Colonia del Sacramento, Urugwaj – jednodniowa wycieczka z Buenos Aires

Będąc w Buenos Aires można zrobić sobie jednodniową wycieczkę do Urugwaju. O ile Argentyna to duży i znany kraj, to Urugwaj pozostaje w jej cieniu. A nie do końca słusznie, bo kraj choć mały to piękny i wart odwiedzenia.

Urugwaj liczy zaledwie 3 miliony mieszkańców. Jest jednym z najbogatszych i najbardziej liberalnych krajów Ameryki Południowej. Moje skojarzenie – taki amerykański odpowiednik Holandii. I to nie tylko dlatego, że od jakiegoś czasu marihuana jest tam legalna 😉 Często mówi się o Urugwaju, że to Szwajcaria Ameryki Łacińskiej. Skojarzeń z Europą nie da się pominąć, bo to rzeczywiście kraj mało łaciński.

W Urugwaju poza legalną marihuaną (do kupienia wyłącznie z urugwajskim paszportem) zalegalizowane są związki jednopłciowe (włącznie z prawem do adopcji dzieci), możliwa jest urzędowa zmiana płci, legalna jest też aborcja.

Z Buenos Aires można szybko i bezproblemowo (promem, w niecałą godzinę) dotrzeć do malowniczego miasteczka Colonia del Sacramento. Całe miasto zostało w 1995 roku wpisane na listę UNESCO. Jest najstarszym miastem w kraju i najczęściej odwiedzanym przez zagranicznych turystów. Jest też najczęstszym celem podróży urugwajskich nowożeńców. Mieszkańcy żartują, że większość społeczeństwa została poczęta właśnie w Colonii.

Colonia del Sacramento przez wiele lat była przedmiotem sporu między Hiszpanią i Portugalią. Miasto założył w 1680 roku portugalski gubernator Rio de Janeiro Manuel Lobo. Dzięki strategicznemu położeniu nad zatoką Portugalczycy mogli obserwować poczynania hiszpańskich kolonizatorów zarządzających Buenos Aires. Jeszcze w 1680 roku Hiszpanie zaatakowali i przejęli miasto. W 1681 roku Colonia została zwrócona Portugalczykom, a w 1704 Hiszpanie ponownie zaatakowali i ponownie przejęli panowanie. W 1722 roku znowu wróciła w ręce portugalskie, by w 1735 po raz kolejny wrócić pod panowanie hiszpańskie. I tak później jeszcze kilkukrotnie. Jak w latynoskiej telenoweli 😉 Wszystko zakończyło się w roku 1825 gdy Colonia została przyłączona do Urugwaju. Colonia pełniła też niegdyś rolę portu przeładunkowego i targu niewolników.

Colonia rozciąga się nad zatoką Rio de la Plata. Stare miasto to kilka placów i uliczek zabudowanych w kolonialnym stylu, widać tu wpływy hiszpańskie i portugalskie, po raz kolejny w Ameryce Południowej czułam się jak w Europie. Pełno tu urokliwych restauracji i kawiarenek, galerii sztuki, zabytkowych samochodów. Wszystko to w otoczeniu kwiatów i zieleni. Spacerując po Colonii można się poczuć jak w XIX-wiecznej Europie.

Casco Histórico – starówka Colonia del Sacramento

Na stare miasto prowadzi drewniany most zwodzony – Porton de Campo. Podobno najczęściej fotografowane miejsce w mieście 😉

Zwiedzając starówkę warto zwrócić uwagę na Iglesia Matriz – Bazylikę Najświętszego Sakramentu – najstarszy katolicki kościół w kraju. Barokowa świątynia została wzniesiona w XVII wieku przez Portugalczyków. Przy wejściu do kościoła stoi zaparkowany zabytkowy Ford A z 1936 roku.

Charakterystycznym punktem miasta jest też latarnia morska. Została zbudowana już przez Urugwajczyków za ich panowania. Wzniesiono ją na ruinach klasztoru św. Franciszka. Światło rozbłysło w niej po raz pierwszy 24.01.1857 roku. Latarnię nazywa się często tragiczną. Podczas pożaru w 1873 roku zginął latarnik. Kolejny w 1918 roku popełnił samobójstwo skacząc z wysokości 34 metrów. Na latarnię można wejść za drobną opłatą ale tylko w godzinach od 12 do 13 i od 19 do 20.

De Los Suspiros – Uliczka Westchnień

Na jej temat krąży mnóstwo legend. Jedna z nich mówi, że tu przyprowadzano skazańców, przywiązywano ich do murów i zostawiano aż przypływ ich zatopi (a ci wydadzą ostatnie westchnienie). Druga mówi o tym, że przy uliczce za panowania portugalskiego znajdowały się domy uciech – wiadomo o jakie westchnienia chodzi 😉 Trzecia legenda mówi o kochance czekającej w zaułku na swojego wybranka. Zazdrosny mąż przebił sztyletem jej pierś i do dziś po zachodzie słońca można usłyszeć jej ostatnie westchnienie. Która jest prawdziwa? Tego nie wie nikt. Faktem jest, że uliczka dziś nie ma w sobie nic z dramatyzmu, jest malownicza i piękna.

Dzielnica Real de San Carlos

Została założona przez hiszpańskich kolonizatorów i nosi imię ówczesnego króla Hiszpanii – Carlosa III. Dziś jest to dzielnica pełna rezydencji i szczycąca się najpiękniejszymi plażami. Ja byłam w Urugwaju zimą (ichniejszą, czyli w lipcu) i plażowanie było raczej kiepskim pomysłem 😉

Czy warto wybrać się na jeden dzień do Urugwaju z Buenos Aires?

Zdecydowanie tak, Jak sami widzicie miasteczko jest przeurocze, da się je spokojnie przejść w jeden dzień a i przeprawa promowa z Buenos nie trwa długo.

Buenos Aires – zwiedzanie stolicy Argentyny

Buenos Aires – boskie Buenos, stolica Argentyny i jedno z największych miast na kontynencie. Często nazywane Paryżem Ameryki Południowej, mnie zdecydowanie bardziej przypomina królewski Madryt. Zwiedzając Buenos czułam się jakbym była w stolicy Hiszpanii a nie po drugiej stronie oceanu. Zresztą nie ma się czemu dziwić, bo większość populacji miasta stanowią potomkowie hiszpańskich i włoskich imigrantów przybyłych do Ameryki w XIX wieku.

Plaza de Mayo

Od centralnego placu miasta najlepiej zacząć jego zwiedzanie. Powstał on w 1580 roku z inicjatywy Juana de Garaya. Plaza de Mayo to Plac Majowy. Tę nazwę skwer nosi od 25 maja 1810 roku kiedy to Argentyna odzyskała niepodległość. Pośrodku placu stoi zresztą marmurowy pomnik kobiety symbolizującej niepodległość. Wokół placu znajdują się najważniejsze budynki w mieście – Casa Rosada, czyli siedziba rządu, katedra, Cabildo – siedziba rady miasta oraz ratusz – Palacio Municipal.

Casa Rosada – Różowy Dom

Jeden z symboli miasta, neorenesansowy budynek wybudowany w 1862 roku, jest główną siedzibą prezydenta i rządu. To właśnie z balkonów Casa Rosada od lat przemawiają do mieszkańców przywódcy kraju. Stąd Peron i Evita pozdrawiali tłumy zwolenników, tu przemawiał papież Jan Paweł II, tu śpiewała Madonna w filmie Evita.

Skąd różowy kolor budynku? To nie armeński tuf 😉 Jedna z teorii mówi, że pierwszy zamieszkujący tu prezydent – Domingo Faustino Sarmiento – wybrał róż, żeby odróżnić siedzibę od waszyngtońskiego Białego Domu. Druga teoria mówi, że róż wziął się z połączenia wapna, tłuszczu wołowego i krwi. Brrr.

Warto zobaczyć budynek za dnia, w promienia słońca, jak i wieczorem, gdy jest efektownie podświetlony.

Catedral Metropolitana

Katedra Trójcy Przenajświętszej do niedawna była domem obecnego papieża Franciszka. Budowa katedry została ukończona równocześnie z różowym domem – w 1862 roku. W świątyni znajduje się Mauzoleum generała San Martina – bohatera narodowego Argentyny. W każdym argentyńskim mieście znajdziecie jego pomnik, plac lub ulicę jego imienia. Wizerunek generała zdobi też banknoty o nominale 5 ARS. San Martin nazywany jest wyzwolicielem Ameryki Południowej.

Avenida de Mayo

Jedna z głównych ulic miasta, której nie można pominąć zwiedzając Buenos. Pod numerem 825 znajdziemy Cafe Tortoni, jedną z najsłynniejszych kawiarni w mieście otwartą przez francuskiego imigranta. Zainspirowana stylem fin de siecle gościła wielu znamienitych artystów. Jej stałym bywalcem był Witold Gombrowicz. To właśnie w Argentynie napisał Trans-atlantyk, Ślub, Pornografię i Dzienniki. Kawiarnia jest bardzo popularna i zatłoczona, bez rezerwacji możecie zapomnieć o wypiciu tu kawy. Ale zajrzeć warto, jest bardzo stylowa i elegancka.

Siedziba Kongresu Narodowego

Przy Avenida de Mayo mieści się też siedziba parlamentu Argentyny – Kongresu Narodowego. Budynek powstał w latach 1898 – 1906, zaprojektował go włoski architekt Vittorio Meano.

La Boca

Wiele osób myśląc Buenos widzi właśnie kolorową dzielnicę Boca. Została wzniesiona przez włoskich emigrantów i zdecydowanie wyczuwa się w niej wpływy z południa Italii.

Kiedyś była to uboga dzielnica. Jeden z jej mieszkańców – artysta Benito Quinquela Martin w porozumieniu z mieszkańcami i innymi artystami postanowił w latach 50tych pomalować domy przy ulicy Caminito na jaskrawe kolory. Chciał wyróżnić to miejsce i tworzących w nim artystów. Wzdłuż Caminito do dziś spotkacie mnóstwo malarzy, rzeźbiarzy i innych artystów. To dobre miejsce na zakup oryginalnych pamiątek. Zachowajcie ostrożność wyjmując portfel – la Boca to wciąż niebezpieczne miejsce, kradzieże kieszonkowe są tu na porządku dziennym, często turyści padają ofiarami zorganizowanych grup młodzieży, a nawet dzieci.

La Boca to nie tylko dzielnica kolorowych domków ale też legendarny klub piłkarski Boca Juniors i stadion La Bombonera. To właśnie z tym klubie swoją karierę zaczynała legenda argentyńskiej i światowej piłki – Diego Maradona. Wizerunek boskiego Diego spotkacie w Boca nie raz.

Recoleta

Nie można być w Buenos i pominąć jeden z najsłynniejszych cmentarzy świata stworzonego w 1882 roku.

4800 grobowców robi wrażenie miniaturowego miasteczka. Mauzolea niektórych spoczywających tu osób przypominają rezydencje.

Najczęściej odwiedzanym grobowcem jest mogiła Evity Peron. Dość skromny grób przyciąga każdego dnia setki Argentyńczyków i turystów z całego świata.

Na cmentarzu spoczywają byli prezydenci kraju oraz przedstawiciele świata sztuki i literatury.

Niedaleko Recolety znajduje się jeden z najbardziej nowoczesnych symboli Buenos Aires – gigantyczny metalowy tulipan. Konstrukcja stoi pośrodku Plaza Nacionales Unidas. Tulipan otwiera się o świcie i zamyka o zmroku.

Puerto Madero

Jest to dzielnica portowa położona niedaleko Plaza Mayo. Niedawno odrestaurowana, tętniąca życiem zwłaszcza po zmroku. I polecam Wam spacer w tej okolicy właśnie wieczorem. To w tej chwili najgorętszy adres jeśli chodzi o argentyńskie życie nocne.

Ceglane budynki portowego nabrzeża zostały wzniesione w 1887 roku. Kiedyś pełniły funkcje magazynów i spichlerzy, dziś przerobiono je na nowoczesne biura, luksusowe lofty i eleganckie restauracje. Dzielnica jest w pełni monitorowana, uchodzi za najbezpieczniejszą w mieście więc nie musicie się obawiać nocnych spacerów. Jeśli chcecie spędzić czas w jakimś lokalu – uprzedzam, jest drogo. Bardzo drogo. Argentyna w ogóle nie jest tania, a dzielnica portowa należy do jej najdroższych zaułków. Hotele znajdujące się w Puerto Madero to najdroższe hotele w mieście.

To właśnie tu niegdyś przybywali do Buenos imigranci, ich losy można prześledzić w znajdującym się w okolicy Museo Nacional de la Inmigracion.

Puetro Madero to dzielnica upamiętniająca kobiety. Wszystkie ulice noszą imiona kobiet zasłużonych w walce o prawa kobiet i o demokrację. W samym centrum dzielnicy znajduje się otwarty w 2001 roku podwieszany most (pięknie oświetlony w nocy) Puente de la Mujer – Most Kobiety.

Co trzeba zrobić w Buenos Aires?

W internecie znajdziecie artykuły pt. 10 rzeczy które trzeba zrobić w Buenos itp. Ja podkreślam trzy absolutnie najważniejsze, bez których nie możecie wyjechać z miasta.

Pierwsza – trzeba zjeść steka z argentyńskiej wołowiny 😀 Czy lubicie mięso, czy nie, nie można opuścić Buenos nie próbując steka z najlepszej wołowiny na świecie. Tu nauczyłam się jeść steka w wersji krwistej (rare), tu poczułam, że bycie wegetarianką nie jest mi pisane 😀 A steka trzeba koniecznie popić lampką argentyńskiego czerwonego wina.

Po zjedzeniu steka popitego winem trzeba zobaczyć tango show. Tango narodziło się w Argentynie i trzeba tu zobaczyć show tego ognistego tańca.

Ciekawostki o Argentynie

W Buenos Aires na jednego obywatela przypada więcej psychoanalityków niż w jakimkolwiek innym kraju świata.

Argentyńczycy są też kinomaniakami – wszystkie filmy osiągają w Argentynie rekordy oglądalności.

Argentyna jest też w pierwszej dziesiątce krajów świata gdzie wykonuje się najwięcej zabiegów chirurgii plastycznej. Do poprawiania urody przyznają się gwiazdy, celebryci i politycy.

Rio de Janeiro – atrakcje i zwiedzanie miasta

Rio de Janeiro – nie stolica a jednak najpopularniejsze wśród turystów brazylijskie miasto. Co warto zobaczyć przez kilka dni w tej 12-milionowej metropolii? Czy przydomek Cidade Maravilhosa (Cudowne Miasto) jest na wyrost czy niekoniecznie?

Posąg Chrystusa Odnowiciela – Christo Redendor

Jeden z najsłynniejszych symboli miasta, odsłonięty w 1931 roku. Widoczny z naprawdę wielu położonych niżej miejsc, sam znajduje się na terenie parku narodowego Tijuca. Pomnik ma 30 metrów, stoi na 8-metrowym cokole. Wzniesiono go na szczycie granitowej 700-metrowej góry Corcovado. Statua wymyślona przez Hektora da Silvę powstała jako upamiętnienie 100-lecia niepodległości Brazylii. Chrystus z otwartymi ramionami ma symbolicznie obejmować miasto i widać gości przybywających od strony morza. Co ciekawe, pomnik powstał we Francji i został przetransportowany do Brazylii. Do pomnika można dojechać kolejką zębatą a następnie wspiąć się po 222 stopniach. Rzeźba została wpisana listę 7 nowych cudów świata (obok jordańskiej Petry, Wielkiego Chińskiego Muru, Machu Picchu, Koloseum, Chichen Itza i Taj Mahal).

Sama statura z bliska nie robi wielkiego wrażenia ale jest doskonałym punktem widokowym. No i być w Rio i nie zrobić sobie zdjęcia z Jezuskiem? No way 😉

Głowa Cukru – Pao de Acucar

Dla mnie absolutny numer 1. Jeśli chcecie wiedzieć skąd rozpościera się najpiękniejszy widok na Rio to już macie odpowiedź. Wzniesienie położone 396 m.n.p.m. znajduje się nad zatoką Guanabara i można na nie wjechać kolejką linową wybudowaną w 1912 roku. Przejazd zaczyna się w Morro da Babilonia, pierwszy przystanek kolejki znajduje się na wysokości 220 metrów, na górze zwanej Morro da Urca.

Stąd ruszają między innymi wycieczki helikopterem. Dalej wjeżdżamy na sam szczyt Głowy Cukru. 65-osobwe wagoniki są całe przeszklone stąd już po drodze można podziwiać fantastyczne widoki. Nazwę górze nadali Portugalczycy w XVI wieku twierdząc, że przypomina bryłę cukru. Widoki z góry są po prostu nieziemskie i nie tylko najpiękniejsze w Rio czy całej Brazylii ale zaryzykuję stwierdzenie, że ta panorama to jeden z najpiękniejszych widoków na świecie.

Plaża Copacabana

Zdecydowanie najsłynniejsza plaża w Rio, a nawet w całej Brazylii i jedna z najbardziej znanych plaż na świecie. Copacabana to właściwie nazwa całej dzielnicy. 4-kilometrowa piaszczysta plaża jest miejscem wielu wydarzeń artystycznych i najsłynniejszego sylwestrowego brazylijskiego pokazu fajerwerków. Wzdłuż plaży znajduje się promenada z wieloma barami, restauracjami, sklepami i hotelami. Po zmroku jest cała oświetlona a w jej sąsiedztwie po 18 odbywa się tak zwany nocny targ gdzie można kupić pamiątki i różne duperele w bardzo korzystnych cenach.

Plaża jest piękna, piasek bielutki, ocean przyjemnie chłodny. Na plaży działają siłownie a młodzież gra w futevolei – połączenie futbolu i siatkówki. Brazylijczycy kochają sport, dbają o siebie i nie da się ukryć, że na plaży jest na co popatrzeć zwłaszcza, że Cariocas lubią się chwalić swoimi ciałami. Jest też druga strona medalu – fala otyłości dotarła i do Ameryki Południowej, zdecydowana większość plażowiczów nie wygląda jednak jak młodzi bogowie ale i oni nie mają problemów z pokazywaniem ciała. Samoakceptacji zdecydowanie możemy się uczyć od Brazylijczyków (a zwłaszcza Brazylijek).

Ja Copacabany na pewno nie zapomnę do końca życia. Ostatniego dnia 2-tygodniowych wakacji przyszła fala, która zalała niemal pół plaży, w tym mój telefon leżący na ręczniku. Telefon nie był wodoodporny, był moim jedynym aparatem fotograficznym tego wyjazdu a to był wyjazd z gatunku cyber detox. Niestety już jeden telefon utopiłam na Rodos i bogatsza o tamte doświadczenia pobiegłam natychmiast do hotelu (spałam w pobliżu plaży), połączyłam się z internetem i zdjęcia na szczęście wgrały się w chmurę zanim telefon zdechł na amen.

Ipanema

Nieco mniej znana siostra Copacabany, będąca właściwie jej przedłużeniem. Mniej popularna, mniej zatłoczona a równie piękna. To na Ipanemie można podziwiać najbardziej spektakularne zachody słońca.

Znacie Helo Pinheiro? To rozsławiona przez poetę bossa novy Viniciusa de Moraesa i kompozytora Antonia Carlosa Jobima dziewczyna z Ipanemy. Chcąc nie chcąc będziecie słuchać tej piosenki nie raz 😉 Najcudowniej brzmi słuchana w barze Garota de Ipanema ze szklaneczką capirinhi w dłoni.

Maracana

Maracana

Największa świątynia drugiej religii Brazylii, czyli futbolu. Punkt obowiązkowy wizyty w Rio dla wszystkich fanów piłki nożnej. Kiedyś zwiedzając Europę zawsze odwiedzałam stadiony piłkarskie ale nie ukrywam, że w pewnym momencie mi się znudziło. Bo wszystkie one są właściwie takie same, mają trochę inną architekturę, kolorystykę ale poza tym – różnic niewiele. Po zobaczeniu tych najsłynniejszych (San Siro, Camp Nou, Estadio da Luz, Stamford Bridge, Estadio Santagio Bernabeu) uznałam, że mi starczy i teraz już rzadko zaglądam na stadiony. Ale będąc w Rio Maracany nie mogłam pominąć.

Estádio Jornalista Mário Filho, bo tak właściwie się nazywa (od nazwiska najsłynniejszego brazylijskiego dziennikarza sportowego), to arena mieszcząca niemal 80 tysięcy widzów. Odbył się na niej finał Mundialu 2014, w którym Niemcy pokonali Argentynę. W 2016 Maracana była gospodarzem ceremonii otwarcia i zamknięcia Igrzysk Olimpijskich.

Zwiedzanie nie różni się od innych stadionów – jest muzeum, zaglądamy na płytę boiska, do szatni, centrum konferencyjnego.

Sambodrom

Sambodrom to specjalna arena wybudowana w 1984 roku na potrzeby organizacji konkursów samby podczas najsłynniejszego karnawału świata. Arena to tak naprawdę 700-metrowy deptak otoczony z obu stron trybunami mogącymi pomieścić 75 tysięcy widzów. W czasie niekarnawałowym wygląda dość biednie i skromnie ale przy sambodromie działa wypożyczalnia strojów gdzie za równowartość 10 zł można zamienić się na chwilę w tancerkę samby. Oczywiście skorzystałam! I podziwiam tancerki jeszcze bardziej, bo te wszystkie stelaże są cholernie ciężkie! Tańczenie w tym w ogromnym upale i wilgotności to naprawdę wielki wyczyn. Mam nadzieję, że będę mogła kiedyś wrócić do Rio właśnie podczas karnawału.

Parady szkół samby na Sambodromie należą do najważniejszych elementów karnawału w Rio. Szansę występu w najlepszej Grupie Specjalnej ma 12 najlepszych szkół, każda z nich prezentuje 80-minutowy show a sędziowie wybierają zwycięzców. Pokazy odbywają się od piątku do poniedziałku, Grupa Specjalna występuje w niedzielę.

A na samba show można się wybrać nie tylko w czasie karnawału 🙂

Katedra św. Sebastiana

Św. Sebastian jest patronem Rio. Katedrę pod jego wezwaniem uważa się ją za trzeci symbol miasta, obok Chrystusa i Głowy Cukru. 80-metrowa katedra za jedną z najbardziej ekscentrycznych architektonicznie świątyń na świecie. Kościół ma kształt ogromnego stożka, który ma nawiązywać do architektury dawnych świątyń Majów. W przeciwieństwie do świątyń majańskich, brazylijska katedra została wybudowana na planie koła, a nie kwadratu. To nawiązanie do budowli Majów miało być symbolicznym zadośćuczynieniem za wydarzenia, które doprowadziły do upadku majańskiej cywilizacji. Za te wydarzenia odpowiedzialni byli chrześcijańscy konkwistadorzy.

Z zewnątrz nie robi wielkiego wrażenia, natomiast wewnątrz jest wypełniona witrażami, które w słoneczny dzień robią ogromne wrażenie. Figury przedstawione w witrażowych oknach symbolizują cztery epitety kościoła: jeden, święty, katolicki, apostolski. Wstęp do katedry jest bezpłatny i jeśli jesteście w okolicy to zdecydowanie warto tam zajrzeć.

Fawela Rocinha

Nie byłam do końca przekonana czy chcę zobaczyć fawelę od środka. Nawet nie chodziło o względy bezpieczeństwa, bo wycieczki odbywają się z przewodnikiem-mieszkańcem faweli. Obawiałam się, że mimo wszystko będzie to jakiś spektakl dla turystów, a nie prawdziwe życie dzielnicy biedy.

Rocinha to największa fawela Rio, oficjalnie zamieszkuje ją 70 tysięcy osób, nieoficjalnie mówi się, że nawet 200 tys. Przemoc, handel narkotykami, porachunki mafijne i strzelaniny nie są tu rzadkością. Ja byłam w Rocinhi w lipcu 2017 roku, we wrześniu tego samego roku nasiliły się w Rocinhi przestępcze walki o wpływy i do dzielnicy wkroczyła policja, a następnie wojsko. W marcu 2018 roku w starciach przestępców z policją zginęło 8 osób.

Organizacja Be Local organizuje spacery po tej dzielnicy, uzyskane z akcji pieniądze są przekazywane mieszkańcom, finansuje się szkoły czy świetlice dla dzieci.

Moje pierwsze wrażenie po wejściu do Rocinhi? Jakie oni mają stąd widoki na miasto! Rocinha położona jest na wzgórzu, sama jest brudna, biedna i zatłoczona ale to stąd można podziwiać pocztówkowe widoki Rio. Zaledwie połowa domów w Rocinhi ma dostęp do elektryczności, jeszcze mniej ma kanalizację. Samochodem można dojechać do 1,8% domostw! Do reszty można dostać się wyłącznie pieszo i to najczęściej po wąskich uliczkach i schodach. Jednak to mieszkania położone najwyżej są najcenniejsze i najdroższe, tam mieszkają bossowie lokalnych mafii, bo… tam najpóźniej dociera policja czy wojsko w razie nalotów.

Przewodnik bardzo ciekawie opowiadał o tym jak wygląda życie w faweli, jak próbuje się aktywizować młodych ludzi, jakie zmiany próbuje się przeprowadzać. Próbuje – bo zmiany te cały czas zachodzą bardzo wolno.

Fawele to też mekka street artu. Większość dzieł jest zaniedbanych i zniszczonych ale one też nadają tej dzielnicy jej charakter.

Czy było warto? Zdecydowanie. Nie był to teatrzyk dla białych turystów czego się obawiałam. A Rio to nie tylko Chrystus, Głowa Cukru i piękne plaże. Fawele są nieodłącznym elementem życia miasta. Szacuje się, że w dzielnicach biedy żyje około 20% mieszkańców Rio. Spacerując z przewodnikiem, którego wszyscy znają, nie ma powodu do obaw o własne bezpieczeństwo chociaż trzeba oczywiście mieć oczy dookoła głowy. Ja byłam w Rio w czasie gdy w ogóle w mieście nie odczuwało się napięć ani specjalnego niebezpieczeństwa jednak wiem, że sytuacja zmieniła się dosyć znacząco kilka miesięcy po moim pobycie. Nie wiem czy dziś zdecydowałbym się na wizytę w faweli wiedząc co się tam teraz dzieje.

Rio paragliding

Paragliding nad Rio de Janeiro

Nie byłabym sobą gdybym nie znalazła w Rio czegoś wyjątkowego, czegoś co mogę przeżyć i mieć pewność, że nie zapomnę do końca życia. W Rio postanowiłam spróbować paraglidingu. Na początku byłam niesamowicie podekscytowana ale jak stanęłam na wzgórzu, z którego miałam ruszyć w podniebną przygodę to mnie sparaliżowało. I przez kilkanaście minut naprawdę byłam przekonana, że tego nie zrobię. Nie mam lęku wysokości ale latanie z jakąś folią nad głową to nie jest naturalna forma poruszania się dla człowieka. Walczyłam ze sobą i jestem niesamowicie szczęśliwa, że się przemogłam i odważyłam. Dzięki temu przeżyłam jedną z najwspanialszych przygód swojego życia. Nie dość, że przez kilkanaście minut mogłam sobie polatać to oglądanie największych atrakcji Rio z góry było niesamowitym doświadczeniem. Do dziś jak oglądam filmik to mam dreszcze. Było emocjonująco ale wspaniale!

Rio de Janeiro – moje wrażenia

Mój wyjazd był połączeniem zwiedzania Argentyny i Brazylii. Przed wylotem spodziewałam się, że to raczej Buenos Aires skradnie moje serce tymczasem zakochałam się na zabój w Rio. Od pierwszego spaceru po Copacabanie w promieniach zachodzącego słońca po nieziemskie widoki ze szczytu Pao de Acucar. I po tym wyjeździe już nie mam najmniejszych wątpliwości, że Ameryka Łacińska to moje miejsce na ziemi a Ameryka Południowa to mój ukochany kontynent.