Najpiękniejsze jarmarki świąteczne w Europie – Miluza (Francja)

Alzacja to w okresie świątecznym kraina wyglądająca jak wyjęta prosto z bajki. Po internetach krążą zdjęcia bożonarodzeniowego Colmar czy Strasbourga. Ale Miluza, drugie co wielkości miasto Alzacji, jakoś się nie przebija w zestawieniach najładniejszych i najciekawszych świątecznych jarmarków. Czy słusznie? Pojechałam sprawdzić.

Marche de Noel, czyli z francuska jarmark bożonarodzeniowy, rozkłada się na głównym placu w mieście – Place de la Reunion. Jarmark w 2019 roku trwa od 23 listopada do 27 grudnia. Od niedzieli do czwartku czynny jest w godzinach 10 – 20, a w piątki i soboty godziny otwarcia są przedłużone do 21. Tradycja jarmarków świątecznych w Miluzie nie jest długa, bo w 2019 roku wystartowała dopiero 28. edycja.

Dojścia na targ są oznaczone w wielu miejscach miasta, łącznie z dworcem kolejowym. Więc jeśli dotrzecie do Miluzy pociągiem i nie będziecie wiedzieli gdzie jest centrum i jarmark to odpowiednie znaki Was poprowadzą 😉

Cechą charakterystyczną bożonarodzeniowej atmosfery w Miluzie jest świąteczny materiał, który zdobi całe miasto. Co roku wybierany jest jeden ornament w lokalnej szwalni (miasto ma bogatą historię przemysłu tekstylnego) i wszędzie można zobaczyć kokardy, choinki i inne dekoracje z tym właśnie motywem. Ta tradycja występuje tylko w Miluzie, nie spotkacie jej w żadnym innym francuskim mieście.

Co ciekawe materiał jest sygnowany! Więc nie ma opcji, że w 2020 roku zobaczycie gdzieś dekoracje z lat poprzednich. Zanim przeczytałam o tej tradycji sama podczas spaceru po mieście zwróciłam uwagę, że w dekoracjach dominuje jeden motyw. Dzięki temu wszystko jest spójne i tworzy przepiękną całość. Takie same ozdoby zobaczycie w budkach na placu katedralnym, na choinkach, na wystawach sklepowych jak i na obrusie w restauracji. Ba, materiałem pokryte są stoliczki na jarmarku, a nawet śmietniki! Pomysł zacny! Mało tego – w butiku aux Etoffes (mieszczącego się na dole ratusza) możecie zakupić kawałek tego materiału!

Materiał wybrany na rok 2019 nazwano Sonatą Bożonarodzeniową. Przedstawia anioła grającego na flecie. Jest to nawiązanie do XIX wieku gdy materiały z motywem aniołów były bardzo popularne w sztukach dekoracyjnych Alzacji. Drugim elementem jest grafika z tego samego okresu prezentująca serca. To wszystko razem wprowadza w magiczny nastrój świąt.

Sam jarmark bożonarodzeniowy w Miluzie to ponad 100 stoisk z regionalnymi wyrobami. Można tu napić się grzanego wina (nie byle jakiego, bo alzackiego!), piwa, kawy, czekolady, cydru czy soków na ciepło. Serwowane są również lokalne przysmaki i słodycze. Poza placem targ świąteczny ciągnie się dookoła katedry (Temple Saint-Etienne) i na pobliskim Place des Cordiers. Tu znajduje się kilka straganów z owocami i warzywami oraz bary z owocami morza i kuchniami bardziej egzotycznymi niż francuska.

Sama katedra też jest dookoła udekorowana choinkami i drewnianymi bałwankami. Z głośników zawieszonych przy katedrze dobiegają świąteczne przeboje.

Przy starym ratuszu stoi też tradycyjna francuska karuzela – nie lada atrakcja nie tylko dla dzieci. Szczególnie pięknie wygląda po zmroku gdy cała migocze światełkami.

Niebywałą atrakcją jarmarku w Miluzie jest Grande Roue – Młyńskie Koło. Stoi na placu, przed katedrą i jak nietrudno się domyślić z góry oferuje piękny widok na całe stare miasto i cały jarmark. Oczywiście nie mogłam sobie odpuścić tej atrakcji. Bilet wstępu dla osoby dorosłej kosztuje 5 EUR, dla dziecka 4 EUR. Karuzela działa w godzinach otwarcia jarmarku ale największym zainteresowanie cieszy się oczywiście po zmroku. Ja też zdecydowałam się na przejażdżkę jak było już ciemno. Widoki rzeczywiście są warte tych kilku euro – można popatrzeć z góry na pięknie oświetloną starówkę, na katedrę, świąteczne kramy i… tłumy ludzi 😉

Symbolem świąt w Alzacji są żłóbki. Jeden z nich można znaleźć na Place des Victoires. Za żłóbkiem znajduje się duuuża choinka z napisem Noel Mulhouse. Bardzo popularne miejsce, gdzie każdy chce mieć zdjęcie. Po zmroku ciężko zrobić zdjęcie samej choince.

Obok choinki stoi fotobudka.

Ponadto całe miasto (nie tylko starówka) przystrojone jest milionem światełek. Udekorowana jest każda wystawa sklepowa, a nawet łódki na kanale. Jest kolorowo, bajkowo, przepięknie. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że jarmark świąteczny w Miluzie jest tak piękny. Zdecydowanie warto go zobaczyć!

I jeszcze jeden ważny aspekt 😉 Co zjeść na świątecznym jarmarku w Alzacji? Z dań głównych dominują ziemniaki duszone z serem munster, cebulą i skwarkami oraz kluski duszone z kapustą kiszoną. Są stoiska robiące tarte flambee. Są różnego rodzaju kanapki z francuskimi serami (również kozimi). Są precle, pączki, donuty. Z deserów – pain aux epices (ciasto korzenne) i batonettes de Noel (rurki znane w Hiszpanii jako churros, tu podawane najczęściej z nutellą), a także nugat i przysmaki z masy marcepanowej. Po dokładniejszy opis specjałów kuchni alzackiej zapraszam do TEGO wpisu. Większość z opisanych tam dań i przysmaków można zakupić na wszystkich jarmarkach bożonarodzeniowych w Alzacji, nie tylko w Miluzie.

Katowice na weekend – co robić, co zobaczyć, co zjeść?

Wszyscy mówią, że Katowice bardzo się w ostatnich latach zmieniły. Niestety nie mam porównania, bo na początku sierpnia odwiedziłam Katowice po raz pierwszy w swoim życiu. Miasto niedawno obchodziło swoje setne urodziny, a w 2016 roku otrzymało tytuł Miasta Muzyki UNESCO. To co, ruszamy na zwiedzanie Katowic – stolicy Górnego Śląska?

Poruszanie się po Katowicach

Żeby zwiedzać miasto najpierw trzeba wybrać jakiś sposób transportu. Zaskoczyło mnie, że centrum Katowic jest dosyć zwartym obszarem i do większości miejsc, które są warte odwiedzenia można spokojnie dojść pieszo. Do miejsc nieco oddalonych – dojechać tramwajem, autobusem lub rowerem miejskim. Komunikacja miejska w mieście i całym regionie jest dobrze rozwinięta, tramwajem dojedziecie nie tylko na obrzeża miasta ale też do Chorzowa czy wielu innych okolicznych miejscowości. Najlepiej zakupić bilet metropolitalny dobowy za 14 zł i jeździć bez ograniczeń. Rowery miejskie działają w systemie nextbike więc jeśli korzystacie z tej aplikacji w swoim mieście to możecie też jeździć rowerami miejskimi po całej aglomeracji. Poruszanie się własnym samochodem będzie problematyczne z tego samego powodu co w większości polskich miast – korki i niedobór miejsc parkingowych. Same Katowice spokojnie da się zwiedzić w jeden dzień.

Spodek

Zwiedzanie Katowic najlepiej zacząć od symbolu miasta. Spodek to architektoniczna ikona miasta. Słysząc Katowice wiele osób ma przed oczami właśnie spodek. Hala widowiskowo-sportowa mieści się w samym centrum miasta i rzeczywiście przypomina kosmiczną konstrukcję. Zaryzykuję stwierdzenie, że to najbardziej rozpoznawalna hala sportowo-widowiskowa w Polsce. Odbywają się tu koncerty, mecze i inne wydarzenia. Nawet jeśli nie wybieracie się na żadną imprezę w Spodku to zobaczcie go chociaż z zewnątrz.

Aleja Gwiazd Siatkówki

W Spodku bardzo często odbywają się mecze siatkówki i nieopodal znajduje się Aleja Gwiazd z odciskami dłoni siatkarzy.

Strefa Kultury

Strefa Kultury to nowa, całkowicie przebudowana przestrzeń tuż Spodka. W miejscu, w którym kiedyś działała kopalnia dziś tętni życie kulturalne Katowic. Znajdują się tu budynki Międzynarodowego Centrum Kongresowego, Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i nowego Muzeum Śląskiego. Każdy z tych budynków jest prawdziwą architektoniczną perełką, a wszystkie razem tworzą przestrzeń jakiej Katowicom może pozazdrościć absolutnie każde polskie miasto.

Pomnik Powstańców Śląskich

Monument, którego trzy skrzydła symbolizują trzy powstania śląskie (1919, 1920, 1921). Pomnik powstał w 1967 jako dar Warszawa – Powstańcom Śląskim.

Rynek

Katowicki rynek nigdy w historii nie był centralnym placem miasta. Zawsze był głównym węzłem komunikacyjnym i ta jego rola dominuje do dziś. Wygląda inaczej niż rynek w Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie czy innych miastach. Ale mimo zgiełku i takiemu a nie innemu położeniu jest tu całkiem przyjemnie. Są ławeczki, fontanny, ba – są nawet palmy. Katowice nie Lizbona… 😉 Takie nietypowe tu mają atrakcje 😉

Przy rynku stoją dwa Spółdzielcze Domy Handlowe – Zenit i Skarbek. Dziś mieszczą się w nich delikatesy ale wewnątrz wciąż można poczuć ducha minionej epoki.

Muzeum Śląskie

Nowe Muzeum Śląskie to trzypiętrowa konstrukcja w dużej części umieszczona… pod ziemią. Wszak jesteśmy w regionie kopalni. Skarpa muzeum poprzecinana jest geometrycznymi grządkami – każda z nich to inny gatunek roślinności.

Słyszałam i czytałam, że nowe Muzeum Śląskie to miejsce, które trzeba odwiedzić w Katowicach ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że aż tak mnie zaskoczy i zachwyci. Zaryzykuję stwierdzenie, że to jest najlepsze (albo jedno z najlepszych) muzeum w Polsce. Zachwyca w każdym calu – od architektury i otoczenia po dopracowane i niesamowicie interesujące wystawy stałe i czasowe.

Wisienką na torcie całego kompleksu jest taras widokowy na szczycie szybu Warszawa II. Rozciąga się z niego rozległa panorama Katowic i okolic. Bilet wstępu na wszystkie wystawy (obejmujący także wjazd na taras widokowy) kosztuje 24zł. I jeśli zastanawiacie się czy warto to powiem, że będą to Wasze najlepiej wydane złotówki w Katowicach.

Szczególnie interesująca jest multimedialna wystawa Światło Historii – Górny Śląsk na przestrzeni wieków. W bardzo przystępny i ciekawy sposób poznajemy dzieje miasta i całego regionu od czasów zamierzchłych po dzień dzisiejszy. Poznajemy śląską historię, społeczeństwo, śląską tożsamość, gwarę i obyczaje. Wszystko w pigułce podane w formie multimedialnej i nowoczesnej. Nawet jeśli nie lubicie typowych muzeów i zagłębiania się w historię będziecie tym miejscem zachwyceni! Zdecydowanie warto zwiedzić.

Wejście na wystawę jest hołdem dla miejsca, w którym się znajduje – prowadzi przez bramę kopalni Katowice. Ekspozycja podzielona jest na 19 części.

Poza tym w Muzeum znajdują się wystawy stałe – Laboratorium Przestrzeni Teatralnych Przeszłość w Teraźniejszości, Galeria Sztuki Polskiej po 1945 roku, Galeria Plastyki Nieprofesjonalnej, Galeria Śląskiej Sztuki Sakralnej i Galeria Sztuki Polskiej 1800-1945.

Ponadto w muzeum odbywają się ciekawe wystawy czasowe. Podczas mojego pobytu szczególnie przypadła mi do gustu wystawa Zajawka – Śląski hip-hop 1993-2003. Opowiada o początkach hip-hopu na Śląsku i o tworzeniu się dzisiejszego środowiska hip-hopowego. Jeśli tak jak ja urodziliście się w latach 80tych to nawet jeśli nie wychowaliście się na Śląsku to na pewno ta wystawa przeniesie Was w czasy szalonej młodości.

Osiedle Roździeńskiego

Jak już zobaczycie Muzeum Śląskie to warto przejść na drugą stronę ulicy Roździeńskiego, by zobaczyć bloki wybudowane na planie gwiazd. No taka nietypowa atrakcja Katowic, o której przewodniki nie piszą ale ja lubię zwiedzać poza utartym szlakiem 😉 Bloki najlepiej podziwiać je przechodząc przez wiadukt nad ulicą. Zdjęcia nie do końca niestety oddają efekt.

A na wiadukcie patrzcie pod nogi – dostrzeżecie takiego kotka 😉

Sejm Śląski

W Katowicach warto też zobaczyć Sejm, który powstał po I wojnie światowej kiedy sejm RP nadał województwu śląskiemu szeroką autonomię. Gmach sejmu przy ul. Jagiellońskiej jest potężną budowlą, w której dziś mieści się Urząd Marszałkowski. Przed nim znajduje się pomnik Wojciecha Korfantego. Zdecydowanie warto tu przyjść i zobaczyć tę budowlę. Naprzeciwko sejmu znajduje się plac Chrobrego z pomnikiem Józefa Piłsudskiego.

Katowice Miasto Ogrodów

Katowice – stolica Górnego Śląska. Raczej nikt nie kojarzy jej z zielenią i ogrodami. No dobra, może ja wykażę się ignorancją ale ilość zieleni na Górnym Śląsku mnie zaskoczyła. Startując do plebiscytu Europejskiej Stolicy Kultury 2016 Katowice zaskoczyły hasłem Katowice Miasto Ogrodów.

Katowice Miasto Ogrodów to instytucja kultury mieszcząca się nieopodal sejmu śląskiego. Znajdziemy tu galerie, teatr oraz przestrzeń licznych spotkań i warsztatów.

Dolina Trzech Stawów – Sztauwajery

Oaza zieleni bardzo blisko centrum miasta to kolejne miejsce, które trzeba wziąć pod uwagę planując zwiedzanie Katowic. Dolina zwana ze śląska Ształwajerami. Wbrew nazwie dolina obejmuje aż 10 stawów ale 3 z nich są duże. Ształwajery to popularne miejsce odpoczynku mieszkańców i turystów, swoje 5 minut ma podczas OFF Festivalu kiedy rozbrzmiewają tu dźwięki muzyki z najwyższej półki. Nazwisko twórcy festiwalu – Artura Rojka – daje imprezie gwarancję jakości. Brytyjski Guardian zaliczył OFF Festiwal do 10tki najlepszych festiwali w Europie.

W Ształwajerach odpoczniecie, pospacerujecie, pojeździcie rowerem, popływacie kajakiem, zjecie obiad, wypijecie piwko. Słowem – odetchniecie od zgiełku miasta korzystając z licznych atrakcji. Latem – pozycja obowiązkowa. Jest bar, są leżaki, są restauracje.

Katedra Chrystusa Króla

Katowicka katedra jest największą katedrą w Polsce. Kształtem nawiązuje do bazyliki watykańskiej. Wnętrze utrzymane jest w stylu art deco, okrągły ołtarz główny ozdobiony jest płaskorzeźbami z motywami Ostatniej Wieczerzy oraz Wesela w Kanie autorstwa Jerzego Egona Kwiatkowskiego. Warto też zwrócić uwagę na zawieszoną nad ołtarzem głównym figurę Chrystusa Króla Wszechświata oraz liczne witraże.

Ulica Mariacka

Epicentrum życia nocnego Katowic. Wzdłuż ulicy ciągną się restauracje, kawiarnie i kluby. Na końcu znajduje się kościół Niepokalanego poczęcia NMP uznawany za najpopularniejszą atrakcję Katowic. Ze względu na to, że patronuje najbardziej imprezowej ulicy miasta 😉 Mieszkańcy śmieją się, że każdy kto przyjeżdża do Katowic chociażby na chwilę dociera na Mariacką więc nawet jeśli nic nie zwiedza to kościół Mariacki i tak mu gdzieś mignie 😉

Katowice – murale

Katowice nie są może stolicą polskiego streetartu ale nie brakuje tu ciekawych murali. Znajdują się w przeróżnych punktach miasta, rozglądajcie się! Ja jak wiecie uwielbiam murale i rozglądałam się za nimi z prawdziwą przyjemnością.

Najsłynniejszy katowicki mural 3d znajduje się na skrzyżowaniu ulic Dudy-Gracza i 1 Maja.

Katowice – gdzie zjeść?

Żeby dużo chodzić i dużo zwiedzać trzeba mieć siłę. A żeby mieć siłę trzeba dobrze zjeść 😉 Na szczęście Katowice obfitują w wiele kulinarnych perełek. Nie zdążyłam odwiedzić nawet połowy polecanych mi miejsc ale te, w których byłam większości są świetne.

Jeśli zastanawiacie się gdzie dobrze zjeść tradycyjny śląski obiad w Katowicach to odpowiedź jest jedna – Żurownia. Mieści się przy ul. Ligonia 16. Lokal ze śląskimi potrawami. Kelebele spróbować trzeba! Uwaga – porcje są OGROMNE. Do tego fantastyczny śląski wystrój – ja wyszłam z Żurowni przejedzona i zauroczona! Gdybym miała wybrać jedno miejsce w Katowicach gdzie warto zjeść, wybrałabym Żurownię.

Browar Mariacki – Mariacka 15

Dobra restauracja w industrialnym stylu, z całorocznym ogródkiem i własnym browarem. Takie idealne miejsce w Katowicach gdzie można dobrze zjeść i wypić dobre piwo. Do tego spędzić czas w pięknym otoczeniu i przyjemnej atmosferze. Ceny nie są najniższe ale warto.

27th Floor – bar i restauracja hotelu Courtyard by Mariott

Restauracja z wyższej półki – zarówno cenowej jak i jakościowej. Jak nietrudno się domyślić mieści się na 27. piętrze hotelu Courtyard w samym centrum Katowic. Najlepiej zająć stolik przy oknie skąd rozpościera się fantastyczna panorama Katowic. Taki mniej typowy punkt widokowy w Katowicach 😉 Ale bardzo Wam to miejsce polecam. Słyszałam o 27th Floor same pozytywne opinie i się nie zawiodłam. Ceny są wyższe niż w pozostałych opisanych przeze mnie knajpach ale też nie są jakieś horrendalne. Za sałatkę, drinka i herbatę zapłaciłam 70zł więc bez tragedii. Restauracja serwuje zarówno dania regionalne jak i szerokopojętą kuchnię fusion. Ja zdecydowałam się na sałatkę z burratą, którą kocham. I dostałam całą kulkę (nie chcę myśleć ile to miało kalorii, trzeba było pieszo na to 27. piętro biec) w otoczeniu pomidorków z oliwą truflową. To było przepyszne. Jeśli obawiacie się sztywnej atmosfery to nic z tych rzeczy – jest elegancko ale nie ma spiny. Obsługa bardzo przyjazna. Moim zdaniem restauracja, którą warto odwiedzić podczas pobytu w Katowicach.

Jak zapewne pamiętacie z moich poprzednich wpisów lubię jadać śniadania na mieście. Nie inaczej było podczas weekendu w Katowicach. Pierwsze śniadanie zjadłam w polecanym mi Synergia Dobre Miejsce przy ul. Andrzeja 29/2. Jest to kawiarnia, bistro i sklep z kawą w jednym. Wystrój jak widać na zdjęciach – bajka. Można by tu siedzieć godzinami. Do tego przepyszne śniadania – ja zdecydowałam się na tost francuski. Był obłędny.

Jeśli chcecie zjeść nietypowe śniadanie w Katowicach to zajrzyjcie do Petit przy ul. Wojewódzkiej 21. Nie ukrywam, że trafiłam tam zupełnym przypadkiem. Chciałam iść w inne miejsce, które okazało się zamknięte i tak znalazłam się w Petit. Tu nie dostaniecie śniadaniowej klasyki, czyli jajecznicy i owsianki. Dominują śniadania z różnych stron Europy. Ja zdecydowałam się na placki z łososiem, serem camembert i żurawiną. Poza tym, że porcja była przeogromna było to coś innego i przepysznego. Trzeba było dosyć długo czekać ale warto. Najlepsze śniadanie w Katowicach.

A gdzie na kawę w Katowicach?

Jedna z najpopularniejszych kawiarni w Katowicach to Kafej przy ul. Chorzowskiej 5, w sąsiedztwie Spodka. Wystrój kosmiczny, na zewnątrz cudowny ogródek. Duży wybór kaw i słodkości. Serwują też śniadania.

Istne Lody Rzemieślnicze – Mariacka Tylna 7

W Katowicach trzeba spróbować jeszcze jednaj rzeczy, a mianowicie lodów w Istnych Lodach Rzemieślniczych. Czarne lody w czarnym wafelku. Wygląda kosmicznie, brzmi niewiarygodnie a to sama natura. Rzemieślnicze naturalne lody podawane są w wafelkach z dodatkiem najprawdziwszego węgla. Moje czarne paznokcie na ten wyjazd nie były zaplanowane, tak jakoś wyszło. Ale z drugiej strony w życiu nie ma przypadków 😉

Katowice – czy warto?

Nie ma o czym dyskutować – warto. Katowice to jedno z moich największych odkryć minionych wakacji i jestem pewna, że prędzej czy później tam wrócę. Zwłaszcza, że w okolicach Katowic jest jeszcze mnóstwo ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Katowice nie Lizbona ale warto się tam wybrać na weekend 😉

Nikiszowiec i Giszowiec – informacje praktyczne + atrakcje wyjątkowych miejsc w Katowicach

Wybierając się do Katowic na weekend niewiele wiedziałam o mieście i o regionie. Ale kojarzyłam, że jest coś takiego jak Nikiszowiec i koniecznie trzeba to miejsce zobaczyć będąc w Katowicach. To samo powiedziała mi pani w informacji turystycznej na katowickiem rynku gdzie weszłam po mapkę. Poza mapami Katowic i regionu Śląskiego dostałam też dwie ulotki – spacerem po Nikiszowcu i spacerem po Giszowcu. Teraz to już nie mogłam sobie odpuścić.

Nikiszowiec to osiedle górnicze typu miejskiego zbudowane w latach 1908 – 1914. Jest architektonicznym unikatem zaprojektowanym przez braci Zillmannów. To magiczne miejsce mogliście zobaczyć m.in. w filmach Kazimierza Kutza – Perła w Koronie czy Sól ziemi czarnej. Osiedle składa się z dziewięciu połączonych w kwartały trzypiętrowych bloków. Nazwa osiedla pochodzi od szybu Nickisch stworzonego przez barona Nickischa von Rosengkova.

Nikiszowiec – jak dojechać z centrum Katowic?

Nikiszowiec oddalony jest o ok. 5 kilometrów od centrum Katowic więc trzeba się tam jakoś dostać. Jeśli podróżujecie własnym autem to oczywiście jest to najprostsza opcja, na Nikiszowcu jest sporo miejsc parkingowych. Dojedziecie też rowerem, i to niekoniecznie własnym. Zarówno w centrum Katowic jak i na Nikiszowcu są stacje rowerów miejskich, można wypożyczyć jednoślad i się przejechać. Ja ze względu na pogodę (33 stopnie w cieniu) zdecydowałam się na autobus. Dojazd komunikacją miejską jest banalnie prosty. Linie nr 30 i 920 odjeżdżają praktycznie z centrum Katowic (sprzed hotelu Katowice, przystanek Korfantego), kursują co 30 minut, w weekendy co 60 minut. Zatrzymują się w kilku miejscach na Nikiszowcu, ja wysiadłam na przystanku Nikiszowiec Szpital skąd przespacerowałam się na główny plac. Do Nikiszowca jeżdżą też autobusy 930 i 674 (z dworca Katowice Główne, raz na godzinę).

Nikiszowiec – co zobaczyć?

Na ulice Nikiszowca wchodzi się przez ajnfarty – łukowe bramy wjazdowe. To takie symboliczne przejście w zupełnie inny świat. Nikisz nie jest i nigdy nie był typowym osiedlem robotniczym. Świadczy o tym chociażby fakt, że nie ma tu dwóch takich samych łuków, dwóch takich samych portali czy wykuszy.

Zwiedzanie najlepiej zacząć od centralnego placu dzielnicy – Placu Wyzwolenia -wokół którego znajduje się kościół, budynek poczty, komzony i centrum Zimbardo. A potem zagłębić się w uliczki pełne ceglanych domów z pomalowanymi na czerwono obramowaniami okiennymi. Nie mylicie się – to jest najbardziej instagramowe miejsce w Katowicach. A przy tym tak piękne, urocze i autentyczne, że nie chce się stamtąd wychodzić. Aż dziw, że nie ma tu jeszcze tłumu wycieczek (oby jak najdłużej!).

Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc jest budynek poczty (dawna karczma i świetlica zakładowa kopalni Wieczorek) z kwiatową mozaiką – secesyjnymi różami. Moty kwiatów nawiązuje do wzorów zdobiących wstążki występujące w stroju ludowym kobiet z Górnego Śląska. Te róże są dziś swoistym symbolem dzielnicy Nikiszowiec.

Niedaleko znajduje się skwer Zillmmannów – projektantów osiedla. Pomnik ustawiony na skwerze ich imienia został wykonany na zlecenie Aleksandra Mieroszewskiego – ostatniego ordynata myślenickiego. Inskrypcja umieszczona na pomniku jest jedną z najstarszych w języku polskim na terenie Katowic.

Naprzeciwko poczty znajduje się neobarokowy kościół św. Anny wybudowany za pieniądze parafii i kopalni Giesche. Witraże do kościoła wykonano w Ratyzbonie, ołtarz główny i chrzcielnicę w Monachium, a żyrandol sprowadzono z Berlina. Budowę rozpoczęto w 1914 roku ale przerwał ją wybuch I wojny światowej. Po wojnie prace wznowiono i kościół był gotowy w 1927 roku.

Komzony to potoczna nazwa ciągu sklepów w arkadowych podcieniach. Jest to zniekształcona przez mieszkańców forma słowa konsum, którym określano znajdujący się tam pierwotnie dom handlowy. Tu nie ma Żabek ani innych sieciówek, tu sprzedaje pani Lidka, która zna wszystkich swoich klientów (no poza nielicznym tu wciąż turystami).

Jeśli szukacie pamiątek z Nikiszowca to wejdźcie koniecznie do Centrum Zimbardo. Słynny amerykański psycholog odwiedził Nikiszowiec w 2012 roku, był pod tak ogromnym wrażeniem ludzi zaanagażowanych w rewitalizację społeczną, że postanowił stworzyć tu miejsce spotkań młodzieży, gdzie będzie można rozwijać swoje pasje i nabywać nowe umiejętności. Przedsięwzięcie wsparło miasto i dziś możecie się tu umówić na wycieczkę po Nikiszowcu z mieszkańcami czy kupić wyjątkowe pamiątki. Centrum rozpoczęło działalność w 2014 roku.

Jeśli potrzebujecie informacji o Nikiszowcu albo zastanawiacie się co warto zobaczyć to zajrzyjcie do Muzeum Historii Katowic mieszczącego się w budynku dawnej pralni z maglem i łaźnią. W muzeum można obejrzeć zaaranżowane mieszkanie nikiszowieckie oraz obrazy twórców nieprofesjonalnych z tzw. Grupy Janowskiej.

Tuż przy muzeum znajduje się lodowisko Jantor.

Po obejściu okolic placu Wyzwolenia zagłębcie się w uliczki Nikiszowca. Koniecznie przespacerujcie się najbardziej reprezentacyjną ulicą św. Anny idealnie oddającej klimat dzielnicy. Wielokrotnie służyła ona za plac zdjęciowy, m. in. filmach Kazimierza Kutza – Perła w koronie i Sól ziemi czarnej. Z końca ulicy roztacza się pocztówkowy widok na kopułę kościoła św. Anny.

