Sydon, Tyr i Kana – jednodniowa wycieczka z Bejrutu

Sydon to trzecie co do wielkości miasto Libanu, oddalone od Bejrutu o 40 kilometrów, malowniczo położone pomiędzy uprawami cytrusów i bananów. W czasach starożytnych było jednym z ważniejszych portowych miast fenickich. Na przestrzeni lat miasto było wielokrotnie najeżdżane i niszczone. W VII wieku miasto zostało podbite przez Arabów.

W porcie do dziś wznosi się zamek krzyżowców. Został wybudowany w XIII wieku w miejscu dawnej fenickiej świątyni poświęconej Melkartowi – fenickiemu odpowiednikowi Herkulesa. Zamek znajduje się na wysepce połączonej z lądem kamienną groblą. Budowla została zniszczona przez Mameluków chcących chronić region przed powrotem krzyżowców ale odbudowano ją w XVII wieku.

Dziś nie ma tam zbyt wiele do zwiedzania ale z zamku rozciągają się piękne widoki na morze i na miasto więc warto tam wejść na kilkanaście minut.

Niewątpliwą atrakcją miasteczka jest też arabski souq – wąskie alejki kryjące wiele tradycyjnych zakładów, sklepików, piekarni, cukierni itp przenoszą w czasie. Może nie aż do średniowiecza ale wiele, wiele lat wstecz. Mam wrażenie, że to zupełnie nieturystyczne miejsce, takie do podglądania normalnego życia Libańczyków.

Kolejną atrakcją Sydonu jest odrestaurowany karawanseraj Khan al-Franj. Na co dzień wiele się tam nie dzieje, natomiast podczas ramadanu jest centrum kulturalnym miasta. To bardzo ładne i przyjemne miejsce, w dodatku położone tuż przy souqu więc zdecydowanie warto tam zajrzeć.

Świątynia Eszmuna

Niedaleko Sydonu znajduje się stanowisko archeologiczne – świątynia Eszmuna, patrona Sydonu. Wśród ruin dobrze zachowany jest tron królowej Astarte otoczony przez dwa sfinksy. Ponadto znajdują się tu pozostałości willi z czasów rzymskich i bizantyjskiego kościoła z licznymi mozaikami. Sama świątynia została zbudowana w VII wieku p.n.e. Wstęp jest bezpłatny. Tuż obok stanowiska archeologicznego jest ogromna plantacja bananowców. Moim zdaniem nie jest to must-see, możecie to miejsce pominąć planując wycieczkę do Libanu.

Tyr – miasto Fenicjan

Tyr to portowe miasto fenickie, w dawnych czasach jedno z najbogatszych na całym półwyspie arabskim. Fenicjanie zajmowali się eksportem szkła, ceramiki i barwników (purpury) do wszystkich krajów basenu Morza Śródziemnego. W czasach świetności Tyr zamieszkiwało 300 tysięcy ludzi.

Ruiny wpisane w 1984 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO to jedna z pierwszych fenickich metropolii. Prawdopodobnie tu wynaleziono purpurowy barwnik, który był główną gałęzią handlową Tyru.

Archeologiczne pozostałości pochodzą z czasów fenickich, bizantyjskich i rzymskich. Podczas zwiedzania stanowiska archeologicznego można zobaczyć pozostałości katedry, termy, nekropolię z różnego rodzaju sarkofagami, drogę rzymską przechodzącą przez monumentalną bramę, największy na świecie i najlepiej zachowany hipodrom (ten rzymski mógł pomieścić więcej widzów ale rozmiarowo największy był hipodrom w Tyrze), 20-metrowy łuk triumfalny z czasów Hadriana i budynek widowiskowy. Latem wszystko tonie w zieleni i w kwiatach więc mimo upału jest tu bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, że teren jest naprawdę spory, a turystów można policzyć na palcach jednej ręki. Można spokojnie chodzić, oglądać, robić zdjęcia, przysiąść w cieniu.

Bilet wstępu kosztuje 6000 (4USD).

Kana

10 kilometrów od Tyru i zaledwie 12 km od granicy z Izraelem znajduje się ciekawa miejscowość – Kana (Qana).

Jeśli nazwa kojarzy Wam się z Kaną Galilejską to może się okazać, że całkiem słusznie. Libańczycy twierdzą, że to właśnie w ich Kanie Jezus dokonał przemiany wody w wino. Nie w Izraelu (też są różne domyślne lokalizacje), a właśnie w Libanie. Cóż… Prawda jest zapewne taka, że żadnej przemiany wody w wino nigdzie nie było ale Libańczycy tak głośno krzyczą o tym, że to w ich Kanie z bardzo prostego powodu – chcą przyciągnąć do kraju pielgrzymów i kolejnych turystów. Chcą, żeby zamiast do Izraela przyjeżdżali do nich. Wszystkie chwyty dozwolone? 😉

Zwiedzania w Kanie dużo nie ma, są skały z wykutymi postaciami niby pary młodej, na której weselu miało dojść do cudu i jest kapliczka wykuta w skale. Kapliczka pochodzi prawdopodobnie jeszcze z czasów rzymskich. Biorąc pod uwagę niewielką odległość od Tyru na chwilę warto tu podjechać.

Już przy wejściu zobaczycie ciekawe zjawisko – białe chusteczki na drzewkach oliwnych. Zawiązują je turyści z Indii, którzy traktują je jako swego rodzaju talizmany.

Uwaga, jeśli planujecie przyjechać do Kany to sprawdźcie wcześniej ostrzeżenia lokalnych władz. Ze względu na bliskość Izraela i bardzo napiętą sytuację polityczną w tej części kraju czasem wjazd do Kany nie będzie możliwy. Zresztą w 2006 roku doszło tu do masakry – zginęło 28 osób podczas nalotów izraelskich.

Po drodze do Kany będziecie mijali checkpointy z flagami Hezbollahu. Nie ukrywam, że to było jedyne miejsce w Libanie gdzie nie czułam się do końca pewnie. Może nie niebezpiecznie ale z pewnością człowiek w takim miejscu ma oczy dookoła głowy. Uwaga, żeby Wam czasem nie przyszło do głowy robić zdjęć tym checkpointom czy żołnierzom. Jest to absolutnie zakazane i słyszałam, że nikt się z niesfornymi turystami nie patyczkuje. Robisz zdjęcia – w najlepszym wypadku tracisz kartę pamięci, w najgorszym cały aparat/telefon.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *