Liban – wszystko co musisz wiedzieć przed wyjazdem

Liban – kraj leżący na Bliskim Wschodzie, tuż obok Izraela a jednak dużo mniej popularny od swojego sąsiada. Czy warto odwiedzić Liban? Co trzeba wiedzieć zanim kupi się bilety do Bejrutu? Zapraszam po wszystkie niezbędne informacje praktyczne na temat Libanu. Zwiedzanie jak zawsze będzie w osobnych postach.

Jak się dostać z Polski do Libanu?

Ze względu na to, że Liban graniczy tylko z Syrią i Izraelem (w Syrii trwa wojna a przejścia graniczne z Izraelem nie funkcjonują) to pozostaje droga lotnicza. W Libanie znajduje się jedno lotnisko międzynarodowe i jednocześnie jedyne lotnisko cywilne – w Bejrucie (BEY).

Od czerwca 2019 LOT przywrócił po kilkuletniej przerwie bezpośrednie loty z Warszawy do Bejrutu. Wg strony przewoźnika ceny zaczynają się od 900 zł RT, niestety przeglądając kalendarz niskich cen nie trafiłam na taką. Loty bezpośrednie są ale bardzo drogie. Taniej jest lecieć z przesiadką z Stambule, Moskwie, Pradze, Frankfurcie czy Atenach. Ponieważ ja kupowałam bilety z zaledwie 3-tygodniowym wyprzedzeniem, to jedyne sensowne ceny oferował rosyjski Aeroflot. Jeśli kupujecie bilety z większym wyprzedzeniem to zwróćcie uwagę na greckie linie Aegean, często oferują naprawdę dobre ceny na lot z przesiadką w Atenach.

Ja leciałam z Warszawy z przesiadką w Moskwie i jak już ci, którzy obserwują mnie na instagramie wiedzą – nie byłam najszczęśliwsza z tego powodu. Była to moja pierwsza podróż Aeroflotem. Punkt pierwszy – odprawa. Dzień przed wylotem próbowałam zrobić odprawę online, niestety wyskakiwał mi jakiś błąd i nie było takiej możliwości więc trzeba było odprawić się na lotnisku. Na lotnisku Chopina w Warszawie w kolejce do odprawy stoją prawie sami Azjaci. Linia oferuje tanie loty do Azji z przesiadką w Moskwie, nie ma w tym nic dziwnego. Ale już to, że każdy z nich podchodząc do okienka (były otwarte 3) blokował kolejkę, bo musiał się przepakowywać, było na początku dziwne, a z każdą kolejną osobą bardziej irytujące. Co ciekawe w drodze powrotnej w Bejrucie odprawiali się prawie sami Rosjanie i była dokładnie taka sama sytuacja! Jeśli lecicie Aeroflotem to przybądźcie na lotnisko najpóźniej 2 godziny przed lotem, bo inaczej nie zdążycie. Same linie robią bardzo dobre wrażenie – mają nowoczesne samoloty, na nocne loty dali kocyk, karmią nawet podczas niespełna 2-godzinnego lotu z Warszawy do Moskwy. Tylko te biedne stewardesy w pomarańczowych uniformach – jak dla mnie niczym wyjęte z Orange is the new black 😀

Drugi duży minus – zgubili mój bagaż. Na szczęście w drodze powrotnej ale doleciał do Polski z ponad 2-dniowym opóźnieniem. Okazało się, że bagaż przyleciał z Bejrutu do Moskwy ale z Moskwy zamiast do Warszawy to… odesłano go z powrotem do Bejrutu. I tak sobie przez 2 dni krążył między Libanem, Rosją a Polską aż w końcu dotarł do Poznania, w nienaruszonym stanie na szczęście.

Mimo iż na pierwszy rzut oka nie można liniom Aeroflot nic zarzucić to nie wydaje mi się, żebym jeszcze kiedykolwiek dobrowolnie z nimi podróżowała.