Na rogu ulic Szopienickiej i Krawczyka znajduje się dawny Schlafhaus – dom noclegowy dla samotnych górników. W pomieszczeniach zajmowanych obecnie przez restaurację mieściła się kiedyś kantyna służąca lokatorom domu. W czasie I powstania śląskiego to właśnie w tym domu rozpoczęły się walki na terenie Nikiszowca.

Przy ogródku restauracji (z drugiej strony budynku) stoi kolekcjonerskie auto Triumph Spitfire 1500 z 1981 roku. Dla miłośników motoryzacji niewątpliwa atrakcja Nikiszowca.

Nikiszowiec – gdzie zjeść?

Są właściwie dwa sensowne miejsca – Cafe Byfyj i Śląska Prohibicja. Byfyj, czyli w gwarze ślaskiej kredens, a w nim różne śląskie przysmaki. Wnętrze kawiarni wygląda jak stara śląska kuchnia.

Śląska Prohibicja to restauracja mieszcząca się we wspomnianym wyżej dawnym domu noclegowym.

Galeria Szyb Wilson

Miejsce mieści się poza terenem osiedla Nikiszowiec ale na tyle blisko, że można je zwiedzić będąc właśnie na Nikiszowcu. Od samego placu jest to ok. 1 km. Galeria wpisana jest na listę Szlaku Zabytków Techniki.

Do 1995 roku był to szyb kopalni Wieczorek. Obecnie stanowi przestrzeń ekspozycyjną największej prywatnej galerii sztuki współczesnej w Polsce. Latem (w tym roku do 23.08 odbywa się tu Art Naif Festiwal – prezentowane są prace malarzy nieprofesjonalnych z całego świata). Hasłem założonej tu galerii sztuki było To, co zabrał nam przemysł, kultura musi odzyskać.

Poza ekspozycją zbiorów celem galerii jest promocja młodych artystów z całego świata. W galerii odbywają się także koncerty, festiwale, wykłady i imprezy. W Szybie Wilson często realizowane są filmy, teledyski, sesje zdjęciowe, pokazy mody i różne inne wydarzenia.

Wstęp jest wolny, galeria czynna jest codziennie od 9 do 19.

Nikiszowiec – czy warto?

Nie tylko warto ale trzeba. Nie można powiedzieć, że się było w Katowicach bez odwiedzenia Nikiszowca. Jeśli obawiacie się o bezpieczeństwo to zupełnie bezpodstawnie. Nikiszowiec to dziś spokojne i bezpieczne osiedle. Ja jestem tym miejscem zachwycona i już wiem, że jeśli kiedyś wrócę do Katowic to wynajmę sobie apartament właśnie w Nikiszowcu. Must-see!

Giszowiec

Giszowiec to osiedle mieszkalne typu wiejskiego zbudowane w latach 1907 – 1910 przeznaczone dla rodzin górników kopalni Giesche. Podobnie jak Nikiszowiec osiedle zaprojektowali bracia Zillmann. Projekt był urzeczywistnieniem idei miasta ogrodu. To nie miało być zwykłe osiedle. To miało być miejsce budzące podziw. Osiedle było oddalone od kopalni i hut, z którymi łączyła je specjalna kolejka wąskotorowa. Zabudowa została w dużej mierze wyburzona w latach 70-tych, a na miejscu uroczych małych domków postawiono wielkie wieżowce. O skazanym na porażkę heroizmie ludzi walczących o swoje domy opowiada film Paciorki jednego różańca w reżyserii Kazimierza Kutza.

Giszowiec – jak dojechać?

Wycieczkę do Giszowca najlepiej połączyć z Nikiszowcem. Z Nikiszowca bez problemu dojedziecie do Giszowca rowerem (są stacje roweru miejskiego na obu osiedlach) lub autobusem 920. Giszowiec oddalony jest o ok. 2,5 km od Nikiszowca.

Giszowiec – co zobaczyć?

Centralnym punktem osiedla jest Plac pod Lipami – skwer, który kiedyś pełnił rolę placu targowego. Pośrodku rośnie stuletni buk Anthon. Dawniej na placu znajdowała się karczma.

Wokół placu znajdują się różne budynki, m. in. dawna szkoła podstawowa z 1908 roku czy dawny budynek Nadleśnictwa (do dziś pozostały na nim charakterystyczne detale – m.in. głowa jelenia) – dziś mieści się tu przedszkole. Nieopodal znajduje się budynek MDK Szopienice-Giszowiec (w budynku dawnej karczmy) i budynek Izby Śląskiej – dawna stajnia.

Tuż obok skweru znajduje się park Giszowiecki z wieloma starymi drzewami. Został on wpisany do Rejestru Zabytków Województwa Śląskiego.

Żeby zobaczyć zabytkowe domki trzeba się przejść nieco dalej – do ulic Wesołowskiej, Barbórki, Przyjemnej, Przyjaznej i Kwiatowej.

Giszowiec – czy warto?

Giszowiec nie ma tej atmosfery co Nikiszowiec. Pozostałości zabytkowych domków sąsiadują z wielkimi blokami. Sam plac pod Lipami to bardzo przyjemny park ale moim zdaniem Nikiszowiec jest milion razy ciekawszy i lepiej spędzić tam więcej czasu. Do tego na Giszowcu wszystkie ciekawe miejsca są rozproszone po sporym terenie. No zdecydowanie nie ma tego czegoś.

Zwiedzanie Holandii – Rotterdam – co warto zobaczyć?

Rotterdam – drugie co do wielkości miasto w Holandii. Słynie z nowoczesnej architektury, artystycznego ducha i nocnego życia. Wydaje się, że to mieszanka wybuchowa. Ale sprawdza się w 100%. Rotterdam mnie oczarował, rozkochał w sobie i chcę więcej.

Rotterdam Centraal

Jeśli przyjeżdżacie do Rotterdamu pociągiem to pierwsze co przyjdzie Wam zobaczyć to dworzec. Jeden z największych dworców w Holandii, który obsługuje ponad 100 tysięcy pasażerów dziennie. Obecny budynek stacji, zlokalizowany przy Station Square, został oficjalnie otwarty w marcu 2014 roku.

Kruisplein

Zwiedzanie miasta zaczyna się na Kruisplein – arterii otoczonej wieżowcami, z torami tramwajowymi, ścieżkami rowerowymi i chodnikami pośrodku.

Jeśli skręcicie w lewo dotrzecie do takiego kolorowego placu.

Lijnbaan

Lijnbaan to deptak, którego pochodzi od sklepu z linami, który znajdował się tutaj w latach 1667–1845. Lijnbaan była pierwszą promenadą handlową w Holandii i pierwszą promenadą handlową pozbawioną samochodów na świecie. Znajdziemy tu zarówno popularne sieciówki jak i lokalne sklepiki.

Lijnbaan kończy się placem ratuszowym – Stadhuisplein z licznymi barami i kawiarniami. Jest to popularne miejsce spotkań mieszkańców i turystów. W centralnym punkcie placu znajduje się pomnik wojny Voor de Gevallenen. Składa się on z rzeźb dwóch mężczyzn, kobiety i dziecka reprezentujących przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Pomnik jest hołdem dla mieszkańców Rotterdamu, którzy poświęcili swoje życie dla wyzwolenia kraju podczas II wojny światowej.

Stadhuis – ratusz

Idąc Lijnbaan w pewnym momencie zobaczycie na horyzoncie budynek ratusza. Jest to jeden z niewielu przedwojennych budynków w mieście. Zbudowano go w latach 1914 – 1920. Rotterdam w maju 1940 został zbombardowany i zdecydowana większość budynków została zniszczona. Zdecydowano się na nieodbudowywanie starego tylko tworzenie nowoczesnej zabudowy. Stąd ratusz jest jeszcze cenniejszy.

Wieża zegarowa ma 71 metrów wysokości i widać ją z wielu miejsc. Na szczycie wieży znajduje się posąg złotego anioła pokoju autorstwa rzeźbiarza Johana Kellera.

Dom Towarowy de B’jenkorf

Skręcając przed ratuszem w prawo docieramy do oddziału De Bijenkorf. Budynek pochodzi z 1957 roku i jest symbolem odbudowy Rotterdamu. W środku wygląda zupełnie tak jak wszystkie inne centra handlowe na świecie. Ale warto zatrzymać na chwilę wzrok na fasadzie.

Targi i pomniki Gijsberta Karel van Hogendorpa

Po drugiej stronie ulicy znajduje się budynek Międzynarodowych Targów w Rotterdamie. Przed wejściem stoi pomnik holenderskiego polityka – potomka rodziny Rotterdamów van Hogendorp, jednego z autorów konstytucji holenderskich z 1814 i 1815 roku.

Beurstraverse – główna ulica zakupowa Rotterdamu

Beurstraverse jest częścią Beursplein Rotterdam – centrum handlowego w centrum Rotterdamu. Początkowo był tylko miejscem przejściowym, stopniowo otaczały go jednak nowe sklepy.

Grote of Sint – Laurenskerk – kościół św. Wawrzyńca

Spacerując Beurstraverse zobaczycie po lewej stronie gmach kościoła – najważniejszej świątyni w Rotterdamie. Został zbudowany w latach 1449–1525 i jest jedynym późnogotyckim budynkiem, jaki ocalał ze średniowiecznego Rotterdamu. Zniszczenia, jakich kościół doznał w czasie II wojnie światowej i jego późniejsza odbudowa stały się symbolem wzlotów i upadków miasta i jego mieszkańców.

Kościół jest niestety zamknięty dla zwiedzających o czym informuje kartka przed wejściem.

Pomnik Erasmusa

Każdy z nas uczył się w szkole o Erazmie z Rotterdamu, część z Was na pewno ma za sobą doświadczenia Erasmusa – programu wymiany studentów.

Na małym skwerku naprzeciwko kościoła znajduje się pomnik jednego z najsłynniejszych Rotterdamczyków. Urodził się w 1466 lub 1467 roku, był jednym z czołowych humanistów epoki renesansu. Był też duchownym katolickim oskarżonym o herezję, jego dzieła zaliczano do ksiąg zakazanych. Głosił, że człowiek z natury jest dobry, zło zaś pochodzi z niewiedzy.

Ławeczka filozofa Pierre’a Bayle’a

Na tym samym skwerku, naprzeciwko pomnika Erasmusa znajduje się ławeczka filozofa P. Bayle’a. W Rotterdamie Bayle opublikował swoje słynne Refleksje nad kometami w 1682 roku, a także krytykę dzieła Louisa Maimbourg’a dotyczącego historii kalwinizmu.

Grotemarkt

Grotemarkt to główny plac i serce Rotterdamu. Do czasu zbombardowania Rotterdamu w 1940 roku Grotemarkt był rynkiem. Plac został wyznaczony w 1556 lub 1557 roku i nazywał się najpierw Nieuwe Brug, a później Westbrug.

Markthal

Ważnym punktem zwiedzania Rotterdamu jest Markthal. Jeśli zastanawiacie się gdzie zjeść w Rotterdamie to już macie odpowiedź. Hala targowa została oddana do użytku w 2014 roku więc to jedna z najmłodszych atrakcji miasta. Mieści sklepiki, stragany i bazar z żywnością. Zjecie tu potrawy z każdego zakątka świata. Budowla w kształcie łuku z przeszkloną fasadą jest jednocześnie budynkiem mieszkalnym. A fresk zdobiący sufit jest największym freskiem na świecie!

Naprzeciwko hali znajduje się De Kolk – wieżowiec w kształcie ołówka.

Pomnik Ode aan Maarten Toonder

Barokowa ławka, na której znajdują się cztery znane postacie z komiksów Toondera – markiz De Cantecler, burmistrz Dickerdack, profesor Sickbock i malarz Terpen Tijn.

Gmina Rotterdam chciała uhonorować Marten Toonder, która urodziła się w tym mieście. Pomnik odsłonięto 2 maja 2002 roku – w dniu jej 90. urodzin.

Domki – Kijk Kubus – symbol Rotterdamu

Są na każdej pocztówce z Rotterdamu i nieodłącznie kojarzą się z tym miastem. Symbol rotterdamskiej awangardy oddany do użytku w 1984 roku. 38 sześciennych domów osadzonych pod dużym kątem na betonowych słupach. Krzywizny ścian powodują, że meble do takiego mieszkania trzeba było wykonać na zamówienie.

Architekt chciał zaprojektować coś w rodzaju wioski w mieście i widział domy jako drzewa, a cały teren rozwojowy jak drewno. Kostki są przechylone na bok, tak jakby trzy strony były skierowane w stronę ziemi, a trzy w stronę nieba.

Oudehaven – stary port

Po obejrzeniu domków z każdej strony dochodzimy do Oudehaven – jednego z najstarszych ale nie najstarszego portu w Rotterdamie.

Dziś Stary Port jest tętniącym życiem miejscem pełnym kawiarni i restauracjami z tarasami na wodzie. A to wszystko na tle historycznych statków. Ponad port wyrasta Biały Dom – pierwszy wieżowiec w Europie wybudowany w 1898 roku.

Haringvliet – port śródlądowy

Port śródlądowy pochodzi z 1590 roku, nazwanym na cześć rybaków floty śledziowej. Później był to port, w którym zacumowano statki Admiralicji Rotterdamskiej.

Willemsbrug – czerwony most

Most jest kolejnym obrazkiem uwiecznianym na pocztówkach z Rotterdamu. Choć dziś to chyba lepiej napisać, że to najbardziej instagramowe miejsce w mieście 😉

Most łączy prawy brzeg Nieuwe Maas z Noordereiland. Obecny most jest drugą przeprawą w tym miejscu. Pierwszy most został otwarty w 1878 roku i nazwany na cześć króla Wilhelma III. Drugi most otwarto w 1981 roku.

Willemsbrug odegrał ważną rolę podczas II wojny światowej. Marines bronili tego mostu i sąsiedniego mostu kolejowego oraz nabrzeża przed inwazją niemiecką 10 maja 1940 roku. Opór holenderskich żołnierzy piechoty morskiej był znacznie silniejszy niż się spodziewali Niemcy. Marines udało się zatrzymać natarcie wojsk niemieckich aż do zbombardowania centrum Rotterdamu 14 maja.

Na most można oczywiście wejść. Są tam jezdnie, ścieżka rowerowa i chodnik. Uwaga, na moście niewiarygodnie wieje.

Przy wejściu na most od strony starego portu warto zwrócić uwagę na rzeźbę Maasbeeld znaną jako Sznur do bielizny.

Dzieło ma 182 metry długości i składa się ze stalowej liny i szeregu abstrakcyjnych elementów, które wiszą nad wodą Nieuwe Maas. Podczas przypływu jedna kula unosi się w wodzie. Z powodu wiatru i fal grafika jest zwykle w ruchu.

Mariniersmuseum

Po powrocie z mostu wracamy na nabrzeże. Mariniersmuseum to muzeum, które zajmuje się początkami i historią Korpusu Morskiego. Otwarto jest w 1995 roku.

Wystawa składa się z obrazów, odzieży, sprzętu, pojazdów, dokumentów oraz zdjęć i przedstawia przegląd historii Korpusu od jego założenia w 1665 roku po czasy współczesne.

Wedstblaak i Witte de Withstraat

To co mnie w Rotterdamie zachwyciło najbardziej, co tworzy jego atmosferę i wyjątkowość. Westblaak jest częścią podstawowego planu odbudowy Rotterdamu po wojnie. Dziś pełno tu restauracji i sklepów, a w bocznych uliczkach – streetartu. Tu koncentruje się życie towarzyskie miasta, tu bije serce Rotterdamu. Myślę, że po zmroku jest tu jeszcze ciekawiej ale ja niestety spędziłam w Rotterdamie tylko jeden dzień.

Na końcu warto zwrócić uwagę na Arminiusker – kościół protestancki.

Museumpark

Museumpark nazywany jest zielonymi płucami Rotterdamu. Mieści się tu kompleks obiektów kulturalnych – Muzeum Boijmans van Beuningen (z dziełami Memlinga, Rembrandta, Moneta, van Gogha czy Salvadora Dali), Kunsthall, Muzeum Przyrodnicze (Natuurhistorisch Museum) i Wereldmuseum – Muzeum Świata.

Naprzeciwko Museumpark znajduje się Het Nieuwe Institut – Holenderski Instytut architektury, designu i kultury. Organizowane są tu wystawy i debaty dotyczące różnych dziedzin projektowania, takich jak projektowanie graficzne, projektowanie produktów, gry, moda i architektura krajobrazu.

Eendrachtsplein

Eendrachtsplein to plac w centrum Rotterdamu. Po wschodniej stronie placu znajduje się 14 monumentalnych budynków, które zostały zbudowane w latach 1867–1873.

Na końcu Oude Binnenweg znajduje się posąg Koosa Speenhoffa – holenderskiego poety, piosenkarza, ilustratora i malarza.

Najbardziej znana jest jednak kontrowersyjna statua Święty Mikołaj Paula McCarthy’ego zwanego powszechnie Gnomem z zatyczką. Rzeźba wzbudziła oburzenie, gdy okazało się, że postać świętego trzyma w ręku zabawki erotyczne. Rzeźba wywołała dyskusje w całym kraju. Jedni uznali Mikołaja za wulgarnego i obraźliwego, a drudzy argumentowali, że doskonale odzwierciedla współczesne czasy konsumpcjonizmu przesiąkniętego seksualizmem. Sam autor stwierdził, że Święty Mikołaj jest brązowym królem natychmiastowej satysfakcji, symbolem radości konsumentów. Spór spowodował, że rzeźba była przenoszona z miejsca na miejsce ale ostatecznie wróciła na plac. Otoczenie Mikołaja powstało z okazji 10. urodzin rzeźby.

W każdy wtorek na placu odbywa się targ ekologiczny.

Warto pobłądzić w bocznych uliczkach odchodzących od placu, można natrafić na fajne perełki streetartu.

Rotterdam – czy warto?

Absolutnie tak. Będąc w Holandii nie można pominąć Rotterdamu. Jak już pisałam na instagramie – po wizycie w Rotterdamie stwierdzam, że Amsterdam jest passe. Tu jest nowa energia, bogate życie kulturalne, fantastyczni ludzie i… minimalna ilość turystów. Jeden dzień w Rotterdamie to zdecydowanie za mało, kiedyś wrócę na dłużej.

Zwiedzanie Holandii – Haga – atrakcje i zabytki

Haga – stolica Holandii Południowej, trzecie co do wielkości miasto w kraju (po Amsterdamie i Rotterdamie). Rezydują tu władze królewskie, działa Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości i liczne placówki dyplomatyczne (w tym polski konsulat).

Haga jest dla mnie najpiękniejszym miastem Europy. Jak już pisałam na instagramie, dokładnie tak lata temu wyobrażałam sobie Paryż. Stolica Francji nie sprostała wyobrażeniom, za to ziściła je Haga. Jest pięknie, elegancko, szykownie, z klasą, a przy tym na luzie i niezobowiązująco. No po prostu idealnie.

Plein

Główny plac w mieście stworzony w 1632 roku na wzór paryskiego Place Royale (dzisiejszy Place des Vosges). Częste miejsce demonstracji i manifestacji politycznych.

Stoi na nim ponad 4-metrowy pomnik księcia Wilhelma I (znanego później jako Milczący) z 1843 roku. W lewej ręce trzyma dokument z nazwami miast, które rozpoczęły powstanie przeciwko Hiszpanii. Przy prawej nodze księcia znajduje się pies, który zgodnie z tradycją był w stanie zapobiec jednemu z zabójstw swojego pana.

Departament Sprawiedliwości

Przy placu znajduje się dawny budynek ministerstwa sprawiedliwości. Gmach wybudowano w latach 1876–1883 ​​w stylu neorenesansowym przez architekta Cornelisa Petersa. Budynek jest bogato zdobiony od wewnątrz i na zewnątrz dziełami rzeźbiarzy Bart van Hove i Emila Bourgonjon.

Relief Gevallenen

Płaskorzeźba wbudowana w jedną ze ścian departamentu. Na płaskorzeźbie znajduje się wizerunek spadającej postaci męskiej z tarczą oraz tekst poety-dziennikarza Jana H. de Groota.

Hofplaats i Grondwetbank

Idąc dalej prosto ulicą Lange Poten docieramy do placu Hofplaats. Znajduje się tam pomnik holenderskiej konstytucji. Ma on kształt gładkiej marmurowej ławki o długości 45 metrów z tekstem artykułu 1 holenderskiej konstytucji – Wszyscy przebywający w Holandii są traktowani jednakowo w tych samych przypadkach. Dyskryminacja ze względu na religię, przekonania, przynależność polityczną, rasę, płeć lub z jakiejkolwiek innej przyczyny jest niedozwolona.

Pomnik można przegapić, ponieważ na placu odbywa się regularnie targ, na którym można kupić holenderskie specjały.

Binnenhof

Kompleks najstarszych gmachów w mieście, siedziba dwuizbowego parlamentu. XIII-wieczną twierdzę zbudowano dla hrabiego Florisa V. W kolejnych latach zamek pełnił rolę stajni królewskiej i sądu. Od 1904 roku w odrestaurowanych salach odbywają się najważniejsze uroczystości państwowe i gala otwarcia obrad parlamentu przez monarchę.

W kompleksie mieści się także biuro premiera Holandii.

Binnenhof jest zaliczany do 100 najlepszych zabytków holenderskich. Binnenhof należy do najstarszych budynków Parlamentu na świecie, które są nadal w użyciu.

Na dziedzińcu warto zwrócić uwagę na fontannę wybudowaną na cześć hrabiego Wilhelma II. Została ona podarowana w 1885 roku przez mieszkańców Hagi przy okazji gruntownej renowacji kompleksu Binnenhof.

Pomnik Willelma II

Pomnik znajduje się przed wejściem na teren kompleksu Binnenhof. Panowanie Willema II jako króla było stosunkowo krótkie i trwało zaledwie 8,5 roku. Pomnik przedstawia króla, który poprowadził z powodzeniem armie sprzymierzone (belgijską, holenderską, angielską i niemiecką) przeciwko Napoleonowi w bitwie pod Waterloo. Został zaprojektowany przez Antonina Mercie i Victora Petera i został odsłonięty w 1924 roku zastępując wcześniejszy pomnik króla Willema II, który odsłonięto w 1854 roku ale nie wystawiono go na koniu.

Hofvijver

Jedno z najbardziej uroczych miejsc w Hadze jest pozostałością po średniowiecznej fosie okalającej dawny ośrodek piwowarstwa i sukiennictwa.

Król Willem II zbudował swój zamek obok stawu i wokół niego wykopał fosę. Obecna wyspa istnieje od około 300 lat. Nie do końca wiadomo jak została utworzona.

Warto obejść zbiornik z każdej strony, to naprawdę piękne i przyjemne miejsce.

Museum de Gevangenpoort – Muzeum Bramy Więziennej

Muzeum mieści się naprzeciwko wejścia do Binnenhof, od strony pomnika Willema II.

Brama została wybudowana w 1370 roku jako jedna z trzech bram wjazdowych do zamku. Później jej wnętrza zamieniono na więzienie, w którym dręczono przeciwników władzy monarszej i heretyków. Jego najsławniejszymi więźniami byli bracia Cornelius i Jan de Witt oskarżeni o zdradę stanu. W 1672 roku wydano na nich wyroki śmierci.

Na placu przed wejściem do muzeum stoi pomnik Jana de Witta.

Buitenhof

Już w XIII wieku, kiedy powstaje Binnenhof, na Buitenhof znajdują się domy i stajnie. W XV wieku był otoczony murem, który miał wspomniane przy muzeum 3 bramy.

Dziś to bardzo przyjemne miejsce gdzie można zrobić sobie przerwę na kawę albo obiad. Cały plac jest zastawiony ogródkami restauracyjnymi, a odchodzą od niego zakupowe ulice pełne sklepów.

Grote of Sint-Jacobskerk – kościół św. Jakuba

Włócząc się uliczkami dojdziemy prędzej czy później do głównego kościóła Hagi. Obecna świątynia pochodzi z XV wieku ale prawdopodobnie już na początku XIV wieku stał tu budynek sakralny.

Kościół jest znany z tego, że członkowie rodu Oranje-Nassau są w nim chrzczeni lub biorą śluby. Ostatnio księżna Catharina-Amalia, która została tam ochrzczona w 2004 roku.

Kościół i wieża kościelna nie mają tego samego właściciela – kościół jest własnością Kościoła protestanckiego, a wieża kościelna jest własnością gminy Haga.

Grote Markt

Miejsce, w którym obecnie znajduje się plac, było siedzibą klasztoru św. Elżbiety. Niestety klasztor spłonął w 1584 roku. Podczas reformacji pozostałości klasztoru zostały rozebrane, a ziemia została odsprzedana.

W 1614 roku w miejscu, gdzie odbywał się rynek owoców i warzyw, powstał dzisiejszy rynek. Otaczają go duże domy handlowe – Koorenhuis i Boterhuis.

Hoogstraat

Kolejna bardzo przyjemna ulica zakupowa w Hadze. Warto zaglądać w boczne uliczki, podziwiać  wystawy sklepowe i architekturę budynków. Wzrok przykuwa też hotel Indigo z dekoracjami w kolorze… indygo 😉

Paleis Noordeinde – Pałac Królewski

Pałac królewski jest własnością państwa. Jest jednym z trzech oficjalnych pałaców holenderskiej rodziny królewskiej. Od 2013 roku jest oficjalnym miejscem pracy króla Willema-Alexandra.

Z przodu, naprzeciwko pałacu, stoi konna statua Wilhelma Orańskiego na koniu, która została wzniesiona w 1845 roku na rozkaz króla Willelma II. Pomnik został wykonany przez francuskiego rzeźbiarza Émile de Nieuwerkerke i odlany w brązie przez firmę Soyer w Paryżu. Nieco dalej, na placu naprzeciwko pałacu, znajduje się brązowa statua królowej Wilhelminy, wykonana w 1968 roku przez holenderską rzeźbiarkę Charlotte van Pallandt.

Noordeinde

Ulica w starym centrum Hagi jest znana z niszowych butików modowych, galerii, antyków i sklepów artystycznych znajdujących się w pięknych secesyjnych budynkach. Sklepy jubilerskie, antykwariaty i galerie w połączeniu z kawiarniami i restauracjami sprawiają, że Noordeinde musicie wpisać na listę miejsc do zobaczenia w Hadze.

Noord Singelsgracht

Kanał przepływający przez miasto. Można się tu poczuć trochę jak w Amsterdamie 😉

Panorama Mesdaga

Muzeum przedstawia gigantyczne (120 na 14 metrów) malowidło na płótnie przedstawiające pejzaż wybrzeża i wsi rybackiej Scheveningen. Jego autorem jest Hendrik Willem Mesdag, który porzucił pracę w banku na rzecz malarstwa. Panorama powstała w zaledwie 4 miesiące.

Muzeum Komunikacji

Holenderskie interaktywne muzeum o historii poczty i telekomunikacji.

Muzeum przeszło 2 lata temu gruntowną transformację. COMM ma własne sale konferencyjne, centrum szkoleń, warsztatów, konferencji prasowych i seminariów internetowych.

Pomnik Oporu i Wyzwolenia

„Haski pomnik oporu i wyzwolenia” Kierując się z muzeum dalej ku Pałacowi Pokoju miniemy pomnik z kamiennym murem po jednej stronie i pamiątkową kolumną z kilkoma ławkami po drugiej.

Cztery mniejsze filary symbolizują różne grupy społeczne – neutralne, rzymskokatolickie, protestanckie i żydowskie.

Vredespaleis – Pałac Pokoju

Pałac Pokoju to jeden z najważniejszych zabytków Hagi i miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić. Jest siedzibą Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Pierwsza międzynarodowa konferencja pokojowa odbyła się w Hadze w 1899 roku. W jej wyniku utworzono Stały Trybunał Arbitrażowy, którego zadaniem było pokojowe rozstrzyganie konfliktów międzynarodowych. Fundatorem siedziby trybunału – Pałacu Pokoju – był amerykański filantrop Andrew Carnegie. Przekazane przez niego 1,5 miliona dolarów przeznaczono na wzniesienie pałacu z biblioteką i wszelkimi udogodnieniami. Wyposażenie zostało przesłane przez poszczególne kraje Europy.

Przed wejściem do pałacu w 2002 roku został umieszczony Wieczny Płomień Pokoju. Od 2004 r. Pomnik otoczony jest Światową drogą pokoju, składającą się z kamieni ze 196 krajów.

Lange Voorhout

Wracając spod pałacu do centrum warto przespacerować się Lange Voorhout – jednej z najstarszych dzielnic w mieście gdzie mieszczą się liczne ambasady, w tym polski konsulat. Cała dzielnica porośnięta jest lipami.

Pomnik Onafhankelijkheidsmonument

Na Placu 1813 znajduje się pomnik ku czci zwycięstwa nad Napoleonem. Pomnik odsłonił 17 listopada 1869 roku Książę Frederik jako symboliczny koniec ery francuskiej w Holandii i powstanie Suwerennego Księstwa Zjednoczonej Holandii, prekursora obecnego Królestwa Niderlandów. Na szczycie pomnika znajduje się triumfująca holenderska dziewica. W pozostałych częściach można dostrzec wizerunek króla Willema I składającego przysięgę na holenderskiej konstytucji.

Escher in Het Paleis – Muzeum Eschera

XVIII-wieczny pałac, który od 1814 roku stanowił zimową rezydencję królowej Emmy, a później biuro Wilhelminy, Juliany i Beatrix. Obecnie mieści się w nim nowoczesne muzeum poświęcone twórczości Mauritsa Cornelisa Eschera – największego holenderskiego grafika.

W salach muzeum znajduje się piętnaście żyrandoli wykonanych przez artystę z Rotterdamu – Hansa Bentema. Żyrandole zostały zaprojektowane specjalnie dla muzeum, z odniesieniami do pracy Eschera i pałacu. W sali balowej gwiazdowy żyrandol odbija się bez końca w dwóch lustrach. W innych pokojach znajdują się żyrandole, takie jak rekin, czaszka, pająki i koń morski.

Pomniki

Przy placu znajdują się pomniki – pomnik królowej Emmy jest rodzajem ławki z napisem Ku wdzięcznej pamięci i na cześć pamięci królowej Emmy. Ponadto znajduje się tu pomnik księcia Saksonii-Weimar został wzniesiony dwa lata po jego śmierci i stoi po stronie Toernooiveld, w pobliżu byłej ambasady amerykańskiej.

W 2017 roku Johan Rudolph Thorbecke, XIX-wieczny holenderski przywódca polityczny, został uhonorowany pomnikiem z marmuru i stali nierdzewnej. W miejscu gdzie stoi pomnik Thorbecke spędził większość swojego dorosłego życia. Był propagatorem zmian konstytucji, które znacznie zmniejszyłyby władzę monarchy i oddały ją w ręce parlamentu. Król Willem mianował Thorbecke’a pierwszym premierem Holandii w 1849 roku. Statua pokazuje, w jaki sposób idee Thorbecke w XIX wieku wpłynęły na współczesne holenderskie społeczeństwo.

Mauritshuis – Królewska Galeria Malarstwa

Można tu zobaczyć arcydzieła malarzy flamandzkich i holenderskich tworzących od XV do XVIII wieku. Sam pałac mieszczący muzeum zbudowano w latach 1633 – 1644 dla Johana Mauritsa van Nassau – gubernatora generalnego Brazylii. Fundusze na budowę pochodziły z importu cukru co nadało budowli potoczną nazwę słodkiego pałacu. W galerii można zobaczyć Lekcję anatomii doktora Tulpa autorstwa Rembrandta czy Dziewczynę z perłą Jana Vermeera.

Haga – czy warto?

Skoro napisałam, że to najpiękniejsze miasto Europy to zdecydowanie warto 🙂 Zwiedzając Holandię nie możecie pominąć Hagi. Zaplanujcie wyjazd na weekend, bo jeden dzień w Hadze to zdecydowanie za mało. Ja na pewno wrócę. Mam nadzieję, że jak najszybciej.

Miasta warte zobaczenia w Holandii – Tilburg – atrakcje i zwiedzanie

Tilburg – kolejne po Bredzie miasto Brabancji Północnej, które miałam okazję zwiedzić. Tilburg w XIX wieku był ważnym ośrodkiem przemysłu włókienniczego. Jednym z jego najbardziej znanych mieszkańców jest Vincent van Gogh, który w latach 1866 – 1868 był uczniem jednej z tutejszych szkół średnich. Co ciekawe jednym z miast partnerskich Tilburga jest nasz Lublin. Zapraszam na spacer po mieście!

StadsHeer – drugi najwyższy budynek w mieście

Do Tilburga również dotarłam pociągiem. Ruszając ze stacji kolejowej najlepiej skręcić w prawo (stojąc tyłem do dworca) w kierunku jednego z najwyższych budynków w mieście znajdującego się przy ul. Spoorlaan 303. Dolne sześć pięter zajmują biura, a górne 25 pięter – 85 mieszkań.Najwyższy bydynek w mieście to Westpoint Tower.

Na zewnątrz budynku znajdują się prostopadłościany w kształcie słońca, które są charakterystyczne dla budynku i są powszechnie nazywane vogelkooikes – klatki dla ptaków.

Langerstraat

Ulica biegnie od stacji kolejowej w kierunku centrum. Powiem szczerze, że jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła, bo mało się przy niej dzieje. Ale zdecydowanie warto podziwiać architekturę budynków.

Heuvelstraat

Jedna z głównych ulic handlowych miasta. Koniec Heuvelstraat graniczy z Oude Markt – rynkiem pełnym kawiarni i restauracji. Idąc dalej dociera się do Korte Heuvel – kolejnej zakupowo-restauracyjnej arterii. Warto zaglądać w podwórka – można się natknąć na prawdziwe perełki!

Kościół św. Dionizego

Powszechnie znany jako kościół Heikese. Nazwa Heikese odnosi się do herdgang ‚t Heikena południe od centrum. Znajduje się w miejscu pierwszego kościoła parafialnego w Tilburgu w centrum miasta. Sam kościół jest zamknięty dla zwiedzających, jednak można zajrzeć przez szybę 😉

Concertzaal – sala koncertowa

Sala koncertowa to przestrzeń gdzie odbywają się głównie koncerty muzyki klasycznej, choć występowały tu też gwiazdy pop. Sala mieści się niemalże naprzeciwko kościoła.

Vrijheidspark – Park Wolności

Kierując się z centrum miasta ku kanałom najlepiej przespacerować się ulicą Bisschop Zwijsenstraat. Po drodze warto zwrócić uwagę na belgijski kościół.

Następnie trzeba skręcić w lewo do parku, w którym Tilburg upamiętnia wszystkich poległych i wyzwolonych w czasie wojny. Każdego roku 4 maja w parku odbywają się uroczystości upamiętniające zmarłych za wolność Holandii.

Znajduje się m.in. pomnik szkockich graczy na dudach. 27 października 1944 r. niemiecka okupacja Tilburga dobiegła końca. Za grupą żołnierzy poruszała się grupa szkockich muzyków stąd takie upamiętnienie.

Koningsplein

Z parku wychodzi się wprost na plac, gdzie w każdy piątek rano odbywa się targ. Można tu kupić wszystkie możliwe produkty. Koningsplein znajduje się między biblioteką a teatrem. Mieści się tu też duży parking.

Koopvaardijstraat

Z placu najlepiej przejść do ulicy Koopvaardijstraat prowadzącej do portu i tilburskich kanałów. Sama ulica nie obfituje w atrakcje (delikatnie mówiąc) ale można trafić na takie perełki jak wiszące rowery 😉

Piushaven – port

Piushaven to port wykopany na Wilhelminakanaal od początku XX wieku. Od 2002 roku wykorzystywany jako port muzealny. Jest to największy port miejski w Brabancji. Kiedyś był to port przemysłowy, dziś jedno z najmodniejszych miejsc w mieście pełne luksusowych apartamentów. Dookoła jest mnóstwo restauracji kawiarni ze stolikami ustawionymi na zewnątrz ale jak nietrudno się domyślić na początku października życie się tam ledwie tliło. Z tego względu myślę, że najlepiej odwiedzić Tilburg latem.

Ratusz i pałac Raddhuis

Po powrocie do centrum warto zatrzymać się przy Paleis-Raadhuis – dawnym pałacu, a obecnie części ratusza miejskiego. Budynek jest jednym z symboli miasta wpisanym na listę zabytków. Niestety podczas mojego pobytu remontowany.

De Heuvel – plac z fontanną

De Heuvel w Tilburgu to centralny plac miasta, położony między ratuszem a kościołem. Dawniej na placu mieściła się lipa. Po ścięciu drzewa w 1994 roku okazało się, że drzewo było całkowicie puste w środku, a ze starej lipy wyłoniło się nowe drzewo.

Plac został całkowicie odnowiony pod koniec 2008 roku. Sami mieszkańcy w referendum zdecydowali jak plac ma wyglądać. Pośrodku umieszczono fontanny.

Przy placu znajduje się też monumentalny neogotycki kościół św. Józefa.

Pomnik Willema II

Statua przedstawia króla Wilhelma II jako naczelnego wodza armii. Na cokole pod królewskim znajdują się cztery postacie. Kobieta z koroną i berłem reprezentuje monarchię. Po jej prawej stronie znajduje się Prawo. Na odwrocie znajduje się Dobrobyt, wraz z Rogiem Obfitości i monetami. Ostatnia postać pierwotnie zawiera figurkę bóstwa starożytnej Troi. Odnosi się to do roli Wilhelma II jako patrona Holandii. Po prawej stronie postumentu znajduje się lew z mieczem między przednimi łapami, który reprezentuje bitwy, w których brał udział Wilhelm II.

Pieter Vreedeplein

Plac położony w ścisłym centrum miasta, prawdziwe eldorado dla zakupoholików. Sklepów i sklepików jest tu co nie miara. Wszystko w pięknym, nowoczesnym otoczeniu.

Stare zdjęcia Tilburga

Spacerując po mieście natkniecie się na wiele starych zdjęć miasta wkomponowanych np. w skrzynki. Bardzo fajnie to wygląda choć nie doczytałam się skąd taki pomysł.

Natuurmuseum Brabant

Niedaleko dworca znajduje się muzeum przyrody Brabancji Północnej. Placówka zlokalizowana jest w dawnej willi producenta tkanin Guillaume J.D. Pollet.

Przez ponad 80 lat istnienia muzeum opracowano wiele wystaw i programów edukacyjnych pokazujących wszystkie aspekty życia roślin, zwierząt i ludzi.

Tilburg – czy warto?

Jeśli mam być szczera to był to najsłabszy punkt mojej wycieczki po Holandii ale nie dlatego, że Tilburg mi się nie podobał tylko z tego powodu, że Breda, Rotterdam i Haga to prawdziwe miasta-petardy. Tilburg jest bardzo uroczy i bez wątpienia warto go odwiedzić. Myślę, że większe wrażenie zrobiłby latem gdy życie koncentruje nad wodą ale jesienny spacer po mieście też był bardzo przyjemny.

Ciekawe miejsca w Holandii – Breda – atrakcje i zwiedzanie

Breda – kulturalna stolica kraju nazywana też najbardziej polskim miastem w Holandii leży w Brabancji Północnej, na południu Holandii. A skąd te polskie akcenty? Breda została wyzwolona z okupacji niemieckiej przez Pierwszą Dywizję Pancerną pod dowództwem generała Maczka.

Willemstraat

Do Bredy przyjechałam pociągiem z Eindhoven. Po wyjściu z dworca kolejowego ulicą Willemstraat kieruję się do parku Valkenberg. Willemstraat to szeroka arteria z dużą ilością zieleni i pięknymi kamienicami dookoła. Na parterach wielu z nich mieszczą się sklepy, restauracje, kawiarnie i coffeeshopy.

Na rogu Willemstraat i Academiesingel znajduje się rzeźba zakonnicy Liefdeszuster van St. Vincent de St. Paul de Chartres z 1990 roku. Tytuł rzeźby jest połączeniem nazw dwóch zgromadzeń katolickich.

Park Valkenberg

Za rzeźbą przechodzimy przez ulicę i już jesteśmy w parku Valkenberg. Trudno nie zauważyć w nim pomnika holenderskiego architekta Pierre’a Cuypersa Baroniemonument. Pomnik postawiono na pamiątkę 500-letniej więzi między Bredą a dynastią Oranje-Nassau, rodziną panującą w Holandii od czasów Wilhelma I, który zorganizował powstanie przeciwko Hiszpanii i doprowadził do niepodległości Niderlandów. Statua ma kształt zamku i jest zwieńczona lwem w holenderskim ogrodzie. Pomnik został odsłonięty w 1905 roku przez królową Wilhelminę. W 2002 roku pomnik uznano za zabytek narodowy.

Po prawej stronie zwraca uwagę 18-metrowa latarnia morska. Przyznacie, ze taki widok w środku miasta to rzadkość. Nie zawiera ona typowej lampy obrotowej, żeby jej intensywne światło nie przeszkadzało mieszkańcom miasta. Latarnia jest dziełem włoskiego architekta Aldo Rossi. Podobne dzieła stworzył w Toronto i Rotterdamie.

Zza parku wyłania się pomarańczowy budynek T-house, w którym na parterze mieści się restauracja.

W parku spacerują sobie… kury. W wielu miejscach i z tego co się dowiedziałam to są stałymi rezydentami parku 😉

Beginaż i kościół Begijenkerk

Chyba najbardziej urocze miejsce w całej Bredzie. XV-wieczny beginaż aż do 1990 roku zamieszkiwany przez beginki – kobiety poświęcone życiu religijnemu i działalności dobroczynnej ale nie związane ślubami zakonnymi a więc nie będące zakonnicami. Do kompleksu należy też kościół św. Katarzyny i ogród ziołowy z posągiem beginek. Beginaż to zespół niewielkich uroczych domków z małym kościołem i szpitalem, otoczony murem, w którym znajdowała się jedna lub więcej bram.

Grote Markt

Ścisłe centrum miasta i największy plac. Latem odbywają się tu spektakle teatralne. We wtorki i piątki odbywa się tradycyjny targ, a w środowe popołudnia otwiera się sklep pod gołym niebem z książkami i antykami. Wokół rynku jest pełno restauracji, kawiarni i sklepów. Latem życie toczy się tu do późnych godzin nocnych. W grudniu na środku placu staje ogromna choinka.

Grote Markt był pierwotnie wiele mniejszy niż dziś. Po wielkim pożarze miasta w 1534 roku rozebrano spalony rząd domów, a rynek zyskał swoje obecne wymiary.

Na placu stoi pomnik wojenny Judith z głową Holofernesa van Niela Steenbergena. Został wykonany w 1947 roku jako pomnik wyzwolenia. Żydówka Judith oznacza dobro, które zwycięża zło. W prawej ręce ma odciętą głowę Holofernesa, dowódcy babilońskiego króla Nabuchodonozora. Na szczycie kolumny, na której stoi, znajdują się cztery zwierzęce głowy przedstawiające ludzkie cnoty.

Przy Grotemarkt znajduje się Oude Stadhuis – stary ratusz z XVIII wieku. Warto zwrócić uwagę na znajdujące się przy schodach lwy – nawiązują do Bredy oraz Brabancji oraz znajdujący się nad wejściem znajduje się posąg Sprawiedliwości. Budynek ma status zabytku narodowego. Pierwszy ratusz został zbudowany w tym miejscu w XIII wieku, kiedy Breda otrzymała prawa miejskie. W 1534 roku zawalił się w wyniku pożaru.

Veemarktstraat

Spacerując niespiesznie uliczkami starego miasta można trafić na perełki takie jak świnka ukryta między stolikami jednej z restauracji 😉 Nie powiem Wam której konkretnie, szukajcie 😉 Rzeźba znajduje się tam od 1974 roku! A wystawy sklepów przy Veermarkstraat to prawdziwe perełki. Pooglądajcie koniecznie!

Stedelijk museum

Muzeum narodowe sztuk wizualnych. Koncentruje się na filmie, designie, fotografii, modzie, architekturze i nauce. Mieści się w jednym z najstarszych budynków w mieście, w którym od 1246 roku mieściło się hospicjum. W pobliżu budynku znajdowała się brama miejska zwana Bramą Hospicyjną. Od 1966 roku budynek jest zabytkiem narodowym.

Kierując się ku budynkowi kasyna warto zwrócić uwagę na pomnik Ofiara Izaaka izraelskiego artysty Menashe Kadishmana. Praca nawiązuje do biblijnej historii Abrahama, który został poddany próbie i miał poświęcić swego syna Izaaka.

Kasyno Breda i teatr Chasse

Kasyno mieści się w przepięknym budynku dawnego klasztoru. Mieszkały tam kiedyś zakonnice, później stacjonowali żołnierze, a dziś… no cóż, każdy może spróbować szczęścia 😉 Tuż obok kasyna znajduje się nowoczesny budynek Chasse z 1995 roku mieszczący trzy teatry, trzy kina i trzy restauracje. Nazwa teatru pochodzi od oficera armii Davida Hendrika Chasse. Punktem wyjścia dla projektu Hertzbergera była rzeźba włoskiego artysty Giacomettiego zatytułowana Śpiąca kobieta. Z tego powodu budynek zawiera wiele okrągłych i falistych form, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Najbardziej uderzającym elementem jest pofalowany dach. Hertzberger otrzymał zlecenie wyposażenia dwóch największych teatrów w wieżę sceniczną. Aby zapobiec zepsuciu miasta Breda przez dwie betonowe wieże, postanowił pokryć całość falistym dachem, co wielu uważa za geniusz.

StadsGalerij – Galeria Narodowa

Instytucja kulturalna i artystyczna położona niedaleko kasyna i Chasse. Znajduje się w dawnym budynku koszarów wojskowych.

Stadsarchief – archiwum miejskie

Idąc z placu przed Chasse w kierunku Wilhelmina parku mija się budynek archiwum miejskiego. Istnieje ono od 1862 roku i ma na celu zachowanie jak największej ilości informacji o mieście. Znajduje się w budynku, w którym również mieściły się koszary.

W archiwum znajduje się obecnie ponad 400 tysięcy zdjęć, tysiące książek i czasopism a także filmy i nagrania dźwiękowe.

Wilhelminapark

Powoli zbliżamy się do polskich miejsc w Bredzie. W parku znajduje się kaplica Matki Boskiej Częstochowskiej wybudowana w 1954 roku w ramach wdzięczności za wyzwolenie miasta.

Po drugiej stronie parku znajduje się pomnik przedstawiający kulę ziemską, a na niej polskiego orła, który zwycięża w walce orła niemieckiego. Znajduje się tu też napis W podzięce naszym polskim wyzwolicielom – 29 października 1944. Właśnie w Wilhelminaparku polskie oddziały stoczyły walki z Niemcami.

W parku znajduje się też niemiecki czołg typu Panter – zdobycz wojenna podarowana przez dywizję Polaków miastu Breda.

Ulica generała Maczka

Od Wilhelminaparku odchodzi ulica Maczka. Breda została wyzwolona przez Polaków 29.10.1944 roku. Żołnierze otrzymali honorowe obywatelstwo miasta, a wielu z nich osiedliło się w Bredzie. Generał Stanisław Maczek został pochowany na Polskim Wojskowym Cmentarzu Honorowym przy Ettensebaan. W okolicy Bredy znajdują się jeszcze dwie polskie nekropolie – przy Vogelenzang i w Oosterhout przy Veerseweg.

Ginnekenstraat

Wracając z parku do centrum miasta najlepiej wybrać spacer ulicą Ginnekenstraat. Jest to zamknięta dla ruchu główna ulica handlowa Bredy, która w bocznych odgałęzieniach kryje piękne murale. Te uliczki są czasem tak wąskie, że bardzo ciężko zrobić sensowne zdjęcie ale wygląda to wszystko fantastycznie.

Pomiędzy sklepami znajduje się Sint-Joostkapel – najstarsza kaplica w mieście wybudowana w 1436 roku i poświęcona Sint-Joost – patronce chorych na zarazę. Z tego względu kaplica stała poza murami miejskimi. W XVII wieku kaplicę zamknięto, a budynek służył jako magazyn, stajnia, a następnie więzienie dla żołnierzy.

Katedra św. Antoniego

W jednej z bocznych uliczek odchodzących od Ginnekenstraat mieści się katedra św. Antoniego z Padwy. Kościół został wybudowany w 1837 roku przez architekta Petera Huijsersa w stylu neoklasycystycznym, co widać na frontowej fasadzie. Wielokrotnie zmieniano patronów kościoła. Najpierw był kościołem św. Barbary, potem św. Michała, a od 2001 roku św. Antoniego.

Przy ulicy Ridderstraat, znajduje się szalony posąg Sinte Juttemis. Wielu odwiedzających uważa karnawałową kobietę Sinte Juttemis za zabawną, ale niewielu wie, co to znaczy. W 1900 roku karnawał został zakazany przez Kościół katolicki. Kiedy mieszkańcy Bredy zapytali Kościół, kiedy powróci ich ukochane świętowanie zawsze otrzymywali tę samą odpowiedź – Na Świętą Jutte. Święta Jutte nie istnieje, kiedy więc przedstawiciele kościoła mówili, że następne święto karnawałowe odbędzie się na św. Jutte, w rzeczywistości oznaczało to, że świętowanie nigdy się nie odbędzie. Karnawał został przywrócony w 1936 roku, a w 1991 roku postawiono pomnik Sinte Juttemis.

Grote Kerk – Kościół Najświętszej Marii Panny

Największy kościół w mieście, którego 97-metrową wieżę widać z każdego punktu w mieście. Sama świątynia jest arcydziełem gotyku brabanckiego i uznawana jest za jeden z najpiękniejszych kościołów w Holandii.

Wewnątrz można zobaczyć dzieła sztuki poświęcone ważnym osobom związanym z miastem, m. in. członkom rodzin książęcych. Część z nich została pochowana pod kaplicą, a fakt ten upamiętniają tablice w posadzce. Tych tablic jest w kościele ponad 200!

Warto zajrzeć do Kaplicy Książęcej, by zobaczyć grobowiec stadhoudera Niderlandów Engelbrechta II z Nassau i jego żony.

Wstęp do kościoła jest bezpłatny.

Pomnik konny Wilhelma III

Znajduje się na Kasteelplein, placu między rynkiem a zamkiem. Został odsłonięty w 1921 roku.

Zamek – Kasteel van Breda

Zamek w Bredzie to symbol niezależności tego miasta – od 1828 roku siedziba Królewskiej Akademii Wojskowej gdzie kształcą się oficerowie lotnictwa i sił granicznych. Pierwsza twierdza stała w tym miejscu już na początku XIII wieku.

Podczas mojego pobytu (na początku października) na placu naprzeciwko zamku miały miejsce przygotowania wystawy poświęconej generałowi Maczkowi i jego żołnierzom . Podejrzewam, że miało to związek ze zbliżającą się rocznicą wyzwolenia miasta przez Polaków.

Pawilon Królowej Wilhelminy

Budynek należący do Królewskiej Akademii Wojskowej. wybudowany w 1867 roku pełnił różne funkcje. Obecnie w budynku znajduje się dział rekrutacji personelu, przestrzeń wystawowa Fundacji Zbiorów Historycznych oraz sekcja Komunikacji Holenderskiej Akademii Obrony.

Breda – czy warto?

Zdecydowanie tak. Breda to jedno z najpiękniejszych miast Holandii i warto tak zaplanować wycieczkę po Holandii, żeby spędzić tu jeden dzień. Pociągiem można tu bez problemu dojechać z Amsterdamu, Rotterdamu, Hagi czy Eindhoven. Ja jestem zauroczona!

Kołobrzeg na weekend – atrakcje i zwiedzanie miasta

Kołobrzeg – miasto, do którego wybierałam się co najmniej od 5 lat i ciągle mi było nie po drodze. Ale ostatecznie w pewien ciepły czerwcowy weekend dotarłam do uzdrowiska nad Bałtykiem.

Kołobrzeg słynie z pięknej, szerokiej plaży ale jak już znudzi się Wam plażowanie to nie brakuje tu miejsc, które można zwiedzić. Zatem, co zobaczyć w Kołobrzegu?

Molo w Kołobrzegu

Wybrane najbardziej romantycznym miejscem w województwie i serce całej strefy uzdrowiskowej. Długie na 220 metrów jest najdłuższą żelbetową konstrukcją w Polsce i największą atrakcją miasta. Molo wielokrotnie było niszczone i odbudowywane, to po czym możemy spacerować dzisiaj zostało odrestaurowane w 2014 roku. Na jego głowicy mieści się kawiarnia. Na molo znajduje się sporo ławek i miejsc, gdzie można przysiąść i pokontemplować Bałtyk. Wstęp jest bezpłatny.

Plaża Centralna

Kołobrzeska plaża jest jedną z najszerszych nad Bałtykiem. Drobny bielutki piasek, zadbana przestrzeń i czysta (choć lodowata!) woda zachęcają do odpoczynku. Przy plaży działa wypożyczalnia sprzętu plażowego – leżaków, parasoli i charakterystycznych koszy plażowych.

Pomnik Zaślubin Polski z Morzem

Monument stojący przy promenadzie pochodzi z 1963 roku. Upamiętnia wydarzenia z 18.03.1945 roku, czyli zakończenie bitwy o Kołobrzeg. Sam akt zaślubin był symbolem dostępu Polski do morza, a Panem Młodym został kapral Franciszek Niewidziajło, który ze wschodniego falochronu portowego rzucił w morze pierścień zaręczynowy.

Od lat najwięcej emocji wywołuje skrzynia, którą umieszczono w podziemiach pomnika. Miała to być kapsuła czasu, w której umieszczono dokumenty z czasów PRL dotyczące życia codziennego w Kołobrzegu, w Polsce i związane z budową pomnika. Pogłoski mówią o tym, że do pomieszczenia ze skrzynią mają prowadzić dwa specjalnie oznakowane wejścia, nikt nie wie jednak, gdzie są. 

Wg miejscowej legendy trzeba przejść przez prześwit pomnika przy wstrzymanym oddechu – to ma gwarantować spełnienie pomyślanego wówczas marzenia 😉

Latarnia morska

Latarnia morska w Kołobrzegu mierzy 26 metrów, a jej światło jest widoczne z odległości 16 mil morskich, czyli ok. 29,6 km.  W czasie ograniczonej widoczności w latarni uruchamiany jest sygnał dźwiękowy, który w alfabecie Morse’a oznacza literę „K”. Obecna latarnia pochodzi z czasów powojennych, wcześniej stała tu latarnia zniszczona w 1945 roku. Wewnątrz mieści się wystawa na temat historii latarń morskich, a w podziemiach muzeum minerałów. Bilet wstępu kosztuje 6 zł.

Falochron

Tuż przy latarni morskiej znajduje się falochron przebudowany w 2012 roku. Warto przespacerować się na sam koniec i podziwiać kołobrzeskie plaże mijając po drodze setki latających i odpoczywających mew. Szczególnie polecam tu przyjść podczas zachodu słońca.

Fort Ujście

Właściwie cały teren falochronu, latarni morskiej i okolic tworzy tzw. Fort Ujście. Był to ostatni niemiecki punkt obrony Twierdzy Kołobrzeg ewakuowany w nocy z 17 na 18 marca 1945 roku.

Przed latarnią morską znajduje się pomnik Stanisława Mieszkowskiego. Został on odsłonięty 23 czerwca 2007 roku, o godz. 14:14 i poświęcony pamięci komandora Stanisława Mieszkowskiego – Kapitana Portu Kołobrzeg, Dowódcy Floty Marynarki Wojennej. Podczas kampanii wrześniowej w 1939 dowodził grupą kanonierek i ORP Generał Haller, następnie przebywał w niewoli niemieckiej. W 1952 roku został skazany na karę śmierci i rozstrzelany pod fałszywym zarzutem działalności szpiegowskiej, pośmiertnie zrehabilitowany.

Bazylika Mariacka

Gotycka świątynia, której budowa rozpoczęła się na początku XIV wieku. Wielokrotnie niszczony (również w pożarach) i odbudowywany.

Pod szeroką wieżą stoi pomnik Tysiąclecia (biskupstwa w Kołobrzegu) i Pojednania (polsko-niemieckiego)z 2000 roku. Stylizowany rozdarty krzyż jest alegorią stosunków polsko-niemieckich na przestrzeni tysiąca lat. Obok znajdują się postacie Bolesława Chrobrego i Ottona III. U szczytu osobne części krzyża łączą się pod gołębiem pokoju. W nowej formie z figurą Jana Pawła II po lewej i Benedykta XVI po prawej pomnik został odsłonięty i poświęcony 29 czerwca 2008.

Wodociągowa wieża ciśnień

Zbudowana w 1885 roku, była miejscem gdzie magazynowano wodę pobraną z rzeki Parsęty, a następnie oczyszczoną przez filtry. Z wieży woda płynęła do budynków mieszkalnych aż do 2015 roku. Obecnie wieża pełni funkcję zbiornika wyrównawczego ciśnienia w sieci miejskiej oraz mieści browar i restaurację Colberg.

W Browarze możecie spróbować warzonych tu piw. Ja zdecydowałam się na zestaw degustacyjny (5x100ml, 15zł). Składa się z Colberga Classic, Colberga niefiltrowanego, Colberga Black i Colberga Pszenicznego i Colberga IPA. Zdecydowanie najbardziej smakował mi ciemny.

Uwaga Poznaniacy. Nie musicie już jechać do Kołobrzegu, żeby spróbować Colberga. Kołobrzeskie piwa dostępne są w kawiarni W Filiżance Cafe mieszczącej się przy ul. Wrocławskiej 15 (kołobrzeskie piwo w Poznaniu na Wrocławskiej, ależ się tourdepologne zrobił :D).

W Browarze możecie także zakupić gorzałkę kołobrzeską na bazie śliwek i mięty.

Pomnik Sanitariuszki

Pomnik odsłonięty 13 lipca 1980 roku jest wyrazem hołdu dla kobiet, które walczyły w czasie walk o Kołobrzeg podczas II wojny światowej. Przedstawia on klęczącą kobietę ubraną w żołnierski mundur,  udzielającą pomocy rannemu żołnierzowi. Wzorem dziewczyny na pomniku była sanitariuszka szer. Ewelina Nowak, która poległa podczas walk o Kołobrzeg w marcu 1945, ściągając z pola walki rannego żołnierza. Pomnik jest tak zaprojektowany, że do twarzy dziewczyny nigdy nie docierają promienie słońca.

Nowa Starówka

Jest to nowa dzielnica Kołobrzegu, wybudowana w 1985 roku, ale ze względu na domy wyglądające jak stare kamienice przypomina stare miasto stąd nazwa – Nowa Starówka. Nowe budynki powstały w miejscu istniejących tu wcześniej ale niestety zniszczonych podczas działań wojennych. Wszystkie budynki stylowo z zewnątrz nawiązują do dawnego budownictwa miast pomorskich, ale nie są ich kopią. 

Ratusz

Neogotycka budowla przypomina raczej zamek obronny. Dziś mieści siedzibę Rady Miasta, Galerii Sztuki, Urzędu Stanu Cywilnego, Miejskiej Informacji Turystycznej i Muzeum Patria Colbergiensis. Przed ratuszem znajduje się fontanna – kula ziemska wykonana z czarnego granitu, którą woda wprawia w ruch.

Pomnik Turystki

Jedna z najnowszych atrakcji Kołobrzegu. Naturalnej wielkości rzeźba z brązu została odsłonięta w sierpniu 2017 roku. Znajduje się tuż przy ratuszu. Jest to postać kobiety, która ciągnąc za sobą walizkę zatrzymuje się na chwilę, by zrobić sobie selfie.

Baszta lontowa

Jedyny pozostały obiekt ze średniowiecznych murów obronnych miasta. Baszta służyła obserwacji i ostrzałowi nieprzyjaciela. Przez wiele lat błędnie nazywano ją Basztą Prochową (błąd wynikał ze złego tłumaczenia niemieckiej nazwy). Znajduje się przy ul. Dubois i obecnie jest wpleciona w system zabudowy miejskiej. Dawniej w baszcie mieściła się siedziba oddziału Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, obecnie znajduje się w rękach prywatnego inwestora i nie ma możliwości wejścia do środka.

Kamienica Kupiecka

Kołobrzeska pamiątka z czasów świetności Hanzy. Należała do bogatej rodziny Schlieffenów, dziś mieści się w niej oddział Muzeum Oręża Polskiego.

Park im. Stefana Żeromskiego

Założony w 1853 roku, ciągnie się wzdłuż plaży i promenady. Pełni funkcję uzdrowiskową oraz ochronną przed skutkami sztormów i huraganowych wiatrów. Jest miejscem gdzie spotkacie setki, jeśli nie tysiące spacerowiczów i rowerzystów. Bardzo przyjemne miejsce.

Bindaż grabowy

Bindaż to rodzaj szpaleru, w którym graby tworzą nad aleją sklepienie podtrzymywane konstrukcją. 130-metrowy bindaż znajduje się w parku przy ul. Towarowej. Jest unikatowym dziełem sztuki ogrodowej, niedawno uznano go za pomnik przyrody. Uwaga, często odbywają się tu sesje ślubne. Nazywany jest w końcu Aleją Miłości. Nocą bindaż jest efektownie oświetlony.

Rzeźba Macierzyństwo

3-metrowa figura kobiety wykonana z piaskowca stoi przy Skwerze Koncertów Porannych przy bindażu. Jej autorką jest nieżyjąca już artystka Alina Ślesińska. 

Lapidarium żydowskie

Dawny cmentarz żydowski położony na terenie parku Teatralnego. Istniejąca nekropolia została zniszczona w 1938 roku, dzisiejsze lapidarium wykonane zostało według projektu Zygmunta Wujka w 2000 roku. Znajduje się tu 6 macew ustawionych na planie gwiazdy Dawida, które ocalały z dwóch żydowskich cmentarzy znajdujących się w Kołobrzegu przed II wojną światową.

Port jachtowy

Znajduje się na Wyspie Solnej, na którą można przejść pieszo albo lepiej – podjechać wynajętym rowerem.

Nowoczesna marina żeglarska przyjmuje jachty z całego świata. Połączenie morskich tradycji z nowoczesnością wynika z tego, że port (podobnie jak wszystko w Kołobrzegu) był wielokrotnie przebudowywany. Obecna wersja jest skutkiem modernizacji z 2011 roku.

Port pasażerski

Położony tuż przy latarni morskiej. Stąd wypływają rejsy wycieczkowe i promy na Bornholm.

Bulwar nad rzeką Parsęta

Rzeka płynie przez centrum miasta, bulwar ciągnie się wzdłuż niej. Jeśli znudzi Wam się morze to przejdźcie nad rzekę. Można spacerować, można jeździć rowerem. Jest tu dużo spokojniej niż na plaży czy w okolicach parku zdrojowego a równie pięknie.

Muzeum Bursztynu

Jeśli pogoda nie dopisze i będziecie szukali miejsca gdzie można się schronić przed deszczem, a przy okazji coś ciekawego zobaczyć to kierujcie się do Muzeum Bursztynu. Można zobaczyć tu m.in. ogromny bursztyn o wadze 2,2 kg, zwiedzić warsztat szlifierski, dowiedzieć się jakie właściwości chemiczne, fizyczne i medyczne ma bursztyn, a także zrobić zakupy w muzealnym sklepiku.

Znajduje się przy ul. Waryńskiego 5. Bilet normalny kosztuje 15zł.

Co i gdzie zjeść w Kołobrzegu?

Nad morzem opcja jest tylko jedna – rybka. Gdzie zjeść dobrą rybkę w Kołobrzegu? Pierwsze miejsce, do którego dotarłam to Fishka Fiszka (ul. Solna 12). Wygląda obłędnie, smakuje jeszcze lepiej. Ryba świeżuteńka, porcja ogromna, ja chyba nawet połowy nie zjadłam więc przy zamawianiu poproście o taką ilość ryby, którą będziecie w stanie zjeść. Wszystko w miłej atmosferze i przepięknym wnętrzu. Miejsce jest bardzo popularne więc omijajcie godziny szczytu. Muszę przyznać, że był to mój pierwszy i najlepszy obiad w Kołobrzegu.

Drugie bardzo fajnie miejsce, do którego trafiłam i które mogę Wam z czystym sumieniem polecić to Nakamal przy ul. Spacerowej 41. Wygląda na miejsce z nieco wyższej półki ale rybkę zapłacicie tyle samo co w smażalni przy bulwarze. Ja zdecydowałam się na dorsza z patelni, który był obłędny. Mają w ogóle bardzo ciekawe menu jak i ofertę lunchową ale ja będąc nad morzem staram się codziennie jadać ryby więc zrezygnowałam z polecanego mi wówczas falafelu (który uwielbiam!) i wzięłam dorsza. Był świetny.

Dobrą rybkę jadłam też w Piranii – dorsza po kołobrzesku, ze szpinakiem i serem. O ile ryba była pyszna i świeża to ziemniaki zdecydowanie odgrzewane za co duży minus. To zdecydowanie najmniej przyjemna miejscówka ze wszystkich, w których jadłam. Taka knajpa na szybki obiad a nie na przesiadywanie tam.

Na śniadanie w Kołobrzegu polecam Portowa Cafe, przy ul. Portowej 28. Właściwie po sąsiedzku z Nakamal. Oferta śniadaniowa jest całkiem spora, ja zdecydowałam się na naleśniki. Jak byłam dzieckiem to na wakacjach zawsze jadałam naleśniki z serem więc chyba jakiś sentyment 😉 Naleśnik, który otrzymałam wyglądał dość niepozornie ale okazał się przepyszny i sycący. Portowa to bardzo przyjemne miejsce, polecam nie tylko na śniadanie.

Spacerując promenadą zajdźcie koniecznie do hotelu Perła Bałtyku i wjedźcie do panoramicznej kawiarni na ostatnim piętrze. Najlepiej wieczorem – tuż przed zachodem słońca. Jeśli będzie ciepło to usiądźcie na zewnątrz. Jak będziecie mieli szczęście to może wolny będzie któryś z plażowych koszyków. Jeśli nie to zostają Wam zwykłe krzesła 😉 Z tarasu Perły Bałtyku możecie zobaczyć morze, park, promenadę i właściwie pół miasta. Jak nie więcej. To wszystko w promieniach zachodzącego słońca tworzy naprawdę pocztówkowe widoki. Choć w dzisiejszych czasach to powinnam raczej napisać instagramowe 😉 W każdym razie jest pięknie i musicie to miejsce odwiedzić.

Perła Bałtyku to uzdrowisko, w restauracji wieczorami odbywają się dancingi więc nie uciekajcie jeśli usłyszycie Krzysztofa Krawczyka czy innego tego typu hiciory 😉

Dla wszystkich lodożerców polecam wizytę w lodziarni Odlodowo. Mają kilka punktów w mieście, ich lody sprzedają też niektóre kawiarnie i restauracje (m.in. Nakamal). Ja byłam w lodziarni przy ratuszu. Lody są naprawdę dobre – naturalne, kremowe, nie za słodkie. Odlodowo uchodzi za najlepszą lodziarnię w mieście więc przygotujcie się na odstanie swojego w kolejce.

I na koniec W Filiżance Cafe – mała ale urokliwa kawiarenka na starym mieście. Przepięknie urządzona, w stylu retro. Bardzo przyjemnie się tam spędza czas. Niestety trafiłam na dziewczynę z obsługi sprawiającą wrażenie jakby była tam za karę ale jak widać idealnie być nie może 😉 Polecam spróbować ich wypieków, są naprawdę genialne.

Kołobrzeg – gdzie spać?

Kołobrzeg ma jedną z największych baz noclegowych w Polsce. Znajdziecie tu coś z każdej półki cenowej i jakościowej. Możecie wybrać nocleg przy promenadzie, na starym mieście albo w jakiejś zupełnie cichej i spokojnej okolicy. Ja zdecydowałam się na apartament w okolicy dworca kolejowego. I myślę, że to była idealna lokalizacja, bo do dworca miałam rzut beretem a do plaży z promenadą i do starego miasta po 5 minut drogi. Niemniej jak zaczniecie przeglądać ofertę noclegową miasta to może Wam się zakręcić w głowie od nadmiaru ofert.

Jak się poruszać po Kołobrzegu?

Kołobrzeg to duże miasto i własne nogi mogą nie wystarczyć. Oczywiście, żeby zobaczyć największe atrakcje zlokalizowane w samym centrum jak najbardziej możecie spacerować ale jeśli chcecie zobaczyć coś nieco dalej to musicie zdecydować się na jakiś transport. W Kołobrzegu działa komunikacja miejska więc możecie skorzystać z autobusów. Ja zdecydowałam się na rower. W Kołobrzegu działa wypożyczalnia nextbike więc nawet nie musiałam zakładać nowego konta – korzystałam z tej samej aplikacji co w Poznaniu. Stacji nie jest dużo ale są we wszystkich strategicznych punktach miasta. Rowery są niestety w dużo gorszym stanie technicznym niż te w Poznaniu ale na kilkukilometrową przejażdżkę da się przeżyć.

Kołobrzeg – czy warto?

Zdecydowanie tak. Kołobrzeg mnie urzekł, jest pięknym miastem. Ma długą, szeroką i dobrze utrzymaną plażę, piękne stare miasto, mnóstwo parków i terenów zielonych. Idealne miasto na weekend. A czemu tylko na weekend a nie na wakacje? Bo spędzając w Kołobrzegu tydzień można by zbankrutować. Naprawdę taniej jest lecieć na tydzień do Grecji niż jechać nad polskie morze. Smutne ale prawdziwe. W Kołobrzegu jest BARDZO drogo. Ja byłam jeszcze przed wakacjami więc złapałam w miarę sensowny nocleg (370 zł za 3 noce, uwaga w lipcu najtańszy nocleg jaki udało mi się znaleźć to 900zł za 3 noce!). Wyjście na obiad, czyli rybkę (bez frytek :P) to koszt 50zł. Lody, gofry, piwo, to wszystko kosztuje od kilku do kilkunastu złotych. Wypożyczenie leżaka – 30zł za dzień, parasola-dodatkowe 15zł, wypożyczenie kosza plażowego – 50zł za dzień! Ja trafiłam na świetną pogodę ale niestety to polskie morze, gdy piszę ten tekst w Kołobrzegu jest 15 stopni. Nie ryzykowałabym spędzenia tu tygodnia wakacji. Na weekend, najlepiej poza sezonem – bardzo polecam.

Lucerna – co warto zobaczyć w najbardziej uroczym mieście Szwajcarii?

Miasto, którego w ogóle nie było w moich planach. Zurych mimo iż piękny to nie oferuje tyle atrakcji, żeby spędzić tam całe 3 dni. po pierwszym dniu uznałam, że muszę się ruszyć gdzieś dalej. Szybkie spojrzenie na mapę i padło na Lucernę. Dojazd pociągiem z Zurychu zajmuje zaledwie godzinę. Szwajcarska kolej działa jak szwajcarski zegarek 😉 Bez zarzutu.

Okazuje się, że miastem zauroczone były takie sławy jak królowa Wiktoria, Goethe, Victor Hugo, Albert Einstein czy Lew Tołstoj. Ja już po pierwszych minutach spędzonych w mieście dołączyłam do tego grona. Miasto położone jest malowniczo nad Jeziorem Czterech Kantonów, u stóp Alp. Szwajcaria jak z pocztówki.

Lucerna to Miasto Świateł. Dla Paryża to tylko przydomek, dla Lucerny nazwa miasta. Nazwa wg legendy wzięła się stąd, że anioł w świetlistym obłoku wskazał mieszkańcom brzeg jeziora, na którym mieli zbudować kaplicę św. Mikołaja – patrona rybaków i żeglarzy.

Tuż przy wyjściu z dworca trafiamy na most, którym przechodzimy na drugą stronę rzeki i jesteśmy na starym mieście. Starówka znajduje się u ujścia rzeki Reuss do jeziora. Nad wodą mieszczą się hotele (nawet ja na Szwajcarię wyjątkowo drogie), restauracje i kawiarnie. Warto usiąść z lamką wina czy kawą i obserwować życie toczące się wokół wody.

Most Kapliczny (Klasztorny)

Symbolem miasta są mosty a najsłynniejszy z nich to 204-metrowy Kapellbrucke – most Kapliczny. Jest w całości zadaszony i w dawnych czasach stanowił część miejskich fortyfikacji. Nie łączy obu brzegów najkrótszą możliwą drogą, a jego kształt wynika z dostosowania kształtu konstrukcji do bagnistego podłoża.

Jest to najstarsza tego typu drewniana konstrukcja w Europie. Most jest symbolem miasta. Latem ozdobionymi kwiatami, zawsze pełen turystów pozujących do zdjęć. Bo być w Lucernie i nie mieć sweet foci na moście? No way 😉 przynajmniej dla tłumu azjatyckich turystów 😉

Do mostu przylega kamienna wieża (Wieża Wodna) na początku będąca elementem systemu obronnego miasta, następnie więzieniem, a obecnie mieści się w miej archiwum.

Sam most spłonął w 1333 roku, to po czym możemy spacerować dziś to rekonstrukcja z 1993 roku.

Spreuerbrucke – Młyński Most (Plewny)

Zbudowany kilkadziesiąt lat po Moście Klasztornym, w 1408 roku. Jest krótszy, też zadaszony. Zdecydowanie mniej popularny wśród turystów.

Lucerna – stare miasto

Starówka to renesansowy pałaca rodziny Am Rhynów, kaplica św. Piotra i Kornmarkt – ratusz miejski. Zbudowany w stylu włoskiego renesansu uznawany jest za jeden z najpiękniejszych budynków w całej Szwajacarii.

Na jednej ze ścian ratusza widać wzorce dawnych miar – stopy i łokcia.

Wąskie uliczki przy Weinmarktgasse są zamknięte dla ruchu kołowego.

Plac Weinmarkt

Weinmarkt to jeden z najpopularniejszych placów w mieście. Nazwa nie jest przypadkowa i dobrze Wam się kojarzy. Kiedyś handlowano tu winem, włoskim zresztą. Następnie plac pełnił rolę targu rybnego. Plac otaczają kolorowe kamieniczki, w ktorych urządzono głównie restauracje. Na placu rośnie lipa, pod którą kiedyś odbywały się sądy.

Hotel Gutsch

Ze starówki widać wznoszący się nad miastem bajkowy pałacyk. Tak na godzinie 1 na powyższym zdjęciu. To luksusowy, XIX-wieczny hotel Gutsch. Zatrzymywały się w nim takie sławy jak Sophia Loren, Charlie Chaplin czy Alfred Hitchcock. Odbyło się tu też wesele DJa Bobo – jednego z najsłynniejszych Szwajcarów. Obecnie hotel znajduje się w rękach rosyjskiego oligarchy – Aleksandra Lebiediewa.

Jezioro Czterech Kantonów

Podobnie jak w Zurychu, jezioro znajduje się nieopodal centrum miasta. Podczas mojego pobytu odbywał się tam festiwal kulinarny – było głośno, gwarno i… smacznie 😉 Widać, że tereny wokół jeziora żyją. Tu mieszkańcy spędzają weekendy, tu turyści szukają wytchnienia w upalne dni.

Lucerna – czy warto?

Tak, tak i jeszcze raz tak. Dla mnie odwiedzenie Lucerny było zupełnie nieplanowane, a miasteczko mnie urzekło. Nie miałam pojęcia, że jest tak popularne i są w nim takie tłumy turystów. Rocznie Lucernę odwiedza ponad 5 milionów gości! Z tego powodu myślę, że lepiej wybrać się tam przed lub po sezonie, na pewno będzie spokojniej niż podczas moich lipcowych odwiedzin.

Lucerna to taka Szwajcaria w pigułce – jest piękne jezioro, kolorowa starówka, eleganckie sklepy i restauracje. To wszystko otoczone Alpami. Mój szwajcarski numer 1. Wydaje mi się, że Szwajcaria w ogóle nie jest popularnym kierunkiem podróży, a szkoda. Jest piękna, miasta są czyste, świetnie utrzymane, a przyroda jest tu po prostu nieziemska. Niestety wakacje w Szwajcarii do tanich nie należą, pewnie dlatego aż tak popularna nie jest. Ale ja gorąco polecam, nie tylko zimą na narty 😉

Zurych – co zobaczyć w największym mieście Szwajcarii?

Zurych – największe miasto uchodzące za stolicę szwajcarskiej finansjery choć nie stolica kraju. Bogate i nudne. Tak mówią. Czy tak jest w rzeczywistości? W pewien gorący lipcowy weekend poleciałam to sprawdzić.

Szwajcarzy powtarzają legendę o tym, że kiedy Bóg tworzył świat Włochom dał piękną przyrodę i doskonałą kuchnię, Niemcom bogactwo i porządek, a Francuzom fantazję i sztukę. Na koniec postanowił stworzyć kraj, który będzie miał to wszystko i tak powstała Szwajcaria. Urocze? Urocze ale naprawdę trudno się z tym nie zgodzić. Złośliwi Niemcy ripostują Szwajcarów mówiąc, że dla równowagi ten mający wszystko kraj został obdarowanymi nudnymi ludźmi. Tu jednak bym polemizowała 😉

Zurich Hauptbahnhof

Niezależnie od tego czy przyjeżdżacie do miasta pociągiem lub busem czy przylatujecie samolotem to pierwsze miejsce jakie napotkacie to Dworzec Główny – Zurich Hauptbahnhof. Dworzec poza funkcjami typowymi dla takiego miejsca jest też przestrzenią sztuki. Podczas mojego pobytu znajdowała się tam taka instalacja jak na powyższym zdjęciu, przez długi czas dworzec zdobiła rzeźba kolorowego anioła w zaawansowanej ciąży zwisającego z sufitu. Dzieje się 😉

Bahnhofstrasse – główna ulica zakupowa Zurychu

Praktycznie naprzeciwko głównego wyjścia z dworca znajduje się Bahnhofstrasse – główna arteria zakupowa miasta, taka zuryska Piąta Aleja. Miesięczny czynsz należy tu do najwyższych w Europie. Jeśli chce zakupić torebkę od jednego z czołowych światowych projektantów albo nowego rolexa – to właśnie tu. Nawet jeśli nie chcecie nic kupić to i tak tu przyjdźcie. Sklepowe wystawy to mała galeria sztuki.

Przy Bahnhofstrasse 21 mieści się jedna z najsłynniejszych cukierni w mieście – Sprungli. Jej sztandarowym produktem są ciasteczka Luxemburgeli (ciastka luksemburskie), których sprzedaje się pół tony dziennie! Ponadto możecie tu spróbować jednego (lub kilku) z ponad 40 rodzajów pralinek ze szwajcarskiej czekolady.

Paradeplatz

Spacerując ulicą w kierunku jeziora dojdziemy do Paradeplatz wokół którego swoje siedziby mają wszelkie możliwe banki. Miejska legenda głosi, że pod asfaltem, w dawnych kanałach ściekowych, znajdują się tajne skarbce.

Zurych – starówka

Skręcając w lewo dotrzemy do zuryskiej starówki. Sami mieszkańcy pieszczotliwie nazywają ją wioseczką. Nie ma tu żadnych okazałych budowli, za to jest sporo gotyckich kamienic. W wielu z nich działają dziś sklepy, restauracje i kluby. Co chwilę będziecie mijać jakąś fontannę – w Zurychu jest ich ponad 1000! Ważne latem – woda z każdej fontanny nadaje się do picia.

Spacerując po starym mieście warto zwrócić uwagę na Cabaret Voltaire – tę knajpę uważa się za miejsce narodzin dadaizmu – nurtu, który utorował drogę sztuce współczesnej. Idee dadaistów to absurd, odrzucenie wszelkich konwencji, nonsens i prymitywizm. Kawiarnia słynie z organizowanych tu awangardowych wystaw. A propos sztuki, to właśnie w Zurychu swoje pierwsze wystawy organizował Picasso (w budynku dzisiejszego Muzeum Sztuk Pięknych).

Zurych Operahouse

Opera w Zurychu to największa instytucja kulturalna kraju. Rocznie wystawia ponad 300 spektakli co czyni ją jedną z największych pod względem produkcji scen Europy. Budynek, w którym mieści się opera powstał w 1891 roku, został zaprojektowany przez architektów z Wiednia i niestety podczas mojego pobytu był w remoncie.

Plac Bellevue

Znajduje się praktycznie naprzeciwko opery, jest węzłem komunikacyjnym i miejscem spotkań. Otoczony zielenią i kamienicami z przełomu XIX i XX wieku, położony tuż przy brzegu jeziora. Bardzo eleganckie choć zatoczone miejsce.

Grossmunster – katedra

Właściwie to romański kościół protestancki, którego charakterystycznymi punktami są dwie strzeliste wieże, które Szwajcarzy (ktoś nadal twierdzi, że oni są nudni?) nazywają solniczką i pieprzniczką.

Lindenhof

Miejsce spotkań mieszkańców miasta. Stąd rozciąga się piękna panorama Zurychu. Wzgórze otoczone jest lipami skąd wzięła się nazwa.

Jezioro Zuryskie

Jezioro znajdujące się praktycznie w centrum miasta. Wygięte w kształt banana, otoczone parkami i szczytami Alp. O każdej porze pełne ludzi. Tu pracownicy korporacji spędzają przerwę na lunch, tu bawią się dzieci, tu turyści uciekają przed letnimi upałami. Cudowne miejsce. Jak ktoś chce odpocząć bardziej aktywnie – są rowerki wodne, można się wykazać. A potem zjeść coś w jednej z otaczających je restauracji.

Wg tripadvisora jezioro to zuryska atrakcja nr 1. Trudno się z tym nie zgodzić.

Wzdłuż dolnej części północnego brzegu jeziora rozciąga się słynny Złoty Brzeg. Ten region jest znany z niskich stawek podatków oraz wysokich cen nieruchomości – nic dziwnego, że mnóstwo tu budynkami i willi bardzo zamożnej części społeczeństwa. 

Co zjeść w Zurychu?

Nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła chociaż krótkiej wstawki kulinarnej 😉 Byłam w Zurychu w lipcu, było ponad 30 stopni i sama uważałam, że tłuste gorące sery to nie jest najodpowiedniejsze pożywienie ale… Być w Szwajcarii i nie zjeść raclette? 😉 Poczekałam do wieczora, kiedy temperatura spadła do rozsądnych wartości i przy starym mieście zjadłam pyszne, tłuste, tuczące raclette. Kawałki chleba i pikle w rozpływającym się serze – szwajcarska specjalność na każdą porę roku. Musicie!

A na deser koniecznie szwajcarska czekoladka. Albo tuzin czekoladek 😉 Wybór jest ogromny, zarówno w cukierniach jak i zwykłych marketach. Nawet znane u nas marki mają w Szwajcarii dużo bogatszą ofertę. Każdy znajdzie coś dla siebie. Chyba, że ktoś nie lubi czekolady, podobno są tacy biedni ludzie 😀

Zurych – czy warto?

Zurych w ogóle nie jest nudny. Jest piękny, jest poukładany, czysty. Ale wiecie co pomyślałam po pierwszym dniu pobytu w mieście? To doskonałe miejsce do życia. Tu się nie pędzi jak w innych europejskich metropoliach, tu każdy ma czas, żeby skoczyć nad jezioro, na kawę, na lunch. Ludzie pracują ale nie żyją pracą. Chociaż wedle wszelkich rankingów koszty życia w Zurychu są najwyższe w Europie. Ale z drugiej strony średnia płaca w budżetówce wynosi 6 tysięcy franków. Więc źle się Szwajcarom z Zurychu nie powodzi 😉

Miasto jest stosunkowo niewielkie, nie ma tu wieżowców (najwyższa jest wieża kościelna). Cytując Kramera z Vabanku: Zurych, Alpy, tu się oddycha. Polecam Wam serdecznie taki oddech! Miasto jest na tyle małe, że spokojnie można je obejść w jeden dzień a zwiedzić w dwa stąd już po przylocie musiałam poszukać sobie atrakcji na pozostałe dni mojego pobytu. Padło na Liechtenstein i Lucernę. Pojawią się na blogu już niedługo, stay tuned 😉

W Zurychu odbywa się też jarmark bożonarodzeniowy a całe miasto jest wtedy oświetlone lampkami. Widoki jak z bajki, z pewnością wrócę kiedyś do Zurychu w okresie zimowym.