Gdzie zjeść śniadanie w Warszawie?

Tym wpisem rozpoczynam nową serię, jedną z najfajniejszych 😉 Przy okazji wpisów z różnych zakątków świata wspominałam już, że uwielbiam jeść, smakować, próbować nowych rzeczy. Nie tylko na wyjazdach. Na dobry początek – idealne śniadanie w Warszawie. Jedzenie śniadań poza domem stało się swego rodzaju modą i teraz każda szanująca się knajpa musi mieć menu śniadaniowe. Zapraszam na przegląd moich ulubionych warszawskich śniadaniowni. Jestem przekonana, że niedługo pojawi się kolejna część, z kolejnymi miejscówkami.

Cafe Zaraz Wracam – Paryska 17, Saska Kępa

Na początek propozycja z Saskiej Kępy. Przede wszystkim przytulny, pięknie urządzony lokal. Są wygodne sofy, są książki, można siedzieć godzinami. Do tego pyszna kawa i spory wybór niedrogich opcji śniadaniowych. Ja zdecydowałam się na jajecznicę (standardowo jest z szynką, ja wybrałam bez). Za śniadanie wraz z kawą zapłaciłam 15zł. Za 25zł można zdecydować się opcję bufetu śniadaniowego – wybór dań był spory i każdy głodomór się naje.

Żona krawca – Kamionkowska 29, Praga Południe

Miejsce, do którego trafiłam zupełnym przypadkiem a okazało się strzałem w 10tkę i do dziś jest jednym z moich ulubionych. Mała, przytulna kawiarenka z bardzo sympatyczną obsługą i atmosferą na luzie. Pyszna kawa, porcje śniadaniowe bardzo duże (tost francuski to 2 tosty z owocami i dodatkami), ceny przystępne. Do tego super wygodne fotele, z których nie chce się podnosić, cisza i spokój.

Coco Bowls – Górnośląska 16, Solec

Śniadanie z Coco Bowls z pewnością jest najładniejsze i super zdrowe. Miseczki może na to nie wyglądają ale mieszczą ogromną porcję wszystkiego. Przyznam, że nie byłam w stanie zjeść całej porcji choć było pyszne. Dużym plusem jest elastyczność składników – jeśli nie lubimy jakiegoś składnika w wybranym bowlu bez problemu można go zamienić albo pominąć. Do tego można wybrać sobie rodzaj mleka (roślinnego, bo to lokal wegański). Ja wybrałam modne ostatnio błękitne mleko ryżowe – z dodatkiem alg. Jedzenie super. Minus lokalu jest taki, że nie bardzo jest gdzie usiąść – jest tylko jedna ława. Nie jest to miejsce, w którym chce się spędzać czas tylko szybko wejść, zjeść i wyjść albo kupić coś na wynos. Do tego specyficzna atmosfera wegańskich lokali, która mi nie do końca odpowiada. Po coś na wynos chętnie jeszcze wpadnę ale przesiadywać w tym lokalu nie będę 😉

Wozownia Bar – Plac Trzech Krzyży 16a (wejście od Nowego Światu), Śródmieście

Wozownia to miejsce stworzone przez właścicieli starych Koszyków – baru, który działał w hali przed jej rewitalizacją. Nazwa nowego lokalu nie jest przypadkowa, gdyż mieści się on rzeczywiście w starej wozowni. Jest to dobre miejsce na wczesne śniadanie (w tygodniu otwiera się o 7, w weekendy o 8). Specjalnością lokalu są grzanki z pieczywa wypiekanego na miejscu. I słodka, i niesłodka była pyszna. 2 grzanki wraz z kawą kosztują 17zł.

Juice Press People – Bracka 18, Śródmieście

Kolejna opcja dla tych, którzy chcą jeść wegańsko i super zdrowo. Niewielki lokal mieszczący się przy Brackiej specjalizuje się jak sama nazwa wskazuje w sokach ale też zdrowych śniadaniach i przekąskach. Mają też spory wybór herbat, można nawet sobie skomponować własny miks z tego co jest dostępne. Ze śniadań mamy do wyboru różne płatkowe bowle, naleśniki gryczane i kanapki. Ja zdecydowałam się na kanapkę z pasztetem z dyni, cebulką i rukolą, a na deser wjechał tofurnik z mango. Kanapka przepyszna i sycąca. Jeśli chodzi o ciasto to jadałam lepsze. Przede wszystkim spód był bardzo, bardzo słodki.

Shuk – Grójecka 107, Ochota

Specjalnie zostawiłam je na koniec. W Shuku dostaniecie prawdziwe śniadania mistrzów. Tylko nie zapomnijcie zarezerwować stolika, bo nawet w niedzielę rano ciężko wejść do Shuka tak po prostu z ulicy i dostać miejsce. Shuk specjalizuje się w kuchni bliskowschodniej i śniadania w tym stylu się tam serwuje. Mój wybór padł na śniadanie libańskie. Trzeba było na nie trochę poczekać (chyba z 40 min przy pełnym obłożeniu lokalu) ale warto było. Za 25zł dostaniecie tu grillowany ser halloumi (uwielbiam!), hummus, falafel, oliwki, shanklish, baba ghanoush, labneh z zzatarem, pistacjami, miętą i granatem. To wszystko podawane jest ze świeżo wypieczonym pieczywem Manakish. Porcja jest przeogromna, spokojnie najedzą się nią 2 osoby, wszystko jest przeabsolutnie pyszne. Do tego kawa bez ograniczeń. Z pewnością będę tam wracać zwłaszcza, że do spróbowania zostały jeszcze śniadanie tureckie i Tel Aviv. Mój absolutny nr 1 jeśli chodzi o warszawskie śniadania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *