Podróżnicze podsumowanie roku 2019

Mam wrażenie, że dopiero co pisałam podsumowanie roku 2018, a tu już czas wspominać kolejne 12 miesięcy. Rok 2019 minął niepostrzeżenie szybko.

Na początek tradycyjnie kilka statystyk. W podróży spędziłam 154 dni. I jest to chyba mój życiowy rekord choć to tylko 11 dni więcej niż w 2018. Różnica jest na pewno taka, że w tym roku zdecydowania większość moich wojaży przypadła na drugą połowę roku. Pierwsza z różnych względów była bardziej domowa. Lotów w 2019 roku miałam tylko 47. To mój najsłabszy wynik od 2013 roku. Mała ilość lotów w dużej mierze wynika z tego, że całe wakacje podróżowałam po Polsce więc siłą rzeczy nie korzystałam z transportu lotniczego. Mój mini wkład w ochronę klimatu 😉 Niestety planeto nie mogę obiecać, że w 2020 będę równie przyziemna 😉 Te 47 lotów przekłada się na 58 572 kilometry i 105 godzin spędzonych w chmurach. W 2019 odwiedziłam 20 krajów (Wielka Brytania, Francja, Grecja, Tunezja, Turcja, Liban, Hiszpania, Holandia, Andora, Niemcy, Katar, Seszele, Rosja, Włochy, Chorwacja, Słowenia, Litwa, Cypr, Węgry, Szwajcaria), 5 z nich po raz pierwszy (Katar, Seszele, Liban, Tunezja, Andora). Jak już pisałam na instagramie Andora jest moim ostatnim krajem Europy więc nasz piękny kontynent mam już zamknięty (co absolutnie nie znaczy, że przestaję podróżować po Europie). Wszystkich krajów mam już 85 i czuję tę ostatnią prostą do 100 😉 Daję sobie na to na spokojnie 3 lata ale nie ukrywam, że marzy mi się, żeby podsumowując rok 2021 napisać, że setka już przekroczona 🙂 Jak to wyjdzie w praktyce – wszystko się okaże. Trzymajcie kciuki 🙂 A teraz wspominki roku 2019!

styczeń

Moje podróże zaczęły się od jednodniówki w Londynie. Jak pewnie część z Was pamięta miałam lecieć do Londynu w grudniu 2018 ale wtedy nie wyszło. Więc poleciałam w styczniu. Zwłaszcza, że zimą okazało się, że WizzAir likwiduje bazę w Poznaniu i znacząco zmniejsza liczbę lotów do stolicy Wielkiej Brytanii przez co nie będzie już opcji wyjazdu jednodniowego z Poznania do Londynu. Wielka szkoda. Szczęściarze z Gdańska i Warszawy (chyba tylko choć może się mylę) nadal mają możliwość wyjazdu do Londynu bez noclegu. Jak sobie taki wyjazd zorganizować przeczytacie TU.

Poza tym jeden styczniowy tydzień spędziłam w Warszawie. To już chyba moja mała tradycja, że od kilku lat w styczniu przenoszę się na trochę do Warszawy 😉 Podczas tego wyjazdu odkrywałam głównie Pragę. Rozkopany wpis wisi od dłuższego czasu w szkicach i mam nadzieję, że wkrótce go dokończę i pokażę Wam czemu się Pragą zauroczyłam. Miłość to nie jest (jeszcze) ale zauroczenie ogromne. W planach tradycyjnie był teatr na każdy wieczór ale ze względu na panującą wówczas żałobę narodową odwołano mi WSZYSTKIE zaplanowane spektakle. W 2020 też planowałam taki tygodniowy wyjazd do stolicy ale po intensywnej końcówce roku czuję potrzebę pomieszkania w domu więc sorry Warszawo 😉

luty

Chyba pierwszy od kilku lat miesiąc, który spędziłam w całości w domu. I to dosłownie. Nawet po Poznaniu się nie szwendałam. Kumulacja wszystkich złych zdarzeń tego roku. Miesiąc do zapomnienia. Miałam za to czas, żeby skupić się na blogu i to właśnie w lutym powstała większość wpisów, które mogliście czytać w kolejnych miesiącach.

marzec

Tu się zaczęło moje zwiedzanie Polski. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, że tak spędzę całe wakacje ale marcowy wyjazd był bardzo fajny. Zaczęło się od Wrocławia, następnie kilka ciepłych i wiosennych dni w Krakowie a potem powrót zimy w Zakopanem. I w drodze powrotnej znowu jeden dzień we Wrocławiu. Było cudownie. Wrocław i Kraków też się piszą. Najbardziej chciałabym skończyć wpis o Kazimierzu i mam nadzieję, że niedługo będziecie mogli poczytać jak dzielnica, której fenomenu kilka lat temu nie rozumiałam teraz jest moim ulubionym miejscem na mapie Krakowa.

A o Zakopanem napisałam dosyć szybko i możecie ten wpis znaleźć TU.

Przełom marca i kwietnia to powiew wiosny w Akwitanii. Przeurocze Bordeaux, największa wydma w Europie i mekka wszystkich miłośników wina – Saint Emilion. Było ciepło, było pięknie, było smacznie. Bardzo Wam taki weekend polecam! Niestety z końcem grudnia okazało się, że WizzAir likwiduje loty z Warszawy do Bordeaux. Wielka szkoda.

kwiecień

W związku z majówką wypadającą zaraz po Wielkanocy święta spędziłam w Warszawie. Była piękna, wiosenna pogoda, były spacery po starówce i po raz pierwszy w tym roku po bulwarach wiślanych.

A w poświąteczny wtorek nadszedł czas najdłuższego i budzącego najwięcej emocji wyjazdu w tym roku – Seszele ze zwiedzaniem Dohy po drodze. Wszystkie informacje praktyczne jak zaplanować wyjazd na Seszele znajdziecie TU, plan naszego wyjazdu wraz z kosztorysem TU, zwiedzanie wyspy Mahe TU, wyspy Praslin TU, a wyspy la Digue TU. Wiem, że sporo osób się zainspirowało moim wyjazdem i też planuje eskapadę na Seszele, czekam na Wasze relacje!

maj

Maj to wyjazd na Kos, który miał się odbyć w maju 2018 roku. Informacje praktyczne o Kos znajdziecie TU, o rejsie wokół Kalymnos, Plati i Pserimos TU, o tym co warto zobaczyć na Kos TU, a o jednodniowej wycieczce z Kos do Bodrum TU.

czerwiec

Czerwiec to weekend w dawno planowanym Kołobrzegu (TU przeczytacie co warto w Kołobrzegu zobaczyć) i przy okazji zwiedzanie ogrodów Hortulus w Dobrzycy (o TU). Po tym wyjeździe jeszcze bardziej żałuję, że tak długo odwlekałam wyjazd do tego pięknego miasta. Ja będę wracać a Wam bardzo Kołobrzeg polecam!

Ostatni tydzień czerwca to odkładana od paru ładnych lat Tunezja. Zapraszam do poczytania co trzeba wiedzieć przed wyjazdem TU, co warto zwiedzić na Djerbie TU, jak zorganizować wycieczkę na Saharę TU i gdzie szukać śladów Gwiezdnych Wojen TU.

lipiec

Zaczęło się od wakacyjnego weekendu w Warszawie (i zauroczenia barem Loreta), a następnie wyjazd do planowanego od dawna Libanu. Przez izraelską pieczątkę w starym paszporcie przez długi czas ten plan był niemożliwy do realizacji. Mimo iż wyjazd ten obfitował w niespodziewane wydarzenia i kosztował mnie sporo stresu to sam kraj jest cudowny i warto było tyle lat na niego czekać. Wszystkie wpisy z Libanu do poczytania w TYM miejscu.

Później było już zwiedzanie Polski. Najpierw weekend w Płocku, Lipcach Reymontowskich, Arkadii i Nieborowie oraz Łowiczu.

Kolejny weekend to Trójmiasto i Puck. Weekend u znajomych, na totalnym luzie, bez zwiedzania, raczej od knajpy do knajpy 😉

Później po raz kolejny Warszawa (naprawdę uwielbiam w okresie letnim!), a z Warszawy wyjazd na odkładaną od wielu lat Lubelszczyznę. Ponieważ tłumy ludzi na Festiwalu Sztukmistrzów nas pokonały to z Lublina uciekliśmy do Zamościa, Zwierzyńca i Szczebrzeszyna. Po drodze było też zwiedzanie Kazimierza i Puław.

sierpień

Początek sierpnia to kolejny wyjazd na Dolny Śląsk – Wrocław i zamek Książ, a także jednodniowa wycieczka do Zgorzelca i Gorlitz. Było przepięknie i mam nadzieję, że niedługo będziecie mieli okazję o tym poczytać 😉

Później po raz pierwszy w życiu wybrałam się na Górny ŚląskKatowice są najbardziej niedocenianym miastem w Polsce!

Ostatni weekend wakacji to wyjazd do Łodzi. Też piękniejącej z dnia na dzień.

wrzesień

Początek września to nieplanowana, organizowana w ostatniej chwili (niech żyją Szalone Środy LOT) wycieczka na Litwę, a konkretnie nad litewski Bałtyk. Było pięknie, cudownie i fantastycznie. Już wiem, że litewskie wybrzeże to jedno z tych miejsc, do których będę wracać. A Wam taką wycieczkę bardzo polecam! Zwiedzałam Połągę, Kłajpedę, Smiltyne i Sventoji.

Później był kolejny powrót na Dolny Śląsk – tym razem do Bolesławca i Świdnicy. W planach był jednodniowy wyjazd do czeskiego Skalnego Miasta ale cóż… nie chciało mi się wstać na pociąg o 6 rano. W następne wakacje na pewno się zmobilizuję 😉

Koniec września to urodzinowy wyjazd na Mazury – Olsztyn i Giżycko. Pogoda dopisała, było magicznie!

październik

Październik zaczął się cudownym wyjazdem do Holandii. Kupiłam bilety do Eindhoven, odpaliłam mapę i zaczęłam szukać fajnych miejsc, które warto zobaczyć. Ostatecznie zdecydowałam się pojechać do Bredy, Tilburga, Rotterdamu i Hagi. Wszystkie mnie zachwyciły i do każdego z nich bym chciałam wrócić!

Kolejny weekend to zwiedzanie Bydgoszczy i Torunia. Było pięknie, jesiennie i słonecznie.

Przedostatni październikowy weekend to powrót do mojego ukochanego Londynu, z jednodniowymi wypadami do Oxfordu i Cambridge. Było jak zawsze cudownie, Londyn nigdy mi się nie znudzi!

Ostatni weekend października (halloweenowy) to Norymberga i Furth. Coś zupełnie nieplanowanego (znowu efekt Szalonej Środy), a po raz kolejny okazało się bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Norymberga jest bardzo ładnym miastem z mnóstwem interesujących zabytków, a Furth to chyba najbardziej urocze niemieckie miasteczko jakie w życiu widziałam.

listopad

Początek listopada to 10-dniowe wakacje na półwyspie Istria. Przyleciałam do Triestu skąd na dwa dni pojechałam do Wenecji. Celem mojej kolejnej (nie liczę której już) wizyty w Wenecji było odwiedzenie kolorowych wysepek Murano i Burano. Następnie powrót na Istrię i zwiedzanie chorwackich Puli, Poreciu i Rovinju oraz słoweńskich – Kopru, Izoli, Piranu i Portorozu.

Kolejny listopadowy tydzień to krótki wypad do Kaliningradu. Było przede wszystkim… smacznie. Kaliningrad to prawdziwa mekka dla foodies. Nie dość, że serwuje się tam smaczne jedzenie to restauracje wyglądają tak, że szczeka opada już na wejściu. Ze względu na te fantastyczne (i tanie!) knajpy będę do Kaliningradu wracać. Zwłaszcza, że nie udało mi się podczas tego pobytu pojechać nad morze. Było w planach ale niestety zimna i wietrzna pogoda spowodowała, że zostałam w mieście. Jednak listopad to nie jest najlepszy miesiąc na wakacje nad Bałtykiem 😉

Ostatni listopadowy weekend spędziłam w Barcelonie. Celem tego wyjazdu nie była Barcelona sama w sobie (odwiedziłam ją już wcześniej, w 2013 roku) ale wypad do Andory. Odwiedzając Andorę tym samym dokończyłam swoje zwiedzanie Europy. Zbieram się do napisania jakiegoś podsumowania tych europejskich wojaży ale ciężko mi zrobić jakieś rankingi. Ja naprawdę uwielbiam Europę i bardzo się cieszę, że mieszkam właśnie w Europie i po tym kontynencie podróżuję najczęściej. A z Barcelony wybrałam się też na jednodniową wycieczkę do Montserrat, o czym zdążyłam już napisać TU.

grudzień

Początek grudnia to wyjazd do Bazylei połączony z jarmarkami świątecznymi w Alzacji – Colmar i Miluzie, a także jarmark w niemieckim Fryburgu. Jarmark w Bazylei, który miał być tylko przystawką do tych alzackich okazał się prawdziwą perełką. Bardzo polecam!

Kolejny weekend to kolejne świąteczne jarmarki – Dusseldorf, Dortmund, Bonn a na koniec Amsterdam i tamtejszy Light Festival. Dusseldorf jest w grudniu jedną wielką świąteczną wioską, Dortmund zachwyca największą na świecie choinką, Bonn grzańcem z marakują i tonami misiów Haribo a Amsterdam… urzeka jak zawsze. Nawet mimo zakazu picia grzańca na ulicy.

Święta spędziliśmy całą rodziną na Cyprze. Objechaliśmy dużą część wyspy – byliśmy w Larnace, Limassol, Pafos, Nikozji, Kyrenii i wielu innych mniejszych i większych miejscowościach. Kąpałam się w morzu w grudniu w Europie!

Ostatni wyjazd 2019 roku to Sylwester w Budapeszcie gdzie powstaje ten wpis 🙂

Podsumowanie

Najlepszy wyjazd to jak nietrudno się domyślić Seszele. Konkurencji dużej nie było 😉 Kolejne miejsca na podium przyznałabym Tunezji i Libanowi. W kolejności dowolnej. Na pewno odkryłam na nowo Polskę i to mnie bardzo cieszy. Mimo iż mało było w tym roku egzotyki to uważam, że podróżniczo to był bardzo udany rok. Nie było nawet jednego wyjazdu, o którym mogłabym powiedzieć, że był nieudany.

Plany na 2020

Nie ukrywam, że w podróżowaniu poza samym byciem w drodze kocham też planowanie. Szukanie biletów, hoteli, fajnych knajp i mniej oczywistych atrakcji. Zajmuje to właściwie cały mój wolny czas ale daje mi mnóstwo frajdy. Po sporej ilości odwołanych wyjazdów w ostatnich 2 latach trochę się boję mówić o planach na 2020 ale na chwilę obecną kupione mam bilety do wymarzonej i od dawna odkładanej Korei. Na majówkę też już jakieś plany są ale na razie bez konkretów więc póki co nie będę zdradzać. W czerwcu po raz trzeci Toskania. I z planów to na razie tyle. Marzę o zobaczeniu któregoś z krajów Azji Środkowej (najbardziej Uzbekistanu) i mam nadzieję, że uda mi się tam jesienią dotrzeć. W wakacje chcę odkrywać kolejne zakątki Polski, a w listopadzie wybrać się na jakieś ciepłe wakacje. Grudzień tradycyjnie będzie miesiącem odwiedzania świątecznych jarmarków i już mam konkretną listę, które to będą 😛 W międzyczasie na pewno pojawią się jakieś promocje biletowe, które spowodują, że polecę w jakieś miejsce, o którym nigdy nie myślałam. Oby wszystkie zaskoczenia były pozytywne!

Pięknego roku 2020!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *