Islandia w 48 godzin – co zobaczyć?

Na 2 dni na Islandię? Bez sensu. Takich komentarzy usłyszałam sporo po tym jak pochwaliłam się co poniektórym, że wybieram się na tę piękną wyspę 😉

Czemu tak krótko? Islandii nie było w moich planach na 2018 rok a nie oszukujmy się, to nie jest budżetowy kierunek. Jednak gdy zobaczyłam bilety za nieco ponad 200zł w 2 strony (z Poznania więc bez żadnych dojazdów i transferów) to uznałam, że tak – lecę. Czy warto lecieć na Islandię na tak krótko? Pewnie, że chciałoby się na dłużej ale odpowiem pytaniem na pytanie: Lepiej siedzieć w domu? Nie, lepiej zobaczyć chociaż kawałek Islandii. A lotów z Poznania do Reykjaviku już nie ma (Wizz latał całe pół roku z POZ) więc wstrzeliłam się idealnie. Bo gdybym miała lecieć na tak krótko z Warszawy czy Wrocławia to chyba jednak by mi się nie chciało.

Myślę, że jak na tak krótki okres to zobaczyłam całkiem sporo. Spałam mało, wróciłam zmęczona (i zmarznięta) ale w Islandii się zakochałam. I wiem, że prędzej czy później tam wrócę. Co mnie tak urzekło?

Reykjavik – najbardziej na północ wysunięta stolica świata

Może stopniujmy napięcie 😉 Na początek miasto, później zachwycająca przyroda. Nie oszukujmy się, na wyspie, która ma tak wiele do zaoferowania, miasto nie jest największą atrakcją. Ale jest najlepszą bazą wypadową do poznawania reszty kraju, jest miejscem gdzie najłatwiej znajdziemy nocleg i zrobimy zakupy. Moje zwiedzanie Reykjaviku było mocno okrojone, bo wieczór, który miałam zaplanowany na odkrywanie miasta spędziłam w Poznaniu – samolot miał 3 godziny opóźnienia…

Co warto zobaczyć w Reykjaviku? Na pewno symbol miasta -73-metrowy kościół Hallgrímskirkja będący drugim najwyższym budynkiem na wyspie (po 77-metrowym wieżowcu Smáratorg 3 znajdującym się w mieście Kópavogur). Kościół nosi imię islandzkiego poety i duchownego Hallgrimura Peturssona. Świątynię wybudowano w latach 1945 – 1986. Przed kościołem znajduje się pomnik wikinga, odkrywcy Ameryki, założyciela Islandii – Leifa Erikssona. Jego imię nosi także port lotniczy Islandii.

Laugarvegur to główna arteria handlowa miasta zabudowana kolorowymi domkami prowadząca do starego miasta z głównym placem Austurvollur.

Rejkjavik jako miasto położone nad zatoką jest oczywiście miastem portowym. Znajdują się tam dwa porty – port handlowy oraz tzw. stary port, z którego ruszają rejsy wycieczkowe

Golden Circle – Złoty Krąg

Najpopularniejsza, 300-kilometrowa, trasa turystyczna południowo-zachodniej Islandii. Nie można być na wyspie i nie zobaczyć jej największej atrakcji. Do Złotego kręgu zalicza się Park Narodowy Pingvellir, dolinę Haukadalur z gejzerami Geysir i Strokkur oraz wodospad Gullfoss na rzece Hvita.

Nazwa Złotego Kręgu pochodzi od Gullffoss, czyli Złotego wodospadu. Składa się on z dwóch kaskad, przez które w każdej sekundzie przepływa 400 metrów sześciennych wody. Wokół wodospadu znajduje się trasa spacerowa z tarasami widokowymi. Ogromne kaskady wody otoczone są charakterystycznymi dla Islandii czarno-zielonymi terenami, często nad wodą pojawiają się tęcze – kosmos. Myślę, że to najpiękniejszy wodospad w Europie.

Park Narodowy Pingvellir to miejsce styku płyt tektonicznych – euroazjatyckiej i północnoamerykańskiej. Jak się można domyślić, aktywność sejsmiczna i wulkaniczna jest tu duża. Park narodowy utworzony tu w 1928 roku wpisano w 2004 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

To właśnie tutaj w 930 roku po raz pierwszy zebrał się islandzki parlament Althing, który uważany jest za najstarszą tego typu instytucję w Europie. Jedną z atrakcji parku jest wąwóz Almannagjá.

Islandia jest krainą wodospadów stąd i tu nie może brakować wody (jakby jeszcze mało padało). Oxararfoss, bo tak nazywa się tutejszy wodospad, nie jest tak imponujący (i znany) jak inne islandzkie wodospady.

Dolina Haukadalur, czyli teren geotermalny to ścieżka prowadząca do dwóch gejzerów – the Great Geysir i Strokkur. Na terenie parku znajdują się także mniejsz eźrodła geotermalne – Smiður i Litli-Strokkur.

Wielki gejzer wybucha 2-3 razy dziennie, niestety nie udało mi się tego zobaczyć. Za to Strokkur eksploduje co kilka minut wyrzucając słup wody o średnicy 3 metrów na wysokość 30 metrów. Nie trzeba mieć wielkiego szczęścia, żeby zobaczyć go w akcji. Warto wejść na niewielkie wzgórze znajdujące się nieco nad areną gejzerów i podziwiać je z wysokości. Uwaga – jest bardzo ślisko.

Reynisfjara – Czarna plaża Islandii

Nie jest czarna tylko z nazwy. Ona naprawdę jest cała czarniutka. Spacer wzdłuż morza prowadzi do bazaltowych skał Reynisdrangar. Według legendy są to zaklęte w skały trolle.

