Sint Maarten (Saint Martin) – wakacje na Karaibach

Sint Maarten czy Saint Martin to wyspa karaibska o podwójnej nazwie, bo podzielona jest na dwie części – holenderską (ze stolicą w Philipsburgu) i francuską (ze stolicą w Marigot). Wyspa należy do archipelagu Małych Antyli (Wyspy Nawietrzne). Wyspa została odkryta 11 listopada, w dzień św. Marcina, i stąd jej nazwa. Jej powierzchnia to zaledwie 87 kilometrów kwadratowych, spokojnie można ją objechać w jeden dzień.

Jak dolecieć z Polski na Sint Maarten?

Są właściwie dwie sensowne opcje lotu na Sint Maarten z Polski – Air France przez Paryż i KLM przez Amsterdam. Loty przez Paryż dostępne są z Warszawy, a przez Amsterdam z Warszawy, Wrocławia i Krakowa. My lecieliśmy przez Paryż, Air France (w moim własnym prywatnym rankingu najgorsza linia lotnicza Europy) zgubił nasze bagaże, doleciały po 2 dniach. W hotelu nikogo to nie zdziwiło, dla nich to norma, że pasażerowie AF dolatują bez bagaży. Loty w promocji kosztują niecałe 2000zł, nam się udało trafić za ok. 1700zł. Lotnisko znajduje się w holenderskiej części wyspy.

Wiza i przepisy wjazdowe

Wiza na Sint Maarten nie jest potrzebna, wystarczy paszport.

Szczepienia i bezpieczeństwo

Żadne szczepienia nie są wymagane, zalecane są podstawowe – WZW A i B, tężec, błonica, polio, du brzuszny. Na Karaibach zdarzają się przypadki malarii (rzadko) i dengi, trzeba stosować repelenty, zwłaszcza na noc. Podczas naszego pobytu było sporo komarów.

Kiedy lecieć? Pogoda i klimat na Karaibach

Jak wszystkie wyspy Karaibów – najlepiej odwiedzać je od listopada do marca. Od kwietnia do października nie dość, że może padać to jest to sezon huraganów. Na wyspie znajdowały się schrony na wypadek huraganów ale absolutnie wszyscy, z którymi na ten temat rozmawialiśmy podkreślali, że wszystkie huragany dotąd omijały Sint Maarten. Niestety na początku września 2017 roku, czyli 11 miesięcy po naszym pobycie, w wyspę uderzył huragan Irma pustosząc ją znacznie (zniszczone zostało 95% wyspy!), niszcząc słynne lotnisko i sąsiadującą z nim plażę, a także doprowadzając do śmierci kilku osób. Tysiące turystów i mieszkańców zostały na kilka dni uwięzione na wyspie. Przyznam szczerze, że relacje z Sint Maarten oglądałam wtedy ze łzami w oczach.

Nasz pobyt był na przełomie października i listopada, pogoda była letnia, nie padało nawet raz.

Hotele – gdzie się zatrzymać?

Sint Maarten, w przeciwieństwie np. do Dominikany, to nie jest wyspa gdzie dominują wielkie ośrodki all-inclusive. Jest dosłownie kilka tego typu hoteli, więcej jest apartamentów, guesthousów i hoteli gdzie sami musimy sobie zapewnić wyżywienie.

Najpopularniejsze ośrodki wśród turystów to Simson Bay, Orient Bay i Grand Case. Są tam ładne plaże, jest sporo hoteli, sklepów i restauracji.

Jak się poruszać po wyspie? Dojazd z lotniska SXM

Są właściwie dwie sensowne opcje – taksówki i wynajęcie samochodu. Taksówki są bardzo drogie, wynajęcie auta to koszt ok. 50 USD za dzień. Z lotniska najlepiej dojechać taksówką, są stałe kursy, nikt Was nie oszuka ale będzie to droga podróż. Za 6-kilometrową podróż do hotelu zapłaciliśmy ponad 20 USD.

Z lotniska jeździ również bus, który dociera do Philipsburga, bilet kosztuje 2 – 3 USD w zależności dokąd jedziemy. Korzystaliśmy kilka razy z tego busa i o ile dojazd do plaży jest ok to busy są naprawdę małe i z bagażami raczej ciężko by się było do niego zapakować (my nie mieliśmy tego problemu, bo nasze bagaże przecież nie doleciały :D). Oczywiście nie ma żadnego sensownego rozkładu jazdy, trzeba wyjść do ulicy i czekać aż bus przyjedzie.

Co jeść i pić na Karaibach?

Zacznijmy od napojów, a szczególnie jednego typowego dla Karaibów – rumu. Każdy drink na Karaibach oparty jest na rumie. Na wyspach uprawia się trzcinę cukrową, stanowiąc podstawę tego trunku. Najsłynniejszy to Sint Maarten’s Old Man Guavaberry i trzeba go spróbować, a najlepiej przywieźć butelkę do Polski. Poza tym na wyspie napijemy się słynnego na innych karaibskich wyspach (szczególnie na Dominikanie) piwa Presidente.

Z jedzeniem na Karaibach jest średnio. Są oczywiście ryby i owoce morza ale wszystko przygotowywane jest na amerykańską modłę – smażone, z dodatkiem frytek, ociekające tłuszczem. Mimo iż do dziś uważam, że to właśnie na Sint Maarten jadłam najlepsze fast foody w swoim życiu to ta kuchnia jest dla mnie za ciężka. W części francuskiej jest więcej restauracji z daniami kreolskimi, też warto spróbować.

Jedzenie na Karaibach jest drogie. Cena obiadu z piwem to co najmniej 20 USD. Nie mówimy o żadnym wykwintnym daniu w fancy restauracji tylko w zwykłym barze przy plaży. Na wyspie można płacić dolarami amerykańskimi i euro, po kursie 1:1 stąd bardziej opłaca się zabrać dolary

Maho Beach – największa atrakcja wyspy

Lotnisko SXM Princess Juliana Airport to lotnisko z najkrótszym pasem startowym na świecie (do tego otoczonym z obu stron wodą), zawsze w pierwszej 10tce najniebezpieczniejszych portów lotniczych świata ale jednocześnie największa atrakcja wyspy i powód, dla którego na tę małą karaibską wyspę ściągają rocznie dziesiątki tysięcy turystów.

Plaża Maho oddzielona jest od lotniska zaledwie wąską dwupasmową jezdnią. Samoloty podchodzące do lądowania, jak i startujące, przelatują dosłownie kilkanaście metrów nad głowami plażowiczów, co powoduje, że jest to plażowanie jedyne w swoim rodzaju i zupełnie nie nudne.

Na plaży znajduje się bar, w którym obok drinków (od 2017 roku można też kupić drinka Irma na bazie lokalnego rumu) znajduje się lista startów i lądowań samolotów. Bar jest dla mnie najlepszym miejscem do śledzenia startów i lądowań, jest bardziej stabilnie niż na samej plaży 😀

ostatnie lądowanie jumbo-jeta KLM na Maho

Zupełnym przypadkiem byliśmy świadkami ostatniego lądowania jumbo-jeta KLM nad plażą Maho. Okazało się, że podczas naszego pobytu, dokładnie 26.10.2016 holenderska linia lotnicza po raz ostatni obsługiwała tę trasę Boeingiem 747. Było to wielkie święto, było mnóstwo ludzi, okolicznościowe koszulki i czapeczki ale przede wszystkim cudowne doświadczenie. I mimo iż każdy start i lądowanie nad plażą Maho robi wrażenie to trzeba przyznać, że najbardziej emocjonujące były właśnie te 4-silnikowego jumbo-jeta.

Philipsburg

Nie samym plane-spottingiem żyje turysta na Sint Maarten. Warto też wyruszyć w inne zakątki wyspy. Jedyna sensowna opcja to wynajęcie auta lub taksówki, nie ma szans zobaczyć wyspy w jeden dzień podróżując lokalnymi autobusami.

Pierwszym przystankiem naszego zwiedzania wyspy była stolica holenderskiej części – Philipsburg. W mieście znajduje się port, do którego przybijają wielkie wycieczkowce, plaża z promenadą wzdłuż niej, centrum pełne sklepów i sklepików a także słynna Old Street ze sklepikami z pamiątkami, restauracjami i barami. Miasteczko jest kolorowe, przyjemne, radosne – esencja karaibskiego klimatu.

Przy Front Street znajduje się siedziba lokalnego rządu – The Courthouse. Budynek jest jednym z najsłynniejszych i najbardziej rozpoznawalnych nie tylko w mieście ale i na całej wyspie.

Sint Maarten – plaże

Sint Maarten słynie z pięknych, długich, piaszczystych plaż, których jest na tej małej wyspie ponad 30. Najsłynniejsze z nich to Long Bay, Plum Bay, Nettle Bay, Grand-Case, Anse Marcel, Orient Bay, Simpson Bay i Cupecoy. Niektóre są świetnie zagospodarowane, do dyspozycji mamy leżaki, bary, wypożyczalnie sprzętu wodnego. Na innych jest pusto ale nie ma tez żadnych udogodnień. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Marigot

Stolica francuskiej części wyspy, również z portem i starym miastem. Mniej reprezentacyjna niż Philipsburg i pozbawiona pewnego uroku i karaibskiego klimatu. Powiedziałabym, że bardziej zaniedbana.

Na wybrzeżu, wzdłuż portu, znajduje się mnóstwo straganów z ubraniami czy pamiątkami. To dobre miejsce na zrobienie zakupów. Kierując się w stronę starego miasta napotkamy więcej eleganckich sklepów, w tym dużo duty-free.

Główną ulicą Marigot jest Rue de la Republique, otoczona XIX-wiecznymi domami.

Saint Martin – czy warto się tam wybrać na wakacje?

Zdecydowanie tak. Jest cicho, spokojnie, ani na plażach, ani w miasteczkach nie ma tłumów ludzi. No i przeżycie lądowania samolotu tuż nad głową to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, które każdy powinien mieć na swojej bucket-list. Wyspa została zniszczona przez huragan, część hoteli do dziś się nie odbudowała (w tym między innymi hotel, w którym my się zatrzymaliśmy) ale życie powoli wraca tam do normy, lotnisko działa, samoloty znów lądują nad plażą.