Muzeum Wsi Lubelskiej i Majdanek – jednodniowa wycieczka z Lublina

Wciąż nie mogę dokończyć wpisu o zwiedzaniu Lublina (ale niedługo się zmobilizuję, słowo!), póki co możecie poczytać o tym gdzie zjeść w Lublinie, a dziś zapraszam na zwiedzanie dwóch ważnych miejsc w bliskich okolicach Lublina. Na zwiedzanie muzeum na Majdanku i skansenu poświęciliśmy jeden cały dzień.

Planując weekend w Lublinie wiedziałam, że koniecznie będę chciała zobaczyć Muzeum na Majdanku.

Muzeum na Majdanku

Majdanek, czyli niemiecki obóz koncentracyjny w Lublinie, działał w latach 1941 – 1944. Więźniowie byli mordowani w komorach gazowych, ginęli w egzekucjach, umierali z głodu, chorób i wycieńczenia. Przetrzymywano tu głównie Polaków i Żydów, szacuje się, że śmierć poniosło tu około 360 tysięcy osób. Dokładnych liczb nigdy nie poznamy.

Muzeum na Majdanku powstało w 1944 roku i było pierwszą tego typu instytucją na świecie. W 25. rocznicę wyzwolenia Majdanka odsłonięto dwuczęściowy monument składający się z bramy i mauzoleum, w którym znajdują się prochy zamordowanych w obozie ludzi. Brama wraz z Mauzoleum oraz Drogą Hołdu i Pamięci tworzy Pomnik Walki i Męczeństwa. Konstrukcja Bramy, wybudowanej w miejscu jednej z bram obozowych, nawiązuje do symboliki piekieł z Boskiej Komedii Dantego.

Wystawy znajdują się w dziewięciu obiektach – barakach, łaźni i bunkrze. Można tu zobaczyć zdjęcia, dokumenty, relikty obozowe czy przedmioty należące do więźniów. W pozostałych barakach znajdują się wystawy multimedialne. Łącznie można zwiedzać około 70 obiektów.

Ogromne wrażenie robi Okno czasu – przeszklona konstrukcja, przez którą widać fragment drogi obozowej wybudowanej przez więźniów przy użyciu macew z lubelskich cmentarzy żydowskich.

Majdanek – informacje praktyczne

W okresie od kwietnia do września godziny otwarcia muzeum na Majdanku to 9 – 18, od listopada do marca 9 – 16. Wstęp do muzeum na Majdanku jest bezpłatny, trzeba jedynie zapłacić 5 zł za parking.

Majdanek to miejsce, które raz w życiu trzeba zobaczyć. Smutne i przejmujące ale jednocześnie pozwalające ocalić pamięć o tych, którzy tam zginęli i przypominające o okrucieństwie wojny. Myślę, że to trudna ale jednocześnie jedna z najważniejszych atrakcji Lublina.

Muzeum Wsi Lubelskiej – dojazd

Muzeum Wsi Lubelskiej to atrakcja zgoła inna niż Majdanek dlatego zwiedzając te dwie atrakcje w jeden dzień jak my, polecam naszą kolejność – najpierw skupienie i trudna historia na Majdanku, a potem relaks w skansenie.

Dojazd własnym samochodem do Muzeum Wsi Lubelskiej jest problematyczny jeśli nie jesteście z Lublina, bo przy zjeździe z obwodnicy nie ma żadnej informacji gdzie należy zjechać. W ogóle dojazd do skansenu nie jest oznakowany z żadnej strony. Jeśli jedziecie własnym autem to polecam Wam kierować się od strony Alei Warszawskiej, a nie od obwodnicy. Nasza nawigacja nie ogarniała i nie pokazała nam gdzie należy zjechać, a żadnego znaku też nie ma.

Jeśli nie jesteście w Lublinie samochodem to do Muzeum Wsi Lubelskiej można dojechać  komunikacją miejską – autobusem nr 18, 20, 30 i 37. Przystanki autobusowe znajdują się niemalże przed wejściem do skansenu. Można też wypożyczyć rower miejski – stacja również znajduje się przed wejściem do skansenu.

Muzeum Wsi Lubelskiej – zwiedzanie

Uwielbiam skanseny. Lubię poczuć tę sielską atmosferę, z dala od zgiełku miasta. Tego typu obiekty szczególnie pięknie prezentują się latem kiedy wszystkie rośliny otaczające obiekty kwitną. Wtedy jest jeszcze bardziej bajkowo i jeszcze bardziej sielsko. Zdecydowanie warto wybrać się do Muzeum Wsi Lubelskiej podczas weekendu w Lublinie. Sam skansen powstał w 1970 roku, zajmuje powierzchnię 23 hektarów i jest jednym z największych tego typu obiektów w Polsce. Bogactwo architektury i zgromadzonych eksponatów odzwierciedla obyczaje, obrzędy i codzienne życie ludzi minionej epoki w regionie Lubelszczyzny.

Muzeum Wsi Lubelskiej, podobnie jak inne tego typu obiekty, podzielone jest na sektory. Tuż za wejściem zaczyna się sektor Wyżyny Lubelskiej. Została tu przedstawiona charakterystyczna dla tego regionu wieś łańcuchówka, gdzie w zwarty sposób sąsiadują ze sobą chałupy. Można tu zobaczyć wiatrak z Zygmuntowa, kuźnię i zagrodę z Urzędowa, studnię z Błażka, olejarnię z Bogucina i kilka innych zagród. Całość uzupełniają przydomowe ogródki warzywne i kwiatowe, a otaczające je pola są uprawiane w sposób tradycyjny, przy użyciu dawnych narzędzi i maszyn rolniczych.

Dalej znajduje się zespół dworski. Centralnym punktem jest oczywiście dworek, w tym przypadku XVIII-wieczny, pochodzący z Żyrzyna. Ekspozycja wewnątrz dworu przedstawia mieszkania średniozamożnej rodziny ziemiańskiej w 1939 roku. Otoczenie dworu tworzą założenia ogrodowo-parkowe, brama z Łańcuchowa oraz zespół folwarczny z czworakiem z Brusa Starego, spichlerzami dworskimi i położonym nieopodal sadem owocowym.

Dalej mamy sektor Roztocza. Otoczony bogatą roślinnością zespół chałup i zagród tworzy przykład zabudowy rozproszonej charakterystycznej dla tego regionu. Atrakcją roztocza są wiejski sklepik (w chałupie z Teodorówki) i kuźnia z Ciosm. Najciekawszym obiektem wydaje się być jednak cerkiew z Tarnoszyna z dzwonnicą z Lubyczy-Kniazie. Oprócz funkcji muzealnych pełni też funkcje kultowe.

Następnie przechodzimy do rekonstrukcji miasteczka. Miasteczko nawiązuje do historycznych, wielokulturowych miasteczek Lubelszczyzny z okresu II Rzeczypospolitej. Ekspozycja przedstawia model funkcjonowania miasteczka wraz z jego instytucjami, urzędami, sklepami i warsztatami rzemieślniczymi. Składają się na nią kołodziejnia z Bełżyc, restauracja z Zemborzyc, szkoła z Bobrownik, ratusz z Głuska, domy podcieniowe z Wojsławic, remiza z Wilkowa, areszt z Samoklęsk, rynek ze studnią, kościół z Matczyna, plebania z Żeszczynki, stajnia podworska i lapidarium cmentarne. W obiektach urządzone są ekspozycje wnętrz gospodarczych i mieszkalnych – polskich i żydowskich.

Schodząc z miasteczka w dół docieramy do chyba najprzyjemniejszej części skansenu – Powiśla. Jest tu kilka zagród z cudownymi ogródkami (w tej części nie ma ekspozycji wewnątrz chałup), pasącymi się kozami i owcami, jest zbiornik wodny utworzony na rzece Czechówce, jest dużo zieleni, spokoju i wytchnienia. Gdyby nie panujący tego dnia upał to chętnie spędziłabym tam nawet pół dnia. Wieś sielska i anielska w czystej postaci. W przyszłości ma tu się jeszcze pojawić młyn wodny.

Cena biletu wstępu do Muzeum Wsi Lubelskiej to 12 zł. Jeśli wybieracie się do Lublina to zaplanujcie swój weekend tak, żeby koniecznie wpaść na kilka godzin do MWL. Dla mnie jedno z najlepszych wspomnień z Lublina.

W Muzeum odbywają się także cykliczne imprezy. Wiosną można zobaczyć pokaz orki konnej i przygotowań do Wielkanocy, latem sianokosy, obrzędy nocy świętojańskiej, żniwa, dożynki i zbiory lnu. Jesienią z kolei możecie zobaczyć na własne oczy wykopki, uczestniczyć w Lubelskim Święcie Chleba czy posłuchać opowieści andrzejkowych.

Jeśli lubicie skanseny to poczytajcie (i odwiedźcie!) koniecznie o skansenie w Chorzowie.

Lublin – kulinarny przewodnik. Gdzie dobrze zjeść w Lublinie?

Lublin – miasto, do którego wybierałam się od lat ale ciągle było za daleko. Lublin nie przybliżył się do Poznania ale udało mi się w końcu tam dotrzeć w wakacje 2019. I był to wyjazd pełen zaskoczeń, również kulinarnych. Gdzie w Lublinie zjeść śniadanie, gdzie spróbować lokalnych specjałów, gdzie iść na piwo, a gdzie w Lublinie serwują najlepsze lody? Zapraszam na mój kulinarny przewodnik po Lublinie. Będzie pysznie i pięknie!

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia 😉 Więc od pysznego śniadania zaczynamy. Gdzie zjeść śniadanie w Lublinie? Przetestowaliśmy podczas naszego pobytu kilka miejscówek i naprawdę nie potrafię wskazać najlepszej. Wszędzie było pysznie i w pięknym otoczeniu.

Śniadanie w Lublinie – Spokojna 2

Nasze pierwsze śniadanie w Lublinie było nieco z dala od turystycznego centrum miasta. Padło na lokal o nazwie Spokojna 2. Znacie więc już i nazwę, i adres w jednym 😉 A śniadania mają tu absolutnie fantastyczne. To co zachwyca na początku to sam lokal – przestronny i jasny, świetnie urządzony. Jestem wielką fanką otwartych kuchni – w Spokojnej 2 taka właśnie jest. Do tego słoje z wekami i świeżo wypieczone pieczywo na ladzie. W 100% moje klimaty!

No ale przejdźmy do sedna, bo samym wystrojem restauracji człowiek się nie naje 😉 Menu śniadaniowe jest urozmaicone – można tu znaleźć coś klasycznego, coś bardziej nowoczesnego, na słodko i wytrawnie. Słowem – każdy znajdzie coś dla siebie. My popróbowaliśmy wszystkiego po trochu i jednogłośnie stwierdziliśmy, że wszystko było przepyszne. Świetna jajecznica (nie żałowano masła – za co ode mnie 10/10), genialne tosty francuskie, parowańce z łososiem – pyszota. Do tego bardzo dobra kawa i naprawdę rewelacyjna obsługa. Mimo iż nieco z dala od centrum to podczas wizyty w Lublinie bardzo polecam Wam to miejsce na śniadanie!

Pelier

Druga świetna śniadaniownia w Lublinie to Pelier. Tym razem w samym sercu starego miasta – przy ulicy Krakowskie Przedmieście. Ciężko mi zdecydować gdzie w Lublinie są najlepsze śniadania, bo naprawdę wszystkie nam bardzo smakowały ale Pelier zdecydowanie wygrywa w kategorii wystrój i klimat. Gdyby nie to, że mieliśmy napięty grafik, a w planach zwiedzanie wielu miejsc to mogłabym siedzieć w Pelier i pół dnia! Zresztą spójrzcie tylko na te zdjęcia – kosmos. Dużo się na tych ścianach, oknach i sufitach dzieje a jednak wszystko jest zrobione tak, że nie przytłacza i nie męczy. Najpiękniejsza restauracja w Lublinie!

A jak z jedzeniem? Śniadania przepyszne – i wyglądem, i smakiem dorównują wystrojowi restauracji. Znowu był omlet – świetny. Był bajgiel – doskonały. I moje śniadanie nr 1 w Pelier – grzanki z gruszką i serem pleśniowym. Obłędne, przepyszne i rozpływające się w ustach. I jak praktycznie wszędzie w Lublinie niebywale uprzejma obsługa. Planując śniadanie w Lublinie koniecznie wybierzcie się do Pelier! Dla spragnionych bąbelków od rana – serwują też prosecco z watą cukrową 😉

Trybunalska City Pub

I ostatnie miejsce w Lublinie gdzie wybraliśmy się na śniadanie – Trybunalska City Pub. Śniadanie na samym rynku w Lublinie. Zdecydowaliśmy się na ten lokal z dwóch powodów – przede wszystkim serwuje śniadania od 7 rano. Poprzednie miejscówki są otwarte od 10, a my tego dnia gdzieś wyjeżdżaliśmy i musieliśmy zjeść wcześniej. Po drugie w Trybunalskiej serwują śniadanie po lubelsku, czyli czyli cebularz zapiekany z grzybami, serem Bursztyn, pomidorem i jajkiem. Nie mogliśmy tego regionalnego specjału pominąć 🙂

Rzeczywiście to śniadanie lubelskie było najsmaczniejsze, pozostałe w porządku choć bez większego szału – poprawne. Restauracja znajduje się na samym rynku więc w upalny lipcowy poranek jedliśmy na zewnątrz, z widokiem na ratusz. Tu tak w ramach wyjątku trafiliśmy na fatalną obsługę ale mam nadzieję, że to tylko nam się tak trafiło. W każdym razie w Lublinie na pewno warto zjeść choć raz śniadanie lubelskie w Trybunalskiej.

Zanim przejdziemy do restauracji lunchowo-obiadowo-kolacyjnych zatrzymajmy się na chwilę przy cebularzu. Skoro to słowo już padło to wymaga trochę wyjaśnień. Cebularz to jest coś co w Lublinie trzeba spróbować. Trzeba i kropka. Jest to pszenny placek, taka właściwie płaska bułeczka, a na niej cebula wymieszana z makiem. Cebularze wywodzą się z kuchni żydowskiej – są przekąską w gruncie rzeczy prostą ale w tej prostocie przepyszną! Można ich spróbować w Lublinie i w całym regionie. Świetne jedliśmy też w Zamościu.

Od 2007 roku cebularz lubelski znajduje się na liście produktów tradycyjnych, a od 2014 roku jest na liście produktów regionalnych stworzonej przez Unię Europejską. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej o historii tego lubelskiego przysmaku to w Lublinie działa Regionalne Muzeum Cebularza poświęcone w 100% pszennemu plackowi z cebulką.

A gdzie zjeść najlepsze cebularze w Lublinie? Odpowiedź jest jedna – piekarnia Kuźmiuk. Piekarnia działa od 1944 roku i rokrocznie wygrywa w rankingach najlepszych piekarni w Lublinie, jest też polecana przez przewodnik Gault & Millau. Piekarnia mieści się przy starym mieście – przy ul. Furmańskiej 4. Już sam wystrój przenosi nas w inną epokę, a cebularze – palce lizać. Koniecznie! Po cebularze wybierzcie się rano, bo po 12 można już tylko obejść się smakiem! W piekarni są też dostępne inne regionalne produkty z regionu Lubelszczyzny.

Sielsko Anielsko

Było śniadanie, był cebularz, czas na porządny obiad. O ile w wielu miejscach restauracje przy rynku albo w samym centrum są turystycznymi pułapkami to Lublin tej zasadzie przeczy. Przy rynku i na starym mieście są genialne restauracje z prawdziwym lokalnym jedzeniem.

Pierwsze miejsce na naszej liście to Sielsko Anielsko (Rynek 17). Wymęczeni lipcowym upałem zaczęliśmy studiowanie menu od piwa. Okazuje się, że Sielsko Anielsko ma swoje piwo. I to nawet w kilku rodzajach. Spróbowaliśmy chyba 3 czy 4 – wszystkie świetne. Żurawinowe dla mnie trochę za słodkie.

Zanim dostaliśmy zamówione dania bardzo pozytywnie zaskoczyło nas czekadełko – wypiekany na miejscu chleb ze smalcem i ogórkiem. Było tak pyszne, że gdyby nie świadomość, że za chwilę przyjdą dania główne to najadłabym się samym chlebem 😉

A jak już przyszły zamówione dania to cóż… Przeraziła mnie ich wielkość 😉 Moja porcja wątróbki z kopytkami starczyłaby mi spokojnie na 3 posiłki. Tatar też był całkiem spory. Mieliśmy jeszcze golonkę (zdjęcie gdzieś wcięło). Wszystko było przepyszne ale pamiętajcie – porcje w Sielsko Anielsko są ogromne!

Mandragora

Kolejna restauracja przy lubelskim rynku, którą odwiedziliśmy. Było to ostatniego dnia – nasza pożegnalna kolacja w Lublinie. Spędziliśmy tam chyba ze 3 godziny! Mandragora to restauracja żydowska i specjalizuje się w specjałach tej właśnie kuchni. Jak kuchnia żydowska to ja oczywiście nie mogłam sobie odmówić hummusu. Był dobry ale zdecydowanie jadałam lepsze w swoim życiu. Na szczęście to był tylko początek. W ramach przystawki zamówiliśmy też śledzie po żydowsku – były rewelacyjne. Później pojawiły się gęsie pipki – bardzo dobre. I na koniec wisienka na torcie – kaczka po żydowsku. Mięciusieńka, kruchutka, no po prostu genialna.

Chociaż nie, to jeszcze nie koniec. Na koniec był deser. A jak deser w restauracji żydowskiej to wyłącznie pascha. Kocham paschę, zresztą jak serniki w każdej postaci. Do tej pory wydawało mi się, że najlepsza pascha w Polsce jest w Krakowie, w restauracji Dawno temu na Kazimierzu. Ale teraz mam wątpliwości. Ta pascha z Mandragory jest zupełnie inna ale absolutnie przepyszna! Och, ledwo się z tej Mandragory wytoczyliśmy. Ceny są nieco wyższe niż w pozostałych opisanych knajpach ale warto!

Restauracja Mandragora ma fantastyczny klimat, cudowną obsługę (chyba najlepszą ze wszystkich restauracji w jakich byliśmy) no i świetne jedzenie. Gdzie dobrze zjeść w Lublinie? Mandragora. Bezapelacyjnie.

Restauracja Magia

I ostatnia restauracja przy Rynku w Lublinie, którą odwiedziliśmy – Magia. Tu trafiliśmy zupełnym przypadkiem – po prostu nigdzie w okolicy nie było wolnego stolika! Magia ma świetny ogródek w sezonie letnim.

Moją uwagę w menu zwróciła jedna pozycja – pielmieni. Nie raz pisałam, że kocham syberyjskie pierożki toteż nie miałam problemu co zjeść. Były bardzo smaczne. Poza tym jadłam jeszcze rosół – dobry ale bez WOW. Na naszym stole pojawiła się też polędwiczka wieprzowa sous-vide – bardzo soczysta, aromatyczna i smaczna. Do tego oczywiście lubelska Perła. Magiczna to bardzo dobra restauracja przy rynku w Lublinie, odgrodzona od zgiełku centrum.

Perłowa Pijalnia Piwa

Nie jestem wielką fanką piwa ale wyznając zasadę, że wszędzie trzeba jeść i pić lokalnie nie mogłam nie spróbować lubelskiej Perły! Perłę serwuje się w niemalże każdym lokalu gastronomicznym w Lublinie ale w Perłowej Pijalni Piwa (ul. Bernardyńska 15A) można spróbować każdego jednego rodzaju piwa warzonego w lubelskim browarze. Wielu z nich można spróbować wyłącznie tu, w żadnym innym miejscu.

Perłowa Pijalnia Piwa to piękny lokal (patrząc na te zdjęcia cały czas się zachwycam) ale latem też bardzo przyjemny ogródek na tyłach lokalu (więc z dala od głośnej ulicy). Poza piwem są przekąski i sezonowe desery z piwem w roli głównej. My zdecydowaliśmy się na zestaw degustacyjny – w tej formie można spróbować kilkunastu dostępnych w pijalni piw. Perłowa Pijalnia Piwa to kolejny punkt na gastronomicznej mapie Lublina, którego nie można przegapić.

Anabilis – najlepsze lody w Polsce!

I na koniec lody. I to lody nie byle jakie, bo zgodnie uznaliśmy, że w Polsce nie ma lepszych. To aż niesamowite, że niby zwykłe lody mogą tak smakować. Jedliśmy je dwa razy dziennie, codziennie. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia. A gdzie są najlepsze lody w Polsce? W lodziarni-cukierni Anabilis, przy ul. Lubartowskiej 7 – tuż obok Bramy Krakowskiej będącej jedną z bram prowadzących na lubelski rynek.

Nie jestem w stanie opisać tych lodów, bo ich się nie da opisać – ich trzeba spróbować. Idealnie kremowe, tłuściutkie (o tak, czuć, że śmietany nikt nie żałował) ale nie przesłodzone. Po prostu genialne. Kolejka ciągnie się tam o każdej porze ale lody warte są każdej odstanej minuty.

W Anabilis mają też różne ciasta i wypieki, które wyglądały bardzo zachęcająco ale w upalnym lipcu jedliśmy tam TYLKO i AŻ lody. Najlepsze lody w Lublinie, najlepsze lody w Polsce. Jeśli kiedyś do Lublina wrócę to pierwsze kroki skieruję właśnie do Anabilis i Wam też polecam.

Mam nadzieję, że już nie macie wątpliwości gdzie zjeść w Lublinie, gdzie iść na śniadanie, gdzie na piwo i gdzie na lody 😉 Jeśli macie swoje ulubione miejscówki w stolicy Lubelszczyzny to dajcie znać w komentarzu. Przyda się na następny raz 😉