Na plaży niemiłosiernie wieje, znikąd przychodzą ogromne fale stąd wszędzie są ostrzeżenia, żeby nie wspinać się na skały, bo jest to zwyczajnie niebezpieczne. Nie ma roku, żeby fale kogoś nie porwały. Śmiertelnych wypadków jest kilka rocznie. Niestety podczas mojej wizyty również nie brakowało osób żądnych adrenaliny tudzież ładniejszych fotek i na skałach było mnóstwo ludzi. Jak widziałam takich z dziećmi na rękach to naprawdę myślę, że poziom ludzkiej głupoty jest nieskończony.

Plaża pochodzenia wulkanicznego otoczona jest bazaltowymi formacjami skalnymi zwanymi Gardar. Wszyscy mówią, że wyglądają jak kościelne organy i trzeba przyznać, że to pierwsze skojarzenie jakie przychodzi na myśl po wejściu na plażę. Bazaltowe formacje są częścią góry Reynisfjall, gdzie żyją ptaki będące symbolem Islandii – maskonury (puffins). Niestety ja nie miałam szczęścia ich zobaczyć, w okolicy plaży szalały tylko dwie zbłąkane owieczki.

Bazaltowe formacje tworzą też małą jaskinię Hálsanefshellir.

Vik

Miasteczko położone w okolicy Reynisfjary. Właściwie to mieścina, nie miasto, wg różnych źródeł zamieszkuje ją od 300 do 400 osób. Dobra baza wypadowa do odkrywania okolicznych cudów przyrody. Miejsce gdzie poza uroczym kościółkiem położonym na wzgórzu jest porządny sklep i restauracja.

Vik znajduje się na półwyspie Dyrhólaey. Znajduje się tu kolejna na wyspie czarna plaża. Nie tak popularna ani nie tak okazała jak Reynisfjara ale też fajna. Szkoda, że podczas mojego pobytu była spowita mgłą. W okolicy znajduje się stadnina koni i na plaży często można zobaczyć te właśnie zwierzęta. Do tego tuż za plażą rozciągają się zielone tereny w lipcu ozdobione kwitnącymi łubinami. Krajobraz jak z bajki.

Wodospad Seljalandsfoss

60-metrowy wodospad ze ścieżką prowadzącą dookoła. Dzięki temu można niejako wejść w środek wodospadu. Niesamowite uczucie.

Nie warto ograniczać się tylko do niego, warto przespacerować się ok. 300 metrów dalej – tam jest taka mała jaskinia z jeszcze jednym małym wodospadem Gljúfrabúi. Trzeba przejść po kamieniach praktycznie znajdujących się pod wodą (niektórzy robili to bez butów, brrr) – będziecie mokrzy i zmarznięci ale warto. Takie rzeczy tylko na Islandii.

Skalholt kościółek

Skalholt to miejscowość, która była siedzibą pierwszego biskupstwa Islandii. Warto zobaczyć tu Núverandi Dómkirkja – czyli kościółek. Piękne okna z witrażami zostały podarowane Islandczykom przez Duńczyków.

Samo miasteczko przez lata było stolicą kulturalną i polityczną Islandii oraz siedzibą biskupstwa. Rezydowało tu 31 biskupów katolickich i 12 protestanckich.

Wodospad Skofagoss

Przepiękny majestatyczny wodospad w okolicy miasteczka Skogar. Jest wysoki na 62 metry i szeroki na 25. Wzdłuż wodospadu są schody, po których można wejść na sam szczyt i podziwiać kaskadę wody z góry.

Islandia to kraina legend i mitów, stąd i Skofagoss ma swoją historię. Legenda mówi, że jeden z pierwszych Wikingów mieszkających w okolicy ukrył za wodospadem skrzynię wypełnioną złotem. Skrzynia została po latach odnaleziona przez mieszkańców ale przy próbie jej otwarcia oderwał się pierścień z jej boku a sama skrzynia przepadła na wieki. Pierścień do dziś znajduje się w lokalnym muzeum.

Lodowiec Sólheimajökull

Piszę o nim na końcu a właściwie to od niego zaczęłam odkrywanie Islandii. Jest to spektakularny jęzor lodu, który spływa z Myrdasjökull, czwartego co do wielkości lodowca Islandii. Ze względu na ocieplenie klimatu lodowiec kurczy się z roku na rok więc lećcie czym prędzej na Islandię!

Islandia – ciekawostki

Co warto wiedzieć przed wyjazdem na Islandię? Latem nie zachodzi tam słońce. Dotarłam do Reykjaviku grubo po północy a było cały czas jasno. Niestety taka sytuacja ma też drugą stronę – zimą jest przez całą dobę ciemno.

Polacy stanowią główną mniejszość narodową na Islandii. Pójdziecie do sklepu, knajpy czy gdziekolwiek – wszędzie usłyszycie język polski. A kierowcy na Islandii to mam wrażenie sami Polacy 😉

Na Islandii za wszystko zapłacicie kartą – nawet za toaletę. Walutą obowiązującą w tym kraju jest korona islandzka, ja nie wymieniłam nawet złotówki (tudzież euro czy innego dolara). Z wszystko wszędzie można płacić bezgotówkowo.

Symbolem Islandii jest przepiękny ptak wodny – maskonur – niestety nie miałam okazji zobaczyć na żywo. Może następnym razem maskonurki będą dla mnie bardziej łaskawe? Przez ludy północne puffiny uważane są za pośmiertną postać rybaków i marynarzy, którzy zginęli na morzu.

Czy warto było lecieć na Islandię na 2 dni?

Tak, tak i jeszcze raz tak. Zakochałam się w Islandii, polecam ją każdemu i jestem przekonana, że kiedyś tam wrócę. I jak sami widzicie nawet podczas krótkiego wyjazdu można zobaczyć całkiem sporo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *