Muzeum Wsi Lubelskiej i Majdanek – jednodniowa wycieczka z Lublina

Wciąż nie mogę dokończyć wpisu o zwiedzaniu Lublina (ale niedługo się zmobilizuję, słowo!), póki co możecie poczytać o tym gdzie zjeść w Lublinie, a dziś zapraszam na zwiedzanie dwóch ważnych miejsc w bliskich okolicach Lublina. Na zwiedzanie muzeum na Majdanku i skansenu poświęciliśmy jeden cały dzień.

Planując weekend w Lublinie wiedziałam, że koniecznie będę chciała zobaczyć Muzeum na Majdanku.

Muzeum na Majdanku

Majdanek, czyli niemiecki obóz koncentracyjny w Lublinie, działał w latach 1941 – 1944. Więźniowie byli mordowani w komorach gazowych, ginęli w egzekucjach, umierali z głodu, chorób i wycieńczenia. Przetrzymywano tu głównie Polaków i Żydów, szacuje się, że śmierć poniosło tu około 360 tysięcy osób. Dokładnych liczb nigdy nie poznamy.

Muzeum na Majdanku powstało w 1944 roku i było pierwszą tego typu instytucją na świecie. W 25. rocznicę wyzwolenia Majdanka odsłonięto dwuczęściowy monument składający się z bramy i mauzoleum, w którym znajdują się prochy zamordowanych w obozie ludzi. Brama wraz z Mauzoleum oraz Drogą Hołdu i Pamięci tworzy Pomnik Walki i Męczeństwa. Konstrukcja Bramy, wybudowanej w miejscu jednej z bram obozowych, nawiązuje do symboliki piekieł z Boskiej Komedii Dantego.

Wystawy znajdują się w dziewięciu obiektach – barakach, łaźni i bunkrze. Można tu zobaczyć zdjęcia, dokumenty, relikty obozowe czy przedmioty należące do więźniów. W pozostałych barakach znajdują się wystawy multimedialne. Łącznie można zwiedzać około 70 obiektów.

Ogromne wrażenie robi Okno czasu – przeszklona konstrukcja, przez którą widać fragment drogi obozowej wybudowanej przez więźniów przy użyciu macew z lubelskich cmentarzy żydowskich.

Majdanek – informacje praktyczne

W okresie od kwietnia do września godziny otwarcia muzeum na Majdanku to 9 – 18, od listopada do marca 9 – 16. Wstęp do muzeum na Majdanku jest bezpłatny, trzeba jedynie zapłacić 5 zł za parking.

Majdanek to miejsce, które raz w życiu trzeba zobaczyć. Smutne i przejmujące ale jednocześnie pozwalające ocalić pamięć o tych, którzy tam zginęli i przypominające o okrucieństwie wojny. Myślę, że to trudna ale jednocześnie jedna z najważniejszych atrakcji Lublina.

Muzeum Wsi Lubelskiej – dojazd

Muzeum Wsi Lubelskiej to atrakcja zgoła inna niż Majdanek dlatego zwiedzając te dwie atrakcje w jeden dzień jak my, polecam naszą kolejność – najpierw skupienie i trudna historia na Majdanku, a potem relaks w skansenie.

Dojazd własnym samochodem do Muzeum Wsi Lubelskiej jest problematyczny jeśli nie jesteście z Lublina, bo przy zjeździe z obwodnicy nie ma żadnej informacji gdzie należy zjechać. W ogóle dojazd do skansenu nie jest oznakowany z żadnej strony. Jeśli jedziecie własnym autem to polecam Wam kierować się od strony Alei Warszawskiej, a nie od obwodnicy. Nasza nawigacja nie ogarniała i nie pokazała nam gdzie należy zjechać, a żadnego znaku też nie ma.

Jeśli nie jesteście w Lublinie samochodem to do Muzeum Wsi Lubelskiej można dojechać  komunikacją miejską – autobusem nr 18, 20, 30 i 37. Przystanki autobusowe znajdują się niemalże przed wejściem do skansenu. Można też wypożyczyć rower miejski – stacja również znajduje się przed wejściem do skansenu.

Muzeum Wsi Lubelskiej – zwiedzanie

Uwielbiam skanseny. Lubię poczuć tę sielską atmosferę, z dala od zgiełku miasta. Tego typu obiekty szczególnie pięknie prezentują się latem kiedy wszystkie rośliny otaczające obiekty kwitną. Wtedy jest jeszcze bardziej bajkowo i jeszcze bardziej sielsko. Zdecydowanie warto wybrać się do Muzeum Wsi Lubelskiej podczas weekendu w Lublinie. Sam skansen powstał w 1970 roku, zajmuje powierzchnię 23 hektarów i jest jednym z największych tego typu obiektów w Polsce. Bogactwo architektury i zgromadzonych eksponatów odzwierciedla obyczaje, obrzędy i codzienne życie ludzi minionej epoki w regionie Lubelszczyzny.

Muzeum Wsi Lubelskiej, podobnie jak inne tego typu obiekty, podzielone jest na sektory. Tuż za wejściem zaczyna się sektor Wyżyny Lubelskiej. Została tu przedstawiona charakterystyczna dla tego regionu wieś łańcuchówka, gdzie w zwarty sposób sąsiadują ze sobą chałupy. Można tu zobaczyć wiatrak z Zygmuntowa, kuźnię i zagrodę z Urzędowa, studnię z Błażka, olejarnię z Bogucina i kilka innych zagród. Całość uzupełniają przydomowe ogródki warzywne i kwiatowe, a otaczające je pola są uprawiane w sposób tradycyjny, przy użyciu dawnych narzędzi i maszyn rolniczych.

Dalej znajduje się zespół dworski. Centralnym punktem jest oczywiście dworek, w tym przypadku XVIII-wieczny, pochodzący z Żyrzyna. Ekspozycja wewnątrz dworu przedstawia mieszkania średniozamożnej rodziny ziemiańskiej w 1939 roku. Otoczenie dworu tworzą założenia ogrodowo-parkowe, brama z Łańcuchowa oraz zespół folwarczny z czworakiem z Brusa Starego, spichlerzami dworskimi i położonym nieopodal sadem owocowym.

Dalej mamy sektor Roztocza. Otoczony bogatą roślinnością zespół chałup i zagród tworzy przykład zabudowy rozproszonej charakterystycznej dla tego regionu. Atrakcją roztocza są wiejski sklepik (w chałupie z Teodorówki) i kuźnia z Ciosm. Najciekawszym obiektem wydaje się być jednak cerkiew z Tarnoszyna z dzwonnicą z Lubyczy-Kniazie. Oprócz funkcji muzealnych pełni też funkcje kultowe.

Następnie przechodzimy do rekonstrukcji miasteczka. Miasteczko nawiązuje do historycznych, wielokulturowych miasteczek Lubelszczyzny z okresu II Rzeczypospolitej. Ekspozycja przedstawia model funkcjonowania miasteczka wraz z jego instytucjami, urzędami, sklepami i warsztatami rzemieślniczymi. Składają się na nią kołodziejnia z Bełżyc, restauracja z Zemborzyc, szkoła z Bobrownik, ratusz z Głuska, domy podcieniowe z Wojsławic, remiza z Wilkowa, areszt z Samoklęsk, rynek ze studnią, kościół z Matczyna, plebania z Żeszczynki, stajnia podworska i lapidarium cmentarne. W obiektach urządzone są ekspozycje wnętrz gospodarczych i mieszkalnych – polskich i żydowskich.

Schodząc z miasteczka w dół docieramy do chyba najprzyjemniejszej części skansenu – Powiśla. Jest tu kilka zagród z cudownymi ogródkami (w tej części nie ma ekspozycji wewnątrz chałup), pasącymi się kozami i owcami, jest zbiornik wodny utworzony na rzece Czechówce, jest dużo zieleni, spokoju i wytchnienia. Gdyby nie panujący tego dnia upał to chętnie spędziłabym tam nawet pół dnia. Wieś sielska i anielska w czystej postaci. W przyszłości ma tu się jeszcze pojawić młyn wodny.

Cena biletu wstępu do Muzeum Wsi Lubelskiej to 12 zł. Jeśli wybieracie się do Lublina to zaplanujcie swój weekend tak, żeby koniecznie wpaść na kilka godzin do MWL. Dla mnie jedno z najlepszych wspomnień z Lublina.

W Muzeum odbywają się także cykliczne imprezy. Wiosną można zobaczyć pokaz orki konnej i przygotowań do Wielkanocy, latem sianokosy, obrzędy nocy świętojańskiej, żniwa, dożynki i zbiory lnu. Jesienią z kolei możecie zobaczyć na własne oczy wykopki, uczestniczyć w Lubelskim Święcie Chleba czy posłuchać opowieści andrzejkowych.

Jeśli lubicie skanseny to poczytajcie (i odwiedźcie!) koniecznie o skansenie w Chorzowie.

Murano i Burano w jeden dzień z Wenecji

Wenecja jest cudowna i można w niej spędzić mnóstwo czasu. Do tego z każdym spacerem odkrywać coś nowego. Wiem co mówię, bo w Wenecji byłam cztery razy i zawsze mnie czymś zaskakiwała. Ale o Wenecji jeszcze napiszę (i zdradzę Wam gdzie zjeść najlepsze lody w Wenecji) ale dziś chciałabym Wam zaproponować wycieczkę z Wenecji na Burano – Wyspę Kolorów – oraz Murano – Wyspę Szkła. Od razu zaznaczam, że niestety straciłam swoje zdjęcia z listopadowego wyjazdu do Wenecji i na półwysep Istria w związku z tym pokazuję Wam tu tylko kilka zdjęć (które ostały mi się w telefonie). Ale mam nadzieję, że nawet te kilka obrazków zachęci Was do wycieczki na Burano i Murano.

Burano – jak się dostać z Wenecji?

Wyspa Burano oddalona jest od Wenecji o 7 km i jedynym sposobem na dostanie się na nią jest transport wodny (nie znoszę, wiecie…). Na Burano z Wenecji można dostać się tramwajem wodnym – vaporetto. Najszybciej na wyspę można dostać się z przystanku F. Nove (Fondamente Nove) linią nr 12. Rejs z Wenecji na Burano trwa ok. 40 minut. Tramwaj wodny nr 12 zatrzymuje się także na wyspie Murano. W listopadzie promy kursują co 20 minut. W sezonie podobno nieco częściej. Bilety na tramwaje wodne do tanich nie należą, bo kosztują aż 7,5 EUR. Taki bilet jest ważny 75 minut. Jeśli chcecie zwiedzić Burano i Murano to najlepiej zainwestować w bilet dobowy, którego cena w Wenecji wynosi 20 EUR i jest ważny 24 godziny. Można też kupić bilety 48- i 72-godzinne. Punkt sprzedaży biletów znajduje się ok. 100 metrów od przystanku F. Nove, za bilety można płacić gotówką i kartą.

Burano – co zobaczyć?

Burano to nie jest wyspa, którą się zwiedza tak jak wszystkie inne miejsca. Ten skrawek lądu na lagunie stworzony jest do niespiesznych spacerów, zaglądania w podwórka pełne suszącego się prania, podglądania życia mieszkańców wyspy (zmęczonych tłumami turystów) i robienia dziesiątek zdjęć kolorowych domków odbijających się w wodzie.

Skąd te kolorowe domki na Burano? Większość mężczyzn mieszkających na Burano kilkadziesiąt lat temu zajmowała się rybołówstwem. Z powodu gęstych mgieł pojawiających się nad laguną niejednokrotnie mieli oni problem z odnalezieniem własnych domów po powrocie z łowów. Ktoś wpadł na pomysł, by domy malować na intensywne kolory widoczne nawet we mgle. Kiedyś więc kolorowe fasady miały względy głównie praktyczne. Dziś – są symbolem Burano i powodem tego, że właśnie Burano jest najbardziej instagramowym miejscem na całej weneckiej lagunie 😉

Spacer wśród kolorowych domków jest prawdziwą przyjemnością. Wzdłuż kanałów są oczywiście tłumy turystów ale wystarczy skręcić w jakąś boczną uliczkę i można mieć część tego kolorowego królestwa tylko dla siebie.

A jeśli koniecznie chcielibyście coś zwiedzić na Burano to warto zajrzeć do kościoła San Martino z krzywą dzwonnicą. Ciekawą atrakcją jest też Muzeum Koronek (Museo del Merletto) – tak jak większość mężczyzn mieszkających na Burano zajmuje się rybołówstwem, tak większość kobiet trudni się koronkarstwem. Przy głównym placu miasta (Piazza Galuppi) znajduje się mnóstw sklepików, gdzie można te ręcznie robione koronki kupić. Fajny pomysł na pamiątkę z Burano.

Murano – co zobaczyć?

Murano to wyspa, która słynie z wyrobu szkła artystycznego. Weneccy rzemieślnicy już od X wieku uchodzili za najlepszych twórców szkła w Europie, a ponieważ ich praca zagrażała Wenecji pożarem to w XIII wieku całą produkcję szkła przeniesiono właśnie na Murano.

Pracownie gdzie można podejrzeć jak tworzy się szkło (oraz oczywiście zrobić zakupy) mieszczą się przy Fodamenta dei Vetrai oraz Ramo di Mula. Ale gdziekolwiek się na Murano nie zgubicie to na pewno traficie na jakiś mniejszy lub większy sklepik z wyrobami ze szkła.

Podobnie jak Burano jest to wysap stworzona do bezcelowego włóczenia się wąskimi uliczkami ale na Murano jest też kilka atrakcji, które warto zobaczyć. Jeśli jesteśmy we Włoszech to jakiś kościół musi być. Na Murano warto zwrócić uwagę na bazylikę SS Maria e Donato, gdzie przechowuje się kości smoka, którego wg legendy zabił św. Donato.

Wyspa słynąca ze szkła musi mieć Muzeum Szkła (Museo del Vetro). Mieści się ono w Palazzo Giustinian.

Śmiem twierdzić, że to z wyspy Murano można obserwować najpiękniejszy zachód słońca na lagunie weneckiej.

Murano czy Burano?

Żeby zobaczyć obie wysepki trzeba mieć cały dzień (same transfery trochę trwają). Obie są piękne, zupełnie różne i warte odwiedzenia. Ale jeśli dysponujecie bardzo ograniczonym czasem to jednak ja bym wybrała Burano. Te kolorowe domki robią niesamowite wrażenie, zwłaszcza w bezchmurny, słoneczny dzień. Podejrzewam, że wiosną i latem Burano jest jeszcze bardziej zatłoczona niż w listopadzie ale mimo tłumu turystów, wysokich cen i konieczności dostania się na Burano stateczkiem polecam tę wyspę. A jak cudownie by tam było kiedyś zostać na noc!

Kulinarny przewodnik – gdzie zjeść w Łodzi?

Zanim zabiorę Was na wycieczkę po Łodzi i pokażę co warto zwiedzić w mieście, które przeszło na przestrzeni ostatnich lat ogromną metamorfozę, zapraszam na wycieczkę kulinarną. Gdzie dobrze zjeść w Łodzi? Gdzie w Łodzi zjeść śniadanie, gdzie iść na deser, a gdzie na drinka? Gotowi? Czas zjeść Łódź!

Gdzie zjeść śniadanie w Łodzi?

Lećmy po kolei 😉 Dzień zaczyna się od śniadania więc na początek pyszne łódzkie śniadaniownie. Czasem sobie myślę, że ja już tyle śniadań w tylu różnych miejscach zjadłam, że nic mnie nie zaskoczy a jednak… Raz na jakiś czas pojawia się knajpa wychodząca poza schemat i poza tym, że jest inaczej to zazwyczaj jest totalny zachwyt. W Łodzi też zaskoczeń i zachwytów nie brakowało.

Na początek moje absolutne miejsce nr 1 jeśli chodzi o najlepsze śniadanie w Łodzi – Montag. Mały lokal mieści się w podwórku przy Piotrkowskiej 107. Jest to właściwie piekarnia plus miejsce gdzie można wypić kawę albo zjeść właśnie śniadanie. I tu moje oczy rozbłysły jak w menu (krótkim ale ciekawym) zobaczyłam burratę na ciepło, w panierce z chleba. Podane to było z sosem pomidorowym, musiało mieć jakiś milion kalorii ale… to było chyba moje najlepsze śniadanie zjedzone podczas lata 2019. A latem 2019 roku bardzo dużo podróżowałam po Polsce i zjadłam kilkadziesiąt śniadań w różnych zakątkach naszego kraju. Muszę tu dodać, że ja w ogóle jestem serowa a burrata to jest ser, za który dałabym się pokroić (pokazywałam Wam już tę miłość np. przy okazji Katowic). Ale w takiej postaci nie jadłam go nigdy wcześniej (i nigdy później).

Dodam tylko, że wszystko w piekarni wyglądało niebywale smakowicie. Kusiły ciastka francuskie SAMO ZŁO (ze zwiększoną ilością masła i cukru). I wiecie co? Do dziś żałuję, że jednak się na to ciastko nie skusiłam. Jeśli będziecie w Łodzi i pójdziecie na śniadanie do Montag to zjedzcie za mnie jedną 😉

Drugie miejsce gdzie warto zjeść śniadanie w Łodzi to Spółdzielnia. Lokal mieści się na terenie OFF Piotrkowska przy ul. Piotrkowskiej 138/140. OFF Piotrkowska jest symbolem metamorfozy Łodzi i miejscem, które podczas weekendu w tym mieście odwiedzicie nie raz, i nie dwa 😉 Pięknie zagospodarowane lokale mieszczą ciekawe knajpy. Spółdzielnia zachwyca postindustrialnym wystrojem i ciekawym menu. Są tu klasyczne pozycje śniadaniowe – twarożek, jajecznica czy jajka gotowane – ale są też autorskie kompozycje takie jak kaszanka, chałka z musem sernikowym czy jajecznica truflowa z mascarpone. Pysznie i pięknie, warto! Do tego super fajny pomysł na sudoku w menu – oczekując na zamówienie można wysilić szare komórki.

I ostatnie miejsce gdzie się wybrałam na śniadanie w Łodzi – Breadnia (Piotrkowska 86). To chyba jedno z najpopularnieszych miejsc na śniadanie na mieście w Łodzi. Wybór śniadań mają tu naprawdę ogromny i jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jest coś mniej lub bardziej klasycznego, jest coś wytrawnego i coś słodkiego. Uwaga – porcje są tu ogromne. Jeśli wybieracie się w dwie lub więcej osób to rozważcie zamówienie jednego zestawu na 2 osoby.

Ja zdecydowałam się na klasyczny zestaw pieczywo + pasty kanapkowe. Było smacznie (poza hummusem – ten był mocno przeciętny), było dużo, było poprawnie. Dwie poprzednie miejscówki serwują smaczniejsze śniadania w Łodzi. W Breadni jest mniej instagramowo 😉 ale dobrze i tanio.

Gdzie zjeść w Łodzi?

Śniadanie za nami, Łódź pozwiedzana, to teraz czas na lunch, obiad, kolację czy jakkolwiek inaczej zwany porządny posiłek. Gdzie dobrze zjeść w Łodzi? Na początek Tel Aviv Urban Food (Piotrkowska 122). Lokal dobrze znany lubiącym kuchnię Bliskiego Wschodu mieszkańcom Warszawy ma swój oddział w samym sercu Łodzi.

Łódzki Tel Aviv ma dużo piękniejsze i przyjemniejsze wnętrze niż ten warszawski no i genialne jedzenie. Właściwie wszystko czego próbowałam było przepyszne. Najlepszy jak zawsze hummus. Do tego naprawdę pomocna i przyjazna obsługa. Zdecydowanie warto zapisać sobie to miejsce. Uwaga, Tel Aviv jest bardzo popularnym lokalem zarówno wśród Łodzian jak i turystów dlatego na wieczór lepiej zrobić rezerwację.

Drugie miejsce, które odwiedziłam w Łodzi to Farina Bianco (al. Piłsudskiego 14). Sporo osób polecało mi to miejsce, a że kocham włoską kuchnię to długo mnie namawiać nie trzeba było 😉 Farina Bianco reklamuje się jako największa restauracja w Polsce – szczerze mówiąc nie wiem co w tym takiego super a i sam lokal nie sprawiał wrażenie jakiegoś niebywale rozległego no ale może nie zajrzałam do każdego zakątka 😉 Wystrój na pewno jest bardzo przyjemny, obsługa bardzo sympatyczna. A jedzenie? Może moim błędem było, że zdecydowałam się na lazanię. Baaardzo przeciętna. Nieskromnie powiem, że ja robię lepszą. Nadrobił deser – przepyszny. Jak będę w Łodzi to dam temu miejscu drugą szansę, bo widać tam potencjał ale… nie zamawiajcie lazanii 😉

Natomiast naprawdę najlepsze włoskie jedzenie w Łodzi serwuje niepozorny lokal o nazwie Pracownia Bistro – w OFF Piotrkowska. Wybrałam się tam na swój ostatni obiad przed wyjazdem z Łodzi, zupełnie przypadkowo. Chodziłam od knajpy do knajpy na terenie OFF i jakoś nic mnie nie przekonywało. Trochę zrezygnowana usiadłam w końcu w Pracowni a tam prawdziwe olśnienie – jeden z najlepszych makaronów jakie jadłam w swoim życiu. O wystroju już nie będę pisać, bo wystarczy spojrzeć na zdjęcia, żeby zobaczyć, że jest tak bardzo łódzko. Jeśli miałabym wybrać jedno miejsce gdzie warto zjeść w Łodzi to powiem Pracownia Bistro.

A gdzie się wybrać wieczorem na piwo w Łodzi i przy okazji coś przekąsić? Las Tablas Tapas Bar. Jak nietrudno się domyślić jest to bar z tapasami mieszczący się w podwórku przy Piotrkowskiej 89. Jak na tapas to porcje są tu naprawdę duże – to są takie hiszpańskie tapas w polskim rozmiarze 😉 Dobre kalmary, smaczne panierowane sery ale moim hitem jest morcilla, czyli hiszpańska kaszanka podawana z sosem aioli. Pyszności!

I jeszcze jedna polecana restauracja przy Piotrkowskiej (nr 90) – Agrafka. To jest najbardziej łódzkie miejsce w możliwych. Wystrój bardzo mocno nawiązuje do tradycji miasta i jedząc tutaj lunch czy kolację nie będziecie mieli wątpliwości, że jesteście właśnie w Łodzi. Ogromny plus za wystrój i klimat. Ale jedzenie też smaczne. U mnie padło na sałatkę z serem camembert – może nie była to najlepsza sałatka w moim życiu ale bardzo dobra, porcja duża, sera nikt nie żałował. Może trochę za dużo żurawiny. Ale bardzo polecam w Łodzi restaurację Agrafka – chociażby na kawę czy piwo. Poczujcie Łódź!

Łódź – gdzie na kawę?

Intensywne zwiedzanie wymaga utrzymania stałego poziomu kofeiny we krwi. Zatem gdzie w Łodzi iść na kawę i deser? Gdzie wypić pyszną małą czarną w pięknym otoczeniu?

Pierwsze miejsce, które mnie zachwyciło to Powidok przy placu Wolności 7/8. Mieści się tu też restauracja. Powidok sprawia wrażenie takiego fancy miejsca, wręcz trochę sztywnego ale to tylko pozory. Miejsce jest bardzo przyjazne, obsługa niebywale sympatyczna a wystrój – przepiękny. W kategorii najbardziej instagramowe miejsce w Łodzi pierwsza 3ka 😉 Powidok znajduje się przy ruchliwym i gwarnym placu Wolności – sama nie wiedziałam czy mam patrzeć na piękne wnętrze czy na toczące się życie Łodzi. Nieważne czy na kolację czy tylko na kawę – Powidok warto w Łodzi odwiedzić.

Drugie miejsce, które mnie urzekło w Łodzi to Beza Food & Bourbon przy ul. Ogrodowej 8. Niezwykle sympatyczny właściciel, piękne (choć niewielkie) wnętrze i naprawdę doskonała kawa. Uwaga, w Bezie w każdy niedzielny poranek serwują churrosy. Jeśli chcielibyście zgrzeszyć kulinarnie to polecam z całego serca.

W tym samym kompleksie znajduje się Bakes & Cakes. Też jest instagramowo i pięknie a każde jedno ciasteczko jest tu prawdziwym dziełem sztuki. Chyba z 15 minut się przyglądałam zanim zdecydowałam się zamówić. W wyborze pomogła mi przemiła pani z obsługi. Niby się zastanawiałam ale ostatecznie skończyłam na swoim ulubionym aromacie mango. Ciasteczko było jeszcze smaczniejsze niż wyglądało. Mimo iż długo się zastanawiałam zanim wbiłam w nie widelec 😉

I kolejne pyszne miejsce na słodko-kawowej mapie Łodzi – Eden Cafe. Tym razem w samym centrum, w podwórku przy Piotrkowskiej 67. Po raz kolejny niebywale sympatyczna obsługa, doskonała kawa i panna cotta równie pyszna jak we Włoszech. Słodycz deseru przełamywały kwaśne jeżyny – mistrzostwo świata. Do tego pastelowe piękne wnętrze, choć w upalny lipcowy dzień usiadłam na zewnątrz. Koniecznie!

Jak już jesteśmy przy deserach to jako lodożerca będący w Łodzi w upalnym sierpniu nie mogłam sobie odmówić mojego ulubionego deseru. Gdzie zjeść dobre lody w Łodzi? Lód Miód. Zgodnie z panującym trendem są naturalne, kremowe, mocno śmietankowe. Spory wybór smaków. Lód Miód znajdziecie pod jednym z kilku (a może już kilkunastu?) adresów w Łodzi – najbliżej centrum jest Piotrkowska 114.

Jeśli podczas zwiedzania Łodzi wybierzecie się do Palmiarni (polecam! i jeszcze będę o niej pisać) to w otaczającym ją parku Źródliska I znajduje się bardzo przyjemna kawiarnia – Tubajka. Ja zrobiłam sobie tylko przerwę na lemoniadę (doskonała!) ale wszystkie desery wyglądały bardzo zachęcająco. Do tego wielkie i super wygodne fotele. Nie chciało się wychodzić.

I już na koniec (ile można grzeszyć w jeden weekend?) Niebieskie Migdały. Ja byłam w lokalu przy Piotrkowskiej 200 ale znajdują się też w 2 innych lokalizacjach – przy placu Wolności 12 oraz ulicy Sienkiewicza 40. Niebieskie Migdały to herbaciarnia – taka prawdziwa herbaciarnia w stylu retro. Zresztą co ja tu będę pisać – popatrzcie na zdjęcia. Niby Łódź, a jakby Paryż 100 lat temu. Do tego ogromny wybór herbat – latem również na zimno. Idealne miejsce, żeby zwolnić podczas intensywnego zwiedzania miasta. I cofnąć się w czasie.

Łódź – gdzie na drinka?

No właśnie, gdzie w letni wieczór w Łodzi wyjść na drinka lub piwo? Oczywistą odpowiedzią wydaje się OFF Piotrkowska. Jestem wielką fanką tego projektu (jak zresztą wszystkich zagospodarowanych postindustrialnych wnętrz). OFF Piotrkowska to zagłębie restauracji i barów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, miejsce tętni życiem zwłaszcza po zmroku, latem często ciężko znaleźć miejsce siedzące. Ale warto – żeby zobaczyć jak żyje Łódź.

Drugie miejsce w Łodzi gdzie można spróbować street foodu z różnych zakątków świata i w fajnej atmosferze wypić drinka albo lampkę wina to Odlewnia – znajduje się przy Piotrkowskiej 217. Jest trochę spokojniej (choć wieczorem to miejsce też tętni życiem), a równie różnorodnie i przyjemnie. No i ten mural! 😉

Latem na drinka zaprasza Beach Bar przy łódzkiej Manufakturze. Nie wiem czy w sezonie 2020 będzie działał (wiadomo jaka jest sytuacja) ale w środku upalnego lata 2019 można się tu było poczuć jak nad morzem – w środku miasta. Był najprawdziwszy piasek i drinki z palemką. Super pomysł!

Niestety podczas tego pobytu już nie zdążyłam odwiedzić żadnego baru z widokiem w Łodzi ale jeśli byście takiego szukali to moją uwagę zwrócił bar na ostatnim piętrze hotelu Andels. Następnym razem! Łódź naprawdę da się lubić – choć gdyby 10 lat temu ktoś mi powiedział, że kiedyś tak stwierdzę to zabiłabym go śmiechem. Łódź była jednym z tych miast, do których nie chciałam wracać ale okazuje się, że przeszła tak ogromną transformację, że warto raz na jakiś czas spędzić tam weekend. Post o atrakcjach i zwiedzaniu Łodzi pojawi się już niedługo 🙂

Lublin – kulinarny przewodnik. Gdzie dobrze zjeść w Lublinie?

Lublin – miasto, do którego wybierałam się od lat ale ciągle było za daleko. Lublin nie przybliżył się do Poznania ale udało mi się w końcu tam dotrzeć w wakacje 2019. I był to wyjazd pełen zaskoczeń, również kulinarnych. Gdzie w Lublinie zjeść śniadanie, gdzie spróbować lokalnych specjałów, gdzie iść na piwo, a gdzie w Lublinie serwują najlepsze lody? Zapraszam na mój kulinarny przewodnik po Lublinie. Będzie pysznie i pięknie!

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia 😉 Więc od pysznego śniadania zaczynamy. Gdzie zjeść śniadanie w Lublinie? Przetestowaliśmy podczas naszego pobytu kilka miejscówek i naprawdę nie potrafię wskazać najlepszej. Wszędzie było pysznie i w pięknym otoczeniu.

Śniadanie w Lublinie – Spokojna 2

Nasze pierwsze śniadanie w Lublinie było nieco z dala od turystycznego centrum miasta. Padło na lokal o nazwie Spokojna 2. Znacie więc już i nazwę, i adres w jednym 😉 A śniadania mają tu absolutnie fantastyczne. To co zachwyca na początku to sam lokal – przestronny i jasny, świetnie urządzony. Jestem wielką fanką otwartych kuchni – w Spokojnej 2 taka właśnie jest. Do tego słoje z wekami i świeżo wypieczone pieczywo na ladzie. W 100% moje klimaty!

No ale przejdźmy do sedna, bo samym wystrojem restauracji człowiek się nie naje 😉 Menu śniadaniowe jest urozmaicone – można tu znaleźć coś klasycznego, coś bardziej nowoczesnego, na słodko i wytrawnie. Słowem – każdy znajdzie coś dla siebie. My popróbowaliśmy wszystkiego po trochu i jednogłośnie stwierdziliśmy, że wszystko było przepyszne. Świetna jajecznica (nie żałowano masła – za co ode mnie 10/10), genialne tosty francuskie, parowańce z łososiem – pyszota. Do tego bardzo dobra kawa i naprawdę rewelacyjna obsługa. Mimo iż nieco z dala od centrum to podczas wizyty w Lublinie bardzo polecam Wam to miejsce na śniadanie!

Pelier

Druga świetna śniadaniownia w Lublinie to Pelier. Tym razem w samym sercu starego miasta – przy ulicy Krakowskie Przedmieście. Ciężko mi zdecydować gdzie w Lublinie są najlepsze śniadania, bo naprawdę wszystkie nam bardzo smakowały ale Pelier zdecydowanie wygrywa w kategorii wystrój i klimat. Gdyby nie to, że mieliśmy napięty grafik, a w planach zwiedzanie wielu miejsc to mogłabym siedzieć w Pelier i pół dnia! Zresztą spójrzcie tylko na te zdjęcia – kosmos. Dużo się na tych ścianach, oknach i sufitach dzieje a jednak wszystko jest zrobione tak, że nie przytłacza i nie męczy. Najpiękniejsza restauracja w Lublinie!

A jak z jedzeniem? Śniadania przepyszne – i wyglądem, i smakiem dorównują wystrojowi restauracji. Znowu był omlet – świetny. Był bajgiel – doskonały. I moje śniadanie nr 1 w Pelier – grzanki z gruszką i serem pleśniowym. Obłędne, przepyszne i rozpływające się w ustach. I jak praktycznie wszędzie w Lublinie niebywale uprzejma obsługa. Planując śniadanie w Lublinie koniecznie wybierzcie się do Pelier! Dla spragnionych bąbelków od rana – serwują też prosecco z watą cukrową 😉

Trybunalska City Pub

I ostatnie miejsce w Lublinie gdzie wybraliśmy się na śniadanie – Trybunalska City Pub. Śniadanie na samym rynku w Lublinie. Zdecydowaliśmy się na ten lokal z dwóch powodów – przede wszystkim serwuje śniadania od 7 rano. Poprzednie miejscówki są otwarte od 10, a my tego dnia gdzieś wyjeżdżaliśmy i musieliśmy zjeść wcześniej. Po drugie w Trybunalskiej serwują śniadanie po lubelsku, czyli czyli cebularz zapiekany z grzybami, serem Bursztyn, pomidorem i jajkiem. Nie mogliśmy tego regionalnego specjału pominąć 🙂

Rzeczywiście to śniadanie lubelskie było najsmaczniejsze, pozostałe w porządku choć bez większego szału – poprawne. Restauracja znajduje się na samym rynku więc w upalny lipcowy poranek jedliśmy na zewnątrz, z widokiem na ratusz. Tu tak w ramach wyjątku trafiliśmy na fatalną obsługę ale mam nadzieję, że to tylko nam się tak trafiło. W każdym razie w Lublinie na pewno warto zjeść choć raz śniadanie lubelskie w Trybunalskiej.

Zanim przejdziemy do restauracji lunchowo-obiadowo-kolacyjnych zatrzymajmy się na chwilę przy cebularzu. Skoro to słowo już padło to wymaga trochę wyjaśnień. Cebularz to jest coś co w Lublinie trzeba spróbować. Trzeba i kropka. Jest to pszenny placek, taka właściwie płaska bułeczka, a na niej cebula wymieszana z makiem. Cebularze wywodzą się z kuchni żydowskiej – są przekąską w gruncie rzeczy prostą ale w tej prostocie przepyszną! Można ich spróbować w Lublinie i w całym regionie. Świetne jedliśmy też w Zamościu.

Od 2007 roku cebularz lubelski znajduje się na liście produktów tradycyjnych, a od 2014 roku jest na liście produktów regionalnych stworzonej przez Unię Europejską. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej o historii tego lubelskiego przysmaku to w Lublinie działa Regionalne Muzeum Cebularza poświęcone w 100% pszennemu plackowi z cebulką.

A gdzie zjeść najlepsze cebularze w Lublinie? Odpowiedź jest jedna – piekarnia Kuźmiuk. Piekarnia działa od 1944 roku i rokrocznie wygrywa w rankingach najlepszych piekarni w Lublinie, jest też polecana przez przewodnik Gault & Millau. Piekarnia mieści się przy starym mieście – przy ul. Furmańskiej 4. Już sam wystrój przenosi nas w inną epokę, a cebularze – palce lizać. Koniecznie! Po cebularze wybierzcie się rano, bo po 12 można już tylko obejść się smakiem! W piekarni są też dostępne inne regionalne produkty z regionu Lubelszczyzny.

Sielsko Anielsko

Było śniadanie, był cebularz, czas na porządny obiad. O ile w wielu miejscach restauracje przy rynku albo w samym centrum są turystycznymi pułapkami to Lublin tej zasadzie przeczy. Przy rynku i na starym mieście są genialne restauracje z prawdziwym lokalnym jedzeniem.

Pierwsze miejsce na naszej liście to Sielsko Anielsko (Rynek 17). Wymęczeni lipcowym upałem zaczęliśmy studiowanie menu od piwa. Okazuje się, że Sielsko Anielsko ma swoje piwo. I to nawet w kilku rodzajach. Spróbowaliśmy chyba 3 czy 4 – wszystkie świetne. Żurawinowe dla mnie trochę za słodkie.

Zanim dostaliśmy zamówione dania bardzo pozytywnie zaskoczyło nas czekadełko – wypiekany na miejscu chleb ze smalcem i ogórkiem. Było tak pyszne, że gdyby nie świadomość, że za chwilę przyjdą dania główne to najadłabym się samym chlebem 😉

A jak już przyszły zamówione dania to cóż… Przeraziła mnie ich wielkość 😉 Moja porcja wątróbki z kopytkami starczyłaby mi spokojnie na 3 posiłki. Tatar też był całkiem spory. Mieliśmy jeszcze golonkę (zdjęcie gdzieś wcięło). Wszystko było przepyszne ale pamiętajcie – porcje w Sielsko Anielsko są ogromne!

Mandragora

Kolejna restauracja przy lubelskim rynku, którą odwiedziliśmy. Było to ostatniego dnia – nasza pożegnalna kolacja w Lublinie. Spędziliśmy tam chyba ze 3 godziny! Mandragora to restauracja żydowska i specjalizuje się w specjałach tej właśnie kuchni. Jak kuchnia żydowska to ja oczywiście nie mogłam sobie odmówić hummusu. Był dobry ale zdecydowanie jadałam lepsze w swoim życiu. Na szczęście to był tylko początek. W ramach przystawki zamówiliśmy też śledzie po żydowsku – były rewelacyjne. Później pojawiły się gęsie pipki – bardzo dobre. I na koniec wisienka na torcie – kaczka po żydowsku. Mięciusieńka, kruchutka, no po prostu genialna.

Chociaż nie, to jeszcze nie koniec. Na koniec był deser. A jak deser w restauracji żydowskiej to wyłącznie pascha. Kocham paschę, zresztą jak serniki w każdej postaci. Do tej pory wydawało mi się, że najlepsza pascha w Polsce jest w Krakowie, w restauracji Dawno temu na Kazimierzu. Ale teraz mam wątpliwości. Ta pascha z Mandragory jest zupełnie inna ale absolutnie przepyszna! Och, ledwo się z tej Mandragory wytoczyliśmy. Ceny są nieco wyższe niż w pozostałych opisanych knajpach ale warto!

Restauracja Mandragora ma fantastyczny klimat, cudowną obsługę (chyba najlepszą ze wszystkich restauracji w jakich byliśmy) no i świetne jedzenie. Gdzie dobrze zjeść w Lublinie? Mandragora. Bezapelacyjnie.

Restauracja Magia

I ostatnia restauracja przy Rynku w Lublinie, którą odwiedziliśmy – Magia. Tu trafiliśmy zupełnym przypadkiem – po prostu nigdzie w okolicy nie było wolnego stolika! Magia ma świetny ogródek w sezonie letnim.

Moją uwagę w menu zwróciła jedna pozycja – pielmieni. Nie raz pisałam, że kocham syberyjskie pierożki toteż nie miałam problemu co zjeść. Były bardzo smaczne. Poza tym jadłam jeszcze rosół – dobry ale bez WOW. Na naszym stole pojawiła się też polędwiczka wieprzowa sous-vide – bardzo soczysta, aromatyczna i smaczna. Do tego oczywiście lubelska Perła. Magiczna to bardzo dobra restauracja przy rynku w Lublinie, odgrodzona od zgiełku centrum.

Perłowa Pijalnia Piwa

Nie jestem wielką fanką piwa ale wyznając zasadę, że wszędzie trzeba jeść i pić lokalnie nie mogłam nie spróbować lubelskiej Perły! Perłę serwuje się w niemalże każdym lokalu gastronomicznym w Lublinie ale w Perłowej Pijalni Piwa (ul. Bernardyńska 15A) można spróbować każdego jednego rodzaju piwa warzonego w lubelskim browarze. Wielu z nich można spróbować wyłącznie tu, w żadnym innym miejscu.

Perłowa Pijalnia Piwa to piękny lokal (patrząc na te zdjęcia cały czas się zachwycam) ale latem też bardzo przyjemny ogródek na tyłach lokalu (więc z dala od głośnej ulicy). Poza piwem są przekąski i sezonowe desery z piwem w roli głównej. My zdecydowaliśmy się na zestaw degustacyjny – w tej formie można spróbować kilkunastu dostępnych w pijalni piw. Perłowa Pijalnia Piwa to kolejny punkt na gastronomicznej mapie Lublina, którego nie można przegapić.

Anabilis – najlepsze lody w Polsce!

I na koniec lody. I to lody nie byle jakie, bo zgodnie uznaliśmy, że w Polsce nie ma lepszych. To aż niesamowite, że niby zwykłe lody mogą tak smakować. Jedliśmy je dwa razy dziennie, codziennie. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia. A gdzie są najlepsze lody w Polsce? W lodziarni-cukierni Anabilis, przy ul. Lubartowskiej 7 – tuż obok Bramy Krakowskiej będącej jedną z bram prowadzących na lubelski rynek.

Nie jestem w stanie opisać tych lodów, bo ich się nie da opisać – ich trzeba spróbować. Idealnie kremowe, tłuściutkie (o tak, czuć, że śmietany nikt nie żałował) ale nie przesłodzone. Po prostu genialne. Kolejka ciągnie się tam o każdej porze ale lody warte są każdej odstanej minuty.

W Anabilis mają też różne ciasta i wypieki, które wyglądały bardzo zachęcająco ale w upalnym lipcu jedliśmy tam TYLKO i AŻ lody. Najlepsze lody w Lublinie, najlepsze lody w Polsce. Jeśli kiedyś do Lublina wrócę to pierwsze kroki skieruję właśnie do Anabilis i Wam też polecam.

Mam nadzieję, że już nie macie wątpliwości gdzie zjeść w Lublinie, gdzie iść na śniadanie, gdzie na piwo i gdzie na lody 😉 Jeśli macie swoje ulubione miejscówki w stolicy Lubelszczyzny to dajcie znać w komentarzu. Przyda się na następny raz 😉

Kaliningrad – co warto zwiedzić w mieście rosyjskiej duszy o europejskiej twarzy?

Obwód kaliningradzki to najmniejszy rosyjski podmiot administracyjny. Zabytki w Kaliningradzie często bardziej przywodzą na myśl Niemcy niż Rosję.

Miasto zostało założone w 1255 roku przez krzyżaków jako gród obronny – Konigsberg (Królewiec). W czasie wojny trzynastoletniej przeniesiono tu siedzibę wiekiego mistrza z Malborka. Niestety II wojna światowa spowodowała zniszczenia niemal 90% zabudowy miasta, łącznie z zamkiem i katedrą. Współczesna nazwa miasta – Kaliningrad – funkcjonuje od 1946 roku.

Na terenie obwodu kaliningradzkiego wydobywa się 90% światowych zasobów bursztynu zwanego tu bałtyckim złotem. We wpisie o informacjach praktycznych podróży do Kaliningradu pisałam, że bursztyny to najlepsza i najpiękniejsza pamiątka z tego regionu Rosji.

Plac Pobiedy – Plac Zwycięstwa

Zwiedzanie Kaliningradu najlepiej zacząć od centralnego placu miasta. Dawniej nazywany był Hansaplatz. Na środku znajduje się kolumna wzniesiona z okazji 750-lecia miasta. Przy placu znajduje się centrum informacji turystycznej gdzie można dostać mapki i sporą dawkę informacji po mieście. Niektóre foldery są dostępne także w języku polskim.

Cerkiew Chrystusa Zbawiciela pod wezwaniem Narodzenia Pańskiego

Przy placu znajduje się główna świątynia w Kaliningradzie – sobór katedralny Chrystusa Zbawiciela. Może on pomieścić 3 tysiące wiernych. Budynek ma wysokość 73 metry, a jego skrzące się w słońcu złote kopuły widać już z daleka.

Cerkiew jest jedną z najmłodszych atrakcji Kaliningradu – otwarto ją w 2006 roku, w obecności samego Władimira Putina.

Obok znajduje się tzw. mały sobór, którego wygląd nawiązuje do tradycyjnej ludowej architektury rosyjskiej. Wzniesiono go w 1996 roku, tuż po wmurowaniu kamienia węgielnego pod budowę właściwego soboru. W założeniu miał być budowlą tymczasową ale pozostał na placu po dzień dzisiejszy.

Nie jestem osobą wierzącą ale bardzo lubię zwiedzać wszelkiego rodzaju cerkwie i świątynie kościoła wschodniego. Absolutnym numerem jeden są dla mnie świątynie ormiańskie – w Armenii mogłabym chodzić od jednego kościoła do drugiego. Jeśli zwiedzacie Lwów to koniecznie zajrzyjcie do ukrytej niedaleko rynku katedry ormiańskiej. Ale wracając do tematu – prawosławne cerkwie są moim numerem 2 jeśli chodzi i architekturę sakralną – mają w sobie jakiś niebywały urok mimo obezwładniającego przepychu i oślepiającego złota. Raczej wolę mniejsze świątynie ale sobór jest przepiękny i koniecznie trzeba go zwiedzić w Kaliningradzie. Wstęp jest bezpłatny, trzeba pamiętać o odpowiednim ubiorze.

Urząd Miasta Kaliningrad

Z jednej strony plac Pobiedy zamyka budynek z 1923 roku odnowiony w roku 1970. Pełni kilka funkcji – mieści się tu ratusz i siedziba rady miasta, a na parterze działają restauracje (w tym polecana mi przez wiele osób knajpa z kuchnią włoską – nie byłam ale jeśli byście mieli ochotę na pizzę lub pastę w Kaliningradzie to podobno tu serwują najlepsze).

Niedaleko placu Pobiedy warto skręcić w uliczkę Marshala Rokossovskogo – na ścianie jednego z bloków czeka tam wyjątkowa i nietypowa atrakcja Kaliningradu – skrzynki pocztowe.

Idąc nieco dalej w stronę ulicy Generala Sommera zobaczycie prawdziwe kaliningradzkie blokowiska (architektura z gatunku upiornej) i … czołg T-34. Kto chciałby mieć taki widok ze swojego okna? 😉

Konigsgarten

Idąc cały czas prosto po około 200 metrach dociera się do kaliningradzkiego uniwersytetu i sąsiadującego z nim parku – Konigsgarten. W parku znajduje się pomnik Immanuela Kanta oraz muzeum Bunkier.

Bunker Museum

Muzeum jak sama nazwa wskazuje znajduje się w dawnym bunkrze, który był siedzibą niemieckiej władzy. Wystawa w muzeum otwartym w 1967 roku koncentruje się na tym jak II wojna światowa ukształtowała Kaliningrad.

Nabrzeże Aleksandra Marinesko

Idąc dalej prostu dociera się do nabrzeża Aleksandra Marinesko. Tam znajduje się kilka ciekawych pomników, m. in. pomnik pamięci pilotów pułku lotniczego Normandie-Neman.

Po drugiej stronie mostu (Muzeynyy Most) znajduje się pomnik Aleksandra Marinesko – jeden z najbardziej kontrowersyjnych pomników w Kaliningradzie. Pomnik jest hołdem dla dowódcy okrętu podwodnego, który w styczniu 1945 roku zatopił nazistowskiego liniowca MV Wilhelma Gustloffa. Zatopienie Gustloffa jest największą katastrofą morską w historii, w której zginęło ok. 9 tysięcy osób. Sam Marinesko uznawany jest za bohatera narodowego jednak po wojnie został zdegradowany i odsunięty od służby, następnie zrehabilitowany. Postać do dziś budzi kontrowersje.

Skręcając w prawo można dojść do parku Marinesko gdzie mieści się Zegar Światowy pokazujący jaka jest obecnie godzina w różnych zakątkach świata.

Tsentralnyy Rynok – rynek centralny

Jeśli z placu Pobiedy pójdziecie prosto to po kilku minutach dotrzecie do jednego z najwspanialszych miejsc w Kaliningradzie. Rynek centralny, central market, tsentralnyy rynok – te wszystkie określenia dotyczą jednego i tego samego miejsca, najprawdziwszego rynku z przekupkami, starymi wagami (na odważniki, żadnej elektroniki) i najlepszymi winogronami jakie jadłam w życiu (w Rosji – kto by pomyślał). Ponieważ mój hotel znajdował się jakieś 400 metrów od tego rynku to bywałam na nim 2 razy dziennie, codziennie, przez cały mój pobyt w Kaliningradzie.

To co mnie kręciło najbardziej to oczywiście warzywa i owoce ale na rynku można też kupić mięso, ryby, weki, kawę, herbatę (także z Kaukazu!), ubrania, bursztyny, pamiątki (najtańsze w całym mieście). Mydło i powidło. A to wszystko w klimacie wczesnych lat 90-tych. Podróż w czasie. Magiczna, cudowna i pyszna. Rynek to jedno z niewielu miejsc w Kaliningradzie gdzie można płacić wyłącznie gotówką!

Jezioro

Idąc dalej prostu wzdłuż ulicy Chernyakhovskogo dociera się w końcu do jeziorka (na mapie występuje jako Upper Pond). Z ulicy trzeba skręcić w lewo przy hotelu Merkury. Dawniej nazywano je Oberteich. Stworzone zostało przez krzyżaków pod koniec XIII wieku jako stały obszar połowowy.

Dziś to jedno z najprzyjemniejszych miejsc na spacer w Kaliningradzie. Na pewno jeszcze piękniejsze wiosną i latem (w listopadzie jednak było ziiiimno). Wokół jeziora biegnie ścieżka dla pieszych i rowerzystów, jest dużo zieleni i małej architektury. No i jest pomost, z którego można oglądać najbardziej spektakularny zachód słońca w całym Kaliningradzie.

Bardzo blisko jeziora znajduje się Bashnya Vrangelya (baszta Wrangel). Częściowo zanurzona jest w wodzie i należy do miejskich fortyfikacji. 26 baszt, 8 bastionów i 8 bram miejskich wzniesiono podczas wojen szwedzkich (1626 – 1648). Baszta jest już zniszczona i niedostępna dla zwiedzających.

Muzeum Bursztynu

Jedyne w Rosji muzeum bursztynu znajduje się właśnie w Kaliningradzie. Mieści się w baszcie Dohnaturm (Dohnatower), która jest kolejną częścią fortyfikacji miejskich.

Muzeum otwarto w 1970 roku. W 28 (!) salach można podziwiać ponad 6 tysięcy eksponatów. W większości są to niestety kopie, bo Niemcy pod koniec wojny wywieźli oryginalne bursztynowe skarby. W jednej z sal znajdują się zdjęcia prób rekonstrukcji Bursztynowej Komnaty. Bilet wstępu kosztuje 700 rubli.

Dookoła baszty znajdują się liczne budki sprzedające wyroby z bursztynu – to dobre miejsce na zakup bursztynowych pamiątek z Kaliningradu.

Wchodząc na teren baszty warto zwrócić uwagę na małą rzeźbę – to babcia z homlinowej rodziny. Homliny to małe stworki, które powoli opanowują Kaliningrad niczym krasnale Wrocław. Oczywiście w dużo mniejszej skali, bo homliny są póki co w Królewcu tylko 3 ale w planach są kolejne. Maleńkie i urocze, nie zapomnijcie zrobić sobie z nimi zdjęcia!

Obok muzeum znajduje się brama Rosgarteńska. Warto zwrócić uwagę na portal zdobionymi wizerunkami pruskich strategów z okresu wojen napoleońskich. W bramie mieści się restauracja.

Katedra Aleksandra Newskiego

Tymczasem ruszamy na dalsze zwiedzanie Kaliningradu. Z Muzeum Bursztynu już bardzo blisko do cerkwi Aleksandra Newskiego, którą warto zobaczyć. Po raz kolejny jest klimatycznie i pięknie mimo złota i przepychu. Szczerze mówiąc to wnętrze podobało mi się bardziej niż wnętrze cerkwi z placu Pobiedy.

Naprzeciwko katedry znajduje się niewielkie wzgórze, a na nim ogromna podkowa. Na szczęście 😉

Z katedry warto przejść ulicą Litovskiy Val (wzdłuż parku Grolman) do kolejnego z elementów miejskich fortyfikacji – bastionu Grolman i dalej do Bramy Królewskiej (Konigstor).

Brama Królewska

Brama Królewska jako jedna z nielicznych przetrwała nienaruszona II wojnę światową ale później popadła w ruinę. Odnowiono ją w 2005 roku, z okazji 750-lecia Kaliningradu. Uchodzi za najpiękniejszą ze wszystkich bram. Fasadę zdobią rzeźby Ottokara II, Friedricha I i księcia Albrechta. W środku znajduje się oddział Muzeum Oceanu Światowego.

Leninskiy prospekt

Kolejny dzień spaceru po Kaliningradzie warto zacząć od ulicy Lenina, która łączy plac Pobiedy z dworcem Yuzhnyy vokzal.

Spacer najlepiej zacząć w Parku Pamięci z pomnikiem Matki Rosji.

Idąc dalej warto zwrócić uwagę na piękne odnowione kamienice, w których mieszczą się sklepy i restauracje.

Warto przystanąć na chwilę w okolicach centrum handlowego Kaliningrad Plaza. Nie na zakupy, bez stresu 😉 Mieszczą się tu dwa zabawne pomniki – jeden z nich upamiętnia… przeglądarkę Internet Explorer 😉

Naprzeciwko znajdują się pozostałości zamku w Kaliningradzie – Konigsberg Castle, a za nimi okropna bryła budynku zwanego Dom Sowietów. Dom Sowietów miał być przykładem siły ZSRR tymczasem budynek nigdy nie został oddany do użytku. Do dziś ponad 20-piętrowa konstrukcja straszy mieszkańców i turystów.

Zamek krzyżacki w Kaliningradzie powstał w 1255 roku z inicjatywy króla Czeskiego Ottocara II. Zamek uległ zniszczeniu podczas II wojny światowej, a w 1968 roku został do reszty rozebrany. Dziś trzeba mieć mocno rozwiniętą wyobraźnię, żeby w tych kamieniach zobaczyć zamek 😉

Spode centrum handlowego do zamku i Domu Sowietów można dostać się przejściem podziemnym pełnym futbolowych murali – to oczywiście pozostałość po Mistrzostwach Świata – Kaliningrad był jedną z aren mundialu 2018.

Gdybyście obeszli Dom Sowietów z drugiej strony, to od strony rzeki znajdują się za nim dwa ciekawe (i duże!) pomniki – pomnik torpedowca z 2012 roku i pomnik Marynarzy Bałtyckich.

Dawna giełda

Po zobaczeniu zamku przechodzimy przez rzekę Pregołę. Na jej lewym znajduje się budynek dawnej giełdy wzniesiony w stylu florenckiego renesansu. Na przełomie XIX i XX wieku budynek służył jako centrum skupu i sprzedaży zboża. Częściowo spłonął podczas wojny, odtworzono go w latach 70-tych.

Idąc cały czas prospektem Lenina dochodzimy do placu, na którym stoi Dom Sztuki (Dom iskusstv), a przed nim ogromny pomnik Lenina.

Dworzec Yuzhnyy vokzal

I ostatnia prosta, która prowadzi do dworca kolejowego. Budynek dworca to jeden z niewielu zachowanych budynków przedwojennych. Wychodzących z dworca pozdrawia towarzysz Kalinin. Za nim znajduje się mała cerkiew.

Brama Brandeburska

Będąc w tej okolicy warto skręcić odrobinę w prawo i zobaczyć Bramę Brandeburg – kolejną część miejskich fortyfikacji Kaliningradu. Nie robi takiego wrażenia jak pozostałe, bo jest wkomponowana w ruchliwą ulicę.

Brama Frydlandzka

Co jeszcze warto zwiedzić w Kaliningradzie? Idąc w przeciwną stronę z dworca można dotrzeć do Bramy Frydlandzkiej. Zbudowana została w stylu neogotyckim, w końcowym etapie budowy drugiego wału obronnego miasta. Pod koniec lat 80-tych przekształcono ją w muzeum prezentujące miasto z przełomu XIX i XX wieku.

Brama znajduje się na terenie rozległego Parku Południowego. Ze względu na pogodę nie spędziłam tam dużo czasu ale jeśli będziecie w Kaliningradzie wiosną, latem lub ciepłą jesienią to warto zostać tam na dłużej – w parku mieszczą się kolejne części miejskich fortyfikacji Kaliningradu oraz miniatury słynnych rosyjskich budowli.

Po drugiej stronie prospektu Kalinina, naprzeciwko parku, znajduje się pomnik przyjaźni polsko-sowieckiej z 1977 roku oraz pomnik ofiar radzieckich szturmu na Kaliningrad.

Idąc cały czas prosto za pomnik przyjaźni dociera się do Kościoła św. Rodziny, w którym mieści się… filharmonia kaliningradzka.

Muzeum Oceanu Światowego

Wracamy z powrotem z dworca na plac Pobiedy. Pierwsze miejsce, które warto zwiedzić po drodze to Muzeum Oceanu Światowego. Utworzono je w 1990 roku na historycznym niemieckim okręcie Mars. Przez 30 lat pływał on pod sowiecką banderą jako Witeź i służył do podmorskich badań.

Muzeum przedstawia życie morskiej flory i fauny, a także mieści oceanarium. Jeśli mam być szczera to samo muzeum mnie nie porwało i moim zdaniem niekoniecznie trzeba wydawać 300 rubli, żeby je zobaczyć natomiast absolutnie warto przejść się nabrzeżem Pregoły gdzie cały ogromny teren zagospodarowano jako takie muzeum na świeżym powietrzu. Jest tu mnóstwo statków (większość z nich za opłatą można zwiedzać), samoloty, przeróżne rzeźby i ciekawe miejsca. Warto poświęcić przynamniej godzinę na spacer w tym miejscu.

Znajduje się tu też część poświęcona astronomii.

Uwaga – tu znajduje się drugi z homlinów – dzidzia homlin. Szukajcie uważnie!

Park Zwycięstwa

Z nabrzeża można wrócić do ulicy Lenina i przejść na drugą stronę rzeki na wyspę Kanta albo pójść dalej prosto w stronę parku Zwycięstwa. Park otwarto w 2000 roku. Jest to ogromny zielony teren gdzie wiosną i latem zapewne miło się spędza czas. Jesienią aż tak super nie było 😉 Ale w parku znajdują się warte zainteresowania zabytki Kaliningradu – Brama Ausfahl, kaplica św. Jerzego, Brama Kolejowa, a także liczne pomniki. Najważniejszy z nich to pomnik Pamięci Wojennej będący tak naprawdę masową mogiłą żołnierzy Armii Czerwonej.

Ponadto znajduje się tu pomnik 1200 Gwardzistów z płonącym przed nim wiecznym ogniem.

Niedaleko znajduje się pomnik I wojny Światowej (Kaliningrad to jedyne rosyjskie miasto, w którym toczyły się działania I wojny światowej) i Bastion Astronomiczny. Jego nazwa pochodzi od bliskiego sąsiedztwa obserwatorium zlokalizowanego na wzgórzu.

Spacerując dalej Gvardeysiyim prospektem przeróżnych pomników miniecie co najmniej kilkanaście. O tak, Rosjanie lubują się w tego typu memoriałach.

Katedra św. Wojciecha i Najświętszej Marii Panny

Wracamy na drugą część miasta. Katedra to największa atrakcja Kaliningradu. Jej budowę rozpoczęto w 1333 roku.

W roku 1804 został w niej pochowany najsłynniejszy mieszkaniec miasta – Immanuel Kant. Na zewnątrz katedry znajduje się jego symboliczny pomnik wzniesiony w 1924 roku, w dwusetną rocznicę urodzin filozofa. Dziś świeżo poślubieni w katedrze małżonkowie składają na pomniku kwiaty. Jeden z największych filozofów urodził się, mieszkał i zmarł w Kaliningradzie, studiował na tutejszym uniwersytecie i był jego profesorem. Grób Kanta nie został zniszczony odczas wojny co jest w mieście uznawane za cud.

W świątyni koronowano wielu pruskich władców. Obecnie w katedrze mieszczą się dwie kaplice – ewangelicka i prawosławna. W katedralnej wieży mieści się muzeum Kanta, a w miejscu nawy głównej utworzono salę koncertową, w której odbywają się codziennie o 14 koncert organowe.

Przed katedrą mieści się pomnik Albrechta Hohenzollerna – pierwszego księcia Prus i mistrza zakonu krzyżackiego. Był założycielem uniwersytetu w Koenigsbergu. Na jego cześć uniwersytet nazywa się Albertiną. Pomnik stoi w miejscu gdzie mieścił się pierwszy budynek uniwersytetu. Ciało mistrza jest pochowane w katedrze.

Kaliningradzką katedrę często nazywa się po prostu katedrą na Knipawie. Na terenie wokół katedry odbywają się wszystkie imprezy masowe w Kalinigradzie. W 1984 roku utworzono tam Park Rzeźb (Park skulptury). Spacerując między drzewami można podziwiać podobizny Gagarina, Mickiewicza czy po prostu portret kapitana albo… panterę. Pomieszanie z poplątaniem. To co w Rosji kocham najbardziej 😉

Wioska Rybacka

Z wyspy Kanta najlepiej dostać się na drugą stronę lądu Miodowym Mostem. Mostu strzeże dziadzia homlin (mamy już odnalezione wszystkie trzy), a prowadzi on do wioski rybackiej – Rybnaya Derevnya.

Wbrew nazwie nie jest to wioska ale nowoczesny kompleks etnograficzno-rzemieślniczy z budynkami w niemieckim stylu historycznym. To kolejna dosyć nowa atrakcja turystyczna Kaliningradu – wioska powstała w 2006 roku. Nazwa wzięła się stąd, że znajduje się na terenie byłej niemieckiej osady rybackiej.

Znajdują się tu ciekawe (i oblegane przez turystów!) pomniki, hotele i restauracje.

Atrakcją tej części Kaliningradu jest latarnia morska (Mayak) – wstęp kosztuje 100 rubli i obejmuje zwiedzanie małego muzeum szkła oraz oczywiście mieszczący się na jej szczycie punkt widokowy. A na punkcie koniecznie trzeba odnaleźć (nie jest to trudne ale w razie czego są drogowskazy) rzeźbę kaczki z jajkiem.

W sezonie letnim można się stąd wybrać w rejs łódką po rzece. Zimą z kolei można się tu napić grzańca 😉 Bardzo przyjemne miejsce – warto zobaczyć w Kaliningradzie!

Po drugiej stronie ulicy znajduje się okazała synagoga – świetnie ją widać ze szczytu latarni morskiej. Dziś jest jedyną funkcjonującą synagogą w mieście i mam wrażenie, że najpilniej strzeżonym miejscem w Kaliningradzie.

Sackheim brama

Ponieważ fortyfikacje uchodzą za największą atrakcję turystyczną Kaliningradu (czy słusznie to bym polemizowała…) to warto wspomnieć o jeszcze jednej z zachowanych bram miasta – bramie Sackheim. W środku znajduje się dziś centrum sztuki współczesnej.

Prospekt Mira

I na koniec pomysł na jeszcze jeden spacer po Kaliningradzie. To zdecydowanie miejsca najmniej popularne wśród turystów, jeśli wybieracie się do Kaliningradu na jeden dzień lub dwa dni to nie ma szans, że zdążycie tu dotrzeć ale jeśli tak jak ja spędzacie w Królewcu trochę więcej czasu to zdecydowanie warto sobie taki spacer zrobić.

Pierwsze miejsce, które warto zobaczyć to politechnika. Mieści się w dawnym budynku będącym siedzibą administracji i sądu Kognisbergu.

Przed uniwersytetem znajduje się pomnik walczących żubrów. Rzeźba powstała w 1912 roku i od razu stała się jednym z symboli miasta. Mieszkańcy nazywają żubry Prokuratorem i Adwokatem ze względu na to, że w budynku za ich plecami mieścił się sąd.

Nieco dalej znajduje się Pomnik Piotra Wielkiego, a za nim Budynek Sztabu Floty Bałtyckiej. Zbudowano go za czasów pierwszej wojny światowej jako siedzibę poczty.

Nieco dalej pojawia się piękny budynek teatru dramatycznego, a naprzeciwko pomnik Schillera. Rzeźba z 1910 roku odegrała ważną rolę w historii miasta. Wg legendy, podczas ataku na miasto nieznany rosyjski żołnierz napisał na pomniku: Nie strzelać, to proletariacki poeta. I pomnik pozostał nienaruszony. Za plecami Schillera znajduje się budynek biblioteki.

Idąc dalej mijamy stadion Bałtiki Kaliningrad, a nieco dalej po drugiej stronie zoo. Pewnie nieodłączny element zwiedzania Kaliningradu z dziećmi. Zoo powstało w 1896 roku, w 1945 roku został niemal doszczętnie zniszczone. Ocalała tylko czwórka zwierząt: daniel, borsuk, osioł i hipopotam. Ten ostatni, o imieniu Gans, został ranny ale dzięki zaangażowaniu weterynarzy przeżył i od tamtej pory jest symbolem i maskotką zoo w Kaliningradzie.

Po drugiej stronie stoi Hotel Moskwa wybudowany dla towarzystwa ubezpieczeniowego przed II wojną światową, a nieopodal Kino Zarin – jeden z niewielu ocalałych budynków z czasów przedwojennych.

Następnie pojawia się pomnik, który trudno przegapić. Rzeźba z 1980 roku upamiętniający kosmonautów pochodzących z Kaliningradu – Leonova, Patsaeva i Romanenko. Do tego kosmiczne murale!

Park Centralny – Tsentralnyy Park

Następnie warto skręcić do parku Centralnego (jesteśmy cały czas w Kaliningradzie, nie w Nowym Jorku). To kolejne miejsce, które jest zapewne dużo przyjemniejsze w cieplejszych porach roku ale nawet w listopadzie było tam kolorowo i bajkowo. Są pięknie pomalowane ławeczki, ciekawe pomniki (np. pomnik Brat i Siostra) a także budynek Teatru Lalek.

Teatr Lalek mieści się w budynku dawnego kościoła królowej Luizy z przełomu XIX i XX wieku.

W parku znajduje się też wesołe miasteczko i pomnik aktora i piosenkarza Vladimira Vysotsky’ego. Są też liczne kawiarnie i restauracje.

Z parku wyszłam drugą stroną – na ulicę Dmitriya Donskogo. Prowadzi ona do Placu Litewskiego i kaplicy św. Adalberta. Kaplica to neogotycka budowla z 1904 roku powstała dla katolickiej społeczności miasta. Częściowo odnowiono ją po II wojnie światowej, podczas mojego pobytu znów była w remoncie. Na znajdującym się naprzeciwko kaplicy placu Litewskim stoi pomnik Ludwiga Rheda nazywanego litewskim Łomonosovem.

Nieco dalej znajduje znajduje się plac Białoruski, który jest już w dzielnicy Amanlieu.

Amanlieu

Miejsce poza turystycznym szlakiem Kaliningradu. Była to dzielnica Koenigsberga gdzie mieszkali zamożni. Do dziś można tu zobaczyć mnóstwo niezniszczonych niemieckich willi. To jedyna całkowicie ocalała podczas wojny dzielnica miasta. Rozciąga się między ulicami Kutuzovą, aleją Kasztanową i ulicą Marksa.

Poza pięknymi rezydencjami warto tu zobaczyć okazałą siedzibę Teatru Muzycznego, za którym rozciąga się kolejny kaliningradzki park – park Duglas.

Następnie można dojść do stawu Poplavok (między teatrem a stawem znajduje się polski konsulat), a nieco dalej kolejna cerkiew zakończona złotą kopułą.

Wracając prospektem Mira można skręcić na skwer Chopina z popiersiem pianisty.

Kaliningrad – czy warto?

Jak widzicie w Kaliningradzie jest ogrom miejsc, które można zobaczyć i zwiedzić. Są piękne parki, przyjemne miejsca na spacer, ciekawe muzea i cudowny targ. Do tego niskie ceny, przyjaźni ludzie i genialne jedzenie. Oczywiście, że warto się wybrać do Kaliningradu. Już nie mogę się doczekać kiedy tam wrócę!

Kaliningrad na weekend – informacje praktyczne

Kaliningrad – leży zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od polskiej granicy a jakoś nigdy specjalnie nie miałam go w swoich podróżniczych planach. Jednak po zachwytach nad litewskim wybrzeżem Bałtyku (do poczytania TU) przy pierwszej nadarzającej się okazji kupiłam bilety do Kaliningradu.

Kaliningrad – dojazd z Polski

Do Kaliningradu można się dostać z Polski na dwa sposoby – drogą lądową lub lotniczą. Do Kaliningradu można dojechać własnym samochodem lub autobusem np. z Gdańska albo polecieć samolotem z Warszawy. Ze względu na różne opinie, które słyszałam o lądowym przejściu przez granicę zdecydowałam się na samolot z Warszawy. Za bilety w ramach LOT-owskiej Szalonej Środy zapłaciłam niecałe 300zł.

Kaliningrad – dojazd z lotniska do centrum

Lot z Warszawy do Kaliningradu trwa tylko godzinę ale to wystarczy, żeby znaleźć się w zupełnie innym świecie 🙂 Świecie w jakim Polska była na początku lat 90-tych. Przynajmniej na pierwszy rzut oka 😉 Lotnisko w Kaliningradzie nie jest duże ale jest tam wszystko co trzeba. Ponieważ zapomniałam wymienić w Polsce jakiekolwiek pieniądze a musiałam jakoś dojechać z lotniska do centrum to jeszcze na lotnisku wypłaciłam pieniądze z bankomatu. Okazało się, że niepotrzebnie tak się spieszyłam, bo za bilet na autobus do centrum Kaliningradu można u kierowcy płacić kartą. Ale ja tego niestety nie wiedziałam.

Przystanek autobusowy znajduje się zaraz po wyjściu z terminala, nie ma problemu ze zlokalizowaniem go. Z lotniska Khabrowo do centrum Kaliningradu jeździ autobus 244. Przejazd z lotniska na dworzec Kaliningrad-Passazhirskiy (główny dworzec kolejowy) trwa 45 minut. W drodze z lotniska do dworca autobus zatrzymuje się w kilku miejscach w centrum, m. in. przy placu Pobiedy natomiast w drodze powrotnej autobus rusza z dworca i jedzie na lotnisko bez żadnych przystanków! Więc nie planujcie wsiadania do autobusu na przystanku w centrum, na którym wysiedliście. Cena biletu to 100 RUB (ok. 6 zł) w jedną stronę – jak już pisałam można płacić kartą. W drodze powrotnej bilet trzeba kupić w kasie na dworcu autobusowym – kierowca ma terminal ale każe kupować w kasie. Autobusy kursują co 40 minut.

Kaliningrad – wiza

Do Kaliningradu niezbędna jest wiza. Obwód kaliningradzki objęty jest programem E-Visa. Wiza do Kaliningradu jest bezpłatna i otrzymuje się ją w formie elektronicznej. Wniosek o wizę wypełnia się online na TEJ stronie. Wiza do Kaliningradu nie wymaga zaproszenia ani żadnych innych dokumentów niezbędnych do otrzymania regularnej wizy do Rosji. Wizę otrzymuje się mailowo w ciągu 4 dni od złożenia wniosku. Wiza wydawana jest na 30 dni i umożliwia JEDNOKROTNY wjazd na teren Obwodu Kaliningradzkiego. Do uzyskania wizy niezbędny jest paszport, wjazd do Kaliningradu na podstawie dowodu osobistego jest niemożliwy. Kontrola paszportowa na lotnisku po przylocie jest bardzo sprawna i bezproblemowa.

Kaliningrad – komunikacja miejska

Kaliningrad da się zwiedzić pieszo, trzeba będzie oczywiście pokonywać kilkanaście kilometrów dziennie ale atrakcje są w takiej odległości od siebie, że się da. Niemniej jeśli nie lubicie chodzić to w mieście działa też komunikacja miejska. Autobusy i trolejbusy w Kaliningradzie to jeden z reliktów poprzedniej epoki i chociażby dlatego warto się nimi przejechać. Często rozklekotane i przepełnione, z nieodzowną biletową rządzącą całym składem, kierowcą zagryzającym kiełbasę podczas jazdy (tak, tak) i biletami jak na załączonym obrazku. Tak, przejażdżka trolejbusem to jedna z tych atrakcji Kaliningradu, której nie można sobie odpuścić 🙂

Kaliningrad – waluta i ceny

Walutą obowiązującą w Rosji jest rubel i płatności dokonuje się wyłącznie w tej walucie. W zdecydowanej większości miejsc można płacić kartą (więc jednak i tu dotarł XXI wiek). Jedyne miejsce gdzie trzeba mieć gotówkę to hala targowa – niezależnie od tego czy chcecie tam kupić jedzenie, czy pamiątki to tam trzeba mieć ruble w wersji papierowej. Wszędzie indziej można kartą, Revolut działał bez problemu.

Jeśli wolicie płacić gotówką to w Kaliningradzie jest sporo bankomatów oraz kantorów. We wszystkich kantorach można wymieniać euro i dolary, w większości też złotówki.

A ceny w Kaliningradzie? Wbrew temu co słyszałam przed wyjazdem okazały się niskie. Tanie jest jedzenie, tanie są noclegi. Właściwie wszystko jest tańsze niż w Polsce.

Obwód kaliningradzki – komunikacja i transport

W Kaliningradzie byłam 4 dni i planowałam wybrać się na jeden dzień nad morze ale niestety listopadowe wietrzne dni zweryfikowały moje plany i zdecydowałam się zostać w samym Kaliningradzie (plus tej sytuacji jest taki, że miałam więcej czasu na odkrywanie kaliningradzkich restauracji o, których będzie kolejny wpis). Jednak temat trochę zagłębiłam i nie ma problemu z poruszaniem się po obwodzie kaliningradzkim. Można wynająć samochód ale można też jeździć pociągami i autobusami. Najpopularniejsze miejsca do odwiedzenia w Obwodzie Kaliningradzkim to nadmorskie Zelenogradsk i Svetlogorsk. Następnym razem!

Kaliningrad – noclegi

Baza noclegowa w Kaliningradzie jest dobrze rozwinięta, a ceny noclegów nie są wysokie. Ja spałam w hotelu Europa znajdującym się tuż przy placu Pobiedy. Za 3 noce zapłaciłam 330zł. Poza tym, że hotel jest świetnie położony to obsługa mówi doskonale po angielsku (mój rosyjski jest baaardzo podstawowy), pokoje są dopiero co po remoncie, jest cicho i spokojnie a dookoła mnóstwo świetnych restauracji!

Kaliningrad – co kupić, co przywieźć?

Co warto kupić w Kaliningradzie? Na pewno bursztyny. Kaliningrad pełen jest sklepów, sklepików i stoisk z bałtyckim złotem. Bursztyny małe, duże, drogie, tanie – wszelkiego rodzaju i na każdą kieszeń.

Poza tym jeśli lubicie rosyjskie rękodzieło to na pewno warto kupić matrioszki. Tu podobnie jak z bursztynami – przekrój ogromny. Matrioszek do wyboru, do koloru.

A z bardziej przyziemnych rzeczy – co przywieźć z Kaliningradu? Orzeszki. Takie ciasteczka. Nie wiem czy je znacie ale u mnie w domu się takie robiło całe lata temu. Była specjalna patelnia do orzeszków, gdzie robiło się ciastka, które potem nadziewało się masą. U mnie w domu ta masa była z masła, kakao i orzechów włoskich. W Kaliningradzie spotkałam orzeszki z masą kajmakową. Też smaczne no i przywołały wspomnienia dzieciństwa 😉

Kaliningrad – bezpieczeństwo

W Kaliningradzie byłam sama i nawet przez chwilę nie czułam się niebezpiecznie. Jest jak w każdym europejskim mieście. Nie zapuszczałam się oczywiście na żadne dalekie przedmieścia ani w podejrzane miejsca ale tam gdzie chodziłam (za dnia i po zmroku) – zupełnie normalnie i bezpiecznie.

Przed wyjazdem do Kaliningradu warto pamiętać, że nie obowiązuje tam karta EKUZ. Ubezpieczenie zdrowotne nie jest wymagane do wizy ani nie jest sprawdzane na granicy ale przed wyjazdem warto oczywiście zakupić odpowiednie ubezpieczenie turystyczne obejmujące Rosję.

Kaliningrad – czy warto?

Nie ukrywam, że ja się w Kaliningradzie zakochałam i już po pierwszym dniu powiedziałam, że raz w roku będę do Kaliningradu wracać. Teraz wiadomo jak jest sytuacja ale mam nadzieję, że kiedyś wróci normalność, a ja wrócę do zachwycającego Kaliningradu. Biorąc pod uwagę niewielką odległość od Polski, proste procedury wizowe i niskie ceny powiem jedno – JECHAĆ!

Okolice Stuttgartu – co zobaczyć?

O tym co warto zwiedzić w Stuttgarcie pisałam TU, a teraz zgodnie z zapowiedzią ciekawe miejsca w okolicach Stuttgartu. Do każdego z nich można bez problemu dojechać komunikacją miejską z centrum Stuttgartu.

Bad Cannstatt

Na początek Bad Cannstatt – tak naprawdę jest to okręg Stuttgartu ale sprawia wrażenie osobnego miasteczka dlatego zdecydowałam się napisać o nim tutaj, a nie we wpisie o atrakcjach Stuttgartu.

Z czego słynie Bad Cannstatt? Jest uzdrowiskiem. W fontannach płynie woda mineralna! Mieszkańcy podchodzą do nich z butelkami i napełniają je zdrową wodą. A fontann w mieście nie brakuje.

Bad Cannstatt ma swój rynek (Marktplatz) z ratuszem (i kościołem rzecz jasna), ma swoją ulicę handlową (może raczej uliczkę) i przede wszystkim przeuroczą architekturę. Mur pruski na każdym kroku!

Bardzo fajny jest zaułek tuż nad rzeką Necakr. Znajduje się tu plac Thaddaus-Troll i piękny budynek muzeum Stadtmuseum Bad Cannstatt.

Piękne miejsce i zdecydowanie warto tu podjechać na 2 – 3 godziny i przespacerować się wąskimi, kolorowymi uliczkami.

Ludwigsburg

Drugie miejsca, które warto zobaczyć w okolicach Stuttgartu to Ludwigsburg. Miasteczko oddalone o kilkanaście kilometrów od Stuttgartu słynie przede wszystkim z okazałego pałacu (Schloss Ludwigsburg).

Pałac Ludwigsburg to dawna rezydencja królów Wirtembergii i jeden z największych barokowych kompleksów pałacowych w Europie (największy w Niemczech), wzorowany na podparyskim Wersalu.

Bilet wstępu kosztuje 17 EUR ale jest darmowy ze StuttCard. Pałac można zwiedzać wyłącznie podczas wycieczek z przewodnikiem (są w języku angielskim), wewnątrz nie można robić zdjęć. Podczas mojego pobytu pałac był w remoncie i nie wszystkie miejsca były dostępne do zwiedzania.

Poza tym w Ludwigsburgu warto zobaczyć rynek – barokowy Marktplatz. Pośrodku stoi fontanna upamiętniająca księcia Eberharda Ludwiga – założyciela miasta. Przy placu warto sobie zrobić przerwę na kawę w Baron Cafe (dlaczego – pisałam TU). W grudniu na placu odbywa się jarmark świąteczny – kolejny powód, by do Ludwigsburga kiedyś wrócić 🙂

W miasteczku znajduje się też nowoczesny ratusz, a za nim duży plac – Rathausplatz.

Niedaleko stąd znajduje się kolejne miejsce warte zobaczenia w Ludwigsburgu – Synagogenplatz. Synagoga w Ludwigsburgu istniała w latach 1884 – 1938. Na placu znajdują się repliki walizek, które upamiętniają zamordowanych Żydów – każda z nich jest podpisana imieniem i nazwiskiem. Instalacja mieści się na placu od 2014 roku. Przy placu znajduje się też elektroniczny punkt informacyjny z danymi na temat społeczności żydowskiej miasta i jej prześladowania przez nazistów. Przejmujące miejsce gdzie jednak życie toczy się normalnie – przebiegają tędy dzieci z pobliskiej szkoły, a mieszkańcy skracają sobie drogę pędząc z jednego miejsca w drugie.

Po kolejnych kilkuset metrach spaceru czeka nas Solitudeplatz – zielone i przyjemne miejsce relaksu nad parkingiem podziemnym.

Absolutnie warto się wybrać do Ludwigsburga i nie ograniczać się tylko do pałacu. Gdyby było cieplej to spędziłabym tam więcej czasu ale spacer przy kilkustopniowym mrozie był średnią przyjemnością 😉

Muzeum Winiarstwa – Weinbaumuseum

I na koniec najpyszniejsze muzeum w regionie 😉 Znajduje się w regionie Uhlbach i dojazd z centrum Stuttgartu jest nieco bardziej skomplikowany niż do Bad Cannstatt i Ludwigsburga. Trzeba pojechać pociągiem S1 do stacji Oberturkheim, a następnie dojechać autobusem do przystanku Uhlbach. Wiosną lub latem można sobie zrobić spacer ze stacji kolejowej – to jakieś 2,5 km. Mroźną zimą jednak pojechałam autobusem 😉

Wspominałam już wcześniej, że w regionie jest sporo winnic i produkuje się tu wino. Jeśli zdecydujecie się pospacerować po okolicy Oberturkheim to dostrzeżecie liczne stoki porośnięte winoroślą.

Tradycja winiarstwa w tym regionie Niemiec sięga 2000 lat i można ją prześledzić w tym małym, ale uroczym muzeum. Ze StuttCard wstęp jest bezpłatny, bez karty cena wynosi 3 EUR.

Przy muzeum znajduje się wine-bar gdzie można skosztować lokalnych wyrobów. Ceny bardzo przyzwoite, obsługa pełna pasji do winnych trunków – warto! Było to ostatnie miejsce, które zwiedziłam podczas swojego wyjazdu i najlepsze możliwe zwieńczenie tej krótkiej wycieczki 🙂

To niestety wszystko co udało mi się zobaczyć w 3 dni ale jeśli macie więcej czasu to warto rozważyć jednodniową wycieczkę ze Stuttgartu do miasta Ulm albo do któregoś z okolicznych zamków (mnie zaintrygował Burg Hohenzollern i kiedyś mam nadzieję go odwiedzić). W miejscowości Beuren znajduje się skansen Freilichtmuseum prezentujący szwabską wioskę. Niestety podczas mojego pobytu był zamknięty ale jeśli lubicie tego typu atrakcje to też warto wpisać na swoją listę miejsc do zobaczenia w okolicach Stuttgartu.

Stuttgart na weekend – atrakcje warte zobaczenia

Stutgart to stolica Badenii-Wirtembergii. Miasto jest symbolem niemieckiego sukcesu gospodarczego. Produkuje się tu sprzęt elektroniczny marki Bosch oraz słynne samochody – Mercedesy i Porsche. Stuttgart nie uchodzi za miasto atrakcyjne turystycznie ale mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wpisu (i obejrzeniu zdjęć!) zgodzicie się ze mną, że to krzywdząca łatka dla tego miasta.

Ile czasu przeznaczyć na zwiedzanie Stuttgartu? Ja spędziłam w mieście 3 dni i zdążyłam zobaczyć jego największe atrakcje i trochę okolic. Myślę, że na sam Stuttgart wystarczą 2 dni. W jeden dzień w Stuttgarcie nie da się wiele zobaczyć, bo atrakcje są znacznie oddalone od siebie i przejazdy zajmują sporo czasu.

Wszystkie informacje praktyczne na temat wyjazdu do Stuttgartu są TU, a przewodnik kulinarny po Stuttgarcie TU.

Schillerplatz

Zaczynamy zwiedzanie. Warto wiedzieć, że Stuttgart został całkowicie zniszczony podczas II wojny światowej stąd nie ma tu typowego starego miasta ani rynku. Architektonicznie najbliżej tego miana jest Schillerplatz – plac z pomnikiem Schillera pośrodku. Kompozytor studiował w Stuttgarcie w latach 1773 – 1780.

Przy placu warto zwrócić uwagę na późnogotycki budynek Fruchtkasten – dawną przechowalnię wina. Dziś mieści się tu Muzeum Instrumentów Muzycznych.

Główny plac w jakimkolwiek mieście nie może istnieć bez kościoła 😉 W Stuttgarcie nie jest inaczej. Przy placu znajduje się Stifskirche – XV-wieczna kolegiata. Jej 61-metrowa wieża jest widoczna już z daleka.

Jeśli za katedrą skręcicie w uliczkę Unter der Mauer to napotkacie małe zagłębie alternatywnego Stuttgartu – jest streetart, są niszowe butiki, trochę inny świat w samym centrum miasta – warto zajrzeć!

Idąc w drugą stronę dociera się do głównej ulicy zakupowej w Stuttgarcie – Konigstrasse. Liczy ona 1110 metrów. Dookoła głównie sieciówki i trochę lokalnych sklepików. Nie jest to może jakaś wielka atrakcja Stuttgartu ale miejsce, do którego każdy prędzej czy później trafi. Warto zajrzeć do księgarni Wittwer Thalia – jednej z najstarszych i najpopularniejszych w Stuttgarcie.

Od Konigstrasse odchodzą uliczki, które tworzą coś co można nazwać starym miastem Stuttgartu – są fontanny, brukowane uliczki. Na ile można to to stare miasto zostało odtworzone.

W Stuttgarcie znajduje się też typowy rynek – Marktplatz – ale on pełni dziś rolę bardziej handlowo-usługową niż reprezentacyjną. Nie ma tu knajpek ani sklepików, jest za to galeria handlowa i parking. I chyba kilkanaście bankomatów 😉

Pomiędzy Marktplatz a zamkiem znajduje się pyyyszne miejsce – hala targowa (Markthalle). Raczej miejsce na zakupy niż na obiad (choć mieści się tam wyglądająca na przyjemną restauracja z owocami morza), na pewno na zdjęcia, oglądanie i wąchanie. Ceny niestety wysokie. Ale popatrzeć można 😉

Schlossplatz – plac Zamkowy

Spośród licznych mniejszych i większych placów Stuttgartu to ten pełni funkcję reprezentacyjną i rekreacyjną. Pośrodku placu stoi kolumna Jubileuszowa – Jubilaumssaule. Postawiono ją w tym miejscu w 1841 roku z okazji 25-lecia panowania króla Wilhelma I. Na jej szczycie można dostrzec boginię Concrodię. Kolumnę otaczają fontanny symbolizujące rzeki regionu.

Najważniejszą budowlą przy placu jest Neues Schloss – Nowy Zamek – królewska rezydencja wybudowana w stylu barokowym. Dziś swoją siedzibę mają tu władze landu.

Za zamkiem rozciągają się ogrody, które dził pełnią rolę parku – Schlossgarten. Warto zrobić sobie spacer i podziwiać piękne budynki opery Stuttgartu oraz teatru (Staatstheater). Latem pewnie miło się siedzi na ławce nad wodą, w mroźnym styczniu tylko szybki spacer i zdjęcia 😉

Nieopodal znajduje się też Stary Zamek – Altes Schloss. Powstał w XIII wieku jako mała twierdza otoczona fosą. Warto przespacerować się po dziedzińcu otoczonym 3-piętrowymi arkadami.

W zamku mieści się Landesmuseum Wurttemberg. Wstęp jest darmowy dla wszystkich. Warto je zwiedzić, bo to najważniejsze muzeum historyczne w całym regionie i podróż przez Wirtembergię od paleolitu po czasy współczesne.

Stadtbibliothek

Biblioteka jako miejsce, które warto zobaczyć w Stuttgarcie? Jeśli jest to TAKA biblioteka to zdecydowanie warto. Mieści się przy Mailander Platz, wstęp jest bezpłatny – jak to do biblioteki. Jest to nowa siedziba miejskiej biblioteki, oddana do użytku w 2011 roku. Miejsce przepiękne, nowoczesne i absolutnie warte zobaczenia. Wejdźcie na najwyższe piętro – z samej góry księgozbiór wygląda oszałamiająco.

Nie zdziwcie się ogromną ilością azjatyckich turystów, którzy uważają bibliotekę za najbardziej instagramowe miejsce w Stuttgarcie 😉 Swoją drogą budynek zaprojektował koreański architekt 😉

Muzeum Porsche

W kategorii ciekawe miejsca w Stuttgarcie dla wielu osób numer 1 to właśnie Muzeum Porsche. Futurystyczny budynek mieszczący ponad 80 samochodów – od niezwykłych prototypów po kultowe wyścigówki. Otwarto je dopiero w 2009 roku.

Cena biletu 10 EUR, ze StuttCard bezpłatnie. Mając kartę warto zwiedzić, gdybym miała wydać 10 EUR to chyba bym żałowała. Nie jest aż takie super jak się spodziewałam. Choć jeśli marzycie o własnym Porsche to pewnie będziecie zachwyceni 😉

Muzeum Mercedes

Odpowiedź na pytanie co zwiedzić w Stuttgarcie może być tylko jedna – Muzeum Mercedes. Mercedes-Benz Museum powstało w 1986 roku w ramach uczczenia 100-lecia założenia firmy Mercedes. Do dzisiejszej siedziby muzeum przeniosło się w roku 2006. W muzeum można zapoznać się z historią firmy ale też prześledzić jak zmieniał się świat (nie tylko motoryzacyjny) przez ostatnie dziesięciolecia.

Muzeum obejmuje ponad 1500 eksponatów, w tym 160 samochodów. Nawet dla takiego laika motoryzacyjnego jak ja było to wspaniałe doświadczenie! Muzeum jest bardzo ciekawe i koniecznie trzeba tak zaplanować zwiedzanie Stuttgartu, żeby tam spędzić co najmniej 2 – 3 godziny. A jeśli jesteście fanami motoryzacji to i przez 10 godzin nie będziecie się tam nudzić.

Cena biletu do Muzeum Mercedes to 10 EUR, ze StuttCard bezpłatnie. Jeśli Wasz czas w Stuttgarcie jest ograniczony i możecie zobaczyć tylko jedno muzeum motoryzacyjne to moim zdaniem zdecydowanie ciekawsze jest Mercedes niż Porsche.

Muzeum Świni

Po zwiedzaniu muzeum Mercedesa warto przejść na drugą stronę rzeki i zrobić sobie 1,5-kilometrowy spacer do jednego z najbardziej szalonych i odjechanych muzeów w Europie – Muzeum Świń (Schweinemuseum). Bilet wstępu kosztuje 5,9 EUR, z kartą bezpłatny.

Jest to największe świńskie muzeum na świecie – na 2 piętrach zgromadzono ponad 50 tysięcy świńskich eksponatów! Są świńskie skarbonki, maskotki, obrazy, ubranka, książki. Świnie w każdym kolorze, kształcie i rozmiarze.

Powiem szczerze, że gdyby nie darmowy wstęp ze StuttCard to nie zapłaciłabym 6 EUR za wejści do takiego muzeum a byłaby to wielka szkoda! Naprawdę fantastyczne miejsce – nie tylko dla dzieci, powiedziałabym nawet, że spora część wystawy jest wyłącznie dla dorosłych – absolutnie warto!

Staatsgalerie

Jedna z najcenniejszych galerii sztuki w Niemczech. Składa się z dwóch budynków gdzie można zobaczyć liczne arcydzieła sztuki europejskiej. Wystawiane są tu m. in. dzieła Rembrandta, Rubensa, Tiepola, Moneta czy Picassa.

Muzeum jest niezwykle interesujące ale też OGROMNE. Żeby wizyta miała sens to zaplanujcie wcześniej co chcecie zobaczyć, bo na zwiedzanie całego muzeum to chyba i 3 dni będzie mało.

Cena biletu 7 EUR, z kartą bezpłatnie.

StadtPalais

Otwarte w 2018 muzeum mieści się w historycznym pałacu księcia Wilhelma. Przedstawia historię Stuttgartu od XIX wieku po dzień dzisiejszy. Cena biletu 7 EUR, z kartą bezpłatnie.

Eugensplatz

Po zwiedzeniu muzeów warto zrobić spacer (kilkadziesiąt pięter pod górę) do Eugensplatz – placyku z fontanną. Nad placem góruje Galatea – postać z greckiej mitologii, w której zakochał się jeden z cyklopów.

Od 2014 roku placu pilnuje uroczy mops. Żeby miał lepszy widok umieszczono go na kolumnie 😉

Z Eugensplatz roztacza się piękna panorama Stuttgartu i zdecydowanie warto się tu wybrać. Jeśli nie chcecie się wspinać pod górę to tuż obok fontanny znajduje się przystanek U-Bahn więc można łatwo i szybko dojechać z dworca głównego.

Wieża telewizyjna

Nie wiem czy to najlepszy punkt widokowy w Stuttgarcie ale na pewno najwyższy (ponad 216 metrów) i na pewno miejsce warto zobaczenia w Stuttgarcie. Fernsehturm Stuttgart oddano do użytku w 1956 roku. W momencie budowy wywoływała wiele kontrowersji, dziś jest uważana za prekursorkę tego typu budowli na świecie i świadectwo najwyższego kunsztu niemieckich inżynierów.

Na szczycie wieży mieści się punt widokowy, na dole wystawa przedstawiająca historię budowy wieży.

Cena biletu 9 EUR, z kartą bezpłatnie. Warto.

Mam nadzieję, że już nikt się nie zastanawia czy warto wybrać się na kilka dni do Stuttgartu. Miasto jest piękne, czyste i wciąż mało odkryte przez turystów więc niezatłoczone. Ja do Stuttgartu bardzo chętnie kiedyś wrócę, a w kolejnym wpisie pokażę Wam co warto zobaczyć w okolicach Stuttgartu – będzie równie pięknie jak w mieście!

Stuttgart na weekend – informacje praktyczne

Stuttgart – stolica regionu Badenia-Witembergia, najbogatsze miasto Niemiec i jedno z najbogatszych miast Europy. Prężny ośrodek naukowy i badawczy. Ciekawostka – w Stuttgarcie zgłasza się najwięcej patentów w kraju, a jednym z jego miast partnerskich jest nasza polska Łódź. Miasto jest popularnym celem wyjazdów biznesowych, nie turystycznych. Wkrótce pokażę Wam, że niesłusznie 🙂 Tymczasem garść informacji praktycznych o tym jak zorganizować sobie weekendowy wypad do Stuttgartu.

Stuttgart – jak się dostać z Polski?

Najszybciej można się do Stuttgartu dostać z Polski samolotem. Bezpośrednie loty z Warszawy oferuje LOT, połączenia są 1 lub 2 razy dziennie. Z Poznania, Gdańska, Wrocławia czy Krakowa można dolecieć do Stuttgartu z jedną przesiadką w Warszawie, Frankfurcie czy Monachium.

Do Stuttgartu można też dojechać pociągiem z Berlina, Monachium, Zurychu czy Paryża. Miasto ma połączenie kolejowe z każdym większym ośrodkiem w Niemczech.

Stuttgart – dojazd z lotniska do centrum

Lotnisko Stuttgart (STR) jest bardzo dobrze skomunikowane z centrum miasta. Dojazd z lotniska zapewniają pociągi linii S2 i S3. Dojazd do centrum miasta (do głównego dworca) trwa ok. 25 minut. Cena biletu na pojedynczy przejazd wynosi 2,9 EUR. Bilety można kupić w automatach na stacji. Stacja kolejowa jest połączona z lotniskiem.

Stuttgart – komunikacja miejska

Muszę przyznać, że ze wszystkich miast w Europie, w których byłam Stuttgart ma najlepszą komunikację miejską. Pociągi i metro (S-Bahn i U-Bahn) dojeżdżają dosłownie wszędzie, jeżdżą punktualnie i na tyle często, że w pociągach nawet w godzinach szczytu nie ma tłoku. Wszystkie stacje są doskonale oznakowane, przesiadki nie stanowią najmniejszego problemu. Na każdej stacji wiszą rozkłady jazdy ale są też elektroniczne tablice z rzeczywistymi czasami przyjazdu pociągów.

Generalnie jestem zwolenniczką pieszego zwiedzania miast ale w Stuttgarcie jest to po prostu niemożliwe. Atrakcje i muzea znajdują się w dużych odległościach od siebie, a najciekawsze miejsca do zwiedzania są oddalone od centrum. Na szczęście wszystkie atrakcje Stuttgartu są łatwo dostępne transportem publicznym.

Cena pojedynczego biletu w strefie 1 to 2,5 EUR. Można też kupić bilet na 4 przejazdy za 9,5 EUR lub bilet 24-godzinny za 5 EUR. Te ceny dotyczą wyłącznie 1 strefy. Bilet dobowy na całą sieć komunikacji w obrębie Stuttgartu kosztuje 13,2 EUR. Bilet 7-dniowy na 1 strefę kosztuje 22,7 EUR, na całą sieć 73,2 EUR. Zdecydowanie taniej jest podróżować w grupie do 5 osób. Bilet dobowy (1 strefa) dla takiej grupy kosztuje 10,4 EUR, bilet na całą sieć 19,7 EUR. Dzieci do 6 roku życia podróżują za darmo. Wszystkie podane ceny są aktualne na styczeń 2020.

Stuttgart Card

Właściwie to StuttCard – karta oferująca bezpłatny wstęp do wielu muzeów i atrakcji, a w wersji StuttCard Plus także transport. Kartę można wykupić na 24, 48 lub 72 godziny. Jej koszt to odpowiednio 18, 25 i 30 EUR. Jeśli wybieracie wersję z komunikacją to koszty wynoszą 27, 38 lub 48 EUR. Ja byłam w Stuttgarcie 3 dni więc zakupiłam wersję 3-dniową, w wariancie z transportem, i bardzo się to opłaciło. Wstęp do trzech największych atrakcji w Stuttgarcie – muzeum Mercedes, muzeum Porsche i wieży telewizyjnej to już 29 EUR więc jak sami widzicie karta bardzo szybko się zwraca. Kartę można kupić na lotnisku, w punktach informacji turystycznej i w wybranych hotelach.

Stuttgart – noclegi, gdzie spać?

Stuttgart nie należy do miast popularnych wśród turystów ale ceny noclegów są tu wysokie. W związku z tym iż w mieście doskonale funkcjonuje transport publiczny szukając noclegu nie trzeba skupiać się na centrum tylko jakimkolwiek miejscu w sąsiedztwie przystanku U-Bahn lub S-Bahn. Bardzo dobre i tanie hotele znajdują się w okolicy targów (Messe). To dobry pomysł na nocleg w Stuttgarcie, bo do centrum można dojechać pociągiem w 15 minut. Warunek jest jeden – w czasie wizyty w Stuttgarcie nie mogą się odbywać żadne duże targi, bo wtedy ceny noclegów automatycznie rosną.

Stuttgart – ceny

Jak na najbogatsze miasto w Niemczech przystało, ceny w Stuttgarcie są wysokie. Posiłek w restauracji (normalnej, nie jakiejś taniej jadłodajni czy fastfoodzie ale też nie w żadnym fancy miejscu) to koszt 15 – 20 EUR. Pojedynczo kupowane bilety wstępu do atrakcji są drogie, koszt komunikacji miejskiej też jest wysoki. Niestety Stuttgart to nie jest miasto na tani weekendowy wypad.

Stuttgart – bezpieczeństwo

W Stuttgarcie byłam sama i czułam się zupełnie bezpiecznie. Oczywiście nie włóczyłam się nocami po żadnych podejrzanych miejscach ale generalnie poziom pospolitej przestępczości jest w Stuttgarcie na niskim poziomie. Na pewno jest bardziej przyjaźnie i bezpiecznie niż w Berlinie czy Monachium.

Stuttgart – czy warto?

Może to pytanie powinno się pojawić we wpisie podsumowującym atrakcje Stuttgartu (będzie już za kilka dni) ale bez wątpienia warto. Mimo iż Stuttgart nie jest w pierwszej trójce czy nawet piątce miast uchodzących za najciekawsze w Niemczech to na mnie zrobił bardzo pozytywne wrażenie. Jest tu wszystko czego turysta potrzebuje do szczęścia – ciekawe muzea, dużo zieleni, piękna architektura, smaczne jedzenie, przyjaźni ludzie. Dla mnie jedno z największych pozytywnych zaskoczeń za naszą zachodnią granicą. Naprawdę jedyny minus Stuttgartu to te ceny… Planując wszystko z głową i odpowiednio wcześnie da się to oczywiście zrobić za sensowne pieniądze ale wymaga to dobrego przygotowania do wyjazdu.

Sewilla na weekend – co zobaczyć w stolicy Andaluzji?

Sewilla – stolica i największe miasto Andaluzji. Miasto, które od dawna chciałam zobaczyć ale do którego ciągle mi było nie po drodze. Aż w końcu w pewne lutowe popołudnie 2020 roku wylądowałam w Sewilli. I zakochałam się od razu – nie tylko dlatego, że termometr wskazywał (w lutym!) 25 stopni 🙂 Zapraszam na mój przewodnik po Sewilli – jednym z najwspanialszych miast w Europie.

Z czego słynie Sewilla? Z drzewek pomarańczowych! Rośnie ich tu ponad 40 tysięcy dzięki czemu Sewilla trafiła do księgi rekordów Guinessa i zyskała przydomek Miasto Pomarańczy.

Sewilla to też miasto opery. W mieście toczy się akcja kilku znanych na całym świecie oper takich jak Wesele Figara, Carmen, Cyrulik sewilski czy Don Giovanni. Sewilla jest bardzo dumna ze swego dziedzictwa operowego.

Sewilla – jak się dostać?

Na początek informacje praktyczne o Sewilli. Jak się w ogóle dostać z Polski do Sewilli na własną rękę? Do niedawna były bezpośrednie loty z Modlina do Sewilli ale niestety na początku 2020 roku to połączenie zlikwidowano. Jedyne bezpośrednie połączenie z Sewillą z Polski oferuje Kraków. Mieszkańcy zachodniej części kraju mogą polecieć z Berlina. Można też oczywiście lecieć z przesiadką ale tanie bilety do Sewilli (nawet z przesiadką) to niestety rzadkość. Ja połączyłam Andaluzję z pozbytem w Madrycie i Toledo, do Sewilli poleciałam z Madrytu. Lot Iberia Express trwa 45 minut i kosztował mnie 45 EUR w 2 strony. Madryt i Sewillę łączy też szybki pociąg, który pokonuje dystans między miastami w 3 godziny ale jego cena to prawie 80 EUR w 2 strony.

Sporo osób decyduje się na wyjazd do Sewilli z wybrzeża Portugalii. Odległość z Faro do Sewilli to nieco ponad 200 km, podróż samochodem lub autobusem (pociąg na tej trasie nie kursuje) to 2,5 – 3 godziny w jedną stronę. Na jeden dzień absolutnie bez sensu, jeśli na dłużej to warto rozważyć taką opcję.

Sewilla – dojazd z lotniska

Dojazd z lotniska do centrum Sewilli zapewnia specjalny autobus komunikacji miejskiej, który nazywa się po prostu Linea Aeropuerto. Po wyjściu z terminala trzeba się kierować na lewo, przystanek jest bardzo dobrze oznakowany, autobus z lotniska do centrum jeździ co 15 – 20 minut. Cena biletu wynosi 4 EUR w jedną stronę lub 6 EUR w dwie strony ale uwaga – bilet na przejazd w dwie strony jest ważny tylko na ten sam dzień. Na przystanku lotniskowym znajduje się osoba sprzedająca bilety – można za nie zapłacić gotówką lub kartą. W autobusie z centrum Sewilli na lotnisko bilety kupuje się u kierowcy i można za nie płacić tylko gotówką. Przejazd z lotniska do centrum trwa ok. 30 minut, z centrum na lotnisko autobus jedzie jakąś bardziej okrężną drogą i wychodzi 45 – 50 minut.

Autobus zatrzymuje się przy stacji kolejowej, w kilka miejscach w centrum Sewilli, a kończy i zaczyna swoją trasę na dworcu autobusowym Plaza de Armas. Autobus z dworca na lotnisko odjeżdża z peronu 21. W sezonie autobusy są bardzo zatłoczone i zaleca się wsiadanie na dworcu autobusowym, bo później może nie być wolnych miejsc.

Na dworcu autobusowym w Sewilli można podziwiać się zabytkowy tramwaj. Taka atrakcja jeśli trzeba będzie dłużej poczekać na autobus 😉

Sewilla – poruszanie się po mieście

W Sewilli działa metro ale z perspektywy turysty jest ono mało przydatne, bo w okolicy zabytków i atrakcji turystycznych jest tylko jedna stacja. Miasto jest bardzo duże, a zabytki są rozsiane po jego różnych częściach. Da się je przejść pieszo ale trzeba się liczyć z robieniem co najmniej 20 km dziennie na nogach. Dla tych, którzy nie lubią tyle chodzić zostaje komunikacja miejska w postaci autobusów oraz uber i taksówki. W Sewilli popularne są też dorożki konne ale tych, zwłaszcza w letnie upały, nikomu nie rekomenduję. Dajmy żyć tym biednym koniom.

