Bodrum w jeden dzień z Kos

Po objechaniu wyspy Kos samochodem, relaksie na wysepkach Kalymnos, Pserimos i Plati, przedostatniego dnia naszych wakacji wybieramy się w rejs do Turcji, a konkretnie do Bodrum.

Bodrum z Kos – jak to zorganizować?

Bilety musicie zakupić z co najmniej 2-dniowym wyprzedzeniem podając imię, nazwisko oraz numer paszportu. My zrobiliśmy to w lokalnym biurze podróży. Za bilety z miasta Kos do Bodrum oraz transfer z naszego hotelu do miasta Kos zapłaciliśmy 30 EUR osoby. Cena ta obejmuje również opłatę portową w Bodrum (5 EUR).

W mieście Kos musicie być co najmniej 30 minut przed wypłynięciem statku. Najlepiej być godzinę wcześniej, bo kontrola paszportowa raz idzie wolniej, raz szybciej. Nasza przed wypłynięciem poszła całkiem sprawnie ale jak wróciliśmy to staliśmy chyba z godzinę. Przypłynęły na raz trzy promy a były otwarte tylko dwa okienka. Generalnie taka jednodniowa wycieczka oznacza 4 kontrole paszportowe – w Grecji przed wypłynięciem, w Turcji po przypłynięciu i przed wypłynięciem oraz w Grecji po powrocie. No niestety ale podróżuje się między Europą, a Azją. Nie dostaje się pieczątki do paszportu.

Bodrum z Kos – informacje praktyczne

Rej trwa ok. 75 minut w jedną stronę. Wszędzie mówili, że 40 minut ale płynęliśmy dobrze ponad godzinę. I w jedną, i w drugą stronę. Jest pokład dolny gdzie można się schować przed słońcem ale jeśli chcecie się poopalać po drodze – wejdźcie na górę. Na statku można kupić napoje, można też wnieść swoje (w drodze powrotnej wszyscy pili zakupione na duty free piwo za 1 EUR 😉 ). W ogóle ceny na duty free w Bodrum są bardzo korzystne więc jeśli potrzebujecie coś z oferty tego typu sklepów to warto przyjść wcześniej i zrobić sobie zakupy.

Dla bojących się statków – nie buja aż tak bardzo, przynajmniej my mieliśmy spokojne morze. Tak, że nawet ja miałam z tego rejsu trochę przyjemności i mogłam się poopalać bez stresu:D

W Bodrum można płacić w euro, nie trzeba wymieniać pieniędzy na liry tureckie. Takich jednodniowych turystów jest w Turcji sporo i pierwszy Turek w kawiarni, w której zapytałam o możliwości płatności EUR powiedział money is money. I wszędzie się tego trzymają 😉 W większości restauracji i sklepów zapłacicie kartą (nawet za małe zakupy, np. samą wodę), na bazarach wyłącznie gotówką.

Bodrum – co warto zobaczyć?

Po dopłynięciu do portu nazywanego tureckim Saint Tropez robimy sobie przystanek na kawę (po turecku, a jakże) i podziwianie setek jeśli nie tysięcy jachtów. Naprawdę widok mariny w Bodrum robi wrażenie. Ja co prawda w Saint Tropez nie byłam ale marina w Bodrum zrobiła na mnie większe wrażenie niż ta w Dubaju.

Tuż przy porcie znajduje się zamek i meczet Mustafy Paszy. Podczas naszej wizyty zamek jest w remoncie co widać na załączonych zdjęciach.

Turcja to oczywiście bazary – zadaszone i bardzo przyjemne ale ja nie lubię tego ciągłego zaczepiania i nachalności tamtejszych sprzedawców więc zrobiliśmy szybki spacer wzdłuż kilku głównych zakupowych ulic nabywając jakieś suweniry i trochę tureckich słodkości.

Jakie pamiątki warto przywieźć z Turcji? Na pewno coś z symbolem kraju – okiem proroka, na które natkniecie się w Turcji na każdym kroku. Jaka jest symbolika oka proroka? Chroni przed złymi spojrzeniami. I generalnie przynosi szczęście noszącej je osobie. Jeśli macie gdzie powiesić to pomyślcie o mozaikowych lampach. Sklepy z zawieszonymi lampkami u sufitu to jedne z najbardziej instagramowych miejsc w Turcji 😉 Ale też w innych krajach Bliskiego Wschodu, pokazywałam je Wam np. pisząc o Katarze.

W Turcji warto kupić chałwę, loukoum i baklavę – typowe tureckie słodycze. Wszystkie z nich występują w kilkunastu wersjach smakowych. Dla miłośników shishy – fajki w przeróżnych rozmiarach i kolorach. Dla miłośników ceramiki – zestawy do podawania herbaty. Jest też oczywiście biżuteria ale ja nie ufam złotu w takich krajach.

Ponieważ podczas naszej wycieczki było nieziemsko gorąco (temperaturę potęgowała wysoka w Turcji wilgotność) to zdecydowaliśmy się wybrać na plażę. Plaże w Bodrum są publiczne i dostępne niemalże z deptaka. Ale nie są one piaszczyste tylko kamieniste. Na plażach są leżaki należące do znajdujących się przy nich restauracji i jeśli zamówicie coś do jedzenia czy do picia to możecie z nich korzystać.

My przy okazji leżakowania i kąpieli w obłędnie przejrzystej wodzie (pięknej choć zimnej) zdecydowaliśmy się na lunch. A jak Turcja to oczywiście kebab. Weszliśmy w sumie do dość przypadkowej knajpy ale jedzony tam kebab był najlepszy w moim życiu. Po prostu poezja. Czekaliśmy na niego co prawda ponad 40 minut ale warto było. Do tego tureckie piwko Efes. W końcu jeść i pić trzeba lokalnie.

Po odpoczynku od upału i napełnieniu żołądków ruszamy w drugą stronę mariny. Promenada prowadząca wzdłuż nabrzeża jest świetnym miejscem na spacer. Z jednej strony woda, z drugiej zieleń, po drodze jakieś pomniki i fontanny. Bardzo ładnie, czysto, przyjemnie.

Promenada prowadzi do Marina Shopping Center. Nie jest to jednak centrum handlowe jakie znamy z Europy. Jest tylko częściowo zabudowane, wszystkie kawiarenki mają ogródki wychodzące na marinę. Aż żałowałam, że trzeba wracać na statek zamiast siedzieć i podziwiać widoki.

Niestety kilka godzin w Bodrum mija bardzo szybko i trzeba wracać. Tuż przed wejściem na statek robimy jeszcze szybką przerwę na turecką herbatę podawaną w tradycyjnej szklaneczce-tulipanie w kafejce tuż przy porcie.

Herbatka kosztuje jakieś śmieszne pieniądze (nawet nie 0,5 EUR) – jest mocna i pyszna. Tak posileni idziemy do odprawy paszportowej, kupujemy po jeszcze jednym Efesie w sklepie duty-free i wsiadamy na statek skąd z małym opóźnieniem (ogromny ruch w porcie!) wyruszamy w rejs powrotny do Grecji.

Czy warto wybrać się na jeden dzień do Turcji z Kos?

Tak, tak i jeszcze raz tak. Nie jest daleko, a macie okazję w trakcie jednych wakacji doświadczyć dwóch zupełnie różnych światów.

Turcja różni się od Grecji pod każdym względem. Inna jest architektura, inna kultura, inna mentalność, inne jedzenie. Zupełnie inny świat. Dla mnie też było to nowe doświadczenie mimo iż byłam już wcześniej w Turcji (ale akurat nie w Bodrum). Bodrum jednak nie ma nic wspólnego z Antalyą, Alanyą czy innymi kurortami. Tu jest bardzo elegancko, wręcz nieco snobistycznie. I powiem Wam szczerze, że Bodrum tak nam się spodobało, że jestem pewna, że prędzej czy później tam wrócimy na dłużej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *