Tunezja – Matmata i Gwiezdne Wojny

Wybierając się z Djerby na Saharę warto zobaczyć kilka miejsc po drodze.

Matmata

Matmata to wyjątkowe miejsce na mapie Tunezji. Krajobrazy są tu iście księżycowe a miejscowość zasłynęła tym, że w 1976 roku była planem filmowym dla hollywódzkiego hitu Gwiezdne Wojny.

Miejscowość słynie z tradycyjnych berberyjskich domostw wydrążonych pod ziemią. Pas kilkunastu takich berberyjskich domostw ciągnie się wzdłuż głównej drogi.

Domy jaskiniowe nazywa się też domami troglodytów. Nazwa pochodzi z języka greckiego trogle – dziura, dyein – wchodzić. Domy drążono w skałach ze względów praktycznych – utrzymuje się w nich stała temperatura niezależnie od warunków atmosferycznych. Tradycyjne berberyjskie domostwo składa się z wewnętrznego patio o promieniu co najmniej 10 metrów i wychodzących na nie pomieszczeń. Zawsze jest kuchnia, spiżarnia, sypialnia i kilka pokoi mieszkalnych.

Część takich jaskiniowych domków służy dziś za swego rodzaju muzea. Nie są one zamieszkane, a służą jako atrakcja turystyczna. Do takiego domku można wejść, obejrzeć, często jest się poczęstowanym miętową herbatką, chlebem tabuna, oliwą i miodem. Oliwę i miód można też zakupić. Za wejście na teren takiego domostwa nie jest pobierana opłata ale przy wyjściu można zostawić napiwek.

Mimo iż mam pełną świadomość, że to typowa atrakcja turystyczna to i tak uważam, że warto taki domek zobaczyć. Powchodzić do poszczególnych pomieszczeń, wyobrazić sobie jakby to było mieszkać w takiej jaskini. Można też wejść na skałę obok i spojrzeć na domek z góry.

Słynny dom Larsów, wujostwa Luke’a Skywalkera z Gwiezdnych wojen jest właśnie jednym z domów Matmaty.

Tamezret

To niewielka miejscowość położona 13 km od Matmaty. Tu również znajdują się domy jaskiniowe.

Miejscowość położona jest na wzgórzu i obfituje w sporą ilość kawiarni i restauracji z tarasami widokowymi oferującymi piękne panoramy okolicy. To właśnie z tej miejscowości pochodzą ciasteczka uszy gazeli, o których pisałam Wam przy okazji tunezyjskich kulinariów.

Tataouine

W Gwiezdnych wojnach miasteczko użyczyło swojego imienia pustynnej planecie Tatooine, na której rozpoczęła się historia najsłynniejszej filmowej sagi wszech czasów.

W filmowym domu Larsów działa dziś niewielki hotel Sidi Driss, w którym zachowały się nawet reszki znanych z Gwiezdnych Wojen dekoracji. Już przy wejściu atakuje nas wielki napis Star Wars. Wchodzimy do środka i kierujemy się w prawo, dochodzimy do dziedzińca, a potem w lewo do jednego z pomieszczeń. Jeśli jesteście wielkimi fanami filmu to uprzedzam – czeka Was rozczarowanie. To nie jest muzeum, to nie jest plan filmowy, to nie jest miejsce, które przyciąga tysiące turystów. To jest tylko pokoik z zawieszonymi zdjęciami.

Gdyby to było w Ameryce to nie pozostawiono by nawet tego hotelu samego sobie. Zrobiono by sklepik z pamiątkami, może jakąś interaktywną wystawę. A w Tunezji jest tylko parę niszczejących zdjęć. Piszę o tym nie dlatego, że jestem fanką Star Wars (wstyd się przyznać ale nie widziałam nawet jednej części, nawet urywka) ale w kontekście tej upadającej w Tunezji turystyki. Gdyby ktoś się za to wziął, uporządkował to, zrobił ten nieszczęsny sklepik i porządnie to wypromował (co w czasach social mediów nie byłoby ani trudne, ani kosztowne) to do tego miejsca pielgrzymowałyby tysiące fanów Gwiezdnych Wojen. A tak – zmarnowany potencjał. Szkoda.

Wycieczka na Saharę z Djerby

Z Dżerby można wybrać się na jedno- lub dwudniową wycieczkę na Saharę. Celem wyjazdu jest miasteczko Douz – pustynna stolica Tunezji na skraju Sahary, a dokładnie w jej części zwanej Wielkim Ergiem Wschodnim.

Douz – Wrota Sahary

W przeszłości miasto było ważnym miejscem postoju karawan przemierzających pustynię z północy na południe. Dziś jest centrum turystycznym i ważnym producentem daktyli. W grudniu odbywa się tu Międzynarodowy Festiwal Sahary.

Na skraju Sahary znajduje się kilka punktów skąd wyruszają wycieczki na pustynię. W większości z nich znajduje się jakiś sklepik, kawiarnia i wypożyczalnia tradycyjnych beduińskich strojów (za symboliczną kwotę 1 TND).

Na pustynię można wybrać się na wielbłądzie, bryczką lub jakimś pojazdem mechanicznym (quad lub buggy). Zazwyczaj to wyjście na pustynię trwa około godziny ale podczas mojej wizyty było nieziemsko gorąco (38 stopni w cieniu, którego na pustyni przecież nie ma) i na prośbę wszystkich uczestników wyjazdu zostało ono skrócone do niecałych 40 minut. Powiem szczerze, że mimo iż bezkres pustyni robi fantastyczne wrażenie to przez ten upał miałam ochotę na odwrót już po 15 minutach. Upał na pustyni jest naprawdę nie do zniesienia i jeśli wybieracie się do Tunezji latem, gdy temperatury sięgają 40 stopni to nie będziecie mieli zbyt wiele przyjemności z takiej wyprawy. Myślę, że zimą albo wiosną wrażenia byłyby dużo lepsze.

Uwaga, na pustyni spotkało mnie jedno mało przyjemne doświadczenie. Po tym jak grupa dociera na pustynię nagle pojawia się jakiś człowiek, który podjeżdża motorem i wręcza wszystkim po butelce jakiegoś napoju (jaki gazowany typu sprite). Otwiera szklaną butelkę, niemalże wkłada w rękę i nawet jeśli mówicie, że nie macie ochoty to on Wam ją wciska na siłę. Mówi, że to dla wszystkich z grupy za free tylko, żeby mu potem oddać butelkę. I jak te butelki zbiera to żąda opłaty 10TND za 0,2l butelkę napoju! Ja mówiłam, że nie chcę i nawet nie wypiłam tego co mi dał więc musiałam się z nim kłócić. Większość ludzi dla świętego spokoju mu zapłaciła. Uważam, że biura organizujące wycieczki powinny dążyć do tego, żeby tacy ludzie się na pustyni nie pojawiali, bo to bardzo psuje odbiór i samej wycieczki, i w ogóle kraju. W hotelu ostrzegano mnie, że na wycieczkach na Saharę pojawiają się ludzie z lisami pustynnymi, zachęcają do robienia sobie z nimi zdjęć i też każą sobie płacić. Tacy też się pojawili ale rzeczywiście jeśli się powiedziało, że nie jest się zainteresowanym to dawali spokój. Natomiast ten koleś z napojami był naprawdę bezczelny więc jeśli Wam się taka sytuacja przydarzy to zdecydowanie od takich ludzi nic nie przyjmujcie jeśli nie chcecie później płacić.

Sahara to największa pustynia świata, której obszar można porównać do terytorium całej Europy (!). Podczas takiej jednodniowej wycieczki nie zobaczy się oczywiście zbyt wiele ale połacie piachu ciągnące się po horyzont robią wrażenie nawet jeśli widziało się już w życiu kilka innych pustyń (np. tę w Dubaju czy jordańską Wadi Rum). Ja byłam na wycieczce jednodniowej, podczas dwudniowej nocuje się na Saharze! Myślę, że to też musi być świetne doświadczenie.

Oaza

Podczas wyjazdu na Saharę zazwyczaj odwiedza się też oazę. Oazę można poznać po… palmach. Podstawową rośliną są 25-metrowe palmy daktylowe. Poza tym w oazach zazwyczaj znajdują się drzewka oliwne, pomarańczowe oraz granatowce. Często spotyka się też bananowce i winorośle .

Wyjazd na Saharę – jak się przygotować?

Przede wszystkim zabierzcie wygodne, lekkie ubranie. Najlepiej z naturalnych materiałów, bo w syntetycznych się ugotujecie. Do tego wygodne buty – najlepiej sandały (nie klapki!) i duuuużo wody. Weźcie też jakieś mokre chusteczki albo coś do wytarcia, bo piasek będziecie mieli wszędzie. Żeby nie dostał się do oczu weźcie koniecznie przeciwsłoneczne okulary. I coś na głowę, ze słońcem na pustyni nie ma żartów. Krem z filtrem – koniecznie. I to wysokim. Latem wyłącznie SPF50 ma sens. I pamiętajcie, żeby był wodoodporny.

Róże pustyni – symbol Afryki

W sklepikach na skraju pustyni czy w okolicznych miejscowościach na pewno zobaczycie róże pustyni – jest to minerał, który kształtem przypomina właśnie różę, stąd nazwa. Jest to kryształ gipsu, który powstaje w wyniku odparowania silnie zmineralizowanych wód słonych jezior. W kryształkach uwięzione są ziarenka piasku stąd ich charakterystyczny kolor.

Jeśli chcecie mieć wyjątkową pamiątkę z wycieczki na pustynię to możecie zakupić sobie taką właśnie różę pustyni.

Sahara z Djerby – czy warto?

Jest to wycieczka całodniowa, Douz oddalone jest od Djerby o prawie 300 kilometrów ale jeśli nie byliście wcześniej w Tunezji to myślę, że warto poświęcić cały dzień na zobaczenie skrawka największej pustyni na świecie. Jeśli jesteście w Tunezji na dłużej to chyba fajnie by było wybrać się na taką dłuższą, 2-dniową wycieczkę, z noclegiem na pustyni. Jednodniowa wycieczka na Saharę kosztuje ok. 200-250zł, dwudniowa 350-450zł.

Djerba – zwiedzanie wyspy

Djerba, Jerba, Dżerba – jakkolwiek by tej nazwy nie zapisywać, chodzi o to samo miejsce. Djerba to największa wyspa u północnych wybrzeży Afryki o powierzchni ponad 500 kilometrów kwadratowych. Wyspa zamieszkana jest przez Arabów, Berberów i Żydów co tworzy jej specyficzny charakter.

Już za czasów rzymskich wyspę połączono z lądem za pomocą grobli zwanej do dziś groblą rzymską. Grobla poza tym, że jest drogą dojazdową z lądu na wyspę, zapewnia też dopływ wody z lądu na wyspę.

Houmt Souk – stolica wyspy

Zwiedzanie wyspy najlepiej zacząć od jej nieformalnej stolicy i największego miasta. Nazwa oznacza dokładnie sąsiedztwo targu. I to właśnie targ, czyli z arabskiego souk, już od czasów starożytnych był centralnym punktem miasta.

Stare miasto to plątanina wąskich uliczek gdzie znajdziemy mnóstwo sklepików i stylowych butikowych hoteli tzw. fonduków. Zaglądajcie w podwórka, możecie znaleźć takie perełki jak np. hotel Marhala – przerobiony na hotel dawny karawanseraj.

Przy avenue Abdelhamid el Kdhi mieście się Muzeum Tradycji i Kultury Djerby. Można tu zobaczyć m.in. kolekcję strojów regionalnych z różnych regionów Djerby, stroje i biżuterię ślubną oraz rekonstrukcję warsztatu garncarskiego. Bilet wstępu kosztuje 4 TND, zdecydowanie warto.

Borj el Kebir (Borj Ghazi Mustapha), znany też jako Twierdza Hiszpańska, to budowla obronna z 1432 roku. Nazwa pochodzi stąd, że broniący się tam w 1560 roku garnizon wojsk hiszpańskich nie zdołał odeprzeć ataku korsarzy, którzy zdobyli twierdzę i wycięli w pień obrońców, a z ich czaszek usypali kopiec przy brzegu morza. Jego średnica u postawy wynosiła ponad 10 metrów.

Z fortu rozpościera się piękny widok na morze i miasto. Spacerując dookoła zwróćcie uwagę na nowowybudowany amfiteatr.

Sercem miasta jest souk – labirynt wąskich uliczek z kilkoma niewielkimi placami. Klimat tego miejsca jest absolutnie bajkowy. Białe ściany udekorowane są kwiatami i kolorowymi muralami. Wąskie uliczki aż proszą się o zdjęcia. Dziesiątki zdjęć. A potem aż chce się usiąść w kafejce przy jednym z placów i z filiżanką kawy (w wersji letnie upalnej – szklanką zimnego piwa) podziwiać ten kolorowy labirynt. No a potem trzeba ruszyć na shopping – kupicie tu absolutnie wszystko czego potrzebujecie z Tunezji (TU napisałam co warto przywieźć) – magnesiki, biżuterię, ubrania, kosmetyki, oliwę, przyprawy. Absolutnie wszystko. Nawet dywan. Wybór jest spory, atmosfera dość luźna i spokojna, nie jest tak gwarno i nerwowo jak na innych arabskich soukach.

Jeśli będziecie w Houmt Suk rano (ja niestety byłam po południu) to zajrzyjcie koniecznie na targ rybny. Licytacja jaka się tu odbywa każdego ranka to już swego rodzaju legenda. Starsi panowie ubrani w białe galabije i z czerwonymi szesziami na głowach prowadzą licytacje świeżo złowionych ryb i ośmiornic.

W mieście znajdują się dwa meczety – Meczet Nieznajomych i Meczet Turków. Oba są dostępne wyłącznie dla muzułmanów. Jest też kościół katolicki, do którego można zajrzeć ale nie ma tam nic ciekawego.

I na koniec jeszcze jedno miejsce gdzie zawiózł nas kierowca. Generalnie to taka typowa tourist trap 😉 Ale nie żałuję, że tam trafiłam z jednego prostego powodu – ogród ze zdjęć powyżej.

Generalnie jest to atelier tunezyjskiego artysty Dar Jilani gdzie można zobaczyć jak on pracuje i zakupić jego wyroby. Już pomijając fakt, że te wyroby zupełnie nie w moim guście to jest to takie typowe miejsce gdzie przywozi się zorganizowane wycieczki. Więc jeśli tam traficie – czy to z wycieczką, czy Wasz taksówkarz zapewni Was, że to miejsce po prostu MUSICIE zobaczyć – nie wchodźcie do środka tylko idźcie do ogrodu. A ten jest obłędny. W czerwcu wszystko kwitło i żyło. Do tego gustownie udekorowane altanki i basen zachęcający do tego, żeby tam wskoczyć 😉 Przy atelier funkcjonuje mały hotel i szczerze mówiąc chętnie bym w tym hoteliku i ogrodzie została na dłużej.

Guellala – stolica garncarstwa i ceramiki

Guellala z języka berberyjskiego oznacza wyroby gliniane. I właśnie to zobaczycie w tym miasteczku. Jest to drugi co do wielkości ośrodek produkcji ceramiki w Tunezji. Pierwszy znajduje się w Nabeul na półwyspie Cap Bon (na kontynencie).

Wioska zamieszkana jest głównie przez Berberów i wciąż używa się tu języka berberyjskiego uważanego za najstarszy język w Afryce północnej. W ogóle Gellala jest najstarszą osadą na wyspie a piece używane tu do wypalania ceramiki często mają więcej niż tysiąc lat.

Cała główna ulica miasta wypełniona jest warsztatami ceramicznymi i sklepikami z dzbankami, garnkami, kubkami i innymi wyrobami. Większość warsztatów to instytucje działające od pokoleń. Często można tu zobaczyć na żywo jak powstają wyroby ceramiczne.

Erriadh (Ar-Rijad) – stolica street artu

O tej miejscowości nie przeczytacie w przewodnikach (przynajmniej w moim jej nie było) ale znajdziecie ją na instagramie 😉 Moi instagramowi followersi wiedzą już, że zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia i przepadłam absolutnie.

Miasto od 2014 roku jest stolicą tunezyjskiego streetartu, swego rodzaju muzeum na otwartym powietrzu i gospodarzem imprezy o wdzięcznej nazwie Djerbahood. Zainicjowali ją paryscy artyści skupieni na co dzień wokół galerii Itinerrance. To co możemy dziś podziwiać na ścianach budynków to ponad 150 dzieł artystów z 30 krajów świata, w tym Polski.

Jak wiecie ja kocham streetart więc nie mogłam sobie odpuścić wizyty w tym mieście. Było nieziemsko gorąco (to był ten dzień kiedy termometr wskazywał 38 stopni) więc to było raczej bieganie między uliczkami (cienia tam bardzo niewiele, mi się w pewnym momencie zagrzał telefon i musiałam się schować w jakimś barze, żeby go schłodzić) ale warto się było pomęczyć. Część murali jest już niestety dosyć zniszczona (jak powstają od 2014 roku tak sobie są na tych ścianach, nikt ich nie odnawia) ale i tak robią ogromne wrażenie. Myślę, że fajnie by było pochodzić tam na spokojnie (to może zimą) i pozgadywać skąd są poszczególne dzieła i co autor miał na myśli.

Są tam też oczywiście polskie akcenty. Jeden mural z arbuzami, którego nie udało mi się znaleźć oraz mural autorstwa Nespoon przedstawiający koronki (pochodzi z 2014 roku). Nie ukrywam, że wcześniej nie znałam NeSpoon ale jak teraz zaczęłam sobie czytać co ta dziewczyna tworzy to przychodzi mi do głowy tylko jedno słowo – SZACUN. Zerknijcie na jej Facebooka tudzież instagrama. Ci, którzy śledzą mnie na instagramie widzieli już jej dzieła m.in. z Lublina i Wrocławia.

Erriadh to także wioska, którą znają Żydzi z całego świata. Po pierwsze znajduje się tu synagoga El-Ghriba (Al-Ghariba, la Ghriba, Cudzoziemka), a po drugie jest miejscem corocznych pielgrzymek Żydów z całej Afryki Północnej, a nawet reszty świata. Pielgrzymka odbywa się zawsze 33 dni po Wielkanocy. Na co dzień mała, senna wioska wygląda wtedy podobno jak plan hollywoodzkiego filmu – nie dość, że jest mnóstwo gości to ochrona jest w stanie najwyższej gotowości. Jest mnóstwo policji, wojska, ochrony cywilnej, nad miasteczkiem latają helikoptery. Wynika to po części z tego, że 11 kwietnia 2002 roku miał miejsce krwawy zamach – na teren synagogi wjechała ciężarówka wypełniona gazem, w wyniku czego zginęło 21 osób, w tym 14 niemieckich turystów.

W mojej opinii Erriadh jest to miejsce, które MUSICIE odwiedzić będąc na Djerbie.

Sporty wodne

Na Djerbie możecie spróbować różnych sportów wodnych w bardzo atrakcyjnych cenach (na pewno niższych niż w Europie). Możecie popływać skuterami wodnymi, na bananie i wszelkich innych ustrojstwach.

Ja zdecydowałam się w końcu spróbować parasailingu. Lekko od 3 lat już byłam prawie zdecydowana i jakoś zawsze brakowało mi odwagi 😀 Jeśli też byście chcieli a się boicie to absolutnie nie ma czego. Parasailing to 1% poziomu adrenaliny w porównaniu z paraglidingiem, którego spróbowałam w Rio de Janeiro. O ile paragliding był cudowny i wspaniały ale wiem, że nigdy więcej się na to nie zdecyduję to parasailing to jest totalny luz, oglądanie pięknych widoków, wszystko na spokojnie i bez stresu, żałuję, że nie wzięłam ze sobą telefonu tam na górę. Taka przyjemność w Tunezji kosztuje 50 TND.

Blue lagoon

Mam być szczera? Wyspa jest piękna ale to wyprawa na błękitną lagunę jest moim najlepszym wspomnieniem z Tunezji. Coś o czym nie miałam pojęcia, czego nie przeczytałam w żadnym przewodniku ani na żadnym blogu. Gdzieś ktoś powiedział, że z Zarzis (gdzie był mój hotel) można popłynąć do Twierdzy Skorpiona. Więc pewnego popołudnia idziemy na plażę do panów od sportów wodnych i pytamy. Do twierdzy owszem, można popłynąć ale oni by nam bardziej polecali blue lagoon. Nazwa i parę pokazanych przez nich zdjęć rozpala wyobraźnię więc po krótkich negocjacjach ustalamy cenę – 200 TND za 5 osób. Nie oszukujmy się – to za półdarmo. Tyle ma kosztować 2-godzinna wycieczka. Jest też opcja wycieczki 4-godzinnej za 300 TND za 5 osób. Generalnie fajnie by się było popluskać dłużej ale weźcie pod uwagę, że płyniecie w miejsce gdzie nie ma baru 😀 jedzenia ani żadnej infrastruktury, ani kawałka cienia a jest dobrze ponad 30 stopni. Myślę, że zimą czy wiosną fajniej by było na dłużej ale latem taka 2-godzinna wycieczka to dość.

Następnego dnia, o umówionej godzinie (jakoś koło 9) stawiamy się na plaży. Pakują nas do zdezelowanej (naprawdę, nie przesadzam) motorówki napędzanej lewym libańskim paliwem. Taka to rzeczywistość – na Djerbie nie ma stacji benzynowych, podróżując po wyspie napotkacie takie stoiska gdzie jest lewe paliwo z Libii w baniakach 5-litrowych. Libia oddalona jest zaledwie 90 km od Djerby i stamtąd pochodzi większość używanej na wyspie benzyny. Śmierdzi to nieziemsko ale przygoda to przygoda. Dla tych, którzy nie pamiętają – ja nienawidzę transportu morskiego. Jachty, łódki, promy, motorówki to coś co mnie tak stresuje, że najchętniej schowałabym się pod pokład. Ale jak się powiedziało A… 😉

Rozsiadamy się na motorówce, mi na szczęście przypadło miejsce z tyłu, a nie na dziobie. Na początku całkiem miło, fajnie i przyjemnie, bardziej dryfujemy niż płyniemy, nawet mi się podoba. Ale po chwili nasz kapitan odpala motór i pędzimy ile fabryka dała. Z jednej strony strach, z drugiej ekscytacja, sama nie wiem czy bardziej się boję czy bardziej mi się podoba 😀

Odpływamy naprawdę daleko od brzegu, fale są coraz większe (mimo iż generalnie morze było naprawdę spokojne), u mnie zdecydowanie strach dominuje nad ekscytacją. Na szczęście kapitan (to bardzo górnolotne określenie, mam nadzieję, że w ogóle miał jakiekolwiek papiery) zatrzymuje łajbę, czekamy na delfiny. Trochę się kręcimy, delfinów nie widać, podpływamy dalej. Ja już zwątpiłam ale rzeczywiście się pojawiają – najpierw jeden, potem drugi, ostatecznie jest małe stadko pięciu sztuk. Nie uwierzycie ale to pierwsze delfiny w moim życiu widziane tak w naturalnym środowisku. Ciężko uchwycić je na zdjęciu ale nakręciłam też filmik i mogliście go oglądać w insta stories.

No ale wracamy do meritum – po podglądaniu delfinów kierujemy się już do naszego miejsca docelowego, czyli błękitnej laguny. Powiem Wam, że miejsce jest nieziemskie i niezwykłe. Kolory wody i piasku jak z pocztówek, woda cieplutka, krystalicznie czysta a najlepsze w tym wszystkim jest to, że poza naszą 5-osobową ekipą nie było tam nikogo. Laguna Balos na Krecie też jest piękna ale wszyscy, którzy tam byli wiedzą, że nawet zrobienie zdjęcia bez innych osób w tle jest wręcz niemożliwe. A tu, w szczycie sezonu turystycznego, macie lagunę praktycznie do własnej dyspozycji. Jest pięknie, bosko i rajsko. Spacerujemy, robimy zdjęcia, kąpiemy się. I wracamy. Droga powrotna mija już bez większego stresu i po nieco ponad 2 godzinach od wypłynięcia wracamy do hotelu. Wszyscy zgodnie stwierdzamy, że było to najlepsze co przeżyliśmy w Tunezji. Najprawdziwszy raj. Takie tunezyjskie Malediwy 😉 To nie jest wycieczka, którą kupicie w biurze podróży czy hotelu. Najlepiej pójść na plażę do osób, które oferują sporty wodne i pytać o blue lagoon. Na pewno będą wiedzieli o co chodzi. Warte każdych pieniędzy a za 40 TND za osobę to się nawet nie ma co zastanawiać. Latem nie polecam dłuższej wersji, bo Was wymęczy ale w okresie gdy temperatury są niższe niż 25 stopni to myślę, że i pół dnia można tam spędzić!

Tunezja – atrakcje dla dzieci

Co poza tym można robić na Djerbie? Można popłynąć na wyspę Flamingów. Miałam to w planach ale okazało się, że w okresie letnim na wyspie flamingów nie ma. Żeby pokąpać się w towarzystwie różowych ptaków musicie lecieć do Tunezji w okresie zimowym. I ja kiedyś mam zamiar to zrobić, zawsze to bliżej niż na Arubę 😉

Na Djerbie dosyć popularny jest Djerba Explore Park – park tematyczny poświęcony kulturze arabskiej i ferma krokodyli. Właśnie te ostatnie stworzonka przyciągają do parku rodziny z dziećmi. Mnie to w ogóle nie kręci ale wiem, że to dosyć popularna atrakcja i jeśli lecicie na Djerbę z dziećmi to warto wziąć ją pod uwagę.

Djerba – wakacje w Tunezji – informacje praktyczne

Tunezja chodziła mi po głowie od paru ładnych lat ale najpierw były ważniejsze kierunki, potem sytuacja w Tunezji się zaogniała (jaśminowa rewolucja, arabska wiosna, potem następujące po sobie zamachy terrorystyczne). Ale od paru miesięcy przyglądałam się ofertom wyjazdów do Tunezji. Kusiło mnie, żeby polecieć w lutym ale jakoś tak wyszło, że w lutym siedziałam w domu. Niemniej w maju zdecydowałam, że będę polować na jakiegoś lasta w czerwcu. I tak też się stało, kilka dni przed wylotem zakupiłam wakacje all inclusive na tunezyjskiej wyspie Djerba, a właściwie w oazie Zarzis. W tym wpisie przedstawię Wam wszystkie praktyczne aspekty wyjazdu do Tunezji, takie wszystko co chcielibyście wiedzieć ale boicie się zapytać 😉 A o tym co warto zobaczyć na wyspie przeczytacie za kilka dni.

Djerba uchodzi za mityczną wyspę Lotofagów, na której towarzysze mitycznego Odyseusza zjedli liście i kwiaty lotosu co spowodowało, że nie chcieli wyruszyć w dalszą podróż. Po kilkudniowych wakacjach w tym miejscu wcale im się nie dziwię, jakbym nie musiała to też bym nie wracała 😉

Djerba – jak się dostać z Polski

Djerba to wyspa ale połączona z lądem tzw. groblą rzymską. Na wyspie znajduje się lotnisko oferujące połączenia czarterowe z kilkoma polskimi miastami. Na Djerbę polecicie m.in. z Poznania, Wrocławia, Warszawy czy Katowic. Z niektórych miast sezonowo (kwiecień – październik), z innych przez cały rok. Jeśli chodzi o połączenia regularne to najwięcej ma ich Djerba z Francją ale loty z Polski z przesiadką we Francji będą kosztowały więcej niż całe wakacje z lotem czarterowym. Lot na Djerbę trwa ok. 3 godzin.

Djerba – ceny i waluta

Walutą na wyspie jak i w całym kraju jest dinar tunezyjski (TND). 1 USD=2,9 TND, 1 EUR=3,4 TND (stan na czerwiec 2019). Pieniądze można wymienić na lotnisku lub w hotelu, kurs na terenie całego kraju jest jednakowy. Wymiana w banku możliwa jest wyłącznie za okazaniem paszportu, a generalnie nie zaleca się noszenia dokumentów ze sobą więc najlepiej i najspokojniej wymienić pieniądze w hotelu.

Na Djerbie są też bankomaty i można wyciągnąć gotówkę. Niestety często nie działają. W moim hotelu był bankomat ale działał tylko pierwszego dnia, podobnie było we wszystkich hotelach w okolicy. Kartą zapłacicie w bardzo niewielu miejscach więc lepiej mieć ze sobą gotówkę. Wymieniać można dolary, euro, funty i kilka innych walut, polskich złotówek niestety nie.

Tunezyjskiej waluty nie można wywozić z kraju stąd trzeba dobrze zaplanować ile wymienić. Teoretycznie na lotnisku można wymienić pieniądze z powrotem na dolary lub euro ale jest to dosyć czasochłonna procedura, do tego wymagane jest potwierdzenie wymiany z miejsca gdzie była ona dokonywana. Takiej wymiany dokonuje się w bankach na lotnisku.

W Tunezji, podobnie jak w wielu innych krajach Afryki północnej, oczekuje się napiwków. Wynika to trochę z mentalności ale w dużej mierze po prostu z bardzo niskich zarobków. Warto zostawić napiwek barmanowi czy personelowi sprzątającemu w hotelu. Uwaga, napiwki zostawiajcie w dinarach tunezyjskich albo w banknotach USD lub EUR. Nie zostawiajcie tym ludziom monet np. euro, bo im się to nijak nie przyda – banki im nie wymienią monet ani nic za to nie kupią.

Djerba – transport po wyspie

Komunikacja publiczna właściwie nie istnieje. Najwygodniejszym i najtańszym środkiem transportu są oficjalne żółte taksówki. Opłata początkowa wynosi 0,45 TND, opłata za kilometr ok. 1 TND. Drogo nie jest tylko to Afryka, kierowcy jeżdżą jak szaleni więc zapnijcie pasy i przygotujcie się na jazdę pełną wrażeń.

Po godzinie 21 cena taksówek wzrasta o 50%!

Drugą opcją transportu jest wynajęcie samochodu – ceny ok. 30 USD za dzień. Jest też opcja wynajęcia samochodu z kierowcą za ok. 50 USD za dzień. Samochody najprościej wynająć od razu po przylocie na lotnisku lub poprzez recepcję hotelową.

Djerba – zdrowie, szczepienia

Bardzo poważnych tropikalnych chorób na Djerbie (jeszcze) nie ma ale biorąc pod uwagę, że komary malaryczne występują już w Europie to pewnie w Tunezji malaria stanie się problemem prędzej niż u nas ale póki co nic groźnego Wam w Tunezji nie grozi. Warto zaszczepić się na wszystkie standardowe choroby (WZW A, B, dur brzuszny, tężec, błonicę). Oficjalnie żadne szczepienia nie są wymagane.

Największym zagrożeniem jest tak naprawdę jedzenie. Łatwo w Tunezji złapać jakąś jelitówkę dlatego jeśli macie wrażliwe żołądki to unikajcie, zwłaszcza w pierwszych dniach, surowych warzyw i owoców. Ponadto nie należy pić wody z kranu. Szczerze mówiąc miała ona tak obrzydliwy smak, że ja nawet zęby myłam w mineralnej (ale nie jest to konieczne). Warto zawsze wspomagać się probiotykiem w trakcie wakacji w krajach Afryki północnej.

Trzeba też oczywiście uważać na słońce. W trakcie mojego pobytu temperatury dochodziły do 38 stopni (w cieniu!) i naprawdę łatwo się poparzyć, a nawet doznać słonecznego udaru. Trzeba chować się w cieniu między 12 a 15, pić dużo wody, nosić nakrycie głowy i smarować się kremami z filtrem. Jeśli zapomnicie kremów ze sobą to można je oczywiście kupić na miejscu, w całkiem znośnych cenach.

Unikajcie trzymania jedzenia w hotelowym pokoju (poza lodówką) czy nawet przy leżaku na basenie. Pozostawienie jakiegokolwiek jedzenia na dłużej niż kilkanaście minut powoduje pojawienie się ogromnej ilości mrówek.

Komarów podczas mojego pobytu nie zauważyłam. Nawet jednego! Taka miła odmiana po Kos.

Djerba – wiza i przepisy wjazdowe

Wiza do Tunezji nie jest wymagana. Potrzebny jest wyłącznie ważny paszport. Po wylądowaniu na Djerbie otrzymacie deklarację wjazdową do wypełnienia (standardowe rubryki jak wszędzie – dane, dane paszportowe, adres hotelu itp). Część tej karty otrzymacie z powrotem i trzeba ją zachować do wylotu. Jeśli ją zgubicie to bez obaw, na lotnisku można otrzymać nową i wypełnić ponownie. Kontrola paszportowa idzie sprawnie i szybko. Po jej przejściu, przed odbiorem bagażu rejestrowanego, skanowane są bagaże podręczne.

Przy zakwaterowaniu w hotelu otrzymacie kartę meldunkową do wypełnienia. Wymagane są podobne dane jak w deklaracji wjazdowej. Trochę tej papierologii jest.

Uwaga, od listopada 2018 roku Tunezja pobiera podatek turystyczny. Jego wysokość zależy od kategorii hotelu. W hotelach 2* zapłacicie 1 TND za noc, w hotelach 3* 2 TND za noc a w hotelach 4 *i 5 * – 3 TND za noc. Jest to opłata za osobę, nie tak jak w Grecji za pokój. Płaci się przy zameldowaniu lub tak jak w moim przypadku przy wymeldowaniu więc nie zapomnijcie zostawić sobie kilkunastu czy kilkudziesięciu dinarów na tę opłatę.

Djerba – lotnisko

Wyspa nie jest duża ale lotnisko daje radę. Jest nowoczesne, powiedziałabym, że nawet europejskie. A sklepu duty-free to może mu pozazdrościć niejedno lotnisko w Europie czy nawet Polsce. Życzyłabym sobie takiego sklepu (tak urządzonego i z takim asortymentem) chociażby w Poznaniu. Niestety lotnisko jest zupełnie puste. Powiedziałabym nawet, że to takie lotnisko-widmo. Duże i puste. Ilość samolotów lądujących na wyspie spadła w ostatnich dwóch latach aż pięciokrotnie.

Lotnisko jest w pełni klimatyzowane (a nie wszystkie są, pamiętam, że w Kenii myślałam, że padnę z gorąca stojąc w kolejce do odprawy). Odprawy, kontrole paszportowe i kontrola bezpieczeństwa idą szybko i sprawnie. Jak już wspomniałam jest porządny sklep wolnocłowy, są sklepiki z pamiątkami (ceny dużo wyższe niż poza lotniskiem) oraz kilka kawiarni i restauracji. Na lotnisku przyjmowane są płatności w euro, można też płaci kartą (za zakupy powyżej 5 EUR).

Djerba – pogoda, kiedy jechać

Tzw. wysoki sezon trwa od końca kwietnia do końca października. Podczas mojego pobytu (koniec czerwca) temperatury oscylowały wokół 30 stopni (poza dwoma dniami kiedy było 38!) ale od osób spotkanych w hotelu wiem, że tydzień wcześniej było bardzo zimno i wieczorami trzeba było chodzić w kurtkach! W zeszłym roku cały czerwiec był na Djerbie zimny, z kolei zima była wyjątkowo ciepła… W dzisiejszych czasach chyba trzeba liczyć po prostu na szczęście. Generalnie i Djerba, i Tunezja są kierunkami całorocznymi.

Jeśli jest 30 stopni to jest bardzo przyjemnie, bo powietrze w Tunezji jest suche więc to było dużo przyjemniejsze 30 stopni niż to 30 na Seszelach. Dało się zwiedzać, opalać i kąpać. Na Djerbie dosyć mocno wieje więc mimo wysokich temperatur jest przyjemnie.

Djerba – alkohol

Tunezja to kraj muzułmański stąd dostęp do alkoholu nie jest tak łatwy jak w Europie. Alkohol dostępny jest wyłącznie w wybranych sklepach, można go kupić od soboty do czwartku. W piątki te sklepy nie funkcjonują. W hotelach i strefach turystycznych alkohol dostępny jest przez cały tydzień.

Djerba – hotele

Baza hotelowa na wyspie Djerba i w oazie Zarzis jest dobrze rozbudowana. Wybierając hotel na swój pobyt weźcie pod uwagę, że w tej chwili ze względów bezpieczeństwa hotele są tak jakby trochę odcięte od świata. Są pozamykane i od strony miasta i od strony plaży. Co nie znaczy oczywiście, że nie można z nich wychodzić, bo można bez żadnego problemu tylko trzeba przejść przez budkę ochrony. Ale nikt z zewnątrz niezauważony na teren hotelu nie wejdzie.

Wybierając hotel na wakacje w Tunezji weźcie pod uwagę, że ta klasyfikacja gwiazdkowa to taka afrykańska, a nie europejska. Stąd radzę brać pod uwagę wyłącznie hotele 4* i więcej. Bo te 4* to będzie takie nasze europejskie 3. Generalnie hotele na kontynencie (czyli na tunezyjskim wybrzeżu oraz w oazie Zarazis) uchodzą za lepsze i przede wszystkim czystsze niż hotele na samej wyspie dlatego ja zdecydowałam się spędzić wakacje właście w Oazie Zarzis i bardzo to miejsce polecam.

Jeśli chodzi o wyżywienie to myślę, że to warto brać pod uwagę wyłącznie all inclusive. Poza hotelem tak naprawdę ciężko jest coś znaleźć więc tak czy tak będziecie skazani na jedzenie w hotelowych restauracjach. A taniej wyjdzie kupić wakacje all inclusive niż z 1 czy 2 posiłkami a pozostałe dokupować.

Tunezja – co zjeść?

Pierwsze co mi się kojarzy z Tunezją to harissa. Przyprawa, a właściwie pasta na bazie ostrej papryki, wędzonej papryki, chili, papryki Baklouti, papryki serrano i innych ziół i przypraw (m.in. nasion kolendry, czosnku, mięty, szafranu czy kminku) oraz oliwy z oliwek. Pasta jest naprawdę ostra, w Tunezji podaje się ją do bardzo wielu dań – ryb, mięsa i warzyw, a nawet używa się jej do smarowania pieczywa. Jeśli chcecie jej spróbować to pamiętajcie, że wystarczy naprawdę odrobina, żeby podkręcić smak każdego dania. Jeśli przesadzicie z ilością to antidotum jest podobno spożycie dużej ilości oliwy, która niweluje ostry smak.

Typowym tunezyjskim daniem jest brik (zwany też brick lub Briq) – jest to trójkąt cienkiego ciasta wypełniony farszem (najczęściej warzywnym ale zdarza się też z dodatkiem ryby lub rzadziej mięsa) i koniecznie jajkiem. Całość smaży się w głębokim tłuszczu ale dobry brik to taki, gdzie ciasto jest zarumienione a żółtko jaja półpłynne. Ja jadłam bricka dwukrotnie, za pierwszym razem jajko było całkiem ścięte, za drugim takie jak być powinno. Nie jest to jakieś wybitnie smaczne dane ale to typowo tunezyjski przysmak więc warto go spróbować.

Jeśli lubicie sałatki to koniecznie musicie spróbować sałatki tunezyjskiej składającej się z ogórków, pomidorów, cebuli, tuńczyka, oliwek i kaparów. Podawana jest z oliwą z oliwek i często z bagietką.

W Tunezji jada się dużo kuskusu, podaje się go na podobną modłę jak marokański tadżin więc jeśli lubicie takie smaki to nie będziecie zawiedzeni.

Miłośnicy zup powinni szukać w restauracjach lablabi – zupy z ciecierzycy, harissy i oliwy, często z dodatkiem pokruszonej bułki. Bardziej przypomina gulasz niż znane nam zupy.

W Tunezji jada się bardzo dużo jajek. Najczęstszym daniem serwowanym w hotelach na śniadanie jest ojja, czyli jajecznica z dodatkiem pomidorów, papryki i natki pietruszki. Uwaga, smażona jest oliwie, nie na masełku.

Ze względu na specyfikę kraju wyznaniowego w Tunezji nie jada się wieprzowiny za to jest sporo drobiu i wołowiny. Na wyspie serwuje się też ryby – głównie tuńczyka i doradę ale też owoce morza – kalmary i krewetki. Tunezja słynie też z połowu ośmiornic i można ich spróbować w wielu restauracjach.

Dla miłośników słodkości są uszy gazeli – ciasteczka z kruchego ciasta z farszem z orzechów i suszonych owoców. Mimo iż słodkie to idealnie pasują to mocnej czarnej kawy.

Charakterystycznymi tunezyjski słodkościami są ciasteczka bsissa – smażone na głębokim tłuszczu, składające się z mąki, skórki pomarańczowej, ciecierzycy, migdałów i anyżu. Szczerze mówiąc czegoś tak ohydnego dawno nie jadłam ale jeli będziecie mieli okazję to spróbujcie chociaż odrobinę.

Warto napić się kawy po tunezyjsku (smakuje i jest parzona podobnie jak ta po turecku) oraz zielonej herbaty z dodatkiem ziół i prażonych migdałów. Przeczytałam też, że w Tunezji serwuje się miętową herbatkę z orzeszkami pinii ale niestety nigdzie takiego napoju nie spotkałam.

Jeśli chodzi o lokalne alkohole to wybór nie jest duży ale na pewno warto skosztować dwóch – pastis, czyli lokalny aperitif oraz Boukha – lokalny bimber pędzony na figach. I muszę przyznać, że ten drugi smakuje naprawdę wyśmienicie. Zarówno solo jak i baza do drinków.

W upalny dzień idealnie sprawdza się lokalne piwo – Celtia. W Tunezji produkuje się tylko to jedno więc jeśli Wam nie posmakuje to pozostają jedynie piwa importowane. Celtia jest delikatna i łagodna, najważniejsze, że zimna 😉

Tunezja – co warto kupić i przywieźć?

Tunezja jest największym na świecie producentem oliwy z oliwek. Zwiedzając kraj (czy to kontynent czy wyspę) rzeczywiście zobaczycie tysiące drzewek oliwnych. Tunezyjska oliwa jest pyszna, delikatna i… tania. Litr oliwy extra virgin kupicie za równowartość ok. 20zł. Są oczywiście mniejsze i większe pojemności. Poza oliwą są też dostępne oliwki.

Z Tunezji warto też przywieźć kosmetyki – czarne mydło, oleje ze ślimaka, mydła z oliwy i mleka wielbłąda. Wszystko to kosztuje od kilku do kilkunastu dinarów, czyli dużo taniej niż w Europie. Ostateczna cena zależy oczywiście od Waszych zdolności negocjacyjnych. Powiem szczerze, że ja się nawet specjalnie nie targowałam. Ceny w Tunezji są bardzo niskie, turystów jak na lekarstwo, a ludzie muszą z czegoś żyć. Więc jeśli ktoś mi proponował olej czy mydło za 10 dinarów to naprawdę uważam, że to bardzo dobra cena.

Uwaga, nie kupujcie w Tunezji oleju arganowego. Jest tego sporo a z tym prawdziwym i dobrej jakości ma niewiele wspólnego. Po argan jedźcie do Maroka.

Dla smakoszy – z Tunezji przywozimy przyprawy – w tym najsłynniejszą i bardzo ostrą harissę, szafran czy kumin.

Są też wyroby z drewna oliwnego i mnóstwo ceramiki. Djerba to miejsce gdzie znajduje się mnóstwo zakładów garncarskich, w których tworzy się prawdziwe dzieła sztuki. Wybór jest naprawdę ogromny więc jeśli lubicie tego typu naczynia i dekoracje to z pustymi rękami z Tunezji nie wrócicie.

Poza tym jest sporo chust i ubrań w stylu północnoafrykańskim oraz biżuterii. Jeśli ktoś gustuje w tego typu suwenirach to wybór w Tunezji jest ogromny.

Djerba – bezpieczeństwo

Cała Tunezja z Djerbą włącznie to dosyć zapalny rejon świata. Ataki terrorystyczne pojawiają się w tym kraju już od wielu lat. Pierwszy poważny miał miejsce w 2002 roku, zginęło wtedy wielu niemieckich turystów i podobno od tamtej pory ilość Niemców w Tunezji drastycznie spadła. Nie wiem na ile to prawda ale rzeczywiście na wyspie dominują turyści z Francji, język niemiecki słychać niezmiernie rzadko.

Kolejne dwa ataki miały miejsce całkiem niedawno, w jednym z nich (w Tunisie) zginęli też polscy turyści. Od tamtej pory turystyka w całej Tunezji się załamała, ilość gości drastycznie spadła. Kraj jest bardzo biedny a turystyka stanowi ważną gałąź tamtejszej gospodarki. Powoli się ona odbudowuje ale wiele osób słysząc wakacje w Tunezji nadal mówi, że nie.

Ja nie ukrywam, że też się nieco stresowałam przed wylotem. Zwłaszcza, że to było moje trzecie podejście do Tunezji. Po raz pierwszy planowałam się tam wybrać 4 lata temu, miałam wylot zaplanowany miesiąc po atakach w Tunisie. Wtedy biuro podróży, w którym miałam wykupione wakacje umożliwiło zmianę kierunku wakacji. I rzeczywiście do Tunezji wtedy nie poleciałam chociaż wydawało się, że powtórka ataków w tym samym kraju jest wręcz niemożliwa. Niemożliwe się jednak stało kilka miesięcy później. Też myślałam wtedy o Tunezji ale ostatecznie zdecydowałam się lecieć na Azory. I będąc a Azorach przeczytałam informacje o tym, że w Tunezji doszło do zamachów…

Ale czas mija, od wielu osób słyszałam, że Tunezja jest piękna i ten kraj zasługuje na to, żeby turyści tu w końcu wrócili. Toteż i ja zdecydowałam się w końcu lecieć na Djerbę.

Generalnie nie czuje się na wyspie jakiegoś nadmiernego napięcia. Owszem, lotnisko jest obstawione i chronione z każdej strony. Każdy hotel też jest chroniony i zamknięty. Nie wpływa to żaden sposób na wypoczynek, zresztą w Kenii czy Egipcie jest podobnie. Fakt, że nie za bardzo jest gdzie wyjść poza hotel, bo niewiele się dzieje, jest trochę słaby zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja – kogo nosi i zawsze chce zobaczyć jak najwięcej. Ale przerabiałam to już w Kenii czy na Zanzibarze – tam też siedzisz wieczorami w hotelu, bo hotel jest po prostu pośrodku niczego.

W dniu mojego powrotu z Tunezji w Tunisie miały miejsce dwa ataki terrorystyczne, w których zginęło 2 tunezyjskich policjantów. Nie wiem jaki to miało wpływ na poczucie bezpieczeństwa na wyspie, bo ja o atakach dowiedziałam się już po wylądowaniu w Polsce.

Djerba – czy warto?

Jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa to pewnie jeśli miałabym jechać na jedne wakacje w roku to wybrałabym jakieś inne miejsce, bezpieczniejsze. Ale z drugiej strony czy coś takiego jak bezpieczne miejsce jeszcze istnieje? Zamachy terrorystyczne czy klęski żywiołowe mogą zdarzyć się wszędzie. W takich czasach żyjemy. Ja nie czułam się na Djerbie niebezpiecznie nawet przez chwilę.

Wyspa jest naprawdę piękna (choć brudna i zaśmiecona), ludzie nastawieni bardzo przyjaźnie, ceny niskie, turystów niewielu. Dla mnie to były naprawdę fantastyczne wakacje i szczerze mówiąc rozważam powrót do Tunezji zimą.

Tunezja potrzebuje w tej chwili turystów bardziej niż kiedykolwiek. Mimo wysokiego sezonu połowa hoteli na wyspie jest wciąż zamknięta ze względu na małe zainteresowanie, a te które działają rzadko są obłożone w 100%. W sezonie zimowym (od listopada do marca) funkcjonowało tylko nieco ponad 20% hoteli na wyspie. Turystyka jest podstawą gospodarki tunezyjskiej, brak turystów oznacza zapaść gospodarczą dla tego kraju. W Tunezji panuje bieda, średnie zarobki wahają się na poziomie 350 – 400 dinarów miesięcznie. Koszty życia są oczywiście niższe niż w Europie ale mimo wszystko są to bardzo małe pieniądze na przeżycie.