Bolesławiec – co zwiedzić w mieście ceramiki?

Bolesławiec – jedna z perełek (wciąż nieodkrytych przez masową turystykę!) Dolnego Śląska. Miasto, które kojarzy się przede wszystkim z ceramiką choć reklamuje się hasłem Bolesławiec – nie tylko ceramika. W takim razie co zobaczyć w tym pięknym mieście? Zapraszam na spacer.

Figura św. Katarzyny

Jeśli tak jak ja dotrzecie do Bolesławca pociągiem to pierwsze co zobaczycie po wyjściu to figura św. Katarzyny – patronki kolejarzy.

Obelisk przy Placu Dworcowym

Znajduje się w parku naprzeciwko dworca. Wzniesiony w 1995 roku, w 50-tą rocznicę przybycia do Bolesławca pierwszego transportu Polaków z Kresów Wschodnich. Rok później umieszczono na nim tablicę upamiętniającą 50-tą rocznicę przybycia Polaków z Jugosławii, w 2004 roku – przybycie repatriantów z Francji, a w 2013 roku 68-mą rocznicę przybycia zesłańców z Syberii.

Bolesławiec – rynek

Z dworca czeka Was kilkuminutowy spacer do serca miasta, czyli bolesławieckiego rynku. W centralnym punkcie znajduje się barokowy ratusz z gotycką wieżą. Na parterze znajduje się Sala Ślubów ze sklepieniem sieciowym skopiowanym z zamku na Hradczanach.

We wschodnią ścianę budynku wmontowano płaskorzeźbę przedstawiającą pojmanie Guilleume’a Brune’a – napoleońskiego marszałka – przez Rozalię Joannę von Bonin – mieszkankę miasta.

Przy rynku warto zwrócić uwagę na kamienicę przy ul. Mickiewicza 1. Budynek z secesyjnymi dekoracjami został wzniesiony w 1906 roku dla rzeźnika J. Junga.

W kamienicy pod numerem 28 urodził się podróżnik K. F. Appun. Początkowo mieściła się w niej księgarnia rodziny Appun, po przebudowie – najnowocześniejszy i najbardziej elegancki dom handlowy w mieście.

Kamienica nr 7 posiada przejście zwane Bramą Piastowską. Na ścianach przejścia znajdują się ogromne wzory pieczęci książąt śląskich.

Muzeum Ceramiki

Myślisz Bolesławiec widzisz ceramikę. Nie ma innego skojarzenia. Mieści się w budynku dawnego Muzeum Miejskiego. Muzeum od 1967 roku gromadzi zbiory ceramiki bolesławieckiej i europejskiej. Kolekcja liczy ok. 6 000 eksponatów.

Na piętrze muzeum znajduje się sala gdzie można zobaczyć krótki film i historii ceramiki w Bolesławcu.

W muzeum działa mały sklepik i możecie kupić filiżankę tudzież inne dzieło bolesławieckiej manufaktury. Ja żadnych zakupów nie planowałam ale jak się dowiedziałam, że bolesławieckie cuda można myć w zmywarce to jednak się skusiłam na co nieco 😉

Bilet wstępu kosztuje 8 zł, umożliwia też wejście do Muzeum Historii Miasta.

Muzeum otoczone jest parkiem niestety ze wszystkich bolesławieckich parków jest najmniej ciekawy.

Muzeum Ceramiki – Dział Historii Miasta

Drugi oddział muzeum znajduje się w klasycystycznym budynku z 1800 roku. Podczas kampanii napoleońskiej mieszkał tu głównodowodzący wojsk rosyjskich Michail Kutuzow. Marszałek zmarł właśnie w tym domu.

Obecnie w muzeum gromadzone są eksponaty prezentujące historię ziemi bolesławieckiej od czasów najdawniejszych do współczesnych.

Ogrody Tarasowe

Przepiękne miejsce tuż obok Muzeum. Mieszczą się w miejscu zasypanego stawu i fos zamkowych. Reliktem po dawnej promenadzie zamkowej jest ogromny kasztanowiec.

Bazylika Maryjna

Najstarszy kościół w mieście datowany na XIII wiek. Obecnie zachowana bryła ma kształt gotycki, przebudowane wnętrze nosi cechy stylu barokowego. Niestety podczas mojej wizyty wszystkie wejścia do Bazyliki były zamknięte.

Sąd Rejonowy

Reprezentacyjny neogotycki gmach powstał w latach 1861 – 1864. Wieża kryje w swoim wnętrzu aulę o bogatym wystroju. Budynek otoczony jest parkiem w stylu angielskim. Co tu dużo mówić – szczęka opada. Gmach robi niebywałe wrażenie, zwłaszcza w słoneczny dzień. Niczym zamek z filmu fantasy.

Promenada i park przy Stawie

Malowniczy zakątek miasta pełen zieleni i zachowanych fragmentów murów obronnych.

Pomnik Michaila Kutuzowa

W parku znajduje się pomnik rosyjskiego feldmarszałka. Powstał w 1819 roku na polecenie króla Fryderyka Wilhelma III. 12-metrowy żeliwny obelisk waży 30 ton, pierwotnie znajdował się na rynku. U jego podnóża znajdują się dwie pary lwów, które mają symbolizować odwagę marszałka. Pomnik budzi kontrowersje, ponieważ Michaił Kutuzow zapisał się negatywnie w dziejach Polski w czasie walk o utrzymanie niepodległości na przełomie XVIII i XIX wieku.

Pogodynka

Stacja meteorologiczna umieszczona w 1882 roku w pobliżu Stawu Miejskiego była jedną z pierwszych pogodynek na Dolnym Śląsku.

W parku znajduje się też fontanna z Czaplą. Znajduje się w miejscu gdzie na początku XX wieku mieścił się miejski ogród zoologiczny.

Centrum Integracji Kulturalnej Orzeł

Budynek w stylu secesyjnym położony tuż przy parku. Wzniesiony około roku 1914. Obecnie pełni funkcje sali kinowej i konferencyjnej.

Mury obronne

Pierwsze informacje o murach miejskich pochodzą z 1316 roku choć podejrzewa się, że istniały dużo wcześniej. Fortyfikacje miejskie stanowił podwójny pierścień murów z basztami oraz systemem fos i stawów. Mury zostały zniszczone w czasie wojen napoleońskich. W 1841 przekształcono tereny poforteczne w promenadę.

Wiadukt kolejowy

Monumentalna budowla będąca jednym z najdłuższych kamiennych mostów kolejowych w Europie uznawana jest za wielką atrakcję miasta. Most powstał w latach 1844 – 1846. Ma długość 490 metrów i wysokość 26 metrów. Składa się z 35 łuków. Zlokalizowany jest na trasie kolei Wrocław – Drezno. Podobno niesamowite wrażenie robi również po zmroku, gdy jest podświetlony. Ja byłam w Bolesławcu tylko na jeden dzień i nie miałam możliwości zobaczenia go w wersji nocnej. Ale przecież wszystko przede mną 😉

Dawna przepompownia ścieków

Budynek z 1903 roku, który nosi cechy neoromańskie i neorenesansowe. Został wyposażony w nowoczesne urządzenia umożliwiające oczyszczanie ścieków z zanieczyszczeń fizycznych.

Krzyż Milenijny

27-metrowa konstrukcja ze stali i miedzi została wykonana w 2003 roku. Rozpiętość ramion krzyża wynosi 15 metrów, a całość waży 30 ton. Krzyż znajduje się w pięknym otoczeniu parku.

Dawna Dzielnica West End

Reprezentacyjna dzielnica willowa obejmująca tereny ulic Komuny Paryskiej, Wybickiego, Opitza, Brody, Drzymały i Miarki. Stojące tu wille utrzymane są w różnych stylach – neorenesansowym, klasycystycznym i szwajcarskim. Spacerując tymi uliczkami naprawdę można się poczuć jak 200 lat temu. Podróż w czasie. Jest elegancko, dostojnie, mieszczańsko. A to wszystko zaledwie kilka minut spaceru od rynku.

Przy ul. Brody 2 znajduje się kamienica zbudowana dla prawnika i notariusza Th. Thamma. Łączy styl neoklasycystyczny z neorenesansowym detalem i motywami masońskimi.

Willa przy ul. Jeleniogórskiej 20

Neobarokowy budynek wzniesiono na początku XX wieku dla powiatowego mistrza budowlanego G. Spohna. nie dość, że sama willa jest piękna to położona na skraju lasu. Bajkowo po raz kolejny.

Dawny zakład Włókienniczy Concordia

Kompleks przemysłowy założony w 1873 roku przez S. Wollera w miejscu spalonego 2 lata wcześniej młyna wodnego. W 1943 roku budynki przejęły zakłady lotnicze Weser-Flug AG i utworzyły tu filię obozu Gross Rosen.

Willa przy Kwiatowej 3

Wzniesiona na początku XX wieku dla Paula Viebega – prokurenta w zakładach Concordia. Willa utrzymana jest w stylistyce Landhouse – podmiejskiego domu angielskiego.

Teatr Stary

Powstał w 1857 roku i był pierwszą reprezentacyjną budowlą przy promenadzie otaczającej starówkę. Elewacje w klasycystycznym i neorenesansowym stylu zachowały się do dnia dzisiejszego. W 1913 roku poszerzono część sceniczną i fosę orkiestrową.Teatr zakończył swą działalność w 1944 roku

Kościół Matki Bożej Nieustającej Pomocy

Znajduje się w miejscu dawnego zamku zniszczonego przez Szwedów podczas wojny trzydziestoletniej. Barokowy kościół wzniesiono w połowie XVIII wieku. Początkowo była to świątynia ewangelicka, dziś katolicka. 73-metrową wieżę dobudowano na początku XIX wieku.

Na placu przy kościele znajduje się pomnik Jezusa Przyjaciela Dzieci z 1902 roku.

Ulica Kaszubska

Odchodzi od dworca kolejowego. Nazywana była Widokowym oknem Bolesławca. Powstała około 1900 roku. Obecnie uwagę zwracają głównie kamienice pod nr 4 i 5. Dzisiejszy budynek poczty.

Termy Bolesławiec

Miejski kompleks SPA mieści się w neorenesansowym budynku Miejskich Zakładów Kąpielowych z 1895 roku. Była to ekskluzywna jak na ówczesne czasy łaźnia. Wnętrze było wyłożone kaflami w kolorze morskiej zieleni i ozdobione płaskorzeźbami autorstwa bolesławieckiej artystki Jenny Bary-Doussin.

Młodzieżowy Dom Kultury

Neoklasycystyczna willa została wzniesiona dla bolesławieckiego aptekarza – Mullera. W latach 1946 – 1951 w piwnicach willi znajdował się areszt Urzędu Bezpieczeństwa.

Bolesławiec – czy warto?

Absolutnie tak. Perłą Dolnego Śląska zazwyczaj nazywa się Świdnicę ale mnie bardziej zauroczył właśnie Bolesławiec. Miasto jest piękne, kolorowe, zadbane, nie brakuje w nim zieleni. Jeśli wybieracie się do Wrocławia to zaplanujcie sobie jednodniową wycieczkę do Bolesławca, nie będziecie żałować. Jeśli szukacie miejsc wartych odwiedzenia na Dolnym Śląsku to koniecznie dopiszcie Bolesławiec do listy.

Świdnica – perła Dolnego Śląska

Świdnica to miasto o ponad 750-letniej historii, stolica dawnego księstwa Świdnicko-Jaworskiego. Położona jest zaledwie 50 km od Wrocławia i nazywana Perłą Dolnego Śląska. Nigdy nie miałam tego miasta w swoich podróżniczych planach ale niedawno wpadł mi w ręce artykuł o Kościele Pokoju. Po przeczytaniu go dopisałam Świdnicę do listy miejsc do zobaczenia i przy okazji wizyty we Wrocławiu wybrałam się na jednodniową wycieczkę.

Dworzec

Do Świdnicy dotarłam pociągiem i pierwsze co zobaczyłam to oczywiście dworzec Świdnica Miasto. Odnowiony w latach 2010 – 2013 secesyjny budynek pochodzi z 1905 roku i mimo iż nie jest duży to robi wrażenie. Na elewacji znajdują się zabytkowe herby Świdnicy, Dolnego Śląska, powiatu świdnickiego i księstwa świdnickiego. W czasie gdy w Świdnicy stacjonowały wojska radzieckie, codziennie odjeżdżał stąd pociąg do Moskwy.

Plac Grunwaldzki

Z dworca wychodzi się prosto na największy węzeł komunikacyjny w Świdnicy, założony w miejscu Bramy i Przedmieścia Witoszowskiego. Znajduje się tu pomnik poświęcony uczestnikom walk o wolność ojczyzny. Plac jest bardzo zielony, są tu ławeczki i można miło spędzić czas jeśli macie jeszcze chwilę do odjazdu pociągu.

Budynek Sądu Okręgowego

Przy uliczce prowadzącej z placu Grunwaldzkiego do rynku znajduje się monumentalny gmach Sądu Okręgowego. Został on wybudowany w 1885 roku na fundamentach klasztoru Dominikanów. W jego wnętrzu Feliks Falk nakręcił część scen do filmu Komornik.

Świdnica – rynek

Jego układ urbanistyczny zachował się w nienaruszonym stanie od czasów średniowiecza. Kolorowe kamienice prezentują różne style architektoniczne i dowodzą potęgi i bogactwa dawnych mieszczan. Dziś w większości kamienic działają restauracje i kawiarnie.

Pod numerem 1 stoi piękna barokowa kamienica, która nosi cechy pałacyku pruskiego. Pod numerem 7 mieści się  Dom Pod Złotą Koroną. Nazwa pochodzi stąd, iż szczyt elewacji jest ozdobiony właśnie złotą koroną. Pod numerem 8 znajduje się Dom Pod Złotym Chłopkiem. Ciekawostką jest, że na manierystycznym portalu kamienicy widnieje łaciński napis Drzwi te mają być otwarte dla przyjaciela a zamknięte dla wroga. Po numerem 25 mamy renesansową kamienicę zwaną Pałacem Hochbergów a pod 26 Kamienicę Pod Złotym Okrętem z oryginalnymi XIV-wiecznymi piwnicami. Pod numerem 27 mieści się Dom pod Kogutem, a 28 – pod Złotą Gęsią.

Spacerując po rynku warto zwrócić uwagę na pomnik Marii Kunic – świdnickiej astronomki.

Uwagę zwracają też XVIII-wieczne fontanny z piaskowca. Wśród nich fontanna z Atlasem – mitycznym atletą dźwigającym sklepienie niebieskie – i fontanna z Neptunem gdzie poza władcą mórz można dostrzec dwa konie morskie i Wodnika.

Świdnicki rynek jest piękny, kolorowy, zadbany i bardzo przyjemnie się tu spaceruje. Przy rynku znajduje się informacja turystyczna gdzie można otrzymać mapki i plany zwiedzania.

Muzeum Dawnego Kupiectwa

Mieści się w zabytkowym ratuszu i jest to jedyne muzeum w Polsce, które tak szeroko zajmuje się tematem handlu.

Zwiedzanie zaczyna się od aranżacji apteki z przełomu XIX i XX wieku. Znajdują się tu oryginalne meble, wagi i pojemniki na leki. Naprzeciwko ekspozycji apteki znajduje się salonik apteczny z popiersiem Alberta Neissera – twórcy dermatologii.

W kolejnej sali zaaranżowano karczmę i sklep kolonialny.

Dalej znajduje się aranżacja targu. Targi odbywały się na świdnickim rynku od czasów średniowiecznych. Możemy tu zobaczyć XVIII-wieczną wagę targową i kamienne odważniki.

W kolejnym pomieszczeniu znajduje się Stacja Paliw. W tle widnieje fotografia salonu samochodowego W. Illmanna. Salon ten funkcjonował w Świdnicy już od 1923 roku.

Kolejna sala to wystawa tzw. realiów kupieckich, czyli przedmiotów będących wyposażeniem sklepów. Można tu zobaczyć maszyny liczące, drukowane rachunki z logo czy kasetki na pieniądze.

W ekspozycji piwowarskiej można zapoznać się z etapami warzenia piwa. Świdnica ma wielowiekowe tradycje piwowarskie. Pochodzący stąd złoty napój sprzedawano m. in. we Wrocławiu, Toruniu, Krakowie, Pradze, Pizie i Heidelbergu.

Na pierwszym piętrze ratusza znajdują się pomieszczenia reprezentacyjne. Barokowy hol zdobi kopia obrazu przedstawiającego XVII-wieczną Świdnicę oraz herba starosty J. J. M. von Sinzendorfa.

Przez późnogotycki portal wchodzi się do Sali Rajców. Salę zdobią XVI-weiczne polichromie przedstawiające sceny biblijne – Sąd nad Jawnogrzesznicą, Sąd Ostateczny i Ukrzyżowanie Jezusa. Na środku pomieszczenia znajduje się makieta przedstawiająca miasto w XVII wieku.

W aneksie przylegającym do Sali Rajców znajduje się mauzoleum Piastów Świdnickich z kopiami rzeźbionych płyt tumbowych Bolka I i Bolka II.

Ostatnie pomieszczenia udostępnione dla zwiedzających to galeria obrazów świdnickich malarzy i barokowy salon z piecem kaflowym.

Bilet do muzeum kosztuje 6 zł, w piątki wstęp jest bezpłatny.

Wieża Ciśnień

Ceglany budynek z 1877 roku przy ul. Nauczycielskiej 3. W latach 1902 – 1903 została przebudowana i podwyższona o jedno piętro. Przestano ją eksploatować w 1994 i wpisano ją wtedy do rejestru zabytków. Dziś niestety stoi pozostawiona sama sobie i niszczeje. Na dachu ustawiono nadajniki sieci komórkowych.

Niemalże naprzeciwko wieży znajduje się świdnicki zakład karny. I ceglany budynek też robi ogromne wrażenie.

Park Centralny

Park utworzony na reliktach Twierdzy Świdnickiej, nie do końca wiadomo od kiedy istnieje. W miejscu, gdzie obecnie mieści się park, dawniej istniała wieś o nazwie Schreibendorf. Od 2017 roku park przechodzi gruntowną rewitalizację, która pochłonęła już niemal 20 milionów złotych!

Obecnie atrakcją parku jest rzeka Witoszówka tworząca tu dwa akweny oraz uroczy most. W parku można zobaczyć klony zwyczajne, lipy drobnolistne, brzozy, buki, kasztanowce, akacje, cisy i wierzby.

Pomnik 1000-lecia Państwa Polskiego

Obelisk ten został odsłonięty w 1966 roku w ramach uroczystości obchodów 1000-lecia państwa Polskiego. Widnieje na nim napis Byliśmy jesteśmy będziemy

Katedra pw. św. Stanisława i Wacława

Wieżę katedry będziecie widzieli z każdego miejsca w mieście. Liczy sobie 101,5 metra – jest najwyższą wieżą kościelną na Dolnym Śląsku i piątą w Polsce. Ogromna gotycka budowla została zbudowana z prawdziwym rozmachem. Wystrój prezentuje mieszaninę różnych stylów. Nawa główna ma 71 metrów długości, 10 szerokości i 25 wysokości. Do naw bocznych dobudowano w różnym okresie 6 kaplic. Ołtarz główny zdobi rzeźba przedstawiająca Matkę Bożą z Dzieciątkiem w otoczeniu świętych umiejscowiona pod baldachimem wspartym na siedmiu kolumnach.

Wielkie organy zdobi Orkiestra Niebiańska – rzeźba Jerzego Leonarda Webera.

Na dziedzińcu kościoła stoi kolumna św. Floriana pochodząca z 1684 roku.

Na placu nieopodal katedry znajduje się pomnik Jana Pawła II.

Apteka pod Bykami

Przy ulicy Długiej 45 w 1882 roku otwarto pierwszą aptekę w mieście. Późnorenesansową kamienicę zdobią dwie rzeźby byków naturalnej wielkości. Na parterze nieprzerwanie działa apteka. A skąd byki? W okolicy placu odbywały się targi bydła. Pewnego roku,  nie wiadomo dlaczego, zwierzęta zaczęły chorować  i padać jedno po drugim. Lekarstwo na zarazę miał wynaleźć miejscowy aptekarz, a kupcy w ramach wdzięczności wybudowali mu dużą aptekę ozdobioną naturalnej wielkości sylwetkami byków.

Locha z Młodymi

Osobliwych śladów zwierzęcych jest w Świdnicy więcej. Na skwerze przy ul. Franciszkańskiej stoi pomnik lochy z pięcioma młodymi i tajemniczą skrzynią. W herbie Świdnicy znajduje się dzik stąd pomysł na taką rzeźbę.

W czerwcu 2013 roku pod skwerem wmontowano kryptę ze Skrzynią Pamięci Świdniczan. Umieszczono w niej pamiątki ze współczesnej Świdnicy, a otwarcie zaplanowano za… 100 lat. Do tej pory dziki mają pilnować skrzyni.

Plac św. Małgorzaty

Dziś park i przyjemnie miejsce spotkań. Dawniej mieściła się tu główna brama wjazdowa do miasta – Brama Kapturowa.

Plac Pokoju

Z placu św. Małgorzaty kierujemy się powoli ku największej atrakcji miasta. Plac Pokoju pełen jest XVII-wiecznych zabudowań szachulcowych. Głównym budynkiem jest oczywiście wpisany na listę UNESCO Kościół Pokoju. Ważnym elementem placu jest nekropolia otaczająca kościół – jeden z nielicznych zachowanych ewangelickich cmentarzy na Śląsku.

Przy placu znajduje się kawiarnia BarocCafe. Nie byłam ale podobno to bardzo dobre miejsce więc jeśli będziecie mieli więcej czasu to warto wejść.

Ewangelicko – augsburski kościół Pokoju

Świątynię wybudowano w latach 1656 – 1657 z drewna, gliny, piasku i słomy. Oszałamiająco bogate wnętrze stanowi przykład barokowego kunsztu artystycznego i dbałości o zdobnicze szczegóły.

Drzwi prowadzące do kościoła były metaforą całego życia ewangelika – wschodnie prowadziły do hali chrztów, przez południowe wchodził podczas konfirmacji i zawarcia związku małżeńskiego, natomiast przez zachodnie ciało wynoszono po obrzędach pogrzebowych.

Ołtarz główny powstał w 1752 roku. Zamówiono go u mistrza ciesielskiego Gottfrieda Augusta Hoffmanna. Przy ołtarzu można dostrzec płaskorzeźbę przedstawiającą Ostatnią Wieczerzę, rzeźby Mojżesza, Aarona, Jezusa, Jana Chrzciciela oraz apostołów Piotra i Pawła. Na szczycie ołtarza stoi baranek z drewna. Ołtarz otoczony jest pozłacaną balustradą z drewna.

W północno-wschodnim narożniku transeptu znajduje się ambona. Nad drzwiami wejściowymi na ambonę znajduje się rzeźba Jezusa Dobrego Pasterza, a balustradę pokrywają reliefy przedstawiające zesłanie Ducha Świętego, Golgotę i Raj.

Zwiedzając kościół nie można pominąć organów podtrzymywanych przez dwóch atletów. Pod koniec XVIII wieku ozdobiono je ruchomymi figurkami aniołków. W całym kościele są setki figurek aniołków – nikt do tej pory nie doliczył ile dokładnie.

W kościele zwraca też uwagę loża Hohbergów – zbudowana w 1698 roku dla hrabiego Johanna Heinricha von Hohberga w dowód wdzięczności za ufundowanie drewna potrzebnego do budowy świątyni.

W kościele koniecznie trzeba spojrzeć w górę – malowidła, które widać na stropie tworzono 3 lata! Tematyka obrazów zaczerpnięta jest z księgi objawień św. Jana.

Do kościoła wchodzi się przez halę chrztów z drewnianą polichromowaną chrzcielnicą. Jej górną część zdobi złocona figura Jezusa, a dolną herby sześciu rodzin, które ufundowały chrzcielnicę.

Kościół może pomieścić 7,5 tysiąca osób.

Kościół Pokoju uchodzi za największą atrakcję Świdnicy i bez najmniejszych wątpliwości nią jest. Bogate zdobienia robią ogromne wrażenie i moim zdaniem warto to miejsce odwiedzić. Złamałam nawet swoją zasadę, że nie wchodzę do kościołów, gdzie trzeba płacić za wstęp. Wejście do kościoła Pokoju kosztuje 12 zł (płatność tylko gotówką) i naprawdę warto te pieniądze wydać. Zwłaszcza, że są one przeznaczone na cały cza trwające (od 1992 roku) prace renowacyjne. Kościół można zwiedzać od poniedziałku do soboty od 9 do 18 i w niedziele od 12 do 18.

W budynku przy wejściu na plac Pokoju znajduje się bezpłatna wystawa eksponatów znalezionych w świątyni.

Park im. Generała Sikorskiego

Park słynny jest ze względu na pozostałości mauzoleum upamiętniającego Czerwonego Barona – Manfreda von Richthoffena. Przy ul. Sikorskiego 19 znajduje się willa Richthoffenów, w której mieszkał pilot. W ogrodzie znajduje się kamień upamiętniający jego śmierć w 1918 roku.

Baszta Strzegomska

Pozostałość umocnień dawnej Twierdzy Świdnickiej – stanowiła ochronę głównego wjazdu do miasta. Przy baszcie znajduje się kaplica św. Barbary. Przy każdej z siedmiu bram miasta znajdowała się kaplica.

Do Bramy Strzegomskiej przylega fragment murów obronnych. Cała zabudowa wielokrotnie była niszczona i odbudowywana. Dziś mieści się tu restauracja serwująca dania kuchni dolnośląskiej i mniejszości narodowych mieszkających w regionie.

Murale

Kocham street-art i pisałam o tym wielokrotnie. Murale w Świdnicy to już niemal instytucja, przed Wami te najpiękniejsze. Śmiem twierdzić, że to najpiękniejsze murale w Polsce.

Tuż przy wyjściu z dworca kolejowego, przy ul. Dworcowej 3, znajduje się mural upamiętniający Irenę Sendlerową. Powstał w czerwcu 2018 roku w ramach obchodów Roku Ireny Sendlerowej .

U zbiegu ulic Teatralnej i Bohaterów Getta znajduje się z kolei portret klauna Fifi. Powstał z okazji świdnickiego Festiwalowi Teatrów Otwartych.

Po drugiej stronie ulicy, przy Bohaterów Getta, znajduje się mural festiwalu Bachowskiego

Przy placu Grunwaldzkim upamiętniono z kolei Tomasza Stańko. Mural powstał z okazji 25. rocznicy zorganizowania pierwszych Świdnickich Nocy Jazzowych.

Przy al. Niepodległości znajduje się jeden z najmłodszych murali w mieście – ze ściany kamienicy od sierpnia 2019 roku spogląda Andrzej Wajda. Mural powstał na pamiątkę 23 rocznicy premiery filmu Panna Nikt, na podstawie książki Tomasza Tryzny ze Świdnicy. Ponadto twórczości Wajdy poświęcony był tegoroczny festiwal filmowy Spektrum w Świdnicy. Autorem wszystkich powyższy murali jest Robert Kukla – artysta plastyk związany ze Świdnickim Ośrodkiem Kultury.

Świdnica – czy warto?

Przyznaję, że parę miesięcy temu nazwa Świdnica niewiele mi mówiła. Jakieś miasto na Śląsku i na tym moja wiedza się kończyła. Tymczasem nazwa perła Dolnego Śląska nie jest ani trochę na wyrost. Miasto jest przepiękne, pełne zabytków i ciekawych miejsc. Świdnica to doskonały pomysł na jednodniową wycieczkę z Wrocławia a myślę, że i przez cały weekend ciężko by się było tu nudzić.

Giżycko na weekend – co zobaczyć, co robić?

Giżycko to żeglarska stolica Polski, serce Krainy Wielkich Jezior. Miasto otaczają trzy jeziora – Niegocin, Kisajno i Tajty.

Jezioro Niegocin

Trzeci pod względem wielkości akwen w Krainie Wielkich Jezior Mazurskich. Jest jeziorem morenowym – rozległym ale dosyć płytkim. Jego linia brzegowa liczy ok. 35 km.

Jezioro Kisajno

Połączone Kanałem Łuczańskim z jeziorem Niegocin. Jego linia brzegowa liczy ok. 50 km. Jezioro jest szlakiem żeglugowym między Giżyckiem a Węgorzewem. Do jeziora prowadzi zatoka Tracz z pięknym portem jachtowym.

Jezioro Tajty

Najmniejsze z jezior otaczających Giżycko ale równie piękne jak dwa pozostałe.

W sezonie po jeziorze pływają małe statki wycieczkowe. Po sezonie pozostaje jedynie wypożyczenie jachtu lub motorówki, żeby z bliska poczuć magię mazurskich jezior. W samym Giżycku działa kilka wypożyczalni. Będąc na Mazurach trzeba wybrać się na jeziora. Oczywiście spacery dookoła nich też są bardzo przyjemne ale to tylko namiastka tego co można poczuć na wodzie. Ja i moja awersja do statków miałyśmy ogromne szczęście, bo podczas mojego pobytu była piękna pogoda, jeziora bardzo spokojne i dzień spędzony na łódce był niesamowicie przyjemny. Chyba mój najlepszy dzień tego wyjazdu.

Giżycko – plaża miejska

Plaża położona jest nad brzegiem jeziora Niegocin. Krystaliczna woda, biały piasek i zielona trawka – czy potrzeba czegoś więcej do szczęścia w mieście?

Na plaży znajduje się duży napis GIŻYCKO – coś dla fanów instagramowych ujęć 😉

Plaża i znajdujące się na niej ławeczki to doskonałe miejsce do podziwiania zachodów słońca – nic tylko usiąść i podziwiać ten spektakl natury. Nigdzie w Polsce zachody słońca nie są tak magiczne jak na Mazurach.

Ekomarina

Nowoczesny port pasażerski z pełnym zapleczem technicznym i sanitarnym położony zaledwie 500 metrów od centrum miasta, tuż przy dworcu kolejowym. Znajduje się tu centrum informacji turystycznej, restauracje, sklepy żeglarskie i WOPR. Stąd odpływają też statki wycieczkowe (w sezonie). Tu można wypożyczyć jacht lub motorówkę.

Tu również jest bardzo pięknie podczas zachodu słońca. Polecam usiąść w ogródku którejś z restauracji i podziwiać jachty i łódki w pomarańczowej poświacie. Magia po raz kolejny.

Kanał Łuczański

Kanał żeglowny o długości 2130 metrów łączący jezioro Niegocin z Zatoką Tracz i Jeziorem Kisajno. Nad kanałem przerzucone są 4 mosty i kładka dla pieszych.

Nazwa kanału nawiązuje do dawnej nazwy miasta. W latach 1945 – 1946 Giżycko było Łuczanami. W długi weekend majowy na kanale ma miejsce parada jednostek pływających będąca oficjalnym rozpoczęciem sezonu żeglarskiego na Mazurach.

Wzdłuż kanału biegnie trasa spacerowa, można to bardzo miło spędzić czas. Nie brakuje też restauracji z widokiem na kanał.

Most Obrotowy na Kanale Łuczańskim

Jednoprzęsłowy most zwodzony z 2. połowy XIX wieku. Pierwsza tego typu konstrukcja zawaliła się w 1859 roku. Nowy most ukończono w 1889 roku, waży ponad 100 ton i jest obracany ręcznie przez operatora. Przęsło o długości 20 metrów jest zwodzone w bok. To jedyne tego typu rozwiązanie w Polsce.

Zamek Krzyżacki

Za mostem, po lewej stronie, znajdują się pozostałości zamku krzyżackiego. Powstał on jako siedziba zakonnego prokuratora. W 1365 twierdza została zdobyta i spalona przez Litwinów. W kolejnych latach zamek na przemian był niszczony i odbudowywany. Od 1855 roku mieściła się tu siedziba komendantów twierdzy Boyen. Od 2011 roku w zamku mieści się hotel St. Bruno z elegancką restauracją la Bibliotheque.

Wzgórze św. Brunona

Idąc z zamku ulicą św. Brunona dociera się do polodowcowego wzgórza z krzyżem. Został on ustawiony w miejscu, w którym w 1910 roku Prusowie mieli zabić św. Brunona z Kwerfurtu przybyłego z misją chrystianizacyjną. Św. Brunon jest patronem Giżycka.

Wzgórze znajduje się zaledwie 1 km od portu więc w ciepły słoneczny dzień można sobie zrobić przyjemny krótki spacer. Ze wzgórza rozciąga się bajkowy widok na jezioro Niegocin.

Co ciekawe, wędrując od strony miasta będziecie mijali po drodze stacje drogi krzyżowej.

Wzgórze łączy szlak pieszy z giżyckim sanktuarium św. Brunona. Nazywa się ona ścieżką św. Brunona. Tabliczki z oznaczeniem szlaku spotkacie w kilku miejscach w mieście.

Twierdza Boyen

Uznawana za największą atrakcję Giżycka i całych Mazur. Miejsce, którego absolutnie nie można pominąć będąc w Giżycku. Twierdza ukryta wśród lasów i morenowych wzniesień tworzyła ochronę przed ewentualnymi atakami armii rosyjskiej. Twierdza nigdy nie została zdobyta. Wyznaczono tu 3 szlaki zwiedzania – najkrótszy i najprostszy (bez schodów i stromych podejść) niebieski przeznaczony na 1 godzinę zwiedzania, najdłuższy zielony – na 2 godziny zwiedzania i czerwony – przeznaczony na 1,5 godziny zwiedzania, obfitujący w najwięcej miejsc do zobaczenia. Wszystkie trasy są dobrze oznakowane ale oczywiście da się w kilka godzin obejść całą twierdzę łącząc atrakcje ze wszystkich z nich.

Twierdza ma kształt nieregularnego wieloboku przypominającego gwiazdę. Naroża zajmują potężne bastiony: Schwert (miecz), Licht (Światło), Recht (Prawo), Hermann, Leopold i Ludwig, których nazwy pochodzą od dewizy rodowej i imion inicjatora budowy fortecy – generała Hermanna Ludwiga Leopolda von Boyena – pruskiego ministra wojny. W budynkach fortu znajdują się różne wystawy, warto do nich zaglądać.

Bilet wstępu kosztuje 12 zł. Jeśli zastanawiacie się czy warto to bez cienia wątpliwości – warto. A nawet trzeba.

Parki

Jeśli tak jak ja odwiedzacie Giżycko jesienią to warto wybrać się na spacer do któregoś z parków. A najlepiej do każdego z nich.

Parków i zieleni jest w mieście mnóstwo. Fajny jest park u zbiegu ul. Warszawskiej i Wodociągowej z zarośniętym jeziorkiem.

Przy wieży ciśnień znajduje się park założony w miejscu dawnego cmentarza. Do dziś znajdują się tam groby z czasów I wojny światowej.

Za mostem obrotowym rozciąga się park Rogera Goemaere z pomnikiem poświęconym żołnierzom AK i sybirakom.

Po drodze do twierdzy Boyen mieści się park z jeziorkiem Popówka Mała. Tuż obok znajduje się cmentarz wojenny – miejsce spoczynku 243 żołnierzy niemieckich i 175 rosyjskich poległych w I wojnie światowej.

Wieża Ciśnień

Wieża wybudowana w 1900 roku przez prawie 100 lat zaopatrywała miasto w wodę. Obecnie pełni funkcję muzeum i punktu obserwacyjnego. Na szczycie, poza tarasem widokowym, funkcjonuje także kawiarnia. Można wjechać  windą lub wejść po schodach.

Wybierając wejście (lub zejście) schodami , na poszczególnych piętrach można oglądać ekspozycje obrazujące życie mieszkańców Giżycka na przestrzeni wieków.

Bilet kosztuje 12 zł. Płatność tylko gotówką. Zdecydowanie warto. W bezchmurny dzień widoki są nieziemskie.

Pasaż Portowy

Przewodniki piszą, że to tętniące życiem centrum rozrywkowe Giżycka. W sezonie pewnie tak jest. Natomiast po sezonie – jak na powyższych obrazkach. Nie zmienia to faktu, że jest tu zlokalizowana spora ilość restauracji, kawiarni i innych przybytków rozrywki więc każdy turysta prędzej czy później tu trafi.

Przed restauracją Steakownia znajduje się ławeczka literacka z 2016. Inicjatorem pomysłu jest Biblioteka Miejska Publiczna w Giżycku.

Molo

208-metrowa konstrukcja wybudowana w 1969 roku jako falochron, dziś spełnia również funkcję deptaka. Nawet po sezonie nie brakuje tu spacerowiczów, zwłaszcza w porze zachodu słońca.

Kościoły

Giżycko zaskakuje ilością świątyń różnych wyznań. Na pewno warto zwrócić uwagę na cerkiew grekokatolicką przy ul. Białostockiej.

Tuż obok wieży ciśnień znajduje się mała prawosławna cerkiew.

Przy placu Grunwaldzkim mieści się klasycystyczny kościół ewangelicki z XIX wieku. Obecna budowla jest już trzecią świątynią, która stoi w tym miejscu.

Przy ul. Pionierskiej mieści się katolicki kościół św. Brunona z czasów międzywojennych.

Plac Grunwaldzki

Przy placu zwraca uwagę dawne Kino Fala. Niestety dziś budynek jest w runie, cały zagrodzony z zakazem wstępu ale nawet zniszczone mozaiki robią wrażenie.

Przed budynkiem znajduje się fontanna z kobietą trzymającą na dłoni żabę. Przechodziłam koło fontanny kilka razy i żaba nie zamieniła się w księcia 😉

Kamienice

Spacerując ulicami takimi jak Warszawska, Dąbrowskiego czy Pionierska warto zwrócić uwagę na piękne kamienice. Są ozdobione girlandami, kolumienkami i mają dekoracyjne szczyty.

Urząd Miasta

Znajduje się przy placu Piłsudskiego. Mieści się w pięknym neobarokowym budynku.

Szpital

Spacerując ulicą Warszawską warto zwrócić uwagę na potężny, poniemiecki gmach z ciemnej cegły ozdobiony neogotyckimi dekoracjami.

W podobnym stylu wybudowany jest gmach I Liceum Ogólnokształcącego u zbiegu ul. 1 maja i R. Traugutta.

Gdzie zjeść w Giżycku?

Zwiedzając miasto na pewno zgłodniejecie więc przedstawiam Wam moje ulubione miejscówki.

Pierwsze miejsce do którego trafiłam to Tawerna Siwa Czapla przy ul. Nadbrzeżnej 11, między plażą miejską a Kanałem Łuczańskim. Tawerna serwuje tradycyjne dania mazurskie. To czego musicie spróbować to stynki – smażone małe rybki podawane z sosem czosnkowym. Pyszności! Poza tym jadłam tu pierogi z kaszą gryczaną, śmietaną i majerankiem. Były również przepyszne. Ze wszystkich miejsc odwiedzonych w Giżycku chyba tu mi smakowało najbardziej i bardzo Wam to miejsce polecam. Zjecie tu też śniadanie.

Przy ekomarinie znajduje się Tawerna Marina. Wnętrze pięknie urządzone ale podczas mojego pobytu było na tyle ciepło, że można było siedzieć na zewnątrz. Tym razem wybór padł na sałatkę mazurską – ze smażonym okoniem. Ja uwielbiam ryby ale niestety tylko morskie, słodkowodne mi nie wchodzą. Ale sałatka była bardzo smaczna i nawet okoń okazał się smaczny 😉 Polecam na kolację w blasku zachodzącego słońca.

Przy Pasażu Portowym odwiedziłam dwie restauracje – Steakownię i Puzzle Smaku. Nigdy nie byłam wegetarianką ale przez wiele lat mięso pojawiało się w moim menu sporadycznie (raz w miesiącu albo rzadziej). Ale od kilku miesięcy, wbrew światowym trendom ograniczania mięsa, ja jem go dużo więcej niż kiedyś. I jak tylko zobaczyłam Steakownię podczas swojego pierwszego spaceru po mieście to wiedziałam, że prędzej czy później tam wyląduję. I tak też się stało. Jest to knajpa i sklep z wołowiną z dojrzewającej wołowiny z warmińskiego gospodarstwa. Zdecydowałam się na burgera z serem camembert i był przepyszny. Mięso rzeczywiście było wyśmienite – mięciutkie, rozpływające się w ustach. Aż żałuję, że to Giżycko tak daleko, bo to był jeden z najlepszych burgerów jakie w życiu jadłam.

Po burgerowych szaleństwach trzeba się było przerzucić na sałatki 😉 W restauracji Puzzle Smaku była już dynia i sałatka z kozim serem. Może nie wygląda jakoś super zachęcająco ale była świetna. Robotę zrobił tu ser – kremowy, niezbyt ostry, pyszny. Słodka dynia, ostra rukola, orzechy włoskie i kremowy ser – wyszło idealnie. Do tego wjechało grzane wino i była to kolacja idealna.

Drugie zagłębie restauracji w Giżycku to ul. Nadbrzeżna. Część z nich po sezonie była już zamknięta ale na szczęście Porto i Papryka działają cały rok. W Porto zdecydowałam się na ravioli ze szpinakiem. Było glutenowo, szpinakowo i serowo (w środku feta, w sosie gorgonzola). Zdrowo nie było ale pysznie. Przepysznie nawet. Fajne miejsce, z przyjemną atmosferą i co najważniejsze bardzo dobrym jedzeniem.

Papryka oferuje szeroki zakres dań. Ja po doświadczeniach ze Steakowni ponownie zdecydowałam się na burgera. Był większy, wyglądał lepiej, był smaczny ale jednak ten ze Steakowni smakował mi bardziej. Ten był w porządku ale taki zwykły – jaki można zjeść w wielu miejscach. Mięso było chyba trochę za bardzo wysmażone no i nie tak soczyste jak to w Steakowni. Ale też mi smakował. Tu jako dodatki wzięłam gruszkę i gorgonzolę. Tak sobie właśnie myślę, że strasznie dużo serów jadłam w czasie tego wyjazdu.

I na koniec deser. Słodycze mi ostatnio kompletnie nie wchodzą ale w Giżycku spędzałam swoje urodziny więc jakąś namiastkę tortu z okazji wkroczenia w 32. rok życia trzeba było zaliczyć 😉 Podczas jednego ze spacerów moją uwagę zwróciła Lavenda Cafe przy placu Grunwaldzkim 8. Piękne miejsce w lawendowym klimacie z domowymi wypiekami. Ciast było całkiem sporo, nie wiedziałam na co się zdecydować i zaufałam rekomendacji kelnerki, która poleciła mi gotowany sernik z białą czekoladą. I był naprawdę obłędny. Niesamowicie puszysty i kremowy, przełamany kwaśnym puree malinowym. To była godna celebracja urodzin 😉

Giżycko – czy warto?

Absolutnie tak. wiele razy byłam na Mazurach ale w Giżycku dopiero teraz po raz pierwszy. Miasto nie dość, że jest piękne to ma niesamowitą żeglarską atmosferę. Ludzie są niesamowicie otwarci i przyjaźni (nie tak zmanierowani jak nad Bałtykiem). Wszystko w tym wyjeździe zagrało – fajny hotel, piękne miejsca, cudowna pogoda. Urodziny miałam spędzić w Grecji ale ani trochę nie żałuję, że jednak skończyło się na Mazurach. Ja tam jeszcze wrócę.

Olsztyn na weekend – co zobaczyć?

Olsztyn – miasto położone na Pojezierzu Olsztyńskim nad rzeką Łyną, na skraju Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej. Szczerze mówiąc jakoś nigdy nie miałam Olsztyna na liście miejsc do odwiedzenia ale przy okazji wyjazdu na Mazury pomyślałam, że warto się tam zatrzymać na dwa dni.

Najsłynniejszym mieszkańcem miasta był Mikołaj Kopernik, który mieszkał tu w latach 1516 – 1521. Na olsztyńskim zamku napisał pierwszy rozdział O obrotach sfer niebieskich, tam też pozostawił własnoręcznie stworzoną tablicę astronomiczną. Tablica ta pomogła mu w 1517 roku ustalić dokładną datę równonocy wiosennej. Od tamtej pory mówi się, że w wiosna zaczyna się właśnie w Olsztynie. A co warto zwiedzić w Olsztynie? Zapraszam na spacer po stolicy Warmii.

Zamek Kapituły Warmińskiej

Olsztyński zamek to XIV-wieczna budowla obronna w stylu gotyckim, z dobudowanym XVIII-wiecznym skrzydłem barokowym. Siedziba urzędnika kapitulnego kanonika-administratora. Obecnie jest siedzibą Muzeum Warmii i Mazur. Na dziedzińcu stoi jeden z symboli Olsztyna – Baba Pruska.

Przez drewniane hurdycje, ciągnące się pod dachem budowli, podczas wojny 13-letniej obrońcy zamku wylewali wrzątek na Krzyżaków.

Przy zamku znajduje się amfiteatr im. Czesława Niemena. Amfiteatr znajduje się w miejscu częściowo zasypanej fosy.

Przed wejściem znajduje się jeden z najsłynniejszych pomników Olsztyna – ławeczka z Kopernikiem. No jak widzicie śladów astronoma jest w mieście naprawdę dużo.

Park Zamkowy

Jak nietrudno się domyślić park otacza zamek. W parku znajduje się kilka rzeźb, wśród nich Kobieta z kwiatami czy popiersie Kopernika. Są też fontanny – fontanna Ryba z dzieckiem i fontanna Symfonia Ptaków.

Park zajmuje spory teren, jest dobrze utrzymany, nie brakuje tu ławek. Bardzo miłe miejsce, że odpocząć od miejskiego zgiełku.

W parku znajduje się pub i restauracja Browar Warmia. Ja nie byłam ale jeśli chcielibyście spróbować lokalnie warzonego piwa to polecam.

W parku znajduje się też kościół parafii wojskowo-cywilnej NMP Królowej Polski i świętych Archaniołów Michała, Rafała i Gabriela. Monumentalny gmach widać z wielu punktów mieście. Niestety kościół był zamknięty.

Starówka

Centralnym punktem starówki jest Stary Ratusz z 1624 roku, do 1915 roku siedziba Rady Miasta. Elewacja ratusza ozdobiona jest gotyckimi zdobieniami, a dawne wejście do ratusza zdobi portal z tzw. oślimi grzbietami. Obecnie ratusz jest siedzibą Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej.

Rynek otaczają kolorowe kamienice z XVII i XVIII wieku. Za najstarszą uważa się kamienicę spod numeru 11 nazywaną Domem Burmistrza.

Wokół rynku znajdują się oczywiście kawiarnie i restauracje, w tłumie spotykają się turyści i mieszkańcy. Nie jest to najpiękniejszy rynek w Polsce ale warto tu przyjść chociaż na pół godzinki.

Targ Rybny

Plac nieopodal rynku. Warto zwrócić uwagę na Dom Gazety Olsztyńskiej. Budynek przedwojennej redakcji odbudowano w latach 80-tych. Obecnie mieści się w nim muzeum prezentujące dzieje wspomnianej gazety wydawanej w latach 1886 – 1939.

Przy placu znajduje się pomnik św. Jakuba – patrona miasta. Wzniesiono go w 2004 roku. Św. Jakub przedstawiany jest jako wędrowiec w długiej tunice i kapeluszu. Jego atrybuty to kij pielgrzymi i muszla.

Statuetka św. Jakuba jest prestiżową doroczną nagrodą prezydenta Olsztyna. Wizerunek św. Jakuba znajduje się także w herbie miasta, a atrybut świętego – muszla – znajduje się na fladze miasta.

Wysoka Brama

Idąc z Targu Rybnego prosto, a nie w prawo w kierunku starego rynku zobaczycie Wysoką Bramę. Datowana jest na koniec XIV wieku i jest jedyną zachowaną bramą wjazdową w mieście. Stanowiła ona element obwarowań miasta w czasach średniowiecza. Do II połowy XIX wieku mieściła więzienie, a dziś znajduje się w niej… hostel.

Bazylika Konkatedralna św. Jakuba

Kościół farny w stylu gotyckim z XIV wieku z 70-metrową wieżą. We wnętrzu zachowane są XVI-wieczne sklepienia. W prezbiterium wystawiony jest relikwiarz ze szczątkami św. Wojciecha, a w kaplicy przywieżowej świecznik z rogami jelenia, który wwdługg legendy uciekając z polowania wbiegł do kościoła i tu zakończył swe życie.

W latach 1898-1900 jako organista pracował tu Feliks Nowowiejski.

Św. Jakub Starszy jest patronem miasta. Był bratem św. Jana i pierwszym apostołem-męczennikiem. Jego szczątki w VII w. sprowadzono z Jerozolimy do Santiago de Compostela gdzie do dziś znajduje się jego domniemany grób.

Przez Olsztyn wiedzie szlak św. Jakuba – słynna Camino de Santiago. Droga prowadzi m. in. przez Polskę, Niemcy i Francję aż do Santiago de Compostela. Szlak znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Katedra otoczona jest bardzo przyjemnym parkiem.

Park Centralny

Park powstał w miejscu dawnych ogrodnictw i tartaków pierwszej przemysłowej dzielnicy miasta. Ma powierzchnię 13 hektarów. Nie brakuje tu ścieżek spacerowych ani rowerowych. Jest fontanna, są zadaszone wiaty z ławkami. Bardzo zadbane i bardzo przyjemne miejsce. Ciekawe skąd pomysł na nazwę 😉

Siedziba poczty

Przy ul. Pieniężnego, niedaleko głównego wejścia do Parku Centralnego znajduje się przepiękny gmach poczty – Urząd pocztowy Olsztyn 1. Chyba żadna inna placówka pocztowa w Polsce nie mieści się w tak pięknym budynku. No chyba, że ta na katowickim Nikiszowcu 😉 Ale tamta jest dużo mniej okazała.

Nowy Ratusz

Po zobaczeniu starego miasta warto na chwilę podążyć w rejony nowej zabudowy. Budynek, który na pewno rzuci Wam się w oczy to Nowy Ratusz. Dużo bardziej okazały i dużo ładniejszy od tego starego. Olsztyński ratusz uchodzi za jeden z najpiękniejszych w Polsce. Dziś rezyduje w nim prezydent miasta.

Budynek powstawał w latach 1912 – 1915 w stylu neomanierystycznym. Jego gmach jest udekorowany płaskorzeźbami przedstawiającymi cnoty obywatelskie i cztery żywioły. Portal wejściowy zdobi ówczesny herb miasta.

Z balkonu wieżowego codziennie odgrywany jest hejnał Olsztyna – O Warmio moja miła – autorstwa Feliksa Nowowiejskiego.

Teatr im. Jaracza

Skręcając za ratuszem w lewo dojdziecie do Teatru im. Stefana Jaracza. Modernistyczny budynek powstał w 1925 roku w miejscu restauracji Kaisergarten zaadaptowanej na foyer teatru.

Naprzeciwko teatru znajduje się park z popiersiem patrona teatru oraz kamienie pamiątkowe aktorów olsztyńskich – lokalna aleja gwiazd.

Kamienica Naujacka

Skręcając za parkiem w lewo, w ulicę Mrongowiusza, dojdziecie do Miejskiego Ośrodka Kultury mieszczącego się w jednej z najpiękniejszych kamienic w mieście. Dawna secesyjna willa czynszowa należała do olsztyńskiego radnego Naujacka. W 2008 roku budynek gruntowanie wyremontowano.

Jezioro Ukiel (Krzywe)

Po zwiedzaniu zabytków czas na kontakt z naturą. Dobra, nie będę ściemniać. U mnie najpierw był kontakt z naturą, czyli spacer nad jeziorami, a dopiero potem starówka i zabytki. Jakiejkolwiek kolejności nie wybierzecie, nad jeziora musicie się wybrać.

Największe i najgłębsze jezioro w Olsztynie, składa się z czterech basenów połączonych cieśninami o jakże działających na wyobraźnię nazwach: Lwia Paszcza, Czarne Wrota i Zakręt.

Przy jeziorze znajduje się plaża miejska, hotele, restauracje i przystanie żeglarskie. Tu latem tętni życie. Jesienią trochę słabiej tętni ale też jest tu całkiem sporo spacerowiczów, biegaczy i turystów.

Nad jeziorem warto zrobić sobie przerwę na obiad. Mnie polecono restaurację Przystań i postanowiłam z tej rekomendacji skorzystać. Położona jest nad samym brzegiem jeziora i przez przeszkloną fasadę oferuje wspaniałe widoki. Samo wnętrze zresztą też jest bardzo przyjemne. Jedzenie stosunkowo drogie ale warte swojej ceny. Dominują oczywiście ryby i ja też się na taką zdecydowałam. Była absolutnie fantastyczna, mięciutka, świetnie doprawiona. Bardzo Wam to miejsce polecam.

Jezioro Długie

Drugie z Olsztyńskich jezior, położone dokładnie naprzeciwko jeziora Ukiel. Jego nazwa oddaje kształt zbiornika – wydłużone jezioro rozciąga się na 1,5 kilometra. Północno-wschodnie brzegi porastają lasy, wzdłuż brzegu biegnie chodnik i ścieżka rowerowa. Pełno tu spacerowiczów, rowerzystów i wędkarzy.

Doskonały spot na oglądanie zachodów słońca.

Skwer Wolnego Tybetu

Między olsztyńskimi jeziorami znajduje się piękny park – Skwer Wolnego Tybetu. I tak musicie koło niego przejść więc polecam zajrzeć.

Olsztyn – czy warto?

Zawsze warto. Są w Polsce ładniejsze miasta ale cudowne położenie nad jeziorami sprawia, że do Olsztyna chce się wracać. Ja na pewno wrócę.

Loreta Bar – nowe piękne miejsce w sercu Warszawy

Pamiętacie MUS Bar & View w Poznaniu? Jeśli zastanawiacie się gdzie się wybrać na drinka w Warszawie to okazuje się, że stolica też ma swój fajny bar z widokiem. Wiadomo, że nie tak fajny jak nasz poznański 😉 ale też bardzo przyjemny.

Loreta Bar, bo o nim mowa, mieści się na 7. piętrze hotelu PURO, przy ul. Widok 9. Otwarty jest od godziny 12 w południe do 1 w nocy, codziennie.

Po wyjściu z windy wchodzimy do bardzo przyjemnego, stylowo urządzonego wnętrza ale celem wizyty była oczywiście część zewnętrzna, z której rozciąga się piękny widok na centrum miasta z Pałacem Kultury i Nauki na czele. Polecam przyjść przed zachodem słońca, żeby zobaczyć centrum Warszawy w dziennym świetle, podczas zachodu słońca i po zmroku gdy wszystko rozbłyskuje tysiącem światełek.

Miejsce mimo iż nowe to jest już bardzo popularne (niech żyje instagram :P) a sama część zewnętrzna jest stosunkowo mała więc nawet w poniedziałkowy wieczór ciężko jest o miejsce. Ja miałam szczęście, bo jak weszłam to akurat ktoś zwalniał stolik ale generalnie lepiej zrobić rezerwację, zwłaszcza na weekend.

Ale nie samymi widokami człowiek żyje. Po zajęciu miejsca w strategicznym punkcie czas otworzyć menu i coś wybrać. Lista drinków nie jest długa ale mamy do wyboru kilka autorskich kompozycji. Wszystkie drinki są w tej samej cenie – 29zł. Do mnie przemówił Upside Down i był to na tyle świetny wybór, że nie spróbowałam już nic innego. Gin, prosecco, rabarbar i granat. Jest orzeźwiający, lekki, musujący – idealny na letni wieczór.

Atmosfera jest swobodna, przyjemna, niezobowiązująca. No naprawdę niebywale przyjemnie spędziłam tam czas. Jedyny mini maleńki minusik – brak przekąsek. Żeby coś wszamać trzeba zjechać do restauracji na parter. Podobno też dobra ale nie sprawdzałam. Następnym razem! Bo do Loreta Baru na pewno powrócę.

Ogrody Hortulus Dobrzyca – informacje praktyczne i zwiedzanie

Na ogrody natknęłam się przypadkiem szukając informacji o tym co warto zobaczyć w okolicach Kołobrzegu. Po przejrzeniu zdjęć stwierdziłam, że to bardzo fajne miejsce i muszę się tam wybrać.

Jak się dostać do ogrodów Hurtulus z Kołobrzegu?

Najprościej – własnym samochodem. Jeśli nie dysponujecie własnym środkiem transportu to pozostaje Wam bus. Pojazdy firmy Airbus odjeżdżają z kołobrzeskiego dworca głównego, bilet w jedną stronę kosztuje 17zł. Kursów nie jest dużo w ciągu dnia ale są tak zrobione, że spokojnie zdążycie zobaczyć oba ogrody i wrócić do Kołobrzegu. Wyjazd z Kołobrzegu jest o 8.15 – na miejscu jesteście o 9.00, powrót o 13.20 – przyjazd do Kołobrzegu chwilę po 14.

O ile dojazd nie stanowi problemu jeśli nie macie samochodu to nieco problematyczne jest przedostanie się z jednego ogrodu do drugiego. Wg informacji podawanych w kasie i na tablicach ogrody są oddalone od siebie o 2 km ale ja szłam prawie 40 minut w jedną stronę więc jestem przekonana, że jest to dobrze ponad 3 km. Jest tylko jedna droga, którą można się dostać z ogrodów tematycznych do Hortulus Spectabilis i prowadzi ona wzdłuż jezdni bez żadnego pobocza a co najgorsze latem bez praktycznie żadnego cienia. Droga jest na szczęście bardzo mało uczęszczana więc ruch samochodowy nie jest zagrożeniem i spokojnie można iść jezdnią ale upał daje się we znaki więc jeśli wybierzecie się na taką przechadzkę to nie zapomnijcie zapasu wody!

Swoją drogą właściciele powinni pomyśleć o jakimś transporcie między ogrodami. Skoro przed samym wejściem jest przystanek dla busów to oczywiste jest, że nie wszyscy przyjeżdżają własnym autem. Mogliby oferować (nawet odpłatnie) przejazd jakimś meleksem czy chociażby wypożyczać rowery. Mam wrażenie, że ogrody nastawione są głównie na obsługę zorganizowanych wycieczek, które przyjeżdżają autokarami i tymi autokarami przejeżdżają między jednym ogrodem a drugim.

Ogrody Hortulus – godziny otwarcia

Ogrody Tematyczne otwarte są od 9.00 do 19.00 (w okresie letnim, codziennie), ogrody Hortulus Spectabilis od 10.30 do 17.30 (od wtorku do niedzieli). W weekendy godziny się zmieniają. Jeśli planujecie przyjazd to najlepiej sprawdźcie na stronie internetowej w jakich godzinach ogrody są otwarte.

Ogrody Hortulus – bilety

Bilet do Ogrodów Tematycznych kosztuje 21 zł, do Ogrodów Hortulus Spectabilis 25zł. Można także kupić bilet łączony do obu ogrodów, który kosztuje 37zł. Za bilety można płacić kartą.

Najlepiej oczywiście zobaczyć oba ogrody, bo bardzo się od siebie różnią ale jeśli macie ograniczony czas i możecie wybrać tylko jeden to zdecydowanie ciekawszy jest Hortulus Spectabilis.

W Ogrodach Tematycznych przy zakupie biletu otrzymacie darmową mapkę, w Hortulus Spectabilis za mapkę musicie 5 zł zapłacić. Szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem takiej polityki ale ogrody są na tyle rozległe, że bez mapki ciężko by się było po nich poruszać więc polecam Wam wydanie tych 5 zł.

Ogrody Tematyczne Hortulus

Pierwsze miejsce, do którego docieram. 28 tematycznych ogrodów powstało ponad 25 lat temu. Tworzy je ponad 6 tysięcy gatunków i odmian roślin. Ja doskonale rozumiem ideę ogrodów tematycznych i sam pomysł jest super ale wykonanie jest mam wrażenie bardzo chaotyczne. Czasem pojawiają się jakieś rzeźby zupełnie od czapy, tu jakieś poduszki rzucone bez sensu, brak w tym wszystkim spójności. Plus niestety zaniedbanie – mnóstwo pajęczyn, poniszczone kafelki. Mnóstwo miejsc w ogrodzie wymaga renowacji albo chociażby wysprzątania i to natychmiast.

No ale przejdźmy do meritum. Ogrody tematyczne to m.in. ogród toskański, który znajduje się przy barze, jeszcze przed wejściem na biletowany teren ogrodu. Malutki i właściwie nie wiem co ma wspólnego z Toskanią.

Po wejściu już na teren ogrodu napotkacie ogród japoński. Są typowe dla kraju Kwitnącej Wiśni detale architektoniczne i rośliny.

Ponadto mamy ogród skalny z wodospadem, ogród francuski, ogród na skarpie z platformą widokową i hotelem dla owadów.

Ogród biały romantyczny ma symbolizować czystość i niewinność. Biel stwarza iluzję przestrzeni, relaksuje i wycisza.

Ogród w stylu Gaudiego inspirowany jest działalnością słynnego katalońskiego architekta. Podobnie jak u Gaudiego znajdziemy tu szkło, metal i mozaikę. Szatę roślinną tworzą rośliny klimatu śródziemnomorskiego i zioła. Ten ogród mimo iż z założenia bardzo fajny to aż prosi się o remont a chociażby o porządki.

Ogród cienia to białe i pastelowe kwiaty jak sama nazwa wskazuje rosnące w cieniu. Są tu hamaki i miejsca do odpoczynku w upalny dzień.

Ogród mistyczny czerwono-czarny w stylu japońskim z wapienną skałą ma symbolizować wieczność, trwałość i zdyscyplinowanie. Uporządkowana gra barw, faktur i from ma sprzyjać medytacji i kontemplacji. Spróbujcie znaleźć swoje zen wśród pajęczyn 😉

Ogród zmysłów w stylu angielskim ma oddziaływać na nasze zmysły. Kolory roślin na wzrok, szum płynącej wody na słuch, a aromaty ziół na powonienie.

Na samym końcu ogrodów patrząc od wejścia znajduje się platforma widokowa na ogród francuski.

Herbarium to jak sama nazwa wskazuje bogactwo ziół. W ogrodzie znajduje się też koło podzielone na znaki zodiaku i odpowiadające im zioła. Do mojego znaku (Waga) przypisane są mięta, fiołek, wawrzyn i tymianek. Mimo iż specjalnie nie wierzę w horoskopy to połowicznie muszę się zgodzić 😉 Miętę i tymianek uwielbiam. Z fiołkiem i wawrzynem nie miałam do tej pory zbyt wiele wspólnego ale może powinnam się z nimi bliżej zapoznać? 😉

Ogród żółto-pomarańczowy w stylu wiejskim wygląda na dość nowy, na pewno nie jest tak zniszczony jak inne. Niestety mam wrażenie, że został stworzony bardzo chaotycznie, kupiono wszystko co kojarzyło się ze stylem rustykalnym i poustawiano bez większego ładu i składu. Wybór kolorów ma dawać uczucie ciepła i wywoływać optymizm, a także przywoływać wspomnienia wiejskich wakacji. No nie wiem, ja jakoś nie jestem przekonana.

Kolejny jest romantyczny ogród niebiesko-żółty. To połączenie kolorów ma działać uspokajająco i wyzwalać pozytywne uczucia.

Rosarium to zbiór licznych odmian i gatunków róż. Mimo iż nie przepadam za tymi kwiatami (ja jestem z tych kochających tulipany) to rosarium jest naprawdę przyjemne.

W ogrodach zorganizowano wiele miejsc, w których można usiąść i podziwiać roślinność.

Uwaga, do ogrodów tematycznych nie wjedziecie wózkami, jest też zakaz używania dronów. Ogrody Hortulus Spectabilis są już przystosowane dla wózków.

W obu ogrodach znajdują się restauracje gdzie możecie kupić coś do jedzenia i picia.

Ogrody Hortulus Spectabilis

Kompleks dostępny dopiero od 5 lat, choć pierwsze rośliny posadzono tam już w 2002 roku. Obejmuje teren 9,5 hektara a docelowo mają zajmować powierzchnię aż 35 hektarów.

Spectabilis, czyli z łaciny podziwiany z góry. Nazwa ogrodów wzięła się od widoku z wieży, która jest jedną z najnowszych atrakcji kompleksu.

Największą atrakcją kompleksu jest labirynt grabowy – ponoć największy na świecie. Z dołu nie robi specjalnego wrażenia ale z wieży widokowej wygląda naprawdę imponująco (w wyróżnionych InstaStories możecie zobaczyć filmik z wieży). Tylko niestety labirynt jest zarośnięty i wymaga pilnego przystrzyżenia. Mam wrażenie, że podczas mojej wizyty (połowa czerwca) ogrody były dopiero przygotowywane do sezonu, który w tym regionie Polski zaczyna się wraz z początkiem wakacji szkolnych. Mocno wątpię czy przez tydzień udało się wszystko doprowadzić do perfekcji. Może ktoś z Was wybierze się w wakacje, to dajcie znać. Ściany labiryntu tworzą graby pospolite. Wysokie na 2 metry ściany mają łączną długość 6,5 km. Składa się na nie 17 tysięcy drzewek grabowych.

W sercu labiryntu znajduje się wspomniana wieża widokowa. Mierzy 19 metrów, zbudowana jest ze stali, a na górę prowadzą 102 stopnie. Inspiracją dla kształtu wieży była nić kwasu DNA. Widoki z wieży są naprawdę najlepszymi w całym ogrodzie (a nawet obu ogrodach) ale wieża się buja! Nie wiem kto to zaprojektował, a kto dopuścił do użytku ale wystarczy, że kilka osób wchodzi lub schodzi a wieża buja się we wszystkich kierunkach. Nawet przez chwilę się zastanawiałam czy to nie mój błędnik wariuje ale zapytałam pracownika i potwierdził, że wieża się giba. Byłam tam w piękny, słoneczny, niemal bezwietrzny dzień. Nawet nie chcę myśleć jak się człowiek czuje na górze kiedy wieje. Weszłam, zrobiłam parę zdjęć i szybko zeszłam, bo naprawdę stanie na szczycie bujającej się wieży to wątpliwa przyjemność.

W ogrodzie znajdują się cztery rosaria – Plac Boskich Róż, Sekretny Ogród Białej Róży, Sekretny Ogród Czerwonej Róży i Ogród pod Upadłym Aniołem. Wszystkie bardzo przyjemne i bardziej okazałe niż w sąsiednim ogrodzie.

Ponadto w Hortulus Spectabilis możemy podziwiać Kamienny Krąg z 16 kamieniami różnej wielkości i kamieniem centralnym – Stelą. Budowę kręgu nadzorował radiesteta, który wyznaczył miejsce powstania kręgu, jego wielkość, potrzebną liczbę kamieni oraz ich ułożenie.

Dolmen Anastazji to 4-kamienna budowla megalityczna usytuowana na kanale energetycznym. Jeden z głazów zawiera kryształ emitujący pulsującą energię.

Ogród Kalendarza Celtyckiego inspirowany jest kulturą i wierzeniami Celtów, wg których z datą urodzenia człowieka wiąże się posiadanie patrona w postaci drzewa. W ogrodzie możecie znaleźć opis drzewa pasującego do Waszej daty urodzenia. Wg zamieszczonego tam kalendarza mi patronuje Leszczyna. Podobno jestem bojownikiem, dobrze odnajduję się w każdej sytuacji, łatwo się zniechęcam i mam kapryśny charakter 😀 Niech ci co mnie znają ocenią na ile to prawda 😀

Ogród 4 Pory Roku to jeden duży ogród podzielony na 4 mniejsze ogródki. Każdy z nich przedstawia inną porę roku symbolizującą jednocześnie etap życia człowieka. Pośrodku stoi platan – drzewo życia symbolizujące nieśmiertelność. W każdym z czterech ogrodów stoi mały domek. Lato to niebiesko-biała altanka. Zima, jesień i wiosna różnią się pokryciem dachowym, kolorystyką i dodatkami.

Ponadto mamy tu ogród Lawendowy – chyba jeden z moich ulubionych. Lawendy pięknie kwitną w czerwcu, czyli wtedy kiedy ja tam byłam.

Jest też ogród zegarów i hortensji gdzie możecie zobaczyć np. zegary słoneczne, jest aleja lipowa i grabowa.

Ogrody Hortulus Dobrzyca – czy warto?

Zdecydowanie tak, zwłaszcza ogrody Hortulus Spectabilis. Ogrody tematyczne są chaotyczne i zaniedbane, natomiast ogrody Hortulus Spectabilis to przepiękne i bardzo przyjemne miejsce. Myślę, że gdyby ogrody tematyczne uprzątnięto i częściowo odnowiono to mimo chaosu też byłyby wielką atrakcją. Na pewno warto odwiedzić to miejsce ale jeśli byliście w Keukenhof czy innym europejskim ogrodzie to możecie być nieco rozczarowani.

Kołobrzeg na weekend – co zobaczyć?

Kołobrzeg – miasto, do którego wybierałam się co najmniej od 5 lat i ciągle mi było nie po drodze. Ale ostatecznie w pewien ciepły czerwcowy weekend dotarłam do uzdrowiska nad Bałtykiem.

Kołobrzeg słynie z pięknej, szerokiej plaży ale jak już znudzi się Wam plażowanie to nie brakuje tu miejsc, które można zwiedzić. Zatem, co zobaczyć w Kołobrzegu?

Molo w Kołobrzegu

Wybrane najbardziej romantycznym miejscem w województwie i serce całej strefy uzdrowiskowej. Długie na 220 metrów jest najdłuższą żelbetową konstrukcją w Polsce i największą atrakcją miasta. Molo wielokrotnie było niszczone i odbudowywane, to po czym możemy spacerować dzisiaj zostało odrestaurowane w 2014 roku. Na jego głowicy mieści się kawiarnia. Na molo znajduje się sporo ławek i miejsc, gdzie można przysiąść i pokontemplować Bałtyk. Wstęp jest bezpłatny.

Plaża Centralna

Kołobrzeska plaża jest jedną z najszerszych nad Bałtykiem. Drobny bielutki piasek, zadbana przestrzeń i czysta (choć lodowata!) woda zachęcają do odpoczynku. Przy plaży działa wypożyczalnia sprzętu plażowego – leżaków, parasoli i charakterystycznych koszy plażowych.

Pomnik Zaślubin Polski z Morzem

Monument stojący przy promenadzie pochodzi z 1963 roku. Upamiętnia wydarzenia z 18.03.1945 roku, czyli zakończenie bitwy o Kołobrzeg. Sam akt zaślubin był symbolem dostępu Polski do morza, a Panem Młodym został kapral Franciszek Niewidziajło, który ze wschodniego falochronu portowego rzucił w morze pierścień zaręczynowy.

Od lat najwięcej emocji wywołuje skrzynia, którą umieszczono w podziemiach pomnika. Miała to być kapsuła czasu, w której umieszczono dokumenty z czasów PRL dotyczące życia codziennego w Kołobrzegu, w Polsce i związane z budową pomnika. Pogłoski mówią o tym, że do pomieszczenia ze skrzynią mają prowadzić dwa specjalnie oznakowane wejścia, nikt nie wie jednak, gdzie są. 

Wg miejscowej legendy trzeba przejść przez prześwit pomnika przy wstrzymanym oddechu – to ma gwarantować spełnienie pomyślanego wówczas marzenia 😉

Latarnia morska

Latarnia morska w Kołobrzegu mierzy 26 metrów, a jej światło jest widoczne z odległości 16 mil morskich, czyli ok. 29,6 km.  W czasie ograniczonej widoczności w latarni uruchamiany jest sygnał dźwiękowy, który w alfabecie Morse’a oznacza literę „K”. Obecna latarnia pochodzi z czasów powojennych, wcześniej stała tu latarnia zniszczona w 1945 roku. Wewnątrz mieści się wystawa na temat historii latarń morskich, a w podziemiach muzeum minerałów. Bilet wstępu kosztuje 6 zł.

Falochron

Tuż przy latarni morskiej znajduje się falochron przebudowany w 2012 roku. Warto przespacerować się na sam koniec i podziwiać kołobrzeskie plaże mijając po drodze setki latających i odpoczywających mew. Szczególnie polecam tu przyjść podczas zachodu słońca.

Fort Ujście

Właściwie cały teren falochronu, latarni morskiej i okolic tworzy tzw. Fort Ujście. Był to ostatni niemiecki punkt obrony Twierdzy Kołobrzeg ewakuowany w nocy z 17 na 18 marca 1945 roku.

Przed latarnią morską znajduje się pomnik Stanisława Mieszkowskiego. Został on odsłonięty 23 czerwca 2007 roku, o godz. 14:14 i poświęcony pamięci komandora Stanisława Mieszkowskiego – Kapitana Portu Kołobrzeg, Dowódcy Floty Marynarki Wojennej. Podczas kampanii wrześniowej w 1939 dowodził grupą kanonierek i ORP Generał Haller, następnie przebywał w niewoli niemieckiej. W 1952 roku został skazany na karę śmierci i rozstrzelany pod fałszywym zarzutem działalności szpiegowskiej, pośmiertnie zrehabilitowany.

Bazylika Mariacka

Gotycka świątynia, której budowa rozpoczęła się na początku XIV wieku. Wielokrotnie niszczony (również w pożarach) i odbudowywany.

Pod szeroką wieżą stoi pomnik Tysiąclecia (biskupstwa w Kołobrzegu) i Pojednania (polsko-niemieckiego)z 2000 roku. Stylizowany rozdarty krzyż jest alegorią stosunków polsko-niemieckich na przestrzeni tysiąca lat. Obok znajdują się postacie Bolesława Chrobrego i Ottona III. U szczytu osobne części krzyża łączą się pod gołębiem pokoju. W nowej formie z figurą Jana Pawła II po lewej i Benedykta XVI po prawej pomnik został odsłonięty i poświęcony 29 czerwca 2008.

Wodociągowa wieża ciśnień

Zbudowana w 1885 roku, była miejscem gdzie magazynowano wodę pobraną z rzeki Parsęty, a następnie oczyszczoną przez filtry. Z wieży woda płynęła do budynków mieszkalnych aż do 2015 roku. Obecnie wieża pełni funkcję zbiornika wyrównawczego ciśnienia w sieci miejskiej oraz mieści browar i restaurację Colberg.

W Browarze możecie spróbować warzonych tu piw. Ja zdecydowałam się na zestaw degustacyjny (5x100ml, 15zł). Składa się z Colberga Classic, Colberga niefiltrowanego, Colberga Black i Colberga Pszenicznego i Colberga IPA. Zdecydowanie najbardziej smakował mi ciemny.

Uwaga Poznaniacy. Nie musicie już jechać do Kołobrzegu, żeby spróbować Colberga. Kołobrzeskie piwa dostępne są w kawiarni W Filiżance Cafe mieszczącej się przy ul. Wrocławskiej 15 (kołobrzeskie piwo w Poznaniu na Wrocławskiej, ależ się tourdepologne zrobił :D).

W Browarze możecie także zakupić gorzałkę kołobrzeską na bazie śliwek i mięty.

Pomnik Sanitariuszki

Pomnik odsłonięty 13 lipca 1980 roku jest wyrazem hołdu dla kobiet, które walczyły w czasie walk o Kołobrzeg podczas II wojny światowej. Przedstawia on klęczącą kobietę ubraną w żołnierski mundur,  udzielającą pomocy rannemu żołnierzowi. Wzorem dziewczyny na pomniku była sanitariuszka szer. Ewelina Nowak, która poległa podczas walk o Kołobrzeg w marcu 1945, ściągając z pola walki rannego żołnierza. Pomnik jest tak zaprojektowany, że do twarzy dziewczyny nigdy nie docierają promienie słońca.

Nowa Starówka

Jest to nowa dzielnica Kołobrzegu, wybudowana w 1985 roku, ale ze względu na domy wyglądające jak stare kamienice przypomina stare miasto stąd nazwa – Nowa Starówka. Nowe budynki powstały w miejscu istniejących tu wcześniej ale niestety zniszczonych podczas działań wojennych. Wszystkie budynki stylowo z zewnątrz nawiązują do dawnego budownictwa miast pomorskich, ale nie są ich kopią. 

Ratusz

Neogotycka budowla przypomina raczej zamek obronny. Dziś mieści siedzibę Rady Miasta, Galerii Sztuki, Urzędu Stanu Cywilnego, Miejskiej Informacji Turystycznej i Muzeum Patria Colbergiensis. Przed ratuszem znajduje się fontanna – kula ziemska wykonana z czarnego granitu, którą woda wprawia w ruch.

Pomnik Turystki

Jedna z najnowszych atrakcji Kołobrzegu. Naturalnej wielkości rzeźba z brązu została odsłonięta w sierpniu 2017 roku. Znajduje się tuż przy ratuszu. Jest to postać kobiety, która ciągnąc za sobą walizkę zatrzymuje się na chwilę, by zrobić sobie selfie.

Baszta lontowa

Jedyny pozostały obiekt ze średniowiecznych murów obronnych miasta. Baszta służyła obserwacji i ostrzałowi nieprzyjaciela. Przez wiele lat błędnie nazywano ją Basztą Prochową (błąd wynikał ze złego tłumaczenia niemieckiej nazwy). Znajduje się przy ul. Dubois i obecnie jest wpleciona w system zabudowy miejskiej. Dawniej w baszcie mieściła się siedziba oddziału Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, obecnie znajduje się w rękach prywatnego inwestora i nie ma możliwości wejścia do środka.

Kamienica Kupiecka

Kołobrzeska pamiątka z czasów świetności Hanzy. Należała do bogatej rodziny Schlieffenów, dziś mieści się w niej oddział Muzeum Oręża Polskiego.

Park im. Stefana Żeromskiego

Założony w 1853 roku, ciągnie się wzdłuż plaży i promenady. Pełni funkcję uzdrowiskową oraz ochronną przed skutkami sztormów i huraganowych wiatrów. Jest miejscem gdzie spotkacie setki, jeśli nie tysiące spacerowiczów i rowerzystów. Bardzo przyjemne miejsce.

Bindaż grabowy

Bindaż to rodzaj szpaleru, w którym graby tworzą nad aleją sklepienie podtrzymywane konstrukcją. 130-metrowy bindaż znajduje się w parku przy ul. Towarowej. Jest unikatowym dziełem sztuki ogrodowej, niedawno uznano go za pomnik przyrody. Uwaga, często odbywają się tu sesje ślubne. Nazywany jest w końcu Aleją Miłości. Nocą bindaż jest efektownie oświetlony.

Rzeźba Macierzyństwo

3-metrowa figura kobiety wykonana z piaskowca stoi przy Skwerze Koncertów Porannych przy bindażu. Jej autorką jest nieżyjąca już artystka Alina Ślesińska. 

Lapidarium żydowskie

Dawny cmentarz żydowski położony na terenie parku Teatralnego. Istniejąca nekropolia została zniszczona w 1938 roku, dzisiejsze lapidarium wykonane zostało według projektu Zygmunta Wujka w 2000 roku. Znajduje się tu 6 macew ustawionych na planie gwiazdy Dawida, które ocalały z dwóch żydowskich cmentarzy znajdujących się w Kołobrzegu przed II wojną światową.

Port jachtowy

Znajduje się na Wyspie Solnej, na którą można przejść pieszo albo lepiej – podjechać wynajętym rowerem.

Nowoczesna marina żeglarska przyjmuje jachty z całego świata. Połączenie morskich tradycji z nowoczesnością wynika z tego, że port (podobnie jak wszystko w Kołobrzegu) był wielokrotnie przebudowywany. Obecna wersja jest skutkiem modernizacji z 2011 roku.

Port pasażerski

Położony tuż przy latarni morskiej. Stąd wypływają rejsy wycieczkowe i promy na Bornholm.

Bulwar nad rzeką Parsęta

Rzeka płynie przez centrum miasta, bulwar ciągnie się wzdłuż niej. Jeśli znudzi Wam się morze to przejdźcie nad rzekę. Można spacerować, można jeździć rowerem. Jest tu dużo spokojniej niż na plaży czy w okolicach parku zdrojowego a równie pięknie.

Muzeum Bursztynu

Jeśli pogoda nie dopisze i będziecie szukali miejsca gdzie można się schronić przed deszczem, a przy okazji coś ciekawego zobaczyć to kierujcie się do Muzeum Bursztynu. Można zobaczyć tu m.in. ogromny bursztyn o wadze 2,2 kg, zwiedzić warsztat szlifierski, dowiedzieć się jakie właściwości chemiczne, fizyczne i medyczne ma bursztyn, a także zrobić zakupy w muzealnym sklepiku.

Znajduje się przy ul. Waryńskiego 5. Bilet normalny kosztuje 15zł.

Co i gdzie zjeść w Kołobrzegu?

Nad morzem opcja jest tylko jedna – rybka. Gdzie zjeść dobrą rybkę w Kołobrzegu? Pierwsze miejsce, do którego dotarłam to Fishka Fiszka (ul. Solna 12). Wygląda obłędnie, smakuje jeszcze lepiej. Ryba świeżuteńka, porcja ogromna, ja chyba nawet połowy nie zjadłam więc przy zamawianiu poproście o taką ilość ryby, którą będziecie w stanie zjeść. Wszystko w miłej atmosferze i przepięknym wnętrzu. Miejsce jest bardzo popularne więc omijajcie godziny szczytu. Muszę przyznać, że był to mój pierwszy i najlepszy obiad w Kołobrzegu.

Drugie bardzo fajnie miejsce, do którego trafiłam i które mogę Wam z czystym sumieniem polecić to Nakamal przy ul. Spacerowej 41. Wygląda na miejsce z nieco wyższej półki ale rybkę zapłacicie tyle samo co w smażalni przy bulwarze. Ja zdecydowałam się na dorsza z patelni, który był obłędny. Mają w ogóle bardzo ciekawe menu jak i ofertę lunchową ale ja będąc nad morzem staram się codziennie jadać ryby więc zrezygnowałam z polecanego mi wówczas falafelu (który uwielbiam!) i wzięłam dorsza. Był świetny.

Dobrą rybkę jadłam też w Piranii – dorsza po kołobrzesku, ze szpinakiem i serem. O ile ryba była pyszna i świeża to ziemniaki zdecydowanie odgrzewane za co duży minus. To zdecydowanie najmniej przyjemna miejscówka ze wszystkich, w których jadłam. Taka knajpa na szybki obiad a nie na przesiadywanie tam.

Na śniadanie w Kołobrzegu polecam Portowa Cafe, przy ul. Portowej 28. Właściwie po sąsiedzku z Nakamal. Oferta śniadaniowa jest całkiem spora, ja zdecydowałam się na naleśniki. Jak byłam dzieckiem to na wakacjach zawsze jadałam naleśniki z serem więc chyba jakiś sentyment 😉 Naleśnik, który otrzymałam wyglądał dość niepozornie ale okazał się przepyszny i sycący. Portowa to bardzo przyjemne miejsce, polecam nie tylko na śniadanie.

Spacerując promenadą zajdźcie koniecznie do hotelu Perła Bałtyku i wjedźcie do panoramicznej kawiarni na ostatnim piętrze. Najlepiej wieczorem – tuż przed zachodem słońca. Jeśli będzie ciepło to usiądźcie na zewnątrz. Jak będziecie mieli szczęście to może wolny będzie któryś z plażowych koszyków. Jeśli nie to zostają Wam zwykłe krzesła 😉 Z tarasu Perły Bałtyku możecie zobaczyć morze, park, promenadę i właściwie pół miasta. Jak nie więcej. To wszystko w promieniach zachodzącego słońca tworzy naprawdę pocztówkowe widoki. Choć w dzisiejszych czasach to powinnam raczej napisać instagramowe 😉 W każdym razie jest pięknie i musicie to miejsce odwiedzić.

Perła Bałtyku to uzdrowisko, w restauracji wieczorami odbywają się dancingi więc nie uciekajcie jeśli usłyszycie Krzysztofa Krawczyka czy innego tego typu hiciory 😉

Dla wszystkich lodożerców polecam wizytę w lodziarni Odlodowo. Mają kilka punktów w mieście, ich lody sprzedają też niektóre kawiarnie i restauracje (m.in. Nakamal). Ja byłam w lodziarni przy ratuszu. Lody są naprawdę dobre – naturalne, kremowe, nie za słodkie. Odlodowo uchodzi za najlepszą lodziarnię w mieście więc przygotujcie się na odstanie swojego w kolejce.

I na koniec W Filiżance Cafe – mała ale urokliwa kawiarenka na starym mieście. Przepięknie urządzona, w stylu retro. Bardzo przyjemnie się tam spędza czas. Niestety trafiłam na dziewczynę z obsługi sprawiającą wrażenie jakby była tam za karę ale jak widać idealnie być nie może 😉 Polecam spróbować ich wypieków, są naprawdę genialne.

Kołobrzeg – gdzie spać?

Kołobrzeg ma jedną z największych baz noclegowych w Polsce. Znajdziecie tu coś z każdej półki cenowej i jakościowej. Możecie wybrać nocleg przy promenadzie, na starym mieście albo w jakiejś zupełnie cichej i spokojnej okolicy. Ja zdecydowałam się na apartament w okolicy dworca kolejowego. I myślę, że to była idealna lokalizacja, bo do dworca miałam rzut beretem a do plaży z promenadą i do starego miasta po 5 minut drogi. Niemniej jak zaczniecie przeglądać ofertę noclegową miasta to może Wam się zakręcić w głowie od nadmiaru ofert.

Jak się poruszać po Kołobrzegu?

Kołobrzeg to duże miasto i własne nogi mogą nie wystarczyć. Oczywiście, żeby zobaczyć największe atrakcje zlokalizowane w samym centrum jak najbardziej możecie spacerować ale jeśli chcecie zobaczyć coś nieco dalej to musicie zdecydować się na jakiś transport. W Kołobrzegu działa komunikacja miejska więc możecie skorzystać z autobusów. Ja zdecydowałam się na rower. W Kołobrzegu działa wypożyczalnia nextbike więc nawet nie musiałam zakładać nowego konta – korzystałam z tej samej aplikacji co w Poznaniu. Stacji nie jest dużo ale są we wszystkich strategicznych punktach miasta. Rowery są niestety w dużo gorszym stanie technicznym niż te w Poznaniu ale na kilkukilometrową przejażdżkę da się przeżyć.

Kołobrzeg – czy warto?

Zdecydowanie tak. Kołobrzeg mnie urzekł, jest pięknym miastem. Ma długą, szeroką i dobrze utrzymaną plażę, piękne stare miasto, mnóstwo parków i terenów zielonych. Idealne miasto na weekend. A czemu tylko na weekend a nie na wakacje? Bo spędzając w Kołobrzegu tydzień można by zbankrutować. Naprawdę taniej jest lecieć na tydzień do Grecji niż jechać nad polskie morze. Smutne ale prawdziwe. W Kołobrzegu jest BARDZO drogo. Ja byłam jeszcze przed wakacjami więc złapałam w miarę sensowny nocleg (370 zł za 3 noce, uwaga w lipcu najtańszy nocleg jaki udało mi się znaleźć to 900zł za 3 noce!). Wyjście na obiad, czyli rybkę (bez frytek :P) to koszt 50zł. Lody, gofry, piwo, to wszystko kosztuje od kilku do kilkunastu złotych. Wypożyczenie leżaka – 30zł za dzień, parasola-dodatkowe 15zł, wypożyczenie kosza plażowego – 50zł za dzień! Ja trafiłam na świetną pogodę ale niestety to polskie morze, gdy piszę ten tekst w Kołobrzegu jest 15 stopni. Nie ryzykowałabym spędzenia tu tygodnia wakacji. Na weekend, najlepiej poza sezonem – bardzo polecam.

MUS Bar & View – wyjątkowe miejsce na mapie Poznania


Uwaga Poznaniacy i turyści. Mam dla Was wyjątkową miejscówkę – MUS Bar & View. Najwyżej położony bar w Poznaniu! Mieści się na 15. piętrze wieżowca Bałtyk, przy ulicy Roosvelta 22. W samiuteńkim centrum, tuż przy rondzie Kaponiera, naprzeciwko Międzynarodowych Targów Poznańskich i rzut beretem od dworca Poznań Główny.

Wieżowiec Bałtyk

Charakterystyczny budynek będący obecnie jedną z wizytówek miasta oddano do użytku w czerwcu 2017 roku. Dawniej mieściło się w tym miejscu kino Bałtyk stąd nazwa. Konstrukcja zyskała wiele nagród i wyróżnień, między innymi wybrano ją Bryłą Roku 2017.

MUS Bar & View

O tym, że na ostatnim piętrze Bałtyku powstał bar z widokiem na miasto słyszałam już jakiś czas temu ale wiecie jak to jest… Jak coś człowiek ma pod nosem to wychodzi z założenia, że zawsze zdąży tam pójść… I tak się moja wizyta odkładała ale w końcu w pewien kwietniowy weekend decyzja zapadła: czas odwiedzić MUS.

Najpierw sprawdzenie opinii w internecie (takie czasy). Po przeczytaniu o menu degustacyjnym stwierdziłam, że kolację trzeba zjeść gdzie indziej, a do baru iść po prostu na drinka. Wszyscy piszą, że porcje są naprawdę małe i ciężko się nimi najeść. Raczej jako przekąski niż porządne jedzenie. Ale nie próbowałam więc powtarzam tylko przeczytane i zasłyszane opinie.

Ponieważ nasza wizyta w MUSie miała być w piątek wieczorem dzień wcześniej postanowiłam zadzwonić i zrobić rezerwację. Telefonicznie otrzymałam informację, że rezerwacje przyjmują tylko jeśli chcemy zjeść, jeśli wizyta ma być w celu drinkowania to rezerwacji nie przyjmują. Dziwna polityka ale na szczęście w piątek po 21 było jeszcze kilka wolnych stolików.

Największym wzięciem cieszą się oczywiście te przy oknach. Trzeba przyznać, że oświetlony Poznań z perspektywy 15. piętra wygląda jak światowa metropolia. Ochy i achy. Warto przespacerować się dookoła baru – można dostrzec Zamek Cesarski z ulicą święty Marcin, główne arterie miasta – Grunwaldzką i Bukowską oraz mnóstwo mniej i bardziej znanych budynków. Nocna panorama zwala z nóg. Myślę, że zachwyci każdego – i turystę, i Poznaniaka.

No ale nie tylko dla widoków przychodzi się do baru 😉 Okazało się, że w dniu naszej wizyty (12.04) miała premierę nowa karta drinków – Koktajlowe Kino Bałtyk. Znalazły się w niej pozycje inspirowane kultowymi filmami. Wszystko dlatego, że w budynku działało kiedyś najsłynniejsze chyba w całym Poznaniu kino Bałtyk. Ostatni seans miał tu miejsce w 2002 roku. Mimo iż kino jakby nie liczyć nie istnieje już od kilkunastu lat, to cały czas zostało w wyobraźni mieszkańców i w przestrzeni miejskiej. Przystanek tramwajowy obok wieżowca cały czas nosił nazwę Bałtyk, nawet w czasie gdy kino już nie istniało, a biurowca jeszcze nie zbudowano.

Ale do rzeczy. Filmowa część karty to 8 drinków inspirowanych filmami od Casablanki, przez Blues Brothers po Casino Royale. Każdy drink jest lekko zmodyfikowany względem oryginalnej receptury. Udało nam się spróbować czterech i wszystkie były pyszne, do tego pięknie podane a barman opowiedział historię każdego drinka i inspirowanego nim filmu! W ogóle trzeba przyznać, że obsługa w lokalu jest bez zarzutu, wszyscy bardzo sympatyczni i profesjonalni. Jest też oczywiście karta z drinkami klasycznymi, jest spory wybór win, każdy znajdzie coś dla siebie.

Ceny w MUS pozytywnie nas zaskoczyły. Spodziewałam się, że w takim miejscu będzie drożej niż jest w rzeczywistości. Drinki mieszczą się w przedziale 24-30 zł, rachunek za nasze 4 koktajle opiewał na 108 zł.

Biorąc pod uwagę, że ceny są przyzwoite, lokalizacja genialna, widoki nieziemskie, a obsługa bardzo przyjazna to MUS ma szansę stać się jednym z moich ulubionych miejsc w moim własnym mieście. Gorąco Was zachęcam do odwiedzenia tego miejsca!

Zakopane na weekend – co zobaczyć?

Zakopane – zimowa stolica Polski, najwyżej położone miasto w Polsce, do którego całym rokiem ściągają tłumy turystów z całego kraju. I zza granicy też. Moja poprzednia wizyta w Zakopanem miała miejsce w 2009 roku, po prawie 10 latach uznałam, że pora wrócić i zobaczyć co się w Zakopanem zmieniło przez ten czas.

Krupówki

Najsłynniejszy deptak w mieście, zaryzykuję stwierdzenie, że najsłynniejszy w całej Polsce. Krupówki są jarmarczne, przaśne i mało góralskie ale nie da się ich ominąć będąc w Zakopanem. Czy nam się podobają czy nie, to są one sercem miasta. Przy Krupówkach jest najwięcej sklepów (również z pamiątkami), stoisk z oscypkami, kawiarni i restauracji. Wszystko zatłoczone mimo iż moja wizyta była już po feriach, czyli po szczycie sezonu zimowego. Wzdłuż ulicy płynie Foluszowy Potok.

Na co warto zwrócić uwagę spacerując po Krupówkach?

Jednym z najwyższych budynków przy ulicy jest Kościół Najświętszej Rodziny z widoczną z daleka zieloną wieżą. Jednym z projektantów świątyni był Stanisław Witkiewicz.

Pod numerem 29 znajduje się Fashion Street. Jest to bardzo stylowy pawilon handlowy. 43 butiki zostały umieszczone w zaprojektowanej na styl zakopiański 120-metrowej alei. Warto się tędy przejść nawet jeśli nie macie zamiaru nic kupować.

Odbijając od Krupówek w ulicę generała Galicy dotrzecie do jedynego placu w mieście – placu Niepodległości. Latem jest miejscem imprez plenerowych, zimą niewiele się tam dzieje. Przy placu znajduje się pomnik Grunwaldzki postawiony w 500-lecie bitwy pod Grunwaldem.

Idąc z Krupówek w ulicę Zaruskiego, a następnie Ormana dotrzemy do willi Atma – drewnianego domu z gankiem i werandą, w którym mieści się Muzeum Karola Szymanowskiego. Kompozytor mieszkał i tworzył w tej willi w latach 1930 – 1936. Willa została wzniesiona w 1893 roku. Atma znajduje się na Szlaku Architektury Drewnianej.

Przy ulicy Krupówki 63, w podwórku, znajduje się bardzo stylowa kawiarnia Cafe Piano. Nie spotkacie tu wielu turystów (miejsce jest nieco ukryte), za to spotkacie wielu miejscowych artystów.

Na rogu Piłsudskiego i Krupówek znajduje się oczko wodne wraz z ławeczką Tygodnika Podhalańskiego. Nad oczkiem przerzucono drewniany mostek, który jest oblegany przez wszystkich amatorów selfie z Krupówkami i Giewontem w tle.

Tuż obok oczka znajduje się Góralski Browar. Jest to jedno z najmłodszych miejsc na mapie Zakopanego. Szczerze mówiąc zupełnie nie byłam do niego przekonana ale wszędobylskie reklamy spowodowały, że postanowiłam odwiedzić to miejsce. Browar znajduje się na ostatnim piętrze centrum handlowego Krupówki 40 (znajdującego się dokładnie pod takim adresem). Restauracja i kawiarnia zajmują całe piętro. I są to bardzo stylowo urządzone lokale, póki co wszystko lśni nowością, nawet toalety robią wrażenie. Ryzykowne ale bardzo udane połączenie tradycji góralskiej z nowoczesną architekturą. Bardzo fajne menu – potrawy i lokalne, i uniwersalne. Nazwane jednak po góralsku za co duży plus. Obsługa bez zarzutu. Ceny jak na Zakopane bardzo rozsądne, takie jak w każdym większym mieście.

Jak już zjecie to koniecznie wyjdźcie na taras widokowy – widoki na Tatry zapierają dech w piersiach. Trafiłam tam w niedzielę niehandlową więc nawet nie raziło mnie to, że lokal znajduje się w centrum handlowym.

Przy Krupówkach znajduje się także pomnik Władysława Zamoyskiego – społecznika, twórcy m.in. Szkoły Domowej Pracy Kobiet założonej w Kórniku ale później przeniesionej do Zakopanego. Dzięki niemu Morskie Oko włączono do ziem polskich a także zbudowano linię kolejową w Zakopanem. Ważna postać dla miasta.

Przy Krupówkach znajduje się kilka punktów sklepów/kawiarni Góralskie Praliny. Jeśli chce spróbować czekoladki o smaku oscypka lub bryndzy to polecam. Jedna czekoladka kosztuje 4zł, wrażenia bezcenne 😀

Jedną z ulic prostopadłych do Krupówek jest ulica Kościuszki, przy której siedzibę ma m.in. Urząd Miasta Zakopane z pomnikiem doktora Andrzeja Chamca, Kino Giewont, a także banki, sklepy i hotele. Przy tej ulicy znajduje się też park Równia Krupowa, gdzie stoi drewniany napis Zakopane (bardzo instagramowe miejsce) i drewniana rzeźba góralki i górala.

Idąc dalej ulicą Kościuszki w kierunku dworca PKP dotrzecie do hotelu Stamary. Budynek jest bardzo okazały, ma duże balkony, łukowato zakończone okna i pomalowany jest w radosne, pastelowe kolory. Hotel otwarto w 1905 roku i od tego momentu aż do wybuchu I wojny światowej był najbardziej luksusowym i eleganckim hotelem w Zakopanem odwiedzanym przez wybitne osobistości tamtych czasów.

Skręcając z ulicy Kościuszki w Sienkiewicza, a następnie Chałubińskiego możemy podziwiać po drodze liczne wille. Jedne odrestaurowane i przerobione na hotele, inne sypiące się i poniszczone. Warto zwrócić uwagę na willę Rialto (Chałubińskiego 3A) wzniesioną w latach 1897-1898, zaprojektowaną przez Witkiewicza dla Teresy Zagórskiej. W 1898 roku mieściło się tu pierwsze w Galicji sanatorium przeciwgruźlicze.

Przy tej ulicy znajduje się też pensjonat Palace będący niegdyś siedzibą gestapo. Mieści się dziś w nim Muzeum Walki i Męczeństwa Palace.

Ulicą równoległą jest Zamoyskiego, przy której znajduje się m.in. Willa Oksza będąca siedzibą Galerii Sztuki XX wieku (oddział Muzeum Tatrzańskiego). Niestety podczas mojego pobytu również zamknięta. Willa Oksza jest trzecim dziełem Stanisława Witkiewicza zbudowanym w latach 1895-1896. Nazwa willi pochodzi od herbu Heleny – żony hrabiego Marcina Nałęcza – Kęszyckiego, który w 1899 kupił willę.

Przy ul. Zmoyskiego mieści się także okazały kościół św. Krzyża.

Cmentarz na Pęksowym Brzyzku (Cmentarz Zasłużonych)

Zlokalizowany bardzo blisko Krupówek i dolnej stacji kolejki na Gubałówkę. Wielokrotnie chciałam go odwiedzić ale jakoś zawsze brakowało czasu lub sposobności. Uwielbiam książki o górach i himalaizmie, czytam chyba wszystkie, które ukazują się w Polsce i niestety temat tego cmentarza pojawia się w większości z nich. Zabytkowy cmentarz jest miejscem spoczynku zasłużonych mieszkańców Podhala a niektóre groby są prawdziwymi dziełami sztuki.

Tym razem od wizyty na cmentarzu zaczęłam swoją wizytę w Zakopanem. Brzmi dziwnie, wiem 😉 Wstęp na cmentarz i zlokalizowanego obok niego kościółka Matki Boskiej Częstochowskiej kosztuje 3zł.

Nekropolia powstała w połowie XIX wieku na ziemi nad Cichą Wodą i Białym Potokiem podarowanej przez Jana Pęksę. Na terenie cmentarza znajduje się ok. 250 mogił, m.in. Kornela Makuszyńskiego, małżeństwa Marusarzów, Kazimierza Przerwy-Tetmajera i Stanisława Witkiewicza.

Znajdziemy tu także symboliczny grób Macieja Berbeki, który zginął 6 marca 2013 roku na Broad Peaku. Drewniany pomnik wykonali uczniowie Liceum Plastycznego. Symbolicznych grobów ludzi, którzy nie wrócili z gór jest na tym cmentarzu więcej.

Wychodząc z cmentarza warto zajrzeć do karczmy u Wnuka (Kościeliska 8), w której mieści się jedna z najstarszych restauracji w mieście. Willa została wybudowana między 1850 a 1870 rokiem.

Przy Kościeliskiej 12 mieści się zabytkowa zagroda rodziny Gąsieniców – Nawsiów zbudowana przed 1850 rokiem.

Jeszcze nieco dalej znajduje się willa Koliba będąca siedzibą Muzeum Stylu Zakopiańskiego. Niestety podczas mojej wizyty wyglądała dokładnie tak jak na powyższym zdjęciu, czyli całkowicie zasłonięta rusztowaniami. Remont in progress.

Wielka Krokiew

Odbijając z Krupówek przy oczku wodnym w ulicę Piłsudskiego dotrzemy do skoczni narciarskich z Wielką Krokwią na czele. Na skocznię można wjechać wyciągiem ale ja już kiedyś widziałam Hollmenkollen z góry i wystarczy mi tego atrakcji. Naprawdę podziwiam odwagę skoczków narciarskich mimo iż nie jestem fanką tego sportu.

Otoczenie Wielkiej Krokwi to najbardziej jarmarczne miejsce w Zakopanem. Wpadłam na chwilę, zrobiłam parę zdjęć i szybko się ewakuowałam.

Jaszczurówka

Dzielnica położona ok. 2 km od centrum miasta, bardzo zielona ale też gęsto zabudowana. Nazwa pochodzi od żyjących tu kiedyś salamander plamistych zwanych przez górali jaszczurami. Jej największą atrakcją jest Kaplica Najświętszego Serca Jezusa. Zaprojektowana przez Witkiewicza, wybudowana w 1906 roku z drewna świerkowego bez użycia chociażby jednego gwoździa. Niestety kiedy poszłam zobaczyć kaplicę trwało akurat nabożeństwo więc nie widziałam jej w środku. Zrobiłam sobie tylko spacer dookoła, po schodkach weszłam na taras otoczony arkadowymi podcieniami. Nad wejściem można zobaczyć figurę Chrystusa Frasobliwego.

Willa pod Jedlami

Dom pod Jedlami (Droga na Kozieniec 1, po drodze z Jaszczurówki do Krupówek) to jeden z największych zabytków architektury drewnianej w Polsce. Willa nazywana perłą stylu zakopiańskiego należy do rodziny Pawlikowskich a zaprojektował ją nie kto inny jak Stanisław Witkiewicz.

Zakopane – atrakcje dla dzieci

Są dwie wyjątkowe – Domek do Góry Nogami i Śnieżny Labirynt.

Domek znajduje się tuż przy Krupówkach. Istnieje od 2010 roku. Wszystko jest w nim do góry nogami, chodzi się jakby po suficie. Zdecydowanie atrakcja nie dla mnie ale dla dzieciaków pewnie frajda.

Śnieżny Labirynt i Śnieżny Zamek Snowlandia znajdują się tuż przy Wielkiej Krokwi. Są to dokładnie takie miejsca jak wskazują na to nazwy. Labirynt stworzony ze śnieżnych ścian i zamek z 16-metrowymi wieżami.

Zakopane – co jeszcze?

Będąc dłużej w Zakopanem warto wjechać kolejką na Gubałówkę i/lub na Kasprowy Wierch. Ja po pierwsze już tam byłam kilka lat temu a po drugie trafiłam do Zakopanego w okresie silnych wichur. Już na dole bardzo nieprzyjemnie wiało, podejrzewam, że na górze było tylko gorzej.

Warto też wybrać się do Morskiego Oka. Ja tej atrakcji również już miałam okazję doświadczyć wcześniej. Jeśli jesteście pierwszy raz w Zakopanem to koniecznie musicie się tam wybrać, można zrobić sobie dłuższą pieszą wycieczkę lub opcja dla leniwców – podjechać busikiem z dworca PKP.

Zakopane – czy warto?

Raz na 10 lat na pewno, częściej nie czuję potrzeby 😉 Zakopane jest zatłoczone, jest skomercjalizowane choć nie brakuje tu pięknych willi, perełek architektonicznych a odejście nawet kilkaset metrów od Krupówek da nam szansę obcowania z zakopiańską architekturą w otoczeniu Tatr bez towarzystwa zupełnie nikogo. Więc poza Krupówkami da się oddychać w tym mieście 😉 Niemniej w Polsce jest mnóstwo bardziej urokliwych miejsc, do których będę wracać częściej niż raz na 10 lat.

Gdzie zjeść śniadanie w Poznaniu?

Było śniadanie w Warszawie to pora na Poznań gdzie też nie brakuje smakowitych miejscówek.

Uno (dawniej Uno Espresso) – Bolesława Prusa 4/2, Jeżyce

Miejsce, o którym słyszałam i czytałam dużo dobrego ale to niestety nie jest gwarancja, że miejsce rzeczywiście jest warte uwagi. Ale Uno jest warte zainteresowania. Kiedyś była to kawiarnia gdzie serwowano wyłącznie kawę (i nazywało się nie bez powodu Uno Espresso). Później lokal przeszedł metamorfozę, z nazwy zniknęło Espresso a w menu pojawiło się jedzenie. Bardzo smaczne jedzenie. Omlet z kozim serem – mistrzostwo świata. Zresztą popatrzcie jak to wszystko wygląda. A smakuje jeszcze lepiej! Do tego wyborna kawa i spory wybór herbat. Pyszności.

Święty – Kraszewskiego 12, Jeżyce

Numer jeden na Jeżycach a chyba nawet w całym Poznaniu. Stosunkowa nowa miejscówka na mapie miasta, która od pierwszego spróbowania podbiła moje podniebienie (i serce przy okazji, w końcu przez żołądek do serca;) ). Ogromnym plusem tego miejsca jest to, że sami wypiekają pieczywo, ciasta i przegenialne cynamonowe buły. Wszystko jest świeże, pachnące i absolutnie przepyszne. Spróbujcie ichniejszej pasty z makreli – mojego faworyta. Do tego bardzo przyjemnie urządzone wnętrze i sympatyczna obsługa. Wpadam na śniadania ale też często tylko po cynamonową bułę na wynos 😉 Odwiedźcie koniecznie!

Bajgle Króla Jana – Kraszewskiego 15, Jeżyce

Nadal jesteśmy na Jeżycach (co ja poradzę, że to od jakiegoś czasu zagłębie fantastycznych knajp, a za moich studenckich czasów to tylko bary mleczne można tam było znaleźć), po sąsiedzku ze Świętym. Miejscówka, która istnieje na Jeżycach dużo dłużej ale ja dotarłam do niej dopiero niedawno – Bajgle Króla Jana. Jak sama nazwa wskazuje w menu dominują bajgle. Wypiekane na miejscu. Każdy kto był w Nowym Jorku wie, że tam jest to kultowe śniadanie. Ja się z Nowym Jorkiem nie pokochałam (jeszcze, bo mam zamiar dać mu drugą szansę) ale podczas pierwszej wizyty w Bajglach Króla Jana zdecydowałam się na klasyczny bajgiel, po nowojorsku – z serkiem Philadephia i wędzonym łososiem, w bułce z sezamem. Jeżycom daleko do NYC ale bajgiel był przepyszny i naprawdę duży, ledwo go w siebie zmieściłam. Świeżutki i chrupiący. Sam lokal jest malutki ale zazwyczaj udaje się znaleźć jakiejś miejsce, to raczej miejscówka na szybkie śniadanie a nie na dłuższe przesiadywanie.

Oda – Wawrzyniaka 21, Jeżyce

Już zazdrościcie mieszkańcom Jeżyc? Ja też 😉 Miejsce, obok którego przechodziłam wielokrotnie i zawsze myślałam – kiedyś muszę tu przyjść. I w końcu przyszła pewna słoneczna niedziela, która skończyła się II śniadaniem w wydaniu norweskim. Bo Oda to restauracja norweska. Urządzona w skandynawskim stylu i serwująca norweskie dania. A co można zjeść na śniadanie w Norwegii? Śniadanie Wikinga 😀 Śniadanie z deserem i kawa lub herbatą kosztuje tylko 21 zł. Opcja ekonomiczna a smaczna i duża. W menu napotkacie nazwy, które zapewne nic Wam nie powiedzą ale obsługa wszystko wyjaśni 😉 Spróbujcie gravlax – peklowanego łososia. Jest tu dodatkiem i do jajecznicy, i do pizzy. Bardzo fajne miejsce i przede wszystkim serwujące coś innego, wyjątkowego, niespotykanego w innych knajpach.

Wapiarnia – Wyspiańskiego 26 (City Park), Grunwald

Oddalamy się nieco od Jeżyc ale nie tak znowu bardzo. City Park to zagłębie wielu naprawdę genialnych restauracji, choć w większości drogich. Wapiarnia jest jedną z tych tańszych a naprawdę wartych polecenia.

Na początek jeden mały minus – w środku jest głośno (muzyka) a same stoliki są średnio wygodne, żeby przy nich jeść. Jeśli idziecie na kawę lub piwo to ok, jeśli chcecie zjeść to nie będzie zbyt wygodnie. Na szczęście nasza wizyta była latem gdy były dostępne miejsca na zewnątrz – raz że było cicho, dwa – wygodnie.

Do jedzenia pięknie wyglądające kanapki i tosty (iście instagramowe), do tego napoje podawane w naprawdę fajnych dzbanuszkach. Są też płatki Kellog’s. Jedzenie smaczne, do śniadania napój gratis. Świetna lokalizacja – w samym sercu miasta. Latem będę wracać częściej.

Bo Poznań – Kościuszki 84, centrum

Miejscówka, która dorobiła się już miana kultowej. Jakoś długo nie mogłam tm dotrzeć ale kiedy w końcu się udało zrozumiałam skąd te zachwyty. Z zewnątrz miejsce zupełnie niepozorne, znajdujące się naprzeciwko Zamku Cesarskiego. Po wejściu do lokalu rzuca się w oczy industrialne wnętrze ale urządzone bardzo przyjemnie. Wybór śniadań naprawdę spory, ceny przystępne, porcje duże. Łosoś na bułeczkach drożdżowych z jajkami po benedyktyńsku i sosem holenderskim – mistrzostwo świata. Do tego spory wybór różnych sezonowych herbat a śniadania serwuje się tu cały dzień. Jak ktoś ma potrzebę to i o 18 może zjeść jajecznicę 😉 I popić ją winem, bo też jest.

Petit Paris Sołacz- aleja Wielkopolska 40a, Sołacz

Długo zastanawiałam się czy umieszczać to miejsce w rankingu, bo jednak mam do niego trochę zarzutów ale jest to tak piękna miejscówka, w tak uroczym miejscu (Park Sołacki), że w związku z tym iż idzie wiosna i ciepłe poranki to podejrzewam, że będę tam wracać.

Miejscówka w stylu paryskiego bistro. Jedzenie jest tu dobre aczkolwiek nie genialne. Da się najeść ale kulinarnych orgazmów się nie spodziewajcie. Twarożek prowansalski jest po prostu twarożkiem z rzodkiewką, pankejki są pankejkami i tyle. Największym minusem tego miejsca (co potwierdza sporo moich znajomych) jest mało ogarnięta obsługa. Czas oczekiwania na przyjęcie zamówienia jak i później na jedzenie jest naprawdę długi. Gdyby chodziło tylko o jedzenie to od razu bym to miejsce pominęła ale w tak pięknym miejscu jak Park Sołacki nie ma dużej konkurencji i wiosną naprawdę przyjemnie będzie usiąść na zewnątrz, w otoczeniu zieleni, popijając espresso albo wino, i skubiąc bagietkę. Ech, chyba się rozmarzyłam. Wiosno, gdzie jesteś?

Weranda Caffe – Świętosławska 10, okolice rynku

Werand w Poznaniu jest kilka (ba, nawet Warszawa już ma swoją – w Koszykach) ale ta jest chyba moją ulubioną. Najcichsza i najspokojniejsza a jedzenie tak samo wyśmienite jak w pozostałych Werandach. Jak to ostatnio powiedziała moja koleżanka Jak nie wiesz gdzie iść zjeść to idź do Werandy. I taka jest prawda, swego czasu 80% moich wyjść na jedzenie do miasta kończyło się w którejś z Werand.

Ale do rzeczy. Poza fantastycznymi wnętrzami (dekoracje w każdym z lokali to sezonowe dzieła sztuki, naprawdę przyjemnie się tam spędza czas) w Werandzie dostaniemy przepyszne jedzenie. I to nie tylko to śniadaniowe (ich sałatki to już legenda). Porcje są naprawdę duże, jedzenie nie dość, że bardzo smaczne to pięknie podane. Ceny nie należą do najniższych ale z Werandy naprawdę trudno wyjść nienajedzonym i niezadowolonym.