Muzeum Wsi Mazowieckiej – skansen w Sierpcu – pomysł na jednodniową wycieczkę z Warszawy

Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu obejmuje skansen i ratusz w Sierpcu oraz Muzeum Małego Miasta w Bieżuniu. Z tej trójki zdecydowanie najpopularniejszy jest skansen, gdzie można zobaczyć 11 zagród chłopskich z przełomu XIX i XX wieku, kościół, kaplicę, karczmę, kuźnię i wiatrak. A to wszystko w otoczeniu ogródków warzywnych i kwiatowych (dlatego kocham skanseny latem!) i z biegającymi stadami owiec, kóz, kur czy gęsi. Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu oferuje liczne atrakcje dla dzieci i dla dorosłych. Gotowi? Tu ruszamy na mazowiecką wieś sprzed 100 lat!

Skansen w Sierpcu – informacje praktyczne

Skansen w Sierpcu położony jest 125 km od Warszawy co czyni go idealnym pomysłem na jednodniową wycieczkę z Warszawy. Dojazd jest szybki i prosty, skansen oferuje bezpłatne parkingi.

Godziny otwarcia skansenu i ceny biletów najlepiej sprawdzić na stronie internetowej przed wyjazdem. Stan na lato 2020: cena biletu wstępu do skansenu 18zł, godziny otwarcia 10-18. W poniedziałki wstęp jest bezpłatny ale nie można zwiedzać wnętrz.

W Polsce są dziesiątki skansenów ale to właśnie o Muzeum Wsi Mazowieckiej słyszało najwięcej osób. Dlaczego? Otóż skansen w Sierpcu to od lat plan wielu filmów i seriali. Kilkanaście lat temu nagrywano tu Pana Tadeusza oraz Ogniem i Mieczem, a w ostatnim czasem Muzeum Wsi Mazowieckiej gościło ekipę serialu Stulecie Winnych (swoją drogą i serial, i książki świetne – polecam!).

Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu – zwiedzanie

Jesteśmy w skansenie, czas zacząć zwiedzanie. Po wejściu przy kasie (która mieści się w starym młynie) przechodzimy przez mostek i ruszamy w stronę pierwszych zabudowań. Niestety pierwsze budynki na trasie – zagroda z Drwał i kuźnia z Żuromina – były wyłączone ze zwiedzania. Można je obejrzeć tylko z zewnątrz.

Naprzeciwko tych dwóch budynków mieści się karczma Pohulanka. My akurat w niej skończyliśmy nasze zwiedzanie skansenu ale jak już tu jesteśmy to kilka słów o menu i o tym co warto zjeść w skansenie w Sierpcu. Wybór dań nie jest duży, a króluje tu kuchnia regionalna. Jest rosół, żurek i czernina, a na drugie danie można zjeść szare kluchy z serem i skwarkami (to moje!) czy ruskie pierogi. Dużą popularnością cieszą się pajdy chleba ze smalcem. Do picia oczywiście Kasztelan – piwo z Sierpca.

W karczmie znajduje się także sklepik z pamiątkami i rękodziełem.

Nowa część skansenu

W Skansenie w Sierpcu byłam kilkanaście lat temu – wtedy nie było jeszcze nowej części. Ona powstała w latach 2012 – 2015. Znajduje się tu hotel Skansen, centrum konferencyjne, stajnia (oferująca przejażdżki konne) i restauracja. Jeśli tradycyjna kuchnia polska dostępna w karczmie Wam nie odpowiada to tu można zjeść dania bardziej współczesne czy po prostu zrobić sobie przerwę na kawę.

Znajduje się tu też ogród różany i amfiteatr. Ten teren wygląda na jeszcze niewykończony więc podejrzewam, że cały czas toczą się tu jakieś prace. Generalnie jest to nowoczesna i współczesna część skansenu.

Powozownia i galeria rzeźby

W jednym z nowych budynków znajduje się powozownia i galeria rzeźby. Galeria rzeźby była wyłączona ze zwiedzania, natomiast w Powozowni jak sama nazwa wskazuje można zobaczyć liczne pojazdy konne charakterystyczne dla mazowieckich dworów. Poza powozami można zobaczyć też sanie! Ekspozycję wzbogacają uprzęże (naprawdę pięknie wykonane!) oraz akcesoria podróżne – kufry i walizki.

Dworek z Bojanowa

W tej okolicy znajduje się pierwszy z dwóch dworków sierpeckiego skansenu – dworek z Bojanowa prezentujący mazowiecką siedzibę szlachty. We wnętrzach dworku można zobaczyć wyposażenie salonu, jadalni, gabinetu, sypialni i kuchni.

Dworek otoczony jest pięknym ogrodem pełnym kwitnących kwiatów oraz stawem (a w nim kwitnące lilie wodne!).

Stąd można przejść na ścieżkę przyrodniczą, gdzie prezentowane jest 98 (!) gatunków roślin. Każdy opisany.

Z parku można wyjść z drugiej strony prostu do kaplicy z Dębska. Malutka, urocza i otoczona kwitnącymi hortensjami.

Wracając stąd do starej części skansenu mijamy drugi kościół – tym razem większy. To kościół i dzwonnica z Drążdżewa, przeniesione do skansenu w Sierpcu w 2007 roku.

Stąd zaczyna się spacer po najpiękniejszej części skansenu – zagrodach otoczonych kolorowymi ogródkami gdzie można spotkać krowy, owce, kozy, kury, gęsi czy króliki. We wnętrzach zagród można zobaczyć wnętrza szkoły, domu szewca, krawca, chłopa czy bogatego gospodarza. Jest też olejarnia i wiatrak z Zalesia. Wiatrak można zobaczyć tylko z zewnątrz.

Dwór z Uniszek Zawadzkich

Dochodząc do samego końca można zobaczyć drugi dworek – tym razem przeniesiony z Uniszek Zawadzkich XVIII – wieczny, drewniany dwór szlachecki.

Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu – imprezy

W skansenie w Sierpcu odbywają się cykliczne imprezy takie jak miodobranie, żniwa w skansenie, majówka, niedziela palmowa czy dzień dziecka. W tym roku z oczywistych względów większość z nich została odwołana.

W okresie wakacyjnym odbywają się w Muzeum Wsi Mazowieckiej niedziele w skansenie – pokazy rzemiosła, rękodzieła ludowego, tkactwa, ręcznego prania bielizny, pracy kieratu czy wyrobu masła. Niestety w 2020 roku te imprezy również się nie odbywają.

Skansen warto odwiedzić o każdej porze roku choć najpiękniej jest latem – gdy wszystko kwitnie, jest kolorowo, a pod nogami biegają kury. Natomiast wnętrza zagród podlegają sezonowym dekoracjom – inaczej są zdobione z okazji Wielkanocy, inaczej w okresie Bożego Narodzenia. Warto zobaczyć skansen w każdej odsłonie! Mam nadzieję, że ja tu wrócę szybciej niż za kolejnych kilkanaście lat.

Ciekawe miejsca w okolicach Wrocławia – Brzeg – co zobaczyć?

Do Brzegu można łatwo dotrzeć z Opola lub z Wrocławia. To fajne miejsce na kilkugodzinną wycieczkę – bo nawet jeden dzień w Brzegu to chyba trochę za długo 😉 Miasto jest urocze i zdecydowanie warte odwiedzić. A co warto zobaczyć w Brzegu? Zapraszam na mój przewodnik.

Plac Dworcowy i dworzec PKP

Do Brzegu przyjechałam pociągiem. I pierwsze miejsce, które warto zobaczyć w Brzegu to dworzec kolejowy. Wybudowany pod koniec XIX wieku wyróżnia się elewacją ozdobioną ceramicznymi głowami greckich bogów – Hermesa, Ateny i Zeusa.

Za dworcem znajduje się mały park – Plac Dworcowy. Jeśli macie chwilę do odjazdu pociągu to można tu usiąść na ławeczce i poczekać w miłych okolicznościach przyrody.

Plac Kościelny w Brzegu

Z dworca PKP do centrum Brzegu najlepiej dojść ulicą Piastowską. Wokół niej można podziwiać piękne, stare kamienice. Jedne są odnowione, inne zniszczone ale wszystkie robią ogromne wrażenie.

Pośrodku placu stoi jedna z największych atrakcji Brzegu – kościół św. Mikołaja. Przed kościołem stoi pomnik Jana Pawła II (też duży ale z racji ogromnej bryły za nim nie wydaje się tak wielki). Kościół św. Mikołaja to jeden z największych gotyckich budynków na całym Śląsku, wpisany jest do rejestru zabytków.

Nieco dalej rozciąga się plac Polonii Amerykańskiej i Brzeskie Centrum Kultury.

Ratusz miejski w Brzegu

Z placu Kościelnego ulicą Mleczną można przejść na stary rynek w Brzegu. Nad rynkiem góruje ratusz miejski z sukiennicami. Niestety podczas mojej wizyty w Brzegu ratusz był w remoncie – zasłonięty rusztowaniami. A podobno jest to najpiękniejszy renesansowy ratusz w Polsce! Trzeba będzie wrócić po remoncie i sprawdzić.

Przy rynku znajdują się liczne kamienice – niektóre naprawdę pięknie odrestaurowane, inne trochę sypiące się ale wszystkie urocze.

Kościół świętych Apostołów Piotra i Pawła

Spod ratusza kierujemy się w stronę Odry. Nad rzeką stoi kolejne ciekawe miejsce w Brzegu – kościół św. Piotra i Pawła. Niestety był zamknięty i nie mogłam go zobaczyć w środku.

Park nad Odrą

Spod kościoła ulicą Nadodrzańską można przejść do parku nad Odrą podziwiając po drodze panoramę miasta znad wody. Małe wysepki wyglądają pocztówkowo!

Park nad Odrą

Park nad Odrą to jeden z wielu parków w Brzegu. Dużo zieleni, ławek, plac zabaw dla dzieci – fajne miejsce na odpoczynek w Brzegu.

Zamek Piastów Śląskich

Zaraz za parkiem znajduje się najważniejszy zabytek Brzegu – Zamek Piastów Śląskich. Uchodzi za najwspanialszą rezydencję czasów renesansu w Polsce. Warto zobaczyć bramę wjazdową z kamiennymi postaciami fundatorów zamku, popiersiami 12 władców Polski i 12 książąt śląskich.

W zamku znajduje się Muzeum Piastów Śląskich, które można zwiedzać.

Kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego

Obok zamku kolejna atrakcja turystyczna Brzegu – kościół Krzyża Świętego. Niestety również w remoncie i niedostępny dla zwiedzających.

A szkoda, bo w tym kościele znajduje się pieta brzeska – Matka Boska Bolesna ubrana jest w prawdziwą suknię i ma prawdziwe włosy.

Przy placu Zamkowym gdzie znajduje się kościół i zamek można też znaleźć kilka pomników, m. in. Trójcy Świętej.

Przechodząc przez plac Bramy Wrocławskiej przed oczami pojawia się ogromny Pomnik Zwycięstwa zwany przez mieszkańców Brzegu pomnikiem hydraulika 😉 Od lat co jakiś czas pojawia się w mieście inicjatywa usunięcia pomnika.

Stąd proponuję wrócić na stare miasto ulicą Chrobrego. Po prawej stronie można zobaczyć Park nad Fosą im. Bolesława Chrobrego, a w nim kolejną atrakcję Brzegu – amfiteatr. Nieco dalej piękny budynek Sądu Rejonowego.

Park Centralny

Za sądem można ulicą Staromiejską wrócić na stare miasto w Brzegu albo ulicą Armii Krajowej pójść do Parku Centralnego. Park Centralny im. J. Czajkowskiego to największy park w Brzegu. Są tu oczka wodne, fontanna, ławki, place zabaw. Dla mnie najpiękniejsze były kwitnące lilie wodne!

Bardzo fajne miejsce na spacer albo odpoczynek w Brzegu. Stąd już kilka kroków na dworzec PKP.

Brzeg – czy warto?

Jeśli szukacie ciekawego miejsca w okolicach Opola lub Wrocławia to zdecydowanie warto rozważyć wycieczkę do Brzegu! W Brzegu jest co zwiedzać, jest gdzie odpoczywać. A przy tym atmosfera miasta jest sielska i spokojna, nie ma tłumu turystów. Warto!

Londyn mniej znany – Mała Wenecja i Paddington

Przy okazji mojego pierwszego blogowego wpisu o Londynie (o TU) obiecałam Wam moje propozycje jednodniowych wycieczek po Londynie. Mimo iż od tamtej pory byłam w Londynie kilka razy, a w szkicach wciąż wisi kilka wpisów dotyczących Londynu to żadnego planu wycieczki po Londynie nie opublikowałam…

Zatem zabieram się do roboty i dziś chcę Wam pokazać Londyn mniej znany i mniej oczywisty. Zapraszam na spacer po Małej Wenecji Londynu. Mała Wenecja to nie jest atrakcja na cały dzień w Londynie. Możecie połączyć ją z Notting Hill, Kensington albo dzielnicą Camden.

Paddington Station

Jak się dostać do londyńskiej Małej Wenecji? Najprościej znaleźć na mapie stację kolejową Paddington. Na stację Paddington można dojechać bezpośrednio z lotnisk Luton lub Stansed, z każdego większego miasta w Wielkiej Brytanii albo metrem lub autobusem z każdego miejsca w Londynie.

Tutaj muszę Wam coś wyznać – otóż uwielbiam misia Paddingtona, jego historia niezmiennie mnie wzrusza, na walizkach mam naklejki z misiem Paddingtonem i ile razy bym nie była w Londynie to sweet focię z misiem muszę sobie trzasnąć. No sorry, mam 32 lata i słabość do misia Paddingtona, bywają gorsze zboczenia 😀 Pamiętam też swoją wizytę w Londynie przed premierą pierwszej części filmu o Paddingtonie, gdy figurki misia opanowały cały Londyn. Każda miała ten sam kształt ale była innego koloru i ozdobiona innymi wzorami. Szukałam wtedy w Londynie misiów jak krasnali we Wrocławiu 😉

No ale do rzeczy – stacja Londyn Paddington to nie jest zwykła stacja kolejowa. To właśnie na tej stacji miś Paddington zaczyna swoją przygodę w Londynie. Do dziś na stacji znajduje się pomnik Misia Paddingtona okupowany i przez dzieci, i przez dorosłych. Jeśli planujecie wyjazd do Londynu z dziećmi to koniecznie wpiszcie stację Paddington w plan podróży. Na stacji znajduje się też sklep, w którym można kupić pamiątki z wizerunkiem misia oraz książki o jego przygodach.

Istnieje nawet przewodnik (wydany również po polsku) Londyn śladami Paddingtona. Chyba nie muszę mówić, że na mojej półce zajmuje honorowe miejsce 😉

Sheldon Square

Ze stacji Paddington trzeba wyjść w kierunku Sheldon Square. Tu można odpocząć, wypić kawę czy coś zjeść. I nacieszyć oczy kolorami, których tu nie brakuje. Można też podziwiać różnego rodzaju instalacje artystyczne. Bardzo fajne miejsce na odpoczynek w Londynie!

Regent’s Canal

I właściwie już jesteśmy na miejscu. Początek londyńskiej Małej Wenecji to Regent’s Canal. Kanał został zaprojektowany i stworzony w 1820 roku. Po londyńskich kanałach pływają łódki – można wybrać się w rejs. Na pewno będzie tu mniej turystów niż podczas rejsów wycieczkowych po Tamizie, a i wrażenia bardziej jak w Amsterdamie niż w Londynie.

Mała Wenecja, zwana też w Londynie Maida Vale to oaza spokoju w tym pędzącym mieście. Znajdują się tu liczne restauracje i kawiarnie na łodziach, a także awangardowe sklepy. W Małej Wenecji funkcjonują też dwa teatry – Canal Cafe i Puppet Barge. To bardzo fajne miejsce na spacer w Londynie i namiastkę wakacji nad wodą w środku wielkiego miasta.

W dzielnicy King’s Cross znajduje się Muzeum Kanałów (London Canal Museum).

Stacja Paddington to też zalążek londyńskiego metra o czym informują tablice pamiątkowe.

Jak widzicie Londyn to nie tylko Big Ben, British Museum i London Eye. Londyn to miasto, które oferuje atrakcje każdego typu – dla dorosłych, i dla dzieci. Można wracać do Londynu wiele razy i za każdym razem zwiedzać coś nowego. Jak już zobaczycie te wszystkie londyńskie must-see (bo warto!) to odkrywajcie Londyn z dala od utartych szlaków. W tym cudownym i zatłoczonym mieście są dziesiątki miejsc, gdzie turyści nie docierają (a na pewno nie masowo) i można poznać zupełnie inny, alternatywny Londyn 🙂 Bo powiedzmy sobie szczerze – na hasło kanały padają skojarzenia takie jak Amsterdam czy Wenecja, rzadko Londyn. A niesłusznie 😉

Londyn niestandardowo – dzielnica Camden i King’s Cross – Londyn śladami Amy Winehouse i Harry’ego Pottera

Dziś mój kolejny pomysł na jednodniową wycieczkę po Londynie. Zapraszam na spacer po dzielnicy Camden i wizytę na stacji King’s Cross. Tylko nie jedźcie do Hogwartu, bo w Londynie jest jeszcze całkiem sporo innych fajnych miejsc, które warto zobaczyć 😉

Opisane tu miejsca można zobaczyć w pół dnia ale będzie to zwiedzanie na szybko. Ja proponuję przeznaczyć na Camden i King’s Cross cały dzień – zacząć od śniadania na prawie pustym Camden Market (już po 10 robi się tam bardzo tłoczno), później przejść się po wszystkich atrakcjach i sklepach (a jest ich naprawdę dużo!). Następnie proponuję spacer Camden Hight Street i bocznymi uliczkami, powrót na Camden Market na obiad, a następnie spacer na King’s Cross. Jeśli chcecie sobie zrobić zdjęcie jak odjeżdżacie do Hogwartu i kupić jakieś pamiątki z Harrym Potterem to na King’s Cross też musicie spędzić ze 2 godziny.

Camden High Street

Przed Wami Londyn alternatywny – artystyczny, buntowniczy, designerski. Tak inny od turystycznego centrum Londynu.

Od czego zacząć zwiedzanie Camden? Po wyjściu ze stacji metra Camden Town wita nas główna ulica dzielnicy Camden – Camden High Street – otoczona sklepami z szalonymi witrynami i promującymi je neonami.

Małe boczne uliczki odchodzące od Camden Hight Street to najlepsze miejsce na zakup tanich pamiątek z Londynu – magnesiki, kubeczki i inne suweniry kupicie tu dużo taniej niż w centrum. W jednej z nich działa Inverness Street Market gdzie można kupić mydło i powidło.

Zanim porwą nas atrakcje Camden Market warto zrobić sobie spacer wzdłuż Regent’s Canal albo przejść go jednym z mostków (i wrócić innym). O londyńskiej Wenecji będę jeszcze pisać ale Londyn to jest miasto, które żyje wokół swoich zbiorników wodnych. Przy kanale znajdują się kawiarnie i restauracje gdzie nawet pod koniec października można było jeść i pić na zewnątrz.

Camden Market

Rynek Camden to tak naprawdę cała grupa mniejszych i większych budynków częściowo ze sobą połączonych. Główna część marketu znajduje się w budynkach dawnej stajni Pickfords.

Camden Market to najlepsze miejsce na zakupy w Londynie! Tu można kupić nietuzinkowe ubrania, biżuterię czy rękodzieło. To także atrakcja turystyczna Londynu, której nie można przegapić.

W Camden można też zjeść kuchnię z każdego zakątka świata. Jest dużo stoisk w kuchnią włoską, azjatycką czy południowoamerykańską. Ale każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest sporo opcji dla wegetarian i wegan.

Kiedyś Camden Market funkcjonował tylko w niedziele, później dołączono soboty. Dziś fukcjonuje 7 dni w tygodniu jednak zdecydowanie najwięcej dzieje się tu w weekendy.

Na terenie Camden Market, przy Stables Market, znajduje się pomnik Amy Winehouse, która mieszkała w okolicy i była stałą bywalczynią Camden Market. Pomnik odsłonięto 14.09.2014 roku – w 31. rocznicę urodzin Amy.

Co jeszcze warto zwiedzić w Camden Market? Muzeum Waginy! Penis ma swoje muzeum na Islandii, a wagina w Londynie. Muzeum oferuje szerokie spojrzenie na waginę – od roli biologicznej po kulturową. Ja niestety nie zwiedzałam, może następnym razem 😉

Ponadto jest tu sklepik z Muminkami, sklep z lampionami, mnóstwo sklepów z ręcznie robioną biżuterią, płytami, niebanalnymi ubraniami czy butami. Raj dla zakupoholików uwielbiających awangardę!

Pirate’s Castle

Jedna z atrakcji dzielnicy Camden to zamek piracki. W tej nietypowej budowli mieści się siedziba organizacji charytatywnej zajmującej się żeglarstwem.

Co jeszcze zobaczyć w dzielnicy Camden? Na pewno warto przejść na uliczkę Hawley Mews oraz Harmood Street- to kolejne w Camden zagłębie murali.

Z Camden Market do dworca King’s Cross najlepiej przejść Hartland Road. Przy okazji można podziwiać kolejne murale i londyński streetart. Stąd najlepiej skręcić w Royal College Street gdzie z kolei można poczuć się niemal jak w Notting Hill. Tyle, że bez tłumu turystów. Może same domki nie są tak kolorowe i pastelowe ale drzwi można fotografować do znudzenia.

Przy pobliskiej Camley Street można chwilę odetchnąć w St Pancras Garden – niewielkim ale bardzo przyjemnym parku otaczającym kościół.

King’s Cross

I stąd już ostatnia prosta to celu tej wycieczki – King’s Cross Station. Każdy kto czytał (albo oglądał) Harry’ego Pottera musi to miejsce chociaż raz w życiu zobaczyć! Peron 9 i 3/4 wciąż cieszy się ogromną popularnością wśród turystów zwiedzających Londyn mimo iż od premiery ostatniej części sagi o młodym czarodzieju minęły już lata.

Jeśli chcecie sobie zrobić zdjęcie wchodząc na peron 9 3/4 to niestety swoje w kolejce trzeba odstać. Nawet, żeby wejść do sklepu z pamiątkami z wizerunkiem Harry’ego Pottera (znajduje się tuż przy peronie) trzeba poczekać w kolejce. Potteromania mimo upływu lat wciąż ma się dobrze! A jeśli do Londynu Wam nie po drodze to peron 9 i 3/4 można znaleźć też we Wrocławiu 😉 Kiedyś Wam pokażę i napiszę gdzie 🙂

Amsterdam poza utartym szlakiem – Amsterdam Noord i De Pijp

Amsterdam – jedno z moich ukochanych miast w Europie. Wielkie zauroczenie od pierwszej wizyty, ba – w Amsterdamie pojawiła się we mnie myśl, że mogłabym tam mieszkać. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że chyba jednak mnie trochę poniosło 😉 Ale Amsterdam nadal uwielbiam i wracam tam przy każdej możliwej okazji – nawet na jeden czy na pół dnia.

O tym co zobaczyć w Amsterdamie napisano już niejeden przewodnik. Ja chciałabym Wam dziś pokazać Amsterdam mniej znany, Amsterdam z dala od turystycznych must-see i tłumu turystów. Choć żeby była jasność – Amsterdam ma mnóstwo miejsc, które trzeba zobaczyć jak Rijksmuseum czy Muzeum van Gogha. Ale dzisiejszy przewodnik jest dla tych, którzy do Amsterdamu wracają już któryś raz i chcą zobaczyć coś mniej znanego i mniej popularnego. Ale nadal amsterdamsko fajnego 😉 Zatem przed Wami nietypowe atrakcje i nieznane miejsca w Amsterdamie!

Amsterdam Noord

Wycieczkę po mniej turystycznym Amsterdamie zaczniemy od Amsterdam Noord – północnej części Amsterdamu. Znajduje się ona po drugiej stronie zbiornika wodnego, a jedyną możliwością dostania się do tej części miasta jest prom. Promy odpływają z portu przy Dworcu Centralnym i są bezpłatne. Kursują właściwie co kilka minut, przeprawa również trwa kilka minut.

Po dotarciu na drugą stronę Amsterdamu wita nas… cisza i spokój. Tak, w tym Amsterdamie zadeptanym przez turystów też może być pięknie, sielsko i anielsko. Architektura jest tu bardziej tradycyjna, ludzie chodzą wolniej i życie toczy się jakby spokojniej. Choć z miesiąca na miesiąc Amsterdam Noord staje się coraz bardziej popularny – otwiera się coraz więcej sklepów i kawiarni. Ale więcej jest tu jedynie mieszkańców, turyści wciąż rzadko docierają na północ Amsterdamu.

Ale jeśli już dotrą to często ograniczają się do Adam Lookout. Muszę przyznać, że bardzo fajna to atrakcja Amsterdamu. Znajduje się tuż za przeprawą promową i oferuje właściwe dwie atrakcje. Jedna to punkt widokowy, z którego można podziwiać panoramę Amsterdamu, a druga – huśtawka Over the Edge. Najwyżej tego typu usytuowana huśtawka w Europie. Cena biletu wstępu na ADAM Lookout to 13,5 EUR , za huśtawkę trzeba dopłacić 5 EUR. Bilety na punkt widokowy kupuje się na dole w kasie, za huśtawkę można zapłacić tak samo lub na górze – już przy samej huśtawce. Ja przezornie kupiłam bilet od razu na dole, bo wiedziałam, że jak zobaczę to z bliska to mogę się nie zdecydować 😉 I zapewne tak by było. Ale jak już bilet kupiony to nie ma, że boli – trzeba się pohuśtać i popatrzeć na Amsterdam z góry 😉 Widoki są naprawdę nieziemskie, kolana się uginają ale WARTO. Cudowne przeżycie – to jest jedna z tych rzeczy, które trzeba zrobić w Amsterdamie!

Po opuszczeniu punktu widokowego warto wybrać się na spacer po dzielnicy Noord – najlepiej kierować się wzdłuż kanału lub główną ulicą. Architektura zachwyca, wystawy sklepowe (i nie tylko sklepowe) zapierają dech. Wszystko oszałamia. Warto też odpocząć w parku Tolhuistuin.

W dzielnicy Amsterdam Noord znajduje się też kilka atrakcji turystycznych Amsterdamu, wśród nich Eye Filmmuseum – amsterdamskie muzeum filmu.

Amsterdam Noord to dziś mekka amsterdamskich hipsterów – tu dziś pija się kawę i jada wege-lunche. Tu znajdują się najmodniejsze sklepy i restauracje w Amsterdamie. Tu bije serce młodego Amsterdamu. To wyluzowane miasto tu jest jeszcze bardziej wyluzowane! A przy tym spokojniejsze i wolne od tłumu turystów. To jak, idziecie?

Amsterdam de Pijp

Nie wiem czy dzielnica de Pijp ma jakieś atrakcje turystyczne. Ja tam trafiłam w sumie przypadkiem. Ale zachwyciłam się totalnie. Porwało mnie tam absolutnie wszystko – od genialnych restauracji, przez zaskakujące wystawy sklepowe po spotkaną na środku ulicy… czaplę. Tak, w środku Amsterdamu! A właściwie na południu Amsterdamu. Była północ, to musi być i południe – równowaga zachowana 😉

De Pijp to dzielnica cyganerii. Słynie właśnie z uroczych restauracji (podobno dużo jest bliskowschodnich, ja jakoś nie zwróciłam na to uwagi) z cudnymi ogródkami (w grudniu są piękne! aż strach pomysleć jak wyglądają latem). W de Pijp zachwyca absolutnie każda jedna wystawa sklepowa. Klimat tej dzielnicy jest artystyczny ale jednocześnie nie nadęty. Każdy czuje się tu dobrze.

Najsłynniejsze miejsce w dzielny de Pijp to Albert Cuyp Market – targ uliczny z tradycją sięgającą XVII wieku. Otwarty jest 6 dni w tygodniu, niestety kiedy ja dotarłam do de Piijp to juz się zwijał. Ale generalnie można tu kupić wszystko – od owoców i warzyw po ciuchy vintage. To jedno z największych tego typu targowisk w Europie!

Jest jeszcze jedno ciekawe mniej znane miejsce w Amsterdamie, o którym chciałabym Wam opowiedzieć ale to już w kolejnym wpisie 🙂 #iamsterdam

Gdzie zjeść śniadanie we Wrocławiu?

Przedstawiałam Wam już swoje ulubione śniadaniownie w Warszawie i w Poznaniu (przewodnik po poznańskich śniadaniowniach ma już 2 części – TU i TU, a trzecia się pisze), teraz pora na Wrocław. Gdzie zjeść dobre śniadanie we Wrocławiu? Zapraszam na moje propozycje.

Giselle – Szewska 27

Francuskie bistro jest bardzo popularnym miejscem i w weekendy z dużą dozą prawdopodobieństwa trzeba będzie odstać swoje w kolejce, żeby dostać wolny stolik. Latem mają przeuroczy ogródek z huśtawkami.

A śniadania w Giselle? Pyszne. Spory wybór – i coś na słodko, i na słono. I po polsku, i po francusku. Naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Bardzo blisko rynku więc jeśli szukacie dobrego śniadania w centrum Wrocławia to uderzajcie do Giselle!

Dinette – plac Teatralny 8

Pamiętam jak trafiłam do Dinette po raz pierwszy. Nie było to miejsce jeszcze tak popularne jak dziś (już przed otwarciem stoi kilkunastoosobowa kolejka!), menu było nieco inne ale miejsce już wtedy wyróżniało się na kulinarnej mapie Wrocławia.

Dinette serwuje śniadania z różnych zakątków świata. Są też opcje klasyczne i spory wybór pieczonych na miejscu bajgli. Wszystko jest tu przepyszne.

Genialne naleśniki, pyszne tosty. Dinette to wciąż jedna z najlepszych opcji na śniadanie we Wrocławiu.

Mleczarnia – Włodkowica 5

Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy nawet w weekendy wcześnie wstają – śniadania serwuje się tu od 8 rano, przez cały okrągły tydzień. Dla tych co wolą pospać – śniadania są do 13tej 😉

Mleczarnia to połączenie restauracji, klubokawiarni i hostelu. Wcześniej mieściła się w tym miejscu szlifiernia diamentów. A skąd nazwa? Otóż od szyldu, który znaleziono przy remoncie klubokawiarni Mleczarnia w Krakowie (lokal wrocławski to jego filia).

Zjeść możecie w stylowym retro wnętrzu lub w jednym z dwóch ogródków – przy ulicy lub na podwórku od strony synagogi. Ja ze względu na wczesną porę i rześki sierpniowy poranek zdecydowałam się na wnętrze (w niedzielę o 8 rano zupełnie puste).

Jeśli chodzi o menu śniadaniowe to do wyboru mamy klasyczną kartę z jajecznicami, omletami i płatkami oraz menu sezonowe. Ja zdecydowałam się na słodkie śniadanie – chałkę namoczoną w soku pomarańczowym smażoną na maśle z cynamonem, owocami i bitą śmietaną. Owszem, to była rozpusta. Ale tak przepyszna, że warto było zgrzeszyć. Kawa bez większego szału. Na minus – samoobsługa. Ale generalnie miejsce piękne, jedzenie świetne. Bardzo dobre śniadania we Wrocławiu.

Bułka z masłem

Ja odwiedziłam lokal przy ul. Włodkowica 8A ale mają też lokal na placu Solnym (ten otwiera się później).

Lokalizacja przy Włodkowica ma też dodatkowy ogromny plus latem – przepiękny ogródek. Od godziny 9 w niedzielę można tu wpaść na kawę i śniadanie.

Kawa – mocna i jedna z lepszych we wrocławskich śniadaniowniach. Menu śniadaniowe całkiem obszerne, ja zdecydowałam się na zestaw past śniadaniowych z pieczywem. Jak widzicie porcja była ogromna i oczywiście nie byłam w stanie tego zjeść. Była pasta jajeczna (smaczna ale dosyć mdła i mało doprawiona), był twarożek (ok), była pasta z groszku z sezamem (bardzo dobra), pasta z pieczonych warzyw (świetna mimo iż nie przepadam za papryką) ale hitem była dla mnie konfitura z jabłek i truskawek. Ależ to było genialne. Całe, duże kawałki owoców, mało słodkie (tak, można zrobić niesłodkie konfitury!), rozpływające się w ustach. Wyjadłam do ostatniej cząstki owoców.

W ciepły słoneczny dzień bardzo miło spędza się czas w Bułce, z pewnością będę tu wracać, niekoniecznie na śniadanie.

Charlotte – św. Antoniego 2/4

Warszawska klasyka, która od dłuższego czasu obecna jest też we Wrocławiu i w Krakowie. Muszę przyznać, że atmosfera na placu Zbawiciela jest jedyna w swoim rodzaju i wrocławskiemu lokalowi do niej daleko (niestety).

Wrocławska Charlotte mieści się w pięknym miejscu – pasażu Pokoyhof. Latem, gdy można usiąść w ogródku – widoki są naprawdę przyjemne.

Menu podobne jak w innych lokalach Charlotte. Ja we Wrocławiu zdecydowałam się na talerz serów i croissanta z nadzieniem cytrynowym. Nie spodziewałam się, że do serów dostanę aż tyle pieczywa. Sery może nie wyglądały jakoś super zachęcająco ale były bardzo smaczne (zwłaszcza kozi). Croissant – świeżutki, mięciutki, maślany – mistrzostwo świata. Bardzo dobra kawa.

Największy minus – obsługa. Zmanierowana, mało sympatyczna, traktująca klientów z góry. Dobre jedzenie ale są we Wrocławiu zdecydowanie przyjemniejsze lokale serwujące śniadania. Na plus – śniadania już od 8, również w weekendy.

Nieinna – Więzienna 31

Piekarnio-winiarnia (cóż za genialne połączenie) usytuowana przy ulicy Więziennej, czyli bardzo blisko Starego Rynku. Karta śniadaniowa jest krótka i raczej klasyczna. Próżno szukać tu burraty zapiekanej w chlebie czy innych nietypowych śniadań ale to co jest jest naprawdę porządne. Ogromnym atutem śniadań z Nieinnej jest ich pieczywo – wypiekane na miejscu i naprawdę bardzo smaczne. Do jajecznicy był chleb z ziaren, chleb ciemny i kawałek bagietki z mieszanych mąk. Kusiło mnie croque madame ale ostatecznie zdecydowałam się na jajecznicę. I to był dobry wybór. Była kremowa, czuć było, że nie żałowano tam masła (które jak wiadomo kocham miłością nieustającą). Do tego niestety tylko kawa choć jeśli chcecie zaszaleć to mają naprawdę spory wybór win, w tym sporo coraz popularniejszych naszych polskich. Ale skoro śniadanie klasycznie to i klasycznie do niego americano 😉

Nie jest to najbardziej oryginalne miejsce na śniadanie we Wrocławiu ale nie brakuje mu zalet – jest smaczne, w świetnej lokalizacji no i nie uszczupli zanadto portfela. Jajecznica i kawa kosztowały mnie 18 zł.

Di – Powstańców Śląskich 95 (Sky Tower)

Di to młodsza siostra Dinette, o której pisałam wyżej. Wydawałoby się, że z racji położenia (no jednak troszkę od centrum) będzie mniej popularna ale w sobotę o 9.30 zdecydowana większość stolików w lokalu była zajęta.

W menu same pyszności, ja tym razem zdecydowałam się na placuszki serowe. Po raz pierwszy jadłam coś takiego podczas wakacji na Podlasiu kilka lat temu i muszę przyznać, że są to absolutnie moje smaki. Danie to pochodzi z kuchni litewskiej ale można je też zjeść na Ukrainie (zresztą jadłam w Kijowie o czym pisałam TU) i w wielu miejscach na wschodzie Polski. Fajnie, że i na zachodzie już się pojawiają 😉

Serniczki w Di podane są z solidną porcją owoców, śmietany (ach!) i gorącą konfiturą malinową. Pyszności. Jak zobaczyłam tę porcję to pomyślałam, że się tym nie najem ale to zasługa ogromnego talerza. 4 placki, owoce, śmietana i konfitura to naprawdę porządne śniadanie. Placki i americano kosztowały 28 zł.

W Kontakcie – Benedykta Polaka 12/1b

To miejsce poleciła mi mieszkająca we Wrocławiu koleżanka. W kontakcie przykłada ogromną wagę do jakości produktów. Przy wejściu macie napisane skąd pochodzą ich warzywa, sery, miody itp. Nie ma tu produktów z marketu ani niewiadomego pochodzenia.

Opcje śniadaniowe opierają się głównie na jajkach. Jest też jakaś owsianka. Ale W Kontakcie to lokal wegetariański i słynący z hummusów. Dlatego też ja na śniadanie zdecydowałam się właśnie na hummus. Jak zacznie googlać W Kontakcie to napotkacie niejeden zachwyt i niejedno miejsce w sieci gdzie określą ich hummus najlepszym w mieście. Nie znam Wrocławia aż tak dobrze od strony kulinarnej ale jeśli to jest najlepszy hummus w mieście to trochę współczuję 😉 Lepszy hummus jadłam i w Poznaniu, i w Warszawie i rzecz jasna hummusowej stolicy Polski, czyli w Krakowie. Mówię o samej paście – ta jest poprawna ale jakiegoś szału nie robi. Bo np. hummus z krakowskiego Amamamusi mogę jeść łyżeczkami bez niczego. Natomiast W Kontakcie robotę robią dodatki do hummusu. Ja zdecydowałam się na hummus z chutneyem śliwkowym i serem pleśniowym. I w takim połączeniu było to naprawdę mistrzowskie. Delikatny hummus, słodko-ostry chutney i genialny ser – tak, to było przepyszne. W standardzie hummus serwowany jest z pitą, za 1 zł można ją zamienić na żytni chleb (bardzo dobry) i bardzo Wam polecam już na początku o taką podmiankę poprosić. Ja wzięłam klasycznie z pitą ale raz, że była mała a dwa trudno się tym najeść. Z chlebkiem zupełnie inaczej.

Gniazdo – Świdnicka 36

Śniadanie dla rannych ptaszków i dla śpiochów 😉 Od 8 do 19! Latem bardzo fajne patio – schowane w podwórku więc jest cisza, spokój i… cień 😉 Chociaż samo wnętrze lokalu też bardzo przyjemne.

O swojej słabości do tostów francuskich już pisałam nie raz więc jak myślicie, co jadłam w Gnieździe? 😉 Rzecz jasna tosty – chałka smażona na maśle (mniam!) z mascarpone i pijanymi wiśniami 😛 Oj tak, to było śniadanie 100% w moim stylu 🙂 Porcja nie jakoś szczególnie ogromna ale dla mnie wystarczająca. Bardzo fajne miejsce na śniadanie w centrum Wrocławia.

Press – Rynek 53

Podczas swojego ostatniego pobytu we Wrocławiu, już ostatniego dnia, szukałam czegoś na śniadanie. Miejsca, które chciałam odwiedzić okazały się zamknięte więc tak chodziłam i szukałam czegoś co mnie zainteresuje. I zainteresował mnie przepiękny ogródek Press. Zanim o jedzeniu to muszę napisać – to jest najpiękniejsze miejsce gdzie można zjeść śniadanie we Wrocławiu. Takie insta-friendly 😉 Press znajduje się przy samym rynku, dokładnie w miejscu gdzie kiedyś funkcjonowała portugalska restauracja Taszka (swoją drogą smacznie tam karmili i szkoda, że już jej nie ma). Mnóstwo kwiatów, kolorowe fotele, poduszki z tukanami – nie chciało się stąd wychodzić.

A jedzenie? Karta śniadaniowa w Press jest bardzo (bardzo!) krótka. Mnie skusiły gofry z owocami i masłem orzechowym. Były przepyszne, porcja bardzo sycąca, świetne pomieszanie smaków – tu słodkie owoce, tu słone masło, samo ciasto gofrowe raczej wytrawne. Super fajnie i pysznie. Do tego świetna kawa i kolorowe szprycery – bezalkoholowe. Najlepsze śniadanie we Wrocławiu przy rynku. I w ogóle jedna z najfajniejszych śniadaniowni we Wrocławiu.

Na razie to tyle moich propozycji gdzie zjeść dobre śniadania we Wrocławiu ale ponieważ w stolicy Dolnego Śląska bywam dość często to na pewno będzie druga (i kolejne!) część tego wpisu. Ale najpierw chciałabym Wam pokazać fajne miejsca na obiad i na drinka we Wrocławiu. Nie wiem kiedy znajdę czas, żeby to wszystko spisać ale postaram się 😉

Barcelona – targi z jedzeniem. Nie tylko la Boqueria!

We wpisie o tym gdzie zjeść w Barcelonie pisałam o tym, że targi z jedzeniem nie ograniczają się do najpopularniejszej la Boquerii. Choć większość turystów odwiedza właśnie Boquerię i właściwie mnie to nie dziwi – Barcelona oferuje tyle atrakcji, że za pierwszym razem też wolałam iść do muzeum Picassa niż zwiedzać targi z jedzeniem 😉 Ale za drugim razem zwiedzałam Barcelonę inaczej i odwiedziłam wszystkie największe targi z jedzeniem. Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie mieszczą się w pobliżu innych atrakcji turystycznych i jeśli zwiedzacie Barcelonę niespiesznie to do każdego możecie zajrzeć gdzieś przy okazji.

La Boqueria – la Rambla 91

Miało być nie tylko od la Boquerii ale jednak od niej muszę zacząć. La Boqueria to bez wątpienia najsłynniejszy targ z jedzeniem w Barcelonie położony tuż przy la Rambla – głównym deptaku Barcelony. La Boqueria jest najpopularniejszym targowiskiem w Barcelonie, odwiedzanym częściej przez turystów niż przez mieszkańców więc oczywiste jest, że ceny też są tu wyższe niż na innych targowiskach. Uwaga – na większości stoisk spadają tuż przed zamknięciem, czyli zazwyczaj koło 19. Godziny otwarcia targu la Boqueria to 8 – 20.30 od poniedziałku do soboty, w niedziele la Boqueria jest zamknięta.

Mimo wysokich cen i turystycznego charakteru tego miejsca Boquerię trzeba odwiedzić! Nie tylko na zakupy ale też na przykład na lampkę wina albo tapas w jednym ze znajdujących się tu barów. Bary znajdują się pomiędzy stoiskami z owocami i warzywami.

A co można kupić na targu la Boqueria? Przede wszystkim warzywa i owoce we wszystkich kolorach tęczy, hiszpańskie szybki jamon iberico, hiszpańskie sery i hiszpańskie słodycze – wśród nich najsłynniejszy nugat turron.

Mercat de la Barceloneta – Placa Poeta Bosca 1

Drugi targ z jedzeniem w Barcelonie znajduje się w dzielnicy Barceloneta, niedaleko plaży o tej samej nazwie. Jak się możecie domyślić na targu nadmorskim sprzedaje się (i kupuje!) głównie ryby i owoce morza. To targ zdecydowanie mniej turystyczny i czynny w godzinach targowych, a nie turystycznych 😉 Otwarty jest od poniedziałku do soboty od 7.30 do 14.00. Największy wybór ryb i owoców morza jest oczywiście od samego rana.

Mercat de la Barceloneta to nie tylko targ rybny i z owocami morza. Można tu kupić też warzywa, owoce czy hiszpańskie sery. Ceny niższe niż na la Boqueria.

Mercat de Santa Caterina – Av. de Francesc Cambó, 16

Jeden z najstarszych targów w Barcelonie w ostatnich latach przeszedł gruntowny remont. Tak jak pozostałe targi zamknięty jest w niedziele, w poniedziałki, środy i soboty otwarty jest od 7.30 do 15.30, we wtorki i czwartki do 20.30.

Tu także można kupić owoce, warzywa, szynki, sery, ryby i owoce morza. Pełen zakres specjalności z Barcelony 🙂

Mercat de la Concepcion – Calle d’Aragó, 313

Kolejne dobre miejsce na tanie zakupy jedzenia w Barcelonie. Od poniedziałku do soboty od 8 do 15 (w piątki do 20) można tu kupić wszystko czego dusza (głodna:P) zapragnie – kolorowe warzywa i owoce, owocki morza, sery, wino – jeśli chcecie sami sobie gotować w Barcelonie to zdecydowanie warto się tu wybrać na zakupy.

Mercat de Sant Antoni – Carrer del Comte d’Urgell 1

I ostatni z odwiedzonych przeze mnie targów – tym razem pod patronatem św. Antoniego 😉 Ten targ jest taki pośredni turystyczno-lokalny 😉 Można kupić świetne owoce morza – jak widzicie ostrygi i ośmiornice zachęcają do konsumpcji. Ale są też gotowe koktajle, miksy owocowe czy słodycze skrojone wprost pod turystyczne potrzeby. Sam budynek targu św. Antoniego jest piękny i warto go zobaczyć.

Jak widzicie targi z jedzeniem w Barcelonie to nie tylko la Boqueria. Zwiedzając inne zakątki miasta warto zajrzeć do tych mniej turystycznych marketów – zwłaszcza jeśli chcecie sobie sami gotować podczas wakacji w Barcelonie i szukacie super świeżych i pysznych produktów. Enjoy!

Barcelona na weekend – informacje praktyczne

Barcelona – jedno z najpopularniejszych miast w Europie, odwiedzane przez dziesiątki milionów turystów rocznie. W związku z tym iż loty do Barcelony dostępne są z większości polskich miast to organizacja weekendu w Barcelonie na własną rękę nie stanowi większego problemu. W tym wpisie wszystkie informacje praktyczne odnośnie organizacji wyjazdu do Barcelony.

Barcelona – dojazd z lotniska

Główne lotnisko Barcelony – El Prat – jest bardzo dobrze skomunikowane z centrum miasta. Dojazd z lotniska w Barcelonie do centrum miasta zapewniają autobusy lotniskowe Aerobus kursujące do Placa Catalunya. Autobusy kursują zarówno z terminalu 1, jak i 2. Trzeba tylko zwrócić uwagę do którego autobusu wsiadamy w drodze powrotnej z centrum na lotnisko w Barcelonie! Cena biletu to 5,9 EUR w jedną stronę. Zakup biletu możliwy jest u obsługi przed wejściem do autobusu.

Business Lounge – Sala VIP Pau Casals

Lotnisko El Par oferuje kilka businnes lounge’ów. Ze względu na najbliższą odległość do bramki trafiłam do Sala VIP Pau Casals. Mieści się w terminalu 1. Salonik czynny jest od 5 rano do 23:30. Jest dostępny dla posiadaczy karty Priority Pass, cena wstępu bez karty – 35 EUR. Salonik jest duży, są wygodne fotele, wybór jedzenia i napojów naprawdę duży. Jest dobra kawa, coś na ciepło, szybkie przekąski, słodycze. Naprawdę pełen wybór.

Barcelona – komunikacja miejska

Komunikacja miejska w Barcelonie to przede wszystkim metro, tramwaje i autobusy. Metro w Barcelonie jest całkiem nowoczesne. Pociągi kursują często, są klimatyzowane i czyste. Bilety na komunikację miejską w Barcelonie można kupić na stacjach i w automatach. Cena biletu jednorazowego na metro w Barcelonie to 2,4 EUR. Najpopularniejszy bilet w Barcelonie to T-10, jest to pakiet 10 przejazdów w cenie 11,35 EUR. Duża oszczędność w stosunku do pojedynczych biletów!

Barcelona – gdzie spać?

Barcelona nie należy do najtańszych miast w Europie ale na szczęście baza hotelowa jest ogromna. Są tu hotele, apartamenty i hostele na każdą kieszeń. Czym się kierować przy wyborze noclegu w Barcelonie? Lokalizacją! Jeśli będzie w pobliżu stacji metra to wszędzie można szybko dotrzeć. Ja tym razem spałam w okolicy la Rambli. W listopadzie dobry pomysł ale latem, gdy Barcelona jest zadeptana turystami wolałabym spać w spokojniejszej okolicy.

Barcelona – kiedy jechać?

No właśnie, kiedy najlepiej jechać do Barcelony? Z perspektywy moich dwóch wyjazdów – jeden w sierpniu, drugi w listopadzie – mogę powiedzieć tylko jedno – nie latem! Już pomijam fakt, że latem w Barcelonie jest po 40 stopni ale ilość turystów przechodzi wszelkie wyobrażenia. Są ogromne kolejki do atrakcji turystycznych (staliśmy chyba 2 godziny w kolejce do Muzeum Picassa), są drogie noclegi i kieszonkowcy mają używanie! Jesienią jest dużo spokojniej, 5 razy mniej ludzi, ceny niższe a pogoda cały czas piękna i słoneczna. Nie jest to już oczywiście czas na plażowanie (ale kto przyjeżdża na citybreak po to, żeby leżeć na plaży?) ale na zwiedzanie – doskonały czas. Tak więc ja polecam Barcelonę wiosną, jesienią i zimą. Latem zdecydowanie nie.

Barcelona – bezpieczeństwo

Temat bezpieczeństwa w Barcelonie jest właściwie przedłużeniem poprzedniego akapitu. Po moim pierwszym pobycie w Barcelonie, który miał miejsce w sierpniu uważałam Barcelonę za jedno z najbardziej niebezpiecznych miast w Europie. Ile ja się wtedy napatrzyłam na kradzieże (to przede wszystkim!), napady i bójki. Barcelona mnie wtedy wręcz… zniesmaczyła. W listopadzie – zupełnie inna historia. Trzeba oczywiście uważać, bo to wciąż jedno z tych miast w Europie gdzie kradzieży jest najwięcej, ale jest zdecydowanie spokojniej.

Dla własnego bezpieczeństwa i świętego spokoju lepiej nie nosić w Barcelonie większej ilości gotówki ani oryginałów dokumentów. Lepiej zostawić je w hotelowym sejfie, a przy sobie mieć tylko kopię. Niestety Barcelona to jest miasto gdzie kradzieże kieszonkowe są na porządku dziennym, a policja tylko rozkłada ręce.

Przed wyjazdem do Barcelony warto kupić dobre ubezpieczenie, również to obejmujące kradzież bagażu czy sprzętu fotograficznego.

Barcelona co zjeść?

O tym co zjeść w Barcelonie i czego spróbować napiszę w osobnym wpisie. Polecane restauracje i bary tapas w Barcelonie opisałam TU.

Barcelona – czy warto?

Przez wiele lat Barcelona była moim ogromnym rozczarowaniem. Ale trudno zachwycić się Barceloną w sierpniu – gdy tłumy turystów uniemożliwiają swobodne poruszanie się po mieście, ceny są horrendalne a pogoda sprawia, że najchętniej siedziałoby się w knajpie z zimnym piwem. Barcelonę warto, a nawet trzeba odwiedzić. Trzeba zobaczyć Sagradę Familię, pospacerować po porcie, poleżeć na Barcelonecie, odwiedzić Camp Nou i oczywiście najeść się tapas i popić je hiszpańskim winem. Ale to wszystko o każdej innej porze roku niż lato!

Barcelona kulinarnie – gdzie zjeść w Barcelonie, gdzie na wino, a gdzie na tapas + najlepsze tarasy widokowe w Barcelonie

Lubię wracać do miejsc gdzie już byłam. Nie tylko dlatego, żeby zobaczyć co się zmieniło ale przede wszystkim dlatego, że są to wyjazdy innego typu. Już nie ma ciśnienia, że trzeba zobaczyć wszystkie ważne miejsca, że trzeba tak wszystko zaplanować, żeby zdążyć zwiedzić wszystko. Ten drugi (i każdy kolejny) wyjazd to jakieś pojedyncze atrakcje, których nie zdążyło się zobaczyć za pierwszym razem i przede wszystkim smakowanie już poznanego wcześniej miejsca. To jest czas na niespieszne spacery, dogłębne poznawanie lokalnej kuchni i… podziwianie miasta z różnych perspektyw.

Przed moim listopadowym wyjazdem do Barcelony zrobiłam sobie listę barów z najlepszym widokiem na miasto. I nie ukrywam, że jeden dzień spędziłam wędrując od baru do baru 😉 Ale poza barami z widokiem na Barcelonę chcę Wam w tym wpisie przedstawić moje ulubione bary tapas w Barcelonie i po prostu fajne miejsca gdzie w Barcelonie można wypić lampkę wina (hiszpańskiego rzecz jasna). Gotowi? To ruszamy zjeść Barcelonę!

Colon Hotel Barcelona, Av. de la Catedral 7

Na dobry początek Hotel Colon – zlokalizowany naprzeciwko katedry św. Eulalii w Barcelonie. Taras widokowy baru wychodzi bezpośrednio na katedrę a w grudniu także na jarmark świąteczny w Barcelonie.

Bar znajduje się na dwóch poziomach – niestety na tym wyższym trudno znaleźć wolne miejsce tak z marszu.

Bar i taras widokowy dostępne są dla wszystkich, nie tylko dla gości hotelowych. Po wejściu do hotelu trzeba kierować się cały czas prosto do windy, a w windzie wybrać ostatnie piętro.

Menu jest dosyć urozmaicone – można napić się kawy, wina czy jakiegoś klasycznego drinka. Ceny całkiem przyzwoite (jak na Barcelonę). Za lampkę cavy (nie przepadam za winem musującym ale przecież w Hiszpanii trzeba choć raz wypić cavę!) zapłaciłam 7 EUR. Można płacić kartą. Bardzo fajne miejsce na lampkę wina w Barcelonie.

The Barcelona Edition – Av. de Francesc Cambó 14

Hotel i bar położone w bliskim sąsiedztwie poprzedniego. Przepiękny ogródek z barem na dachu hotelu! Cudowna obsługa, bardzo dobre jedzenie i jak na 5-gwiazdkowy hotel bardzo przyzwoite ceny. Za patatas bravas (ogromna porcja!) i wino zapłaciłam 12 EUR.

Naprawdę jedno z najpiękniejszych miejsc w Barcelonie gdzie można wybrać się na drinka. Widoki dookoła nie są może zapierające dech w piersiach ale sam bar i ogródek – cudne. Można się rozsiąść na wygodnych kanapach i w otoczeniu zieleni popijać wino. Jeśli jeszcze dodam, że na koniec listopada można tam siedzieć w samej bluzie to już w ogóle bajka! Jeśli miałabym wybrać jedno miejsce najlepsze na drinka w Barcelonie wieczorową porą to wybrałabym właśnie The Barcelona Edition.

Wstęp również wolny – na tej samej zasadzie jak poprzednio. Wchodzimy do hotelu i wjeżdżamy windą na ostatnie piętro.

Barcelo Raval – Rambla del Raval 17

A bar na dachu hotelu Barcelo Raval kilka miesięcy temu zyskał dużą sławę na instagramie. Mam wrażenie, że byli tam już wszyscy no ale zdjęcia, które widziałam zachęciły mnie do tego, żeby też tam podreptać.

Dzielnica Raval ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Ja osobiście należę do tej drugiej grupy – głównie z tego względu, że nie wydaje mi się specjalnie przyjazna i bezpieczna dla samotnie podróżującej kobiety. No ale nie przesadzajmy, za dnia spokojnie można się tam wybrać.

Bar w hotelu Barcelo Raval także dostępny jest dla wszystkich – nie tylko gości hotelowych. Różnica w porównaniu z poprzednimi miejscami jest taka, że tylko jedna (z 3 czy 4) wind dojeżdża do baru. Od wejścia do hotelu na pewno jest to ostatnia. W razie czego pokieruje Was obsługa.

Wybór napojów i ceny podobne jak w poprzednich hotelach natomiast nie da się ukryć, że widoki na Barceloną z tego baru są najlepsze. Można stąd zobaczyć caluteńką Barcelonę – od Sagrady, przez całą dzielnicę gotycką, po port. Nie da się usiedzieć w jednym miejscu. Trzeba wziąć swoje wino/kawę/drinka i tak krążyć od jednej części do drugiej i kolejnych. Barcelona w pigułce. Barcelo 360 Bar to zdecydowanie najlepszy punkt widokowy w Barcelonie!

Ayre Hotel Rosellón – Carrer del Rosselló 390

A jeśli chcecie wypić kawę z widokiem na kościół Sagrada Familia to wybierzcie się do hotelu Ayre Rosellon. Ten taras widokowy wychodzi bezpośrednio na najsłynniejszy kościół Barcelony (i chyba jeden z najsłynniejszych na całym świecie).

Po sezonie nie działa bar na dachu – napoje trzeba zamówić na dole w recepcji i z tak zakupionym napojem dopiero kierować się do windy. Tu tradycyjnie jedziemy na samą górę. I wychodzimy na taras z widokiem na Sagradę. Jeśli planujecie zwiedzanie Sagrada Familia to musicie kupić bilety na określoną godzinę. Warto przyjechać trochę wcześniej i wybrać się właśnie na kawę czy wino do hotelu Ayre. Widoki nieziemskie. Ten taras jest najmniejszy ze wszystkich opisanych i było w nim zdecydowanie najbardziej tłoczno. Ale warto. Zwłaszcza, że kawa kosztuje chyba 3 EUR.

Gats – Carrer d’en Xuclà 7

A gdzie zjeść w Barcelonie? Najlepiej w okolicy la Rambli? Bardzo fajne, choć niestety dość drogie miejsce, to Gats. Są tapas, są dania główne, sałatki, desery. No i oczywiście hiszpańskie wino. W pięknym otoczeniu, z sympatyczną obsługą (mówiącą po angielsku a to wcale nie takie oczywiste w Barcelonie). Za sałatkę i wino zapłaciłam 14 EUR ale warto – super fajne miejsce gdzie można dobrze zjeść w Barcelonie.

Churrería Laietana – Via Laietana 46

Wstyd się przyznać ale nie zawsze pamiętam co w danym miejscu zwiedzałam (przynajmniej nie od razu) ale zawsze pamiętam co jadłam. Jak ktoś mnie pyta o wyjazd do Malagi to zanim sobie przypomnę muzeum Picassa i inne atrakcje to przed oczami mam śniadania w postaci churros z czekoladą. Jedzone w słoneczny grudniowy poranek na tarasie małej kafejki.

Od tamtej pory zawsze jak jestem w Hiszpanii to chociaż raz pozwalam sobie na churros. Strasznie to niezdrowe, tłuste i kaloryczne ale… dla mnie nie ma chociażby weekendowego wyjazdu do Hiszpanii bez churros.

A gdzie zjeść churros w Barcelonie? Tylko i wyłącznie w Churrería Laietana. To bardzo mały lokal ale z długą tradycją. Czekolada jest tu gęsta ale nie budyniowa, churrosy świeżutkie i chrupiące a wszystko za jakieś 3 EUR. Pyszności!

Bar del Pla – Carrer de Montcada 2

Najprawdziwszy bar tapas w Barcelonie. Turyści mieszają się z lokalesami, wino się leje, goście przekrzykują. Dużo się dzieje, dużo się pije, dużo się jada.

Ja w ogóle jakąś wielką fanką tapas nie jestem no ale wychodząc z założenia, że jeść i pić trzeba lokalnie to z Hiszpanii do winka zawsze się na jakieś tapas skuszę. Tu padło na jakiś kulki ze szpinaku i gorgonzoli. O dziwo można się tym było całkiem nieźle najeść mimo niewielkiej porcji. Ale Bar del Pla polecam Wam w Barcelonie głównie ze względu na atmosferę – na podejrzenie jak ci młodzi (choć nie tylko młodzi) mieszkańcy Barcelony spędzają czas. I w ogóle okolica tego baru jest taka bardzo barcelońska, fajna. Gdzie na tapas w Barcelonie? Bar del Pla! Koniecznie przy barze!

Kino BCN – Carrer de Ferlandina 23

Miejsce w dzielnicy Raval gdzie warto zjeść. Można tę Raval lubić lub nie ale będąc w Barcelonie trzeba tam zajrzeć. A zjeść na pewno warto w barze o nazwie Kino, dokładnie naprzeciwko MACBA – Muzeum Sztuki Współczesnej. Już przy okazji jedzenia w Madrycie pisałam, że ja to jestem w gruncie rzeczy prosta w obsłudze – jajka i ziemniaki mnie zupełnie zadowolą 😉 Tak więc w KINO skusiłam się na moją ulubioną tortillę de patatas.

Kino to świetna miejsce w Barcelonie na tapas, na śniadanie, na kawę i na wino. Bardzo przyzwoite ceny, świetna obsługa, fajne wnętrza, przyjemny ogródek (w listopadzie!) – zdecydowanie warto rozważyć szukając fajnego baru w Barcelonie.

El Nacional – Passeig de Gràcia 24

A jeśli szukacie czegoś bardziej fancy na obiad lub kolację w Barcelonie to koniecznie odwiedźcie El Nacional. Jest to przestrzeń z barem pośrodku (super na kawę, piwo lub drinka) otoczona różnego rodzaju restauracjami. W El Nacional można spróbować kuchni hiszpańskiej i międzynarodowej, są tu dobre restauracje serwujące owoce morza, a to wszystko w przepięknych wnętrzach. Obowiązkowy punkt na kulinarnej mapie Barcelony!

W Barcelonie warto też oczywiście zjeść na najsłynniejszym targu – Mercat la Boqueria. Ale w związku z tym iż poza wycieczką po barach z widokiem urządziłam sobie też tour po barcelońskich targowiskach to napiszę o nich wszystkich w osobnym wpisie. Mam nadzieję, że nastąpi to szybciej niż za pół roku 😉

Ustka – atrakcje najbardziej uroczego kurortu nad polskim Bałtykiem!

No kto by pomyślał, że spontaniczny wypad do Ustki okaże się takim zachwytem 😉 Miasteczko położone na wybrzeżu Słowińskim zachwyca architekturą, pięknymi plażami i mnóstwem zieleni. Jakie atrakcje turystyczne oferuje Ustka? Czy w Ustce jest co robić gdy pada deszcz? Co zobaczyć i co zwiedzić w Ustce? Zapraszam na spacer po Ustce 🙂

Syrenka

Zwiedzanie Ustki trzeba zacząć od jej największej atrakcji – Syrenki Usteckiej. Syrenka jest związana z Ustką od 1922 roku gdy pojawiła się w herbie miasta. Syrenka pluska się w morzu trzymając w dłoni łososia – symbol usteckiego rybołówstwa. Za plecami ma żaglowiec. Pomnik Syrenki pojawił się w Ustce dopiero w 2010 roku – jest efektem zbiórki mieszkańców i przyjaciół Ustki.

Z ustecką Syrenką związana jest oczywiście legenda. Trzeba ją pogłaskać po lewej piersi, żeby spełniło się… 1,5 życzenia 😉 A dlaczego tylko 1,5? Bo 3 życzenia spełnia złota rybka, a Syrenka jest pół-rybą pół-kobietą.

Za Syrenką rozciąga się jeden z falochronów powszechnie nazywany molo. Ustka takiego typowego drewnianego molo nie ma – ma za to trzy falochrony – Wschodni, Zachodni i tzw. III molo. Falochrony wschodni i zachodni znajdują się po dwóch stronach rzeki Słupi, do trzeciego trzeba dojść ok. 1,5 km. W chwili obecnej (lipiec 2020) wejście na III molo w Ustce jest niemożliwe – jest ono zagrodzone i wyłączone z użytkowania ze względów bezpieczeństwa.

Promenada

Lato, wakacje, kurort, morze – musi być promenada! Promenada w Ustce nie jest zbyt długa i wygląda dokładnie tak jak wszystkie promenady w nadmorskich kurortach. Nie jest aż tak przaśnie i odpustowo jak w Międzyzdrojach ale nie da się ukryć, że to najmniej urocze miejsce w Ustce. Jest głośno, tłoczno, śmierdzą smażone frytki i straszą kolorowe baloniki.

Natomiast w bliskiej okolicy promenady znajduje się kilka ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Jedną z najpopularniejszych atrakcji Ustki jest ławeczka Ireny Kwiatkowskiej, która często spędzała wakacje w Ustce.

Przy usteckiej promenadzie warto zobaczyć dawne cieplice – Zakład Przyrodoleczniczy (budynek z 1911 roku). Ustka to wszak po dziś dzień uzdrowisko!

Niedaleko znajduje się kolejny zabytek Ustki – Dworek Różany – przepiękna willa uzdrowiskowa z ogrodem różanym.

Dzielnica willowa Ustki również pełna jest zabytkowych willi – warto zobaczyć Hotel Alga (budynek z 1901 roku) czy Villę Red, w której mieści się dziś restauracja i hotel.

Kolejny zabytkowy budynek w tej części Ustki to Ośrodek Delfin – dworek z dziedzińcem i podjazdem.

W drodze powrotnej na promenadę warto jeszcze spojrzeć na Dom Pracy Twórczej – jeden z najlepiej zachowanych zabytków Ustki

Park Chopina

Przy promenadzie znajduje się park Chopina z pomnikiem Chopina oraz pomnikiem Umierający Wojownik. Początkowo upamiętniał on mieszkańców Ustki poległych w I wojnie światowej, później przemianowano go na pomnik poświęcony bezimiennym bohaterom wojen światowych.

Latarnia morska

Co zobaczyć w Ustce? Koniecznie latarnię morską! Cena biletu wstępu na latarnię to 8zł. Trzeba wejść schodami ale to naprawdę niewielka wspinaczka. A widoki nieziemskie – widać całą Ustkę (z każdej strony), bezkres Bałtyku i mnóstwo zieleni – dopiero z góry widać na jakim pięknym terenie położona jest Ustka. Latarnia morska w Ustce składa się z ośmiokątnej wieży i przylegającego do niej budynku latarników. Przed latarnią stoi pomnik upamiętniających usteckich latarników.

Niedaleko latarni znajduje się pomnik poświęcony ludziom morza. Przedstawia postać kobiety, która czeka na powrót swojego syna z morza. Przed pomnikiem zostały umieszczone dwa drewniane koła sternicze oraz kotwica.

W uliczce Zaruskiego, tuż obok pomnika, w zabytkowym spichlerzu portowym, znajduje się Bałtycka Galeria Sztuki (Centrum Aktywności Twórczej w Ustce). Już z daleka widać zainstalowany na budynku napis Jest fajnie ale trochę boimy się miłości / wojny. Słowa wyświetlają się naprzemiennie, są wobec siebie alternatywą, uzupełniają pełną sentencję, prowokują do opowiedzenia się po którejś ze stron. Pojawia się tu kontekst historyczny i militarny Ustki jako ważnego punktu na mapie obronnej, z drugiej strony zaś letnia miłość i wakacyjny relaks, zapomnienie o sprawach bieżących i skupiania uwagi na przyjemnościach. 

Naprzeciwko znajdują się trzy murale na podstawie drzeworytów japońskiego artysty Hokusai. Ustka to bez wątpienia najbardziej muralowe i streetartowe miasteczko nad polskim Bałtykiem! Pomijając Gdynię i Gdańsk nigdzie nie ma tylu murali co w Ustce! A że ja streetart kocham to i Ustkę musiałam obdarzyć cieplejszymi uczuciami!

Stąd można przejść kawałek, by zobaczyć Zaułek Kapitański – jest to właściwie park Jana Pawła II, w którym mieścił się kościół św. Mikołaja. Wieża tego kościoła w XIV wieku służyła jako latarnia morska. W parku znajduje się dziś makieta dawnej osady rybackiej.

Bulwar Portowy

Drugi deptak w Ustce – moim zdaniem zdecydowanie przyjemniejszy niż promenada – to Bulwar Portowy. Jak nietrudno się domyślić biegnie wzdłuż portu i otoczony jest pięknie odnowionymi kamienicami, w których mieszczą się hotele, apartamenty i restauracje. Nie ma tych męczących straganów. Bardzo przyjemnie miejsce na spacer. Stąd można się też wybrać na rejs statkiem z Ustki na otwarty Bałtyk. Kilka mniejszych i większych statków zabiera turystów ma kilkudziesięciominutowe rejsy, w sezonie letnim odbywają się one praktycznie co godzinę. Jest też możliwość przejażdżki taką szybką łodzią oraz skuterem wodnym.

Kładka

Kładka, a właściwie most obrotowy w Ustce to atrakcja sama w sobie ale też przeprawa dla pieszych nad kanałem portowym. Kładka jest otwierana dla pieszych o każdej pełnej godzinie na 20 minut. W sezonie letnim od 9 do 24.

Stara Osada Rybacka

Ustka nie ma typowego starego miasta ale zabytki i stare zabudowania można znaleźć w części miasta, która kiedyś była rybacką osadą. Gdzie jej szukać i jak ją rozpoznać? To bardzo proste – wystarczy patrzeć pod nogi. W miejscu dawnej osady rybackiej wmurowano tablice z nazwami ryb.

Częścią starej Ustki jest też skwer Aliny Skibniewskiej z multimedialną fontanną i wystawą dotyczącą historii Ustki.

Zaraz za skwerem znajduje się Dom Kapitana Haase. Ten zabytek Ustki z 1804 roku mieści obecnie Centrum Kultury Bałtyckiej.

W sąsiedztwie Domu Kapitana znajduje się Dom Kultury w Ustce. Podczas mojego pobytu odbywał się tam wernisaż wystawy fotografii Bielsko- Biała i Beskidy tęsknią za Tobą.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się kolejne ciekawe miejsce w Ustce – Skwer Trzech Gracji. Pośrodku ustawiono fontannę, dookoła której odpoczywają trzy Gracje: Aglaja – Promienna, Eufrozyna – Rozumna i Taleja – Kwitnąca.

Co jeszcze warto zwiedzić w Ustce? Można zobaczyć kościół Najświętszego Zbawiciela znajdujący się niemal naprzeciwko dworca autobusowego. Dawniej był to kościół protestancki, do kościoła katolickiego włączono go po 1945 roku.

Nieopodal znajduje się budynek Mistral Cafe pokryty kolorowymi muralami.

Urząd Miasta

Z kościoła warto przejść zobaczyć budynek Urzędu Miasta Ustka (ul. Wyszyńskiego 3). Przed wejściem znajdują się tabliczki z miastami partnerskimi Ustki – wśród nich Połągi.

Przed urzędem znajduje się kapsuła czasu – zamurowana w 2018 roku urna z pamiątkami od mieszkańców Ustki, która ma zostać otwarta przez potomnych po 100 latach.

Ratusz w Ustce mieści się w budynku dawnej szkoły – działała tu ona aż do 2004 roku.

Za urzędem miasta kolejna gratka dla miłośników murali – dzieło przedstawiające morze z cytatem Czesława Miłosza. Mural powstał w ramach projektu Budżetu Obywatelskiego w 2017 roku.

Idąc dalej prosto dociera się do Placu Wolności – jest to właściwie bardzo spokojny, zielony i piękny park. Jeśli chcecie odpocząć od tłumu turystów na promenadzie to to jest dobry adres.

Stąd można iść do promenady albo wrócić w kierunku dworca i zobaczyć dwa parki – park Pożarników i park Usteckich Stoczniowców. W tym ostatnim znajduje się jedna z najnowszych atrakcji Ustki – tężnie. Okazuje się, że nie tylko Świnoujście zyskało w 2020 roku tężnie.

Po drodze warto zwrócić uwagę na budynek kina Delfin – to jedno z najstarszych kin w Polsce!

Bunkry Bluchera

Jeśli zastanawiacie się co można zwiedzić w Ustce zachodniej (po drugiej stronie rzeki i kładki) to odpowiedź brzmi Bunkry Bluchera. Jest to muzeum na świeżym powietrzu (i pod ziemią) gdzie można zobaczyć m. in. filmowy nalot bombowy na Ustkę. Cena zwiedzania bunkrów to 18zł + 10zł za audioprzewodnik. Dla pasjonatów na pewno ciekawa atrakcja.

Trakt usteckich Marynarzy, Rybaków i Żeglarzy

Zachodnia część Ustki to nie tylko bunkry i plaża ale też pieszo-rowerowy trakt Marynarzy, Rybaków i Żeglarzy.

Po zachodniej stronie Słupi znajduje się też stacja ratownictwa morskiego.

Największa atrakcja tej części Ustki to jednak stocznia i marina gdzie cumują liczne łódki i jachty.

Znajduje się tu też targ rybny gdzie rano można kupić świeże ryby prosto z kutra.

Ustka – co robić gdy pada?

No właśnie. Piękna pogoda i polski Bałtyk nie zawsze idą w parze. Czy Ustka to miejsce gdzie jest co robić gdy pada czy trzeba uciekać? Absolutnie nie trzeba. Wiadomo, że ładniej i przyjemniej jest gdy jest ciepło i słonecznie ale jeśli podczas wakacji w Ustce zdarzy się deszczowy dzień to Ustka ma też ciekawe miejsca, które można zwiedzać. Są to ciekawe muzea – Muzeum Ziemi Usteckiej, Muzeum Chleba, Muzeum Mineralogiczne i Muzeum Bursztynu. Dla dzieci Muzeum Figur Woskowych.

Tuż przy Muzeum Chleba znajdują się kolejne murale – tym razem promujące Swołowo – Krainę w Kratę.

Plaże

No dobra, było o atrakcjach w Ustce na deszcz ale jednak jadąc na wakacje zakłada się ładną pogodę. A ładna pogoda nad morzem oznacza oczywiście plażowanie (jak ja nie znoszę tego piasku włażącego WSZĘDZIE!). Ustka to długie i piękne plaże. Są właściwie dwie – wschodnia i zachodnia. Wschodnia jest zdecydowanie bardziej popularna i zatłoczona. Jest też węższa i dla mnie mniej atrakcyjna.

Zdecydowanie ładniejsza jest plaża Zachodnia w Ustce – bardzo szeroka, długa i piękna.

Na plażę wschodnią można się dostać Traktem Solidarności.

Stawek Upiorów

O tym co zobaczyć w okolicach Ustki napiszę w osobnych wpisach (będą dwa – jeden o Orzechowie, drugi o Krainie w Kratę) ale jest jedno miejsce, które wspomnę tutaj. Chodzi o Stawek Upiorów. Znajduje się on jeszcze w granicach Ustki – w okolicach stacji kolejowej Ustka Uroczysko. Skąd dramatyczna nazwa tak pięknego miejsca? W jeziorku miały tonąć zwierzęta i topić się ludzie. Ci, którzy tam utonęli podobno do dziś straszą 😉 Może nocą tylko odważni się wybiorą nad jeziorko – za dnia nie ma czego się bać, jest przepięknie!

Ustka – czy warto?

Ustka mnie zauroczyła, zachwyciła i na pewno będę wracać. Warto! Jak napisałam w tytule – to jeden z najbardziej uroczych kurortów nad polskim Bałtykiem.