Fidżi – raj na końcu świata

Fidżi – gdzie to w ogóle jest?

Fidżi (Fiji) to wyspiarski kraj leżący na Oceanie Spokojnym, niecałe 16 tysięcy kilometrów (!) od Polski. Liczy 332 wyspy pochodzenia wulkanicznego otoczone rafami koralowymi. Największe i jednocześnie najpopularniejsze wśród turystów wyspy to Viti Levu i Vanua Levu. Na Viti Levu znajduje się międzynarodowe lotnisko (w Nadi), stolica kraju – Suva – oraz najwyższy szczyt – Tomanivi.

Fidżi – jak się dostać z Polski?

Ze względu na odległość w grę wchodzi tylko transport lotniczy. Fidżi położone jest ok. 2000 km od Nowej Zelandii i 2800 km od Australii. Pobyt na Fidżi najlepiej połączyć właśnie ze zwiedzeniem któregoś z tych krajów ale bezpośrednie loty do Nadi są także z Singapuru, Hongkongu, Seulu, Honolulu, San Francisco i Los Angeles.

Fidżi – klimat – kiedy jechać?

Fidżi jest bardzo zielone. A skoro jest mnóstwo zieleni to musi dużo padać. I pada. Zarówno w porze suchej, jak i deszczowej. Temperatury przez cały rok oscylują wokół 30 stopni.

Od listopada do kwietnia występują na Fidżi cyklony tropikalne. Podczas naszego pobytu też taki cyklon nadciągnął nad wyspy, ostrzeżenia w radiu i telewizji brzmiały dość poważnie. Ale po jednym bardzo deszczowym dniu (i nocy) wróciła ładna pogoda.

Najlepszy okres do zwiedzania Nowej Zelandii to jednocześnie najgorszy czas do pobytu na Fidżi. Wydaje się, że nie da się tego połączyć ale moim zdaniem listopad to dobry moment na odwiedzenie obu tych miejsc. Na Fidżi nie będzie patelni i bezchmurnego nieba ale ja na pogodę nie narzekałam.

Jeśli wybieracie się tylko na Fidżi albo inne wyspy w tym rejonie świata to najlepiej od maja do października.

Fidżi – wiza i przepisy wjazdowe

Wiza na Fidżi nie jest wymagana. Na podstawie ważnego 6 miesięcy paszportu możemy przebywać na Fidżi do 4 miesięcy. Przy wjeździe wymagane jest pokazanie biletu powrotnego. I tu, w przeciwieństwie do Malediwów, było to skrupulatnie sprawdzane.

Fidżi – waluta, ceny

Walutą obowiązującą na Fiji jest dolar fidżyjski. Pieniądze najlepiej wymienić na lotnisku, do wymiany niezbędny jest paszport. W hotelach powszechnie akceptowane są karty płatnicze (obciążone prowizją 3%) oraz dolary australijskie.

Fidżi – bula! i Fiji time

Bula! To słowo podczas pobytu na Fiji będzie słyszeć dziesiątki razy dziennie. Bula to cześć, dzień dobry, dziękuję, miło Cię widzieć i słowo, które mówisz, gdy nie wiesz co powiedzieć 😉

Będąc na Fidżi nie wolno zapominać, że obowiązuje tam Fiji time 😉 Nie chodzi wcale o strefę czasową (11 godzin różnicy w stosunku do czasu polskiego! po powrocie jetlag tygodniowy) ale o luźne, wyspiarskie podejście do czasu 😉 Jeśli umawiacie się z kimś na konkretną godzinę to nie oczekujcie, że o tej godzinie się zjawi 😉 Może pojawić się 15 minut później a może godzinę. Szczęśliwi czasu nie liczą 😉 Bywa to irytujące ale nie ma się co denerwować bo wyspiarzy nie zmienicie ani nie zmusicie do punktualności. Bula, Fiji time!

