Zwiedzanie Cypru – Larnaka i okolice – co warto zobaczyć?

To już przedostatni wpis o Cyprze. Opisałam wszystko co mieliśmy okazję zwiedzić, mam nadzieję, że niezdecydowani nie mają już wątpliwości, że Cypr to piękna wyspa i warto ją wziąć pod uwagę planując wakacje 🙂

W tym wpisie chciałam Wam pokazać to co zwiedzaliśmy na Cyprze przez pierwsze dwa dni naszego pobytu na wyspie. Jeśli upolujecie tanie bilety na weekend to ten przewodnik jest idealną odpowiedzią na pytanie co robić i co zwiedzić w Larnace przez 2 – 3 dni.

Larnaka – co zobaczyć?

Larnaka to po turecku Skala. Mimo iż popularniejsza jest grecka nazwa to z turecką też się możecie spotkać. Czasem Skalą nazywana jest dzielnica turecka w Larnace.

Za główną atrakcję miasta uchodzi promenada Fikikoudes porównywana z tymi na riwierze francuskiej. Otoczona palmami, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to wakacje 😉 A zimą są choinki i ogromna czerwona świecąca bombka (chciałam napisać bomba ale to trochę niebezpieczne skojarzenie w dzisiejszych czasach 😉 ). Po jednej stronie promenady znajdują się sklepiki i restauracje, po drugiej miejska plaża. Dobre jedzenie w Larnace serwuje się jednak w małych uliczkach starego miasta, przy promenadzie też oczywiście można dobrze zjeść ale przynajmniej 30% drożej niż 200 metrów dalej.

Plaże w Larnace są długie (ponad 800 metrów) ale piasek jest dosyć gruby i szorstki. Mimo iż opinie o nich są podzielone to w sezonie letnim są pełne turystów. Najpopularniejsze plaże w mieście to Dasoudi (tu można uprawiać wszelkie możliwe sporty wodne), Dekelia i oddalona o kilka kilometrów od centrum McKenzie Beach. Na miejskich plażach w sezonie działają wypożyczalnie leżaków i parasoli. Są także prysznice. Pełna infrastruktura.

Spacerując promenadą naszym oczom ukaże się w końcu port jachtowy – jest on naprawdę duży. Cumują tu setki jachtów, motorówek, katamaranów i statków wycieczkowych. Latem to właśnie w tej okolicy można zarezerwować rejsy statkiem m. in. na przylądek Capo Greko.

Kościół Agios Lazaros uchodzi na najważniejszą atrakcje Larnaki i najważniejsze miejsce kultu religijnego na wyspie. Patronem kościoła i całego miasta jest św. Łazarz. W średniowieczu świątynia należała do najwspanialszych budowli w mieście. Wokół kościoła rozciąga się stare miasto pełne restauracji i kawiarni. Zimą zdecydowanie więcej tu mieszkańców niż turystów. Podczas naszej wizyty przed kościołem odbywał się świąteczny koncert chóru. Jak widać nocą kościół jest pięknie oświetlony.

Po zobaczeniu kościoła warto pobłądzić w uliczkach starego miasta. Niestety nie wszystkie są zamknięte dla ruchu kołowego przez co nie jest tam może jakoś bardzo przyjemnie ale te części, które są wyłącznie dla pieszych są bardzo fajne.

Idąc z kościoła w stronę morza dochodzi się do dawnej dzielnicy tureckiej. Bardzo łatwo można ją poznać, bo centralną budowlą jest Wielki Meczet – Buyuk Camii. Dawniej mieścił się w tym miejscu kościół katolicki ale po najeździe tureckim zamieniono go w meczet.

Niemalże naprzeciwko meczetu znajduje się kolejne miejsce, które warto zobaczyć –zamek w Larnace. Obecnie mieści się w nim Muzeum Średniowiecza. Latem w forcie odbywają się liczne imprezy kulturalne.

Panagia Faneromeni – bardzo ciekawe zabytki Larnaki. Zabytki w liczbie mnogiej, ponieważ są to dwa kościoły – stary i nowy. Mniejszą kaplicę wzniesiono na wykutej w skale podziemnej pieczarze. Podejrzewa się, że w starożytności mógł się tam mieścić fenicki grobowiec. Tuż obok znajduje się nowy, duży kościół. Niestety nowy był zamknięty, a w starym odbywało się nabożeństwo więc tylko weszłam na chwilę zerknąć ale zdjęć oczywiście nie robiłam. Kościoły są nieco oddalone od centrum Larnaki, my zobaczyliśmy je w drodze do akweduktu (o którym za chwilę).

Co zobaczyć w okolicach Larnaki?

Jeśli zrobiliście już sobie spacer po mieście to warto ruszyć dalej. Bliższe i dalsze okolice Larnaki oferują mnóstwo ciekawych miejsc, które warto zobaczyć.

Najbliższa i najbardziej znana atrakcja okolic Larnaki to Słone Jezioro. Zobaczycie je już z samolotu, lądując w Larnace oraz w drodze z lotniska do miasta. Jezioro ma powierzchnię 2,2 kilometra kwadratowego i jest jednym z największych na wyspie. Jego tafla leży poniżej poziomu morza. W okresie od grudnia do marca zimują tu flamingi, łabędzie, dzikie kaczki, pelikany i inne ptaki wodne. Brzeg jeziora to doskonałe miejsce, żeby podziwiać zachód słońca. Zresztą co ja będę pisać – wystarczy popatrzeć na zdjęcia.

Już wiecie kiedy jechać na Cypr, żeby spotkać flamingi. A nawet jeśli nie spotkacie tych żywych to na pewno w niejednym miejscu zobaczycie takie jak na powyższym zdjęciu. W grudniu flamingi były ale nie było ich dużo i raczej trzymały się daleko od brzegu. Może później jest ich więcej a może trzeba było ich szukać z innej strony jeziora…

Meczet Hala Sultan (Hala Sultan Tekke) – otoczony jest pięknym ogrodem, w którym rosną palmy, cyprysy i drzewka oliwne. No i tylu kotów co w okolicy tego meczetu to nie widziałam nigdzie indziej! Skąd w ogóle wzięły się koty na Cyprze? W dawnych czasach wyspa była opanowana przez węże. Sprowadzono koty, które miały pomóc w pozbyciu się ich. Węży dziś na Cyprze nie ma za to rozmnożyły się tak, że czasem miałam wrażenie, że jest ich więcej niż ludzi 😉

Dla muzułmanów meczet ten jest najważniejszym miejscem pielgrzymek na Cyprze. Zgodnie z tradycją w grobowcu spoczywa ciało Umm Haram – Świętej Matki – stryjecznej ciotki Mahometa i żony jednego z najwyższych wodzów armii sułtana Muawiji.

Możliwe jest zwiedzanie meczetu. Jest ono bezpłatne, trzeba się tylko odpowiednio ubrać i oczywiście zdjąć buty. Powiem szczerze, że wewnątrz nie robi jakiegoś super wrażenia ale jego położenie jest przepiękne i warto tu przyjechać, zwłaszcza, że to tylko 6 km od centrum Larnaki.

Akwedukt Kamares to jedna z mniej znanych i mniej popularnych atrakcji Larnaki. Jest oddalony kilka kilometrów od centrum więc bez samochodu raczej ciężko się tam dostać. Jeśli jednak macie samochód to zdecydowanie polecam się tam wybrać. XVIII-wieczna konstrukcja do 1939 roku zaopatrywała Larnakę w wodę. Jego budowę zlecił osmański gubernator. Akwedukt wystylizowany na rzymski robi naprawdę ogromne wrażenie.

Cypr – Pafos i okolice – co warto zobaczyć?

Paphos – jedno z najsłynniejszych i według wielu opinii najpiękniejsze miasto Cypru. Pafos to też najpopularniejsze miejsce na wakacje wśród polskich turystów – w sezonie są tu loty z Warszawy, Poznania, Wrocławia, Gdańska i Krakowa.

Pafos znajduje się w południowo – zachodniej części wyspy. Nazwa miasta pochodzi od imienia herosa Paphosa – syna Pigmaliona. Mitologia grecka mówi, że to właśnie w okolicach Pafos z morskiej piany wynurzyła się Afrodyta – bogini miłości. Często spotkacie się z określeniem Cypru jako wyspy Afrodyty, a Pafos – miasto Afrodyty. Miasto jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO więc założyłam, że w Pafos będzie co zwiedzać i co robić więc tu zatrzymaliśmy się najdłużej podczas naszego objazdu Cypru. Niestety nasz pobyt i zwiedzanie Pafos i okolic nie do końca wyglądało tak jak miało. Powody były dwa – po pierwsze święta i część interesujących nas atrakcji była zamknięta, a po drugie popsuła się pogoda i musieliśmy skrócić nasze zwiedzanie półwyspu Akamas.

Miasto dzieli się na dwie części: Kato Pafos gdzie można zwiedzić port, wykopaliska, zamek a także spędzić czas na zakupach lub w jednej z tawern oraz Ktima Pafos – centrum administracyjne miasta i dzielnicę gdzie żyją Cypryjczycy.

Promenada Leoforos Poseidonos

Centrum miasta Pafos koncentruje się wokół nadmorskiej promenady. Takie typowe stare miasto w Pafos nie występuje. Na promenadzie żyją oczywiście stali bywalcy Cypru – koty 😉

Port w Pafos to miejsce gdzie cumują małe łodzie rybackie oraz statki wycieczkowe, które w sezonie oferują rejsy m .in. do zatopionego wraku statku, do zatoki Lara oraz na półwysep Akamas. Ceny rejsów wynoszą od 10 do 30 EUR.

Przy promenadzie znajduje się rzeźba Małego Rybaka ustawiona tu w 2006 roku.

Przy promenadzie znajdują się liczne sklepy z pamiątkami, restauracje, kawiarnie i tawerny. Jeśli zastanawiacie się gdzie zjeść w Pafos to polecam przede wszystkim tawernę Hondros – nie przy samej promenadzie ale dosłownie 100 metrów od niej. Świetna rodzinna atmosfera, cudowna obsługa i bardzo dobre jedzenie. A musaka wręcz genialna. Przy promenadzie jedliśmy w The Harbour – przepyszne meze. W jednej z knajpek, której nazwy nie mogę wydobyć z pamięci piliśmy grzańca. W końcu święta to święta 😉 W okolicy Pafos znajduje się też lokalny browar z restauracją Aphrodite’s Rock Microbrewery. Bardzo chciałam tam pojechać, bo polecało mi to miejsce kilka osób ale niestety okazało się, że w oba świąteczne dni kiedy my byliśmy w Pafos było zamknięte. Jeśli ktoś z Was się wybiera na urlop do Pafos to pojedźcie tam i wypijcie za mnie piwko 😉

Na wchód portu zaczyna się plaża miejska. Plaże w Pafos są piaszczyste. Znajduje się tu mnóstwo hoteli więc domyślam się, że latem na plażach muszą być prawdziwe tłumy ludzi.

Zamek w Pafos

Pierwsza forteca stojąca w tym miejscu i broniąca dostępu do portu została wzniesiona w czasach przynależności wyspy do Cesarstwa Bizantyńskiego. Twierdza została zniszczona w 1570 roku przez Wenecjan. Za czasów panowania tureckiego zamek przebudowano, następnie zamieniono na więzienie, a w czasach panowania brytyjskiego na Cyprze pełnił rolę… magazynu soli. W 1935 roku uznano go za zabytek i od tej pory pełni głównie funkcje kulturalne – odbywają się tu spektakle w ramach festiwalu Afrodyty. Cena biletu 2,5 EUR, w sezonie otwarty jest od 8.30 do 19.30, po sezonie godziny otwarcia skrócone są do 17.30.

Za zamkiem warto spojrzeć w morze, na skałach znajduje się rzeźba nazwana jakże oryginalnie Kobieta na skale.

Chrisopolitissa – kościół Agia Kyriaki

Niedaleko ulicy Apostolou Pavlou znajduje się miejsce, którego historia sięga 45 roku, kiedy św. Paweł i Barnaba przybyli na Cypr. Wg legendy święty został tu uwięziony, przywiązany do słupa i biczowany 39 razy. W miejscu biczowania na początku IV wieku wybudowano świątynię, której ruiny można zobaczyć obok stojącego tu dziś XI-wiecznego kościoła. Sama bazylika została zniszczona w 653 roku podczas arabskiego najazdu. Prawie cały obszar pokryty jest mozaikową podłogą i ozdobiony motywami geometrycznymi.

Obok kościoła znajduje się Filar Apostoła Pawła ustawiony na pamiątkę biczowania św. Pawła. Wstęp na cały teren jest bezpłatny, kościół jest niedostępny dla zwiedzających.

Spacerując po mieście natrafiliśmy też na średniowieczne termy z lat 1191 – 1489. Nie można ich zwiedzać ale wyglądają bardzo historycznie 😉

Park archeologiczny Pafos

Park archeologiczny to muzeum na otwartym powietrzu. Mozaiki w Pafos odkryto zupełnym przypadkiem. Podczas wykopów mających na celu rozbudowę miasta odnaleziono jest z największych i najważniejszych skarbów Cypru. Odkryto wtedy pozostałości miasta z czasów rzymskich z kompleksem budowli udekorowanych jednymi z najpiękniejszych mozaik w basenie Morza Śródziemnego. W latach 60-tych obszar badali polscy archeolodzy, którzy odkryli m. in. marmurową rzeźbę Asklepiosa z czasów hellenistycznych, serię marmurowych greckich posągów i fragmenty budowli pokrytych malowidłami. Pierwsze mozaiki odkryto na początku lat 70-tych.

Nad mozaikami stworzono pomosty, po których można się przemieszczać. Część z nich została ochroniona ścianami i dachami, które mają zabezpieczać dzieła przed warunkami atmosferycznymi.

Na terenie parku można zobaczyć m. in. część Domu Ajona z najbardziej spektakularną mozaiką w Nea Pafos, Dom Tezeusza z mozaiką przedstawiającą Tezeusza zabijającego Minotaura, Dom Orfeusza z trzema mozaikami, Dom Czterech Pór Roku i Dom Dionizosa gdzie znajduje się najstarsza mozaika na Cyprze przedstawiająca Scyllę – morskiego potwora. Niestety zdjęcia nawet w 10% nie oddają wrażenia jakie mozaiki robią na żywo.

Bilet wstępu na teren parku archeologicznego kosztuje 4,5 EUR i poza mozaikami obejmuje też zwiedzanie rzymskiego odeonu i agory oraz ruin zamku Saranda Kolones. Godziny otwarcia w sezonie to 8.30 – 19.30, po sezonie do 17.30. Park jest zamknięty w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Na zwiedzanie parku trzeba przeznaczyć co najmniej 2 – 3 godziny, bo teren jest bardzo rozległy. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie spaceru w czasie letnich upałów, w grudniu było idealnie.

Na terenie parku archeologicznego znajduje się też historyczna latarnia morska z 1888 r. Spacerując bliżej morza można zobaczyć pozostałości po dawnych murach miejskich – niesamowite formacje skalne.

Saranda Kolones to kolejne bardzo fotogeniczne (chciałoby się powiedzieć instagramowe) miejsce – pozostałości bizantyjskiego zamku. Wybudowano go w VII wieku w celu ochrony portu i miasta przed najazdami arabskimi. W 1222 roku budowla została zniszczona w wyniku trzęsienia ziemi.

W okolicach wejścia do parku archeologicznego znajdują się ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki Panagia Limeniotissa – Matki Bożej Portowej.

Grobowce Królewskie

Jeśli myślicie, że to już wszystkie zabytki Pafos to zapewniam, że jeszcze trochę ich jest 😉 Grobowce Królewskie to starożytna nekropolia wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Znajduje się ok. 3 km od centrum miasta. Można tu dotrzeć pieszo nadmorską promenadą lub dojechać autobusem miejskim nr 615 z dworca autobusowego mieszczącego się parkingu przy wejściu do Parku Archeologicznego. Kursy odbywają się co 15 minut. Jeśli jedziecie własnym samochodem to przed wejściem jest duży bezpłatny parking.

Wbrew nazwie, w grobowcach nie spoczywa żaden król. Ba, powstały one w czasach, gdy na wyspie nie było już królów cypryjskich. Pochowani są tu arystokraci i inni miejscy dostojnicy, m. in. namiestnicy zarządzający wyspą, łącznie około 100 osób. Służyły jako katakumby w okresie wczesnochrześcijańskim. Nazwa grobowców odnosi się do ogromu całego kompleksu. Dziś można tu zobaczyć siedem kompleksów grobowych. Podobnie jak park archeologiczny jest to bardzo duży teren, na który trzeba przeznaczyć co najmniej 2 godziny.

Bilet wstępu kosztuje 2,5 EUR. Można płacić kartą. Godziny i dni otwarcia takie same jak Parku Archeologicznego.

Okolice Pafos – co warto zobaczyć?

Pafos jest pięknym miastem ale można je spokojnie zwiedzić w jeden – dwa dni. Jeśli wybieracie się do Pafos z dziećmi to warto rozważyć wizytę w Akwarium gdzie w 72 zbiornikach żyją mniej i bardziej znane gatunki ryb z Morza Śródziemnego. Później warto wyruszyć dalej – w okolicach Paphos nie brakuje ciekawych miejsc do zwiedzania.

Skała Afrodyty – Petra tu Romiou

Największa atrakcja okolic Pafos to Skała Afrodyty. Legend dotyczących skały jest całe mnóstwo.

Jedna z nich mówi, że nazwa Petra tu Romiu (dosłownie Skała Rzymianina – Rzymianin oznacza tu Greka z Bizancjum) pochodzi od bizantyjskiego herosa Bazylego Digenisa Akritasa, który miał w tym miejscu bronić Cypru przed Arabami, rzucając w nich kamieniami. Legenda mówi, że chrześcijanin Bazyli rzucił do morza wielką skałę z Troodos, aby powstrzymać atakujących wyspę Saracenów.

Druga legenda mówi zaś, że Gaia (Matka Ziemia) poprosiła jednego ze swoich synów, Kronosa, o okaleczenie jego ojca, Urana (Niebo). Kronos odciął jądra Urana i wrzucił je do morza. Po tym jak to zrobił pojawiła się biała piana, z której wyłoniła się dziewica o imieniu Afrodyta i udała się na zgromadzenie bogów Cypru.

Cześć Afrodycie oddawano w położonym niedaleko sanktuarium. Do 312 roku p. n. e. każdy król Paphos był jednocześnie najwyższym kapłanem w świątyni Afrodyty. Co ciekawe do świątyni przybywały panny młode tuż przed swoim ślubem i… oddawały się przybywającym do świątyni mężczyznom. Taki akt był wyrazem wielkiej pobożności i czci Afrodyty. A to podobno my żyjemy w dziwnych czasach 😉

Lokalna tradycja mówi, że opłynięcie skały nago, przy pełni Księżyca i o północy, przyniesie nieśmiertelność i wieczną młodość. Niestety nie mogę potwierdzić, podczas naszego pobytu akurat nie było pełni 😉

Dojazd do Skały Afrodyty jest bardzo dobrze oznaczony – musicie tylko pilnować, żeby w odpowiednim momencie zjechać z autostrady ale te zjazdy są odpowiednio wcześniej oznakowane. Naprzeciwko plaży znajduje się bezpłatny parking z małą restauracją. Dojście do plaży prowadzi widocznym na powyższym zdjęciu przejściem podziemnym. Dojazd do Skały Afrodyty zapewnia też komunikacja miejska Pafos. Autobus 631 wyrusza z głównego dworca autobusowego w pobliżu portu. Do skały można też dojechać autobusem 630 z Pissouri. Przystanek autobusowy znajduje się w tym samym miejscu co parking.

Coral Bay – Zatoka Koralowa

Zatoka położona jest 11 km od Pafos i uchodzi za jedną z najładniejszych w okolicach Pafos. Plaża jest ogólnodostępna, jest przy niej parking, dojeżdża do niej autobus 615. Ze względu na niekorzystną pogodę spędziliśmy tam tylko chwilkę.

Zatoka Wraku – Wrak statku Edro III

4 kilometry od Coral Bay mieści się jedna z najbardziej nietypowych atrakcji Cypru – Zatoka Wraku. Już w jednym z poprzednich wpisów wspominałam, że nie tylko Zakynthos ma swoją Zatokę Wraku 🙂 A skąd w ogóle wrak na Cyprze? 7 grudnia 2011 roku frachtowiec Edro III pod banderą Sierra Leone wyruszył z portu w Limassol na Rodos. Na pokładzie znajdowało się 9 marynarzy (7 z Albanii i 2 z Egiptu). Z powodu sztormu statek zboczył z kursu i w okolicach Pafos uderzył w skałę. Załoga została uratowana przez brytyjski helikopter wojskowy.

Statek został zbudowany w 1966 r. w norweskim mieście Tonsberg. Statek jest długi na 80 metrów i waży niecałe 2500 ton. Przeprowadzono kilka badań i prób holowania wraku statku ale wnioski zawsze były te same – to zbyt trudna i ryzykowna operacja więc wrak sobie leży przy brzegu. Oficjalnie nie ma planów jego usunięcia. Miejsce jest popularnym plenerem sesji zdjęciowych… nowożeńców.

1300 metrów dalej znajduje się wrak statku Dimitrios II. Był to statek towarowy, zbudowany w 1964 roku w stoczni w Hamburgu. W momencie katastrofy pływał pod banderą Hondurasu. 23 marca 1998 roku transportował drewno z Grecji do Syrii. Tu historia jest bardziej filmowa, bo okazało się, że świadectwa kwalifikacji greckiego kapitana i pakistańskiego pierwszego oficera były podrobione. Cała załoga na szczęście została uratowana.

Wrak znajduje się dosyć daleko od brzegu, można wyraźnie zobaczyć podczas podróży wzdłuż centrum Pafos do Coral Bay. Widać go także z terenu Grobowców Królewskich. Jak już wspominałam wcześniej w okresie letnim są organizowane rejsy wycieczkowe w pobliże wraku.

Półwysep Akamas – morskie jaskinie

Z Zatoki Wraku chcieliśmy kierować się dalej na półwysep Akamas ale jak widzicie na zdjęciach pogoda była tego dnia fatalna. Dojechaliśmy dosłownie 1,5 km do jaskiń morskich – w deszczu i wichurze zrobiliśmy kilka zdjęć i postanowiliśmy wrócić do Pafos. Jaskinie są oczywiście uformowane naturalnie, podejrzewam, że w słońcu wyglądają bajkowo. Ale nawet w takiej pogodzie zrobiły na nas wrażenie. Na końcu półwyspu Akamas znajduje się błękitna laguna – niestety ze względu na pogodę już ją sobie odpuściliśmy. Następnym razem 😉

Z Coral Bay do zatoki wraku i jaskiń wiedzie droga Sea Caves Avenue. Wzdłuż niej, w okolicy miejscowości Peja, znajdują się uprawy oliwek, winorośli i… bananowców. Cypr jest jednym z niewielu miejsc w Europie, gdzie znajdują się plantacje bananów. Produkcja jest w całości przeznaczona na cypryjski rynek, gdyż banany nie spełniają norm europejskich i nie mogą być eksportowane. Będąc w Pafos zdecydowanie warto tam pojechać, droga jest mało uczęszczana (przynajmniej w grudniu) i można się spokojnie zatrzymać porobić zdjęcia.

Nikozja – zwiedzanie jedynej na świecie stolicy podzielonej między dwa kraje

Nikozja – największe miasto Cypru i stolica wyspy. Nie uchodzi za miasto atrakcyjne turystycznie ale znajduje się niemalże pośrodku wyspy więc wiadomo było, że prędzej czy później do niego trafimy. Zwłaszcza, że w okolicy Nikozji przekraczaliśmy granicę między turecką a grecką częścią Cypru. Jeśli zastanawiacie się czy na zwiedzanie wystarczy jeden dzień to uspokajam – w jeden dzień przejdziecie Nikozję 5 razy. Myślę, że na stolicę Cypru wystarczy poświęcić 3 – 4 godziny i to wliczając przerwę na kawę albo obiad. No chyba, że chcecie zwiedzać każde muzeum to wtedy jeden dzień będzie w sam raz 😉

Nikozja czy Lefkozja?

No właśnie, jak brzmi nazwa stolicy Cypru? W Polsce znamy Nikozję natomiast na znakach drogowych zobaczycie Lefkozję. Więc jadąc do stolicy wynajętym samochodem kierujcie się na Lefkozję. Skąd ta podwójna nazwa? Na Cyprze obowiązują trzy języki urzędowe: grecki, turecki i angielski. Nikozja to nazwa angielska, zaś Lefkozja grecka. Jeśli chcemy skomplikować jeszcze bardziej to można dodać trzecią nazwę – turecką – Lefkos. Ale ta ostatnia jest praktycznie nieużywana.

Nikozja – podział

Nikozja jest jedyną na świecie stolicą podzieloną między dwa państwa. Pomiędzy częścią grecką i turecką przebiega strefa buforowa – Zielona Linia – ustanowiona w 1963 roku.

Nikozja – przejście graniczne

Przy ulicy Ledra znajduje się piesze przejście graniczne. Spacerując po Nikozji możecie bez problemu zwiedzić część grecką i turecką przechodząc przez przejście graniczne. Przejście jest jedno, reszta miasta przedzielona jest przez mur. Do przekroczenia granicy potrzebny jest dowód osobisty lub paszport, które są skanowane dwukrotnie – i po stronie greckiej, i po tureckiej. Nie jest potrzebna żadna wiza, nie dostaje się żadnej pieczątki. Wszystko idzie szybko i sprawnie, łącznie z oczekiwaniem w kolejce zajęło nam to maksymalnie 5 minut.

Nikozja – co zobaczyć w części greckiej?

Nasze zwiedzanie Nikozji zaczęliśmy od części greckiej. Na stare miasto wchodzi się przez miejskie obwarowania, z których najsłynniejsza jest Brama Famagusty. My jednak zaparkowaliśmy samochód w okolicy Placu Wolności (Platia Elefterias) i właśnie stąd zaczęła się nasza wycieczka. Stare miasto po stronie greckiej to wyłączone z ruchu samochodowego ulice handlowe – Ledras i Onasagorou. Otaczają je budowle z czasów rządów brytyjskich, w których urządzono liczne sklepy, kawiarnie i restauracje. Mam wrażenie, że tam wszyscy robią zakupy! A może to był tylko taki przedświąteczny szał…

W greckiej części Nikozji warto zobaczyć dzielnicę Laiki Geitonia. Leży ona na wschód od ulicy Ledras i jest najbardziej tradycyjną częścią miasta. Dawniej była dzielnicą rozpusty i turystom odradzano jej zwiedzanie. Jej atrakcją nie są żadne zabytki ani muzea ale tradycyjna atmosfera. Nie da się ukryć, że widać tu też biedę, brud i bałagan. Ale ja sama doszłam do wniosku, że nigdzie nie widziałam tam fotogenicznego i uroczego pierdolniku.

W dawnym ratuszu mieści się targowisko miejskie ale my zwiedzaliśmy Nikozję w niedzielę i targ był zamknięty. Za ratuszem znajduje się pałac arcybiskupi, a w nim Muzeum Bizantyjskie.

Niewątpliwa atrakcja turystyczna miasta to kościół Faneroumeni położony przy placu o tej samej nazwie. Obok kościoła mieści się tu też meczet Arablar Camii, który niestety jest niedostępny dla zwiedzających.

Jeśli odwiedzacie Cypr zimą to wiedzcie, że południowa części Nikozji ma swój jarmark świąteczny. Tak, tak – Mikołaje, ciastki i choinki w pełnym słońcu. Świąteczne przeboje w głośnikach, grzaniec też był! Jarmark bożonarodzeniowy w Nikozji mieści się przed budynkiem ratusza (nowego, nie tego od targowiska, przy placu Wolności) i jest raczej atrakcją dla dzieci ale będąc w mieście warto tam zajrzeć chociaż na chwilę.

Nikozja – co zobaczyć w części tureckiej?

Przed odwiedzeniem Nikozji myślałam, że ciekawsza będzie strona grecka, a okazało się, że zdecydowanie bardziej podobała mi się strona turecka (północna) Nikozji. Po przekroczeniu granicy wchodzimy w inny świat.

To co koniecznie trzeba zwiedzić w tureckiej części Nikozji to meczet Selimiye – dawna katedra Mądrości Bożej (Hagia Sophia – nie była to katedra św. Zofii jak pisze niejeden przewodnik!) i kościół koronacyjny Lusignanów. Jest to najstarszy zabytek sztuki gotyckiej na Cyprze. Jego dwa 50-metrowe meczety widać już z daleka. Po zdobyciu miasta przez Turków kościół został splądrowany i zniszczony, a następnie przerobiony na meczet. Wejście jest bezpłatne, trzeba być odpowiednio ubranym, jak do każdego meczetu wchodzi się bez butów, a kobiety muszą mieć zasłonięte włosy.

W okolicy znajduje się kryty bazar Bandabuliya – w niedziele także zamknięty. W jednej z uliczek w okolicy odbywał się mini targ świąteczny.

Buyuk Han to kolejne ciekawe miejsce, które trzeba zobaczyć na starym mieście. Jest to dawny karawanseraj. Tu zatrzymywali się handlarze podążający jedwabnym szlakiem, by sprzedawać przyprawy czy tkaniny. W kolejnych latach pełnił przeróżne funkcje – mieściło się tu więzienie czy przytułek dla ubogich. Od 2002 roku jest atrakcją turystyczną z licznymi sklepikami i kawiarniami. Uchodzi za najlepszy przykład architektury osmańskiej w mieście. BARDZO przyjemne miejsce.

W tureckiej części Nikozji znajduje się też popularna na instagramie ulica z parasolkami. Jest to właściwie zewnętrzna część restauracji Bibliotheque. To miejsce, w którym zdecydowanie warto zjeść – mają pyszne przekąski (ser halloumi zapiekany w cieście z ziołami, pyyycha!), mają tureckie piwo. Obsługa bardzo przyjemna no i super otoczenie. Można płacić kartą oraz w euro, ceny są niższe niż w greckiej części Nikozji. W tureckiej części Nikozji oficjalna waluta to tureckie liry ale podobnie jak w pozostałej części Cypru północnego wszędzie przyjmowane są płatności w euro. Jeśli chcielibyście koniecznie płacić lirami to na starym mieście są też bankomaty i kantory.

W części tureckiej też oczywiście kwitnie handel. O ile w części greckiej są sklepy znane z innych europejskich miasta to część turecka to takie bazary znane z Bodrum czy Antalyi. Na szczęście sprzedawcy nie są tak nachalni jak w kontynentalnej Turcji, da się przejść spokojnie 😉

Nikozja -streetart

Wielokrotnie już pisałam o swoim uwielbieniu dla streetartu. Spacer po centrum Nikozji to doskonała okazja do podziwiania sztuki ulicy. Niektóre dzieła są już dość zniszczone i widać na nich ząb czasu ale i tak robią świetne wrażenie. Chyba nawet bardziej podobały mi się te w rejonach mniej turystycznych – takie całkiem zaniedbane, przykurzone i zapomniane przez wszystkich. Obserwujcie ściany, bo Nikozja jest stolicą cypryjskiego streetartu!

Nikozja – czy warto?

Nie da się ukryć, że nie jest to najpiękniejsze miasto Cypru i gdyby leżało gdzieś na jakimś uboczu i trzeba by tam specjalnie 50 kilometrów jechać to powiedziałabym, że niekoniecznie. Ale miasto leży w centrum wyspy i zwiedzając ją na pewno będziecie przejeżdżać w okolicy. Warto się tu zatrzymać na kilka godzin – zrobić sobie spacer po mieście, wypić kawę albo piwo (koniecznie w części tureckiej!) i podejrzeć jak się żyje w mieście podzielonym na pół. Bezpieczeństwo na starym mieście jest dokładnie takie samo jak na reszcie wyspy, nie ma się czego obawiać. Pamiętajcie tylko, że nie wolno robić zdjęć na granicy ani żołnierzom.

Cypr Północny – atrakcje, które warto zobaczyć w dwa dni

Podczas tygodniowego pobytu na Cyprze tak podzieliliśmy czas, żeby 2 dni spędzić w północnej, tureckiej części wyspy.

Krótka historia podziału Cypru

Nie jestem wielką fanką pisania (czytania zresztą też) o historii ale w przypadku podziału Cypru trzeba o tym co nieco wiedzieć. Historia konfliktu sięga początku XX wieku, w 1959 roku podjęto próbę kompromisu ale ostatecznie sytuacja zakończyła się tak, że 15.07.1974 doszło do zamachu stanu, Turcja wprowadziła na Cypr wojsko i rozpoczęła się regularna wojna. W lutym 1975 Turcy ogłosili powstanie Federalnego Państwa Turków Republiki Cypryjskiej, które uznaje tylko Turcja. Od tej pory wyspa jest podzielona.

Dobra rada – unikajcie tematu sytuacji politycznej w rozmowach z Cypryjczykami. Oni sami takiej dyskusji z turystami raczej nie zaczną ale jeśli Wy poruszycie temat polityki to może się wywiązać burzliwa dyskusja.

Cypr północny – przekraczanie granicy

Wypożyczonym samochodem granicę między Cyprem a Cyprem północnym można przekroczyć w Ayios Dometios w okolicach Nikozji (my korzystaliśmy z tego przejścia), Ayios Nikolaos i Astromeritis. Wszystkie przejścia graniczne są czynne 24 godziny na dobę, kontrola dokumentów odbywa się zarówno po stronie greckiej, jak i tureckiej. Wszystko idzie sprawnie i szybko.

Żeby wjechać z części południowej do północnej wypożyczonym samochodem trzeba kupić na granicy tureckie ubezpieczenie. Jego cena to 20 EUR za 3 dni. Jeśli planujecie dłuższy pobyt na północy to musicie kupić ubezpieczenie na 30 dni, którego koszt wynosi 35 EUR. Płatność za ubezpieczenie możliwa jest wyłącznie gotówką. Samochodem wypożyczonym w greckiej części Cypru bez problemu wjedziecie do części tureckiej ale w drugą stronę to nie działa! Jeśli wypożyczycie samochód w części północnej to możecie się nim poruszać tylko po Cyprze północnym.

W Nikozji, na starym mieście, znajduje się piesze przejście graniczne, zlokalizowane przy ulicy Ledra. O tym jakie dokumenty są potrzebne do przekroczenia granicy, jakie są ceny na Cyprze północnym, na co uważać, co tam zjeść i czy na Cyprze jest bezpiecznie pisałam w TYM wpisie więc nie będę się powtarzać, a teraz zapraszam na krótki przewodnik turystyczny po Cyprze północnym.

Kyrenia – co zobaczyć?

Po przekroczeniu granicy w okolicach Nikozji udaliśmy się do Kyrenii (w wersji tureckiej Girne), gdzie przez 2 noce spaliśmy. Jest to dobra baza wypadowa, bo jest blisko do granicy, jest stąd dobry dojazd w inne części Cypru Północnego, jest tu dobrze rozwinięta baza hotelowa i gastronomiczna. Jeśli spędzacie swoje wakacje w greckiej części Cypru to wiele biur podróży organizuje wycieczki fakultatywne do Kyrenii i na okoliczne plaże.

Kyrenia jest też bardzo uroczym miastem. Nazywa się ją zresztą turystyczną stolicą Cypru Północnego. Wybrzeże jest tu najpiękniejsze, a poza morzem i plażą są też góry. Kyrenia jest miastem portowym bogatym w antyczne ruiny i zabytki.

Nad miastem góruje zamek. Budowla została wzniesiona przez Rzymian w I wieku naszej ery. Zamek pełnił rolę obronną i nigdy nie został zdobyty. Zamek w Kyrenii był przez lata siedzibą władców miasta. Znajdował się kolejno pod panowaniem bizantyjskim, krzyżowców, Wenecjan, Osmanów i Brytyjczyków. Jego narożniki zajmują okrągłe wieże dobudowane przez Wenecjan w XVI wieku. Po zajęciu miasta przez Turków w zamku mieściło się więzienie. W 1976 roku w zamku utworzono Muzeum Wraku eksponujące grecki statek towarowy, który zatonął około 300 roku p. n. e. (!) w czasie burzy w okolicach Kyrenii. Jego szczątki wydobyto dopiero w latach 70-tych XX wieku. Bilet wstępu do zamku kosztuje 6,5 EUR.

W czasach swojej świetności port w Kyrenii był miejscem handlu. Eksportowano stąd pszenicę, strąki drzewa świętojańskiego, oliwki, osły i kozy. Importowano natomiast drewno, wyroby ceramiczne i tkaniny. Dziś jest on miejscem turystycznym – cumują tu statki wycieczkowe, jachty i łodzie rybackie. Stąd organizowane są rejsy po zatoce. Zarówno takie krótkie 1-godzinne na zachód słońca, jak i całodniowe połączone z nurkowaniem i kąpielą w morzu.

Wokół portu koncentruje się życie miasta – pełno tu kawiarni i restauracji ze stolikami na zewnątrz (także w grudniu!), a promenadą spacerują turyści i mieszkańcy. I oczywiście koty! Bardzo przyjemne i malownicze miejsce. Spędziliśmy tu kilka godzin i nie mieliśmy dość.

Atrakcją Kyrenii jest też Muzeum Ikon, które mieści się w kościele Archanioła Michała. Muzeum było zamknięte a sam kościół robi wrażenie krzyczącego wręcz o remont.

Stare miasto w Kyrenii w ogóle jest dość zniszczone – są tu liczne pozostałości murów obronnych miasta, meczetów i kościołów katolickich.

Przy dużym parkingu nieopodal portu znajduje się cmentarz z czasów osmańskich, gdzie pochowano żołnierzy służących na zamku oraz ofiary chorób zakaźnych.

Alagadi Turtle Beach – Plaża Żółwi

Plaże są piaszczyste, znajdują się ok. 15 kilometrów od Kyrenii. Są one trzy ale położone bardzo blisko siebie i spokojnie można zrobić sobie po nich dłuższy spacer. Nazwa plaż pochodzi oczywiście od ich mieszkańców. Żółwie morskie na Cyprze północnym są objęte programem ratunkowym dzięki któremu ich populacja z roku na rok rośnie. Na Cyprze występują znane z innych krajów basenu Morza Śródziemnego żółwie karetta oraz żółwie zielone, które składają jaja tylko na Cyprze i w Turcji!

Od końca maja do końca września Centrum Ochrony i Badań Żółwi Morskich Alagadi prowadzi punkt informacyjny przy plaży. Działa on w godzinach 9:00 – 20:30. Wolontariusze opowiadają o żółwiach, o swojej pracy i o programie ochrony żółwi. W okresie lęgowym wstęp na plażę w nicy jest zabroniony – drogi dojazdowe do plaży są zagrodzone, jednak małe grupy osób, w towarzystwie wolontariuszy mogą podglądać  migrację żółwi.

W grudniu można podziwiać tylko plażę, żółwi niestety nie ma.

Opactwo Bellapais – Klasztor Pokoju

Klasztor znajduje się w wiosce Bellapais położonej w 5 kilometrów od Kyrenii. Jeśli zastanawiacie się co zobaczyć w okolicach Kyrenii to polecam właśnie Bellapais. Opactwo zostało zbudowane w latach 1198 – 1205. Budynek, który można dziś zwiedzać zbudowali francuscy mnisi augustianie.

Można tu także zobaczyć starożytną greckokatolicką cerkiew Matki Boskiej w Białej Szacie. Sam budynek klasztoru uchodzi za najbardziej spektakularny i najpiękniejszy przykład rzemiosła artystycznego we wschodniej części Morza Śródziemnego.

Nazwa opactwa jest prawdopodobnie zniekształceniem francuskiego Abbaye de la paix – Opactwo Pokoju. W maju każdego roku w ruinach opactwa odbywa się festiwal muzyki poważnej.

Z tarasów widokowych na terenie klasztoru rozciągają się przepiękne widoki całej okolicy. Znajduje się tu też kawiarnia, restauracja i bar z winem gdzie można przysiąść i podziwiać przepiękny budynek.

Bilet wstępu kosztuje 2 EUR.

Warto też zrobić sobie spacer po miasteczku – w grudniu jest zupełnie wyludnione ale przyjemnie się spaceruje po wąskich uliczkach.

Zamek św. Hilariona

W północnej części Cypru znajdują się trzy zamki zbudowane przez Bizantyjczyków po arabskich nalotach na wyspę. Te zamki to Buffavento, zamek Kanta i zamek św. Hilariona. My zwiedzaliśmy dwa ostatnie, na Buffavento nie starczyło nam czasu.

Zamek Hilariona znajduje się 10 kilometrów od Kyrenii i jest to miejsce, które koniecznie trzeba zwiedzić podczas wycieczki na Cypr Północny, zwłaszcza jeśli przyjeżdżacie na wakacje z dziećmi. A dlaczego? Otóż ta twierdza zainspirowała samego Walta Disneya do stworzenia zamku w bajce o Królewnie Śnieżce.

Zamek był pierwotnie klasztorem, założonym około 800 roku, kiedy mnich imieniem Hilarion wybrał to miejsce na swoją pustelnię po ucieczce na Cypr z Ziemi Świętej. Prawdopodobnie około 1100 roku klasztor zamieniono na zamek mający chronić wyspę przed arabskimi piratami. Znaczna część zamku została zniszczona przez Wenecjan w XV wieku. 20 lipca 1974 roku w okolicach zamku lądowały główne siły tureckich spadochroniarzy.

Zamek podzielony jest na trzy części. Dolna i środkowa służyły celom gospodarczym – były tu stajnie i pomieszczenia mieszkalne dla żołnierzy. Górna część mieściła rezydencje rodziny królewskiej. Na klifie nad dolną częścią zamku znajduje się wieża księcia Jana. Najniższa część zamku mocno ucierpiała w pożarze w 1995 roku.

Z zamku rozpościerają się bajkowe widoki na cypryjskie wybrzeże. Tu zresztą nie ma co pisać – zdjęcia mówią wszystko.

Bilet wstępu kosztuje 2,5 EUR. Zdecydowanie warto tylko nie zapomnijcie o porządnych butach – spora część trasy to schody ale są też fragmenty strome i zniszczone gdzie w klapkach czy sandałkach można sobie zrobić krzywdę.

Zamek Kantara

Najbardziej położony na wschód z trzech zamków jest zamek Kantara. Dokładna data jego budowy pozostaje nieznana, źródła wspominają o zamku dopiero w 1191 roku, kiedy Ryszard Lwie Serce podbił wyspę.

Kantara znajduje się na wysokości 630 metrów nad poziomem morza. Zamek otoczony jest grzbietami granitu i piaskowca, które były głównym materiałem budowlanym do budowy zamku. Dziś pozostały po nim tylko ruiny ale wciąż można obejrzeć południowo – wschodnią wieżę, pomieszczenia mieszkalne, strażnicę i bastion północno-wschodni. Najpiękniejsze są oczywiście widoki roztaczające się z góry – widać całe bogactwo zieleni półwyspu.

Na szczycie zamku znajdują się ruiny Komnaty Królowej – ufortyfikowanej kaplicy zniszczonej podczas tureckiego bombardowania morskiego w 1525 roku i splądrowanej w XIX wieku.

Bilet wstępu kosztuje 2 EUR, dojazd do zamku wiedzie kilkanaście kilometrów pod górę wąską i krętą drogą. Dla niedoświadczonych kierowców może to być wyzwanie. Tu również chodzi się po kamieniach, konieczne są dobre buty.

Półwysep Karpaz

Miejsce najczęściej pomijane przez turystów podczas zwiedzania Cypru północnego, bo nie ma tu zabytków, zamków ani uroczych miasteczek. Półwysep Karpaz to Park Narodowy – ciąg zielonych wzgórz porośniętych dziką i uprawną winoroślą, sadami owocowymi i gajami oliwnymi, naturalny rezerwat dla niezliczonych gatunków ptaków i dziko rosnących roślin.

W starożytności tereny te były gęsto zamieszkane, dziś są praktycznie opuszczone. Do 1998 roku ze względu na wąskie i kiepskiej jakości drogi tereny te były też niedostępne dla turystów ale dziś poruszanie się po półwyspie nie stanowi żadnego problemu.

Trzeba tylko uważać na krowy i osły, które mogą nam wyskoczyć przed samochód. Informują o tym odpowiednie znaki. Dla mnie największą atrakcją tej wycieczki były dzikie osiołki. Jak tylko się dowiedziałam, że na Cyprze osły żyją na wolności to wiedziałam, że my na tę część wyspy przyjedziemy i będziemy tyle jeździć aż je spotkamy. Osły naprawdę są dzikie i jak zaczniecie się do nich zbliżać to one będą uciekać. Więc selfie z osłem nie wchodzi w grę ale z daleko stadko można zobaczyć. I sfotografować rzecz jasna.

Cypr północny – czy warto?

Bez najmniejszych wątpliwości – warto wybrać się choć na jeden dzień na Cypr Północny. Jest zupełnie inaczej niż na południu. Ani lepiej, ani gorzej, po prostu inaczej. Zdecydowanie bardziej dziko i mniej turystycznie – ale to duży plus (gdyby ktokolwiek miał wątpliwości). Przyroda oszałamia, ludzie są niezwykle gościnni i otwarci. Kierowcy trochę szaleni ale wszystko do ogarnięcia 😉 Ja bardzo polecam i gdybym dziś na nowo planowała tydzień objazdu po Cyprze to na jego część północną poświęciłabym co najmniej 3 dni.

Cypr – plan wycieczki i zwiedzania na własną rękę (samochodem)

Ponieważ na Cypr wybraliśmy się zimą, gdy warunki do plażowania nie były najlepsze (choć plażowiczów nie brakowało, my też kąpiel w morzu zaliczyliśmy) to cały tydzień jeździliśmy i zwiedzaliśmy wyspę. Zwiedzanie było w bardzo spokojnym tempie, bez biegania od atrakcji do atrakcji. Z hoteli wychodziliśmy koło 9-10, wracaliśmy po 17. Takie lajtowe zwiedzanie 😉 Poniżej nasz plan wycieczki po Cyprze dzień po dniu. Zjechaliśmy dużą część wyspy, zrobiliśmy ponad 1200 kilometrów.

Dzień 1.

Przylot do Larnaki o 10, odebranie samochodu, zwiedzanie Larnaki i okolic – Słonego Jeziora, meczetu Hala Sultan Tekke i akweduktu Kamares.

Dzień 2.

Wycieczka wzdłuż wybrzeża z Larnaki na Kapo Greko. Zaczęliśmy od przystanku na plaży Ayia Thekla, później była plaża Makronissos, a na końcu dłuższy przystanek na Nissi Beach. Następnie Ayia Napa – tu zjedliśmy lunch, i wyjeżdżając z miasta zatrzymaliśmy się przy parku rzeźb. Następnie ruszyliśmy na przylądek zatrzymując się przy bajkowych jaskiniach i punkcie widokowym. Następnie dojechaliśmy do Love Bridge i kościółka Agioi Anargyroi. Stamtąd wróciliśmy do Larnaki.

Dzień 3.

Zwiedzanie Nikozji – części greckiej i tureckiej. Po zjedzeniu lunchu przejechaliśmy samochodem do Cypru Północnego. Popołudnie i wieczór spędziliśmy w Kyrenii.

Dzień 4.

Wycieczka po Cyprze północnym – klasztor Bellapais, plaża Alagadi, zamek Kantara, kościółek Agios Thyrsos, Dipkarpaz, półwysep Karpaz i Golden Beach. Najbardziej zielona i dzika część Cypru. Zobaczyłam to po co przyleciałam na Cypr – stado dzikich osłów w ich naturalnym środowisku. To był długi i męczący dzień, z długimi przejazdami ale dla mnie chyba najfajniejszy z całego wyjazdu.

Dzień 5.

Zaczęliśmy od zwiedzania zamku św. Hilariona, a później wróciliśmy do greckiej części wyspy. Pojechaliśmy na chwilę na plażę Gubernatora ale akurat się rozpadało więc szybko uciekliśmy. Potem był dłuższy przystanek w Limassol – zjedliśmy obiad, pospacerowaliśmy po porcie i pojechaliśmy do Pafos, gdzie spaliśmy kolejne 3 noce.

Dzień 6.

Zaczęliśmy od wycieczki do skały Afrodyty – Petra Tou Romiou. Po południu zwiedzaliśmy Pafos, a raczej chodziliśmy po mieście i po promenadzie, bo to był pierwszy dzień świąt i park archeologiczny, zamek oraz grobowce królewskie były zamknięte. Luźniejszy, spokojny dzień.

Dzień 7.

Zwiedzanie Pafos – parku archeologicznego i grobowców królewskich. Później pojechaliśmy do Coral Bay ale znowu złapał nas deszcz. W burzowej atmosferze podziwialiśmy zatokę wraku (tak tak, nie tylko Zakynthos ma swoją zatokę wraku) i kolejne skalne jaskinie. Po drodze oglądaliśmy plantacje bananowców.

Dzień 8.

Powrót do domu.

Czy da się zobaczyć więcej przez tydzień? Oczywiście, jeśli macie tydzień wolnego na odpoczynek po wakacjach to jak najbardziej 😉 A tak poważnie to gdybym była sama to na pewno zobaczyłabym więcej Cypru ale byliśmy całą rodziną i trzeba się było dostosować do oczekiwań wszystkich. Latem na pewno da się zobaczyć więcej, bo dzień jest dłuższy. Nasze zwiedzanie kończyło się koło 16 – 17, bo trudno zwiedzać plaże po zmroku… Generalnie uważam, że i tak zobaczyliśmy więcej niż przeciętna osoba spędzająca swoje wakacje na Cyprze. Trochę żałuję, że nie udało nam się dotrzeć w góry i te górskie miasteczka. No ale cóż… następnym razem 😉 Opisy poszczególnych regionów i atrakcji pojawią się w osobnych wpisach.

Cypr – wakacje na własną rękę – co warto wiedzieć przed wyjazdem?

Cypr był naszym pomysłem na święta Bożego Narodzenia. Po poprzednich świętach w Dubaju tym razem postanowiliśmy poszukać słońca w grudniu na trzeciej co do wielkości wyspie Morza Śródziemnego.

Jak się dostać z Polski na Cypr?

Najprościej i najszybciej – samolotem oczywiście 😉 Na Cyprze znajdują się dwa międzynarodowe lotniska – w Larnace i w Paphos. Do Larnaki lata WizzAir z Warszawy, Krakowa i Katowic, a do Paphos z kolei lata Ryanair z Poznania (od sezonu letniego 2020), Warszawy-Modlina, Katowic i Krakowa. W sezonie letnim dostępne są też loty czarterowe biur podróży praktycznie z każdego większego miasta w Polsce. My lecieliśmy WizzAirem z Warszawy, lot na Cypr trwa nieco ponad 3 godziny.

Cypr należy do Unii Europejskiej ale nie należy do strefy Schengen stąd na lotnisku w Polsce, jak i na Cyprze czeka Was kontrolna dokumentów. Nie trzeba mieć paszportu, wystarczy dowód osobisty.

Cypr – jak się przygotować do wyjazdu?

Cypr leży w Europie, jest w pełni cywilizowaną wyspą i nie ma potrzeby specjalnego przygotowywania się do wyjazdu. Nie są wymagane żadne szczepienia. Jeśli czegoś zapomnicie to sklepów na Cyprze nie brakuje i wszystko można dokupić. Na Cypr warto zabrać przejściówkę (adapter) do prądu, ponieważ w hotelach i apartamentach są gniazdka typu brytyjskiego. Wiele hoteli ma przejściówki, które wypożycza zapominalskim turystom, można je też kupić w lokalnych sklepikach za ok. 2- 3 EUR. Ale jeśli macie w domu to oczywiście zapakujcie do walizki.

Na Cyprze znajduje się sporo baz wojskowych. Pamiętajcie, że nie wolno tam robić zdjęć. Nie wolno też fotografować na przejściach granicznych.

Cypr – telefon, internet i roaming

W południowej części Cypru obowiązują opłaty za telefon i internet takie jak w Unii Europejskiej, jednak po przekroczeniu granicy znajdujemy się w strefie tureckiej i ceny połączeń, a przede wszystkim internetu są takie jak w Turcji! Pamiętajcie o tym, żeby z rozpędu nie korzystać z roamingu danych, który w Unii Europejskiej ma zupełnie inne ceny niż poza nią. Wi-fi jest dostępne w większości hoteli i restauracji, zarówno po stronie greckiej, jak i tureckiej.

Larnaka – dojazd z lotniska

Jeśli tak jak my wypożyczacie samochód to problemu nie ma. Jedziecie samochodem prosto do celu podróży. Jeśli natomiast korzystacie z komunikacji publicznej to do centrum Larnaki z lotniska można dojechać autobusem. Kursuje on od 5.55 do 23.25, autobusy odjeżdżają z lotniska do centrum co 30 minut. Przystanek zlokalizowany jest naprzeciwko hali odlotów. Bilet kosztuje 1,5 EUR, można go kupić u kierowcy. Jest też nocny autobus 446 ale kursuje zaledwie dwa razy w ciągu nocy. Na lotnisku są też oczywiście taksówki, dojazd do centrum miasta to koszt 15 EUR. Cena jest stała i nie podlega negocjacji.

Z lotniska w Larnace kursują także bezpośrednie busy do Limassol, Nikozji, Aya Napa, Protaras i Paralimni. Szczegółowe rozkłady można znaleźć TU.

Z lotniska w Larnace możliwy jest też dojazd do Paphos ale trzeba się przesiąść w Limassol. Nie ma bezpośredniego autobusu z lotniska Larnaca do miasta Paphos. Jest natomiast bezpośredni bus na lotnisko w Paphos. Szczegóły przejazdu z Larnaki do Paphos są dostępne TU.

Cypr – komunikacja po wyspie

Komunikacja publiczna na Cyprze jest dobrze rozwinięta, autobusy docierają do wielu miejsc i kursują stosunkowo często. Wypożyczony samochód jest oczywiście najwygodniejszą formą zwiedzania wyspy ale Cypr bez problemu da się zwiedzić autobusami. Jeśli planujecie zwiedzać Cypr bez samochodu to TU znajdują się rozkłady jazdy autobusów i wiele informacji o komunikacji publicznej na Cyprze.

Wypożyczenie samochodu na Cyprze

Najprostszy sposób na zobaczenie jak największej ilości atrakcji to oczywiście wynajęcie samochodu. My zrobiliśmy to już w Polsce, na lotnisku dopełniliśmy formalności i odebraliśmy autko, które było naszym środkiem transportu przez cały tydzień wakacji na Cyprze. Ceny za wynajęcie samochodu zaczynają się od ok. 100 zł za dzień. Wszystko zależy od klasy auta, długości wypożyczenia i różnych usług dodatkowych. My zapłaciliśmy 600zł za wypożyczenie samochodu na 8 dni, korzystaliśmy z wypożyczalni Europcar.

Decydując się na wynajęcie samochodu na Cyprze musicie pamiętać, że obowiązuje tam ruch lewostronny, zarówno na części południowej, jak i północnej. Wszystkie samochody z wypożyczalni mają czerwone tablice rejestracyjne. Samochody z południowej części wyspy mają tablice żółte, a samochody z części tureckiej – białe.

Stan dróg na Cyprze nas pozytywnie zaskoczył, wszystkie większe miasta są połączone siecią autostrad, jeździ się bezproblemowo. Autostrady na Cyprze są bezpłatne. Na autostradach obowiązuje ograniczenie prędkości do 100 km/h. Minimalna prędkość dozwolona na autostradzie to 65 km/h.

Na Cyprze trzeba uważać na garby, których jest mnóstwo (nie na autostradach rzecz jasna) i nie są wcześniej oznakowane. Na wyspie jest też sporo fotoradarów. Cypryjczycy mają skłonność do przechodzenia przez ulice absolutnie wszędzie więc trzeba też uważać na pieszych. Generalnie Cypryjczycy są w miarę spokojnymi kierowcami. Zdecydowanie bardziej brawurowo jeżdżą kierowcy w północnej części wyspy i tam trzeba uważać bardziej. Dosyć nerwowo jest też w Nikozji – głównie dlatego, że stolica Cypru jest wiecznie zakorkowanym miastem. Wszyscy jeżdżą na styk. Byliśmy nawet świadkami stłuczki.

Z parkowaniem nie było problemu ale nasz pobyt był w grudniu, latem jest z pewnością gorzej ze względu na większą ilość turystów. Praktycznie zawsze udawało nam się znaleźć jakieś bezpłatne miejsce, za parking płaciliśmy tylko pierwszego dnia w Larnace (3 EUR bez limitu czasu) i raz w Limassol (1,5 EUR za 2 godziny).

Cypr jest bezpieczną wyspą i poziom pospolitej przestępczości jest na niskim poziomie ale zdarzają się włamania do samochodów dlatego pamiętajcie, żeby nie zostawiać w nich żadnych wartościowych rzeczy, plecaków ani nic sprawiającego wrażenia cennego.

Cypr – ceny, waluta, pieniądze

Walutą na Cyprze południowym jest euro, na Cyprze północnym lira turecka. Jadąc do Cypru północnego nie musicie wymieniać pieniędzy (choć są kantory w wielu miejscach). W sklepach i restauracjach można płacić kartą, a tam gdzie nie ma możliwości płatności bezgotówkowych można płacić w euro. Za bilety wstępu do atrakcji turystycznych także można płacić w euro. My nie wymienialiśmy pieniędzy – w hotelu i restauracjach płaciliśmy Revolutem, w jednej kawiarni zapłaciliśmy w euro, podobnie jak za bilety wstępu do opactwa Bellapais i zamków Kantara oraz św. Hilariona. Za paliwo na stacji benzynowej też można płacić kartą.

Ceny na Cyprze są zróżnicowane. Zdecydowanie najtaniej jest w części północnej wyspy, najdroższe jest Paphos i okolice. Larnaka i okolice są droższe niż północ ale tańsze niż okolice Paphos. Mam tu na myśli ceny noclegów, ceny w restauracjach oraz ceny w sklepach. Przykładowo za obiad dla naszej 4-osobowej rodziny w północnej części wyspy płaciliśmy 30-40 EUR, w okolicach Larnaki 40-50 EUR a w okolicach Paphos 70-80 EUR. Mam na myśli podobnej klasy restauracje, wszędzie braliśmy podobne dania. Ceny alkoholu też się różnią w zależności od części wyspy. Litrowa karafka wina w okolicach Larnaki kosztowała 6 – 7 EUR, w okolicach Paphos 10 – 12 EUR. Paphos jest najpopularniejszą ale też zdecydowanie najdroższą częścią Cypru. Ceny w sklepach są wyższe niż w Polsce. Przykładowo masło kosztuje ok. 3 EUR, jogurt grecki (200g) ok. 2 EUR, butelka cypryjskiego wina od 3 do 20 EUR.

Ceny paliwa na Cyprze też się różnią – w części północnej płaciliśmy ok. 3,80 zł za litr, w części południowej – 4,50. Bardzo duża różnica – zróbcie tak jak my i zatankujcie do pełna tuż przed opuszczeniem tureckiej części Cypru 😉

Co zjeść na Cyprze?

Jeśli zastanawiacie się co trzeba spróbować na Cyprze to odpowiedź jest jedna – sera halloumi. Ten twardy, słony ser z mleka koziego i owczego, najczęściej podawany na ciepło, to cypryjski specjał. Podaje się go jako przystawkę (meze), jako dodatek do sałatek, zapieka się go w cieście filo, a czasem po prostu serwuje na surowo. Cypryjczycy podają halloumi na setki sposobów, wszystkie genialne! Ja pokochałam halloumi podczas swojego pierwszego pobytu na Cyprze kilka lat temu. Teraz ten ser można kupić bez problemu w Polsce ale wtedy to było coś bardzo egzotycznego. Czy znacie halloumi, czy nie – na Cyprze musicie przynajmniej raz zjeść!

Jak już pojawiło się magiczne słówko meze to trzeba o nim napisać więcej. Meze to cypryjska kuchnia w pigułce. W restauracji można je zamówić dla co najmniej 2 osób. Koszt meze w restauracji na Cyprze to ok. 15 – 25 EUR za osobę. Czyli trzeba zapłacić 30 – 50 EUR ale jedzenia jest tyle, że bez problemu najedzą się tym 4 dorosłe osoby. Meze może być mięsne, rybne lub wegetariańskie. My próbowaliśmy wszystkich i wszystkie były pyszne.

Na początek na stole najczęściej pojawia się sałatka grecka (czyli na Cyprze village salad – ale to dokładnie to co w Polsce znamy jako sałatkę grecką). Następnie jest ciepła pita i greckie dipy – hummus (pasta z ciecierzycy), tahini (pasta z sezamu), tzatziki (jogurt z ogórkiem i czosnkiem) i taramosalata (pasta z kawioru). Często są też tu oliwki z kolendrą i czosnkiem – kolejny cypryjski specjał. Szczerze mówiąc ja w tym momencie zawsze już mówiłam, że jestem pełna i mam dość a to nie była jeszcze nawet połowa cypryjskiej uczty. Chyba dlatego za każdym razem zapominałam zrobić zdjęcia. Dipy i sałatkę uwieczniłam kilka razy ale o mięsie czy rybie to już zawsze zapominałam, wybaczcie. Później na stole pojawia się grillowany ser halloumi i w zależności od restauracji różne inne przystawki. Mi bardzo smakowała cukinia smażona z jajkiem, pyszota! Będę to robić w domu. W wersji wegetariańskiej na stole pojawią się pierożki ravioli z serem i warzywne pulpeciki. W meze mięsnym zawsze była sheftalia – cypryjska kiełbaska, pieczona jagnięcina, keftedes – kotleciki z mięsa mielonego. W jednej z tawern zaserwowano nam karkówkę, w innej wątróbkę, w kolejnej grillowanego kurczaka. Generalnie mięso na x sposobów. Podobnie z rybą. Do tego wszystkiego często pojawiają się frytki lub pilaw.

Jeśli chcecie zamówić w restauracji po prostu danie główne to możecie wybierać w różnego rodzaju mięsach (jednak na Cyprze jada się dużo mięsa) podawanych z pieczonymi ziemniakami, frytkami i obowiązkowo dużą ilością warzyw. Co ja bym dała, żeby w Polsce w grudniu pomidory smakowały tak jak te cypryjskie! Na stole króluje jagnięcina, drób i wieprzowina. Są też oczywiście ryby (choć jak na wyspę to jest ich w menu stosunkowo mało) i owoce morza.

Jedzenie na Cyprze północnym jest podobne do tego z południowej części wyspy. Mam wrażenie, że na północy jada się jeszcze więcej mięsa. Specjalnością jest oczywiście turecki kebab, najczęściej z jagnięciny lub kurczaka.

Jeśli po tym wszystkim macie jeszcze miejsce na deser (ja dałam radę tylko raz) to Cypr kusi baklavą, czyli znanym z Turcji deserem z ciasta filo przekładanego masą orzechową i polanym syropem cukrowym. Na Cyprze baklavę często podaje się z lodami. Jest też bardziej swojska szarlotka czy owoce oraz połówki orzechów włoskich w syropie cukrowym. No i oczywiście świeże owoce – Cypr to wyspa pełna cytrusów. W grudniu na Cyprze widziałam więcej pomarańczy i cytryn na drzewach niż przez całe swoje dotychczasowe życie. Na Cyprze uprawia się także banany. A raczej takie małe bananiki, podobne zresztą do tych na Teneryfie.

Cypryjska uczta nie byłaby pełna bez napojów. Jak już wspominałam na wyspie produkuje się wino – kupicie lokalny trunek w kolorze białym, różowym i czerwonym, do wyboru. Ceny alkoholu w restauracjach nie są zawrotne. Za lampkę wina trzeba zazwyczaj zapłacić 2 – 3 EUR, za karafkę 6 – 12 EUR. Za wino w butelce od 20 EUR w górę. Na Cyprze produkuje się też tradycyjne słodkie wino Komandaria. Za lampkę tego wina w restauracji zapłacicie 3 – 6 EUR. Butelka w sklepie kosztuje 15 – 20 EUR. Jeśli wolicie piwo to na Cyprze najczęściej pija się lokalne KEO lub Leon. Cypr północny mimo iż jest muzułmański to alkohol jest tu powszechnie dostępny, zarówno w restauracjach jak i w sklepach. Ceny alkoholu są podobne jak na Cyprze południowym.

Na Cyprze warto też spróbować kawy po cypryjsku, czyli małą mocną kawę gotowaną z cukrem. Tradycyjnie taką kawę gotuje się w metalowym dzbanuszku na powierzchni pokrytej piaskiem. Jeśli byliście na Bałkanach to z pewnością się spotkaliście z taką formą przygotowywania kawy. Cypryjczycy, jak wszyscy Grecy są też miłośnikami frappe, czyli kawy na zimno. Jeśli w kawiarni czy restauracji zamówicie kawę to od razu padnie pytanie czy to ma być frappe, czy kawa na ciepło.

Cypr – gdzie spać, gdzie się zatrzymać?

Cypr jest bardzo dużą wyspą więc przed wyjazdem musicie zdecydować czy chcecie odpoczywać, czy zwiedzać, czy połączyć jedno i drugie. Później trzeba podjąć decyzję, który region wybrać, bo całej wyspy w tydzień ani tymbardziej w weekend nie da się zobaczyć. Nie ma jednego najlepszego miejsca gdzie najlepiej się zatrzymać. My zdecydowaliśmy się podzielić nasz pobyt na trzy miejsca: Larnakę, Kyrenię i Pafos. Nocleg w Larnace jest dobrym pomysłem by zwiedzić miasto i jego okolice, Kyrenia to dobra baza wypadowa do zwiedzania właściwie całego północnego Cypru a śpiąc w Paphos można bez problemu zwiedzić południowo – zachodnią część wyspy. W każdej części Cypru znajdują się piękne plaże więc jeśli chcecie oddać się słodkiemu leniuchowaniu to znajdziecie plaże i na południu, i na północny, i w każdej innej części wybrzeża. Plaże na południu Cypru mają pełną infrastrukturę – leżaki, parasole, ratowników, bary i tawerny. Północ jest zdecydowanie mniej turystyczna więc tu pozostaje leżenie na własnym ręczniku i picie samodzielnie przyniesionych na plażę napoi.

Pogoda – kiedy jechać na Cypr?

Cypr polecany jest jako całoroczny kierunek podróży. Wedle folderów reklamowych słońce świeci tu przez ponad 300 dni w roku. I wierzę, że tak jest. Na Cyprze byłam dwukrotnie – w kwietniu oraz w grudniu. Oba terminy świetne, oba polecam rozważyć. Cypr nie jest dobrym pomysłem na wakacje w okresie od czerwca do sierpnia. Temperatury sięgają wtedy 45 stopni (w cieniu!), słońce operuje niemiłosiernie, turystów jest bardzo dużo i ceny noclegów rosną. Cypr jest świetnym pomysłem wiosną, jesienią, a nawet zimą. Temperatury na Cyprze w grudniu oscylują wokół 17 – 22 stopni. Może oczywiście czasem popadać ale są to raczej przelotne deszcze. Najwięcej pada na Cyprze w grudniu i styczniu. Jedyny minus zimowego zwiedzania Cypru to krótki dzień – słońce zachodzi około 16.30. Ale Cypr w grudniu jest dużo cieplejszy niż Polska no i zimą jest na Cyprze najtaniej. Przykładowo my za 7 noclegów dla 4 dorosłych osób zapłaciliśmy 1500zł. A spokojnie dałoby się jeszcze mniej.

Cypr – co kupić, co przywieźć?

Na Cyprze kupicie podobne pamiątki jak na greckich wyspach – dominują suweniry z wizerunkami kotów (na wyspie jest ich mnóstwo!) i osiołków. Ceny pamiątek są podobne jak w Grecji – 1-2 EUR za magnesik, 0,5 EUR za pocztówkę. Jak już wielokrotnie pisałam ja z wakacji najczęściej przywożę produkty spożywcze. Tak też było i tym razem. Na Cyprze warto kupić oliwę, oliwki oraz cypryjskie wino. Duży wybór wina w atrakcyjnych cenach jest na lotnisku w Larnace. Można też kupić na Cyprze ser halloumi (choć w Polsce jest dostępny bez problemu), ser feta, baklavę, loukhoum czy chałwę. Jeśli planujecie zwiedzać Lefkarę to warto kupić tam wyroby z koronki. Lefkara jest cypryjską stolicą tego rzemiosła a tamtejsze tradycje koronkarskie są wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Na Cyprze produkuje się też kosmetyki z oliwą z oliwek oraz oślim mlekiem. To też jest fajny pomysł na prezent z Cypru. Ceny mydełek zaczynają się już od 1 EUR. Kosmetyki są też dostępne na lotnisku ale tu ceny są wyższe niż na wyspie.

Cypr północny czy południowy?

Oczywiście najlepiej by było tak zaplanować wakacje, żeby zobaczyć część Cypru południowego i część północnego. Da się to zrobić bez problemu. Ale gdybym z perspektywy czasu miała wybrać gdzie mi się bardziej podobało to chyba jednak skłaniałabym się ku północy. Jest tu mniej zabytków ale zdecydowanie więcej dzikiej przyrody. Na półwyspie Karpaz mija się jeden samochód co kilka minut. Można się poczuć jak w jakimś zupełnie dzikim miejscu. I to nawet nie chodzi o to, że jest mało turystów (w grudniu ich praktycznie w ogóle nie ma) ale nawet miejscowych tu niewiele. Prędzej spotka się stado osłów, krów czy żółwia na plaży. Ale nawet te miejsca turystyczne na północy – Kyrenia, zamki czy opactwo Bellapais są naprawdę zachwycające. Więcej o Cyprze północnym napiszę w kolejnym wpisie poświęconym tylko tej części wyspy.

Cypr – czy warto?

Cypr uchodzi za jedną z najpiękniejszych wysp w Europie i nie ma w tym ani krzty przesady. Wyspa jest cudowna, oferuje mnóstwo atrakcji, można ją zwiedzać kilka tygodni (w tydzień da się zobaczyć jej zaledwie kawałek) albo wracać kilka razy i zawsze odkryć coś nowego. Ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów, jest bezpiecznie. Cypr jest wyspą gdzie każdy znajdzie miejsce dla siebie – są głośne kurorty słynące z życia nocnego (np. Aiya Napa), są małe i ciche miasteczka. Jest lazurowe morze, białe plaże (ponad połowa z nich ma Błękitną Flagę!), są góry i ścieżki trekkingowe. Cypr to idealne miejsce zarówno na błogie leniwe wakacje, aktywny wypoczynek jak i na zwiedzanie. Mam nadzieję, że po kilku następnych wpisach na temat Cypru nikt nie będzie miał wątpliwości, że warto się wybrać na wyspę Afrodyty 🙂

Podróżnicze podsumowanie roku 2019

Mam wrażenie, że dopiero co pisałam podsumowanie roku 2018, a tu już czas wspominać kolejne 12 miesięcy. Rok 2019 minął niepostrzeżenie szybko.

Na początek tradycyjnie kilka statystyk. W podróży spędziłam 154 dni. I jest to chyba mój życiowy rekord choć to tylko 11 dni więcej niż w 2018. Różnica jest na pewno taka, że w tym roku zdecydowania większość moich wojaży przypadła na drugą połowę roku. Pierwsza z różnych względów była bardziej domowa. Lotów w 2019 roku miałam tylko 47. To mój najsłabszy wynik od 2013 roku. Mała ilość lotów w dużej mierze wynika z tego, że całe wakacje podróżowałam po Polsce więc siłą rzeczy nie korzystałam z transportu lotniczego. Mój mini wkład w ochronę klimatu 😉 Niestety planeto nie mogę obiecać, że w 2020 będę równie przyziemna 😉 Te 47 lotów przekłada się na 58 572 kilometry i 105 godzin spędzonych w chmurach. W 2019 odwiedziłam 20 krajów (Wielka Brytania, Francja, Grecja, Tunezja, Turcja, Liban, Hiszpania, Holandia, Andora, Niemcy, Katar, Seszele, Rosja, Włochy, Chorwacja, Słowenia, Litwa, Cypr, Węgry, Szwajcaria), 5 z nich po raz pierwszy (Katar, Seszele, Liban, Tunezja, Andora). Jak już pisałam na instagramie Andora jest moim ostatnim krajem Europy więc nasz piękny kontynent mam już zamknięty (co absolutnie nie znaczy, że przestaję podróżować po Europie). Wszystkich krajów mam już 85 i czuję tę ostatnią prostą do 100 😉 Daję sobie na to na spokojnie 3 lata ale nie ukrywam, że marzy mi się, żeby podsumowując rok 2021 napisać, że setka już przekroczona 🙂 Jak to wyjdzie w praktyce – wszystko się okaże. Trzymajcie kciuki 🙂 A teraz wspominki roku 2019!

styczeń

Moje podróże zaczęły się od jednodniówki w Londynie. Jak pewnie część z Was pamięta miałam lecieć do Londynu w grudniu 2018 ale wtedy nie wyszło. Więc poleciałam w styczniu. Zwłaszcza, że zimą okazało się, że WizzAir likwiduje bazę w Poznaniu i znacząco zmniejsza liczbę lotów do stolicy Wielkiej Brytanii przez co nie będzie już opcji wyjazdu jednodniowego z Poznania do Londynu. Wielka szkoda. Szczęściarze z Gdańska i Warszawy (chyba tylko choć może się mylę) nadal mają możliwość wyjazdu do Londynu bez noclegu. Jak sobie taki wyjazd zorganizować przeczytacie TU.

Poza tym jeden styczniowy tydzień spędziłam w Warszawie. To już chyba moja mała tradycja, że od kilku lat w styczniu przenoszę się na trochę do Warszawy 😉 Podczas tego wyjazdu odkrywałam głównie Pragę. Rozkopany wpis wisi od dłuższego czasu w szkicach i mam nadzieję, że wkrótce go dokończę i pokażę Wam czemu się Pragą zauroczyłam. Miłość to nie jest (jeszcze) ale zauroczenie ogromne. W planach tradycyjnie był teatr na każdy wieczór ale ze względu na panującą wówczas żałobę narodową odwołano mi WSZYSTKIE zaplanowane spektakle. W 2020 też planowałam taki tygodniowy wyjazd do stolicy ale po intensywnej końcówce roku czuję potrzebę pomieszkania w domu więc sorry Warszawo 😉

luty

Chyba pierwszy od kilku lat miesiąc, który spędziłam w całości w domu. I to dosłownie. Nawet po Poznaniu się nie szwendałam. Kumulacja wszystkich złych zdarzeń tego roku. Miesiąc do zapomnienia. Miałam za to czas, żeby skupić się na blogu i to właśnie w lutym powstała większość wpisów, które mogliście czytać w kolejnych miesiącach.

marzec

Tu się zaczęło moje zwiedzanie Polski. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, że tak spędzę całe wakacje ale marcowy wyjazd był bardzo fajny. Zaczęło się od Wrocławia, następnie kilka ciepłych i wiosennych dni w Krakowie a potem powrót zimy w Zakopanem. I w drodze powrotnej znowu jeden dzień we Wrocławiu. Było cudownie. Wrocław i Kraków też się piszą. Najbardziej chciałabym skończyć wpis o Kazimierzu i mam nadzieję, że niedługo będziecie mogli poczytać jak dzielnica, której fenomenu kilka lat temu nie rozumiałam teraz jest moim ulubionym miejscem na mapie Krakowa.

A o Zakopanem napisałam dosyć szybko i możecie ten wpis znaleźć TU.

Przełom marca i kwietnia to powiew wiosny w Akwitanii. Przeurocze Bordeaux, największa wydma w Europie i mekka wszystkich miłośników wina – Saint Emilion. Było ciepło, było pięknie, było smacznie. Bardzo Wam taki weekend polecam! Niestety z końcem grudnia okazało się, że WizzAir likwiduje loty z Warszawy do Bordeaux. Wielka szkoda.

kwiecień

W związku z majówką wypadającą zaraz po Wielkanocy święta spędziłam w Warszawie. Była piękna, wiosenna pogoda, były spacery po starówce i po raz pierwszy w tym roku po bulwarach wiślanych.

A w poświąteczny wtorek nadszedł czas najdłuższego i budzącego najwięcej emocji wyjazdu w tym roku – Seszele ze zwiedzaniem Dohy po drodze. Wszystkie informacje praktyczne jak zaplanować wyjazd na Seszele znajdziecie TU, plan naszego wyjazdu wraz z kosztorysem TU, zwiedzanie wyspy Mahe TU, wyspy Praslin TU, a wyspy la Digue TU. Wiem, że sporo osób się zainspirowało moim wyjazdem i też planuje eskapadę na Seszele, czekam na Wasze relacje!

maj

Maj to wyjazd na Kos, który miał się odbyć w maju 2018 roku. Informacje praktyczne o Kos znajdziecie TU, o rejsie wokół Kalymnos, Plati i Pserimos TU, o tym co warto zobaczyć na Kos TU, a o jednodniowej wycieczce z Kos do Bodrum TU.

czerwiec

Czerwiec to weekend w dawno planowanym Kołobrzegu (TU przeczytacie co warto w Kołobrzegu zobaczyć) i przy okazji zwiedzanie ogrodów Hortulus w Dobrzycy (o TU). Po tym wyjeździe jeszcze bardziej żałuję, że tak długo odwlekałam wyjazd do tego pięknego miasta. Ja będę wracać a Wam bardzo Kołobrzeg polecam!

Ostatni tydzień czerwca to odkładana od paru ładnych lat Tunezja. Zapraszam do poczytania co trzeba wiedzieć przed wyjazdem TU, co warto zwiedzić na Djerbie TU, jak zorganizować wycieczkę na Saharę TU i gdzie szukać śladów Gwiezdnych Wojen TU.

lipiec

Zaczęło się od wakacyjnego weekendu w Warszawie (i zauroczenia barem Loreta), a następnie wyjazd do planowanego od dawna Libanu. Przez izraelską pieczątkę w starym paszporcie przez długi czas ten plan był niemożliwy do realizacji. Mimo iż wyjazd ten obfitował w niespodziewane wydarzenia i kosztował mnie sporo stresu to sam kraj jest cudowny i warto było tyle lat na niego czekać. Wszystkie wpisy z Libanu do poczytania w TYM miejscu.

Później było już zwiedzanie Polski. Najpierw weekend w Płocku, Lipcach Reymontowskich, Arkadii i Nieborowie oraz Łowiczu.

Kolejny weekend to Trójmiasto i Puck. Weekend u znajomych, na totalnym luzie, bez zwiedzania, raczej od knajpy do knajpy 😉

Później po raz kolejny Warszawa (naprawdę uwielbiam w okresie letnim!), a z Warszawy wyjazd na odkładaną od wielu lat Lubelszczyznę. Ponieważ tłumy ludzi na Festiwalu Sztukmistrzów nas pokonały to z Lublina uciekliśmy do Zamościa, Zwierzyńca i Szczebrzeszyna. Po drodze było też zwiedzanie Kazimierza i Puław.

sierpień

Początek sierpnia to kolejny wyjazd na Dolny Śląsk – Wrocław i zamek Książ, a także jednodniowa wycieczka do Zgorzelca i Gorlitz. Było przepięknie i mam nadzieję, że niedługo będziecie mieli okazję o tym poczytać 😉

Później po raz pierwszy w życiu wybrałam się na Górny ŚląskKatowice są najbardziej niedocenianym miastem w Polsce!

Ostatni weekend wakacji to wyjazd do Łodzi. Też piękniejącej z dnia na dzień.

wrzesień

Początek września to nieplanowana, organizowana w ostatniej chwili (niech żyją Szalone Środy LOT) wycieczka na Litwę, a konkretnie nad litewski Bałtyk. Było pięknie, cudownie i fantastycznie. Już wiem, że litewskie wybrzeże to jedno z tych miejsc, do których będę wracać. A Wam taką wycieczkę bardzo polecam! Zwiedzałam Połągę, Kłajpedę, Smiltyne i Sventoji.

Później był kolejny powrót na Dolny Śląsk – tym razem do Bolesławca i Świdnicy. W planach był jednodniowy wyjazd do czeskiego Skalnego Miasta ale cóż… nie chciało mi się wstać na pociąg o 6 rano. W następne wakacje na pewno się zmobilizuję 😉

Koniec września to urodzinowy wyjazd na Mazury – Olsztyn i Giżycko. Pogoda dopisała, było magicznie!

październik

Październik zaczął się cudownym wyjazdem do Holandii. Kupiłam bilety do Eindhoven, odpaliłam mapę i zaczęłam szukać fajnych miejsc, które warto zobaczyć. Ostatecznie zdecydowałam się pojechać do Bredy, Tilburga, Rotterdamu i Hagi. Wszystkie mnie zachwyciły i do każdego z nich bym chciałam wrócić!

Kolejny weekend to zwiedzanie Bydgoszczy i Torunia. Było pięknie, jesiennie i słonecznie.

Przedostatni październikowy weekend to powrót do mojego ukochanego Londynu, z jednodniowymi wypadami do Oxfordu i Cambridge. Było jak zawsze cudownie, Londyn nigdy mi się nie znudzi!

Ostatni weekend października (halloweenowy) to Norymberga i Furth. Coś zupełnie nieplanowanego (znowu efekt Szalonej Środy), a po raz kolejny okazało się bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Norymberga jest bardzo ładnym miastem z mnóstwem interesujących zabytków, a Furth to chyba najbardziej urocze niemieckie miasteczko jakie w życiu widziałam.

listopad

Początek listopada to 10-dniowe wakacje na półwyspie Istria. Przyleciałam do Triestu skąd na dwa dni pojechałam do Wenecji. Celem mojej kolejnej (nie liczę której już) wizyty w Wenecji było odwiedzenie kolorowych wysepek Murano i Burano. Następnie powrót na Istrię i zwiedzanie chorwackich Puli, Poreciu i Rovinju oraz słoweńskich – Kopru, Izoli, Piranu i Portorozu.

Kolejny listopadowy tydzień to krótki wypad do Kaliningradu. Było przede wszystkim… smacznie. Kaliningrad to prawdziwa mekka dla foodies. Nie dość, że serwuje się tam smaczne jedzenie to restauracje wyglądają tak, że szczeka opada już na wejściu. Ze względu na te fantastyczne (i tanie!) knajpy będę do Kaliningradu wracać. Zwłaszcza, że nie udało mi się podczas tego pobytu pojechać nad morze. Było w planach ale niestety zimna i wietrzna pogoda spowodowała, że zostałam w mieście. Jednak listopad to nie jest najlepszy miesiąc na wakacje nad Bałtykiem 😉

Ostatni listopadowy weekend spędziłam w Barcelonie. Celem tego wyjazdu nie była Barcelona sama w sobie (odwiedziłam ją już wcześniej, w 2013 roku) ale wypad do Andory. Odwiedzając Andorę tym samym dokończyłam swoje zwiedzanie Europy. Zbieram się do napisania jakiegoś podsumowania tych europejskich wojaży ale ciężko mi zrobić jakieś rankingi. Ja naprawdę uwielbiam Europę i bardzo się cieszę, że mieszkam właśnie w Europie i po tym kontynencie podróżuję najczęściej. A z Barcelony wybrałam się też na jednodniową wycieczkę do Montserrat, o czym zdążyłam już napisać TU.

grudzień

Początek grudnia to wyjazd do Bazylei połączony z jarmarkami świątecznymi w Alzacji – Colmar i Miluzie, a także jarmark w niemieckim Fryburgu. Jarmark w Bazylei, który miał być tylko przystawką do tych alzackich okazał się prawdziwą perełką. Bardzo polecam!

Kolejny weekend to kolejne świąteczne jarmarki – Dusseldorf, Dortmund, Bonn a na koniec Amsterdam i tamtejszy Light Festival. Dusseldorf jest w grudniu jedną wielką świąteczną wioską, Dortmund zachwyca największą na świecie choinką, Bonn grzańcem z marakują i tonami misiów Haribo a Amsterdam… urzeka jak zawsze. Nawet mimo zakazu picia grzańca na ulicy.

Święta spędziliśmy całą rodziną na Cyprze. Objechaliśmy dużą część wyspy – byliśmy w Larnace, Limassol, Pafos, Nikozji, Kyrenii i wielu innych mniejszych i większych miejscowościach. Kąpałam się w morzu w grudniu w Europie!

Ostatni wyjazd 2019 roku to Sylwester w Budapeszcie gdzie powstaje ten wpis 🙂

Podsumowanie

Najlepszy wyjazd to jak nietrudno się domyślić Seszele. Konkurencji dużej nie było 😉 Kolejne miejsca na podium przyznałabym Tunezji i Libanowi. W kolejności dowolnej. Na pewno odkryłam na nowo Polskę i to mnie bardzo cieszy. Mimo iż mało było w tym roku egzotyki to uważam, że podróżniczo to był bardzo udany rok. Nie było nawet jednego wyjazdu, o którym mogłabym powiedzieć, że był nieudany.

Plany na 2020

Nie ukrywam, że w podróżowaniu poza samym byciem w drodze kocham też planowanie. Szukanie biletów, hoteli, fajnych knajp i mniej oczywistych atrakcji. Zajmuje to właściwie cały mój wolny czas ale daje mi mnóstwo frajdy. Po sporej ilości odwołanych wyjazdów w ostatnich 2 latach trochę się boję mówić o planach na 2020 ale na chwilę obecną kupione mam bilety do wymarzonej i od dawna odkładanej Korei. Na majówkę też już jakieś plany są ale na razie bez konkretów więc póki co nie będę zdradzać. W czerwcu po raz trzeci Toskania. I z planów to na razie tyle. Marzę o zobaczeniu któregoś z krajów Azji Środkowej (najbardziej Uzbekistanu) i mam nadzieję, że uda mi się tam jesienią dotrzeć. W wakacje chcę odkrywać kolejne zakątki Polski, a w listopadzie wybrać się na jakieś ciepłe wakacje. Grudzień tradycyjnie będzie miesiącem odwiedzania świątecznych jarmarków i już mam konkretną listę, które to będą 😛 W międzyczasie na pewno pojawią się jakieś promocje biletowe, które spowodują, że polecę w jakieś miejsce, o którym nigdy nie myślałam. Oby wszystkie zaskoczenia były pozytywne!

Pięknego roku 2020!

Najpiękniejsze jarmarki świąteczne w Europie – Miluza (Francja)

Alzacja to w okresie świątecznym kraina wyglądająca jak wyjęta prosto z bajki. Po internetach krążą zdjęcia bożonarodzeniowego Colmar czy Strasbourga. Ale Miluza, drugie co wielkości miasto Alzacji, jakoś się nie przebija w zestawieniach najładniejszych i najciekawszych świątecznych jarmarków. Czy słusznie? Pojechałam sprawdzić.

Marche de Noel, czyli z francuska jarmark bożonarodzeniowy, rozkłada się na głównym placu w mieście – Place de la Reunion. Jarmark w 2019 roku trwa od 23 listopada do 27 grudnia. Od niedzieli do czwartku czynny jest w godzinach 10 – 20, a w piątki i soboty godziny otwarcia są przedłużone do 21. Tradycja jarmarków świątecznych w Miluzie nie jest długa, bo w 2019 roku wystartowała dopiero 28. edycja.

Dojścia na targ są oznaczone w wielu miejscach miasta, łącznie z dworcem kolejowym. Więc jeśli dotrzecie do Miluzy pociągiem i nie będziecie wiedzieli gdzie jest centrum i jarmark to odpowiednie znaki Was poprowadzą 😉

Cechą charakterystyczną bożonarodzeniowej atmosfery w Miluzie jest świąteczny materiał, który zdobi całe miasto. Co roku wybierany jest jeden ornament w lokalnej szwalni (miasto ma bogatą historię przemysłu tekstylnego) i wszędzie można zobaczyć kokardy, choinki i inne dekoracje z tym właśnie motywem. Ta tradycja występuje tylko w Miluzie, nie spotkacie jej w żadnym innym francuskim mieście.

Co ciekawe materiał jest sygnowany! Więc nie ma opcji, że w 2020 roku zobaczycie gdzieś dekoracje z lat poprzednich. Zanim przeczytałam o tej tradycji sama podczas spaceru po mieście zwróciłam uwagę, że w dekoracjach dominuje jeden motyw. Dzięki temu wszystko jest spójne i tworzy przepiękną całość. Takie same ozdoby zobaczycie w budkach na placu katedralnym, na choinkach, na wystawach sklepowych jak i na obrusie w restauracji. Ba, materiałem pokryte są stoliczki na jarmarku, a nawet śmietniki! Pomysł zacny! Mało tego – w butiku aux Etoffes (mieszczącego się na dole ratusza) możecie zakupić kawałek tego materiału!

Materiał wybrany na rok 2019 nazwano Sonatą Bożonarodzeniową. Przedstawia anioła grającego na flecie. Jest to nawiązanie do XIX wieku gdy materiały z motywem aniołów były bardzo popularne w sztukach dekoracyjnych Alzacji. Drugim elementem jest grafika z tego samego okresu prezentująca serca. To wszystko razem wprowadza w magiczny nastrój świąt.

Sam jarmark bożonarodzeniowy w Miluzie to ponad 100 stoisk z regionalnymi wyrobami. Można tu napić się grzanego wina (nie byle jakiego, bo alzackiego!), piwa, kawy, czekolady, cydru czy soków na ciepło. Serwowane są również lokalne przysmaki i słodycze. Poza placem targ świąteczny ciągnie się dookoła katedry (Temple Saint-Etienne) i na pobliskim Place des Cordiers. Tu znajduje się kilka straganów z owocami i warzywami oraz bary z owocami morza i kuchniami bardziej egzotycznymi niż francuska.

Sama katedra też jest dookoła udekorowana choinkami i drewnianymi bałwankami. Z głośników zawieszonych przy katedrze dobiegają świąteczne przeboje.

Przy starym ratuszu stoi też tradycyjna francuska karuzela – nie lada atrakcja nie tylko dla dzieci. Szczególnie pięknie wygląda po zmroku gdy cała migocze światełkami.

Niebywałą atrakcją jarmarku w Miluzie jest Grande Roue – Młyńskie Koło. Stoi na placu, przed katedrą i jak nietrudno się domyślić z góry oferuje piękny widok na całe stare miasto i cały jarmark. Oczywiście nie mogłam sobie odpuścić tej atrakcji. Bilet wstępu dla osoby dorosłej kosztuje 5 EUR, dla dziecka 4 EUR. Karuzela działa w godzinach otwarcia jarmarku ale największym zainteresowanie cieszy się oczywiście po zmroku. Ja też zdecydowałam się na przejażdżkę jak było już ciemno. Widoki rzeczywiście są warte tych kilku euro – można popatrzeć z góry na pięknie oświetloną starówkę, na katedrę, świąteczne kramy i… tłumy ludzi 😉

Symbolem świąt w Alzacji są żłóbki. Jeden z nich można znaleźć na Place des Victoires. Za żłóbkiem znajduje się duuuża choinka z napisem Noel Mulhouse. Bardzo popularne miejsce, gdzie każdy chce mieć zdjęcie. Po zmroku ciężko zrobić zdjęcie samej choince.

Obok choinki stoi fotobudka.

Ponadto całe miasto (nie tylko starówka) przystrojone jest milionem światełek. Udekorowana jest każda wystawa sklepowa, a nawet łódki na kanale. Jest kolorowo, bajkowo, przepięknie. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że jarmark świąteczny w Miluzie jest tak piękny. Zdecydowanie warto go zobaczyć!

I jeszcze jeden ważny aspekt 😉 Co zjeść na świątecznym jarmarku w Alzacji? Z dań głównych dominują ziemniaki duszone z serem munster, cebulą i skwarkami oraz kluski duszone z kapustą kiszoną. Są stoiska robiące tarte flambee. Są różnego rodzaju kanapki z francuskimi serami (również kozimi). Są precle, pączki, donuty. Z deserów – pain aux epices (ciasto korzenne) i batonettes de Noel (rurki znane w Hiszpanii jako churros, tu podawane najczęściej z nutellą), a także nugat i przysmaki z masy marcepanowej. Po dokładniejszy opis specjałów kuchni alzackiej zapraszam do TEGO wpisu. Większość z opisanych tam dań i przysmaków można zakupić na wszystkich jarmarkach bożonarodzeniowych w Alzacji, nie tylko w Miluzie.

Monserrat – wycieczka z Barcelony – informacje praktyczne + zwiedzanie

Barcelona jest piękna i oferuje tyle atrakcji, że bez problemu można by ją i miesiąc zwiedzać ale jeśli chcielibyście uciec od zgiełku miasta i zastanawiacie się co zobaczyć w okolicach Barcelony to odpowiedź jest jedna – Montserrat. Jest to niezwykła góra z sanktuarium Czarnej Madonny – patronki Katalonii. Ale dla Katalończyków to także symbol katalońskiego patriotyzmu. Właśnie tu w czasie dyktatury generała Franco, gdy używanie języka katalońskiego było zakazane, mieściła się siedziba opozycji, która drukowała teksty w języku katalońskim.

Montserrat – dojazd z Barcelony

Monserrat znajduje się ok. 50 km od Barcelony. Można dojechać tam wypożyczonym samochodem, autokarem ze zorganizowaną wycieczką lub transportem publicznym. Ja zdecydowałam się na tę ostatnią opcję. Z Barcelony do Montserrat najszybciej i najłatwiej dojedzie się pociągiem ze stacji Placa Espanya. Jest to pociąg R5 w kierunku Manresa, kursy są od 8.36 co godzinę. Na stacji Placa Espanya są specjalne automaty biletowe i specjalna budka gdzie można kupić bilet do Montserrat. Wszystko jest doskonale oznakowane. Pociągiem można jechać do Stacji Aeri Montserrat gdzie czeka nas przesiadka do wagonika kolejki linowej lub do stacji Monistrol Montserrat gdzie przesiadamy się w kolej szynową (Cremallera). Bilet na całą podróż można kupić na stacji w Barcelonie. Bilet łączony na pociąg + kolej kosztuje 21,5 EUR w 2 strony. Za bilety można płacić gotówką oraz kartą.

Kursy pociągów i kolejki są ze sobą zsynchronizowane tak, że przyjeżdżając pociągiem kolejkę będziecie mieli za 5 minut i odwrotnie – po zjechaniu z góry kolejką pociąg do Barcelony odjeżdża po 6 minutach. Sam dojazd zajmuje ok. 1,5 godziny. Nieco ponad godzinę jedzie pociąg z Barcelony do Monistrol, chwila na przesiadkę i 20-minutowa przejażdżka kolejką szynową. Wagoniki kolei linowej zabiorą Was na szczyt w 5 minut ale mają one zdecydowanie mniejszą przepustowość niż kolej szynowa więc czas dotarcia na górę niezależnie od środka transportu będzie bardzo zbliżony. Organizacja takiej wycieczki na własną rękę jest naprawdę bardzo prosta. Dodatkowo na każdej stacji są pracownicy mówiący po angielsku, którzy w razie potrzeby wszystko wytłumaczą czy pomogą w zakupie biletu.

Wybierając się do Montserrat pamiętajcie, że jedziecie w góry. Warto wziąć dobre buty i odpowiednie ubranie. Ja odwiedziłam Montserrat w listopadzie. W Barcelonie było 19 stopni a w górach 12. Powietrze było bardzo rześkie i mimo słońca trochę zmarzłam. Przy letnich upałach to oczywiście duży plus ale jeśli wybieracie się poza sezonem to pamiętajcie o odpowiednim ubiorze. Latem trzeba oczywiście pamiętać o tym, że to jest teren świątyni i należy mieć zakryte ramiona i kolana.

Po wyjściu z kolejki znajduje się informacja turystyczna. Można tam wypożyczyć audioprzewodniki po kompleksie oraz zakupić materiały dotyczące Montserrat. Jeśli liczycie, że dostaniecie za darmo chociażby mapkę to lepiej zacznijcie liczyć euraski 😉 Najtańszy przewodnik kosztował chyba 9,5 EUR. Na szczęście na terenie kompleksu są duże mapy turystyczne z oznaczeniem wszystkich atrakcji, punktów widokowych, restauracji, toalet itp.

Montserrat – historia

Nazwa pochodzi od słów mont, czyli góra i serrar, czyli piłować. Po polsku powiedzielibyśmy postrzępiona góra. Masyw ma ok. 10 km długości i 5 km szerokości. Cały obszar stanowi Parc Natural Muntanya de Montserrat i podlega ochronie.

Początki działalności klasztoru Montserrat nie są do końca znane. Pierwszy klasztor w tym miejscu powstał prawdopodobnie na początku XI wieku. Dopiero w XV wieku został przekształcony w opactwo. Na początku XIX wieku, w czasie wojny hiszpańsko-francuskiej, został zniszczony i opuszczony. Mnisi wrócili do Montserrat w 1844 roku i zaczęli odbudowę klasztoru.

A skąd ta Czarna Madonna w Montserrat? Historia sięga roku 880 gdy grupa pasterzy w pewien sobotni wieczór zobaczyła na niebie smugę światła, której towarzyszyła piękna melodia. Wizja powtórzyła się kolejnej soboty. Po czterech tygodniach pasterze zaprosili proboszcza pobliskiej parafii jako świadka zdarzenia. Gdy sytuacja znowu się powtórzyła do Monserrat przyjechał sam biskup. Podczas jego wizyty odkryto jaskinię, a w niej wizerunek Matki Boskiej. Biskup chciał go przenieść do Manresy ale figura okazała się na tyle ciężka, że było to niemożliwe. W związku z tym biskup uznał to za cud i znak i nakazał wybudowanie w tym miejscu kaplicy – Ermita de Santa Maria.

Sama figurka też nie jest przypadkowa – według legendy jej autorem miał być św. Łukasz, a w grocie na szczycie masywu schował ją sam św. Piotr. Posąg ukryto prawdopodobnie przed Maurami – ówczesnymi wrogami chrześcijaństwa.

Montserrat – zwiedzanie

Sanktuarium Czarnej Madonny i klasztor benedyktynów (mieszka ich tu ok. 80) położone są na wysokości 720 m. n. p. m.

Godziny otwarcia bazyliki (Basilica de Montserrat) to 7.30-20.00. Wejście jest bezpłatne, nie są potrzebne żadne bilety wstępu. Uwaga, między 10.30 a 12.00 bazylika jest niedostępna dla zwiedzających.

Do bazyliki wchodzi się przez elegancki dziedziniec wewnętrzny. Warto się tu na chwilę zatrzymać. Znajdują się tu liczne grobowce, m. in. Juana Aragońskiego – bratanka króla Ferdynanda, wicekróla Neapolu w latach 1507-1509, członka Wojskowego Zakonu Świętego Jana z Jerozolimy a także grobowiec admirała Marynarki Wojennej Bernata de Vilamari, który brał udział w bitwie morskiej i zdobyciu Trypolisu.

Następnie przechodzi się do portykowanego atrium, które ma chronić pielgrzymów przed słońcem i deszczem ale też ma oznaczać przejście między sferą profanum a sacrum. Na środku znajduje się rzeźba Anna. Umieszczono ją tu w 2018 roku. Wykonana jest ze stali nierdzewnej i ma wymiary 4 x 2,82 x 3,82 metra. Lokalizacja tego dzieła nie jest przypadkowa. Głowa dziewczynki z zamkniętymi oczami jest wykonana z siatki, dzięki czemu rzeźba jest przezroczysta, aby ukazać związek między wnętrzem a zewnętrzem.

Warto też spojrzeć pod nogi. Posadzka dziedzińca to wierna kopia magicznego kręgu Michała Anioła z rzymskiego Kapitolu. Na ciemnym tle, białe kamienie tworzą gwiazdę.

Wchodząc do bazyliki trzeba koniecznie zwrócić uwagę na fasadę z postaciami Chrystusa i 12 Apostołów. Pochodzi ona z 1901 roku.

Główną atrakcją bazyliki jest oczywiście drewniana, romańska rzeźba Czarnej Madonny (La Moreneta, Czarnulka). Umieszczona jest za ołtarzem. Madonna siedząca na tronie trzyma w lewej ręce dzieciątko Jezus, a w prawej kulę ziemską – symbol władzy nad całym światem. Pielgrzymi całują jej prawą dłoń. Żeby zobaczyć rzeźbę z bliska trzeba stanąć w kolejce po prawej stronie przed wejściem na dziedziniec bazyliki.

Z kolei po lewej stronie, przed wejściem do świątyni, znajduje się zaułek gdzie pielgrzymi zapalają kolorowe świece.

Przed samą bazyliką mieści się plac – Placa de Santa Maria. Po jego lewej stronie zachował się fragment pierwotnego klasztoru z krużgankami z 1476 roku. Przy krużgankach posadzono drzewa związane z kultem maryjnym: palmę – symbol piękna, cyprys – symbol ciszy i modlitwy, drzewo oliwne – symbol pokoju i płodności oraz drzewo laurowe – symbol honoru. 

Na terenie kompleksu można też zwiedzić muzeum – Museu de Montserrat. Zgromadzone zbiory obejmują kolekcję archeologiczną oraz dzieła malarstwa współczesnego. W jednym z klasztornych budynków mieści się też wystawa audiowizualna przedstawiająca życie codzienne mnichów oraz pokazująca nieznane zakątki klasztoru.

To co w Montserrat najpiękniejsze to punkty widokowe. Rozmieszczone są one wokół klasztoru i większości dobrze oznakowane oraz łatwo dostępne. Jeśli macie więcej czasu to można pospacerować (choć wypadałoby chyba raczej napisać zrobić sobie trekking) w inne zakątki masywu Montserrat. Góra oferuje mnóstwo ścieżek pieszych. Spacerując napotkacie liczne pustelnie – eremitoria. Eremici mieszkali obok kaplic w pustelniach, grotach lub niszach skalnych. 

Przy jednym z punktów widokowych znajdują się schody do nieba. Kiedyś można było na nie wchodzić i robić sobie zdjęcia ale jak widać nie było to zbyt mądre i bezpieczne więc dziś schody są zagrodzone siatką.

W okolicy placu przy wejściu na stację kolejki Cremallera znajduje się pomnik Abata Oliby, który w 1025 roku założył klasztor na górze Montserrat. Pomnik przedstawia opata siedzącego na tronie, a za jego plecami znajdują się dzwonnice klasztorów, których był opatem – Santa Maria de Ripoll i Sant Miguel de Cuixa.

Na terenie klasztoru są też dwie kolejki tzw. funicolary. Jedna prowadzi do szczytu Sant Joan, druga do Cami de la Santa Cova gdzie wg legendy znaleziono wizerunek Madonny. Ta druga podczas mojego pobytu była w remoncie i nie była dostępna dla turystów.

Przez Montserrat wiedzie też szlak św. Jakuba o czym informują znaki i tablice.

Na ile czasu zaplanować wizytę w Montserrat?

Wiadomo, że każdy ma inne oczekiwania i plany. Sam kompleks jest dość rozległy i jeśli chcecie pospacerować po punktach widokowych oraz odwiedzić bazylikę to wystarczą 2-3 godziny. Jeśli chcecie zobaczyć z bliska wizerunek Madonny to musicie się liczyć z długim oczekiwaniem w kolejce. Jeśli chcecie zrobić sobie trekking to w Monserrat można spędzić cały dzień, a nawet kilka dni. Na górze jest hotel, są restauracje i kawiarnie więc zaplecze jest przygotowane. Jak w każdym świętym miejscu – biznes przede wszystkim 😉

Montserrat – czy warto?

Mimo iż przed wyjazdem do Barcelony miałam w planach odwiedzenie Montserrat to po czterech bardzo intensywnych dniach w stolicy Katalonii nadszedł kryzys i poważnie się zastanawiałam czy sobie tego Montserrat nie odpuścić. Ostatecznie pokonałam lenistwo i wybrałam się w katalońskie góry. I nie żałuję. Montserrat nie jest ani trochę przereklamowane. Widoki są nieziemskie, sama podróż koleją szynową pnącą się w górę to wielka przyjemność. Zresztą patrząc na zdjęcia chyba nikt nie ma wątpliwości, że to przepiękne miejsce i warto wybrać się z Barcelony na jednodniową wycieczkę do Montserrat. Dołącz do 2 milionów osób, które każdego roku odwiedzają Montserrat!

Katowice na weekend – co robić, co zobaczyć, co zjeść?

Wszyscy mówią, że Katowice bardzo się w ostatnich latach zmieniły. Niestety nie mam porównania, bo na początku sierpnia odwiedziłam Katowice po raz pierwszy w swoim życiu. Miasto niedawno obchodziło swoje setne urodziny, a w 2016 roku otrzymało tytuł Miasta Muzyki UNESCO. To co, ruszamy na zwiedzanie Katowic – stolicy Górnego Śląska?

Poruszanie się po Katowicach

Żeby zwiedzać miasto najpierw trzeba wybrać jakiś sposób transportu. Zaskoczyło mnie, że centrum Katowic jest dosyć zwartym obszarem i do większości miejsc, które są warte odwiedzenia można spokojnie dojść pieszo. Do miejsc nieco oddalonych – dojechać tramwajem, autobusem lub rowerem miejskim. Komunikacja miejska w mieście i całym regionie jest dobrze rozwinięta, tramwajem dojedziecie nie tylko na obrzeża miasta ale też do Chorzowa czy wielu innych okolicznych miejscowości. Najlepiej zakupić bilet metropolitalny dobowy za 14 zł i jeździć bez ograniczeń. Rowery miejskie działają w systemie nextbike więc jeśli korzystacie z tej aplikacji w swoim mieście to możecie też jeździć rowerami miejskimi po całej aglomeracji. Poruszanie się własnym samochodem będzie problematyczne z tego samego powodu co w większości polskich miast – korki i niedobór miejsc parkingowych. Same Katowice spokojnie da się zwiedzić w jeden dzień.

Spodek

Zwiedzanie Katowic najlepiej zacząć od symbolu miasta. Spodek to architektoniczna ikona miasta. Słysząc Katowice wiele osób ma przed oczami właśnie spodek. Hala widowiskowo-sportowa mieści się w samym centrum miasta i rzeczywiście przypomina kosmiczną konstrukcję. Zaryzykuję stwierdzenie, że to najbardziej rozpoznawalna hala sportowo-widowiskowa w Polsce. Odbywają się tu koncerty, mecze i inne wydarzenia. Nawet jeśli nie wybieracie się na żadną imprezę w Spodku to zobaczcie go chociaż z zewnątrz.

Aleja Gwiazd Siatkówki

W Spodku bardzo często odbywają się mecze siatkówki i nieopodal znajduje się Aleja Gwiazd z odciskami dłoni siatkarzy.

Strefa Kultury

Strefa Kultury to nowa, całkowicie przebudowana przestrzeń tuż Spodka. W miejscu, w którym kiedyś działała kopalnia dziś tętni życie kulturalne Katowic. Znajdują się tu budynki Międzynarodowego Centrum Kongresowego, Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i nowego Muzeum Śląskiego. Każdy z tych budynków jest prawdziwą architektoniczną perełką, a wszystkie razem tworzą przestrzeń jakiej Katowicom może pozazdrościć absolutnie każde polskie miasto.

Pomnik Powstańców Śląskich

Monument, którego trzy skrzydła symbolizują trzy powstania śląskie (1919, 1920, 1921). Pomnik powstał w 1967 jako dar Warszawa – Powstańcom Śląskim.

Rynek

Katowicki rynek nigdy w historii nie był centralnym placem miasta. Zawsze był głównym węzłem komunikacyjnym i ta jego rola dominuje do dziś. Wygląda inaczej niż rynek w Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie czy innych miastach. Ale mimo zgiełku i takiemu a nie innemu położeniu jest tu całkiem przyjemnie. Są ławeczki, fontanny, ba – są nawet palmy. Katowice nie Lizbona… 😉 Takie nietypowe tu mają atrakcje 😉

Przy rynku stoją dwa Spółdzielcze Domy Handlowe – Zenit i Skarbek. Dziś mieszczą się w nich delikatesy ale wewnątrz wciąż można poczuć ducha minionej epoki.

Muzeum Śląskie

Nowe Muzeum Śląskie to trzypiętrowa konstrukcja w dużej części umieszczona… pod ziemią. Wszak jesteśmy w regionie kopalni. Skarpa muzeum poprzecinana jest geometrycznymi grządkami – każda z nich to inny gatunek roślinności.

Słyszałam i czytałam, że nowe Muzeum Śląskie to miejsce, które trzeba odwiedzić w Katowicach ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że aż tak mnie zaskoczy i zachwyci. Zaryzykuję stwierdzenie, że to jest najlepsze (albo jedno z najlepszych) muzeum w Polsce. Zachwyca w każdym calu – od architektury i otoczenia po dopracowane i niesamowicie interesujące wystawy stałe i czasowe.

Wisienką na torcie całego kompleksu jest taras widokowy na szczycie szybu Warszawa II. Rozciąga się z niego rozległa panorama Katowic i okolic. Bilet wstępu na wszystkie wystawy (obejmujący także wjazd na taras widokowy) kosztuje 24zł. I jeśli zastanawiacie się czy warto to powiem, że będą to Wasze najlepiej wydane złotówki w Katowicach.

Szczególnie interesująca jest multimedialna wystawa Światło Historii – Górny Śląsk na przestrzeni wieków. W bardzo przystępny i ciekawy sposób poznajemy dzieje miasta i całego regionu od czasów zamierzchłych po dzień dzisiejszy. Poznajemy śląską historię, społeczeństwo, śląską tożsamość, gwarę i obyczaje. Wszystko w pigułce podane w formie multimedialnej i nowoczesnej. Nawet jeśli nie lubicie typowych muzeów i zagłębiania się w historię będziecie tym miejscem zachwyceni! Zdecydowanie warto zwiedzić.

Wejście na wystawę jest hołdem dla miejsca, w którym się znajduje – prowadzi przez bramę kopalni Katowice. Ekspozycja podzielona jest na 19 części.

Poza tym w Muzeum znajdują się wystawy stałe – Laboratorium Przestrzeni Teatralnych Przeszłość w Teraźniejszości, Galeria Sztuki Polskiej po 1945 roku, Galeria Plastyki Nieprofesjonalnej, Galeria Śląskiej Sztuki Sakralnej i Galeria Sztuki Polskiej 1800-1945.

Ponadto w muzeum odbywają się ciekawe wystawy czasowe. Podczas mojego pobytu szczególnie przypadła mi do gustu wystawa Zajawka – Śląski hip-hop 1993-2003. Opowiada o początkach hip-hopu na Śląsku i o tworzeniu się dzisiejszego środowiska hip-hopowego. Jeśli tak jak ja urodziliście się w latach 80tych to nawet jeśli nie wychowaliście się na Śląsku to na pewno ta wystawa przeniesie Was w czasy szalonej młodości.

Osiedle Roździeńskiego

Jak już zobaczycie Muzeum Śląskie to warto przejść na drugą stronę ulicy Roździeńskiego, by zobaczyć bloki wybudowane na planie gwiazd. No taka nietypowa atrakcja Katowic, o której przewodniki nie piszą ale ja lubię zwiedzać poza utartym szlakiem 😉 Bloki najlepiej podziwiać je przechodząc przez wiadukt nad ulicą. Zdjęcia nie do końca niestety oddają efekt.

A na wiadukcie patrzcie pod nogi – dostrzeżecie takiego kotka 😉

Sejm Śląski

W Katowicach warto też zobaczyć Sejm, który powstał po I wojnie światowej kiedy sejm RP nadał województwu śląskiemu szeroką autonomię. Gmach sejmu przy ul. Jagiellońskiej jest potężną budowlą, w której dziś mieści się Urząd Marszałkowski. Przed nim znajduje się pomnik Wojciecha Korfantego. Zdecydowanie warto tu przyjść i zobaczyć tę budowlę. Naprzeciwko sejmu znajduje się plac Chrobrego z pomnikiem Józefa Piłsudskiego.

Katowice Miasto Ogrodów

Katowice – stolica Górnego Śląska. Raczej nikt nie kojarzy jej z zielenią i ogrodami. No dobra, może ja wykażę się ignorancją ale ilość zieleni na Górnym Śląsku mnie zaskoczyła. Startując do plebiscytu Europejskiej Stolicy Kultury 2016 Katowice zaskoczyły hasłem Katowice Miasto Ogrodów.

Katowice Miasto Ogrodów to instytucja kultury mieszcząca się nieopodal sejmu śląskiego. Znajdziemy tu galerie, teatr oraz przestrzeń licznych spotkań i warsztatów.

Dolina Trzech Stawów – Sztauwajery

Oaza zieleni bardzo blisko centrum miasta to kolejne miejsce, które trzeba wziąć pod uwagę planując zwiedzanie Katowic. Dolina zwana ze śląska Ształwajerami. Wbrew nazwie dolina obejmuje aż 10 stawów ale 3 z nich są duże. Ształwajery to popularne miejsce odpoczynku mieszkańców i turystów, swoje 5 minut ma podczas OFF Festivalu kiedy rozbrzmiewają tu dźwięki muzyki z najwyższej półki. Nazwisko twórcy festiwalu – Artura Rojka – daje imprezie gwarancję jakości. Brytyjski Guardian zaliczył OFF Festiwal do 10tki najlepszych festiwali w Europie.

W Ształwajerach odpoczniecie, pospacerujecie, pojeździcie rowerem, popływacie kajakiem, zjecie obiad, wypijecie piwko. Słowem – odetchniecie od zgiełku miasta korzystając z licznych atrakcji. Latem – pozycja obowiązkowa. Jest bar, są leżaki, są restauracje.

Katedra Chrystusa Króla

Katowicka katedra jest największą katedrą w Polsce. Kształtem nawiązuje do bazyliki watykańskiej. Wnętrze utrzymane jest w stylu art deco, okrągły ołtarz główny ozdobiony jest płaskorzeźbami z motywami Ostatniej Wieczerzy oraz Wesela w Kanie autorstwa Jerzego Egona Kwiatkowskiego. Warto też zwrócić uwagę na zawieszoną nad ołtarzem głównym figurę Chrystusa Króla Wszechświata oraz liczne witraże.

Ulica Mariacka

Epicentrum życia nocnego Katowic. Wzdłuż ulicy ciągną się restauracje, kawiarnie i kluby. Na końcu znajduje się kościół Niepokalanego poczęcia NMP uznawany za najpopularniejszą atrakcję Katowic. Ze względu na to, że patronuje najbardziej imprezowej ulicy miasta 😉 Mieszkańcy śmieją się, że każdy kto przyjeżdża do Katowic chociażby na chwilę dociera na Mariacką więc nawet jeśli nic nie zwiedza to kościół Mariacki i tak mu gdzieś mignie 😉

Katowice – murale

Katowice nie są może stolicą polskiego streetartu ale nie brakuje tu ciekawych murali. Znajdują się w przeróżnych punktach miasta, rozglądajcie się! Ja jak wiecie uwielbiam murale i rozglądałam się za nimi z prawdziwą przyjemnością.

Najsłynniejszy katowicki mural 3d znajduje się na skrzyżowaniu ulic Dudy-Gracza i 1 Maja.

Katowice – gdzie zjeść?

Żeby dużo chodzić i dużo zwiedzać trzeba mieć siłę. A żeby mieć siłę trzeba dobrze zjeść 😉 Na szczęście Katowice obfitują w wiele kulinarnych perełek. Nie zdążyłam odwiedzić nawet połowy polecanych mi miejsc ale te, w których byłam większości są świetne.

Jeśli zastanawiacie się gdzie dobrze zjeść tradycyjny śląski obiad w Katowicach to odpowiedź jest jedna – Żurownia. Mieści się przy ul. Ligonia 16. Lokal ze śląskimi potrawami. Kelebele spróbować trzeba! Uwaga – porcje są OGROMNE. Do tego fantastyczny śląski wystrój – ja wyszłam z Żurowni przejedzona i zauroczona! Gdybym miała wybrać jedno miejsce w Katowicach gdzie warto zjeść, wybrałabym Żurownię.

Browar Mariacki – Mariacka 15

Dobra restauracja w industrialnym stylu, z całorocznym ogródkiem i własnym browarem. Takie idealne miejsce w Katowicach gdzie można dobrze zjeść i wypić dobre piwo. Do tego spędzić czas w pięknym otoczeniu i przyjemnej atmosferze. Ceny nie są najniższe ale warto.

27th Floor – bar i restauracja hotelu Courtyard by Mariott

Restauracja z wyższej półki – zarówno cenowej jak i jakościowej. Jak nietrudno się domyślić mieści się na 27. piętrze hotelu Courtyard w samym centrum Katowic. Najlepiej zająć stolik przy oknie skąd rozpościera się fantastyczna panorama Katowic. Taki mniej typowy punkt widokowy w Katowicach 😉 Ale bardzo Wam to miejsce polecam. Słyszałam o 27th Floor same pozytywne opinie i się nie zawiodłam. Ceny są wyższe niż w pozostałych opisanych przeze mnie knajpach ale też nie są jakieś horrendalne. Za sałatkę, drinka i herbatę zapłaciłam 70zł więc bez tragedii. Restauracja serwuje zarówno dania regionalne jak i szerokopojętą kuchnię fusion. Ja zdecydowałam się na sałatkę z burratą, którą kocham. I dostałam całą kulkę (nie chcę myśleć ile to miało kalorii, trzeba było pieszo na to 27. piętro biec) w otoczeniu pomidorków z oliwą truflową. To było przepyszne. Jeśli obawiacie się sztywnej atmosfery to nic z tych rzeczy – jest elegancko ale nie ma spiny. Obsługa bardzo przyjazna. Moim zdaniem restauracja, którą warto odwiedzić podczas pobytu w Katowicach.

Jak zapewne pamiętacie z moich poprzednich wpisów lubię jadać śniadania na mieście. Nie inaczej było podczas weekendu w Katowicach. Pierwsze śniadanie zjadłam w polecanym mi Synergia Dobre Miejsce przy ul. Andrzeja 29/2. Jest to kawiarnia, bistro i sklep z kawą w jednym. Wystrój jak widać na zdjęciach – bajka. Można by tu siedzieć godzinami. Do tego przepyszne śniadania – ja zdecydowałam się na tost francuski. Był obłędny.

Jeśli chcecie zjeść nietypowe śniadanie w Katowicach to zajrzyjcie do Petit przy ul. Wojewódzkiej 21. Nie ukrywam, że trafiłam tam zupełnym przypadkiem. Chciałam iść w inne miejsce, które okazało się zamknięte i tak znalazłam się w Petit. Tu nie dostaniecie śniadaniowej klasyki, czyli jajecznicy i owsianki. Dominują śniadania z różnych stron Europy. Ja zdecydowałam się na placki z łososiem, serem camembert i żurawiną. Poza tym, że porcja była przeogromna było to coś innego i przepysznego. Trzeba było dosyć długo czekać ale warto. Najlepsze śniadanie w Katowicach.

A gdzie na kawę w Katowicach?

Jedna z najpopularniejszych kawiarni w Katowicach to Kafej przy ul. Chorzowskiej 5, w sąsiedztwie Spodka. Wystrój kosmiczny, na zewnątrz cudowny ogródek. Duży wybór kaw i słodkości. Serwują też śniadania.

Istne Lody Rzemieślnicze – Mariacka Tylna 7

W Katowicach trzeba spróbować jeszcze jednaj rzeczy, a mianowicie lodów w Istnych Lodach Rzemieślniczych. Czarne lody w czarnym wafelku. Wygląda kosmicznie, brzmi niewiarygodnie a to sama natura. Rzemieślnicze naturalne lody podawane są w wafelkach z dodatkiem najprawdziwszego węgla. Moje czarne paznokcie na ten wyjazd nie były zaplanowane, tak jakoś wyszło. Ale z drugiej strony w życiu nie ma przypadków 😉

Katowice – czy warto?

Nie ma o czym dyskutować – warto. Katowice to jedno z moich największych odkryć minionych wakacji i jestem pewna, że prędzej czy później tam wrócę. Zwłaszcza, że w okolicach Katowic jest jeszcze mnóstwo ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Katowice nie Lizbona ale warto się tam wybrać na weekend 😉