Malezja – co zjeść? + kulinarny przewodnik po Kuala Lumpur

Współczesna kuchnia malezyjska jest połączeniem wpływów malajskich, chińskich, hinduskich i kultury Pernakan (potomków chińskich imigrantów). O ile kuchnia chińska, tajska czy wietnamska są znane w Europie to o malezyjskiej wiadomo mniej. W takim razie co zjeść w Malezji? Czego spróbować i czego szukać na lokalnych targach? Zapraszam na mój przewodnik po kuchni malajskiej i restauracjach w Kuala Lumpur.

Jak już pisałam w poprzednich wpisach ceny jedzenia w Malezji są niskie. Można się dobrze najeść za równowartość 3 – 4 USD. Nie mówię tu oczywiście o wypasionych restauracjach (których też w Kuala Lumpur nie brakuje) ale o zwykłych restauracjach w centrach handlowych i budkach ze street foodem.

Sztandarowe danie kuchni malezyjskiej to laksa – ostra zupa z kurczakiem. występuje w wielu wersjach. W Kuala Lumpur popularna jest laksa lemak – z dodatkiem curry – w innych regionach kraju mówią, że to nie laksa 😉 Można spotkać też laksa sarawak – z krewetkami i wiele innych odmian. Laksę jada się na śniadanie, obiad i kolację. W kuchni malezyjskiej stosuje się sporo chili więc jeśli jesteście nieprzyzwyczajeni do ostrych smaków to proście zawsze o łagodniejszą wersję dań.

Drugie tradycyjne typowe malezyjskie danie, które można napotkać niemal wszędzie to roti kaya – tosty z dżemem kokosowym. Często serwowane z ugotowanym jajkiem. To zdecydowanie jedno z najpopularniejszych śniadań w Malezji.

Kays jest też częstym nadzieniem to popularnych w Malezji bułeczek na parze – też warto spróbować.

Słodkie śniadania w Malezji to też popularne kuih ketayap – zielone naleśniczki z dżemem kokosowym. Baaardzo słodkie!

Jeśli chodzi o wytrawne śniadania to w Malezji najczęściej jada się nasi lemak – ryż gotowany na mleku kokosowym ze smażoną rybą lub kurczakiem, do tego gotowane jajko i sambal – pasta na bazie chili. Czasem dodaje się świeżego ogórka. Całość zawsze podaje się zawiniętą w liściu bananowca. Jest to typowe jedzenie w Malezji i chociaż raz warto spróbować.

Jak już jesteśmy przy dodatkach to w Malezji często stosuje się gotowe pasty i sosy zamiast pojedynczych przypraw. Bardzo popularna jest belacan – fermentowana pasta z krewetek, a także rempah – pasta z szalotki, czosnku, chili, trawy cytrynowej, imbiru i galangi.

Co jeszcze warto zjeść w Malezji? Na pewno często można napotkać znane z Indonezji i innych azjatyckich krajów satay – szaszłyki z mięsa drobiowego przygotowywane z masłem orzechowym.

W Malezji warto zjeść i spróbować wszystkie możliwe owoce – papaje, jackfruity, mango, pomelo, liczi, rambutany czy guawy. I oczywiście króla owoców – duriana. Durian jest w Malezji wszechobecny nie tylko w postaci świeżego owocu ale też owoców suszonych, lodów, deserów, ciastek czy durianowej kawy i herbaty. Ja duriana kocham i jadłam absolutnie codziennie! Pamiętajcie tylko, żeby duriana zjeść tam gdzie go kupujecie, bo zarówno przewożenie go komunikacją miejską jak i wnoszenie do hoteli jest karalne. I to niemało, po 500 RM.

Jeśli chodzi o napoje w Malezji to wszystkie one są niesamowicie słodkie. Do kawy i herbaty standardowo dodaje się cukier albo mleko skondensowane. Kawa z mlekiem skondensowanym to kopi – jeśli zamówicie ją w jakiejś budce na ulicy to zobaczycie w jaki specjalny sposób jest przygotowywana. I tu niestety smutna konkluzja – w Malezji wszystkie napoje podaje się w plastiku. W plastikowych woreczkach, z plastikowymi słomkami i jeszcze z plastikową zawieszką na skuter. Niestety świadomość ekologiczna jest tam jeszcze mało rozwinięta.

Rozważania o tym co zjeść w Malezji nie mogą obyć się bez napisania o deserach. Nawet jednego deseru w Malezji nie zjadłam do końca. Wszystko jest tam jakieś 5 razy słodsze niż gdziekolwiek indziej. Wcale mnie nie dziwi, że w Malezji jest najwyższy odsetek diabetyków w całej Azji. No ale od jednych wakacji nikt cukrzycy nie dostanie 😉 Zatem co słodkiego warto zjeść w Malezji?

Numer jeden to cendol – najpopularniejszy malezyjski deser składający się z kruszonego lodu, mleka kokosowego, cukru palmowego, fasoli i ryżowo-groszkowych żelków. Czasem dodaje się do niego owoce (np. duriana). Pyszny ale dramatycznie słodki! Niemniej jeśli miałabym wskazać co trzeba w Malezji spróbować to powiem: cendol. Koniecznie. Potrafi kosztować 3 RM, a potrafi 25 RM. Zależy gdzie i zależy z jakimi dodatkami.

Dużo jest w Malezji takich ulicznych stoisk gdzie smażą różne ciasteczka / kuleczki z przeróżnymi dodatkami. Fajne, smaczne, tanie ale wszędzie cukier w ilościach zatrważających. Nie wiem czy to widać na zdjęciu ale ciasteczko z orzeszkami miało tyle cukru, że aż trzeszczał w zębach. No ale na wakacjach w Malezji spróbować trzeba 😉

W Malezji warto też spróbować deseru jedynego w swoim rodzaju Durian Lava Cake – ciastka na ciepło ze słodkim nadzieniem z duriana. Idealnie pasowałaby do niego mocna gorzka kawa ale niestety przez tydzień pobytu w KL serwowałam ją sobie sama w pokoju hotelowym 😉

Fajne są też takie ciastka, nie ciastka, trudno powiedzieć co to jest. Takie kulki z mąki ryżowej na zimno z nadzieniem z duriana.

No dobra. Wiemy już co zjeść i czego spróbować w Malezji to teraz pytanie gdzie to wszystko znaleźć. Gdzie zjeść w Kuala Lumpur? Ja w Azji kocham takie hipsterskie miejsca jak to ze zdjęcia powyżej 😉

Zachęcam do jedzenia śniadań w Kuala Lumpur poza hotelem. Hotelowe jedzenie mimo iż często zawiera lokalne produkty to nigdy nie jest TO. Śniadania w restauracjach czy czy ulicznych budkach w Kuala Lumpur to koszt 2 – 6 RM. Kawa 1 -2 RM. Naprawdę niewiele a zawsze można poczuć się jak mieszkaniec KL 😉 Ja najczęściej jadałam w budkach w dzielnicy Little India lub w małych retauracjach przy centrum handlowym NU Sentral – dobre tosty z kaya serwują w PappaRich (można płacić kartą).

W związku z tym, że mój hotel był tuż przy NU Sentral to zdążyłam tam przetestować kilka restauracji. Poniżej te, które polecam odwiedzić podczas zwiedzania Kuala Lumpur.

Dolly Dim Sum – tu trafiłam na swój pierwszy obiad w KL i tu zakończyłam swoją kulinarną przygodę z Malezją. Restauracja serwuje chińskie pierożki dim sum. Z mięsem, z krewetkami, co kto lubi. Jest też spory wybór chińskich herbat i deserów. Za 2 rodzaje pierożków i herbatę płaciłam zazwyczaj ok. 20 RM. Można płacić kartą.

Taka ciekawostka – jeśli wybieracie się do restauracji w Kuala Lumpur to dostaniecie menu i karteczkę z ołówkiem gdzie zaznaczacie wybrane pozycje. Wybieracie, zaznaczacie i przekazujecie kelnerowi. Z zamówieniem otrzymujecie rachunek, który reguluje się w kasie przy wyjściu z restauracji (nie płaci się bezpośrednio kelnerowi).

W centrum działa też tajska knajpa Mr Tuk Tuk. Jako wielka fanka mango sticky rice i pad thaia nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Zdecydowałam się właśnie na te dwa moje ulubione tajskie dania. Były przepyszne – zwłaszcza mngo sticky rice. Porcja pad thaia spokojnie na 2 osoby. Płatność tylko gotówką.

Na poziomie -1 działa koreańska kawiarnia Hanbing serwująca koreańskie desery – wyglądały obłędnie ale porcja była tak ogromna, że ja po zjedzeniu połowym bym się przez pół dnia nie ruszyła! Jednak przyszłam tam na śniadanie i zdecydowałam się na tosty. Do wyboru różne różniste – z serem, z tuńczykiem, na ostro… Jeśli już znudzą się Wam typowo malezyjskie śniadania to polecam dla urozmaicenia śniadanie koreańskie w Kuala Lumpur 😉 Można płacić kartą.

I kontynuując kulinarną podróż przez Azję w Nu Sentral są też dwie restauracje japońskie sieci Zanmai. Jedna serwuje makarony, druga sushi. Ponieważ jestem pastożercą to zdecydowałam się na makaron z krewetkami i sosem orzechowym. Ale to było dobre!!! Jeden z moich najlepszych posiłków w Kuala Lumpur. A najlepsze jest to, że za makaron i herbatę zapłaciłam 16 RM. Można płacić kartą.

Na lody warto wybrać się do Baskin-Robbins. Porcje są duże ale lody są w Malezji drogie – cena za kulkę to kilka, a nawet kilkanaście RM.

Mekką wszystkich malezyjskich foodies jest ulica Jalan Alor. Działa przy niej kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset barów ze street foodem i można tu zjeść i kupić absolutnie wszystko. Są stoiska z kawą i herbatą, z deserami, z owocami. Są sklepy z durianem i suszonymi owocami. Są restauracje serwujące mięso, ryby (jak widać można najpierw spojrzeć w oczy rybie, którą chce się zjeść). Ulica funkcjonuje przez 24 godziny na dobę, większość barów otwiera się po godzinie 17 ale niezależnie czy przyjdziecie tu w środku dnia czy w środku nocy to zawsze coś można tu zjeść.

Swego rodzaju food court z hinduskim jedzeniem znajduje się przy Jalan Stensen Sentral – jeden poziom parkingu zamieniono tu na skupisko budek z jedzeniem prosto z Indii. Ceny jedzenia są tu bardzo niskie – porządna porcja curry z ryżem i warzywami to koszt 5 – 8 RM. Warto tu też spróbować maślanki i herbaty z hibiskusem. Maślanka okazuje się być popularnym napojem w Malezji – serwuje się ją najczęściej z dodatkiem kolendry. Hibiskus natomiast jest narodowym kwiatem Malezji i poza rolą dekoracyjną jest też składnikiem dań i napojów. Bardzo polecam hibiskusową herbatkę – smakuje zupełnie inaczej niż polskie herbatki z dodatkiem tego owoców. Taki mocny napar z dużą ilością lodu idealnie łagodzi ostrość hinduskich dań i orzeźwia w upalny dzień. Tu przy okazji ważna informacja praktyczna – w Malezji można bez obaw pić napoje z lodem. Cały lód jest produkowany fabrycznie, nie ma obaw żadnych zanieczyszczeń czy zakażeń.

Jak już spróbujecie dań malajskich i hinduskich to koniecznie trzeba zjeść coś chińskiego w Chinatown. Jeden z najpopularniejszych i najsłynniejszych lokali w Chinatown to Koon Kee słynący z pysznej wieprzowiny. Tak, tak, w kraju muzułmańskim bez problemu można zjeść prosiaczka. Wieprzowina jest mięciutka, soczysta i pyszna, makaron genialny a pierożki – do dziś mi ślinka cieknie jak o nich myślę. To obowiązkowe miejsce na posiłek w Kuala Lumpur. Chciałam nie widzieć biegających dookoła szczurów ale niestety wzrok mam dobry 😉 Więc co wrażliwsi niech może jednak jadają w centrach handlowych 😉

Chińskie jedzenie w Kuala Lumpur serwuje też chiński food court w podziemiach centrum handlowego Lot 10. Jest to miejsce bardzo popularne wśród Malezyjczyków, mniej wśród turystów. Ale ja bardzo bardzo polecam. Wybór jedzenia ogromny, knajpek jest co najmniej kilkanaście, sama długo chodziłam nie mogąc się zdecydować co wybrać. Ostatecznie padło na makaron z pok choi i wywar z pulpetami wołowymi. Mistrzostwo świata! Cały ten obiad kosztował mnie 12 RM. Ten food court to jedno z niewielu miejsc w Kuala Lumpur gdzie do obiadu można się napić piwa (cena małego piwa – od 15 RM).

Na 6 piętrze tego samego centrum handlowego znajduje się japoński food court. Są też japońskie delikatesy gdzie można zakupić całą masę produktów z kraju kwitnącej wiśni czy kawiarnia gdzie można się napić oryginalnej japońskiej matchy – na zimno lub na ciepło.

W piątki po południu – od 15 – rozkłada się night market Pasar Malam w pobliżu stacji metra Bangsar. Nocny market w Kuala Lumpur oficjalnie działa od 15 do 23 ale prawda jest taka, że większość budek otwiera się dopiero o 17.30 więc wcześniej nie ma sensu tam jechać. Nie będę ukrywać, że mnie to miejsce trochę rozczarowało – jest to dobry pomysł na zrobienie zakupów – można kupić ryby, owoce, warzywa czy indyjskie przyprawy ale jeśli liczycie na wyżerkę to tak jak ja będziecie rozczarowani.

No i na koniec jeszcze o tym co warto kupić w supermarkecie w Malezji. Przy dworcu i centrum handlowym Nu Sentral mniejszych i większych marketów było kilka. To co się rzuca w oczy to ogromny wybór napojów w lodówkach – wszystko niestety słodzone. Kupiłam mały kartonik soku z mango, który bez rozcieńczenia (i to mocnego) był niepijalny i puszkę napoju z daktyli. Napój daktylowy co prawda importowany z Tajlandii, też słodki ale to coś co warto spróbować w Azji.

W Malezji bardzo popularne są puddingi z galaretką kokosową – tzw. nata de coco. Są w kilku smakach – mango, liczi, kokosowe itp.

Ze słodyczy w Malezji wpadły mi w oko czekolady – z zieloną herbatą i z durianem. Kupiłam na prezent więc nie wiem czy warto ale spytam obdarowanych jak im smakowało 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *