Bordeaux i Akwitania na weekend – informacje praktyczne

Pierwszy wiosenny weekend przyszło nam spędzić w Akwitanii. Rejonie jak się okazało zupełnie zapomnianym przez turystów. Pierwsze symptomy tego znalazłam po tym jak zakupiłam gruby, piękny przewodnik po Francji. Było tam mnóstwo miejsc ale Akwitanii nie. Wydawało mi się nieprawdopodobne, że turyści pomijają Bordeaux ale tak właśnie jest, zwłaszcza przed sezonem. Ma to oczywiście głównie plusy – jest cicho, spokojnie, restauracje serwują genialne jedzenie a nie papki dla turystów. Dla tych co nie mówią po francusku problemem będzie komunikacja – prawie nikt nie mówi po angielsku, zdecydowana większość knajp ma menu tylko po francusku, nawet opisy przy atrakcjach turystycznych są tylko po francusku. A jeśli są po angielsku to w wersji mocno skróconej, np. 8 linijek po francusku a po angielsku dwie 😀

Jak się dostać z Polski do Akwitanii?

Najprościej – samolotem na lotnisko w Bordeaux-Merignac (BOD). W sezonie letnim WizzAir oferuje loty z Warszawy (lotnisko Chopina), a Ryanair z Krakowa. Mieszkańcy zachodniej Polski mogą też skorzystać z lotów EasyJet z Berlina. Kupując bilety z wyprzedzeniem można je złapać w naprawdę korzystnej cenie (nasze kosztowały 140zł RT).

Bordeaux – dojazd z lotniska

Lotnisko położone jest w miejscowości Merignac, około 12 kilometrów od centrum Bordeaux. Dojazd do miasta zapewnia shuttle bus, który jedzie bezpośrednio na stację kolejową (Gare St Jean), dojazd zajmuje ok. 30 minut, bilet kosztuje 8 EUR w jedną stronę.

Tańszą opcją jest dojazd autobusem miejskim nr 1 za 1,7 EUR. Autobus jedzie na ten sam dworzec kolejowy ale po drodze ma mnóstwo przystanków i dojazd zajmuje prawie godzinę. Plus jest taki, że ma też kilka przystanków w okolicach centrum miasta (place Gambetta) gdzie można przesiąść się na tramwaj. Bilet do kupienia w automacie przy przystanku (można wybrać język angielski).

Samoloty WizzAir przylatują na terminal Billi. Trudno go właściwie nazwać terminalem, to raczej wielka buda udająca lotnisko. Chociaż po przeczytaniu opinii w internecie i tak byłam pozytywnie zaskoczona, bo spodziewałam się czegoś jeszcze gorszego. Generalnie jest tam jeden sklep, jedna knajpa i kilka toalet. Nie przyjeżdżajcie dużo wcześniej przed odlotem, bo nie ma tam kompletnie co robić.

Wychodząc z terminala i idąc w stronę hali A i B najpierw będzie przystanek shuttle busa (tego za 8 EUR), jeśli chcecie jechać autobusem nr 1 to musicie iść jeszcze dalej prosto wzdłuż terminala. Autobusy jeżdżą co ok. 10 minut.

Na lotnisku jest też oczywiście postój taksówek, działa też Uber.

Bordeaux – komunikacja miejska

Za pomocą trzech linii tramwajowych (A, B i C) dojedziecie praktycznie w każdy zakątek miasta, uzupełnieniem komunikacji tramwajowej są autobusy.

Bilet jednorazowy (ważny godzinę od skasowania, a raczej zeskanowania) kosztuje 1,7 EUR. Można też zakupić bilet 2-przejazdowy za 3,1 EUR i bilet 10-przejazdowy za 13,2 EUR. Z biletu 10-przejazdowego mogą korzystać 2 osoby, trzeba go po prostu 2 razy zeskanować przy wsiadaniu do autobusu/tramwaju. Jest też bilet 24-godzinny za 4,7 EUR oraz bilet 7-dniowy za 9,9 EUR. Tego ostatniego niestety nie można zakupić w automatach na przystankach. Biletomatów jest dużo, nie zdarzyło nam się spotkać żadnego niedziałającego, przyjmują płatności gotówką i kartą.

Mimo iż samo centrum Bordeaux jest dość zwarte to miasto jest jednak duże, sporo atrakcji jest oddalonych od ścisłego centrum więc ciężko poruszać się wyłącznie pieszo. W mieście jest też sporo rowerów miejskich, które działają na podobnej zasadzie jak w polskich miastach. Minus jest taki, że nie ma właściwie żadnej infrastruktury – ścieżek rowerowych. Rowerzyści jeżdżą po chodnikach, a odważniejsi po ulicy. Z tego względu rower w Bordeaux jest średnio praktycznym środkiem transportu. Wypożyczenie roweru miejskiego to koszt 1,7 EUR za 24 godziny. Podczas wypożyczenia pobierany jest depozyt z karty kredytowej- 200 EUR. Po pierwszym wypożyczeniu otrzymuje się kod ważny przez 24 godziny na nielimitowaną ilość wypożyczeń.

Akwitania pociągami

Bordeaux jest piękne i oferuje sporo atrakcji ale w 2 dni spokojnie można je zwiedzić. Będąc w Akwitanii dłużej zdecydowanie warto wyruszyć poza miasto. Nasz wybór padł na Saint-Emilion i Arcachon wraz z Dune du Pilat. Najprościej dostać się tam oczywiście wypożyczonym samochodem. Ale zwiedzanie regionu winiarskiego i wypożyczenie samochodu oznacza, że ktoś musi zrezygnować z degustacji najsłynniejszego francuskiego trunku dlatego po spojrzeniu na ofertę francuskich kolei SNSF zapadła szybka decyzja – Akwitanię zwiedzamy pociągiem. Ze stacji Gare St Jean (tej samej, gdzie docierają autobusy z lotniska) dojedziemy do każdego zakątka Francji. Kursują stąd zarówno pociągi regionalne jak i TGV.

Dworzec kolejowy w Bordeaux jest spory więc na stację trzeba przyjść odpowiednio wcześniej. Bilety można kupić w kasach lub w biletomatach (tu sporo było niedziałających). Za bilety można płacić gotówką i kartą. Bilet do Arcachon kosztuje 11,5 EUR w jedną stronę, bilet do Saint-Emilion 9,5 EUR. Do Saint-Emilion (które musicie odwiedzić będąc w Akwitanii i o którym jeszcze napiszę) jedzie się z przesiadką w Libourne. Uwaga, w Saint Emilion nie ma możliwości zakupu biletu na stacji kolejowej – trzeba kupić bilet powrotny wcześniej w Bordeaux lub poprzez stronę internetową. Francuskie pociągi są czyste, punktualne, jeżdżą często (co 30-60 minut).

Jeśli chodzi o nadmorską miejscowość Arcachon to po sezonie jest ona głównie bazą wypadową do Dune de Pilat – największej wydmy w Europie. Z dworca kolejowego odjeżdża tam autobus nr 1, kursy w okresie jesienno-zimowo-wiosennym są co ok. 1,5-2 godziny (aktualny rozkład znajduje się na dworcu), bilet kosztuje 1 EUR (zakup u kierowcy, gotówką). Autobus zatrzymuje się bardzo blisko wydmy (jest to przystanek końcowy, nazywa się Dune de Pilat, naprawdę trudno go przegapić). Droga do wydmy z przystanku jest bardzo dobrze oznakowana.

Akwitania – co zjeść?

Jak już wspomniałam na początku – Bordeaux nie jest popularnym miejscem wśród turystów i raczej ciężko tu wpaść na restaurację będącą turystyczną pułapką. W każdym odwiedzonym przez nas miejscu jedzenie było absolutnie genialne, porcje duże ale ceny niestety są dosyć wysokie. Za obiad dla 2 osób z winem i deserem trzeba się liczyć z wydatkiem 40-60 EUR. Są też oczywiście tańsze bary, są europejskie sieciówki i jeśli macie ograniczony budżet to da się znaleźć coś tańszego. Ale nie da się ukryć, że we Francji życie toczy się wokół jedzenia i w restauracyjnych ogródkach celebruje się posiłki. W Akwitanii spróbujecie wszystkich francuskich specjalności – quiche, żabich udek, owoców morza (Arcachon to jedna wielka hodowla ostryg), foie gras (polecam próbować w St-Emilion, tam są małe rodzinne przedsiębiorstwa produkujące ten niehumanitarny ale przepyszny francuski specjał), naleśników, zupy cebulowej czy deserów – tarte tatin, creme brulee i makaroników.

Praktycznie wszystkie miejsca, gdzie jedliśmy mogę z czystym sumieniem polecić. W Bordeaux koniecznie zajrzyjcie do l’Embarcadere przy Rue de Serpolet. Restauracja specjalizuje się w owocach morza, które są naprawdę genialne, a podane w sposób mistrzowski. Porcje są ogromne, jedzenie pyszne, obsługa nawet mówi po angielsku.

Miejsce z najlepszym wg mnie jedzeniem w Bordeaux to Edouard przy Place du Parlament. Tu możecie spróbować żabich udek (10 EUR), genialnej zupy cebulowej (7 EUR), pieczonego sera camembert, który w Akwitanii najczęściej podaje się z chipsami z bekonu. Desery też mają rewelacyjne – creme brulee i mus czekoladowy – mistrzostwo świata. Wszystko z widokiem na plac Parlamentu, bardzo blisko Place de la Bourse.

Będąc w Bordeaux trzeba spróbować makaroników z Bordeaux i canele de Bordeuax. Makaroniki różnią się od tych znanych z innych rejonów Francji tym, że nie są przekładane i nie są kolorowe. Są to takie jakby połówki znanych powszechnie makaroników. Niepozorne i skromne ale pyszne.

Symbolem miasta są babeczki o cylindrycznym kształcie canele de Bordeaux. Tradycyjnie ich kształt nazywa się kolumną dorycką bez podstawy. Piecze się je w regionie już od XV wieku, prawdopodobnie wymyśliły je zakonnice. Składają się z mąki, żółtek, mleka, masła, wanilii, rumu i cukru. Smakują jak zimny budyń cynamonowy otoczony twardą skorupką. Nam szczerze mówiąc nie przypadły do gustu.

Jedne i drugie ciasteczka kupicie w cukierni Baillardran. Jest to lokalna sieciówka, której sklepiki znajdują się w wielu punktach miasta, od dworca kolejowego począwszy na uliczkach starego miasta skończywszy. Są to charakterystyczne sklepy z czerwonym wystrojem i mnóstwem pyszności.


Francuskie desery najlepiej popić kawą po francusku, czyli czarną kawą z solidną porcją francuskiego rumu i bitą śmietaną. W końcu nie samym winem człowiek w Akwitanii żyje 😉

Hala Darwin Eco-System

Będąc w Bordeaux nie można pominąć hali Darwin Ecosysteme znajdującej się po prawej stronie rzeki. Dojazd tramwajem A do przystanku Stalingrad, potem kilkunastominutowy spacer wzdłuż rzeki lub kilka przystanków autobusem 46.

Jest to dawna jednostka wojskowa o powierzchni ponad 20 tysięcy metrów kwadratowych przerobiona na miejsce kulturalno-gastronomiczno-sportowe. Mamy tu skatepark (w ogóle skateparków jest w Bordeaux i całej Akwitanii mnóstwo), street art (całe centrum jest areną dla artystów), salon masażu, sklep ze zdrową żywnością i wiele punktów gastronomicznych (w tym największą we Francji restaurację z organicznym jedzeniem). Wszystko w post-industrialnym klimacie, otoczone kolorowym graffiti, do tego położone bardzo blisko rzeki i parku. Będąc w Bordeaux absolutnie musicie to miejsce odwiedzić.

W okresie wakacyjnym (czerwiec – wrzesień) przestrzeń działa od wtorku do niedzieli od 12 do 14:30 i od 19 do 22:30, w pozostałych miesiącach tylko od czwartku do niedzieli, w tych samych godzinach. W ogóle weźcie pod uwagę, że w Bordeaux i całym regionie ciężko jest cokolwiek zjeść między 15 a 19, bo zdecydowana większość knajp jest wtedy zamknięta na głucho, a nawet jeśli działają to mogą Wam zaserwować kawę, wino, ewentualnie deser, bo kuchnia działa tylko w porze lunchu (12-14, czasem 15) i kolacji (19-22).

Bordeaux – wino

Lubię wino i chyba każdy kto mnie obserwuje na instagramie o tym wie 😉 Ale chyba nie tylko mnie nazwa Bordeaux kojarzy się jednoznacznie – z winem właśnie. Wina z Bordeaux wraz z tymi z Burgundii i Szampanii stanowią świętą trójcę francuskiej sztuki uprawy winorośli i produkcji wina.

W Bordeaux produkuje się głównie wina czerwone, doskonałe Cabernet Sauvignon na lewym brzegu. Producenci z prawego brzegu specjalizują się w białych winach szczepów merlot i cabernet-franc.

Wino leje się w Bordeaux strumieniami, nawet kilkudniowy pobyt to okazja do spróbowania wielu różnych trunków. Cena lampki wina w restauracji zaczyna się od 4 EUR. Warto też przywieźć kilka butelek do domu, ceny w winnicach są dużo bardziej przystępne niż w Polsce, a wina naprawdę wyśmienite. Z nami przyleciało do Polski 12 butelek 😀 Tylko dlatego, że więcej nie zmieściło się do walizki kabinowej 😀 (poznańska oszczędność – wylot wyłącznie z bagażem podręcznym, powrót z tą samą walizką nadaną jako bagaż rejestrowany :D). Pisząc dla Was ten wpis popijam sobie czerwone bordeaux rocznik 2012 😉

Bordeaux – pogoda

Bordeaux i Akwitania leżą w obszarze klimatu morskiego. Zimy są tu łagodne a lata ciepłe choć nie upalne. Lecąc wiosną lub jesienią z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że będzie cieplej niż w Polsce. Od kwietnia do października średnie temperatury przekraczają 18 stopni. To idealny czas na zwiedzanie tego regionu Francji. Jeśli chcecie zobaczyć jak się zbiera winogrona i przerabia je na wino to najlepszym momentem wyjazdu do Akwitanii będzie druga połowa września.

Bordeaux – ceny

Nie da się ukryć, że w Bordeaux jest drogo. Noclegi są drogie (nasz bardzo skromny hotel kosztował 150 EUR za 3 noce). Jedzenie też do tanich nie należy (podstawowe zakupy w markecie – bagietka, masło, ser to koszt ok. 10 EUR), ceny w restauracjach to też ok. 6-8 EUR za przystawkę, dania główne od 10-15 EUR, desery od 6 EUR w górę. Piszę o zwykłych restauracjach w obrębie starego miasta, nie o żadnych ekskluzywnych miejscach. Magnesy – 4 EUR.

Stosunkowo tanie jest wino, bo całkiem porządne Bordeaux z 2012-2015 roku można kupić za 10 EUR w winnicach. Nie brakuje oczywiście win po 1500 EUR za butelkę ale mówimy o winie dla przeciętnego zjadacza chleba 😉

Bordeaux – bezpieczeństwo

To była właściwie nasza jedyna obawa przed wyjazdem. We Francji cały czas obowiązuje jeden z najwyższych alertów terrorystycznych, wszyscy pamiętamy co się tam co kilka miesięcy wydarza. Na szczęście Bordeaux i cały region sprawiają wrażenie bardzo spokojnych i bezpiecznych. Nie działo się nic niepokojącego, liczba imigrantów jest tu dużo mniejsza niż w innych regionach Francji. Jedyna dzielnica gdzie czuje się mniej europejsko to okolice bazyliki św. Michała. Tam więcej jest imigrantów niż Francuzów, knajpy są na modłę turecką i afrykańską (i przesiadują tam wyłącznie mężczyźni). Za dnia absolutnie nie ma się czego obawiać i spokojnie można tę okolicę odwiedzić, wieczorem pewnie czułabym się tam nieswojo. Generalnie poziom bezpieczeństwa w Bordeaux nas pozytywnie zaskoczył, nie ma się czego obawiać.

Bordeaux – czy warto?

Zdecydowanie tak. Miasto Bordeaux jest eleganckie i piękne. W niewielkiej odległości możemy podziwiać średniowieczne Saint-Emilion i sprawdzać jak powstaje jedno z najbardziej znanych win na świecie. Oddalając się od miasta w drugą stronę docieramy do oceanu i cudownych nadmorskich miejscowości w największą wydmą w Europie. Tyle różnorodnych atrakcji w zaledwie 3 dni, gorąco polecam Wam zorganizowanie sobie podobnego weekendu! A o tym co zobaczyć w samym Bordeaux, Saint-Emilion i Arcachon przeczytacie na blogu już wkrótce.

EDIT: Wszystko już jest. Po informacje o tym co warto zobaczyć w Bordeaux zapraszam TU, po informacje o zwiedzaniu Saint-Emilion TU, a po zwiedzanie Arcachon i wydm Dune du Pilat TU.

One Reply to “Bordeaux i Akwitania na weekend – informacje praktyczne”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *