Rejs po 3 wyspach z Kos – Kalymnos, Plati, Pserimos

Jeśli lubicie spędzać czas na morzu (ja nienawidzę ale cóż, lubię odkrywać nowe miejsca i czasem trzeba się przemóc) to podczas wakacji na Kos rozważcie rejs na wyspę poławiaczy gąbek – Kalymnos lub całodniowy rejs między wyspami Kalymnos, Plati i Pserimos. My zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję i bardzo ją Wam polecam!

Kalymnos

Rejs rozpoczyna się w porcie Mastichari skąd nasz piracki statek rusza w około 45-minutowy rejs na wyspę Kalymnos. Wyspiarze przez stulecia zajmowali się połowem gąbek morskich. Do dziś w miasteczku Kalymnos (znanym też jako Pothia) znajduje się wiele manufaktur gdzie można dowiedzieć się co nieco o połowie jak i zakupić gąbki. Kalymnos jest jednym z ostatnich miejsc na świecie gdzie zawód poławiacza gąbek jest wciąż kultywowany.

Miasteczko Pothia jest malutkie, nieco senne, zachowało swój tradycyjny charakter i nam się bardzo ale to bardzo podobało. Chętnie zostałabym tam na dłużej. Przy deptaku w okolicy portu ciągną się kawiarenki i tawerny. W miasteczku warto zobaczyć Muzeum Morskie, kościół Przemienienia Pańskiego, pałac Vouvalisa czy Muzeum Archeologiczne. Ale ja przede wszystkim polecam zgubić się w wąskich uliczkach i to najlepiej tych oddalonych od portu i głównej alejki. Doświadczycie tam prawdziwego greckiego życia, z dala od masowej turystyki i codziennego pędu. Ja byłam zachwycona i bardzo bym chciała kiedyś na Kalymnos wrócić ale na dłużej.

Wyspa poza tym, że słynie z gąbek znana jest wszystkim wspinaczom. W 1997 roku wyznaczono na wyspie 47 tras wspinaczkowych, a od 1999 roku na wyspę zaczęli przybywać wspinacze z całej Europy. Wspinaczka jest tu możliwa przez cały rok dzięki korzystnym warunkom klimatycznym.

Nadmorska wieś Masouri słynąca z imponujących skał uważana jest za wspinaczkowy raj. W miejscowości Scalia poza skalistymi zboczami znajduje się też jaskinia.

Nazwa Kalymnos oznacza dobre porty i według Iliady to stąd wyspiarze wysyłali okręty pod Troję.

Plati

Po zobaczeniu przeuroczej Kalymnos ruszamy dalej – na bezludną wyspę Plati. Wyspa jest bezludna choć znajduje się na niej jeden dom. Zamieszkiwała go para grecko-włoska ale po rozwodzie (no cóż, życie) obydwoje zdecydowali się opuścić wyspę. Dziś na wyspie spotkacie wojsko, które tu stacjonuje i stąd rusza na patrolowanie wód wokół wyspy Kos.

Ponadto na wyspie znajduje się malutki kościółek. Typowa grecka świątynia – białe mury i błękitna kopuła. To wszystko na małym wzniesieniu górujące nad błękitnym morzem. Pocztówka bez filtra.

Przy kościółku znajdują się dwie plaże. Jedna z łatwym zejściem gdzie ruszają wszyscy pasażerowie statku i druga wydawałoby się niedostępna. Ale da się na nią wejść bez większego problemu. Jedyne utrudnienie jest takie, że trzeba przejść przez morze (ciepłe i przyjemne) po śliskich kamieniach. Więc jeśli się zdecydujecie to uważajcie na tych kamieniach. Najlepiej zabierzcie buty do wody. Kamienie są obrośnięte roślinnością i naprawdę ciężko utrzymać na nich równowagę. Ale dla posiadania plaży wyłącznie dla siebie warto się tam przedostać.

Pserimos

Ostatni przystanek na trasie naszego rejsu. Wyspa oddalona od Plati o zaledwie 500 metrów. Tu naprawdę nie ma nic do zwiedzania ale to kolejna możliwość zobaczenia Grecji niekomercyjnej. Przy porcie jest oczywiście kilka straganów z pamiątkami i tawern ale odejdźcie trochę od tej pierwszej linii brzegowej i odetchnijcie głęboko. To Grecja. Biedna i nie tak pocztówkowa ale prawdziwa.

