Colonia del Sacramento, Urugwaj – jednodniowa wycieczka z Buenos Aires

Będąc w Buenos Aires można zrobić sobie jednodniową wycieczkę do Urugwaju. O ile Argentyna to duży i znany kraj, to Urugwaj pozostaje w jej cieniu. A nie do końca słusznie, bo kraj choć mały to piękny i wart odwiedzenia.

Urugwaj liczy zaledwie 3 miliony mieszkańców. Jest jednym z najbogatszych i najbardziej liberalnych krajów Ameryki Południowej. Moje skojarzenie – taki amerykański odpowiednik Holandii. I to nie tylko dlatego, że od jakiegoś czasu marihuana jest tam legalna 😉 Często mówi się o Urugwaju, że to Szwajcaria Ameryki Łacińskiej. Skojarzeń z Europą nie da się pominąć, bo to rzeczywiście kraj mało łaciński.

W Urugwaju poza legalną marihuaną (do kupienia wyłącznie z urugwajskim paszportem) zalegalizowane są związki jednopłciowe (włącznie z prawem do adopcji dzieci), możliwa jest urzędowa zmiana płci, legalna jest też aborcja.

Z Buenos Aires można szybko i bezproblemowo (promem, w niecałą godzinę) dotrzeć do malowniczego miasteczka Colonia del Sacramento. Całe miasto zostało w 1995 roku wpisane na listę UNESCO. Jest najstarszym miastem w kraju i najczęściej odwiedzanym przez zagranicznych turystów. Jest też najczęstszym celem podróży urugwajskich nowożeńców. Mieszkańcy żartują, że większość społeczeństwa została poczęta właśnie w Colonii.

Colonia del Sacramento przez wiele lat była przedmiotem sporu między Hiszpanią i Portugalią. Miasto założył w 1680 roku portugalski gubernator Rio de Janeiro Manuel Lobo. Dzięki strategicznemu położeniu nad zatoką Portugalczycy mogli obserwować poczynania hiszpańskich kolonizatorów zarządzających Buenos Aires. Jeszcze w 1680 roku Hiszpanie zaatakowali i przejęli miasto. W 1681 roku Colonia została zwrócona Portugalczykom, a w 1704 Hiszpanie ponownie zaatakowali i ponownie przejęli panowanie. W 1722 roku znowu wróciła w ręce portugalskie, by w 1735 po raz kolejny wrócić pod panowanie hiszpańskie. I tak później jeszcze kilkukrotnie. Jak w latynoskiej telenoweli 😉 Wszystko zakończyło się w roku 1825 gdy Colonia została przyłączona do Urugwaju. Colonia pełniła też niegdyś rolę portu przeładunkowego i targu niewolników.

Colonia rozciąga się nad zatoką Rio de la Plata. Stare miasto to kilka placów i uliczek zabudowanych w kolonialnym stylu, widać tu wpływy hiszpańskie i portugalskie, po raz kolejny w Ameryce Południowej czułam się jak w Europie. Pełno tu urokliwych restauracji i kawiarenek, galerii sztuki, zabytkowych samochodów. Wszystko to w otoczeniu kwiatów i zieleni. Spacerując po Colonii można się poczuć jak w XIX-wiecznej Europie.

Casco Histórico – starówka Colonia del Sacramento

Na stare miasto prowadzi drewniany most zwodzony – Porton de Campo. Podobno najczęściej fotografowane miejsce w mieście 😉

Zwiedzając starówkę warto zwrócić uwagę na Iglesia Matriz – Bazylikę Najświętszego Sakramentu – najstarszy katolicki kościół w kraju. Barokowa świątynia została wzniesiona w XVII wieku przez Portugalczyków. Przy wejściu do kościoła stoi zaparkowany zabytkowy Ford A z 1936 roku.

Charakterystycznym punktem miasta jest też latarnia morska. Została zbudowana już przez Urugwajczyków za ich panowania. Wzniesiono ją na ruinach klasztoru św. Franciszka. Światło rozbłysło w niej po raz pierwszy 24.01.1857 roku. Latarnię nazywa się często tragiczną. Podczas pożaru w 1873 roku zginął latarnik. Kolejny w 1918 roku popełnił samobójstwo skacząc z wysokości 34 metrów. Na latarnię można wejść za drobną opłatą ale tylko w godzinach od 12 do 13 i od 19 do 20.

De Los Suspiros – Uliczka Westchnień

Na jej temat krąży mnóstwo legend. Jedna z nich mówi, że tu przyprowadzano skazańców, przywiązywano ich do murów i zostawiano aż przypływ ich zatopi (a ci wydadzą ostatnie westchnienie). Druga mówi o tym, że przy uliczce za panowania portugalskiego znajdowały się domy uciech – wiadomo o jakie westchnienia chodzi 😉 Trzecia legenda mówi o kochance czekającej w zaułku na swojego wybranka. Zazdrosny mąż przebił sztyletem jej pierś i do dziś po zachodzie słońca można usłyszeć jej ostatnie westchnienie. Która jest prawdziwa? Tego nie wie nikt. Faktem jest, że uliczka dziś nie ma w sobie nic z dramatyzmu, jest malownicza i piękna.

Dzielnica Real de San Carlos

Została założona przez hiszpańskich kolonizatorów i nosi imię ówczesnego króla Hiszpanii – Carlosa III. Dziś jest to dzielnica pełna rezydencji i szczycąca się najpiękniejszymi plażami. Ja byłam w Urugwaju zimą (ichniejszą, czyli w lipcu) i plażowanie było raczej kiepskim pomysłem 😉

Czy warto wybrać się na jeden dzień do Urugwaju z Buenos Aires?

Zdecydowanie tak, Jak sami widzicie miasteczko jest przeurocze, da się je spokojnie przejść w jeden dzień a i przeprawa promowa z Buenos nie trwa długo.

Buenos Aires – zwiedzanie stolicy Argentyny

Buenos Aires – boskie Buenos, stolica Argentyny i jedno z największych miast na kontynencie. Często nazywane Paryżem Ameryki Południowej, mnie zdecydowanie bardziej przypomina królewski Madryt. Zwiedzając Buenos czułam się jakbym była w stolicy Hiszpanii a nie po drugiej stronie oceanu. Zresztą nie ma się czemu dziwić, bo większość populacji miasta stanowią potomkowie hiszpańskich i włoskich imigrantów przybyłych do Ameryki w XIX wieku.

Plaza de Mayo

Od centralnego placu miasta najlepiej zacząć jego zwiedzanie. Powstał on w 1580 roku z inicjatywy Juana de Garaya. Plaza de Mayo to Plac Majowy. Tę nazwę skwer nosi od 25 maja 1810 roku kiedy to Argentyna odzyskała niepodległość. Pośrodku placu stoi zresztą marmurowy pomnik kobiety symbolizującej niepodległość. Wokół placu znajdują się najważniejsze budynki w mieście – Casa Rosada, czyli siedziba rządu, katedra, Cabildo – siedziba rady miasta oraz ratusz – Palacio Municipal.

Casa Rosada – Różowy Dom

Jeden z symboli miasta, neorenesansowy budynek wybudowany w 1862 roku, jest główną siedzibą prezydenta i rządu. To właśnie z balkonów Casa Rosada od lat przemawiają do mieszkańców przywódcy kraju. Stąd Peron i Evita pozdrawiali tłumy zwolenników, tu przemawiał papież Jan Paweł II, tu śpiewała Madonna w filmie Evita.

Skąd różowy kolor budynku? To nie armeński tuf 😉 Jedna z teorii mówi, że pierwszy zamieszkujący tu prezydent – Domingo Faustino Sarmiento – wybrał róż, żeby odróżnić siedzibę od waszyngtońskiego Białego Domu. Druga teoria mówi, że róż wziął się z połączenia wapna, tłuszczu wołowego i krwi. Brrr.

Warto zobaczyć budynek za dnia, w promienia słońca, jak i wieczorem, gdy jest efektownie podświetlony.

Catedral Metropolitana

Katedra Trójcy Przenajświętszej do niedawna była domem obecnego papieża Franciszka. Budowa katedry została ukończona równocześnie z różowym domem – w 1862 roku. W świątyni znajduje się Mauzoleum generała San Martina – bohatera narodowego Argentyny. W każdym argentyńskim mieście znajdziecie jego pomnik, plac lub ulicę jego imienia. Wizerunek generała zdobi też banknoty o nominale 5 ARS. San Martin nazywany jest wyzwolicielem Ameryki Południowej.

Avenida de Mayo

Jedna z głównych ulic miasta, której nie można pominąć zwiedzając Buenos. Pod numerem 825 znajdziemy Cafe Tortoni, jedną z najsłynniejszych kawiarni w mieście otwartą przez francuskiego imigranta. Zainspirowana stylem fin de siecle gościła wielu znamienitych artystów. Jej stałym bywalcem był Witold Gombrowicz. To właśnie w Argentynie napisał Trans-atlantyk, Ślub, Pornografię i Dzienniki. Kawiarnia jest bardzo popularna i zatłoczona, bez rezerwacji możecie zapomnieć o wypiciu tu kawy. Ale zajrzeć warto, jest bardzo stylowa i elegancka.

Siedziba Kongresu Narodowego

Przy Avenida de Mayo mieści się też siedziba parlamentu Argentyny – Kongresu Narodowego. Budynek powstał w latach 1898 – 1906, zaprojektował go włoski architekt Vittorio Meano.

La Boca

Wiele osób myśląc Buenos widzi właśnie kolorową dzielnicę Boca. Została wzniesiona przez włoskich emigrantów i zdecydowanie wyczuwa się w niej wpływy z południa Italii.

