Mińsk – zwiedzanie

Mińsk – stolica i największe miasto Białorusi, położone nad rzeką Świsłocz. Założone w 1067 roku, obecnie zamieszkiwane przez ok. 1,9 mln ludzi. Informacje praktyczne o organizacji wyjazdu na Białoruś znajdziecie TU a teraz zapraszam wycieczkę po największych atrakcjach Mińska – miasta będącego pomnikiem architektury socjalistycznej a jednocześnie zaskakującego nowoczesnością.

Moje pierwsze wrażenie było takie, że Mińsk pomnikami stoi. Raz, że napotkamy je na każdym kroku a dwa, że wszystkie są naprawdę imponujących rozmiarów, trudno je przegapić. Do tego po zmroku wszystkie pięknie podświetlone.

Większość atrakcji i zabytków Mińsk znajduje się wzdłuż 8-kilometrowej alei Niepodległości (prospekt Niezawisimosti). W Mińsku nie mamy centrum takiego jak rynek czy stare miasto.

Pierwszym miejscem jakie napotkamy po przyjeździe do Mińska to Plac Priwaksalnaja, zwany placem trzech dworców, bo łączy  dworzec autobusowy i dwa dworce kolejowe. Znajdują się przy nim tzw. Wrota Miasta, czyli dwie wieże – jedna z godłem Białorusi, druga z wielkim zegarem będącym trofeum wojennym przywiezionym z Niemiec.

Tuż przy dworcu kolejowym znajduje się plac Lenina, zwany także Placem Niepodległości. Plac ten, największy w mieście, daje początek wspomnianej już alei Niepodległości. Mamy tu oczywiście pomnik Lenina wykuty w granicie. Otaczają go budynki Uniwersytetu Mińskiego, słynny hotel Mińsk oraz kościół katolicki pw. św. Szymona i Heleny z pomnikiem Jana Pawła II. Ponadto przy placu znajduje się aktualna siedziba białoruskiego parlamentu – Dom Rządu zbudowany w latach trzydziestych XX wieku. Pod placem ukryte jest… centrum handlowe Stolica.

Przy alei Niepodległości znajduje się też najstarszy dom handlowy na Białorusi – GUM, czyli Gosudarstwiennyj Uniwiersalnyj Magazin. Skojarzenia z Moskwą nieuniknione. GUM działa nieprzerwanie od 1951 roku, a najpopularniejszym i najbardziej obleganym miejscem jest tam… McDonald’s.

Jednym z głównych i największych placów w mieście jest Plac Październikowy (Oktiabrskaja). Dawniej rynek targowy, obecnie arena spotkań i miejskich wydarzeń. Otaczają go monumentalne gmachy instytucji państwowych, wśród nich Pałac Republiki, Pałac Prezydencki i Pałac Kultury Związków Zawodowych. W sąsiedztwie placu mieściło się też Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej teraz przeniesione na Aleje Zwycięzców, zaś w dawnym budynku muzeum urządzono… luksusowy hotel. Plac jest miejscem zgromadzeń opozycjonistów prezydenta Łukaszenki.

Drugi duży plac to Plac Zwycięstwa (plac Pobiedy) z wielkim obeliskiem na cześć bohaterów II wojny światowej, przed którym płonie ogień. na co dzień raczej pusty, podczas obchodów świąt państwowych wypełniają go kombatanci, delegaci i mieszkańcy.

Przy prospekcie Niepodległości mieści się także budynek Cyrku Państwowego. Miński cyrk był pierwszym stacjonarnym cyrkiem Związku Radzieckiego. Budynek powstał w latach 1952 – 1958 i do dziś jest areną gdzie odbywają się różnego rodzaju występy – od przedstawień na wodzie po pokazy akrobatyczne. Cyrk otwarto oficjalnie 11.02.1959 i dzień ten uznaje się za narodziny współczesnego białoruskiego cyrku. W latach 2008-2010 budynek cyrku przeszedł gruntowny remont i w tej chwili jest jedną z najnowocześniejszych aren Europy. Białoruski Cyrk Państwowy jest jedynym cyrkiem na świecie, który jest ulokowany przy głównej ulicy miasta (Białorusini się  tym chwalą to i ja napiszę;) ).

W Mińsku znajduje się mnóstwo parków i terenów rekreacyjnych. Na terenie jednego z nich znajduje się wyspa Łez. Jest to właściwie niewielka wysepka, z jednej strony połączona z lądem niewielkim mostem, na której znajduje się pomnik sowieckich żołnierzy, którzy zginęli w Afganistanie w latach 1979-1989. Historia smutna ale przyznam szczerze, że to jedno z moich ulubionych miejsc w Mińsku – zielone, ciche, spokojne, otoczone wodą z każdej strony, z ławeczkami. Aż nie chce się stamtąd ruszać.

Największym i najpopularniejszym parkiem w Mińsku jest Centralny Park Gorkiego przecięty przez rzekę Świsłocz. Po rzece można popływać rowerkiem wodnym (nawet w październiku!). W parku znajduje się ławeczka z pomnikiem poety Maksymiliana Gorkiego.

Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, aktualnie zlokalizowane przy Prospekcie Niepodległości, to aż 24 (!) hale wypełnione wystawami prezentującymi przedmioty cywilne i wojskowe z okresu wojny 1941-1945.  Muzeum znajduje się w otoczeniu parku, jest bardzo dobrze utrzymane i zadbane. Tereny dookoła zachęcają do spaceru.

I na koniec taka jeszcze ciekawostka. W Mińsku jest pełno kasyn. Widocznie Białorusini miłują się w hazardzie. Kasyno znajduje się praktycznie w co drugim hotelu. Jeśli ktoś z Was chciałby spróbować szczęścia a do Las Vegas za daleko to polecam wycieczkę do Mińska 😉

Rok 2018 – podróżnicze podsumowanie

Podróżniczo rok 2018 jest już zamknięty. Jaki był? Intensywny, to na pewno. Pełen wrażeń. A w liczbach? W podróży spędziłam 143 dni 2018 roku (nie, nie pracuję na etacie), odbyłam 68 lotów trwających łącznie 157 godzin i liczących 91 622 kilometrów Odwiedziłam 18 krajów (Kenia, Sri Lanka, Malediwy, Portugalia, Grecja, Islandia, Szwajcaria, Liechtenstein, Włochy, Francja, Luksemburg, Tanzania, Białoruś, Ukraina, Estonia, Belgia, Holandia, Zjednoczone Emiraty Arabskie) z czego 8 (Kenia, Sri Lanka, Malediwy, Islandia, Liechtenstein, Luksemburg, Tanzania, Białoruś) po raz pierwszy. Wszystkie odwiedzone przeze mnie kraje możecie znaleźć TU. A jak wyglądały poszczególnie miesiące? Zapraszam do podsumowania.

W Nowym Roku ludzie zazwyczaj podejmują postanowienia. Ja też takiego chyba po raz pierwszy w życiu dokonałam. Chciałam mniej podróżować, założyłam sobie limit 5 wyjazdów na rok. Jak widać silnej woli starczyło mi tylko na początek roku…

Rok 2018 to też niestety rok odwołanych wyjazdów – musiałam zrezygnować aż z pięciu – nie poleciałam na Kos, do Wietnamu, do Londynu, do Budapesztu oraz do Neapolu. I wiecie którego mi najbardziej żal? Przedświątecznej jednodniówki w Londynie. Naoglądałam się instagramowych zdjęć przedświątecznego Londynu stąd chyba mój ogromny żal i rozczarowanie. Poza tym niestety musiałam zmienić plany na dużą część 2019 roku co oznacza, że nie polecę do Walencji, Malezji, Singapuru, Korei i Barcelony. No ale cóż, mam nadzieję, że po beznadziejnym 2018 i słabo zapowiadającym się 2019 wróci w końcu normalność. 2020 liczę na Ciebie 😉

A teraz proszę o zapięcie pasów, startujemy w podróż po roku 2018!

styczeń 2018

Tradycyjnie u mnie miesiąc małej aktywności podróżniczej. Tylko tygodniowy wyjazd do Warszawy będący raczej nadrabianiem zaległości kulturalno-towarzyskich 😉 Moja doroczna tradycja, w 2019 mam zamiar być jej wierna 😉

luty 2018

Kenia – rajskie wakacje w czasie największych mrozów w Polsce i absolutnie fantastyczne safari. Zakochałam się w czerwonych słoniach i mimo iż Kenia nie jest najpiękniejszym ani najbezpieczniejszym miejscem na świecie to ze względu na safari każdemu polecam ten kierunek na wakacje.

marzec 2018

Kenia była właściwie na przełomie lutego i marca 😉 Więcej w tym miesiącu nie podróżowałam.

kwiecień 2018

Weekend w moim ukochanym Krakowie. Kazimierz, klimatyczne knajpy, najlepsza na świecie pascha w Dawno Temu na Kazimierz, kawa po arabsku  w Chederze i pierwszy raz w życiu na żywo Cirque du Soleil. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju! A że Cirque du Soleil w marcu wraca do Polski to już wiecie gdzie mnie szukać w pierwszy weekend marca 2019 😉

maj 2018

Majówkę spędziłam na Sri Lance i  na Malediwach. Malediwy, co do których byłam zupełnie nieprzekonana (nie jestem plażowym typem) okazały się strzałem w dziesiątkę, prawdziwym rajem i najbardziej udanym wyjazdem 2018 roku. Jeśli się zastanawiacie czy nie będziecie się tam nudzić (ja się tego obawiałam) to gwarantuję, że nie będziecie.

czerwiec 2018

Czerwiec to 2 tygodnie w zimnej i deszczowej Portugalii – Lizbona, Porto, Coimbra, Faro, Aveiro, Obidos. Może coś jeszcze, nie pamiętam. Wyjazd do zapomnienia. Byłam wcześniej w Portugalii trzykrotnie i uwielbiałam ten kraj, po czerwcowej wyprawie mam wyłącznie złe skojarzenia z tym krajem. Mam nadzieję, że jeszcze go kiedyś odczaruję.

lipiec 2018

Po podróżniczym spokoju pierwszej połowy roku wyruszyłam w nieustającą podróż.

W połowie lipca spędziłam weekend w cudownej i magicznej Islandii. Zobaczyłam co prawda tylko jej południowo-zachodnią część ale cały czas się zachwycałam i jestem przekonana, że kiedyś tam wrócę. Najchętniej zimą, żeby zapolować na zorzę polarną.

Kolejny weekend spędziłam w Zurychu, Lucernie i Liechtensteinie. Głównym celem wyjazdu było odwiedzenie Liechtensteinu, który okazał się zupełnie nieciekawy. Za to w Zurychu pomyślałam sobie, że mogłabym tam mieszkać a Lucerna jest prawdziwą perełką Szwajcarii. Do tego sporo jeździłam pociągami podziwiając górskie krajobrazy. Pięknie było!

Na przełomie lipca i sierpnia wybrałam się na Mykonos zwiedzając po drodze Ateny. O tych wyjazdach możecie  poczytać TU i TU.

sierpień 2018

6.08.2018 na świecie pojawiło się moje dziecko, czyli ten blog 😉

Jeden z weekendów sierpnia spędziłam w Alzacji. Przeurocze Colmar i Eguisheim oraz największe miasto w regionie – Strasbourg. Już po pierwszym dniu wiedziałam, że będę chciała tam kiedyś wrócić zimą, w okresie świątecznym. I kiedyś na pewno wrócę. Mimo tego co się stało  na tegorocznym jarmarku w Strasbourgu.

Długi sierpniowy weekend spędziłam nad cudownym Jeziorem Como o czym możecie poczytać TU.

I ostatni weekend sierpnia – Luksemburg. Kraj malutki ale mający wiele do zaoferowania o czym pisałam TU. Kiedyś na pewno wrócę a Wam serdecznie polecam podróż do Luksemburga!

wrzesień 2018

Początek września to powrót do Grecji. Tym razem na Skiathos i Skopelos.

Poza tym krótki wypad do Szczecina (pierwszy raz w życiu!) – więcej wyjazdów do tego miasta nie planuję, sorry Szczecinianie 😉

I  na koniec września urodzinowy wyjazd na Zanzibar. Było rajsko i pięknie ale nie tak bosko jak na Malediwach.

październik 2018

Październikowy weekend i największe pozytywne zaskoczenie tego roku – Białoruś.

Kolejny weekend spędziłam na warszawskiej Pradze. I jestem na tyle zachwycona, że już niedługo będzie ciąg dalszy odkrywania Pragi.

listopad 2018

Długi listopadowy weekend to lato w Kalabrii. Zwiedzanie bez tłumów, mnóstwo pysznego jedzenia i atmosfera dolce far niente.

Kolejny weekend to zupełna zmiana klimatu – kilka dni w Kijowie. Już nie tak cudownie jak we Włoszech ale też bardzo smacznie 😉

Następnie była krótka wizyta we Wrocławiu – świąteczny jarmark, krasnale i nieświecąca choinka 😉 Wrocławski jarmark ma najdłuższą historię wśród polskich jarmarków i trzeba przyznać, że z roku na rok jest coraz bardziej okazały.

Nie zdążyłam jeszcze dobrze wrócić z Wrocławia a już leciałam do Estonii. W Tallinnie piłam najpyszniejszego na świecie grzańca na jarmarku świątecznym, w Tartu eksplorowałam nieco opustoszałe miasteczko a w Parnawie podziwiałam uroki letniego kurortu w zimowej aurze. Te miasta pojawią się na blogu już za momencik, bądźcie czujni 😉

grudzień 2018

Pierwszy weekend grudnia to wyjazd do Eindhoven, krótka wizyta w Amsterdamie (po raz kolejny, to miasto chyba nigdy mi się nie znudzi!) oraz dzień spędzony w Antwerpii. Amsterdam Light Festival zachwycił mnie na tyle, że za rok chcę polecieć tam na dłużej i tuż przed samymi świętami (świąteczne jarmarki w Holandii i Belgii zaczynają się dopiero po 8 grudnia). Podczas tego wyjazdu miałam odwiedzić jeszcze Gandawę ale niestety musiałam zmienić swoje plany. Kiedyś na pewno do Ghent pojadę.

Następnie miała być przedświąteczna jednodniówka w Londynie i weekend w Budapeszcie. Niestety oba wyjazdy musiałam odwołać.

Święta spędziliśmy całą rodziną w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Rezydowaliśmy w Dubaju, na jeden dzień wybraliśmy się do Abu Dhabi. Była to moja druga wizyta w Emiratach i muszę przyznać, że wrażenia mam lepsze niż po pierwszej. Dubaj staje się coraz bardziej miastem dla ludzi. Kiedyś tylko wieżowce, teraz tworzy się trochę miejsc gdzie można spędzić miło czas w otoczeniu zieleni. Nadal nie jest to moje ulubione miejsce na świecie ale myślę, że jeszcze tam kiedyś wrócę. Mam nadzieję, że uda mi się już wkrótce zamieścić wpis na blogu o tym mieście przyszłości.

Podsumowanie

Najfajniejsze miejsce? Malediwy. Bezsprzeczny nr 1 tego roku, raj dokładnie taki jak na pocztówkach. Nr 2 Islandia – cudowna, magiczna, zielono-czarna kraina elfów. Kiedyś tam na pewno wrócę. Nr 3 – tu mam większy problem, zastanawiałam się nad Zanzibarem i Kenią i mimo mojej ogromnej sympatii do tanzańskiej wyspy jednak przyznaję to miejsce Kenii ze względu na jedno z najcudowniejszych doświadczeń jakie można sobie wymarzyć – safari. Zobaczyć jak lew je zebrę na śniadanie – to widok wart wstania o 5 rano i widok wspanialszy niż najpiękniejsza plaża Zanzibaru.

Największe zaskoczenie? Białoruś. Kraj, po którym nie spodziewasz się niczego szczególnego zaskakuje Cię pięknymi zabytkami, gościnnymi ludźmi, zielenią w mieście i najzłotszą jesienią w życiu. Drugie bardzo pozytywne zaskoczenie to Luksemburg, który wszyscy mi  odradzali. Bo drogo, bo tam nic nie ma, bo to, bo tamto. Wszystko to nieprawda!

Najgorszy wyjazd? Portugalia. Nie ma się co rozwodzić, źle zaplanowany, źle zorganizowany, z fatalną pogodą. Stracone 2 tygodnie z życia. Poza tym nie zachwycił mnie Kijów ani Mykonos.

Plany na 2019

Rok 2018 mi niestety udowodnił, że nie ma co za dużo planować, bo życie miewa wobec nas inne zamiary. Jak już wspominałam wcześniej musiałam odwołać większość zaplanowanych na pierwszą część 2019 roku wyjazdów. To co się na chwilę obecną wydaje w miarę pewne to styczniowy weekend w Sevilli, marcowy weekend w Bordeaux i majówka na Seszelach. A co z tego wyjdzie to sama chciałabym wiedzieć…

Cudownego 2019 roku!

Białoruś – zamki w Mirze i Nieświeżu

Z Mińska warto wybrać się na wycieczkę do Miru i Nieświeża. W obu tych miejscowościach znajdują się zamki wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Zamek w Mirze

Jego budowa rozpoczęła się na przełomie XV i XVI wieku przez starostę Jerzego Illinicza. W 1568 roku przeszedł w ręce rodziny Radziwiłłów, którzy przebudowali go w stylu renesansowym.

Historia nie oszczędzała zamku. W 1656 roku został zniszczony przez Moskali, a w 1706 roku przez Szwedów. W 1919 roku na zamku bolszewicy dokonali morderstw Aleksandra Haciskiego, Wincentego Łotarewicza, Wołodźka i Kurnatowskiego. W 1941 roku na terenie zamkowego parku mordowano Żydów, a w 1942 roku utworzono tam getto.

Po wpisaniu zamku na listę UNESCO w 2000 roku rozpoczęto jego odbudowę i przywracanie dawnej świetności. W 2010 roku zamek otwarto dla zwiedzających. Poza odbudową samego kompleksu odtworzono też włoski park renesansowy i park angielski ze stawem.

Mir znajduje się ok. 90 km  od Mińska, najłatwiej dojechać tam wynajętym autem, większość drogi prowadzi autostradą. Kursują też autobusy z Mińska, podróż trwa ok. 2 godziny.  Zamek odwiedza ok. 300 tys. turystów rocznie, głównie Białorusinów. Zamek otwarty jest  od 10 do 18, bilet dla osoby dorosłej kosztuje 12 BYN od poniedziałku do piątku i 14 BYN w weekend.

O ile sam zamek z zewnątrz, park i otoczenie jest naprawdę piękne i warto je zobaczyć to moim zdaniem nie warto zwiedzać go wewnątrz, naprawdę ekspozycje są mało ciekawe i co najważniejsze nie ma opisów po angielsku, tylko po rosyjsku.

Zamek w Nieświeżu

Kolejna rezydencja Radziwiłłów. Miasto Nieśwież założono w 1446 roku. Budowa renesansowo-barokowego zamku rozpoczęła się w 1582 roku, a zakończyła w 1604. Na przestrzeni lat zamek wielokrotnie był przebudowywany. W 1657 roku przeszedł w ręce Rosjan, a w 1706 w ręce Szwedów. W 1770 roku ponownie trafił w ręce Rosjan, a Radziwiłłowie zostali z niego wygnani. Zamek wrócił w ich ręce między 1881 a 1886 rokiem. Wtedy zamek został wyremontowany, a wokół niego zaprojektowano park w stylu angielskim. Niestety podczas I wojny światowej zamek ponownie  został zniszczony. Restaurację zamku  rozpoczęto w 1997 roku. Podobno pochłonęła ona 55 mln USD!!! W 2005 roku trafił na listę UNESCO, a w 2012 roku udostępniono go zwiedzającym.

Zamek w Nieświeżu zdecydowanie warto zwiedzić w środku. Tu ekspozycje są niezwykle bogate i barwne, wszystkie opisy są także po angielsku.

Przy sprzyjającej pogodzie (ja trafiłam na fantastycznie ciepły i słoneczny październikowy weekend) warto zrobić sobie spacer dookoła zamku jak i w znajdującym się obok parku.

Legenda mówi, że zamek w Nieświeżu jest siedzibą czarnej damy – ducha Barbary Radziwiłłówny. Na Białorusi krążą także legendy o skarbach ukrytych na terenie zamku, wśród nich dwunastu złotych figurach apostołów.

Na wycieczkę do obu zamków wraz ze spacerami po ogrodach warto poświęcić cały dzień.

Białoruś bez wizy – informacje praktyczne

Białoruś – kraj, który od dawna chodził mi po głowie ale mając w pamięci ile zachodu i problemów kosztowało mnie wyrobienie wizy rosyjskiej odkładałam ten kraj „na później”, a nóż może kiedyś wizy zniosą… I chociaż nie liczyłam, że to się naprawdę stanie to prezydent Łukaszenka postanowił wyjść na przeciw potencjalnym turystom z 77 krajów i zniósł obowiązek wizowy.

Białoruś bez wizy – czyli w praktyce jak?

Na Białoruś możemy wybrać się bez wizy pod warunkiem, że lecimy samolotem do Mińska. Początkowo ruch bezwizowy obowiązywał na 5 dni, w lipcu 2018 r. wydłużono ten czas do 30 dni ale po 5 dniach pobytu na Białorusi trzeba dokonać „meldunku”. Podobno dokonuje tego obsługa hotelowa ale nie sprawdzałam na własnej skórze, gdyż na Białoruś udałam się na krótki 3-dniowy wypad.

Białoruś bez wizy – dokumenty

Żeby wjechać na Białoruś bez wizy nadal potrzebujemy  paszport, ubezpieczenie zdrowotne na Białoruś (uwaga, większość polis nie jest honorowanych na Białorusi, musimy mieć specjalne ubezpieczenie na Białoruś, ja swoje kupowałam TU, kosztowało całe 8 zł na 3 dni.  Ważne, żeby na ubezpieczeniu były informacje zarówno po polsku/angielsku jak i po białorusku/rosyjsku – generalnie zapisane w cyrylicy) oraz odpowiednią ilość gotówki – ok. 90zł na każdy dzień pobytu. Tego ostatniego nikt nie sprawdzał. Natomiast ubezpieczenie, jak i paszport zostały sprawdzone bardzo dokładnie. Została sprawdzona każda (!) pieczątka w paszporcie, został on przekartkowany kilkanaście razy. Mimo iż wszystko  przebiegało w bardzo przyjaznej atmosferze to bardzo mnie ta kontrola stresowała, nigdy nigdzie nie sprawdzano mojego paszportu tak długo i tak dokładnie, zarówno przy wjeździe, jak i wyjeździe z kraju. Celnicy nie mówią po angielsku. Przed wyjazdem czytałam, że na lotnisku trzeba wypełniać deklaracje, aktualnie nic takiego nie ma miejsca. Deklaracje do wypełnienia otrzymywali w samolocie wyłącznie pasażerowie, którzy z Mińska podróżowali dalej do Rosji. Po otrzymaniu pieczątki do paszportu (uff, jednak się udało), otrzymujemy też małą białą karteczkę (ja ją zauważyłam dopiero na lotnisku w drodze powrotnej). Okazuje się, że to ważny dokument, bez którego nie opuścimy kraju a za jego zgubienie można zapłacić aż 500 EUR kary.

Rozszerzenie ruchu bezwizowego spowodowało, że bez wizy możemy się poruszać nie tylko lądując w Mińsku ale także przekraczając granicę lądem. Wtedy w strefie parku „Kanał Augustowski”, Grodnie, Puszczy Białowieskiej i strefie „Brześć” możemy przebywać do 10 dni.

Białoruś – jak się dostać?

Ponieważ Białoruś sąsiaduje z Polską to dla osób mieszkających na wschodzie kraju najłatwiej będzie dojechać samochodem.

Dla tych mieszkających w innych rejonach najłatwiejszym sposobem dostania się na Białoruś jest samolot. Z Warszawy do Mińska lata LOT oraz Belavia. Ceny lotów bywają bardzo korzystne, ja za loty POZ-WAW, WAW-MSQ, MSQ-WAW, WAW-POZ zapłaciłam nieco ponad 300zł, była to promocja w ramach jednej z Szalonych Śród. Lot z Warszawy do Mińska trwa niecałą godzinę, obłożenie lotów było zaskakująco wysokie.

Białoruś – waluta, płatności

Oficjalną walutą jest białoruski rubel (BYN), dzielący się na 100 kopiejek.

Aktualny kurs 1 BYN=1,8 ZŁ

Kantory znajdują się na lotnisku i w wielu hotelach. Można w nich wymieniać zarówno euro, dolary jak i polskie złotówki.

W bardzo wielu miejscach można płacić kartą. Jedyne miejsca gdzie nie ma takiej możliwości to tak jak i w Polsce – stragany, targowiska itp. W praktycznie każdym sklepie i restauracji zapłacicie kartą.

Mińsk – dojazd z lotniska

Lotnisko między narodowe w Mińsku znajduje się 42 km na wschód od centrum miasta. Dojazd z lotniska do miasta zapewniają autobusy 173s, 1400, 1430 oraz 300s. Dojeżdżają one do Dworca Głównego (Tsentralnyj), podróż trwa około godziny i kosztuje 4 BYN. Możemy także wysiąść po 30 minutach jazdy przy stacji metra Urucca i dalej podróżować metrem. Autobusy jeżdżą co ok. 20 minut, nawet w niedziele.Przystanek znajduje się zaraz po wyjściu z hali przylotów, jest dobrze oznakowany.

Bilety można kupić w biletomatach (zarówno w terminalu jak i przy przystanku, uwaga, były 4 z czego 3 nie działały, jeden działał, nawet miał angielską wersję językową ale ktoś włożył monetę w czytnik kart i nie dało się zapłacić). Bilet można też kupić u kierowcy, płatność wyłącznie gotówką.

Ja oczywiście jak zawsze musiałam mieć pod górkę. Kantor na lotnisku zamknięto mi przed nosem, biletomaty jak już wspomniałam nie rabotajet, u kierowcy dolarami płacić nie można… Jak tylko zaczęłam na przystanku pytać o to czy właśnie mogę zapłacić kartą lub USD zaraz znalazł się ktoś kto mi bilet kupił… Będę jeszcze o tym pisać ale jednym z największych zaskoczeń Białorusi są cudowni, otwarci, pomocni ludzie.

Z lotniska można także dojechać do miasta taksówką, postój jest przy hali przylotów.

Mińsk – komunikacja miejska

Dobrze rozwinięta, często kursująca, opiera się przede wszystkim na metrze, trolejbusach, tramwajach i autobusach.

Metro liczy 2 linie – 29 stacji. Trzecia linia jest w budowie. Od niedawna nazwy stacji i oznaczenia są niw tylko w języku białoruskim i rosyjskim ale także angielskim. Nietrudno zauważyć, że Białoruś otwiera się na turystów choć idzie to bardzo powoli. Metro działa od 5:30 rano do 00:40 w nocy. W godzinach szczytu pociągu kursują co 2-2,5 minuty, poza nimi co 2-3 do 12 minut. Jeden przejazd kosztuje 0,6 BYN. Żeby skorzystać z metra musimy kupić jednorazowy token lub wielorazową kartę (na 3, 5, 10, 20 lub 30 dni).

Centrum Mińska jest zwarte i spokojnie można je przejść pieszo.

Mińsk – bezpieczeństwo

Muszę przyznać, że już dawno nigdzie nie czułam się tak bezpiecznie jak w Mińsku, zarówno za dnia jak i w nocy. Miasto jest czyste, spokojne, zupełnie bezpieczne. Przez te 3 dni nie widziałam nawet jednego bezdomnego czy  menela… Nawet w okolicach dworców.

Białoruś – co zjeść?

Kuchnia białoruska nie różni się znacząco od polskiej ale Białorusi mają kilka swoich popisowych dań.

Wszędzie gdzie pytałam co lokalnego by mi polecono odpowiedź była jedna – dranniki czyli placki ziemniaczane. Muszę przyznać, że rzeczywiście są tam przepyszne, najczęściej podawane z gulaszem wieprzowym lub zapiekane ze śmietaną. Lub jedno i drugie naraz.

Ponadto warto spróbować cepelinów, pielmieni i innych rodzajów pierogów. A wszystko popić najlepiej ciemnym białoruskim piwem. Nie da się ukryć, że białoruska kuchnia jest dosyć ciężka, dużo w niej mącznych potraw, sporo mięsa, śmietany. Ale ja raz na jakiś czas bardzo lubię takie dania.

Z zup – koniecznie soljanka, czyli dosyć ciężka zupa gotowana na mięsie, z dodatkiem kapusty, śmietany i słoniny.

Ceny są bardzo przyzwoite, za danie główne i piwo w restauracji płaciłam zazwyczaj kilkanaście rubli. Menu w większości knajp (przynajmniej tych, w których byłam) jest tylko rosyjskie, kelnerzy zazwyczaj nie mówią po angielsku lub mówią bardzo słabo ale zawsze znajdzie się menadżer lub ktoś z gości, kto mówi po angielsku i służy pomocą w tłumaczeniu 🙂

Białoruś – co kupić, co przywieźć?

Na Białorusi są pamiątki jak wszędzie – magnesy, koszulki itp. Choć mam wrażenie, że to jednak lokalne wyroby a nie taka chińszczyzna jak w większości miejsc na świecie. Nawet te magnesy są jakieś inne.

Jeśli ktoś lubi to warto kupić wyroby ceramiczne, pamiątki ze słomy i z wikliny, w centrum Mińska znajduje się kilka kiosków z tego typu wyrobami.

Na Białorusi produkuje się dobrej jakości wyroby lniane – obrusy, pościel czy oczywiście odzież.

Dla miłośników mocniejszych trunków słynne białoruskie  alkohole – Krambambula, czyli miodowa nalewka z przyprawami oraz Bulbasz robiony na bazie pączków brzozowych.

Na Białorusi istnieje także kilka słynnych fabryk słodyczy. W sklepach widać głównie cukierki, czekolady czy chałwy.  Najsłynniejsi producenci to Kommunarka, Spartak i Krasnyj Piszczewik.

Już wiecie jak zorganizować sobie wyjazd do Mińska bez wizy więc teraz możecie poczytać co warto zwiedzić w Mińsku, a także o zwiedzaniu zamku w Mirze i kompleksu pałacowo-parkowego w Nieświeżu.

Białoruska jesień w 20 zdjęciach

Tym razem 20 kadrów z pięknego jesiennego weekendu na Białorusi. Obiecuje, ze zabieram się zaraz za nadrabianie blogowych zaległości! Będzie Białoruś, będzie Zanzibar i będzie coś jeszcze 😉 Tymczasem białoruska jesień, nie mniej urocza niż ta złota polska.