Gdzie zjeść śniadanie w Poznaniu?

Było śniadanie w Warszawie to pora na Poznań gdzie też nie brakuje smakowitych miejscówek.

Uno (dawniej Uno Espresso) – Bolesława Prusa 4/2, Jeżyce

Miejsce, o którym słyszałam i czytałam dużo dobrego ale to niestety nie jest gwarancja, że miejsce rzeczywiście jest warte uwagi. Ale Uno jest warte zainteresowania. Kiedyś była to kawiarnia gdzie serwowano wyłącznie kawę (i nazywało się nie bez powodu Uno Espresso). Później lokal przeszedł metamorfozę, z nazwy zniknęło Espresso a w menu pojawiło się jedzenie. Bardzo smaczne jedzenie. Omlet z kozim serem – mistrzostwo świata. Zresztą popatrzcie jak to wszystko wygląda. A smakuje jeszcze lepiej! Do tego wyborna kawa i spory wybór herbat. Pyszności.

Święty – Kraszewskiego 12, Jeżyce

Numer jeden na Jeżycach a chyba nawet w całym Poznaniu. Stosunkowa nowa miejscówka na mapie miasta, która od pierwszego spróbowania podbiła moje podniebienie (i serce przy okazji, w końcu przez żołądek do serca;) ). Ogromnym plusem tego miejsca jest to, że sami wypiekają pieczywo, ciasta i przegenialne cynamonowe buły. Wszystko jest świeże, pachnące i absolutnie przepyszne. Spróbujcie ichniejszej pasty z makreli – mojego faworyta. Do tego bardzo przyjemnie urządzone wnętrze i sympatyczna obsługa. Wpadam na śniadania ale też często tylko po cynamonową bułę na wynos 😉 Odwiedźcie koniecznie!

Bajgle Króla Jana – Kraszewskiego 15, Jeżyce

Nadal jesteśmy na Jeżycach (co ja poradzę, że to od jakiegoś czasu zagłębie fantastycznych knajp, a za moich studenckich czasów to tylko bary mleczne można tam było znaleźć), po sąsiedzku ze Świętym. Miejscówka, która istnieje na Jeżycach dużo dłużej ale ja dotarłam do niej dopiero niedawno – Bajgle Króla Jana. Jak sama nazwa wskazuje w menu dominują bajgle. Wypiekane na miejscu. Każdy kto był w Nowym Jorku wie, że tam jest to kultowe śniadanie. Ja się z Nowym Jorkiem nie pokochałam (jeszcze, bo mam zamiar dać mu drugą szansę) ale podczas pierwszej wizyty w Bajglach Króla Jana zdecydowałam się na klasyczny bajgiel, po nowojorsku – z serkiem Philadephia i wędzonym łososiem, w bułce z sezamem. Jeżycom daleko do NYC ale bajgiel był przepyszny i naprawdę duży, ledwo go w siebie zmieściłam. Świeżutki i chrupiący. Sam lokal jest malutki ale zazwyczaj udaje się znaleźć jakiejś miejsce, to raczej miejscówka na szybkie śniadanie a nie na dłuższe przesiadywanie.

Oda – Wawrzyniaka 21, Jeżyce

Już zazdrościcie mieszkańcom Jeżyc? Ja też 😉 Miejsce, obok którego przechodziłam wielokrotnie i zawsze myślałam – kiedyś muszę tu przyjść. I w końcu przyszła pewna słoneczna niedziela, która skończyła się II śniadaniem w wydaniu norweskim. Bo Oda to restauracja norweska. Urządzona w skandynawskim stylu i serwująca norweskie dania. A co można zjeść na śniadanie w Norwegii? Śniadanie Wikinga 😀 Śniadanie z deserem i kawa lub herbatą kosztuje tylko 21 zł. Opcja ekonomiczna a smaczna i duża. W menu napotkacie nazwy, które zapewne nic Wam nie powiedzą ale obsługa wszystko wyjaśni 😉 Spróbujcie gravlax – peklowanego łososia. Jest tu dodatkiem i do jajecznicy, i do pizzy. Bardzo fajne miejsce i przede wszystkim serwujące coś innego, wyjątkowego, niespotykanego w innych knajpach.

Wapiarnia – Wyspiańskiego 26 (City Park), Grunwald

Oddalamy się nieco od Jeżyc ale nie tak znowu bardzo. City Park to zagłębie wielu naprawdę genialnych restauracji, choć w większości drogich. Wapiarnia jest jedną z tych tańszych a naprawdę wartych polecenia.

Na początek jeden mały minus – w środku jest głośno (muzyka) a same stoliki są średnio wygodne, żeby przy nich jeść. Jeśli idziecie na kawę lub piwo to ok, jeśli chcecie zjeść to nie będzie zbyt wygodnie. Na szczęście nasza wizyta była latem gdy były dostępne miejsca na zewnątrz – raz że było cicho, dwa – wygodnie.

Do jedzenia pięknie wyglądające kanapki i tosty (iście instagramowe), do tego napoje podawane w naprawdę fajnych dzbanuszkach. Są też płatki Kellog’s. Jedzenie smaczne, do śniadania napój gratis. Świetna lokalizacja – w samym sercu miasta. Latem będę wracać częściej.

Bo Poznań – Kościuszki 84, centrum

Miejscówka, która dorobiła się już miana kultowej. Jakoś długo nie mogłam tm dotrzeć ale kiedy w końcu się udało zrozumiałam skąd te zachwyty. Z zewnątrz miejsce zupełnie niepozorne, znajdujące się naprzeciwko Zamku Cesarskiego. Po wejściu do lokalu rzuca się w oczy industrialne wnętrze ale urządzone bardzo przyjemnie. Wybór śniadań naprawdę spory, ceny przystępne, porcje duże. Łosoś na bułeczkach drożdżowych z jajkami po benedyktyńsku i sosem holenderskim – mistrzostwo świata. Do tego spory wybór różnych sezonowych herbat a śniadania serwuje się tu cały dzień. Jak ktoś ma potrzebę to i o 18 może zjeść jajecznicę 😉 I popić ją winem, bo też jest.

Petit Paris Sołacz- aleja Wielkopolska 40a, Sołacz

Długo zastanawiałam się czy umieszczać to miejsce w rankingu, bo jednak mam do niego trochę zarzutów ale jest to tak piękna miejscówka, w tak uroczym miejscu (Park Sołacki), że w związku z tym iż idzie wiosna i ciepłe poranki to podejrzewam, że będę tam wracać.

Miejscówka w stylu paryskiego bistro. Jedzenie jest tu dobre aczkolwiek nie genialne. Da się najeść ale kulinarnych orgazmów się nie spodziewajcie. Twarożek prowansalski jest po prostu twarożkiem z rzodkiewką, pankejki są pankejkami i tyle. Największym minusem tego miejsca (co potwierdza sporo moich znajomych) jest mało ogarnięta obsługa. Czas oczekiwania na przyjęcie zamówienia jak i później na jedzenie jest naprawdę długi. Gdyby chodziło tylko o jedzenie to od razu bym to miejsce pominęła ale w tak pięknym miejscu jak Park Sołacki nie ma dużej konkurencji i wiosną naprawdę przyjemnie będzie usiąść na zewnątrz, w otoczeniu zieleni, popijając espresso albo wino, i skubiąc bagietkę. Ech, chyba się rozmarzyłam. Wiosno, gdzie jesteś?

Weranda Caffe – Świętosławska 10, okolice rynku

Werand w Poznaniu jest kilka (ba, nawet Warszawa już ma swoją – w Koszykach) ale ta jest chyba moją ulubioną. Najcichsza i najspokojniejsza a jedzenie tak samo wyśmienite jak w pozostałych Werandach. Jak to ostatnio powiedziała moja koleżanka Jak nie wiesz gdzie iść zjeść to idź do Werandy. I taka jest prawda, swego czasu 80% moich wyjść na jedzenie do miasta kończyło się w którejś z Werand.

Ale do rzeczy. Poza fantastycznymi wnętrzami (dekoracje w każdym z lokali to sezonowe dzieła sztuki, naprawdę przyjemnie się tam spędza czas) w Werandzie dostaniemy przepyszne jedzenie. I to nie tylko to śniadaniowe (ich sałatki to już legenda). Porcje są naprawdę duże, jedzenie nie dość, że bardzo smaczne to pięknie podane. Ceny nie należą do najniższych ale z Werandy naprawdę trudno wyjść nienajedzonym i niezadowolonym.


Gdzie zjeść śniadanie w Warszawie?

Tym wpisem rozpoczynam nową serię, jedną z najfajniejszych 😉 Przy okazji wpisów z różnych zakątków świata wspominałam już, że uwielbiam jeść, smakować, próbować nowych rzeczy. Nie tylko na wyjazdach. Na dobry początek – idealne śniadanie w Warszawie. Jedzenie śniadań poza domem stało się swego rodzaju modą i teraz każda szanująca się knajpa musi mieć menu śniadaniowe. Zapraszam na przegląd moich ulubionych warszawskich śniadaniowni. Jestem przekonana, że niedługo pojawi się kolejna część, z kolejnymi miejscówkami.

Cafe Zaraz Wracam – Paryska 17, Saska Kępa

Na początek propozycja z Saskiej Kępy. Przede wszystkim przytulny, pięknie urządzony lokal. Są wygodne sofy, są książki, można siedzieć godzinami. Do tego pyszna kawa i spory wybór niedrogich opcji śniadaniowych. Ja zdecydowałam się na jajecznicę (standardowo jest z szynką, ja wybrałam bez). Za śniadanie wraz z kawą zapłaciłam 15zł. Za 25zł można zdecydować się opcję bufetu śniadaniowego – wybór dań był spory i każdy głodomór się naje.

