Weekend w Estonii – informacje praktyczne

Listopadowy weekend w Estonii nie był moją pierwszą wizytą w tym kraju. Weekend w Tallinnie spędziłam już ponad 3 lata temu, w sierpniu. Tak mi się wtedy spodobało, że wiedziałam, że kiedyś wrócę. I wiedziałam, że będzie to w okresie świątecznym – jarmarku bożonarodzeniowego. Podobnie zdecydowałam w tym roku w Alzacji. I jestem przekonana, że kiedyś (i to pewnie prędzej niż później) wrócę tam na grudniowy weekend.

Tallin – jak się dostać?

Najprościej – samolotem. Loty do Tallinna oferuje narodowy przewoźnik – LOT. Lot z Warszawy do stolicy Estonii trwa ok. 1,5 godziny. Można też lecieć z przesiadką mi.in. Air Baltic, Lufthansą czy SAS. Jednak biorąc pod uwagę ceny LOT wypadnie najbardziej korzystnie. LOT podpisał umowę z Nordica i rejsy do Estonii wykonują maszyny tej właśnie firmy. Bilety kupiłam w ramach Szalonej Środy, za loty z Poznania z przesiadką w Warszawie zapłaciłam niecałe 350zł RT. Bardzo rozsądna cena.

Tallin – dojazd z lotniska

Okazuje się, że i tu przez 3 lata zaszła zmiana. Podczas mojej poprzedniej podróży z lotniska do miasta można było dojechać wyłącznie autobusem. Przez ten czas do lotniska dobudowano linię tramwajową, która umożliwia bardzo szybkie dotarcie do centrum (20 minut). Tramwaj nr 4 zatrzymuje się przy samym terminalu, dojście do przystanku jest bardzo dobrze oznakowane. Tramwaj lotniskowy jeździ co 10 minut (w godzinach szczytu co 6-7), kursy obsługiwane są nowoczesnym, niskopodłogowym taborem. W tramwajach znajdują się ekrany z przebiegiem całej trasy i czasem przejazdu do poszczególnych przystanków. Tramwaj po drodze do centrum zatrzymuje się też na dworcu autobusowym (Bussijaam, czas dojazdu z lotniska 10 minut). Jeśli chcecie dojechać do samego starego miasta to najlepiej wysiąść na przystanku Viru.

Nadal można dojechać do lotniska autobusem miejskim  nr 2, nr 49 i nr 65.

W Tallinnie działa też Uber, za dojazd z centrum do lotniska pokazywało mi  kwotę 7-8 EUR. Myślę, że przy 2 osobach albo z dużym bagażem zdecydowanie warto rozważyć tę opcję.

Na lotnisku zatrzymują się też autokary dalekobieżne, m.in. Lux Express kursujące do Tartu czy innych odległych miejscowości.

Tallin Airport business Lounge

Doszłam do wniosku, że w moich wpisach będę poruszać jeszcze jedną praktyczna kwestię – saloników lotniskowych. Bo właściwie to w internecie często ciężko znaleźć informacje o tym jak one wyglądają i czy czasem warto zapłacić.

Salonik na tallińskim lotnisku nazywa się Äriklassi i kilka lat temu został wybrany najlepszym salonikiem w Europie. Wcale mnie  to nie dziwi, bo salonik do dziś trzyma poziom. Przede wszystkim jest świetnie urządzony – jest ciepło, przyjemnie, wręcz domowo (kominek!). Czas spędza się w nim niesamowicie przyjemnie. Z saloniku mamy widok na płytę lotniska. Jest też taras ale ze względu na zimową aurę i wczesną porę nie chciało mi się wyściubiać nosa. Oferuje nam szeroki wybór przekąsek, kanapek, słodyczy, dań na ciepło. Jest oczywiście kawa, herbata i wybór alkoholi (leciałam o 9 rano  więc się dokładnie nie przyglądałam). Zdecydowanie głodnym się z niego nie wyjdzie. Sałatka śledziowa pierwsza klasa!

Salonik otwarty jest od 4:30 do 22:00, jest dostępny m.in. dla pasażerów LOT, posiadaczy Priority Pass, Diners Club i innych programów lojalnościowych wymienionych na stronie. Dla wszystkich innych za opłatą 30 EUR.

Tallin – bilety komunikacji miejskiej

Tallin od czasu mojej poprzedniej wizyty zdążył się całkowicie zdigitalizować. Nie istnieją już bilety papierowe, możemy taki jedynie zakupić u kierowcy/motorniczego. Cena to 2 EUR za przejazd. System zakupu jest bardzo ciekawy – mamy specjalną dziurkę, gdzie wrzucamy monety (koniecznie odliczoną kwotę, bo nie chcą wydawać reszty), przesuwamy diwajs na stronę kierowcy i czekamy na bilet. Bilet jest ważny na jeden przejazd. Tańszą opcją są bilety QR. Kupujemy je na stronie. Zakupione kody są ważne rok. Skanujemy je po wejściu do pojazdu. Można wydrukować lub skanować bezpośrednio ze smartfona.

Jeśli macie zamiar zwiedzić porządnie Tallinn to polecam zakup Tallinn Card. Obejmuje ona także komunikację miejską. Ja tym razem karty nie kupowałam, gdyż w samym Tallinie spędziłam niewiele czasu ale podczas mojej poprzedniej wizyty w stolicy Estonii bardzo aktywnie z tej karty korzystałam i gorąco polecam.

Poruszanie się po Estonii

Estonia to nie tylko Tallinn. Kraj jest stosunkowo mały, ale miejsc wartych odwiedzenia jest sporo. Ja podczas tego wyjazdu zdecydowałam się na wizyty w Tartu i Parnu. Te miejscowości będą miały osobne wpisy ale teraz krótko o dojeździe. Po Estonii jeżdżą znane do niedawna z Polski autokary Lux Express. Można nimi dojechać do wszystkich ważniejszych miejsc w Estonii. Bilety kupowane z kilkutygodniowym wyprzedzeniem potrafią kosztować zaledwie 2-3 EUR więc zdecydowanie warto. Zwłaszcza mając na uwadze, że autokary są bardzo komfortowe, wyposażone w wi-fi, gniazdka oraz oferujące bezpłatną kawę i herbatę na pokładzie (to więcej niż oferuje LOT;) ). Autokary  odjeżdżają z głównego dworca autobusowego w Tallinnie (Bussijaam), a także z lotniska.

Estonia – co zjeść?

Jak wiadomo jedzenie to coś o czym lubię pisać najbardziej i jeden z moich ulubionych aspektów podróżowania.

Zacznijmy od Tallinna i jego kultowej knajpy w ratuszu – Il Draakon. Knajpa urządzona jest w stylu średniowiecznym (zresztą nie ona jedna w Tallinie). Oferuje stosunkowo tanie jedzenie. Niestety w środku jest mało miejsca stąd do Draakona zawsze stoi kolejka chętnych. Koniecznie zjedzcie zupę z łosia (elk soup).

Jednym z najpopularniejszych miejsc w Tallinie jest naleśnikarnia Kompressor. Tym razem jej nie odwiedziłam po pierwsze dlatego, że „zaliczyłam” ją podczas mojej poprzedniej wizyty a po drugie w moim hotelu codziennie były naleśniki na śniadanie więc ile można 😉 Ale lokal wart polecenia, do tego znajduje się tuż przy starym rynku, przy ulicy Rataskaveu 3. A jeśli chcecie zjeść naleśnika jakiego nie zjedzie nigdzie indziej na świecie to polecam tego ze śledziem, mniam!

No właśnie, skoro kraj nadbałtycki to jedno skojarzenie – śledzie. W Tallinnie nie jest ich może tak dużo ale już w Parnu znajdują się w menu każdej restauracji. Ja śledzie kocham miłością dozgonną i jadłam je w jakiejś formie codziennie. Były przepyszne!

Generalnie jako kraj nadmorski Estonia oferuje też sporo innych  ryb. Chyba w każdej restauracji  dostaniemy zupę rybną. Co prawda lepszej zupy rybnej niż  na helsińskim targu portowym chyba już w życiu nie zjem ale te, które jadłam w Estonii też były smaczne.

W Estonii jada się dużo mięsa – wieprzowiny, dziczyzny, łosia czy niedźwiedzia. Obrońcy praw zwierząt mnie ukamienują ale ja uwielbiam wszelkie „egzotyczne” mięsa. Zupę z łosia jadłam podczas mojej poprzedniej wizyty w Tallinie, tym razem spróbowałam pierogów z niedźwiedzia. Były wyśmienite, choć kosztowały aż 16 EUR.

Co przywieźć z Estonii?

Vana Tallin – najsłynniejszy estoński likier. Można go dostać w wersji podstawowej, klasycznej, jak również w postaci  różnych kremów, likierów i innych mieszanek stworzonych na jego bazie. W okresie świątecznym jest także glogg, czyli lokalny grzaniec, wzmacniany Vana Tallinn. Do kupienia także na lotnisku, za ok. 7-8 EUR.

W Tallinie wytwarza się tradycyjnie marcepan więc jeśli lubicie to możecie go przywieźć w postaci batoników, cukierków czy innych słodyczy.

W Tallinie jest mnóstwo sklepów z bursztynami. Wybór jest ogromny, ceny bardzo zróżnicowane (od 5 EUR do kilku setek). Można kupić kolczyki, bransoletki, naszyjniki, zawieszki z bursztynami w przeróżnych kolorach.

Na świątecznym jarmarku w Tallinie było stoisko z lokalnymi serami estońskimi, gdzie upolowałam kostkę sera… lawendowego. Jeszcze nie  próbowałam. Był zapakowany próżniowo, kawałek ok. 150g kosztował 4 EUR.

Jeśli zastanawiacie się co warto zobaczyć Estonii poza stolicą to polecam Wam zwiedzanie Tartu oraz Parnawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *