Ateny w 1 dzień

Ateny były miejscem mojej przesiadki w drodze na Mykonos. Przyleciałam do stolicy Grecji o 11, lot na wyspę miałam o 20:30, coś trzeba było z całym dniem zrobić.

Ateny – dojazd z lotniska

Lotnisko Athens Eleftherios Venizelos (ATH) położone jest 35km od centrum  miasta. Najszybszym sposobem dojazdu do miasta jest metro (linia nr 3), które kursuje co 30 minut. Bilet w jedną stronę kosztuje 10 EUR, bilet powrotny 18 EUR (ważny 48 godzin). Bilety można kupić w automatach lub w  budkach przy wejściu na stację. Dostępne są także bilety 3-dniowe za 22 EUR, które zdecydowanie warto kupić jeśli zostajemy w Atenach dłużej niż ja podczas przesiadki. Podróż do centrum, czyli do stacji Syntagma lub Monastiraki trwa ok. 40 minut. Bilet jest ważny 90 minut od skasowania. Dojście do metra z terminalu jest bardzo dobrze oznakowane.

Tańszą ale dłuższą opcją jest dojazd autobusem linii X95. Dojedziemy nim do placu Syntagma w około 60 – 70 minut (w zależności od sytuacji na drodze), za bilet zapłacimy 6 EUR w jedną stronę. Tym autobusem jechałam chyba 3 lata temu  kiedy Grecy w ramach strajku postanowili wyłączyć metro z użytku. Oczywiście metro jest szybsze i wygodniejsze. Wagony są klimatyzowane. Jeśli przylatujemy do Aten w nocy to do centrum możemy dostać się wyłącznie autobusem lub taksówką, metro jeździ do godziny 23.

Nie była to moja pierwsza wizyta w Atenach stąd nie zwiedzałam Akropolu ani innych zabytków tylko poświęciłam dwa przesiadkowe dni na włóczenie się po mieście, odwiedzenie paru ulubionych miejsc i odkryciu czegoś nowego.

Niestety pogoda była niesprzyjająca długim spacerom, były 34 stopnie i palące słońce. Patrzyłam z podziwem i współczuciem jednocześnie na tych wszystkich, którzy zdecydowali się wejść na Akropol w taką pogodę. Dobrze, że ja miałam tę atrakcję „zaliczoną” kilka lat wcześniej w bardziej sprzyjającej aurze.

Ateny zawsze mnie zaskakują. Jeśli mam być szczera to nie przepadam za tym miastem ale z każdą kolejną wizytą bardziej je oswajam. Tym razem moim odkryciem okazała się dzielnica Psiri, alternatywa dla zepsutej już komercją Plaki. Psiri to dzielnica, która do niedawna uchodziła za szemraną ale od kilku lat jest zagłębiem restauracji, knajpek i małych sklepików. Położona tuż obok placu Monastiraki wciąż jest jednak miejscem gdzie spotkacie więcej miejscowych niż turystów. Knajpek i restauracji jest mnóstwo ale w wielu z nich próżno szukać menu po angielsku. Właśnie takich  miejsc szukam podczas swoich wojaży toteż Psiri bardzo przypadła mi do gustu. Ma niepowtarzalny klimat i nieoczekiwany urok. Są miejsca takie jak Little Kook – kawiarnia, która zajmuje niemalże pół ulicy i straszy bajkowymi dekoracjami. Jest tak słodko, że aż bałam się wejść do środka. Natomiast pozostałe restauracje zaskakują wyłącznie pozytywnie – uroczymi wnętrzami i pięknymi ogródkami.

Ateny – gdzie zjeść?

Pierwszego dnia, przed wylotem na Mykonos trafiłam do zupełnie niepozornej tawerny Aspro Alogo pomiędzy Syntagmą a Monastiraki. Miejsce rodzinne, właściciel nie mówiący wiele po angielsku osobiście zajmuje się każdym gościem. Jedzenie genialne, chyba jadłam tam najlepszą musakę w życiu. Do tego gratis dostaje się deser i dwa szoty jakichś lokalnych sznapsów na koniec.

Mój drugi pobyt w Atenach, już po powrocie z Mykonos, a przed wylotem z Poznania to poszukiwanie Couleur Locale. Knajpy, o której przeczytałam w internecie i  która słynie z pięknego tarasu z widokiem na Akropol. Miejsce jest ukryte, wejście znajduje się pomiędzy pewną kawiarnią a antykwariatem. Tu również turystów nie spotkacie, praktycznie wszystkie stoliki na tarasie były zajęte a jedyny język jaki słyszałam to grecki. Można siedzieć i siedzieć, gapić się na Akropol ale warto też coś zjeść. Nie spodziewajcie się tradycyjnej kuchni greckiej, prędzej zjecie tu pizzę czy kanapkę. Ja zdecydowałam się na bajgla z łososiem i… dżemem z greckich pomarańczy. Genialne połączenie, które od tego czasu stosuję też we własnej kuchni. Dla spragnionych krajowych trunków – patrzcie na jakiej bazie robią tam drinki 😉 Ja zostałam tylko przy świeżo wyciskanym soku z pomarańczy.

W Atenach warto też zjeść tradycyjne pączusie Loukmades. W lokalu w centrum miasta (Aiolou 21) możecie wybrać nadzienie i posypkę. Prawdziwa rozpusta ale zdecydowanie warto zgrzeszyć.

Ateny – gdzie spać?

Baza hotelowa jest oczywiście ogromna od tanich hosteli poprzez szeroką gamę 2,3* hoteli aż po te luksusowe. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja tym razem spałam w hotelu Athinaikon. Tani, idealny na jedną noc. Jest czysto, jest klimatyzacja i przede wszystkim lokalizacja – tuż przy dzielnicy Psiri, 10 minut od placu Monastiraki (i stacji metra). Wcześniej zdarzało mi się spać przy Placu Omonia i też mogę tę lokalizację polecić.

Ateny – bezpieczeństwo

Temat, którego trudno uniknąć. Szukając hotelu na jedną noc w Atenach spotkałam się z informacjami, że miejsce, które wybrałam nie należy do bezpiecznych, że są tam bezdomni i imigranci. Po powrocie mogę napisać, że dzielnica jest jak najbardziej bezpieczna a bezdomni i imigranci są w Atenach w absolutnie każdym miejscu. Widziałam bezdomnego z całym dobytkiem śpiącego pod 5-gwiazdkowym hotelem w centrum miasta… Okolice Omonii też nie cieszą się najlepszą sławą ale spałam tam 3 noce podczas jednego z poprzednich pobytów w Atenach i za dnia jest tak jak w każdym innym miejscu miasta. Wszędzie trzeba zachować ostrożność ale nie popadajmy w paranoję, Ateny są miastem bezpiecznym dla turystów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *