Ateny w 1 dzień

Ateny były miejscem mojej przesiadki w drodze na Mykonos. Przyleciałam do stolicy Grecji o 11, lot na wyspę miałam o 20:30, coś trzeba było z całym dniem zrobić.

Ateny – dojazd z lotniska

Lotnisko Athens Eleftherios Venizelos (ATH) położone jest 35km od centrum  miasta. Najszybszym sposobem dojazdu do miasta jest metro (linia nr 3), które kursuje co 30 minut. Bilet w jedną stronę kosztuje 10 EUR, bilet powrotny 18 EUR (ważny 48 godzin). Bilety można kupić w automatach lub w  budkach przy wejściu na stację. Dostępne są także bilety 3-dniowe za 22 EUR, które zdecydowanie warto kupić jeśli zostajemy w Atenach dłużej niż ja podczas przesiadki. Podróż do centrum, czyli do stacji Syntagma lub Monastiraki trwa ok. 40 minut. Bilet jest ważny 90 minut od skasowania. Dojście do metra z terminalu jest bardzo dobrze oznakowane.

Tańszą ale dłuższą opcją jest dojazd autobusem linii X95. Dojedziemy nim do placu Syntagma w około 60 – 70 minut (w zależności od sytuacji na drodze), za bilet zapłacimy 6 EUR w jedną stronę. Tym autobusem jechałam chyba 3 lata temu  kiedy Grecy w ramach strajku postanowili wyłączyć metro z użytku. Oczywiście metro jest szybsze i wygodniejsze. Wagony są klimatyzowane. Jeśli przylatujemy do Aten w nocy to do centrum możemy dostać się wyłącznie autobusem lub taksówką, metro jeździ do godziny 23.

Nie była to moja pierwsza wizyta w Atenach stąd nie zwiedzałam Akropolu ani innych zabytków tylko poświęciłam dwa przesiadkowe dni na włóczenie się po mieście, odwiedzenie paru ulubionych miejsc i odkryciu czegoś nowego.

Niestety pogoda była niesprzyjająca długim spacerom, były 34 stopnie i palące słońce. Patrzyłam z podziwem i współczuciem jednocześnie na tych wszystkich, którzy zdecydowali się wejść na Akropol w taką pogodę. Dobrze, że ja miałam tę atrakcję „zaliczoną” kilka lat wcześniej w bardziej sprzyjającej aurze.

Ateny zawsze mnie zaskakują. Jeśli mam być szczera to nie przepadam za tym miastem ale z każdą kolejną wizytą bardziej je oswajam. Tym razem moim odkryciem okazała się dzielnica Psiri, alternatywa dla zepsutej już komercją Plaki. Psiri to dzielnica, która do niedawna uchodziła za szemraną ale od kilku lat jest zagłębiem restauracji, knajpek i małych sklepików. Położona tuż obok placu Monastiraki wciąż jest jednak miejscem gdzie spotkacie więcej miejscowych niż turystów. Knajpek i restauracji jest mnóstwo ale w wielu z nich próżno szukać menu po angielsku. Właśnie takich  miejsc szukam podczas swoich wojaży toteż Psiri bardzo przypadła mi do gustu. Ma niepowtarzalny klimat i nieoczekiwany urok. Są miejsca takie jak Little Kook – kawiarnia, która zajmuje niemalże pół ulicy i straszy bajkowymi dekoracjami. Jest tak słodko, że aż bałam się wejść do środka. Natomiast pozostałe restauracje zaskakują wyłącznie pozytywnie – uroczymi wnętrzami i pięknymi ogródkami.

Ateny – gdzie zjeść?

Pierwszego dnia, przed wylotem na Mykonos trafiłam do zupełnie niepozornej tawerny Aspro Alogo pomiędzy Syntagmą a Monastiraki. Miejsce rodzinne, właściciel nie mówiący wiele po angielsku osobiście zajmuje się każdym gościem. Jedzenie genialne, chyba jadłam tam najlepszą musakę w życiu. Do tego gratis dostaje się deser i dwa szoty jakichś lokalnych sznapsów na koniec.

Mój drugi pobyt w Atenach, już po powrocie z Mykonos, a przed wylotem z Poznania to poszukiwanie Couleur Locale. Knajpy, o której przeczytałam w internecie i  która słynie z pięknego tarasu z widokiem na Akropol. Miejsce jest ukryte, wejście znajduje się pomiędzy pewną kawiarnią a antykwariatem. Tu również turystów nie spotkacie, praktycznie wszystkie stoliki na tarasie były zajęte a jedyny język jaki słyszałam to grecki. Można siedzieć i siedzieć, gapić się na Akropol ale warto też coś zjeść. Nie spodziewajcie się tradycyjnej kuchni greckiej, prędzej zjecie tu pizzę czy kanapkę. Ja zdecydowałam się na bajgla z łososiem i… dżemem z greckich pomarańczy. Genialne połączenie, które od tego czasu stosuję też we własnej kuchni. Dla spragnionych krajowych trunków – patrzcie na jakiej bazie robią tam drinki 😉 Ja zostałam tylko przy świeżo wyciskanym soku z pomarańczy.

W Atenach warto też zjeść tradycyjne pączusie Loukmades. W lokalu w centrum miasta (Aiolou 21) możecie wybrać nadzienie i posypkę. Prawdziwa rozpusta ale zdecydowanie warto zgrzeszyć.

Ateny – gdzie spać?

Baza hotelowa jest oczywiście ogromna od tanich hosteli poprzez szeroką gamę 2,3* hoteli aż po te luksusowe. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja tym razem spałam w hotelu Athinaikon. Tani, idealny na jedną noc. Jest czysto, jest klimatyzacja i przede wszystkim lokalizacja – tuż przy dzielnicy Psiri, 10 minut od placu Monastiraki (i stacji metra). Wcześniej zdarzało mi się spać przy Placu Omonia i też mogę tę lokalizację polecić.

Ateny – bezpieczeństwo

Temat, którego trudno uniknąć. Szukając hotelu na jedną noc w Atenach spotkałam się z informacjami, że miejsce, które wybrałam nie należy do bezpiecznych, że są tam bezdomni i imigranci. Po powrocie mogę napisać, że dzielnica jest jak najbardziej bezpieczna a bezdomni i imigranci są w Atenach w absolutnie każdym miejscu. Widziałam bezdomnego z całym dobytkiem śpiącego pod 5-gwiazdkowym hotelem w centrum miasta… Okolice Omonii też nie cieszą się najlepszą sławą ale spałam tam 3 noce podczas jednego z poprzednich pobytów w Atenach i za dnia jest tak jak w każdym innym miejscu miasta. Wszędzie trzeba zachować ostrożność ale nie popadajmy w paranoję, Ateny są miastem bezpiecznym dla turystów.

Mykonos – czy warto?

Mykonos – wyspa przedstawiana jako raj na ziemi, chwalona i uwielbiana przez blogerów i celebrytów wszelkiej maści. Na zdjęciach wyglądająca jako prawdziwe cudeńko. Czy tak jest w rzeczywistości?

Nic dziwnego, że oglądając zdjęcia i czytając zachwyty tych, którzy z wyspy wrócili też zapragnęłam tam pojechać. Wcześniej odwiedziłam już kilkanaście innych greckich wysp, w tym równie (a może i bardziej) znaną Santorini i wszystkie ale to absolutnie wszystkie mi się podobały i na każdej spędziłam rajskie wakacje.

Na wyspie spędziłam 5 dni, czy z perspektywy czasu uważam, że warto się wybrać na Mykonos? W 99% przypadków, gdy padnie pytanie czy warto się wybrać w jakieś miejsce, to niezależnie od tego czy mi się podobało, czy nie to powiem, że warto. Żeby  zobaczyć, poczuć i wyrobić sobie własne zdanie. Ale Mykonos będzie chyba tym 1%. Nie byłam w życiu w bardziej przereklamowanym miejscu. I tak już pisałam wcześniej Mykonos Town jest piękne, to cała atmosfera tej wyspy mi nie odpowiadała. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Mykonos to nie jest Grecja. To jakiś skrawek Grecji zagarnięty przez imprezowiczów i celebrytów gdzie nie spotka Was grecka otwartość i gościnność, gdzie nie będziecie się czuli jak w domu. To nawet nie chodzi o to, że jest luksusowo, bo oczywiście nie wszędzie jest. Ale coś mi w tym miejscu nie pasowało, coś co nie do końca umiem  nazwać.

Grecja ma do zaoferowania znacznie ciekawsze miejsca niż Mykonos więc jeśli celem Waszych wakacji nie jest lans i imprezowanie do świtu to moim zdaniem znajdziecie ciekawszą wyspę na spędzenie wakacji. I przy okazji tańszą, bo Mykonos jest drogie. I nie warte tych wszystkich wydanych euro.

Może inaczej wyspa prezentuje się przed sezonem i po sezonie, gdy nie ma aż tylu turystów i głośne kluby są pozamykane, nie wiem, nie chcę sprawdzać. Bardzo chętnie wrócę na Santorini, na Kretę, Korfu czy Kefalonię. Oraz oczywiście z przyjemnością odwiedzę te wyspy, na których jeszcze nie byłam. Ale na Mykonos mnie więcej nie zobaczą.

 

Książka – „Kopia doskonała”

W zakładce o książkach planowałam pisać o książkach stricte podróżniczych. Ale tak wyszło, ze na pierwszy ogień pójdzie kryminał. Kryminał na blogu podróżniczym? Tak się składa, ze czytałam tę książkę podczas pobytu w Alzacji. I bardzo zainspirowała mnie ona do powrotu do Francji, tym razem w nieco inny rejon.

Ale po kolei. Kopia doskonała to moje pierwsze spotkanie z twórczością Małgorzaty Rogalskiej. Wiedziałam, ze ktoś taki istnieje i pisze, miałam ściągnięte jakieś książki ale zawsze coś innego było wyżej na liście pozycji do przeczytania. Aż na lotnisku w Warszawie przeglądając swoją wirtualna biblioteczkę uznałam ze kryminał to dobry pomysł na przedłużony weekend.

Bohaterką książki jest Dominika, młoda dziewczyna, która wyjeżdża do Lyonu, żeby… skopiować obraz. Jak łatwo się domyślić nie jest to działanie legalne i dziewczyna (nieświadomie) pakuje się w poważne kłopoty. Zagadkę kryminalną pomaga rozwiązać początkująca detektyw Celina Stefańska. Wraz z koleżanką Dominiki rusza do Lyonu. I tu zaczyna się to, co w tej książce najlepsze. Autorka prowadzi nas przez południowe regiony Francji. Pojawiają się miejsca takie jak Annecy, Doucier czy Perogues. I nie są to tylko nazwy miejscowości, w które autorka wplata akcję. Mamy w tej książce dokładne opisy wspomnianych miejsc, łącznie z największymi atrakcjami turystycznymi. Mimo iż żadnego z tych miejsc wcześniej nie znałam to w trakcie czytania książki byłam przekonana, że kiedyś muszę je odwiedzić. A jak później wklepałam te miejsca w google i zobaczyłam, że na obrazkach wygląda to jeszcze lepiej niż w sugestywnych opisach to jestem przekonana, że prędzej czy później tam pojadę. Podróżnicze inspiracje czają się wszędzie 😉

Dodam tylko, że książka na tyle mi się spodobała, że w tydzień po powrocie pochłonęłam całą serię książek z serii z Agatą Górską i Sławkiem Tomczykiem tej samej autorki. Te książki nikogo do podróży nie zainspirują ale są wciągające i bardzo polecam, zwłaszcza, że idzie jesień i wieczory będą coraz dłuższe, sprzyjające czytaniu.

Co zobaczyć na Mykonos?

No właśnie, pierwotny tytuł wpisu brzmiał co zwiedzać na Mykonos ale zwiedzać nie bardzo jest co, więc piszę co można na wyspie zobaczyć.

Przede wszystkim – wyjątkowe i niepowtarzalne Mykonos Town. Moim zdaniem jedyne miejsce, dla którego warto w ogóle rozważyć wakacje na tej wyspie.

Mykonos Town wygląda dokładnie tak jak na pocztówkach i instagramowych zdjęciach. Plątanina niebiesko-białych uliczek, malutkie sklepiki, kawiarenki. Do tego oplatające budynki różowe bugenwille i kwiaty w doniczkach na każdych schodach. Jest jak w bajce mimo tłumu turystów przez całą dobę. Bo Mykonos Town żyje 24 godziny na dobę. Od świtu, gdy do miasta przybywają kolejne wycieczkowce z setkami, jak nie tysiącami turystów jednodniowych, do późnej nocy gdy na ulicach spotkamy tłumy imprezowiczów. Z tego powodu wiele restauracji  i barów jest czynnych całą dobę bądź z krótką 2-3 godzinną przerwą.

W malutkim Mykonos Town mamy ponad 60 (!) kościołów. Chcąc nie chcąc mijamy je co chwilę, a sytuacja gdy rozglądając się dookoła widzimy 5 krzyży nie jest rzadkością.

Najsłynniejszym kościółkiem jest bielutki Panagia Paraportani. Chodzą plotki, że to najczęściej fotografowany budynek na wyspie. Tak naprawdę składa się on z pięciu świątyń, które powstawały na przestrzeni 200 lat. Kościół znajduje się tuż przy restauracji Kastro’s.

Jest to jednocześnie początek tzw. Małej Wenecji. Miejsca, gdzie budynki stoją w morzu. Są to dawne domy greckich kapitanów, aktualnie przerobione na bary i restauracje. Z Małej Wenecji pięknie wyglądają zachody słońca stąd w porze wczesnowieczornej trudno znaleźć jakiś wolny stolik. Ceny jak się można domyślać, wysokie.

Z Małej Wenecji można podziwiać symbol Mykonos, czyli wiatraki Kato Myli. Pochodzą z XVI wieku i dziś są już tylko atrakcją turystyczną.

Mykonos – plaże

Mykonos słynie także z pięknych plaż. Z tym pięknem bym polemizowała, bo plaże nie są jakieś wybitne. Są piaszczyste, dobrze utrzymane i niestety zatłoczone oraz głośne.

Najsłynniejsze plaże na Mykonos to Paradise, Super Paradise, Psarou, Paraga, Ornos, Agia Anna. Do większości z nich dojedziemy bez problemu busem z dworca Fabrika w Mykonos Town (bilet 1,8 EUR w jedną stronę). Jest też dużo malutkich plaż bez plażowej infrastruktury ale często te plaże są bardziej kamieniste niż piaszczyste.

W Mykonos Town mamy plażę Yialos, malutką ale strzeżoną. Nie ma na niej leżaków ale są tłumy ludzi 🙂 Znajduje się tuż przy porcie, w pobliżu jest kilka tawern i piekarnia.

Tuż za Mykonos Town, idąc wzdłuż brzegu za wiatrakami, po 10 minutach dojdziemy do plaży Megali Ammos. Niezbyt dobrze utrzymanej ale większej niż te w samym mieście. Do tego na plaży znajduje się tawerna Joanna’s Niko’s, która zapewnia swoim klientom bezpłatne leżaki. Są takie sobie ale bezpłatny leżak na Mykonos to naprawdę rzadkość. Ceny w knajpie są średnie, za obiad zapłacimy około 15 EUR, kawa na zimno kosztuje 3 EUR, piwo 4 EUR. Po drodze na Megali Ammos mijamy naprawdę malutkie plaże Agios Charalabos i Alefkantra. Na każdej ktoś się opala i ktoś się kąpie.

Na południowym zachodzie wyspy znajduje się plaża Ornos, a naprzeciwko niej plaża Korfos będąca rajem dla kitesurferów. Na Korfos nie ma leżaków ani barów, za to wieje naprawdę mocno, jest szkółka kitesurferska. Na plaży Ornos mamy leżaki, kluby, tawerny i bary. Cena za wynajęcie leżaka i parasola na cały dzień – 10 EUR.

Ornos to z kolei  w pełni przygotowana dla turysty plaża. Mamy leżaki (sięgające niemalże do samej  wody), bary, restauracje i tawerny.

Paradise Beach to mekka dla imprezowiczów. Muzyka gra przez całą dobę a regularna impreza z DJem zaczyna się już od 15. Za wynajęcie leżaka zapłacimy tu od 5 do 7 EUR plus dodatkowe 5 EUR za parasol. Po wejściu na plażę należy kierować się na prawo, tam jest taniej. Niestety o 11 wszystkie leżaki są już zazwyczaj zajęte i trzeba kierować się tam gdzie jest (trochę) drożej. Po prawej stronie jest też skrawek plaży pozbawiony leżaków, gdzie można się rozłożyć ze swoim ręcznikiem.

Warto też zajrzeć do 180 Sunset Baru.

Wyspa jest malutka więc „atrakcji” też niewiele. Dla mnie 5 dni na Mykonos było aż nadto, 3 by spokojnie wystarczyły. Ale pewnie dla imprezowiczów to i tydzień na wyspie będzie mało więc co kto lubi.

PS. Mykonos rywalizuje z Ibizą o miano najbardziej imprezowej wyspy w Europie. Jeśli zastanawiacie się, którą wyspę wybrać na wakacje to moim zdaniem Ibizę.

Co i gdzie zjeść na Mykonos?

Podróże bez jedzenia lokalnych specjałów się nie liczą. Podróżowanie to też jedzenie.

Kuchnia wyspy nie różni się znacząco od raczej znanej i popularnej kuchni greckiej. Mamy tu grecką sałatkę (zawsze z jednym dużym kawałkiem sera feta) skropioną solidną porcją oliwy z oliwek, mamy wszelkiego rodzaju ryby i owoce morza a dla mięsożerców souvlaki w wersji drobiowej i wieprzowej. Na Cykladach występuje obfitość przeróżnych serów, głównie z owczego i koziego mleka. Generalnie sery bardzo lubię ale wszystkie, których próbowałam na Mykonos były bardzo ale to bardzo słone.

Z deserów – nie brakuje lodziarni ani naleśnikarni. Te mamy na każdym kroku w Mykonos Town. Szczególnie polecam lody I Scream, porcja 150g (2 smaki) kosztuje 4EUR, 250g 5,5 EUR. Do wyboru zawsze kilkanaście smaków. Lody kremowe, wyraziste, obłędne. Miejsce znajduje się bardzo blisko dworca autobusowego Fabrika.

Słynnym greckim deserem, który dostaniemy także na Mykonos jest baklava. Bardzo słodka ale pyszna, idealnie komponuje się z mocną, gorzką kawą. Szczególnie polecam baklavę z malutkiej piekarni Gioras Wood Bakery. Jest pyszna i naładowana mieszanką orzechów (włoskie, laskowe i pistacje). Całkiem niezłe baklavy  mają też w piekarniach przy nowym porcie i przy dworcu autobusowym Fabrika. Ceny w zależności od wielkości od 2 do 5 EUR za kawałek. Ale taki kawałek za 5 EUR to zasłodzi spokojnie 2 osoby.

Kawę wypijecie oczywiście wszędzie ale szczególnie polecam tę w Kastro’s. przede wszystkim ze względu na to, że będziecie ją pili mając nieziemskie widoki na wiatraki i morze a do tego smakuje ona naprawdę wybornie, zwłaszcza Amaretto Coffee (7EUR).

Gdzie jeść i ile to kosztuje?

Na Mykonos jak już wiecie jest drogo ale to nie znaczy, że brakuje miejsc gdzie można zjeść za przyzwoite pieniądze. Ja lunche jadałam zazwyczaj na plażach lub w ich okolicach (koszt – sałatka grecka 8 – 9 EUR, souvlaki 5 – 8 EUR, owoce morza 12 – 15 EUR).

W mieście Mykonos znajduje się wiele miejsc gdzie zjecie za mniej niż 10 EUR a to moim zdaniem normalna, europejska cena. Oczywiście znacznie więcej jest miejsc, gdzie  obiad będzie kosztował 50 EUR ale z tanim jedzeniem nie ma większego problemu.

Co polecam?

Dla mięsożerców sieciówka Souvlaki Story – są w 3 lokalizacjach w mieście Mykonos, szczególnie polecam tortillę Mykonos z ich autorskim sosem oraz serem halloumi. Do tego wyluzowana, sympatyczna obsługa co nie jest niestety normą na Mykonos. Warto.

Jest knajpka Yummy gdzie zjecie kanapki i naleśniki w bardzo rozsądnych cenach.

Generalnie wiadomo – im bliżej morza tym drożej ale płaci się niekoniecznie za lepsze jedzenie, a za widoki. Warto pobłądzić w bocznych uliczkach i odkryć mniej uczęszczane miejsca.

Ceny w sklepach

Są normalne, europejskie. Za 3-pak greckiego jogurtu (200g) zapłaciłam 2 EUR, za małe opakowanie greckiego miodu 1,5 EUR. Przy okazji już wiecie jaki był mój ulubiony deser podczas tego wyjazdu – grecki jogurt z miodem.

0,5 l coli kosztuje około 1 EUR, podobnie piwo.  0,5l wody kosztuje 0,5EUR (to akurat stała cena w Grecji, poza Santorini gdzie sobie życzą 1 EUR).

180 Sunset Bar Mykonos

Zachody słońca na Mykonos są naprawdę magiczne.

Zarówno te oglądane z portu, Małej Wenecji czy spod wiatraków. Jednak najbardziej spektakularnie zachód słońca wygląda znad miasta. Na zamku (Castle Panigirakis) stworzono 180 Sunset Bar. Miejsce, o którym najłatwiej dowiedzieć się z mediów społecznościowych. Tak też było w moim przypadku – przeglądając przed wyjazdem zdjęcia z tagiem #mykonos na instagramie trafiałam co jakiś czas na zdjęcia z tego właśnie baru. Uznałam, że trzeba się tam wybrać.

Bar jak już wspomniałam znajduje się na wzgórzu nad miastem Mykonos. Najłatwiej dostać się tam pieszo, z Małej Wenecji czeka nas około 15-minutowa wędrówka w górę. Można też dojechać autem/skuterem, przy barze jest parking ale droga jest wąska i jej przepustowość w okolicach godziny 19 pozostawia wiele do życzenia.

Bar otwiera się o godzinie 19 i bardzo szybko zapełnia się turystami. Mając tego świadomość wyruszyłam z miasta przed godziną 19, żeby dotrzeć tuż po otwarciu i zająć sobie miejsce z dobrym widokiem. I tu spotkała mnie pierwsza nieprzyjemna niespodzianka. Usiadłam sobie przy małym stoliczku tuż przy krawędzi z najlepszym widokiem. Niestety chcąc złożyć zamówienie usłyszałam od kelnerki, że te miejsca są tylko dla osób w parach. Jako osoba, która przyszła do baru w pojedynkę mogę sobie usiąść na schodach… Na schodach są co prawda poduszki ale na dłuższe posiedzenie jest to opcja mało komfortowa. No ale cóż, wyjścia nie było więc wylądowałam na poduszkach na schodach.

Ceny w barze nie należą do najniższych ale też jak na Mykonos nie są jakieś specjalnie horrendalne (w pewnym barze na plaży drinki kosztują od 40 EUR wzwyż). Za lampkę wina zapłacimy 10 EUR, za kolorowe drinki od 13 do 20 EUR. Mamy do wyboru zarówno klasyczne koktajle, które wypijemy w barach na całym świecie jak i kilka autorskich kompozycji. Ja zdecydowałam się wybrać coś z tej drugiej grupy. Drink nazywał się Guitartist, był na bazie tequili i grejpfruta. To czarne na szklance to oczywiście sól. Był smaczny i dosyć mocny. Kosztował 16 EUR. Plus napiwek. Niestety płacąc kartą jesteśmy zmuszeni do pozostawienia napiwku, możemy wybrać czy chcemy dać 5, 10 czy 15% ale nie da się tej opcji pominąć. Trochę słabe, zwłaszcza, że obsługa jest mocno zblazowana i nie zawsze sympatyczna.

W barze można też zjeść (bruschetty, burgery, sałatki itp), niestety jak się siedzi na schodach to jest to raczej niemożliwe stąd moja wizyta w barze była skrócona do jednego drinka, wieczór postanowiłam kontynuować w wąskich uliczkach miasta Mykonos.

Towarzystwo w barze jest bardzo wymieszane, miks narodowo-kulturowy, jedni wystrojeni jakby szli na bal u królowej angielskiej, inni w strojach kąpielowych prosto z plaży.

Czy warto wybrać się do Sunset Bar Mykonos?

Jak widać na zdjęciach zachód słońca wygląda z jego perspektywy naprawdę imponująco. Miejsce jest fajnie zagospodarowane, całość umila naprawdę świetna muzyka. Ceny jak na Mykonos są przyzwoite. Moim zdaniem będąc na Mykonos raz warto się tam wybrać. Nie chciałabym spędzać tam każdego swojego wieczoru na wyspie ale jednorazowo warto zrobić sobie małą wycieczkę. Polecam pieszą wędrówkę, naprawdę nie jest męcząca choć trzeba się trochę wspinać. Trzeba wziąć pod uwagę, że to jedno z najpopularniejszych miejsc na Mykonos i już po 19 będzie tam tłum ludzi więc warto przyjść wcześniej. Obsługa jest jaka jest (właśnie zajrzałam na tripadvisora i widzę, że to nie tylko moje wrażenie), ceny są jakie są ale ten zachód słońca jest naprawdę piękny.

Mykonos – podstawowe informacje

Na przełomie lipca i sierpnia spędziłam 5 dni na greckiej wyspie Mykonos. Gdzie znajduje się wyspa ciesząca się niesłabnącą popularnością wśród gwiazd, sportowców i celebrytów? Mykonos należy do archipelagu Cyklad leżących na Morzu Egejskim. Archipelag tworzy ponad 2 tysiące wysp i wysepek. Zamieszkanych jest 27 z nich. Najpopularniejsze są z pewnością słynące z pocztówkowych widoków Mykonos i Santorini. Santorini odwiedziłam 3 lata temu, bardzo mi się spodobało więc w tym roku wybór padł na Mykonos.

Jak dostać się z Polski na Mykonos?

Bezpośrednie loty czarterowe oferuje w sezonie jedno z biur podróży ale nie jest to opcja najtańsza ani najwygodniejsza dla osoby mieszkającej w Poznaniu (loty odbywają się z Katowic i Warszawy, raz w tygodniu).

Najłatwiej dolecieć z Polski do Aten (Ryanair oferuje loty m.in. z Modlina, Poznania, Gdańska, Katowic, Wrocławia) i stamtąd dalej na Mykonos samolotem lub promem. Loty z Aten na Mykonos oferują m.in. greckie linie Aegean, włoski tani przewoźnik Volotea czy Olympic Air. Ja leciałam z Poznania do Aten, a następnie z Aten liniami Volotea. Bilety kupowałam w kwietniu i lot ATH – JMK również zakupiłam w Ryanair, jednak kilkanaście dni po zakupie dostałam informację, że ze względów operacyjnych Ryanair wycofuje loty na Mykonos. Na szczęście lot liniami Volotea był w zbliżonej cenie (20-25 EUR OW), tylko godziny były mniej korzystne ale cóż, siła wyższa, nie było wyboru. Lot z Polski do Aten trwa ok. 2,5 godziny, lot z Aten na wyspę zaledwie 20 minut.

Promy z Pireusu kosztuję 20 – 40 EUR OW. Podróż trwa od 2 do 5 godzin w zależności od przewoźnika. Najpopularniejsi to BlueStar i SeaJet. Nie lubię promów, statków ani żadnego innego transportu morskiego więc tej opcji dotarcia na Mykonos nie brałam pod uwagę.

Lotnisko Mykonos (JMK) – dojazd z lotniska do miasta

Lotnisko jest malutkie (w przeciwieństwie do ogromnego lotniska w Atenach, o którym jeszcze napiszę), po wylądowaniu samolotu opuszcza się je w ciągu kilku, maksymalnie kilkunastu minut. Z lotniska do jedynego miasta na wyspie kursuje autobus. Kursy nie są częste ale są. Mnie z lotniska odebrał właściciel mojego apartamentu. Najczęściej goście są odbierani przez transport z hotelu. Na Mykonos ciężko jest złapać taksówkę, gdyż na całej wyspie jest ich zaledwie 31.

Gdzie się zatrzymać?

Na wyspie jest tylko jedno miasto – Chora Mykonos (chora to po grecku po prostu miasto) znane jako Mykonos Town i moim zdaniem to najlepsze miejsce, w którym można się zatrzymać. Jest doskonałą bazą wypadową do poznawania wyspy. W mieście znajduje się przystanek autobusowy (Fabrika), z którego odjeżdżają autobusy w każdy zakątek wyspy. Te autobusy są częstsze (jeżdżą co 15-30 minut w dzień i co godzinę w nocy, komunikacja autobusowa operuje całą dobę), są czyste, klimatyzowane i tanie (bilet OW kosztuje 1,8 EUR i kupuje się go w budce w mieście, w sklepikach przy przystankach (np. przy plaży Paradise) lub u kierowcy.

Baza hotelowa jak na tak małą wyspę jest całkiem spora ale ceny są wysokie. Bardzo wysokie, zwłaszcza w sezonie. Hotel za 3000zł za noc nie jest na wyspie niczym niezwykłym. No cóż, tę wyspę upodobali sobie młodzi, piękni, sławni i bogaci więc nie powinno to dziwić.

Na szczęście jest też opcja bardziej budżetowa – są apartamenty i skromne hoteliki. Ja spałam w Fraskoulas Town i bardzo to miejsce polecam. Znajduje się w samym sercu miasta, 5 minut od dworca autobusowego, w pobliżu znajdują się restauracje, market a właściciele nie dość, że odbiorą Was z lotniska to opowiedzą wszystko o wyspie, powiedzą gdzie zjeść w rozsądnej cenie, co robić i jak się poruszać po wyspie.

Od czegoś trzeba zacząć… ;)

Od dawna jestem namawiana przez znajomych i nieznajomych, żeby zacząć dzielić się swoimi wrażeniami z podróży na blogu. Długo się broniłam aż doszłam do wniosku: A czemu by nie 😉 Stąd ta strona. Będę na niej opisywać swoje bieżące wyjazdy a w chwilach przerwy będę wracać do tych już minionych. Na razie jest tu pusto, trochę ostatnich wyjazdów możecie śledzić na instagramie. Wkrótce pierwszy wpis, w którym zabiorę Was na Mykonos. Zapraszam 🙂