Zwiedzanie Cypru – Larnaka i okolice – co warto zobaczyć?

To już przedostatni wpis o Cyprze. Opisałam wszystko co mieliśmy okazję zwiedzić, mam nadzieję, że niezdecydowani nie mają już wątpliwości, że Cypr to piękna wyspa i warto ją wziąć pod uwagę planując wakacje 🙂

W tym wpisie chciałam Wam pokazać to co zwiedzaliśmy na Cyprze przez pierwsze dwa dni naszego pobytu na wyspie. Jeśli upolujecie tanie bilety na weekend to ten przewodnik jest idealną odpowiedzią na pytanie co robić i co zwiedzić w Larnace przez 2 – 3 dni.

Larnaka – co zobaczyć?

Larnaka to po turecku Skala. Mimo iż popularniejsza jest grecka nazwa to z turecką też się możecie spotkać. Czasem Skalą nazywana jest dzielnica turecka w Larnace.

Za główną atrakcję miasta uchodzi promenada Fikikoudes porównywana z tymi na riwierze francuskiej. Otoczona palmami, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to wakacje 😉 A zimą są choinki i ogromna czerwona świecąca bombka (chciałam napisać bomba ale to trochę niebezpieczne skojarzenie w dzisiejszych czasach 😉 ). Po jednej stronie promenady znajdują się sklepiki i restauracje, po drugiej miejska plaża. Dobre jedzenie w Larnace serwuje się jednak w małych uliczkach starego miasta, przy promenadzie też oczywiście można dobrze zjeść ale przynajmniej 30% drożej niż 200 metrów dalej.

Plaże w Larnace są długie (ponad 800 metrów) ale piasek jest dosyć gruby i szorstki. Mimo iż opinie o nich są podzielone to w sezonie letnim są pełne turystów. Najpopularniejsze plaże w mieście to Dasoudi (tu można uprawiać wszelkie możliwe sporty wodne), Dekelia i oddalona o kilka kilometrów od centrum McKenzie Beach. Na miejskich plażach w sezonie działają wypożyczalnie leżaków i parasoli. Są także prysznice. Pełna infrastruktura.

Spacerując promenadą naszym oczom ukaże się w końcu port jachtowy – jest on naprawdę duży. Cumują tu setki jachtów, motorówek, katamaranów i statków wycieczkowych. Latem to właśnie w tej okolicy można zarezerwować rejsy statkiem m. in. na przylądek Capo Greko.

Kościół Agios Lazaros uchodzi na najważniejszą atrakcje Larnaki i najważniejsze miejsce kultu religijnego na wyspie. Patronem kościoła i całego miasta jest św. Łazarz. W średniowieczu świątynia należała do najwspanialszych budowli w mieście. Wokół kościoła rozciąga się stare miasto pełne restauracji i kawiarni. Zimą zdecydowanie więcej tu mieszkańców niż turystów. Podczas naszej wizyty przed kościołem odbywał się świąteczny koncert chóru. Jak widać nocą kościół jest pięknie oświetlony.

Po zobaczeniu kościoła warto pobłądzić w uliczkach starego miasta. Niestety nie wszystkie są zamknięte dla ruchu kołowego przez co nie jest tam może jakoś bardzo przyjemnie ale te części, które są wyłącznie dla pieszych są bardzo fajne.

Idąc z kościoła w stronę morza dochodzi się do dawnej dzielnicy tureckiej. Bardzo łatwo można ją poznać, bo centralną budowlą jest Wielki Meczet – Buyuk Camii. Dawniej mieścił się w tym miejscu kościół katolicki ale po najeździe tureckim zamieniono go w meczet.

Niemalże naprzeciwko meczetu znajduje się kolejne miejsce, które warto zobaczyć –zamek w Larnace. Obecnie mieści się w nim Muzeum Średniowiecza. Latem w forcie odbywają się liczne imprezy kulturalne.

Panagia Faneromeni – bardzo ciekawe zabytki Larnaki. Zabytki w liczbie mnogiej, ponieważ są to dwa kościoły – stary i nowy. Mniejszą kaplicę wzniesiono na wykutej w skale podziemnej pieczarze. Podejrzewa się, że w starożytności mógł się tam mieścić fenicki grobowiec. Tuż obok znajduje się nowy, duży kościół. Niestety nowy był zamknięty, a w starym odbywało się nabożeństwo więc tylko weszłam na chwilę zerknąć ale zdjęć oczywiście nie robiłam. Kościoły są nieco oddalone od centrum Larnaki, my zobaczyliśmy je w drodze do akweduktu (o którym za chwilę).

Co zobaczyć w okolicach Larnaki?

Jeśli zrobiliście już sobie spacer po mieście to warto ruszyć dalej. Bliższe i dalsze okolice Larnaki oferują mnóstwo ciekawych miejsc, które warto zobaczyć.

Najbliższa i najbardziej znana atrakcja okolic Larnaki to Słone Jezioro. Zobaczycie je już z samolotu, lądując w Larnace oraz w drodze z lotniska do miasta. Jezioro ma powierzchnię 2,2 kilometra kwadratowego i jest jednym z największych na wyspie. Jego tafla leży poniżej poziomu morza. W okresie od grudnia do marca zimują tu flamingi, łabędzie, dzikie kaczki, pelikany i inne ptaki wodne. Brzeg jeziora to doskonałe miejsce, żeby podziwiać zachód słońca. Zresztą co ja będę pisać – wystarczy popatrzeć na zdjęcia.

Już wiecie kiedy jechać na Cypr, żeby spotkać flamingi. A nawet jeśli nie spotkacie tych żywych to na pewno w niejednym miejscu zobaczycie takie jak na powyższym zdjęciu. W grudniu flamingi były ale nie było ich dużo i raczej trzymały się daleko od brzegu. Może później jest ich więcej a może trzeba było ich szukać z innej strony jeziora…

Meczet Hala Sultan (Hala Sultan Tekke) – otoczony jest pięknym ogrodem, w którym rosną palmy, cyprysy i drzewka oliwne. No i tylu kotów co w okolicy tego meczetu to nie widziałam nigdzie indziej! Skąd w ogóle wzięły się koty na Cyprze? W dawnych czasach wyspa była opanowana przez węże. Sprowadzono koty, które miały pomóc w pozbyciu się ich. Węży dziś na Cyprze nie ma za to rozmnożyły się tak, że czasem miałam wrażenie, że jest ich więcej niż ludzi 😉

Dla muzułmanów meczet ten jest najważniejszym miejscem pielgrzymek na Cyprze. Zgodnie z tradycją w grobowcu spoczywa ciało Umm Haram – Świętej Matki – stryjecznej ciotki Mahometa i żony jednego z najwyższych wodzów armii sułtana Muawiji.

Możliwe jest zwiedzanie meczetu. Jest ono bezpłatne, trzeba się tylko odpowiednio ubrać i oczywiście zdjąć buty. Powiem szczerze, że wewnątrz nie robi jakiegoś super wrażenia ale jego położenie jest przepiękne i warto tu przyjechać, zwłaszcza, że to tylko 6 km od centrum Larnaki.

Akwedukt Kamares to jedna z mniej znanych i mniej popularnych atrakcji Larnaki. Jest oddalony kilka kilometrów od centrum więc bez samochodu raczej ciężko się tam dostać. Jeśli jednak macie samochód to zdecydowanie polecam się tam wybrać. XVIII-wieczna konstrukcja do 1939 roku zaopatrywała Larnakę w wodę. Jego budowę zlecił osmański gubernator. Akwedukt wystylizowany na rzymski robi naprawdę ogromne wrażenie.

Cypr – Pafos i okolice – co warto zobaczyć?

Paphos – jedno z najsłynniejszych i według wielu opinii najpiękniejsze miasto Cypru. Pafos to też najpopularniejsze miejsce na wakacje wśród polskich turystów – w sezonie są tu loty z Warszawy, Poznania, Wrocławia, Gdańska i Krakowa.

Pafos znajduje się w południowo – zachodniej części wyspy. Nazwa miasta pochodzi od imienia herosa Paphosa – syna Pigmaliona. Mitologia grecka mówi, że to właśnie w okolicach Pafos z morskiej piany wynurzyła się Afrodyta – bogini miłości. Często spotkacie się z określeniem Cypru jako wyspy Afrodyty, a Pafos – miasto Afrodyty. Miasto jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO więc założyłam, że w Pafos będzie co zwiedzać i co robić więc tu zatrzymaliśmy się najdłużej podczas naszego objazdu Cypru. Niestety nasz pobyt i zwiedzanie Pafos i okolic nie do końca wyglądało tak jak miało. Powody były dwa – po pierwsze święta i część interesujących nas atrakcji była zamknięta, a po drugie popsuła się pogoda i musieliśmy skrócić nasze zwiedzanie półwyspu Akamas.

Miasto dzieli się na dwie części: Kato Pafos gdzie można zwiedzić port, wykopaliska, zamek a także spędzić czas na zakupach lub w jednej z tawern oraz Ktima Pafos – centrum administracyjne miasta i dzielnicę gdzie żyją Cypryjczycy.

Promenada Leoforos Poseidonos

Centrum miasta Pafos koncentruje się wokół nadmorskiej promenady. Takie typowe stare miasto w Pafos nie występuje. Na promenadzie żyją oczywiście stali bywalcy Cypru – koty 😉

Port w Pafos to miejsce gdzie cumują małe łodzie rybackie oraz statki wycieczkowe, które w sezonie oferują rejsy m .in. do zatopionego wraku statku, do zatoki Lara oraz na półwysep Akamas. Ceny rejsów wynoszą od 10 do 30 EUR.

Przy promenadzie znajduje się rzeźba Małego Rybaka ustawiona tu w 2006 roku.

Przy promenadzie znajdują się liczne sklepy z pamiątkami, restauracje, kawiarnie i tawerny. Jeśli zastanawiacie się gdzie zjeść w Pafos to polecam przede wszystkim tawernę Hondros – nie przy samej promenadzie ale dosłownie 100 metrów od niej. Świetna rodzinna atmosfera, cudowna obsługa i bardzo dobre jedzenie. A musaka wręcz genialna. Przy promenadzie jedliśmy w The Harbour – przepyszne meze. W jednej z knajpek, której nazwy nie mogę wydobyć z pamięci piliśmy grzańca. W końcu święta to święta 😉 W okolicy Pafos znajduje się też lokalny browar z restauracją Aphrodite’s Rock Microbrewery. Bardzo chciałam tam pojechać, bo polecało mi to miejsce kilka osób ale niestety okazało się, że w oba świąteczne dni kiedy my byliśmy w Pafos było zamknięte. Jeśli ktoś z Was się wybiera na urlop do Pafos to pojedźcie tam i wypijcie za mnie piwko 😉

Na wchód portu zaczyna się plaża miejska. Plaże w Pafos są piaszczyste. Znajduje się tu mnóstwo hoteli więc domyślam się, że latem na plażach muszą być prawdziwe tłumy ludzi.

Zamek w Pafos

Pierwsza forteca stojąca w tym miejscu i broniąca dostępu do portu została wzniesiona w czasach przynależności wyspy do Cesarstwa Bizantyńskiego. Twierdza została zniszczona w 1570 roku przez Wenecjan. Za czasów panowania tureckiego zamek przebudowano, następnie zamieniono na więzienie, a w czasach panowania brytyjskiego na Cyprze pełnił rolę… magazynu soli. W 1935 roku uznano go za zabytek i od tej pory pełni głównie funkcje kulturalne – odbywają się tu spektakle w ramach festiwalu Afrodyty. Cena biletu 2,5 EUR, w sezonie otwarty jest od 8.30 do 19.30, po sezonie godziny otwarcia skrócone są do 17.30.

Za zamkiem warto spojrzeć w morze, na skałach znajduje się rzeźba nazwana jakże oryginalnie Kobieta na skale.

Chrisopolitissa – kościół Agia Kyriaki

Niedaleko ulicy Apostolou Pavlou znajduje się miejsce, którego historia sięga 45 roku, kiedy św. Paweł i Barnaba przybyli na Cypr. Wg legendy święty został tu uwięziony, przywiązany do słupa i biczowany 39 razy. W miejscu biczowania na początku IV wieku wybudowano świątynię, której ruiny można zobaczyć obok stojącego tu dziś XI-wiecznego kościoła. Sama bazylika została zniszczona w 653 roku podczas arabskiego najazdu. Prawie cały obszar pokryty jest mozaikową podłogą i ozdobiony motywami geometrycznymi.

Obok kościoła znajduje się Filar Apostoła Pawła ustawiony na pamiątkę biczowania św. Pawła. Wstęp na cały teren jest bezpłatny, kościół jest niedostępny dla zwiedzających.

Spacerując po mieście natrafiliśmy też na średniowieczne termy z lat 1191 – 1489. Nie można ich zwiedzać ale wyglądają bardzo historycznie 😉

Park archeologiczny Pafos

Park archeologiczny to muzeum na otwartym powietrzu. Mozaiki w Pafos odkryto zupełnym przypadkiem. Podczas wykopów mających na celu rozbudowę miasta odnaleziono jest z największych i najważniejszych skarbów Cypru. Odkryto wtedy pozostałości miasta z czasów rzymskich z kompleksem budowli udekorowanych jednymi z najpiękniejszych mozaik w basenie Morza Śródziemnego. W latach 60-tych obszar badali polscy archeolodzy, którzy odkryli m. in. marmurową rzeźbę Asklepiosa z czasów hellenistycznych, serię marmurowych greckich posągów i fragmenty budowli pokrytych malowidłami. Pierwsze mozaiki odkryto na początku lat 70-tych.

Nad mozaikami stworzono pomosty, po których można się przemieszczać. Część z nich została ochroniona ścianami i dachami, które mają zabezpieczać dzieła przed warunkami atmosferycznymi.

Na terenie parku można zobaczyć m. in. część Domu Ajona z najbardziej spektakularną mozaiką w Nea Pafos, Dom Tezeusza z mozaiką przedstawiającą Tezeusza zabijającego Minotaura, Dom Orfeusza z trzema mozaikami, Dom Czterech Pór Roku i Dom Dionizosa gdzie znajduje się najstarsza mozaika na Cyprze przedstawiająca Scyllę – morskiego potwora. Niestety zdjęcia nawet w 10% nie oddają wrażenia jakie mozaiki robią na żywo.

Bilet wstępu na teren parku archeologicznego kosztuje 4,5 EUR i poza mozaikami obejmuje też zwiedzanie rzymskiego odeonu i agory oraz ruin zamku Saranda Kolones. Godziny otwarcia w sezonie to 8.30 – 19.30, po sezonie do 17.30. Park jest zamknięty w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Na zwiedzanie parku trzeba przeznaczyć co najmniej 2 – 3 godziny, bo teren jest bardzo rozległy. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie spaceru w czasie letnich upałów, w grudniu było idealnie.

Na terenie parku archeologicznego znajduje się też historyczna latarnia morska z 1888 r. Spacerując bliżej morza można zobaczyć pozostałości po dawnych murach miejskich – niesamowite formacje skalne.

Saranda Kolones to kolejne bardzo fotogeniczne (chciałoby się powiedzieć instagramowe) miejsce – pozostałości bizantyjskiego zamku. Wybudowano go w VII wieku w celu ochrony portu i miasta przed najazdami arabskimi. W 1222 roku budowla została zniszczona w wyniku trzęsienia ziemi.

W okolicach wejścia do parku archeologicznego znajdują się ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki Panagia Limeniotissa – Matki Bożej Portowej.

Grobowce Królewskie

Jeśli myślicie, że to już wszystkie zabytki Pafos to zapewniam, że jeszcze trochę ich jest 😉 Grobowce Królewskie to starożytna nekropolia wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Znajduje się ok. 3 km od centrum miasta. Można tu dotrzeć pieszo nadmorską promenadą lub dojechać autobusem miejskim nr 615 z dworca autobusowego mieszczącego się parkingu przy wejściu do Parku Archeologicznego. Kursy odbywają się co 15 minut. Jeśli jedziecie własnym samochodem to przed wejściem jest duży bezpłatny parking.

Wbrew nazwie, w grobowcach nie spoczywa żaden król. Ba, powstały one w czasach, gdy na wyspie nie było już królów cypryjskich. Pochowani są tu arystokraci i inni miejscy dostojnicy, m. in. namiestnicy zarządzający wyspą, łącznie około 100 osób. Służyły jako katakumby w okresie wczesnochrześcijańskim. Nazwa grobowców odnosi się do ogromu całego kompleksu. Dziś można tu zobaczyć siedem kompleksów grobowych. Podobnie jak park archeologiczny jest to bardzo duży teren, na który trzeba przeznaczyć co najmniej 2 godziny.

Bilet wstępu kosztuje 2,5 EUR. Można płacić kartą. Godziny i dni otwarcia takie same jak Parku Archeologicznego.

Okolice Pafos – co warto zobaczyć?

Pafos jest pięknym miastem ale można je spokojnie zwiedzić w jeden – dwa dni. Jeśli wybieracie się do Pafos z dziećmi to warto rozważyć wizytę w Akwarium gdzie w 72 zbiornikach żyją mniej i bardziej znane gatunki ryb z Morza Śródziemnego. Później warto wyruszyć dalej – w okolicach Paphos nie brakuje ciekawych miejsc do zwiedzania.

Skała Afrodyty – Petra tu Romiou

Największa atrakcja okolic Pafos to Skała Afrodyty. Legend dotyczących skały jest całe mnóstwo.

Jedna z nich mówi, że nazwa Petra tu Romiu (dosłownie Skała Rzymianina – Rzymianin oznacza tu Greka z Bizancjum) pochodzi od bizantyjskiego herosa Bazylego Digenisa Akritasa, który miał w tym miejscu bronić Cypru przed Arabami, rzucając w nich kamieniami. Legenda mówi, że chrześcijanin Bazyli rzucił do morza wielką skałę z Troodos, aby powstrzymać atakujących wyspę Saracenów.

Druga legenda mówi zaś, że Gaia (Matka Ziemia) poprosiła jednego ze swoich synów, Kronosa, o okaleczenie jego ojca, Urana (Niebo). Kronos odciął jądra Urana i wrzucił je do morza. Po tym jak to zrobił pojawiła się biała piana, z której wyłoniła się dziewica o imieniu Afrodyta i udała się na zgromadzenie bogów Cypru.

Cześć Afrodycie oddawano w położonym niedaleko sanktuarium. Do 312 roku p. n. e. każdy król Paphos był jednocześnie najwyższym kapłanem w świątyni Afrodyty. Co ciekawe do świątyni przybywały panny młode tuż przed swoim ślubem i… oddawały się przybywającym do świątyni mężczyznom. Taki akt był wyrazem wielkiej pobożności i czci Afrodyty. A to podobno my żyjemy w dziwnych czasach 😉

Lokalna tradycja mówi, że opłynięcie skały nago, przy pełni Księżyca i o północy, przyniesie nieśmiertelność i wieczną młodość. Niestety nie mogę potwierdzić, podczas naszego pobytu akurat nie było pełni 😉

Dojazd do Skały Afrodyty jest bardzo dobrze oznaczony – musicie tylko pilnować, żeby w odpowiednim momencie zjechać z autostrady ale te zjazdy są odpowiednio wcześniej oznakowane. Naprzeciwko plaży znajduje się bezpłatny parking z małą restauracją. Dojście do plaży prowadzi widocznym na powyższym zdjęciu przejściem podziemnym. Dojazd do Skały Afrodyty zapewnia też komunikacja miejska Pafos. Autobus 631 wyrusza z głównego dworca autobusowego w pobliżu portu. Do skały można też dojechać autobusem 630 z Pissouri. Przystanek autobusowy znajduje się w tym samym miejscu co parking.

Coral Bay – Zatoka Koralowa

Zatoka położona jest 11 km od Pafos i uchodzi za jedną z najładniejszych w okolicach Pafos. Plaża jest ogólnodostępna, jest przy niej parking, dojeżdża do niej autobus 615. Ze względu na niekorzystną pogodę spędziliśmy tam tylko chwilkę.

Zatoka Wraku – Wrak statku Edro III

4 kilometry od Coral Bay mieści się jedna z najbardziej nietypowych atrakcji Cypru – Zatoka Wraku. Już w jednym z poprzednich wpisów wspominałam, że nie tylko Zakynthos ma swoją Zatokę Wraku 🙂 A skąd w ogóle wrak na Cyprze? 7 grudnia 2011 roku frachtowiec Edro III pod banderą Sierra Leone wyruszył z portu w Limassol na Rodos. Na pokładzie znajdowało się 9 marynarzy (7 z Albanii i 2 z Egiptu). Z powodu sztormu statek zboczył z kursu i w okolicach Pafos uderzył w skałę. Załoga została uratowana przez brytyjski helikopter wojskowy.

Statek został zbudowany w 1966 r. w norweskim mieście Tonsberg. Statek jest długi na 80 metrów i waży niecałe 2500 ton. Przeprowadzono kilka badań i prób holowania wraku statku ale wnioski zawsze były te same – to zbyt trudna i ryzykowna operacja więc wrak sobie leży przy brzegu. Oficjalnie nie ma planów jego usunięcia. Miejsce jest popularnym plenerem sesji zdjęciowych… nowożeńców.

1300 metrów dalej znajduje się wrak statku Dimitrios II. Był to statek towarowy, zbudowany w 1964 roku w stoczni w Hamburgu. W momencie katastrofy pływał pod banderą Hondurasu. 23 marca 1998 roku transportował drewno z Grecji do Syrii. Tu historia jest bardziej filmowa, bo okazało się, że świadectwa kwalifikacji greckiego kapitana i pakistańskiego pierwszego oficera były podrobione. Cała załoga na szczęście została uratowana.

Wrak znajduje się dosyć daleko od brzegu, można wyraźnie zobaczyć podczas podróży wzdłuż centrum Pafos do Coral Bay. Widać go także z terenu Grobowców Królewskich. Jak już wspominałam wcześniej w okresie letnim są organizowane rejsy wycieczkowe w pobliże wraku.

Półwysep Akamas – morskie jaskinie

Z Zatoki Wraku chcieliśmy kierować się dalej na półwysep Akamas ale jak widzicie na zdjęciach pogoda była tego dnia fatalna. Dojechaliśmy dosłownie 1,5 km do jaskiń morskich – w deszczu i wichurze zrobiliśmy kilka zdjęć i postanowiliśmy wrócić do Pafos. Jaskinie są oczywiście uformowane naturalnie, podejrzewam, że w słońcu wyglądają bajkowo. Ale nawet w takiej pogodzie zrobiły na nas wrażenie. Na końcu półwyspu Akamas znajduje się błękitna laguna – niestety ze względu na pogodę już ją sobie odpuściliśmy. Następnym razem 😉

Z Coral Bay do zatoki wraku i jaskiń wiedzie droga Sea Caves Avenue. Wzdłuż niej, w okolicy miejscowości Peja, znajdują się uprawy oliwek, winorośli i… bananowców. Cypr jest jednym z niewielu miejsc w Europie, gdzie znajdują się plantacje bananów. Produkcja jest w całości przeznaczona na cypryjski rynek, gdyż banany nie spełniają norm europejskich i nie mogą być eksportowane. Będąc w Pafos zdecydowanie warto tam pojechać, droga jest mało uczęszczana (przynajmniej w grudniu) i można się spokojnie zatrzymać porobić zdjęcia.

Nikozja – zwiedzanie jedynej na świecie stolicy podzielonej między dwa kraje

Nikozja – największe miasto Cypru i stolica wyspy. Nie uchodzi za miasto atrakcyjne turystycznie ale znajduje się niemalże pośrodku wyspy więc wiadomo było, że prędzej czy później do niego trafimy. Zwłaszcza, że w okolicy Nikozji przekraczaliśmy granicę między turecką a grecką częścią Cypru. Jeśli zastanawiacie się czy na zwiedzanie wystarczy jeden dzień to uspokajam – w jeden dzień przejdziecie Nikozję 5 razy. Myślę, że na stolicę Cypru wystarczy poświęcić 3 – 4 godziny i to wliczając przerwę na kawę albo obiad. No chyba, że chcecie zwiedzać każde muzeum to wtedy jeden dzień będzie w sam raz 😉

Nikozja czy Lefkozja?

No właśnie, jak brzmi nazwa stolicy Cypru? W Polsce znamy Nikozję natomiast na znakach drogowych zobaczycie Lefkozję. Więc jadąc do stolicy wynajętym samochodem kierujcie się na Lefkozję. Skąd ta podwójna nazwa? Na Cyprze obowiązują trzy języki urzędowe: grecki, turecki i angielski. Nikozja to nazwa angielska, zaś Lefkozja grecka. Jeśli chcemy skomplikować jeszcze bardziej to można dodać trzecią nazwę – turecką – Lefkos. Ale ta ostatnia jest praktycznie nieużywana.

Nikozja – podział

Nikozja jest jedyną na świecie stolicą podzieloną między dwa państwa. Pomiędzy częścią grecką i turecką przebiega strefa buforowa – Zielona Linia – ustanowiona w 1963 roku.

Nikozja – przejście graniczne

Przy ulicy Ledra znajduje się piesze przejście graniczne. Spacerując po Nikozji możecie bez problemu zwiedzić część grecką i turecką przechodząc przez przejście graniczne. Przejście jest jedno, reszta miasta przedzielona jest przez mur. Do przekroczenia granicy potrzebny jest dowód osobisty lub paszport, które są skanowane dwukrotnie – i po stronie greckiej, i po tureckiej. Nie jest potrzebna żadna wiza, nie dostaje się żadnej pieczątki. Wszystko idzie szybko i sprawnie, łącznie z oczekiwaniem w kolejce zajęło nam to maksymalnie 5 minut.

Nikozja – co zobaczyć w części greckiej?

Nasze zwiedzanie Nikozji zaczęliśmy od części greckiej. Na stare miasto wchodzi się przez miejskie obwarowania, z których najsłynniejsza jest Brama Famagusty. My jednak zaparkowaliśmy samochód w okolicy Placu Wolności (Platia Elefterias) i właśnie stąd zaczęła się nasza wycieczka. Stare miasto po stronie greckiej to wyłączone z ruchu samochodowego ulice handlowe – Ledras i Onasagorou. Otaczają je budowle z czasów rządów brytyjskich, w których urządzono liczne sklepy, kawiarnie i restauracje. Mam wrażenie, że tam wszyscy robią zakupy! A może to był tylko taki przedświąteczny szał…

W greckiej części Nikozji warto zobaczyć dzielnicę Laiki Geitonia. Leży ona na wschód od ulicy Ledras i jest najbardziej tradycyjną częścią miasta. Dawniej była dzielnicą rozpusty i turystom odradzano jej zwiedzanie. Jej atrakcją nie są żadne zabytki ani muzea ale tradycyjna atmosfera. Nie da się ukryć, że widać tu też biedę, brud i bałagan. Ale ja sama doszłam do wniosku, że nigdzie nie widziałam tam fotogenicznego i uroczego pierdolniku.

W dawnym ratuszu mieści się targowisko miejskie ale my zwiedzaliśmy Nikozję w niedzielę i targ był zamknięty. Za ratuszem znajduje się pałac arcybiskupi, a w nim Muzeum Bizantyjskie.

Niewątpliwa atrakcja turystyczna miasta to kościół Faneroumeni położony przy placu o tej samej nazwie. Obok kościoła mieści się tu też meczet Arablar Camii, który niestety jest niedostępny dla zwiedzających.

Jeśli odwiedzacie Cypr zimą to wiedzcie, że południowa części Nikozji ma swój jarmark świąteczny. Tak, tak – Mikołaje, ciastki i choinki w pełnym słońcu. Świąteczne przeboje w głośnikach, grzaniec też był! Jarmark bożonarodzeniowy w Nikozji mieści się przed budynkiem ratusza (nowego, nie tego od targowiska, przy placu Wolności) i jest raczej atrakcją dla dzieci ale będąc w mieście warto tam zajrzeć chociaż na chwilę.

Nikozja – co zobaczyć w części tureckiej?

Przed odwiedzeniem Nikozji myślałam, że ciekawsza będzie strona grecka, a okazało się, że zdecydowanie bardziej podobała mi się strona turecka (północna) Nikozji. Po przekroczeniu granicy wchodzimy w inny świat.

To co koniecznie trzeba zwiedzić w tureckiej części Nikozji to meczet Selimiye – dawna katedra Mądrości Bożej (Hagia Sophia – nie była to katedra św. Zofii jak pisze niejeden przewodnik!) i kościół koronacyjny Lusignanów. Jest to najstarszy zabytek sztuki gotyckiej na Cyprze. Jego dwa 50-metrowe meczety widać już z daleka. Po zdobyciu miasta przez Turków kościół został splądrowany i zniszczony, a następnie przerobiony na meczet. Wejście jest bezpłatne, trzeba być odpowiednio ubranym, jak do każdego meczetu wchodzi się bez butów, a kobiety muszą mieć zasłonięte włosy.

W okolicy znajduje się kryty bazar Bandabuliya – w niedziele także zamknięty. W jednej z uliczek w okolicy odbywał się mini targ świąteczny.

Buyuk Han to kolejne ciekawe miejsce, które trzeba zobaczyć na starym mieście. Jest to dawny karawanseraj. Tu zatrzymywali się handlarze podążający jedwabnym szlakiem, by sprzedawać przyprawy czy tkaniny. W kolejnych latach pełnił przeróżne funkcje – mieściło się tu więzienie czy przytułek dla ubogich. Od 2002 roku jest atrakcją turystyczną z licznymi sklepikami i kawiarniami. Uchodzi za najlepszy przykład architektury osmańskiej w mieście. BARDZO przyjemne miejsce.

W tureckiej części Nikozji znajduje się też popularna na instagramie ulica z parasolkami. Jest to właściwie zewnętrzna część restauracji Bibliotheque. To miejsce, w którym zdecydowanie warto zjeść – mają pyszne przekąski (ser halloumi zapiekany w cieście z ziołami, pyyycha!), mają tureckie piwo. Obsługa bardzo przyjemna no i super otoczenie. Można płacić kartą oraz w euro, ceny są niższe niż w greckiej części Nikozji. W tureckiej części Nikozji oficjalna waluta to tureckie liry ale podobnie jak w pozostałej części Cypru północnego wszędzie przyjmowane są płatności w euro. Jeśli chcielibyście koniecznie płacić lirami to na starym mieście są też bankomaty i kantory.

W części tureckiej też oczywiście kwitnie handel. O ile w części greckiej są sklepy znane z innych europejskich miasta to część turecka to takie bazary znane z Bodrum czy Antalyi. Na szczęście sprzedawcy nie są tak nachalni jak w kontynentalnej Turcji, da się przejść spokojnie 😉

Nikozja -streetart

Wielokrotnie już pisałam o swoim uwielbieniu dla streetartu. Spacer po centrum Nikozji to doskonała okazja do podziwiania sztuki ulicy. Niektóre dzieła są już dość zniszczone i widać na nich ząb czasu ale i tak robią świetne wrażenie. Chyba nawet bardziej podobały mi się te w rejonach mniej turystycznych – takie całkiem zaniedbane, przykurzone i zapomniane przez wszystkich. Obserwujcie ściany, bo Nikozja jest stolicą cypryjskiego streetartu!

Nikozja – czy warto?

Nie da się ukryć, że nie jest to najpiękniejsze miasto Cypru i gdyby leżało gdzieś na jakimś uboczu i trzeba by tam specjalnie 50 kilometrów jechać to powiedziałabym, że niekoniecznie. Ale miasto leży w centrum wyspy i zwiedzając ją na pewno będziecie przejeżdżać w okolicy. Warto się tu zatrzymać na kilka godzin – zrobić sobie spacer po mieście, wypić kawę albo piwo (koniecznie w części tureckiej!) i podejrzeć jak się żyje w mieście podzielonym na pół. Bezpieczeństwo na starym mieście jest dokładnie takie samo jak na reszcie wyspy, nie ma się czego obawiać. Pamiętajcie tylko, że nie wolno robić zdjęć na granicy ani żołnierzom.

Cypr Północny – atrakcje, które warto zobaczyć w dwa dni

Podczas tygodniowego pobytu na Cyprze tak podzieliliśmy czas, żeby 2 dni spędzić w północnej, tureckiej części wyspy.

Krótka historia podziału Cypru

Nie jestem wielką fanką pisania (czytania zresztą też) o historii ale w przypadku podziału Cypru trzeba o tym co nieco wiedzieć. Historia konfliktu sięga początku XX wieku, w 1959 roku podjęto próbę kompromisu ale ostatecznie sytuacja zakończyła się tak, że 15.07.1974 doszło do zamachu stanu, Turcja wprowadziła na Cypr wojsko i rozpoczęła się regularna wojna. W lutym 1975 Turcy ogłosili powstanie Federalnego Państwa Turków Republiki Cypryjskiej, które uznaje tylko Turcja. Od tej pory wyspa jest podzielona.

Dobra rada – unikajcie tematu sytuacji politycznej w rozmowach z Cypryjczykami. Oni sami takiej dyskusji z turystami raczej nie zaczną ale jeśli Wy poruszycie temat polityki to może się wywiązać burzliwa dyskusja.

Cypr północny – przekraczanie granicy

Wypożyczonym samochodem granicę między Cyprem a Cyprem północnym można przekroczyć w Ayios Dometios w okolicach Nikozji (my korzystaliśmy z tego przejścia), Ayios Nikolaos i Astromeritis. Wszystkie przejścia graniczne są czynne 24 godziny na dobę, kontrola dokumentów odbywa się zarówno po stronie greckiej, jak i tureckiej. Wszystko idzie sprawnie i szybko.

Żeby wjechać z części południowej do północnej wypożyczonym samochodem trzeba kupić na granicy tureckie ubezpieczenie. Jego cena to 20 EUR za 3 dni. Jeśli planujecie dłuższy pobyt na północy to musicie kupić ubezpieczenie na 30 dni, którego koszt wynosi 35 EUR. Płatność za ubezpieczenie możliwa jest wyłącznie gotówką. Samochodem wypożyczonym w greckiej części Cypru bez problemu wjedziecie do części tureckiej ale w drugą stronę to nie działa! Jeśli wypożyczycie samochód w części północnej to możecie się nim poruszać tylko po Cyprze północnym.

W Nikozji, na starym mieście, znajduje się piesze przejście graniczne, zlokalizowane przy ulicy Ledra. O tym jakie dokumenty są potrzebne do przekroczenia granicy, jakie są ceny na Cyprze północnym, na co uważać, co tam zjeść i czy na Cyprze jest bezpiecznie pisałam w TYM wpisie więc nie będę się powtarzać, a teraz zapraszam na krótki przewodnik turystyczny po Cyprze północnym.

Kyrenia – co zobaczyć?

Po przekroczeniu granicy w okolicach Nikozji udaliśmy się do Kyrenii (w wersji tureckiej Girne), gdzie przez 2 noce spaliśmy. Jest to dobra baza wypadowa, bo jest blisko do granicy, jest stąd dobry dojazd w inne części Cypru Północnego, jest tu dobrze rozwinięta baza hotelowa i gastronomiczna. Jeśli spędzacie swoje wakacje w greckiej części Cypru to wiele biur podróży organizuje wycieczki fakultatywne do Kyrenii i na okoliczne plaże.

Kyrenia jest też bardzo uroczym miastem. Nazywa się ją zresztą turystyczną stolicą Cypru Północnego. Wybrzeże jest tu najpiękniejsze, a poza morzem i plażą są też góry. Kyrenia jest miastem portowym bogatym w antyczne ruiny i zabytki.

Nad miastem góruje zamek. Budowla została wzniesiona przez Rzymian w I wieku naszej ery. Zamek pełnił rolę obronną i nigdy nie został zdobyty. Zamek w Kyrenii był przez lata siedzibą władców miasta. Znajdował się kolejno pod panowaniem bizantyjskim, krzyżowców, Wenecjan, Osmanów i Brytyjczyków. Jego narożniki zajmują okrągłe wieże dobudowane przez Wenecjan w XVI wieku. Po zajęciu miasta przez Turków w zamku mieściło się więzienie. W 1976 roku w zamku utworzono Muzeum Wraku eksponujące grecki statek towarowy, który zatonął około 300 roku p. n. e. (!) w czasie burzy w okolicach Kyrenii. Jego szczątki wydobyto dopiero w latach 70-tych XX wieku. Bilet wstępu do zamku kosztuje 6,5 EUR.

W czasach swojej świetności port w Kyrenii był miejscem handlu. Eksportowano stąd pszenicę, strąki drzewa świętojańskiego, oliwki, osły i kozy. Importowano natomiast drewno, wyroby ceramiczne i tkaniny. Dziś jest on miejscem turystycznym – cumują tu statki wycieczkowe, jachty i łodzie rybackie. Stąd organizowane są rejsy po zatoce. Zarówno takie krótkie 1-godzinne na zachód słońca, jak i całodniowe połączone z nurkowaniem i kąpielą w morzu.

Wokół portu koncentruje się życie miasta – pełno tu kawiarni i restauracji ze stolikami na zewnątrz (także w grudniu!), a promenadą spacerują turyści i mieszkańcy. I oczywiście koty! Bardzo przyjemne i malownicze miejsce. Spędziliśmy tu kilka godzin i nie mieliśmy dość.

Atrakcją Kyrenii jest też Muzeum Ikon, które mieści się w kościele Archanioła Michała. Muzeum było zamknięte a sam kościół robi wrażenie krzyczącego wręcz o remont.

Stare miasto w Kyrenii w ogóle jest dość zniszczone – są tu liczne pozostałości murów obronnych miasta, meczetów i kościołów katolickich.

Przy dużym parkingu nieopodal portu znajduje się cmentarz z czasów osmańskich, gdzie pochowano żołnierzy służących na zamku oraz ofiary chorób zakaźnych.

Alagadi Turtle Beach – Plaża Żółwi

Plaże są piaszczyste, znajdują się ok. 15 kilometrów od Kyrenii. Są one trzy ale położone bardzo blisko siebie i spokojnie można zrobić sobie po nich dłuższy spacer. Nazwa plaż pochodzi oczywiście od ich mieszkańców. Żółwie morskie na Cyprze północnym są objęte programem ratunkowym dzięki któremu ich populacja z roku na rok rośnie. Na Cyprze występują znane z innych krajów basenu Morza Śródziemnego żółwie karetta oraz żółwie zielone, które składają jaja tylko na Cyprze i w Turcji!

Od końca maja do końca września Centrum Ochrony i Badań Żółwi Morskich Alagadi prowadzi punkt informacyjny przy plaży. Działa on w godzinach 9:00 – 20:30. Wolontariusze opowiadają o żółwiach, o swojej pracy i o programie ochrony żółwi. W okresie lęgowym wstęp na plażę w nicy jest zabroniony – drogi dojazdowe do plaży są zagrodzone, jednak małe grupy osób, w towarzystwie wolontariuszy mogą podglądać  migrację żółwi.

W grudniu można podziwiać tylko plażę, żółwi niestety nie ma.

Opactwo Bellapais – Klasztor Pokoju

Klasztor znajduje się w wiosce Bellapais położonej w 5 kilometrów od Kyrenii. Jeśli zastanawiacie się co zobaczyć w okolicach Kyrenii to polecam właśnie Bellapais. Opactwo zostało zbudowane w latach 1198 – 1205. Budynek, który można dziś zwiedzać zbudowali francuscy mnisi augustianie.

Można tu także zobaczyć starożytną greckokatolicką cerkiew Matki Boskiej w Białej Szacie. Sam budynek klasztoru uchodzi za najbardziej spektakularny i najpiękniejszy przykład rzemiosła artystycznego we wschodniej części Morza Śródziemnego.

Nazwa opactwa jest prawdopodobnie zniekształceniem francuskiego Abbaye de la paix – Opactwo Pokoju. W maju każdego roku w ruinach opactwa odbywa się festiwal muzyki poważnej.

Z tarasów widokowych na terenie klasztoru rozciągają się przepiękne widoki całej okolicy. Znajduje się tu też kawiarnia, restauracja i bar z winem gdzie można przysiąść i podziwiać przepiękny budynek.

Bilet wstępu kosztuje 2 EUR.

Warto też zrobić sobie spacer po miasteczku – w grudniu jest zupełnie wyludnione ale przyjemnie się spaceruje po wąskich uliczkach.

Zamek św. Hilariona

W północnej części Cypru znajdują się trzy zamki zbudowane przez Bizantyjczyków po arabskich nalotach na wyspę. Te zamki to Buffavento, zamek Kanta i zamek św. Hilariona. My zwiedzaliśmy dwa ostatnie, na Buffavento nie starczyło nam czasu.

Zamek Hilariona znajduje się 10 kilometrów od Kyrenii i jest to miejsce, które koniecznie trzeba zwiedzić podczas wycieczki na Cypr Północny, zwłaszcza jeśli przyjeżdżacie na wakacje z dziećmi. A dlaczego? Otóż ta twierdza zainspirowała samego Walta Disneya do stworzenia zamku w bajce o Królewnie Śnieżce.

Zamek był pierwotnie klasztorem, założonym około 800 roku, kiedy mnich imieniem Hilarion wybrał to miejsce na swoją pustelnię po ucieczce na Cypr z Ziemi Świętej. Prawdopodobnie około 1100 roku klasztor zamieniono na zamek mający chronić wyspę przed arabskimi piratami. Znaczna część zamku została zniszczona przez Wenecjan w XV wieku. 20 lipca 1974 roku w okolicach zamku lądowały główne siły tureckich spadochroniarzy.

Zamek podzielony jest na trzy części. Dolna i środkowa służyły celom gospodarczym – były tu stajnie i pomieszczenia mieszkalne dla żołnierzy. Górna część mieściła rezydencje rodziny królewskiej. Na klifie nad dolną częścią zamku znajduje się wieża księcia Jana. Najniższa część zamku mocno ucierpiała w pożarze w 1995 roku.

Z zamku rozpościerają się bajkowe widoki na cypryjskie wybrzeże. Tu zresztą nie ma co pisać – zdjęcia mówią wszystko.

Bilet wstępu kosztuje 2,5 EUR. Zdecydowanie warto tylko nie zapomnijcie o porządnych butach – spora część trasy to schody ale są też fragmenty strome i zniszczone gdzie w klapkach czy sandałkach można sobie zrobić krzywdę.

Zamek Kantara

Najbardziej położony na wschód z trzech zamków jest zamek Kantara. Dokładna data jego budowy pozostaje nieznana, źródła wspominają o zamku dopiero w 1191 roku, kiedy Ryszard Lwie Serce podbił wyspę.

Kantara znajduje się na wysokości 630 metrów nad poziomem morza. Zamek otoczony jest grzbietami granitu i piaskowca, które były głównym materiałem budowlanym do budowy zamku. Dziś pozostały po nim tylko ruiny ale wciąż można obejrzeć południowo – wschodnią wieżę, pomieszczenia mieszkalne, strażnicę i bastion północno-wschodni. Najpiękniejsze są oczywiście widoki roztaczające się z góry – widać całe bogactwo zieleni półwyspu.

Na szczycie zamku znajdują się ruiny Komnaty Królowej – ufortyfikowanej kaplicy zniszczonej podczas tureckiego bombardowania morskiego w 1525 roku i splądrowanej w XIX wieku.

Bilet wstępu kosztuje 2 EUR, dojazd do zamku wiedzie kilkanaście kilometrów pod górę wąską i krętą drogą. Dla niedoświadczonych kierowców może to być wyzwanie. Tu również chodzi się po kamieniach, konieczne są dobre buty.

Półwysep Karpaz

Miejsce najczęściej pomijane przez turystów podczas zwiedzania Cypru północnego, bo nie ma tu zabytków, zamków ani uroczych miasteczek. Półwysep Karpaz to Park Narodowy – ciąg zielonych wzgórz porośniętych dziką i uprawną winoroślą, sadami owocowymi i gajami oliwnymi, naturalny rezerwat dla niezliczonych gatunków ptaków i dziko rosnących roślin.

W starożytności tereny te były gęsto zamieszkane, dziś są praktycznie opuszczone. Do 1998 roku ze względu na wąskie i kiepskiej jakości drogi tereny te były też niedostępne dla turystów ale dziś poruszanie się po półwyspie nie stanowi żadnego problemu.

Trzeba tylko uważać na krowy i osły, które mogą nam wyskoczyć przed samochód. Informują o tym odpowiednie znaki. Dla mnie największą atrakcją tej wycieczki były dzikie osiołki. Jak tylko się dowiedziałam, że na Cyprze osły żyją na wolności to wiedziałam, że my na tę część wyspy przyjedziemy i będziemy tyle jeździć aż je spotkamy. Osły naprawdę są dzikie i jak zaczniecie się do nich zbliżać to one będą uciekać. Więc selfie z osłem nie wchodzi w grę ale z daleko stadko można zobaczyć. I sfotografować rzecz jasna.

Cypr północny – czy warto?

Bez najmniejszych wątpliwości – warto wybrać się choć na jeden dzień na Cypr Północny. Jest zupełnie inaczej niż na południu. Ani lepiej, ani gorzej, po prostu inaczej. Zdecydowanie bardziej dziko i mniej turystycznie – ale to duży plus (gdyby ktokolwiek miał wątpliwości). Przyroda oszałamia, ludzie są niezwykle gościnni i otwarci. Kierowcy trochę szaleni ale wszystko do ogarnięcia 😉 Ja bardzo polecam i gdybym dziś na nowo planowała tydzień objazdu po Cyprze to na jego część północną poświęciłabym co najmniej 3 dni.

Cypr – plan wycieczki i zwiedzania na własną rękę (samochodem)

Ponieważ na Cypr wybraliśmy się zimą, gdy warunki do plażowania nie były najlepsze (choć plażowiczów nie brakowało, my też kąpiel w morzu zaliczyliśmy) to cały tydzień jeździliśmy i zwiedzaliśmy wyspę. Zwiedzanie było w bardzo spokojnym tempie, bez biegania od atrakcji do atrakcji. Z hoteli wychodziliśmy koło 9-10, wracaliśmy po 17. Takie lajtowe zwiedzanie 😉 Poniżej nasz plan wycieczki po Cyprze dzień po dniu. Zjechaliśmy dużą część wyspy, zrobiliśmy ponad 1200 kilometrów.

Dzień 1.

Przylot do Larnaki o 10, odebranie samochodu, zwiedzanie Larnaki i okolic – Słonego Jeziora, meczetu Hala Sultan Tekke i akweduktu Kamares.

Dzień 2.

Wycieczka wzdłuż wybrzeża z Larnaki na Kapo Greko. Zaczęliśmy od przystanku na plaży Ayia Thekla, później była plaża Makronissos, a na końcu dłuższy przystanek na Nissi Beach. Następnie Ayia Napa – tu zjedliśmy lunch, i wyjeżdżając z miasta zatrzymaliśmy się przy parku rzeźb. Następnie ruszyliśmy na przylądek zatrzymując się przy bajkowych jaskiniach i punkcie widokowym. Następnie dojechaliśmy do Love Bridge i kościółka Agioi Anargyroi. Stamtąd wróciliśmy do Larnaki.

Dzień 3.

Zwiedzanie Nikozji – części greckiej i tureckiej. Po zjedzeniu lunchu przejechaliśmy samochodem do Cypru Północnego. Popołudnie i wieczór spędziliśmy w Kyrenii.

Dzień 4.

Wycieczka po Cyprze północnym – klasztor Bellapais, plaża Alagadi, zamek Kantara, kościółek Agios Thyrsos, Dipkarpaz, półwysep Karpaz i Golden Beach. Najbardziej zielona i dzika część Cypru. Zobaczyłam to po co przyleciałam na Cypr – stado dzikich osłów w ich naturalnym środowisku. To był długi i męczący dzień, z długimi przejazdami ale dla mnie chyba najfajniejszy z całego wyjazdu.

Dzień 5.

Zaczęliśmy od zwiedzania zamku św. Hilariona, a później wróciliśmy do greckiej części wyspy. Pojechaliśmy na chwilę na plażę Gubernatora ale akurat się rozpadało więc szybko uciekliśmy. Potem był dłuższy przystanek w Limassol – zjedliśmy obiad, pospacerowaliśmy po porcie i pojechaliśmy do Pafos, gdzie spaliśmy kolejne 3 noce.

Dzień 6.

Zaczęliśmy od wycieczki do skały Afrodyty – Petra Tou Romiou. Po południu zwiedzaliśmy Pafos, a raczej chodziliśmy po mieście i po promenadzie, bo to był pierwszy dzień świąt i park archeologiczny, zamek oraz grobowce królewskie były zamknięte. Luźniejszy, spokojny dzień.

Dzień 7.

Zwiedzanie Pafos – parku archeologicznego i grobowców królewskich. Później pojechaliśmy do Coral Bay ale znowu złapał nas deszcz. W burzowej atmosferze podziwialiśmy zatokę wraku (tak tak, nie tylko Zakynthos ma swoją zatokę wraku) i kolejne skalne jaskinie. Po drodze oglądaliśmy plantacje bananowców.

Dzień 8.

Powrót do domu.

Czy da się zobaczyć więcej przez tydzień? Oczywiście, jeśli macie tydzień wolnego na odpoczynek po wakacjach to jak najbardziej 😉 A tak poważnie to gdybym była sama to na pewno zobaczyłabym więcej Cypru ale byliśmy całą rodziną i trzeba się było dostosować do oczekiwań wszystkich. Latem na pewno da się zobaczyć więcej, bo dzień jest dłuższy. Nasze zwiedzanie kończyło się koło 16 – 17, bo trudno zwiedzać plaże po zmroku… Generalnie uważam, że i tak zobaczyliśmy więcej niż przeciętna osoba spędzająca swoje wakacje na Cyprze. Trochę żałuję, że nie udało nam się dotrzeć w góry i te górskie miasteczka. No ale cóż… następnym razem 😉 Opisy poszczególnych regionów i atrakcji pojawią się w osobnych wpisach.

Cypr – wakacje na własną rękę – co warto wiedzieć przed wyjazdem?

Cypr był naszym pomysłem na święta Bożego Narodzenia. Po poprzednich świętach w Dubaju tym razem postanowiliśmy poszukać słońca w grudniu na trzeciej co do wielkości wyspie Morza Śródziemnego.

Jak się dostać z Polski na Cypr?

Najprościej i najszybciej – samolotem oczywiście 😉 Na Cyprze znajdują się dwa międzynarodowe lotniska – w Larnace i w Paphos. Do Larnaki lata WizzAir z Warszawy, Krakowa i Katowic, a do Paphos z kolei lata Ryanair z Poznania (od sezonu letniego 2020), Warszawy-Modlina, Katowic i Krakowa. W sezonie letnim dostępne są też loty czarterowe biur podróży praktycznie z każdego większego miasta w Polsce. My lecieliśmy WizzAirem z Warszawy, lot na Cypr trwa nieco ponad 3 godziny.

Cypr należy do Unii Europejskiej ale nie należy do strefy Schengen stąd na lotnisku w Polsce, jak i na Cyprze czeka Was kontrolna dokumentów. Nie trzeba mieć paszportu, wystarczy dowód osobisty.

Cypr – jak się przygotować do wyjazdu?

Cypr leży w Europie, jest w pełni cywilizowaną wyspą i nie ma potrzeby specjalnego przygotowywania się do wyjazdu. Nie są wymagane żadne szczepienia. Jeśli czegoś zapomnicie to sklepów na Cyprze nie brakuje i wszystko można dokupić. Na Cypr warto zabrać przejściówkę (adapter) do prądu, ponieważ w hotelach i apartamentach są gniazdka typu brytyjskiego. Wiele hoteli ma przejściówki, które wypożycza zapominalskim turystom, można je też kupić w lokalnych sklepikach za ok. 2- 3 EUR. Ale jeśli macie w domu to oczywiście zapakujcie do walizki.

Na Cyprze znajduje się sporo baz wojskowych. Pamiętajcie, że nie wolno tam robić zdjęć. Nie wolno też fotografować na przejściach granicznych.

Cypr – telefon, internet i roaming

W południowej części Cypru obowiązują opłaty za telefon i internet takie jak w Unii Europejskiej, jednak po przekroczeniu granicy znajdujemy się w strefie tureckiej i ceny połączeń, a przede wszystkim internetu są takie jak w Turcji! Pamiętajcie o tym, żeby z rozpędu nie korzystać z roamingu danych, który w Unii Europejskiej ma zupełnie inne ceny niż poza nią. Wi-fi jest dostępne w większości hoteli i restauracji, zarówno po stronie greckiej, jak i tureckiej.

Larnaka – dojazd z lotniska

Jeśli tak jak my wypożyczacie samochód to problemu nie ma. Jedziecie samochodem prosto do celu podróży. Jeśli natomiast korzystacie z komunikacji publicznej to do centrum Larnaki z lotniska można dojechać autobusem. Kursuje on od 5.55 do 23.25, autobusy odjeżdżają z lotniska do centrum co 30 minut. Przystanek zlokalizowany jest naprzeciwko hali odlotów. Bilet kosztuje 1,5 EUR, można go kupić u kierowcy. Jest też nocny autobus 446 ale kursuje zaledwie dwa razy w ciągu nocy. Na lotnisku są też oczywiście taksówki, dojazd do centrum miasta to koszt 15 EUR. Cena jest stała i nie podlega negocjacji.

Z lotniska w Larnace kursują także bezpośrednie busy do Limassol, Nikozji, Aya Napa, Protaras i Paralimni. Szczegółowe rozkłady można znaleźć TU.

Z lotniska w Larnace możliwy jest też dojazd do Paphos ale trzeba się przesiąść w Limassol. Nie ma bezpośredniego autobusu z lotniska Larnaca do miasta Paphos. Jest natomiast bezpośredni bus na lotnisko w Paphos. Szczegóły przejazdu z Larnaki do Paphos są dostępne TU.

Cypr – komunikacja po wyspie

Komunikacja publiczna na Cyprze jest dobrze rozwinięta, autobusy docierają do wielu miejsc i kursują stosunkowo często. Wypożyczony samochód jest oczywiście najwygodniejszą formą zwiedzania wyspy ale Cypr bez problemu da się zwiedzić autobusami. Jeśli planujecie zwiedzać Cypr bez samochodu to TU znajdują się rozkłady jazdy autobusów i wiele informacji o komunikacji publicznej na Cyprze.

Wypożyczenie samochodu na Cyprze

Najprostszy sposób na zobaczenie jak największej ilości atrakcji to oczywiście wynajęcie samochodu. My zrobiliśmy to już w Polsce, na lotnisku dopełniliśmy formalności i odebraliśmy autko, które było naszym środkiem transportu przez cały tydzień wakacji na Cyprze. Ceny za wynajęcie samochodu zaczynają się od ok. 100 zł za dzień. Wszystko zależy od klasy auta, długości wypożyczenia i różnych usług dodatkowych. My zapłaciliśmy 600zł za wypożyczenie samochodu na 8 dni, korzystaliśmy z wypożyczalni Europcar.

Decydując się na wynajęcie samochodu na Cyprze musicie pamiętać, że obowiązuje tam ruch lewostronny, zarówno na części południowej, jak i północnej. Wszystkie samochody z wypożyczalni mają czerwone tablice rejestracyjne. Samochody z południowej części wyspy mają tablice żółte, a samochody z części tureckiej – białe.

Stan dróg na Cyprze nas pozytywnie zaskoczył, wszystkie większe miasta są połączone siecią autostrad, jeździ się bezproblemowo. Autostrady na Cyprze są bezpłatne. Na autostradach obowiązuje ograniczenie prędkości do 100 km/h. Minimalna prędkość dozwolona na autostradzie to 65 km/h.

Na Cyprze trzeba uważać na garby, których jest mnóstwo (nie na autostradach rzecz jasna) i nie są wcześniej oznakowane. Na wyspie jest też sporo fotoradarów. Cypryjczycy mają skłonność do przechodzenia przez ulice absolutnie wszędzie więc trzeba też uważać na pieszych. Generalnie Cypryjczycy są w miarę spokojnymi kierowcami. Zdecydowanie bardziej brawurowo jeżdżą kierowcy w północnej części wyspy i tam trzeba uważać bardziej. Dosyć nerwowo jest też w Nikozji – głównie dlatego, że stolica Cypru jest wiecznie zakorkowanym miastem. Wszyscy jeżdżą na styk. Byliśmy nawet świadkami stłuczki.

Z parkowaniem nie było problemu ale nasz pobyt był w grudniu, latem jest z pewnością gorzej ze względu na większą ilość turystów. Praktycznie zawsze udawało nam się znaleźć jakieś bezpłatne miejsce, za parking płaciliśmy tylko pierwszego dnia w Larnace (3 EUR bez limitu czasu) i raz w Limassol (1,5 EUR za 2 godziny).

Cypr jest bezpieczną wyspą i poziom pospolitej przestępczości jest na niskim poziomie ale zdarzają się włamania do samochodów dlatego pamiętajcie, żeby nie zostawiać w nich żadnych wartościowych rzeczy, plecaków ani nic sprawiającego wrażenia cennego.

Cypr – ceny, waluta, pieniądze

Walutą na Cyprze południowym jest euro, na Cyprze północnym lira turecka. Jadąc do Cypru północnego nie musicie wymieniać pieniędzy (choć są kantory w wielu miejscach). W sklepach i restauracjach można płacić kartą, a tam gdzie nie ma możliwości płatności bezgotówkowych można płacić w euro. Za bilety wstępu do atrakcji turystycznych także można płacić w euro. My nie wymienialiśmy pieniędzy – w hotelu i restauracjach płaciliśmy Revolutem, w jednej kawiarni zapłaciliśmy w euro, podobnie jak za bilety wstępu do opactwa Bellapais i zamków Kantara oraz św. Hilariona. Za paliwo na stacji benzynowej też można płacić kartą.

Ceny na Cyprze są zróżnicowane. Zdecydowanie najtaniej jest w części północnej wyspy, najdroższe jest Paphos i okolice. Larnaka i okolice są droższe niż północ ale tańsze niż okolice Paphos. Mam tu na myśli ceny noclegów, ceny w restauracjach oraz ceny w sklepach. Przykładowo za obiad dla naszej 4-osobowej rodziny w północnej części wyspy płaciliśmy 30-40 EUR, w okolicach Larnaki 40-50 EUR a w okolicach Paphos 70-80 EUR. Mam na myśli podobnej klasy restauracje, wszędzie braliśmy podobne dania. Ceny alkoholu też się różnią w zależności od części wyspy. Litrowa karafka wina w okolicach Larnaki kosztowała 6 – 7 EUR, w okolicach Paphos 10 – 12 EUR. Paphos jest najpopularniejszą ale też zdecydowanie najdroższą częścią Cypru. Ceny w sklepach są wyższe niż w Polsce. Przykładowo masło kosztuje ok. 3 EUR, jogurt grecki (200g) ok. 2 EUR, butelka cypryjskiego wina od 3 do 20 EUR.

Ceny paliwa na Cyprze też się różnią – w części północnej płaciliśmy ok. 3,80 zł za litr, w części południowej – 4,50. Bardzo duża różnica – zróbcie tak jak my i zatankujcie do pełna tuż przed opuszczeniem tureckiej części Cypru 😉

Co zjeść na Cyprze?

Jeśli zastanawiacie się co trzeba spróbować na Cyprze to odpowiedź jest jedna – sera halloumi. Ten twardy, słony ser z mleka koziego i owczego, najczęściej podawany na ciepło, to cypryjski specjał. Podaje się go jako przystawkę (meze), jako dodatek do sałatek, zapieka się go w cieście filo, a czasem po prostu serwuje na surowo. Cypryjczycy podają halloumi na setki sposobów, wszystkie genialne! Ja pokochałam halloumi podczas swojego pierwszego pobytu na Cyprze kilka lat temu. Teraz ten ser można kupić bez problemu w Polsce ale wtedy to było coś bardzo egzotycznego. Czy znacie halloumi, czy nie – na Cyprze musicie przynajmniej raz zjeść!

Jak już pojawiło się magiczne słówko meze to trzeba o nim napisać więcej. Meze to cypryjska kuchnia w pigułce. W restauracji można je zamówić dla co najmniej 2 osób. Koszt meze w restauracji na Cyprze to ok. 15 – 25 EUR za osobę. Czyli trzeba zapłacić 30 – 50 EUR ale jedzenia jest tyle, że bez problemu najedzą się tym 4 dorosłe osoby. Meze może być mięsne, rybne lub wegetariańskie. My próbowaliśmy wszystkich i wszystkie były pyszne.

Na początek na stole najczęściej pojawia się sałatka grecka (czyli na Cyprze village salad – ale to dokładnie to co w Polsce znamy jako sałatkę grecką). Następnie jest ciepła pita i greckie dipy – hummus (pasta z ciecierzycy), tahini (pasta z sezamu), tzatziki (jogurt z ogórkiem i czosnkiem) i taramosalata (pasta z kawioru). Często są też tu oliwki z kolendrą i czosnkiem – kolejny cypryjski specjał. Szczerze mówiąc ja w tym momencie zawsze już mówiłam, że jestem pełna i mam dość a to nie była jeszcze nawet połowa cypryjskiej uczty. Chyba dlatego za każdym razem zapominałam zrobić zdjęcia. Dipy i sałatkę uwieczniłam kilka razy ale o mięsie czy rybie to już zawsze zapominałam, wybaczcie. Później na stole pojawia się grillowany ser halloumi i w zależności od restauracji różne inne przystawki. Mi bardzo smakowała cukinia smażona z jajkiem, pyszota! Będę to robić w domu. W wersji wegetariańskiej na stole pojawią się pierożki ravioli z serem i warzywne pulpeciki. W meze mięsnym zawsze była sheftalia – cypryjska kiełbaska, pieczona jagnięcina, keftedes – kotleciki z mięsa mielonego. W jednej z tawern zaserwowano nam karkówkę, w innej wątróbkę, w kolejnej grillowanego kurczaka. Generalnie mięso na x sposobów. Podobnie z rybą. Do tego wszystkiego często pojawiają się frytki lub pilaw.

Jeśli chcecie zamówić w restauracji po prostu danie główne to możecie wybierać w różnego rodzaju mięsach (jednak na Cyprze jada się dużo mięsa) podawanych z pieczonymi ziemniakami, frytkami i obowiązkowo dużą ilością warzyw. Co ja bym dała, żeby w Polsce w grudniu pomidory smakowały tak jak te cypryjskie! Na stole króluje jagnięcina, drób i wieprzowina. Są też oczywiście ryby (choć jak na wyspę to jest ich w menu stosunkowo mało) i owoce morza.

Jedzenie na Cyprze północnym jest podobne do tego z południowej części wyspy. Mam wrażenie, że na północy jada się jeszcze więcej mięsa. Specjalnością jest oczywiście turecki kebab, najczęściej z jagnięciny lub kurczaka.

Jeśli po tym wszystkim macie jeszcze miejsce na deser (ja dałam radę tylko raz) to Cypr kusi baklavą, czyli znanym z Turcji deserem z ciasta filo przekładanego masą orzechową i polanym syropem cukrowym. Na Cyprze baklavę często podaje się z lodami. Jest też bardziej swojska szarlotka czy owoce oraz połówki orzechów włoskich w syropie cukrowym. No i oczywiście świeże owoce – Cypr to wyspa pełna cytrusów. W grudniu na Cyprze widziałam więcej pomarańczy i cytryn na drzewach niż przez całe swoje dotychczasowe życie. Na Cyprze uprawia się także banany. A raczej takie małe bananiki, podobne zresztą do tych na Teneryfie.

Cypryjska uczta nie byłaby pełna bez napojów. Jak już wspominałam na wyspie produkuje się wino – kupicie lokalny trunek w kolorze białym, różowym i czerwonym, do wyboru. Ceny alkoholu w restauracjach nie są zawrotne. Za lampkę wina trzeba zazwyczaj zapłacić 2 – 3 EUR, za karafkę 6 – 12 EUR. Za wino w butelce od 20 EUR w górę. Na Cyprze produkuje się też tradycyjne słodkie wino Komandaria. Za lampkę tego wina w restauracji zapłacicie 3 – 6 EUR. Butelka w sklepie kosztuje 15 – 20 EUR. Jeśli wolicie piwo to na Cyprze najczęściej pija się lokalne KEO lub Leon. Cypr północny mimo iż jest muzułmański to alkohol jest tu powszechnie dostępny, zarówno w restauracjach jak i w sklepach. Ceny alkoholu są podobne jak na Cyprze południowym.

Na Cyprze warto też spróbować kawy po cypryjsku, czyli małą mocną kawę gotowaną z cukrem. Tradycyjnie taką kawę gotuje się w metalowym dzbanuszku na powierzchni pokrytej piaskiem. Jeśli byliście na Bałkanach to z pewnością się spotkaliście z taką formą przygotowywania kawy. Cypryjczycy, jak wszyscy Grecy są też miłośnikami frappe, czyli kawy na zimno. Jeśli w kawiarni czy restauracji zamówicie kawę to od razu padnie pytanie czy to ma być frappe, czy kawa na ciepło.

Cypr – gdzie spać, gdzie się zatrzymać?

Cypr jest bardzo dużą wyspą więc przed wyjazdem musicie zdecydować czy chcecie odpoczywać, czy zwiedzać, czy połączyć jedno i drugie. Później trzeba podjąć decyzję, który region wybrać, bo całej wyspy w tydzień ani tymbardziej w weekend nie da się zobaczyć. Nie ma jednego najlepszego miejsca gdzie najlepiej się zatrzymać. My zdecydowaliśmy się podzielić nasz pobyt na trzy miejsca: Larnakę, Kyrenię i Pafos. Nocleg w Larnace jest dobrym pomysłem by zwiedzić miasto i jego okolice, Kyrenia to dobra baza wypadowa do zwiedzania właściwie całego północnego Cypru a śpiąc w Paphos można bez problemu zwiedzić południowo – zachodnią część wyspy. W każdej części Cypru znajdują się piękne plaże więc jeśli chcecie oddać się słodkiemu leniuchowaniu to znajdziecie plaże i na południu, i na północny, i w każdej innej części wybrzeża. Plaże na południu Cypru mają pełną infrastrukturę – leżaki, parasole, ratowników, bary i tawerny. Północ jest zdecydowanie mniej turystyczna więc tu pozostaje leżenie na własnym ręczniku i picie samodzielnie przyniesionych na plażę napoi.

Pogoda – kiedy jechać na Cypr?

Cypr polecany jest jako całoroczny kierunek podróży. Wedle folderów reklamowych słońce świeci tu przez ponad 300 dni w roku. I wierzę, że tak jest. Na Cyprze byłam dwukrotnie – w kwietniu oraz w grudniu. Oba terminy świetne, oba polecam rozważyć. Cypr nie jest dobrym pomysłem na wakacje w okresie od czerwca do sierpnia. Temperatury sięgają wtedy 45 stopni (w cieniu!), słońce operuje niemiłosiernie, turystów jest bardzo dużo i ceny noclegów rosną. Cypr jest świetnym pomysłem wiosną, jesienią, a nawet zimą. Temperatury na Cyprze w grudniu oscylują wokół 17 – 22 stopni. Może oczywiście czasem popadać ale są to raczej przelotne deszcze. Najwięcej pada na Cyprze w grudniu i styczniu. Jedyny minus zimowego zwiedzania Cypru to krótki dzień – słońce zachodzi około 16.30. Ale Cypr w grudniu jest dużo cieplejszy niż Polska no i zimą jest na Cyprze najtaniej. Przykładowo my za 7 noclegów dla 4 dorosłych osób zapłaciliśmy 1500zł. A spokojnie dałoby się jeszcze mniej.

Cypr – co kupić, co przywieźć?

Na Cyprze kupicie podobne pamiątki jak na greckich wyspach – dominują suweniry z wizerunkami kotów (na wyspie jest ich mnóstwo!) i osiołków. Ceny pamiątek są podobne jak w Grecji – 1-2 EUR za magnesik, 0,5 EUR za pocztówkę. Jak już wielokrotnie pisałam ja z wakacji najczęściej przywożę produkty spożywcze. Tak też było i tym razem. Na Cyprze warto kupić oliwę, oliwki oraz cypryjskie wino. Duży wybór wina w atrakcyjnych cenach jest na lotnisku w Larnace. Można też kupić na Cyprze ser halloumi (choć w Polsce jest dostępny bez problemu), ser feta, baklavę, loukhoum czy chałwę. Jeśli planujecie zwiedzać Lefkarę to warto kupić tam wyroby z koronki. Lefkara jest cypryjską stolicą tego rzemiosła a tamtejsze tradycje koronkarskie są wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Na Cyprze produkuje się też kosmetyki z oliwą z oliwek oraz oślim mlekiem. To też jest fajny pomysł na prezent z Cypru. Ceny mydełek zaczynają się już od 1 EUR. Kosmetyki są też dostępne na lotnisku ale tu ceny są wyższe niż na wyspie.

Cypr północny czy południowy?

Oczywiście najlepiej by było tak zaplanować wakacje, żeby zobaczyć część Cypru południowego i część północnego. Da się to zrobić bez problemu. Ale gdybym z perspektywy czasu miała wybrać gdzie mi się bardziej podobało to chyba jednak skłaniałabym się ku północy. Jest tu mniej zabytków ale zdecydowanie więcej dzikiej przyrody. Na półwyspie Karpaz mija się jeden samochód co kilka minut. Można się poczuć jak w jakimś zupełnie dzikim miejscu. I to nawet nie chodzi o to, że jest mało turystów (w grudniu ich praktycznie w ogóle nie ma) ale nawet miejscowych tu niewiele. Prędzej spotka się stado osłów, krów czy żółwia na plaży. Ale nawet te miejsca turystyczne na północy – Kyrenia, zamki czy opactwo Bellapais są naprawdę zachwycające. Więcej o Cyprze północnym napiszę w kolejnym wpisie poświęconym tylko tej części wyspy.

Cypr – czy warto?

Cypr uchodzi za jedną z najpiękniejszych wysp w Europie i nie ma w tym ani krzty przesady. Wyspa jest cudowna, oferuje mnóstwo atrakcji, można ją zwiedzać kilka tygodni (w tydzień da się zobaczyć jej zaledwie kawałek) albo wracać kilka razy i zawsze odkryć coś nowego. Ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów, jest bezpiecznie. Cypr jest wyspą gdzie każdy znajdzie miejsce dla siebie – są głośne kurorty słynące z życia nocnego (np. Aiya Napa), są małe i ciche miasteczka. Jest lazurowe morze, białe plaże (ponad połowa z nich ma Błękitną Flagę!), są góry i ścieżki trekkingowe. Cypr to idealne miejsce zarówno na błogie leniwe wakacje, aktywny wypoczynek jak i na zwiedzanie. Mam nadzieję, że po kilku następnych wpisach na temat Cypru nikt nie będzie miał wątpliwości, że warto się wybrać na wyspę Afrodyty 🙂

Najpiękniejsze jarmarki świąteczne w Europie – Miluza (Francja)

Alzacja to w okresie świątecznym kraina wyglądająca jak wyjęta prosto z bajki. Po internetach krążą zdjęcia bożonarodzeniowego Colmar czy Strasbourga. Ale Miluza, drugie co wielkości miasto Alzacji, jakoś się nie przebija w zestawieniach najładniejszych i najciekawszych świątecznych jarmarków. Czy słusznie? Pojechałam sprawdzić.

Marche de Noel, czyli z francuska jarmark bożonarodzeniowy, rozkłada się na głównym placu w mieście – Place de la Reunion. Jarmark w 2019 roku trwa od 23 listopada do 27 grudnia. Od niedzieli do czwartku czynny jest w godzinach 10 – 20, a w piątki i soboty godziny otwarcia są przedłużone do 21. Tradycja jarmarków świątecznych w Miluzie nie jest długa, bo w 2019 roku wystartowała dopiero 28. edycja.

Dojścia na targ są oznaczone w wielu miejscach miasta, łącznie z dworcem kolejowym. Więc jeśli dotrzecie do Miluzy pociągiem i nie będziecie wiedzieli gdzie jest centrum i jarmark to odpowiednie znaki Was poprowadzą 😉

Cechą charakterystyczną bożonarodzeniowej atmosfery w Miluzie jest świąteczny materiał, który zdobi całe miasto. Co roku wybierany jest jeden ornament w lokalnej szwalni (miasto ma bogatą historię przemysłu tekstylnego) i wszędzie można zobaczyć kokardy, choinki i inne dekoracje z tym właśnie motywem. Ta tradycja występuje tylko w Miluzie, nie spotkacie jej w żadnym innym francuskim mieście.

Co ciekawe materiał jest sygnowany! Więc nie ma opcji, że w 2020 roku zobaczycie gdzieś dekoracje z lat poprzednich. Zanim przeczytałam o tej tradycji sama podczas spaceru po mieście zwróciłam uwagę, że w dekoracjach dominuje jeden motyw. Dzięki temu wszystko jest spójne i tworzy przepiękną całość. Takie same ozdoby zobaczycie w budkach na placu katedralnym, na choinkach, na wystawach sklepowych jak i na obrusie w restauracji. Ba, materiałem pokryte są stoliczki na jarmarku, a nawet śmietniki! Pomysł zacny! Mało tego – w butiku aux Etoffes (mieszczącego się na dole ratusza) możecie zakupić kawałek tego materiału!

Materiał wybrany na rok 2019 nazwano Sonatą Bożonarodzeniową. Przedstawia anioła grającego na flecie. Jest to nawiązanie do XIX wieku gdy materiały z motywem aniołów były bardzo popularne w sztukach dekoracyjnych Alzacji. Drugim elementem jest grafika z tego samego okresu prezentująca serca. To wszystko razem wprowadza w magiczny nastrój świąt.

Sam jarmark bożonarodzeniowy w Miluzie to ponad 100 stoisk z regionalnymi wyrobami. Można tu napić się grzanego wina (nie byle jakiego, bo alzackiego!), piwa, kawy, czekolady, cydru czy soków na ciepło. Serwowane są również lokalne przysmaki i słodycze. Poza placem targ świąteczny ciągnie się dookoła katedry (Temple Saint-Etienne) i na pobliskim Place des Cordiers. Tu znajduje się kilka straganów z owocami i warzywami oraz bary z owocami morza i kuchniami bardziej egzotycznymi niż francuska.

Sama katedra też jest dookoła udekorowana choinkami i drewnianymi bałwankami. Z głośników zawieszonych przy katedrze dobiegają świąteczne przeboje.

Przy starym ratuszu stoi też tradycyjna francuska karuzela – nie lada atrakcja nie tylko dla dzieci. Szczególnie pięknie wygląda po zmroku gdy cała migocze światełkami.

Niebywałą atrakcją jarmarku w Miluzie jest Grande Roue – Młyńskie Koło. Stoi na placu, przed katedrą i jak nietrudno się domyślić z góry oferuje piękny widok na całe stare miasto i cały jarmark. Oczywiście nie mogłam sobie odpuścić tej atrakcji. Bilet wstępu dla osoby dorosłej kosztuje 5 EUR, dla dziecka 4 EUR. Karuzela działa w godzinach otwarcia jarmarku ale największym zainteresowanie cieszy się oczywiście po zmroku. Ja też zdecydowałam się na przejażdżkę jak było już ciemno. Widoki rzeczywiście są warte tych kilku euro – można popatrzeć z góry na pięknie oświetloną starówkę, na katedrę, świąteczne kramy i… tłumy ludzi 😉

Symbolem świąt w Alzacji są żłóbki. Jeden z nich można znaleźć na Place des Victoires. Za żłóbkiem znajduje się duuuża choinka z napisem Noel Mulhouse. Bardzo popularne miejsce, gdzie każdy chce mieć zdjęcie. Po zmroku ciężko zrobić zdjęcie samej choince.

Obok choinki stoi fotobudka.

Ponadto całe miasto (nie tylko starówka) przystrojone jest milionem światełek. Udekorowana jest każda wystawa sklepowa, a nawet łódki na kanale. Jest kolorowo, bajkowo, przepięknie. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że jarmark świąteczny w Miluzie jest tak piękny. Zdecydowanie warto go zobaczyć!

I jeszcze jeden ważny aspekt 😉 Co zjeść na świątecznym jarmarku w Alzacji? Z dań głównych dominują ziemniaki duszone z serem munster, cebulą i skwarkami oraz kluski duszone z kapustą kiszoną. Są stoiska robiące tarte flambee. Są różnego rodzaju kanapki z francuskimi serami (również kozimi). Są precle, pączki, donuty. Z deserów – pain aux epices (ciasto korzenne) i batonettes de Noel (rurki znane w Hiszpanii jako churros, tu podawane najczęściej z nutellą), a także nugat i przysmaki z masy marcepanowej. Po dokładniejszy opis specjałów kuchni alzackiej zapraszam do TEGO wpisu. Większość z opisanych tam dań i przysmaków można zakupić na wszystkich jarmarkach bożonarodzeniowych w Alzacji, nie tylko w Miluzie.

Monserrat – wycieczka z Barcelony – informacje praktyczne + zwiedzanie

Barcelona jest piękna i oferuje tyle atrakcji, że bez problemu można by ją i miesiąc zwiedzać ale jeśli chcielibyście uciec od zgiełku miasta i zastanawiacie się co zobaczyć w okolicach Barcelony to odpowiedź jest jedna – Montserrat. Jest to niezwykła góra z sanktuarium Czarnej Madonny – patronki Katalonii. Ale dla Katalończyków to także symbol katalońskiego patriotyzmu. Właśnie tu w czasie dyktatury generała Franco, gdy używanie języka katalońskiego było zakazane, mieściła się siedziba opozycji, która drukowała teksty w języku katalońskim.

Montserrat – dojazd z Barcelony

Monserrat znajduje się ok. 50 km od Barcelony. Można dojechać tam wypożyczonym samochodem, autokarem ze zorganizowaną wycieczką lub transportem publicznym. Ja zdecydowałam się na tę ostatnią opcję. Z Barcelony do Montserrat najszybciej i najłatwiej dojedzie się pociągiem ze stacji Placa Espanya. Jest to pociąg R5 w kierunku Manresa, kursy są od 8.36 co godzinę. Na stacji Placa Espanya są specjalne automaty biletowe i specjalna budka gdzie można kupić bilet do Montserrat. Wszystko jest doskonale oznakowane. Pociągiem można jechać do Stacji Aeri Montserrat gdzie czeka nas przesiadka do wagonika kolejki linowej lub do stacji Monistrol Montserrat gdzie przesiadamy się w kolej szynową (Cremallera). Bilet na całą podróż można kupić na stacji w Barcelonie. Bilet łączony na pociąg + kolej kosztuje 21,5 EUR w 2 strony. Za bilety można płacić gotówką oraz kartą.

Kursy pociągów i kolejki są ze sobą zsynchronizowane tak, że przyjeżdżając pociągiem kolejkę będziecie mieli za 5 minut i odwrotnie – po zjechaniu z góry kolejką pociąg do Barcelony odjeżdża po 6 minutach. Sam dojazd zajmuje ok. 1,5 godziny. Nieco ponad godzinę jedzie pociąg z Barcelony do Monistrol, chwila na przesiadkę i 20-minutowa przejażdżka kolejką szynową. Wagoniki kolei linowej zabiorą Was na szczyt w 5 minut ale mają one zdecydowanie mniejszą przepustowość niż kolej szynowa więc czas dotarcia na górę niezależnie od środka transportu będzie bardzo zbliżony. Organizacja takiej wycieczki na własną rękę jest naprawdę bardzo prosta. Dodatkowo na każdej stacji są pracownicy mówiący po angielsku, którzy w razie potrzeby wszystko wytłumaczą czy pomogą w zakupie biletu.

Wybierając się do Montserrat pamiętajcie, że jedziecie w góry. Warto wziąć dobre buty i odpowiednie ubranie. Ja odwiedziłam Montserrat w listopadzie. W Barcelonie było 19 stopni a w górach 12. Powietrze było bardzo rześkie i mimo słońca trochę zmarzłam. Przy letnich upałach to oczywiście duży plus ale jeśli wybieracie się poza sezonem to pamiętajcie o odpowiednim ubiorze. Latem trzeba oczywiście pamiętać o tym, że to jest teren świątyni i należy mieć zakryte ramiona i kolana.

Po wyjściu z kolejki znajduje się informacja turystyczna. Można tam wypożyczyć audioprzewodniki po kompleksie oraz zakupić materiały dotyczące Montserrat. Jeśli liczycie, że dostaniecie za darmo chociażby mapkę to lepiej zacznijcie liczyć euraski 😉 Najtańszy przewodnik kosztował chyba 9,5 EUR. Na szczęście na terenie kompleksu są duże mapy turystyczne z oznaczeniem wszystkich atrakcji, punktów widokowych, restauracji, toalet itp.

Montserrat – historia

Nazwa pochodzi od słów mont, czyli góra i serrar, czyli piłować. Po polsku powiedzielibyśmy postrzępiona góra. Masyw ma ok. 10 km długości i 5 km szerokości. Cały obszar stanowi Parc Natural Muntanya de Montserrat i podlega ochronie.

Początki działalności klasztoru Montserrat nie są do końca znane. Pierwszy klasztor w tym miejscu powstał prawdopodobnie na początku XI wieku. Dopiero w XV wieku został przekształcony w opactwo. Na początku XIX wieku, w czasie wojny hiszpańsko-francuskiej, został zniszczony i opuszczony. Mnisi wrócili do Montserrat w 1844 roku i zaczęli odbudowę klasztoru.

A skąd ta Czarna Madonna w Montserrat? Historia sięga roku 880 gdy grupa pasterzy w pewien sobotni wieczór zobaczyła na niebie smugę światła, której towarzyszyła piękna melodia. Wizja powtórzyła się kolejnej soboty. Po czterech tygodniach pasterze zaprosili proboszcza pobliskiej parafii jako świadka zdarzenia. Gdy sytuacja znowu się powtórzyła do Monserrat przyjechał sam biskup. Podczas jego wizyty odkryto jaskinię, a w niej wizerunek Matki Boskiej. Biskup chciał go przenieść do Manresy ale figura okazała się na tyle ciężka, że było to niemożliwe. W związku z tym biskup uznał to za cud i znak i nakazał wybudowanie w tym miejscu kaplicy – Ermita de Santa Maria.

Sama figurka też nie jest przypadkowa – według legendy jej autorem miał być św. Łukasz, a w grocie na szczycie masywu schował ją sam św. Piotr. Posąg ukryto prawdopodobnie przed Maurami – ówczesnymi wrogami chrześcijaństwa.

Montserrat – zwiedzanie

Sanktuarium Czarnej Madonny i klasztor benedyktynów (mieszka ich tu ok. 80) położone są na wysokości 720 m. n. p. m.

Godziny otwarcia bazyliki (Basilica de Montserrat) to 7.30-20.00. Wejście jest bezpłatne, nie są potrzebne żadne bilety wstępu. Uwaga, między 10.30 a 12.00 bazylika jest niedostępna dla zwiedzających.

Do bazyliki wchodzi się przez elegancki dziedziniec wewnętrzny. Warto się tu na chwilę zatrzymać. Znajdują się tu liczne grobowce, m. in. Juana Aragońskiego – bratanka króla Ferdynanda, wicekróla Neapolu w latach 1507-1509, członka Wojskowego Zakonu Świętego Jana z Jerozolimy a także grobowiec admirała Marynarki Wojennej Bernata de Vilamari, który brał udział w bitwie morskiej i zdobyciu Trypolisu.

Następnie przechodzi się do portykowanego atrium, które ma chronić pielgrzymów przed słońcem i deszczem ale też ma oznaczać przejście między sferą profanum a sacrum. Na środku znajduje się rzeźba Anna. Umieszczono ją tu w 2018 roku. Wykonana jest ze stali nierdzewnej i ma wymiary 4 x 2,82 x 3,82 metra. Lokalizacja tego dzieła nie jest przypadkowa. Głowa dziewczynki z zamkniętymi oczami jest wykonana z siatki, dzięki czemu rzeźba jest przezroczysta, aby ukazać związek między wnętrzem a zewnętrzem.

Warto też spojrzeć pod nogi. Posadzka dziedzińca to wierna kopia magicznego kręgu Michała Anioła z rzymskiego Kapitolu. Na ciemnym tle, białe kamienie tworzą gwiazdę.

Wchodząc do bazyliki trzeba koniecznie zwrócić uwagę na fasadę z postaciami Chrystusa i 12 Apostołów. Pochodzi ona z 1901 roku.

Główną atrakcją bazyliki jest oczywiście drewniana, romańska rzeźba Czarnej Madonny (La Moreneta, Czarnulka). Umieszczona jest za ołtarzem. Madonna siedząca na tronie trzyma w lewej ręce dzieciątko Jezus, a w prawej kulę ziemską – symbol władzy nad całym światem. Pielgrzymi całują jej prawą dłoń. Żeby zobaczyć rzeźbę z bliska trzeba stanąć w kolejce po prawej stronie przed wejściem na dziedziniec bazyliki.

Z kolei po lewej stronie, przed wejściem do świątyni, znajduje się zaułek gdzie pielgrzymi zapalają kolorowe świece.

Przed samą bazyliką mieści się plac – Placa de Santa Maria. Po jego lewej stronie zachował się fragment pierwotnego klasztoru z krużgankami z 1476 roku. Przy krużgankach posadzono drzewa związane z kultem maryjnym: palmę – symbol piękna, cyprys – symbol ciszy i modlitwy, drzewo oliwne – symbol pokoju i płodności oraz drzewo laurowe – symbol honoru. 

Na terenie kompleksu można też zwiedzić muzeum – Museu de Montserrat. Zgromadzone zbiory obejmują kolekcję archeologiczną oraz dzieła malarstwa współczesnego. W jednym z klasztornych budynków mieści się też wystawa audiowizualna przedstawiająca życie codzienne mnichów oraz pokazująca nieznane zakątki klasztoru.

To co w Montserrat najpiękniejsze to punkty widokowe. Rozmieszczone są one wokół klasztoru i większości dobrze oznakowane oraz łatwo dostępne. Jeśli macie więcej czasu to można pospacerować (choć wypadałoby chyba raczej napisać zrobić sobie trekking) w inne zakątki masywu Montserrat. Góra oferuje mnóstwo ścieżek pieszych. Spacerując napotkacie liczne pustelnie – eremitoria. Eremici mieszkali obok kaplic w pustelniach, grotach lub niszach skalnych. 

Przy jednym z punktów widokowych znajdują się schody do nieba. Kiedyś można było na nie wchodzić i robić sobie zdjęcia ale jak widać nie było to zbyt mądre i bezpieczne więc dziś schody są zagrodzone siatką.

W okolicy placu przy wejściu na stację kolejki Cremallera znajduje się pomnik Abata Oliby, który w 1025 roku założył klasztor na górze Montserrat. Pomnik przedstawia opata siedzącego na tronie, a za jego plecami znajdują się dzwonnice klasztorów, których był opatem – Santa Maria de Ripoll i Sant Miguel de Cuixa.

Na terenie klasztoru są też dwie kolejki tzw. funicolary. Jedna prowadzi do szczytu Sant Joan, druga do Cami de la Santa Cova gdzie wg legendy znaleziono wizerunek Madonny. Ta druga podczas mojego pobytu była w remoncie i nie była dostępna dla turystów.

Przez Montserrat wiedzie też szlak św. Jakuba o czym informują znaki i tablice.

Na ile czasu zaplanować wizytę w Montserrat?

Wiadomo, że każdy ma inne oczekiwania i plany. Sam kompleks jest dość rozległy i jeśli chcecie pospacerować po punktach widokowych oraz odwiedzić bazylikę to wystarczą 2-3 godziny. Jeśli chcecie zobaczyć z bliska wizerunek Madonny to musicie się liczyć z długim oczekiwaniem w kolejce. Jeśli chcecie zrobić sobie trekking to w Monserrat można spędzić cały dzień, a nawet kilka dni. Na górze jest hotel, są restauracje i kawiarnie więc zaplecze jest przygotowane. Jak w każdym świętym miejscu – biznes przede wszystkim 😉

Montserrat – czy warto?

Mimo iż przed wyjazdem do Barcelony miałam w planach odwiedzenie Montserrat to po czterech bardzo intensywnych dniach w stolicy Katalonii nadszedł kryzys i poważnie się zastanawiałam czy sobie tego Montserrat nie odpuścić. Ostatecznie pokonałam lenistwo i wybrałam się w katalońskie góry. I nie żałuję. Montserrat nie jest ani trochę przereklamowane. Widoki są nieziemskie, sama podróż koleją szynową pnącą się w górę to wielka przyjemność. Zresztą patrząc na zdjęcia chyba nikt nie ma wątpliwości, że to przepiękne miejsce i warto wybrać się z Barcelony na jednodniową wycieczkę do Montserrat. Dołącz do 2 milionów osób, które każdego roku odwiedzają Montserrat!

Zwiedzanie Holandii – Rotterdam – co warto zobaczyć?

Rotterdam – drugie co do wielkości miasto w Holandii. Słynie z nowoczesnej architektury, artystycznego ducha i nocnego życia. Wydaje się, że to mieszanka wybuchowa. Ale sprawdza się w 100%. Rotterdam mnie oczarował, rozkochał w sobie i chcę więcej.

Rotterdam Centraal

Jeśli przyjeżdżacie do Rotterdamu pociągiem to pierwsze co przyjdzie Wam zobaczyć to dworzec. Jeden z największych dworców w Holandii, który obsługuje ponad 100 tysięcy pasażerów dziennie. Obecny budynek stacji, zlokalizowany przy Station Square, został oficjalnie otwarty w marcu 2014 roku.

Kruisplein

Zwiedzanie miasta zaczyna się na Kruisplein – arterii otoczonej wieżowcami, z torami tramwajowymi, ścieżkami rowerowymi i chodnikami pośrodku.

Jeśli skręcicie w lewo dotrzecie do takiego kolorowego placu.

Lijnbaan

Lijnbaan to deptak, którego pochodzi od sklepu z linami, który znajdował się tutaj w latach 1667–1845. Lijnbaan była pierwszą promenadą handlową w Holandii i pierwszą promenadą handlową pozbawioną samochodów na świecie. Znajdziemy tu zarówno popularne sieciówki jak i lokalne sklepiki.

Lijnbaan kończy się placem ratuszowym – Stadhuisplein z licznymi barami i kawiarniami. Jest to popularne miejsce spotkań mieszkańców i turystów. W centralnym punkcie placu znajduje się pomnik wojny Voor de Gevallenen. Składa się on z rzeźb dwóch mężczyzn, kobiety i dziecka reprezentujących przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Pomnik jest hołdem dla mieszkańców Rotterdamu, którzy poświęcili swoje życie dla wyzwolenia kraju podczas II wojny światowej.

Stadhuis – ratusz

Idąc Lijnbaan w pewnym momencie zobaczycie na horyzoncie budynek ratusza. Jest to jeden z niewielu przedwojennych budynków w mieście. Zbudowano go w latach 1914 – 1920. Rotterdam w maju 1940 został zbombardowany i zdecydowana większość budynków została zniszczona. Zdecydowano się na nieodbudowywanie starego tylko tworzenie nowoczesnej zabudowy. Stąd ratusz jest jeszcze cenniejszy.

Wieża zegarowa ma 71 metrów wysokości i widać ją z wielu miejsc. Na szczycie wieży znajduje się posąg złotego anioła pokoju autorstwa rzeźbiarza Johana Kellera.

Dom Towarowy de B’jenkorf

Skręcając przed ratuszem w prawo docieramy do oddziału De Bijenkorf. Budynek pochodzi z 1957 roku i jest symbolem odbudowy Rotterdamu. W środku wygląda zupełnie tak jak wszystkie inne centra handlowe na świecie. Ale warto zatrzymać na chwilę wzrok na fasadzie.

Targi i pomniki Gijsberta Karel van Hogendorpa

Po drugiej stronie ulicy znajduje się budynek Międzynarodowych Targów w Rotterdamie. Przed wejściem stoi pomnik holenderskiego polityka – potomka rodziny Rotterdamów van Hogendorp, jednego z autorów konstytucji holenderskich z 1814 i 1815 roku.

Beurstraverse – główna ulica zakupowa Rotterdamu

Beurstraverse jest częścią Beursplein Rotterdam – centrum handlowego w centrum Rotterdamu. Początkowo był tylko miejscem przejściowym, stopniowo otaczały go jednak nowe sklepy.

Grote of Sint – Laurenskerk – kościół św. Wawrzyńca

Spacerując Beurstraverse zobaczycie po lewej stronie gmach kościoła – najważniejszej świątyni w Rotterdamie. Został zbudowany w latach 1449–1525 i jest jedynym późnogotyckim budynkiem, jaki ocalał ze średniowiecznego Rotterdamu. Zniszczenia, jakich kościół doznał w czasie II wojnie światowej i jego późniejsza odbudowa stały się symbolem wzlotów i upadków miasta i jego mieszkańców.

Kościół jest niestety zamknięty dla zwiedzających o czym informuje kartka przed wejściem.

Pomnik Erasmusa

Każdy z nas uczył się w szkole o Erazmie z Rotterdamu, część z Was na pewno ma za sobą doświadczenia Erasmusa – programu wymiany studentów.

Na małym skwerku naprzeciwko kościoła znajduje się pomnik jednego z najsłynniejszych Rotterdamczyków. Urodził się w 1466 lub 1467 roku, był jednym z czołowych humanistów epoki renesansu. Był też duchownym katolickim oskarżonym o herezję, jego dzieła zaliczano do ksiąg zakazanych. Głosił, że człowiek z natury jest dobry, zło zaś pochodzi z niewiedzy.

Ławeczka filozofa Pierre’a Bayle’a

Na tym samym skwerku, naprzeciwko pomnika Erasmusa znajduje się ławeczka filozofa P. Bayle’a. W Rotterdamie Bayle opublikował swoje słynne Refleksje nad kometami w 1682 roku, a także krytykę dzieła Louisa Maimbourg’a dotyczącego historii kalwinizmu.

Grotemarkt

Grotemarkt to główny plac i serce Rotterdamu. Do czasu zbombardowania Rotterdamu w 1940 roku Grotemarkt był rynkiem. Plac został wyznaczony w 1556 lub 1557 roku i nazywał się najpierw Nieuwe Brug, a później Westbrug.

Markthal

Ważnym punktem zwiedzania Rotterdamu jest Markthal. Jeśli zastanawiacie się gdzie zjeść w Rotterdamie to już macie odpowiedź. Hala targowa została oddana do użytku w 2014 roku więc to jedna z najmłodszych atrakcji miasta. Mieści sklepiki, stragany i bazar z żywnością. Zjecie tu potrawy z każdego zakątka świata. Budowla w kształcie łuku z przeszkloną fasadą jest jednocześnie budynkiem mieszkalnym. A fresk zdobiący sufit jest największym freskiem na świecie!

Naprzeciwko hali znajduje się De Kolk – wieżowiec w kształcie ołówka.

Pomnik Ode aan Maarten Toonder

Barokowa ławka, na której znajdują się cztery znane postacie z komiksów Toondera – markiz De Cantecler, burmistrz Dickerdack, profesor Sickbock i malarz Terpen Tijn.

Gmina Rotterdam chciała uhonorować Marten Toonder, która urodziła się w tym mieście. Pomnik odsłonięto 2 maja 2002 roku – w dniu jej 90. urodzin.

Domki – Kijk Kubus – symbol Rotterdamu

Są na każdej pocztówce z Rotterdamu i nieodłącznie kojarzą się z tym miastem. Symbol rotterdamskiej awangardy oddany do użytku w 1984 roku. 38 sześciennych domów osadzonych pod dużym kątem na betonowych słupach. Krzywizny ścian powodują, że meble do takiego mieszkania trzeba było wykonać na zamówienie.

Architekt chciał zaprojektować coś w rodzaju wioski w mieście i widział domy jako drzewa, a cały teren rozwojowy jak drewno. Kostki są przechylone na bok, tak jakby trzy strony były skierowane w stronę ziemi, a trzy w stronę nieba.

Oudehaven – stary port

Po obejrzeniu domków z każdej strony dochodzimy do Oudehaven – jednego z najstarszych ale nie najstarszego portu w Rotterdamie.

Dziś Stary Port jest tętniącym życiem miejscem pełnym kawiarni i restauracjami z tarasami na wodzie. A to wszystko na tle historycznych statków. Ponad port wyrasta Biały Dom – pierwszy wieżowiec w Europie wybudowany w 1898 roku.

Haringvliet – port śródlądowy

Port śródlądowy pochodzi z 1590 roku, nazwanym na cześć rybaków floty śledziowej. Później był to port, w którym zacumowano statki Admiralicji Rotterdamskiej.

Willemsbrug – czerwony most

Most jest kolejnym obrazkiem uwiecznianym na pocztówkach z Rotterdamu. Choć dziś to chyba lepiej napisać, że to najbardziej instagramowe miejsce w mieście 😉

Most łączy prawy brzeg Nieuwe Maas z Noordereiland. Obecny most jest drugą przeprawą w tym miejscu. Pierwszy most został otwarty w 1878 roku i nazwany na cześć króla Wilhelma III. Drugi most otwarto w 1981 roku.

Willemsbrug odegrał ważną rolę podczas II wojny światowej. Marines bronili tego mostu i sąsiedniego mostu kolejowego oraz nabrzeża przed inwazją niemiecką 10 maja 1940 roku. Opór holenderskich żołnierzy piechoty morskiej był znacznie silniejszy niż się spodziewali Niemcy. Marines udało się zatrzymać natarcie wojsk niemieckich aż do zbombardowania centrum Rotterdamu 14 maja.

Na most można oczywiście wejść. Są tam jezdnie, ścieżka rowerowa i chodnik. Uwaga, na moście niewiarygodnie wieje.

Przy wejściu na most od strony starego portu warto zwrócić uwagę na rzeźbę Maasbeeld znaną jako Sznur do bielizny.

Dzieło ma 182 metry długości i składa się ze stalowej liny i szeregu abstrakcyjnych elementów, które wiszą nad wodą Nieuwe Maas. Podczas przypływu jedna kula unosi się w wodzie. Z powodu wiatru i fal grafika jest zwykle w ruchu.

Mariniersmuseum

Po powrocie z mostu wracamy na nabrzeże. Mariniersmuseum to muzeum, które zajmuje się początkami i historią Korpusu Morskiego. Otwarto jest w 1995 roku.

Wystawa składa się z obrazów, odzieży, sprzętu, pojazdów, dokumentów oraz zdjęć i przedstawia przegląd historii Korpusu od jego założenia w 1665 roku po czasy współczesne.

Wedstblaak i Witte de Withstraat

To co mnie w Rotterdamie zachwyciło najbardziej, co tworzy jego atmosferę i wyjątkowość. Westblaak jest częścią podstawowego planu odbudowy Rotterdamu po wojnie. Dziś pełno tu restauracji i sklepów, a w bocznych uliczkach – streetartu. Tu koncentruje się życie towarzyskie miasta, tu bije serce Rotterdamu. Myślę, że po zmroku jest tu jeszcze ciekawiej ale ja niestety spędziłam w Rotterdamie tylko jeden dzień.

Na końcu warto zwrócić uwagę na Arminiusker – kościół protestancki.

Museumpark

Museumpark nazywany jest zielonymi płucami Rotterdamu. Mieści się tu kompleks obiektów kulturalnych – Muzeum Boijmans van Beuningen (z dziełami Memlinga, Rembrandta, Moneta, van Gogha czy Salvadora Dali), Kunsthall, Muzeum Przyrodnicze (Natuurhistorisch Museum) i Wereldmuseum – Muzeum Świata.

Naprzeciwko Museumpark znajduje się Het Nieuwe Institut – Holenderski Instytut architektury, designu i kultury. Organizowane są tu wystawy i debaty dotyczące różnych dziedzin projektowania, takich jak projektowanie graficzne, projektowanie produktów, gry, moda i architektura krajobrazu.

Eendrachtsplein

Eendrachtsplein to plac w centrum Rotterdamu. Po wschodniej stronie placu znajduje się 14 monumentalnych budynków, które zostały zbudowane w latach 1867–1873.

Na końcu Oude Binnenweg znajduje się posąg Koosa Speenhoffa – holenderskiego poety, piosenkarza, ilustratora i malarza.

Najbardziej znana jest jednak kontrowersyjna statua Święty Mikołaj Paula McCarthy’ego zwanego powszechnie Gnomem z zatyczką. Rzeźba wzbudziła oburzenie, gdy okazało się, że postać świętego trzyma w ręku zabawki erotyczne. Rzeźba wywołała dyskusje w całym kraju. Jedni uznali Mikołaja za wulgarnego i obraźliwego, a drudzy argumentowali, że doskonale odzwierciedla współczesne czasy konsumpcjonizmu przesiąkniętego seksualizmem. Sam autor stwierdził, że Święty Mikołaj jest brązowym królem natychmiastowej satysfakcji, symbolem radości konsumentów. Spór spowodował, że rzeźba była przenoszona z miejsca na miejsce ale ostatecznie wróciła na plac. Otoczenie Mikołaja powstało z okazji 10. urodzin rzeźby.

W każdy wtorek na placu odbywa się targ ekologiczny.

Warto pobłądzić w bocznych uliczkach odchodzących od placu, można natrafić na fajne perełki streetartu.

Rotterdam – czy warto?

Absolutnie tak. Będąc w Holandii nie można pominąć Rotterdamu. Jak już pisałam na instagramie – po wizycie w Rotterdamie stwierdzam, że Amsterdam jest passe. Tu jest nowa energia, bogate życie kulturalne, fantastyczni ludzie i… minimalna ilość turystów. Jeden dzień w Rotterdamie to zdecydowanie za mało, kiedyś wrócę na dłużej.

Zwiedzanie Holandii – Haga – atrakcje i zabytki

Haga – stolica Holandii Południowej, trzecie co do wielkości miasto w kraju (po Amsterdamie i Rotterdamie). Rezydują tu władze królewskie, działa Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości i liczne placówki dyplomatyczne (w tym polski konsulat).

Haga jest dla mnie najpiękniejszym miastem Europy. Jak już pisałam na instagramie, dokładnie tak lata temu wyobrażałam sobie Paryż. Stolica Francji nie sprostała wyobrażeniom, za to ziściła je Haga. Jest pięknie, elegancko, szykownie, z klasą, a przy tym na luzie i niezobowiązująco. No po prostu idealnie.

Plein

Główny plac w mieście stworzony w 1632 roku na wzór paryskiego Place Royale (dzisiejszy Place des Vosges). Częste miejsce demonstracji i manifestacji politycznych.

Stoi na nim ponad 4-metrowy pomnik księcia Wilhelma I (znanego później jako Milczący) z 1843 roku. W lewej ręce trzyma dokument z nazwami miast, które rozpoczęły powstanie przeciwko Hiszpanii. Przy prawej nodze księcia znajduje się pies, który zgodnie z tradycją był w stanie zapobiec jednemu z zabójstw swojego pana.

Departament Sprawiedliwości

Przy placu znajduje się dawny budynek ministerstwa sprawiedliwości. Gmach wybudowano w latach 1876–1883 ​​w stylu neorenesansowym przez architekta Cornelisa Petersa. Budynek jest bogato zdobiony od wewnątrz i na zewnątrz dziełami rzeźbiarzy Bart van Hove i Emila Bourgonjon.

Relief Gevallenen

Płaskorzeźba wbudowana w jedną ze ścian departamentu. Na płaskorzeźbie znajduje się wizerunek spadającej postaci męskiej z tarczą oraz tekst poety-dziennikarza Jana H. de Groota.

Hofplaats i Grondwetbank

Idąc dalej prosto ulicą Lange Poten docieramy do placu Hofplaats. Znajduje się tam pomnik holenderskiej konstytucji. Ma on kształt gładkiej marmurowej ławki o długości 45 metrów z tekstem artykułu 1 holenderskiej konstytucji – Wszyscy przebywający w Holandii są traktowani jednakowo w tych samych przypadkach. Dyskryminacja ze względu na religię, przekonania, przynależność polityczną, rasę, płeć lub z jakiejkolwiek innej przyczyny jest niedozwolona.

Pomnik można przegapić, ponieważ na placu odbywa się regularnie targ, na którym można kupić holenderskie specjały.

Binnenhof

Kompleks najstarszych gmachów w mieście, siedziba dwuizbowego parlamentu. XIII-wieczną twierdzę zbudowano dla hrabiego Florisa V. W kolejnych latach zamek pełnił rolę stajni królewskiej i sądu. Od 1904 roku w odrestaurowanych salach odbywają się najważniejsze uroczystości państwowe i gala otwarcia obrad parlamentu przez monarchę.

W kompleksie mieści się także biuro premiera Holandii.

Binnenhof jest zaliczany do 100 najlepszych zabytków holenderskich. Binnenhof należy do najstarszych budynków Parlamentu na świecie, które są nadal w użyciu.

Na dziedzińcu warto zwrócić uwagę na fontannę wybudowaną na cześć hrabiego Wilhelma II. Została ona podarowana w 1885 roku przez mieszkańców Hagi przy okazji gruntownej renowacji kompleksu Binnenhof.

Pomnik Willelma II

Pomnik znajduje się przed wejściem na teren kompleksu Binnenhof. Panowanie Willema II jako króla było stosunkowo krótkie i trwało zaledwie 8,5 roku. Pomnik przedstawia króla, który poprowadził z powodzeniem armie sprzymierzone (belgijską, holenderską, angielską i niemiecką) przeciwko Napoleonowi w bitwie pod Waterloo. Został zaprojektowany przez Antonina Mercie i Victora Petera i został odsłonięty w 1924 roku zastępując wcześniejszy pomnik króla Willema II, który odsłonięto w 1854 roku ale nie wystawiono go na koniu.

Hofvijver

Jedno z najbardziej uroczych miejsc w Hadze jest pozostałością po średniowiecznej fosie okalającej dawny ośrodek piwowarstwa i sukiennictwa.

Król Willem II zbudował swój zamek obok stawu i wokół niego wykopał fosę. Obecna wyspa istnieje od około 300 lat. Nie do końca wiadomo jak została utworzona.

Warto obejść zbiornik z każdej strony, to naprawdę piękne i przyjemne miejsce.

Museum de Gevangenpoort – Muzeum Bramy Więziennej

Muzeum mieści się naprzeciwko wejścia do Binnenhof, od strony pomnika Willema II.

Brama została wybudowana w 1370 roku jako jedna z trzech bram wjazdowych do zamku. Później jej wnętrza zamieniono na więzienie, w którym dręczono przeciwników władzy monarszej i heretyków. Jego najsławniejszymi więźniami byli bracia Cornelius i Jan de Witt oskarżeni o zdradę stanu. W 1672 roku wydano na nich wyroki śmierci.

Na placu przed wejściem do muzeum stoi pomnik Jana de Witta.

Buitenhof

Już w XIII wieku, kiedy powstaje Binnenhof, na Buitenhof znajdują się domy i stajnie. W XV wieku był otoczony murem, który miał wspomniane przy muzeum 3 bramy.

Dziś to bardzo przyjemne miejsce gdzie można zrobić sobie przerwę na kawę albo obiad. Cały plac jest zastawiony ogródkami restauracyjnymi, a odchodzą od niego zakupowe ulice pełne sklepów.

Grote of Sint-Jacobskerk – kościół św. Jakuba

Włócząc się uliczkami dojdziemy prędzej czy później do głównego kościóła Hagi. Obecna świątynia pochodzi z XV wieku ale prawdopodobnie już na początku XIV wieku stał tu budynek sakralny.

Kościół jest znany z tego, że członkowie rodu Oranje-Nassau są w nim chrzczeni lub biorą śluby. Ostatnio księżna Catharina-Amalia, która została tam ochrzczona w 2004 roku.

Kościół i wieża kościelna nie mają tego samego właściciela – kościół jest własnością Kościoła protestanckiego, a wieża kościelna jest własnością gminy Haga.

Grote Markt

Miejsce, w którym obecnie znajduje się plac, było siedzibą klasztoru św. Elżbiety. Niestety klasztor spłonął w 1584 roku. Podczas reformacji pozostałości klasztoru zostały rozebrane, a ziemia została odsprzedana.

W 1614 roku w miejscu, gdzie odbywał się rynek owoców i warzyw, powstał dzisiejszy rynek. Otaczają go duże domy handlowe – Koorenhuis i Boterhuis.

Hoogstraat

Kolejna bardzo przyjemna ulica zakupowa w Hadze. Warto zaglądać w boczne uliczki, podziwiać  wystawy sklepowe i architekturę budynków. Wzrok przykuwa też hotel Indigo z dekoracjami w kolorze… indygo 😉

Paleis Noordeinde – Pałac Królewski

Pałac królewski jest własnością państwa. Jest jednym z trzech oficjalnych pałaców holenderskiej rodziny królewskiej. Od 2013 roku jest oficjalnym miejscem pracy króla Willema-Alexandra.

Z przodu, naprzeciwko pałacu, stoi konna statua Wilhelma Orańskiego na koniu, która została wzniesiona w 1845 roku na rozkaz króla Willelma II. Pomnik został wykonany przez francuskiego rzeźbiarza Émile de Nieuwerkerke i odlany w brązie przez firmę Soyer w Paryżu. Nieco dalej, na placu naprzeciwko pałacu, znajduje się brązowa statua królowej Wilhelminy, wykonana w 1968 roku przez holenderską rzeźbiarkę Charlotte van Pallandt.

Noordeinde

Ulica w starym centrum Hagi jest znana z niszowych butików modowych, galerii, antyków i sklepów artystycznych znajdujących się w pięknych secesyjnych budynkach. Sklepy jubilerskie, antykwariaty i galerie w połączeniu z kawiarniami i restauracjami sprawiają, że Noordeinde musicie wpisać na listę miejsc do zobaczenia w Hadze.

Noord Singelsgracht

Kanał przepływający przez miasto. Można się tu poczuć trochę jak w Amsterdamie 😉

Panorama Mesdaga

Muzeum przedstawia gigantyczne (120 na 14 metrów) malowidło na płótnie przedstawiające pejzaż wybrzeża i wsi rybackiej Scheveningen. Jego autorem jest Hendrik Willem Mesdag, który porzucił pracę w banku na rzecz malarstwa. Panorama powstała w zaledwie 4 miesiące.

Muzeum Komunikacji

Holenderskie interaktywne muzeum o historii poczty i telekomunikacji.

Muzeum przeszło 2 lata temu gruntowną transformację. COMM ma własne sale konferencyjne, centrum szkoleń, warsztatów, konferencji prasowych i seminariów internetowych.

Pomnik Oporu i Wyzwolenia

„Haski pomnik oporu i wyzwolenia” Kierując się z muzeum dalej ku Pałacowi Pokoju miniemy pomnik z kamiennym murem po jednej stronie i pamiątkową kolumną z kilkoma ławkami po drugiej.

Cztery mniejsze filary symbolizują różne grupy społeczne – neutralne, rzymskokatolickie, protestanckie i żydowskie.

Vredespaleis – Pałac Pokoju

Pałac Pokoju to jeden z najważniejszych zabytków Hagi i miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić. Jest siedzibą Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Pierwsza międzynarodowa konferencja pokojowa odbyła się w Hadze w 1899 roku. W jej wyniku utworzono Stały Trybunał Arbitrażowy, którego zadaniem było pokojowe rozstrzyganie konfliktów międzynarodowych. Fundatorem siedziby trybunału – Pałacu Pokoju – był amerykański filantrop Andrew Carnegie. Przekazane przez niego 1,5 miliona dolarów przeznaczono na wzniesienie pałacu z biblioteką i wszelkimi udogodnieniami. Wyposażenie zostało przesłane przez poszczególne kraje Europy.

Przed wejściem do pałacu w 2002 roku został umieszczony Wieczny Płomień Pokoju. Od 2004 r. Pomnik otoczony jest Światową drogą pokoju, składającą się z kamieni ze 196 krajów.

Lange Voorhout

Wracając spod pałacu do centrum warto przespacerować się Lange Voorhout – jednej z najstarszych dzielnic w mieście gdzie mieszczą się liczne ambasady, w tym polski konsulat. Cała dzielnica porośnięta jest lipami.

Pomnik Onafhankelijkheidsmonument

Na Placu 1813 znajduje się pomnik ku czci zwycięstwa nad Napoleonem. Pomnik odsłonił 17 listopada 1869 roku Książę Frederik jako symboliczny koniec ery francuskiej w Holandii i powstanie Suwerennego Księstwa Zjednoczonej Holandii, prekursora obecnego Królestwa Niderlandów. Na szczycie pomnika znajduje się triumfująca holenderska dziewica. W pozostałych częściach można dostrzec wizerunek króla Willema I składającego przysięgę na holenderskiej konstytucji.

Escher in Het Paleis – Muzeum Eschera

XVIII-wieczny pałac, który od 1814 roku stanowił zimową rezydencję królowej Emmy, a później biuro Wilhelminy, Juliany i Beatrix. Obecnie mieści się w nim nowoczesne muzeum poświęcone twórczości Mauritsa Cornelisa Eschera – największego holenderskiego grafika.

W salach muzeum znajduje się piętnaście żyrandoli wykonanych przez artystę z Rotterdamu – Hansa Bentema. Żyrandole zostały zaprojektowane specjalnie dla muzeum, z odniesieniami do pracy Eschera i pałacu. W sali balowej gwiazdowy żyrandol odbija się bez końca w dwóch lustrach. W innych pokojach znajdują się żyrandole, takie jak rekin, czaszka, pająki i koń morski.

Pomniki

Przy placu znajdują się pomniki – pomnik królowej Emmy jest rodzajem ławki z napisem Ku wdzięcznej pamięci i na cześć pamięci królowej Emmy. Ponadto znajduje się tu pomnik księcia Saksonii-Weimar został wzniesiony dwa lata po jego śmierci i stoi po stronie Toernooiveld, w pobliżu byłej ambasady amerykańskiej.

W 2017 roku Johan Rudolph Thorbecke, XIX-wieczny holenderski przywódca polityczny, został uhonorowany pomnikiem z marmuru i stali nierdzewnej. W miejscu gdzie stoi pomnik Thorbecke spędził większość swojego dorosłego życia. Był propagatorem zmian konstytucji, które znacznie zmniejszyłyby władzę monarchy i oddały ją w ręce parlamentu. Król Willem mianował Thorbecke’a pierwszym premierem Holandii w 1849 roku. Statua pokazuje, w jaki sposób idee Thorbecke w XIX wieku wpłynęły na współczesne holenderskie społeczeństwo.

Mauritshuis – Królewska Galeria Malarstwa

Można tu zobaczyć arcydzieła malarzy flamandzkich i holenderskich tworzących od XV do XVIII wieku. Sam pałac mieszczący muzeum zbudowano w latach 1633 – 1644 dla Johana Mauritsa van Nassau – gubernatora generalnego Brazylii. Fundusze na budowę pochodziły z importu cukru co nadało budowli potoczną nazwę słodkiego pałacu. W galerii można zobaczyć Lekcję anatomii doktora Tulpa autorstwa Rembrandta czy Dziewczynę z perłą Jana Vermeera.

Haga – czy warto?

Skoro napisałam, że to najpiękniejsze miasto Europy to zdecydowanie warto 🙂 Zwiedzając Holandię nie możecie pominąć Hagi. Zaplanujcie wyjazd na weekend, bo jeden dzień w Hadze to zdecydowanie za mało. Ja na pewno wrócę. Mam nadzieję, że jak najszybciej.