Kiedyś była to uboga dzielnica. Jeden z jej mieszkańców – artysta Benito Quinquela Martin w porozumieniu z mieszkańcami i innymi artystami postanowił w latach 50tych pomalować domy przy ulicy Caminito na jaskrawe kolory. Chciał wyróżnić to miejsce i tworzących w nim artystów. Wzdłuż Caminito do dziś spotkacie mnóstwo malarzy, rzeźbiarzy i innych artystów. To dobre miejsce na zakup oryginalnych pamiątek. Zachowajcie ostrożność wyjmując portfel – la Boca to wciąż niebezpieczne miejsce, kradzieże kieszonkowe są tu na porządku dziennym, często turyści padają ofiarami zorganizowanych grup młodzieży, a nawet dzieci.

La Boca to nie tylko dzielnica kolorowych domków ale też legendarny klub piłkarski Boca Juniors i stadion La Bombonera. To właśnie z tym klubie swoją karierę zaczynała legenda argentyńskiej i światowej piłki – Diego Maradona. Wizerunek boskiego Diego spotkacie w Boca nie raz.

Recoleta

Nie można być w Buenos i pominąć jeden z najsłynniejszych cmentarzy świata stworzonego w 1882 roku.

4800 grobowców robi wrażenie miniaturowego miasteczka. Mauzolea niektórych spoczywających tu osób przypominają rezydencje.

Najczęściej odwiedzanym grobowcem jest mogiła Evity Peron. Dość skromny grób przyciąga każdego dnia setki Argentyńczyków i turystów z całego świata.

Na cmentarzu spoczywają byli prezydenci kraju oraz przedstawiciele świata sztuki i literatury.

Niedaleko Recolety znajduje się jeden z najbardziej nowoczesnych symboli Buenos Aires – gigantyczny metalowy tulipan. Konstrukcja stoi pośrodku Plaza Nacionales Unidas. Tulipan otwiera się o świcie i zamyka o zmroku.

Puerto Madero

Jest to dzielnica portowa położona niedaleko Plaza Mayo. Niedawno odrestaurowana, tętniąca życiem zwłaszcza po zmroku. I polecam Wam spacer w tej okolicy właśnie wieczorem. To w tej chwili najgorętszy adres jeśli chodzi o argentyńskie życie nocne.

Ceglane budynki portowego nabrzeża zostały wzniesione w 1887 roku. Kiedyś pełniły funkcje magazynów i spichlerzy, dziś przerobiono je na nowoczesne biura, luksusowe lofty i eleganckie restauracje. Dzielnica jest w pełni monitorowana, uchodzi za najbezpieczniejszą w mieście więc nie musicie się obawiać nocnych spacerów. Jeśli chcecie spędzić czas w jakimś lokalu – uprzedzam, jest drogo. Bardzo drogo. Argentyna w ogóle nie jest tania, a dzielnica portowa należy do jej najdroższych zaułków. Hotele znajdujące się w Puerto Madero to najdroższe hotele w mieście.

To właśnie tu niegdyś przybywali do Buenos imigranci, ich losy można prześledzić w znajdującym się w okolicy Museo Nacional de la Inmigracion.

Puetro Madero to dzielnica upamiętniająca kobiety. Wszystkie ulice noszą imiona kobiet zasłużonych w walce o prawa kobiet i o demokrację. W samym centrum dzielnicy znajduje się otwarty w 2001 roku podwieszany most (pięknie oświetlony w nocy) Puente de la Mujer – Most Kobiety.

Co trzeba zrobić w Buenos Aires?

W internecie znajdziecie artykuły pt. 10 rzeczy które trzeba zrobić w Buenos itp. Ja podkreślam trzy absolutnie najważniejsze, bez których nie możecie wyjechać z miasta.

Pierwsza – trzeba zjeść steka z argentyńskiej wołowiny 😀 Czy lubicie mięso, czy nie, nie można opuścić Buenos nie próbując steka z najlepszej wołowiny na świecie. Tu nauczyłam się jeść steka w wersji krwistej (rare), tu poczułam, że bycie wegetarianką nie jest mi pisane 😀 A steka trzeba koniecznie popić lampką argentyńskiego czerwonego wina.

Po zjedzeniu steka popitego winem trzeba zobaczyć tango show. Tango narodziło się w Argentynie i trzeba tu zobaczyć show tego ognistego tańca.

Ciekawostki o Argentynie

W Buenos Aires na jednego obywatela przypada więcej psychoanalityków niż w jakimkolwiek innym kraju świata.

Argentyńczycy są też kinomaniakami – wszystkie filmy osiągają w Argentynie rekordy oglądalności.

Argentyna jest też w pierwszej dziesiątce krajów świata gdzie wykonuje się najwięcej zabiegów chirurgii plastycznej. Do poprawiania urody przyznają się gwiazdy, celebryci i politycy.