerowie lotnictwa i sił granicznych. Pierwsza twierdza stała w tym miejscu już na początku XIII wieku.

Podczas mojego pobytu (na początku października) na placu naprzeciwko zamku miały miejsce przygotowania wystawy poświęconej generałowi Maczkowi i jego żołnierzom . Podejrzewam, że miało to związek ze zbliżającą się rocznicą wyzwolenia miasta przez Polaków.

Pawilon Królowej Wilhelminy

Budynek należący do Królewskiej Akademii Wojskowej. wybudowany w 1867 roku pełnił różne funkcje. Obecnie w budynku znajduje się dział rekrutacji personelu, przestrzeń wystawowa Fundacji Zbiorów Historycznych oraz sekcja Komunikacji Holenderskiej Akademii Obrony.

Breda – czy warto?

Zdecydowanie tak. Breda to jedno z najpiękniejszych miast Holandii i warto tak zaplanować wycieczkę po Holandii, żeby spędzić tu jeden dzień. Pociągiem można tu bez problemu dojechać z Amsterdamu, Rotterdamu, Hagi czy Eindhoven. Ja jestem zauroczona!

Bolesławiec – co zwiedzić w mieście ceramiki?

Bolesławiec – jedna z perełek (wciąż nieodkrytych przez masową turystykę!) Dolnego Śląska. Miasto, które kojarzy się przede wszystkim z ceramiką choć reklamuje się hasłem Bolesławiec – nie tylko ceramika. W takim razie co zobaczyć w tym pięknym mieście? Zapraszam na spacer.

Figura św. Katarzyny

Jeśli tak jak ja dotrzecie do Bolesławca pociągiem to pierwsze co zobaczycie po wyjściu to figura św. Katarzyny – patronki kolejarzy.

Obelisk przy Placu Dworcowym

Znajduje się w parku naprzeciwko dworca. Wzniesiony w 1995 roku, w 50-tą rocznicę przybycia do Bolesławca pierwszego transportu Polaków z Kresów Wschodnich. Rok później umieszczono na nim tablicę upamiętniającą 50-tą rocznicę przybycia Polaków z Jugosławii, w 2004 roku – przybycie repatriantów z Francji, a w 2013 roku 68-mą rocznicę przybycia zesłańców z Syberii.

Bolesławiec – rynek

Z dworca czeka Was kilkuminutowy spacer do serca miasta, czyli bolesławieckiego rynku. W centralnym punkcie znajduje się barokowy ratusz z gotycką wieżą. Na parterze znajduje się Sala Ślubów ze sklepieniem sieciowym skopiowanym z zamku na Hradczanach.

We wschodnią ścianę budynku wmontowano płaskorzeźbę przedstawiającą pojmanie Guilleume’a Brune’a – napoleońskiego marszałka – przez Rozalię Joannę von Bonin – mieszkankę miasta.

Przy rynku warto zwrócić uwagę na kamienicę przy ul. Mickiewicza 1. Budynek z secesyjnymi dekoracjami został wzniesiony w 1906 roku dla rzeźnika J. Junga.

W kamienicy pod numerem 28 urodził się podróżnik K. F. Appun. Początkowo mieściła się w niej księgarnia rodziny Appun, po przebudowie – najnowocześniejszy i najbardziej elegancki dom handlowy w mieście.

Kamienica nr 7 posiada przejście zwane Bramą Piastowską. Na ścianach przejścia znajdują się ogromne wzory pieczęci książąt śląskich.

Muzeum Ceramiki

Myślisz Bolesławiec widzisz ceramikę. Nie ma innego skojarzenia. Mieści się w budynku dawnego Muzeum Miejskiego. Muzeum od 1967 roku gromadzi zbiory ceramiki bolesławieckiej i europejskiej. Kolekcja liczy ok. 6 000 eksponatów.

Na piętrze muzeum znajduje się sala gdzie można zobaczyć krótki film i historii ceramiki w Bolesławcu.

W muzeum działa mały sklepik i możecie kupić filiżankę tudzież inne dzieło bolesławieckiej manufaktury. Ja żadnych zakupów nie planowałam ale jak się dowiedziałam, że bolesławieckie cuda można myć w zmywarce to jednak się skusiłam na co nieco 😉

Bilet wstępu kosztuje 8 zł, umożliwia też wejście do Muzeum Historii Miasta.

Muzeum otoczone jest parkiem niestety ze wszystkich bolesławieckich parków jest najmniej ciekawy.

Muzeum Ceramiki – Dział Historii Miasta

Drugi oddział muzeum znajduje się w klasycystycznym budynku z 1800 roku. Podczas kampanii napoleońskiej mieszkał tu głównodowodzący wojsk rosyjskich Michail Kutuzow. Marszałek zmarł właśnie w tym domu.

Obecnie w muzeum gromadzone są eksponaty prezentujące historię ziemi bolesławieckiej od czasów najdawniejszych do współczesnych.

Ogrody Tarasowe

Przepiękne miejsce tuż obok Muzeum. Mieszczą się w miejscu zasypanego stawu i fos zamkowych. Reliktem po dawnej promenadzie zamkowej jest ogromny kasztanowiec.

Bazylika Maryjna

Najstarszy kościół w mieście datowany na XIII wiek. Obecnie zachowana bryła ma kształt gotycki, przebudowane wnętrze nosi cechy stylu barokowego. Niestety podczas mojej wizyty wszystkie wejścia do Bazyliki były zamknięte.

Sąd Rejonowy

Reprezentacyjny neogotycki gmach powstał w latach 1861 – 1864. Wieża kryje w swoim wnętrzu aulę o bogatym wystroju. Budynek otoczony jest parkiem w stylu angielskim. Co tu dużo mówić – szczęka opada. Gmach robi niebywałe wrażenie, zwłaszcza w słoneczny dzień. Niczym zamek z filmu fantasy.

Promenada i park przy Stawie

Malowniczy zakątek miasta pełen zieleni i zachowanych fragmentów murów obronnych.

Pomnik Michaila Kutuzowa

W parku znajduje się pomnik rosyjskiego feldmarszałka. Powstał w 1819 roku na polecenie króla Fryderyka Wilhelma III. 12-metrowy żeliwny obelisk waży 30 ton, pierwotnie znajdował się na rynku. U jego podnóża znajdują się dwie pary lwów, które mają symbolizować odwagę marszałka. Pomnik budzi kontrowersje, ponieważ Michaił Kutuzow zapisał się negatywnie w dziejach Polski w czasie walk o utrzymanie niepodległości na przełomie XVIII i XIX wieku.

Pogodynka

Stacja meteorologiczna umieszczona w 1882 roku w pobliżu Stawu Miejskiego była jedną z pierwszych pogodynek na Dolnym Śląsku.

W parku znajduje się też fontanna z Czaplą. Znajduje się w miejscu gdzie na początku XX wieku mieścił się miejski ogród zoologiczny.

Centrum Integracji Kulturalnej Orzeł

Budynek w stylu secesyjnym położony tuż przy parku. Wzniesiony około roku 1914. Obecnie pełni funkcje sali kinowej i konferencyjnej.

Mury obronne

Pierwsze informacje o murach miejskich pochodzą z 1316 roku choć podejrzewa się, że istniały dużo wcześniej. Fortyfikacje miejskie stanowił podwójny pierścień murów z basztami oraz systemem fos i stawów. Mury zostały zniszczone w czasie wojen napoleońskich. W 1841 przekształcono tereny poforteczne w promenadę.

Wiadukt kolejowy

Monumentalna budowla będąca jednym z najdłuższych kamiennych mostów kolejowych w Europie uznawana jest za wielką atrakcję miasta. Most powstał w latach 1844 – 1846. Ma długość 490 metrów i wysokość 26 metrów. Składa się z 35 łuków. Zlokalizowany jest na trasie kolei Wrocław – Drezno. Podobno niesamowite wrażenie robi również po zmroku, gdy jest podświetlony. Ja byłam w Bolesławcu tylko na jeden dzień i nie miałam możliwości zobaczenia go w wersji nocnej. Ale przecież wszystko przede mną 😉

Dawna przepompownia ścieków

Budynek z 1903 roku, który nosi cechy neoromańskie i neorenesansowe. Został wyposażony w nowoczesne urządzenia umożliwiające oczyszczanie ścieków z zanieczyszczeń fizycznych.

Krzyż Milenijny

27-metrowa konstrukcja ze stali i miedzi została wykonana w 2003 roku. Rozpiętość ramion krzyża wynosi 15 metrów, a całość waży 30 ton. Krzyż znajduje się w pięknym otoczeniu parku.

Dawna Dzielnica West End

Reprezentacyjna dzielnica willowa obejmująca tereny ulic Komuny Paryskiej, Wybickiego, Opitza, Brody, Drzymały i Miarki. Stojące tu wille utrzymane są w różnych stylach – neorenesansowym, klasycystycznym i szwajcarskim. Spacerując tymi uliczkami naprawdę można się poczuć jak 200 lat temu. Podróż w czasie. Jest elegancko, dostojnie, mieszczańsko. A to wszystko zaledwie kilka minut spaceru od rynku.

Przy ul. Brody 2 znajduje się kamienica zbudowana dla prawnika i notariusza Th. Thamma. Łączy styl neoklasycystyczny z neorenesansowym detalem i motywami masońskimi.

Willa przy ul. Jeleniogórskiej 20

Neobarokowy budynek wzniesiono na początku XX wieku dla powiatowego mistrza budowlanego G. Spohna. nie dość, że sama willa jest piękna to położona na skraju lasu. Bajkowo po raz kolejny.

Dawny zakład Włókienniczy Concordia

Kompleks przemysłowy założony w 1873 roku przez S. Wollera w miejscu spalonego 2 lata wcześniej młyna wodnego. W 1943 roku budynki przejęły zakłady lotnicze Weser-Flug AG i utworzyły tu filię obozu Gross Rosen.

Willa przy Kwiatowej 3

Wzniesiona na początku XX wieku dla Paula Viebega – prokurenta w zakładach Concordia. Willa utrzymana jest w stylistyce Landhouse – podmiejskiego domu angielskiego.

Teatr Stary

Powstał w 1857 roku i był pierwszą reprezentacyjną budowlą przy promenadzie otaczającej starówkę. Elewacje w klasycystycznym i neorenesansowym stylu zachowały się do dnia dzisiejszego. W 1913 roku poszerzono część sceniczną i fosę orkiestrową.Teatr zakończył swą działalność w 1944 roku

Kościół Matki Bożej Nieustającej Pomocy

Znajduje się w miejscu dawnego zamku zniszczonego przez Szwedów podczas wojny trzydziestoletniej. Barokowy kościół wzniesiono w połowie XVIII wieku. Początkowo była to świątynia ewangelicka, dziś katolicka. 73-metrową wieżę dobudowano na początku XIX wieku.

Na placu przy kościele znajduje się pomnik Jezusa Przyjaciela Dzieci z 1902 roku.

Ulica Kaszubska

Odchodzi od dworca kolejowego. Nazywana była Widokowym oknem Bolesławca. Powstała około 1900 roku. Obecnie uwagę zwracają głównie kamienice pod nr 4 i 5. Dzisiejszy budynek poczty.

Termy Bolesławiec

Miejski kompleks SPA mieści się w neorenesansowym budynku Miejskich Zakładów Kąpielowych z 1895 roku. Była to ekskluzywna jak na ówczesne czasy łaźnia. Wnętrze było wyłożone kaflami w kolorze morskiej zieleni i ozdobione płaskorzeźbami autorstwa bolesławieckiej artystki Jenny Bary-Doussin.

Młodzieżowy Dom Kultury

Neoklasycystyczna willa została wzniesiona dla bolesławieckiego aptekarza – Mullera. W latach 1946 – 1951 w piwnicach willi znajdował się areszt Urzędu Bezpieczeństwa.

Bolesławiec – czy warto?

Absolutnie tak. Perłą Dolnego Śląska zazwyczaj nazywa się Świdnicę ale mnie bardziej zauroczył właśnie Bolesławiec. Miasto jest piękne, kolorowe, zadbane, nie brakuje w nim zieleni. Jeśli wybieracie się do Wrocławia to zaplanujcie sobie jednodniową wycieczkę do Bolesławca, nie będziecie żałować. Jeśli szukacie miejsc wartych odwiedzenia na Dolnym Śląsku to koniecznie dopiszcie Bolesławiec do listy.

Świdnica – perła Dolnego Śląska

Świdnica to miasto o ponad 750-letniej historii, stolica dawnego księstwa Świdnicko-Jaworskiego. Położona jest zaledwie 50 km od Wrocławia i nazywana Perłą Dolnego Śląska. Nigdy nie miałam tego miasta w swoich podróżniczych planach ale niedawno wpadł mi w ręce artykuł o Kościele Pokoju. Po przeczytaniu go dopisałam Świdnicę do listy miejsc do zobaczenia i przy okazji wizyty we Wrocławiu wybrałam się na jednodniową wycieczkę.

Dworzec

Do Świdnicy dotarłam pociągiem i pierwsze co zobaczyłam to oczywiście dworzec Świdnica Miasto. Odnowiony w latach 2010 – 2013 secesyjny budynek pochodzi z 1905 roku i mimo iż nie jest duży to robi wrażenie. Na elewacji znajdują się zabytkowe herby Świdnicy, Dolnego Śląska, powiatu świdnickiego i księstwa świdnickiego. W czasie gdy w Świdnicy stacjonowały wojska radzieckie, codziennie odjeżdżał stąd pociąg do Moskwy.

Plac Grunwaldzki

Z dworca wychodzi się prosto na największy węzeł komunikacyjny w Świdnicy, założony w miejscu Bramy i Przedmieścia Witoszowskiego. Znajduje się tu pomnik poświęcony uczestnikom walk o wolność ojczyzny. Plac jest bardzo zielony, są tu ławeczki i można miło spędzić czas jeśli macie jeszcze chwilę do odjazdu pociągu.

Budynek Sądu Okręgowego

Przy uliczce prowadzącej z placu Grunwaldzkiego do rynku znajduje się monumentalny gmach Sądu Okręgowego. Został on wybudowany w 1885 roku na fundamentach klasztoru Dominikanów. W jego wnętrzu Feliks Falk nakręcił część scen do filmu Komornik.

Świdnica – rynek

Jego układ urbanistyczny zachował się w nienaruszonym stanie od czasów średniowiecza. Kolorowe kamienice prezentują różne style architektoniczne i dowodzą potęgi i bogactwa dawnych mieszczan. Dziś w większości kamienic działają restauracje i kawiarnie.

Pod numerem 1 stoi piękna barokowa kamienica, która nosi cechy pałacyku pruskiego. Pod numerem 7 mieści się  Dom Pod Złotą Koroną. Nazwa pochodzi stąd, iż szczyt elewacji jest ozdobiony właśnie złotą koroną. Pod numerem 8 znajduje się Dom Pod Złotym Chłopkiem. Ciekawostką jest, że na manierystycznym portalu kamienicy widnieje łaciński napis Drzwi te mają być otwarte dla przyjaciela a zamknięte dla wroga. Po numerem 25 mamy renesansową kamienicę zwaną Pałacem Hochbergów a pod 26 Kamienicę Pod Złotym Okrętem z oryginalnymi XIV-wiecznymi piwnicami. Pod numerem 27 mieści się Dom pod Kogutem, a 28 – pod Złotą Gęsią.

Spacerując po rynku warto zwrócić uwagę na pomnik Marii Kunic – świdnickiej astronomki.

Uwagę zwracają też XVIII-wieczne fontanny z piaskowca. Wśród nich fontanna z Atlasem – mitycznym atletą dźwigającym sklepienie niebieskie – i fontanna z Neptunem gdzie poza władcą mórz można dostrzec dwa konie morskie i Wodnika.

Świdnicki rynek jest piękny, kolorowy, zadbany i bardzo przyjemnie się tu spaceruje. Przy rynku znajduje się informacja turystyczna gdzie można otrzymać mapki i plany zwiedzania.

Muzeum Dawnego Kupiectwa

Mieści się w zabytkowym ratuszu i jest to jedyne muzeum w Polsce, które tak szeroko zajmuje się tematem handlu.

Zwiedzanie zaczyna się od aranżacji apteki z przełomu XIX i XX wieku. Znajdują się tu oryginalne meble, wagi i pojemniki na leki. Naprzeciwko ekspozycji apteki znajduje się salonik apteczny z popiersiem Alberta Neissera – twórcy dermatologii.

W kolejnej sali zaaranżowano karczmę i sklep kolonialny.

Dalej znajduje się aranżacja targu. Targi odbywały się na świdnickim rynku od czasów średniowiecznych. Możemy tu zobaczyć XVIII-wieczną wagę targową i kamienne odważniki.

W kolejnym pomieszczeniu znajduje się Stacja Paliw. W tle widnieje fotografia salonu samochodowego W. Illmanna. Salon ten funkcjonował w Świdnicy już od 1923 roku.

Kolejna sala to wystawa tzw. realiów kupieckich, czyli przedmiotów będących wyposażeniem sklepów. Można tu zobaczyć maszyny liczące, drukowane rachunki z logo czy kasetki na pieniądze.

W ekspozycji piwowarskiej można zapoznać się z etapami warzenia piwa. Świdnica ma wielowiekowe tradycje piwowarskie. Pochodzący stąd złoty napój sprzedawano m. in. we Wrocławiu, Toruniu, Krakowie, Pradze, Pizie i Heidelbergu.

Na pierwszym piętrze ratusza znajdują się pomieszczenia reprezentacyjne. Barokowy hol zdobi kopia obrazu przedstawiającego XVII-wieczną Świdnicę oraz herba starosty J. J. M. von Sinzendorfa.

Przez późnogotycki portal wchodzi się do Sali Rajców. Salę zdobią XVI-weiczne polichromie przedstawiające sceny biblijne – Sąd nad Jawnogrzesznicą, Sąd Ostateczny i Ukrzyżowanie Jezusa. Na środku pomieszczenia znajduje się makieta przedstawiająca miasto w XVII wieku.

W aneksie przylegającym do Sali Rajców znajduje się mauzoleum Piastów Świdnickich z kopiami rzeźbionych płyt tumbowych Bolka I i Bolka II.

Ostatnie pomieszczenia udostępnione dla zwiedzających to galeria obrazów świdnickich malarzy i barokowy salon z piecem kaflowym.

Bilet do muzeum kosztuje 6 zł, w piątki wstęp jest bezpłatny.

Wieża Ciśnień

Ceglany budynek z 1877 roku przy ul. Nauczycielskiej 3. W latach 1902 – 1903 została przebudowana i podwyższona o jedno piętro. Przestano ją eksploatować w 1994 i wpisano ją wtedy do rejestru zabytków. Dziś niestety stoi pozostawiona sama sobie i niszczeje. Na dachu ustawiono nadajniki sieci komórkowych.

Niemalże naprzeciwko wieży znajduje się świdnicki zakład karny. I ceglany budynek też robi ogromne wrażenie.

Park Centralny

Park utworzony na reliktach Twierdzy Świdnickiej, nie do końca wiadomo od kiedy istnieje. W miejscu, gdzie obecnie mieści się park, dawniej istniała wieś o nazwie Schreibendorf. Od 2017 roku park przechodzi gruntowną rewitalizację, która pochłonęła już niemal 20 milionów złotych!

Obecnie atrakcją parku jest rzeka Witoszówka tworząca tu dwa akweny oraz uroczy most. W parku można zobaczyć klony zwyczajne, lipy drobnolistne, brzozy, buki, kasztanowce, akacje, cisy i wierzby.

Pomnik 1000-lecia Państwa Polskiego

Obelisk ten został odsłonięty w 1966 roku w ramach uroczystości obchodów 1000-lecia państwa Polskiego. Widnieje na nim napis Byliśmy jesteśmy będziemy

Katedra pw. św. Stanisława i Wacława

Wieżę katedry będziecie widzieli z każdego miejsca w mieście. Liczy sobie 101,5 metra – jest najwyższą wieżą kościelną na Dolnym Śląsku i piątą w Polsce. Ogromna gotycka budowla została zbudowana z prawdziwym rozmachem. Wystrój prezentuje mieszaninę różnych stylów. Nawa główna ma 71 metrów długości, 10 szerokości i 25 wysokości. Do naw bocznych dobudowano w różnym okresie 6 kaplic. Ołtarz główny zdobi rzeźba przedstawiająca Matkę Bożą z Dzieciątkiem w otoczeniu świętych umiejscowiona pod baldachimem wspartym na siedmiu kolumnach.

Wielkie organy zdobi Orkiestra Niebiańska – rzeźba Jerzego Leonarda Webera.

Na dziedzińcu kościoła stoi kolumna św. Floriana pochodząca z 1684 roku.

Na placu nieopodal katedry znajduje się pomnik Jana Pawła II.

Apteka pod Bykami

Przy ulicy Długiej 45 w 1882 roku otwarto pierwszą aptekę w mieście. Późnorenesansową kamienicę zdobią dwie rzeźby byków naturalnej wielkości. Na parterze nieprzerwanie działa apteka. A skąd byki? W okolicy placu odbywały się targi bydła. Pewnego roku,  nie wiadomo dlaczego, zwierzęta zaczęły chorować  i padać jedno po drugim. Lekarstwo na zarazę miał wynaleźć miejscowy aptekarz, a kupcy w ramach wdzięczności wybudowali mu dużą aptekę ozdobioną naturalnej wielkości sylwetkami byków.

Locha z Młodymi

Osobliwych śladów zwierzęcych jest w Świdnicy więcej. Na skwerze przy ul. Franciszkańskiej stoi pomnik lochy z pięcioma młodymi i tajemniczą skrzynią. W herbie Świdnicy znajduje się dzik stąd pomysł na taką rzeźbę.

W czerwcu 2013 roku pod skwerem wmontowano kryptę ze Skrzynią Pamięci Świdniczan. Umieszczono w niej pamiątki ze współczesnej Świdnicy, a otwarcie zaplanowano za… 100 lat. Do tej pory dziki mają pilnować skrzyni.

Plac św. Małgorzaty

Dziś park i przyjemnie miejsce spotkań. Dawniej mieściła się tu główna brama wjazdowa do miasta – Brama Kapturowa.

Plac Pokoju

Z placu św. Małgorzaty kierujemy się powoli ku największej atrakcji miasta. Plac Pokoju pełen jest XVII-wiecznych zabudowań szachulcowych. Głównym budynkiem jest oczywiście wpisany na listę UNESCO Kościół Pokoju. Ważnym elementem placu jest nekropolia otaczająca kościół – jeden z nielicznych zachowanych ewangelickich cmentarzy na Śląsku.

Przy placu znajduje się kawiarnia BarocCafe. Nie byłam ale podobno to bardzo dobre miejsce więc jeśli będziecie mieli więcej czasu to warto wejść.

Ewangelicko – augsburski kościół Pokoju

Świątynię wybudowano w latach 1656 – 1657 z drewna, gliny, piasku i słomy. Oszałamiająco bogate wnętrze stanowi przykład barokowego kunsztu artystycznego i dbałości o zdobnicze szczegóły.

Drzwi prowadzące do kościoła były metaforą całego życia ewangelika – wschodnie prowadziły do hali chrztów, przez południowe wchodził podczas konfirmacji i zawarcia związku małżeńskiego, natomiast przez zachodnie ciało wynoszono po obrzędach pogrzebowych.

Ołtarz główny powstał w 1752 roku. Zamówiono go u mistrza ciesielskiego Gottfrieda Augusta Hoffmanna. Przy ołtarzu można dostrzec płaskorzeźbę przedstawiającą Ostatnią Wieczerzę, rzeźby Mojżesza, Aarona, Jezusa, Jana Chrzciciela oraz apostołów Piotra i Pawła. Na szczycie ołtarza stoi baranek z drewna. Ołtarz otoczony jest pozłacaną balustradą z drewna.

W północno-wschodnim narożniku transeptu znajduje się ambona. Nad drzwiami wejściowymi na ambonę znajduje się rzeźba Jezusa Dobrego Pasterza, a balustradę pokrywają reliefy przedstawiające zesłanie Ducha Świętego, Golgotę i Raj.

Zwiedzając kościół nie można pominąć organów podtrzymywanych przez dwóch atletów. Pod koniec XVIII wieku ozdobiono je ruchomymi figurkami aniołków. W całym kościele są setki figurek aniołków – nikt do tej pory nie doliczył ile dokładnie.

W kościele zwraca też uwagę loża Hohbergów – zbudowana w 1698 roku dla hrabiego Johanna Heinricha von Hohberga w dowód wdzięczności za ufundowanie drewna potrzebnego do budowy świątyni.

W kościele koniecznie trzeba spojrzeć w górę – malowidła, które widać na stropie tworzono 3 lata! Tematyka obrazów zaczerpnięta jest z księgi objawień św. Jana.

Do kościoła wchodzi się przez halę chrztów z drewnianą polichromowaną chrzcielnicą. Jej górną część zdobi złocona figura Jezusa, a dolną herby sześciu rodzin, które ufundowały chrzcielnicę.

Kościół może pomieścić 7,5 tysiąca osób.

Kościół Pokoju uchodzi za największą atrakcję Świdnicy i bez najmniejszych wątpliwości nią jest. Bogate zdobienia robią ogromne wrażenie i moim zdaniem warto to miejsce odwiedzić. Złamałam nawet swoją zasadę, że nie wchodzę do kościołów, gdzie trzeba płacić za wstęp. Wejście do kościoła Pokoju kosztuje 12 zł (płatność tylko gotówką) i naprawdę warto te pieniądze wydać. Zwłaszcza, że są one przeznaczone na cały cza trwające (od 1992 roku) prace renowacyjne. Kościół można zwiedzać od poniedziałku do soboty od 9 do 18 i w niedziele od 12 do 18.

W budynku przy wejściu na plac Pokoju znajduje się bezpłatna wystawa eksponatów znalezionych w świątyni.

Park im. Generała Sikorskiego

Park słynny jest ze względu na pozostałości mauzoleum upamiętniającego Czerwonego Barona – Manfreda von Richthoffena. Przy ul. Sikorskiego 19 znajduje się willa Richthoffenów, w której mieszkał pilot. W ogrodzie znajduje się kamień upamiętniający jego śmierć w 1918 roku.

Baszta Strzegomska

Pozostałość umocnień dawnej Twierdzy Świdnickiej – stanowiła ochronę głównego wjazdu do miasta. Przy baszcie znajduje się kaplica św. Barbary. Przy każdej z siedmiu bram miasta znajdowała się kaplica.

Do Bramy Strzegomskiej przylega fragment murów obronnych. Cała zabudowa wielokrotnie była niszczona i odbudowywana. Dziś mieści się tu restauracja serwująca dania kuchni dolnośląskiej i mniejszości narodowych mieszkających w regionie.

Murale

Kocham street-art i pisałam o tym wielokrotnie. Murale w Świdnicy to już niemal instytucja, przed Wami te najpiękniejsze. Śmiem twierdzić, że to najpiękniejsze murale w Polsce.

Tuż przy wyjściu z dworca kolejowego, przy ul. Dworcowej 3, znajduje się mural upamiętniający Irenę Sendlerową. Powstał w czerwcu 2018 roku w ramach obchodów Roku Ireny Sendlerowej .

U zbiegu ulic Teatralnej i Bohaterów Getta znajduje się z kolei portret klauna Fifi. Powstał z okazji świdnickiego Festiwalowi Teatrów Otwartych.

Po drugiej stronie ulicy, przy Bohaterów Getta, znajduje się mural festiwalu Bachowskiego

Przy placu Grunwaldzkim upamiętniono z kolei Tomasza Stańko. Mural powstał z okazji 25. rocznicy zorganizowania pierwszych Świdnickich Nocy Jazzowych.

Przy al. Niepodległości znajduje się jeden z najmłodszych murali w mieście – ze ściany kamienicy od sierpnia 2019 roku spogląda Andrzej Wajda. Mural powstał na pamiątkę 23 rocznicy premiery filmu Panna Nikt, na podstawie książki Tomasza Tryzny ze Świdnicy. Ponadto twórczości Wajdy poświęcony był tegoroczny festiwal filmowy Spektrum w Świdnicy. Autorem wszystkich powyższy murali jest Robert Kukla – artysta plastyk związany ze Świdnickim Ośrodkiem Kultury.

Świdnica – czy warto?

Przyznaję, że parę miesięcy temu nazwa Świdnica niewiele mi mówiła. Jakieś miasto na Śląsku i na tym moja wiedza się kończyła. Tymczasem nazwa perła Dolnego Śląska nie jest ani trochę na wyrost. Miasto jest przepiękne, pełne zabytków i ciekawych miejsc. Świdnica to doskonały pomysł na jednodniową wycieczkę z Wrocławia a myślę, że i przez cały weekend ciężko by się było tu nudzić.

Giżycko na weekend – co zobaczyć, co robić?

Giżycko to żeglarska stolica Polski, serce Krainy Wielkich Jezior. Miasto otaczają trzy jeziora – Niegocin, Kisajno i Tajty.

Jezioro Niegocin

Trzeci pod względem wielkości akwen w Krainie Wielkich Jezior Mazurskich. Jest jeziorem morenowym – rozległym ale dosyć płytkim. Jego linia brzegowa liczy ok. 35 km.

Jezioro Kisajno

Połączone Kanałem Łuczańskim z jeziorem Niegocin. Jego linia brzegowa liczy ok. 50 km. Jezioro jest szlakiem żeglugowym między Giżyckiem a Węgorzewem. Do jeziora prowadzi zatoka Tracz z pięknym portem jachtowym.

Jezioro Tajty

Najmniejsze z jezior otaczających Giżycko ale równie piękne jak dwa pozostałe.

W sezonie po jeziorze pływają małe statki wycieczkowe. Po sezonie pozostaje jedynie wypożyczenie jachtu lub motorówki, żeby z bliska poczuć magię mazurskich jezior. W samym Giżycku działa kilka wypożyczalni. Będąc na Mazurach trzeba wybrać się na jeziora. Oczywiście spacery dookoła nich też są bardzo przyjemne ale to tylko namiastka tego co można poczuć na wodzie. Ja i moja awersja do statków miałyśmy ogromne szczęście, bo podczas mojego pobytu była piękna pogoda, jeziora bardzo spokojne i dzień spędzony na łódce był niesamowicie przyjemny. Chyba mój najlepszy dzień tego wyjazdu.

Giżycko – plaża miejska

Plaża położona jest nad brzegiem jeziora Niegocin. Krystaliczna woda, biały piasek i zielona trawka – czy potrzeba czegoś więcej do szczęścia w mieście?

Na plaży znajduje się duży napis GIŻYCKO – coś dla fanów instagramowych ujęć 😉

Plaża i znajdujące się na niej ławeczki to doskonałe miejsce do podziwiania zachodów słońca – nic tylko usiąść i podziwiać ten spektakl natury. Nigdzie w Polsce zachody słońca nie są tak magiczne jak na Mazurach.

Ekomarina

Nowoczesny port pasażerski z pełnym zapleczem technicznym i sanitarnym położony zaledwie 500 metrów od centrum miasta, tuż przy dworcu kolejowym. Znajduje się tu centrum informacji turystycznej, restauracje, sklepy żeglarskie i WOPR. Stąd odpływają też statki wycieczkowe (w sezonie). Tu można wypożyczyć jacht lub motorówkę.

Tu również jest bardzo pięknie podczas zachodu słońca. Polecam usiąść w ogródku którejś z restauracji i podziwiać jachty i łódki w pomarańczowej poświacie. Magia po raz kolejny.

Kanał Łuczański

Kanał żeglowny o długości 2130 metrów łączący jezioro Niegocin z Zatoką Tracz i Jeziorem Kisajno. Nad kanałem przerzucone są 4 mosty i kładka dla pieszych.

Nazwa kanału nawiązuje do dawnej nazwy miasta. W latach 1945 – 1946 Giżycko było Łuczanami. W długi weekend majowy na kanale ma miejsce parada jednostek pływających będąca oficjalnym rozpoczęciem sezonu żeglarskiego na Mazurach.

Wzdłuż kanału biegnie trasa spacerowa, można to bardzo miło spędzić czas. Nie brakuje też restauracji z widokiem na kanał.

Most Obrotowy na Kanale Łuczańskim

Jednoprzęsłowy most zwodzony z 2. połowy XIX wieku. Pierwsza tego typu konstrukcja zawaliła się w 1859 roku. Nowy most ukończono w 1889 roku, waży ponad 100 ton i jest obracany ręcznie przez operatora. Przęsło o długości 20 metrów jest zwodzone w bok. To jedyne tego typu rozwiązanie w Polsce.

Zamek Krzyżacki

Za mostem, po lewej stronie, znajdują się pozostałości zamku krzyżackiego. Powstał on jako siedziba zakonnego prokuratora. W 1365 twierdza została zdobyta i spalona przez Litwinów. W kolejnych latach zamek na przemian był niszczony i odbudowywany. Od 1855 roku mieściła się tu siedziba komendantów twierdzy Boyen. Od 2011 roku w zamku mieści się hotel St. Bruno z elegancką restauracją la Bibliotheque.

Wzgórze św. Brunona

Idąc z zamku ulicą św. Brunona dociera się do polodowcowego wzgórza z krzyżem. Został on ustawiony w miejscu, w którym w 1910 roku Prusowie mieli zabić św. Brunona z Kwerfurtu przybyłego z misją chrystianizacyjną. Św. Brunon jest patronem Giżycka.

Wzgórze znajduje się zaledwie 1 km od portu więc w ciepły słoneczny dzień można sobie zrobić przyjemny krótki spacer. Ze wzgórza rozciąga się bajkowy widok na jezioro Niegocin.

Co ciekawe, wędrując od strony miasta będziecie mijali po drodze stacje drogi krzyżowej.

Wzgórze łączy szlak pieszy z giżyckim sanktuarium św. Brunona. Nazywa się ona ścieżką św. Brunona. Tabliczki z oznaczeniem szlaku spotkacie w kilku miejscach w mieście.

Twierdza Boyen

Uznawana za największą atrakcję Giżycka i całych Mazur. Miejsce, którego absolutnie nie można pominąć będąc w Giżycku. Twierdza ukryta wśród lasów i morenowych wzniesień tworzyła ochronę przed ewentualnymi atakami armii rosyjskiej. Twierdza nigdy nie została zdobyta. Wyznaczono tu 3 szlaki zwiedzania – najkrótszy i najprostszy (bez schodów i stromych podejść) niebieski przeznaczony na 1 godzinę zwiedzania, najdłuższy zielony – na 2 godziny zwiedzania i czerwony – przeznaczony na 1,5 godziny zwiedzania, obfitujący w najwięcej miejsc do zobaczenia. Wszystkie trasy są dobrze oznakowane ale oczywiście da się w kilka godzin obejść całą twierdzę łącząc atrakcje ze wszystkich z nich.

Twierdza ma kształt nieregularnego wieloboku przypominającego gwiazdę. Naroża zajmują potężne bastiony: Schwert (miecz), Licht (Światło), Recht (Prawo), Hermann, Leopold i Ludwig, których nazwy pochodzą od dewizy rodowej i imion inicjatora budowy fortecy – generała Hermanna Ludwiga Leopolda von Boyena – pruskiego ministra wojny. W budynkach fortu znajdują się różne wystawy, warto do nich zaglądać.

Bilet wstępu kosztuje 12 zł. Jeśli zastanawiacie się czy warto to bez cienia wątpliwości – warto. A nawet trzeba.

Parki

Jeśli tak jak ja odwiedzacie Giżycko jesienią to warto wybrać się na spacer do któregoś z parków. A najlepiej do każdego z nich.

Parków i zieleni jest w mieście mnóstwo. Fajny jest park u zbiegu ul. Warszawskiej i Wodociągowej z zarośniętym jeziorkiem.

Przy wieży ciśnień znajduje się park założony w miejscu dawnego cmentarza. Do dziś znajdują się tam groby z czasów I wojny światowej.

Za mostem obrotowym rozciąga się park Rogera Goemaere z pomnikiem poświęconym żołnierzom AK i sybirakom.

Po drodze do twierdzy Boyen mieści się park z jeziorkiem Popówka Mała. Tuż obok znajduje się cmentarz wojenny – miejsce spoczynku 243 żołnierzy niemieckich i 175 rosyjskich poległych w I wojnie światowej.

Wieża Ciśnień

Wieża wybudowana w 1900 roku przez prawie 100 lat zaopatrywała miasto w wodę. Obecnie pełni funkcję muzeum i punktu obserwacyjnego. Na szczycie, poza tarasem widokowym, funkcjonuje także kawiarnia. Można wjechać  windą lub wejść po schodach.

Wybierając wejście (lub zejście) schodami , na poszczególnych piętrach można oglądać ekspozycje obrazujące życie mieszkańców Giżycka na przestrzeni wieków.

Bilet kosztuje 12 zł. Płatność tylko gotówką. Zdecydowanie warto. W bezchmurny dzień widoki są nieziemskie.

Pasaż Portowy

Przewodniki piszą, że to tętniące życiem centrum rozrywkowe Giżycka. W sezonie pewnie tak jest. Natomiast po sezonie – jak na powyższych obrazkach. Nie zmienia to faktu, że jest tu zlokalizowana spora ilość restauracji, kawiarni i innych przybytków rozrywki więc każdy turysta prędzej czy później tu trafi.

Przed restauracją Steakownia znajduje się ławeczka literacka z 2016. Inicjatorem pomysłu jest Biblioteka Miejska Publiczna w Giżycku.

Molo

208-metrowa konstrukcja wybudowana w 1969 roku jako falochron, dziś spełnia również funkcję deptaka. Nawet po sezonie nie brakuje tu spacerowiczów, zwłaszcza w porze zachodu słońca.

Kościoły

Giżycko zaskakuje ilością świątyń różnych wyznań. Na pewno warto zwrócić uwagę na cerkiew grekokatolicką przy ul. Białostockiej.

Tuż obok wieży ciśnień znajduje się mała prawosławna cerkiew.

Przy placu Grunwaldzkim mieści się klasycystyczny kościół ewangelicki z XIX wieku. Obecna budowla jest już trzecią świątynią, która stoi w tym miejscu.

Przy ul. Pionierskiej mieści się katolicki kościół św. Brunona z czasów międzywojennych.

Plac Grunwaldzki

Przy placu zwraca uwagę dawne Kino Fala. Niestety dziś budynek jest w runie, cały zagrodzony z zakazem wstępu ale nawet zniszczone mozaiki robią wrażenie.

Przed budynkiem znajduje się fontanna z kobietą trzymającą na dłoni żabę. Przechodziłam koło fontanny kilka razy i żaba nie zamieniła się w księcia 😉

Kamienice

Spacerując ulicami takimi jak Warszawska, Dąbrowskiego czy Pionierska warto zwrócić uwagę na piękne kamienice. Są ozdobione girlandami, kolumienkami i mają dekoracyjne szczyty.

Urząd Miasta

Znajduje się przy placu Piłsudskiego. Mieści się w pięknym neobarokowym budynku.

Szpital

Spacerując ulicą Warszawską warto zwrócić uwagę na potężny, poniemiecki gmach z ciemnej cegły ozdobiony neogotyckimi dekoracjami.

W podobnym stylu wybudowany jest gmach I Liceum Ogólnokształcącego u zbiegu ul. 1 maja i R. Traugutta.

Gdzie zjeść w Giżycku?

Zwiedzając miasto na pewno zgłodniejecie więc przedstawiam Wam moje ulubione miejscówki.

Pierwsze miejsce do którego trafiłam to Tawerna Siwa Czapla przy ul. Nadbrzeżnej 11, między plażą miejską a Kanałem Łuczańskim. Tawerna serwuje tradycyjne dania mazurskie. To czego musicie spróbować to stynki – smażone małe rybki podawane z sosem czosnkowym. Pyszności! Poza tym jadłam tu pierogi z kaszą gryczaną, śmietaną i majerankiem. Były również przepyszne. Ze wszystkich miejsc odwiedzonych w Giżycku chyba tu mi smakowało najbardziej i bardzo Wam to miejsce polecam. Zjecie tu też śniadanie.

Przy ekomarinie znajduje się Tawerna Marina. Wnętrze pięknie urządzone ale podczas mojego pobytu było na tyle ciepło, że można było siedzieć na zewnątrz. Tym razem wybór padł na sałatkę mazurską – ze smażonym okoniem. Ja uwielbiam ryby ale niestety tylko morskie, słodkowodne mi nie wchodzą. Ale sałatka była bardzo smaczna i nawet okoń okazał się smaczny 😉 Polecam na kolację w blasku zachodzącego słońca.

Przy Pasażu Portowym odwiedziłam dwie restauracje – Steakownię i Puzzle Smaku. Nigdy nie byłam wegetarianką ale przez wiele lat mięso pojawiało się w moim menu sporadycznie (raz w miesiącu albo rzadziej). Ale od kilku miesięcy, wbrew światowym trendom ograniczania mięsa, ja jem go dużo więcej niż kiedyś. I jak tylko zobaczyłam Steakownię podczas swojego pierwszego spaceru po mieście to wiedziałam, że prędzej czy później tam wyląduję. I tak też się stało. Jest to knajpa i sklep z wołowiną z dojrzewającej wołowiny z warmińskiego gospodarstwa. Zdecydowałam się na burgera z serem camembert i był przepyszny. Mięso rzeczywiście było wyśmienite – mięciutkie, rozpływające się w ustach. Aż żałuję, że to Giżycko tak daleko, bo to był jeden z najlepszych burgerów jakie w życiu jadłam.

Po burgerowych szaleństwach trzeba się było przerzucić na sałatki 😉 W restauracji Puzzle Smaku była już dynia i sałatka z kozim serem. Może nie wygląda jakoś super zachęcająco ale była świetna. Robotę zrobił tu ser – kremowy, niezbyt ostry, pyszny. Słodka dynia, ostra rukola, orzechy włoskie i kremowy ser – wyszło idealnie. Do tego wjechało grzane wino i była to kolacja idealna.

Drugie zagłębie restauracji w Giżycku to ul. Nadbrzeżna. Część z nich po sezonie była już zamknięta ale na szczęście Porto i Papryka działają cały rok. W Porto zdecydowałam się na ravioli ze szpinakiem. Było glutenowo, szpinakowo i serowo (w środku feta, w sosie gorgonzola). Zdrowo nie było ale pysznie. Przepysznie nawet. Fajne miejsce, z przyjemną atmosferą i co najważniejsze bardzo dobrym jedzeniem.

Papryka oferuje szeroki zakres dań. Ja po doświadczeniach ze Steakowni ponownie zdecydowałam się na burgera. Był większy, wyglądał lepiej, był smaczny ale jednak ten ze Steakowni smakował mi bardziej. Ten był w porządku ale taki zwykły – jaki można zjeść w wielu miejscach. Mięso było chyba trochę za bardzo wysmażone no i nie tak soczyste jak to w Steakowni. Ale też mi smakował. Tu jako dodatki wzięłam gruszkę i gorgonzolę. Tak sobie właśnie myślę, że strasznie dużo serów jadłam w czasie tego wyjazdu.

I na koniec deser. Słodycze mi ostatnio kompletnie nie wchodzą ale w Giżycku spędzałam swoje urodziny więc jakąś namiastkę tortu z okazji wkroczenia w 32. rok życia trzeba było zaliczyć 😉 Podczas jednego ze spacerów moją uwagę zwróciła Lavenda Cafe przy placu Grunwaldzkim 8. Piękne miejsce w lawendowym klimacie z domowymi wypiekami. Ciast było całkiem sporo, nie wiedziałam na co się zdecydować i zaufałam rekomendacji kelnerki, która poleciła mi gotowany sernik z białą czekoladą. I był naprawdę obłędny. Niesamowicie puszysty i kremowy, przełamany kwaśnym puree malinowym. To była godna celebracja urodzin 😉

Giżycko – czy warto?

Absolutnie tak. wiele razy byłam na Mazurach ale w Giżycku dopiero teraz po raz pierwszy. Miasto nie dość, że jest piękne to ma niesamowitą żeglarską atmosferę. Ludzie są niesamowicie otwarci i przyjaźni (nie tak zmanierowani jak nad Bałtykiem). Wszystko w tym wyjeździe zagrało – fajny hotel, piękne miejsca, cudowna pogoda. Urodziny miałam spędzić w Grecji ale ani trochę nie żałuję, że jednak skończyło się na Mazurach. Ja tam jeszcze wrócę.

Olsztyn na weekend – co zobaczyć?

Olsztyn – miasto położone na Pojezierzu Olsztyńskim nad rzeką Łyną, na skraju Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej. Szczerze mówiąc jakoś nigdy nie miałam Olsztyna na liście miejsc do odwiedzenia ale przy okazji wyjazdu na Mazury pomyślałam, że warto się tam zatrzymać na dwa dni.

Najsłynniejszym mieszkańcem miasta był Mikołaj Kopernik, który mieszkał tu w latach 1516 – 1521. Na olsztyńskim zamku napisał pierwszy rozdział O obrotach sfer niebieskich, tam też pozostawił własnoręcznie stworzoną tablicę astronomiczną. Tablica ta pomogła mu w 1517 roku ustalić dokładną datę równonocy wiosennej. Od tamtej pory mówi się, że w wiosna zaczyna się właśnie w Olsztynie. A co warto zwiedzić w Olsztynie? Zapraszam na spacer po stolicy Warmii.

Zamek Kapituły Warmińskiej

Olsztyński zamek to XIV-wieczna budowla obronna w stylu gotyckim, z dobudowanym XVIII-wiecznym skrzydłem barokowym. Siedziba urzędnika kapitulnego kanonika-administratora. Obecnie jest siedzibą Muzeum Warmii i Mazur. Na dziedzińcu stoi jeden z symboli Olsztyna – Baba Pruska.

Przez drewniane hurdycje, ciągnące się pod dachem budowli, podczas wojny 13-letniej obrońcy zamku wylewali wrzątek na Krzyżaków.

Przy zamku znajduje się amfiteatr im. Czesława Niemena. Amfiteatr znajduje się w miejscu częściowo zasypanej fosy.

Przed wejściem znajduje się jeden z najsłynniejszych pomników Olsztyna – ławeczka z Kopernikiem. No jak widzicie śladów astronoma jest w mieście naprawdę dużo.

Park Zamkowy

Jak nietrudno się domyślić park otacza zamek. W parku znajduje się kilka rzeźb, wśród nich Kobieta z kwiatami czy popiersie Kopernika. Są też fontanny – fontanna Ryba z dzieckiem i fontanna Symfonia Ptaków.

Park zajmuje spory teren, jest dobrze utrzymany, nie brakuje tu ławek. Bardzo miłe miejsce, że odpocząć od miejskiego zgiełku.

W parku znajduje się pub i restauracja Browar Warmia. Ja nie byłam ale jeśli chcielibyście spróbować lokalnie warzonego piwa to polecam.

W parku znajduje się też kościół parafii wojskowo-cywilnej NMP Królowej Polski i świętych Archaniołów Michała, Rafała i Gabriela. Monumentalny gmach widać z wielu punktów mieście. Niestety kościół był zamknięty.

Starówka

Centralnym punktem starówki jest Stary Ratusz z 1624 roku, do 1915 roku siedziba Rady Miasta. Elewacja ratusza ozdobiona jest gotyckimi zdobieniami, a dawne wejście do ratusza zdobi portal z tzw. oślimi grzbietami. Obecnie ratusz jest siedzibą Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej.

Rynek otaczają kolorowe kamienice z XVII i XVIII wieku. Za najstarszą uważa się kamienicę spod numeru 11 nazywaną Domem Burmistrza.

Wokół rynku znajdują się oczywiście kawiarnie i restauracje, w tłumie spotykają się turyści i mieszkańcy. Nie jest to najpiękniejszy rynek w Polsce ale warto tu przyjść chociaż na pół godzinki.

Targ Rybny

Plac nieopodal rynku. Warto zwrócić uwagę na Dom Gazety Olsztyńskiej. Budynek przedwojennej redakcji odbudowano w latach 80-tych. Obecnie mieści się w nim muzeum prezentujące dzieje wspomnianej gazety wydawanej w latach 1886 – 1939.

Przy placu znajduje się pomnik św. Jakuba – patrona miasta. Wzniesiono go w 2004 roku. Św. Jakub przedstawiany jest jako wędrowiec w długiej tunice i kapeluszu. Jego atrybuty to kij pielgrzymi i muszla.

Statuetka św. Jakuba jest prestiżową doroczną nagrodą prezydenta Olsztyna. Wizerunek św. Jakuba znajduje się także w herbie miasta, a atrybut świętego – muszla – znajduje się na fladze miasta.

Wysoka Brama

Idąc z Targu Rybnego prosto, a nie w prawo w kierunku starego rynku zobaczycie Wysoką Bramę. Datowana jest na koniec XIV wieku i jest jedyną zachowaną bramą wjazdową w mieście. Stanowiła ona element obwarowań miasta w czasach średniowiecza. Do II połowy XIX wieku mieściła więzienie, a dziś znajduje się w niej… hostel.

Bazylika Konkatedralna św. Jakuba

Kościół farny w stylu gotyckim z XIV wieku z 70-metrową wieżą. We wnętrzu zachowane są XVI-wieczne sklepienia. W prezbiterium wystawiony jest relikwiarz ze szczątkami św. Wojciecha, a w kaplicy przywieżowej świecznik z rogami jelenia, który wwdługg legendy uciekając z polowania wbiegł do kościoła i tu zakończył swe życie.

W latach 1898-1900 jako organista pracował tu Feliks Nowowiejski.

Św. Jakub Starszy jest patronem miasta. Był bratem św. Jana i pierwszym apostołem-męczennikiem. Jego szczątki w VII w. sprowadzono z Jerozolimy do Santiago de Compostela gdzie do dziś znajduje się jego domniemany grób.

Przez Olsztyn wiedzie szlak św. Jakuba – słynna Camino de Santiago. Droga prowadzi m. in. przez Polskę, Niemcy i Francję aż do Santiago de Compostela. Szlak znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Katedra otoczona jest bardzo przyjemnym parkiem.

Park Centralny

Park powstał w miejscu dawnych ogrodnictw i tartaków pierwszej przemysłowej dzielnicy miasta. Ma powierzchnię 13 hektarów. Nie brakuje tu ścieżek spacerowych ani rowerowych. Jest fontanna, są zadaszone wiaty z ławkami. Bardzo zadbane i bardzo przyjemne miejsce. Ciekawe skąd pomysł na nazwę 😉

Siedziba poczty

Przy ul. Pieniężnego, niedaleko głównego wejścia do Parku Centralnego znajduje się przepiękny gmach poczty – Urząd pocztowy Olsztyn 1. Chyba żadna inna placówka pocztowa w Polsce nie mieści się w tak pięknym budynku. No chyba, że ta na katowickim Nikiszowcu 😉 Ale tamta jest dużo mniej okazała.

Nowy Ratusz

Po zobaczeniu starego miasta warto na chwilę podążyć w rejony nowej zabudowy. Budynek, który na pewno rzuci Wam się w oczy to Nowy Ratusz. Dużo bardziej okazały i dużo ładniejszy od tego starego. Olsztyński ratusz uchodzi za jeden z najpiękniejszych w Polsce. Dziś rezyduje w nim prezydent miasta.

Budynek powstawał w latach 1912 – 1915 w stylu neomanierystycznym. Jego gmach jest udekorowany płaskorzeźbami przedstawiającymi cnoty obywatelskie i cztery żywioły. Portal wejściowy zdobi ówczesny herb miasta.

Z balkonu wieżowego codziennie odgrywany jest hejnał Olsztyna – O Warmio moja miła – autorstwa Feliksa Nowowiejskiego.

Teatr im. Jaracza

Skręcając za ratuszem w lewo dojdziecie do Teatru im. Stefana Jaracza. Modernistyczny budynek powstał w 1925 roku w miejscu restauracji Kaisergarten zaadaptowanej na foyer teatru.

Naprzeciwko teatru znajduje się park z popiersiem patrona teatru oraz kamienie pamiątkowe aktorów olsztyńskich – lokalna aleja gwiazd.

Kamienica Naujacka

Skręcając za parkiem w lewo, w ulicę Mrongowiusza, dojdziecie do Miejskiego Ośrodka Kultury mieszczącego się w jednej z najpiękniejszych kamienic w mieście. Dawna secesyjna willa czynszowa należała do olsztyńskiego radnego Naujacka. W 2008 roku budynek gruntowanie wyremontowano.

Jezioro Ukiel (Krzywe)

Po zwiedzaniu zabytków czas na kontakt z naturą. Dobra, nie będę ściemniać. U mnie najpierw był kontakt z naturą, czyli spacer nad jeziorami, a dopiero potem starówka i zabytki. Jakiejkolwiek kolejności nie wybierzecie, nad jeziora musicie się wybrać.

Największe i najgłębsze jezioro w Olsztynie, składa się z czterech basenów połączonych cieśninami o jakże działających na wyobraźnię nazwach: Lwia Paszcza, Czarne Wrota i Zakręt.

Przy jeziorze znajduje się plaża miejska, hotele, restauracje i przystanie żeglarskie. Tu latem tętni życie. Jesienią trochę słabiej tętni ale też jest tu całkiem sporo spacerowiczów, biegaczy i turystów.

Nad jeziorem warto zrobić sobie przerwę na obiad. Mnie polecono restaurację Przystań i postanowiłam z tej rekomendacji skorzystać. Położona jest nad samym brzegiem jeziora i przez przeszkloną fasadę oferuje wspaniałe widoki. Samo wnętrze zresztą też jest bardzo przyjemne. Jedzenie stosunkowo drogie ale warte swojej ceny. Dominują oczywiście ryby i ja też się na taką zdecydowałam. Była absolutnie fantastyczna, mięciutka, świetnie doprawiona. Bardzo Wam to miejsce polecam.

Jezioro Długie

Drugie z Olsztyńskich jezior, położone dokładnie naprzeciwko jeziora Ukiel. Jego nazwa oddaje kształt zbiornika – wydłużone jezioro rozciąga się na 1,5 kilometra. Północno-wschodnie brzegi porastają lasy, wzdłuż brzegu biegnie chodnik i ścieżka rowerowa. Pełno tu spacerowiczów, rowerzystów i wędkarzy.

Doskonały spot na oglądanie zachodów słońca.

Skwer Wolnego Tybetu

Między olsztyńskimi jeziorami znajduje się piękny park – Skwer Wolnego Tybetu. I tak musicie koło niego przejść więc polecam zajrzeć.

Olsztyn – czy warto?

Zawsze warto. Są w Polsce ładniejsze miasta ale cudowne położenie nad jeziorami sprawia, że do Olsztyna chce się wracać. Ja na pewno wrócę.