Podróżnicze podsumowanie roku 2019

Mam wrażenie, że dopiero co pisałam podsumowanie roku 2018, a tu już czas wspominać kolejne 12 miesięcy. Rok 2019 minął niepostrzeżenie szybko.

Na początek tradycyjnie kilka statystyk. W podróży spędziłam 154 dni. I jest to chyba mój życiowy rekord choć to tylko 11 dni więcej niż w 2018. Różnica jest na pewno taka, że w tym roku zdecydowania większość moich wojaży przypadła na drugą połowę roku. Pierwsza z różnych względów była bardziej domowa. Lotów w 2019 roku miałam tylko 47. To mój najsłabszy wynik od 2013 roku. Mała ilość lotów w dużej mierze wynika z tego, że całe wakacje podróżowałam po Polsce więc siłą rzeczy nie korzystałam z transportu lotniczego. Mój mini wkład w ochronę klimatu 😉 Niestety planeto nie mogę obiecać, że w 2020 będę równie przyziemna 😉 Te 47 lotów przekłada się na 58 572 kilometry i 105 godzin spędzonych w chmurach. W 2019 odwiedziłam 20 krajów (Wielka Brytania, Francja, Grecja, Tunezja, Turcja, Liban, Hiszpania, Holandia, Andora, Niemcy, Katar, Seszele, Rosja, Włochy, Chorwacja, Słowenia, Litwa, Cypr, Węgry, Szwajcaria), 5 z nich po raz pierwszy (Katar, Seszele, Liban, Tunezja, Andora). Jak już pisałam na instagramie Andora jest moim ostatnim krajem Europy więc nasz piękny kontynent mam już zamknięty (co absolutnie nie znaczy, że przestaję podróżować po Europie). Wszystkich krajów mam już 85 i czuję tę ostatnią prostą do 100 😉 Daję sobie na to na spokojnie 3 lata ale nie ukrywam, że marzy mi się, żeby podsumowując rok 2021 napisać, że setka już przekroczona 🙂 Jak to wyjdzie w praktyce – wszystko się okaże. Trzymajcie kciuki 🙂 A teraz wspominki roku 2019!

styczeń

Moje podróże zaczęły się od jednodniówki w Londynie. Jak pewnie część z Was pamięta miałam lecieć do Londynu w grudniu 2018 ale wtedy nie wyszło. Więc poleciałam w styczniu. Zwłaszcza, że zimą okazało się, że WizzAir likwiduje bazę w Poznaniu i znacząco zmniejsza liczbę lotów do stolicy Wielkiej Brytanii przez co nie będzie już opcji wyjazdu jednodniowego z Poznania do Londynu. Wielka szkoda. Szczęściarze z Gdańska i Warszawy (chyba tylko choć może się mylę) nadal mają możliwość wyjazdu do Londynu bez noclegu. Jak sobie taki wyjazd zorganizować przeczytacie TU.

Poza tym jeden styczniowy tydzień spędziłam w Warszawie. To już chyba moja mała tradycja, że od kilku lat w styczniu przenoszę się na trochę do Warszawy 😉 Podczas tego wyjazdu odkrywałam głównie Pragę. Rozkopany wpis wisi od dłuższego czasu w szkicach i mam nadzieję, że wkrótce go dokończę i pokażę Wam czemu się Pragą zauroczyłam. Miłość to nie jest (jeszcze) ale zauroczenie ogromne. W planach tradycyjnie był teatr na każdy wieczór ale ze względu na panującą wówczas żałobę narodową odwołano mi WSZYSTKIE zaplanowane spektakle. W 2020 też planowałam taki tygodniowy wyjazd do stolicy ale po intensywnej końcówce roku czuję potrzebę pomieszkania w domu więc sorry Warszawo 😉

luty

Chyba pierwszy od kilku lat miesiąc, który spędziłam w całości w domu. I to dosłownie. Nawet po Poznaniu się nie szwendałam. Kumulacja wszystkich złych zdarzeń tego roku. Miesiąc do zapomnienia. Miałam za to czas, żeby skupić się na blogu i to właśnie w lutym powstała większość wpisów, które mogliście czytać w kolejnych miesiącach.

marzec

Tu się zaczęło moje zwiedzanie Polski. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, że tak spędzę całe wakacje ale marcowy wyjazd był bardzo fajny. Zaczęło się od Wrocławia, następnie kilka ciepłych i wiosennych dni w Krakowie a potem powrót zimy w Zakopanem. I w drodze powrotnej znowu jeden dzień we Wrocławiu. Było cudownie. Wrocław i Kraków też się piszą. Najbardziej chciałabym skończyć wpis o Kazimierzu i mam nadzieję, że niedługo będziecie mogli poczytać jak dzielnica, której fenomenu kilka lat temu nie rozumiałam teraz jest moim ulubionym miejscem na mapie Krakowa.

A o Zakopanem napisałam dosyć szybko i możecie ten wpis znaleźć TU.

Przełom marca i kwietnia to powiew wiosny w Akwitanii. Przeurocze Bordeaux, największa wydma w Europie i mekka wszystkich miłośników wina – Saint Emilion. Było ciepło, było pięknie, było smacznie. Bardzo Wam taki weekend polecam! Niestety z końcem grudnia okazało się, że WizzAir likwiduje loty z Warszawy do Bordeaux. Wielka szkoda.

kwiecień

W związku z majówką wypadającą zaraz po Wielkanocy święta spędziłam w Warszawie. Była piękna, wiosenna pogoda, były spacery po starówce i po raz pierwszy w tym roku po bulwarach wiślanych.

A w poświąteczny wtorek nadszedł czas najdłuższego i budzącego najwięcej emocji wyjazdu w tym roku – Seszele ze zwiedzaniem Dohy po drodze. Wszystkie informacje praktyczne jak zaplanować wyjazd na Seszele znajdziecie TU, plan naszego wyjazdu wraz z kosztorysem TU, zwiedzanie wyspy Mahe TU, wyspy Praslin TU, a wyspy la Digue TU. Wiem, że sporo osób się zainspirowało moim wyjazdem i też planuje eskapadę na Seszele, czekam na Wasze relacje!

maj

Maj to wyjazd na Kos, który miał się odbyć w maju 2018 roku. Informacje praktyczne o Kos znajdziecie TU, o rejsie wokół Kalymnos, Plati i Pserimos TU, o tym co warto zobaczyć na Kos TU, a o jednodniowej wycieczce z Kos do Bodrum TU.

czerwiec

Czerwiec to weekend w dawno planowanym Kołobrzegu (TU przeczytacie co warto w Kołobrzegu zobaczyć) i przy okazji zwiedzanie ogrodów Hortulus w Dobrzycy (o TU). Po tym wyjeździe jeszcze bardziej żałuję, że tak długo odwlekałam wyjazd do tego pięknego miasta. Ja będę wracać a Wam bardzo Kołobrzeg polecam!

Ostatni tydzień czerwca to odkładana od paru ładnych lat Tunezja. Zapraszam do poczytania co trzeba wiedzieć przed wyjazdem TU, co warto zwiedzić na Djerbie TU, jak zorganizować wycieczkę na Saharę TU i gdzie szukać śladów Gwiezdnych Wojen TU.

lipiec

Zaczęło się od wakacyjnego weekendu w Warszawie (i zauroczenia barem Loreta), a następnie wyjazd do planowanego od dawna Libanu. Przez izraelską pieczątkę w starym paszporcie przez długi czas ten plan był niemożliwy do realizacji. Mimo iż wyjazd ten obfitował w niespodziewane wydarzenia i kosztował mnie sporo stresu to sam kraj jest cudowny i warto było tyle lat na niego czekać. Wszystkie wpisy z Libanu do poczytania w TYM miejscu.

Później było już zwiedzanie Polski. Najpierw weekend w Płocku, Lipcach Reymontowskich, Arkadii i Nieborowie oraz Łowiczu.

Kolejny weekend to Trójmiasto i Puck. Weekend u znajomych, na totalnym luzie, bez zwiedzania, raczej od knajpy do knajpy 😉

Później po raz kolejny Warszawa (naprawdę uwielbiam w okresie letnim!), a z Warszawy wyjazd na odkładaną od wielu lat Lubelszczyznę. Ponieważ tłumy ludzi na Festiwalu Sztukmistrzów nas pokonały to z Lublina uciekliśmy do Zamościa, Zwierzyńca i Szczebrzeszyna. Po drodze było też zwiedzanie Kazimierza i Puław.

sierpień

Początek sierpnia to kolejny wyjazd na Dolny Śląsk – Wrocław i zamek Książ, a także jednodniowa wycieczka do Zgorzelca i Gorlitz. Było przepięknie i mam nadzieję, że niedługo będziecie mieli okazję o tym poczytać 😉

Później po raz pierwszy w życiu wybrałam się na Górny ŚląskKatowice są najbardziej niedocenianym miastem w Polsce!

Ostatni weekend wakacji to wyjazd do Łodzi. Też piękniejącej z dnia na dzień.

wrzesień

Początek września to nieplanowana, organizowana w ostatniej chwili (niech żyją Szalone Środy LOT) wycieczka na Litwę, a konkretnie nad litewski Bałtyk. Było pięknie, cudownie i fantastycznie. Już wiem, że litewskie wybrzeże to jedno z tych miejsc, do których będę wracać. A Wam taką wycieczkę bardzo polecam! Zwiedzałam Połągę, Kłajpedę, Smiltyne i Sventoji.

Później był kolejny powrót na Dolny Śląsk – tym razem do Bolesławca i Świdnicy. W planach był jednodniowy wyjazd do czeskiego Skalnego Miasta ale cóż… nie chciało mi się wstać na pociąg o 6 rano. W następne wakacje na pewno się zmobilizuję 😉

Koniec września to urodzinowy wyjazd na Mazury – Olsztyn i Giżycko. Pogoda dopisała, było magicznie!

październik

Październik zaczął się cudownym wyjazdem do Holandii. Kupiłam bilety do Eindhoven, odpaliłam mapę i zaczęłam szukać fajnych miejsc, które warto zobaczyć. Ostatecznie zdecydowałam się pojechać do Bredy, Tilburga, Rotterdamu i Hagi. Wszystkie mnie zachwyciły i do każdego z nich bym chciałam wrócić!

Kolejny weekend to zwiedzanie Bydgoszczy i Torunia. Było pięknie, jesiennie i słonecznie.

Przedostatni październikowy weekend to powrót do mojego ukochanego Londynu, z jednodniowymi wypadami do Oxfordu i Cambridge. Było jak zawsze cudownie, Londyn nigdy mi się nie znudzi!

Ostatni weekend października (halloweenowy) to Norymberga i Furth. Coś zupełnie nieplanowanego (znowu efekt Szalonej Środy), a po raz kolejny okazało się bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Norymberga jest bardzo ładnym miastem z mnóstwem interesujących zabytków, a Furth to chyba najbardziej urocze niemieckie miasteczko jakie w życiu widziałam.

listopad

Początek listopada to 10-dniowe wakacje na półwyspie Istria. Przyleciałam do Triestu skąd na dwa dni pojechałam do Wenecji. Celem mojej kolejnej (nie liczę której już) wizyty w Wenecji było odwiedzenie kolorowych wysepek Murano i Burano. Następnie powrót na Istrię i zwiedzanie chorwackich Puli, Poreciu i Rovinju oraz słoweńskich – Kopru, Izoli, Piranu i Portorozu.

Kolejny listopadowy tydzień to krótki wypad do Kaliningradu. Było przede wszystkim… smacznie. Kaliningrad to prawdziwa mekka dla foodies. Nie dość, że serwuje się tam smaczne jedzenie to restauracje wyglądają tak, że szczeka opada już na wejściu. Ze względu na te fantastyczne (i tanie!) knajpy będę do Kaliningradu wracać. Zwłaszcza, że nie udało mi się podczas tego pobytu pojechać nad morze. Było w planach ale niestety zimna i wietrzna pogoda spowodowała, że zostałam w mieście. Jednak listopad to nie jest najlepszy miesiąc na wakacje nad Bałtykiem 😉

Ostatni listopadowy weekend spędziłam w Barcelonie. Celem tego wyjazdu nie była Barcelona sama w sobie (odwiedziłam ją już wcześniej, w 2013 roku) ale wypad do Andory. Odwiedzając Andorę tym samym dokończyłam swoje zwiedzanie Europy. Zbieram się do napisania jakiegoś podsumowania tych europejskich wojaży ale ciężko mi zrobić jakieś rankingi. Ja naprawdę uwielbiam Europę i bardzo się cieszę, że mieszkam właśnie w Europie i po tym kontynencie podróżuję najczęściej. A z Barcelony wybrałam się też na jednodniową wycieczkę do Montserrat, o czym zdążyłam już napisać TU.

grudzień

Początek grudnia to wyjazd do Bazylei połączony z jarmarkami świątecznymi w Alzacji – Colmar i Miluzie, a także jarmark w niemieckim Fryburgu. Jarmark w Bazylei, który miał być tylko przystawką do tych alzackich okazał się prawdziwą perełką. Bardzo polecam!

Kolejny weekend to kolejne świąteczne jarmarki – Dusseldorf, Dortmund, Bonn a na koniec Amsterdam i tamtejszy Light Festival. Dusseldorf jest w grudniu jedną wielką świąteczną wioską, Dortmund zachwyca największą na świecie choinką, Bonn grzańcem z marakują i tonami misiów Haribo a Amsterdam… urzeka jak zawsze. Nawet mimo zakazu picia grzańca na ulicy.

Święta spędziliśmy całą rodziną na Cyprze. Objechaliśmy dużą część wyspy – byliśmy w Larnace, Limassol, Pafos, Nikozji, Kyrenii i wielu innych mniejszych i większych miejscowościach. Kąpałam się w morzu w grudniu w Europie!

Ostatni wyjazd 2019 roku to Sylwester w Budapeszcie gdzie powstaje ten wpis 🙂

Podsumowanie

Najlepszy wyjazd to jak nietrudno się domyślić Seszele. Konkurencji dużej nie było 😉 Kolejne miejsca na podium przyznałabym Tunezji i Libanowi. W kolejności dowolnej. Na pewno odkryłam na nowo Polskę i to mnie bardzo cieszy. Mimo iż mało było w tym roku egzotyki to uważam, że podróżniczo to był bardzo udany rok. Nie było nawet jednego wyjazdu, o którym mogłabym powiedzieć, że był nieudany.

Plany na 2020

Nie ukrywam, że w podróżowaniu poza samym byciem w drodze kocham też planowanie. Szukanie biletów, hoteli, fajnych knajp i mniej oczywistych atrakcji. Zajmuje to właściwie cały mój wolny czas ale daje mi mnóstwo frajdy. Po sporej ilości odwołanych wyjazdów w ostatnich 2 latach trochę się boję mówić o planach na 2020 ale na chwilę obecną kupione mam bilety do wymarzonej i od dawna odkładanej Korei. Na majówkę też już jakieś plany są ale na razie bez konkretów więc póki co nie będę zdradzać. W czerwcu po raz trzeci Toskania. I z planów to na razie tyle. Marzę o zobaczeniu któregoś z krajów Azji Środkowej (najbardziej Uzbekistanu) i mam nadzieję, że uda mi się tam jesienią dotrzeć. W wakacje chcę odkrywać kolejne zakątki Polski, a w listopadzie wybrać się na jakieś ciepłe wakacje. Grudzień tradycyjnie będzie miesiącem odwiedzania świątecznych jarmarków i już mam konkretną listę, które to będą 😛 W międzyczasie na pewno pojawią się jakieś promocje biletowe, które spowodują, że polecę w jakieś miejsce, o którym nigdy nie myślałam. Oby wszystkie zaskoczenia były pozytywne!

Pięknego roku 2020!

Rok 2018 – podróżnicze podsumowanie

Podróżniczo rok 2018 jest już zamknięty. Jaki był? Intensywny, to na pewno. Pełen wrażeń. A w liczbach? W podróży spędziłam 143 dni 2018 roku (nie, nie pracuję na etacie), odbyłam 68 lotów trwających łącznie 157 godzin i liczących 91 622 kilometrów Odwiedziłam 18 krajów (Kenia, Sri Lanka, Malediwy, Portugalia, Grecja, Islandia, Szwajcaria, Liechtenstein, Włochy, Francja, Luksemburg, Tanzania, Białoruś, Ukraina, Estonia, Belgia, Holandia, Zjednoczone Emiraty Arabskie) z czego 8 (Kenia, Sri Lanka, Malediwy, Islandia, Liechtenstein, Luksemburg, Tanzania, Białoruś) po raz pierwszy. Wszystkie odwiedzone przeze mnie kraje możecie znaleźć TU. A jak wyglądały poszczególnie miesiące? Zapraszam do podsumowania.

W Nowym Roku ludzie zazwyczaj podejmują postanowienia. Ja też takiego chyba po raz pierwszy w życiu dokonałam. Chciałam mniej podróżować, założyłam sobie limit 5 wyjazdów na rok. Jak widać silnej woli starczyło mi tylko na początek roku…

Rok 2018 to też niestety rok odwołanych wyjazdów – musiałam zrezygnować aż z pięciu – nie poleciałam na Kos, do Wietnamu, do Londynu, do Budapesztu oraz do Neapolu. I wiecie którego mi najbardziej żal? Przedświątecznej jednodniówki w Londynie. Naoglądałam się instagramowych zdjęć przedświątecznego Londynu stąd chyba mój ogromny żal i rozczarowanie. Poza tym niestety musiałam zmienić plany na dużą część 2019 roku co oznacza, że nie polecę do Walencji, Malezji, Singapuru, Korei i Barcelony. No ale cóż, mam nadzieję, że po beznadziejnym 2018 i słabo zapowiadającym się 2019 wróci w końcu normalność. 2020 liczę na Ciebie 😉

A teraz proszę o zapięcie pasów, startujemy w podróż po roku 2018!

styczeń 2018

Tradycyjnie u mnie miesiąc małej aktywności podróżniczej. Tylko tygodniowy wyjazd do Warszawy będący raczej nadrabianiem zaległości kulturalno-towarzyskich 😉 Moja doroczna tradycja, w 2019 mam zamiar być jej wierna 😉

luty 2018

Kenia – rajskie wakacje w czasie największych mrozów w Polsce i absolutnie fantastyczne safari. Zakochałam się w czerwonych słoniach i mimo iż Kenia nie jest najpiękniejszym ani najbezpieczniejszym miejscem na świecie to ze względu na safari każdemu polecam ten kierunek na wakacje.

marzec 2018

Kenia była właściwie na przełomie lutego i marca 😉 Więcej w tym miesiącu nie podróżowałam.

kwiecień 2018

Weekend w moim ukochanym Krakowie. Kazimierz, klimatyczne knajpy, najlepsza na świecie pascha w Dawno Temu na Kazimierz, kawa po arabsku  w Chederze i pierwszy raz w życiu na żywo Cirque du Soleil. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju! A że Cirque du Soleil w marcu wraca do Polski to już wiecie gdzie mnie szukać w pierwszy weekend marca 2019 😉

maj 2018

Majówkę spędziłam na Sri Lance i  na Malediwach. Malediwy, co do których byłam zupełnie nieprzekonana (nie jestem plażowym typem) okazały się strzałem w dziesiątkę, prawdziwym rajem i najbardziej udanym wyjazdem 2018 roku. Jeśli się zastanawiacie czy nie będziecie się tam nudzić (ja się tego obawiałam) to gwarantuję, że nie będziecie.

czerwiec 2018

Czerwiec to 2 tygodnie w zimnej i deszczowej Portugalii – Lizbona, Porto, Coimbra, Faro, Aveiro, Obidos. Może coś jeszcze, nie pamiętam. Wyjazd do zapomnienia. Byłam wcześniej w Portugalii trzykrotnie i uwielbiałam ten kraj, po czerwcowej wyprawie mam wyłącznie złe skojarzenia z tym krajem. Mam nadzieję, że jeszcze go kiedyś odczaruję.

lipiec 2018

Po podróżniczym spokoju pierwszej połowy roku wyruszyłam w nieustającą podróż.

W połowie lipca spędziłam weekend w cudownej i magicznej Islandii. Zobaczyłam co prawda tylko jej południowo-zachodnią część ale cały czas się zachwycałam i jestem przekonana, że kiedyś tam wrócę. Najchętniej zimą, żeby zapolować na zorzę polarną.

Kolejny weekend spędziłam w Zurychu, Lucernie i Liechtensteinie. Głównym celem wyjazdu było odwiedzenie Liechtensteinu, który okazał się zupełnie nieciekawy. Za to w Zurychu pomyślałam sobie, że mogłabym tam mieszkać a Lucerna jest prawdziwą perełką Szwajcarii. Do tego sporo jeździłam pociągami podziwiając górskie krajobrazy. Pięknie było!

Na przełomie lipca i sierpnia wybrałam się na Mykonos zwiedzając po drodze Ateny. O tych wyjazdach możecie  poczytać TU i TU.

sierpień 2018

6.08.2018 na świecie pojawiło się moje dziecko, czyli ten blog 😉

Jeden z weekendów sierpnia spędziłam w Alzacji. Przeurocze Colmar i Eguisheim oraz największe miasto w regionie – Strasbourg. Już po pierwszym dniu wiedziałam, że będę chciała tam kiedyś wrócić zimą, w okresie świątecznym. I kiedyś na pewno wrócę. Mimo tego co się stało  na tegorocznym jarmarku w Strasbourgu.

Długi sierpniowy weekend spędziłam nad cudownym Jeziorem Como o czym możecie poczytać TU.

I ostatni weekend sierpnia – Luksemburg. Kraj malutki ale mający wiele do zaoferowania o czym pisałam TU. Kiedyś na pewno wrócę a Wam serdecznie polecam podróż do Luksemburga!

wrzesień 2018

Początek września to powrót do Grecji. Tym razem na Skiathos i Skopelos.

Poza tym krótki wypad do Szczecina (pierwszy raz w życiu!) – więcej wyjazdów do tego miasta nie planuję, sorry Szczecinianie 😉

I  na koniec września urodzinowy wyjazd na Zanzibar. Było rajsko i pięknie ale nie tak bosko jak na Malediwach.

październik 2018

Październikowy weekend i największe pozytywne zaskoczenie tego roku – Białoruś.

Kolejny weekend spędziłam na warszawskiej Pradze. I jestem na tyle zachwycona, że już niedługo będzie ciąg dalszy odkrywania Pragi.

listopad 2018

Długi listopadowy weekend to lato w Kalabrii. Zwiedzanie bez tłumów, mnóstwo pysznego jedzenia i atmosfera dolce far niente.

Kolejny weekend to zupełna zmiana klimatu – kilka dni w Kijowie. Już nie tak cudownie jak we Włoszech ale też bardzo smacznie 😉

Następnie była krótka wizyta we Wrocławiu – świąteczny jarmark, krasnale i nieświecąca choinka 😉 Wrocławski jarmark ma najdłuższą historię wśród polskich jarmarków i trzeba przyznać, że z roku na rok jest coraz bardziej okazały.

Nie zdążyłam jeszcze dobrze wrócić z Wrocławia a już leciałam do Estonii. W Tallinnie piłam najpyszniejszego na świecie grzańca na jarmarku świątecznym, w Tartu eksplorowałam nieco opustoszałe miasteczko a w Parnawie podziwiałam uroki letniego kurortu w zimowej aurze. Te miasta pojawią się na blogu już za momencik, bądźcie czujni 😉

grudzień 2018

Pierwszy weekend grudnia to wyjazd do Eindhoven, krótka wizyta w Amsterdamie (po raz kolejny, to miasto chyba nigdy mi się nie znudzi!) oraz dzień spędzony w Antwerpii. Amsterdam Light Festival zachwycił mnie na tyle, że za rok chcę polecieć tam na dłużej i tuż przed samymi świętami (świąteczne jarmarki w Holandii i Belgii zaczynają się dopiero po 8 grudnia). Podczas tego wyjazdu miałam odwiedzić jeszcze Gandawę ale niestety musiałam zmienić swoje plany. Kiedyś na pewno do Ghent pojadę.

Następnie miała być przedświąteczna jednodniówka w Londynie i weekend w Budapeszcie. Niestety oba wyjazdy musiałam odwołać.

Święta spędziliśmy całą rodziną w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Rezydowaliśmy w Dubaju, na jeden dzień wybraliśmy się do Abu Dhabi. Była to moja druga wizyta w Emiratach i muszę przyznać, że wrażenia mam lepsze niż po pierwszej. Dubaj staje się coraz bardziej miastem dla ludzi. Kiedyś tylko wieżowce, teraz tworzy się trochę miejsc gdzie można spędzić miło czas w otoczeniu zieleni. Nadal nie jest to moje ulubione miejsce na świecie ale myślę, że jeszcze tam kiedyś wrócę. Mam nadzieję, że uda mi się już wkrótce zamieścić wpis na blogu o tym mieście przyszłości.

Podsumowanie

Najfajniejsze miejsce? Malediwy. Bezsprzeczny nr 1 tego roku, raj dokładnie taki jak na pocztówkach. Nr 2 Islandia – cudowna, magiczna, zielono-czarna kraina elfów. Kiedyś tam na pewno wrócę. Nr 3 – tu mam większy problem, zastanawiałam się nad Zanzibarem i Kenią i mimo mojej ogromnej sympatii do tanzańskiej wyspy jednak przyznaję to miejsce Kenii ze względu na jedno z najcudowniejszych doświadczeń jakie można sobie wymarzyć – safari. Zobaczyć jak lew je zebrę na śniadanie – to widok wart wstania o 5 rano i widok wspanialszy niż najpiękniejsza plaża Zanzibaru.

Największe zaskoczenie? Białoruś. Kraj, po którym nie spodziewasz się niczego szczególnego zaskakuje Cię pięknymi zabytkami, gościnnymi ludźmi, zielenią w mieście i najzłotszą jesienią w życiu. Drugie bardzo pozytywne zaskoczenie to Luksemburg, który wszyscy mi  odradzali. Bo drogo, bo tam nic nie ma, bo to, bo tamto. Wszystko to nieprawda!

Najgorszy wyjazd? Portugalia. Nie ma się co rozwodzić, źle zaplanowany, źle zorganizowany, z fatalną pogodą. Stracone 2 tygodnie z życia. Poza tym nie zachwycił mnie Kijów ani Mykonos.

Plany na 2019

Rok 2018 mi niestety udowodnił, że nie ma co za dużo planować, bo życie miewa wobec nas inne zamiary. Jak już wspominałam wcześniej musiałam odwołać większość zaplanowanych na pierwszą część 2019 roku wyjazdów. To co się na chwilę obecną wydaje w miarę pewne to styczniowy weekend w Sevilli, marcowy weekend w Bordeaux i majówka na Seszelach. A co z tego wyjdzie to sama chciałabym wiedzieć…

Cudownego 2019 roku!

O czym marzy 30-latka? ;)

Podczas mojego niedawnego wyjazdu na Zanzibar stuknęła mi 30tka. Z tej okazji postanowiłam przygotować listę 30 swoich największych podróżniczych marzeń na następne 30 lat (no dobra, mam nadzieję, że uda mi się je spełnić dużo szybciej). Kolejność przypadkowa. Skreślać będę te spełnione 😉

  1. Odwiedzić Iran – już od dłuższego czasu moje podróżnicze marzenie nr 1. Zobaczyć perską architekturę, wypić sok z granatów i przekonać się na własnej skórze, że Irańczycy to najbardziej gościnni  ludzie na świecie.
  2. Pojechać w podróż koleją transsyberyjską, dotrzeć aż do Mongolii i spędzić noc w mongolskiej jurcie.
  3. Zobaczyć Nędzników na West Endzie.
  4. Spędzić Sylwestra w Sydney i zobaczyć pokaz sztucznych ogni nad operą. Wiem, że teraz to dubajski pokaz jest najbardziej imponujący ale ja zdecydowanie wolę zobaczyć ten australijski.
  5. Zabłądzić w polu lawendy na jakieś prowansalskiej wsi.
  6. Przejechać Korsykę pociągiem.
  7. Plażować i kąpać się z flamingami na Arubie i ze świnkami na Bahamach.
  8. Zobaczyć żółwie seszelskie w ich naturalnym środowisku i przejechać wyspę la Digue rowerem.
  9. Spróbować kimchi w Korei i zjeść najlepsze sushi na świecie w Japonii.
  10. Zresetować się i wyłączyć na Atacamie.
  11. Polecieć balonem nad Paganem w Birmie. Gdyby nie splot różnych pechowych sytuacji to to marzenie spełniłoby się za kilka tygodni a tak… jest odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość.
  12. Posurfować i wyluzować się na Hawajach.
  13. Jak już jesteśmy przy sportach wodnych to chciałabym spróbować kitesurfingu na Filipinach. Podobno Boracay nadaje się do tego idealnie.
  14. Zobaczyć największe na świecie baobaby i spotkać najmniejsze lemury na Madagaskarze.
  15. Spędzić noc (no dobra, może być kilka jak mi ktoś zasponsoruje ;-)) w hotelu Marina Bay Sands.
  16. A tak całkiem blisko to miło by też było spędzić noc w podobno najlepszym hotelu na świecie – Aria w Budapeszcie.
  17. Dać drugą szansę New York City. Wrócić tam może wiosną lub jesienią i spróbować polubić pępek świata. Tym razem skupić się na mniej oczywistych atrakcjach, poczuć klimat miasta. No i oczywiście codziennie oglądać inny musical na Broadwayu!
  18. Spędzić dzień na bezludnej wyspie.
  19. Zatańczyć flamenco w Andaluzji.
  20. Odwiedzić parki narodowe USA i polecieć helikopterem nad Wielkim Kanionem.
  21. Jak już mam podziwiać świat z góry to chciałabym też polecieć helikopterem nad lodowcem Perito Moreno.
  22. Odwiedzić plantację kakao w Kolumbii.
  23. Odciąć się od cywilizacji na Polinezji Francuskiej. Spać w water villi i sprawdzić na własnej skórze czy na tamtejszym lotnisku naprawdę nie ma żadnych kontroli 😉
  24. Polecieć biznes klasą A380. Ten samolot od zawsze rozbudzał moją wyobraźnię, leciałam już kilkanaście razy klasą ekonomiczną ale chciałabym kiedyś wejść na pięterko 😉 Mam nieodparte wrażenie, że realizacja tego marzenia będzie połączona z realizacją marzenia nr 17 😉
  25. Usłyszeć szum (a chyba raczej huk) wodospadów Wiktorii.
  26. Spędzić noc n pustyni w Namibii.
  27. Odkryć nieco tajemniczą Azję Centralną – Kirgistan, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan. Zobaczyć Samarkandę i umrzeć 😉
  28. Popłynąć w rejs wycieczkowcem, najchętniej po malutkich wyspach Karaibów.
  29. Spędzić noc na zatoce Ha Long w Wietnamie.
  30. Przejechać się zabytkowym tramwajem w San Francisco.

A tak poza tym to chciałabym, żeby nigdy nie zabrakło mi pasji, żeby każda podróż się dobrze kończyła, żeby spotykać samych życzliwych ludzi na swojej drodze. I jak co roku życzę sobie, żeby więcej czasu spędzać w domu, a nie w drodze. No ale cóż No reason to stay is a good reason to go 😉

I sobie, i Wam, życzę spełniania marzeń, nie tylko tych podróżniczych. A cudowny Zanzibar pojawi się blogu już niedługo. Stay tuned!

Od czegoś trzeba zacząć… ;)

Od dawna jestem namawiana przez znajomych i nieznajomych, żeby zacząć dzielić się swoimi wrażeniami z podróży na blogu. Długo się broniłam aż doszłam do wniosku: A czemu by nie 😉 Stąd ta strona. Będę na niej opisywać swoje bieżące wyjazdy a w chwilach przerwy będę wracać do tych już minionych. Na razie jest tu pusto, trochę ostatnich wyjazdów możecie śledzić na instagramie. Wkrótce pierwszy wpis, w którym zabiorę Was na Mykonos. Zapraszam 🙂