Bolesławiec – co zwiedzić w mieście ceramiki?

Bolesławiec – jedna z perełek (wciąż nieodkrytych przez masową turystykę!) Dolnego Śląska. Miasto, które kojarzy się przede wszystkim z ceramiką choć reklamuje się hasłem Bolesławiec – nie tylko ceramika. W takim razie co zobaczyć w tym pięknym mieście? Zapraszam na spacer.

Figura św. Katarzyny

Jeśli tak jak ja dotrzecie do Bolesławca pociągiem to pierwsze co zobaczycie po wyjściu to figura św. Katarzyny – patronki kolejarzy.

Obelisk przy Placu Dworcowym

Znajduje się w parku naprzeciwko dworca. Wzniesiony w 1995 roku, w 50-tą rocznicę przybycia do Bolesławca pierwszego transportu Polaków z Kresów Wschodnich. Rok później umieszczono na nim tablicę upamiętniającą 50-tą rocznicę przybycia Polaków z Jugosławii, w 2004 roku – przybycie repatriantów z Francji, a w 2013 roku 68-mą rocznicę przybycia zesłańców z Syberii.

Bolesławiec – rynek

Z dworca czeka Was kilkuminutowy spacer do serca miasta, czyli bolesławieckiego rynku. W centralnym punkcie znajduje się barokowy ratusz z gotycką wieżą. Na parterze znajduje się Sala Ślubów ze sklepieniem sieciowym skopiowanym z zamku na Hradczanach.

We wschodnią ścianę budynku wmontowano płaskorzeźbę przedstawiającą pojmanie Guilleume’a Brune’a – napoleońskiego marszałka – przez Rozalię Joannę von Bonin – mieszkankę miasta.

Przy rynku warto zwrócić uwagę na kamienicę przy ul. Mickiewicza 1. Budynek z secesyjnymi dekoracjami został wzniesiony w 1906 roku dla rzeźnika J. Junga.

W kamienicy pod numerem 28 urodził się podróżnik K. F. Appun. Początkowo mieściła się w niej księgarnia rodziny Appun, po przebudowie – najnowocześniejszy i najbardziej elegancki dom handlowy w mieście.

Kamienica nr 7 posiada przejście zwane Bramą Piastowską. Na ścianach przejścia znajdują się ogromne wzory pieczęci książąt śląskich.

Muzeum Ceramiki

Myślisz Bolesławiec widzisz ceramikę. Nie ma innego skojarzenia. Mieści się w budynku dawnego Muzeum Miejskiego. Muzeum od 1967 roku gromadzi zbiory ceramiki bolesławieckiej i europejskiej. Kolekcja liczy ok. 6 000 eksponatów.

Na piętrze muzeum znajduje się sala gdzie można zobaczyć krótki film i historii ceramiki w Bolesławcu.

W muzeum działa mały sklepik i możecie kupić filiżankę tudzież inne dzieło bolesławieckiej manufaktury. Ja żadnych zakupów nie planowałam ale jak się dowiedziałam, że bolesławieckie cuda można myć w zmywarce to jednak się skusiłam na co nieco 😉

Bilet wstępu kosztuje 8 zł, umożliwia też wejście do Muzeum Historii Miasta.

Muzeum otoczone jest parkiem niestety ze wszystkich bolesławieckich parków jest najmniej ciekawy.

Muzeum Ceramiki – Dział Historii Miasta

Drugi oddział muzeum znajduje się w klasycystycznym budynku z 1800 roku. Podczas kampanii napoleońskiej mieszkał tu głównodowodzący wojsk rosyjskich Michail Kutuzow. Marszałek zmarł właśnie w tym domu.

Obecnie w muzeum gromadzone są eksponaty prezentujące historię ziemi bolesławieckiej od czasów najdawniejszych do współczesnych.

Ogrody Tarasowe

Przepiękne miejsce tuż obok Muzeum. Mieszczą się w miejscu zasypanego stawu i fos zamkowych. Reliktem po dawnej promenadzie zamkowej jest ogromny kasztanowiec.

Bazylika Maryjna

Najstarszy kościół w mieście datowany na XIII wiek. Obecnie zachowana bryła ma kształt gotycki, przebudowane wnętrze nosi cechy stylu barokowego. Niestety podczas mojej wizyty wszystkie wejścia do Bazyliki były zamknięte.

Sąd Rejonowy

Reprezentacyjny neogotycki gmach powstał w latach 1861 – 1864. Wieża kryje w swoim wnętrzu aulę o bogatym wystroju. Budynek otoczony jest parkiem w stylu angielskim. Co tu dużo mówić – szczęka opada. Gmach robi niebywałe wrażenie, zwłaszcza w słoneczny dzień. Niczym zamek z filmu fantasy.

Promenada i park przy Stawie

Malowniczy zakątek miasta pełen zieleni i zachowanych fragmentów murów obronnych.

Pomnik Michaila Kutuzowa

W parku znajduje się pomnik rosyjskiego feldmarszałka. Powstał w 1819 roku na polecenie króla Fryderyka Wilhelma III. 12-metrowy żeliwny obelisk waży 30 ton, pierwotnie znajdował się na rynku. U jego podnóża znajdują się dwie pary lwów, które mają symbolizować odwagę marszałka. Pomnik budzi kontrowersje, ponieważ Michaił Kutuzow zapisał się negatywnie w dziejach Polski w czasie walk o utrzymanie niepodległości na przełomie XVIII i XIX wieku.

Pogodynka

Stacja meteorologiczna umieszczona w 1882 roku w pobliżu Stawu Miejskiego była jedną z pierwszych pogodynek na Dolnym Śląsku.

W parku znajduje się też fontanna z Czaplą. Znajduje się w miejscu gdzie na początku XX wieku mieścił się miejski ogród zoologiczny.

Centrum Integracji Kulturalnej Orzeł

Budynek w stylu secesyjnym położony tuż przy parku. Wzniesiony około roku 1914. Obecnie pełni funkcje sali kinowej i konferencyjnej.

Mury obronne

Pierwsze informacje o murach miejskich pochodzą z 1316 roku choć podejrzewa się, że istniały dużo wcześniej. Fortyfikacje miejskie stanowił podwójny pierścień murów z basztami oraz systemem fos i stawów. Mury zostały zniszczone w czasie wojen napoleońskich. W 1841 przekształcono tereny poforteczne w promenadę.

Wiadukt kolejowy

Monumentalna budowla będąca jednym z najdłuższych kamiennych mostów kolejowych w Europie uznawana jest za wielką atrakcję miasta. Most powstał w latach 1844 – 1846. Ma długość 490 metrów i wysokość 26 metrów. Składa się z 35 łuków. Zlokalizowany jest na trasie kolei Wrocław – Drezno. Podobno niesamowite wrażenie robi również po zmroku, gdy jest podświetlony. Ja byłam w Bolesławcu tylko na jeden dzień i nie miałam możliwości zobaczenia go w wersji nocnej. Ale przecież wszystko przede mną 😉

Dawna przepompownia ścieków

Budynek z 1903 roku, który nosi cechy neoromańskie i neorenesansowe. Został wyposażony w nowoczesne urządzenia umożliwiające oczyszczanie ścieków z zanieczyszczeń fizycznych.

Krzyż Milenijny

27-metrowa konstrukcja ze stali i miedzi została wykonana w 2003 roku. Rozpiętość ramion krzyża wynosi 15 metrów, a całość waży 30 ton. Krzyż znajduje się w pięknym otoczeniu parku.

Dawna Dzielnica West End

Reprezentacyjna dzielnica willowa obejmująca tereny ulic Komuny Paryskiej, Wybickiego, Opitza, Brody, Drzymały i Miarki. Stojące tu wille utrzymane są w różnych stylach – neorenesansowym, klasycystycznym i szwajcarskim. Spacerując tymi uliczkami naprawdę można się poczuć jak 200 lat temu. Podróż w czasie. Jest elegancko, dostojnie, mieszczańsko. A to wszystko zaledwie kilka minut spaceru od rynku.

Przy ul. Brody 2 znajduje się kamienica zbudowana dla prawnika i notariusza Th. Thamma. Łączy styl neoklasycystyczny z neorenesansowym detalem i motywami masońskimi.

Willa przy ul. Jeleniogórskiej 20

Neobarokowy budynek wzniesiono na początku XX wieku dla powiatowego mistrza budowlanego G. Spohna. nie dość, że sama willa jest piękna to położona na skraju lasu. Bajkowo po raz kolejny.

Dawny zakład Włókienniczy Concordia

Kompleks przemysłowy założony w 1873 roku przez S. Wollera w miejscu spalonego 2 lata wcześniej młyna wodnego. W 1943 roku budynki przejęły zakłady lotnicze Weser-Flug AG i utworzyły tu filię obozu Gross Rosen.

Willa przy Kwiatowej 3

Wzniesiona na początku XX wieku dla Paula Viebega – prokurenta w zakładach Concordia. Willa utrzymana jest w stylistyce Landhouse – podmiejskiego domu angielskiego.

Teatr Stary

Powstał w 1857 roku i był pierwszą reprezentacyjną budowlą przy promenadzie otaczającej starówkę. Elewacje w klasycystycznym i neorenesansowym stylu zachowały się do dnia dzisiejszego. W 1913 roku poszerzono część sceniczną i fosę orkiestrową.Teatr zakończył swą działalność w 1944 roku

Kościół Matki Bożej Nieustającej Pomocy

Znajduje się w miejscu dawnego zamku zniszczonego przez Szwedów podczas wojny trzydziestoletniej. Barokowy kościół wzniesiono w połowie XVIII wieku. Początkowo była to świątynia ewangelicka, dziś katolicka. 73-metrową wieżę dobudowano na początku XIX wieku.

Na placu przy kościele znajduje się pomnik Jezusa Przyjaciela Dzieci z 1902 roku.

Ulica Kaszubska

Odchodzi od dworca kolejowego. Nazywana była Widokowym oknem Bolesławca. Powstała około 1900 roku. Obecnie uwagę zwracają głównie kamienice pod nr 4 i 5. Dzisiejszy budynek poczty.

Termy Bolesławiec

Miejski kompleks SPA mieści się w neorenesansowym budynku Miejskich Zakładów Kąpielowych z 1895 roku. Była to ekskluzywna jak na ówczesne czasy łaźnia. Wnętrze było wyłożone kaflami w kolorze morskiej zieleni i ozdobione płaskorzeźbami autorstwa bolesławieckiej artystki Jenny Bary-Doussin.

Młodzieżowy Dom Kultury

Neoklasycystyczna willa została wzniesiona dla bolesławieckiego aptekarza – Mullera. W latach 1946 – 1951 w piwnicach willi znajdował się areszt Urzędu Bezpieczeństwa.

Bolesławiec – czy warto?

Absolutnie tak. Perłą Dolnego Śląska zazwyczaj nazywa się Świdnicę ale mnie bardziej zauroczył właśnie Bolesławiec. Miasto jest piękne, kolorowe, zadbane, nie brakuje w nim zieleni. Jeśli wybieracie się do Wrocławia to zaplanujcie sobie jednodniową wycieczkę do Bolesławca, nie będziecie żałować. Jeśli szukacie miejsc wartych odwiedzenia na Dolnym Śląsku to koniecznie dopiszcie Bolesławiec do listy.

Świdnica – perła Dolnego Śląska

Świdnica to miasto o ponad 750-letniej historii, stolica dawnego księstwa Świdnicko-Jaworskiego. Położona jest zaledwie 50 km od Wrocławia i nazywana Perłą Dolnego Śląska. Nigdy nie miałam tego miasta w swoich podróżniczych planach ale niedawno wpadł mi w ręce artykuł o Kościele Pokoju. Po przeczytaniu go dopisałam Świdnicę do listy miejsc do zobaczenia i przy okazji wizyty we Wrocławiu wybrałam się na jednodniową wycieczkę.

Dworzec

Do Świdnicy dotarłam pociągiem i pierwsze co zobaczyłam to oczywiście dworzec Świdnica Miasto. Odnowiony w latach 2010 – 2013 secesyjny budynek pochodzi z 1905 roku i mimo iż nie jest duży to robi wrażenie. Na elewacji znajdują się zabytkowe herby Świdnicy, Dolnego Śląska, powiatu świdnickiego i księstwa świdnickiego. W czasie gdy w Świdnicy stacjonowały wojska radzieckie, codziennie odjeżdżał stąd pociąg do Moskwy.

Plac Grunwaldzki

Z dworca wychodzi się prosto na największy węzeł komunikacyjny w Świdnicy, założony w miejscu Bramy i Przedmieścia Witoszowskiego. Znajduje się tu pomnik poświęcony uczestnikom walk o wolność ojczyzny. Plac jest bardzo zielony, są tu ławeczki i można miło spędzić czas jeśli macie jeszcze chwilę do odjazdu pociągu.

Budynek Sądu Okręgowego

Przy uliczce prowadzącej z placu Grunwaldzkiego do rynku znajduje się monumentalny gmach Sądu Okręgowego. Został on wybudowany w 1885 roku na fundamentach klasztoru Dominikanów. W jego wnętrzu Feliks Falk nakręcił część scen do filmu Komornik.

Świdnica – rynek

Jego układ urbanistyczny zachował się w nienaruszonym stanie od czasów średniowiecza. Kolorowe kamienice prezentują różne style architektoniczne i dowodzą potęgi i bogactwa dawnych mieszczan. Dziś w większości kamienic działają restauracje i kawiarnie.

Pod numerem 1 stoi piękna barokowa kamienica, która nosi cechy pałacyku pruskiego. Pod numerem 7 mieści się  Dom Pod Złotą Koroną. Nazwa pochodzi stąd, iż szczyt elewacji jest ozdobiony właśnie złotą koroną. Pod numerem 8 znajduje się Dom Pod Złotym Chłopkiem. Ciekawostką jest, że na manierystycznym portalu kamienicy widnieje łaciński napis Drzwi te mają być otwarte dla przyjaciela a zamknięte dla wroga. Po numerem 25 mamy renesansową kamienicę zwaną Pałacem Hochbergów a pod 26 Kamienicę Pod Złotym Okrętem z oryginalnymi XIV-wiecznymi piwnicami. Pod numerem 27 mieści się Dom pod Kogutem, a 28 – pod Złotą Gęsią.

Spacerując po rynku warto zwrócić uwagę na pomnik Marii Kunic – świdnickiej astronomki.

Uwagę zwracają też XVIII-wieczne fontanny z piaskowca. Wśród nich fontanna z Atlasem – mitycznym atletą dźwigającym sklepienie niebieskie – i fontanna z Neptunem gdzie poza władcą mórz można dostrzec dwa konie morskie i Wodnika.

Świdnicki rynek jest piękny, kolorowy, zadbany i bardzo przyjemnie się tu spaceruje. Przy rynku znajduje się informacja turystyczna gdzie można otrzymać mapki i plany zwiedzania.

Muzeum Dawnego Kupiectwa

Mieści się w zabytkowym ratuszu i jest to jedyne muzeum w Polsce, które tak szeroko zajmuje się tematem handlu.

Zwiedzanie zaczyna się od aranżacji apteki z przełomu XIX i XX wieku. Znajdują się tu oryginalne meble, wagi i pojemniki na leki. Naprzeciwko ekspozycji apteki znajduje się salonik apteczny z popiersiem Alberta Neissera – twórcy dermatologii.

W kolejnej sali zaaranżowano karczmę i sklep kolonialny.

Dalej znajduje się aranżacja targu. Targi odbywały się na świdnickim rynku od czasów średniowiecznych. Możemy tu zobaczyć XVIII-wieczną wagę targową i kamienne odważniki.

W kolejnym pomieszczeniu znajduje się Stacja Paliw. W tle widnieje fotografia salonu samochodowego W. Illmanna. Salon ten funkcjonował w Świdnicy już od 1923 roku.

Kolejna sala to wystawa tzw. realiów kupieckich, czyli przedmiotów będących wyposażeniem sklepów. Można tu zobaczyć maszyny liczące, drukowane rachunki z logo czy kasetki na pieniądze.

W ekspozycji piwowarskiej można zapoznać się z etapami warzenia piwa. Świdnica ma wielowiekowe tradycje piwowarskie. Pochodzący stąd złoty napój sprzedawano m. in. we Wrocławiu, Toruniu, Krakowie, Pradze, Pizie i Heidelbergu.

Na pierwszym piętrze ratusza znajdują się pomieszczenia reprezentacyjne. Barokowy hol zdobi kopia obrazu przedstawiającego XVII-wieczną Świdnicę oraz herba starosty J. J. M. von Sinzendorfa.

Przez późnogotycki portal wchodzi się do Sali Rajców. Salę zdobią XVI-weiczne polichromie przedstawiające sceny biblijne – Sąd nad Jawnogrzesznicą, Sąd Ostateczny i Ukrzyżowanie Jezusa. Na środku pomieszczenia znajduje się makieta przedstawiająca miasto w XVII wieku.

W aneksie przylegającym do Sali Rajców znajduje się mauzoleum Piastów Świdnickich z kopiami rzeźbionych płyt tumbowych Bolka I i Bolka II.

Ostatnie pomieszczenia udostępnione dla zwiedzających to galeria obrazów świdnickich malarzy i barokowy salon z piecem kaflowym.

Bilet do muzeum kosztuje 6 zł, w piątki wstęp jest bezpłatny.

Wieża Ciśnień

Ceglany budynek z 1877 roku przy ul. Nauczycielskiej 3. W latach 1902 – 1903 została przebudowana i podwyższona o jedno piętro. Przestano ją eksploatować w 1994 i wpisano ją wtedy do rejestru zabytków. Dziś niestety stoi pozostawiona sama sobie i niszczeje. Na dachu ustawiono nadajniki sieci komórkowych.

Niemalże naprzeciwko wieży znajduje się świdnicki zakład karny. I ceglany budynek też robi ogromne wrażenie.

Park Centralny

Park utworzony na reliktach Twierdzy Świdnickiej, nie do końca wiadomo od kiedy istnieje. W miejscu, gdzie obecnie mieści się park, dawniej istniała wieś o nazwie Schreibendorf. Od 2017 roku park przechodzi gruntowną rewitalizację, która pochłonęła już niemal 20 milionów złotych!

Obecnie atrakcją parku jest rzeka Witoszówka tworząca tu dwa akweny oraz uroczy most. W parku można zobaczyć klony zwyczajne, lipy drobnolistne, brzozy, buki, kasztanowce, akacje, cisy i wierzby.

Pomnik 1000-lecia Państwa Polskiego

Obelisk ten został odsłonięty w 1966 roku w ramach uroczystości obchodów 1000-lecia państwa Polskiego. Widnieje na nim napis Byliśmy jesteśmy będziemy

Katedra pw. św. Stanisława i Wacława

Wieżę katedry będziecie widzieli z każdego miejsca w mieście. Liczy sobie 101,5 metra – jest najwyższą wieżą kościelną na Dolnym Śląsku i piątą w Polsce. Ogromna gotycka budowla została zbudowana z prawdziwym rozmachem. Wystrój prezentuje mieszaninę różnych stylów. Nawa główna ma 71 metrów długości, 10 szerokości i 25 wysokości. Do naw bocznych dobudowano w różnym okresie 6 kaplic. Ołtarz główny zdobi rzeźba przedstawiająca Matkę Bożą z Dzieciątkiem w otoczeniu świętych umiejscowiona pod baldachimem wspartym na siedmiu kolumnach.

Wielkie organy zdobi Orkiestra Niebiańska – rzeźba Jerzego Leonarda Webera.

Na dziedzińcu kościoła stoi kolumna św. Floriana pochodząca z 1684 roku.

Na placu nieopodal katedry znajduje się pomnik Jana Pawła II.

Apteka pod Bykami

Przy ulicy Długiej 45 w 1882 roku otwarto pierwszą aptekę w mieście. Późnorenesansową kamienicę zdobią dwie rzeźby byków naturalnej wielkości. Na parterze nieprzerwanie działa apteka. A skąd byki? W okolicy placu odbywały się targi bydła. Pewnego roku,  nie wiadomo dlaczego, zwierzęta zaczęły chorować  i padać jedno po drugim. Lekarstwo na zarazę miał wynaleźć miejscowy aptekarz, a kupcy w ramach wdzięczności wybudowali mu dużą aptekę ozdobioną naturalnej wielkości sylwetkami byków.

Locha z Młodymi

Osobliwych śladów zwierzęcych jest w Świdnicy więcej. Na skwerze przy ul. Franciszkańskiej stoi pomnik lochy z pięcioma młodymi i tajemniczą skrzynią. W herbie Świdnicy znajduje się dzik stąd pomysł na taką rzeźbę.

W czerwcu 2013 roku pod skwerem wmontowano kryptę ze Skrzynią Pamięci Świdniczan. Umieszczono w niej pamiątki ze współczesnej Świdnicy, a otwarcie zaplanowano za… 100 lat. Do tej pory dziki mają pilnować skrzyni.

Plac św. Małgorzaty

Dziś park i przyjemnie miejsce spotkań. Dawniej mieściła się tu główna brama wjazdowa do miasta – Brama Kapturowa.

Plac Pokoju

Z placu św. Małgorzaty kierujemy się powoli ku największej atrakcji miasta. Plac Pokoju pełen jest XVII-wiecznych zabudowań szachulcowych. Głównym budynkiem jest oczywiście wpisany na listę UNESCO Kościół Pokoju. Ważnym elementem placu jest nekropolia otaczająca kościół – jeden z nielicznych zachowanych ewangelickich cmentarzy na Śląsku.

Przy placu znajduje się kawiarnia BarocCafe. Nie byłam ale podobno to bardzo dobre miejsce więc jeśli będziecie mieli więcej czasu to warto wejść.

Ewangelicko – augsburski kościół Pokoju

Świątynię wybudowano w latach 1656 – 1657 z drewna, gliny, piasku i słomy. Oszałamiająco bogate wnętrze stanowi przykład barokowego kunsztu artystycznego i dbałości o zdobnicze szczegóły.

Drzwi prowadzące do kościoła były metaforą całego życia ewangelika – wschodnie prowadziły do hali chrztów, przez południowe wchodził podczas konfirmacji i zawarcia związku małżeńskiego, natomiast przez zachodnie ciało wynoszono po obrzędach pogrzebowych.

Ołtarz główny powstał w 1752 roku. Zamówiono go u mistrza ciesielskiego Gottfrieda Augusta Hoffmanna. Przy ołtarzu można dostrzec płaskorzeźbę przedstawiającą Ostatnią Wieczerzę, rzeźby Mojżesza, Aarona, Jezusa, Jana Chrzciciela oraz apostołów Piotra i Pawła. Na szczycie ołtarza stoi baranek z drewna. Ołtarz otoczony jest pozłacaną balustradą z drewna.

W północno-wschodnim narożniku transeptu znajduje się ambona. Nad drzwiami wejściowymi na ambonę znajduje się rzeźba Jezusa Dobrego Pasterza, a balustradę pokrywają reliefy przedstawiające zesłanie Ducha Świętego, Golgotę i Raj.

Zwiedzając kościół nie można pominąć organów podtrzymywanych przez dwóch atletów. Pod koniec XVIII wieku ozdobiono je ruchomymi figurkami aniołków. W całym kościele są setki figurek aniołków – nikt do tej pory nie doliczył ile dokładnie.

W kościele zwraca też uwagę loża Hohbergów – zbudowana w 1698 roku dla hrabiego Johanna Heinricha von Hohberga w dowód wdzięczności za ufundowanie drewna potrzebnego do budowy świątyni.

W kościele koniecznie trzeba spojrzeć w górę – malowidła, które widać na stropie tworzono 3 lata! Tematyka obrazów zaczerpnięta jest z księgi objawień św. Jana.

Do kościoła wchodzi się przez halę chrztów z drewnianą polichromowaną chrzcielnicą. Jej górną część zdobi złocona figura Jezusa, a dolną herby sześciu rodzin, które ufundowały chrzcielnicę.

Kościół może pomieścić 7,5 tysiąca osób.

Kościół Pokoju uchodzi za największą atrakcję Świdnicy i bez najmniejszych wątpliwości nią jest. Bogate zdobienia robią ogromne wrażenie i moim zdaniem warto to miejsce odwiedzić. Złamałam nawet swoją zasadę, że nie wchodzę do kościołów, gdzie trzeba płacić za wstęp. Wejście do kościoła Pokoju kosztuje 12 zł (płatność tylko gotówką) i naprawdę warto te pieniądze wydać. Zwłaszcza, że są one przeznaczone na cały cza trwające (od 1992 roku) prace renowacyjne. Kościół można zwiedzać od poniedziałku do soboty od 9 do 18 i w niedziele od 12 do 18.

W budynku przy wejściu na plac Pokoju znajduje się bezpłatna wystawa eksponatów znalezionych w świątyni.

Park im. Generała Sikorskiego

Park słynny jest ze względu na pozostałości mauzoleum upamiętniającego Czerwonego Barona – Manfreda von Richthoffena. Przy ul. Sikorskiego 19 znajduje się willa Richthoffenów, w której mieszkał pilot. W ogrodzie znajduje się kamień upamiętniający jego śmierć w 1918 roku.

Baszta Strzegomska

Pozostałość umocnień dawnej Twierdzy Świdnickiej – stanowiła ochronę głównego wjazdu do miasta. Przy baszcie znajduje się kaplica św. Barbary. Przy każdej z siedmiu bram miasta znajdowała się kaplica.

Do Bramy Strzegomskiej przylega fragment murów obronnych. Cała zabudowa wielokrotnie była niszczona i odbudowywana. Dziś mieści się tu restauracja serwująca dania kuchni dolnośląskiej i mniejszości narodowych mieszkających w regionie.

Murale

Kocham street-art i pisałam o tym wielokrotnie. Murale w Świdnicy to już niemal instytucja, przed Wami te najpiękniejsze. Śmiem twierdzić, że to najpiękniejsze murale w Polsce.

Tuż przy wyjściu z dworca kolejowego, przy ul. Dworcowej 3, znajduje się mural upamiętniający Irenę Sendlerową. Powstał w czerwcu 2018 roku w ramach obchodów Roku Ireny Sendlerowej .

U zbiegu ulic Teatralnej i Bohaterów Getta znajduje się z kolei portret klauna Fifi. Powstał z okazji świdnickiego Festiwalowi Teatrów Otwartych.

Po drugiej stronie ulicy, przy Bohaterów Getta, znajduje się mural festiwalu Bachowskiego

Przy placu Grunwaldzkim upamiętniono z kolei Tomasza Stańko. Mural powstał z okazji 25. rocznicy zorganizowania pierwszych Świdnickich Nocy Jazzowych.

Przy al. Niepodległości znajduje się jeden z najmłodszych murali w mieście – ze ściany kamienicy od sierpnia 2019 roku spogląda Andrzej Wajda. Mural powstał na pamiątkę 23 rocznicy premiery filmu Panna Nikt, na podstawie książki Tomasza Tryzny ze Świdnicy. Ponadto twórczości Wajdy poświęcony był tegoroczny festiwal filmowy Spektrum w Świdnicy. Autorem wszystkich powyższy murali jest Robert Kukla – artysta plastyk związany ze Świdnickim Ośrodkiem Kultury.

Świdnica – czy warto?

Przyznaję, że parę miesięcy temu nazwa Świdnica niewiele mi mówiła. Jakieś miasto na Śląsku i na tym moja wiedza się kończyła. Tymczasem nazwa perła Dolnego Śląska nie jest ani trochę na wyrost. Miasto jest przepiękne, pełne zabytków i ciekawych miejsc. Świdnica to doskonały pomysł na jednodniową wycieczkę z Wrocławia a myślę, że i przez cały weekend ciężko by się było tu nudzić.

Giżycko na weekend – co zobaczyć, co robić?

Giżycko to żeglarska stolica Polski, serce Krainy Wielkich Jezior. Miasto otaczają trzy jeziora – Niegocin, Kisajno i Tajty.

Jezioro Niegocin

Trzeci pod względem wielkości akwen w Krainie Wielkich Jezior Mazurskich. Jest jeziorem morenowym – rozległym ale dosyć płytkim. Jego linia brzegowa liczy ok. 35 km.

Jezioro Kisajno

Połączone Kanałem Łuczańskim z jeziorem Niegocin. Jego linia brzegowa liczy ok. 50 km. Jezioro jest szlakiem żeglugowym między Giżyckiem a Węgorzewem. Do jeziora prowadzi zatoka Tracz z pięknym portem jachtowym.

Jezioro Tajty

Najmniejsze z jezior otaczających Giżycko ale równie piękne jak dwa pozostałe.

W sezonie po jeziorze pływają małe statki wycieczkowe. Po sezonie pozostaje jedynie wypożyczenie jachtu lub motorówki, żeby z bliska poczuć magię mazurskich jezior. W samym Giżycku działa kilka wypożyczalni. Będąc na Mazurach trzeba wybrać się na jeziora. Oczywiście spacery dookoła nich też są bardzo przyjemne ale to tylko namiastka tego co można poczuć na wodzie. Ja i moja awersja do statków miałyśmy ogromne szczęście, bo podczas mojego pobytu była piękna pogoda, jeziora bardzo spokojne i dzień spędzony na łódce był niesamowicie przyjemny. Chyba mój najlepszy dzień tego wyjazdu.

Giżycko – plaża miejska

Plaża położona jest nad brzegiem jeziora Niegocin. Krystaliczna woda, biały piasek i zielona trawka – czy potrzeba czegoś więcej do szczęścia w mieście?

Na plaży znajduje się duży napis GIŻYCKO – coś dla fanów instagramowych ujęć 😉

Plaża i znajdujące się na niej ławeczki to doskonałe miejsce do podziwiania zachodów słońca – nic tylko usiąść i podziwiać ten spektakl natury. Nigdzie w Polsce zachody słońca nie są tak magiczne jak na Mazurach.

Ekomarina

Nowoczesny port pasażerski z pełnym zapleczem technicznym i sanitarnym położony zaledwie 500 metrów od centrum miasta, tuż przy dworcu kolejowym. Znajduje się tu centrum informacji turystycznej, restauracje, sklepy żeglarskie i WOPR. Stąd odpływają też statki wycieczkowe (w sezonie). Tu można wypożyczyć jacht lub motorówkę.

Tu również jest bardzo pięknie podczas zachodu słońca. Polecam usiąść w ogródku którejś z restauracji i podziwiać jachty i łódki w pomarańczowej poświacie. Magia po raz kolejny.

Kanał Łuczański

Kanał żeglowny o długości 2130 metrów łączący jezioro Niegocin z Zatoką Tracz i Jeziorem Kisajno. Nad kanałem przerzucone są 4 mosty i kładka dla pieszych.

Nazwa kanału nawiązuje do dawnej nazwy miasta. W latach 1945 – 1946 Giżycko było Łuczanami. W długi weekend majowy na kanale ma miejsce parada jednostek pływających będąca oficjalnym rozpoczęciem sezonu żeglarskiego na Mazurach.

Wzdłuż kanału biegnie trasa spacerowa, można to bardzo miło spędzić czas. Nie brakuje też restauracji z widokiem na kanał.

Most Obrotowy na Kanale Łuczańskim

Jednoprzęsłowy most zwodzony z 2. połowy XIX wieku. Pierwsza tego typu konstrukcja zawaliła się w 1859 roku. Nowy most ukończono w 1889 roku, waży ponad 100 ton i jest obracany ręcznie przez operatora. Przęsło o długości 20 metrów jest zwodzone w bok. To jedyne tego typu rozwiązanie w Polsce.

Zamek Krzyżacki

Za mostem, po lewej stronie, znajdują się pozostałości zamku krzyżackiego. Powstał on jako siedziba zakonnego prokuratora. W 1365 twierdza została zdobyta i spalona przez Litwinów. W kolejnych latach zamek na przemian był niszczony i odbudowywany. Od 1855 roku mieściła się tu siedziba komendantów twierdzy Boyen. Od 2011 roku w zamku mieści się hotel St. Bruno z elegancką restauracją la Bibliotheque.

Wzgórze św. Brunona

Idąc z zamku ulicą św. Brunona dociera się do polodowcowego wzgórza z krzyżem. Został on ustawiony w miejscu, w którym w 1910 roku Prusowie mieli zabić św. Brunona z Kwerfurtu przybyłego z misją chrystianizacyjną. Św. Brunon jest patronem Giżycka.

Wzgórze znajduje się zaledwie 1 km od portu więc w ciepły słoneczny dzień można sobie zrobić przyjemny krótki spacer. Ze wzgórza rozciąga się bajkowy widok na jezioro Niegocin.

Co ciekawe, wędrując od strony miasta będziecie mijali po drodze stacje drogi krzyżowej.

Wzgórze łączy szlak pieszy z giżyckim sanktuarium św. Brunona. Nazywa się ona ścieżką św. Brunona. Tabliczki z oznaczeniem szlaku spotkacie w kilku miejscach w mieście.

Twierdza Boyen

Uznawana za największą atrakcję Giżycka i całych Mazur. Miejsce, którego absolutnie nie można pominąć będąc w Giżycku. Twierdza ukryta wśród lasów i morenowych wzniesień tworzyła ochronę przed ewentualnymi atakami armii rosyjskiej. Twierdza nigdy nie została zdobyta. Wyznaczono tu 3 szlaki zwiedzania – najkrótszy i najprostszy (bez schodów i stromych podejść) niebieski przeznaczony na 1 godzinę zwiedzania, najdłuższy zielony – na 2 godziny zwiedzania i czerwony – przeznaczony na 1,5 godziny zwiedzania, obfitujący w najwięcej miejsc do zobaczenia. Wszystkie trasy są dobrze oznakowane ale oczywiście da się w kilka godzin obejść całą twierdzę łącząc atrakcje ze wszystkich z nich.

Twierdza ma kształt nieregularnego wieloboku przypominającego gwiazdę. Naroża zajmują potężne bastiony: Schwert (miecz), Licht (Światło), Recht (Prawo), Hermann, Leopold i Ludwig, których nazwy pochodzą od dewizy rodowej i imion inicjatora budowy fortecy – generała Hermanna Ludwiga Leopolda von Boyena – pruskiego ministra wojny. W budynkach fortu znajdują się różne wystawy, warto do nich zaglądać.

Bilet wstępu kosztuje 12 zł. Jeśli zastanawiacie się czy warto to bez cienia wątpliwości – warto. A nawet trzeba.

Parki

Jeśli tak jak ja odwiedzacie Giżycko jesienią to warto wybrać się na spacer do któregoś z parków. A najlepiej do każdego z nich.

Parków i zieleni jest w mieście mnóstwo. Fajny jest park u zbiegu ul. Warszawskiej i Wodociągowej z zarośniętym jeziorkiem.

Przy wieży ciśnień znajduje się park założony w miejscu dawnego cmentarza. Do dziś znajdują się tam groby z czasów I wojny światowej.

Za mostem obrotowym rozciąga się park Rogera Goemaere z pomnikiem poświęconym żołnierzom AK i sybirakom.

Po drodze do twierdzy Boyen mieści się park z jeziorkiem Popówka Mała. Tuż obok znajduje się cmentarz wojenny – miejsce spoczynku 243 żołnierzy niemieckich i 175 rosyjskich poległych w I wojnie światowej.

Wieża Ciśnień

Wieża wybudowana w 1900 roku przez prawie 100 lat zaopatrywała miasto w wodę. Obecnie pełni funkcję muzeum i punktu obserwacyjnego. Na szczycie, poza tarasem widokowym, funkcjonuje także kawiarnia. Można wjechać  windą lub wejść po schodach.

Wybierając wejście (lub zejście) schodami , na poszczególnych piętrach można oglądać ekspozycje obrazujące życie mieszkańców Giżycka na przestrzeni wieków.

Bilet kosztuje 12 zł. Płatność tylko gotówką. Zdecydowanie warto. W bezchmurny dzień widoki są nieziemskie.

Pasaż Portowy

Przewodniki piszą, że to tętniące życiem centrum rozrywkowe Giżycka. W sezonie pewnie tak jest. Natomiast po sezonie – jak na powyższych obrazkach. Nie zmienia to faktu, że jest tu zlokalizowana spora ilość restauracji, kawiarni i innych przybytków rozrywki więc każdy turysta prędzej czy później tu trafi.

Przed restauracją Steakownia znajduje się ławeczka literacka z 2016. Inicjatorem pomysłu jest Biblioteka Miejska Publiczna w Giżycku.

Molo

208-metrowa konstrukcja wybudowana w 1969 roku jako falochron, dziś spełnia również funkcję deptaka. Nawet po sezonie nie brakuje tu spacerowiczów, zwłaszcza w porze zachodu słońca.

Kościoły

Giżycko zaskakuje ilością świątyń różnych wyznań. Na pewno warto zwrócić uwagę na cerkiew grekokatolicką przy ul. Białostockiej.

Tuż obok wieży ciśnień znajduje się mała prawosławna cerkiew.

Przy placu Grunwaldzkim mieści się klasycystyczny kościół ewangelicki z XIX wieku. Obecna budowla jest już trzecią świątynią, która stoi w tym miejscu.

Przy ul. Pionierskiej mieści się katolicki kościół św. Brunona z czasów międzywojennych.

Plac Grunwaldzki

Przy placu zwraca uwagę dawne Kino Fala. Niestety dziś budynek jest w runie, cały zagrodzony z zakazem wstępu ale nawet zniszczone mozaiki robią wrażenie.

Przed budynkiem znajduje się fontanna z kobietą trzymającą na dłoni żabę. Przechodziłam koło fontanny kilka razy i żaba nie zamieniła się w księcia 😉

Kamienice

Spacerując ulicami takimi jak Warszawska, Dąbrowskiego czy Pionierska warto zwrócić uwagę na piękne kamienice. Są ozdobione girlandami, kolumienkami i mają dekoracyjne szczyty.

Urząd Miasta

Znajduje się przy placu Piłsudskiego. Mieści się w pięknym neobarokowym budynku.

Szpital

Spacerując ulicą Warszawską warto zwrócić uwagę na potężny, poniemiecki gmach z ciemnej cegły ozdobiony neogotyckimi dekoracjami.

W podobnym stylu wybudowany jest gmach I Liceum Ogólnokształcącego u zbiegu ul. 1 maja i R. Traugutta.

Gdzie zjeść w Giżycku?

Zwiedzając miasto na pewno zgłodniejecie więc przedstawiam Wam moje ulubione miejscówki.

Pierwsze miejsce do którego trafiłam to Tawerna Siwa Czapla przy ul. Nadbrzeżnej 11, między plażą miejską a Kanałem Łuczańskim. Tawerna serwuje tradycyjne dania mazurskie. To czego musicie spróbować to stynki – smażone małe rybki podawane z sosem czosnkowym. Pyszności! Poza tym jadłam tu pierogi z kaszą gryczaną, śmietaną i majerankiem. Były również przepyszne. Ze wszystkich miejsc odwiedzonych w Giżycku chyba tu mi smakowało najbardziej i bardzo Wam to miejsce polecam. Zjecie tu też śniadanie.

Przy ekomarinie znajduje się Tawerna Marina. Wnętrze pięknie urządzone ale podczas mojego pobytu było na tyle ciepło, że można było siedzieć na zewnątrz. Tym razem wybór padł na sałatkę mazurską – ze smażonym okoniem. Ja uwielbiam ryby ale niestety tylko morskie, słodkowodne mi nie wchodzą. Ale sałatka była bardzo smaczna i nawet okoń okazał się smaczny 😉 Polecam na kolację w blasku zachodzącego słońca.

Przy Pasażu Portowym odwiedziłam dwie restauracje – Steakownię i Puzzle Smaku. Nigdy nie byłam wegetarianką ale przez wiele lat mięso pojawiało się w moim menu sporadycznie (raz w miesiącu albo rzadziej). Ale od kilku miesięcy, wbrew światowym trendom ograniczania mięsa, ja jem go dużo więcej niż kiedyś. I jak tylko zobaczyłam Steakownię podczas swojego pierwszego spaceru po mieście to wiedziałam, że prędzej czy później tam wyląduję. I tak też się stało. Jest to knajpa i sklep z wołowiną z dojrzewającej wołowiny z warmińskiego gospodarstwa. Zdecydowałam się na burgera z serem camembert i był przepyszny. Mięso rzeczywiście było wyśmienite – mięciutkie, rozpływające się w ustach. Aż żałuję, że to Giżycko tak daleko, bo to był jeden z najlepszych burgerów jakie w życiu jadłam.

Po burgerowych szaleństwach trzeba się było przerzucić na sałatki 😉 W restauracji Puzzle Smaku była już dynia i sałatka z kozim serem. Może nie wygląda jakoś super zachęcająco ale była świetna. Robotę zrobił tu ser – kremowy, niezbyt ostry, pyszny. Słodka dynia, ostra rukola, orzechy włoskie i kremowy ser – wyszło idealnie. Do tego wjechało grzane wino i była to kolacja idealna.

Drugie zagłębie restauracji w Giżycku to ul. Nadbrzeżna. Część z nich po sezonie była już zamknięta ale na szczęście Porto i Papryka działają cały rok. W Porto zdecydowałam się na ravioli ze szpinakiem. Było glutenowo, szpinakowo i serowo (w środku feta, w sosie gorgonzola). Zdrowo nie było ale pysznie. Przepysznie nawet. Fajne miejsce, z przyjemną atmosferą i co najważniejsze bardzo dobrym jedzeniem.

Papryka oferuje szeroki zakres dań. Ja po doświadczeniach ze Steakowni ponownie zdecydowałam się na burgera. Był większy, wyglądał lepiej, był smaczny ale jednak ten ze Steakowni smakował mi bardziej. Ten był w porządku ale taki zwykły – jaki można zjeść w wielu miejscach. Mięso było chyba trochę za bardzo wysmażone no i nie tak soczyste jak to w Steakowni. Ale też mi smakował. Tu jako dodatki wzięłam gruszkę i gorgonzolę. Tak sobie właśnie myślę, że strasznie dużo serów jadłam w czasie tego wyjazdu.

I na koniec deser. Słodycze mi ostatnio kompletnie nie wchodzą ale w Giżycku spędzałam swoje urodziny więc jakąś namiastkę tortu z okazji wkroczenia w 32. rok życia trzeba było zaliczyć 😉 Podczas jednego ze spacerów moją uwagę zwróciła Lavenda Cafe przy placu Grunwaldzkim 8. Piękne miejsce w lawendowym klimacie z domowymi wypiekami. Ciast było całkiem sporo, nie wiedziałam na co się zdecydować i zaufałam rekomendacji kelnerki, która poleciła mi gotowany sernik z białą czekoladą. I był naprawdę obłędny. Niesamowicie puszysty i kremowy, przełamany kwaśnym puree malinowym. To była godna celebracja urodzin 😉

Giżycko – czy warto?

Absolutnie tak. wiele razy byłam na Mazurach ale w Giżycku dopiero teraz po raz pierwszy. Miasto nie dość, że jest piękne to ma niesamowitą żeglarską atmosferę. Ludzie są niesamowicie otwarci i przyjaźni (nie tak zmanierowani jak nad Bałtykiem). Wszystko w tym wyjeździe zagrało – fajny hotel, piękne miejsca, cudowna pogoda. Urodziny miałam spędzić w Grecji ale ani trochę nie żałuję, że jednak skończyło się na Mazurach. Ja tam jeszcze wrócę.

Olsztyn na weekend – co zobaczyć?

Olsztyn – miasto położone na Pojezierzu Olsztyńskim nad rzeką Łyną, na skraju Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej. Szczerze mówiąc jakoś nigdy nie miałam Olsztyna na liście miejsc do odwiedzenia ale przy okazji wyjazdu na Mazury pomyślałam, że warto się tam zatrzymać na dwa dni.

Najsłynniejszym mieszkańcem miasta był Mikołaj Kopernik, który mieszkał tu w latach 1516 – 1521. Na olsztyńskim zamku napisał pierwszy rozdział O obrotach sfer niebieskich, tam też pozostawił własnoręcznie stworzoną tablicę astronomiczną. Tablica ta pomogła mu w 1517 roku ustalić dokładną datę równonocy wiosennej. Od tamtej pory mówi się, że w wiosna zaczyna się właśnie w Olsztynie. A co warto zwiedzić w Olsztynie? Zapraszam na spacer po stolicy Warmii.

Zamek Kapituły Warmińskiej

Olsztyński zamek to XIV-wieczna budowla obronna w stylu gotyckim, z dobudowanym XVIII-wiecznym skrzydłem barokowym. Siedziba urzędnika kapitulnego kanonika-administratora. Obecnie jest siedzibą Muzeum Warmii i Mazur. Na dziedzińcu stoi jeden z symboli Olsztyna – Baba Pruska.

Przez drewniane hurdycje, ciągnące się pod dachem budowli, podczas wojny 13-letniej obrońcy zamku wylewali wrzątek na Krzyżaków.

Przy zamku znajduje się amfiteatr im. Czesława Niemena. Amfiteatr znajduje się w miejscu częściowo zasypanej fosy.

Przed wejściem znajduje się jeden z najsłynniejszych pomników Olsztyna – ławeczka z Kopernikiem. No jak widzicie śladów astronoma jest w mieście naprawdę dużo.

Park Zamkowy

Jak nietrudno się domyślić park otacza zamek. W parku znajduje się kilka rzeźb, wśród nich Kobieta z kwiatami czy popiersie Kopernika. Są też fontanny – fontanna Ryba z dzieckiem i fontanna Symfonia Ptaków.

Park zajmuje spory teren, jest dobrze utrzymany, nie brakuje tu ławek. Bardzo miłe miejsce, że odpocząć od miejskiego zgiełku.

W parku znajduje się pub i restauracja Browar Warmia. Ja nie byłam ale jeśli chcielibyście spróbować lokalnie warzonego piwa to polecam.

W parku znajduje się też kościół parafii wojskowo-cywilnej NMP Królowej Polski i świętych Archaniołów Michała, Rafała i Gabriela. Monumentalny gmach widać z wielu punktów mieście. Niestety kościół był zamknięty.

Starówka

Centralnym punktem starówki jest Stary Ratusz z 1624 roku, do 1915 roku siedziba Rady Miasta. Elewacja ratusza ozdobiona jest gotyckimi zdobieniami, a dawne wejście do ratusza zdobi portal z tzw. oślimi grzbietami. Obecnie ratusz jest siedzibą Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej.

Rynek otaczają kolorowe kamienice z XVII i XVIII wieku. Za najstarszą uważa się kamienicę spod numeru 11 nazywaną Domem Burmistrza.

Wokół rynku znajdują się oczywiście kawiarnie i restauracje, w tłumie spotykają się turyści i mieszkańcy. Nie jest to najpiękniejszy rynek w Polsce ale warto tu przyjść chociaż na pół godzinki.

Targ Rybny

Plac nieopodal rynku. Warto zwrócić uwagę na Dom Gazety Olsztyńskiej. Budynek przedwojennej redakcji odbudowano w latach 80-tych. Obecnie mieści się w nim muzeum prezentujące dzieje wspomnianej gazety wydawanej w latach 1886 – 1939.

Przy placu znajduje się pomnik św. Jakuba – patrona miasta. Wzniesiono go w 2004 roku. Św. Jakub przedstawiany jest jako wędrowiec w długiej tunice i kapeluszu. Jego atrybuty to kij pielgrzymi i muszla.

Statuetka św. Jakuba jest prestiżową doroczną nagrodą prezydenta Olsztyna. Wizerunek św. Jakuba znajduje się także w herbie miasta, a atrybut świętego – muszla – znajduje się na fladze miasta.

Wysoka Brama

Idąc z Targu Rybnego prosto, a nie w prawo w kierunku starego rynku zobaczycie Wysoką Bramę. Datowana jest na koniec XIV wieku i jest jedyną zachowaną bramą wjazdową w mieście. Stanowiła ona element obwarowań miasta w czasach średniowiecza. Do II połowy XIX wieku mieściła więzienie, a dziś znajduje się w niej… hostel.

Bazylika Konkatedralna św. Jakuba

Kościół farny w stylu gotyckim z XIV wieku z 70-metrową wieżą. We wnętrzu zachowane są XVI-wieczne sklepienia. W prezbiterium wystawiony jest relikwiarz ze szczątkami św. Wojciecha, a w kaplicy przywieżowej świecznik z rogami jelenia, który wwdługg legendy uciekając z polowania wbiegł do kościoła i tu zakończył swe życie.

W latach 1898-1900 jako organista pracował tu Feliks Nowowiejski.

Św. Jakub Starszy jest patronem miasta. Był bratem św. Jana i pierwszym apostołem-męczennikiem. Jego szczątki w VII w. sprowadzono z Jerozolimy do Santiago de Compostela gdzie do dziś znajduje się jego domniemany grób.

Przez Olsztyn wiedzie szlak św. Jakuba – słynna Camino de Santiago. Droga prowadzi m. in. przez Polskę, Niemcy i Francję aż do Santiago de Compostela. Szlak znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Katedra otoczona jest bardzo przyjemnym parkiem.

Park Centralny

Park powstał w miejscu dawnych ogrodnictw i tartaków pierwszej przemysłowej dzielnicy miasta. Ma powierzchnię 13 hektarów. Nie brakuje tu ścieżek spacerowych ani rowerowych. Jest fontanna, są zadaszone wiaty z ławkami. Bardzo zadbane i bardzo przyjemne miejsce. Ciekawe skąd pomysł na nazwę 😉

Siedziba poczty

Przy ul. Pieniężnego, niedaleko głównego wejścia do Parku Centralnego znajduje się przepiękny gmach poczty – Urząd pocztowy Olsztyn 1. Chyba żadna inna placówka pocztowa w Polsce nie mieści się w tak pięknym budynku. No chyba, że ta na katowickim Nikiszowcu 😉 Ale tamta jest dużo mniej okazała.

Nowy Ratusz

Po zobaczeniu starego miasta warto na chwilę podążyć w rejony nowej zabudowy. Budynek, który na pewno rzuci Wam się w oczy to Nowy Ratusz. Dużo bardziej okazały i dużo ładniejszy od tego starego. Olsztyński ratusz uchodzi za jeden z najpiękniejszych w Polsce. Dziś rezyduje w nim prezydent miasta.

Budynek powstawał w latach 1912 – 1915 w stylu neomanierystycznym. Jego gmach jest udekorowany płaskorzeźbami przedstawiającymi cnoty obywatelskie i cztery żywioły. Portal wejściowy zdobi ówczesny herb miasta.

Z balkonu wieżowego codziennie odgrywany jest hejnał Olsztyna – O Warmio moja miła – autorstwa Feliksa Nowowiejskiego.

Teatr im. Jaracza

Skręcając za ratuszem w lewo dojdziecie do Teatru im. Stefana Jaracza. Modernistyczny budynek powstał w 1925 roku w miejscu restauracji Kaisergarten zaadaptowanej na foyer teatru.

Naprzeciwko teatru znajduje się park z popiersiem patrona teatru oraz kamienie pamiątkowe aktorów olsztyńskich – lokalna aleja gwiazd.

Kamienica Naujacka

Skręcając za parkiem w lewo, w ulicę Mrongowiusza, dojdziecie do Miejskiego Ośrodka Kultury mieszczącego się w jednej z najpiękniejszych kamienic w mieście. Dawna secesyjna willa czynszowa należała do olsztyńskiego radnego Naujacka. W 2008 roku budynek gruntowanie wyremontowano.

Jezioro Ukiel (Krzywe)

Po zwiedzaniu zabytków czas na kontakt z naturą. Dobra, nie będę ściemniać. U mnie najpierw był kontakt z naturą, czyli spacer nad jeziorami, a dopiero potem starówka i zabytki. Jakiejkolwiek kolejności nie wybierzecie, nad jeziora musicie się wybrać.

Największe i najgłębsze jezioro w Olsztynie, składa się z czterech basenów połączonych cieśninami o jakże działających na wyobraźnię nazwach: Lwia Paszcza, Czarne Wrota i Zakręt.

Przy jeziorze znajduje się plaża miejska, hotele, restauracje i przystanie żeglarskie. Tu latem tętni życie. Jesienią trochę słabiej tętni ale też jest tu całkiem sporo spacerowiczów, biegaczy i turystów.

Nad jeziorem warto zrobić sobie przerwę na obiad. Mnie polecono restaurację Przystań i postanowiłam z tej rekomendacji skorzystać. Położona jest nad samym brzegiem jeziora i przez przeszkloną fasadę oferuje wspaniałe widoki. Samo wnętrze zresztą też jest bardzo przyjemne. Jedzenie stosunkowo drogie ale warte swojej ceny. Dominują oczywiście ryby i ja też się na taką zdecydowałam. Była absolutnie fantastyczna, mięciutka, świetnie doprawiona. Bardzo Wam to miejsce polecam.

Jezioro Długie

Drugie z Olsztyńskich jezior, położone dokładnie naprzeciwko jeziora Ukiel. Jego nazwa oddaje kształt zbiornika – wydłużone jezioro rozciąga się na 1,5 kilometra. Północno-wschodnie brzegi porastają lasy, wzdłuż brzegu biegnie chodnik i ścieżka rowerowa. Pełno tu spacerowiczów, rowerzystów i wędkarzy.

Doskonały spot na oglądanie zachodów słońca.

Skwer Wolnego Tybetu

Między olsztyńskimi jeziorami znajduje się piękny park – Skwer Wolnego Tybetu. I tak musicie koło niego przejść więc polecam zajrzeć.

Olsztyn – czy warto?

Zawsze warto. Są w Polsce ładniejsze miasta ale cudowne położenie nad jeziorami sprawia, że do Olsztyna chce się wracać. Ja na pewno wrócę.

Smiltyne – zwiedzanie

Będąc w Kłajpedzie koniecznie trzeba wybrać się na co najmniej kilka godzin do Smiltyne, osady położonej na Mierzei Kurońskiej. Przeprawa promowa (ze starego terminalu portowego) trwa zaledwie kilka minut.

Sandkrug

Po zajściu z promu wchodzi się praktycznie od razu na zalesioną wydmę. Dawniej była tu ostatnia stacja pocztowa Mierzei Kurońskiej.

Ścieżka zdrowia w Smiltyne

Szlak spacerowy powstały w 1989 roku mający na celu zachęcenie mieszkańców i turystów do aktywnego spędzania czasu.

Plaże w Smiltyne

Choć podczas mojego pobytu pogoda była mało plażowa to warto zajrzeć nad morze. Piasek jest tu bieluśki i mięciutki, same plaże długie i szerokie. Latem podobno oblegane przez turystów. Wcale mnie to nie dziwi.

Delfinarium

Po wyjściu z promu trzeba kierować się w prawo i dojść niemal do końca cypla. Nie jest to daleko – jakieś 2 km. Dla leniwców – jest opcja podjechania kolejką z samego promu pod samo delfinarium.

Delfinarium otwarto w 1994 roku i jak się można domyślać organizowane są tam przedstawienia „odgrywane” przez delfiny. Nigdy nie byłam zwolenniczką tego typu instytucji i nigdy w życiu w delfinarium nie byłam. Kilka lat temu przeczytałam artykuł o tym jak się tresuje delfiny i wiem, że moja noga w tego typu przybytku nigdy nie postanie. Ale jest to jednak z największych atrakcji Mierzei Kurońskiej więc chcąc nie chcąc muszę o niej wspomnieć.

Fort Nerii

Twierdza obronna, która również ucierpiała w II wojnie światowej. W twierdzy znajduje się obecnie ekspozycja historii żeglugi litewskiej. Muzeum prezentuje historię Litwy jako państwa morskiego. Znajduje się tuż obok delfinarium.

Albatros – pomnik ku czci poległych marynarzy i zaginionych statków

Pomnik, który ma przypominać o dramatycznych relacjach człowieka i morza. Albatrosy to wedługg legendy ptaki, w które wcielają się dusze marynarzy. Metalowy ptak wznosi się do lotu mając nadzieję, że zawsze będzie żył w sercach mieszkańców.

Etnograficzna Zagroda Rybacka

Założona w 1979 roku, zbudowana na wzór zagrody z okolic Sventoji. Składa się z budynków gospodarczych oraz mieszkalnych, które stanowią: chałupa, stodoła, łaźnia, piwnica, wędzarnia, słupy do suszenia sieci rybackich. Ta zagroda przedstawia życie zamożnego rybaka, który hodował bydło, uprawiał ziemię i oczywiście łowił ryby.

W niektórych chatkach urządzone są ekspozycje przedstawiające rybackie życie. Dookoła biegają owieczki. Jest sielsko i anielsko. Piękne miejsce!

Ekspozycja statków historycznych

Zdecydowanie jedno z najbardziej imponujących miejsc w Smiltyne. Można tu zobaczyć traweler Dubingiai, statek Kolyma, stalowy kuter PTB-7167 i Kurenas SuD.1. Statki te pływały zarówno po Bałtyku, Morzu Północnym, jak i Oceanie Atlantyckim.

XX-wieczne wille

Spacerując z promu ku Muzeum Morskiemu będziecie mijać stare wille. Zbudowane są z drewna lub muru pruskiego. Powstały dla ludzi, którzy zajmowali się urządzenia hydrotechnicznymi, ładowali i wyładowywali statki oraz dbali o mierzeję.

Kłajpeda – zwiedzanie

Kłajpeda – w dosłownym tłumaczeniu nisko położone miejsce – trzecie co do wielkości miasto Litwy i dziś jedyny port w kraju. Założone w 1252 roku, wielokrotnie doświadczane przez historię. Jedna z największych atrakcji kraju – miasto z bogatą historią, tradycjami, ciekawym życiem kulturalnym i wyjątkową architekturą niejednokrotnie przypominającą miasta Europy zachodniej. Zapraszam na spacer po Kłajpedzie.

Park Rzeźby

Jeśli przyjeżdżacie do Kłajpedy busem to zwiedzanie najlepiej zacząć od Parku Rzeźby, który znajduje się naprzeciwko dworca autobusowego. Park utworzono w miejscu dawnego cmentarza, gdzie mogło być pochowanych nawet 40 tysięcy mieszkańców miasta. Park powstał w 1977 roku i można tu znaleźć 117 rzeźb (!) o różnej tematyce, autorstwa 67 różnych litewskich artystów.

W parku trzeba koniecznie zajrzeć do rosyjskiego kościoła ortodoksyjnego. Jest malutki ale bardzo klimatyczny.

Aleja M. Mazvydasa

Kierując się z parku do centrum miasta najlepiej przejść Aleją Mazvydasa. Upamiętnia ona autora pierwszej litewskiej książki. Od 2008 roku ławki wzdłuż alei są ozdabiane rzeźbami. Najpopularniejsze to ławka-figurka dziewczynki z ptakiem, ławka-kot, ławka-klucz muzyczny, ławka-zegar słoneczny czy ławka-mieszkańcy Kłajpedy. Wszystkie rzeźby są autorstwa mieszkańców miasta.

Plac Lietuvininku aikste

Jeden z najpiękniejszych placów miasta zdobi pomnik wspomnianego wcześniej Martynasa Mazvydasa. Sam plac otoczony jest domami w stylu małej ojczyzny, w których dziś mieszczą się sklepy.

Plac Teatralny

Ścisłe centrum i jedno z najbardziej reprezentacyjnych miejsc w Kłajpedzie. Do połowy XX wieku na dzisiejszym placu odbywały się jarmarki. Nie wiem czy to wynik tradycji czy przypadek ale dziś na placu rozstawiają się stragany z pamiątkami i bursztynami.

Przy placu zgodnie z nazwą znajduje się budynek teatru – pierwszej tego typu profesjonalnej instytucji na Litwie. Na balkonie teatru swoje przemówienie wygłaszał Hitler gdy przyłączał Kłajpedę do III Rzeszy.

Na placu stoi m.in. pomnik Simona Dacha – poety urodzonego w Kłajpedzie oraz pomnik Anusi z Tharau – bohaterki jego najpopularniejszego wiersza. Pomnik Anusi usunięto podczas II wojny światowej, gdyż stała tyłem do Hitlera podczas jego przemówienia. Powróciła na plac w 1990 roku.

Przy placu teatralnym znajdują się różne restauracje i sklepiki. Całość wygląda naprawdę uroczo.

Nabrzeże

Z Placu Teatralnego najlepiej przejść na wybrzeże rzeki Dane. Już od XVI wieku było zabudowane magazynami. Dziś miejsce tętni życiem – pełno tu barów i restauracji.

Z nabrzeża najlepiej udać się do portu. Warto przejść przez Most Łańcuchowy – jedyny tego typu most na Litwie. Przeprawa przerzucona przez kanał zamkowy jest zabytkiem techniki. Most zbudowano w 1855 roku. Po obróceniu go przepływają pod nim statki.

Port

Posiada dwa równoległe mola. Południowe ma 1227 metrów, północne 1158. Ze starego portu wypływają promy do Smiltyne jak i statki wycieczkowe. Warto przyjść tu na spacer, podziwiać jachty (niektóre naprawdę imponujące) a także industrialną zabudowę. Nie brakuje tu hoteli ani restauracji. Jak w całym mieście tak i tu jest mnóstwo różnych rzeźb. Bardzo miłe miejsce na spędzenie kilku godzin.

Mamelburg – zamek

Na terenie portu znajduje się zamek, a właściwie jego pozostałości. Drewniana budowla została wzniesiona w 1252 roku przez krzyżaków inflanckich i była początkiem zabudowy południowego brzegu rzeki. Obecnie prowadzone są prace rekonstrukcyjne zamku.

Mur pruski

Konstrukcja muru pruskiego jest jednym z symboli miasta. Mur pruski to typ budowy gdy szkielet poziomych, pionowych i ułożonych pod kątem drewnianych belek jest wypełniony gliną i cegłami. Przy ulicy Aukstoji 3 można zobaczyć 16-metrowy magazyn – najwyższy i najstarszy budynek z muru pruskiego. Przechowywano tu przeznaczone na eksport siemię lniane.

Muzeum Historyczne Litwy

Spacerując uliczkami starego miasta warto zwrócić uwagę na muzeum, które mieści się w kamienicy kupieckiej z 1774 roku.

Kościół Ewangelicko-Luterański św. Jana

Zbudowany w 1706 roku, uważany był za najpiękniejszy kościół w Prusach Wschodnich. Ucierpiał w pożarze w 1854 roku ale został odbudowany. Następnie został zburzony po II wojnie światowej. W 2012 roku wmurowano kamień węgielny pod kolejną odbudowę kościoła.

Wzgórze Jana

Zaraz za kościołem rozciąga się wzgórze Jana – zachowany fragment fortyfikacji obronnej Kłajpedy. Niegdyś wały i bastiony otoczone fosami, dziś – miejsce rekreacji, spacerów i spotkań mieszkańców.

Statek Meridianas

Kolejny symbol miasta. Dawny żaglowiec szkoleniowy Szkoły Morskiej zbudowany w 1948 roku w Finlandii. Odnowiony w 2014 roku, dziś można go zwiedzać.

Przed statkiem znajdują się fragmenty autentycznych drewnianych części maszyny, które dziś zostały zamienione na metalowe (ze względów bezpieczeństwa i ze względu na łatwiejsze utrzymanie).

Rzeźba Kominiarza

Na budynku naprzeciwko statku znajduje się rzeźba Kominiarza. W ścianie budynku znajduje się guzik, który trzeba potrzeć, by przyniósł nam szczęście.

Garnuszek pełen pieniędzy

W budynku tuż obok działa kawiarnia. Wcześniej mieścił się tam pierwszy bank Kłajpedy. Dawną działalność budynku upamiętnia rzeźba garnuszka, z którego wysypują się monety.

Po drugiej stronie tego samego budynku znajduje się z kolei rzeźba króliczka.

Most Giełdowy

Łączy stare i nowe miasto. Niegdyś potężne źródło dochodu miasta – każdy przepływający statek musiał zapłacić za podniesienie mostu, a że był to jedyny most tranzytowy to miasto na finanse nie narzekało. Konstrukcja została zburzona podczas II wojny światowej, odbudowano ją w 2007 roku.

Łuk – Arka

Pomnik symbolizujący przyłączenie Kłajpedy do Litwy w 1923 roku. Znajduje się na nim cytat: Jesteśmy jednym narodem, jednym krajem, jedną Litwą.

Plac Atgimimo – Plac Odrodzenia

Powstał w czasach radzieckich. Początkowo stał tu pomnik Stalina, następnie Lenina. Przy placu dziś można zobaczyć modernistyczne budynki filharmonii i teatru muzycznego.

Ratusz miejski

Znajduje się przy Placu Odrodzenia. Budynek wybudowany pod koniec XVIII wieku, należał do znanego kupca duńskiego Lorcka. Funkcję ratusza pełni od 1846 roku gdy wykupił go magistrat miejski. Podczas wojny z Napoleonem (1807-1808) mieszkał tu król pruski Fryderyk Wilhelm III z żoną Luizą. Dziś pracuje tu prezydent Kłajpedy.

Rzeźba Smoka

Znajduje się na ścianie naprzeciwko wejścia do galerii Peda. Rzeźba jest uwiecznieniem legendy o pochodzeniu nazwy Kłajpeda. Legenda mówi o starożytnym plemieniu, które czciło słońce i ogień. Żyli oni wzdłuż rzeki Akmeny. Kiedy potrzebowali nowego miejsca do osiedlenia się wysłali swoich najodważniejszych ludzi – braci Jelenia i Wilka – żeby znaleźli dla społeczności nowe miejsce. Bracia ruszyli w podróż aż natrafili na piękne błękitne morze. Nie wiedzieli jednak jak się do niego dostać. Pierwszy z nich zatrzymał się nad brzegiem morza, drugi poszedł dalej, gdyż nie spodobał mu się wilgotny, grząski teren. Po pewnym czasie jeden z braci zaniepokojony długą nieobecnością drugiego zaczął go szukać ale znalazł tylko ślady pozostawione w błotnistym gruncie. Jeleń powrócił sam do plemienia i powiedział, ze znalazł nowe miejsce gdzie mogą się osiedlić. Jako upamiętnienie zaginionego Wilka nazwano je Utracony Ślad, czyli z litewska Klaipeda.

Pasaż Friedricha

Spacerując uliczkami starego miasta koniecznie musicie zajrzeć do pasażu Friedricha przy ulicy Tiltu. W XVII wieku było to miasto Freidricha. Miejsce upamiętnia króla Friedricha, którego widzimy przed wejściem – jest to rzeźba mężczyzny z wieńcem z liści dębu i splecione inicjały FR – Friedrich Rex (król Fredrich). Pasaż został odnowiony w 2006 roku i dziś mieści się tu kilka restauracji i kawiarni. Nawet jeśli tak jak ja dotrzecie tam tuż po obiedzie to chociaż się przespacerujcie i podziwiajcie to przeurocze miejsce.

Kłajpeda – Stare Miasto

Generalnie jak w każdym mieście w Europie czy na świecie najwięcej przyjemności daje niespieszne wędrowanie uliczkami starego miasta. Kłajpeda jest bardzo urocza mimo iż brukowane uliczki nie są zamknięte dla ruchu kołowego. Spacerujcie, podziwiajcie witryny, zaglądajcie w podwórka. Stare miasto jest przeurocze.

A jak się trochę zmęczycie to wejdźcie na gorącą czekoladę do sklepu z czekoladą naprzeciwko informacji turystycznej. To będzie grzech i rozpusta ale zapewniam, że warto 😉

Litewskie wybrzeże Bałtyku – Sventoji (Święta) – zwiedzanie

Sventoji, czyli po polsku Święta to miejscowość położona 12 kilometrów od Połągi. Miejscowość, którą koniecznie musicie odwiedzić podczas wakacji na litewskim wybrzeżu!

Głównym atutem letniska jest jego położenie – tuż przy ujściu rzeki Świętej do Bałtyku.

Święta to dawna osada rybacka, która z czasem zamieniła się w ważne miasto portowe. Czas prężnej działalności portowej przypadł na czasy XVI i XVII wieku kiedy to Święta konkurowała z portami w Kłajpedzie, Lipawie, Windawie i Rydze. Port został zniszczony w 1701 roku kiedy to szwedzka marynarka zasypała go piaskiem i kamieniami.

Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości Święta należała do Łotwy, Litwie została zwrócona w 1921 roku.

Niewątpliwym symbolem uzdrowiska jest rzeźba Córki Rybaka 4-metrowa rzeźba stanęła w okolicy portu w 1982 roku. Dzieło Zuzany Pranaityte przedstawia trzy długowłose dziewczęta wpatrujące się w morze i czekające na ojca wracającego z połowów.

Sventoji to nie jest miejsce obfitujące w zabytki ale w piękną, dziewiczą przyrodę. Ujście rzeki do morza tworzy naprawdę bajkowe i pocztówkowe krajobrazy. Na początku pomyślałam sobie, że szkoda, że tak wieje i jest zimno, bo pewnie w ciepły dzień byłoby tam dużo przyjemniej. Ale później uświadomiłam sobie, że w ciepły bezwietrzny dzień pewnie byłoby tam też mnóstwo turystów. A tak może nie miałam tego miejsca tylko dla siebie, bo jakieś pojedyncze osoby się przewijały ale generalnie była cisza, spokój i bezkres morza oraz złotego piasku. Naprawdę mimo iż wiatr niemalże urywał głowę to nie chciało się stamtąd odchodzić.

Z dworca autobusowego w Sventoji na plażę czeka Was spacer przez aleję zamkniętą dla ruchu samochodowego z ławeczkami i kwiatami.

Potem wzdłuż rzeki, przez wydmę można dojść do plaży. Są drewniane chodniczki więc pełna kultura, nie trzeba było w ten ziąb zdejmować butów. Uwaga, idąc przez wydmy na plaże spotkałam… małego liska. Wyglądał słodko ale to dzikie zwierzę więc uważajcie.

Po zobaczeniu pięknej plaży i morza polecam spacer po obu stronach rzeki. Są wybudowane ścieżki i mosty – można zrobić sobie naprawdę przyjemną wędrówkę. Im dalej od morza tym jest bardziej zielono. Sama nie wiem gdzie piękniej.

Nie ma możliwości, żeby być na litewskim wybrzeżu Bałtyku i nie pojechać do Świętej. To jest absolutnie najpiękniejsze i najwspanialsze miejsce jakie odwiedziłam podczas tego wyjazdu. Zresztą chyba wystarczy popatrzeć na zdjęcia. Za takie niespodzianki i zaskoczenia kocham podróże!

Połąga – co zobaczyć?

Połąga – największy litewski kurort kupiony przez hrabiego Feliksa Tyszkiewicza w 1829 roku za 177 tysięcy srebrnych rubli. Dziś największy i najbardziej znany litewski kurort nad morzem Bałtyckim. W Połądze bywali m. in. Adam Mickiewicz, Stanisław Witkiewicz, Władysław Reymont (w Połądze napisał III tom Chłopów) czy Leon Wyczółkowski. Wszystkie informacje praktyczne o zorganizowaniu wakacji w Połądze są TU. A co warto zwiedzić w Połądze?

Ulica Basanaviciausa

Każdy turysta tu trafi. I to raczej prędzej niż później 😉 Długi deptak, w XIX wieku zwany aleją Tyszkiewiczów, jest sercem kurortu. Jonas Banasanacius odwiedził miasto w okresie międzywojennym. Mieszkańcy miasta chcąc uhonorować patriarchę narodu nadali głównemu bulwarowi miasta jego imię.

Wokół ulicy znajduje się mnóstwo autentycznych willi, w których mieszczą się obecnie restauracje, kawiarnie i sklepiki z pamiątkami. A to wszystko w otoczeniu zieleni i bujnej roślinności. Deptak prowadzi aż do molo.

Molo

Uchodzi za jeden z symboli miasta. Drewnianą konstrukcję zbudowali Tyszkiewiczowie. Pierwotne molo nie służyło jednak pieszym ale byłą przystanią dla statków, które transportowały do Kłajpedy produkowane przez nich cegły.

Molo, po którym obecnie można spacerować zostało wybudowane w 1998 roku. Ma 470 metrów, wstęp jest bezpłatny.

W okresie letnim z molo odpływa statek wycieczkowy. Rejsy odbywają się co 30 minut i trwają… 30 minut 😉 Niestety na początku września po żadnym statku nie było już śladu 😉

Rzeźba Jurate i Kastytis

Rzeźba znajduje się na skwerze tuż przy zejściu z molo. Również uchodzi za symbol kurortu i jest związana z miłosną historią. Wg legendy odważny rybak Kastytis zarzucił sieci do Bałtyku. Bogini Jurate wysłała swoje syreny, żeby ostrzegły Kastytisa przed zakłócaniem spokoju morza. Kastytis okazał się jednak niepowstrzymany. Jurate zafascynowała jego niefrasobliwość i postanowiła sama sprawdzić kto sprzeciwia się jej woli. Wynurzyła się z otchłani Bałtyku, zobaczyła Kastytisa i dopadła ich strzała Amora. Para zamieszkała w bursztynowym pałacu co nie spodobało się bogowi Perkunasowi. Postanowił więc jednym piorunem zniszczyć pałac. Kastytis został zabity a Jurate przywiązana do ściany w ruinach pałacu. Od tamtej pory morze wyrzuca bursztyny, które są łzami Jurate.

Plaża

Jak kurort to musi być plaża, nie ma innej możliwości. Plaże w Połądze są długie, szerokie, piaszczyste, bieluśkie i po prostu… piękne. Przy plażach są bary i restauracje, są boiska do siatkówki, są przebieralnie. Pełna infrastruktura. Nawet gdy pogoda jest wybitnie nieplażowa to na litewskich plażach spędza się czas wyśmienicie.

Na plażę warto oczywiście wrócić wieczorem, żeby zobaczyć zjawiskowy zachód słońca.

Pomnik Mewy

Na drugim końcu deptaka od 1980 roku znajduje się mała rzeźba mewy.

Park Rzeźb

Generalnie zwiedzając litewskie wybrzeże dojdziecie bardzo szybko do wniosku, że wszystkie miasteczka rzeźbami stoją. Mniejszych i większych posągów jest tu całe mnóstwo. Część porozrzucana pojedynczo po różnych punktach miasta, część zgrupowana w parkach takich jak ten. Niewielki park jest miejscem gdzie można znaleźć aż 28 różnych dzieł sztuki rzeźbiarskiej, w tym gigantyczne szachy. Rzeźby przekazało miastu Litewskie Muzeum Sztuk Pięknych.

W parku mieści się także strefa kulturalna I love Palanga. Latem odbywają się tu koncerty, pokazy filmowe, wydarzenia edukacyjne i artystyczne. Niestety na początku września nic już się tam nie działo.

Muzeum Uzdrowiska Palanga

Muzeum mieści się w oryginalnej XIX-wiecznej willi Anapilis (Inny Świat). Willa została wybudowana w stylu typowym dla litewskiego wybrzeża. Należała do Zofii Tyszkiewiczowej – matki hrabiego Feliksa. Stąd też przez długi czas willę nazywano po prostu Sofia. W mieście krążyły plotki, że Zofia wywoływała duchy, na strychu miała specjalny sekretny pokój z lustrem, przez co duchy nie mogły wrócić do swojego duchowego świata. Miejscowi twierdzą, że z willi dochodzą odgłosy hulającego wiatru i wolą się w jej okolice nie zapuszczać. Zofia Tyszkiewiczowa była słabego zdrowia, a odgłosy hulającego wiatru podobno pomagały jej się uspokoić.

Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny + wieża widokowa

Kościół projektu szwedzkiego architekta wybudowano w latach 1897 – 1907. Budowę w całości sfinansował hrabia Feliks Tyszkiewicz. Kościół jest jednym z najwyższych budynków w mieście i żadnego przechodnia nie pozostawi obojętnym.

W środku warto zwrócić uwagę na ambonę i trzy ołtarze zdobione płaskorzeźbami z francuskiego marmuru.

Wieża kościelna, właściwie dzwonnica, została udostępniona turystom. Wstęp jest bezpłatny, kościół znajduje się w samym centrum miasta i z tego względu powiem Wam, że warto tam wejść ale nie spodziewajcie się spektakularnych widoków. Po pierwsze popatrzeć można tylko przez szybę, a po drugie nie jest to na tyle imponująca wysokość (21 metrów), żeby rozpościerała się stamtąd jakaś nadzwyczajna panorama. Gdyby kiedyś wprowadzono opłaty za wejście na tę wieżę to wiedzcie, że moim zdaniem nie jest to warte ani 1 EUR. Ciekawsze już jest to, że można się z bliska przyjrzeć dzwonom oraz witrażom.

Aleja Sygnatariuszy

Znajduje się między kościołem a pocztą główną. Poczta stoi w miejscu dawnego gimnazjum, do którego uczęszczali przyszli sygnatariusze Aktu Niepodległości Litwy: Anatanas Smetom, Kazimieras Steponas Saulys, Jurgis Saulys i Arunas Sakalauskas.

Autorami alei oraz steli są profesorzy Wileńskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Pomnik generała Zemaitisa

Znajduje się w parku naprzeciwko kościoła. Pomnik odsłonięto w 2004 roku. Żołnierz antyradzieckiego ruchu oporu i przewodniczący Rady Ruchu Walki o Wolność Litwy urodził się w Połądze. W 2009 roku został pośmiertnie honorowym obywatelem miasta. Granitowy pomnik przedstawia litewski namiot partyzancki z posadzonym świerkiem.

Aleja Tyszkiewiczów i Kurhauz

Przestrzeń uosabia atmosferę przełomu XIX i XX wieku. Znajdują się tu dwie rzeźby Tyszkiewiczów- hrabiego Feliksa i hrabiny Antoniny Zofii Łąckiej-Tyszkiewiczowej – założycieli kurortu. Obie rzeźby są połączone pasem metalu wyłożonego płytkami układającym się w napis wygrawerowany po litewsku i po łacinie Deligas quem diligasWybierz kogo kochasz. To dewiza rodowa Tyszkiewiczów.

Ozdobą alei jest też rzeźbiona i grawerowana drewniana brama prowadząca na ulicę Kestucio. Jest to rekonstrukcja bramy pochodzącej z 1901 roku.

Aleja Tyszkiewiczów to też miejsce gdzie znajduje się budynek Kurhauz – wybudowany w 1877 roku był restauracją i pierwszym hotelem w kurorcie. Ponadto znajdowała się tam czytelnia, sala bilardowa i sala, w której odbywały się liczne wydarzenia kulturalne. Z biegiem czasu Kurhauz odgrywał coraz większą rolę w kulturalnym życiu miasta i stał się sercem rozwijającego się kurortu. Symbol Połągi spłonął w 2002 roku, odbudowano go 10 lat później. Dzięki licznym zachowanym materiałom udało się zrekonstruować gzymsy, dębowy parkiet i tapety.

Dziś często odbywają się tu koncerty ze względu na wyjątkową akustykę wewnątrz budynku.

Dom Sliupasa

Jest to rezydencja, w której mieszkał lekarz i działacz społeczny – Jonas Sliupas. W 1930 roku przeprowadził się na stałe do Połągi i w 1933 roku został pierwszym burmistrzem miasta.

Park Biruty

Największa atrakcja i duma miasta nazywana perłą Połągi. Park otwarty pod koniec XIX wieku uznawany jest za jeden z najpiękniejszych w całej Europie. O tym czy jest najpiękniejszy można by dyskutować, na pewno jednak jest jednym z najlepiej utrzymanych. Trawa przystrzyżona, ławeczki czyste, żadnego śmiecia.

Park cały czas się rozwija i z roku na rok jest coraz atrakcyjniejszy dla gości. Zaprojektował go francuski architekt krajobrazu, naczelny ogrodnik Paryża – Edouard Francois Andre – na terenie świętego gaju Biruty.

Zwiedzając park nie można pominąć owianego legendą Wzgórza Biruty – położonego 21 metrów nad poziomem morza. W czasach średniowiecza wzgórze było pogańskim miejscem kultu. Według legendy mieszkała tu kapłanka Biruta, która paliła święty ogień, a po śmierci została pochowana na wzgórzu. Dziś na wzgórzu znajduje się neogotycka kaplica. Niestety jest zamknięta i nie można do niej wejść ale można zajrzeć przez okno 😉

W okresie letnim w czwartki, piątki i soboty o 18.30 przy rotundzie odbywają się koncerty profesjonalnej orkiestry z Połągi zwane Nocnymi Serenadami.

Najbardziej okazałym budynkiem w parku jest neorenesansowy pałac z 1897 roku mieszczący Muzeum Bursztynu. Założone w 1963 jest jednym z najczęściej odwiedzanych muzeów na Litwie. Na parterze można zobaczyć wnętrza z czasów Tyszkiewiczów, na piętrze znajduje się wystawa poświęcona historii i produkcji bursztynu. Znajdują się tam także rzadkie okazy bursztynów jak np. Słoneczny Kamień – jeden z największych bursztynów na świecie. Pałac mocno ucierpiał w czasie wojny, odrestaurowano go w 1957 roku.

Do Pałacu wchodzi się schodami zdobionymi rzeźbami lwa i wazonami. W południowej części fasady pałacu znajduje się portyk kolumnowy i taras z balustradą. Stąd koniecznie trzeba zejść do rozarium i podziwiać dziesiątki odmian róż.

W parku znajduje się 9 rzeźb. Najsłynniejsza z nich to Egle królowa węży – dzieło R. Antinisa. Przy głównym wejściu do parku stoi pomnik architekta parku – E. Andre, w północnej części znajduje się rzeźba Strzelec.

Naprzeciwko pałacu Tyszkiewiczów trudno nie zauważyć figury Chrystusa Błogosławionego. Przywieziono ją do Połągi z Paryża. W 1948 roku uległa zniszczeniu, odtworzono ją w roku 1993.

W rozarium znajduje się rzeźba Rebeka przedstawiająca kobietę noszącą wodę.

W parkowo-rabatowej części znajduje się fontanna i cztery półtorametrowe rzeźby kobiet symbolizujące pory roku.

W południowozachodniej części parku znajduje się też kamień upamiętniający masakrę Żydów.

Wstęp do parku jest bezpłatny. Do parku można wejść z wielu stron, nawet prosto z plaży. I to przejście między parkiem, wydmami a plażą jest tu chyba najpiękniejsze.

Uzdrowisko

Kierując się z parku do promenady będziecie szli przez część uzdrowiskową kurortu. W otoczeniu zieleni znajdują się tu hotele (wiele naprawdę luksusowych) i wille.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na willę Ramove gdzie w latach 1939-1940 przebywali internowani polscy oficerowie.

Fontanna Muzyczna

Jest to największa tańcząca fontanna na Litwie. Każdy kto widział fontanny w Barcelonie, Erywaniu, Dubaju czy chociażby Wrocławiu pewnie zastanawia się jak to możliwe. Ale nie zapominajmy, że Litwa to bardzo mały kraj.

Fontanna Muzyczna to znany z innych miejsc spektakl wody, światła i muzyki. Podczas mojego pobytu (po sezonie przypominam) działała tylko raz – w piątkowy wieczór. Była woda, było światło ale zabrakło muzyki. Więc nie dość, że to największa tańcząca fontanna na Litwie to jeszcze umie tańczyć bez muzyki 😀

Pajuris – Litewskie wybrzeże Bałtyku – informacje praktyczne

Połąga – wiele osób jak usłyszało gdzie się wybieram to zadawało nieśmiertelne pytanie: A gdzie to jest? myśląc, że wybieram się w jakieś egzotyczne i dalekie miejsce. Natomiast dla wszystkich, którzy tak jak ja z uporem maniaka śledzą promocje lotnicze narodowego przewoźnika LOT nazwa Połąga brzmi znajomo. Bilety do tego litewskiego kurortu bardzo często są w promocji (zwłaszcza poza sezonem). Ja nie ukrywam, że właśnie w ten sposób dowiedziałam się o istnieniu Połągi. Zobaczyłam nazwę w jednej z promocji, wygooglałam i zapisałam na listę miejsc do odwiedzenia. Litewskie wybrzeże ciągnie się przez 90 km więc wiedziałam, że nudzić się tu nie będę.

Połąga – jak się dostać z Polski?

Jak już napisałam we wstępie – najszybciej samolotem. Lot z Warszawy trwa godzinę, jest kilka rejsów tygodniowo. Bilety w promocji kosztują mniej niż 200 zł za bilet w 2 strony.

Można też dojechać samochodem, Połąga oddalona jest o 200 kilometrów od północno-wschodniej granicy Polski.

Połąga – pogoda, kiedy jechać?

Sezon nad litewskim Bałtykiem wygląda dokładnie tak samo jak nad polskim. Czyli w lipcu równie dobrze możecie trafić na 16 stopni, jak i na 30. Niemniej cała infrastruktura działa trochę inaczej niż w Polsce. Podczas mojego pobytu (na początku września) sporo knajp było już pozamykanych. Nie było oczywiście problemu ze znalezieniem miejsca na obiad ale mam wrażenie, że polskie wybrzeże żyje trochę dłużej niż litewskie. Jeśli chcecie skorzystać ze wszystkich atrakcji kurortu to najlepiej jedźcie tam w okresie od połowy czerwca do końca sierpnia. Na początku września było ok. 20 stopni, słońce na przemian z chmurami, na szczęście w ogóle nie padało ale za to niemiłosiernie wiało.

Połąga – dojazd z lotniska

Lotnisko oddalone jest o zaledwie 6 km od centrum miasta. Dojazd zapewnia busik nr 100, który zatrzymuje się przed terminalem. Bus kursuje do Kłajpedy zatrzymując się po drodze na dworcu autobusowym w Połądze. Bilet do Połągi kosztuje 1,4 EUR, do Kłajpedy 2,5 EUR. do kupienia u kierowcy, za gotówkę. Kursy busa są zsynchronizowane z przylotami. Bus odjeżdża ok. 40 minut po każdym planowym przylocie samolotu. Jeśli samolot jest opóźniony to bus czeka na pasażerów więc nie ma obawy, że przy opóźnionym samolocie zostaniecie bez transportu do miasta. Rozkład jazdy busa jest wyświetlony na tablicy w hali przylotów, przystanek też jest dobrze oznaczony. Zresztą to lotnisko jest tak małe, że ciężko się tam zgubić.

Poza busem 100 z i na lotnisko można dojechać autobusami nr 3 i 4. One nie wjeżdżają pod terminal ale przystanki są zlokalizowane naprzeciwko wejścia do budynku więc trzeba przejść raptem 50 metrów. Bus nr 3 w drodze na dworzec autobusowy w Połądze zatrzymuje się przy przystanku Centras w samym centrum Połągi więc jeśli macie hotel gdzieś w centru m to nie musicie jechać aż na dworzec autobusowy. Bilet na autobus 3 i 4 kosztuje 0,72 EUR, do kupienia u kierowcy.

Jest też oczywiście postój taksówek, za przejazd do miasta chcą 10-12 EUR, w nocy 15 EUR. W Połądze nie funkcjonuje Uber.

Samo lotnisko jest małe ale klimatyzowane, jest sklep wolnocłowy i kawiarnia. Uwaga, lotnisko nie obsługuje mobilnych kart pokładowych o czym nie wiedziałam. Przed wylotem jak zawsze próbowałam się odprawić online ale wyskakiwał mi komunikat, że dany odcinek podróży nie jest obsługiwany i żeby kontaktować się z agentem na lotnisku. Nieco (no dobra, nawet bardzo) mnie to zestresowało, sprawdzałam na stronie przewoźnika czy może lot nie został zmieniony albo odwołany. Ale przyczyna okazała się prozaiczna. Także podróżując z Połągi musicie odprawić się przy stanowisku check-in. Na szczęście kolejek ani do odprawy, ani do kontroli bezpieczeństwa nie ma.

Połąga – gdzie spać?

Wybór noclegów w Połądze jest ogromny, od rodzinnych guesthousów i pensjonatów po 5-gwiazdkowe luksusowe hotele SPA. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja za pokój w pensjonacie (duży, przestronny, z aneksem kuchennym, łazienką i balkonem) położonym tuż przy deptaku zapłaciłam 70 EUR za 3 noce. Poza sezonem co prawda ale to niska cena. W Polsce nad Bałtykiem nawet we wrześniu jest drożej.

Zwiedzanie litewskiego wybrzeża – baza wypadowa

Jeśli chcecie zwiedzić wybrzeże i zastanawiacie się gdzie spać to najrozsądniejsze są dwie opcje – Połąga i Kłajpeda. Te miasta mają najlepiej rozwiniętą komunikację, tu jest największa baza hotelowa i gastronomiczna.

Ja zdecydowałam się na Połągę z bardzo prostego powodu – jest bliżej lotniska i krótszy jest dojazd. Z perspektywy czasu myślę, że to była dobra decyzja – zobaczyłam wszystko co chciałam, z komunikacją nie było problemów. Kłajpeda jako większe i popularniejsze miasto jest też droższa (mam na myśli noclegi).

Litewskie wybrzeże – komunikacja i transport

Główne miasta i miasteczka regionu są dobrze skomunikowane. Ja podczas swojego 4-dniowego wyjazdu zwiedzałam Połągę, Kłajpedę, Sventoji i Smiltyne. Wszystko komunikacją publiczną, za niewielkie pieniądze.

Z Połągi do Sventoji kursują autobusy nr 3 i 4. Po drodze zatrzymują się przy lotnisku. Do 3-ki możecie wsiąść na przystanku Centras, do 4-ki najlepiej na dworcu. Przejazd trwa ok. 20 minut, w Sventoji najlepiej wysiąść na ostatnim lub przedostatnim przystanku skąd czeka Was ok. 10-minutowy spacer nad morze. Bilet 0,72 EUR.

Z Połągi do Kłajpedy kursują busy i marszrutki. Bus chyba nie ma żadnego numeru, ma po prostu napisane Palanga-Klaipeda-Palanga. Bilet kosztuje 1,3 EUR, zakup u kierowcy. Jeździ co 30 minut. Na dworcu jest profesjonalna organizacja ruchu – są stanowiska dedykowane busom do Kłajpedy i łatwo można je znaleźć. Przejazd trwa ok. 30 minut. Marszrutka kosztuje 1,4 EUR. Jedzie nieco szybciej, bo nie zatrzymuje się na tylu przystankach co autobus ale to marszrutka – mała i niezbyt wygodna. Ale na taką trasę w zupełności wystarczy. Marszrutki również kursują co pół godziny w 15-minutowym odstępie od autobusów więc generalnie co 15 minut coś między Połągą a Kłajpedą jeździ.

Smiltyne to miejscowość położona na cyplu i dostaniemy się tam promem z Kłajpedy, a dokładnie ze starego terminalu promowego. Przeprawa trwa całe 5 minut, promy odpływają co pół godziny. Bilet kupuje się w automacie (płatność kartą i gotówką), kosztuje 1 EUR (za podróż w 2 strony tego samego dnia).

Po litewskim wybrzeżu można też poruszać się rowerem. Turystyka rowerowa jest tu bardzo rozwinięta ale nie jest to tania przyjemność. Wypożyczenie roweru na godzinę kosztuje 3 EUR, na cały dzień 15 EUR. Pewnie gdyby pogoda była lepsza to bym się zdecydowała ale że podczas mojego pobytu niemiłosiernie wiało to korzystałam z tańszej opcji transportu – autobusów i własnych nóg.

Co i gdzie zjeść?

Ulubiony punkt programu musi być 😀 Kuchnia litewska nie należy do lekkich. Dużo tu mięsa, dań mącznych i śmietany (genialnej zresztą!). Nie będę udawała, że cierpiałam z tego powodu, bo ja uwielbiam wszystkie kluski i placki ziemniaczane. A że podczas mojego pobytu było zimno, a ja dużo chodziłam to uważam, że spalanie miałam takie, że mogłam się zajadać tymi wszystkimi smakołykami bez wyrzutów sumienia 😉 Na Litwie zjecie też oczywiście lżej. Generalnie każda restauracja, którą odwiedziłam miała dość bogate menu z niewielkim tylko wycinkiem pt. kuchnia litewska. Wszędzie serwują sałatki, typowe dania obiadowe, pizze i makarony. Ale jak wiecie ja wychodzę z założenia, że jeść trzeba lokalnie więc litewskich dań sobie nie żałowałam.

Mój pierwszy obiad na Litwie to restauracja… rosyjska. Połąga leży blisko obwodu Kaliningradzkiego i Rosjan jest tu całkiem sporo. Restauracja nazywa się Cagino i znajduje się przy ulicy J. Basanavičiausa – głównym deptaku miasta. Ja zdecydowałam się na moje ukochane pielmieni. Ilość masła i śmietany spowodowała, że jedząc je aż czułam jak zatykają mi się tętnice od cholesterolu 😀 Ale było przeprzepyszne. Bardzo Wam tę restaurację polecam. Obiad z herbatą kosztował 8 EUR.

Kolejne odwiedzone przeze mnie miejsce to restauracja de Cuba. Tak, tak, dobrze myślicie – to restauracja z akcentami kubańskimi. Nie ukrywam, że na obiad tutaj skusił mnie ich przecudowny ogródek. Jedzenie jest bardzo międzynarodowe ale jest też krótka część z ofertą kuchni litewskiej. Ja zdecydowałam się na danie najbardziej litewskie z litewskich, czyli cepeliny. Niby dostaje się dwa ale ja po zjedzeniu jednego myślałam, że pęknę. Były przepyszne no ale to nie jest lekkie danie. Niemniej nie wyobrażam sobie jechać na Litwę i nie zjeść cepelinów. Restauracja jest dosyć droga, akurat dania litewskie są najtańsze z całej oferty. Za cepeliny i piwo (bezalkoholowe) zapłaciłam 7 EUR.

Zuvine – restauracja, na którą zwróciłam uwagę już podczas swojego pierwszego spaceru po Połądze. Przepiękny przeszklony budynek pełen książek położony tuż przy lesie. Sceneria bajkowa. Do tego przeuroczy ogródek ale na początku września było już dla mnie za chłodno na siedzenie na zewnątrz. Restauracja jest dosyć elegancka ale panuje tam swobodna atmosfera. W menu dominują ryby. Wszak jesteśmy nad morzem. Ja kocham śledzie więc po przejrzeniu menu nie miałam wątpliwości na co się zdecydować. Był marynowany śledź, z genialną śmietanką i przepysznym ciężkim, czarnym chlebem. Sama ryba dobrze wymoczona, nie za słona. Jeden z lepszych śledzi jakie jadłam w swoim życiu. Spróbujcie koniecznie! Jest dosyć drogo, przystawki kosztują 8-10 EUR, dania główne ok. 20 EUR, kawa i herbata 2-3 EUR.

Molinas Asotis – kolejna restauracja serwująca dania kuchni litewskiej. Tym razem wybór pada na placki ziemniaczane. Jest to właściwie jeden placek ale potężny. Do tego mięsny sos na bazie śmietany. No lekko po raz kolejny nie jest ale to było bardzo bardzo dobre. Obsługa taka sobie ale wszystko rekompensuje cudowny ogródek. Za placek i herbatę zapłaciłam 7 EUR.

Podczas swojej wizyty w Kłajpedzie wybrałam restaurację Memelio Katpedele. Jest pięknie położona na nabrzeżu i genialnie urządzona. W menu jest bardzo dużo pozycji dań litewskich i aż żałowałam, że nie mogę spróbować wszystkiego. Wybór padł na małe placuszki ziemniaczane. Porcja może nie wygląda na dużą ale ja się bardzo najadłam. Jako dodatek były ta nieziemsko pyszna, kremowa litewska śmietana. Pięknie miejsce z pysznym jedzeniem, warte rozważenia podczas wizyty w Kłajpedzie. Za placki i piwo zapłaciłam 7 EUR.

Gdzie zjeść śniadanie w Połądze?

Cafe Banduke – kolejene odwiedzone przeze mnie miejsce przy głównym deptaku. Kawiarnia serwuje śniadania już od 8 rano co w kurorcie takie oczywiste nie jest. Zdecydowałam się na grillowaną kanapkę z mozzarellą, pesto, prosciutto, pomidorkami i rukolą. Była ogromna i przepyszna. To było śniadanie, po którym można było spędzać dzień bardzo aktywnie. Do tego kawa słusznych rozmiarów. Całość za niecałe 7 EUR.

Fotocentras – przeurocza kawiarnia w fotograficznym stylu z pomnikiem aparatu fotograficznego przy wejściu. Oferta śniadaniowa nie jest duża ale jest i coś wytrawnego, i coś słodkiego. Nikt głodny nie wyjdzie. Ja zdecydowałam się na croissanta i kawę, za całość zapłaciłam niecałe 5 EUR. Czy na śniadanie, czy tylko na kawę ale musicie tu przyjść podczas wakacji w Połądze. Przeurocze miejsce!

A Petit – jedna z najpopularniejszych restauracji w mieście, znajduje się niemalże naprzeciwko Fotocentras. Taka mała restauracja w stylu francuskiego bistro. Jest kilka pozycji śniadaniowych. Ja wybrałam naleśniki z mascarpone i owocami. Do dziś mam ślinotok jak o nich myślę. Nie dość, że serek z owocami był genialny to naleśniki były usmażone na solidnej porcji masła (jestem uzależniona od masła!) i okraszone bułką tartą. No doskonałe. Moje najlepsze śniadanie na Litwie. Naleśniki z kawą kosztowały 6 EUR.

Litwa – co kupić, co przywieźć?

Spacerując po litewskich miasteczkach zobaczycie mnóstwo straganów z wyrobami z bursztynu. Są magnesiki z bursztynem i przede wszystkim ogromna ilość biżuterii. Ceny bardzo zróżnicowane – od 2-3 EUR do kilkudziesięciu. Ciężko się na coś nie skusić 😉 Ja uwielbiam bursztyny więc przyjechały ze mną nowe kolczyki 😉

Ponadto z Litwy warto przywieźć lokalny ser Dziuga – do kupienia w wielu miejscach.

Litewskie wybrzeże Bałtyku – czy warto?

Warto i to bardzo warto. Ja wróciłam zachwycona i zauroczona. Czym dokładnie to pokażę Wam w kolejnych wpisach, część osób widziała już przepiękne krajobrazy na instagramie. Jest pięknie, trochę dziko, nie ma tłumów i jest zdecydowanie taniej niż nad polskim Bałtykiem. Ja z pewnością będę tu wracała.

Loreta Bar – nowe piękne miejsce w sercu Warszawy

Pamiętacie MUS Bar & View w Poznaniu? Jeśli zastanawiacie się gdzie się wybrać na drinka w Warszawie to okazuje się, że stolica też ma swój fajny bar z widokiem. Wiadomo, że nie tak fajny jak nasz poznański 😉 ale też bardzo przyjemny.

Loreta Bar, bo o nim mowa, mieści się na 7. piętrze hotelu PURO, przy ul. Widok 9. Otwarty jest od godziny 12 w południe do 1 w nocy, codziennie.

Po wyjściu z windy wchodzimy do bardzo przyjemnego, stylowo urządzonego wnętrza ale celem wizyty była oczywiście część zewnętrzna, z której rozciąga się piękny widok na centrum miasta z Pałacem Kultury i Nauki na czele. Polecam przyjść przed zachodem słońca, żeby zobaczyć centrum Warszawy w dziennym świetle, podczas zachodu słońca i po zmroku gdy wszystko rozbłyskuje tysiącem światełek.

Miejsce mimo iż nowe to jest już bardzo popularne (niech żyje instagram :P) a sama część zewnętrzna jest stosunkowo mała więc nawet w poniedziałkowy wieczór ciężko jest o miejsce. Ja miałam szczęście, bo jak weszłam to akurat ktoś zwalniał stolik ale generalnie lepiej zrobić rezerwację, zwłaszcza na weekend.

Ale nie samymi widokami człowiek żyje. Po zajęciu miejsca w strategicznym punkcie czas otworzyć menu i coś wybrać. Lista drinków nie jest długa ale mamy do wyboru kilka autorskich kompozycji. Wszystkie drinki są w tej samej cenie – 29zł. Do mnie przemówił Upside Down i był to na tyle świetny wybór, że nie spróbowałam już nic innego. Gin, prosecco, rabarbar i granat. Jest orzeźwiający, lekki, musujący – idealny na letni wieczór.

Atmosfera jest swobodna, przyjemna, niezobowiązująca. No naprawdę niebywale przyjemnie spędziłam tam czas. Jedyny mini maleńki minusik – brak przekąsek. Żeby coś wszamać trzeba zjechać do restauracji na parter. Podobno też dobra ale nie sprawdzałam. Następnym razem! Bo do Loreta Baru na pewno powrócę.