Alzacja – co zjeść?

Alzacja to Francja więc oferuje bogactwo kuchni francuskiej. Ale nie tylko, region położony jest blisko Niemiec i wpływy niemieckie widoczne są także w kuchni.

Jednym z najsłynniejszych alzackich dań jest choucroute. Danie jednogarnkowe na bazie kiszonej kapusty i mięsa, co najmniej 3 rodzajów, często 5. Podawane najczęściej z ziemniakami i śmietaną. Często  dodaje się do niego flaczki i podroby. Przyznaję, że danie wyglądało tak ciężko, że nie zdecydowałam się go spróbować. Zwłaszcza, że porcje też wszędzie wyglądały na ogromne, a ja byłam na tym wyjeździe sama. Za porcję tego dania trzeba zapłacić w restauracji ok. 20 EUR ale myślę, że taką porcją spokojnie najedzą się 2 osoby.

Bretzel – chyba najpopularniejsza alzacka przekąska, precle są wszędzie, są też dedykowane wyłącznie im sklepy i stoiska.

Francja to muszą być też sery. Ser Munster produkowany w alzackiej dolinie o tej samej nazwie. Smak ma intensywny i bardzo charakterystyczny, jest częstym dodatkiem do tarte flambee.

Tarte flambee to danie, które zjecie w naprawdę każdej alzackiej knajpie (a przynajmniej tej szanującej się). Jest to cienki (cieniutki!) placek z drożdżowego ciasta, pieczony na kamieniu. Tradycyjnie posmarowany jest śmietaną i posypany boczkiem oraz cebulą. To wersja najbardziej tradycyjna. Istnieje kilka wariacji placka – dodatkiem może być ser (często Munster), pieczarki czy wędzony łosoś. Najczęściej podawany bez sztućców. Moja wersja była z serem, i oczywiście lampką alzackiego wina (tu riesling).

Tarte flambee występuje też w wersji na słodko ale taką można spotkać w niewielu restauracjach. Nie próbowałam wersji słodkiej.

Alzackie wina

Próbowanie alzackich win stanowi nieodłączony element wizyty w tym regionie Francji. Winogrona porastają ogromną część Alzacji. Produkuje się tu głównie wina szczepów pinot (blanc, gris i noir), riesling, muscatgewurtztraminer. Alzackie wina są delikatne i łagodne w smaku, takie codzienne. Ciekawostka – w większości restauracji wino podaje się w charakterystycznych dla tego regionu kieliszkach na zielonych nóżkach. Taki alzacki kieliszek ma pojemność 120ml. Lampka wina w restauracji to koszt 2,5 – 5 EUR. W zależności od szczepu i oczywiście klasy restauracji.

Najsłynniejsza chyba francuska przekąska – croque monsieur. Tost z serem i szynką. Występuje także wersja croque madame – dodatkowo z jajkiem na wierzchu.

Wizyta we Francji nie może się obyć bez słodkości. Tarte tatin to odwrócona tarta, ciasto z jabłkami. Moja była pyszna ale zdecydowanie za słodka, myślę, że raczej przez sos, którym była polana.

Alzackie ciasteczka – kokosanki sprzedawane w wielu piekarniach. Tutaj w wersji pistacjowej. Pierwszy kęs – ciastko jak ciastko. Z każdym kolejnym (kęsem, nie ciastkiem) dochodziłam do wniosku, że jednak pistacjowa kokosanka to prawdziwe mistrzostwo świata. Polecam spróbowanie tych ciastek w Maison Alsacienne de Biscuiterie – jest kilka punktów w mieście.

I na koniec mój pierwszy posiłek w Alzacji. Mało alzacki ale bardzo francuski. Galette, czyli gryczany naleśnik. Danie pochodzi z Bretanii ale naleśniki z mąki gryczanej zjecie w wielu miejscach we Francji. Mój był z serem i szynką dojrzewającą, przepyszny. Zjedzony w przepięknie urządzonym Bistro Gourmand w samym centrum miasta.

Mam wrażenie, ze w Alzacji życie toczy się wokół jedzenia. Trudno nie wrócić stamtąd z dodatkowymi kilogramami 😉 zresztą popatrzcie tylko na te witryny.

W Colmar warto też odwiedzić halę targową w okolicy małej Wenecji (rue des Ecoles 13). Kupimy tam lokalne produkty, wypijemy lampkę alzackiego wina albo zjemy tartę flambee.

Alzacja – co zobaczyć?

Alzacja – mały ale chyba najbardziej uroczy region Francji. Odkąd wpadłam gdzieś przypadkiem na relację z tego miejsca zdecydowałam, że przy najbliższej okazji muszę się tam wybrać. I jak to u mnie – na okazję nie trzeba było długo czekać 😉 Wizzairowe -20% na wszystkie loty w pewien czerwcowy  dzień i bilety na sierpniowy weekend kupione.

Alzacja – jak się dostać z Polski?

Najprościej – lecieć z Warszawy, Berlina lub Wrocławia do Bazylei (Euroairport BSL) i stamtąd pociągiem lub flixbusem. Po wylądowaniu w Bazylei udajemy się do szwajcarskiego wyjścia, wsiadamy w autobus nr 50 do dworca Basel SBB (bilet 4,7 CHF, zakup w automacie na przystanku, można płacić kartą, czas dojazdu ok. 20 minut). Tam wsiadamy w pociąg do Colmar (są to pociągi jadące w kierunku Strasbourga), podróż trwa około 40 minut, bilet kosztuje 14 EUR, pociągi jeżdżą co godzinę. Uwaga, biletu nie kupimy w automatach na dworcu w Bazylei gdyż one sprzedają tylko bilety na koleje szwajcarskie, a do Colmar jeżdżą pociągi francuskie (SNCF). Bilety kupuje się w punkcie obsługi pasażerów na parterze dworca.Zanim wsiądziecie do pociągu polecam spacer po Bazylei. Ja byłam w tym szwajcarskim mieście już drugi raz więc wybrałam się tylko na chwilę ale warto wykorzystać taką okazję na spacer po mieście, zwłaszcza, że dworzec położony jest bardzo blisko centrum.

Do Colmar można dostać się także pociągiem z Paryża.

Z lotniska BSL jeździ też flixbus bezpośrednio do Colmar, niestety tylko 2 razy dziennie i godziny zupełnie nie zgrywały się z moim lotem z Warszawy.

Colmar – co zobaczyć?

W końcu docieram do Colmar. To chyba najsłynniejsze, a z pewnością najbardziej popularne alzackie miasteczko. Już pokonując drogę z dworca do hotelu widzę, że turystów jest bardzo dużo, w restauracjach i kawiarniach trudno o wolny stolik. Co przyciąga do tego małego miasteczka rzesze ludzi? Piękne, kolorowe domki udekorowane kwiatami, małe sklepiki, restauracje i kawiarnie w pięknej estetyce. Miasto stworzone jest do spacerów przerywanych przysiadaniem na kawę/wino/ciacho/obiad w malutkich lokalach. W Colmar jest mnóstwo cukierni, sklepików z lokalnymi produktami, herbaciarni.

Wśród pięknych kamienic wyróżnia się Maison Pfister, w którym na parterze urządzono sklep z winem.

Statua Wolności w Colmar

Spacerując po mieście co i rusz widziałam na chodnikach tabliczki z symbolem Statuy Wolności. Szybki research i wszystko jasne – w Colmar urodził się w 1834 roku Frédéric Auguste Bartholdi – architekt, który zaprojektował słynną amerykańską Statuę. W Colmar od 1922 roku znajduje się także muzeum poświęcone życiu oraz twórczości artysty urządzone w jego rodzinnym domu.

W okolicy lotniska w Colmar (tak, jest tam malutkie lotnisko) znajduje się także replika Statuy Wolności w wersji mini.

Mała Wenecja

Każde miasto, które ma choćby dwa przecinające się kanały tworzy swoją Małą Wenecję. Nie inaczej jest  w kolorowym Colmar. 5-minutowy spacer z centrum i jesteśmy w jeszcze bardziej bajkowym miejscu – plątaninie wąskich uliczek i kanałów. Nad kanałami tarasy restauracji (niektóre naprawdę malutkie, liczące zaledwie 2-3 stoliczki), na mostach tłumy turystów pozujących do zdjęć. Mimo popularności muszę przyznać, że miejsce jest naprawdę przeurocze i w słoneczny dzień można tam siedzieć i spacerować godzinami. W okolicy znajduje się hala targowa, gdzie można kupić lokalne produkty jak również zjeść tarte flambee czy wypić kawę.

Organizowane są również rejsy po kanałach kilkunastoosobowymi łódkami, koszt takiego rejsu to 6 EUR.

Eguisheim – dojazd z Colmar

Drugie miasteczko, które znajduje się zaledwie 6km od Colmar to Eguisheim.  Można dojechać do niego  autobusem linii 208 ale uwaga, latem są tylko dwa kursy dziennie – jeden o 12.20, drugi o 17.20. Częściej jeżdżą w roku szkolnym. Przystanek znajduje się tuż przy punkcie informacji turystycznej (Place des Unterlinden), tam też udzielą informacji o aktualnym rozkładzie. Autobus jedzie około 30 minut, bilet w jedną  stronę kosztuje 2,7 EUR, powrotny 5 EUR. Do Eguisheim można także dojechać taksówką, koszt ok. 15 – 20 EUR. Najlepiej zamawiać ją przez biuro informacji turystycznej, w obu miasteczkach. W Colmar można także wypożyczyć rower i w ten sposób dojechać do Eguisheim co nie stanowi problemu ale problemem jest niestety to, że po Eguisheim trudno się rowerem poruszać.

Eguisheim – spacer

Colmar mi się bardzo podobało ale Eguisheim to był zachwyt absolutny. Jeszcze węższe uliczki, jeszcze więcej kwiatów, jeszcze bardziej kolorowo, jeszcze piękniejsze szyldy i wystawy sklepowe. A przy tym jednak mniej ludzi i większy spokój.

Eguisheim zachwyca nie tylko mnie, zostało wybrane jednym z najładniejszych miasteczek Francji, o czym informują tablice przy wejściu do miasta.

Wychodząc poza ścisłe centrum miasta dochodzimy od razu do winnic. Egusiheim leży na Szlaku Alzackich Win (Route des Vins d’Alsace) i  pola winogron rosną tuż za miastem.

W Eguisheim, podobnie jak w Colmar, będziemy mijali rzemieślnicze sklepiki (żadnej chińszczyzny, tu naprawdę można kupić cudeńka), restauracje, kawiarnie i mnóstwo sklepów z winem (wszędzie możliwa degustacja).

W Eguisheim urodził się Bruno Egisheim – Dagsburg, znany jako papież Leon IX. W mieście znajduje się jego pomnik, a także hotel Hostellerie du Pape.

Czym jeszcze wyróżnia się miasteczko? Bocianami! I to nie tylko tymi pluszowymi czy nadrukowanymi na koszulkach i innych pamiątkach. Spacerując po mieście co chwilę słyszymy klekotanie. Gniazda są na budynkach, kościołach, wieżach. I jest ich naprawdę dużo. Bo bocian to symbol Alzacji, wiedzieliście? To nie jest nasze polskie narodowe dobro 😉 A przynajmniej nie tylko nasze.

Niestety mój wyjazd trwał na tyle krótko, że zobaczyłam tylko  Colmar, Eguisheim i Strasbourg. Pewnie można by więcej w 3 dni ale te miasteczka są stworzone do powolnego smakowania a nie do tego, żeby wpaść, zrobić zdjęcia i jechać dalej. Na następny raz zostały zatem inne alzackie perełki – Kayserberg, Hunawihr, Riquewihr i Ribeauville. Następny raz będzie w jakąś zimę, bo Alzacja zimowo – przedświąteczna jest podobno równie urocza jak ta letnia, pełna kwiatów.

Strasbourg – 1 dzień w stolicy Alzacji

Strasbourg to największe miasto Alzacji. Miasto, jak i cały region, znajdują się w pobliżu pogranicza niemiecko – szwajcarskiego stąd odnajdziemy tu wiele wpływów niemieckich, zwłaszcza w architekturze. I w kuchni 😉 Ale o tym w kolejnym wpisie.

Strasbourg to miasto, które wielu Europejczykom kojarzy się z Parlamentem Europejskim i Radą Europy. Obie te instytucje mają swoje siedziby właśnie w stolicy Alzacji.

Dzielnica „europejska” znajduje się w północnej części miasta. W odległości 15-minutowego spaceru od zabytkowego centrum. Jest bardzo zielona, spokojna i raczej rzadko uczęszczana, przynajmniej w sierpniu. Tuż obok instytucji europejskich znajduje się największy park miejski – Parc de l’Orangerie, który jest miejscem wypoczynku i relaksu mieszkańców oraz turystów.

Strasbourg – co zobaczyć?

Zabytkowe stare miasto od 1988 roku jest wpisane na listę UNESCO. W centrum znajduje się kilka placów, na czele z placem katedralnym, place de la Republique i placem Klebera. Między nimi znajduje się plątanina mniejszych i większych uliczek a perełką starego miasta jest la Petite France – dzielnica położona nad kanałami. Ale po kolei.

Katedra Notre Dame należy do najsłynniejszych zabytków Strasbourga. Wieżę gotyckiej budowli widać z każdego punktu miasta. Katedra jest naprawdę potężna, z zewnątrz robi niesamowite wrażenie. W środku – jak to katedra gotycka – jest surowo i dosyć skromnie. Wejście jest bezpłatne,  trzeba odstać swoje w kolejce, bo przed wejściem jest prowizoryczna kontrolna bezpieczeństwa. Można też wejść na platformę widokową – koszt 5 EUR.

La Petite France

Najbardziej urokliwe miejsce stolicy Alzacji. Charakterystyczne domki z XVI i XVII wieku położone wzdłuż kanałów, do tego mnóstwo kwiatów, restauracje pełne turystów. Tu kwitnie życie Strasbourga. Jest pięknie i uroczo, pewnie bym się Małą Francją zachwyciła gdybym wcześniej nie widziała Colmar i Eguisheim 😉

Strasbourg – dojazd

Nie ma bezpośrednich lotów z Polski do Strasbourga. Możemy lecieć z przesiadką w Paryżu lub Brukseli ale będzie to bardzo droga opcja. Najlepiej lecieć do Bazylei  (lotnisko BSL Basel Freiburg Mulhouse) i stamtąd dojechać pociągiem (ok. 25 EUR) lub flixbusem (od 7 EUR). Ja jechałam pociągiem z Colmar, bilet kupiłam kilka dni przed wyjazdem za 13 EUR. Alzackie pociągi są szybkie, punktualne, klimatyzowane, czyste. Zdecydowanie polecam tę opcję.

Strasbourg – czy warto?

Strasbourg to całkiem przyjemne miasto. Myślę, że gdybym odwróciła kolejność swojej podróży i najpierw zobaczyła Strasbourg, a dopiero potem Colmar i Eguisheim, to Strasbourg zrobiłby na mnie większe wrażenie. A tak – ładny i przyjemny ale to małe miasteczka są prawdziwymi  perłami Alzacji. Niemniej jeśli będziecie w okolicy to wstąpcie do Strasbourga, poświęćcie mu 1 dzień, nie pożałujecie.