Na Pserimos decydujemy się na plażowanie i kąpiel w morzu. I ta kąpiel to przeżycie doprawdy dziwne. W zatoce mieszają się różne prądy. Wchodząc do morza będziecie co chwilę czuć napływającą to ciepłą, to zimną wodę. Stoicie sobie – ciepło, przejdziecie 20 cm dalej – zimno. I tak w kółko. Ciekawe doświadczenie choć nie wiem czy chciałabym je powtórzyć. Termoreceptory szaleją 😀

Czy warto wybrać się na taki rejs?

Tak, tak i jeszcze raz tak. Kosztował nas 30 EUR od osoby (łącznie z transferem z hotelu do portu i z powrotem oraz z wyżywieniem) a był to cudowny dzień spędzony na morzu (nawet nie bujało za bardzo) i na przepięknych wyspach. Jeśli wybieracie się na Kos to BARDZO polecam Wam taką atrakcję.

Wyspa Kos – zwiedzanie

Jak już wspominałam we wpisie gdzie macie wszystkie niezbędna informacje jak zorganizować sobie wakacje w Grecji, na Kos wynajęliśmy samochód i tak zwiedzaliśmy wyspę. Poniżej wszystkie must-see tej całkiem sporej greckiej wyspy.

Miasto Kos – atrakcje

Stolica, główny port i tak naprawdę jedyne miasto na wyspie. Uwaga, wjeżdżając do miasta musicie zostawić auto na jednym z parkingów w okolicy Casa Romana, gdyż bliżej centrum i portu nie ma parkingu z prawdziwego zdarzenia, są tylko jakieś pojedyncze miejsca parkingowe, zazwyczaj zajęte.

Ponieważ auto zostawiamy właśnie na tym parkingu to zwiedzanie miasta Kos zaczynamy od Plateia Diagora – małego placyku położonego po drugiej stronie ulicy. Dojście jest schodkami, na końcu których zobaczycie minaret – pozostałość po meczecie. Na przeuroczym placyku, który jest po drugiej stronie minaretu, robimy sobie przerwę na kawę. Przysiadamy w tradycyjnej tawernie i podziwiamy kolorową zabudowę ozdobioną cudowną roślinnością. Właśnie za takie miejsca kocham Grecję!

Po podniesieniu poziomu kofeiny we krwi ruszamy dalej. Uliczką Teologou ruszamy w kierunku ruin i pozostałości z czasów rzymskich – gimnazjonu, łaźni i antycznego stadionu. Ja szczerze mówiąc nie mam tak bujnej wyobraźni, żeby w kupie kamieni zobaczyć to co było tam tysiące lat temu więc robimy parę zdjęć i kierujemy się w stronę portu.

Spacerujemy chwilę wzdłuż łódek i jachtów mając świadomość, że do portu w Kos za kilka dni wrócimy, by popłynąć do Bodrum.

Z portu ruszamy więc w kierunku głównego placu miasta ale z bardzo ważnym przystankiem po drodze 😀 Ten przystanek to najbardziej instagramowe miejsce w mieście a chyba nawet na całej wyspie. Mowa o The Fish House Taverna przy ulicy Martiou St Kos Harbour 25. Na pewno nie przegapicie tego miejsca, bo zawsze stoi tam kolejka osób czekających na to, żeby zrobić sobie zdjęć w bajkowej scenerii. Są wymalowane na biało schody, niebieskie dzbany, różowe kwiaty, kolorowe krzesełka. Wszystko spójne, piękne, nic tylko robić zdjęcia i wrzucać na insta 😉 Tudzież na bloga 😉

Po tej fotopauzie ruszamy dalej w kierunku placu Eleftherias – jednego z głównych i największych placów w mieście. Stoi przy nim meczet Defterdar przykuwający uwagę czerwonymi kopułami i wieżyczką wysokiego minaretu. W meczecie znajduje się mauzeoleum Hadżiego Paszy – słynnego XVIII-wiecznego dowódcy wojsk tureckich. Meczet otwiera się tylko w piątki, gdy muzułmańskie rodziny (jest ich na Kos około 50) mogą się tu modlić, a turyści mogą zajrzeć do środka.

W południowej stronie placu znajduje się kryty bazar. Warto tam zajrzeć, popatrzeć, przejść się ale zdecydowanie nie polecam robienia tu zakupów. Ceny są średnio 30% wyższe niż w innych miejscach. Te same produkty kupicie w innych sklepach zarówno w mieście, jak i w innych miejscowościach na wyspie a za sporo mniejsze pieniądze. To niestety taka typowa pułapka turystyczna. Wejście do hali jest cudownie oplecione bugenwillami.

Nieopodal targu znajduje się cerkiew Agia Paraskevi – świętej mniszki kościoła prawosławnego. Jest to najważniejsza cerkiew w całym mieście. Wewnątrz znajdują się bizantyjskie obrazy. Niestety podczas naszego pobytu cerkiew była w remoncie. Uległa ona poważnym zniszczeniom podczas trzęsienia ziemi w 2007 roku.

Z placu kierujemy się ku agorze. Jest to ogromny teren, agora w mieście Kos miała wymiary 300 na 80 metrów i była jedną z największych w czasach starożytnych. Na terenie agory znajdują się pozostałości świątyni Afrodyty, świątyni Dionizosa, mozaiki, ruiny bazyliki czy pozostałości średniowiecznych murów oraz hellenistycznych wałów obronnych. Wstęp na teren agory jest bezpłatny.

Spacerując wzdłuż agory w kierunku portu warto też zwrócić uwagę na kolorowy budynek hotelu Gelsomino. Dzielnica, w której się znajduje nazywana jest dzielnicą włoską. Hotel powstał w 1929 roku i zaprojektował go Rodolfo Petracco. A w dzielnicy włoskiej poza hotelem znajdziemy też siedzibę gubernatora, bastion Schlegelholz, ratusz i budynek sądu.

W tej okolicy znajduje się też zamek rycerzy św. Jana stojący na cyplu. Jest o jednocześnie naturalna zasłona chroniąca miasto przed wiatrem, dawniej była twierdzą chroniącą wybrzeże. W 1933 roku zamek został zdobyty przez Niemców i stał się obozem jenieckim dla żołnierzy włoskich i angielskich. Kiedyś zamek nazywano Nerantzia od gaju pomarańczowego, który go wtedy otaczał. Fortecę opasują dwa kręgi grubych murów, a na jej teren prowadzi most przerzucony nad dawną fosą. Obecnie pod mostem ciągnie się Aleja Palmowa.

Przy agorze znajduje się też plac Platanou z najstarszym platanem w mieście zwanym platanem Hipokratesa, który ma ponad 500 lat. Konary drzewa podtrzymywane są przez metalowe rusztowanie. Mieszkańcy Kos uważają, że drzewo zostało zasadzone przez samego Hipokratesa, który w jego cieniu przyjmował pacjentów. Wg legend pod tym samym drzewem nauczał też apostoł Paweł.

W sąsiedztwie placu znajduje się meczet z loggią zwany świątynią Gazi Hassana, który zbudował go w 1876 roku prawdopodobnie w miejscu bizantyjskiej świątyni. Obok meczetu znajduje się fontanna, a jego kopuła wsparta jest na 7 filarach. Drewno użyte do budowy dachu meczetu pochodziło z… wraku szwedzkiego statku.

I na koniec tuż przed powrotem na parking zaglądamy do Casa Romana. Są to pozostałości świątyni patrycjuszowskiej z III wieku. Niestety jak wszystkie ruiny – mnie nie przekonują i nie widzę tam rezydencji tylko kupę kamieni, no sorry.

Tłocznia oliwy

W miejscowości Zipari znajduje się mała fabryka oliwy. Ja w tłoczni oliwy byłam już nie raz stąd byłam tą atrakcją średnio zainteresowana ale przy fabryce znajduje się sklepik. A dobrej oliwy nigdy za dużo. Sami widzicie, że sklep jest bardzo stylowo urządzony, można skosztować oliwy i oliwek oraz oczywiście zrobić zakupy. Oliwa jest tu rzeczywiście tańsza niż w innych miejscach na wyspie (nawet w marketach) więc polecam zrobić sobie przystanek na mały shopping. Poza oliwą i produktami spożywczymi kupicie tu też kosmetyki na bazie oliwy z oliwek i przeróżne zestawy prezentowe.

Kapliczki i kościoły

Jakimikolwiek drogami będziecie podróżować po Kos miniecie dziesiątki przeuroczych białych kościółków z niebieskimi kopułami. Taki typowy grecki obrazek. Warto się przy którejś zatrzymać na zdjęcia.

Mastichari

Spokojny kurort i centrum rybołówstwa. Znajduje się tu też niewielki port, z którego wypływają promy i statki wycieczkowe na wysepkę Kalymnos.

Przy porcie znajduje się rondo z posągiem Posejdona.

Mastichari może poszczycić się piękną, czystą, szeroką plażą. Jest tu sporo leżaków i centrum sportów wodnych. Przy plaży działa też sporo tawern i barów a bardziej w głąb miasteczka znajdziecie kilka sklepików z pamiątkami i marketów.

Przy tej plaży można oglądać przepiękne zachody słońca.

Tigaki

Dosyć spokojny kurort. Większy niż Mastichari ale daleko mu do Kardameny. Tigaki to właściwie jedna ulica prowadząca do plaży pełna kolorowo urządzonych tawern, barów i restauracji oraz sklepików z pamiątkami. Wszystko jest tu bardzo gustownie urządzone i przyjemne. Plaża jak dla mnie za bardzo zastawiona leżakami i nie tak ładna jak ta w Mastichari.

Słone jeziorko Alikes

Znajduje się pomiędzy kurotami Tigaki i Marmari. Właściwie są to słone bagna wykorzystywane kiedyś do odparowywania soli z wody morskiej. Główną atrakcją jeziorka są brodzące w nim nieraz flamingi. My niestety nie mieliśmy przyjemności ich spotkać. Flamingi można spotkać w czerwcu i lipcu więc my byliśmy chyba trochę za wcześniej 😉 Przy jeziorku znajduje się kilka parkingów z różnych stron. My jechaliśmy od strony Tigaki, zostawiliśmy samochód nieopodal hotelu Oasis skąd do jeziorka prowadzi króciutka ścieżka.

Asklepiejon – świątynia Asklepiosa

To najlepiej zachowany z 300 greckich Asklepiejonów, jedno z największych osiągnięć architektonicznych okresu hellenistycznego. Asklepiejony były świątyniami Asklepiosa. Bilet wstępu do ruin (bo to tylko ruiny, nie oszukujmy się) kosztuje 8 EUR więc zrezygnowaliśmy z wejścia. Natomiast jak wejdziecie na polankę po lewej stronie jeszcze przed wejściem na teren Asklepiejonu to jest tam taki płot, przez który wszystko widać. Zdjęcia może jakoś szałowo nie wychodzą ale zobaczyć można wszystko.

Termy – gorące źródła Embros Therma

Jadąc z miasta Kos trzeba kierować się ku Agios Fokas. Tam warto zrobić foto-pauzę przy latarni morskiej.

Same termy znajdują się ok. 10 kilometrów od miasta Kos, droga prowadzi przez góry więc widoki po drodze są przepiękne. Sporo osób pokonuje tę trasę rowerami.

Same termy są małe i nie oszukujmy się – śmierdzące. Ale bardzo Wam polecam wizytę w tym miejscu, żeby pooglądać czarne plaże (nie aż tak czarne jak na Islandii ale jednak), wystające z morza składy i generalnie przyjemną Therma Beach. Same źródła zostały odkryte w 1934 roku,

Zaparkować trzeba przy głównej drodze – jest tam dobrze oznakowany parking i mała restauracja przy nim. Następnie trzeba schodzić w dół mijając plaże i skały aż docieramy do miejsca docelowego, czyli źródełek z wodą o temperaturze 45 – 50 stopni. W wodzie można się kąpać, ponieważ miesza się ona z chłodną wodą morską. Pamiętajcie jednak, żeby przed kąpielą zdjąć biżuterię i może nie zakładać swojego najlepszego stroju plażowego, bo raz, że będzie śmierdział, a dwa, że może się zniszczyć. My tylko sobie na źródełka popatrzyliśmy, nie mieliśmy ochoty na kąpiel 😉

Woda w źródełku jest bogata w minerały i podobno ma właściwości lecznicze, szczególnie zalecana jest na dolegliwości reumatyczne. Nie twierdzę, że to nie prawda ale nie oszukujmy się – po jednej kąpieli nikogo nie uzdrowi 😉

Pyli

Maleńkie i spokojne miasteczko położone około 15 km od miasta Kos. Tu żyje się spokojnie, raczej nie spotkacie tu turystów. Wg greckiej mitologii mieszkańcy Pyli udzielili schronienia Heraklesowi.