Gdzie spać w Sewilli? Najlepiej gdzieś w okolicach centrum miasta – wtedy wszędzie będzie w miarę blisko. Niestety trzeba liczyć się z tym, że ceny noclegów w Sewilli są wysokie, nawet zimą. Większość miejsc noclegowych w okolicach starego miasta to małe rodzinne hostale dysponujące kilkoma pokojami dla gości. Skromne ale często bardzo klimatyczne. Często niestety dogadanie się w nich po angielsku jest nie lada wyczynem 😉 Ja spałam w dwóch różnych hostalach, jeden był bliżej Plaza Espana, drugi blisko dworca autobusowego. Jednak lokalizacja koło dworca była bardziej trafiona – nie trzeba się było telepać z walizką po wąskich uliczkach 😉 W Sewilli są też oczywiście wszystkie sieci hotelowe znane z innych miejsc, ale już pomijając ich wtórność i brak duszy, ceny są w nich naprawdę BARDZO wysokie.

Jak już jesteśmy przy pieniądzach to niestety muszę przyznać, że ceny w Sewilli są wysokie. Drogie są przede wszystkim atrakcje – ceny biletów wstępu do atrakcji to często 5, 8 czy 10 EUR, a takich miejsc, które warto zwiedzić w Sewilli jest całe mnóstwo. Nie ma już niestety Sevilla Card – kiedyś była dostępna karta, w którą były wliczone wstępy do wszystkich ważniejszych atrakcji. Można próbować zaoszczędzić na biletach wstępu wybierając się do Sewilli w poniedziałek ale po pierwsze darmowy wstęp jet najczęściej tylko w wybranych i mocno limitowanych godzinach, np. od 14 do 16, a po drugie bilety trzeba albo wcześniej rezerwować przez internet (do katedry czy Alcazar) albo kupić w kasie (np. do Casa de Pilatos czy Plaza del Torros). Liczba darmowych biletów jest ograniczona, a kolejka często ustawia się już 2 godziny wcześniej. Każdy sam musi zdecydować czy ważniejszy jest czas, czy te kilka zaoszczędzonych euro. W Sewilli jest oczywiście wiele darmowych atrakcji ale te, gdzie trzeba kupić bilety są często fenomenem na skalę europejską czy nawet światową i zdecydowanie warto je zobaczyć.

Skoro wszystko wiadomo to zaczynamy zwiedzanie Sewilli!

Plaza de Espana

Plaza de Espana, czyli Plac Hiszpański to chyba najlepsze miejsce, od którego można zacząć spacer po Sewilli. Ogromny plac nazywany Hiszpanią w miniaturze został zaprojektowany i wybudowany na potrzeby Wystawy Iberoamerykańskiej w 1929 roku.

Otaczający plac łuk oznacza czuły uścisk, w jakim Hiszpania trzyma swoje zamorskie kolonie. 500-metrowy kanał to symbol morskiej drogi do Ameryki, a przechodzące nad nim mostki to symbole czterech królestw – Kastylii, Leonu, Aragonii i Nawarry.

Ławki ozdobione azulejos przedstawiają wszystkie 40 prowincje Hiszpanii z ich mapami, herbami i ważnymi wydarzeniami z historii. Plac wygląda jak gotowa scenografia filmowa i rzeczywiście Hollywood go w ten sposób nie raz wykorzystywało. Plac Hiszpański mogliście widzieć w takich filmach jak Gwiezdne Wojny Atak Klonów czy Lawrence z Arabii.

Prado de San Sebastian

Tuż obok Plaza de Espana znajduje się mały park Prado de San Sebastian, zaraz obok jest dworzec autobusowy i stacja metra o tej samej nazwie.

Maria Luisa Park

Naprzeciwko Placu Hiszpańskiego znajduje się kolejne miejsce, które warto zobaczyć w Sewilli – park Marii Luizy. Tworzą go dawne ogrody pałacu San Telmo, które księżna Maria Luiza przekazała miastu w 1893 roku.

W parku rośnie wiele rodzimych i egzotycznych gatunków roślin, a zamieszkują go liczne gołębie, papugi, kaczki i łabędzie. Na terenie parku znajduje się też Muzeum Archeologiczne Sewilli, biblioteka publiczna i centrum nauki (Casa de la Ciencia Seville).

Na przełomie lutego i marca roślinność w parku jest dość skromna, na pewno dużo okazalej wygląda on wiosną. A latem z pewnością można się schować przed upałem w cieniu jednej z palm.

Idąc z parku w kierunku katedry po drodze warto zwrócić uwagę na kilka budynków. Pierwszy z nich to Teatro Lope de Vega – barokowy budynek wybudowany na tę samą wystawę IberoAmerykańską.

Nieco dalej znajduje się Palacio de San Telmo będący dziś siedzibą lokalnych władz Andaluzji.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się budynek Uniwersytetu w Sewilli (Universidad de Sevilla), który zajmuje dawne zakłady tytoniowe, gdzie pracowała legendarna Carmen z opery Bizeta.

Za uniwersytetem warto zwrócić uwagę na fasadę hotelu Alfonso XIII. Zabytkowy budynek w stylu neomudejar powstał (co za zaskoczenie!) na wystawę Iberoamerykańską w 1929 roku. W luksusowych pokojach podczas wystawy spali królowie, prezydenci, celebryci i inni goście z całego świata. Jeden z najbardziej luksusowych hoteli w Sewilli jest dziś własnością miasta, a zarządza nim grupa Marriott.

Plaza de Puerta Jerez

Naprzeciwko wejścia do hotelu znajduje się jedna z najpopularniejszych fontann w Sewilli – Fuente de Hispalis. W tym miejscu za czasów Maurów stała brama, przez którą przebiegał szlak handlowy prowadzący do Jerez de la Frontera (w prowincji Kadyks). Brama została zniszczona w 1864 roku, a na jej miejsce w 1929 roku postawiono fontannę. Ten placyk jest miejscem, gdzie piłkarze i kibice Sevilli tradycyjnie świętują sukcesy osiągane przez drużynę.

Tuż obok znajduje się druga fontanna – Sevilla a los poetas de la Generacion del 27.

Avenida de la Constitucion

W tym samym miejscu zaczyna się ścisłe centrum Sevilli z główną ulicą miasta – 600-metrową Avenida de la Constitucion. Otoczona pięknymi budynkami, sklepami, kawiarniami i barami jest miejscem pełnym ludzi o każdej porze dnia i nocy.

Spacerując wzdłuż ulicy warto zwrócić uwagę na kilka budynków. Pod numerem 2 mieści się budynek La Adriatica. Wzniesiony w stylu neomudejar kiedyś mieścił słynną cukiernię Filella.

Jeden z ważniejszych budynków przy alei to Główne Archiwum Indii. Mieści się w starym domu Lonja de Mercaderes zbudowanym w latach 1584–1598. Samo archiwum założono w 1785 roku, by gromadzić dokumenty dotyczące hiszpańskich kolonii. Można w nim zobaczyć pisma Magellana, podanie o pracę Cervantesa czy dzienniki Kolumba. Wstęp jest bezpłatny.

Po drugiej stronie znajduje się piękny budynek poczty wzniesiony w latach 1927 – 1930.

Za pocztą można skręcić w lewo i dojść do Mercado Artesanie el Postigo. Jest to mały targ, gdzie około 20 wystawców sprzedaje swoje wyroby. Można tu kupić oryginalne pamiątki z Sewilli – biżuterię, szkło, tekstylia, ceramikę, rzeźby i różnego rodzaju inne dzieła sztuki. Wszystko lokalne, ręcznie robione, jedyne w swoim rodzaju i niepowtarzalne. Żadnej chińszczyzny.

Naprzeciwko targu znajduje się Reales Atarazaures – dawna stocznia w Sewilli.

Skręcając w lewo za stocznią ukażą się nam kościół i szpital – Iglesia y Hospital de la Caridad. Barokowe budynki są siedzibą założonego w XV wieku Bractwa Świętej Miłości pomagającego biednym i chorym.

Idąc dalej pojawia się przed nami Torre de la Plata – Srebrna Wieża. Był to budynek obronny wzniesiony w Sewilli w czasach kalifatu. W XIII wieku wieża była połączona murem z Torre del Oro – Złotą Wieżą, o której nieco więcej za chwilę.

Nieco dalej znajduje się mało znane miejsce w Sewilli – w samiuteńkim centrum, a oaza spokoju – Plaza del Cebildo. Dawniej w tym miejscu znajdowało się Colegio de San Miguel wyburzone w połowie XX wieku. Jest to dzieło architekta Joaquina Barquina i Barona. Półkolisty plac otaczają małe sklepiki. Na jednym z końców znajduje się mała fontanna. W niedzielne poranki na placu odbywa się targ numizmatyczny i filatelistyczny. Koniecznie trzeba tu zajrzeć podczas zwiedzania Sewilli!

Plaza de san Francisco

Na jednym końcu Avenida de Constitucion znajduje się Plaza de Puerta Jerez, na drugim Plaza de san Francisco.

Na placu św. Franciszka przez ponad 300 lat toczyły się procesy o czary i herezje, to właśnie tu skazano na śmierć ponad 700 osób! Dziś odbywają się tu główne wydarzenia Semana Santa – Wielkiego Tygodnia. Jest to najważniejsza uroczystość w Sewilli, która łączy powagę i doniosłość uroczystości z nieograniczoną zabawą. Trwa od niedzieli palmowej do Wielkiej Niedzieli, miasto przemierza wtedy 116 procesji.

Na północnym krańcu placu znajduje się ratusz – Ayuntamiento – Casa Consistorial de Sevilla – wybudowany w XVI wieku stylu plateresco. Dawniej w jego miejscu znajdował się targ rybny.

Przy placu znajduje się też siedziba Banco de Espana, a przed nią fontanna Merkurego.

Niedaleko znajduje się Plaza Nueva gdzie mieszkańcy Sewilli spędzają noc sylwestrową. Na placu znajduje się pomnik konny Ferdynanda III, który w 1248 roku zdobył Sewillę dla chrześcijan.

W jednej z małych uliczek pomiędzy placami (Calle Albareda) znajduje się fantastyczna restauracja – Bodega Gongora. Bodega to właściwie winiarnia. Takich winiarni jest w Sewilli mnóstwo i bardzo polecam zrobić sobie w jednej z nich przerwę na tapas i oczywiście wino. Bodega Gongora to miejsce z długą tradycją i licznym gronem wiernych wieloletnich klientów. Świetna obsługa, pyszne jedzenie, doskonałe wino – dla mnie jedna z najlepszych restauracji w Sewilli. A co zjeść w Sevilli? Oczywiście tapas – tym razem padło na baby squids – genialne.

I od razu przy okazji drugie miejsce gdzie warto w Sewilli wybrać się na wino – Bodega la Tradicional. Bardzo blisko katedry, w samiuteńkim centrum. Bardzo klimatyczne miejsce gdzie można napić się wina i zjeść tapas.

A co wypić w Sewilli? Poza winem oczywiście 😉 Cafe bombon – w Andaluzji, podobnie jak w Wietnamie, serwuje się kawę z mlekiem skondensowanym.

Czego jeszcze warto spróbować w Sewilli? Lokalnych kozich serów – w wersji grillowanej pychotka.

Katedra w Sewilli

Czas zacząć zwiedzanie największych atrakcji Sewilli. Jedną z nich jest bez wątpienia katedra, która imponuje rozmachem – w końcu to największa gotycka katedra na świecie. Miała być symbolem potęgi chrześcijaństwa. Architekt katedry, Alonso Martinez, zapowiedział: Katedra będzie tak wielka, że okrzykną nas szaleńcami.

Katedra w Sewilli została wzniesiona w IX wieku w miejscu dawnego meczetu. Świątynia poza tym, że ogromna, to też piękna w środku. Sam późnogotycki ołtarz przedstawiający 45 scen z życia Chrystusa pokryty jest 2,5 tonami złota i uważany jest za najbogatszy ołtarz na świecie.

W katedrze warto zwrócić uwagę na Kaplicę Królewską (Capilla Real), gdzie spoczywają szczątki króla Ferdynanda III, jego żony Beatrice i syna Alfonsa X.

Miejsce cieszące się największą popularnością wśród zwiedzających to grób Krzysztofa Kolumba. Trumna odkrywcy niesiona jest przez posągi królów Kastylii, Leonu, Nawarry i Aragonii. Kwestia szczątków Krzysztofa Kolumba przez wiele lat była przyczyną sporów między Hiszpanią, Dominikaną i Kubą. Każdy z tych krajów twierdził, ze to właśnie u nich znajdują się prawdziwe szczątki podróżnika. W 2006 roku przeprowadzono badania DNA, które potwierdziły, że jedyny i prawdziwy Krzysztof Kolumb spoczywa właśnie w katedrze w Sewilli.

Kolejne miejsce, które zwiedza się w katedrze w Sewilli to tzw. Zakrystia Kielichów. Znajduje się tu obraz Goyi Santa Justa y Refina. Tw dwie święte są patronkami Sewilli.

Sacristia Mayor to swoista skarbnica – znajduje się tu m. in. 3-metrowa XVI-wieczna srebrna monstrancja czy klucze ofiarowane królowi Ferdynandowi III po zdobyciu Sewilli przez wojska katolickie.

Sala Capitular z kopulastym sufitem to miejsce przechowywania obrazów Bartolome Murilla.

Katedra w Sewilli wpisana jest na listę UNESCO. Cena biletu do katedry to 10 EUR i myślę, że nikt nie ma wątpliwości, że katedrę w Sewilli warto zwiedzić i warto te 10 EUR zapłacić. W sezonie lepiej zakupić bilety przez internet. Ja kupowałam na miejscu, akurat trafiłam tak, że nie było w ogóle kolejki.

Zwiedzanie katedry w Sewilli obejmuje też Giraldę. Giralda to 97,5-metrowa wieża uchodząca za symbol miasta. Dawniej była minaretem – po zdobyciu miasta przez chrześcijan meczet wyburzono ale wieżę uznano za cud architektury i zdecydowano się ją pozostawić. Minaret był początkowo zwieńczony trzema lśniącymi kulami ale zniszczyło je trzęsienie ziemi w XIII wieku.

Wejście na szczyt Giraldy jest szerokie i łagodne (moja klaustrofobia bardzo za to dziękuje!), bo muezin wjeżdżał na szczyt… konno. Na podobieństwo sewillskiej Giraldy wzniesiono podobne obiekty w Rabacie i Marrakeszu.

Panorama Sewilli ze szczytu Giraldy zapiera dech w piersiach. Zresztą co tu dużo mówić – wystarczy popatrzeć na zdjęcia. Zwiedzanie Sewilli bez spojrzenia na nią ze szczytu Giraldy? Nie ma takiej opcji.

Plaza del Triunfo

Pomiędzy katedrą a Alcazarem znajduje się Plaza del Triunfo. Jego nazwa pochodzi od patronki znajdującej się nieopodal barokowej świątyni – Kościoła Triumfu Matki Bożej. 1 listopada 1755 roku podczas mszy celebrującej dzień Wszystkich Świętych w Lizbonie miało miejsce trzęsienie ziemi, które było odczuwalne także w Sewilli. Część katedry się zawaliła ale nikt nie zginął.

Przed świątynią znajduje się pomnik poświęcony Niepokalanemu Poczęciu

Patio de Banderas

Nieco dalej warto zajrzeć na plac porośnięty drzewkami pomarańczowymi – Patio de Banderas. Plac znajduje się w obrębie murów Alcazaru. Swoją nazwę (Dziedziniec Flag) zawdzięcza flagom, które zostały namalowane na bramie ściany, która łączy go z Plaza del Triunfo.

Alcazar de Sevilla

Kolejna atrakcja turystyczna Sewilli, której absolutnie nie można pominąć. Real Alcázares de Sevilla to najstarszy wciąż zamieszkiwany zespół pałacowy w Europie. Z jego apartamentów korzystają członkowie hiszpańskiej rodziny królewskiej.

Alkazar to ważne miejsce w historii Hiszpanii i świata. To właśnie tu Krzysztof Kolumb zdał swoją pierwszą relację po powrocie z Ameryki, a w pałacowej kaplicy Magellan modlił się o powodzenie przed swoim rejsem dookoła świata.

Najpiękniejszym miejscem w Alkazar jest pałac w stylu mudejar. Bogate zdobienia, sklepienia, ukwiecone patia… Bajka.

Jednym z najbardziej obleganych i najpopularniejszych miejsc w Alcazar jest Patio de las doncellas – Dziedziniec Dziewic. Nazwa nawiązuje najprawdopodobniej do legendy, według której chrześcijańskie dziewice były oddawane mauretańskim władcom w ramach daniny.

Najpiękniejsze pomieszczenie Alcazar de Sevilla to Salon de Embajadores służący dawniej jako sala tronowa. Bogate zdobienia powstały na wzór zdobień w pałacu Medina Azahara.

Ogrody Alkazaru są piękne – to widać o tym nie trzeba nikogo przekonywać. Są też największymi późnogotyckimi ogrodami w Europie.

W upalny dzień warto schronić się na chwilę przed słońcem w łaźniach Marii Padilli – kochanki króla Piotra Okrutnego.

Cena biletu wstępu do Alkazar w Sewilli to 11,5 EUR. Warto.

Jardines de Murillo

Z Alkazar można się przejść do ogrodów Murillo, które razem z Paseo de Catalina de Ribera tworzą bardzo przyjemną przestrzeń. Rosną tu magnolie, figowce i oczywiście drzewka pomarańczowe. Ogrody Murilo do 1862 roku były częścią Alkazar.

W dzisiejszej formie ogrody istnieją od 1915 roku, a od 1918 noszą imię malarza Murillo, który jest pochowany w znajdującym się nieopodal kościele.

Spacerując po ogrodzie nietrudno dostrzec ogromny pomnik Krzysztofa Kolumba. Są to dwie 23-metrowe kolumny z karawelą pośrodku. U podstawy każdej kolumny znajduje się marmurowy medalion – na jednym z nich mieści się popiersie Kolumba, na drugim herb Królów Katolickich. Na szczycie pomnika znajduje się pomnik lwa z kulą ziemską.

Plaza de los Refinadores

Przy wejściu do ogrodów znajduje się mały plac z pomnikiem jednego z najsłynniejszych bohaterów literackich Sewilli – Don Juana Tenorio. Bohater niezliczonych wierszy, książek i najsłynniejszej opery Mozarta Don Giovanni, jest zwykle przedstawiany jako bezduszny kobieciarz, a jego imię słyszał chyba każdy.

Iglesia de El Salvador

Niewiele osób ma świadomość, że bilet do katedry w Sewilli obejmuje także wstęp do kościoła El Salvador – drugiego co do wielkości kościoła w stolicy Andaluzji. Jest to barokowa świątynia z elementami stylu manierystycznego, którą warto zwiedzić.

Wewnątrz świątyni wyróżnia się ołtarz główny – jedno z najbardziej monumentalnych i reprezentatywnych dzieł baroku sewilskiego oraz ogromny ołtarz Przemienienia Pańskiego.

Za ołtarzem znajduje się małe muzeum, które można zwiedzać.

Makarena

Oddalmy się na chwilę od ścisłego centrum. Jeśli macie ochotę poznać mniej znane miejsca w Sewilli to warto się przespacerować do Makareny – bardzo klimatycznej dzielnicy miasta. Skąd nazwa? Tego niestety do końca nie wiadomo. Jedni twierdzą, że pochodzi z języka arabskiego – od nazwy bramy miejskiej Bab-al-Makrin, inni zapewniają, że pochodzi z łaciny, od imienia patrycjusza Macariusa, który zarządzał znajdującymi się tu ziemiami.

Najważniejszy zabytek tej części Sewilli to Basilica de Nuestra Senora de la Esperanza Macarena. to miejsce gdzie przechowywana jest drewniana statua oraz obraz z podobizną Matki Bożej Virgen de la Esperanza Macarena – znajduje się przy głównym ołatrzu. Pochodzi ona z przełomu XVII i XVIII wieku i w Sewilli otaczana jest szczególną czcią. Obraz uważany jest przez Hiszpanów za skarb narodowy i szczególnie czci się go w okresie wielkiego postu. Virgin of Macarena jest powszechnie uważana za patronkę torreadorów i hiszpańskich Cyganów.

Z obrazem związana jest też ciekawostka – Matka Boska ma przebarwiony policzek. Jest to rzekomo spowodowane przez lokalnego pijaczka, który uderzył w obraz butelką wina.

W dzielnicy Macarena znajdują się też największe w Sewilli pozostałości murów miasta Almohad. Częścią murów jest też brama miejska Puerta de la Macarena.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się Parlament Andaluzji. Mieści się on w starym budynku Hospital de las Cinco Llagas (dosłownie Szpital Pięciu Świętych Ran). Pochodzący z XVI wieku jest jednym z najlepszych przykładów manieryzmu andaluzyjskiego.

Stąd warto się przejść do Torre de los Perdigones – wieży, która jest pozostałością po fabryce San Francisco de Paula. W fabryce odlewano produkty z cyny.

Alameda de Hercules

Z Macareny do centrum miasta najlepiej wrócić zahaczając po drodze o Alameda de Hercules. Skąd Herkules w Sewilli? Legenda mówi, że bohater ustawił tu 6 kolumn i założył miasto. Prawda jest bardziej przyziemna – plac zagospodarowano w 1574 roku. Kolumny przeniesiono tu z budynku położonego na Calle Marmoles.

Alameda de Hercules to miejsce w Sewilli, które warto zobaczyć zarówno za dnia, jak i po zmroku. Znajduje się tu mnóstwo kawiarni, barów i restauracji. Jeśli o jakimś miejscu można powiedzieć, że jest to taki stary rynek w Sewilli to będzie to właśnie Alameda de Hercules.

Można tu zjeść śniadanie, można przyjść na wieczorne tapas. Każdy znajdzie jakąś knajpkę dla siebie.

Plaza del Duque

Wracając z Alamedy do centrum można przystanąć na chwilę przy małym placu znajdującym się przez centrum handlowym El Corte Ingles.

Centralnym punktem placu jest rzeźba jednego z najsłynniejszych hiszpańskich malarzy – Diego Velasqueza.

Stąd można wrócić do dzielnicy Santa Cruz albo wybrać się do kolejnego ciekawego miejsca w Sewilli – dzielnicy Triana.

Zanim jednak przeprawimy się na drugą stronę Gwadalkiwiru proponuję coś zjeść. Podobnie jak w Kordobie, w Sewilli byłam zbyt krótko i zbyt dużo zwiedzałam, żeby tworzyć przewodnik kulinarny ale parę dobrych restauracji udało mi się odwiedzić i o nich staram się napisać.

Spacer do Triany był początkiem mojego ostatniego dnia w Sewilli toteż musiałam gdzieś zjeść śniadanie. Nie szukałam nic wcześniej, uznałam, że wejdę tam gdzie poczuję dobre jedzenie 😉

Przy Calle Reyos Catolicos 6 znajduje się bardzo dobra mała restauracja B20. Bardzo porządne śniadanie z bagietką z lokalnym serem i awokado, granolą z jogurtem, świeżymi owocami, kawą i świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym kosztuje 7,5 EUR. Jeśli szukacie dobrego miejsca gdzie zjeść śniadanie w Sewilli to z czystym sumieniem polecam. Mają też tradycyjne andaluzyjskie śniadanie za 3,5 EUR – bagietkę z pomidorami i jamon iberico oraz kawę. Do tego świetny wystrój, przemiła obsługa (choć słabo mówiąca po angielsku), a na wieczór ogromny wybór win. Warto!

Jeśli jednak będziecie tam w późniejszej porze to warto coś zjeść w Mercado Lonja del Barranco. Jest to miejsce położone tuż nad rzeką gdzie znajduje się kilka kawiarni i tapas barów. Dla miłośników słodkości – obok znajduje się budka z churrosami.

Puente Isabel II

Do Triany najlepiej dostać się Mostem Elżbiety II popularnie zwanym Mostem Triana. Jego budowa zakończyła się w 1852 roku, za panowania Elżbiety II, stąd oficjalna nazwa. Do centrum można wrócić równoległym mostem – Puente San Telmo.

Po drugiej stronie mostu wita nas Triana. Dzielnica położona na prawym brzegu Gwadalkiwiru to zdecydowanie bardziej prawdziwa, mniej turystyczna Sewilla. Dawna dzielnica Cyganów, torreadorów, muzyków i marynarzy, która swoją nazwę zawdzięcza nazwisku Rodriga de Triana – marynarza, który jako pierwszy dostrzegł ziemię Ameryki.

Po przejściu przez rzekę wita nas Castillo de San Jorge. Jest to średniowieczna fortyfikacja, która służyła za więzienie inkwizycji. W zamku rezydował najsłynniejszy inkwizytor Sewilli – Tomasz Torquemada zwany Antychrystem. Obecnie w podziemnych ruinach znajduje się muzeum zamku i inkwizycji hiszpańskiej.

Obok zamku znajduje się miejsce, które mnie przyprawiło o szybsze bicie serca – Mercado de Triana. Hala targowa pełna hiszpańskich specjałów. Powstała w 1823 roku, odrestaurowano ją w 2001. Jest mało turystyczna, mało instagramowa ale za to pełna pysznego jedzenia i lokalnych knajpek. Owoce, jedzenie i inne przekąski są tu dużo tańsze niż w sklepach i marketach w turystycznej części Sewilli. Są tu też stoiska i sklepiki z tanimi pamiątkami – Mercado de Triana to bardzo dobre miejsce na zakupy w Sewilli – zarówno spożywcze, jak i na zakup pamiątek.

Capille del Carmen

Kolejna atrakcja Triany. Mała kaplica wybudowana w 1928 roku w całości składa się z cegły i ozdobiona jest ceramiką, z której także słynie Triana. Na kopule znajduje się tarcza zakonu Carmen.

Naprzeciwko hali targowej znajduje się mały placyk (Plaza del Altozano), a na nim dwie rzeźby – Monumento a Belomonte oraz monumento Triana al arte flamenco.

Juan Belmonte to torreador urodzony w tej dzielnicy i który jako dziecko podobno bawił się na tym właśnie placu, gdzie dziś stoi jego pomnik. Hemingway pisał o nim, że ma w walce zimną, namiętną i wilczą odwagę.

Triana al arte flamenco przedstawia kobietę w stroju do flamenco i symbole trzech gałęzi artystycznych flamenco: gitarę, taniec i śpiew.

Stąd można przejść się szeroką ulicą Calle san Jacinto otoczoną barami i kawiarniami. Warto pozaglądać w boczne uliczki. Triana jest kolorowa i autentyczna.

Parroquia de Santa Ana

Spacer można kontynuować do kościoła św. Anny. Podobno każda osoba ochrzczona w tym kościele będzie miała smutny i zadziorny głos, który posiadają najwięksi śpiewacy flamenco. Jeśli podczas pobytu w Sewilli chcecie zobaczyć jakieś flamenco show to zdecydowanie polecam odwiedzić jakieś miejsce w dzielnicy Triana – będzie zdecydowanie bardziej autentycznie niż na starym mieście. Ja polecam Triana Flamenco Theater. Natomiast jeśli zdecydujecie się na wieczorny spacer po knajpach Triany to możecie też trafić na darmowe flamenco – w innej części Sewilli to będzie spektakl dla turystów, tu – absolutnie nie.

Jeśli natomiast chcecie poznać flamenco od strony bardziej teoretycznej to można odwiedzić w Sewilli muzeum flamenco – Museo del Baile Flamenco. Znajduje się przy Calle Manuel Rojas Marcos.

Będąc w dzielnicy Triana warto też przespacerować się bulwarami nad rzeką i podziwiać panoramę Sewilli po drugiej stronie Gwadalkiwiru.

Jardines de Refel Montesinos

Po powrocie na bardziej turystyczną stronę Sewilli warto odpocząć chwilę w ogrodzie pełnym plam, oleandrów i drzewek pomarańczowych.

Pośrodku znajduje się pomnik artysty flamenco – Antonio Moirena. Cały czas jesteśmy blisko Triany!

Plaza de Toros de la Maestranza

Po drugiej stronie ulicy wyłania się już arena walk byków. Korrida i flamenco to dwie największe namiętności Sewilczyków. Wybitni torreadorzy są tu wielbieni niczym gwiazdy rocka.

Plaza de Toros de la Maestranza to budowla z czasów późnego baroku nazywana katedrą korridy. Wiele osób twierdzi, że to najpiękniejsza arena walki byków w całej Hiszpanii. Może pomieścić 13,5 tysiąca widzów.

Cena biletu wynosi 8 EUR, obejmuje zwiedzanie areny oraz muzeum Korridy. Darmowy wstęp w poniedziałki od 14. Nie ma możliwości wcześniejszej rezerwacji biletów na darmowe zwiedzanie.

W okolicy Plaza de Toros znajduje się pomnik Curro Romero – jednego z najsłynniejszych torreadorów.

Po drugiej stronie ulicy, na Paseo de Colon, znajduje się jeden z najpopularniejszych pomników w Sewilli – brązowy monument przedstawiający Carmen. Legendarna Cyganka z opery Bizeta ginie z ręki Don Jose właśnie na Plaza de Toros.

Spod areny korridy jest bardzo blisko do opery w Sewilli.

Torre del Oro

Spacerując dalej pasażem Kolumba dochodzi się do popularnej atrakcji Sewilli. Ta atrakcja to Złota Wieża. Skąd nazwa? Ponoć w dawnych czasach jej ściany pokrywały złote azulejos. Inna teoria mówi, że jej dach był pokryty złotymi dachówkami, a jeszcze inna – że przechowywano w niej złoto przywożone z Nowego Świata. Wieża powstała w XII wieku – za panowania muzułmańskich Almohadów jako element sytemu obronnego miasta, później służyła jako poczta, kaplica, więzienie i skład prochu. Dziś mieści się w niej Muzeum Morskie.

Wieża miała swoją bliźniaczkę po drugiej stronie Gwadalkiwiru. Szacuje się, że w całym mieście było ponad 160 wież – większość z nich nie przetrwała do dziś.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się Teatro de la Maestranza – bardzo popularny choć otwarty dopiero w 1991 roku teatr.

Casa de Pilatos

Jeśli jeszcze nie macie dość, to w Sewilli jest jeszcze jedno miejsce, które warto zwiedzić. Casa de Pilatos nazywany Dom Piłata niewiele ma wspólnego z Piłatem. Mieszkańcy Sewilli są przekonani, ze właściciel wzniósł go kopiując oryginalny dom Poncjusza Piłata co podobno nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ale nazwa została.

Jeden z najwspanialszych pałaców w Sewilli łączący hiszpański styl mudejar z włoskim renesansem. Charakterystycznym elementem są tu azulejos – ręcznie malowane płytki będące w Andaluzji arabską spuścizną.

Sama pałac jest to kilka pomieszczeń, dziedzińców i ogrodów. Najbardziej znany jest dziedziniec ze stojącą pośrdoku marmurową fontanną sprowadzoną z Genui.

Casa de Pilatos to także miejsce, które mogliście w wielu filmach, m. in. wspomnianym już wcześniej Lawrence z Arabii, Królestwie Niebieskim czy Wybuchowej Parze.

Cena biletu do Casa de Pilatos to 10 EUR (wliczony jest audioprzewodnik). Pałac na żywo robi ogromne wrażenie i będąc w Sewilli warto go zwiedzić.

Metropol Parasol

Metropol Parasol to jedna z najmłodszych atrakcji Sewilli – sześć ogromnych drewnianych grzybków połączonych kapeluszami oddano do użytku dopiero w 2011 roku. Mówi się, że jest to największa drewniana konstrukcja na świecie. Projekt inspirowany jest sklepieniami katedry w Sewilli i drzewami figowymi na pobliskim placu Plaza de Cristo de Burgos.

Metropol Parasol znajduje się przy placu El Carnacion, z panoramicznych tarasów rozciąga się piękny widok na stare miasto w Sewilli.

Cena biletu na punkt widokowy Metropol Parasol to 5 EUR – można płacić kartą. Warto. Po raz kolejny.

I już prawie na koniec taka ciekawostka. Spacerując po Sewilli niejednokrotnie zobaczycie napis NO8DO. To swoisty symbol i znak charakterystyczny Sewilli. Skąd się wziął i co oznacza? Musimy cofnąć się do XIII wieku. Syn króla Alfonsa X chciał pozbawić go tronu ale sprzeciwili się temu mieszkańcy Sewilli. 8 symbolizuje motek włóczki – po hiszpańsku madeja. Czytając po hiszpańsku NO8DO mamy zatem no-madeja-do, czyli fonetyczny zapis zdania No me hada dejado – Nie porzuciła mnie. Tymi słowami król nagrodził mieszkańców za lojalność, a znak uczynił symbolem wierności Sewilli królowi.

Sewilla czy warto?

Sewilla oferuje mnóstwo atrakcji i zabytków dlatego wycieczki pod tytułem Sewilla w jeden dzień są moim zdaniem zupełnie bez sensu. Kiedyś spędzałam wakacje na wybrzeżu portugalskim – stamtąd wiele osób wybiera się na jednodniowe wycieczki do Sewilli, ja też rozważałam taką opcję i całe szczęście, że się na to nie zdecydowałam! Powiem szczerze, że gdybym miała przyjechać do Sewilli na jeden dzień to chyba wolałabym w ogóle nie przyjeżdżać. To takie polizanie cukierka przez papierek. Niby wiesz, że jest super ale i tak nic z tego nie masz. Już pomijam fakt, że Sewilla to takie sensualne miasto, które wymaga zaanagażowania wszystkich zmysłów do poznania go i przez to wymaga uważności i czasu. W Sewilli jest ogrom muzeów, zabytków i ciekawych miejsc ale Sewilla to też kultura flamenco i spędzanie czasu w bodegach i innych taperiach. Tu się celebruje każdą chwilę, to nie jest miasto, do którego można wpaść i wypaść. Ja spędziłam w stolicy Andaluzji trzy dni i wróciłam z niedosytem – nie zdążyłam zobaczyć wszystkiego. Uważam, że dwa pełne dni to jest absolutne minimum na zwiedzanie Sewilli. Ja mam nadzieję, że kiedyś wrócę do tego magicznego miasta. Bo przecież kiedyś wrócą normalne czasy i znowu będzie można podróżować…

A kiedy się wybrać do Sewilli? Jak już pisałam przy okazji Kordoby – nie latem. Jeśli nie chcecie się topić w 50 stopniach i pełnym słońcu to lepiej wybierzcie się do Andaluzji wiosną lub jesienią. Albo tak jak ja zimą – temperatura w Sewilli w lutym – 25 stopni. Teoretycznie zima to najbardziej deszczowy okres w Andaluzji ale mieszkańcy potwierdzają, że rokrocznie tych opadów jest coraz mniej (dla turystyki dobrze, dla rolnictwa i gospodarki gorzej).

I ostatnia kwestia, o którą byłam pytana – Sewilla czy Malaga? Malagę odwiedziłam kilka lat temu i było to moje pierwsze spotkanie z Andaluzją. To też była zima – wtedy grudzień. Też było ponad 20 stopni, było słońce i były pomarańcze. Malaga bardzo mi się podobała ale nie da się ukryć, że Sewilla ma duuuużo więcej do zaoferowania i według mnie jest dużo ciekawszym miastem. Więc jeśli Wasz plan podróży po Andaluzji jest ograniczony to ja powiem tak: Sewilla koniecznie. Z resztą można kombinować.