Peszt na weekend – co zwiedzić w lewobrzeżnej części Budapesztu?

Peszt to prawdziwe serce stolicy Węgier pełne atrakcji, ciekawych miejsc i zabytków. Co zwiedzić w jeden dzień w Budapeszcie? Zapraszam na spacer po mieście.

Parlament w Budapeszcie

Niewątpliwie jedną z największych atrakcji i jednym z najważniejszych zabytków Budapesztu jest parlament. Jest to największy gmach sejmowy w Europie i trzeci co do wielkości na świecie. Imponująca neogotycka budowla przypomina nieco gmach parlamentu w Londynie. Idealnie geometryczny gmach podzielony jest w połowie na sale posiedzeń sejmu i senatu a kopuła pośrodku jest symbolem porozumienia między dwoma izbami parlamentu. Budynek parlamentu w Budapeszcie liczy sobie 365 wieżyczek symbolizujących 365 dni w roku. Na elewacji budynku wciąż widoczne są ślady po kulach, które trafiły w budynek podczas walk w 1956 roku.

Część wnętrz parlamentu udostępniono do zwiedzania. Zwiedzać można w grupach z przewodnikiem, nie można tego robić na własną rękę. Wnętrza zachwycają rozmachem, są bogato zdobione (zużyto do tego 40 kg złota!) – nie brakuje tu historycznych fresków, posągów i witraży. Cena biletu na zwiedzanie parlamentu w Budapeszcie wynosi 3500 HUF dla dorosłych obywateli Unii Europejskiej, 1900 HUF dla studentów (do 24 roku życia). Wstęp dla dzieci do lat 6 jest bezpłatny. Bilety należy kupować przez oficjalną stronę internetową z odpowiednim wyprzedzeniem. Parlament odwiedza rocznie ponad 700 tysięcy turystów! Oprowadzanie po parlamencie w języku angielskim odbywa się o godzinach 10.00, 12.00, 12.30, 13.30, 14.30 i 15.30. Wycieczki zaczynają się w Visitor Center, oprowadzanie trwa ok. 50 minut. Ja byłam w parlamencie podczas mojej pierwszej wizyty w Budapeszcie i mimo iż nie mam już zdjęć z tamtej wizyty to bardzo Wam polecam. Tym razem byłam w Budapeszcie w okresie noworocznym i parlament był zamknięty dla zwiedzających. Zdecydowanie warto zobaczyć budynek parlamentu w środku – tylko pamiętajcie, żeby zaplanować wizytę odpowiednio wcześnie.

Na placu przed parlamentem w Budapeszcie znajduje się kilka pomników. W południowej części znajduje się pomnik konny Franciszka II Rakoczego – księcia i przywódcy powstania narodowego przeciw Hapsburgom. W przeciwnej części placu znajduje się monument Lajosa Kossutha – polityka i przywódcy węgierskiej Wiosny Ludów. Pośrodku placu znajduje się obelisk z czarnego granitu z płonącym zniczem upamiętniający powstanie węgierskie w 1956 roku.

Naprzeciwko parlamentu wznosi się okazały budynek Muzeum Etnograficznego, który też warto zobaczyć. Jest to neorenesansowy pałac o bogato zdobionej fasadzie. Wzniesiono go pod koniec XIX wieku jako siedzibę Najwyższego Sądu Królewskiego.

Pomnik Holokaustu w Budapeszcie – buty

Bardzo blisko parlamentu, przy brzegu Dunaju znajduje się odsłonięty w 2005 roku pomnik Holokaustu – buty. Jego pomysłodawcą był reżyser filmowy Can Togay. Ta nietypowa atrakcja Budapesztu stanowi pamiątkę po ludziach, którzy w czasach terroru zostali w tym miejscu rozstrzelani. Przed rozstrzelaniem ściągali buty, a ich ciała wpadły do rzeki – to wtedy Dunaj nazwano czerwonym Dunajem. Jak widzicie na zdjęciu wokół butów znajdują się znicze i kwiaty – miejsce cały czas budzi mnóstwo emocji.

Plac Wolności

Spod parlamentu najlepiej przejść ulicą Vecsey na plac Szabadsag. Przy placu znajduje się pomnik Ronalda Reagana. Z drugiej strony parku znajduje się plac Wolności, a na nim pomnik ofiar okupacji niemieckiej, który od lat budzi kontrowersje. Dziś przy pomniku wiszą kartki w kilku językach (w tym po polsku) z opisem protestu przeciwko fałszowaniu historii pomnika. Pomnik przedstawia archanioła Gabriela (symbol Węgier) i unoszącego się nad nim niemieckiego orła. Archanioł ma symbolizować niewinność Węgier w trakcie II wojny światowej i negować współudział kraju w śmierci setek tysięcy osób. Protest trwający od 2014 roku, czyli od momentu postawienia pomnika, jest jednocześnie protestem przeciwko obecnej władzy i próbie fałszowania historii.

Vorosmarty Ter

Mówi się o nim, że to najładniejszy plac Pesztu. Swoje imię wziął od jednego z węgierskich wieszczów narodowych. Pośrodku placu zresztą stoi jego pomnik. Plac jest o tyle ważny dla samych mieszkańców Budapesztu, że stąd wyruszyła pierwsza linia metra w mieście.

W dużej secesyjnej kamienicy przy placu znajduje się Gerbeaud Kavehaz – jedna z najbardziej znanych kawiarni w Budapeszcie. Bardzo chciałam ją zobaczyć w środku, wypić tam kawę i spróbować ich legendarnych słodyczy no ale stanie na mrozie mnie pokonało. Następnym razem!

W okresie świątecznym odbywa się tu jarmark bożonarodzeniowy.

Vaci utca

Z placu blisko już do głównej ulicy handlowej w Budapeszcie. Arteria jest wyłączona z ruchu kołowego i otoczona sklepami (zarówno sieciówkami jak i tymi ekskluzywnymi), restauracjami, kawiarniami i sklepikami z pamiątkami. Życie toczy się tu niemalże całą dobę.

Centralna Hala Targowa

Jak już przejdziecie Vaci utca na całej długości to rzut beretem macie największą, najstarszą i najpiękniejszą halę targową w Budapeszcie. Od 1977 roku jest wpisana na listę zabytków ale wciąż pełni swoją rolę. Można tu kupić świeże warzywa i owoce, węgierskie alkohole, pamiątki, przyprawy, kiełbasy, foie gras, lokalne rękodzieło czy ceramikę. Na pierwszym piętrze znajdują się restauracje i bary oferujące szeroki wybór węgierskich dań. Spacer po hali targowej to świetna darmowa atrakcja Budapesztu. Godziny otwarcia hali: poniedziałek-piątek 6-18, sobota 6-15, w niedzielę hala targowa jest zamknięta. Zwiedzanie Budapesztu bez wizyty w hali targowej się nie liczy! 😉

Muzeum Narodowe

Z hali targowej niedaleko już do Muzeum Narodowego w Budapeszcie. Neoklasyczna budowla przypomina grecką świątynię. Muzeum powstało z inicjatywy hrabiego Ferenca Szechenyiego, który podarował mu swoją kolekcję książek, map, monet i innych pamiątek.

Andrassy ut

Ulica Andrassy to najbardziej prestiżowa i najbardziej reprezentacyjna ulica Budapesztu. Wzorowana była na paryskich traktach, wysadzana platanami, otoczona restauracjami i teatrami przez lata była miejscem spotkań węgierskiej burżuazji. Pod ulicą biegnie pierwsza linia metra.

Przy ulicy Andrassy znajduje się Muzeum Terroru. Mieści się w neorenesansowym budynku z szerokim czarnym gzymsem. Miejsce jest nieprzypadkowe – w tym budynku mieściła się kwatera główna węgierskich faszystów, a po wojnie – siedziba policji politycznej AVH. W piwnicach torturowano tysiące przeciwników totalitaryzmu. Przed muzeum znajduje się fragment muru berlińskiego.

W jednej z bocznych uliczek odchodzących od Andrassy ut znajduje się przepiękny budynek Akademii Muzycznej im. F. Liszta. Dziś pełni on też rolę sali koncertowej.

Plac Bohaterów w Budapeszcie

Spacerując ulicą Andrassy dociera się w końcu do ogromnego Placu Bohaterów. Nazywa się go czasem placem Milenijnym, bo powstał z okazji tysiąclecia państwa węgierskiego. Zdecydowanie warto zobaczyć ten plac – to jedno z najbardziej monumentalnych miejsc w Budapeszcie.

Centralnym punktem placu jest 36-metrowa kolumna z postacią Archanioła Gabriela trzymającego koronę węgierską. Legenda mówi, że tak właśnie zobaczył go we śnie król Stefan – założyciel państwa. U podnóża kolumny znajdują się konne posągi madziarskich wodzów, a na samym dole Grób Nieznanego Żołnierza. W tle pomnika wznosi się 85-metrowa kolumnada wypełniona posągami bohaterów narodowych Węgier.

Po lewej stronie placu Bohaterów znajduje się Muzeum Sztuk Pięknych gromadzące ogromną kolekcję dzieł sztuki wszystkich epok. Do najcenniejszych dzieł należą m. in. grafiki Picassa i obrazy Rubensa, El Greco czy Rembrandta. Jeśli nie mielibyście co robić w deszczowy dzień w Budapeszcie – świetny pomysł!

Naprzeciwko Muzeum znajduje się Pałac Sztuki goszczący wystawy sztuki współczesnej, awangardowe spektakle i multimedialne pokazy.

Varosliget

Varosliget to zielona oaza Budapesztu. Jedni nazywają go parkiem, inni laskiem miejskim. Pewne jest jedno – tu można uciec od zgiełku miasta.

Tuż za kolumnadą rozciąga się sadzawka, po której latem pływają i kaczki, i łódki, a zimą zamienia się w największe w Budapeszcie lodowisko.

Na ogromnym terenie znajdują się zamki i pałace inspirowane architekturą ze wszystkich części Węgier. Najsłynniejszy z nich jest Zamek Vajdahunyad – kopia ZIV-wiecznej siedmiogrodzkiej twierdzy. Do zamku należą dwie wieże – Gatehouse Tower oraz Apostle’s Tower, na które można wejść i podziwiać widoki z góry. Ja kupiłam bilet na tę pierwszą (za ok. 2 EUR).

W barokowym skrzydle zamku mieści się Muzeum Rolnictwa z ekspozycjami na temat życia na średniowiecznej wsi, zwierząt hodowlanych, winiarstwa, leśnictwa i łowiectwa.

Naprzeciwko znajduje się kultowy Pomnik Anonymus – rzeźba notariusza króla Beli żyjącego na przełomie XII i XIII wieku – pierwszego kronikarza Węgier. O jego życiu wiadomo bardzo niewiele. Tajemnicza, zakapturzona postać przyciąga tłumy turystów. Anonymus trzyma pióro – wedle miejskiej legendy dotknięcie go zapewnia przypływ talentów literackich 😉

Na terenie parku znajdują się też łaźnie – termy Szechenyi, ogród zoologiczny, cyrk miejski i słynna restauracja Gundel. Varosliget to punkt obowiązkowy zwiedzania Budapesztu – prawda jest taka, że jest tam tyle atrakcji, że jeden dzień to za mało, żeby zwiedzić czy chociażby zobaczyć wszystkie.

Bazylika św. Stefana

Budowa bazyliki w Peszcie trwała ponad 50 lat, doczekała się nawet popularnego wśród mieszkańców powiedzenia: Oddam ci dług, kiedy skończą bazylikę. Kiedy w końcu budowę ukończono to Budapeszt otrzymał w 1906 roku swój największy kościół. Może on pomieścić 8,5 tysiąca wiernych. Patronem bazyliki w Budapeszcie jest św. Stefan – pierwszy król Węgier.

Za największy skarb bazyliki uważa się Kaplicę Świętej Prawicy – w ozdobnym relikwiarzu jest tu przechowywana zmumifikowana ręka uważana za rękę św. Stefana.

Cena wstępu do bazyliki św. Stefana to 200 HUF lub 1 EUR. Nie jest to oficjalna opłata ani bilet wstępu ale dobrowolna ofiara. Ofiara jest tak dobrowolna, że przy wejściu i skarbonce stoi ochroniarz i tak patrzy, że nikt nie odważy się wejść bez wrzucenia ofiary 😀 Bazylika ma także taras widokowy – opłata wg cennika wynosi 500 HUF za osobę. Na wieżę można wejść schodami lub wjechać windą.

Z placu przed bazyliką można się wybrać na plac Deak Ferenc ter. Tam stoi Budapest Eye. Jest to wielkie młyńskie koło (czy diabelski młyn, jak kto woli), które szczególnie pięknie wygląda wieczorem i nocą. Jego wysokość to 65 metrów więc widoki z góry na pewno są imponujące. Niestety nie jest to tania atrakcja Budapesztu – cena biletu dla osoby dorosłej to aż 10 EUR dlatego sobie odpuściłam. Miejsce jest bardzo popularne zwłaszcza wśród rodzin z dziećmi więc po zapadnięciu zmroku trzeba się liczyć z koniecznością stania w dosyć długiej kolejce.

Wielka Synagoga w Budapeszcie

Synagoga na ulicy Dohany to dla mnie jeden najlepszych i najwspanialszych zabytków Budapesztu. Cena biletu wstępu to aż 5000 HUF (64zł) ale zapewniam Was, że warto te pieniądze wydać. Możecie oszczędzać w Budapeszcie na innych atrakcjach i zabytkach ale synagogę bardzo polecam. Za bilety można płacić gotówką lub kartą, przed wejściem na teren synagogi przechodzi się kontrolę bezpieczeństwa taką jak na lotnisku. Cena obejmuje zwiedzanie wielkiej synagogi, wstęp do muzeum Żydowskiego oraz do ogrodów. Można także w cenie tego biletu przyłączyć się do wycieczki z przewodnikiem. Wycieczki odbywają się w języku węgierskim, angielskim, hiszpańskim, włoskim i niemieckim. Godziny otwarcia synagogi dla zwiedzających: niedziela-czwartek 10-16, piątek 10-14, sobota zamknięte.

Synagoga w Budapeszcie jest największą synagogą w Europie – ma 53 metry długości i prawie 44 wysokości. Może pomieścić 3 tysiące osób. Na świecie jest tylko jedna bardziej pojemna synagoga – w Nowym Jorku. W środku robi ogromne wrażenie mimo dużej ilości turystów.

Muzeum Żydowskie w Budapeszcie to nie tylko zbiór zabytkowych eksponatów ale też wystawa mająca na celu przybliżenie zwiedzającym zasad wiary żydowskiej i pokazanie woli przetrwania narodu wobec zagłady. Daleko mu do rozmiarów muzeum Polin więc jeśli ktoś z Was był w warszawskim muzeum to może być nieco rozczarowany ale i tak warto wejść do muzeum w Budapeszcie zwłaszcza, że wstęp jest darmowy przy zwiedzaniu synagogi.

Za synagogą na ogrodzonym podwórku znajduje się niezwykły pomnik ku czci ofiar Holokaustu autorstwa Imre Vargi – drzewo życia. Jest to wierzba płacząca z metalowymi gałązkami i listkami na których wypisane są nazwiska poległych Żydów. Drzewo ufundował Amerykanin Tony Curtis, którego mogliście widzieć u boku Marylin Monroe w Pół żartem, pół serio. Curtis (w rzeczywistości Schwartz) był potomkiem węgierskich Żydów, którzy wyemigrowali do USA, ale nigdy nie zapomnieli o swojej ojczyźnie.

Na terenie synagogi znajduje się też ogród pamięci.

Dzielnica żydowska

Po zwiedzaniu synagogi warto pobłądzić w uliczkach dookoła niej. Można odkryć zupełnie nieoczywisty Budapeszt, o którym nie pisze żaden przewodnik. W mniejszych i większych uliczkach mieszczą się restauracje i kawiarnie, a także najbardziej odjechane i alternatywne miejsca w Budapeszcie – tzw. ruin puby z Szimpla Kert na czele. Dla mnie dzielnica żydowska jest kulinarną perełką Budapesztu.

Ogromne wrażenie robią też wystawy sklepowe niczym sprzed 100 lat i to co ja uwielbiam najbardziej – streetart. Graffiti na ulicach żydowskiej dzielnicy Budapesztu jest mnóstwo. Jedne dzieła zupełnie nowe i zadbane, inne już starsze i zniszczone ale one też tworzą klimat tej dzielnicy.

Warto zwrócić szczególną uwagę na mural przyjaźni polsko-węgierskiej, który znajduje się przy ulicy Klauzal 29. Mural powstał z okazji 75. rocznicy utworzenia Instytutu Polskiego w Budapeszcie i przedstawia dwa zrośnięte dęby i wiersz w języku polskim autorstwa Stanisława Worcella.

Dzielnica żydowska w Budapeszcie dopiero się otwiera na mieszkańców i turystów, daleko jej (jeszcze) do popularności krakowskiego Kazimierza. Bywa tu brudno, bywa brzydko ale klimat jest cudowny i zachęcam Was, żeby tak zaplanować spacer po Budapeszcie, by spędzić tu co najmniej kilka godzin.

Budapeszt – rejsy po Dunaju

Co jeszcze warto robić w Budapeszcie? Na pewno atrakcją dla dorosłych i dla dzieci jest rejs statkiem po Dunaju. Oferta rejsów jest zdecydowanie większa latem niż zimą ale w grudniu też była możliwość podziwiania Budapesztu z perspektywy wody. Rejsy są przeróżne – od 1 do 5-godzinnych. Możecie pływać po Dunaju w dzień i w nocy. Są rejsy z obiadem lub kolacją czy rejsy tematyczne, np. z degustacją węgierskich win. Oferta i ceny bardzo zróżnicowane. Warto!

Buda w jeden dzień – co zobaczyć w prawobrzeżnej części Budapesztu?

Jeśli wybieracie się do Budapesztu na weekend, czyli na 2 dni to zwiedzanie najlepiej podzielić tak jak Dunaj dzieli Budapeszt, czyli w jeden dzień zwiedzić Budę, a w jeden dzień Peszt. Jakie atrakcje oferuje turystom Buda? Zapraszam na mój przewodnik.

Buda to zdecydowanie mniejsza część Budapesztu ale uchodzi za bardziej elegancką i prestiżową.

Mój hotel znajdował się tuż przy wzgórzu Gellerta więc od niego zaczęłam zwiedzanie Budy. Jak dojść na szczyt wzgórza Gellerta? Dróg jest co najmniej kilka, wszystkie są świetnie oznaczone w aplikacji maps.me (działającej offline) więc nie sposób się zgubić. Są podejścia bardziej i mniej strome, krótsze i dłuższe, ze schodami i bez schodów – każdy znajdzie jakąś ścieżkę dla siebie. Wysokość góry Gellerta to 235 metrów nad poziomem morza ale tak naprawdę wznosi się ono 130 metrów ponad wody Dunaju. Co nie znaczy, że podczas spaceru na górę nie można się zmęczyć, bo można, i to całkiem solidnie 😉

Pierwsza atrakcja tuż po wejściu na ścieżkę na wzgórze Gellerta to kaplica wykuta w skale – Magyarok Nagyasszona Sziklatemplom. Świątynią opiekują się paulini i w jedna z kaplic poświęcona jest Polsce – znajduje się w niej kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej oraz tablice upamiętniające Polaków walczących w II wojnie światowej. Tuż przy wejścia do kaplicy znajduje się pierwszy punkt widokowy na Dunaj i na Most Wolności.

Z tego punktu można też podziwiać Hotel Gellert – wybudowany w 1918 roku od samego początku uchodził za najbardziej luksusowy hotel na Węgrzech. Dziś widać, że lata świetności ma dawno za sobą. Przy hotelu mieszczą się termy Gellert – bardzo eleganckie, z marmurowymi kolumnami, mozaikami i rzeźbami. Bardzo popularne i niestety bardzo zatłoczone, o każdej porze roku.

Wracamy na wzgórze Gellerta. Po wejściu na samą górę wita nas Statua Wolności z cytadelą za plecami. Węgierska Statua Wolności została wzniesiona w 1947 roku i upamiętnia wyzwolenie Budapesztu przez Armię Czerwoną. Początkowo na pomniku znajdowała się 4-metrowa rzeźba radzieckiego żołnierza, którą usunięto po zmianie systemu. Na cokole pomnika wyryto napis Pamięci tych wszystkich, którzy poświęcili życie za niezależność, wolność i pomyślność Węgier.

Cytadela została wzniesiona w 1854 roku przez Austriaków po stłumieniu węgierskiej Wiosny Ludów. Cytadela nigdy nie pełniła roli militarnej, dziś w jej murach mieści się hotel i restauracja, a sama cytadela jest atrakcją turystyczną i miejscem spacerów. Z góry roztacza się pocztówkowy widok na Budapeszt.

Ze wzgórza Gellerta można zrobić sobie ok, 2,5-kilometrowy spacer na Górę Zamkową (Varhegy). To właśnie tam znajduje się starówka Budapesztu z zamkiem królewskim, kościołem św. Macieja i Basztą Rybacką.

Miejscem, od którego najlepiej zacząć zwiedzanie Góry Zamkowej jest oczywiście pałac królewski. Jego historia sięga XIV wieku. Kolejni władcy rozbudowywali go wedle ówcześnie panujących standardów. W XVII wieku zamek został zburzony przez Hapsburgów, a w XVIII wieku Maria Teresa wybudowała na jego miejscu barokowy pałac. Budowla doszczętnie spłonęła podczas II wojny światowej, odbudowaną ją w latach 60-tych XX wieku.

Dzisiejszy pałac to tak naprawdę kompleks wielu budynków otaczających trzy dziedzińce. Na pierwszym dziedzińcu stoi ogromny posąg konny księcia Eugeniusza Sabaudzkiego – pogromcy Turków. Za jego plecami znajduje się Węgierska Galeria Narodowa.

Wąskim przejściem można dostać się na drugi dziedziniec gdzie atrakcją jest wykonana z brązu studnia króla Macieja z 1904 roku dobudowana do ściany dawnej kaplicy zamkowej. Obecnie studnia jest w remoncie i jest częściowo zagrodzona.

Dalej znajduje się trzeci dziedziniec zamkowy, zwany Lwim Dziedzińcem. Znajduje się przy nim Biblioteka Narodowa i Muzeum Historii Budapesztu.

Na terenie wzgórza zamkowego warto też zobaczyć dawny pałac rodu Sandor – dziś jest to rezydencja prezydenta Węgier. Wejścia do pałacu strzeże warta honorowa.

Tuż przy pałacu znajduje się górna stacja kolejki Siklo. Prowadzi ona ze stacji na placu przy moście Łańcuchowym na Wzgórze Zamkowe. Kolejka powstała w 1870 roku. Dwa wagoniki poruszają się ruchem wahadłowym pokonując wysokość 50 metrów, każdy zabiera 24 pasażerów. Kolejka jeździ co 5 – 10 minut, godziny kursowania to 7.30 – 22.00 7 dni w tygodniu. Cena przejazdu w jedną stronę to 1400 HUF, w dwie strony 2000 HUF.

W tym miejscu rozpoczyna się Dzielnica Zamkowa pełna wąskich, uroczych uliczek, kawiarenek i sklepików.

Spacerując tymi uliczkami dochodzi się do placu Trójcy Świętej z kościołem św. Macieja. Była to świątynia koronacyjna węgierskich królów – koronował się tu m. in. cesarz Franciszek Józef i ostatni król Węgier – Karol IV. Koronkowa wieża kościoła ma 78 metrów i jest najpiękniejszym przykładem architektury neogotyckiej na Węgrzech. Niestety wnętrze kościoła jest niedostępne dla zwiedzających, a przynajmniej było w dniu, w którym ja zwiedzałam wzgórze zamkowe.

Tuż obok kościoła znajduje się konny pomnik św. Stefana – patrona Węgier. Pomników na wzgórzu zamkowym jak sami widzicie jest bardzo dużo.

Zaraz za kościołem znajduje się jedna z najbardziej znanych i najpiękniejszych atrakcji Budapesztu – Baszta Rybacka (lub Bastion Rybaka). Historia białych wieżyczek sięga 1902 roku. W 1987 roku baszta została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Skąd nazwa? Nawiązuje ona do dawnych fortyifkacji, które na tym odcinku były bronione właście przez rybaków. Liczba 7 wież nawiązuje do 7 wodzów madziarskich, którzy przywiedli przodków Węgrów na równinę Panonii.

Rozciąga się stąd przepiękny widok na Dunaj, na parlament i mosty. Miejsce, które trzeba zobaczyć w Budapeszcie.

Spacerując po wzgórzu zamkowym będziecie co chwilę mijali kolejne punkty widokowe. Panorama miasta w słoneczny dzień jest stąd oszałamiająca. Oczywiście im wyżej tym ładniej. Warto się spokojnie powłóczyć i zrobić sobie przerwę na kawę w jednej z restauracji z widokiem.

Budapeszt – mosty

Mosty należą i do Budy, i do Pesztu dlatego napiszę o nich tutaj. Przez Dunaj w Budapeszcie przebiega 12 mostów drogowych i 2 kolejowe.

Najpopularniejszy i najstarszy (1849) most w Budapeszcie to Most Łańcuchowy Szechenyiego. Legenda głosi, że strzegące go kamienne lwy zaryczą, gdy przez most przejdzie dziewica 😉

Drugi bardzo znany to Most Wolności oddany na tysiąclecie państwa węgierskiego w 1896 roku. Przez wielu uważany za najpiękniejszy most w Budapeszcie słynie też niestety z tego, że jest mostem samobójców.

Pozostałe mniej popularne mosty w stolicy Węgier to most Arpada – najdłuższy i najbardziej uczęszczany, most Małgorzaty – łączący miasto z wyspą Małgorzaty, most Elżbiety, most Petofiego i most Rakoczego.

Budapeszt – kulinarny przewodnik – co i gdzie zjeść w Budapeszcie, gdzie na kawę, a gdzie na wino i drinka?

Niejednokrotnie już pisałam, że jedzenie to dla mnie jeden z najważniejszych aspektów podróży. Kocham próbować nowych rzeczy, najchętniej tych dziwnych 😉 Mam to szczęście, że jadam praktycznie wszystko, nie spróbuję jedynie czegoś co niebywale śmierdzi (nie dotyczy serów pleśniowych, tu smrodek mi nie przeszkadza :P). Kuchnia węgierska nie należy do moich ulubionych ale i tu jest sporo dań, które lubię i chętnie jadam podczas kolejnych podróży na Węgry. W tym wpisie podpowiem Wam co zjeść na Węgrzech, gdzie dobrze zjeść w Budapeszcie (czasem tanio, czasem trochę drożej), gdzie spróbować węgierskiego wina, a gdzie wypić drinka i podziwiać panoramę miasta jednocześnie. Barów z niesamowitym widokiem w Budapeszcie nie brakuje! Gotowi? To zapraszam. Tylko uprzedzam: nie czytać na głodnego 😉

Kuchnia węgierska – co koniecznie zjeść i czego warto spróbować?

Słysząc kuchnia węgierska wiele osób pomyśli: gulasz i papryka. Część pewnie langosz. A coś więcej? No właśnie. Więc na początek poszukajmy typowych dań kuchni węgierskiej.

Gulasz to danie znane również u nas. Ten węgierski jest jednak bardziej aromatyczny i mocno paprykowy. Dobra wiadomość dla turystów nieprzyzwyczajonych do ostrych smaków: pastę paprykową w restauracjach podaje się najczęściej osobno – tak więc możecie sobie sami doprawić i osiągnąć pożądany (bądź akceptowalny) poziom ostrości. Jako osoba stroniąca od ostrych dań bardzo to doceniam!

Równie popularna jest zupa gulaszowa, czyli bogracz. W środku znajduje się wołowina, ziemniaki, pomidory, cebula – wszystko w aromatycznym wołowym bulionie. Zupa serwowana jest z pastą paprykową i chlebem.

Miłośnicy ryb również nie będą w Budapeszcie zawiedzeni. Sztandarową rybną potrawą jest zupa Halaszle, czyli zupa rybna. Każdy kucharz ma na nią swój przepis, którego pilnie strzeże. Zazwyczaj znajdują się w niej kawałki suma, karpia, papryka i pomidory. Zupę trzeba jeść ostrożnie, bo może zawierać ości! Tradycyjnie podaje się ją z chlebem i… szprycerem z białego wina 🙂

Langosz – w XXI wieku najbardziej charakterystyczna potrawa kuchni węgierskiej. Jest to szybka przekąska i węgierski fast food. Placek z ciasta drożdżowego smażony na głębokim oleju, podawany z przeróżnymi dodatkami. Ja najbardziej lubię ten klasyczny – ze śmietaną i serem. Im więcej śmietany i mniej sera tym lepiej 😉 Ale langosza podaje się też z pastą paprykową, mięsem, cebulą czy wędzoną rybą. Ba, jest nawet wersja na słodko. Tej ostatniej nigdy nie próbowałam i chyba jednak wolę zostać przy wersji śmietanowej. Langosz to taki typowy street food, który zjecie w budkach rozstawionych w mieście, te budki są też na jarmarkach świątecznych. Serwują go oczywiście liczne restauracje i bary.

Inna popularna szybka przekąska to kaphato – taki jakby duży pieróg różnego rodzaju farszami.

Węgierskie jedzenie jest bardzo urozmaicone i myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Popularne dania w węgierskich restauracjach to smażony ser (znany wielu osobom ze Słowacji czy Czech), paprykarz, leczo, gołąbki, schab pieczony z czosnkiem, karp pieczony z ziemniakami i papryką.

Węgry słyną z kiełbas – ta najsłynniejsza to Csabai kolbasz – aromatyzowana papryką, wieprzowa kiełbasa wędzona i długo suszona.

Na Węgrzech produkuje się także foie gras, czyli pasztet z gęsich wątróbek. Foie gras budzi emocje, bo to przysmak niehumanitarny (zainteresowanych odsyłam do poczytania o tym jak się te biedne gęsi tuczy, żeby pasztet był najsmaczniejszy) ale jednocześnie uwielbiany przez smakoszy. Wiele krajów zabrania jego produkcji, m. in. Polska. Węgry natomiast są trzecim co do wielkości producentem foie gras na świecie. Wiem, że to straszne ale foie gras uwielbiam. Jadam w porywach 3 razy w roku więc chyba możecie mi wybaczyć 😉 To węgierskie jest PYSZNE!

Przez całe lata mówiło się, że Węgry to nie jest kraj dla wegetarian. Nie da się ukryć, że tradycyjne jedzenie na Węgrzech oparte jest na mięsie ale czasy się zmieniają i w Budapeszcie restauracje wegetariańskie i wegańskie powstają jak grzyby po deszczu. Ich zagłębiem jest dawna dzielnica żydowska. Jeśli nie jadacie mięsa a traficie do zwykłej (czytaj nie-wegetariańskiej restauracji) to w menu należy szukać fozelek – jest to bardzo popularne danie z duszonych warzyw. Taki węgierski odpowiednik ratatouille. Popularne restauracje wegańskie w Budapeszcie to Vexicana (ul. Dob 40) – kuchnia meksykańska w wersji wege, Vegan Garden – ogródek z wegańskim street-foodem, Vega City (naprzeciwko Muzeum Narodowego) i Las Vegans – przy ul. Kazinczy 18. Jeśli szukacie w Budapeszcie węgierskich dań w wersji bezglutenowej, bezlaktozowej, bezcukrowej i ze składników bez GMO to udajcie się do 827 Speciality Kitchen przy Kalvin ter 5.

Na Węgrzech nie stroni się także od deserów. Ten najbardziej znany to tort Dobosza. Wymyślił go cukiernik z Budapesztu – Józef Dobos. Są to warstwy ciasta biszkoptowego przełożone kremem czekoladowym. Wierzch pokryty jest twardym karmelem. Jednymi z pierwszych osób, które spróbowały tortu był cesarz Franciszek Józef i cesarzowa Sissi. Sam tort szybko zdobył sławę na Węgrzech jak i w całej Europie.

Deser, z którym spotkacie się najczęściej to kürtőskalács (kurtoszkołacz, chimney cake). Tradycyjnie wypieka się je nad żarzącym ogniem. Jest to lekkie drożdżowe ciasto, które po upieczeniu posypuje się cukrem, cynamonem lub orzechami. Nie brakuje również ciastek w wersji bomba kaloryczna – pusty środek nadziewa się wtedy lodami, bitą śmietaną i wszystkim czego dusza zapragnie. Ja spróbowałam tylko tego klasycznego – był bardzo delikatny i smaczny.

Budapeszt to miasto o żydowskich korzeniach. Na świątecznym jarmarku było stoisko z ciastem raj rachel flodnija. To tradycyjne ciasto żydowskie składające się z płatów ciasta przekładanego makiem, jabłkami, orzechami włoskimi i powidłami śliwkowymi. Powiem szczerze, że mimo iż wszystkie te składniki z osobna uwielbiam to jakoś mi to ciasto nie podeszło. Za dużo tam się działo, za duże pomieszanie smaków, do tego to ciasto, którym było przełożone to nie był biszkopt tylko coś zbliżonego do kruchego ciasta. No nie, nie moje klimaty.

Ponadto popularne desery na Węgrzech to marcepan i wyroby z marcepanu, czekoladki i strucle z nadzieniem serowym, makowym, wiśniowym czy z orzechów włoskich.

W Budapeszcie powstał jeszcze jeden popularny węgierski deser – naleśniki a la Gundel. Są to cienkie placki przekładane masą z orzechów włoskich, rodzynek i rumu polewane masą z kakao, żółtek jaj i śmietany. Dokładna receptura jest oczywiście pilnie strzeżona. Naleśniki wymyślił Karol Gundel – właściciel restauracji Gundel, która znajduje się w parku Városliget. Porcja naleśników w tym miejscu kosztuje 2900 HUF (ok. 40zł) i rocznie sprzedaje się ich tam ponad 25 000! Naleśniki a la Gundel można też oczywiście zjeść w wielu innych miejscach, w niższej cenie ale nie będzie to już deser z autorskiej receptury pana Gundla.

Kawa po węgiersku to kawa z dodatkiem wiśniowej palinki, chilli, brązowego cukru i śmietanki. Kawa, deser i drinki w jednym 😉

Wiadomo już co zjeść na Węgrzech to teraz pora odpowiedzieć na pytanie gdzie zjeść w Budapeszcie?

Tanio, dobrze i dużo można zjeść w Budapeszcie w dawnej dzielnicy żydowskiej, w miejscu zwanym Karavan. Jest to skupisko restauracji serwujących streetfood, znajduje się przy ulicy Kazinczy 18, otwarte jest od 11.30 do 23. Można tu zjeść langosza, burgera, falafele, sałatkę. Wybór ogromny – i dla mięsożerców, i dla wegetarian. Na końcu są stoliki, można usiąść i zjeść w spokoju.

Drugie, jeszcze większe zagłębie gastronomiczne to Gozsdu udvar, położone zresztą bardzo blisko Karavanu, przy ulicy Kiraly 13. Jest to dosyć długa aleja pełna restauracji, barów i klubów, czynna całą dobę. Nie wszystkie restauracje są oczywiście czynne całą dobę ale o której godzinie byście tam nie poszli to coś będzie otwarte. Są tu restauracje regionalne, jest bar z hiszpańskimi tapasami, jest włoska restauracja Jamiego Oliviera, są bary karaoke, jest lokalna sieciówka z winem Divino. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Ja mimo iż jestem zwolenniczką jadania lokalnych specjałów to nie mogłam się oprzeć pokusie zjedzenia gnocchi u Jamiego Oliviera. Restauracja i pizzeria otwarta jest od 11.30 do 23.30. W menu dominują pizze ale jest też kilka past i deserów. Moje gnocchi było mistrzowskie – mięciusieńkie, wręcz puszyste, z pysznym sosem pomidorowym i wołowinką. Pizze, które widziałam przy stoliku obok wyglądały i pachniały równie obłędnie. Sama restauracja też fajnie urządzona, przyjemny ogródek, obsługa trochę mało ogarnięta ale za to jedzenie jestem w stanie im wybaczyć 😉 Ceny jak to w Budapeszcie – za gnocchi i herbatę zapłaciłam 50 zł.

W tym samym regionie (no nic poradzę, że dzielnica żydowska to najlepsze restauracje w Budapeszcie) znajduje się Vintage Garden (ulica Dob 21), otwarty od 9 do 24. Jest to połączenie kuchni węgierskiej i międzynarodowej. Menu jest urozmaicone – można tu zjeść gulasz, można burgera. Jak widzicie moja miłość do burgerów tym razem wygrała 😉 Nie był to może najlepszy burger mojego życia ale był smaczny. Do tego mają spory wybór węgierskich win. No ale to co zachwyca najbardziej w Vintage Garden to wystrój. Wysoka pozycja w kategorii najbardziej instagramowe miejsca w Budapeszcie 😉 Co ciekawe wzorem londyńskich knajp wystrój zmienia się sezonowo. Podczas mojego sylwestrowego pobytu było bardzo różowo ale udało się w tym różu uniknąć przesytu i nadmiernej słodyczy. Piękne i przyjemne miejsce, bardzo dobry pomysł na kolację w Budapeszcie lub po prostu na drinka czy lampkę wina w pięknym otoczeniu. Ceny adekwatne do klasy lokalu – za burgera i lampkę wina zapłaciłam 65 zł.

Jeśli chcecie zjeść przepyszną zupę gulaszową to polecam zrobić sobie przerwę podczas zwiedzania parku Varosliget w restauracji Anonymus Étterem (otwarta od 9 do 22). Zupa podawana jest w tradycyjnym kociołku, jest w niej bardzo dużo mięciutkich kawałków mięsa. Podawana jest z chlebem i pastą paprykową. Ja chleba nawet nie tknęłam a najadłam się tak, że ledwo wstałam od stołu. Ponadto restauracja znajduje się w budynku wieży zamkowej – jest bardzo klimatycznie. Świetna obsługa. Za zupę i lampkę wina zapłaciłam 40 zł.

Szeroki wybór dań kuchni węgierskiej serwują restauracje zlokalizowane na pierwszym piętrze hali targowej (Vámház krt 1-3). Hala czynna jest od poniedziałku do piątku od 6 do 18, w soboty od 6 do 15. To nie są restauracje gdzie można siedzieć i miło spędzać czas – raczej miejsca na szybki, tani posiłek. Ale tu można zjeść wszystkie sztandarowe dania kuchni węgierskiej, z gulaszem na czele.

Budapeszt od setek lat jest miastem słynącym z kawiarni. Przed powstaniem Austro-Węgier rewolucjoniści snuli w kawiarniach plany przewrotów, później w kawiarniach spotykali się artyści i literaci. W czasach belle epoque w Budapeszcie funkcjonowało ponad 400 kawiarni!

Jedną z najsłynniejszych kawiarni w Budapeszcie jest New York Cafe nazywająca sama siebie najpiękniejszą kawiarnią na świecie. Jednym ze stałych bywalców kawiarni był Ferenc Molnar i miejska legenda głosi, że właśnie tu napisał swoje najsłynniejsze dzieło – Chłopców z placu Broni. Kawiarnia mieści się w neorenesansowej kamienicy zbudowanej dla towarzystwa ubezpieczeniowego New York w 1894 roku. Wnętrze to włoski przepych – ornamenty, freski, weneckie żyrandole, pozłacane dekoracje, marmurowe kolumny.

Historia New York Cafe jest równie burzliwa jak historia Budapesztu. Po II wojnie światowej restauracja została zamknięta, w jej miejscu działał… sklep sportowy. Ponowne otwarcie kawiarni nastąpiło w 1954 roku pod nazwą Hungária Cafe. Po kolejnym remoncie kawiarnię otwarto w 2006 roku odnawiając pieczołowicie jej wystrój sprzed wojny.

Dziś New York Cafe jest miejscem gdzie trudno spotkać mieszkańca Budapesztu (poza obsługą). Podobno przewija się przez nią ponad 2 tysiące turystów dziennie. Jeśli liczycie, że wejdziecie do kawiarni z marszu to muszę Was rozczarować. Trzeba odstać swoje w kolejce niezależnie od pory (godziny otwarcia New York Cafe to 8.00-24.00). Ja generalnie unikam restauracji, gdzie muszę czekać w kolejce na stolik. Uważam, że w dzisiejszych czasach wszędzie jest tyle knajp, że żadne lokum nie jest warte tego, żeby na mrozie stać i czekać aż ktoś nas wpuści. No ale dla New York Cafe zrobiłam wyjątek. Widziałam wcześniej w internecie zdjęcia wnętrz i uznałam, że poczekam te kilkanaście minut (ostatecznie wyszło nieco ponad 20).

W New York Cafe można zjeść śniadanie, obiad lub kolację – menu nawiązuje do dziedzictwa kulinarnego Austro-Węgier, w New York Cafe serwuje się gulasz, zupę, rybną, sznycel po wiedeńsku czy grillowane foie gras.

Jak to w kawiarni można napić się kawy, herbaty czy soków. Jest także spory wybór węgierskich win. Do kawy można zjeść typowy węgierski deser – tort Dobosza, tort Sachera czy tort Esterházy.

Kawa serwowana w New York Cafe to nie jest zwykła kawa. Można zaszaleć i zamówić sobie kawę posypaną najprawdziwszym 24-karatowym złotem. Taka przyjemność zwiększa cenę kawy o 2 EUR. Cena kawy latte w New York Cafe to 8 EUR, w wersji ze złotem 10 EUR. Oczywiście nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności 😉 Ceny w New York Cafe Budapest są wysokie, nie da się ukryć. Mój rachunek za kawę ze złotem i lampkę wina wyniósł 80zł. Można oczywiście płacić kartą.

Czy warto wydać 40zł za kawę? Wnętrza jak widzicie na zdjęciu są przepiękne. Ale to oczywiście powoduje, że cały zastępy blogerów i influencerów przychodzą tu tylko po to, żeby zrobić sobie idealne zdjęcie. Wiecie – zamawiają kawę i robią sobie z nią 80 ujęć – na tle takim, na takim, z głową przechyloną w lewo, z głową w prawo, z włosem za uchem i z rozwianym… Powiem szczerze, że patrzyłam na ten spektakl z przerażeniem. Bardzo jestem ciekawa czy ci wszyscy ludzie mieli jakąś przyjemność z tej wizyty. Jeśli lubią zimną kawę to pewnie tak 😀

No i jeszcze jedna rzecz, o której muszę napisać i która mi do tego miejsca bardzo nie pasowała. Obsługa w sportowym obuwiu. Wszyscy – kelnerzy i menadżerowie. Ja rozumiem, że oni robią dziesiątki kilometrów na nogach ale przecież można założyć jakieś bardziej eleganckie płaskie buty. Białe koszula, mucha i… adidasy. Raziło mnie to bardzo!

Niemniej nie żałuję wizyty w New York Cafe, bo te wnętrza są naprawdę piękne, wszystko jest na najwyższym poziomie, miejsce jest bardzo przyjemne. Na pewno warto ale dla mnie to miejsce na jednorazową wizytę.

Drugie kultowe miejsce na kawę w Budapeszcie to Parizsi Udvar Café & Brasserie (ulica Petőfi Sándor 2-4) – otwarte od 6.30 do północy. Bistro w paryskim stylu mieści się w dawnym pasażu handlowym inspirowanym paryskim Passage des Panoramas. Przed I wojną światową było to najbardziej ekskluzywne miejsce w Budapeszcie. Budynek przez lata niszczał, dziś jest świeżo po remoncie i poza kawiarnią działa tu restauracja i hotel sieci Hyatt. Jeśli miałabym wybrać jedno miejsce w Budapeszcie gdzie warto pójść na dobrą kawę to wybrałabym właśnie to – jest pięknie, przyjemnie, bardzo przestronnie ale jednocześnie nie ma tu nadętej atmosfery. Ceny całkiem przyzwoite – za latte i lampkę wina zapłaciłam 40zł.

I na koniec kawa z widokiem – Panorama Cafe & Bar (ulica Hunyadi János 31). Kawiarnia czynna jest od 10 do 20, w weekendy do 21. Znajduje się tuż przy Baszcie Rybackiej i oferuje piękne widoki na Dunaj i na Parlament. Kuchnia tego miejsca nie ma najlepszej opinii więc nie polecam tego miejsca na obiad ale na kawę jak najbardziej. Widoki zapierają dech w piersiach, samo miejsce jest bardzo przyjemne, obsługa bardzo uprzejma. Warto zrobić sobie tu przerwę podczas wędrówek po wzgórzach Budy.

I czas na ostatnią część kulinarnego przewodnika po Budapeszcie – gdzie pójść na drinka lub wino?

Miejsce, które zdobywa coraz większą popularność to Szimpla Kert przy ulicy Kazinczy 14. Jest to miejsce jedyne w swoim rodzaju i to nie tylko w Budapeszcie, ale w całej Europie. Dawną fabrykę przerobiono na puby, restauracje i kino na otwartym powietrzu. Toczy się tu życie kulturalne miasta – odbywają się wystawy, przedstawienia teatralne i koncerty. Szimpla Kert to po węgiersku Puby w ruinach i od tego naprawdę się wszystko zaczęło. Historia Szimpla Kert zaczyna się w 2002 roku. Od tego momentu rozpoczęła się rewitalizacja całej dawnej dzielnicy żydowskiej Budapesztu.

Szimpla Kert jest zupełnie odjechane, inne niż wszystkie puby i restauracje, które do tej pory widzieliście. Jest hipsterskie – nie powiem, że nie – ale to jest miejsce, które trzeba w Budapeszcie zobaczyć. Ba, warto zostać tu dłużej, wypić piwo (np. siedząc w starej wannie) i coś zjeść. Jedzenie serwowane w restauracjach Szimple Kert pochodzi z lokalnych, certyfikowanych upraw, nie stosuje się tu żadnych sztucznych dodatków, oleju palmowego ani chemii – menu jest lokalne. Bardzo dba się tu o jakość serwowanego pożywienia. To nie są tylko restauracje – to jest cała filozofia. Dużo tu oczywiście dań wegetariańskich i wegańskich. Cyklicznie odbywają się tu też targi z lokalnymi produktami spożywczymi gdzie mieszkańcy zaopatrują się w warzywa, owoce i inne regionalne produkty.

Od jakiegoś czasu doceniam bary z tarasami widokowymi. Przed każdym wyjazdem szukam informacji o tym gdzie pójść na drinka, żeby jednocześnie móc podziwiać panoramę miasta. W Budapeszcie też takich miejsc nie brakuje, niestety część z nich jest zamknięta w sezonie zimowym.

Pierwszy bar z widokiem, który odwiedziłam to 360 Bar – znajduje się przy ulicy  Andrássy 39. Godziny otwarcia to 14.00 – 0.00 od poniedziałku do piątku i 14.00 – 2.00 w weekendy. Latem są tu stoliki oferujące panoramiczny widok na Budapeszt, a zimą taras zamienia się w igloo-garden. Igloo są bardzo popularne i jeśli chcecie zjeść w środku to niezbędna jest rezerwacja, bo nawet o godzinie 14, gdy tylko bar się otwiera, wszystkie stoliki wewnątrz są już zarezerwowane. Ceny są bardzo przyzwoite – ogromny wybór w cenie niższej niż 1000 HUF za kieliszek. A widok – oszałamiający.

Drugie miejsce, które odwiedziłam to Aria High Note Sky Bar. Znajduje się przy ulicy Hercegprímás 5, tuż przy bazylice. Otwarty jest 365 dni w roku w godzinach 12.00 – 0.00. Bar mieści się na dachu hotelu Aria, który wybrano najlepszym hotelem na świecie. Swoją kolejną wizytę w Budapeszcie zaplanuję z takim wyprzedzeniem, żeby dorwać tam pokój. Wejście do baru prowadzi przez hotelowe lobby. Trzeba dojść do końca i po prawej stronie znaleźć windę. Bar jest fantastycznie urządzony – jest część wewnętrzna i zewnętrzna i jeszcze dodatkowy taras widokowy na podwyższeniu. To miejsce w każdym aspekcie zasługuje na najwyższą ocenę – fantastyczna, niezwykle uprzejma obsługa, doskonałe menu, wyjątkowe drinki, przepiękne wnętrza no i nieziemski widok z góry. Jadłam foie gras z grzanką z figami i pistacjami i piłam Philosopher’s Stone – drinka na bazie wódki, wina tokaj, pigwy i cytryny. Już pomijam fakt, że był przepyszny ale tak podanego drinka nigdzie mi się nie zdarzyło pić. Ceny są dosyć wysokie ale warto. Mój rachunek wyniósł 90zł. Zdecydowanie najlepszy bar z widokiem w Budapeszcie. Fajne miejsce i na spotkanie z przyjaciółmi, i na romantyczną kolację.

I ostatnie miejsce, które chciałam Wam polecić w Budapeszcie – Doblo Wine & Bar. Znajduje się w dzielnicy żydowskiej, przy wspominanej już kilkukrotnie ulicy Dob, pod numerem 20. Bar otwiera się o 14.00, w tygodniu zamyka o 1, w weekendy o 2 w nocy. To jest doskonałe miejsce, żeby spróbować węgierskie wina. Obsługa jest po prostu genialna – od początku ma się poczucie, że wiedzą o czym mówią, wiedzą co sprzedają i że wino jest ich prawdziwą pasją. Wybór win jest ogromny ale jak się powie co się lubi to obsługa bezbłędnie (no, przynajmniej w moim przypadku tak było) Wam doradzi. Zakres cen jest dość szeroki, mi polecono wino za 14zł za lampkę więc wizyta w Doblo nie rujnuje portfela. Samo miejsce też jest bardzo przyjemne – postindustrialne wnętrze, ciekawie urządzone. Naprawdę wszystko tu ze sobą współgra. Jeśli zastanawiacie się gdzie iść na wino w Budapeszcie to odpowiedź jest tylko jedna – Doblo Wine & Bar.

I na koniec jeszcze jedna praktyczna informacja odnośnie cen w Budapeszcie. W każdej kawiarni i restauracji oprócz cen podanych w menu doliczana jest opłata za obsługę, zazwyczaj 15%. Informacja o opłacie i jej wysokości widnieje w każdym menu. Ceny, które podałam w tym tekście są już cenami z wliczoną obsługą (po prostu wszędzie płaciłam kartą i sprawdziłam w aplikacji każdy rachunek).

Trochę się tego nazbierało, mam nadzieję, że już wiecie co i gdzie zjeść w Budapeszcie, skąd podziwiać panoramę miasta z drinkiem w dłoni i gdzie spróbować najlepszych węgierskich win 🙂 Smacznego!

Budapeszt na weekend – informacje praktyczne i wskazówki jak zorganizować sobie wycieczkę

Budapeszt – piękne miasto, do którego mam ogromny sentyment. Była to pierwsza europejska stolica, którą odwiedziłam w swoim życiu. Było to prawie 20 lat temu. Do stolicy Węgier wracałam później kilka razy. Bo blisko, bo ładnie, bo dobre jedzenie… 😉 Decyzja o spędzeniu Sylwestra w Budapeszcie była niespodziewana dla mnie samej 😉 Po prostu pewnego wieczora wstukałam w wyszukiwarkę lotów opcję gdziekolwiek na termin około-sylwestrowy. Najtańsze loty były właśnie do Budapesztu. Pomyślałam – czemu nie, od poprzedniej wizyty minęło ponad 6 lat, poza tym zawsze jeździłam na Węgry latem. No i chwilę wcześniej okazało się, że świąteczny jarmark w Budapeszcie został wybrany najpiękniejszym w Europie. Długo się nie zastanawiałam, kupiłam bilety, zarezerwowałam hotel i zaczęłam planować moją zimową wycieczkę. Co warto wiedzieć przed takim wyjazdem na własną rękę?

Budapeszt – jak się dostać z Polski?

Jest kilka sposobów, żeby dostać się z Polski do Budapesztu. Najszybciej oczywiście samolotem – bezpośrednie loty do Budapesztu są z Warszawy i Poznania, z innych miast można do stolicy Węgier dolecieć z przesiadką w Monachium, Frankfurcie czy Amsterdamie.

Ponadto do Budapesztu można dojechać z Polski pociągiem lub busem. Codzienne połączenia oferuje m. in. Flixbus. Można też oczywiście dojechać własnym samochodem.

Budapeszt – dojazd z lotniska

Lotnisko w Budapeszcie położone jest kilkanaście kilometrów od centrum miasta. Dojazd z lotniska do centrum zapewnia autobus. Linia 100E kursuje co 10 minut w ciągu dnia i co 20 minut od północy do 3 w nocy. Linia ma 3 przystanki w centrum miasta – Kalvin Ter, Astoria i Deak Ferenc. Każdy z tych przystanków znajduje się tuż przy stacji metra o tej samej nazwie. Cena biletu w jedną stronę wynosi 900 HUF (ok. 11 zł, stan na styczeń 2020). Na lotnisku bilet można kupić w punkcie w hali przylotów. Po wyjściu z hali należy iść w lewo, minąć informację turystyczną (tam biletów nie sprzedają) i dojdziecie do stanowiska sprzedającego bilety na autobus. Za bilety można płacić gotówką i kartą. Przystanek autobusowy znajduje się tuż przy wyjściu z terminala, jest bardzo dobrze oznaczony. Bilet w drodze na lotnisko można kupić w automatach biletowych, które stoją na każdym przystanku gdzie zatrzymuje się autobus lotniskowy.

Z lotniska do miasta jeździ także linia 200E, która dociera do stacji metra Kőbánya-Kispest.

Budapeszt – komunikacja miejska

Budapeszt jest bardzo dużym miastem natomiast główne atrakcje są rozmieszczone tak, że da się je zwiedzić na piechotę. Po 3 dniach takiego zwiedzania będziecie mieli w nogach 70 zrobionych kilometrów ale da się 😉 Jeśli jednak nie chcecie tyle chodzić to komunikacja miejska w Budapeszcie jest na naprawdę doskonałym poziomie. Choć ceny są dosyć wysokie. Ale po kolei.

Transport publiczny w Budapeszcie obejmuje metro, autobusy, tramwaje i trolejbusy. Metro w Budapeszcie jest naprawdę rozległe i dojeżdża w niemal każdy zakątek miasta.

Cena pojedynczego biletu na komunikację miejską w Budapeszcie to 350 HUF. Jest to bilet na jeden przejazd jednym środkiem transportu, bez możliwości przesiadki. Można kupić też karnet 10 biletów za 3000 HUF. Są też specjalne bilety na podróż metrem do 3 przystanków – taki bilet kosztuje 300 HUF. Cena biletu przesiadkowego to 530 HUF. Jeśli chcecie intensywnie korzystać z komunikacji miejskiej podczas swojego pobytu w Budapeszcie to warto kupić bilet dobowy (cena 1650 HUF), bilet 3-dniowy (cena 4150 HUF) lub bilet 7-dniowy (4950 HUF). Są też bilety grupowe – 24-godzinny bilet dla grupy do 5 osób to koszt 3300 HUF. Uwaga – bilety te nie obowiązują w autobusie lotniskowym 100E. Na niego trzeba zakupić osobny bilet za 900 HUF.

Uzupełnieniem komunikacji publicznej w Budapeszcie są taksówki. Te oficjalne są żółte niczym nowojorskie i mają stałe ceny – 700 HUF opłaty początkowej i 300 HUF za każdy przejechany kilometr. W Budapeszcie nie działa Uber ale działa Bolt funkcjonujący na tej samej zasadzie.

W Budapeszcie są też rowery miejskie i elektryczne hulajnogi.

Budapeszt – waluta, ceny

Waluta obowiązująca na Węgrzech to forint. Aktualny kurs (styczeń 2020): 1000HUF=12,7zł. Część sklepów i restauracji przyjmuje płatności w euro ale przelicza je po swoim własnym kursie (często niezbyt korzystnym) i wydaje resztę w forintach. W Budapeszcie kantory dostępne są w bardzo wielu miejscach, najlepiej zabrać ze sobą euro. We wszystkich kantorach można wymieniać euro, dolary i funty, w zdecydowanej większości także polskie złotówki. W Budapeszcie płatności kartą są powszechnie akceptowane w sklepach i restauracjach. Ja wypłaciłam pieniądze z bankomatu, żeby mieć na jarmark świąteczny a okazało się, że i tam na każdym stoisku jest terminal płatniczy. W razie czego bankomaty też są na każdym kroku.

Skoro już wiemy czym i jak płacić to teraz najważniejsze pytanie – ile to wszystko kosztuje i jakie są ceny w Budapeszcie? Niestety są wysokie. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona jak na Węgrzech jest drogo. Ceny jedzenia w sklepach i marketach są wyższe niż w Polsce. Może nie jakoś dramatycznie ale tak z 15%-20% na pewno. Ceny w restauracjach i kawiarniach też są wyższe niż w Poznaniu czy Warszawie. Jedyne co zaskakuje pozytywnie to ceny alkoholu – naprawdę porządne węgierskie wino można kupić w sklepie za ok. 30 zł. W restauracjach cena lampki wina też zazwyczaj wynosi równowartość kilku – kilkunastu złotych.

Budapeszt – co warto kupić, co przywieźć?

Jak widzicie Budapeszt to nie jest miejsce na tanie zakupy ale na Węgrzech jest sporo produktów, których w Polsce kupić nie można i warto je przywieźć.

Zacznijmy od alkoholu, bo to jest coś o co byłam najczęściej pytana po powrocie z Budapesztu 😉 Węgry mają kilka swoich tradycyjnych trunków. Jeden z najpopularniejszych z nich to ziołowy likier UNICUM składający się z 40 tajemnych składników. To podobno nie alkohol tylko lekarstwo na wszelkie dolegliwości 😉 Cena za 200ml to ok. 2300 HUF (ok. 30zł). Ponadto występuje lokalny bimber Palinka o mocy od 40 do nawet 80%. Wódkę produkuje się z owoców – najczęściej śliwek, gruszek, brzoskwiń, wiśni czy winogron. Sprzedawana jest w butelkach o pojemności od 100 ml. Są też czekoladki z palinką jeśli sama komuś nie przejdzie przez gardło 😉 Jest też lokalny aperitif – Szamos. Węgierski alkohol to też, a może przede wszystkim, wino. I to nie tylko tokaj. W Budapeszcie są sklepy i restauracje gdzie możecie najpierw tych pysznych win popróbować, a dopiero potem kupować. Ja węgierskie wina odkryłam w ostatnie wakacje więc nie byłam zaskoczona jakie są pyszne. Na szczęście w Polsce już bez problemu dostępne.

Słodycze z Budapesztu – tu wybór też jest ogromny i jeśli jesteście łasuchami to warto spróbować i przywieźć kilka przysmaków. Popularne są batoniki z twarogu, wyroby z marcepanu i czekolady. Są też wszelkiego rodzaju miody.

Kuchnia węgierska słynie z papryki i możecie taką w Budapeszcie zakupić – świeżą, suszoną czy w formie pasty. Słodką i ostrą. W sklepach z pamiątkami będzie pięknie zapakowana i droższa. Jeśli zależy Wam na zawartości, a nie na opakowaniu to taniej jest ją kupić w Lidlu czy innym markecie. Podobnie z węgierskimi kiełbasami i słynną salami – jeśli będzie miała ładne opakowanie i kolorową naklejkę to będzie droższa.

Fajny suwenir z Węgier to lokalne foie-gras – Libamáj. Na Węgrzech produkuje się pasztety z gęsich wątróbek. Są oczywiście drogie ale i tak tańsze niż te francuskie. Miałam okazję spróbować w jednej z restauracji i powiem Wam, że w smaku nie ustępują tym francuskim. Jeśli ktoś lubi to zdecydowanie warto.

No ale dobra, nie wszyscy są tak zafiksowani na punkcie jedzenia i przywożą z wakacji też inne suweniry. Na Węgrzech i w Budapeszcie na pewno warto kupić rękodzieło – haftowane ubrania, serwety czy obrusy.

A teraz pytanie gdzie te wszystkie suweniry kupić? Spożywcze najlepiej w marketach – będzie najtaniej. Ogromny wybór wszystkiego jest w hali targowej oraz w sklepikach przy ulicy Vaci. Ceny są bardzo zróżnicowane więc trzeba chodzić i sprawdzać. Ta sama rzecz w jednym sklepiku może kosztować 1000HUF a gdzieś obok 1500. Życie.

Budapeszt – gdzie spać?

Baza noclegowa w Budapeszcie jest ogromna i na szczęście ceny są zróżnicowane – są tanie hotele, hostele i apartamenty. Są też doskonałe i drogie hotele. Kiedyś pisałam, że bardzo bym chciała spędzić noc w wybranym najlepszym na świecie hotelu Aria – niestety tam noclegi trzeba rezerwować wcześniej niż na 3 tygodnie przed wylotem 😉 przynajmniej w okresie noworocznym. Generalnie polecam szukać noclegu w okolicy stacji metra – żeby szybko dostać się do centrum. Ja tym razem spałam w Budzie, w okolicy wzgórza Gellerta. Bardzo dobra lokalizacja.

Budapest Card – czy warto?

Zawsze przed wyjazdem typu citybreak sprawdzam czy miasto, do którego się wybieram oferuję kartę, w którą wliczoną są atrakcje i komunikacja miejska. W zdecydowanej większości przypadków jest to świetna opcja i pozwala na duże oszczędności. Przeglądając jednak ofertę Budapest Card uznałam, że nie warto. Dlaczego? Karta umożliwia bezpłatny wstęp do atrakcji, o których trudno mówić, że są to największe atrakcje Budapesztu – są to m. in. Muzeum Narodowe, Muzeum Sztuki Azjatyckiej, Muzeum Sztuk Pięknych czy kilku innych, których nazwy nic a nic mi nie mówią. Za wstęp do naprawdę fajnych miejsc oferuje raptem zniżki wysokości 10-20%. Nie kupiłam i nie żałuję.

Budapeszt – bezpieczeństwo

Czy Budapeszt jest bezpiecznym miastem? Powiedziałabym, że poziom bezpieczeństwa jest taki sam jak w Polsce, czyli jest bezpiecznie. Byłam w Budapeszcie sama, nawet przez chwilę nigdzie nie czułam się zagrożona. Trzeba zachować oczywiście zdrowy rozsądek ale nie nie ma powodu do obaw. Jedyne na co trzeba uważać to kieszonkowcy w zatłoczonych miejscach – np. zimą na jarmarkach świątecznych.

Jedyne co zwraca uwagę to bezdomni. Jest ich w Budapeszcie naprawdę bardzo dużo. Plotka głosi, że w latach 70-tych państwo przestało utrzymywać jeden ze szpitali psychiatrycznych, a pacjentów przeniesiono do przytułków, z których oni pouciekali i tak w mieście rozpoczęła się plaga bezdomnych… Nie wiem ile w tym prawdy ale osoby bezdomne widać w Budapeszcie wszędzie.