Bejrut – lotnisko

Lotnisko jest bardzo duże, obsługuje ponad 7 milionów pasażerów rocznie. Po wylądowaniu trzeba przejść kontrolę paszportową. I tu się zaczęły moje libańskie przygody. Stoję sobie grzecznie w kolejce, kontrola idzie dosyć sprawnie, nadchodzi moja kolej. Daję paszport – kilka standardowych pytań, a skąd, a po co, a czy pierwszy raz w Libanie. Na wszystko zgodnie z prawdą odpowiadam po czym pani celniczka mnie pyta czy Polacy potrzebują wizę do Libanu. Więc grzecznie odpowiadam, że wg mojej wiedzy to nie. Ale pani nie wie więc zabiera mi paszport i każde mi iść za sobą. Zaprowadza mnie do jakiegoś kantorka gdzie siedzi dwóch innych celników, daje im mój paszport i wychodzi. Panowie są bardzo sympatyczni i znowu zaczynają całą procedurę – a skąd, a po co, a czy pierwszy raz, a czy kogoś tu znam, a gdzie będę spać. Na wszystko odpowiadam a panowie zabierają mój paszport i wychodzą zostawiając mnie samą i mówiąc jedynie Please wait. I ja tak sobie siedzę, co chwilę ktoś przychodzi, wychodzi, na wszystkie moje pytania o co w ogóle chodzi jest tylko jedna odpowiedź: Please wait. Na tym bezsensowym siedzeniu minęły mi prawie 3 godziny (!). W końcu przyszedł pan z moim paszportem – pokazał mi, że mam pieczątkę ale żebym się nie nudziła to jeszcze raz mnie przemaglował z tego co już mówiłam. Ostatecznie wyprowadzono mnie z tego lotniska już jakimś bocznym przejściem z pominięciem tej całej kontroli paszportowej ale do hotelu dotarłam po 5 rano. Kosztowało mnie to dużo stresu przez to, że zupełnie nie wiedziałam o co chodzi.

Jak się okazało przy wylocie, to nie był koniec moich libańskich przygód. Po zeskanowaniu mojego paszportu celnik od razu zapytał mnie czemu miałam problem z wjazdem do Libanu. I się zaczęło całe maglowanie od nowa… Na szczęście tym razem po kilkunastu minutach byłam wolna. Ale powiem szczerze, że w tym momencie zestresowałam się dużo bardziej. Bo jakby mnie do Libanu nie wpuścili to jakoś bym przeżyła ale jakby mnie nie chcieli wypuścić to już bardzo niefajnie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Lotnisko Bejrut – Cedar Business lounge

Kiedyś postanowiłam opisywać lotniskowe saloniki, później o tym zupełnie zapomniałam ale wracam do realizacji tego pomysłu. Saloników biznesowych na bejruckim lotnisku jest mnóstwo. Nie wiedząc który wybrać poszłam do tego, który miałam najbliżej. Padło na Cedar. To chyba największy salonik w jakim kiedykolwiek byłam. Składa się z kilku części, są miejsca z krzesłami, fotelami, kanapami, każdy znajdzie coś dla siebie. Są gniazdka przy każdym miejscu, wi-fi śmiga bez zarzutu. Jedzenie zarówno na ciepło jak i na zimno, spory wybór słodyczy, alkoholi. Obsługa sprzątająca biega co chwilę. Uwaga – klimatyzacja rozkręcona na maxa, jest bardzo zimno.

Liban – wiza, paszport i przepisy wjazdowe

Bezpłatną wizę otrzymuje się na lotnisku. Tak, jest to wiza. W formie pieczątki do paszportu ale to wiza, 30-dniowa. Paszport musi być ważny co najmniej 6 miesięcy od zakończenia wyjazdu i nie może zawierać żadnych śladów pobytu w Izraelu. Pieczątki z lotniska w Tel Avivie czy jakiegokolwiek przejścia lądowego (jordańsko-izraelskiego itp.). Nie liczcie na szczęście. Wg strony MSZ nawet hebrajska klawiatura w telefonie czy napis na koszulce może spowodować odmowę wjazdu. Paszporty są sprawdzane bardzo dokładnie i ślad pobytu w Izraelu spowoduje cofnięcie Was do miejsca, z którego przylecieliście. To zresztą jest powód, dla którego tak późno dotarłam do Libanu. Kraj ten marzył mi się od dawna ale miałam w starym paszporcie pieczątkę z Izraela. Jak w końcu wymieniłam dokument to pierwsze co zrobiłam to kupiłam bilety do Bejrutu 🙂

Liban – pogoda, kiedy jechać?

Jeśli chcecie zwiedzać to najlepiej wiosną lub jesienią. Ja byłam na początku lipca i było bardzo ciepło – około 30 stopni. Dla mnie to jeszcze akceptowalna temperatura aczkolwiek po całym dniu spędzonym na słońcu odczuwa się większe zmęczenie. Liban jest krajem górzystym i zimy są tu dosyć ostre – mroźne i śnieżne. Więc jeśli celem Waszego wyjazdu nie jest jazda na nartach (a warunki i infrastruktura są w Libanie wyśmienite!) to zimą omijajcie Liban. Wiosną i jesienią temperatury będą umiarkowane i idealne do zwiedzania.

Liban – ceny i waluta

Walutą jest funt libański (LBP). Przelicznik wynosi 1 USD=1500 LBP (stan na lipiec 2019). Pieniądze można wymieniać w kantorach ale nie trzeba, ponieważ dolary są powszechnie akceptowane, często ceny podawane są i w dolarach, i w funtach. Płacąc w dolarach możecie otrzymać resztę w funtach libańskich więc raczej ostatniego dnia przed wyjazdem nie wyskakujcie ze stówą 😉 Euro w wielu miejscach nie chcą przyjmować, natomiast w kantorach wymienicie je bez problemu.

Przed wyjazdem nasłuchałam i naczytałam się jaki to Liban jest drogi. Owszem, dosyć drogie są noclegi oraz transport (ze względu na to, że nie ma komunikacji publicznej) ale jedzenie i pamiątki, czyli to co turystę interesuje najbardziej drogie nie jest. Woda 0,5l kosztuje 500 LBP, kawa 500-1000 LBP, falafel w budce na ulicy 2000-5000 LBP (w zależności od miejsca i od dodatków), małe piwo w sklepie 1000 LBP, butelka wina od 9000 LBP, magnesy 3000 LBP.

Bejrut – dojazd z lotniska do miasta

Teoretycznie podobno jest jakiś bus, który dojeżdża na lotnisko ale nie testowałam tej opcji więc się nie wypowiem. Zresztą wszędzie piszą, że lotnisko leży w niebezpiecznej dzielnicy Bejrutu więc lepiej opuścić je jak najszybciej.

Najprościej jest jechać do miasta taksówką, ja przyleciałam do Bejrutu w środku nocy więc nawet nie szukałam żadnych busów. Taksówkę można zamówić już przed wylotem, np. TU. Są też różne korporacje, które mają swoje aplikacje i łatwo możecie taksówkę zamówić czy to z lotniska czy dowolnego punktu w mieście. Pod warunkiem, że oczywiście złapiecie internet 😉 Oczywiście większość taksówek to nowoczesne, czyste, klimatyzowane samochody, nie takie jak te na zdjęciu powyżej 😉

Bejrut – komunikacja miejska i komunikacja publiczna w Libanie

Teoretycznie istnieje, w praktyce ciężko się tymi busikami poruszać. Ja po pierwsze nie ogarnęłam jak to do końca funkcjonuje a po drugie byłam w Libanie tak krótko (3 pełne dni), że szkoda mi było czasu na siedzenie na przystankach i czekanie czy busy przyjadą czy nie.

Jedyna sensowna opcja zwiedzania jeśli macie mało czasu to wynajęcie samochodu albo taksówki z kierowcą. W Bejrucie działają wszystkie sieciowe wypożyczalnie samochodów (nie tylko sieciowe, lokalne też jak widać). Cena za wypożyczenie w zależności od klasy auta wynosi 40-50 USD za dzień. Zazwyczaj jest limit kilometrowy (400-500) ale Liban jest tak małym krajem, że nie stanowi to ograniczenia. Jeśli chcecie wyjechać poza Bejrut (a trzeba!) to wypożyczenie auta jest dobrym pomysłem natomiast po mieście raczej polecam poruszać się taksówkami. Libańscy kierowcy jeżdżą z ułańską fantazją. Poza miastem nie jest to tak odczuwalne jak właśnie w centrum. Koszt wynajęcia taksówki na cały dzień to ok. 100 USD, tu dużo zależy od waszych zdolności negocjacyjnych. Wiadomo, że jak na więcej dni to da się wytargować lepszą cenę.

W Bejrucie funkcjonują też znane w innych miast Europy i świata autobusy hop on hop off. Bilet dobowy kosztuje 30 USD (taniej jeśli kupujecie wcześniej przez stronę internetową) a bus rzeczywiście dociera do wszystkich największych atrakcji miasta.

Liban – zdrowie, szczepienia

Nie ma obowiązku wykonywania żadnych szczepień. Warto na pewno zaczepić się na WZW typu A, zwłaszcza jeśli tak jak ja jesteście miłośnikami street-foodu.

Kraje Bliskiego Wschodu to jednak jest już trochę egzotyka więc osoby z wrażliwymi żołądkami muszą uważać na surowe warzywa i owoce. Woda z kranu nie nadaje się do picia, trzeba kupować butelkowaną.

Przed wyjazdem do Libanu nie zapomnijcie kupić dobrego ubezpieczenia obejmującego kraje Bliskiego Wschodu. Opieka zdrowotna jest tam bardzo droga.

Liban – co zjeść?

W Libanie jedzenie to temat rzeka. Ilość przysmaków przyprawia o zawrót głowy i w 3 dni nie ma możliwości spróbowania nawet połowy tego co ten kraj oferuje. Ale spróbujmy przyjrzeć się najpopularniejszym libańskim przysmakom.

Bezsprzeczny nr 1 – hummus czyli popularna także nad Wisłą pasta z ciecierzycy. Podawana jako przystawka ale w Libanie porcje są takie, że miseczka hummusu z libańskim chlebkiem wystarcza za cały posiłek. Raczej nie spotkacie tak popularnych u nas hummusów z dodatkami. W Libanie serwuje się hummus klasyczny, najczęściej polany libańską oliwą.

Labneh – ser robiony na bazie jogurtu. Dość słony, u mnie w hotelu codziennie był serwowany na śniadanie.

Moutabal – u nas znany raczej pod nazwą Baba Ganoush – pasta z bakłażana z dodatkiem tahiny i czosnku, często posypana natką pietruszki lub ziarenkami granatu. Również podawana jako przystawka.

Warak Inab – coś w rodzaju gołąbków tylko zawijanych w liście winogron. Mała przekąska znana wielu z Was z Grecji.

Jebneh Baladieh – libański biały ser, trochę podobny do mozzarelli. Słony.

Zaatar – mieszanka przypraw (tymianku, majeranku, oregano) i sezamu. Bardzo popularny dodatek do dań w Libanie.

Kibbeh Nayeh – tatar z jagnięciny.

Sałatka Fattouch – często nazywana po prostu sałatką libańską. Składa się z sałaty i grzanek z dużą ilością mięty i natki pietruszki, obficie polana oliwą z oliwek.

Tabbouleh – sałatka z kaszy bulgur z pomidorami, ogórkiem, papryką, cebulą i czosnkiem. Również podawana z miętą i pietruszką, czasem posypywana orzeszkami poniowymi.

Rikakat. Znacie bałkański burek? To coś bardzo podobnego. Rulonik z ciasta francuskiego ze słonym serem w środku.

Sambousik z kolei przypomina samosy – smażone pierożki z mięsem w środku.

Kibbeh Krass – popularny streetfood. Smażone kulki z wołowiny, jagnięciny lub mięsa wielbłądziego z cynamonem , goździkami i gałką muszkatołową.

Falafel – znane i u nas kulki z ciecierzycy smażone na oleju. To właśnie w Libanie jadłam najsmaczniejsze w swoim życiu. Kocham falafel!

Manoushi – kolejny streetfoodowy klasyk. Placek pieczony na specjalnym piecu. Do wyboru z zaatarem, serem lub mieszanką jednego i drugiego. Pierwsza rzecz jakiej spróbowałam w Libanie i w której się zakochałam. Często nazywa się go libańską pizzą. Te wszystkie przysmaki kupowane w budkach przy ulicy kosztują od 2 do 4 USD.

Jak już zjecie danie główne to trzeba zjeść deser. Desery libańskie są dokładnie takie jak w innych krajach Bliskiego Wschodu – malutkie i niebywale słodkie. Wejście do jakiejkolwiek cukierni przyprawia o zawrót głowy. Ciasteczek i czekoladek jest kilkadziesiąt rodzajów. Mi bardzo smakowały ciasteczka z miętą i pistacjami, nawet przywiozłam je do Polski (tak, błąkały się w bagażu 3 dni :D). Są też deserki w rodzaju loukhoum znane z Turcji czy Grecji, do kupienia również na lotnisku.

Liban – alkohol

Liban to kraj arabski ale bardzo liberalny więc alkohol zakupicie bez większego problemu. Wyjątek to miejscowości gdzie dominują muzułmanie, np. Sydon – tam z alkoholem jest problem i w sklepach, i w knajpach.

W Libanie trzeba spróbować lokalnego piwa – dwa najpopularniejsze to Beirut i Almaza. W Libanie produkuje się też wino, które ciężko dostać w Polsce. To znaczy może nie tak ciężko ale jest bardzo drogie. W mojej zaginionej walizce podróżowały trzy butelki, które na szczęście też dotarły w stanie nienaruszonym. W Libanie można kupić wino białe i czerwone jednak kraj słynie przede wszystkim z tego drugiego. Więc jeśli macie ograniczony bagaż i musicie ograniczyć się do jednej butelki to rekomenduję zakup wina czerwonego. Winorośle uprawia się w dolinie Bekaa.

W Libanie popularny jest też arak – anyżkowy aperitif. Ja szczerze mówiąc za nim nie przepadam, a w Libanie wielokrotnie mnie nim częstowano.

Liban – co kupić, co przywieźć?

Jak już wspomniałam ja przywiozłam wino i libańskie słodycze. Można też kupić libańską oliwę. Ja akurat mam w tym roku zapas z Kos i Tunezji więc już nie kupowałam. Poza tym Liban słynie z wyrobów z drewna cedrowego.

Liban – co zabrać?

Liban to naprawdę cywilizowany kraj i wszystko czego zapomnicie z domu możecie kupić na miejscu. Niepotrzebne są przejściówki do prądu – gniazdka są takie jak w Polsce.

Jeśli chcecie jeść w ulicznych budkach to weźcie nawilżane chusteczki albo żel do dezynfekcji rąk, bo jednak poziom czystości i higieny (zwłaszcza w miastach muzułmańskich) pozostawia tam wiele do życzenia.

Liban – strój

To zależy od miejsc, które chcecie zwiedzać. Liban jest generalnie bardzo tolerancyjnym i liberalnym krajem ale są miejsca gdzie trzeba się ubrać stosownie.

W Bejrucie możecie nosić się jak w Europie. Wyjątkiem są świątynie – przy zwiedzaniu czy to kościołów, czy meczetów kobiety muszą mieć zakryte kolana i ramiona, w meczetach także włosy. Większość świątyń ma wypożyczalnie strojów przed wejściem.

W miastach gdzie dominują muzułmanie raczej niewskazane są szorty i dekolty ale jakaś spódnica do kolan i t-shirt wystarczą. Nie trzeba zakrywać włosów.

Liban – bezpieczeństwo

Liban to kraj, w którym wojna zakończyła się zaledwie 20 lat temu. W mieście napotkacie mnóstwo jej śladów. Bliski Wschód to taki rejon świata, gdzie nieustannie coś się dzieje i napięcie jest większe niż gdziekolwiek indziej. Liban sąsiaduje z Syrią gdzie cały czas toczą się działania wojenne. W Libanie przebywają obecnie 3 miliony uchodźców syryjskich i palestyńskich.

Czy to spacerując po Bejrucie, czy wyjeżdżając w dalsze regiony kraju, wszędzie zobaczycie dziesiątki żołnierzy z długą bronią. Dla tych co byli w Izraelu nic nowego, tam wygląda to podobnie. Libańczycy powtarzają, że oni nie są po to, żeby się ich bać ale żeby zapewnić wszystkim bezpieczeństwo.

Ja osobiście nawet przez chwilę nie czułam się w Libanie zagrożona. Oczywiście, że na początku widok żołnierzy z bronią napawał mnie lekkim niepokojem ale ich jest tak dużo, że naprawdę po godzinie można przywyknąć. Poruszałam się wyłącznie po centrach miast i w obrębie atrakcji turystycznych, nie jeździłam na żadne przedmieścia ani nieciekawe miejsca. Z zachowaniem zdrowego rozsądku nic Wam się w Libanie nie powinno stać. Tzw. pospolita przestępczość, czyli kradzieże, rozboje itp. jest w Libanie na niskim poziomie. Wiadomo, że na soukach trzeba zwracać uwagę na torbę czy plecak ale pod tym względem uważam, że jest dużo spokojniej niż w Barcelonie, Rzymie czy wielu innych europejskich miastach.

Większość ambasad europejskich krajów odradza podróżowanie do południowej części Bejrutu ze względu na ryzyko ataków rakietowych i wybuchów samochodów-pułapek.

Uwaga piesi. Podobnie jak Doha, Bejrut to nie jest miasto dla ludzi poruszających się na nogach. Przejść dla pieszych praktycznie nie ma, trzeba przebiegać między samochodami. Ruch jest ogromny, a kierowcy szaleni. Uważajcie bardzo.

Jeśli nie chcecie mieć problemów z organami bezpieczeństwa to nie zabierajcie dronów. Teoretycznie nie są one zakazane ale cytując ostrzeżenie MSZ nie są mile widziane.

Liban – czy warto?

Tak, tak i jeszcze raz tak. Mimo wszystkich przygód, które mnie spotkały uważam, że to przepiękny i bardzo ciekawy kraj z otwartymi ludźmi i przepysznym jedzeniem. Do tego trzeba dodać, że to kraj nietknięty masową turystyką – a takich miejsc jest dziś coraz mniej. Ja się Libanem zachwyciłam i bardzo Wam polecam ten kierunek.

A opis największych atrakcji kraju już za kilka dni – mam nadzieję, że te wpisy ostatecznie przekonają Was, że warto wpisać Liban na swoją Listę Marzeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *