Międzyzdroje – atrakcje. Co zobaczyć w Międzyzdrojach?

Przy okazji wakacji w Świnoujściu warto wybrać się na kilka godzin do Międzyzdrojów. Mi kilka godzin w zupełności wystarczyło, bo Międzyzdroje mnie zmęczyły i co tu dużo mówić… rozczarowały. Ale o moich wrażeniach później, teraz czas na atrakcje Międzyzdrojów.

Dworzec

Przyjechałam do Międzyzdrojów ze Świnoujścia pociągiem i pierwsze co zobaczyłam to… dworzec. Może nie jest to jakaś wybitna atrakcja turystyczna Międzyzdrojów ale warto na niego zwrócić uwagę, bo jest taki trochę… z innej epoki. Retro. Fajny.

Pociąg ze Świnoujścia do Międzyzdrojów kursuje bardzo często, kilkanaście razy na dzień. Jedzie kilkanaście minut (odległość między Świnoujściem a Międzyzdrojami to tylko 14 km).

Promenada Gwiazd w Międzyzdrojach

Z dworca czas ruszyć do centrum Międzyzdrojów. A centrum nadmorskiego kurortu to oczywiście promenada. W Międzyzdrojach nazywa się Promenada Gwiazd, jest szeroka, obsadzona kwiatami i… szpetna. A szpeci ją otoczenie – bary z kebabem (sic!), stragany z dmuchanymi zabawkami i przede wszystkim jakieś przeokropne centra gier (głośne, kolorowe i odpychające). Byłam w Międzyzdrojach kilkanaście lat temu i o ile sama zabudowa promenady zmieniła się bardzo na plus (postawiono ławki, altanki, posadzono mnóstwo kwiatów) to otoczenie i straganiarstwo niszczy cały efekt. Ja rozumiem, że przy promenadzie muszą być kawiarnie, restauracje i sklepy z pamiątkami, naprawdę nie mam nic przeciwko temu ale tu jest wszystkiego za dużo i przede wszystkim jest to totalny miszmasz, żadnej logiki. Ciężko znaleźć zwykłą smażalnię ryb! Za to kebaby, kukurydze, bigosy i flaczki na każdym kroku. Planując wyjazd nad morze zastanawiałam się przez chwilę czy zamiast w Świnoujściu nie zakotwiczyć w Międzyzdrojach i całe szczęście, że jednak zdecydowałam się na Świnoujście. 6 dni w Międzyzdrojach by mnie wykończyło!

Przy promenadzie znajduje się oceanarium – miejsce, które warto zobaczyć jeśli wybieracie się do Międzyzdrojów z dziećmi.

Kolejna atrakcja dla dzieci w Międzyzdrojach to muzeum figur woskowych – bardzo blisko wejścia na molo.

Przy promenadzie znajduje się też Aleja Gwiazd – miejsce, które każdy turysta musi w Międzyzdrojach zobaczyć. Znajdują się tu odciski dłoni gwiazd (i gwiazd) odsłaniane każdego roku podczas Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach.

Przy Alei Gwiazd znajduje się też kilka ciekawych pomników – ławeczka Krzysztofa Kolbergera, pomnik Ireny Jarockiej, Jana Machulskiego (jako Kwinto) oraz ławeczka Gustawa Holoubka.

Przy wejściu na promenadę od strony parku zdrojowego znajduje się kwiatowy Paw Tolek – taka nietypowa atrakcja Międzyzdrojów.

Spacerując po promenadzie warto też zobaczyć amfiteatr w Międzyzdrojach.

Molo

Zwiedzanie Międzyzdrojów nie liczy się bez wizyty na molo. Wstęp jest bezpłatny, a samo molo idealnie wpisuje się w straganiarski styl miasta. Już samo wejście prowadzi przez takie jakby centrum handlowo-restauracyjne, a i samo molo zastawiono kawiarniami i restauracjami. Fajnie gdyby była jedna taka kawiarnia czy dwie ale zastawienie całego molo stolikami i budkami też nie wyszło Międzyzdrojom na dobre…

Z molo w Międzyzdrojach można popłynąć w rejs statkiem po Bałtyku, do Świnoujścia czy na niemieckie wybrzeże.

Plaża w Międzyzdrojach

Jak wakacje nad Bałtykiem to musi być plaża! Plaża w Międzyzdrojach podobała mi się mniej niż w Świnoujściu. Piasek nie jest tak biały, a woda sprawiała wrażenie jakiejś zielonej… Ale to wciąż jedna z najszerszych plaż nad Bałtykiem i nawet w środku sezonu można mieć trochę piasku tylko dla siebie.

Park Zdrojowy im. Fryderyka Chopina

Jeśli chcecie odetchnąć trochę od zgiełku promenady to warto przejść do znajdującego się nieopodal Parku Zdrojowego. To naprawdę przyjemne, ładne i spokojne miejsce w Międzyzdrojach. Jest dużo zieleni, kwiatów, są ławeczki. Warto zobaczyć w Międzyzdrojach!

Deptak – ul. Światowida

Wychodząc z Parku Zdrojowego na drugą stronę (nie na promenadę) dociera się na ul. Światowida – taki nie za długi deptak ze sklepikami, smażalniami i kawiarniami. Na pewni ciszej, spokojniej i taniej niż przy promenadzie. Choć równie przaśnie i odpustowo…

Kawcza Góra

Co zobaczyć w Międzyzdrojach jeśli szuka się ciszy, spokoju i kontaktu z naturą? Woliński Park Narodowy i punkt widokowy na Kawczej Górze. Wejście na Kawczą Górę znajduje się od ulicy Campingowej. Droga wiedzie schodami pod górę przez Woliński Park Narodowy. Trasa jest krótka i mało wymagająca – nawet dzieci dadzą radę. Widoki z góry nie są może oszałamiające, bo dużo zasłaniają drzewa ale na pewno warto się wybrać do parku podczas wakacji w Międzyzdrojach – będzie ciszej, spokojniej i… aktywniej 😉

Wstęp na Kawczą Górę jest bezpłatny. Jest to teren parku narodowego więc obowiązują zasady i regulacje.

Bałtycki Park Miniatur

I na koniec najciekawsze miejsce, które można zwiedzić w Międzyzdrojach – Bałtycki Park Miniatur. Jak sam się reklamuje – wycieczka w ciągu 45 minut dookoła Bałtyku.

Park mieści się ok. 2,5 km od promenady i centrum Międzyzdrojów. Własnym samochodem można podjechać pod samo wejście (jest bezpłatny parking), jeśli nie macie samochodu to Bałtycki Park Miniatur zapewnia bezpłatny dojazd takim busikiem (ciuchcią) z promenady – przystanek znajduje się w okolicy Oceanarium, jest bardzo dobrze oznakowany.

Cena biletu wstępu do Parku Miniatur to 23 zł (lato 2020) – sporo ale warto. W parku można zobaczyć miniaturowe wersje (w skali 1:25) największych zabytków z 9 krajów nadbałtyckich. Można między nimi spacerować, robić zdjęcia. Fajne zwłaszcza jeśli widziało się część z nich na żywo w oryginale. Świetna atrakcja nie tylko dla dzieci. Park jest niewielki i samemu można go zobaczyć w 30 – 60 minut. Każda atrakcja jest krótko opisana. Bilet wstępu upoważnia też do zwiedzania parku miniatur z przewodnikiem.

Park cały czas się rozbudowuje i powiększa więc na pewno fajnie będzie za jakiś czas wrócić i zobaczyć co się dobudowało. Póki co największą miniaturą w parku jest zamek krzyżacki z Malborka. Świetna atrakcja Międzyzdrojów, nie tylko dla dzieci! Park uchodzi za jedną z najlepszych atrakcji turystycznych Pomorza Zachodniego.

Międzyzdroje – czy warto?

Jak już wspomniałam mnie Międzyzdroje nie porwały. Ba, one mnie rozczarowały. Taki kurort w najgorszym tego słowa znaczeniu. Władze miasta dużo zrobiły, żeby Międzyzdroje były po prostu ładniejsze ale trzeba jeszcze popracować nad budkami z gastronomią, dmuchawcami i tymi nieszczęsnymi grami. Fajnie by było oddać molo turystom i mieszkańcom – zabrać część tych budek i stolików. I przede wszystkim wzorem Sopotu walczyć z golasami! Kiedy pijesz sobie kawę (albo piwo Międzyzdrojskie – warto spróbować w Międzyzdrojach) a przed nosem paradują ci panowie z gołymi brzuchami jak w zaawansowanej ciąży to trochę się odechciewa.

Warto wybrać się do Międzyzdrojów na kilka godzin – maksymalnie na jeden dzień – ale na tydzień wakacji czy nawet na weekend to ja bym tu nie chciała przyjechać.

Świnoujście – gdzie zjeść?

Pisałam już przy okazji Kołobrzegu, że nad morzem zawsze zajadam się rybami. Kilka dni spędzonych w Świnoujściu potwierdziło ten trend 😉 Zatem gdzie zjeść dobrą rybę w Świnoujściu? Zapraszam na mój przewodnik po restauracjach Świnoujścia.

Rybna Chata – Piłsudskiego 45

Mój pierwszy obiad w Świnoujściu. Nie ukrywam, że przekonała mnie nazwa – Rybna Chata nad morzem zapowiada dobry obiad 😉 Do Rybnej Chaty dotarłam baaaardzo głodna. A ja niestety mam tak, że jak jestem bardzo głodna to w menu szukam makaronu. Nic nie poradzę, że jestem pastożercą i niczym się tak nie najadam jak właśnie makaronem.

W Rybnej Chacie makaron musiał być oczywiście z rybą. Rozważałam łososia, żabnicę i owoce morza. Padło na łososia. Dlaczego? Niby makaron z łososiem to nic wymyślnego – i w Poznaniu, i w Warszawie i wielu innych miejscach można zjeść. Ale restauracja Rybna Chata bierze udział w akcji My Fish – dania oznaczone tym symbolem pochodzą z Bałtyku, od lokalnych rybaków. I właśnie łosoś miał to oznaczenie.

Porcja makaronu jak widać na załączonym obrazku była ogromna. A patrząc na to co mieli goście przy innych stolikach pozostałe dania były jeszcze większe! Dlatego jeśli wybieracie się do Rybnej Chaty większą ilością osób to rozważcie zamawianie jednego dania na 2 osoby – porcje są naprawdę potężne. Ale do rzeczy. Makaron był wyśmienity. W śmietanowych sosach z łososiem ryba jest zazwyczaj upieczona/ugrillowana/usmażona saute, ten łosoś był upieczony z jakimś ziołowym masełkiem – ode mnie ogromny plus za to. Sos był naprawdę lekki (na tyle na ile śmietanowy sos z tłustą rybą może być lekki) – całość idealnie dopełniał świeży szpinak i suszone pomidory. Znalazły się też jakieś pojedyncze kapary. Przepysznie i bardzo polecam Rybną Chatę jako miejsce gdzie można dobrze zjeść w Świnoujściu. Nie jest najtaniej (makaron + aperol 60zł, większość dań głównych kosztuje powyżej 50 zł) ale porcje są tak ogromne, że spokojnie wystarczą dla 2 osób.

Kuter Smażalnia & Grill – Uzdrowiskowa 4/5

Bardzo dobra smażalnia ryb w Świnoujściu przy samym zejściu na plażę i tuż przy promenadzie.

Patrząc na pierwszą stronę menu już wiedziałam, że dalej szukać nie muszę. Kusiły placki z ryb świeżych i wędzonych (i ostatecznie skusiły) z ziemniakami i kusiły pierogi z rybami i kaszą gryczaną… Pierogi widziałam przy stoliku obok i też wyglądały kusząco. Ale placki – naprawdę przepyszne. Przewaga ryb wędzonych (uwielbiam!), zero ości – pyszka. Mimo iż to tylko dwa placki to mnie zapełniły totalnie. Ziemniaków praktycznie nie zjadłam. Jedyny minus – bardzo dużo koperku. Ja akurat lubię ale jak ktoś za koperkiem nie przepada to słabo – w kotletach koperek, na ziemniakach koperek, w surówkach koperek. Można by to trochę urozmaicić.

Ale generalnie Kuter to bardzo dobre miejsce na rybę w Świnoujściu. Ceny też bardzo przyzwoite (24zł za placki rybne).

Aaaa, bym była zapomniała – koniecznie spróbujcie ich piwa z wiśniami! Na szczęście serwują je z długą wykałaczką i można wyjeść owocki bez problemu.

A w środku piękny wystrój – można wrócić do wspomnień z Seszeli.

Hampton Beach Bar

Nie samym jedzeniem żyje człowiek na wakacjach 😉 Za czasów mojego dzieciństwa beach bary nie istniały, zdarzały się ewentualnie budki z piwem. Dziś infrastruktura nad polskim morzem się poprawia i praktycznie na każdej plaży jakiś bar z prawdziwego zdarzenia się znajdzie.

W Hampton Beach Bar poza tym, że można kupić napoje, piwo i drinki można też wynająć leżak. Bo w tych plażowych wypożyczalniach leżaków to wypożyczają takie krzesełka, nie prawdziwe leżaki. Są też apartamenty na wynajem, czyli takie łóżka.

Jedne drinki lepsze, inne gorsze, bardzo przyjazna obsługa – generalnie bardzo fajna miejscówka na piwo na plaży w Świnoujściu 😉

Kurna Chata – Piłsudskiego 20

Szukając w internetach przed wyjazdem gdzie zjeść w Świnoujściu prędzej czy później natrafiałam na restaurację Kurna Chata. Nazwa może nie do końca zachęcająca ale ilość pozytywnych recenzji mnie przekonała.

Pierwszy zachwyt po przekroczeniu progu lokalu – cuuuudny wystrój. Trochę dużo wszystkiego i pewnie niejedna osoba poczuje przesyt kwiatków i innych dekoracji ale mi się podobało 😉

Trochę rozczarowało mnie menu. Rozczarowało pod tym względem, że nad morzem jadam ryby. W 95% przypadków. A oferta dań rybnych w Kurnej Chacie jest uboga – 3 dania główne i kilka przystawek. Wiem, że Rybna Chata to siostra Kurnej gdzie ryb jest więcej ale jednak idąc do knajpy nad morzem chcę mieć do wyboru coś więcej niż 3 dania z ryb. No ale dobra. Wybór niewielki ale jednak na coś się trzeba zdecydować. Padło na ziemniaka pieczonego ze śledziem. Pisałam już niejednokrotnie, że jestem uzależniona od śledzi i nawet jak w mojej lodówce jest tylko światło to jakiś słoik śledzi zawsze się znajdzie 😉

Śledź w Kurnej Chacie był bardzo dobry. Sam ziemniak już mniej – był za bardzo mączysty. Lubię takie nadziewane ziemniaki, jadłam je wielokrotnie i jednak ta konsystencja nie była taka jak być powinna. Nie wiem czy to odmiana, czy pora roku (bo wbrew powszechnej opinii ziemniak to warzywo sezonowe!) ale ten ziemniak nie do końca zagrał. Niemniej sałatka śledziowa świetna – śledzie dobrze wymoczone (nie ma nic gorszego niż przesolony, niewymoczony śledź), dużo cebulki – ja akurat lubię. Mimo nie najlepszego ziemniaka fajne to było.

Kurna Chata to dobre miejsce w Świnoujściu, żeby zjeść mięso, pierogi czy inne tradycyjne dania. Tu niekoniecznie trzeba jeść rybę. Ale jeśli już będziecie to spróbujcie śledzia – pyszny.

Promenada – Uzdrowiskowa 16

Promenada w sezonie letnim 2020 serwuje drinka o wdzięcznej nazwie COVID-19 😉 Cóż, nie da się ukryć, że COVID jest tematem przewodnim wakacji 2020 i fajnie, że postanowiono go zwyczajnie obśmiać 😉 Bo panika już była, lockdown był, ograniczenia cały czas są ale trzeba żyć dalej. Żyć jak najbardziej normalnie. Nie ukrywam, że do Promenady weszłam skuszona tymże właśnie drinkiem. Widzicie jak on wygląda? Sztos! Najbardziej instagramowy obrazek lata 2020 nad Bałtykiem 😉 Genialny pomysł – to wstrzykiwanie alkoholu do szklanki, bomba! Sam drink – dla mnie za słodki. Ale przecież nie o smak tu chodzi 😉 A może trzeba iść tym tropem, że cukier zabija mikroby? 😉 Nieważne. COVIDA spróbować musiałam i spróbowałam.

Ale jak już do tej Promenady weszłam to musiałam też coś zjeść. Wybór dań rybnych jest naprawdę spory – każdy coś sobie znajdzie. Mnie od razu po przejrzeniu karty wpadł w oko halibut. Lubię, dawno nie jadłam więc zamówiłam halibuta. I co się okazało? Że Promenada serwuje najlepszą rybę w Świnoujściu!

Po pierwsze kawał ryby był naprawdę potężny – sama ryba mięciusieńka, delikatna, subtelnie doprawiona. Do tego osobny talerz surówek (niby proste – marchewka z jabłkiem, kapusta kiszona) ale super pasowało i nie zabijało smaku ryby. Ten halibut to naprawdę jedna z najlepszych ryb jakie zdarzyło mi się jeść nad polskim morzem.

Do tego wszystkiego doskonała i bardzo sympatyczna obsługa no i całkiem przyjazne ceny – 59zł za potężny obiad i COVIDA. W moim prywatnym rankingu najlepsza restauracja w Świnoujściu, najlepsza z restauracji przy promenadzie i jeśli kiedyś wrócę do Świnoujścia to pierwsze kroki pokieruję do Promenady!

El Papa – Cafe Hemingway – Bohaterów Września 69

Na kawę, ma ciacho, na drinka – w Świnoujściu koniecznie trzeba wstąpić do Cafe Hemingway! Super klimatyczna kawiarnia mieści się przy deptaku pomiędzy Placem Wolności a dzielnicą nadmorską. Jest tu zdecydowanie spokojniej niż przy promenadzie a fajnych miejsc nie brakuje.

El Papa to świetny koncept – spójrzcie tylko na wystrój. Nie chce się wychodzić! Do tego świetne menu, nietuzinkowe napoje (u mnie Pigwoniada) i domowe wypieki.

Jeśli szukacie klimatycznego miejsca na kawę lub na drinka w Świnoujściu to dla mnie numer 1 to Cafe Hemingway. Mają też ogródek ale wtedy tracicie możliwość przebywania w tym fantastycznym wnętrzu.

Mistral – Uzdrowiskowa 14

Kolejna restauracja przy promenadzie w Świnoujściu. Sama restauracja jak i ogródek z wyglądu zupełnie przeciętne. Dania z kolei podawane na modłę instagramową 😉 Naprawdę przyjemnie się na ten talerz patrzy. No ale oczami się człowiek nie naje. O ile sama ryba (w tym przypadku dorsz) była naprawdę świetna to dla mnie całość była za… słodka. Do ryby był sos charzanowo-musztardowy. Wszystko byłoby super gdyby nie to, że był tam miód. Dużo miodu! Za dużo miodu. Ale to może byłoby do przejścia gdyby nie to, że sałata wręcz pływała w sosie. Sosie zdecydowanie za słodkim! Ja rozumiem dodatek miodu do sosu ale kucharz ma zdecydowanie zbyt dużą tolerancję słodkiego smaku. Mimo tego nadmiaru słodyczy i tak uważam, że Mistral to miejsce gdzie warto zjeść w Świnoujściu, bo sama ryba (a o nią przecież w tym wszystkim chodzi) była przepyszna. Przeżyłabym ten miód nawet w tym sosie chrzanowym. Ale ilość słodkiego sosu na sałacie była przytłaczająca. Tak więc jedzcie w Mistralu rybę tylko może lepiej poproście sałatę z samą oliwą 😉 Rachunek dosyć wysoki – 70zł za Aperola i dorsza.

Tawerna w Sieciach – Żeromskiego 1B

Tawerna w Sieciach to nie jest żadna fancy knajpa a zwyczajna smażalnia. Ale to doskonała miejscówka jeśli szukacie miejsca gdzie można dobrze i tanio zjeść w Świnoujściu. Potężny kawał dorsza z frytkami i surówkami kosztuje 30zł. Porcja jak widać ogromna, przepyszne surówki no i w końcu udało mi się spróbować Piwa Świnoujskiego! Widziałam je w sklepach ale żadna z odwiedzonych przeze mnie knajp nie miała go w menu. W Tawernie w Sieciach w końcu udało mi się go napić.

Tawerna mieści się tuż przy promenadzie ale jednak w znacznie spokojniejszym otoczeniu. Zdecydowanie warto wpaść tu na rybkę.

Manufaktura Ekologiczna – Plac Wolności

I na sam koniec miejsce na kawę, ciacho i drinka w Świnoujściu – kawiarnia Manufaktura Ekologiczna. Urocza kawiarnia z widokiem na gwarny o każdej porze plac Wolności. Poza wyborem drinków, kaw i domowych ciast można tu spróbować lokalnie warzonego piwa.

Ja zdecydowałam się na prosecco z sorbetem owocowym (fajne!) i torcik owocowy. Ciasto było doskonałe -lekkie, nie za słodkie, nie za tłuste – akurat na lato. A prosecco od teraz będę pić tylko w wersji z sorbetem – rewelacja. Do tego naprawdę fajna obsługa i przyjemny lokal – jeśli szukacie fajnej kawiarni w Świnoujściu to wybierzcie się do Manufaktury.

Myślę, że wyszedł mi całkiem nienajgorszy przewodnik kulinarny po Świnoujściu 🙂 Teraz już wiecie gdzie w Świnoujściu można zjeść najlepszą rybę, a gdzie iść na drinka w pięknym otoczeniu 😉 Jeśli macie jakieś inne sprawdzone miejscówki w Świnoujściu to piszcie! Przyda się na następny raz!

Puck – atrakcje perły Kaszub – co zobaczyć w Pucku?

Puck – małe miasteczko znane przede wszystkim z Zatoki Puckiej. Jeśli szukacie pomysłu na jednodniową wycieczkę z Gdańska to warto wybrać się do Pucka! A co zobaczyć w Pucku?

Rynek w Pucku

Zwiedzanie Pucka najlepiej zacząć od głównego placu miasta – placu Wolności. Wokół rynku stoją kamienice z przełomu XIX i XX wieku o ozdobnych szczytach wzorowane na mieszczańskich kamienicach Gdańska.

We wschodniej pierzei ryku Pucka wznosi się wiktoriański ratusz – wewnątrz często odbywają się różne wydarzenia kulturalne.

Po drugiej stronie rynku można dostrzec sklep Kaszubianka – najstarszy sklep w Pucku, gdzie można kupić pamiątki z Pucka i tradycyjne wyroby kaszubskie.

Przy rynku znajduje się gotycka fara. Kościół Apostołów Piotra i Pawła jest najstarszym zabytkiem Pucka. Dzień św. Piotra i Pawła (niedziela przed 29 czerwca) to wielkie święto w Pucku – odbywa się wtedy morska pielgrzymka z Kuźnicy do Pucka, jeden z najważniejszych dni w roku dla Kaszubów. Kutry i łodzie z całej Zatoki Puckiej są wtedy udekorowane w kaszubskie motywy i płyną do puckiego portu.

Tuż obok kościoła znajdują się budynki dawnej przetwórni rybnej rodziny Budzisz, w których dziś mieści się restauracja.

Port

Port rybacki w Pucku to oczywiście jedno z najważniejszych miejsc w mieście. Stoi tu mnóstwo statków, łódek i kutrów. Można się stąd wybrać w rejs po zatoce Puckiej. Port ma tradycje militarne – w XVI wieku mieścił się tu port kaprów pełen uzbrojonych statków handlowych.

W porcie stoi pomnik upamiętniający zaślubiny Polski z morzem w 1921 roku. Pomnik możecie też pamiętać z Kołobrzegu 🙂

W porcie cumuje się też kuter, na którym mieści się restauracja Bar Pomorza. Jest to absolutnie najlepsze miejsce, gdzie można zjeść w Pucku. Ten kuter przez całe lata cumował na gdyńskim Wybrzeżu Kościuszki i serwował najlepszą rybę w Gdyni. Teraz serwuje najlepsze jedzenie w Pucku. Koniecznie spróbujcie!

Między portem a deptakiem stoi pomnik poświęcony obrońcom Pucka przed potopem szwedzkim.

Deptak

Deptak, czyli promenada w Pucku prowadzi wzdłuż brzegu morza. Wokół niego znajdują się knajpki, lodziarnie i wszystko czego turysta potrzebuje do szczęścia. Jest jak na typowym nadmorskim deptaku – głośno, gwarno, trochę przaśnie no ale cóż… przecież za to kochamy wakacje nad Bałtykiem 🙂

Zróbcie sobie przerwę na tajskie lody przy promenadzie – naprawdę świetne. Niemal zawsze trzeba swoje odczekać ale warto.

Jedna z największych atrakcji Pucka to molo pośrodku którego znajduje się drewniany budynek tawerny. Wejście na molo w Pucku jest darmowe.

A jak nadmorskie deptak to oczywiście morze i plaża! Plaża w Pucku jest dość szeroka, piaszczysta i bardzo przyjemna. Zachód słońca na plaży w okolicy molo wygląda naprawdę bajkowo, nie sądzicie?

Muzeum Ziemi Puckiej

Jeśli chcielibyście w Pucku zwiedzić coś więcej niż deptak, plażę i knajpy to warto wybrać się do Muzeum Ziemi Puckiej. Mieści się ono niedaleko rynku, w dawnym budynku szpitala. Zgromadzono w nim zbiory historyczne i etnograficzne. Jest tu także ekspozycja poświęcona rybołówstwu i alfabetowi kaszubskiemu. Bilet wstępu kosztuje 5zł.

Puck – czy warto?

Pomysł na jednodniową wycieczkę do Pucka był zupełnie spontaniczny ale nie żałuję! Puck okazał się przeuroczy miasteczkiem z piękną starówką i przyjemną plażą. Super wybrać się do Pucka na jeden dzień ale myślę, że chętnie bym tu też wróciła na dłuższe wakacje. Warto!

Płock w jeden dzień – co zobaczyć w Płocku?

Płock – Stołeczne Książęce Miasto Płock – najstarsze miasto Mazowsza i dawna stolica Polski (tak, tak, nie tylko Kraków i Warszawa to stolice, w latach 1079 – 1138 to właśnie Płock był stolicą naszego kraju) no i przede wszystkim miasto, w którym prawie 32 lata temu przyszła na świat Paula 😉 Płock to fajny pomysł na jednodniową wycieczkę z Warszawy. Co warto zobaczyć w Płocku? Zapraszam na mój przewodnik po Płocku.

Wzgórze Tumskie

53-metrowa nadwiślańska skarpa gdzie Mieszko I założył Gród Książęcy. Skąd tumskość? Słowo pochodzi od rzeczownika tum, czyli katedry lub kolegiaty. Nazwa ta zachowała się w Płocku oraz we Wrocławiu i w Poznaniu, gdzie znajdują się wyspy o nazwie Ostrów Tumski. W 2018 roku Wzgórze Tumskie wraz z zabudowaniami zostało wpisane na listę Pomników Historii.

Na wzgórzu znajduje się Bazylika Katedralna, Muzeum Diecezjalne (dawny zamek i opactwo benedyktynów) oraz park, z którego rozpościera się piękny widok na Wisłę z molo i bulwarami.

Molo

Stosunkowo nowe miejsce na mapie miasta, bo oddane do użytku w 2011 roku. Ale nie można go pominąć planując zwiedzanie Płocka! Molo mierzy niespełna 358 metrów i jest najdłuższym rzecznym molo w Polsce. Jego konstrukcja została wykonana równolegle do linii brzegu rzeki co z kolei czyni je jedynym tego typu obiektem w Polsce. Takie usytuowanie nie jest przypadkowe. Chroni molo przed niebezpiecznymi zjawiskami lodowymi występującymi na rzece i jednocześnie umożliwia swobodną obserwację z pomostu widoku skarpy wraz z zabytkowymi, najstarszymi budowlami miasta – katedrą i zamkiem.

Wejście na molo jest darmowe, na jego końcu znajduje się kawiarnia Molo Cafe. Całkiem przyjemnie urządzona, ze stolikami na zewnątrz (skąd rozciąga się piękny widok) ale ceny są tu stosunkowo wysokie. Niemniej warto sobie zrobić chwilę przerwy na kawę. Kawę z widokiem na Płock 🙂

Port jachtowy – marina

Schodząc z molo warto zrobić sobie spacer nabrzeżem Wisły. To co zwróci uwagę to na pewno port i marina pełna jachtów, motorówek i niewielkich statków. Latem można stąd ruszyć na rejs po Wiśle. Jeśli wybieracie się do Płocka z dziećmi – świetny pomysł. Naprzeciwko mariny widać już amfiteatr.

Przy promenadzie znajduje się też spory napis PŁOCK – miejscówka dla fanów instagrama 😉

Bazylika Katedralna pw. Wniebowzięcia NMP

Katedra to chyba największa atrakcja turystyczna Płocka. W Katedrze Płockiej, najstarszej rzymskokatolickiej świątyni w kraju, znajdują się historyczne groby dwóch władców Polski: Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego. Spoczywa tam też piętnastu książąt mazowieckich.

Pierwsza, drewniana bazylika, powstała w 1099 roku. Do jej wnętrza prowadziły Płockie Drzwi – arcydzieło sztuki romańskiej, które obecnie znajdują się w Nowogrodzie. Nie wiadomo jak się tam znalazły ale do Płocka nigdy nie wróciły. W bazylice znajduje się dziś ich kopia.

Za katedrą rozciąga się Park na Wzgórzu Tumskim, z którego można podziwiać piękną panoramę Wisły.

W parku mieści się ławeczka – rzeźba przedstawiająca zasłużonego dla Płocka inżyniera technologii drewna i doktora nauk politycznych Jakuba Chojnackiego. U jego stóp zaś leży piesek.

Nieco dalej z kolei można zobaczyć pomnik Ludwika Krzywickiego – urodzonego w Płocku jednego z twórców polskiej socjologii.

Stary rynek

Co zobaczyć w Płocku? Koniecznie rynek. Plac z fontanną Afrodytą, ratuszem, centrum informacji miejskiej oraz ławeczką druha Milke.

Na wieży ratuszowej pojawiają się figury naturalnej wielkości, które przedstawiają moment pasowania na rycerza Bolesława Krzywoustego przez Władysława Hermana. Poznańskie koziołki mają konkurencję! 😉

Płocki ratusz jest wyjątkowy z jeszcze jednego powodu – tutaj odbyło się ostatnie posiedzenie Sejmu Królestwa Polskiego w 1831 roku.

Pośrodku płockiego rynku stoi fontanna Afrodyta. To nowa atrakcja Płocka – ma dopiero 20 lat.

Na rynku w Płocku znajduje się też ławeczka druha Wacława Milke – społecznika i animatora życia kulturalnego Płocka, inicjatora powstania Dzwonu Pokoju, patrona Harcerskiego Zespołu Pieśni i Tańca Dzieci Płocka.

Idąc z rynku w kierunku rzeki dociera się do kolejnego miejsca wartego zobaczenia w Płocku – placu Książęcego i stojącego tu od 2012 roku pomnika Bolesława Krzywoustego, który właśnie w Płocku przyszedł na świat. W Płocku też został pochowany.

Przy rynku w Płocku znajduje się też Browar Tumski z warzonym na miejscu piwem. Dla fanów złotego trunku i lokalnych piw obowiązkowy punkt zwiedzania Płocka.

Przy okazji festiwalu Audioriver przy rynku staje instagramowy napis PŁOCK.

Z Rynku warto wyjść ulicą Tumską – najdłuższym i najpopularniejszym deptakiem w Płocku pełnym restauracji i kawiarni. Z ulicy Tumskiej dochodzi się do okazałych budynków sądowych.

Wieża Ciśnień

Niewątpliwa atrakcja Płocka to 24-metrowa wieża ciśnień, która została zbudowana w 1894 roku. Pięciopiętrowy, ośmioboczny budynek z czerwonej cegły wzniesiono przy ulicy Warszawskiej. Do dziś widać go z daleka.

Dziś w Wieży Ciśnień mieści się restauracja, w której serwują naprawdę niezłe mięso. Jeśli chcecie dobrze zjeść w Płocku to koniecznie odwiedźcie wieżę. Latem mają uroczy ogródek pełen kwiatów.

Co jeszcze warto zobaczyć w Płocku?

Jeśli planujecie spędzić w Płocku więcej niż jeden dzień (a warto zostać dłużej!) to można też zwiedzić Muzeum Mazowieckie z największymi w Polsce zbiorami secesji i historią dziecięciu wieków Płocka a także jego oddział – Muzeum Żydów Mazowieckich.

Z dziećmi w Płocku na pewno warto się wybrać do ogrodu zoologicznego położonego tuż nad Wisłą.

W Płocku można zwiedzić też Sanktuarium Bożego Miłosierdzia z obrazem Jezusa Miłosiernego i miejscem pierwszych objawień siostry Faustyny.

Płock – czy warto?

Jak wspomniałam na początku urodziłam się w Płocku ale nigdy tam nie mieszkałam. Nie byłam w Płocku ładnych kilkanaście lat i zeszłoroczna jednodniowa wakacyjna wizyta była swego rodzaju podróżą sentymentalną 😉 Miasto bardzo się przez te kilkanaście lat zmieniło (jak większość polskich miast zresztą) i co tu dużo mówić – wypiękniało. Tysiące ludzi odwiedzają Płock przy okazji festiwalu Audioriver, a to miasto warte spędzenia w nim co najmniej weekendu. Piękny Płock mogliście też oglądać w serialu Pod powierzchnią.

W czasach pandemii i wakacji spędzanych głównie w Polsce Płock to doskonały pomysł na krótki citybreak na Mazowszu. Ja z przyjemnością jeszcze wrócę.

Przystanek Lawenda – pola lawendy w Polsce

Przystanek Lawenda to mała plantacja lawendy znajdująca się w miejscowości Borowiczki-Pieńki tuż koło Płocka. Jeśli jesteście akurat w Płocku albo szukacie pola lawendy na Mazowszu to bardzo Wam polecam to miejsce.

Kiedy kwitnie lawenda?

No właśnie kiedy najlepiej wybrać się na pole lawendy,? Lawenda kwitnie przez około miesiąc w roku, od połowy czerwca do połowy lipca. W połowie lipca zaczynają się lawendowe żniwa.

Jak się przygotować i na co uważać?

No właśnie, ja nie miałam świadomości, że na wizytę na polu lawendy trzeba się przygotować! Na co? Na owady. Jest ich całe mnóstwo. Są komary, są trzmiele, są pszczoły. Są też piękne motyle. Szczerze mówiąc przez gryzące latające stworzonka moja wizyta była krótsza niż planowałam.

Wybierając się na pole lawendy spryskajcie się czymś przeciwko komarom. Dobrze sprawdzi się… hydrolat lawendowy. Ten naturalny środek ma właściwości odstraszające te ohydne krwiopijcze bestie.

Przystanek Lawenda

Plantacja Przystanek Lawenda znajduje się w Borowiczkach, przy ul. Piastowskiej 92. Jest otwarta dla zwiedzających w piątki i w soboty w godzinach 11 – 18. Wstęp na pole lawendy jest bezpłatny.

Najlepiej dojechać tam własnym samochodem lub rowerem.

Poza plantacją lawendy jest tu też mały sklepik gdzie możecie kupić sadzonki lawendy (30zł/sztuka), mydełka, świece, hydrolaty, bukieciki i inne wyroby lawendowe.

Pola lawendy w Polsce

Pola i plantacje lawendy są coraz popularniejsze w Polsce. Mniejsze bądź większe pole znajdziecie w każdym województwie. Do najpopularniejszych należą Ogród pełen lawendy w Klimoniowie, Lisie Pole w Bieniądzicach koło Wielunia, Lawendowe Zdroje w Pakszynie czy Plantacja Lawendy w Szkaradowie. Polskie pola nie są tam rozległe jak te w Prowansji ale lepsze to niż tylko oglądanie zdjęć z Francji 😉

Plantacje lawendy we Francji i w Europie

Żeby zobaczyć pola kwitnącej lawendy trzeba wybrać się do Prowansji, a konkretnie w okolice Valensole. To miasto to światowa stolica lawendy z muzeum lawendy i dziesiątkami sklepów z lawendowymi wyrobami.

We Francji wyznaczono tzw. szlak lawendy – la Route de la Lavande, na który składa się 7 różnych tras w obrębie regionu Prowansji. Każda z nich liczy od 70 do 215 kilometrów. Opis i mapkę każdej z nich znajdziecie TU.

W Chorwacji też są pola lawendy, najwięcej na wyspie Hvar. We Włoszech należy szukać lawendy w okolicach jezior Como i Garda, a we Francji oczywiście w Prowansji. Lawendę znajdziecie też w Wielkiej Brytanii – w okolicach Londynu popularna jest Mayfield Lavender Farm.

Gdzie zjeść śniadanie w Poznaniu? Część II.

Pierwszą część zestawienia najlepszych śniadań w Poznaniu można znaleźć TU. Dziś część druga, z pewnością nie ostatnia. Moje ostatnie odkrycia i ulubione miejsca na śniadanie w Poznaniu. Życie powoli wraca do normalności, znów można jadać śniadania na mieście. Smacznego!

Młyńska 12 Cafe, centrum

Młyńska 12 to kamienica w centrum miasta, w której znajdziemy restaurację The Time, bar Wino na Kieliszki, bar Twelve Cocktails&CO, Cigar Room&Whisky Bar, a od niedawna piekarnię Big Bonjour Boulangerie wraz z kawiarnią Cafe Młyńska 12.

Cafe Młyńska to miejsce niczym żywcem przeniesione z Paryża. Jest elegancko, paryski szyk czuje się i widzi już od wejścia. Zza kasy spogląda na nas rząd świeżo wypieczonych bagietek, pachnie świeżo mielona kawa. Lokal jest bardzo jasny, urządzony minimalistycznie ale z klasą, bardzo miło się tam spędza czas.

Karta śniadaniowa nie jest długa ale każdy znajdzie coś dla siebie – jest i na słodko, i wytrawnie. Ja pozostając w duchu miasta znad Sekwany decyduję na się na tosty francuskie. Trochę trzeba na nie poczekać (mimo iż lokal nie jest bardzo obłożony, zajęte może ze 3 stoliki) ale warto. Ależ to było pyszne. Mokre kawałki brioszki smażone na maśle (to czuć!), do tego aksamitny serek mascarpone i solidna porcja sezonowych owoców. Niebo w gębie. Jest dosyć drogo. Za tosty i herbatę zapłaciłam 34 zł. Szukacie eleganckiego śniadania w Poznaniu? Idźcie do Młyńskiej 12.

Czarne Mleko – Dąbrowskiego 68, Jeżyce

Czarne Mleko to kawiarnia obok której przechodziłam dziesiątki razy i jakoś nigdy nie miałam czasu, żeby wejść. Aż w końcu którejś sierpniowej soboty zawitałam tam na śniadanie. Sam lokal jest bardzo jeżycki. Wystrój idealnie pasuje do klimatu całej dzielnicy – jest prosto ale pomysłowo – stoliki z palet, wygodne fotele. Fajnie. Latem są dwa stoliczki na zewnątrz, stoją po prostu na chodniku.

Karta śniadaniowa jest krótka i konkretna – są jajecznice, omlety, owsianka i granola. Ja decyduję się na tę ostatnią. Prażone płatki i bakalie podane z musem ze świeżych truskawek i owocami sezonowymi oraz jogurtem. Pyszota. Co najważniejsze – nie było słodko. Jedyna słodycz to kilka plasterków banana. Bo czasem granole są tak mocno miodowe, że aż ciężko je jeść. Ta na szczęście była idealna. Do tego cappuccino na mleku kokosowym (wszystko razem za 25zł) i mamy śniadanie idealne.

Kuchnia i Mech – Dominikańska 7, centrum

Miejsce odkryte w pewną letnią niedzielę zupełnym przypadkiem. Akurat było to w czasie gdy w każdej knajpie, w której jadłam szukałam hummusu. Hummus uwielbiam od zawsze ale czasem mam takie fazy, że jadam go codziennie. I to akurat był ten czas więc dla mnie wybór był prosty – kanapki i hummus. I wiecie co, tak sobie uświadomiłam, że chyba pierwszy raz dostałam hummus z porządnym pieczywem a nie z pitą. I bardzo mi taka wersja odpowiadała. Chleb w Kuchni Mchu pieką sami i jest naprawdę wyśmienity. Ciężki, wilgotny, naturalny. Dokładnie taki jaki powinien być prawdziwy chleb. Hummus był smaczny, nie był to najlepszy hummus jaki jadłam w życiu ale nic mu zarzucić nie można.

Do śniadania tym razem zamiast kawy były owoce szprycery. W końcu w niedzielę można 😉 Naprawdę pyszne, lekkie, orzeźwiające, podane w przepięknych kryształowych szklanicach.

No i to wszystko w naprawdę pięknie urządzonym lokalu. Połączenie klimatów industrialnych i dużej ilości zieleni – zgrabnie to wyszło. Śniadanie i szprycer to koszt ok. 30-35 zł za osobę. Dobre śniadanie w okolicach rynku w Poznaniu? Kuchnia i Mech.

Inna Piekarnia – Ratajczaka 39

Inna funkcjonuje na kulinarnej mapie Poznania od niecałych 3 lat i nie ukrywam, że mnie kupiła od samego początku. Najpierw były tu nieziemsko pyszne wypieki, później doszły śniadania. Jeśli potrzebujecie ciasta/tortu/ciastek niczym z francuskiej piekarni, wyglądających jak milion dolarów i smakujących tak, że może opisać je tylko hashtag #foodgasm to idźcie do Innej Piekarni. Na cokolwiek się nie zdecydujecie, będziecie zachwyceni. Nie jest najtaniej ale ich wyroby są warte każdej złotówki.

Ale do rzeczy – wszak to wpis o śniadaniach. Oferta śniadaniowa Innej się zmienia cyklicznie ale zawsze jest nietypowa, ciekawa i pełna niesamowitych smakołyków. Śniadania w Innej są inne. Nie dostaniecie tu typowego omleta, jajecznicy ani twarożku. Tu dostaniecie autorskie, czasem szalone ale zawsze przepyszne kompozycje.

Moje placki były słonawe (na zakwasie), do tego owoce i palone lody. No po prostu niebo w gębie. A porcja tego była taka, że przez pół dnia potem nic nie zjadłam. W moim prywatnym rankingu Inna serwuje najlepsze śniadania w Poznaniu. Śniadanie i kawa to koszt ok. 30zł więc jest przyzwoicie, zwłaszcza biorąc pod uwagę ogromne porcje (wszystkie śniadania są tu duże). Kocham, bywam i będę bywać nadal. A Wam polecam zwłaszcza, że piekarnia mieści się w samym centrum – między ulicą św. Marcin a placem Wolności. Śniadania serwowane są od poniedziałku do soboty od 8.30 do 14.00

Ptasie Radio – Kościuszki 74, centrum

W czasach ogromnej rotacji na gastronomicznej mapie miasta Ptasie Radio jest swego rodzaju weteranem. Ptasie Radio istnieje od lat, zmienia się rzecz jasna (zdecydowanie na plus!) i jest jakąś stałą w tym szalonym czasie zmian.

Śniadania w Ptasim Radiu serwowane są od 9 do 12 więc można wpaść i na pierwsze, i na drugie śniadanie. Latem jest ogródek, ja jednak wybieram stolik w środku. Po pierwsze jest dużo ładniej, po drugie jest klimatyzacja (na zewnątrz 29 stopni, o 10 rano!), po trzecie ogródek jest jednak przy ulicy gdzie jeżdżą samochody więc to średnie towarzystwo dla spokojnego śniadania.

Opcji śniadaniowych mamy w Ptasim Radiu kilka, ja decyduję się na bułeczki (okropnie niezdrowe, białe, pełne glutenu ale cieplutkie, mięciutkie i pyszne:D) z trzema pastami – z makreli (uwielbiam!), jajeczną i twarożkiem. Porcja duuuuża. Może nie ogromna ale dla mnie zdecydowanie za duża. Bułeczki jak już napisałam – bardzo niezdrowe i jeszcze bardziej pyszne. Wszystkie pasty bardzo smaczne, doprawione delikatnie. Wszystko podane bardzo estetycznie. No i genialne pomidory. Szczerze mówiąc już dawno nie zdarzyło mi się jeść w knajpie tak smacznych pomidorów. Duży plus. Do picia wzięłam mrożoną herbatę miętowo-truskawkową i ona była hitem tego śniadania. PRZEPYSZNA. Zdecydowanie polecam Ptasie Radio na śniadanie w Poznaniu. Jest pysznie, obficie i w pięknym otoczeniu. Za śniadanie z herbatą zapłaciłam 30zł.

Nadzieja – Zwierzyniecka 3/1, centrum

Była kiedyś na Taczaka wegańska restauracja Je Sus. Była i zniknęła. Później okazało się, że osoby odpowiedzialne za Je Sus stworzyły Nadzieję. W kompleksie Concordia na Zwierzynieckiej, czyli jednym z najgorętszych adresów w mieście. Jeśli chce zjeść dobre śniadanie w Poznaniu blisko targów czy dworca to jest to dobry adres.

Nadzieja już przed wejściem zachwyca ogromem zieleni. Latem są oczywiście stoliki na zewnątrz ale ponieważ ja odwiedziłam ją w bardzo upalny dzień (33 stopnie na termometrze) to zdecydowałam się usiąść w środku. Wystrój jest skromny ale przyjemny. Wnętrze jest jasne i przestronne, myślę, że to całkiem niezłe miejsce do pracy.

Ale do rzeczy, ja nie przyszłam pracować tylko jeść. Po zerknięciu w ofertę śniadaniową decyduję się na słodkie śniadanie. Chałka cynamonowa ze śliwkami, śmietaną i orzechami laskowymi działa mi na wyobraźnię. Do picia – jedyny słuszny napój w taki upał, czyli espresso tonic. Kawa świetna. Na śniadanie trochę trzeba poczekać ale jak się pojawia to na początek pożeram je wzrokiem. Prawda, że wygląda genialnie? Insta-friendly, zdecydowanie 😉

Ale jedzenie ma przede wszystkim smakować, nie wyglądać. I chałka smakuje wybornie. Jest masełko, jest cynamon, świeżutkie pieczywo. Do tego sporo owoców i podprażone orzechy, które pachniały genialnie. Porcja dla mnie jak zwykle za duża ale było tak pyszne, że zjadłam wszystko, co do ostatniego okruszka.

Nadzieja jest miejscem gdzie szczególnie dba się o jakość składników. Warzywa i owoce pochodzą z ich prywatnej hodowli, nie ze sklepu. Ogromny plus!

Ceny dosyć wysokie. Ja za swoje śniadanie z kawą zapłaciłam 32zł, natomiast szakszuka czy inne wytrawne śniadania kosztują około 10 zł więcej. Z tego co widziałam na stolikach obok – porcje są naprawdę potężne.

Republika Róż – plac Kolegiacki 2a

Republika Róż to kolejne miejsce, które mam wrażenie jest w Poznaniu od zawsze. Przyjemny lokal ulokowany w samym centrum miasta serwuje i śniadania, i lunche, i słodkości – spróbujcie kiedyś ich kultowej tarty malinowej – to najlepsze ciasto w Poznaniu!

Karta śniadaniowa Republiki Róż obowiązuje od poniedziałku do piątku od 9 do 12, w weekendy w Republice jest bufet śniadaniowy. Ja wybrałam się w jakiś czwartek, generalnie był to dzień kiedy sama nie wiedziałam na co mam ochotę 😉 Ostatecznie zdecydowałam się na jaglankę z migdałami i owocami. I muszę przyznać, że była to chyba najlepsza jaglanka jaką kiedykolwiek jadłam. Lekko słonawa, z owocami i mocno przyprażonymi płatkami migdałowymi. Smaki się uzupełniały, całość była naprawdę obłędna. Wysoka pozycja na liście najlepszych śniadań w Poznaniu. Do śniadania możecie wziąć kawę lub herbatę śniadaniową za 3 zł.

Jedyny minus – fatalna, naprawdę fatalna obsługa. W ogóle niezainteresowana gośćmi, bardzo długi czas oczekiwania najpierw na kartę, potem na złożenie zamówienia i ostatecznie nawet na herbatę. A zajęte były raptem 3 stoliki. Ale byłam w republice wielokrotnie i taka obsługa zdarzyła mi się po raz pierwszy więc mam nadzieję, że to jednorazowa wpadka.

Kulka Cafe – Towarowa 41

Bardzo niedaleko od dworca (naszego poznańskiego chlebaczka) więc jeśli jesteście w Poznaniu przejazdem i potrzebujecie szybkiego (ale smacznego) śniadania to zajrzyjcie do Kulki.

Fajna, kolorowa restauracja, przyjemna obsługa no i naprawdę dobre śniadanie. O ile w domu moje śniadania są zawsze super zdrowe to na mieście grzeszę 😉 W Kulce wybrałam tosty z gorgonzolą, och jakie to było tłuste i pyyyyszne 🙂 Muszę tam wrócić a Wam polecam Kulkę na smaczne śniadanie w Poznaniu. Mają też świetną kawę.

Razowa Bistro – Wrocławska 20, centrum

Razowa to bardzo popularna śniadaniownia. Ja nie jestem jej wielką fanką. Głównie z tego względu, że działa tam popularna piekarnia i przewija się mnóstwo ludzi. Co chwilę ktoś wchodzi, wychodzi, dużo się dzieje. Ja lubię jeść śniadania w spokoju. Więc Razowa to raczej miejsce na szybkie śniadanie, nie na długie celebrowanie poranka.

A co zjeść na śniadanie w Razowej? Wszyscy polecali mi szakszukę więc się na nią skusiłam. Była smaczna ale jadłam w swoim życiu lepsze. Jeśli w innych lokalach nie ma miejsca to idźcie do Razowej ale nie serwuje ona najlepszych śniadań w mieście 😉 Ale pieczywo rzeczywiście mają świetne.

Szarlotta Bistro – Świętosławska 12

Po raz pierwszy w Szarlotcie byłam tuż po otwarciu. Mimo iż bardzo mi smakowało jedzenie to później jakoś tam nie trafiałam. W sumie nie wiem czemu. Ale w poszukiwaniu najlepszego śniadania w Poznaniu w któryś letni poranek wróciłam do Szarlotty.

Lokal urządzony jest bardzo stylowo, obsługa zawsze jest uprzejma i sprawna, a jedzenie bezbłędne. Tym razem postawiłam na naleśniki z serem i owocami, a żeby się dowitaminizować wzięłam zielony koktajl. Wszystko pyszne, w pięknym otoczeniu. Gdzie zjeść dobre śniadanie w Poznaniu? Szarlotta Bistro. Tuż przy starym rynku.

Jak widzicie moda na jadanie śniadań na mieście trwa w najlepsze, restauracje otworzyły się po koronaprzerwie więc za jakiś czas spodziewajcie się kolejnej porcji smacznych śniadaniowych adresów. Ale najpierw pokażę Wam gdzie zjeść najlepsze śniadanie we Wrocławiu i dorzucę drugą część moich ulubionych śniadaniowni w Warszawie (część pierwsza TU). Brakowało mi jedzenia na mieście więc teraz będę nadrabiać 🙂

Zamek Książ w Wałbrzychu – zwiedzanie i atrakcje

Zamek Książ w Wałbrzychu to największy zamek w regionie (i trzeci co do wielkości zamek w Polsce) nazywany często perłą Śląska. Został wybudowany w latach 1288-1292 przez księcia Bolka I. Przez lata zmieniali się jego właściciele, każdy z nich zamek przebudowywał po swojemu.

Współczesna historia zamku Książ jest bardziej dramatyczna. W 1941 przeznaczono go na kwaterę Hitlera. Na zamku stacjonowały wojska radzieckie, które pozostawiły Książ zniszczony i rozgrabiony.

Renowacja zamku Książ rozpoczęła się w 1956 roku. Od 1991 roku budowla należy do gminy Wałbrzych.

Zamek Książ – dojazd z Wrocławia

Ja wybrałam się do Książa przy okazji weekendu we Wrocławiu. Stolica Dolnego Śląska jest dobrą bazą wypadową do zwiedzania Wałbrzycha i zamku. Jeśli podróżujecie samochodem to wpisujecie adres zamku w nawigację i jedziecie. Gorzej jeśli chcecie się wybrać do Książa komunikacją publiczną z Wrocławia.

Nie jest to jednak niemożliwe i z Wrocławia można dojechać pociągiem Kolei Dolnośląskich do stacji Wałbrzych Szczawienko (zajrzyjcie do środka! Stacja jest pięknie odrestaurowana). Bilet z Wrocławia Głównego kosztuje 15zł. Stamtąd teoretycznie trzeba wsiąść w autobus nr 12. W internecie wyczytałam, że wybrane kursy tej linii są przedłużone do zamku i to bezproblemowy sposób na dotarcie do zamku. W internecie nie mogłam znaleźć żadnego rozkładu jazdy (strona komunikacji miejskiej w Wałbrzychu to jakiś dramat). Po wyjściu ze stacji okazało się, że najbliższy autobus jadący do zamku będzie za ponad 40 minut, a tych kursów do samego zamku to jest aż 5 dziennie. Szał. Szybki rzut oka na mapę i decyzja – idę pieszo, nie będę czekać na autobus 40 minut.

Ze stacji do zamku jest ok. 3,5 kilometra więc spokojnie da się to przejść na nogach. Droga prowadzi wzdłuż ulicy Wrocławskiej i na całej długości jest porządny chodnik więc można iść śmiało. Ulicą Wrocławską dochodzi się do Palmiarni (to jest ok. 1,5 km), a tam trzeba skręcić w taką polną drogę. Kawałek trzeba iść wzdłuż szosy bez pobocza (ale krótko i ruch samochodowy jest tam niewielki), następnie wchodzi się na teren Książańskiego Parku Krajobrazowego gdzie spacer jest już czystą przyjemnością. W drodze powrotnej zauważyłam, że spod palmiarni do zamku kursują meleksy – co 20 minut, bilet kosztuje 5 zł. Więc jest to jakaś opcja ale przy ładnej pogodzie ten spacer ze stacji do zamku to nie jest wielkie wyzwanie.

Zamek Książ – bilety

Bilet obejmujący zwiedzanie wnętrz zamku Książ, tarasów i palmiarni kosztuje 34zł. Bilet obejmujący dodatkowo starą kopalnię oraz muzeum porcelany kosztuje 54 zł. Zwiedzanie zamku musi odbyć się w dniu, na który zakupiony jest bilet, pozostałe atrakcje można odwiedzić w ciągu 12 miesięcy od dnia zakupu biletu. Zwiedzanie ogrodów zamku Książ możliwe jest tylko w okresie letnim (od kwietnia do września).

Bilety można zakupić w kasie przed wejściem do zamku, w palmiarni lub online. Kolejka przed wejściem do zamku była ogromna więc zalecam Wam jednak zakup przez internet. Biletu nie trzeba drukować, można okazać go w telefonie.

Zamek Książ – zwiedzanie

Zwiedzającym udostępniona jest jedynie niewielka część zamku Książ. Część pomieszczeń jest remontowana, część zrujnowana. Swój oryginalny wystrój wnętrz zamek utracił podczas grabieży hitlerowców i Rosjan.

Pomieszczenia zamku książ udostępniane do zwiedzania obejmują m.in. apartamenty księcia Jana Henryka XI, salonik w stylu Grunderzeit, salę Grodźca, salę Konrada, hol Myśliwski, salon Chiński, salon Włoski, Pokój Gier czy apartamenty księżnej Daisy.

Największe wrażenie wewnątrz zamku Książ robi barokowa sala Maksymiliana z kominkiem, lustrami i wielkimi oknami.

Zwiedzając zamek nie można pominąć tarasów i ogrodów. A patrząc na to jakie tam panowały pustki mam wrażenie, że większość turystów ogranicza się do zamkowych wnętrz. Błąd.

Tarasy pełne są roślinnych kompozycji, przyozdobione fontannami (chociaż podczas mojego pobytu ŻADNA nie działała) i klombami. W upalny dzień idealne schronienie przed słońcem i możliwość odpoczynku w cudownych okolicznościach przyrody.

Punkty widokowe na zamek Książ

Poza zwiedzaniem wnętrz zamku Książ warto zobaczyć go w całej okazałości z jednego z punktów widokowych. Jest kilka takich wyznaczonych miejsc, stan ich czystości jak widać na załączonym obrazku pozostawia wiele do życzenia ale i tak warto się trochę wspiąć, żeby zobaczyć zamek w całości. Widoki pocztówkowe.

Na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego znajduje się też Mauzeoleum Hochbergów. Budynek, w którym się mieści pełnił początkowo rolę… pałacu letniego. Piękny budynek otoczony alejami lipowymi zawiera dziś jedynie puste sarkofagi. Z mauzoleum wiąże się jedna z tajemnic i ciekawostek zamku Książ. Złożono tu ciało księżnej Daisy jednak w 1943 roku, w obawie przed radzieckimi grabieżami, ciało przeniesiono. Gdzie? Tego do dziś nie wiadomo.

Palmiarnia Wałbrzych

Jak już wspominałam bilet do zamku Książ obejmuje także zwiedzanie palmiarni więc również się tam udałam. I powiem Wam, że Wałbrzyska Palmiarnia jest przeurocza i warto ją zwiedzić. Nie jest tak okazała jak Palmiarnia Poznańska czy Łódzka ale warta zobaczenia.

Palmiarnia w Wałbrzychu powstała w latach 1911 – 1914 jako zimowy ogród Hochbergów. Oprócz palmiarni można tu znaleźć ogród japoński czy rosarium. Na terenie palmiarni mieszkają żółwie i pawie.

Będąc w palmiarni koniecznie musicie iść na kawę (czy cokolwiek innego) do kawiarni. To miejsce jest tak piękne, zielone i niezwykłe, że najchętniej zostałabym tam cały dzień. Każdy stolik otoczony jest przez ogromną ilość roślin. Można się poczuć trochę jak w dżungli.

Zamek Książ – czy warto?

Zamek Książ jest potężny i robi niezwykłe wrażenie ale… z zewnątrz. W środku szczerze mówiąc trochę mnie rozczarował. Poza jednym salonem niewiele jest tam ciekawych ekspozycji. Piękne są ogrody i do nich na pewno warto wejść, koniecznie trzeba odwiedzić palmiarnię. Ale sam zamek w środku nie zachwyca. Jak na niewielką ilość ekspozycji w środku cena biletu jest zdecydowanie za wysoka. Do tego latem we wnętrzach są tłumy ludzi, nie ma żadnej porządnej wentylacji i dosłownie po kilku minutach zwiedzania nie ma czym oddychać. Zarządców zamku Książ czeka jeszcze dużo pracy, że wnętrza odzyskały swój blask.

Na zamku organizowane są różne imprezy okolicznościowe oraz nocne zwiedzanie zamku Książ. Jeśli chcecie spędzić na zamku więcej czasu to jest tu restauracja oraz hotel – można spędzić noc nie w samym zamku ale w jednym z przyległych budynków.

Bardzo fajne miejsce na Dolnym Śląsku i jeśli szukacie pomysłu na jednodniową wycieczkę z Wrocławia to raz na pewno warto się tam wybrać ale wrócić bym chyba nie chciała. Za dużo jest jeszcze w Polsce zamków, których nie widziałam 🙂

Muzeum Wsi Lubelskiej i Majdanek – jednodniowa wycieczka z Lublina

Wciąż nie mogę dokończyć wpisu o zwiedzaniu Lublina (ale niedługo się zmobilizuję, słowo!), póki co możecie poczytać o tym gdzie zjeść w Lublinie, a dziś zapraszam na zwiedzanie dwóch ważnych miejsc w bliskich okolicach Lublina. Na zwiedzanie muzeum na Majdanku i skansenu poświęciliśmy jeden cały dzień.

Planując weekend w Lublinie wiedziałam, że koniecznie będę chciała zobaczyć Muzeum na Majdanku.

Muzeum na Majdanku

Majdanek, czyli niemiecki obóz koncentracyjny w Lublinie, działał w latach 1941 – 1944. Więźniowie byli mordowani w komorach gazowych, ginęli w egzekucjach, umierali z głodu, chorób i wycieńczenia. Przetrzymywano tu głównie Polaków i Żydów, szacuje się, że śmierć poniosło tu około 360 tysięcy osób. Dokładnych liczb nigdy nie poznamy.

Muzeum na Majdanku powstało w 1944 roku i było pierwszą tego typu instytucją na świecie. W 25. rocznicę wyzwolenia Majdanka odsłonięto dwuczęściowy monument składający się z bramy i mauzoleum, w którym znajdują się prochy zamordowanych w obozie ludzi. Brama wraz z Mauzoleum oraz Drogą Hołdu i Pamięci tworzy Pomnik Walki i Męczeństwa. Konstrukcja Bramy, wybudowanej w miejscu jednej z bram obozowych, nawiązuje do symboliki piekieł z Boskiej Komedii Dantego.

Wystawy znajdują się w dziewięciu obiektach – barakach, łaźni i bunkrze. Można tu zobaczyć zdjęcia, dokumenty, relikty obozowe czy przedmioty należące do więźniów. W pozostałych barakach znajdują się wystawy multimedialne. Łącznie można zwiedzać około 70 obiektów.

Ogromne wrażenie robi Okno czasu – przeszklona konstrukcja, przez którą widać fragment drogi obozowej wybudowanej przez więźniów przy użyciu macew z lubelskich cmentarzy żydowskich.

Majdanek – informacje praktyczne

W okresie od kwietnia do września godziny otwarcia muzeum na Majdanku to 9 – 18, od listopada do marca 9 – 16. Wstęp do muzeum na Majdanku jest bezpłatny, trzeba jedynie zapłacić 5 zł za parking.

Majdanek to miejsce, które raz w życiu trzeba zobaczyć. Smutne i przejmujące ale jednocześnie pozwalające ocalić pamięć o tych, którzy tam zginęli i przypominające o okrucieństwie wojny. Myślę, że to trudna ale jednocześnie jedna z najważniejszych atrakcji Lublina.

Muzeum Wsi Lubelskiej – dojazd

Muzeum Wsi Lubelskiej to atrakcja zgoła inna niż Majdanek dlatego zwiedzając te dwie atrakcje w jeden dzień jak my, polecam naszą kolejność – najpierw skupienie i trudna historia na Majdanku, a potem relaks w skansenie.

Dojazd własnym samochodem do Muzeum Wsi Lubelskiej jest problematyczny jeśli nie jesteście z Lublina, bo przy zjeździe z obwodnicy nie ma żadnej informacji gdzie należy zjechać. W ogóle dojazd do skansenu nie jest oznakowany z żadnej strony. Jeśli jedziecie własnym autem to polecam Wam kierować się od strony Alei Warszawskiej, a nie od obwodnicy. Nasza nawigacja nie ogarniała i nie pokazała nam gdzie należy zjechać, a żadnego znaku też nie ma.

Jeśli nie jesteście w Lublinie samochodem to do Muzeum Wsi Lubelskiej można dojechać  komunikacją miejską – autobusem nr 18, 20, 30 i 37. Przystanki autobusowe znajdują się niemalże przed wejściem do skansenu. Można też wypożyczyć rower miejski – stacja również znajduje się przed wejściem do skansenu.

Muzeum Wsi Lubelskiej – zwiedzanie

Uwielbiam skanseny. Lubię poczuć tę sielską atmosferę, z dala od zgiełku miasta. Tego typu obiekty szczególnie pięknie prezentują się latem kiedy wszystkie rośliny otaczające obiekty kwitną. Wtedy jest jeszcze bardziej bajkowo i jeszcze bardziej sielsko. Zdecydowanie warto wybrać się do Muzeum Wsi Lubelskiej podczas weekendu w Lublinie. Sam skansen powstał w 1970 roku, zajmuje powierzchnię 23 hektarów i jest jednym z największych tego typu obiektów w Polsce. Bogactwo architektury i zgromadzonych eksponatów odzwierciedla obyczaje, obrzędy i codzienne życie ludzi minionej epoki w regionie Lubelszczyzny.

Muzeum Wsi Lubelskiej, podobnie jak inne tego typu obiekty, podzielone jest na sektory. Tuż za wejściem zaczyna się sektor Wyżyny Lubelskiej. Została tu przedstawiona charakterystyczna dla tego regionu wieś łańcuchówka, gdzie w zwarty sposób sąsiadują ze sobą chałupy. Można tu zobaczyć wiatrak z Zygmuntowa, kuźnię i zagrodę z Urzędowa, studnię z Błażka, olejarnię z Bogucina i kilka innych zagród. Całość uzupełniają przydomowe ogródki warzywne i kwiatowe, a otaczające je pola są uprawiane w sposób tradycyjny, przy użyciu dawnych narzędzi i maszyn rolniczych.

Dalej znajduje się zespół dworski. Centralnym punktem jest oczywiście dworek, w tym przypadku XVIII-wieczny, pochodzący z Żyrzyna. Ekspozycja wewnątrz dworu przedstawia mieszkania średniozamożnej rodziny ziemiańskiej w 1939 roku. Otoczenie dworu tworzą założenia ogrodowo-parkowe, brama z Łańcuchowa oraz zespół folwarczny z czworakiem z Brusa Starego, spichlerzami dworskimi i położonym nieopodal sadem owocowym.

Dalej mamy sektor Roztocza. Otoczony bogatą roślinnością zespół chałup i zagród tworzy przykład zabudowy rozproszonej charakterystycznej dla tego regionu. Atrakcją roztocza są wiejski sklepik (w chałupie z Teodorówki) i kuźnia z Ciosm. Najciekawszym obiektem wydaje się być jednak cerkiew z Tarnoszyna z dzwonnicą z Lubyczy-Kniazie. Oprócz funkcji muzealnych pełni też funkcje kultowe.

Następnie przechodzimy do rekonstrukcji miasteczka. Miasteczko nawiązuje do historycznych, wielokulturowych miasteczek Lubelszczyzny z okresu II Rzeczypospolitej. Ekspozycja przedstawia model funkcjonowania miasteczka wraz z jego instytucjami, urzędami, sklepami i warsztatami rzemieślniczymi. Składają się na nią kołodziejnia z Bełżyc, restauracja z Zemborzyc, szkoła z Bobrownik, ratusz z Głuska, domy podcieniowe z Wojsławic, remiza z Wilkowa, areszt z Samoklęsk, rynek ze studnią, kościół z Matczyna, plebania z Żeszczynki, stajnia podworska i lapidarium cmentarne. W obiektach urządzone są ekspozycje wnętrz gospodarczych i mieszkalnych – polskich i żydowskich.

Schodząc z miasteczka w dół docieramy do chyba najprzyjemniejszej części skansenu – Powiśla. Jest tu kilka zagród z cudownymi ogródkami (w tej części nie ma ekspozycji wewnątrz chałup), pasącymi się kozami i owcami, jest zbiornik wodny utworzony na rzece Czechówce, jest dużo zieleni, spokoju i wytchnienia. Gdyby nie panujący tego dnia upał to chętnie spędziłabym tam nawet pół dnia. Wieś sielska i anielska w czystej postaci. W przyszłości ma tu się jeszcze pojawić młyn wodny.

Cena biletu wstępu do Muzeum Wsi Lubelskiej to 12 zł. Jeśli wybieracie się do Lublina to zaplanujcie swój weekend tak, żeby koniecznie wpaść na kilka godzin do MWL. Dla mnie jedno z najlepszych wspomnień z Lublina.

W Muzeum odbywają się także cykliczne imprezy. Wiosną można zobaczyć pokaz orki konnej i przygotowań do Wielkanocy, latem sianokosy, obrzędy nocy świętojańskiej, żniwa, dożynki i zbiory lnu. Jesienią z kolei możecie zobaczyć na własne oczy wykopki, uczestniczyć w Lubelskim Święcie Chleba czy posłuchać opowieści andrzejkowych.

Jeśli lubicie skanseny to poczytajcie (i odwiedźcie!) koniecznie o skansenie w Chorzowie.

Kulinarny przewodnik – gdzie zjeść w Łodzi?

Zanim zabiorę Was na wycieczkę po Łodzi i pokażę co warto zwiedzić w mieście, które przeszło na przestrzeni ostatnich lat ogromną metamorfozę, zapraszam na wycieczkę kulinarną. Gdzie dobrze zjeść w Łodzi? Gdzie w Łodzi zjeść śniadanie, gdzie iść na deser, a gdzie na drinka? Gotowi? Czas zjeść Łódź!

Gdzie zjeść śniadanie w Łodzi?

Lećmy po kolei 😉 Dzień zaczyna się od śniadania więc na początek pyszne łódzkie śniadaniownie. Czasem sobie myślę, że ja już tyle śniadań w tylu różnych miejscach zjadłam, że nic mnie nie zaskoczy a jednak… Raz na jakiś czas pojawia się knajpa wychodząca poza schemat i poza tym, że jest inaczej to zazwyczaj jest totalny zachwyt. W Łodzi też zaskoczeń i zachwytów nie brakowało.

Na początek moje absolutne miejsce nr 1 jeśli chodzi o najlepsze śniadanie w Łodzi – Montag. Mały lokal mieści się w podwórku przy Piotrkowskiej 107. Jest to właściwie piekarnia plus miejsce gdzie można wypić kawę albo zjeść właśnie śniadanie. I tu moje oczy rozbłysły jak w menu (krótkim ale ciekawym) zobaczyłam burratę na ciepło, w panierce z chleba. Podane to było z sosem pomidorowym, musiało mieć jakiś milion kalorii ale… to było chyba moje najlepsze śniadanie zjedzone podczas lata 2019. A latem 2019 roku bardzo dużo podróżowałam po Polsce i zjadłam kilkadziesiąt śniadań w różnych zakątkach naszego kraju. Muszę tu dodać, że ja w ogóle jestem serowa a burrata to jest ser, za który dałabym się pokroić (pokazywałam Wam już tę miłość np. przy okazji Katowic). Ale w takiej postaci nie jadłam go nigdy wcześniej (i nigdy później).

Dodam tylko, że wszystko w piekarni wyglądało niebywale smakowicie. Kusiły ciastka francuskie SAMO ZŁO (ze zwiększoną ilością masła i cukru). I wiecie co? Do dziś żałuję, że jednak się na to ciastko nie skusiłam. Jeśli będziecie w Łodzi i pójdziecie na śniadanie do Montag to zjedzcie za mnie jedną 😉

Drugie miejsce gdzie warto zjeść śniadanie w Łodzi to Spółdzielnia. Lokal mieści się na terenie OFF Piotrkowska przy ul. Piotrkowskiej 138/140. OFF Piotrkowska jest symbolem metamorfozy Łodzi i miejscem, które podczas weekendu w tym mieście odwiedzicie nie raz, i nie dwa 😉 Pięknie zagospodarowane lokale mieszczą ciekawe knajpy. Spółdzielnia zachwyca postindustrialnym wystrojem i ciekawym menu. Są tu klasyczne pozycje śniadaniowe – twarożek, jajecznica czy jajka gotowane – ale są też autorskie kompozycje takie jak kaszanka, chałka z musem sernikowym czy jajecznica truflowa z mascarpone. Pysznie i pięknie, warto! Do tego super fajny pomysł na sudoku w menu – oczekując na zamówienie można wysilić szare komórki.

I ostatnie miejsce gdzie się wybrałam na śniadanie w Łodzi – Breadnia (Piotrkowska 86). To chyba jedno z najpopularnieszych miejsc na śniadanie na mieście w Łodzi. Wybór śniadań mają tu naprawdę ogromny i jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jest coś mniej lub bardziej klasycznego, jest coś wytrawnego i coś słodkiego. Uwaga – porcje są tu ogromne. Jeśli wybieracie się w dwie lub więcej osób to rozważcie zamówienie jednego zestawu na 2 osoby.

Ja zdecydowałam się na klasyczny zestaw pieczywo + pasty kanapkowe. Było smacznie (poza hummusem – ten był mocno przeciętny), było dużo, było poprawnie. Dwie poprzednie miejscówki serwują smaczniejsze śniadania w Łodzi. W Breadni jest mniej instagramowo 😉 ale dobrze i tanio.

Gdzie zjeść w Łodzi?

Śniadanie za nami, Łódź pozwiedzana, to teraz czas na lunch, obiad, kolację czy jakkolwiek inaczej zwany porządny posiłek. Gdzie dobrze zjeść w Łodzi? Na początek Tel Aviv Urban Food (Piotrkowska 122). Lokal dobrze znany lubiącym kuchnię Bliskiego Wschodu mieszkańcom Warszawy ma swój oddział w samym sercu Łodzi.

Łódzki Tel Aviv ma dużo piękniejsze i przyjemniejsze wnętrze niż ten warszawski no i genialne jedzenie. Właściwie wszystko czego próbowałam było przepyszne. Najlepszy jak zawsze hummus. Do tego naprawdę pomocna i przyjazna obsługa. Zdecydowanie warto zapisać sobie to miejsce. Uwaga, Tel Aviv jest bardzo popularnym lokalem zarówno wśród Łodzian jak i turystów dlatego na wieczór lepiej zrobić rezerwację.

Drugie miejsce, które odwiedziłam w Łodzi to Farina Bianco (al. Piłsudskiego 14). Sporo osób polecało mi to miejsce, a że kocham włoską kuchnię to długo mnie namawiać nie trzeba było 😉 Farina Bianco reklamuje się jako największa restauracja w Polsce – szczerze mówiąc nie wiem co w tym takiego super a i sam lokal nie sprawiał wrażenie jakiegoś niebywale rozległego no ale może nie zajrzałam do każdego zakątka 😉 Wystrój na pewno jest bardzo przyjemny, obsługa bardzo sympatyczna. A jedzenie? Może moim błędem było, że zdecydowałam się na lazanię. Baaardzo przeciętna. Nieskromnie powiem, że ja robię lepszą. Nadrobił deser – przepyszny. Jak będę w Łodzi to dam temu miejscu drugą szansę, bo widać tam potencjał ale… nie zamawiajcie lazanii 😉

Natomiast naprawdę najlepsze włoskie jedzenie w Łodzi serwuje niepozorny lokal o nazwie Pracownia Bistro – w OFF Piotrkowska. Wybrałam się tam na swój ostatni obiad przed wyjazdem z Łodzi, zupełnie przypadkowo. Chodziłam od knajpy do knajpy na terenie OFF i jakoś nic mnie nie przekonywało. Trochę zrezygnowana usiadłam w końcu w Pracowni a tam prawdziwe olśnienie – jeden z najlepszych makaronów jakie jadłam w swoim życiu. O wystroju już nie będę pisać, bo wystarczy spojrzeć na zdjęcia, żeby zobaczyć, że jest tak bardzo łódzko. Jeśli miałabym wybrać jedno miejsce gdzie warto zjeść w Łodzi to powiem Pracownia Bistro.

A gdzie się wybrać wieczorem na piwo w Łodzi i przy okazji coś przekąsić? Las Tablas Tapas Bar. Jak nietrudno się domyślić jest to bar z tapasami mieszczący się w podwórku przy Piotrkowskiej 89. Jak na tapas to porcje są tu naprawdę duże – to są takie hiszpańskie tapas w polskim rozmiarze 😉 Dobre kalmary, smaczne panierowane sery ale moim hitem jest morcilla, czyli hiszpańska kaszanka podawana z sosem aioli. Pyszności!

I jeszcze jedna polecana restauracja przy Piotrkowskiej (nr 90) – Agrafka. To jest najbardziej łódzkie miejsce w możliwych. Wystrój bardzo mocno nawiązuje do tradycji miasta i jedząc tutaj lunch czy kolację nie będziecie mieli wątpliwości, że jesteście właśnie w Łodzi. Ogromny plus za wystrój i klimat. Ale jedzenie też smaczne. U mnie padło na sałatkę z serem camembert – może nie była to najlepsza sałatka w moim życiu ale bardzo dobra, porcja duża, sera nikt nie żałował. Może trochę za dużo żurawiny. Ale bardzo polecam w Łodzi restaurację Agrafka – chociażby na kawę czy piwo. Poczujcie Łódź!

Łódź – gdzie na kawę?

Intensywne zwiedzanie wymaga utrzymania stałego poziomu kofeiny we krwi. Zatem gdzie w Łodzi iść na kawę i deser? Gdzie wypić pyszną małą czarną w pięknym otoczeniu?

Pierwsze miejsce, które mnie zachwyciło to Powidok przy placu Wolności 7/8. Mieści się tu też restauracja. Powidok sprawia wrażenie takiego fancy miejsca, wręcz trochę sztywnego ale to tylko pozory. Miejsce jest bardzo przyjazne, obsługa niebywale sympatyczna a wystrój – przepiękny. W kategorii najbardziej instagramowe miejsce w Łodzi pierwsza 3ka 😉 Powidok znajduje się przy ruchliwym i gwarnym placu Wolności – sama nie wiedziałam czy mam patrzeć na piękne wnętrze czy na toczące się życie Łodzi. Nieważne czy na kolację czy tylko na kawę – Powidok warto w Łodzi odwiedzić.

Drugie miejsce, które mnie urzekło w Łodzi to Beza Food & Bourbon przy ul. Ogrodowej 8. Niezwykle sympatyczny właściciel, piękne (choć niewielkie) wnętrze i naprawdę doskonała kawa. Uwaga, w Bezie w każdy niedzielny poranek serwują churrosy. Jeśli chcielibyście zgrzeszyć kulinarnie to polecam z całego serca.

W tym samym kompleksie znajduje się Bakes & Cakes. Też jest instagramowo i pięknie a każde jedno ciasteczko jest tu prawdziwym dziełem sztuki. Chyba z 15 minut się przyglądałam zanim zdecydowałam się zamówić. W wyborze pomogła mi przemiła pani z obsługi. Niby się zastanawiałam ale ostatecznie skończyłam na swoim ulubionym aromacie mango. Ciasteczko było jeszcze smaczniejsze niż wyglądało. Mimo iż długo się zastanawiałam zanim wbiłam w nie widelec 😉

I kolejne pyszne miejsce na słodko-kawowej mapie Łodzi – Eden Cafe. Tym razem w samym centrum, w podwórku przy Piotrkowskiej 67. Po raz kolejny niebywale sympatyczna obsługa, doskonała kawa i panna cotta równie pyszna jak we Włoszech. Słodycz deseru przełamywały kwaśne jeżyny – mistrzostwo świata. Do tego pastelowe piękne wnętrze, choć w upalny lipcowy dzień usiadłam na zewnątrz. Koniecznie!

Jak już jesteśmy przy deserach to jako lodożerca będący w Łodzi w upalnym sierpniu nie mogłam sobie odmówić mojego ulubionego deseru. Gdzie zjeść dobre lody w Łodzi? Lód Miód. Zgodnie z panującym trendem są naturalne, kremowe, mocno śmietankowe. Spory wybór smaków. Lód Miód znajdziecie pod jednym z kilku (a może już kilkunastu?) adresów w Łodzi – najbliżej centrum jest Piotrkowska 114.

Jeśli podczas zwiedzania Łodzi wybierzecie się do Palmiarni (polecam! i jeszcze będę o niej pisać) to w otaczającym ją parku Źródliska I znajduje się bardzo przyjemna kawiarnia – Tubajka. Ja zrobiłam sobie tylko przerwę na lemoniadę (doskonała!) ale wszystkie desery wyglądały bardzo zachęcająco. Do tego wielkie i super wygodne fotele. Nie chciało się wychodzić.

I już na koniec (ile można grzeszyć w jeden weekend?) Niebieskie Migdały. Ja byłam w lokalu przy Piotrkowskiej 200 ale znajdują się też w 2 innych lokalizacjach – przy placu Wolności 12 oraz ulicy Sienkiewicza 40. Niebieskie Migdały to herbaciarnia – taka prawdziwa herbaciarnia w stylu retro. Zresztą co ja tu będę pisać – popatrzcie na zdjęcia. Niby Łódź, a jakby Paryż 100 lat temu. Do tego ogromny wybór herbat – latem również na zimno. Idealne miejsce, żeby zwolnić podczas intensywnego zwiedzania miasta. I cofnąć się w czasie.

Łódź – gdzie na drinka?

No właśnie, gdzie w letni wieczór w Łodzi wyjść na drinka lub piwo? Oczywistą odpowiedzią wydaje się OFF Piotrkowska. Jestem wielką fanką tego projektu (jak zresztą wszystkich zagospodarowanych postindustrialnych wnętrz). OFF Piotrkowska to zagłębie restauracji i barów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, miejsce tętni życiem zwłaszcza po zmroku, latem często ciężko znaleźć miejsce siedzące. Ale warto – żeby zobaczyć jak żyje Łódź.

Drugie miejsce w Łodzi gdzie można spróbować street foodu z różnych zakątków świata i w fajnej atmosferze wypić drinka albo lampkę wina to Odlewnia – znajduje się przy Piotrkowskiej 217. Jest trochę spokojniej (choć wieczorem to miejsce też tętni życiem), a równie różnorodnie i przyjemnie. No i ten mural! 😉

Latem na drinka zaprasza Beach Bar przy łódzkiej Manufakturze. Nie wiem czy w sezonie 2020 będzie działał (wiadomo jaka jest sytuacja) ale w środku upalnego lata 2019 można się tu było poczuć jak nad morzem – w środku miasta. Był najprawdziwszy piasek i drinki z palemką. Super pomysł!

Niestety podczas tego pobytu już nie zdążyłam odwiedzić żadnego baru z widokiem w Łodzi ale jeśli byście takiego szukali to moją uwagę zwrócił bar na ostatnim piętrze hotelu Andels. Następnym razem! Łódź naprawdę da się lubić – choć gdyby 10 lat temu ktoś mi powiedział, że kiedyś tak stwierdzę to zabiłabym go śmiechem. Łódź była jednym z tych miast, do których nie chciałam wracać ale okazuje się, że przeszła tak ogromną transformację, że warto raz na jakiś czas spędzić tam weekend. Post o atrakcjach i zwiedzaniu Łodzi pojawi się już niedługo 🙂

Lublin – kulinarny przewodnik. Gdzie dobrze zjeść w Lublinie?

Lublin – miasto, do którego wybierałam się od lat ale ciągle było za daleko. Lublin nie przybliżył się do Poznania ale udało mi się w końcu tam dotrzeć w wakacje 2019. I był to wyjazd pełen zaskoczeń, również kulinarnych. Gdzie w Lublinie zjeść śniadanie, gdzie spróbować lokalnych specjałów, gdzie iść na piwo, a gdzie w Lublinie serwują najlepsze lody? Zapraszam na mój kulinarny przewodnik po Lublinie. Będzie pysznie i pięknie!

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia 😉 Więc od pysznego śniadania zaczynamy. Gdzie zjeść śniadanie w Lublinie? Przetestowaliśmy podczas naszego pobytu kilka miejscówek i naprawdę nie potrafię wskazać najlepszej. Wszędzie było pysznie i w pięknym otoczeniu.

Śniadanie w Lublinie – Spokojna 2

Nasze pierwsze śniadanie w Lublinie było nieco z dala od turystycznego centrum miasta. Padło na lokal o nazwie Spokojna 2. Znacie więc już i nazwę, i adres w jednym 😉 A śniadania mają tu absolutnie fantastyczne. To co zachwyca na początku to sam lokal – przestronny i jasny, świetnie urządzony. Jestem wielką fanką otwartych kuchni – w Spokojnej 2 taka właśnie jest. Do tego słoje z wekami i świeżo wypieczone pieczywo na ladzie. W 100% moje klimaty!

No ale przejdźmy do sedna, bo samym wystrojem restauracji człowiek się nie naje 😉 Menu śniadaniowe jest urozmaicone – można tu znaleźć coś klasycznego, coś bardziej nowoczesnego, na słodko i wytrawnie. Słowem – każdy znajdzie coś dla siebie. My popróbowaliśmy wszystkiego po trochu i jednogłośnie stwierdziliśmy, że wszystko było przepyszne. Świetna jajecznica (nie żałowano masła – za co ode mnie 10/10), genialne tosty francuskie, parowańce z łososiem – pyszota. Do tego bardzo dobra kawa i naprawdę rewelacyjna obsługa. Mimo iż nieco z dala od centrum to podczas wizyty w Lublinie bardzo polecam Wam to miejsce na śniadanie!

Pelier

Druga świetna śniadaniownia w Lublinie to Pelier. Tym razem w samym sercu starego miasta – przy ulicy Krakowskie Przedmieście. Ciężko mi zdecydować gdzie w Lublinie są najlepsze śniadania, bo naprawdę wszystkie nam bardzo smakowały ale Pelier zdecydowanie wygrywa w kategorii wystrój i klimat. Gdyby nie to, że mieliśmy napięty grafik, a w planach zwiedzanie wielu miejsc to mogłabym siedzieć w Pelier i pół dnia! Zresztą spójrzcie tylko na te zdjęcia – kosmos. Dużo się na tych ścianach, oknach i sufitach dzieje a jednak wszystko jest zrobione tak, że nie przytłacza i nie męczy. Najpiękniejsza restauracja w Lublinie!

A jak z jedzeniem? Śniadania przepyszne – i wyglądem, i smakiem dorównują wystrojowi restauracji. Znowu był omlet – świetny. Był bajgiel – doskonały. I moje śniadanie nr 1 w Pelier – grzanki z gruszką i serem pleśniowym. Obłędne, przepyszne i rozpływające się w ustach. I jak praktycznie wszędzie w Lublinie niebywale uprzejma obsługa. Planując śniadanie w Lublinie koniecznie wybierzcie się do Pelier! Dla spragnionych bąbelków od rana – serwują też prosecco z watą cukrową 😉

Trybunalska City Pub

I ostatnie miejsce w Lublinie gdzie wybraliśmy się na śniadanie – Trybunalska City Pub. Śniadanie na samym rynku w Lublinie. Zdecydowaliśmy się na ten lokal z dwóch powodów – przede wszystkim serwuje śniadania od 7 rano. Poprzednie miejscówki są otwarte od 10, a my tego dnia gdzieś wyjeżdżaliśmy i musieliśmy zjeść wcześniej. Po drugie w Trybunalskiej serwują śniadanie po lubelsku, czyli czyli cebularz zapiekany z grzybami, serem Bursztyn, pomidorem i jajkiem. Nie mogliśmy tego regionalnego specjału pominąć 🙂

Rzeczywiście to śniadanie lubelskie było najsmaczniejsze, pozostałe w porządku choć bez większego szału – poprawne. Restauracja znajduje się na samym rynku więc w upalny lipcowy poranek jedliśmy na zewnątrz, z widokiem na ratusz. Tu tak w ramach wyjątku trafiliśmy na fatalną obsługę ale mam nadzieję, że to tylko nam się tak trafiło. W każdym razie w Lublinie na pewno warto zjeść choć raz śniadanie lubelskie w Trybunalskiej.

Zanim przejdziemy do restauracji lunchowo-obiadowo-kolacyjnych zatrzymajmy się na chwilę przy cebularzu. Skoro to słowo już padło to wymaga trochę wyjaśnień. Cebularz to jest coś co w Lublinie trzeba spróbować. Trzeba i kropka. Jest to pszenny placek, taka właściwie płaska bułeczka, a na niej cebula wymieszana z makiem. Cebularze wywodzą się z kuchni żydowskiej – są przekąską w gruncie rzeczy prostą ale w tej prostocie przepyszną! Można ich spróbować w Lublinie i w całym regionie. Świetne jedliśmy też w Zamościu.

Od 2007 roku cebularz lubelski znajduje się na liście produktów tradycyjnych, a od 2014 roku jest na liście produktów regionalnych stworzonej przez Unię Europejską. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej o historii tego lubelskiego przysmaku to w Lublinie działa Regionalne Muzeum Cebularza poświęcone w 100% pszennemu plackowi z cebulką.

A gdzie zjeść najlepsze cebularze w Lublinie? Odpowiedź jest jedna – piekarnia Kuźmiuk. Piekarnia działa od 1944 roku i rokrocznie wygrywa w rankingach najlepszych piekarni w Lublinie, jest też polecana przez przewodnik Gault & Millau. Piekarnia mieści się przy starym mieście – przy ul. Furmańskiej 4. Już sam wystrój przenosi nas w inną epokę, a cebularze – palce lizać. Koniecznie! Po cebularze wybierzcie się rano, bo po 12 można już tylko obejść się smakiem! W piekarni są też dostępne inne regionalne produkty z regionu Lubelszczyzny.

Sielsko Anielsko

Było śniadanie, był cebularz, czas na porządny obiad. O ile w wielu miejscach restauracje przy rynku albo w samym centrum są turystycznymi pułapkami to Lublin tej zasadzie przeczy. Przy rynku i na starym mieście są genialne restauracje z prawdziwym lokalnym jedzeniem.

Pierwsze miejsce na naszej liście to Sielsko Anielsko (Rynek 17). Wymęczeni lipcowym upałem zaczęliśmy studiowanie menu od piwa. Okazuje się, że Sielsko Anielsko ma swoje piwo. I to nawet w kilku rodzajach. Spróbowaliśmy chyba 3 czy 4 – wszystkie świetne. Żurawinowe dla mnie trochę za słodkie.

Zanim dostaliśmy zamówione dania bardzo pozytywnie zaskoczyło nas czekadełko – wypiekany na miejscu chleb ze smalcem i ogórkiem. Było tak pyszne, że gdyby nie świadomość, że za chwilę przyjdą dania główne to najadłabym się samym chlebem 😉

A jak już przyszły zamówione dania to cóż… Przeraziła mnie ich wielkość 😉 Moja porcja wątróbki z kopytkami starczyłaby mi spokojnie na 3 posiłki. Tatar też był całkiem spory. Mieliśmy jeszcze golonkę (zdjęcie gdzieś wcięło). Wszystko było przepyszne ale pamiętajcie – porcje w Sielsko Anielsko są ogromne!

Mandragora

Kolejna restauracja przy lubelskim rynku, którą odwiedziliśmy. Było to ostatniego dnia – nasza pożegnalna kolacja w Lublinie. Spędziliśmy tam chyba ze 3 godziny! Mandragora to restauracja żydowska i specjalizuje się w specjałach tej właśnie kuchni. Jak kuchnia żydowska to ja oczywiście nie mogłam sobie odmówić hummusu. Był dobry ale zdecydowanie jadałam lepsze w swoim życiu. Na szczęście to był tylko początek. W ramach przystawki zamówiliśmy też śledzie po żydowsku – były rewelacyjne. Później pojawiły się gęsie pipki – bardzo dobre. I na koniec wisienka na torcie – kaczka po żydowsku. Mięciusieńka, kruchutka, no po prostu genialna.

Chociaż nie, to jeszcze nie koniec. Na koniec był deser. A jak deser w restauracji żydowskiej to wyłącznie pascha. Kocham paschę, zresztą jak serniki w każdej postaci. Do tej pory wydawało mi się, że najlepsza pascha w Polsce jest w Krakowie, w restauracji Dawno temu na Kazimierzu. Ale teraz mam wątpliwości. Ta pascha z Mandragory jest zupełnie inna ale absolutnie przepyszna! Och, ledwo się z tej Mandragory wytoczyliśmy. Ceny są nieco wyższe niż w pozostałych opisanych knajpach ale warto!

Restauracja Mandragora ma fantastyczny klimat, cudowną obsługę (chyba najlepszą ze wszystkich restauracji w jakich byliśmy) no i świetne jedzenie. Gdzie dobrze zjeść w Lublinie? Mandragora. Bezapelacyjnie.

Restauracja Magia

I ostatnia restauracja przy Rynku w Lublinie, którą odwiedziliśmy – Magia. Tu trafiliśmy zupełnym przypadkiem – po prostu nigdzie w okolicy nie było wolnego stolika! Magia ma świetny ogródek w sezonie letnim.

Moją uwagę w menu zwróciła jedna pozycja – pielmieni. Nie raz pisałam, że kocham syberyjskie pierożki toteż nie miałam problemu co zjeść. Były bardzo smaczne. Poza tym jadłam jeszcze rosół – dobry ale bez WOW. Na naszym stole pojawiła się też polędwiczka wieprzowa sous-vide – bardzo soczysta, aromatyczna i smaczna. Do tego oczywiście lubelska Perła. Magiczna to bardzo dobra restauracja przy rynku w Lublinie, odgrodzona od zgiełku centrum.

Perłowa Pijalnia Piwa

Nie jestem wielką fanką piwa ale wyznając zasadę, że wszędzie trzeba jeść i pić lokalnie nie mogłam nie spróbować lubelskiej Perły! Perłę serwuje się w niemalże każdym lokalu gastronomicznym w Lublinie ale w Perłowej Pijalni Piwa (ul. Bernardyńska 15A) można spróbować każdego jednego rodzaju piwa warzonego w lubelskim browarze. Wielu z nich można spróbować wyłącznie tu, w żadnym innym miejscu.

Perłowa Pijalnia Piwa to piękny lokal (patrząc na te zdjęcia cały czas się zachwycam) ale latem też bardzo przyjemny ogródek na tyłach lokalu (więc z dala od głośnej ulicy). Poza piwem są przekąski i sezonowe desery z piwem w roli głównej. My zdecydowaliśmy się na zestaw degustacyjny – w tej formie można spróbować kilkunastu dostępnych w pijalni piw. Perłowa Pijalnia Piwa to kolejny punkt na gastronomicznej mapie Lublina, którego nie można przegapić.

Anabilis – najlepsze lody w Polsce!

I na koniec lody. I to lody nie byle jakie, bo zgodnie uznaliśmy, że w Polsce nie ma lepszych. To aż niesamowite, że niby zwykłe lody mogą tak smakować. Jedliśmy je dwa razy dziennie, codziennie. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia. A gdzie są najlepsze lody w Polsce? W lodziarni-cukierni Anabilis, przy ul. Lubartowskiej 7 – tuż obok Bramy Krakowskiej będącej jedną z bram prowadzących na lubelski rynek.

Nie jestem w stanie opisać tych lodów, bo ich się nie da opisać – ich trzeba spróbować. Idealnie kremowe, tłuściutkie (o tak, czuć, że śmietany nikt nie żałował) ale nie przesłodzone. Po prostu genialne. Kolejka ciągnie się tam o każdej porze ale lody warte są każdej odstanej minuty.

W Anabilis mają też różne ciasta i wypieki, które wyglądały bardzo zachęcająco ale w upalnym lipcu jedliśmy tam TYLKO i AŻ lody. Najlepsze lody w Lublinie, najlepsze lody w Polsce. Jeśli kiedyś do Lublina wrócę to pierwsze kroki skieruję właśnie do Anabilis i Wam też polecam.

Mam nadzieję, że już nie macie wątpliwości gdzie zjeść w Lublinie, gdzie iść na śniadanie, gdzie na piwo i gdzie na lody 😉 Jeśli macie swoje ulubione miejscówki w stolicy Lubelszczyzny to dajcie znać w komentarzu. Przyda się na następny raz 😉