Kulinarny Kaliningrad – gdzie zjeść w Kaliningradzie?

No cóż… Planując jakikolwiek wyjazd zaczynam od poszukiwań co zjeść, potem gdzie zjeść a dopiero w dalszej kolejności co zobaczyć i co zwiedzić 😉 W przypadku Kaliningradu nie było inaczej. Ale muszę przyznać, że to co mnie w tym mieście spotkało kulinarnie to… jeden nieustający foodgasm. W Petersburgu było pysznie, w Moskwie było smacznie ale Kaliningrad… Kaliningrad to jest miasto stworzone do turystyki jedzeniowej. Już po pierwszym dniu powiedziałam, że ja do Kaliningradu będę wracać tylko po to, żeby jeść. I przebywać w tych fancy knajpach. Gotowi? To ruszamy w kulinarną podróż po Kaliningradzie.

Khmel

Gdzie zjeść w Kaliningradzie rosyjską kuchnię? Swoją pierwszą kolację w Kaliningradzie zjadłam w restauracji Khmel przy placu Pobiedy. Uprzedzono mnie, że jest droga ale warta swojej ceny. Jak weszłam do lokalu to byłam wręcz onieśmielona. Wnętrze jest eleganckie, nie brakuje elementów regionalnych i wszystko sprawia wrażenie jakby było wyjęte z żurnala. Do tego obsługa wystrojona. Jednym słowem fancy. Po przejrzeniu menu zdecydowałam się na barszcz i pielmieni. No bo co zjeść w Kaliningradzie jak nie rosyjskie pierożki? 🙂 Pielmieni pochodzą co prawda z Syberii ale można je zjeść w niemal każdym rosyjskim mieście.

Zupa była genialna – gęsta, z dużą ilością warzyw i mięsa. Podawana z czosnkiem, śmietaną i świeżo wypieczonymi bułeczkami (wiedząc, że czekają mnie jeszcze pierogi bułeczki sobie darowałam). Pielmieni to moja absolutna słabość – zawsze jak jestem w krajach gdzie serwuje się kuchnię rosyjską to je zamawiam (co zresztą pokazywałam przy okazji wpisów o Estonii czy Litwie). Te w Khmel były z aż czterema rodzajami mięsa – jagnięciną, kaczką, wołowiną i wieprzowiną. Do tego obowiązkowa śmietanka. A potem 40 kółek dookoła placu Pobiedy, żeby to wszystko spalić 😀 Było naprawdę pysznie, do tego grzańce z białego wina z dodatkiem rumu i pierwsza kolacja w Rosji była naprawdę genialna. Zapamiętajcie to miejsce i odwiedźcie koniecznie jeśli chcecie dobrze zjeść w Kaliningradzie. A ceny nie okazały się takie straszne – za cały posiłek zapłaciłam 900 rubli, czyli jakieś 60 zł. Można płacić kartą, mają menu po angielsku, jedna z kelnerek mówiła nawet trochę po polsku.

Drugie miejsce gdzie warto zjeść w Kaliningradzie to restauracja litewska – Brikas. Znajduje się w centrum handlowym Europa ale nie jest to żadna sieciówka ani restauracja na poziomie galerii handlowej. Normalna knajpa tyle, że zlokalizowana w takim a nie innym miejscu. Na szczęście nie jada się z widokiem na sklepy – restauracja jest zupełnie odizolowana od otoczenia. W menu dominują oczywiście dania kuchni litewskiej. Ja zdecydowałam się na pieczone pierogi wytrawne i deser w postaci placuszków twarogowych. Jak nietrudno się domyślić po zjedzeniu tego wszystkiego (do ostatniego okruszka!) ledwie się wytoczyłam zza stołu 😉 Fajny wystrój, genialne jedzenie, można płacić kartą. Menu tylko po rosyjsku (ale z obrazkami), ciężko się porozumieć po angielsku. Ale warto!

Borshch i Salo

I kolejna bardzo dobra restauracja kuchni wschodniej godna polecenia w Kaliningradzie – tym razem ukraińska. A co, zrobiłam sobie kulinarną podróż po caluteńkim wschodzie 😉 Restauracja mieści się w samym centrum – przy placu Pobiedy. Wystrój – jak w każdej szanującej się restauracji w Kaliningradzie. Chce się patrzeć i patrzeć, i… robić zdjęcia 😉 Jest w stylu folkowym ale absolutnie nie przaśnie. Bardzo mi się to podobało.

Na dobry początek – grzaniec. W Kaliningradzie w listopadzie jest już przeraźliwie zimno. Do grzańca w pakiecie była wiśniówka, witamy w Rosji 😉

A co zjeść? Nie mogłam się oprzeć i zamówiłam barszcz ukraiński. Co ciekawe w Polsce barszczu nie jadam. Nie to, że nie lubię ale jakoś mnie ten nasz barszcz nie porywa. Jak ktoś mnie poczęstuje, to owszem, zjem. Ale sama nie gotuję i jak jem gdzieś poza domem to raczej też inne zupy. A na wschodzie barszczyk mi wchodzi idealnie! Pokazywałam Wam już jak go jadłam w Mińsku czy Kijowie. Ten w Kaliningradzie był równie genialny. Może to ta śmietana? Nie da się ukryć, że im bardziej na wschód tym śmietana smaczniejsza. A może to te bułeczki jako dodatek? Nie wiem ale po przekroczeniu polskiej granicy na wschód barszcz jest moją ulubioną zupą 😉

Na drugie danie wjechały placuszki ziemniaczane i śledź . Jako mieszkanka Pyrlandii ziemniaki kocham pod każdą postacią. Te placki były smaczne ale jadłam w swoim życiu lepsze. Natomiast śledzie – pyszotka. Do Borsch & Salo idźcie na barszcz i malinówkę. Koniecznie!

Można płacić kartą, obsługa mówi po angielsku.

Kaliningrad – Tashkent

Okna mojego hotelu wychodziły na tę restaurację więc od pierwszego dnia miałam serduszka zamiast źrenic wyglądając przez okno. Azja Środkowa to w tej chwili chyba mój podróżniczy cel nr 1. Gdyby świat był normalny to za 2,5 miesiąca lądowałabym w Astanie a stamtąd ruszała w dalszą podróż po Kazachstanie, Uzbekistanie i Kirgistanie… Ale świat nie jest na razie normalny więc pozostaje mi wspominanie obiadu w restauracji uzbeckiej w Kaliningradzie.

Wystrój – jak widać klimatyczny. Komunikacja z obsługą wyłącznie na migi i moim koślawym rosyjskim. Jedzenie – foodgasm po raz niewiemktóry. Zdecydowałam się na tradycyjne pierogi z Uzbekistanu – manty. Były rewelacyjne. Mięciutkie, leciutkie i z chudym mięskiem. A najlepsze jest to, że był to mój najtańszy posiłek w Kaliningradzie – za pierogi i lampkę wina zapłaciłam jakieś 13 zł. Gdyby nie to, że Kaliningrad ma dziesiątki fantastycznych restauracji to wracałabym tam codziennie! Jeśli szukacie miejsca gdzie można dobrze i tanio zjeść w Kaliningradzie to uderzajcie tutaj.

Kavkaz

Kolejna świetna (w Kaliningradzie są tylko dobre restauracje albo ja miałam podczas tego wyjazdu wyjątkowe szczęście!) restauracja przy Placu Pobiedy. Zwróciłam na nią uwagę już podczas pierwszego spaceru po mieście. Pisałam kiedyś, że Gruzję (i resztę Kaukazu właściwie też) pokochałam głównie za jej kuchnię. Gruzińskie supry to jedno z moich najlepszych wspomnień z podróży. Tak więc oczywiste jest, że kaukaskiej restauracji nie mogłam sobie w Kaliningradzie odmówić.

Co w kaukaskiej restauracji mogła zamówić miłośniczka mąki i placków wszelkiego rodzaju? 😉 Moje ukochane chaczapuri. No cóż – czy idę do restauracji gruzińskiej w Tbilisi, Poznaniu czy Kaliningradzie nie muszę nawet czytać menu. Chaczapuri, raz! I gruzińskie wino rzecz jasna. Było tłusto, było pysznie, było po raz kolejny genialnie.

Jak widzicie na zdjęciach ta restauracja sprawia wrażenie nieco bardziej eleganckiej. Składa się tak naprawdę z kilku połączonych ze sobą sal, każdej inaczej urządzonej. Kelnerzy są bardzo eleganccy i bardzo uprzejmi. Bez problemu można się porozumieć po angielsku, można płacić kartą. Dobra restauracja w Kaliningradzie? Kavkaz!

Sachmeli

Niemalże naprzeciwko Kavkazu znajduje się druga gruzińska restauracja. Właściwie Sachmeli jest restauracją wyłącznie gruzińską – w Kavkazie serwowane są też dania z Armenii i Azerbejdżanu. Sachmeli to chyba najładniejsza restauracja, w której byłam w Kaliningradzie. I też jedna z najdroższych – za dwa dania i wino zapłaciłam ok. 70 zł. Ale porcje były takie, że spokojnie wystarczyłoby mi jedno z tych dań do najedzenia się. No ale ponieważ do Sachmeli wybrałam się na swój ostatni obiad, tuż przed wylotem do Polski, to postanowiłam zaszaleć 😉

Tak dla odmiany postanowiłam wziąć… chaczapuri 😀 Ale w jakieś innej wersji, już nie pamiętam jak się ona nazywała ale ciasto było bardziej francuskie niż drożdżowe. Było bardzo smaczne (i tłuste) ale jednak wolę tradycyjną wersję.

Zanim zatopiłam zęby w chaczapuri zjadłam zupę o wdzięcznej nazwie Tbilisi z mnóstwem warzyw i chinkali (czarnymi!) z łososiem w środku. Tak jak nie przepadam za rybą w zupie to ta była genialna. Także jeśli szukacie miejsca gdzie można bardzo dobrze zjeść w Kaliningradzie choć nie najtaniej to zachęcam do odwiedzin.

I znowu wszystko zagrało – świetny wystrój, genialna kuchnia, sympatyczna obsługa. Naprawdę nie chciało mi się z tego Kaliningradu wyjeżdżać. Chociaż siedząc tak nad tym swoim ostatnim obiadem pomyślałam, że całe szczęście, że nie mam tego Kaliningradu bliżej, bo wyglądałabym jak beczka 😉 Ale raz w roku na taką rozpustę kulinarną chciałabym się wybierać!

Coffe Lavka

I na koniec jeszcze jedno miejsce, do którego trafiłam zupełnym przypadkiem i które uratowało mnie od śmierci z hipotermii. Pamiętajcie – nawet jak nie ma śniegu to w Kaliningradzie w połowie listopada jest dramatycznie zimno! Skostniała po przedpołudniowym spacerze wstąpiłam do pierwszej kawiarni jaką napotkałam. Mieści się ona prze jednej z głównych ulic Kaliningradu – Leninskyi prospekt.

W środku czekało mnie ogromne zaskoczenie. Malutka kawiarnia (i sklep) w stylu vintage gdzie serwuję się kawę przygotowywaną na piasku. Pewnie część z Was zna ten sposób parzenia kawy z krajów arabskich. Tak inaczej, egzotycznie jak na Rosję i w pięknym otoczeniu.

Kawa była świetna, dostałam do niej baklavę. Można płacić kartą, obsługa po angielsku mówi tak jak ja po rosyjsku 😉

Jak widzicie w Kaliningradzie jest gdzie dobrze zjeść. A restauracje urządzone są tak, że można w nich spędzać całe dnie. Wszędzie jet wifi, łatwiej lub trudniej ale wszędzie się można dogadać, wszędzie można dobrze zjeść. Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że mimo cholernie dziwnej sytuacji w jakiej się obecnie znajdujemy ja do tego Kaliningradu wrócę. I to szybciej niż później!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *