Weekend w Kijowie – informacje praktyczne i porady

Po cudownym, letnim choć listopadowym weekendzie  w Kalabrii  nadszedł czas na całkowitą zmianę klimatu. W połowie listopada wybrałam się na weekend do Kijowa gdzie powitała mnie zima w pełni – mroźna i śnieżna.

W tym wpisie przedstawię Wam wszystkie praktyczne aspekty planowania podróży do Kijowa – niezależnie od tego czy wybieracie się do stolicy Ukrainy na weekend czy na wakacje. Po opis atrakcji i tego co warto zobaczyć w Kijowie zapraszam TU. A teraz wszystko co warto wiedzieć o Kijowie.

Kijów – jak dolecieć z Polski?

W związku z dużą migracją Ukraińców do Polski w ostatnich latach rozwija się sieć połączeń lotniczych między Polską a Ukrainą. Do Kijowa można dolecieć z Polski Ryanairem, Ukrainian Airlines i LOTem na główne lotnisko Borysopol (KBP) oraz WizzAirem na mniejsze ale położone bliżej miasta lotnisko Zhulyany (IEV). Bezpośrednie połączenie z Kijowem mają obecnie Warszawa, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Katowice Bydgoszcz i Kraków. Ja leciałam do Kijowa Ryanairem z Poznania, za bilety w 2 strony zapłaciłam 118zł, w innych terminach cena wynosiła nawet 78zł. Lot do Kijowa trwa niecałe 2 godziny. W Kijowie cofamy zegarki o godzinę.

Do Kijowa można też dojechać z Polski pociągiem albo własnym samochodem ale biorąc pod uwagę odległość i atrakcyjne ceny lotów moim zdaniem nie ma się co męczyć długą podróżą.

Kijów – wiza, przepisy wjazdowe

Do wjazdu na Ukrainę nie jest potrzebna wiza ani żadne specjalne dokumenty natomiast niezbędny jest paszport. Sam dowód osobisty nie wystarczy, żeby zwiedzać Kijów, Lwów czy jakąkolwiek inną część Ukrainy. Kontrolna paszportowa na lotnisku przebiega szybko i sprawnie – paszport, pieczątka i następny.

Kijów Boryspol (KBP) – dojazd z lotniska do centrum

Zaraz po wyjściu z terminala D, po prawej stronie znajduje się przystanek Skybus, którym można dojechać z lotniska do centrum Kijowa. Autobus kursuje do głównego dworca kolejowego zatrzymując się po drodze przy stacji metra Charkowska (zielona linia metra). Autokary jeżdżą co 10-15 min w dzień i co 30-40 min w nocy. Bilety do kupienia u kierowcy (płatność możliwa jest wyłącznie gotówką), dojazd do stacji  metra to koszt 60UAH, do dworca – 100UAH. Czas dojazdu do dworca to 45-50 minut, do stacji metra 25-30 minut, w zależności od sytuacji na drodze. Ja wysiadłam na stacji metra skąd podziemną kolejką udałam się wprost do swojego hotelu.  Na trasie z lotniska do centrum jechał duży, dość komfortowy (jak na ukraińskie warunki) autokar, w drugą stronę był to zdecydowanie mniejszy i starszy bus gdzie bagaże trzeba było zabrać ze sobą do środka.

W Kijowie działa także Uber. Cena dojazdu z lotniska do centrum miasta to ok. 40zł, przy 2 lub więcej osobach warto rozważyć tę opcję transportu z lotniska.

Na początku grudnia 2018 uruchomiono połączenie kolejowe między dworcem głównym a lotniskiem, przejazd trwa podobno 35 minut, bilet kosztuje 80UAH i można go zakupić w biletomacie. Niestety z tego co udało mi się wyczytać w internetach pociągi są bardzo awaryjne i jazda nimi zwłaszcza na lotnisko jest dość ryzykowna. Ale ja z tej opcji nie korzystałam więc nie będę wydawać opinii.

Kijów – noclegi

Kijów jako stolica i ogromne miasto dysponuje szeroką bazą hotelową. Są tu tanie hotele i hostele, są wszystkie znane z innych europejskich miast sieciówki, nie brakuje hoteli luksusowych. Jeśli podróżujecie większą grupą to są też dostępne liczne apartamenty.

A gdzie wybrać nocleg w Kijowie? Ja na swój pobyt zdecydowałam się na hotel Mir. Ma swoje lata ale pokoje są komfortowe. Widok z 13 piętra rewelacyjny. Głównym atutem hotelu jest lokalizacja tuż przy stacji metra (Holosiivska) dzięki czemu do centrum można dojechać w zaledwie kilka minut. W hotelu znajduje się także niedroga restauracja. I jeśli miałabym dać jakąś radę odnośnie wyboru noclegu w Kijowie to powiem tylko – blisko metra. Może być i 5 kilometrów od centrum ale jeśli w pobliżu jest stacja metra to da się bez problemu dojechać do centrum, na lotnisko i w każde ciekawe miejsce.

Kijów – komunikacja miejska

Komunikacja miejska w Kijowie obejmuje metro, autobusy i trolejbusy. Najprostszy, najtańszy, najszybszy i najbardziej efektywny sposób poruszania się po mieście to korzystanie z metra.

Kijowskie metro to atrakcja sama w sobie – wyjęte niczym prosto z czasów radzieckich. Stacje nie są tak efektowne jak te w Moskwie ale i tak robią wrażenie. To co wyróżnia kijowskie metro to położenie – najgłębsze na świecie. Stacja Arsenalna (położona tuż przy Ławrze Peczerskiej) leży aż 105 metrów pod ziemią co czyni ją najgłębiej położoną stacją metra na świecie. Mimo iż nie mam lęku wysokości to jak patrzyłam w dół jadąc ruchomymi schodami nogi mi się uginały. Schody jadą szybko ale i tak jedzie się nimi, i jedzie, i jedzie… Najgłębiej położone są stacje w centrum i okolicach centrum – Arsenalna, Plosha Lva Tolstoho, Maidan Nezalezhnosti. Im dalej od centrum tym stacje znajdują się wyżej. Stacja Charkowska w drodze na lotnisko czy stacja Holosiivska przy moim hotelu położone są dosłownie 1 piętro pod ziemią.

Wagony metra są wysłużone ale jeżdżą regularnie, przejazdy są tanie (cena jednego przejazdu to 8UAH, czyli nieco ponad 1zł) – co ciekawe nie występują tu papierowe bilety ani żadne karty magnetyczne znane z innych miast ale żetony wielokrotnego użytku, które wrzucamy przy wejściu. Bilety na metro można kupić w budkach na każdej stacji. Jednorazowo można zakupić jeden żeton, nie ma opcji zaopatrzenia się na zapas. Nawet w centrum nie widziałam kolejek, obsługa idzie szybko. Metro jest dobrze oznakowane, zarówno po ukraińsku, jak i po angielsku, przesiadki nie stanowią żadnego problemu. Zapowiedzi w metrze są po ukraińsku, na stacjach położonych w okolicach centrum także po angielsku. Metro w Kijowie ma 3 linie (czerwoną, zieloną i niebieską) i dociera praktycznie do każdego zakątka miasta.

Poza metrem komunikacja miejska w Kijowie obejmuje sieć autobusów i trolejbusów. Zdarzyło mi się dwukrotnie jechać autobusem. Bilet podobnie jak na metro kosztuje 8 UAH, sprzedaje go biletowa. Wchodzicie do autobusu i kobieta sama Was znajdzie 😉 Mam wrażenie, że to kobieta-instytucja, która rządzi całym autobusem 😉 Zakupiony bilet trzeba skasować – znaczy włożyć w szczelinę i mocno docisnąć. Jak u nas w czasach słusznie minionych. Jeśli w autobusie nie ma biletowej to bilety można kupić u kierowcy – wtedy wsiada się do autobusu przednimi drzwiami. Autobusy i trolejbusy w większości są stare i wysłużone, często tkwią w korkach. Zdecydowanie lepiej korzystać z metra.

Kijów – pogoda, kiedy jechać?

No cóż, jadąc do Kijowa wybieramy się na wschód więc będzie zimniej niż w Polsce. Zima na Ukrainie pojawiła się w tym roku już na początku listopada. Podczas mojego pobytu (w połowie listopada) był mróz i śnieg. Nie była to aż taka zima jaką zostałam we Lwowie w styczniu 2016 roku (śnieg po kolana!) ale i tak było ziiiimno. Zwłaszcza, że w Polsce temperatury były na plusie a ja tydzień wcześniej wygrzewałam się w kalabryjskim słońcu. Takie życie podróżnika – czasem lato, czasem zima 😉 I to wszystko w jednym listopadzie 😉 Kijów jest atrakcyjny przez cały rok, latem na pewno jest więcej turystów i wyższe ceny. Ale spokojnie można planować wyjazd na dowolny czas. Chyba, że jesteście nieodporni na zimno to wtedy unikajcie okresu od listopada do marca 😉

Kijów – co i gdzie zjeść?

Już przy okazji wpisów o Białorusi wspominałam, że uwielbiam wschodnią kuchnię. Wszelkiego rodzaju pierogi, soljanki i inne cepeliny – uwielbiam. Toteż w Kijowie czułam się jak w raju, zwłaszcza, że jedzenie w Kijowie jest tańsze niż w Polsce i ceny nawet w dobrych restauracjach są bardzo przystępne. Zapraszam na moją ulubioną część każdego przewodnika – Kijów kulinarnie.

W Kijowie podobało mi się to, że jest tam mnóstwo klimatycznych knajpek, nie ma sieciówek na każdym kroku (jeśli  już to lokalne, ukraińskie, znane m.in. ze Lwowa), lokalne są fajnie urządzone i miło spędza się w nich czas nie rujnując budżetu.

Co warto zjeść na Ukrainie? Przede wszystkim sztandarową zupę – ukraiński barszcz – jest to zupa z tartych buraczków, fasoli i kapusty podawana tradycyjnie ze śmietaną i czosnkową bułeczką. Pyszności! Cena takiej zupy w restauracji to równowartość kilku polskich złotych.

Pierwsza kawiarnia do do jakiej trafiłam w Kijowie (zupełnym przypadkiem!) to Lviv Hand Made Chocolate. Miejsce znane wszystkim, którzy byli we Lwowie ma też kilka swoich punktów w Kijowie. Kawiarnie urządzone w stylu retro serwują przepyszną gorącą czekoladę (cena- niecałe 10zł), ciasta i oczywiście ogromny wybór czekolad i czekoladek. Z bardzo przyjazną i miłą obsługą (a to niestety rzadkość w Kijowie).

W pobliżu Majdanu Niezależności znajduje się bardzo przyjemna kawiarnia The Blue Cup. Jeśli szukacie fajnego miejsca na śniadanie to zapiszcie sobie tę nazwę. Miejsce specjalizuje się w kawie, śniadaniach i słodkich przekąskach. Ja jadłam tam znane mi już z wcześniejszych podróży na Podlasie placki z twarogu – podawane ze śmietaną i dżemem, idealne na drugie śniadanie. Do tego spory wybór kaw i wyglądające na apetyczne ciasta. Wszystko w przepięknej scenerii i blisko ścisłego centrum.

Odwiedziłam też kawiarnię Capital Cafe Frankie. Przyciągnął mnie widoczny z ulicy wystrój. Okazuje się, że w środku jest jeszcze ładniej. Niestety wybór dań z karty był ograniczony, kilku pozycji nie było, pozostałam przy samej kawie (za którą zapłaciłam ok. 10zł). Miejsce jest bardzo przytulne, przyjemnie urządzone, w każdy piątek są tam koncerty z muzyką na żywo i myślę, że wtedy robi jeszcze lepsze wrażenie.

No i przechodzimy do konkretów czyli gdzie dobrze zjeść w Kijowie 🙂 W mieście mieszka dużo Gruzinów stąd też jest sporo gruzińskich restauracji. Pamiętając najlepszy obiad jaki jadłam we Lwowie – w Khinkalʹnya Na Fedorova (idźcie tam koniecznie będąc we Lwowie!) uznałam, że jakąś gruzińską restaurację muszę odwiedzić. Nie szukałam nic wcześniej, wiedziałam, że prędzej czy później na jakąś trafię. I to na co trafiłam to  prawdziwa perełka tego wyjazdu. Suluguni, bo tak nazywa się restauracja, zaskoczyła mnie totalnie. Przede wszystkim, z zewnątrz wygląda zupełnie niepozornie i spodziewałam się raczej baru a nie restauracji z najwyższej półki. A już po wejściu zbierałam szczękę z podłogi. Zresztą sami popatrzcie na ten wystrój. Nawet toaleta była stylizowana. Poza tym w centralnym miejscu znajduje się wielki ekran, na którym pokazywane są najpiękniejsze regiony Gruzji. Jeśli ktoś chciałby otworzyć w Polsce restaurację gruzińską z prawdziwego zdarzenia to polecam odwiedzić Suluguni i się nią zainspirować – obiecuję, że będę wtedy stałą klientką. Ale do rzeczy – zamówiłam chaczapuri. Zawsze sobie obiecuję,  że w gruzińskiej restauracji zamówię coś innego ale chaczapuri kocham miłością nieprzemijającą i zawsze na nim kończę. Do tego grzaniec z gruzińskiego wina i można zapomnieć o ukraińskiej zimie zostawionej za drzwiami lokalu. Chaczapuri było przepyszne, świeżutkie, mięciutkie, nie za słone (to  się często zdarza w restauracjach gruzińskich w Polsce) ale dla mnie oczywiście za duże i całego niestety nie dałam rady zjeść. Za chaczapuri i wino zapłaciłam ok. 40zł czyli był to mój najdroższy posiłek podczas całego pobytu w Kijowie ale pomyślcie ile zapłacilibyście za obiad w restauracji tej klasy w Warszawie czy innej europejskiej stolicy. Gorąco polecam to miejsce – jeśli nie byliście w Gruzji to po tej kulinarnej uczcie jak i obejrzeniu wyświetlanych filmików na pewno zechcecie tam pojechać.

Godna polecenia, tania restauracja z ukraińskim jedzeniem to Petrus-b. Zlokalizowana jest tuż przy Pałacu Sportu i stacji metra o tej samej nazwie. Ja zdecydowałam się na pielmieni z mięsem i herbatę. Do herbaty zaserwowaną całą miseczkę (!) kruchych ciasteczek. Porcja pierożków też była bardzo duża. Pływały w maśle a do tego osobno podano kwaśną śmietanę. Jeśli nie jedliście wcześniej pielmieni to zdecydowanie warto je zjeść w Kijowie. Za wszystko zapłaciłam ok. 20zł. W restauracji można płacić kartą ale rachunek rozbijany jest na dwie części, osobno płaci się za jedzenie, osobno za napoje. W Petrus-b można też spróbować tradycyjnej ukraińskiej wódki z miodu, żurawiny, chrzanu, wiśni i rokitnika. Kieliszek za ok. 5zł.

Jeśli jesteśmy przy napojach to w Kijowie po raz kolejny atakuje nas Lwów, a raczej znany ze Lwowa lokal Pyana Vishnya (Pijana Wiśnia). Jest to pub i sklep jednocześnie gdzie serwuje się wyłącznie jedną pozycję alkoholu – wiśniówkę. W pojemnościach od 100 do 250ml. Setka serwowana jest w kryształowym kielichu, z obowiązkową wisienką na dnie. 250ml nie wiedzieć czemu sprzedawane jest w tekturowych kubkach 😉 Poza tym można kupić wiśniówkę na wynos w butelkach o pojemnościach od 100 do 1000ml. Nawet jeśli nie przepadacie za mocnymi alkoholami to tej wiśniówki warto spróbować – nalewka jest słodziutka i smaczna, ma 17,5%, idealnie grzeje w mroźną ukraińską zimę. Lokal Pijana Wiśnia od niedawna funkcjonuje też w Warszawie, na Nowym Świecie, pod numerem 37. W Kijowie Pijana Wiśnia znajduje się w trzech lokalizacjach – przy Khreschatyk 21, Borysa Hrinchenka 2/1 i Velyka Vasylkivska 16.

Kyiv Pass – karta miejska – czy warto?

Coś co mnie w Kijowie irytowało, wkurzało a niejednokrotnie wyprowadzało z równowagi. O karcie przeczytałam już przed wyjazdem ale postanowiłam zakupić ją na miejscu. Kyiv Pass został wprowadzony latem 2017 roku, podobnie jak inne tego typu karty obejmuje komunikację publiczną oraz wstęp do wielu atrakcji turystycznych. Kartę można zakupić w wielu kioskach w mieście, są one oznakowane wielkim logo Kyiv Pass. Ja wybrałam wersję na 48 godzin, która kosztuje 25 EUR. Za pass można zapłacić kartą płatniczą.

Generalnie zasada jest prosta – kupujesz kartę, przy pierwszym użyciu następuje jej aktywacja, potem tylko ją okazujesz i wchodzisz za darmo do wliczonych w nią atrakcji. I we wszystkich cywilizowanych miejscach tak jest, ale w Kijowie niestety nie. Do karty dostajemy mapę miasta z zaznaczonymi miejscami oraz przewodnik gdzie opisane są wszystkie wliczone atrakcje łącznie z godzinami otwarcia oraz dojazdem. Pierwsze miejsce, do którego postanowiłam się udać po zakupie karty to Muzeum Historii Kijowa – tam mnie niestety odprawiono z kwitkiem mówiąc, że nie mają czytnika i mogę wejść do muzeum płacąc za bilet gotówką. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak mnie będą zbywać wszędzie i po prostu wyszłam. Uznałam, że nie będę płacić za bilet skoro w kartę mam wliczonych tyle innych atrakcji. Co się okazało – gdzie tylko karty nie pokazałam wszędzie mówiono mi że oni takie coś pierwszy raz w życiu na oczy widzą, i że co to w ogóle jest i że jak chcę wejść to mam kupić bilet (sic!). Po pierwszym niepowodzeniu nie odpuszczałam i do większości wymienionych miejsc jednak weszłam. Nigdy nie dostałam żadnego biletu/potwierdzenia, wielokrotnie namawiano mnie jednak do zakupu biletu („Jest niedrogi, możesz zapłacić”), zawsze towarzyszyło temu oburzenie osoby sprzedającej bilety do danego miejsca. Jak szłam do kolejnego muzeum i wiedziałam, że za chwilę czeka mnie kolejna przeprawa to autentycznie mi się wszystkiego odechciewało. Do tego w moją kartę 48-godzinną miało być wliczone 5 przejazdów metrem, dwa razy karta zadziałała jak trzeba, za trzecim już musiałam kupić bilet. Jeśli jedziecie do Kijowa i zastanawiacie się czy warto kupić Kiev Pass to szczerze i gorąco odradzam – szkoda nerwów a i oszczędności nie są takie duże jak to jest w innych miastach. Ceny biletów do atrakcji są niskie i oszczędności i tak będą niewielkie. Jedyne miejsce, w którym w ogóle o tej karcie ktoś miał pojęcia to Ława Peczerska – okazuje się, że jest tam nawet specjalne oznaczone okienko dla osób posiadających Kyiv Pass. Ale, co za zaskoczenie, po zeskanowaniu moja karta nie zadziałała. Pani gdzieś zadzwoniła i jednak mnie wpuściła.