Miejscowość słynie z tradycyjnych kamiennych domostw otaczających centralny plac miasta.

Około 300 metrów od tego placu znajduje się grobowiec Harmylosa – starożytnego władcy wyspy. Warto też zobaczyć stare źródło wypływające z kamiennej studni w uroczym zacienionym zakątku. Cudownie można się tam schłodzić w upalny dzień.

Warto też zobaczyć lokalny kościół.

Antimachia

Miejscowość leży ok. 4 km od Mastichari. Wg mitologii tutaj Herakles miał się wdać w bójkę z pasterzem Antagorasem.

Najważniejszymi zabytkami miejscowości są tradycyjny Dom Antimachia i Milos tou Papa – stary, tradycyjny wiatrak.

Kardamena

Kolejny kurort, tym razem naprawdę spory, z naprawdę dużym i dobrze zaopatrzonym supermarketem.

Kardamena uchodzi za największą imprezownię Kos – w szczycie sezonu jest tu głośno i tłoczono ale w maju było całkiem przyjemnie.

W Kardamenie jest spory port, jest mnóstwo sklepików, kawiarni, restauracji i barów.

Paradise Beach

Rzekomo najpiękniejsza plaża na wyspie. Jak już pisałam wcześniej – Kos to nie jest wyspa dla miłośników pięknych plaż.

Do Paradise Beach trzeba zjechać z góry. Po drodze znajduje się miejsce, gdzie można się zatrzymać i popatrzeć na plażę z góry.

Po zjechaniu do samej plaży czar pryska – piasek jest szary (jak na większości plaż na Kos). Woda co prawda przejrzysta i czysta ale wszystko zawalone leżakami, budkami z jedzeniem i wszystkim innym czego zachodnioeuropejscy turyści potrzebują do szczęścia 😉 Spędziliśmy tam chwilę, zrobiliśmy zdjęcia i uciekliśmy.

Plaka – Pawi Las

W lesie niedaleko miejscowości Plaka żyje sobie stado pawi, a także koty i żółwie. Tych ostatnich niestety nie mieliśmy przyjemności spotkać. Pawie są niejakim symbolem Kos – zobaczycie je w hotelach (w postaci rzeźb), na magnesikach i pocztówkach. Nie do końca wiadomo skąd się wzięły na wyspie, jedna z legend mówi, że sprowadził je tam sam Aleksander Wielki. W starożytności pawie uważano za ptaki królewskie.

Zia – zachód słońca

Zia to jedno z moich ulubionych miejsc na Kos. Górska wioska, która słynie z zachodów słońca. Naczytałam się, że po godzinie 18 do maleńkiej wioski ciągną dziesiątki autokarów, by zostawić tam turystów i wczesnym wieczorem po nich wrócić. Przyznam, że trochę mnie to przeraziło, ja za tłumami nie przepadam. Na szczęście w maju tłumów nie było. Owszem, było trochę ludzi, ale spokojnie dało się znaleźć miejsce w restauracji i zrobić zakupy.

Zia to świetne miejsce na zakup pamiątek – stragany ciągną się jeden przy drugim, wybór wszystkiego jest ogromny, a ceny najniższe na całej wyspie.

Jeśli chodzi o oglądanie zachodu słońca to polecam restaurację Sunset Balcony. Idąc wzdłuż głównej uliczki miasta w pewnym momencie trzeba pójść w prawo, do góry. Jak będziecie szli od parkingu do macie jedną uliczkę, która w pewnym momencie skręca w lewo. Zamiast iść w lewo to idźcie w prawo, wzdłuż straganów z pamiątkami. W pewnym momencie zaczną się schody. Miniecie kilka barów i restauracji i na końcu dotrzecie do tawerny Sunset Balcony. Jest ona najwyżej położoną restauracją w miasteczku, funkcjonuje od 33 lat i oferuje najpiękniejszy widok na zachodzące słońce. Jedzenie jest tu nieco droższe niż w pozostałych tawernach (ale też nie jakieś szalenie drogie, za 3 napoje i jakieś tzatziki zapłaciliśmy 10 EUR) ale ten widok jest tego wart.

Przy restauracji znajduje się kościół Agios Georgios – bizantyjska budowla, do której warto zajrzeć.

Sama wioska jest przeurocza. Nie brakuje tu kolorowo urządzonych restauracji, tawern i barów. Ludzie są niesamowicie otwarci i przyjaźni. No i te widoki – nie tylko podczas zachodu słońca. Z wioski macie widok na całą okolicę, na góry i na morze Egejskie. Jest pocztówkowo, pięknie i bardzo przyjemnie.

No i last but not least – dojazd. Droga wiedzie wśród gajów oliwnych, czasem drogę zablokuje Wam stado kóz. Bajka.

Agios Dimitrios

Wioska znajdująca się w okolicy Zia. Wsród opustoszałych uliczek (poza nami naprawdę nie było tam żywej duszy) znajduje się kościół Agios Dimitrios wzniesiony na pozostałościach starej bazyliki chrześcijańskiej. Kościół wieńczy imponująca dzwonnica.

Wyspa Kos – informacje praktyczne

Kos – wyspa leżąca na Morzu Egejskim, nieopodal wybrzeża Turcji. Wchodzi w skład archipelagu Dodekanez, który z kolei należy do Sporadów Południowych. Powierzchnia wyspy wynosi 290 kilometrów kwadratowych.

Kos – jak się dostać z Polski?

Najszybciej, najłatwiej i najtaniej jest kupić wakacje w biurze podróży. Ceny wakacji na Kos nie są wygórowane a biorąc pod uwagę, że z Polski nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych innych niż czarterowe to wybór pakietu lot+hotel+transfer wydaje się najrozsądniejszą opcją. Bezpośredni przelot z Polski trwa ok. 2,5 godziny.

Można oczywiście kombinować dolot do Aten i z Aten greckimi liniami na Kos ale koszt takich lotów przewyższy koszt całych wakacji kupionych u touroperatora.

Kos leży zaledwie 5 kilometrów od tureckiego miasta Bodrum więc można też kombinować z lotem do tego tureckiego miasta, a następnie promem na Kos (przeprawa trwa nieco ponad godzinę).

Kos – dojazd z lotniska

Nasze wakacje były wyjazdem z biurem podróży więc transfer zapewniało biuro. Jeśli lecicie na własną rękę to możecie skorzystać z taksówek, wynająć auto lub skorzystać z komunikacji publicznej KTEL. Przed terminalem znajduje się przystanek, z którego ruszają autobusy do miasta Kos, Kefalos, Mastichari i Kardameny. Cena pojedynczego biletu wynosi od 2 do 4,4 EUR.

Jeszcze kilka słów o lotnisku na Kos (KGS). Nie przesadzę jeśli powiem, że to najgorsze lotnisko na jakim w życiu byłam. Przede wszystkim jest mikroskopijnie małe i nieprzystosowane do obsługiwania takiej ilości połączeń jakie obsługuje. Kolejka do odprawy ciągnie się na zewnątrz terminalu (!!!) więc nie zapomnijcie zabrać zapasu wody wybierając się na lotnisko. Punktów check-in jest dosłownie kilka, pasażerowie są stopniowo wpuszczani na teren lotniska. Po odprawie musicie sami zanieść swój bagaż do prześwietlenia (to akurat procedura znana z wielu greckich lotnisk), a następnie udać się do kontroli bezpieczeństwa. Tam czekają aż 2 (!!!) stanowiska. Po przejściu kontroli znajdujecie się w strefie, która jest w stanie pomieścić pasażerów 2 samolotów (już w maju na Kos samolotów było kilka na godzinę więc możecie wyobrazić sobie co tam się dzieje). Nie ma miejsca, jest jeden sklep wolnocłowy i jedna kawiarnia. Klimatyzacja rozkręcona na maksa więc weźcie bluzę albo nawet kurtkę. Ale z tego co czytałam w zeszłym roku jeszcze tej klimatyzacji nie było i nawet nie chcę myśleć co tam się musiało dziać. Jeśli spędzacie na tym lotnisku 2 godziny przed odlotem samolotu to oczywiście da się przeżyć ale w przypadku jakiegoś opóźnienia gdy trzeba by tam spędzić kilka godzin – dramat.

Kos – hotele, gdzie się zatrzymać?

Od razu mówię, że Kos nie jest wyspą dla miłośników pięknych plaż. Jeśli liczycie na szeroki biały piasek i turkusowe morze to od razu rozważcie wakacje na Korfu, Krecie czy innym Zakynthosie ale Kos sobie odpuśćcie.

Najsłynniejsze kurorty na Kos to Kardamena, Mastichari, Lambi, miasto Kos, Kamari i Tigaki. My stacjonowaliśmy w Mastichari – bardzo spokojna miejscówka, plaże niezastawione leżakami co do milimetra jak to jest np. na Paradise Beach. Nie jest to typowy kurort z knajpami dudniącymi muzyką i sklepem na sklepie. Owszem, jest kilka tawern, barów, parę sklepików. Ja wolę takie miejsca i gdyby miała wrócić na Kos to wybrałam ponownie Mastichari.

Dobre wrażenie zrobiła na mnie miejscowość Tigaki – jest już większa i bardziej gwarna niż Mastichari ale cały czas w akceptowalnych granicach. Plaża taka sobie ale z leżakami, sporo bardzo przyjemnych tawern i knajpek, mnóstwo sklepów.

Kardamena to zdecydowanie jeden z największych kurortów na wyspie. Też jest tu mnóstwo sklepików z mydłem i powidłem, jest porządny supermarket, są knajpy i restauracje. W maju było jeszcze dość spokojnie ale myślę, że wakacje w sezonie byłyby już tam dla mnie męczące.

Kamari to wybrzeże słynące z najpiękniejszych plaż na wyspie – Paradise Beach, Agios Stefanos Bay i Camel Beach. Nas szczerze mówiąc zupełnie nie przekonały te miejsca.

Jeśli chcecie być w centrum wyspiarskich wydarzeń to najlepiej stacjonować w mieście Kos (jest tu mnóstwo hoteli położonych nad zatoką) lub będącej jego przedłużeniem Lambi. Myślę, że to druga dobra miejscówka na spędzenie wakacji na Kos. Zwłaszcza jeśli chcielibyście zwiedzać wyspę komunikacją publiczną – wszystkie autobusy wyruszają z miasta Kos.

Kos – komunikacja po wyspie

Są autobusy firmy KTEL, które łączą wszystkie najważniejsze punkty na wyspie ale po pierwsze jeżdżą rzadko (czasem tylko 2 razy dziennie!), a po drugie jeżdżą wolno i dookoła więc takie podróżowanie zajmuje bardzo dużo czasu.

My decydujemy się na wynajęcie auta. Koszt wynajęcia samochodu wynosi 40 EUR za dzień (z pełnym ubezpieczeniem), przy wynajęciu od 3 dni ceny za dzień są niższe. Za benzynę zapłaciliśmy 17 EUR a przejechaliśmy prawie całą wyspę. Litr benzyny na Kos kosztuje 1,7 – 1,8 EUR. Auto wynajęliśmy w hotelu, można było też wynająć od rezydentki ale za to samo auto musielibyśmy zapłacić 77 EUR za dzień 😀

Weźcie pod uwagę, że wyspa jest naprawdę spora i górzysta więc nie zwiedzicie jej całej w ciągu 1 dnia. Jeśli chcecie zobaczyć wszystko na spokojnie to weźcie auto na 2 dni, my mieliśmy na jeden i musiałam okrajać nasz program zwiedzania.

Kos – bezpieczeństwo

Kilka lat temu głośno było o problemie z uchodźcami na Kos. Nie wiem jak było wtedy ale teraz jest zupełnie bezpiecznie i spokojnie. Zjechaliśmy wyspę prawie całą i rzeczywiście wysoko w górach w jakiejś wsi jest obóz dla uchodźców ale my się tam nie zatrzymywaliśmy (zresztą w okolicy nic nie ma do zwiedzania) i nie stanowi to żadnego zagrożenia. W kurortach czy mieście Kos jest zupełnie bezpiecznie, nie ma się czego obawiać.

To na co musicie uważać lecąc na Kos to… komary. Chyba nigdy w życiu nie byłam tak pocięta przez tych krwiopijców jak po pierwszej nocy na Kos! Komary pojawiają się wieczorami i są w pokojach, na plaży, absolutnie wszędzie. Na szczęście na wyspie można kupić preparaty na ukąszenia i zapobiegające ukąszeniom. Ale żeby nie być po pierwszej nocy w kropki (jak ja) – dobrze radzę weźcie jakiś spray i śpijcie przy zamkniętych oknach. Ja dostałam pokój z widokiem na morze i chciałam spać przy szumie fal. Miałam zatem szum fal i bzyczenie komarów 😀

Kos – co kupić, co przywieźć?

Jak zawsze z Grecji – oliwę z oliwek. Na Kos jest jedna tłocznia oliwy, którą można zwiedzić i gdzie można kupić oliwę (a wcześniej jej spróbować). Oliw jest kilka i warto wybrać, która nam najbardziej odpowiada. Oliwę kupicie też w sklepach i marketach w innych punktach wyspy ale jednak w nieco wyższych cenach. W sklepie firmowym litr oliwy extra virgin kosztuje 6,5 EUR. Są też różne mini oliwy i zestawy prezentowe. Każdy coś znajdzie dla siebie.

Poza tym z Kos warto przywieźć miód tymiankowy i dżem z pomidorów.

Kos – co zjeść?

Kos to Grecja więc mamy kuchnię grecką ze wszystkimi jej flagowymi daniami. Zjecie musakę, sałatkę grecką, ser feta, faszerowane papryki a to wszystko polane przepyszną oliwą. Jeśli chodzi o desery to dla mnie w Grecji istnieje tylko jeden – grecki jogurt z miodem. Jadłam codziennie. Dla miłośników słodyczy słodkich do granic możliwości – baklava. Kiedyś uwielbiałam, teraz nie jestem w stanie przełknąć.

Kos – na własną rękę czy z biurem podróży?

Jak już wspominałam ciężko będzie zorganizować lot, hotel i transfery w cenie niższej niż biura podróży oferują gotowe pakiety dlatego myślę, że prościej będzie z biurem. Zwłaszcza, że na Kos polecicie czarterem praktycznie z każdego większego miasta w Polsce.

Natomiast jeśli chodzi o organizację czasu na miejscu to jak najbardziej na własną rękę. Pisałam o cenie wynajmu samochodu – 77 EUR u rezydentki versus 40 EUR w hotelu (mówimy o takim samym samochodzie z takim samym pakietem świadczeń). Podobnie wycieczki – to co u rezydentki kosztowało 50 EUR w hotelowej recepcji lub w jednym z lokalnych biur podróży można było kupić za 25-30 EUR. Różnica ogromna. Ja rozumiem, że biuro podróży nie jest instytucją charytatywną ale z cenami wycieczek naprawdę przesadzają. Rozumiem 10-15% więcej niż w biurze lokalnym ale aż tyle? Zwłaszcza, że to są te same wycieczki organizowane przez te same biura lokalne, do których polskie biuro czasem doda polskojęzycznego przewodnika, a czasem tylko pośredniczy w sprzedaży. Biura chyba zauważyły spadek zainteresowania wycieczkami więc niektóre z nich już oferują możliwość zakupu wycieczek fakultatywnych przed wyjazdem, przy rezerwacji wakacji. Żebyś ogarnięty człowieku nie zdążył wyjść na miasto i zobaczyć, że to co biuro oferuje Ci za kwotę X, możesz kupić za 0,4 czy 0,5x. A jak już kupisz w Polsce to przecież potem się nie wycofasz jak znajdziesz taniej na miejscu.

Kos – czy warto?

Szczerze mówiąc jakoś nigdy nie miałam Kos na liście miejsc do zobaczenia. I w sumie zastanawiam się czemu padło właśnie na Kos… Chyba ze względu na możliwość zobaczenia kilku fajnych wysepek w okolicy.

W każdym razie wyspa Kos mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Nie obfituje w piękne plaże ale ma sporo do zaoferowania. Miasto Kos jest prawdziwą perełką. Nas chyba najbardziej zachwyciły regiony górskie ale to jeszcze będę wszystko opisywać. Do tego przecudowna wyspa Kalymnos, którą można (a nawet trzeba!) odwiedzić przy okazji wakacji na Kos. Jeśli rozważacie wakacje na Kos to ja polecam tę wyspę z całego serca.