Ludzie na Fiji są niezwykle otwarci, ciekawi świata (większość z nich żyje biednie i skromnie, nigdy nie opuszczają swojej wyspy) – chcą wiedzieć jak żyje się w Europie, 30-latka bez męża i dzieci wzbudzała zdziwienie. Bo tamtejsze 30-latki w większości mają już gromadkę dzieci. Co nie zmienia faktu, że ludzie są bardzo sympatyczni, ci w hotelu, i co poza nim, zagadują co chwilę i nawet jeśli wybierzecie się na Fiji solo to nie będziecie sami nawet przez chwilę.

Fidżi – hotele

Wybór miejsc noclegowych na największej wyspie Viti Levu jest ogromny. Od hosteli i mieszkań bo luksusowe resorty znanych globalnych sieci. Nasz wybór padł na Warwick Fiji Resort & SPA położonym na południowym wybrzeżu, w miejscowości Korolevu. Hotel jest pięknie położony, oferuje wszelkiego rodzaju sporty wodne (bezpłatnie) – od paddleboardingu po nurkowanie. Do tego kilka restauracji, cudowna obsługa i wygodne pokoje. Zdecydowanie mogę polecić ten ośrodek. Hotel położony tuż przy prywatnej plaży, otoczony bujnym ogrodem.

Fidżi – szczepienia, bezpieczeństwo

Żadne szczepienia nie są wymagane, zalecane są te, co w innych egzotycznych krajach – WZW A, B, polio, błonica, tężec, dur brzuszny. Ryzyko zarażenia malarią jest minimalne, większym zagrożeniem jest denga stąd trzeba stosować repelenty, zwłaszcza w okresie deszczowym.

Fiji jest bezpiecznym miejscem. Jest biednie ale nie ma wielkiej przestępczości. Trzeba uważać oczywiście, nie ma co się obnosić z biżuterią czy drogim sprzętem fotograficznym ale też nie ma co popadać w przesadę i bunkrować się w hotelu.

Fidżi – co zjeść?

Pierwszą rzeczą, która wpadła mi w ręce po wylądowaniu w Nadi to… woda Fiji 🙂 Woda smakuje jak woda ale na całym świecie ma status kultowej, zwłaszcza po ostatnim rozdaniu Złotych Globów 😉 Podobno jest zdrowsza od innych wód, gdyż wydobywa się ją ze źródła mieszczącego się w lesie deszczowym ukrytego pod warstwą lawy wulkanicznej. Woda jest nieskazitelnie czysta a butelka, która ją mieści jest pozbawiona szkodliwego BPA.

Na Fiji jest gorąco i wilgotno stąd niezbędnym elementem przetrwania wydaje się piwo 😉 Dwa najpopularniejsze to Fiji Gold i Fiji Bitter. Polecam zwłaszcza to pierwsze. W lokalnych sklepach kosztuje w przeliczeniu jakieś 3zł, w hotelu 10 razy więcej. Ale jeśli kupicie sobie w sklepie i chcecie wypić w hotelu, a nie macie otwieracza to spokojnie idźcie do baru, otworzą Wam bez problemu 😉 Hotele należą do zagranicznych właścicielu (Australijczyków, Nowozelandczyków, Chińczyków) ale pracuje w nich miejscowa ludność. Lokalesi jeszcze Wam podziękują, że kupujecie w lokalnych sklepikach wspierając miejscowych, a nie w hotelach gdzie cały zysk idzie do właścicieli.

Co jeść na Fiji? Przede wszystkim przepyszne owoce – mango, kokosy, papaje, pomarańcze… Mniam!

Na Fidżi trzeba też napić się kavy. Kava to bardzo popularny napój, którym z pewnością nie raz zostaniecie poczęstowani. Nie ma nic wspólnego z kawą. Jest to lekko beżowy, mętny napój z pieprzu metystynowego, najczęściej podawany w łupince kokosa. Kava ma podobno działanie psychoaktywne i to ona jest odpowiedzialna za wieczny luz wyspiarzy. Przypisuje się jej nawet działanie narkotyczne choć podobno nie uzależnia. Po jej wypiciu mają lekko drętwieć usta a chwilę później ma się pojawić relaks i błogość. Nie wiem czy wypiłam za mało, czy dostałam jakąś turystyczną wersję kavy ale nic mi nie zdrętwiało 😉 A luz przejmuje się od Fidżyjków zaledwie po wylądowaniu w ich kraju 😉

Picie kawy to swego rodzaju rytuał – przed każdym łykiem trzeba krzyknąć bula! i klasnąć raz w dłonie, a po wypiciu – trzy razy bula i trzy klaśnięcia 😉

Restauracja Wicked Walu, zlokalizowana na wysepce tuż obok naszego hotelu to jedna z najlepszych restauracji na wyspie, we wszelkich rankingach najlepszych knajp zawsze znajduje się w pierwszej 10tce. Specjalizuje się w owocach morza i muszę przyznać, że tak dobrych chyba nigdy wcześniej ani nigdy później nie jadłam. Już pomijając fakt, że położenie i wystrój restauracji to mistrzostwo świata, to jedzenie jest absolutnie fantastyczne. Drogie, nie da się ukryć, ale warte swej ceny. Restauracja działa w godzinach 18-23, wstęp mają wyłącznie osoby dorosłe, wymagana jest wcześniejsza rezerwacja.

Kokoda-narodowe danie Fiji

Narodowym daniem Fiji jest kokoda – surowa ryba marynowana w soku z limonki i mleku kokosowym podawana z warzywami i frytkami z manioku (cassavy). Dla mnie absolutne mistrzostwo świata, najlepsze co jadłam na tamtych wakacjach.

Jak w każdym wyspiarskim kraju na talerzu królują ryby i owoce morza, zdecydowanie polecam spróbowanie ich wszystkich! Tak pysznych przegrzebków chyba nigdy nie jadłam!

Fidżi – co tam robić?

Leżeć, odpoczywać, nukrować, podziwiać rafę i pić wodę kokosową. Nasz wyjazd był zwieńczeniem ponad 2-tygodniowego intensywnego zwiedzania Nowej Zelandii więc celem wizyty na Fidżi był głównie relaks.

Zdecydowanie warto wybrać się w rejs po wyspach Mamanuca. Archipelag 20 wysp został rozsławiony przez film Cast Away Poza światem. Na jego cześć jedną z wysp nazwano Cast Away (ale nie tę, na której kręcono film). Plaże są tu białe, ocean turkusowy, widok jak z pocztówek. Nawet jeśli w głębi wyspy pada, na wyspach Mamanuca może być słonecznie. I tak też było w naszym przypadku – droga powrotna do hotelu to jedna wielka ulewa, chyba nawet był to jakiś cyklon, ale na wysepkach było pięknie i słonecznie.

Nasz rejs, umilony szampanem, świeżymi owocami i polinezyjską muzyką na żywo zaprowadził nas na zupełnie niezamieszkaną i niezagospodarowaną wysepkę. Prawdziwy Robinson Crusoe 😉 Było leżenie, pływanie, nurkowanie, opalanie, nicnierobienie i podziwianie rajskich widoków. Taki rejs trwa cały dzień.

Fidżi – czy warto?

Jak już wspominałam wcześniej Fidżi było przedłużeniem wakacji w Nowej Zelandii. Kraina kiwi jest niestety jednym z moich największych podróżniczych rozczarowań (mam w planach wpis o NZ, tam wszystko wyjaśnię) za to Fidżi uratowało ten wyjazd. Fidżi i Nowa Zelandia to dwa różne światy. W NZ jest pięknie, czysto, grzecznie a Fidżi – nie oszukujmy się – brud, hałas, taki typowy azjatycki zgiełk (mimo iż od Azji dzielą nas tysiące kilometrów). Ale tam dopiero poczułam, że jestem na końcu świata, na prawdziwie egzotycznych wakacjach. Ludzie są niesamowicie otwarci i choć czasem odpowiadanie siedemnasty raz na to samo pytanie może wydawać się nużące to na Fidżi naprawdę można się wyłączyć i przez chwilę mieć wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie, że nie żyjemy w czasach cyfrowych tylko w zgodzie z naturą i potrzebując do egzystencji naprawdę niewiele. Cudownie, że są jeszcze takie miejsca na świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *