Pajuris – Litewskie wybrzeże Bałtyku – informacje praktyczne

Połąga – wiele osób jak usłyszało gdzie się wybieram to zadawało nieśmiertelne pytanie: A gdzie to jest? myśląc, że wybieram się w jakieś egzotyczne i dalekie miejsce. Natomiast dla wszystkich, którzy tak jak ja z uporem maniaka śledzą promocje lotnicze narodowego przewoźnika LOT nazwa Połąga brzmi znajomo. Bilety do tego litewskiego kurortu bardzo często są w promocji (zwłaszcza poza sezonem). Ja nie ukrywam, że właśnie w ten sposób dowiedziałam się o istnieniu Połągi. Zobaczyłam nazwę w jednej z promocji, wygooglałam i zapisałam na listę miejsc do odwiedzenia. Litewskie wybrzeże ciągnie się przez 90 km więc wiedziałam, że nudzić się tu nie będę.

Połąga – jak się dostać z Polski?

Jak już napisałam we wstępie – najszybciej samolotem. Lot z Warszawy trwa godzinę, jest kilka rejsów tygodniowo. Bilety w promocji kosztują mniej niż 200 zł za bilet w 2 strony.

Można też dojechać samochodem, Połąga oddalona jest o 200 kilometrów od północno-wschodniej granicy Polski.

Połąga – pogoda, kiedy jechać?

Sezon nad litewskim Bałtykiem wygląda dokładnie tak samo jak nad polskim. Czyli w lipcu równie dobrze możecie trafić na 16 stopni, jak i na 30. Niemniej cała infrastruktura działa trochę inaczej niż w Polsce. Podczas mojego pobytu (na początku września) sporo knajp było już pozamykanych. Nie było oczywiście problemu ze znalezieniem miejsca na obiad ale mam wrażenie, że polskie wybrzeże żyje trochę dłużej niż litewskie. Jeśli chcecie skorzystać ze wszystkich atrakcji kurortu to najlepiej jedźcie tam w okresie od połowy czerwca do końca sierpnia. Na początku września było ok. 20 stopni, słońce na przemian z chmurami, na szczęście w ogóle nie padało ale za to niemiłosiernie wiało.

Połąga – dojazd z lotniska

Lotnisko oddalone jest o zaledwie 6 km od centrum miasta. Dojazd zapewnia busik nr 100, który zatrzymuje się przed terminalem. Bus kursuje do Kłajpedy zatrzymując się po drodze na dworcu autobusowym w Połądze. Bilet do Połągi kosztuje 1,4 EUR, do Kłajpedy 2,5 EUR. do kupienia u kierowcy, za gotówkę. Kursy busa są zsynchronizowane z przylotami. Bus odjeżdża ok. 40 minut po każdym planowym przylocie samolotu. Jeśli samolot jest opóźniony to bus czeka na pasażerów więc nie ma obawy, że przy opóźnionym samolocie zostaniecie bez transportu do miasta. Rozkład jazdy busa jest wyświetlony na tablicy w hali przylotów, przystanek też jest dobrze oznaczony. Zresztą to lotnisko jest tak małe, że ciężko się tam zgubić.

Poza busem 100 z i na lotnisko można dojechać autobusami nr 3 i 4. One nie wjeżdżają pod terminal ale przystanki są zlokalizowane naprzeciwko wejścia do budynku więc trzeba przejść raptem 50 metrów. Bus nr 3 w drodze na dworzec autobusowy w Połądze zatrzymuje się przy przystanku Centras w samym centrum Połągi więc jeśli macie hotel gdzieś w centru m to nie musicie jechać aż na dworzec autobusowy. Bilet na autobus 3 i 4 kosztuje 0,72 EUR, do kupienia u kierowcy.

Jest też oczywiście postój taksówek, za przejazd do miasta chcą 10-12 EUR, w nocy 15 EUR. W Połądze nie funkcjonuje Uber.

Samo lotnisko jest małe ale klimatyzowane, jest sklep wolnocłowy i kawiarnia. Uwaga, lotnisko nie obsługuje mobilnych kart pokładowych o czym nie wiedziałam. Przed wylotem jak zawsze próbowałam się odprawić online ale wyskakiwał mi komunikat, że dany odcinek podróży nie jest obsługiwany i żeby kontaktować się z agentem na lotnisku. Nieco (no dobra, nawet bardzo) mnie to zestresowało, sprawdzałam na stronie przewoźnika czy może lot nie został zmieniony albo odwołany. Ale przyczyna okazała się prozaiczna. Także podróżując z Połągi musicie odprawić się przy stanowisku check-in. Na szczęście kolejek ani do odprawy, ani do kontroli bezpieczeństwa nie ma.

Połąga – gdzie spać?

Wybór noclegów w Połądze jest ogromny, od rodzinnych guesthousów i pensjonatów po 5-gwiazdkowe luksusowe hotele SPA. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja za pokój w pensjonacie (duży, przestronny, z aneksem kuchennym, łazienką i balkonem) położonym tuż przy deptaku zapłaciłam 70 EUR za 3 noce. Poza sezonem co prawda ale to niska cena. W Polsce nad Bałtykiem nawet we wrześniu jest drożej.

Zwiedzanie litewskiego wybrzeża – baza wypadowa

Jeśli chcecie zwiedzić wybrzeże i zastanawiacie się gdzie spać to najrozsądniejsze są dwie opcje – Połąga i Kłajpeda. Te miasta mają najlepiej rozwiniętą komunikację, tu jest największa baza hotelowa i gastronomiczna.

Ja zdecydowałam się na Połągę z bardzo prostego powodu – jest bliżej lotniska i krótszy jest dojazd. Z perspektywy czasu myślę, że to była dobra decyzja – zobaczyłam wszystko co chciałam, z komunikacją nie było problemów. Kłajpeda jako większe i popularniejsze miasto jest też droższa (mam na myśli noclegi).

Litewskie wybrzeże – komunikacja i transport

Główne miasta i miasteczka regionu są dobrze skomunikowane. Ja podczas swojego 4-dniowego wyjazdu zwiedzałam Połągę, Kłajpedę, Sventoji i Smiltyne. Wszystko komunikacją publiczną, za niewielkie pieniądze.

Z Połągi do Sventoji kursują autobusy nr 3 i 4. Po drodze zatrzymują się przy lotnisku. Do 3-ki możecie wsiąść na przystanku Centras, do 4-ki najlepiej na dworcu. Przejazd trwa ok. 20 minut, w Sventoji najlepiej wysiąść na ostatnim lub przedostatnim przystanku skąd czeka Was ok. 10-minutowy spacer nad morze. Bilet 0,72 EUR.

Z Połągi do Kłajpedy kursują busy i marszrutki. Bus chyba nie ma żadnego numeru, ma po prostu napisane Palanga-Klaipeda-Palanga. Bilet kosztuje 1,3 EUR, zakup u kierowcy. Jeździ co 30 minut. Na dworcu jest profesjonalna organizacja ruchu – są stanowiska dedykowane busom do Kłajpedy i łatwo można je znaleźć. Przejazd trwa ok. 30 minut. Marszrutka kosztuje 1,4 EUR. Jedzie nieco szybciej, bo nie zatrzymuje się na tylu przystankach co autobus ale to marszrutka – mała i niezbyt wygodna. Ale na taką trasę w zupełności wystarczy. Marszrutki również kursują co pół godziny w 15-minutowym odstępie od autobusów więc generalnie co 15 minut coś między Połągą a Kłajpedą jeździ.

Smiltyne to miejscowość położona na cyplu i dostaniemy się tam promem z Kłajpedy, a dokładnie ze starego terminalu promowego. Przeprawa trwa całe 5 minut, promy odpływają co pół godziny. Bilet kupuje się w automacie (płatność kartą i gotówką), kosztuje 1 EUR (za podróż w 2 strony tego samego dnia).

Po litewskim wybrzeżu można też poruszać się rowerem. Turystyka rowerowa jest tu bardzo rozwinięta ale nie jest to tania przyjemność. Wypożyczenie roweru na godzinę kosztuje 3 EUR, na cały dzień 15 EUR. Pewnie gdyby pogoda była lepsza to bym się zdecydowała ale że podczas mojego pobytu niemiłosiernie wiało to korzystałam z tańszej opcji transportu – autobusów i własnych nóg.

Co i gdzie zjeść?

Ulubiony punkt programu musi być 😀 Kuchnia litewska nie należy do lekkich. Dużo tu mięsa, dań mącznych i śmietany (genialnej zresztą!). Nie będę udawała, że cierpiałam z tego powodu, bo ja uwielbiam wszystkie kluski i placki ziemniaczane. A że podczas mojego pobytu było zimno, a ja dużo chodziłam to uważam, że spalanie miałam takie, że mogłam się zajadać tymi wszystkimi smakołykami bez wyrzutów sumienia 😉 Na Litwie zjecie też oczywiście lżej. Generalnie każda restauracja, którą odwiedziłam miała dość bogate menu z niewielkim tylko wycinkiem pt. kuchnia litewska. Wszędzie serwują sałatki, typowe dania obiadowe, pizze i makarony. Ale jak wiecie ja wychodzę z założenia, że jeść trzeba lokalnie więc litewskich dań sobie nie żałowałam.

Mój pierwszy obiad na Litwie to restauracja… rosyjska. Połąga leży blisko obwodu Kaliningradzkiego i Rosjan jest tu całkiem sporo. Restauracja nazywa się Cagino i znajduje się przy ulicy J. Basanavičiausa – głównym deptaku miasta. Ja zdecydowałam się na moje ukochane pielmieni. Ilość masła i śmietany spowodowała, że jedząc je aż czułam jak zatykają mi się tętnice od cholesterolu 😀 Ale było przeprzepyszne. Bardzo Wam tę restaurację polecam. Obiad z herbatą kosztował 8 EUR.

Kolejne odwiedzone przeze mnie miejsce to restauracja de Cuba. Tak, tak, dobrze myślicie – to restauracja z akcentami kubańskimi. Nie ukrywam, że na obiad tutaj skusił mnie ich przecudowny ogródek. Jedzenie jest bardzo międzynarodowe ale jest też krótka część z ofertą kuchni litewskiej. Ja zdecydowałam się na danie najbardziej litewskie z litewskich, czyli cepeliny. Niby dostaje się dwa ale ja po zjedzeniu jednego myślałam, że pęknę. Były przepyszne no ale to nie jest lekkie danie. Niemniej nie wyobrażam sobie jechać na Litwę i nie zjeść cepelinów. Restauracja jest dosyć droga, akurat dania litewskie są najtańsze z całej oferty. Za cepeliny i piwo (bezalkoholowe) zapłaciłam 7 EUR.

Zuvine – restauracja, na którą zwróciłam uwagę już podczas swojego pierwszego spaceru po Połądze. Przepiękny przeszklony budynek pełen książek położony tuż przy lesie. Sceneria bajkowa. Do tego przeuroczy ogródek ale na początku września było już dla mnie za chłodno na siedzenie na zewnątrz. Restauracja jest dosyć elegancka ale panuje tam swobodna atmosfera. W menu dominują ryby. Wszak jesteśmy nad morzem. Ja kocham śledzie więc po przejrzeniu menu nie miałam wątpliwości na co się zdecydować. Był marynowany śledź, z genialną śmietanką i przepysznym ciężkim, czarnym chlebem. Sama ryba dobrze wymoczona, nie za słona. Jeden z lepszych śledzi jakie jadłam w swoim życiu. Spróbujcie koniecznie! Jest dosyć drogo, przystawki kosztują 8-10 EUR, dania główne ok. 20 EUR, kawa i herbata 2-3 EUR.

Molinas Asotis – kolejna restauracja serwująca dania kuchni litewskiej. Tym razem wybór pada na placki ziemniaczane. Jest to właściwie jeden placek ale potężny. Do tego mięsny sos na bazie śmietany. No lekko po raz kolejny nie jest ale to było bardzo bardzo dobre. Obsługa taka sobie ale wszystko rekompensuje cudowny ogródek. Za placek i herbatę zapłaciłam 7 EUR.

Podczas swojej wizyty w Kłajpedzie wybrałam restaurację Memelio Katpedele. Jest pięknie położona na nabrzeżu i genialnie urządzona. W menu jest bardzo dużo pozycji dań litewskich i aż żałowałam, że nie mogę spróbować wszystkiego. Wybór padł na małe placuszki ziemniaczane. Porcja może nie wygląda na dużą ale ja się bardzo najadłam. Jako dodatek były ta nieziemsko pyszna, kremowa litewska śmietana. Pięknie miejsce z pysznym jedzeniem, warte rozważenia podczas wizyty w Kłajpedzie. Za placki i piwo zapłaciłam 7 EUR.

Gdzie zjeść śniadanie w Połądze?

Cafe Banduke – kolejene odwiedzone przeze mnie miejsce przy głównym deptaku. Kawiarnia serwuje śniadania już od 8 rano co w kurorcie takie oczywiste nie jest. Zdecydowałam się na grillowaną kanapkę z mozzarellą, pesto, prosciutto, pomidorkami i rukolą. Była ogromna i przepyszna. To było śniadanie, po którym można było spędzać dzień bardzo aktywnie. Do tego kawa słusznych rozmiarów. Całość za niecałe 7 EUR.

Fotocentras – przeurocza kawiarnia w fotograficznym stylu z pomnikiem aparatu fotograficznego przy wejściu. Oferta śniadaniowa nie jest duża ale jest i coś wytrawnego, i coś słodkiego. Nikt głodny nie wyjdzie. Ja zdecydowałam się na croissanta i kawę, za całość zapłaciłam niecałe 5 EUR. Czy na śniadanie, czy tylko na kawę ale musicie tu przyjść podczas wakacji w Połądze. Przeurocze miejsce!

A Petit – jedna z najpopularniejszych restauracji w mieście, znajduje się niemalże naprzeciwko Fotocentras. Taka mała restauracja w stylu francuskiego bistro. Jest kilka pozycji śniadaniowych. Ja wybrałam naleśniki z mascarpone i owocami. Do dziś mam ślinotok jak o nich myślę. Nie dość, że serek z owocami był genialny to naleśniki były usmażone na solidnej porcji masła (jestem uzależniona od masła!) i okraszone bułką tartą. No doskonałe. Moje najlepsze śniadanie na Litwie. Naleśniki z kawą kosztowały 6 EUR.

Litwa – co kupić, co przywieźć?

Spacerując po litewskich miasteczkach zobaczycie mnóstwo straganów z wyrobami z bursztynu. Są magnesiki z bursztynem i przede wszystkim ogromna ilość biżuterii. Ceny bardzo zróżnicowane – od 2-3 EUR do kilkudziesięciu. Ciężko się na coś nie skusić 😉 Ja uwielbiam bursztyny więc przyjechały ze mną nowe kolczyki 😉

Ponadto z Litwy warto przywieźć lokalny ser Dziuga – do kupienia w wielu miejscach.

Litewskie wybrzeże Bałtyku – czy warto?

Warto i to bardzo warto. Ja wróciłam zachwycona i zauroczona. Czym dokładnie to pokażę Wam w kolejnych wpisach, część osób widziała już przepiękne krajobrazy na instagramie. Jest pięknie, trochę dziko, nie ma tłumów i jest zdecydowanie taniej niż nad polskim Bałtykiem. Ja z pewnością będę tu wracała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *