Sewilla na weekend – co zobaczyć w Sewilli?

Sewilla – stolica i największe miasto Andaluzji. Miasto, które od dawna chciałam zobaczyć ale do którego ciągle mi było nie po drodze. Aż w końcu w pewne lutowe popołudnie 2020 roku wylądowałam w Sewilli. I zakochałam się od razu – nie tylko dlatego, że termometr wskazywał (w lutym!) 25 stopni 🙂 Zapraszam na mój przewodnik po Sewilli – jednym z najwspanialszych miast w Europie.

Z czego słynie Sewilla? Z drzewek pomarańczowych! Rośnie ich tu ponad 40 tysięcy dzięki czemu Sewilla trafiła do księgi rekordów Guinessa i zyskała przydomek Miasto Pomarańczy.

Sewilla to też miasto opery. W mieście toczy się akcja kilku znanych na całym świecie oper takich jak Wesele Figara, Carmen, Cyrulik sewilski czy Don Giovanni. Sewilla jest bardzo dumna ze swego dziedzictwa operowego.

Sewilla – jak się dostać?

Na początek informacje praktyczne o Sewilli. Jak się w ogóle dostać z Polski do Sewilli na własną rękę? Do niedawna były bezpośrednie loty z Modlina do Sewilli ale niestety na początku 2020 roku to połączenie zlikwidowano. Jedyne bezpośrednie połączenie z Sewillą z Polski oferuje Kraków. Mieszkańcy zachodniej części kraju mogą polecieć z Berlina. Można też oczywiście lecieć z przesiadką ale tanie bilety do Sewilli (nawet z przesiadką) to niestety rzadkość. Ja połączyłam Andaluzję z pozbytem w Madrycie i Toledo, do Sewilli poleciałam z Madrytu. Lot Iberia Express trwa 45 minut i kosztował mnie 45 EUR w 2 strony. Madryt i Sewillę łączy też szybki pociąg, który pokonuje dystans między miastami w 3 godziny ale jego cena to prawie 80 EUR w 2 strony.

Sporo osób decyduje się na wyjazd do Sewilli z wybrzeża Portugalii. Odległość z Faro do Sewilli to nieco ponad 200 km, podróż samochodem lub autobusem (pociąg na tej trasie nie kursuje) to 2,5 – 3 godziny w jedną stronę. Na jeden dzień absolutnie bez sensu, jeśli na dłużej to warto rozważyć taką opcję.

Sewilla – dojazd z lotniska

Dojazd z lotniska do centrum Sewilli zapewnia specjalny autobus komunikacji miejskiej, który nazywa się po prostu Linea Aeropuerto. Po wyjściu z terminala trzeba się kierować na lewo, przystanek jest bardzo dobrze oznakowany, autobus z lotniska do centrum jeździ co 15 – 20 minut. Cena biletu wynosi 4 EUR w jedną stronę lub 6 EUR w dwie strony ale uwaga – bilet na przejazd w dwie strony jest ważny tylko na ten sam dzień. Na przystanku lotniskowym znajduje się osoba sprzedająca bilety – można za nie zapłacić gotówką lub kartą. W autobusie z centrum Sewilli na lotnisko bilety kupuje się u kierowcy i można za nie płacić tylko gotówką. Przejazd z lotniska do centrum trwa ok. 30 minut, z centrum na lotnisko autobus jedzie jakąś bardziej okrężną drogą i wychodzi 45 – 50 minut.

Autobus zatrzymuje się przy stacji kolejowej, w kilka miejscach w centrum Sewilli, a kończy i zaczyna swoją trasę na dworcu autobusowym Plaza de Armas. Autobus z dworca na lotnisko odjeżdża z peronu 21. W sezonie autobusy są bardzo zatłoczone i zaleca się wsiadanie na dworcu autobusowym, bo później może nie być wolnych miejsc.

Na dworcu autobusowym w Sewilli można podziwiać się zabytkowy tramwaj. Taka atrakcja jeśli trzeba będzie dłużej poczekać na autobus 😉

Sewilla – poruszanie się po mieście

W Sewilli działa metro ale z perspektywy turysty jest ono mało przydatne, bo w okolicy zabytków i atrakcji turystycznych jest tylko jedna stacja. Miasto jest bardzo duże, a zabytki są rozsiane po jego różnych częściach. Da się je przejść pieszo ale trzeba się liczyć z robieniem co najmniej 20 km dziennie na nogach. Dla tych, którzy nie lubią tyle chodzić zostaje komunikacja miejska w postaci autobusów oraz uber i taksówki. W Sewilli popularne są też dorożki konne ale tych, zwłaszcza w letnie upały, nikomu nie rekomenduję. Dajmy żyć tym biednym koniom.

Gdzie spać w Sewilli? Najlepiej gdzieś w okolicach centrum miasta – wtedy wszędzie będzie w miarę blisko. Niestety trzeba liczyć się z tym, że ceny noclegów w Sewilli są wysokie, nawet zimą. Większość miejsc noclegowych w okolicach starego miasta to małe rodzinne hostale dysponujące kilkoma pokojami dla gości. Skromne ale często bardzo klimatyczne. Często niestety dogadanie się w nich po angielsku jest nie lada wyczynem 😉 Ja spałam w dwóch różnych hostalach, jeden był bliżej Plaza Espana, drugi blisko dworca autobusowego. Jednak lokalizacja koło dworca była bardziej trafiona – nie trzeba się było telepać z walizką po wąskich uliczkach 😉 W Sewilli są też oczywiście wszystkie sieci hotelowe znane z innych miejsc, ale już pomijając ich wtórność i brak duszy, ceny są w nich naprawdę BARDZO wysokie.

Jak już jesteśmy przy pieniądzach to niestety muszę przyznać, że ceny w Sewilli są wysokie. Drogie są przede wszystkim atrakcje – ceny biletów wstępu do atrakcji to często 5, 8 czy 10 EUR, a takich miejsc, które warto zwiedzić w Sewilli jest całe mnóstwo. Nie ma już niestety Sevilla Card – kiedyś była dostępna karta, w którą były wliczone wstępy do wszystkich ważniejszych atrakcji. Można próbować zaoszczędzić na biletach wstępu wybierając się do Sewilli w poniedziałek ale po pierwsze darmowy wstęp jet najczęściej tylko w wybranych i mocno limitowanych godzinach, np. od 14 do 16, a po drugie bilety trzeba albo wcześniej rezerwować przez internet (do katedry czy Alcazar) albo kupić w kasie (np. do Casa de Pilatos czy Plaza del Torros). Liczba darmowych biletów jest ograniczona, a kolejka często ustawia się już 2 godziny wcześniej. Każdy sam musi zdecydować czy ważniejszy jest czas, czy te kilka zaoszczędzonych euro. W Sewilli jest oczywiście wiele darmowych atrakcji ale te, gdzie trzeba kupić bilety są często fenomenem na skalę europejską czy nawet światową i zdecydowanie warto je zobaczyć.

Skoro wszystko wiadomo to zaczynamy zwiedzanie Sewilli!

Plaza de Espana

Plaza de Espana, czyli Plac Hiszpański to chyba najlepsze miejsce, od którego można zacząć spacer po Sewilli. Ogromny plac nazywany Hiszpanią w miniaturze został zaprojektowany i wybudowany na potrzeby Wystawy Iberoamerykańskiej w 1929 roku.

Otaczający plac łuk oznacza czuły uścisk, w jakim Hiszpania trzyma swoje zamorskie kolonie. 500-metrowy kanał to symbol morskiej drogi do Ameryki, a przechodzące nad nim mostki to symbole czterech królestw – Kastylii, Leonu, Aragonii i Nawarry.

Ławki ozdobione azulejos przedstawiają wszystkie 40 prowincje Hiszpanii z ich mapami, herbami i ważnymi wydarzeniami z historii. Plac wygląda jak gotowa scenografia filmowa i rzeczywiście Hollywood go w ten sposób nie raz wykorzystywało. Plac Hiszpański mogliście widzieć w takich filmach jak Gwiezdne Wojny Atak Klonów czy Lawrence z Arabii.

Prado de San Sebastian

Tuż obok Plaza de Espana znajduje się mały park Prado de San Sebastian, zaraz obok jest dworzec autobusowy i stacja metra o tej samej nazwie.

Maria Luisa Park

Naprzeciwko Placu Hiszpańskiego znajduje się kolejne miejsce, które warto zobaczyć w Sewilli – park Marii Luizy. Tworzą go dawne ogrody pałacu San Telmo, które księżna Maria Luiza przekazała miastu w 1893 roku.

W parku rośnie wiele rodzimych i egzotycznych gatunków roślin, a zamieszkują go liczne gołębie, papugi, kaczki i łabędzie. Na terenie parku znajduje się też Muzeum Archeologiczne Sewilli, biblioteka publiczna i centrum nauki (Casa de la Ciencia Seville).

Na przełomie lutego i marca roślinność w parku jest dość skromna, na pewno dużo okazalej wygląda on wiosną. A latem z pewnością można się schować przed upałem w cieniu jednej z palm.

Idąc z parku w kierunku katedry po drodze warto zwrócić uwagę na kilka budynków. Pierwszy z nich to Teatro Lope de Vega – barokowy budynek wybudowany na tę samą wystawę IberoAmerykańską.

Nieco dalej znajduje się Palacio de San Telmo będący dziś siedzibą lokalnych władz Andaluzji.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się budynek Uniwersytetu w Sewilli (Universidad de Sevilla), który zajmuje dawne zakłady tytoniowe, gdzie pracowała legendarna Carmen z opery Bizeta.

Za uniwersytetem warto zwrócić uwagę na fasadę hotelu Alfonso XIII. Zabytkowy budynek w stylu neomudejar powstał (co za zaskoczenie!) na wystawę Iberoamerykańską w 1929 roku. W luksusowych pokojach podczas wystawy spali królowie, prezydenci, celebryci i inni goście z całego świata. Jeden z najbardziej luksusowych hoteli w Sewilli jest dziś własnością miasta, a zarządza nim grupa Marriott.

Plaza de Puerta Jerez

Naprzeciwko wejścia do hotelu znajduje się jedna z najpopularniejszych fontann w Sewilli – Fuente de Hispalis. W tym miejscu za czasów Maurów stała brama, przez którą przebiegał szlak handlowy prowadzący do Jerez de la Frontera (w prowincji Kadyks). Brama została zniszczona w 1864 roku, a na jej miejsce w 1929 roku postawiono fontannę. Ten placyk jest miejscem, gdzie piłkarze i kibice Sevilli tradycyjnie świętują sukcesy osiągane przez drużynę.

Tuż obok znajduje się druga fontanna – Sevilla a los poetas de la Generacion del 27.

Avenida de la Constitucion

W tym samym miejscu zaczyna się ścisłe centrum Sevilli z główną ulicą miasta – 600-metrową Avenida de la Constitucion. Otoczona pięknymi budynkami, sklepami, kawiarniami i barami jest miejscem pełnym ludzi o każdej porze dnia i nocy.

Spacerując wzdłuż ulicy warto zwrócić uwagę na kilka budynków. Pod numerem 2 mieści się budynek La Adriatica. Wzniesiony w stylu neomudejar kiedyś mieścił słynną cukiernię Filella.

Jeden z ważniejszych budynków przy alei to Główne Archiwum Indii. Mieści się w starym domu Lonja de Mercaderes zbudowanym w latach 1584–1598. Samo archiwum założono w 1785 roku, by gromadzić dokumenty dotyczące hiszpańskich kolonii. Można w nim zobaczyć pisma Magellana, podanie o pracę Cervantesa czy dzienniki Kolumba. Wstęp jest bezpłatny.

Po drugiej stronie znajduje się piękny budynek poczty wzniesiony w latach 1927 – 1930.

Za pocztą można skręcić w lewo i dojść do Mercado Artesanie el Postigo. Jest to mały targ, gdzie około 20 wystawców sprzedaje swoje wyroby. Można tu kupić oryginalne pamiątki z Sewilli – biżuterię, szkło, tekstylia, ceramikę, rzeźby i różnego rodzaju inne dzieła sztuki. Wszystko lokalne, ręcznie robione, jedyne w swoim rodzaju i niepowtarzalne. Żadnej chińszczyzny.

Naprzeciwko targu znajduje się Reales Atarazaures – dawna stocznia w Sewilli.

Skręcając w lewo za stocznią ukażą się nam kościół i szpital – Iglesia y Hospital de la Caridad. Barokowe budynki są siedzibą założonego w XV wieku Bractwa Świętej Miłości pomagającego biednym i chorym.

Idąc dalej pojawia się przed nami Torre de la Plata – Srebrna Wieża. Był to budynek obronny wzniesiony w Sewilli w czasach kalifatu. W XIII wieku wieża była połączona murem z Torre del Oro – Złotą Wieżą, o której nieco więcej za chwilę.

Nieco dalej znajduje się mało znane miejsce w Sewilli – w samiuteńkim centrum, a oaza spokoju – Plaza del Cebildo. Dawniej w tym miejscu znajdowało się Colegio de San Miguel wyburzone w połowie XX wieku. Jest to dzieło architekta Joaquina Barquina i Barona. Półkolisty plac otaczają małe sklepiki. Na jednym z końców znajduje się mała fontanna. W niedzielne poranki na placu odbywa się targ numizmatyczny i filatelistyczny. Koniecznie trzeba tu zajrzeć podczas zwiedzania Sewilli!

Plaza de san Francisco

Na jednym końcu Avenida de Constitucion znajduje się Plaza de Puerta Jerez, na drugim Plaza de san Francisco.

Na placu św. Franciszka przez ponad 300 lat toczyły się procesy o czary i herezje, to właśnie tu skazano na śmierć ponad 700 osób! Dziś odbywają się tu główne wydarzenia Semana Santa – Wielkiego Tygodnia. Jest to najważniejsza uroczystość w Sewilli, która łączy powagę i doniosłość uroczystości z nieograniczoną zabawą. Trwa od niedzieli palmowej do Wielkiej Niedzieli, miasto przemierza wtedy 116 procesji.

Na północnym krańcu placu znajduje się ratusz – Ayuntamiento – Casa Consistorial de Sevilla – wybudowany w XVI wieku stylu plateresco. Dawniej w jego miejscu znajdował się targ rybny.

Przy placu znajduje się też siedziba Banco de Espana, a przed nią fontanna Merkurego.

Niedaleko znajduje się Plaza Nueva gdzie mieszkańcy Sewilli spędzają noc sylwestrową. Na placu znajduje się pomnik konny Ferdynanda III, który w 1248 roku zdobył Sewillę dla chrześcijan.

W jednej z małych uliczek pomiędzy placami (Calle Albareda) znajduje się fantastyczna restauracja – Bodega Gongora. Bodega to właściwie winiarnia. Takich winiarni jest w Sewilli mnóstwo i bardzo polecam zrobić sobie w jednej z nich przerwę na tapas i oczywiście wino. Bodega Gongora to miejsce z długą tradycją i licznym gronem wiernych wieloletnich klientów. Świetna obsługa, pyszne jedzenie, doskonałe wino – dla mnie jedna z najlepszych restauracji w Sewilli. A co zjeść w Sevilli? Oczywiście tapas – tym razem padło na baby squids – genialne.

I od razu przy okazji drugie miejsce gdzie warto w Sewilli wybrać się na wino – Bodega la Tradicional. Bardzo blisko katedry, w samiuteńkim centrum. Bardzo klimatyczne miejsce gdzie można napić się wina i zjeść tapas.

A co wypić w Sewilli? Poza winem oczywiście 😉 Cafe bombon – w Andaluzji, podobnie jak w Wietnamie, serwuje się kawę z mlekiem skondensowanym.

Czego jeszcze warto spróbować w Sewilli? Lokalnych kozich serów – w wersji grillowanej pychotka.

Katedra w Sewilli

Czas zacząć zwiedzanie największych atrakcji Sewilli. Jedną z nich jest bez wątpienia katedra, która imponuje rozmachem – w końcu to największa gotycka katedra na świecie. Miała być symbolem potęgi chrześcijaństwa. Architekt katedry, Alonso Martinez, zapowiedział: Katedra będzie tak wielka, że okrzykną nas szaleńcami.

Katedra w Sewilli została wzniesiona w IX wieku w miejscu dawnego meczetu. Świątynia poza tym, że ogromna, to też piękna w środku. Sam późnogotycki ołtarz przedstawiający 45 scen z życia Chrystusa pokryty jest 2,5 tonami złota i uważany jest za najbogatszy ołtarz na świecie.

W katedrze warto zwrócić uwagę na Kaplicę Królewską (Capilla Real), gdzie spoczywają szczątki króla Ferdynanda III, jego żony Beatrice i syna Alfonsa X.

Miejsce cieszące się największą popularnością wśród zwiedzających to grób Krzysztofa Kolumba. Trumna odkrywcy niesiona jest przez posągi królów Kastylii, Leonu, Nawarry i Aragonii. Kwestia szczątków Krzysztofa Kolumba przez wiele lat była przyczyną sporów między Hiszpanią, Dominikaną i Kubą. Każdy z tych krajów twierdził, ze to właśnie u nich znajdują się prawdziwe szczątki podróżnika. W 2006 roku przeprowadzono badania DNA, które potwierdziły, że jedyny i prawdziwy Krzysztof Kolumb spoczywa właśnie w katedrze w Sewilli.

Kolejne miejsce, które zwiedza się w katedrze w Sewilli to tzw. Zakrystia Kielichów. Znajduje się tu obraz Goyi Santa Justa y Refina. Tw dwie święte są patronkami Sewilli.

Sacristia Mayor to swoista skarbnica – znajduje się tu m. in. 3-metrowa XVI-wieczna srebrna monstrancja czy klucze ofiarowane królowi Ferdynandowi III po zdobyciu Sewilli przez wojska katolickie.

Sala Capitular z kopulastym sufitem to miejsce przechowywania obrazów Bartolome Murilla.

Katedra w Sewilli wpisana jest na listę UNESCO. Cena biletu do katedry to 10 EUR i myślę, że nikt nie ma wątpliwości, że katedrę w Sewilli warto zwiedzić i warto te 10 EUR zapłacić. W sezonie lepiej zakupić bilety przez internet. Ja kupowałam na miejscu, akurat trafiłam tak, że nie było w ogóle kolejki.

Zwiedzanie katedry w Sewilli obejmuje też Giraldę. Giralda to 97,5-metrowa wieża uchodząca za symbol miasta. Dawniej była minaretem – po zdobyciu miasta przez chrześcijan meczet wyburzono ale wieżę uznano za cud architektury i zdecydowano się ją pozostawić. Minaret był początkowo zwieńczony trzema lśniącymi kulami ale zniszczyło je trzęsienie ziemi w XIII wieku.

Wejście na szczyt Giraldy jest szerokie i łagodne (moja klaustrofobia bardzo za to dziękuje!), bo muezin wjeżdżał na szczyt… konno. Na podobieństwo sewillskiej Giraldy wzniesiono podobne obiekty w Rabacie i Marrakeszu.

Panorama Sewilli ze szczytu Giraldy zapiera dech w piersiach. Zresztą co tu dużo mówić – wystarczy popatrzeć na zdjęcia. Zwiedzanie Sewilli bez spojrzenia na nią ze szczytu Giraldy? Nie ma takiej opcji.

Plaza del Triunfo

Pomiędzy katedrą a Alcazarem znajduje się Plaza del Triunfo. Jego nazwa pochodzi od patronki znajdującej się nieopodal barokowej świątyni – Kościoła Triumfu Matki Bożej. 1 listopada 1755 roku podczas mszy celebrującej dzień Wszystkich Świętych w Lizbonie miało miejsce trzęsienie ziemi, które było odczuwalne także w Sewilli. Część katedry się zawaliła ale nikt nie zginął.

Przed świątynią znajduje się pomnik poświęcony Niepokalanemu Poczęciu

Patio de Banderas

Nieco dalej warto zajrzeć na plac porośnięty drzewkami pomarańczowymi – Patio de Banderas. Plac znajduje się w obrębie murów Alcazaru. Swoją nazwę (Dziedziniec Flag) zawdzięcza flagom, które zostały namalowane na bramie ściany, która łączy go z Plaza del Triunfo.

Alcazar de Sevilla

Kolejna atrakcja turystyczna Sewilli, której absolutnie nie można pominąć. Real Alcázares de Sevilla to najstarszy wciąż zamieszkiwany zespół pałacowy w Europie. Z jego apartamentów korzystają członkowie hiszpańskiej rodziny królewskiej.

Alkazar to ważne miejsce w historii Hiszpanii i świata. To właśnie tu Krzysztof Kolumb zdał swoją pierwszą relację po powrocie z Ameryki, a w pałacowej kaplicy Magellan modlił się o powodzenie przed swoim rejsem dookoła świata.

Najpiękniejszym miejscem w Alkazar jest pałac w stylu mudejar. Bogate zdobienia, sklepienia, ukwiecone patia… Bajka.

Jednym z najbardziej obleganych i najpopularniejszych miejsc w Alcazar jest Patio de las doncellas – Dziedziniec Dziewic. Nazwa nawiązuje najprawdopodobniej do legendy, według której chrześcijańskie dziewice były oddawane mauretańskim władcom w ramach daniny.

Najpiękniejsze pomieszczenie Alcazar de Sevilla to Salon de Embajadores służący dawniej jako sala tronowa. Bogate zdobienia powstały na wzór zdobień w pałacu Medina Azahara.

Ogrody Alkazaru są piękne – to widać o tym nie trzeba nikogo przekonywać. Są też największymi późnogotyckimi ogrodami w Europie.

W upalny dzień warto schronić się na chwilę przed słońcem w łaźniach Marii Padilli – kochanki króla Piotra Okrutnego.

Cena biletu wstępu do Alkazar w Sewilli to 11,5 EUR. Warto.

Jardines de Murillo

Z Alkazar można się przejść do ogrodów Murillo, które razem z Paseo de Catalina de Ribera tworzą bardzo przyjemną przestrzeń. Rosną tu magnolie, figowce i oczywiście drzewka pomarańczowe. Ogrody Murilo do 1862 roku były częścią Alkazar.

W dzisiejszej formie ogrody istnieją od 1915 roku, a od 1918 noszą imię malarza Murillo, który jest pochowany w znajdującym się nieopodal kościele.

Spacerując po ogrodzie nietrudno dostrzec ogromny pomnik Krzysztofa Kolumba. Są to dwie 23-metrowe kolumny z karawelą pośrodku. U podstawy każdej kolumny znajduje się marmurowy medalion – na jednym z nich mieści się popiersie Kolumba, na drugim herb Królów Katolickich. Na szczycie pomnika znajduje się pomnik lwa z kulą ziemską.

Plaza de los Refinadores

Przy wejściu do ogrodów znajduje się mały plac z pomnikiem jednego z najsłynniejszych bohaterów literackich Sewilli – Don Juana Tenorio. Bohater niezliczonych wierszy, książek i najsłynniejszej opery Mozarta Don Giovanni, jest zwykle przedstawiany jako bezduszny kobieciarz, a jego imię słyszał chyba każdy.

Iglesia de El Salvador

Niewiele osób ma świadomość, że bilet do katedry w Sewilli obejmuje także wstęp do kościoła El Salvador – drugiego co do wielkości kościoła w stolicy Andaluzji. Jest to barokowa świątynia z elementami stylu manierystycznego, którą warto zwiedzić.

Wewnątrz świątyni wyróżnia się ołtarz główny – jedno z najbardziej monumentalnych i reprezentatywnych dzieł baroku sewilskiego oraz ogromny ołtarz Przemienienia Pańskiego.

Za ołtarzem znajduje się małe muzeum, które można zwiedzać.

Makarena

Oddalmy się na chwilę od ścisłego centrum. Jeśli macie ochotę poznać mniej znane miejsca w Sewilli to warto się przespacerować do Makareny – bardzo klimatycznej dzielnicy miasta. Skąd nazwa? Tego niestety do końca nie wiadomo. Jedni twierdzą, że pochodzi z języka arabskiego – od nazwy bramy miejskiej Bab-al-Makrin, inni zapewniają, że pochodzi z łaciny, od imienia patrycjusza Macariusa, który zarządzał znajdującymi się tu ziemiami.

Najważniejszy zabytek tej części Sewilli to Basilica de Nuestra Senora de la Esperanza Macarena. to miejsce gdzie przechowywana jest drewniana statua oraz obraz z podobizną Matki Bożej Virgen de la Esperanza Macarena – znajduje się przy głównym ołatrzu. Pochodzi ona z przełomu XVII i XVIII wieku i w Sewilli otaczana jest szczególną czcią. Obraz uważany jest przez Hiszpanów za skarb narodowy i szczególnie czci się go w okresie wielkiego postu. Virgin of Macarena jest powszechnie uważana za patronkę torreadorów i hiszpańskich Cyganów.

Z obrazem związana jest też ciekawostka – Matka Boska ma przebarwiony policzek. Jest to rzekomo spowodowane przez lokalnego pijaczka, który uderzył w obraz butelką wina.

W dzielnicy Macarena znajdują się też największe w Sewilli pozostałości murów miasta Almohad. Częścią murów jest też brama miejska Puerta de la Macarena.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się Parlament Andaluzji. Mieści się on w starym budynku Hospital de las Cinco Llagas (dosłownie Szpital Pięciu Świętych Ran). Pochodzący z XVI wieku jest jednym z najlepszych przykładów manieryzmu andaluzyjskiego.

Stąd warto się przejść do Torre de los Perdigones – wieży, która jest pozostałością po fabryce San Francisco de Paula. W fabryce odlewano produkty z cyny.

Alameda de Hercules

Z Macareny do centrum miasta najlepiej wrócić zahaczając po drodze o Alameda de Hercules. Skąd Herkules w Sewilli? Legenda mówi, że bohater ustawił tu 6 kolumn i założył miasto. Prawda jest bardziej przyziemna – plac zagospodarowano w 1574 roku. Kolumny przeniesiono tu z budynku położonego na Calle Marmoles.

Alameda de Hercules to miejsce w Sewilli, które warto zobaczyć zarówno za dnia, jak i po zmroku. Znajduje się tu mnóstwo kawiarni, barów i restauracji. Jeśli o jakimś miejscu można powiedzieć, że jest to taki stary rynek w Sewilli to będzie to właśnie Alameda de Hercules.

Można tu zjeść śniadanie, można przyjść na wieczorne tapas. Każdy znajdzie jakąś knajpkę dla siebie.

Plaza del Duque

Wracając z Alamedy do centrum można przystanąć na chwilę przy małym placu znajdującym się przez centrum handlowym El Corte Ingles.

Centralnym punktem placu jest rzeźba jednego z najsłynniejszych hiszpańskich malarzy – Diego Velasqueza.

Stąd można wrócić do dzielnicy Santa Cruz albo wybrać się do kolejnego ciekawego miejsca w Sewilli – dzielnicy Triana.

Zanim jednak przeprawimy się na drugą stronę Gwadalkiwiru proponuję coś zjeść. Podobnie jak w Kordobie, w Sewilli byłam zbyt krótko i zbyt dużo zwiedzałam, żeby tworzyć przewodnik kulinarny ale parę dobrych restauracji udało mi się odwiedzić i o nich staram się napisać.

Spacer do Triany był początkiem mojego ostatniego dnia w Sewilli toteż musiałam gdzieś zjeść śniadanie. Nie szukałam nic wcześniej, uznałam, że wejdę tam gdzie poczuję dobre jedzenie 😉

Przy Calle Reyos Catolicos 6 znajduje się bardzo dobra mała restauracja B20. Bardzo porządne śniadanie z bagietką z lokalnym serem i awokado, granolą z jogurtem, świeżymi owocami, kawą i świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym kosztuje 7,5 EUR. Jeśli szukacie dobrego miejsca gdzie zjeść śniadanie w Sewilli to z czystym sumieniem polecam. Mają też tradycyjne andaluzyjskie śniadanie za 3,5 EUR – bagietkę z pomidorami i jamon iberico oraz kawę. Do tego świetny wystrój, przemiła obsługa (choć słabo mówiąca po angielsku), a na wieczór ogromny wybór win. Warto!

Jeśli jednak będziecie tam w późniejszej porze to warto coś zjeść w Mercado Lonja del Barranco. Jest to miejsce położone tuż nad rzeką gdzie znajduje się kilka kawiarni i tapas barów. Dla miłośników słodkości – obok znajduje się budka z churrosami.

Puente Isabel II

Do Triany najlepiej dostać się Mostem Elżbiety II popularnie zwanym Mostem Triana. Jego budowa zakończyła się w 1852 roku, za panowania Elżbiety II, stąd oficjalna nazwa. Do centrum można wrócić równoległym mostem – Puente San Telmo.

Po drugiej stronie mostu wita nas Triana. Dzielnica położona na prawym brzegu Gwadalkiwiru to zdecydowanie bardziej prawdziwa, mniej turystyczna Sewilla. Dawna dzielnica Cyganów, torreadorów, muzyków i marynarzy, która swoją nazwę zawdzięcza nazwisku Rodriga de Triana – marynarza, który jako pierwszy dostrzegł ziemię Ameryki.

Po przejściu przez rzekę wita nas Castillo de San Jorge. Jest to średniowieczna fortyfikacja, która służyła za więzienie inkwizycji. W zamku rezydował najsłynniejszy inkwizytor Sewilli – Tomasz Torquemada zwany Antychrystem. Obecnie w podziemnych ruinach znajduje się muzeum zamku i inkwizycji hiszpańskiej.

Obok zamku znajduje się miejsce, które mnie przyprawiło o szybsze bicie serca – Mercado de Triana. Hala targowa pełna hiszpańskich specjałów. Powstała w 1823 roku, odrestaurowano ją w 2001. Jest mało turystyczna, mało instagramowa ale za to pełna pysznego jedzenia i lokalnych knajpek. Owoce, jedzenie i inne przekąski są tu dużo tańsze niż w sklepach i marketach w turystycznej części Sewilli. Są tu też stoiska i sklepiki z tanimi pamiątkami – Mercado de Triana to bardzo dobre miejsce na zakupy w Sewilli – zarówno spożywcze, jak i na zakup pamiątek.

Capille del Carmen

Kolejna atrakcja Triany. Mała kaplica wybudowana w 1928 roku w całości składa się z cegły i ozdobiona jest ceramiką, z której także słynie Triana. Na kopule znajduje się tarcza zakonu Carmen.

Naprzeciwko hali targowej znajduje się mały placyk (Plaza del Altozano), a na nim dwie rzeźby – Monumento a Belomonte oraz monumento Triana al arte flamenco.

Juan Belmonte to torreador urodzony w tej dzielnicy i który jako dziecko podobno bawił się na tym właśnie placu, gdzie dziś stoi jego pomnik. Hemingway pisał o nim, że ma w walce zimną, namiętną i wilczą odwagę.

Triana al arte flamenco przedstawia kobietę w stroju do flamenco i symbole trzech gałęzi artystycznych flamenco: gitarę, taniec i śpiew.

Stąd można przejść się szeroką ulicą Calle san Jacinto otoczoną barami i kawiarniami. Warto pozaglądać w boczne uliczki. Triana jest kolorowa i autentyczna.

Parroquia de Santa Ana

Spacer można kontynuować do kościoła św. Anny. Podobno każda osoba ochrzczona w tym kościele będzie miała smutny i zadziorny głos, który posiadają najwięksi śpiewacy flamenco. Jeśli podczas pobytu w Sewilli chcecie zobaczyć jakieś flamenco show to zdecydowanie polecam odwiedzić jakieś miejsce w dzielnicy Triana – będzie zdecydowanie bardziej autentycznie niż na starym mieście. Ja polecam Triana Flamenco Theater. Natomiast jeśli zdecydujecie się na wieczorny spacer po knajpach Triany to możecie też trafić na darmowe flamenco – w innej części Sewilli to będzie spektakl dla turystów, tu – absolutnie nie.

Jeśli natomiast chcecie poznać flamenco od strony bardziej teoretycznej to można odwiedzić w Sewilli muzeum flamenco – Museo del Baile Flamenco. Znajduje się przy Calle Manuel Rojas Marcos.

Będąc w dzielnicy Triana warto też przespacerować się bulwarami nad rzeką i podziwiać panoramę Sewilli po drugiej stronie Gwadalkiwiru.

Jardines de Refel Montesinos

Po powrocie na bardziej turystyczną stronę Sewilli warto odpocząć chwilę w ogrodzie pełnym plam, oleandrów i drzewek pomarańczowych.

Pośrodku znajduje się pomnik artysty flamenco – Antonio Moirena. Cały czas jesteśmy blisko Triany!

Plaza de Toros de la Maestranza

Po drugiej stronie ulicy wyłania się już arena walk byków. Korrida i flamenco to dwie największe namiętności Sewilczyków. Wybitni torreadorzy są tu wielbieni niczym gwiazdy rocka.

Plaza de Toros de la Maestranza to budowla z czasów późnego baroku nazywana katedrą korridy. Wiele osób twierdzi, że to najpiękniejsza arena walki byków w całej Hiszpanii. Może pomieścić 13,5 tysiąca widzów.

Cena biletu wynosi 8 EUR, obejmuje zwiedzanie areny oraz muzeum Korridy. Darmowy wstęp w poniedziałki od 14. Nie ma możliwości wcześniejszej rezerwacji biletów na darmowe zwiedzanie.

W okolicy Plaza de Toros znajduje się pomnik Curro Romero – jednego z najsłynniejszych torreadorów.

Po drugiej stronie ulicy, na Paseo de Colon, znajduje się jeden z najpopularniejszych pomników w Sewilli – brązowy monument przedstawiający Carmen. Legendarna Cyganka z opery Bizeta ginie z ręki Don Jose właśnie na Plaza de Toros.

Spod areny korridy jest bardzo blisko do opery w Sewilli.

Torre del Oro

Spacerując dalej pasażem Kolumba dochodzi się do popularnej atrakcji Sewilli. Ta atrakcja to Złota Wieża. Skąd nazwa? Ponoć w dawnych czasach jej ściany pokrywały złote azulejos. Inna teoria mówi, że jej dach był pokryty złotymi dachówkami, a jeszcze inna – że przechowywano w niej złoto przywożone z Nowego Świata. Wieża powstała w XII wieku – za panowania muzułmańskich Almohadów jako element sytemu obronnego miasta, później służyła jako poczta, kaplica, więzienie i skład prochu. Dziś mieści się w niej Muzeum Morskie.

Wieża miała swoją bliźniaczkę po drugiej stronie Gwadalkiwiru. Szacuje się, że w całym mieście było ponad 160 wież – większość z nich nie przetrwała do dziś.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się Teatro de la Maestranza – bardzo popularny choć otwarty dopiero w 1991 roku teatr.

Casa de Pilatos

Jeśli jeszcze nie macie dość, to w Sewilli jest jeszcze jedno miejsce, które warto zwiedzić. Casa de Pilatos nazywany Dom Piłata niewiele ma wspólnego z Piłatem. Mieszkańcy Sewilli są przekonani, ze właściciel wzniósł go kopiując oryginalny dom Poncjusza Piłata co podobno nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ale nazwa została.

Jeden z najwspanialszych pałaców w Sewilli łączący hiszpański styl mudejar z włoskim renesansem. Charakterystycznym elementem są tu azulejos – ręcznie malowane płytki będące w Andaluzji arabską spuścizną.

Sama pałac jest to kilka pomieszczeń, dziedzińców i ogrodów. Najbardziej znany jest dziedziniec ze stojącą pośrdoku marmurową fontanną sprowadzoną z Genui.

Casa de Pilatos to także miejsce, które mogliście w wielu filmach, m. in. wspomnianym już wcześniej Lawrence z Arabii, Królestwie Niebieskim czy Wybuchowej Parze.

Cena biletu do Casa de Pilatos to 10 EUR (wliczony jest audioprzewodnik). Pałac na żywo robi ogromne wrażenie i będąc w Sewilli warto go zwiedzić.

Metropol Parasol

Metropol Parasol to jedna z najmłodszych atrakcji Sewilli – sześć ogromnych drewnianych grzybków połączonych kapeluszami oddano do użytku dopiero w 2011 roku. Mówi się, że jest to największa drewniana konstrukcja na świecie. Projekt inspirowany jest sklepieniami katedry w Sewilli i drzewami figowymi na pobliskim placu Plaza de Cristo de Burgos.

Metropol Parasol znajduje się przy placu El Carnacion, z panoramicznych tarasów rozciąga się piękny widok na stare miasto w Sewilli.

Cena biletu na punkt widokowy Metropol Parasol to 5 EUR – można płacić kartą. Warto. Po raz kolejny.

I już prawie na koniec taka ciekawostka. Spacerując po Sewilli niejednokrotnie zobaczycie napis NO8DO. To swoisty symbol i znak charakterystyczny Sewilli. Skąd się wziął i co oznacza? Musimy cofnąć się do XIII wieku. Syn króla Alfonsa X chciał pozbawić go tronu ale sprzeciwili się temu mieszkańcy Sewilli. 8 symbolizuje motek włóczki – po hiszpańsku madeja. Czytając po hiszpańsku NO8DO mamy zatem no-madeja-do, czyli fonetyczny zapis zdania No me hada dejado – Nie porzuciła mnie. Tymi słowami król nagrodził mieszkańców za lojalność, a znak uczynił symbolem wierności Sewilli królowi.

Sewilla czy warto?

Sewilla oferuje mnóstwo atrakcji i zabytków dlatego wycieczki pod tytułem Sewilla w jeden dzień są moim zdaniem zupełnie bez sensu. Kiedyś spędzałam wakacje na wybrzeżu portugalskim – stamtąd wiele osób wybiera się na jednodniowe wycieczki do Sewilli, ja też rozważałam taką opcję i całe szczęście, że się na to nie zdecydowałam! Powiem szczerze, że gdybym miała przyjechać do Sewilli na jeden dzień to chyba wolałabym w ogóle nie przyjeżdżać. To takie polizanie cukierka przez papierek. Niby wiesz, że jest super ale i tak nic z tego nie masz. Już pomijam fakt, że Sewilla to takie sensualne miasto, które wymaga zaanagażowania wszystkich zmysłów do poznania go i przez to wymaga uważności i czasu. W Sewilli jest ogrom muzeów, zabytków i ciekawych miejsc ale Sewilla to też kultura flamenco i spędzanie czasu w bodegach i innych taperiach. Tu się celebruje każdą chwilę, to nie jest miasto, do którego można wpaść i wypaść. Ja spędziłam w stolicy Andaluzji trzy dni i wróciłam z niedosytem – nie zdążyłam zobaczyć wszystkiego. Uważam, że dwa pełne dni to jest absolutne minimum na zwiedzanie Sewilli. Ja mam nadzieję, że kiedyś wrócę do tego magicznego miasta. Bo przecież kiedyś wrócą normalne czasy i znowu będzie można podróżować…

A kiedy się wybrać do Sewilli? Jak już pisałam przy okazji Kordoby – nie latem. Jeśli nie chcecie się topić w 50 stopniach i pełnym słońcu to lepiej wybierzcie się do Andaluzji wiosną lub jesienią. Albo tak jak ja zimą – temperatura w Sewilli w lutym – 25 stopni. Teoretycznie zima to najbardziej deszczowy okres w Andaluzji ale mieszkańcy potwierdzają, że rokrocznie tych opadów jest coraz mniej (dla turystyki dobrze, dla rolnictwa i gospodarki gorzej).

I ostatnia kwestia, o którą byłam pytana – Sewilla czy Malaga? Malagę odwiedziłam kilka lat temu i było to moje pierwsze spotkanie z Andaluzją. To też była zima – wtedy grudzień. Też było ponad 20 stopni, było słońce i były pomarańcze. Malaga bardzo mi się podobała ale nie da się ukryć, że Sewilla ma duuuużo więcej do zaoferowania i według mnie jest dużo ciekawszym miastem. Więc jeśli Wasz plan podróży po Andaluzji jest ograniczony to ja powiem tak: Sewilla koniecznie. Z resztą można kombinować.

Zwiedzanie Andaluzji – Kordoba – atrakcje i ciekawe miejsca. Co zobaczyć w Kordobie?

Zanim zacznę cokolwiek pisać o tym co warto zobaczyć w Kordobie małe wyjaśnienie. Czy Kordoba to na pewno Kordoba czy Kordowa? Poprawnie jest Kordowa ale ponieważ dużo popularniejszą wersją nazwy miasta jest Kordoba to ja też będę jej używać (puryści językowi – wybaczcie).

Kordoba to miasto, na które turyści zazwyczaj poświęcają jeden dzień podczas zwiedzania Andaluzji. Mój pomysł na Andaluzję był taki, że chcę zobaczyć mniej miast ale za to w spokojnym tempie i chcę je chociaż trochę poczuć. Z tego względu na Kordobę przeznaczyłam dwa dni – przyjechałam w sobotę rano, wyjechałam w niedzielę wieczorem.

Na początek garść informacji praktycznych – jak dojechać do Kordoby? Jeśli zwiedzacie Andaluzję wynajętym samochodem to nie ma oczywiście żadnego problemu – Kordoba połączona jest ze wszystkimi miastami tego regionu. Jeśli tak jak ja korzystacie z komunikacji zbiorowej to… problemu też nie ma 🙂 Kordoba ma połączenia autobusowe i kolejowe z wieloma miastami Andaluzji i reszty Hiszpanii. Odległość Sewilla-Kordoba wynosi 140 km, transport między miastami zapewnia i pociąg, i autobus.

Podobnie jak w przypadku wyjazdu z Madrytu do Toledo zasada jest ta sama – pociąg jedzie szybciej (40-50 minut) ale jest droższy (ceny od kilkunastu EUR). Autobus jedzie dłużej (1,5 – 2h) ale kosztuje dużo mniej – od 5 EUR. Bilety kupowałam kilkanaście dni przed wyjazdem na stronie ALSA, za przejazd autobusem z Sewilli do Kordoby w dwie strony zapłaciłam 10,5 EUR.

Dworzec autobusowy i dworzec kolejowy w Kordobie położone są naprzeciwko siebie, około 500 metrów od ścisłego centrum miasta więc nawet z walizką można się przespacerować, nie trzeba szukać autobusu miejskiego ani brać taksówki.

Kordoba to jedno z najpiękniejszych miast w Andaluzji i jedno z najciekawszych miejsc w całej Hiszpanii. Cała starówka Kordoby jest wpisana na listę UNESCO, a tutejsza architektura jest wynikiem współistnienia przez wieki różnych kultur i religii. Zaczynamy odkrywanie ciekawych miejsc w Kordobie!

La Mezquita

Najważniejszy zabytek Kordoby może być tylko jeden – La Mezquita. Trudno powiedzieć po polsku co to jest. Dosłownie tłumacząc – meczet. Ale ten meczet zamieniono na katedrę katolicką stąd czasem spotyka się określenie katedro-meczet czy katedra meczet. Jakkolwiek by go nie nazwać jest to miejsce, które w Kordobie warto zobaczyć. A nawet trzeba! Zwiedzanie meczetu w Kordobie najlepiej zaplanować wcześniej – zwłaszcza w sezonie. Bilety można kupić przez stronę internetową, cena biletu dla osoby dorosłej wynosi 11 EUR – drogo ale bez wątpienia warto. Bilety można też kupić w kasie, płatność możliwa jest gotówką lub kartą. Mezquita za darmo dostępna jest wyłącznie dla mieszkańców Kordoby i dla dzieci poniżej 10 roku życia.

Wejście do meczetu prowadzi przez Patio de los Naranjos – plac o powierzchni 6500 metrów kwadratowych, na którym rośnie ponad 100 drzewek pomarańczowych. Znajdują się tu także liczne fontanny, które w przeszłości były używane przez muzułmanów do ablucji przed modlitwą.

Do świątyni wchodzi się przez Puerta de las Palmas – Drzwi Palmowe. Wnętrze meczetu zachwyca od momentu wejścia. Ponad 800 kolumn z marmuru, granitu i jaspisu musi robić wrażenie! A pierwotnie było ich jeszcze więcej – 1293. Kolumny pochodzą ze świątyń rzymskiej i wizygockiej, na których ruinach wzniesiono meczet.

Po zdobyciu Kordoby przez chrześcijan na terenie meczetu zbudowano kilka kaplic, a w XVI w. na miejscu sali modłów powstała katedra. Katedra, która jak widać na zdjęciach zachwyca przepychem. Co tu dużo pisać – to jedno z tych miejsc, którego wielkości nie odda żadne zdjęcie – to po prostu trzeba zobaczyć na własne. Jedna z najważniejszych i najpiękniejszych atrakcji całej Andaluzji, a nawet Hiszpanii. Warto wybrać się do Kordoby chociażby po to, żeby zobaczyć to wyjątkowe miejsce.

Barrio de la Juderia

Niewątpliwa atrakcja Kordoby to dawna dzielnica żydowska. Jej pozostałością jest synagoga – jedyna w Andaluzji zachowana w całości. Dawniej synagoga była połączona przejściem podziemnym ze znajdującym się po drugiej stronie uliczki budynkiem Casa de Sefarad – Domem Sefardyjskim. Dom poświęcony jest pamięci trzech religii – judaizmu, islamu i chrześcijaństwa.

Dalej warto przystanąć na Plaza de Maimonides otoczony domami wybudowanymi w stylu tradycyjnej architektury kordobańskiej. Przy placu znajdują się dziś głównie hotele oraz Muzeum Corridy, czyli Walki Byków. Plac zawdzięcza swoją nazwę arabskiemu filozofowi, który urodził się i mieszkał w Kordobie w XII wieku. Dziś stoi tu jego pomnik.

Nieco dalej znajduje się Zoco Mercado de Artesana – swego rodzaju targ, gdzie wystawiają swoje wyroby lokalni artyści. Dla mnie to przede wszystkim kolejne piękne miejsce pełne kwiatów ale to też dobre miejsce na zakup oryginalnych pamiątek z Kordoby czy w ogóle z Andaluzji. Historia tego miejsca też jest ciekawa, bo to dawny arabski souk gdzie już wtedy promowano lokalne rzemiosło. Budynek został zbudowany w stylu mudejar, a pośrodku znajduje się typowe kordobańskie patio.

Jardines de la Victoria

Wiecie z czego słynie Kordoba? Z kwiatów. O nich jeszcze będzie dużo w dalszej części wpisu ale Kordoba generalnie jest bardzo zielonym miastem. Już idąc z dworca autobusowego czy kolejowego do centrum miasta przechodzi się przez ten piękny park.

Nazwa parku pochodzi od znajdującego się tu dawniej klasztoru Nuestra Senora de la Victoria. Klasztor wyburzono w XIX wieku.

Mercado Victoria

Sama w to nie wierzę ale nie znalazłam nigdzie wcześniej informacji o targu mieszczącym się pośrodku parku. Ale na szczęście zwróciłam na niego uwagę podczas spaceru. Mercado Victoria to miejsce, które pojawiło się w Kordobie bardzo niedawno – w 2013 roku. Jest to odnowiony budynek z 1877 roku.

Jeśli szukacie miejsca gdzie dobrze zjeść w Kordobie to zapiszcie sobie Mercado Victoria. Są tu różne restauracje serwujące lokalne potrawy, sery, są owoce morza (te ośmiornice!), tapasy czy La Gazpachera- stoisko oferujące kilkanaście rodzajów gaspacho. Pysznie i pięknie – to co lubię najbardziej 🙂

Byłam w Kordobie zdecydowanie za krótko, żeby pisać kulinarny przewodnik ale muszę zaznaczyć jedno danie, którego trzeba spróbować w Andaluzji. Mowa o typowym andaluzyjskim śniadaniu – grzance z pomidorami i jamon iberico sowicie polanej oliwą. W Kordobie jadają ją wszyscy, serwowana jest wszędzie, w zestawie z kawą lub sokiem kosztuje 3 – 4 EUR.

I druga rzecz, którą tradycyjnie jada się w Kordobie – tym razem deser. Mowa o pastel cordobes – są to dwie warstwy ciasta francuskiego przełożone dżemem i bakaliami. Jeżeli Wam zasmakuje (mi szczerze mówiąc nie bardzo podeszło) to jest ono dostępne w wielu sklepach jako pamiątka z Kordoby.

Plaza del Potro

Kolejne miejsce, które warto zobaczyć w Kordobie to Plaza del Potro, czyli po polsku Plac Źrebaka. Zyskał on sławę dzięki Miguelowi Cervantesowi, który umieścił w nim gospodę w powieści Don Kichot. Jakieś 400 lat temu plac był miejscem spotkań łotrów i zbirów. Dziś to bardzo przyjemne miejsce na spacer, zakupy czy lunch w jednej z okolicznych restauracji. A sama Posada del Potro rozsławiona przez Cervantesa była kiedyś… domem publicznym. Później zamienioną ją w karczmę i tę rolę pełniła do 1972 roku. Dziś jest siedzibą Domu Flamenco w Kordobie i muzeum Antonio Fernandeza Fosforito.

W centralnym punkcie placu znajduje się fontanna del Potro – z rzeźbą źrebięcia, a jakże by inaczej. Źrebię trzyma w łapkach (kopytkach?) herb Kordoby.

Nieco dalej znajduje się wysoki pomnik Triumf św. Rafaela – poświęcony archaniołowi stróżowi miasta.

W okolicy warto jeszcze zwrócić uwagę na ciekawą fasadę kościoła Iglesia de San Francisco y San Eulogio.

Z placu najlepiej dojść do samej rzeki i zrobić sobie spacer biegnącym wzdłuż niej Paseo Ribera. To kolejne miejsce w Kordobie gdzie można coś zjeść albo wypić. Po drodze pojawi się plac Cruz del Rastro a naprzeciwko niego most Puetne de Miraflores. Idąc dalej dociera się do…

Puente Romano

Puente Romano, czyli most rzymski to kolejny zabytek Kordoby. 240-metrowa przeprawa zbudowana z 16 łuków powstała na fundamentach mostu z czasów Oktawiana Augusta. Przez kilkaset lat był to jedyny most na rzece Gwadalkiwir nie tylko w Kordobie ale w całej Andaluzji.

Na końcu mostu stoi Torre de la Calahorra – wieża obronna, w której mieści się Museum Al-Andalus przedstawiające życie Kordoby w czasach trzech kultur.

W korycie rzeki warto zwrócić uwagę na pozostałości arabskich młynów wodnych – Molino de S. Antonio i Molino de Tellez.

Na drugim krańcu mostu znajduje się Puerta del Puente – brama mostowa, a za nią kolejny Triunfo de San Rafael – patron Kordoby patrzy na miasto z wielu miejsc 😉

Tu mieści się też plac Plaza del Triunfo, który swoją nazwę zawdzięcza kolejnemu już pomnikowi triumfu S. Rafaela.

Alcazar de los Reyes Cristianos

Kolejny punkt obowiązkowy zwiedzania Kordoby. Zamek Królów Katolickich to kompleks, gdzie można podziwiać wieże obronne, piękne mozaiki, patia i przede wszystkim cudowne ogrody – Jardines del Alcazar. Twierdza służyła jako jedna z głównych rezydencji Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego.

Do Alkazaru wchodzi się przez Tower of Lions – Wieżę Lwów. Pochodzi z XIII wieku, a jej nazwa pochodzi od gargulców w kształcie lwów.

Ogromne wrażenie robi główna sala budynku datowana na XVIII wiek. Salon de los Mosaicos to jak nazwa wskazuje piękne mozaiki. Wielu mieszkańców Kordoby marzy o tym, żeby w tej sali wziąć ślub!

Najpiękniejsze w Alcazar są ogrody – drzewka cytrynowe i pomarańczowe, palmy, cyprysy, fontanny, rzeźby – bajka! Gdyby nie to, że Kordoba oferuje mnóstwo innych atrakcji turystycznych to z chęcią spędziłabym tam cały dzień – usiąść na jakiejś ławeczce z książką i wdychać te cytrusowe aromaty – marzenie.

Po zwiedzaniu ogrodów warto też zajrzeć na chwilę do łaźni królewskich Dona Leonor. Swoją nazwę zawdzięczają Leonor de Guzman – kochance króla, na którego cześć zbudowano łaźnie. Myślę, że latem można tam zaznać przyjemnej ucieczki od upału 😉

Cena biletu do Alcazar Cordoba wynosi 5 EUR i nie ma się co zastanawiać czy warto – WARTO.

Patios de San Basilio

Z Alcazar jest już bardzo blisko do calle San Basilio, czyli wszystkiego najpiękniejszego z czego słynie Kordoba. Przy tej uliczce znajdują się najpiękniejsze kwiatowe podwórka. Wstęp do nich jest płatny – bilet za 5 EUR umożliwia zobaczenie 6 podwórek. W punkcie zakupu biletów (na początku ulicy, bardzo dobrze oznaczony) dostaje się mapkę z zaznaczonymi podwórkami. Przy wejściu do każdego z nich jest wyraźna tabliczka – nie sposób ich nie znaleźć. Za bilety można płacić kartą.

Same patia rzeczywiście robią wrażenie – zresztą nie trzeba pisać, wystarczy spojrzeć na zdjęcia. Jest pięknie, kolorowo i… tłoczno. Podwórka są małe, a turystów nawet w lutym bardzo dużo. Ale i tak warto.

Każdego roku, przez 12 dni w maju, odbywa się Festival de los Patios Cordobeses. Mieszkańcy otwierają wtedy swoje dziedzińce i odbywa się konkurs na najpiękniejsze patio. W 2020 roku festiwal jest (był?) zaplanowany na 4 – 17 maja).

Ogrody można zwiedzać od 10 do 14 i od 17 do 22.

Jeśli nie chcecie zwiedzać patios (choć zachęcam) to warto się chociażby przejść uliczką San Basilio. Jak widać też jest bardzo urocza i pełnia kwiatów.

Calleja de las Flores

Jak już jesteśmy przy kwiatach to najpopularniejsza atrakcja turystyczna Kordoby (darmowa) to Calleja de las Flores, czyli uliczka kwiatowa. Jest to wąska uliczka pomiędzy białymi ścianami, na których wiszą doniczki z kwiatami. Uliczka prowadzi do małego podwórka ze studnią. Jak nietrudno się domyślić jest jeszcze bardziej oblegana niż patia na san Basilico. Ale być w Kordobie i nie przejść się uliczką kwiatową? No way.

Wracając z calle san Basilio w kierunku Alakazar mija się Caballerizas Reales – Stajnie Królewskie wybudowane pod koniec XVI wieku gdzie zaczęła się historia koni andaluzjskich.

Na małym placu naprzeciwko stajni znajduje się pomnik Luisa Navas, który się w tej dzielnicy urodził, a na placu gdzie stoi jego pomnik dawał recitale poetyckie.

Nieco dalej znajduje się fajna restauracja Taberna Caballerizas Reales. Bardzo lokalna, z przemiłą obsługą i oferująca dobre jedzenie. Będąc w Hiszpanii trzeba się chociaż raz skusić na jedno z najsłynniejszych tapas – patatas bravas.

Po powrocie na stare miasto warto spędzić chwilę na Plaza Puerta de la Luna – brukowany placyk ze stawem pośrodku. Znajduje się tu kilka restauracji i kawiarni gdzie można sobie zrobić przerwę podczas zwiedzania Kordoby. Puerta de la Luna nazywana jest często bramą do dzielnicy żydowskiej.

Puerta de Almodovar

Druga brama położona jakieś 300 metrów dalej to brama z czasów arabskich – jedna z niewielu zachowanych z czasów średniowiecza.

Templo Romano

Pozostałości rzymskiej świątyni mieszczą się przy calle Capitulares 1. Świątynię wzniesiono na cześć cesarza Augusta. Dziś przypomina ona o tym, że Andaluzja przez ponad 500 lat była częścią Imperium Rzymskiego.

Z Templo Romano zrobiłam sobie spacer do Palacio de Viana. Po drodze znajduje się kilka ciekawych miejsc. Pierwsze stricte kulinarne – La Cuarta Taberna. Świetne śniadania w stylu andaluzyjskim ale kontakt z obsługą tylko na migi – ani słowa po angielsku. Doskonała kawa i fatalne wino. Ale to miejsce oblegane przez Kordobańczyków – naprawdę warto tu coś zjeść.

Znajduje się przy pasażu calle Capitulares, po drugiej stronie znajduje się bardzo okazały budynek ratusza (Ayuntamiento) Kordoby.

Po posileniu się można spacerować dalej – po drodze są piękne kościoły Iglesia de san Pablo i Iglesia de san Andres.

W okolicy jest jeszcze jedno przyjemne miejsce, które warto zobaczyć w Kordobie – Jardines de Orive i Palacio de Orive.

Pałac i należący do niego ogród zaadaptowano w 2004 roku na park miejski. W ogrodach znajduje się stary budynek kapituły klasztoru San Pablo. W wykopaliskach przeprowadzonych w ogrodzie odnaleziono pozostałości cyrku rzymskiego.

Ci, którzy czytają mnie regularnie pewnie domyślają się, że to co mnie urzekło szczególnie w tym miejscu to streetart 😉 Murale są nieco zniszczone ale wciąż bardzo ciekawe. Warto tu wstąpić w drodze do Pałacu Viana.

Palacio de Viana

Pałac nazywa się potocznie muzeum dziedzińców. Dosyć surowa fasada kryje piękne wnętrza i liczne ukwiecone patia.

Jeszcze w 1980 roku pałac był prywatnym domem niedostępnym dla turystów, a dziś jest jedną z największych atrakcji turystycznych Kordoby, którą odwiedza 200 tysięcy osób rocznie! Muszę przyznać, że nawet w lutym było bardzo dużo turystów – w kolejce po bilety stałam ponad 20 minut!

W Palacio de Viana można zwiedzać same patia i ogrody (jest ich 12, cena biletu to 6 EUR), same wnętrza pałacowe (cena również 6 EUR) lub można kupić bilet łączony na patia i pałac za 10 EUR. Zwiedzanie ogrodów robi się na własną rękę, wnętrza pałacowe zwiedza się wyłącznie z przewodnikiem w ramach wycieczek organizowanych co godzinę. Ze względu na brak czasu zdecydowałam się tylko na patia.

12 dziedzińców jest ze sobą połączonych galeriami. Każdy ogród na pewno wygląda jeszcze piękniej wiosną gdy kwitnących kwiatów jet więcej ale domyślam się, że i turystów jest wtedy co niemiara. Jest przepięknie, pocztówkowo, instagramowo – nazywajcie jak chcecie. W każdym razie moim zdaniem Palacio de Viana to punkt obowiązkowy zwiedzania Kordoby.

Plaza de la Corredera

Z pałacu można przejść wąskimi uliczkami na Plaza de la Corredera – plac nietypowy dla Andaluzji, bo zaprojektowany w stylu kastylijskim. To miejsce nieco oddalone od całego turystycznego centrum dlatego jest tu spokojnie i cicho. Nie da się ukryć, że plac przywodzi na myśl madrycki Plaza Mayor.

Wśród budynków otaczających plac wyróżnia się targ Sanchez Pena. Obecnie mieści się tu targ (niestety w niedziele nieczynny) ale dawniej służył jako ratusz i więzienie.

Pod koniec lutego w Kordobie odbywa się karnawał. Większość wydarzeń kończy się właśnie na placu Corredera. Zupełnym przypadkiem trafiłam na tę imprezę 😉 Targ zamknięty, jest karnawał. Coś za coś 😉

Warto przespacerować się wąskimi uliczkami odchodzącymi od placu. Jest tu cisza i spokój, z dala od zgiełku centrum. Przy niewielkim placyku (Plaza de las Canas) w okolicy warto zwrócić uwagę na Colegio Nuestra Senora de la Piedad, a nieco dalej na uliczny ołtarz (na maps.me jest oznaczony jako religious wall).

Plaza de las Tendillas

I na koniec jeszcze jeden plac, chociaż chyba powinnam o nim napisać na początku 😉 Mieści się tu informacja turystyczna Kordoby więc jeśli potrzebujecie mapki czy informacji dotyczących zabytków Kordoby to zacznijcie zwiedzanie miasta od tego właśnie placu.

Historia placu sięga XIV wieku kiedy znajdowały się tu budynki zakonu Calatrava. Budynki rozebrano w 1860 roku i na ich miejscu wybudowano hotel Suizo. Ten z kolei przetrwał do 1923 roku.

W 1927 roku na placu ustawiono pomnik Wielkiego Kapitana.

Na placu de las Tendillas mieszkańcy Kordoby i turyści witają nowy rok. Konkretnie pod zegarem Reloj de las Tendillas znajdującym się w rogu placu. Zegar charakteryzuje się tym, że zamiast wygrywać tradycyjny dźwięk gra dźwiękiem gitary zbudowanej przez Manuela Reyesa Maldonado i granej przez gitarzystę Juana Serrano.

Przy placu warto też zwrócić uwagę na piękny budynek Palacio Colomera (dziś hotel) oraz budynek Edificio de La Union y el Fenix – w czasie wojny secesyjnej mieściła się tu jedna z syren ostrzegających przed nadejściem bombardowań.

Z tego placu odchodzą główne ulice handlowe Kordoby więc jeśli chcecie poszaleć na zakupach to właśnie tu 😉 Ale przecież Kordoba oferuje tyle atrakcji, że szkoda czasu na zakupy! Spacerując tymi uliczkami warto spojrzeć na Fuente Oraculo del Bulevar czy pomnik kobiety czytającej kordobański dziennik.

Kordoba – czy warto?

Warto! Bez wątpienia warto. To jedno z najpiękniejszych i najprzyjemniejszych miast w Hiszpanii. No i tak bardzo kwiatowe! Na ile dni zaplanować wycieczkę do Kordoby? Najlepiej na dwa – wtedy można pozwiedzać bez pośpiechu. Jeśli możecie pozwolić sobie tylko na zwiedzanie Kordoby w jeden dzień to koniecznie kupcie wcześniej bilety do Alkazar i do meczetu, żeby nie tracić czasu w kolejkach. I w jeden dzień zobaczycie te dwa miejsca, obejrzycie patia plus zrobicie sobie spacer po starym mieście. Więcej raczej będzie ciężko wcisnąć. No chyba, że nie będziecie jeść i odpoczywać tylko biegać od atrakcji do atrakcji a chyba nie o to w tym wszystkim chodzi 😉 Ja spędziłam w Kordobie dwa dni, zobaczyłam wszystko co chciałam, miałam czas na spokojne spacery i przerwy na kawę czy jedzenie natomiast jakbym miała spędzić tam 3 dni to też bym się nie nudziła. Stare miasto jest plątaniną przeuroczych uliczek a każda restauracja czy kawiarnia zachwyca architekturą i wystrojem. Kordoba jest piękna i koniecznie musi się znaleźć w każdym planie zwiedzania Andaluzji.

I na koniec jeszcze jedno ważne pytanie – kiedy jechać do Kordoby? Odpowiem kiedy nie jechać – latem. Kordoba uchodzi za najcieplejsze miasto całej Hiszpanii, pod koniec lutego było 25 stopni więc letnie upały są nie do życia i na pewno ciężko się wtedy zwiedza Kordobę. Ze względu na bogactwo kwiatów i zieleni Kordoba szczególnie piękna jest wiosną, natomiast maj jest miesiącem festiwalu patios więc trzeba się liczyć z tłumami turystów i wysokimi cenami noclegów.

Madryt – przewodnik kulinarny – gdzie zjeść w Madrycie?

Uwielbiam Madryt. Szczerze mówiąc zdecydowanie wolę stolicę Hiszpanii od popularniejszej Barcelony. Ale zawsze jakoś tak się składa, że w Madrycie bywam przy okazji. Parę ładnych lat temu spędziłam w Madrycie 1 dzień, bo kupiłam sobie bilety na Maltę z Poznania przez… Madryt 😀 I tak już kilka razy. Podczas mojej ostatniej podróży, której głównym celem była Andaluzja w Madrycie spędziłam 2 dni. I były to dni poświęcone na niespieszne włóczenie się po mieście. Bez zwiedzania, muzeów, pałaców i innych atrakcji. Tylko ja i Madryt. Wróciłam jeść do sprawdzonych miejscówek ale też odkryłam coś nowego. Zapraszam na mój mały przewodnik – Madryt kulinarnie czas start!

Mercado de San Miguel

Na początek klasyk klasyków i miejsce, które absolutnie trzeba odwiedzić w Madrycie – czy to na tapas, czy na szybki lunch, czy po prostu na lampkę wina. Coś słodkiego też się znajdzie.

Mercado de San Miguel to najsłynniejsza hala targowa w Madrycie. Tak jak nie ma zwiedzania Barcelony bez wizyty na targu la Boqueria, tak nie ma włóczęgi po Madrycie bez choćby jednorazowej wizyty w Mercado de San Miguel. Oczywiście wiele osób narzeka, że ceny są wysokie, że to atrakcja dla turystów, że z roku na rok coraz mniej tu autentycznego hiszpańskiego klimatu… Ale radzę tych głosów nie słuchać tylko pójść i samemu zdecydować czy to miejsce na jednorazową wizytę czy tak jak ja będziecie chcieli tu wracać i wracać.

Mercado de San Miguel mieści się w samym centrum miasta, tuż przy Plaza Mayor. Sama hala została wybudowana w 1916 roku, w latach 2003 – 2009 przeszła generalny remont i dziś jest nie tylko miejscem gdzie można dobrze zjeść w Madrycie ale też atrakcją turystyczną samą w sobie.

W środku czeka ponad 30 stoisk, a na nich symbol Hiszpanii – szynka iberyjska, owoce morza, które przyjeżdżają do Madrytu codziennie z Galicji, sery z Kastylii, Asturii i Kraju Basków, hiszpańskie oliwki, desery, bary z winem i tapas wszelkiego rodzaju. Dla miłośników włoskich klimatów – jest Aperol i stoiska z włoskimi przekąskami.

Mercado de San Miguel jest oczywiście miejscem chętnie odwiedzanym przez turystów ale spotkacie tu też mnóstwo Madrytczyków. Za dnia wpadają na szybki lunch, wieczorem na lampkę wina u ulubionego barmana. Jeśli jeszcze macie wątpliwości czy warto się tu wybrać to już nie powinniście. Dla mnie punkt obowiązkowy każdej wizyty w Madrycie.

Godziny otwarcia hali: niedziela-czwartek 10.00-24.00, piątek i sobota 10.00-1.00.

Mercado de San Anton

Druga hala targowa, którą warto odwiedzić w Madrycie to Mercado de San Anton położona w dzielnicy Chueca przy Calle de Augusto Figueroa 24. Jeśli szukacie miejsca gdzie warto zjeść w Madrycie to zapiszcie sobie ten adres. Tu turystów jest bardzo niewielu – miejsce zdecydowanie oblegane przez Madrilenos.

Ja zresztą mam ogromną słabość do wszelkiego rodzaju hal targowych – na publikację czekają wpisy z Kaliningradu czy Stuttgartu gdzie też traciłam głowę i zdrowy rozsądek w tego typu miejscach.

Mercado de San Anton liczy kilka poziomów. Na pierwszym znajduje się supermarket (żadna to atrakcja więc można pominąć). Na drugim już robi się ciekawiej – są tu stragany ze świeżymi owocami i warzywami, rybami, oliwkami, szynkami i wszelkimi innymi specjałami jakie jesteście sobie w stanie wyobrazić. To miejsce na zakupy spożywcze, nie na jedzenie.

Najpyszniej robi się na kolejnym piętrze – tu mamy kilkanaście stoisk z tapasami i daniami z różnych stron Hiszpanii. Ale dla znudzonych hiszpańską kuchnią jest też sushi.

Ja zdecydowałam się na kolację rodem prosto z wysp Kanaryjskich. Wino też było z Gran Canarii! Świetne.

Największa atrakcja targu znajduje się na ostatnim piętrze. Tą atrakcją jest restauracja La Cocina de San Anton z prawie 400-metrowym tarasem oferującym nieziemskie widoki na Madryt. Przepięknie urządzona, zawsze pełna ludzi. Na zewnątrz znajduje się koktajl bar więc nie musicie tu jeść, można przyjść tylko na kawę lub lampkę wina. Jeśli chcecie odkrywać Madryt Kulinarnie – pozycja obowiązkowa.

Takos al Pastor

Jest takie miejsce w Madrycie, do którego zawsze stoi kolejka przed wejściem. Mowa o restauracji Takos al Pastor. A właściwie o dwóch restauracjach – jedna mieści się tuż przy Plaza Mayor przy Calle de Botoneras 7, a druga bardzo blisko Gran Via – przy Calle de la Abada 2. Jak nietrudno się domyślić restauracja serwuje meksykańskie tacosy. W wersja różnych różnistych ale najlepsze jest w nich to, że 1 taco kosztuje tylko 1 EUR. Ceny jedzenia w Madrycie są dosyć wysokie więc nic dziwnego, że knajpa, która serwuje dobre i tanie jedzenie w samym centrum miasta jest tak oblegana. Są tacos, są quessadillas, jest margarita. Same pyszności.

Menu dostępne jest tylko w języku hiszpańskim ale obsługa mówi bardzo dobrze po angielsku i można bez problemu zamówić co się chce. Jak już odstoicie swoje w kolejce do wejścia to potem na jedzenie czeka się dosłownie 3 minutki. Gdzie dobrze i tanio zjeść w Madrycie? Takos al Pastor! Koniecznie!

Śniadanie w parku El Retiro

Wybór tego co zjeść na śniadanie w Hiszpanii dla mnie jest banalny – tortilla de patatas. Codziennie. Do znudzenia. Prosta rzecz – ziemniaki, jajka, cebulka. Polane obficie oliwą. Uwielbiam i jadam codziennie podczas pobytów w Hiszpanii.

A gdzie zjeść śniadanie w Madrycie? W słoneczny dzień, nawet lutowy, najlepiej smakuje w parku El Retiro. Jest tam sporo restauracji i kawiarni, które całym rokiem oferują śniadania z pięknym widokiem na tłumy spacerowiczów i biegaczy. Tym razem jadłam w Galapagos – było super smacznie. I widok mają chyba najlepszy 🙂 Tortilla de patatas, kawa i wino – idealne rozpoczęcie pięknego dnia w Madrycie 🙂

Barajas Campanilla

I na koniec miejsce najbardziej niepozorne, z dala od turystycznego zgiełku Madrytu, a dla mnie prawdziwa perełka na kulinarnej mapie stolicy Hiszpanii. Jest to miejsce, do którego pewnie większość z Was jednak nie trafi, bo znajduje się ono w dzielnicy Barajas – kilkaset metrów od lotniska. Ze względu na to, że mój lot powrotny z Madrytu był o 7 rano zdecydowałam się spędzić ostatnią noc w stolicy Hiszpanii właśnie w dzielnicy Barajas, żeby szybko dojechać na lotnisko (metro w Madrycie kursuje dopiero od 6 rano!).

Jeść wyszłam o godzinie 16 – większość restauracji w Hiszpanii jest o tej porze zamkniętych. Jedyną otwartą była właśnie Barajas Campanilla. Jak popatrzyłam na ten staroświecki bar i stoliki z obrusami w kratę to pomyslałam, że albo to będzie kompletna porażka albo strzał w 10tkę. I nie pomyliłam się. Zacznijmy od tego, że barman – pan w średnim wieku (delikatnie rzecz ujmując) bardzo dobrze mówił po angielsku. Dodajmy, że w Madrycie to rzadko spotykane, nawet jeśli w restauracjach jest angielskie menu to kelnerzy nie mówią w tym języku nawet słowa. Pan był bardzo kontaktowy i czułam się taka… zaopiekowana. Na początek dostałam lampkę wina i różne tapasy do spróbowania. Byłam przekonana, że to wszystko znajdzie się później na moim rachunku ale okazało się, że to wszystko było po prostu miłym gestem ze strony obsługi! Tapasy rozbudziły mój apetyt więc zamówiłam ich więcej, do tego wciągnęłam ogromny kawałek tortilla de patatas (uwielbiam i nie mogłam sobie odmówić) no i to wino… 🙂 A na koniec dostałam jeszcze deser – domową pralinkę czekoladową. Bardzo przyjemne zakończenie mojej hiszpańskiej wyprawy. Jeśli też będziecie kiedyś spać w Barajas czy to przy okazji jakieś przesiadki czy wczesnego wylotu to koniecznie idźcie do Campanilla!

Zwiedzanie Hiszpanii – Toledo w jeden dzień z Madrytu

Jeśli szukacie pomysłu co warto zobaczyć w okolicach Madrytu to najbardziej oczywistą odpowiedzią jest Toledo. Popularny cel wycieczek jednodniowych ze stolicy Hiszpanii. Hiszpanie mówią, że jeśli masz w ich kraju odwiedzić tylko jedno miejsce to powinno to być Toledo. Miasto w 1986 roku zostało wpisane na listę UNESCO.

Podczas swojego ostatniego pobytu w Hiszpanii też się zdecydowałam na taką jednodniową wyprawę. A jak ją krok po kroku zorganizować? I czy warto w ogóle wybrać się do Toledo? Zapraszam na moją relację.

Toledo – dojazd z Madrytu

Do Toledo można się wybrać z Madrytu wynajętym samochodem ale nie polecam takiej opcji, bo samo centrum Toledo jest zamknięte dla ruchu kołowego – samochód będzie trzeba zostawić na parkingu, a po mieście i tak można poruszać się wyłącznie pieszo.

Zatem jak szybko i tanio dojechać z Madrytu do Toledo? Opcje są dwie – pociąg lub autobus. Jak nietrudno się domyślić pociąg jest opcją szybszą ale droższą, a autobus tańszą ale dłuższą. Odległość Toledo od Madrytu to 70 km, pociąg pokonuje tę trasę w 30 – 40 minut, autobus w niecałą godzinę. Cena biletu na pociąg z Madryt-Toledo wynosi od 13 EUR w jedną stronę więc całkiem sporo. Bilety na autobus można kupić od 4 EUR w jedną stronę. Ponieważ różnica w cenie jest spora to ja zdecydowałam się na dojazd autobusem.

Wyjazd z Madrytu do Toledo możliwy jest ze stacji Plaza Eliptica. Jest to podziemny dworzec autobusowy połączony ze stacją metra o tej samej nazwie. Stacja jest bardzo dobrze oznakowana, autobusy do Toledo odjeżdżają z bramki 7 co jest zaznaczone już przy wyjściu z metra więc naprawdę ciężko by się było zgubić. Jeśli macie bilet kupiony wcześniej to po prostu pokazujecie go kierowcy, jeśli nie to jest możliwość zakupu biletu w automatach na stacji – automaty firmy ALSA znajdują się naprzeciwko bramki 7. Autobusy jeżdżą co pół godziny. Warto zaplanować wycieczkę z Madrytu do Toledo co najmniej kilka dni przed wyjazdem i kupić bilety na stronie ALSA – wtedy będą one najtańsze. Autobus z Madrytu do Toledo jeździ 2 razy na godzinę więc bez problemu można zaplanować sobie jednodniową wycieczkę.

Dworzec autobusowy w Toledo znajduje się tak jakby pod główną, starą częścią miasta ale bez stresu – nie trzeba się wdrapywać, na stare miasto w Toledo zawożą turystów i mieszkańców ruchome schody.

Stacja kolejowa jest oddalona jeszcze bardziej od centrum i z niej trzeba sobie zrobić dłuższy spacer albo podjechać miejskim autobusem. Jeśli wybierzecie się do Toledo pociągiem to obejrzyjcie dokładnie dworzec – zbudowano go w 1919 roku w stylu neomudejar i podobno sam w sobie jest atrakcją. Ja niestety nie widziałam.

Jeśli tak jak ja dojedziecie do Toledo autobusem to zwiedzanie Toledo zaczniecie od pozostałości klasztoru św. Pawła. Znajdują się one po drodze z dworca autobusowego do ruchomych schodów wiodących na starówkę Toledo, w miejscu zwanym sadem św. Pawła. Dominikanie otrzymali ten teren od króla Ferdynanda III, wybudowali tu kościół i klasztor. Z powodu niesprzyjających warunków opuścili je w 1407 roku i przenieśli się do centrum Toledo, a my dziś możemy zobaczyć pozostałości klasztoru i nieco dalej murów miejskich Toledo.

Palacio de Congresos de Toledo el Greco

Po wjechaniu ruchomymi schodami na stare miasto w Toledo po lewej stronie powita nas Pałac imienia El Greco. El Greco będzie pojawiał się w Toledo może nie na każdym kroku ale bardzo często. Co ma Grek do hiszpańskiego miasteczka? Otóż urodzony na Krecie artysta mieszkał i tworzył w Toledo przez ponad 30 lat, tu też 7.04.1614 roku zmarł. Jest jednym z najsłynniejszych mieszkańców Toledo.

Plaza de Zocodover

Idziemy cały czas prosto i po chwili docieramy do Plaza de Zocodover – centralnego punktu Toledo. Tu znajduje się informacja turystyczna i stąd wyruszają free walking tours. W informacji turystycznej pracownicy mówią po angielsku (miłe zaskoczenie w Hiszpanii), można dostać darmową mapkę i dowiedzieć się co można w Toledo zwiedzić.

Przy placu znajdują się też liczne cukiernie, kawiarnie i sklepy gdzie można spróbować lub kupić marcepan, z którego Toledo słynie. Marcepan przywędrował do Hiszpanii z krajów arabskich – skąd dokładnie i jak to się stało – nie wiadomo. W każdym razie jeśli zastanawiacie się co wyjątkowego kupić i co przywieźć z Toledo to marcepan może być dobrym pomysłem.

Z placu warto skręcić w lewo w ulicę Cervantesa gdzie znajduje się pomnik… Miguela Cervantesa – twórcy postaci Don Kichota , dzięki któremu o regionie la Mancha usłyszał niemal cały świat. Pomnik powstał w 2016 roku, z okazji 400. rocznicy śmierci artysty i bardzo szybko stał się jedną z najpopularniejszych i najchętniej fotografowanych atrakcji turystycznych Toledo. A Toledo leży na szlaku turystycznym Śladami don Kichota z la Manchy.

Tuż przy pomniku znajduje się restauracja Cuchara de Palo gdzie postanowiłam zjeść drugie śniadanie. Mimo iż ja trafiłam tam zupełnym przypadkiem to jest to świetne miejsce gdzie można zjeść w Toledo i bardzo je polecam. Małe śniadanie na słodko, czyli np. rogalik + kawa czy jogurt, owoce + kawa kosztuje zaledwie 2,2 EUR. Słone – 2,8 EUR. Porządny kawał hiszpańskiego omletu i kawa za 13 zł – warto. Jedzenie pyszne, porcja duża, piękne wnętrze, obsługa mówiąca po angielsku – dokonały początek intensywnego dnia w Toledo. Wino jak widzicie też mają 😉

Idąc dalej ulicą Cervantesa po lewej stronie zobaczymy Museo de Santa Cruz – muzeum sztuki mieszczące się w XVI-wiecznym budynku służącym dawniej jako szpital. Wśród dzieł zgromadzonych w muzeum warto zwrócić uwagę na 10 obrazów El Greco (mówiłam, że będzie pojawiał się co chwilę!).

Alcazar de Toledo

Wracamy do głównej ulicy i podziwiamy Alcazar – najbardziej imponujący budynek w Toledo znajdujący się w najwyższej części miasta. W średniowieczu służył jako twierdza, dziś mieści się w nim Muzeum Wojskowości oraz druga co do wielkości biblioteka w Hiszpanii – Biblioteca de Castilla-La Mancha.

Z tyło warto zwrócić uwagę na 6-metrowy pomnik Zwycięstwa.

Parque del Alcazar i Parque Corrillo de S. Miguel

Na tyłach Alcazar, tuż przy rzece, znajdują się dwa parki. Z Parque de Alcazar można zobaczyć widoczny po drugiej stronie rzeki Tag Castillo de San Servando – zamek św. Servando. Został założony przez mnichów jako klasztor, później przejęli go templariusze. Dziś znajduje się w nim hostel, a sam zamek uwiecznił El Greco (witamy ponownie!) na swoim obrazie zatytułowanym Widok Toledo. Obraz ten można zobaczyć w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku.

Rozpościera się stąd piękna panorama okolic Toledo. Warto usiąść na chwilę (niestety atrakcji w Toledo jest mnóstwo, czas goni) i popatrzeć.

Park Corillo de S. Miguel znajduje się przed kościołem – Iglesia de San Miguel. Stąd wąskimi uliczkami starego miasta można sobie zrobić spacer do ścisłego centrum.

Plaza Mayor

Plaza Mayor to główny plac Toledo ale jeśli oczekujecie wielkiej przestrzeni gdzie toczy się życie miasta to możecie być nieco rozczarowani. Plac jest w istocie niewielki, znajduje się przy nim kilka sklepików i restauracji, a także hala targowa – Mercado de Abastos. Nie jest tajemnicą, że mam do hal targowych ogromną słabość więc musiałam wejść. Ale delikatnie mówiąc w Toledo szału nie ma – to jest takie typowe miejsce na zakupy spożywcze dla miejscowych. Marchewka wyrwana prosto z ziemi, jajka od kury itp. Dla turysty niewielka to atrakcja.

Stąd znowu trzeba ruszyć na spacer wąskimi uliczkami kierując się ku katedrze. Po drodze warto zwrócić uwagę na budynek Posada de la Santa Hermandad – Artystyczny Zabytek Architektury, który w XV wieku był siedzibą Świętego Bractwa.

Katedra Najświętszej Marii Panny w Toledo

Błądząc w uliczkach Toledo (zupełnie pustych w lutym!) w końcu docieramy do największej atrakcji Toledo. Katedra uznawana jest za jeden z najważniejszych gotyckich zabytków sakralnych w Hiszpanii. Wybudowano ją w latach 1227–1493 na fundamentach dawnej katedry wizygockiej. Do budowy użyto białego kamienia z Olihuelas. We wnętrzu katedry znajdują się liczne dzieła sztuki pędzli takich artystów jak Goya, El Greco (ktoś liczy który to już raz?), Caravaggio, Rubens czy Tycjan. Istne muzeum! Wielka szkoda, że nie zdążyłam zobaczyć katedry w środku ale jeden dzień na zwiedzanie Toledo to naprawdę niewiele!

Katedra otwarta jest dla zwiedzających od poniedziałku do soboty w godzinach 10.00-18.00 i w niedziele od 14.00 do 18.00. Cena biletu to 12,5 EUR.

Katedra najlepiej prezentuje się od strony Plaza del Ayuntamiento – Placu Ratuszowego. Jak nazwa wskazuje znajduje się przy nim ratusz, a także Pałac Arcybiskupi. I mnóstwo turystów – tak, tu nie było widać, że to nie sezon turystyczny.

Paseo de San Cristobal

I sprzed katedry czas na dalszy spacer – pod górę (tego dnia zrobiłam ponad 80 pięter!) w kierunku Paseo de San Cristobal. Nie wiem jak to nazwać, bo ni to ulica, ni to park. Może taki skwer skąd rozpościera się pięęęękny widok na okoliczną przyrodę. Tu się poczułam trochę jakbym była w Toskanii. Jak tam wtedy stałam i patrzyłam na tę soczystą zieleń to myślałam sobie, że za 3 miesiące w tej Toskanii znowu będę. Wtedy nie miałam pojęcia, że w ciągu kilkunastu dni sytuacja zmieni się na tyle, że i o Toskanii trzeba zapomnieć, i o jakimkolwiek innym wyjeździe.

Ze skwerku zejście (w dół dla odmiany) ku dzielnicy żydowskiej – Juderia de Toledo.

Casa Museo de El Greco

Na początek nasz dobrze znany przyjaciel – El Greco. Muzeum otwarto w 1911 roku. Składa się z dwóch budynków – muzeum mieszczącego się w XVI-wiecznym budynku oraz domu odtwarzającego nieistniejący już dom El Greco. W muzeum można zobaczyć liczne dzieła greckiego artysty, zwłaszcza z okresu jego późniejszej działalności. Cena biletu wstępu 3 EUR.

Naprzeciwko muzeum znajduje się pomnik Samuela ha-Levi (o tym kim on był piszę nieco niżej) oraz park – Jardines del Transito. Ten park to kolejne miejsce, z którego rozciąga się pocztówkowy widok.

Sinagoga del Transito – Museo Sefradi

Od tego miejsca tak naprawdę zaczynają się najciekawsze miejsca i atrakcje Toledo. Na początek synagoga z XIV wieku, w której mieści się obecnie Muzeum Żydów Sefradyjskich.

Synagogę założył Samuel ha-Levi Abulafia, skarbnik Piotra Kastylijskiego, około 1356 roku. Synagoga była połączona jego domem bramą i miała służyć jako prywatny dom modlitwy. Król Piotr prawdopodobnie wyraził zgodę na budowę synagogi, aby zrekompensować Żydom z Toledo zniszczenia, które miały miejsce w 1348 roku podczas antyżydowskich pogromów.

Po wypędzeniu Żydów z Hiszpanii synagoga została przekształcona w kościół. Podczas wojen napoleońskich mieściła się w niej kwatera wojskowa, a od 1910 roku mieści się w niej muzeum.

W budynku znajdują się polichromowane sztukaterie w stylu Nasrid, hebrajskie napisy wychwalające samego króla i ha-Leviego oraz cytaty z psalmów, a także masywny sufit w stylu mudejar.

Synagoga słynie z dekoracji stiukowej gdzie arabskie napisy przeplatają się z wzorami kwiatowymi. Porównywana jest ona z Alcazarem w Sewilli i pałacami Alhambra w Granadzie. Cena biletu – 3 EUR. Warto zwiedzić będąc w Toledo!

Zwiedzanie synagogi obejmuje też cmentarz żydowski. Podczas mojego pobytu był w remoncie o dostępny był tylko częściowo.

Jeśli chcecie zaoszczędzić na biletach wstępu do atrakcji w Toledo to warto rozważyć zakup tzw. Pulsera de Toledo. Jest to bilet wstępu (w formie opaski na rękę) do 7 atrakcji: Iglesia de Santo Tome, Sinagoga de Santa Maria la Blanca, Monasterio de San Juan de do los Reyes, Mezquita del Cristo de la Luz, Iglesia de los Jesuitas, Iglesia del Salvador oraz Real Colegio de Doncellas Nobles. Opaska kosztuje 10 EUR, pojedynczy bilet wstępu do każdego z wymienionych miejsc 3 EUR więc zdecydowanie się opłaca. Opaskę można zakupić w każdym miejscu, gdzie jest ona honorowana, przy wejściu do kolejnych po prostu się ją pokazuje. Opaska nie ma terminu ważności – można z niej korzystać tak długo jak ma się ją na nadgarstku.

Sinagoga de Santa Maria la Blanca

Pierwszy zabytek z listy. Znajduje się w miejscu, w którym w XII wieku stała główna synagoga Toledo. W XV wieku przestała ona pełnić rolę synagogi i przekształcono ją w kościół Santa Maria la Blanca (Świętej Marii Białej). Jest to najstarszy istniejący budynek synagogi w Europie. Wyjątkowość tej synagogi polega na tym, że została zbudowana w chrześcijańskim królestwie Kastylii przez islamskich architektów do użytku żydowskiego. Jest uważana za symbol współpracy między trzema kulturami, które zamieszkiwały Półwysep Iberyjski w średniowieczu.

Na suficie warto zwrócić uwagę na dekoracje – szyszki będące symbolem narodu izraelskiego.

Monasterio de San Juan de los Reyes

Jeśli jesteście w Toledo na bardzo krótko (nie polecam ale różnie bywa) i miałabym wskazać jedno miejsce, które trzeba tu zwiedzić to wybrałabym właśnie ten klasztor. Królowie Katoliccy zamówili budowę klasztoru w podziękowaniu za zwycięstwo nad Portugalczykami w bitwie pod Toro.

Sufit parteru tworzą niemieckie sklepienia krzyżowe z postaciami świętych przeplatanymi motywami zwierząt i roślin. Górne krużganki zawierają ornamentykę mudejar, w tym sufit z drewna modrzewiowego, pomalowany motywami i herbami monarchów katolickich.

Dwupoziomowe krużganki otacza piękny (cudowny, fantastyczny, boski!) ogród. Sam klasztor wybudowany w stylu izabelińskim uchodzi za najpiękniejszą budowlę gotycką w Hiszpanii i chyba patrząc na zdjęcia nie macie wątpliwości, że to miejsce warto zobaczyć w Toledo? 😉

Puente de San Martin

Z klasztoru zrobiłam sobie spacer (w dół) do parku, z którego rozpościera się widok na most św. Marcina – Puente de San Martin. Jest to średniowieczna, kamienna przeprawa przez rzekę Tag. Sam most jest piękny, rozpościera się z niego jeszcze piękniejszy widok na Toledo a wzdłuż niego można sobie zjechać… tyrolką. Pewnie gdybym miała więcej czasu to bym się skusiła, lubię takie atrakcje 😉

Miło szło się w dół ale trzeba wracać i to pod górę. Kolejny punkt zwiedzania Toledo czeka.

Real Collegio Doncellas Nobles

Nie ukrywam, że nie miałam pojęcia o tym miejscu, mój przewodnik po Toledo o nim nie wspominał – może dlatego, że budynek udostępniono dla zwiedzających dopiero w 2016 roku. Jako, że kupiłam bilet łączony, o którym pisałam wyżej to uznałam, że zajrzę.

Real Collegio Doncellas Nobles to instytucja ufundowana przez arcybiskupa Toledo kardynała Juana Martinez Silceo w 1551 roku. Wówczas szkoła dla dziewcząt z Toledo, której celem było wychowanie młodych kobiet do bycia dobrymi matkami (sic!)

Dziś jest rezydencją uniwersytecką, a sam budynek znajduje się na liście królewskich zabytków hiszpańskiej organizacji dziedzictwa narodowego Patrimonio Nacional.

Największe wrażenie robi kaplica kościelna kolegium – ołtarz główny z płótnem Matki Boskiej, barokowe ołtarze z dziewicą Virgen del Pozo i Saint Jerome.

Iglesia de Santo Tome

Szukając informacji o tym co zwiedzić albo co zobaczyć w Toledo na pewno trafi się prędzej czy później na kościół Santo Tome.

W 1586 roku proboszcz kościoła Santo Tome poprosił El Greco (witamy po raz kolejny!) o namalowanie obrazu upamiętniającego zmarłego dobroczyńcę świątyni – Don Gonzalo Ruiz, który jest w nim pochowany. Pogrzeb hrabiego Orgaza, bo tak nazwano dzieło, powstawał przez 2 lata. Dziś to malowidło uważa się za jeden z najważniejszych obrazów El Greco i jedną z najważniejszych atrakcji Toledo.

W tym kościele nie można robić zdjęć i jest to bardzo pilnowane. Obraz El Greco znajduje się w Kaplicy Poczęcia, zaraz przy wejściu – trudno go przegapić – raz ze względu na rozmiar (460 × 360 cm), a dwa – na ogrom turystów, który się zawsze przed nim kłębi. Powyższe zdjęcie zaczerpnęłam z Wikipedii.

Iglesia del Salvador

Kolejny dowód na multikulturowość i wieloreligijność Toledo. IX-wieczny meczet przekształcony w 1159 roku w kościół katolicki. Z tego względu jest zorientowany na południowy wschód – w kierunku Mekki.

Od 2000 roku przeprowadzono tu wiele prac archeologicznych, których ślady można w kościele i jego otoczeniu oglądać.

Kościół jezuitów – Iglesia de los Jesuitas

Tradycja głosi, że kościół jezuitów stoi w miejscu narodzin San Ildefonso – patrona Toledo. Jego frontowa fasada skierowana jest w kierunku katedry.

Kościół wzorowany na rzymskiej świątyni Gesu składa się z głównej nawy i otaczających ją bocznych kaplic. Kaplice są prawdziwym muzeum rzeźby, które w wielu przypadkach opowiada historię jezuitów.

Mezquita del Cristo de la Luz

Budynek datowany na 999 rok w czasach Kalifatu pełnił rolę meczetu (nazywał się wtedy Bab al-Mardum). Jest najstarszą świątynią muzułmańską w Hiszpanii. 200 lat później rozbudowano go i przekształcono w kościół. Dziś jest to przestrzeń zdesakralizowana.

Budynek otoczony jest tarasem i ogrodem, które zakończone są ścianą Arabską, z której rozpościera się piękny widok na Puerta del Sol i na miasto. W 2006 roku w ogrodach odkryto pozostałości rzymskie.

Puerta del Sol

Jedna z bram prowadzących do miasta, wybudowana w XIII wieku w stylu mudejar. Medalion nad łukiem bramy przedstawia święcenia Wizygotyckiego Ildefonsa, patrona Toledo. Nazwa bramy pochodzi od słońca i księżyca, które kiedyś były namalowane po obu stronach tego medalionu.

I to już prawie koniec wycieczki po Toledo. Spod Puerta del Sol warto zejść na dół i przespacerować się aż w kierunku Palacio de Congressos gdzie zwiedzanie Toledo się rozpoczęło. Jest to piękny, szeroki taras widokowy z nieziemskimi krajobrazami. Cykać i robić pocztówki. Nie zapomnijcie przywitać się z cyklistą!

Na koniec można jeszcze wejść na Paseo del Mirador, usiąść na ławeczce i pozachwycać się przez chwilę. A potem wrócić na ruchome schody i zjechać na dworzec autobusowy.

Toledo – czy warto?

Jeśli doczytaliście ten tekst do końca i obejrzeliście wszystkie zdjęcia to myślę, że nie macie wątpliwości, że warto odwiedzić Toledo. Jeśli będziecie chcieli zwiedzić Toledo w jeden dzień (tak jak ja) to liczcie się z intensywnym zwiedzaniem i długimi kilometrami spacerów pod górę i w dół. Ale bez wątpienia warto – miasto jest naprawdę piękne, kryje mnóstwo zabytków, pięknych parków, przyjemnych restauracji i eleganckich kawiarni. Żałuję, że spędziłam w Toledo tylko jeden dzień – jeśli macie taką możliwość to zaplanujcie zwiedzanie tego miasta na dwa dni. Wtedy zobaczycie wszystko na spokojnie i z lampką wina będziecie mogli bez pośpiechu wtopić się w klimat miasta.

la Gomera – atrakcje jednej z najmniejszych wysp Kanaryjskich

La Gomera – maleńka wyspa oddalona o zaledwie 30 km od Teneryfy. Z największej wyspy archipelagu wysp Kanaryjskich można dostać się na nią promem. Gomera jest popularnym celem jednodniowych wycieczek z Teneryfy, ja jednak nie lubię takich szybkich jednodniowych wypadów. Owszem, Gomera jest malutka i spokojnie można ją objechać w jeden dzień ale ja zdecydowałam się wybrać tam na tygodniowe wakacje.

Gomera często jest nazywana wyspą Kolumba ze względu na trzy wizyty odkrywcy Ameryki. Po raz pierwszy Kolumb dotarł na Gomerę w 1492 roku skąd 6 września wyruszył do Ameryki. Na pamiątkę tego jakże ważnego wydarzenia 6 września na wyspie organizowane są Fiestas Colombinas.

Valle Gran Rey

Dolina Wielkiego Króla Guanczów z jedną z najpiękniejszych plaż na wyspie. Tu znajdował się mój hotel, tu spędziłam najwięcej czasu dlatego od tego miejsca zacznę swoją opowieść o Gomerze.

Zanim dotarłam tam ja, dolinę wybrał na swoją siedzibę król Guanczów, najpotężniejszy z władców. Ale to nie jest tak, że ja sobie wybrałam to miejsce, bo miałam z czego wybierać. Turystyka na Gomerze nie jest tak rozwinięta jak na sąsiedniej Teneryfie czy pozostałych dużych wyspach archipelagu (chciałoby się krzyknąć na szczęście!), wszelkie hotele, apartamenty i atrakcje turystyczne znajdują się właśnie w tym rejonie, a dokładnie w jednej z nadmorskich miejscowości położonych w dolinie – la Calera, la Paya, la Puntilla, Las Vueltas i Borbalan.

Jedyną, niepowtarzalną i największą atrakcją doliny są nieziemskie widoki. Najlepiej podziwiać dolinę z góry. Do wyboru mamy kilka punktów – Mirador del Santo, Mirador del Palmajero i Mirador Cesar Manrique. Ten ostatni z pewnością nasunie skojarzenia z Lanzarote i słusznie. Ten punkt widokowy to ostatnie dzieło artysty, z którego podobno on sam był najbardziej zadowolony i uznał go za swoje najlepsze dzieło.

W dolinie znajduje się kilka piaszczystych (czarnych) plaż – Playa de la Calera i Playa de La Puntilla uchodzą za najlepsze na wyspie. Atlantyk bywa wzburzony więc trzeba uważać jeśli chce się kąpać w oceanie. Wyjątkiem jest mała zatoczka z plażą Charco del Conde zwana baby beach – tu praktycznie nie ma fal (jednak Podsiadło miał rację :D).

Park Narodowy Garajonay

Las wawrzynowo-cedrowy wpisany na listę UNESCO to bez wątpienia największa atrakcja Gomery. Ja dotarłam na wyspę późno wieczorem, przejazd taksówką do hotelu trwał ponad 1,5 godziny. Droga prowadziła właśnie przez ten las. Innego wyboru zresztą nie ma, na wyspie jest aż jedna droga. Droga to jednak za dużo powiedziane – to jest plątanina zakrętów. Mój kierowca nie mówił po angielsku, ja nie mówię po hiszpańsku ale podczas tego przejazdu nauczyłam się jednego słowa, którego nie zapomnę do końca życia. La Curva – zakręt. Tylu zakrętów nie pokonałam przez całe swoje życie a noc i otoczenie lasu wawrzynowego spowodowało, że czułam się jakbym była bohaterką horroru klasy B. Nie przesadzam, to była zdecydowanie najgorsza podróż mojego życia. Nigdy wcześniej i nigdy później nie miałam choroby lokomocyjnej ale na Gomerze nawet mnie ścięło z nóg. Pierwsze spotkanie z największą atrakcją wyspy przebiegło więc w nieco dramatycznych okolicznościach ale nie mogłam sobie odpuścić wizyty w tym lesie. Za dnia wygląda wręcz baśniowo, nie ma w nim nic strasznego. Pamiętajcie tylko, że w lesie jest sporo chłodniej niż w pozostałych częściach wyspy więc zakryte buty i bluza obowiązkowo.

Park zajmuje ponad 10% obszaru wyspy i słynie z największego na świecie lasu wawrzynowego – laurasilva. Ta formacja w trzeciorzędzie pokrywała niemal całą Europę. Wraz z nadejściem epoki lodowcowej lasy zanikły. Przetrwały właśnie na Gomerze dzięki odpowiednim warunkom klimatycznym – umiarkowanej temperaturze, obfitym opadom i dużej wilgotności powietrza.

Park Narodowy założono w tym miejscu w 1981 roku, a już w 1986 wpisano go na listę UNESCO.

W obrębie parku znajduje się mnóstwo szlaków pieszych o różnym stopniu trudności. Każdy znajdzie coś dla siebie, warto to zrobić!

Na terenie parku także znajduje się sporo punktów widokowych. Z Mirador del Rejo widać Hermiguę, z Mirador del Bailadero trzy wielkie skały wulkaniczne a z Mirador Cumbre de Tajaque rozciąga się panorama wulkanicznych kalder Benchijuga. Co jeden widok to piękniejszy.

Na północnych obrzeżach parku, w lesie, biją zaczarowane źródła Chorros de Epina. Według legendy ten kto się z nich napije, spotka miłość swojego życia.

Agulo

Wioska białych domów skąd rozpościera się piękny widok na sąsiednią Teneryfę z górującym nad nią wulkanem Teide. Położone bardzo malowniczo (mam wrażenie, że będę to pisać o każdym miejscu na Gomerze), zabudowane typowymi kanaryjskimi domkami.

Będąc w Agulo trzeba koniecznie pojechać na punkt widokowy Mirador Abrante. Stamtąd najlepiej podziwiać znajdujące się w dole wybrzeże Gomery i wyłaniającą się naprzeciwko Teneryfę z jej wulkanem.

Hermigua

Żyzna zielona dolina będąca zagłębiem winnic (tak, na Gomerze robi się świetne wino!) oraz upraw bananowców. Widoki są po prostu nieziemskie, na szczęście po drodze nie brakuje punktów widokowych gdzie można się zatrzymać i podziwiać te piękne krajobrazy.

Dolina Vallehermoso

Kolejne miejsce jakby żywcem wyjęte z pocztówek. Strome zielone stoki obsadzone palmami i bananowcami poprzetykane białymi kanaryjskimi domkami. Nazwa oznacza dosłownie Piękną Dolinę. Nie jest ani trochę przesadzona.

San Sebastian de la Gomera

Na koniec stolica wyspy. Zaledwie 6,5-tysięczne miasteczko z dwoma placami – Plaza de Americas i Plaza de la Constitucion. Przez miasteczko prowadzi deptak Calle Real otoczony kamienicami w typowo kanaryjskim stylu. Przy deptaku znajduje się także Casa-Museo Colon – dom, w którym miał nocować Kolumb podczas swojego pobytu na wyspie. Nieco dalej mamy Iglesia de la Asuncion – kościół, w którym Kolumb miał się modlić przed wyprawą do Ameryki. Malutkie ale bardzo urokliwe miasteczko zafiksowane na punkcie Kolumba.

Gomera – ciekawostki

Pewnie sporo z Was słyszało o El silbo Gomero – języku gwizdów charakterystycznego dla tej właśnie wyspy. Brzmi jak śpiew ptaków (naprawdę!) a służy mieszkańcom do porozumiewania się na dużych odległościach. Gwizdy słychać podobno na dystansie 10 kilometrów! Tradycja języka gwizdów pochodzi z czasów przedhiszpańskich. Zesłani na wyspę członkowie plemion północnoafrykańskich porozumiewali się gwizdami, ponieważ Rzymianie obcinali im języki i gwizdy była dla nich jedyną możliwością kontaktu między sobą. Tradycja silbo jest kultywowana do dziś, od 2001 roku naucza się go w szkole a język jest wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Gomera jest miejscem rozgrywania się najsłynniejszego kanaryjskiego romansu. Jej bohaterami są gomerska księżniczka Gara i młodzieniec z Teneryfy – Jonay. Chłopak wiedziony ciekawością postanowił przepłynąć wpław z Teneryfy na Gomerę. Księżniczka znalazła go wycieńczonego na brzegu, a po kilku dniach młodzi zakochali się w sobie. Nie spodobało się to ojcu dziewczyny i postanowił wygnać chłopaka z wyspy. Kochankowie postanowili ukryć się w górach i pod osłoną nocy dotarli na najwyższy szczyt wyspy. Tam gałąź przebiła serca obojga kochanków łącząc ich ze sobą na zawsze a najwyższy szczyt wyspy nazwano od ich imion Garajonay.

Czy warto spędzić na Gomerze aż tydzień?

Jak już wspominałam wyspa jest naprawdę malutka i da się zaliczyć jej główne punkty w jeden dzień tylko po co? Będąc na wyspie dłużej można ją poczuć i posmakować, można spokojnie skorzystać z uroków natury, można robić sobie trekkingi po parku (tras starczyłoby na miesiąc, nie tylko na tydzień, szlaków jest 650km!), można zwiedzać doliny. Do tego można codziennie jeść świeżo zerwane banany i mango popijając je gomerskim winem.

Kontakt z mieszkańcami jest utrudniony jeśli nie mówicie po hiszpańsku. Po angielsku mówią właściwie tylko pracownicy hoteli i niektórzy młodsi mieszkańcy wyspy (choć operują raczej podstawowymi zwrotami). Prędzej dogadacie się… po niemiecku. Na Gomerze, tak jak i na innych hiszpańskim wyspach (nie tylko Kanaryjskich) dominują turyści z Niemiec i lokalesi wolą się uczyć niemieckiego niż angielskiego.

Gomera to nie jest wyspa dla wszystkich. Jest tu cicho, spokojnie, hoteliki są malutkie, nie ma wielkich molochów oferujących wakacje all-inclusive. Nie ma dyskotek, promenad z milionem suwenirów i naganiaczy w restauracjach. Dla mnie to ogromny plus ale wiem, że są osoby, dla których takie wakacje byłby najgorszymi wakacjami w życiu 😀