Kijów – waluta i ceny

Waluta obowiązująca na Ukrainie to hrywna ukraińska. 100 hrywien to ok. 15 – 16 zł (2020). Pieniądze można wymienić w Polsce, można w Kijowie (można wymieniać złotówki, kantory są w wielu miejscach), można je wypłacić z bankomatu, w wielu miejscach można płacić kartą (Revolut działał bez problemu).

Ukraina to jeden z niewielu europejskich krajów gdzie ceny są niższe w Polsce. Jak już pisałam wyżej tanie są bilety komunikacji miejskiej, tanie jest jedzenie, za hotel też się zapłaci połowę mniej niż za hotel o tym samym standardzie w Warszawie. Kawa w kawiarni na mieście to wydatek rzędu 4-8zł, za magnes zapłacimy 8-10zł.

Kijów – bezpieczeństwo

Pytanie, które cały czas się pojawia w kontekście wyjazdów na Ukrainę to Czy jest bezpiecznie? Sytuacja na Ukrainie jest dynamiczna, wydawałoby się, że obecnie się uspokoiła ale tuż po moim powrocie znowu sytuacja między Ukrainą a Rosją stała się napięta. W Kijowie cały czas zdarzają się duże demonstracje (i to także podczas mojego pobytu, w niedzielę). Ale prawda jest taka, że żyjemy w czasach takich a nie innych i coś gdzieś zawsze się może zdarzyć. Moim zdaniem przy zachowaniu zdrowego rozsądku można w tej chwili  do Kijowa jechać bez żadnych obaw. Ja nawet przez chwilę nie czułam się zagrożona. Jak widziałam jakąś demonstrację to zapobiegawczo jednak szłam w inną stronę i tyle. Poziom bezpieczeństwa jest wysoki.

Z trochę innej beczki – pamiętajcie, że Ukraina nie należy do Unii Europejskiej i nie chroni nas karta EKUZ dlatego przed wyjazdem trzeba zakupić ubezpieczenie turystyczne.

Kijów – czy warto?

Ze wszystkich miast wschodniej Europy, w których byłam (Lwów, Wilno, Mińsk, Moskwa, Petersburg) Kijów podobał mi się najmniej. Przede wszystkim jest to ogromna metropolia a nie klimatyczne niewielkie miasto jak np. Lwów. Poza tym ludzie są mało sympatyczni, zamknięci, nie brakuje cwaniactwa i kombinatorstwa a to jest coś czego szczerze nie znoszę. Ja wiem, że na Ukrainie żyje się ciężko, że sytuacja jest trudna ale skoro są jacyś turyści, którzy przyjechali, żeby wydać swoje pieniądze i napędzić gospodarkę to może warto się czasem uśmiechnąć? Bo są oczywiście piękne zabytki (wpis o atrakcjach Kijowa się tworzy), są klimatyczne restauracje, jest tanio ale przecież w tym całym podróżowaniu chodzi o ludzi, o spotkania, o przeżycia. A tu Kijów zawodzi.

Jeśli nigdy nie byliście na Ukrainie to na pierwszy raz zdecydowanie polecam Lwów. I nie jest tak, że do Kijowa zniechęcam. Raz na pewno warto tam jechać, zwłaszcza, że jest to miasto w tej chwili bardzo łatwo dostępne i które nie zrujnuje nas finansowo. Jest pyszne jedzenie a to zawsze mocny argument w wyborze kierunku podróży 😉 Na weekend, na dwa, trzy czy cztery dni zdecydowanie warto się do Kijowa wybrać ale jeśli spodziewacie się takiego klimatu i atmosfery jak we Lwowie to możecie jednak być Kijowem trochę rozczarowani.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *