Kaliningrad – co warto zobaczyć w mieście rosyjskiej duszy o europejskiej twarzy?

Obwód kaliningradzki to najmniejszy rosyjski podmiot administracyjny. Zabytki w Kaliningradzie często bardziej przywodzą na myśl Niemcy niż Rosję.

Miasto zostało założone w 1255 roku przez krzyżaków jako gród obronny – Konigsberg (Królewiec). W czasie wojny trzynastoletniej przeniesiono tu siedzibę wiekiego mistrza z Malborka. Niestety II wojna światowa spowodowała zniszczenia niemal 90% zabudowy miasta, łącznie z zamkiem i katedrą. Współczesna nazwa miasta – Kaliningrad – funkcjonuje od 1946 roku.

Na terenie obwodu kaliningradzkiego wydobywa się 90% światowych zasobów bursztynu zwanego tu bałtyckim złotem. We wpisie o informacjach praktycznych podróży do Kaliningradu pisałam, że bursztyny to najlepsza i najpiękniejsza pamiątka z tego regionu Rosji.

Plac Pobiedy – Plac Zwycięstwa

Zwiedzanie Kaliningradu najlepiej zacząć od centralnego placu miasta. Dawniej nazywany był Hansaplatz. Na środku znajduje się kolumna wzniesiona z okazji 750-lecia miasta. Przy placu znajduje się centrum informacji turystycznej gdzie można dostać mapki i sporą dawkę informacji po mieście. Niektóre foldery są dostępne także w języku polskim.

Cerkiew Chrystusa Zbawiciela pod wezwaniem Narodzenia Pańskiego

Przy placu znajduje się główna świątynia w Kaliningradzie – sobór katedralny Chrystusa Zbawiciela. Może on pomieścić 3 tysiące wiernych. Budynek ma wysokość 73 metry, a jego skrzące się w słońcu złote kopuły widać już z daleka.

Cerkiew jest jedną z najmłodszych atrakcji Kaliningradu – otwarto ją w 2006 roku, w obecności samego Władimira Putina.

Obok znajduje się tzw. mały sobór, którego wygląd nawiązuje do tradycyjnej ludowej architektury rosyjskiej. Wzniesiono go w 1996 roku, tuż po wmurowaniu kamienia węgielnego pod budowę właściwego soboru. W założeniu miał być budowlą tymczasową ale pozostał na placu po dzień dzisiejszy.

Nie jestem osobą wierzącą ale bardzo lubię zwiedzać wszelkiego rodzaju cerkwie i świątynie kościoła wschodniego. Absolutnym numerem jeden są dla mnie świątynie ormiańskie – w Armenii mogłabym chodzić od jednego kościoła do drugiego. Jeśli zwiedzacie Lwów to koniecznie zajrzyjcie do ukrytej niedaleko rynku katedry ormiańskiej. Ale wracając do tematu – prawosławne cerkwie są moim numerem 2 jeśli chodzi i architekturę sakralną – mają w sobie jakiś niebywały urok mimo obezwładniającego przepychu i oślepiającego złota. Raczej wolę mniejsze świątynie ale sobór jest przepiękny i koniecznie trzeba go zwiedzić w Kaliningradzie. Wstęp jest bezpłatny, trzeba pamiętać o odpowiednim ubiorze.

Urząd Miasta Kaliningrad

Z jednej strony plac Pobiedy zamyka budynek z 1923 roku odnowiony w roku 1970. Pełni kilka funkcji – mieści się tu ratusz i siedziba rady miasta, a na parterze działają restauracje (w tym polecana mi przez wiele osób knajpa z kuchnią włoską – nie byłam ale jeśli byście mieli ochotę na pizzę lub pastę w Kaliningradzie to podobno tu serwują najlepsze).

Niedaleko placu Pobiedy warto skręcić w uliczkę Marshala Rokossovskogo – na ścianie jednego z bloków czeka tam wyjątkowa i nietypowa atrakcja Kaliningradu – skrzynki pocztowe.

Idąc nieco dalej w stronę ulicy Generala Sommera zobaczycie prawdziwe kaliningradzkie blokowiska (architektura z gatunku upiornej) i … czołg T-34. Kto chciałby mieć taki widok ze swojego okna? 😉

Konigsgarten

Idąc cały czas prosto po około 200 metrach dociera się do kaliningradzkiego uniwersytetu i sąsiadującego z nim parku – Konigsgarten. W parku znajduje się pomnik Immanuela Kanta oraz muzeum Bunkier.

Bunker Museum

Muzeum jak sama nazwa wskazuje znajduje się w dawnym bunkrze, który był siedzibą niemieckiej władzy. Wystawa w muzeum otwartym w 1967 roku koncentruje się na tym jak II wojna światowa ukształtowała Kaliningrad.

Nabrzeże Aleksandra Marinesko

Idąc dalej prostu dociera się do nabrzeża Aleksandra Marinesko. Tam znajduje się kilka ciekawych pomników, m. in. pomnik pamięci pilotów pułku lotniczego Normandie-Neman.

Po drugiej stronie mostu (Muzeynyy Most) znajduje się pomnik Aleksandra Marinesko – jeden z najbardziej kontrowersyjnych pomników w Kaliningradzie. Pomnik jest hołdem dla dowódcy okrętu podwodnego, który w styczniu 1945 roku zatopił nazistowskiego liniowca MV Wilhelma Gustloffa. Zatopienie Gustloffa jest największą katastrofą morską w historii, w której zginęło ok. 9 tysięcy osób. Sam Marinesko uznawany jest za bohatera narodowego jednak po wojnie został zdegradowany i odsunięty od służby, następnie zrehabilitowany. Postać do dziś budzi kontrowersje.

Skręcając w prawo można dojść do parku Marinesko gdzie mieści się Zegar Światowy pokazujący jaka jest obecnie godzina w różnych zakątkach świata.

Tsentralnyy Rynok – rynek centralny

Jeśli z placu Pobiedy pójdziecie prosto to po kilku minutach dotrzecie do jednego z najwspanialszych miejsc w Kaliningradzie. Rynek centralny, central market, tsentralnyy rynok – te wszystkie określenia dotyczą jednego i tego samego miejsca, najprawdziwszego rynku z przekupkami, starymi wagami (na odważniki, żadnej elektroniki) i najlepszymi winogronami jakie jadłam w życiu (w Rosji – kto by pomyślał). Ponieważ mój hotel znajdował się jakieś 400 metrów od tego rynku to bywałam na nim 2 razy dziennie, codziennie, przez cały mój pobyt w Kaliningradzie.

To co mnie kręciło najbardziej to oczywiście warzywa i owoce ale na rynku można też kupić mięso, ryby, weki, kawę, herbatę (także z Kaukazu!), ubrania, bursztyny, pamiątki (najtańsze w całym mieście). Mydło i powidło. A to wszystko w klimacie wczesnych lat 90-tych. Podróż w czasie. Magiczna, cudowna i pyszna. Rynek to jedno z niewielu miejsc w Kaliningradzie gdzie można płacić wyłącznie gotówką!

Jezioro

Idąc dalej prostu wzdłuż ulicy Chernyakhovskogo dociera się w końcu do jeziorka (na mapie występuje jako Upper Pond). Z ulicy trzeba skręcić w lewo przy hotelu Merkury. Dawniej nazywano je Oberteich. Stworzone zostało przez krzyżaków pod koniec XIII wieku jako stały obszar połowowy.

Dziś to jedno z najprzyjemniejszych miejsc na spacer w Kaliningradzie. Na pewno jeszcze piękniejsze wiosną i latem (w listopadzie jednak było ziiiimno). Wokół jeziora biegnie ścieżka dla pieszych i rowerzystów, jest dużo zieleni i małej architektury. No i jest pomost, z którego można oglądać najbardziej spektakularny zachód słońca w całym Kaliningradzie.

Bardzo blisko jeziora znajduje się Bashnya Vrangelya (baszta Wrangel). Częściowo zanurzona jest w wodzie i należy do miejskich fortyfikacji. 26 baszt, 8 bastionów i 8 bram miejskich wzniesiono podczas wojen szwedzkich (1626 – 1648). Baszta jest już zniszczona i niedostępna dla zwiedzających.

Muzeum Bursztynu

Jedyne w Rosji muzeum bursztynu znajduje się właśnie w Kaliningradzie. Mieści się w baszcie Dohnaturm (Dohnatower), która jest kolejną częścią fortyfikacji miejskich.

Muzeum otwarto w 1970 roku. W 28 (!) salach można podziwiać ponad 6 tysięcy eksponatów. W większości są to niestety kopie, bo Niemcy pod koniec wojny wywieźli oryginalne bursztynowe skarby. W jednej z sal znajdują się zdjęcia prób rekonstrukcji Bursztynowej Komnaty. Bilet wstępu kosztuje 700 rubli.

Dookoła baszty znajdują się liczne budki sprzedające wyroby z bursztynu – to dobre miejsce na zakup bursztynowych pamiątek z Kaliningradu.

Wchodząc na teren baszty warto zwrócić uwagę na małą rzeźbę – to babcia z homlinowej rodziny. Homliny to małe stworki, które powoli opanowują Kaliningrad niczym krasnale Wrocław. Oczywiście w dużo mniejszej skali, bo homliny są póki co w Królewcu tylko 3 ale w planach są kolejne. Maleńkie i urocze, nie zapomnijcie zrobić sobie z nimi zdjęcia!

Obok muzeum znajduje się brama Rosgarteńska. Warto zwrócić uwagę na portal zdobionymi wizerunkami pruskich strategów z okresu wojen napoleońskich. W bramie mieści się restauracja.

Katedra Aleksandra Newskiego

Tymczasem ruszamy na dalsze zwiedzanie Kaliningradu. Z Muzeum Bursztynu już bardzo blisko do cerkwi Aleksandra Newskiego, którą warto zobaczyć. Po raz kolejny jest klimatycznie i pięknie mimo złota i przepychu. Szczerze mówiąc to wnętrze podobało mi się bardziej niż wnętrze cerkwi z placu Pobiedy.

Naprzeciwko katedry znajduje się niewielkie wzgórze, a na nim ogromna podkowa. Na szczęście 😉

Z katedry warto przejść ulicą Litovskiy Val (wzdłuż parku Grolman) do kolejnego z elementów miejskich fortyfikacji – bastionu Grolman i dalej do Bramy Królewskiej (Konigstor).

Brama Królewska

Brama Królewska jako jedna z nielicznych przetrwała nienaruszona II wojnę światową ale później popadła w ruinę. Odnowiono ją w 2005 roku, z okazji 750-lecia Kaliningradu. Uchodzi za najpiękniejszą ze wszystkich bram. Fasadę zdobią rzeźby Ottokara II, Friedricha I i księcia Albrechta. W środku znajduje się oddział Muzeum Oceanu Światowego.

Leninskiy prospekt

Kolejny dzień spaceru po Kaliningradzie warto zacząć od ulicy Lenina, która łączy plac Pobiedy z dworcem Yuzhnyy vokzal.

Spacer najlepiej zacząć w Parku Pamięci z pomnikiem Matki Rosji.

Idąc dalej warto zwrócić uwagę na piękne odnowione kamienice, w których mieszczą się sklepy i restauracje.

Warto przystanąć na chwilę w okolicach centrum handlowego Kaliningrad Plaza. Nie na zakupy, bez stresu 😉 Mieszczą się tu dwa zabawne pomniki – jeden z nich upamiętnia… przeglądarkę Internet Explorer 😉

Naprzeciwko znajdują się pozostałości zamku w Kaliningradzie – Konigsberg Castle, a za nimi okropna bryła budynku zwanego Dom Sowietów. Dom Sowietów miał być przykładem siły ZSRR tymczasem budynek nigdy nie został oddany do użytku. Do dziś ponad 20-piętrowa konstrukcja straszy mieszkańców i turystów.

Zamek krzyżacki w Kaliningradzie powstał w 1255 roku z inicjatywy króla Czeskiego Ottocara II. Zamek uległ zniszczeniu podczas II wojny światowej, a w 1968 roku został do reszty rozebrany. Dziś trzeba mieć mocno rozwiniętą wyobraźnię, żeby w tych kamieniach zobaczyć zamek 😉

Spode centrum handlowego do zamku i Domu Sowietów można dostać się przejściem podziemnym pełnym futbolowych murali – to oczywiście pozostałość po Mistrzostwach Świata – Kaliningrad był jedną z aren mundialu 2018.

Gdybyście obeszli Dom Sowietów z drugiej strony, to od strony rzeki znajdują się za nim dwa ciekawe (i duże!) pomniki – pomnik torpedowca z 2012 roku i pomnik Marynarzy Bałtyckich.

Dawna giełda

Po zobaczeniu zamku przechodzimy przez rzekę Pregołę. Na jej lewym znajduje się budynek dawnej giełdy wzniesiony w stylu florenckiego renesansu. Na przełomie XIX i XX wieku budynek służył jako centrum skupu i sprzedaży zboża. Częściowo spłonął podczas wojny, odtworzono go w latach 70-tych.

Idąc cały czas prospektem Lenina dochodzimy do placu, na którym stoi Dom Sztuki (Dom iskusstv), a przed nim ogromny pomnik Lenina.

Dworzec Yuzhnyy vokzal

I ostatnia prosta, która prowadzi do dworca kolejowego. Budynek dworca to jeden z niewielu zachowanych budynków przedwojennych. Wychodzących z dworca pozdrawia towarzysz Kalinin. Za nim znajduje się mała cerkiew.

Brama Brandeburska

Będąc w tej okolicy warto skręcić odrobinę w prawo i zobaczyć Bramę Brandeburg – kolejną część miejskich fortyfikacji Kaliningradu. Nie robi takiego wrażenia jak pozostałe, bo jest wkomponowana w ruchliwą ulicę.

Brama Frydlandzka

Co jeszcze warto zwiedzić w Kaliningradzie? Idąc w przeciwną stronę z dworca można dotrzeć do Bramy Frydlandzkiej. Zbudowana została w stylu neogotyckim, w końcowym etapie budowy drugiego wału obronnego miasta. Pod koniec lat 80-tych przekształcono ją w muzeum prezentujące miasto z przełomu XIX i XX wieku.

Brama znajduje się na terenie rozległego Parku Południowego. Ze względu na pogodę nie spędziłam tam dużo czasu ale jeśli będziecie w Kaliningradzie wiosną, latem lub ciepłą jesienią to warto zostać tam na dłużej – w parku mieszczą się kolejne części miejskich fortyfikacji Kaliningradu oraz miniatury słynnych rosyjskich budowli.

Po drugiej stronie prospektu Kalinina, naprzeciwko parku, znajduje się pomnik przyjaźni polsko-sowieckiej z 1977 roku oraz pomnik ofiar radzieckich szturmu na Kaliningrad.

Idąc cały czas prosto za pomnik przyjaźni dociera się do Kościoła św. Rodziny, w którym mieści się… filharmonia kaliningradzka.

Muzeum Oceanu Światowego

Wracamy z powrotem z dworca na plac Pobiedy. Pierwsze miejsce, które warto zwiedzić po drodze to Muzeum Oceanu Światowego. Utworzono je w 1990 roku na historycznym niemieckim okręcie Mars. Przez 30 lat pływał on pod sowiecką banderą jako Witeź i służył do podmorskich badań.

Muzeum przedstawia życie morskiej flory i fauny, a także mieści oceanarium. Jeśli mam być szczera to samo muzeum mnie nie porwało i moim zdaniem niekoniecznie trzeba wydawać 300 rubli, żeby je zobaczyć natomiast absolutnie warto przejść się nabrzeżem Pregoły gdzie cały ogromny teren zagospodarowano jako takie muzeum na świeżym powietrzu. Jest tu mnóstwo statków (większość z nich za opłatą można zwiedzać), samoloty, przeróżne rzeźby i ciekawe miejsca. Warto poświęcić przynamniej godzinę na spacer w tym miejscu.

Znajduje się tu też część poświęcona astronomii.

Uwaga – tu znajduje się drugi z homlinów – dzidzia homlin. Szukajcie uważnie!

Park Zwycięstwa

Z nabrzeża można wrócić do ulicy Lenina i przejść na drugą stronę rzeki na wyspę Kanta albo pójść dalej prosto w stronę parku Zwycięstwa. Park otwarto w 2000 roku. Jest to ogromny zielony teren gdzie wiosną i latem zapewne miło się spędza czas. Jesienią aż tak super nie było 😉 Ale w parku znajdują się warte zainteresowania zabytki Kaliningradu – Brama Ausfahl, kaplica św. Jerzego, Brama Kolejowa, a także liczne pomniki. Najważniejszy z nich to pomnik Pamięci Wojennej będący tak naprawdę masową mogiłą żołnierzy Armii Czerwonej.

Ponadto znajduje się tu pomnik 1200 Gwardzistów z płonącym przed nim wiecznym ogniem.

Niedaleko znajduje się pomnik I wojny Światowej (Kaliningrad to jedyne rosyjskie miasto, w którym toczyły się działania I wojny światowej) i Bastion Astronomiczny. Jego nazwa pochodzi od bliskiego sąsiedztwa obserwatorium zlokalizowanego na wzgórzu.

Spacerując dalej Gvardeysiyim prospektem przeróżnych pomników miniecie co najmniej kilkanaście. O tak, Rosjanie lubują się w tego typu memoriałach.

Katedra św. Wojciecha i Najświętszej Marii Panny

Wracamy na drugą część miasta. Katedra to największa atrakcja Kaliningradu. Jej budowę rozpoczęto w 1333 roku.

W roku 1804 został w niej pochowany najsłynniejszy mieszkaniec miasta – Immanuel Kant. Na zewnątrz katedry znajduje się jego symboliczny pomnik wzniesiony w 1924 roku, w dwusetną rocznicę urodzin filozofa. Dziś świeżo poślubieni w katedrze małżonkowie składają na pomniku kwiaty. Jeden z największych filozofów urodził się, mieszkał i zmarł w Kaliningradzie, studiował na tutejszym uniwersytecie i był jego profesorem. Grób Kanta nie został zniszczony odczas wojny co jest w mieście uznawane za cud.

W świątyni koronowano wielu pruskich władców. Obecnie w katedrze mieszczą się dwie kaplice – ewangelicka i prawosławna. W katedralnej wieży mieści się muzeum Kanta, a w miejscu nawy głównej utworzono salę koncertową, w której odbywają się codziennie o 14 koncert organowe.

Przed katedrą mieści się pomnik Albrechta Hohenzollerna – pierwszego księcia Prus i mistrza zakonu krzyżackiego. Był założycielem uniwersytetu w Koenigsbergu. Na jego cześć uniwersytet nazywa się Albertiną. Pomnik stoi w miejscu gdzie mieścił się pierwszy budynek uniwersytetu. Ciało mistrza jest pochowane w katedrze.

Kaliningradzką katedrę często nazywa się po prostu katedrą na Knipawie. Na terenie wokół katedry odbywają się wszystkie imprezy masowe w Kalinigradzie. W 1984 roku utworzono tam Park Rzeźb (Park skulptury). Spacerując między drzewami można podziwiać podobizny Gagarina, Mickiewicza czy po prostu portret kapitana albo… panterę. Pomieszanie z poplątaniem. To co w Rosji kocham najbardziej 😉

Wioska Rybacka

Z wyspy Kanta najlepiej dostać się na drugą stronę lądu Miodowym Mostem. Mostu strzeże dziadzia homlin (mamy już odnalezione wszystkie trzy), a prowadzi on do wioski rybackiej – Rybnaya Derevnya.

Wbrew nazwie nie jest to wioska ale nowoczesny kompleks etnograficzno-rzemieślniczy z budynkami w niemieckim stylu historycznym. To kolejna dosyć nowa atrakcja turystyczna Kaliningradu – wioska powstała w 2006 roku. Nazwa wzięła się stąd, że znajduje się na terenie byłej niemieckiej osady rybackiej.

Znajdują się tu ciekawe (i oblegane przez turystów!) pomniki, hotele i restauracje.

Atrakcją tej części Kaliningradu jest latarnia morska (Mayak) – wstęp kosztuje 100 rubli i obejmuje zwiedzanie małego muzeum szkła oraz oczywiście mieszczący się na jej szczycie punkt widokowy. A na punkcie koniecznie trzeba odnaleźć (nie jest to trudne ale w razie czego są drogowskazy) rzeźbę kaczki z jajkiem.

W sezonie letnim można się stąd wybrać w rejs łódką po rzece. Zimą z kolei można się tu napić grzańca 😉 Bardzo przyjemne miejsce – warto zobaczyć w Kaliningradzie!

Po drugiej stronie ulicy znajduje się okazała synagoga – świetnie ją widać ze szczytu latarni morskiej. Dziś jest jedyną funkcjonującą synagogą w mieście i mam wrażenie, że najpilniej strzeżonym miejscem w Kaliningradzie.

Sackheim brama

Ponieważ fortyfikacje uchodzą za największą atrakcję turystyczną Kaliningradu (czy słusznie to bym polemizowała…) to warto wspomnieć o jeszcze jednej z zachowanych bram miasta – bramie Sackheim. W środku znajduje się dziś centrum sztuki współczesnej.

Prospekt Mira

I na koniec pomysł na jeszcze jeden spacer po Kaliningradzie. To zdecydowanie miejsca najmniej popularne wśród turystów, jeśli wybieracie się do Kaliningradu na jeden dzień lub dwa dni to nie ma szans, że zdążycie tu dotrzeć ale jeśli tak jak ja spędzacie w Królewcu trochę więcej czasu to zdecydowanie warto sobie taki spacer zrobić.

Pierwsze miejsce, które warto zobaczyć to politechnika. Mieści się w dawnym budynku będącym siedzibą administracji i sądu Kognisbergu.

Przed uniwersytetem znajduje się pomnik walczących żubrów. Rzeźba powstała w 1912 roku i od razu stała się jednym z symboli miasta. Mieszkańcy nazywają żubry Prokuratorem i Adwokatem ze względu na to, że w budynku za ich plecami mieścił się sąd.

Nieco dalej znajduje się Pomnik Piotra Wielkiego, a za nim Budynek Sztabu Floty Bałtyckiej. Zbudowano go za czasów pierwszej wojny światowej jako siedzibę poczty.

Nieco dalej pojawia się piękny budynek teatru dramatycznego, a naprzeciwko pomnik Schillera. Rzeźba z 1910 roku odegrała ważną rolę w historii miasta. Wg legendy, podczas ataku na miasto nieznany rosyjski żołnierz napisał na pomniku: Nie strzelać, to proletariacki poeta. I pomnik pozostał nienaruszony. Za plecami Schillera znajduje się budynek biblioteki.

Idąc dalej mijamy stadion Bałtiki Kaliningrad, a nieco dalej po drugiej stronie zoo. Pewnie nieodłączny element zwiedzania Kaliningradu z dziećmi. Zoo powstało w 1896 roku, w 1945 roku został niemal doszczętnie zniszczone. Ocalała tylko czwórka zwierząt: daniel, borsuk, osioł i hipopotam. Ten ostatni, o imieniu Gans, został ranny ale dzięki zaangażowaniu weterynarzy przeżył i od tamtej pory jest symbolem i maskotką zoo w Kaliningradzie.

Po drugiej stronie stoi Hotel Moskwa wybudowany dla towarzystwa ubezpieczeniowego przed II wojną światową, a nieopodal Kino Zarin – jeden z niewielu ocalałych budynków z czasów przedwojennych.

Następnie pojawia się pomnik, który trudno przegapić. Rzeźba z 1980 roku upamiętniający kosmonautów pochodzących z Kaliningradu – Leonova, Patsaeva i Romanenko. Do tego kosmiczne murale!

Park Centralny – Tsentralnyy Park

Następnie warto skręcić do parku Centralnego (jesteśmy cały czas w Kaliningradzie, nie w Nowym Jorku). To kolejne miejsce, które jest zapewne dużo przyjemniejsze w cieplejszych porach roku ale nawet w listopadzie było tam kolorowo i bajkowo. Są pięknie pomalowane ławeczki, ciekawe pomniki (np. pomnik Brat i Siostra) a także budynek Teatru Lalek.

Teatr Lalek mieści się w budynku dawnego kościoła królowej Luizy z przełomu XIX i XX wieku.

W parku znajduje się też wesołe miasteczko i pomnik aktora i piosenkarza Vladimira Vysotsky’ego. Są też liczne kawiarnie i restauracje.

Z parku wyszłam drugą stroną – na ulicę Dmitriya Donskogo. Prowadzi ona do Placu Litewskiego i kaplicy św. Adalberta. Kaplica to neogotycka budowla z 1904 roku powstała dla katolickiej społeczności miasta. Częściowo odnowiono ją po II wojnie światowej, podczas mojego pobytu znów była w remoncie. Na znajdującym się naprzeciwko kaplicy placu Litewskim stoi pomnik Ludwiga Rheda nazywanego litewskim Łomonosovem.

Nieco dalej znajduje znajduje się plac Białoruski, który jest już w dzielnicy Amanlieu.

Amanlieu

Miejsce poza turystycznym szlakiem Kaliningradu. Była to dzielnica Koenigsberga gdzie mieszkali zamożni. Do dziś można tu zobaczyć mnóstwo niezniszczonych niemieckich willi. To jedyna całkowicie ocalała podczas wojny dzielnica miasta. Rozciąga się między ulicami Kutuzovą, aleją Kasztanową i ulicą Marksa.

Poza pięknymi rezydencjami warto tu zobaczyć okazałą siedzibę Teatru Muzycznego, za którym rozciąga się kolejny kaliningradzki park – park Duglas.

Następnie można dojść do stawu Poplavok (między teatrem a stawem znajduje się polski konsulat), a nieco dalej kolejna cerkiew zakończona złotą kopułą.

Wracając prospektem Mira można skręcić na skwer Chopina z popiersiem pianisty.

Kaliningrad – czy warto?

Jak widzicie w Kaliningradzie jest ogrom miejsc, które można zobaczyć i zwiedzić. Są piękne parki, przyjemne miejsca na spacer, ciekawe muzea i cudowny targ. Do tego niskie ceny, przyjaźni ludzie i genialne jedzenie. Oczywiście, że warto się wybrać do Kaliningradu. Już nie mogę się doczekać kiedy tam wrócę!

Kulinarny Kaliningrad – gdzie zjeść w Kaliningradzie?

No cóż… Planując jakikolwiek wyjazd zaczynam od poszukiwań co zjeść, potem gdzie zjeść a dopiero w dalszej kolejności co zobaczyć i co zwiedzić 😉 W przypadku Kaliningradu nie było inaczej. Ale muszę przyznać, że to co mnie w tym mieście spotkało kulinarnie to… jeden nieustający foodgasm. W Petersburgu było pysznie, w Moskwie było smacznie ale Kaliningrad… Kaliningrad to jest miasto stworzone do turystyki jedzeniowej. Już po pierwszym dniu powiedziałam, że ja do Kaliningradu będę wracać tylko po to, żeby jeść. I przebywać w tych fancy knajpach. Gotowi? To ruszamy w kulinarną podróż po Kaliningradzie.

Khmel

Gdzie zjeść w Kaliningradzie rosyjską kuchnię? Swoją pierwszą kolację w Kaliningradzie zjadłam w restauracji Khmel przy placu Pobiedy. Uprzedzono mnie, że jest droga ale warta swojej ceny. Jak weszłam do lokalu to byłam wręcz onieśmielona. Wnętrze jest eleganckie, nie brakuje elementów regionalnych i wszystko sprawia wrażenie jakby było wyjęte z żurnala. Do tego obsługa wystrojona. Jednym słowem fancy. Po przejrzeniu menu zdecydowałam się na barszcz i pielmieni. No bo co zjeść w Kaliningradzie jak nie rosyjskie pierożki? 🙂 Pielmieni pochodzą co prawda z Syberii ale można je zjeść w niemal każdym rosyjskim mieście.

Zupa była genialna – gęsta, z dużą ilością warzyw i mięsa. Podawana z czosnkiem, śmietaną i świeżo wypieczonymi bułeczkami (wiedząc, że czekają mnie jeszcze pierogi bułeczki sobie darowałam). Pielmieni to moja absolutna słabość – zawsze jak jestem w krajach gdzie serwuje się kuchnię rosyjską to je zamawiam (co zresztą pokazywałam przy okazji wpisów o Estonii czy Litwie). Te w Khmel były z aż czterema rodzajami mięsa – jagnięciną, kaczką, wołowiną i wieprzowiną. Do tego obowiązkowa śmietanka. A potem 40 kółek dookoła placu Pobiedy, żeby to wszystko spalić 😀 Było naprawdę pysznie, do tego grzańce z białego wina z dodatkiem rumu i pierwsza kolacja w Rosji była naprawdę genialna. Zapamiętajcie to miejsce i odwiedźcie koniecznie jeśli chcecie dobrze zjeść w Kaliningradzie. A ceny nie okazały się takie straszne – za cały posiłek zapłaciłam 900 rubli, czyli jakieś 60 zł. Można płacić kartą, mają menu po angielsku, jedna z kelnerek mówiła nawet trochę po polsku.

Drugie miejsce gdzie warto zjeść w Kaliningradzie to restauracja litewska – Brikas. Znajduje się w centrum handlowym Europa ale nie jest to żadna sieciówka ani restauracja na poziomie galerii handlowej. Normalna knajpa tyle, że zlokalizowana w takim a nie innym miejscu. Na szczęście nie jada się z widokiem na sklepy – restauracja jest zupełnie odizolowana od otoczenia. W menu dominują oczywiście dania kuchni litewskiej. Ja zdecydowałam się na pieczone pierogi wytrawne i deser w postaci placuszków twarogowych. Jak nietrudno się domyślić po zjedzeniu tego wszystkiego (do ostatniego okruszka!) ledwie się wytoczyłam zza stołu 😉 Fajny wystrój, genialne jedzenie, można płacić kartą. Menu tylko po rosyjsku (ale z obrazkami), ciężko się porozumieć po angielsku. Ale warto!

Borshch i Salo

I kolejna bardzo dobra restauracja kuchni wschodniej godna polecenia w Kaliningradzie – tym razem ukraińska. A co, zrobiłam sobie kulinarną podróż po caluteńkim wschodzie 😉 Restauracja mieści się w samym centrum – przy placu Pobiedy. Wystrój – jak w każdej szanującej się restauracji w Kaliningradzie. Chce się patrzeć i patrzeć, i… robić zdjęcia 😉 Jest w stylu folkowym ale absolutnie nie przaśnie. Bardzo mi się to podobało.

Na dobry początek – grzaniec. W Kaliningradzie w listopadzie jest już przeraźliwie zimno. Do grzańca w pakiecie była wiśniówka, witamy w Rosji 😉

A co zjeść? Nie mogłam się oprzeć i zamówiłam barszcz ukraiński. Co ciekawe w Polsce barszczu nie jadam. Nie to, że nie lubię ale jakoś mnie ten nasz barszcz nie porywa. Jak ktoś mnie poczęstuje, to owszem, zjem. Ale sama nie gotuję i jak jem gdzieś poza domem to raczej też inne zupy. A na wschodzie barszczyk mi wchodzi idealnie! Pokazywałam Wam już jak go jadłam w Mińsku czy Kijowie. Ten w Kaliningradzie był równie genialny. Może to ta śmietana? Nie da się ukryć, że im bardziej na wschód tym śmietana smaczniejsza. A może to te bułeczki jako dodatek? Nie wiem ale po przekroczeniu polskiej granicy na wschód barszcz jest moją ulubioną zupą 😉

Na drugie danie wjechały placuszki ziemniaczane i śledź . Jako mieszkanka Pyrlandii ziemniaki kocham pod każdą postacią. Te placki były smaczne ale jadłam w swoim życiu lepsze. Natomiast śledzie – pyszotka. Do Borsch & Salo idźcie na barszcz i malinówkę. Koniecznie!

Można płacić kartą, obsługa mówi po angielsku.

Kaliningrad – Tashkent

Okna mojego hotelu wychodziły na tę restaurację więc od pierwszego dnia miałam serduszka zamiast źrenic wyglądając przez okno. Azja Środkowa to w tej chwili chyba mój podróżniczy cel nr 1. Gdyby świat był normalny to za 2,5 miesiąca lądowałabym w Astanie a stamtąd ruszała w dalszą podróż po Kazachstanie, Uzbekistanie i Kirgistanie… Ale świat nie jest na razie normalny więc pozostaje mi wspominanie obiadu w restauracji uzbeckiej w Kaliningradzie.

Wystrój – jak widać klimatyczny. Komunikacja z obsługą wyłącznie na migi i moim koślawym rosyjskim. Jedzenie – foodgasm po raz niewiemktóry. Zdecydowałam się na tradycyjne pierogi z Uzbekistanu – manty. Były rewelacyjne. Mięciutkie, leciutkie i z chudym mięskiem. A najlepsze jest to, że był to mój najtańszy posiłek w Kaliningradzie – za pierogi i lampkę wina zapłaciłam jakieś 13 zł. Gdyby nie to, że Kaliningrad ma dziesiątki fantastycznych restauracji to wracałabym tam codziennie! Jeśli szukacie miejsca gdzie można dobrze i tanio zjeść w Kaliningradzie to uderzajcie tutaj.

Kavkaz

Kolejna świetna (w Kaliningradzie są tylko dobre restauracje albo ja miałam podczas tego wyjazdu wyjątkowe szczęście!) restauracja przy Placu Pobiedy. Zwróciłam na nią uwagę już podczas pierwszego spaceru po mieście. Pisałam kiedyś, że Gruzję (i resztę Kaukazu właściwie też) pokochałam głównie za jej kuchnię. Gruzińskie supry to jedno z moich najlepszych wspomnień z podróży. Tak więc oczywiste jest, że kaukaskiej restauracji nie mogłam sobie w Kaliningradzie odmówić.

Co w kaukaskiej restauracji mogła zamówić miłośniczka mąki i placków wszelkiego rodzaju? 😉 Moje ukochane chaczapuri. No cóż – czy idę do restauracji gruzińskiej w Tbilisi, Poznaniu czy Kaliningradzie nie muszę nawet czytać menu. Chaczapuri, raz! I gruzińskie wino rzecz jasna. Było tłusto, było pysznie, było po raz kolejny genialnie.

Jak widzicie na zdjęciach ta restauracja sprawia wrażenie nieco bardziej eleganckiej. Składa się tak naprawdę z kilku połączonych ze sobą sal, każdej inaczej urządzonej. Kelnerzy są bardzo eleganccy i bardzo uprzejmi. Bez problemu można się porozumieć po angielsku, można płacić kartą. Dobra restauracja w Kaliningradzie? Kavkaz!

Sachmeli

Niemalże naprzeciwko Kavkazu znajduje się druga gruzińska restauracja. Właściwie Sachmeli jest restauracją wyłącznie gruzińską – w Kavkazie serwowane są też dania z Armenii i Azerbejdżanu. Sachmeli to chyba najładniejsza restauracja, w której byłam w Kaliningradzie. I też jedna z najdroższych – za dwa dania i wino zapłaciłam ok. 70 zł. Ale porcje były takie, że spokojnie wystarczyłoby mi jedno z tych dań do najedzenia się. No ale ponieważ do Sachmeli wybrałam się na swój ostatni obiad, tuż przed wylotem do Polski, to postanowiłam zaszaleć 😉

Tak dla odmiany postanowiłam wziąć… chaczapuri 😀 Ale w jakieś innej wersji, już nie pamiętam jak się ona nazywała ale ciasto było bardziej francuskie niż drożdżowe. Było bardzo smaczne (i tłuste) ale jednak wolę tradycyjną wersję.

Zanim zatopiłam zęby w chaczapuri zjadłam zupę o wdzięcznej nazwie Tbilisi z mnóstwem warzyw i chinkali (czarnymi!) z łososiem w środku. Tak jak nie przepadam za rybą w zupie to ta była genialna. Także jeśli szukacie miejsca gdzie można bardzo dobrze zjeść w Kaliningradzie choć nie najtaniej to zachęcam do odwiedzin.

I znowu wszystko zagrało – świetny wystrój, genialna kuchnia, sympatyczna obsługa. Naprawdę nie chciało mi się z tego Kaliningradu wyjeżdżać. Chociaż siedząc tak nad tym swoim ostatnim obiadem pomyślałam, że całe szczęście, że nie mam tego Kaliningradu bliżej, bo wyglądałabym jak beczka 😉 Ale raz w roku na taką rozpustę kulinarną chciałabym się wybierać!

Coffe Lavka

I na koniec jeszcze jedno miejsce, do którego trafiłam zupełnym przypadkiem i które uratowało mnie od śmierci z hipotermii. Pamiętajcie – nawet jak nie ma śniegu to w Kaliningradzie w połowie listopada jest dramatycznie zimno! Skostniała po przedpołudniowym spacerze wstąpiłam do pierwszej kawiarni jaką napotkałam. Mieści się ona prze jednej z głównych ulic Kaliningradu – Leninskyi prospekt.

W środku czekało mnie ogromne zaskoczenie. Malutka kawiarnia (i sklep) w stylu vintage gdzie serwuję się kawę przygotowywaną na piasku. Pewnie część z Was zna ten sposób parzenia kawy z krajów arabskich. Tak inaczej, egzotycznie jak na Rosję i w pięknym otoczeniu.

Kawa była świetna, dostałam do niej baklavę. Można płacić kartą, obsługa po angielsku mówi tak jak ja po rosyjsku 😉

Jak widzicie w Kaliningradzie jest gdzie dobrze zjeść. A restauracje urządzone są tak, że można w nich spędzać całe dnie. Wszędzie jet wifi, łatwiej lub trudniej ale wszędzie się można dogadać, wszędzie można dobrze zjeść. Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że mimo cholernie dziwnej sytuacji w jakiej się obecnie znajdujemy ja do tego Kaliningradu wrócę. I to szybciej niż później!

Kaliningrad na weekend – informacje praktyczne – wiza, komunikacja miejska, ceny w Kaliningradzie

Kaliningrad – leży zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od polskiej granicy a jakoś nigdy specjalnie nie miałam go w swoich podróżniczych planach. Jednak po zachwytach nad litewskim wybrzeżem Bałtyku (do poczytania TU) przy pierwszej nadarzającej się okazji kupiłam bilety do Kaliningradu. Jak sobie zorganizować weekend w Kaliningradzie i co trzeba wiedzieć przed wyjazdem? Zapraszam po garść informacji praktycznych.

Kaliningrad – dojazd z Polski

Do Kaliningradu można się dostać z Polski na dwa sposoby – drogą lądową lub lotniczą. Do Kaliningradu można dojechać własnym samochodem lub autobusem np. z Gdańska albo polecieć samolotem z Warszawy. Ze względu na różne opinie, które słyszałam o lądowym przejściu przez granicę zdecydowałam się na samolot z Warszawy. Za bilety w ramach LOT-owskiej Szalonej Środy zapłaciłam niecałe 300zł.

Kaliningrad – dojazd z lotniska do centrum

Lot z Warszawy do Kaliningradu trwa tylko godzinę ale to wystarczy, żeby znaleźć się w zupełnie innym świecie 🙂 Świecie w jakim Polska była na początku lat 90-tych. Przynajmniej na pierwszy rzut oka 😉 Lotnisko w Kaliningradzie nie jest duże ale jest tam wszystko co trzeba. Ponieważ zapomniałam wymienić w Polsce jakiekolwiek pieniądze a musiałam jakoś dojechać z lotniska do centrum to jeszcze na lotnisku wypłaciłam pieniądze z bankomatu. Okazało się, że niepotrzebnie tak się spieszyłam, bo za bilet na autobus do centrum Kaliningradu można u kierowcy płacić kartą. Ale ja tego niestety nie wiedziałam.

Przystanek autobusowy znajduje się zaraz po wyjściu z terminala, nie ma problemu ze zlokalizowaniem go. Z lotniska Khabrowo do centrum Kaliningradu jeździ autobus 244. Przejazd z lotniska na dworzec Kaliningrad-Passazhirskiy (główny dworzec kolejowy) trwa 45 minut. W drodze z lotniska do dworca autobus zatrzymuje się w kilku miejscach w centrum, m. in. przy placu Pobiedy natomiast w drodze powrotnej autobus rusza z dworca i jedzie na lotnisko bez żadnych przystanków! Więc nie planujcie wsiadania do autobusu na przystanku w centrum, na którym wysiedliście. Cena biletu to 100 RUB (ok. 6 zł) w jedną stronę – jak już pisałam można płacić kartą. W drodze powrotnej bilet trzeba kupić w kasie na dworcu autobusowym – kierowca ma terminal ale każe kupować w kasie. Autobusy kursują co 40 minut.

Kaliningrad – wiza

Do Kaliningradu niezbędna jest wiza. Obwód kaliningradzki objęty jest programem E-Visa. Wiza do Kaliningradu jest bezpłatna i otrzymuje się ją w formie elektronicznej. Wniosek o wizę wypełnia się online na TEJ stronie. Wiza do Kaliningradu nie wymaga zaproszenia ani żadnych innych dokumentów niezbędnych do otrzymania regularnej wizy do Rosji. Wizę otrzymuje się mailowo w ciągu 4 dni od złożenia wniosku. Wiza wydawana jest na 30 dni i umożliwia JEDNOKROTNY wjazd na teren Obwodu Kaliningradzkiego. Do uzyskania wizy niezbędny jest paszport, wjazd do Kaliningradu na podstawie dowodu osobistego jest niemożliwy. Kontrola paszportowa na lotnisku po przylocie jest bardzo sprawna i bezproblemowa.

Kaliningrad – komunikacja miejska

Kaliningrad da się zwiedzić pieszo, trzeba będzie oczywiście pokonywać kilkanaście kilometrów dziennie ale atrakcje są w takiej odległości od siebie, że się da. Niemniej jeśli nie lubicie chodzić to w Kaliningradzie działa też komunikacja miejska. Autobusy i trolejbusy w Kaliningradzie to jeden z reliktów poprzedniej epoki i chociażby dlatego warto się nimi przejechać. Często rozklekotane i przepełnione, z nieodzowną biletową rządzącą całym składem, kierowcą zagryzającym kiełbasę podczas jazdy (tak, tak) i biletami jak na załączonym obrazku. Tak, przejażdżka trolejbusem to jedna z tych atrakcji Kaliningradu, której nie można sobie odpuścić 🙂

Kaliningrad – waluta i ceny

Walutą obowiązującą w Rosji jest rubel i płatności dokonuje się wyłącznie w tej walucie. W zdecydowanej większości miejsc można płacić kartą (więc jednak i tu dotarł XXI wiek). Jedyne miejsce gdzie trzeba mieć gotówkę to hala targowa – niezależnie od tego czy chcecie tam kupić jedzenie, czy pamiątki to tam trzeba mieć ruble w wersji papierowej. Wszędzie indziej można kartą, Revolut działał bez problemu.

Jeśli wolicie płacić gotówką to w Kaliningradzie jest sporo bankomatów oraz kantorów. We wszystkich kantorach można wymieniać euro i dolary, w większości też złotówki.

A ceny w Kaliningradzie? Wbrew temu co słyszałam przed wyjazdem okazały się niskie. Tanie jest jedzenie, tanie są noclegi. Właściwie wszystko jest tańsze niż w Polsce.

Obwód kaliningradzki – komunikacja i transport

W Kaliningradzie byłam 4 dni i planowałam wybrać się na jeden dzień nad morze ale niestety listopadowe wietrzne dni zweryfikowały moje plany i zdecydowałam się zostać w samym Kaliningradzie (plus tej sytuacji jest taki, że miałam więcej czasu na odkrywanie kaliningradzkich restauracji o, których będzie kolejny wpis). Jednak temat trochę zagłębiłam i nie ma problemu z poruszaniem się po obwodzie kaliningradzkim. Można wynająć samochód ale można też jeździć pociągami i autobusami. Najpopularniejsze miejsca do odwiedzenia w Obwodzie Kaliningradzkim to nadmorskie Zelenogradsk i Svetlogorsk. Następnym razem!

Kaliningrad – noclegi

Baza noclegowa w Kaliningradzie jest dobrze rozwinięta, a ceny noclegów nie są wysokie. Ja spałam w hotelu Europa znajdującym się tuż przy placu Pobiedy. Za 3 noce zapłaciłam 330zł. Poza tym, że hotel jest świetnie położony to obsługa mówi doskonale po angielsku (mój rosyjski jest baaardzo podstawowy), pokoje są dopiero co po remoncie, jest cicho i spokojnie a dookoła mnóstwo świetnych restauracji!

Kaliningrad – co kupić, co przywieźć?

Co warto kupić w Kaliningradzie? Na pewno bursztyny. Kaliningrad pełen jest sklepów, sklepików i stoisk z bałtyckim złotem. Bursztyny małe, duże, drogie, tanie – wszelkiego rodzaju i na każdą kieszeń.

Poza tym jeśli lubicie rosyjskie rękodzieło to na pewno warto kupić matrioszki. Tu podobnie jak z bursztynami – przekrój ogromny. Matrioszek do wyboru, do koloru.

A z bardziej przyziemnych rzeczy – co przywieźć z Kaliningradu? Orzeszki. Takie ciasteczka. Nie wiem czy je znacie ale u mnie w domu się takie robiło całe lata temu. Była specjalna patelnia do orzeszków, gdzie robiło się ciastka, które potem nadziewało się masą. U mnie w domu ta masa była z masła, kakao i orzechów włoskich. W Kaliningradzie spotkałam orzeszki z masą kajmakową. Też smaczne no i przywołały wspomnienia dzieciństwa 😉

Kaliningrad – bezpieczeństwo

W Kaliningradzie byłam sama i nawet przez chwilę nie czułam się niebezpiecznie. Jest jak w każdym europejskim mieście. Nie zapuszczałam się oczywiście na żadne dalekie przedmieścia ani w podejrzane miejsca ale tam gdzie chodziłam (za dnia i po zmroku) – zupełnie normalnie i bezpiecznie.

Przed wyjazdem do Kaliningradu warto pamiętać, że nie obowiązuje tam karta EKUZ. Ubezpieczenie zdrowotne nie jest wymagane do wizy ani nie jest sprawdzane na granicy ale przed wyjazdem warto oczywiście zakupić odpowiednie ubezpieczenie turystyczne obejmujące Rosję.

Kaliningrad – czy warto?

Nie ukrywam, że ja się w Kaliningradzie zakochałam i już po pierwszym dniu powiedziałam, że raz w roku będę do Kaliningradu wracać. Teraz wiadomo jak jest sytuacja ale mam nadzieję, że kiedyś wróci normalność, a ja wrócę do zachwycającego Kaliningradu. Biorąc pod uwagę niewielką odległość od Polski, proste procedury wizowe i niskie ceny powiem jedno – JECHAĆ!