Kenia – wakacje w Afryce

Kenia – afrykański kraj, który w przeciwieństwie do Zanzibaru nie kojarzy się z białymi plażami tylko z dzikimi zwierzętami. Czy słusznie?

Jak się dostać z Polski do Kenii?

Kenia jest popularnym celem wakacyjnym Polaków i najłatwiej dostać się tam samolotem czarterowym z jednym z biur podróży. Raz oferują one przeloty szerokokadłubowcami (co jest i wygodniejsze, i szybsze), raz mniejszymi samolotami, które muszą wykonać po drodze międzylądowanie. Na chwilę obecną loty dostępne są z Warszawy i Katowic.

Poza czarterami mamy oczywiście do dyspozycji praktycznie wszystkie linie tradycyjne, które z jedną lub częściej dwoma przesiadkami zabiorą nas do stolicy Kenii Nairobi lub do Mombasy będącej idealnym punktem wypadowym do zwiedzania wybrzeża.

Dojazd z lotniska w Mombasie na wybrzeże trwa niestety długo a wszystko za sprawą konieczności przeprawy promowej pomiędzy wyspą a stałym lądem. Sama przeprawa przez zatokę Kilindini to tylko 500 metrów ale promy kursują rzadko i czasem trzeba czekać na niego kilkadziesiąt minut. Od lat w planach jest wybudowanie mostu ale cały czas brakuje środków. Chyba za mało turystów przyjeżdża do Kenii. Okazuje się, że nawet tak krótka przeprawa może być niebezpieczna – w 1994 zatonął przepełniony prom, zginęły 272 osoby.

Najlepsza pogoda – kiedy lecieć do Kenii?

Najlepszy czas na odpoczynek na wybrzeżu to pora sucha od grudnia do końca lutego. W tym czasie też ja byłam w Kenii. Od kwietnia do czerwca panuje apogeum pory deszczowej. Czas od lipca do końca listopada to okres zmiennej pogody – dni słoneczne będą się przeplatały z deszczowymi. Często jest tak, że pada tylko wieczorami i w nocy. W zwiedzaniu i odpoczynku to może nie przeszkadza ale wybierając czas podróży pamiętajcie, że pora deszczowa to zdecydowanie większa ilość komarów! Ja w lutym widziałam tylko jednego i to ostatniego wieczora.

Wiza i przepisy wjazdowe

Podróżując do Kenii musimy posiadać paszport ważny co najmniej 6 miesięcy od chwili przekroczenia granicy z Kenią. Dla mnie to oczywista oczywistość ale muszę to napisać, bo wielokrotnie spotykam się z nieprawidłowym rozumowaniem 6-miesięcznej ważności paszportu. Chodzi o datę ważności (wygaśnięcia) paszportu a nie jego wydania. Więc możecie wyrobić paszport tuż przed podróżą, niekoniecznie pół roku wcześniej. Niezbędne są 2 wolne strony na wizę.

Wizę można bez problemu otrzymać na lotnisku po przylocie uiszczając opłatę 50 USD.

Przylatując do Kenii warto pamiętać, że do kraju można wwieźć tylko 1 butelkę alkoholu, 1 flakon perfum i 200 sztuk papierosów. Nie wolno wwozić narkotyków, pornografii, nasion, roślin, surowego mięsa, broni i materiałów wybuchowych.

Z Kenii nie wolno wywozić wyrobów z kości słoniowej, muszli, koralowców ani skór dzikich zwierząt.

Jedzenie – co zjeść w Kenii?

Podstawą mojego wyżywienia były owoce – przede wszystkim mango i marakuje, a także owoce morza. Kenia położona jest nad oceanem więc ryb i owoców morza serwuje się tu bardzo dużo. Mięsożercy też nie będą zawiedzeni – bardzo popularnym daniem jest nyama choma, czyli pieczone na wolnym ogniu mięso wołowe, baranie lub kozie. Jada się także drób. Kenijskie wybrzeże to rejon muzułmański więc nie podaje się tu wieprzowiny. W kuchni dużo jest wpływów hinduskich i arabskich.

Kenia – plaże

O plażach na Zanzibarze każdy słyszał – że jest ich dużo, że piaszczyste, że szerokie, że czyste, że piękne. A o plażach w Kenii ktoś słyszał? Ja przed wyjazdem niekoniecznie. I rzeczywiście na Zanzibarze jest dużo pięknych plaż ale w Kenii jest jedna, która powiedzmy sobie szczerze rozwala system. Diani Beach jest nie tylko najpiękniejszą plażą w Kenii ale jedną z najpiękniejszych w całej Afryce, a nawet na świecie. Rok rocznie załapuje się do rankingu 50 najpiękniejszych plaż na świecie, zanzibarskich plaż tam nie ma. Mój hotel znajdował się właśnie nad tą plażą i jeśli zastanawiacie się gdzie spędzić swój urlop to słuszna odpowiedź jest tylko jedna – w hotelu znajdującym się przy Diani Beach. Wybór noclegów jest tu spory, są budżetowe hotele, są luksusowe resorty, każdy znajdzie coś dla siebie.

Piasek na Diani Beach jest biały i miękki jak mąka, woda lazurowa i ciepła. Do tego mnóstwo palm i mamy widok jak z pocztówki. Pamiętajcie tylko, że w oceanie są jeżowce – do wody trzeba wchodzić w specjalnych butach.

Kenia – bezpieczeństwo

Do Kenii wybrałam się sama. Jeśli też jesteście kobietą podróżującą w pojedynkę i zastanawiacie się czy Kenia to dobry kierunek na samotną wyprawę to moja odpowiedź brzmi – NIE. Nie czułam się w Kenii bezpiecznie, unikałam samotnych spacerów po plaży czy chociażby do sklepu. O wyjściu poza hotel po zmroku nawet nie myślałam.

Na plażach jest mnóstwo beach boysów – lokalnych mieszkańców sprzedających wycieczki, pamiątki itp. A najczęściej po prostu naciągających turystów. O ile ci z Zanzibaru byli przyjaźni i niegroźni to ci kenijscy już niestety byli mało przyjemni. A historie o tym, że mamusia chora, że ich żona z dziećmi zostawiła i inne tego typu to oczywiście norma. Na szczęście po wakacjach na Dominikanie już wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Sam fakt, że teren hotelu jest strzeżony przez kilku ochroniarzy z pałkami a czasem bronią chyba najlepiej świadczy o tym, że trzeba po prostu uważać. Podobnie podczas zwiedzania czy nawet przejazdów samochodami z otwartymi oknami – kradzieże są plagą w Kenii i trzeba się pilnować. Jest to biedny kraj chociaż oczywiście nic nie tłumaczy przestępczości.

Nie chciałabym siać paniki, że Kenia jest niebezpieczna i zamiast tam lecieć lepiej zostać w domu ale trzeba zachować daleko posuniętą czujność, nie spoufalać się z lokalsami, pilnować dokumentów i pieniędzy a przede wszystkim jechać tam większą grupą, na samotne wakacje jest wiele bezpieczniejszych kierunków.

W Kenii istnieje zagrożenie atakami terrorystycznymi, kraj pogrążony jest w wewnętrznych konfliktach. Ale nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach każde miejsce na świecie jest zagrożone atakami.

I jeszcze jedno zagrożenie, które dla wielu osób jest atrakcją – małpy. Mieszkają na terenie hoteli, wskakują na balkony – jak ich nie zamkniecie to i do pokoju wskoczą. Małpy są urocze i fajnie na nie patrzeć z daleka ale przenoszą wściekliznę! Nie zapominajcie o tym gdy chcecie je pogłaskać czy zrobić sobie z nimi zdjęcie.

Aha, zapomniałabym o kokosach. Jest ich dużo, mogą ważyć od 1 do 4 kg i czasem lubią sobie spaść z palmy. Pechowo 150 razy w roku trafiają w ludzi pozbawiając ich tym samym życia. Można się śmiać ale zagrożenie jest, hotele ostrzegają.

Kenia – szczepienia, malaria

Kefia jest regionem malarycznym ale ryzyko zakażenia w porze suchej jest minimalne. Niemniej trzeba stosować repelenty, wszystkie hotele są wyposażone w moskitiery. Każdy sam musi zdecydować czy stosować leki przeciwmalaryczne, ja nigdy tego nie robiłam i z dużą doza prawdopodobieństwa robić nie będę. Mugga, ewentualnie Mugga Strong i moskitiera – to mój zestaw ratunkowy.

Jeśli chodzi o szczepienia to zalecany jest ten sam zestaw co do każdego egzotycznego kraju – WZW, dur brzuszny, tyfus, polio, tężec. Taki zestaw, który każda podróżująca osoba powinna sobie raz na 10 lat odświeżyć. Szczepienie przeciwko żółtej febrze tylko jeśli podróżujemy z kraju, w którym ta choroba występuje.

Opieka zdrowotna dla turystów jest na wysokim poziomie. Pamiętajcie o ubezpieczeniu przed wyjazdem.

Waluta, ceny w Kenii

Walutą obowiązującą w Kenii jest szyling kenijski. 100 KES=3,7zł (marzec 2019). Do Kenii najlepiej zabrać dolary amerykańskie, nowe, niezniszczone. Za wycieczki i safari bez problemu można płacić w USD, jeśli chce się wybrać do lokalnego marketu czy na targ to konieczne będą szylingi. Pieniądze można wymienić na lotnisku albo w hotelach. W większych marketach i sklepach można płacić kartą. Ceny w markecie na wybrzeżu są bardzo zbliżone do polskich. Jeśli chodzi o zakupy na lokalnych targach i straganach to trzeba się targować – od waszych umiejętności i cierpliwości zależy ile za co zapłacicie, początkowe ceny są oczywiście bardzo zawyżone.

Safari w Kenii

Główny cel mojego wyjazdu do tego kraju i przeżycie jedyne w swoim rodzaju nawet jeśli już wcześniej jakiegoś safari doświadczyliście. Spotkanie z grupą słoni przechodzących przez drogę czy widok lwów pożerających zebrę na śniadanie to widoki, które zostają w głowie do końca życia.

Jadąc na safari mówi się o tzw. wielkiej piątce – słoniu, bawole, nosorożcu, lamparcie i lwie. Ja byłam na safari dwukrotnie i nigdy nie udało mi się zobaczyć całej piątki w ciągu jednego dnia. W RPA zabrakło bawołu, w Kenii nosorożca. Co ciekawe, za najtrudniejsze do wytropienia uchodzą lamparty, a ja widziałam je podczas obu swoich przygód. Poza wielką piątką w Kenii można także podglądać zebry, hipopotamy, antylopy, gazele, żyrafy, hieny, szakal, guźce (taka świnia z Afryki), gepardy i małpy.

Oferta safari jest ogromna. Najlepiej kupować wycieczki w hotelu, będzie trochę drożej niż u beach boysów ale zdecydowanie bezpieczniej. Do wyboru mamy safari jedno-, dwu- a nawet kilkudniowe. Ja początkowo planowałam wybrać się na jednodniowe ale ostatecznie pojechałam na 2-dniowe. Odległość z wybrzeża do parków narodowych jest spora, drogi w Kenii kiepskie i jadąc na jeden dzień wrócicie wykończeni. Poza tym najciekawsze i najbogatsze w doświadczenia było safari poranne (przed 6 rano), do tego nocleg był na sawannie, gdzie z okna można było podglądać zwierzęta.

Safari rozpoczęło się w parku Tsavo. Jest to jeden z największych Parków Narodowych Afryki ponad 23 tys. km kwadratowych sawanny i niesamowitych lasów akacjowych. Zajmuje 4% powierzchni kraju. Jest podzielony na część wschodnią (Tsavo East, 13,7 tys. km kwadratowych) i zachodnią (Tsavo West, 9 tys. km)

Nocleg podczas dwudniowego safari miał miejsce w Sarova Salt Lick Game Lodge. Spędzenie nocy w tym hotelu to przyjemność sama w sobie. Znajduje się na terenie parku narodowego Tsavo i nie dość, że jest idealną bazą wypadową na nocne i poranne safari to śpimy tu iście po królewsku – w 5-gwiazdkowych pokojach. A z okien podziwiamy dzikie zwierzęta. Kosmos. Nocleg w takim miejscu powinien być na liście marzeń każdego podróżnika.

2-dniowa wyprawa to tak naprawdę kilka niezależnych od siebie safari w kilku parkach. Najciekawsze było to poranna – raz, że było najwięcej zwierząt, dwa, że wschód słońca nad sawanną to czysta magia. No i czerwone słonie – od tego wyjazdu moja miłość totalna. Słonie są oczywiście normalne a ich czerwony kolor bierze się od tarzania się w czerwonej ziemi. Nocne safari podobało mi się najmniej – było mało zwierząt, dużo samochodów, kierowcy się wzajemnie nawoływali, nie było tej magii co za dnia.

Ogromnym problemem w parku Tsavo jest kłusownictwo. Ale to niestety problem większości parków narodowych w Afryce. W latach 80tych liczba słoni w parku zmniejszyła się z 46 tysięcy do zaledwie 5 tysięcy! Niemal całkowicie wytrzebiona została populacja czarnego nosorożca (z 8 tysięcy zostało ich tylko 100, większość z nich przebywa w obszarze chronionym). Park jest także chronieniem dla niespełna 100 sztuk antylop Huntera – gatunku skrajnie zagrożonego wyginięciem. W północnej części paru nie odbywają się safari ze względu na duże ryzyko spotkania uzbrojonych band kłusowników.

Jak się ubrać na safari? Lekko, wygodnie, a najlepiej założyć coś czego nie będzie Wam szkoda później wyrzucić. Safari odbywa się w odkrytym samochodzie, kurzy się czerwona ziemia, ubrania przechodzą tym czerwonym pyłem. Koniecznie nakrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne – raz żeby chronić się przed słońcem, a dwa – też chronią oczy przed pyłem.

Ile to kosztuje? Dwudniowe safari wraz z noclegiem i wyżywieniem to koszt od 250 USD w górę. Ja zapłaciłam 270 USD.

Co kupić, co przywieźć z Kenii?

Jeśli lubicie afrykańską sztukę to figurki Masajów, obrazy z kenijskimi krajobrazami. Oferta rękodzieła jest naprawdę duża. Z moich ulubionych praktycznych pamiątek – kawa i herbata. Kenijska kawa raczej nikogo dziwi ale o tym, że w Kenii uprawia się herbatę nie każdy słyszał. Okazuje się, że równikowy klimat, wulkaniczne gleby i monsunowe deszcze na zachodzie kraju tworzą idealne warunki do uprawy herbaty. Uprawa herbaty na dużą skalę jest spadkiem po panowaniu brytyjskim. Pierwsze plantacje powstały w 1918 roku więc stosunkowo niedawno. Kenia produkuje obecnie ponad 430 milionów ton herbaty (głównie czarnej) rocznie. Jest też jedynym producentem uprawianej na wysokości 1500-2000 m.n.p.m. fioletowej herbaty o dużej zawartości polifenoli.

Kenia czy Zanzibar?

Nie da się uniknąć tego pytania – dwa kraje położone blisko siebie, oba łatwo dostępne z Polski, na wakacje w jednym i drugim wydacie podobne pieniądze. Mimo przepięknych plaż i beztroskiej atmosfery na Zanzibarze moja odpowiedź brzmi – Kenia. Safari jest tak fantastycznym przeżyciem, że da się ścierpieć to, że czas spędza się na terenie hotelu a nie na plaży i wieczory spędza się w hotelowym barze a nie na mieście. Weźcie kogoś ze sobą i jedźcie podglądać dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Mimo iż nie było to moje pierwsze safari to zrobiło na mnie ogromne wrażenie i gorąco je polecam.