Monserrat – wycieczka z Barcelony – informacje praktyczne + zwiedzanie

Barcelona jest piękna i oferuje tyle atrakcji, że bez problemu można by ją i miesiąc zwiedzać ale jeśli chcielibyście uciec od zgiełku miasta i zastanawiacie się co zobaczyć w okolicach Barcelony to odpowiedź jest jedna – Montserrat. Jest to niezwykła góra z sanktuarium Czarnej Madonny – patronki Katalonii. Ale dla Katalończyków to także symbol katalońskiego patriotyzmu. Właśnie tu w czasie dyktatury generała Franco, gdy używanie języka katalońskiego było zakazane, mieściła się siedziba opozycji, która drukowała teksty w języku katalońskim.

Montserrat – dojazd z Barcelony

Monserrat znajduje się ok. 50 km od Barcelony. Można dojechać tam wypożyczonym samochodem, autokarem ze zorganizowaną wycieczką lub transportem publicznym. Ja zdecydowałam się na tę ostatnią opcję. Z Barcelony do Montserrat najszybciej i najłatwiej dojedzie się pociągiem ze stacji Placa Espanya. Jest to pociąg R5 w kierunku Manresa, kursy są od 8.36 co godzinę. Na stacji Placa Espanya są specjalne automaty biletowe i specjalna budka gdzie można kupić bilet do Montserrat. Wszystko jest doskonale oznakowane. Pociągiem można jechać do Stacji Aeri Montserrat gdzie czeka nas przesiadka do wagonika kolejki linowej lub do stacji Monistrol Montserrat gdzie przesiadamy się w kolej szynową (Cremallera). Bilet na całą podróż można kupić na stacji w Barcelonie. Bilet łączony na pociąg + kolej kosztuje 21,5 EUR w 2 strony. Za bilety można płacić gotówką oraz kartą.

Kursy pociągów i kolejki są ze sobą zsynchronizowane tak, że przyjeżdżając pociągiem kolejkę będziecie mieli za 5 minut i odwrotnie – po zjechaniu z góry kolejką pociąg do Barcelony odjeżdża po 6 minutach. Sam dojazd zajmuje ok. 1,5 godziny. Nieco ponad godzinę jedzie pociąg z Barcelony do Monistrol, chwila na przesiadkę i 20-minutowa przejażdżka kolejką szynową. Wagoniki kolei linowej zabiorą Was na szczyt w 5 minut ale mają one zdecydowanie mniejszą przepustowość niż kolej szynowa więc czas dotarcia na górę niezależnie od środka transportu będzie bardzo zbliżony. Organizacja takiej wycieczki na własną rękę jest naprawdę bardzo prosta. Dodatkowo na każdej stacji są pracownicy mówiący po angielsku, którzy w razie potrzeby wszystko wytłumaczą czy pomogą w zakupie biletu.

Wybierając się do Montserrat pamiętajcie, że jedziecie w góry. Warto wziąć dobre buty i odpowiednie ubranie. Ja odwiedziłam Montserrat w listopadzie. W Barcelonie było 19 stopni a w górach 12. Powietrze było bardzo rześkie i mimo słońca trochę zmarzłam. Przy letnich upałach to oczywiście duży plus ale jeśli wybieracie się poza sezonem to pamiętajcie o odpowiednim ubiorze. Latem trzeba oczywiście pamiętać o tym, że to jest teren świątyni i należy mieć zakryte ramiona i kolana.

Po wyjściu z kolejki znajduje się informacja turystyczna. Można tam wypożyczyć audioprzewodniki po kompleksie oraz zakupić materiały dotyczące Montserrat. Jeśli liczycie, że dostaniecie za darmo chociażby mapkę to lepiej zacznijcie liczyć euraski 😉 Najtańszy przewodnik kosztował chyba 9,5 EUR. Na szczęście na terenie kompleksu są duże mapy turystyczne z oznaczeniem wszystkich atrakcji, punktów widokowych, restauracji, toalet itp.

Montserrat – historia

Nazwa pochodzi od słów mont, czyli góra i serrar, czyli piłować. Po polsku powiedzielibyśmy postrzępiona góra. Masyw ma ok. 10 km długości i 5 km szerokości. Cały obszar stanowi Parc Natural Muntanya de Montserrat i podlega ochronie.

Początki działalności klasztoru Montserrat nie są do końca znane. Pierwszy klasztor w tym miejscu powstał prawdopodobnie na początku XI wieku. Dopiero w XV wieku został przekształcony w opactwo. Na początku XIX wieku, w czasie wojny hiszpańsko-francuskiej, został zniszczony i opuszczony. Mnisi wrócili do Montserrat w 1844 roku i zaczęli odbudowę klasztoru.

A skąd ta Czarna Madonna w Montserrat? Historia sięga roku 880 gdy grupa pasterzy w pewien sobotni wieczór zobaczyła na niebie smugę światła, której towarzyszyła piękna melodia. Wizja powtórzyła się kolejnej soboty. Po czterech tygodniach pasterze zaprosili proboszcza pobliskiej parafii jako świadka zdarzenia. Gdy sytuacja znowu się powtórzyła do Monserrat przyjechał sam biskup. Podczas jego wizyty odkryto jaskinię, a w niej wizerunek Matki Boskiej. Biskup chciał go przenieść do Manresy ale figura okazała się na tyle ciężka, że było to niemożliwe. W związku z tym biskup uznał to za cud i znak i nakazał wybudowanie w tym miejscu kaplicy – Ermita de Santa Maria.

Sama figurka też nie jest przypadkowa – według legendy jej autorem miał być św. Łukasz, a w grocie na szczycie masywu schował ją sam św. Piotr. Posąg ukryto prawdopodobnie przed Maurami – ówczesnymi wrogami chrześcijaństwa.

Montserrat – zwiedzanie

Sanktuarium Czarnej Madonny i klasztor benedyktynów (mieszka ich tu ok. 80) położone są na wysokości 720 m. n. p. m.

Godziny otwarcia bazyliki (Basilica de Montserrat) to 7.30-20.00. Wejście jest bezpłatne, nie są potrzebne żadne bilety wstępu. Uwaga, między 10.30 a 12.00 bazylika jest niedostępna dla zwiedzających.

Do bazyliki wchodzi się przez elegancki dziedziniec wewnętrzny. Warto się tu na chwilę zatrzymać. Znajdują się tu liczne grobowce, m. in. Juana Aragońskiego – bratanka króla Ferdynanda, wicekróla Neapolu w latach 1507-1509, członka Wojskowego Zakonu Świętego Jana z Jerozolimy a także grobowiec admirała Marynarki Wojennej Bernata de Vilamari, który brał udział w bitwie morskiej i zdobyciu Trypolisu.

Następnie przechodzi się do portykowanego atrium, które ma chronić pielgrzymów przed słońcem i deszczem ale też ma oznaczać przejście między sferą profanum a sacrum. Na środku znajduje się rzeźba Anna. Umieszczono ją tu w 2018 roku. Wykonana jest ze stali nierdzewnej i ma wymiary 4 x 2,82 x 3,82 metra. Lokalizacja tego dzieła nie jest przypadkowa. Głowa dziewczynki z zamkniętymi oczami jest wykonana z siatki, dzięki czemu rzeźba jest przezroczysta, aby ukazać związek między wnętrzem a zewnętrzem.

Warto też spojrzeć pod nogi. Posadzka dziedzińca to wierna kopia magicznego kręgu Michała Anioła z rzymskiego Kapitolu. Na ciemnym tle, białe kamienie tworzą gwiazdę.

Wchodząc do bazyliki trzeba koniecznie zwrócić uwagę na fasadę z postaciami Chrystusa i 12 Apostołów. Pochodzi ona z 1901 roku.

Główną atrakcją bazyliki jest oczywiście drewniana, romańska rzeźba Czarnej Madonny (La Moreneta, Czarnulka). Umieszczona jest za ołtarzem. Madonna siedząca na tronie trzyma w lewej ręce dzieciątko Jezus, a w prawej kulę ziemską – symbol władzy nad całym światem. Pielgrzymi całują jej prawą dłoń. Żeby zobaczyć rzeźbę z bliska trzeba stanąć w kolejce po prawej stronie przed wejściem na dziedziniec bazyliki.

Z kolei po lewej stronie, przed wejściem do świątyni, znajduje się zaułek gdzie pielgrzymi zapalają kolorowe świece.

Przed samą bazyliką mieści się plac – Placa de Santa Maria. Po jego lewej stronie zachował się fragment pierwotnego klasztoru z krużgankami z 1476 roku. Przy krużgankach posadzono drzewa związane z kultem maryjnym: palmę – symbol piękna, cyprys – symbol ciszy i modlitwy, drzewo oliwne – symbol pokoju i płodności oraz drzewo laurowe – symbol honoru. 

Na terenie kompleksu można też zwiedzić muzeum – Museu de Montserrat. Zgromadzone zbiory obejmują kolekcję archeologiczną oraz dzieła malarstwa współczesnego. W jednym z klasztornych budynków mieści się też wystawa audiowizualna przedstawiająca życie codzienne mnichów oraz pokazująca nieznane zakątki klasztoru.

To co w Montserrat najpiękniejsze to punkty widokowe. Rozmieszczone są one wokół klasztoru i większości dobrze oznakowane oraz łatwo dostępne. Jeśli macie więcej czasu to można pospacerować (choć wypadałoby chyba raczej napisać zrobić sobie trekking) w inne zakątki masywu Montserrat. Góra oferuje mnóstwo ścieżek pieszych. Spacerując napotkacie liczne pustelnie – eremitoria. Eremici mieszkali obok kaplic w pustelniach, grotach lub niszach skalnych. 

Przy jednym z punktów widokowych znajdują się schody do nieba. Kiedyś można było na nie wchodzić i robić sobie zdjęcia ale jak widać nie było to zbyt mądre i bezpieczne więc dziś schody są zagrodzone siatką.

W okolicy placu przy wejściu na stację kolejki Cremallera znajduje się pomnik Abata Oliby, który w 1025 roku założył klasztor na górze Montserrat. Pomnik przedstawia opata siedzącego na tronie, a za jego plecami znajdują się dzwonnice klasztorów, których był opatem – Santa Maria de Ripoll i Sant Miguel de Cuixa.

Na terenie klasztoru są też dwie kolejki tzw. funicolary. Jedna prowadzi do szczytu Sant Joan, druga do Cami de la Santa Cova gdzie wg legendy znaleziono wizerunek Madonny. Ta druga podczas mojego pobytu była w remoncie i nie była dostępna dla turystów.

Przez Montserrat wiedzie też szlak św. Jakuba o czym informują znaki i tablice.

Na ile czasu zaplanować wizytę w Montserrat?

Wiadomo, że każdy ma inne oczekiwania i plany. Sam kompleks jest dość rozległy i jeśli chcecie pospacerować po punktach widokowych oraz odwiedzić bazylikę to wystarczą 2-3 godziny. Jeśli chcecie zobaczyć z bliska wizerunek Madonny to musicie się liczyć z długim oczekiwaniem w kolejce. Jeśli chcecie zrobić sobie trekking to w Monserrat można spędzić cały dzień, a nawet kilka dni. Na górze jest hotel, są restauracje i kawiarnie więc zaplecze jest przygotowane. Jak w każdym świętym miejscu – biznes przede wszystkim 😉

Montserrat – czy warto?

Mimo iż przed wyjazdem do Barcelony miałam w planach odwiedzenie Montserrat to po czterech bardzo intensywnych dniach w stolicy Katalonii nadszedł kryzys i poważnie się zastanawiałam czy sobie tego Montserrat nie odpuścić. Ostatecznie pokonałam lenistwo i wybrałam się w katalońskie góry. I nie żałuję. Montserrat nie jest ani trochę przereklamowane. Widoki są nieziemskie, sama podróż koleją szynową pnącą się w górę to wielka przyjemność. Zresztą patrząc na zdjęcia chyba nikt nie ma wątpliwości, że to przepiękne miejsce i warto wybrać się z Barcelony na jednodniową wycieczkę do Montserrat. Dołącz do 2 milionów osób, które każdego roku odwiedzają Montserrat!

la Gomera – atrakcje jednej z najmniejszych wysp Kanaryjskich

La Gomera – maleńka wyspa oddalona o zaledwie 30 km od Teneryfy. Z największej wyspy archipelagu wysp Kanaryjskich można dostać się na nią promem. Gomera jest popularnym celem jednodniowych wycieczek z Teneryfy, ja jednak nie lubię takich szybkich jednodniowych wypadów. Owszem, Gomera jest malutka i spokojnie można ją objechać w jeden dzień ale ja zdecydowałam się wybrać tam na tygodniowe wakacje.

Gomera często jest nazywana wyspą Kolumba ze względu na trzy wizyty odkrywcy Ameryki. Po raz pierwszy Kolumb dotarł na Gomerę w 1492 roku skąd 6 września wyruszył do Ameryki. Na pamiątkę tego jakże ważnego wydarzenia 6 września na wyspie organizowane są Fiestas Colombinas.

Valle Gran Rey

Dolina Wielkiego Króla Guanczów z jedną z najpiękniejszych plaż na wyspie. Tu znajdował się mój hotel, tu spędziłam najwięcej czasu dlatego od tego miejsca zacznę swoją opowieść o Gomerze.

Zanim dotarłam tam ja, dolinę wybrał na swoją siedzibę król Guanczów, najpotężniejszy z władców. Ale to nie jest tak, że ja sobie wybrałam to miejsce, bo miałam z czego wybierać. Turystyka na Gomerze nie jest tak rozwinięta jak na sąsiedniej Teneryfie czy pozostałych dużych wyspach archipelagu (chciałoby się krzyknąć na szczęście!), wszelkie hotele, apartamenty i atrakcje turystyczne znajdują się właśnie w tym rejonie, a dokładnie w jednej z nadmorskich miejscowości położonych w dolinie – la Calera, la Paya, la Puntilla, Las Vueltas i Borbalan.

Jedyną, niepowtarzalną i największą atrakcją doliny są nieziemskie widoki. Najlepiej podziwiać dolinę z góry. Do wyboru mamy kilka punktów – Mirador del Santo, Mirador del Palmajero i Mirador Cesar Manrique. Ten ostatni z pewnością nasunie skojarzenia z Lanzarote i słusznie. Ten punkt widokowy to ostatnie dzieło artysty, z którego podobno on sam był najbardziej zadowolony i uznał go za swoje najlepsze dzieło.

W dolinie znajduje się kilka piaszczystych (czarnych) plaż – Playa de la Calera i Playa de La Puntilla uchodzą za najlepsze na wyspie. Atlantyk bywa wzburzony więc trzeba uważać jeśli chce się kąpać w oceanie. Wyjątkiem jest mała zatoczka z plażą Charco del Conde zwana baby beach – tu praktycznie nie ma fal (jednak Podsiadło miał rację :D).

Park Narodowy Garajonay

Las wawrzynowo-cedrowy wpisany na listę UNESCO to bez wątpienia największa atrakcja Gomery. Ja dotarłam na wyspę późno wieczorem, przejazd taksówką do hotelu trwał ponad 1,5 godziny. Droga prowadziła właśnie przez ten las. Innego wyboru zresztą nie ma, na wyspie jest aż jedna droga. Droga to jednak za dużo powiedziane – to jest plątanina zakrętów. Mój kierowca nie mówił po angielsku, ja nie mówię po hiszpańsku ale podczas tego przejazdu nauczyłam się jednego słowa, którego nie zapomnę do końca życia. La Curva – zakręt. Tylu zakrętów nie pokonałam przez całe swoje życie a noc i otoczenie lasu wawrzynowego spowodowało, że czułam się jakbym była bohaterką horroru klasy B. Nie przesadzam, to była zdecydowanie najgorsza podróż mojego życia. Nigdy wcześniej i nigdy później nie miałam choroby lokomocyjnej ale na Gomerze nawet mnie ścięło z nóg. Pierwsze spotkanie z największą atrakcją wyspy przebiegło więc w nieco dramatycznych okolicznościach ale nie mogłam sobie odpuścić wizyty w tym lesie. Za dnia wygląda wręcz baśniowo, nie ma w nim nic strasznego. Pamiętajcie tylko, że w lesie jest sporo chłodniej niż w pozostałych częściach wyspy więc zakryte buty i bluza obowiązkowo.

Park zajmuje ponad 10% obszaru wyspy i słynie z największego na świecie lasu wawrzynowego – laurasilva. Ta formacja w trzeciorzędzie pokrywała niemal całą Europę. Wraz z nadejściem epoki lodowcowej lasy zanikły. Przetrwały właśnie na Gomerze dzięki odpowiednim warunkom klimatycznym – umiarkowanej temperaturze, obfitym opadom i dużej wilgotności powietrza.

Park Narodowy założono w tym miejscu w 1981 roku, a już w 1986 wpisano go na listę UNESCO.

W obrębie parku znajduje się mnóstwo szlaków pieszych o różnym stopniu trudności. Każdy znajdzie coś dla siebie, warto to zrobić!

Na terenie parku także znajduje się sporo punktów widokowych. Z Mirador del Rejo widać Hermiguę, z Mirador del Bailadero trzy wielkie skały wulkaniczne a z Mirador Cumbre de Tajaque rozciąga się panorama wulkanicznych kalder Benchijuga. Co jeden widok to piękniejszy.

Na północnych obrzeżach parku, w lesie, biją zaczarowane źródła Chorros de Epina. Według legendy ten kto się z nich napije, spotka miłość swojego życia.

Agulo

Wioska białych domów skąd rozpościera się piękny widok na sąsiednią Teneryfę z górującym nad nią wulkanem Teide. Położone bardzo malowniczo (mam wrażenie, że będę to pisać o każdym miejscu na Gomerze), zabudowane typowymi kanaryjskimi domkami.

Będąc w Agulo trzeba koniecznie pojechać na punkt widokowy Mirador Abrante. Stamtąd najlepiej podziwiać znajdujące się w dole wybrzeże Gomery i wyłaniającą się naprzeciwko Teneryfę z jej wulkanem.

Hermigua

Żyzna zielona dolina będąca zagłębiem winnic (tak, na Gomerze robi się świetne wino!) oraz upraw bananowców. Widoki są po prostu nieziemskie, na szczęście po drodze nie brakuje punktów widokowych gdzie można się zatrzymać i podziwiać te piękne krajobrazy.

Dolina Vallehermoso

Kolejne miejsce jakby żywcem wyjęte z pocztówek. Strome zielone stoki obsadzone palmami i bananowcami poprzetykane białymi kanaryjskimi domkami. Nazwa oznacza dosłownie Piękną Dolinę. Nie jest ani trochę przesadzona.

San Sebastian de la Gomera

Na koniec stolica wyspy. Zaledwie 6,5-tysięczne miasteczko z dwoma placami – Plaza de Americas i Plaza de la Constitucion. Przez miasteczko prowadzi deptak Calle Real otoczony kamienicami w typowo kanaryjskim stylu. Przy deptaku znajduje się także Casa-Museo Colon – dom, w którym miał nocować Kolumb podczas swojego pobytu na wyspie. Nieco dalej mamy Iglesia de la Asuncion – kościół, w którym Kolumb miał się modlić przed wyprawą do Ameryki. Malutkie ale bardzo urokliwe miasteczko zafiksowane na punkcie Kolumba.

Gomera – ciekawostki

Pewnie sporo z Was słyszało o El silbo Gomero – języku gwizdów charakterystycznego dla tej właśnie wyspy. Brzmi jak śpiew ptaków (naprawdę!) a służy mieszkańcom do porozumiewania się na dużych odległościach. Gwizdy słychać podobno na dystansie 10 kilometrów! Tradycja języka gwizdów pochodzi z czasów przedhiszpańskich. Zesłani na wyspę członkowie plemion północnoafrykańskich porozumiewali się gwizdami, ponieważ Rzymianie obcinali im języki i gwizdy była dla nich jedyną możliwością kontaktu między sobą. Tradycja silbo jest kultywowana do dziś, od 2001 roku naucza się go w szkole a język jest wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Gomera jest miejscem rozgrywania się najsłynniejszego kanaryjskiego romansu. Jej bohaterami są gomerska księżniczka Gara i młodzieniec z Teneryfy – Jonay. Chłopak wiedziony ciekawością postanowił przepłynąć wpław z Teneryfy na Gomerę. Księżniczka znalazła go wycieńczonego na brzegu, a po kilku dniach młodzi zakochali się w sobie. Nie spodobało się to ojcu dziewczyny i postanowił wygnać chłopaka z wyspy. Kochankowie postanowili ukryć się w górach i pod osłoną nocy dotarli na najwyższy szczyt wyspy. Tam gałąź przebiła serca obojga kochanków łącząc ich ze sobą na zawsze a najwyższy szczyt wyspy nazwano od ich imion Garajonay.

Czy warto spędzić na Gomerze aż tydzień?

Jak już wspominałam wyspa jest naprawdę malutka i da się zaliczyć jej główne punkty w jeden dzień tylko po co? Będąc na wyspie dłużej można ją poczuć i posmakować, można spokojnie skorzystać z uroków natury, można robić sobie trekkingi po parku (tras starczyłoby na miesiąc, nie tylko na tydzień, szlaków jest 650km!), można zwiedzać doliny. Do tego można codziennie jeść świeżo zerwane banany i mango popijając je gomerskim winem.

Kontakt z mieszkańcami jest utrudniony jeśli nie mówicie po hiszpańsku. Po angielsku mówią właściwie tylko pracownicy hoteli i niektórzy młodsi mieszkańcy wyspy (choć operują raczej podstawowymi zwrotami). Prędzej dogadacie się… po niemiecku. Na Gomerze, tak jak i na innych hiszpańskim wyspach (nie tylko Kanaryjskich) dominują turyści z Niemiec i lokalesi wolą się uczyć niemieckiego niż angielskiego.

Gomera to nie jest wyspa dla wszystkich. Jest tu cicho, spokojnie, hoteliki są malutkie, nie ma wielkich molochów oferujących wakacje all-inclusive. Nie ma dyskotek, promenad z milionem suwenirów i naganiaczy w restauracjach. Dla mnie to ogromny plus ale wiem, że są osoby, dla których takie wakacje byłby najgorszymi wakacjami w życiu 😀