Żona krawca – Kamionkowska 29, Praga Południe

Miejsce, do którego trafiłam zupełnym przypadkiem a okazało się strzałem w 10tkę i do dziś jest jednym z moich ulubionych. Mała, przytulna kawiarenka z bardzo sympatyczną obsługą i atmosferą na luzie. Pyszna kawa, porcje śniadaniowe bardzo duże (tost francuski to 2 tosty z owocami i dodatkami), ceny przystępne. Do tego super wygodne fotele, z których nie chce się podnosić, cisza i spokój.

Coco Bowls – Górnośląska 16, Solec

Śniadanie z Coco Bowls z pewnością jest najładniejsze i super zdrowe. Miseczki może na to nie wyglądają ale mieszczą ogromną porcję wszystkiego. Przyznam, że nie byłam w stanie zjeść całej porcji choć było pyszne. Dużym plusem jest elastyczność składników – jeśli nie lubimy jakiegoś składnika w wybranym bowlu bez problemu można go zamienić albo pominąć. Do tego można wybrać sobie rodzaj mleka (roślinnego, bo to lokal wegański). Ja wybrałam modne ostatnio błękitne mleko ryżowe – z dodatkiem alg. Jedzenie super. Minus lokalu jest taki, że nie bardzo jest gdzie usiąść – jest tylko jedna ława. Nie jest to miejsce, w którym chce się spędzać czas tylko szybko wejść, zjeść i wyjść albo kupić coś na wynos. Do tego specyficzna atmosfera wegańskich lokali, która mi nie do końca odpowiada. Po coś na wynos chętnie jeszcze wpadnę ale przesiadywać w tym lokalu nie będę 😉

Wozownia Bar – Plac Trzech Krzyży 16a (wejście od Nowego Światu), Śródmieście

Wozownia to miejsce stworzone przez właścicieli starych Koszyków – baru, który działał w hali przed jej rewitalizacją. Nazwa nowego lokalu nie jest przypadkowa, gdyż mieści się on rzeczywiście w starej wozowni. Jest to dobre miejsce na wczesne śniadanie (w tygodniu otwiera się o 7, w weekendy o 8). Specjalnością lokalu są grzanki z pieczywa wypiekanego na miejscu. I słodka, i niesłodka była pyszna. 2 grzanki wraz z kawą kosztują 17zł.

Juice Press People – Bracka 18, Śródmieście

Kolejna opcja dla tych, którzy chcą jeść wegańsko i super zdrowo. Niewielki lokal mieszczący się przy Brackiej specjalizuje się jak sama nazwa wskazuje w sokach ale też zdrowych śniadaniach i przekąskach. Mają też spory wybór herbat, można nawet sobie skomponować własny miks z tego co jest dostępne. Ze śniadań mamy do wyboru różne płatkowe bowle, naleśniki gryczane i kanapki. Ja zdecydowałam się na kanapkę z pasztetem z dyni, cebulką i rukolą, a na deser wjechał tofurnik z mango. Kanapka przepyszna i sycąca. Jeśli chodzi o ciasto to jadałam lepsze. Przede wszystkim spód był bardzo, bardzo słodki.

Shuk – Grójecka 107, Ochota

Specjalnie zostawiłam je na koniec. W Shuku dostaniecie prawdziwe śniadania mistrzów. Tylko nie zapomnijcie zarezerwować stolika, bo nawet w niedzielę rano ciężko wejść do Shuka tak po prostu z ulicy i dostać miejsce. Shuk specjalizuje się w kuchni bliskowschodniej i śniadania w tym stylu się tam serwuje. Mój wybór padł na śniadanie libańskie. Trzeba było na nie trochę poczekać (chyba z 40 min przy pełnym obłożeniu lokalu) ale warto było. Za 25zł dostaniecie tu grillowany ser halloumi (uwielbiam!), hummus, falafel, oliwki, shanklish, baba ghanoush, labneh z zzatarem, pistacjami, miętą i granatem. To wszystko podawane jest ze świeżo wypieczonym pieczywem Manakish. Porcja jest przeogromna, spokojnie najedzą się nią 2 osoby, wszystko jest przeabsolutnie pyszne. Do tego kawa bez ograniczeń. Z pewnością będę tam wracać zwłaszcza, że do spróbowania zostały jeszcze śniadanie tureckie i Tel Aviv. Mój absolutny nr 1 jeśli chodzi o warszawskie śniadania.

Weekend w Kijowie – informacje praktyczne i porady

Po cudownym, letnim choć listopadowym weekendzie  w Kalabrii  nadszedł czas na całkowitą zmianę klimatu. W połowie listopada wybrałam się na weekend do Kijowa gdzie powitała mnie zima w pełni – mroźna i śnieżna.

W tym wpisie przedstawię Wam wszystkie praktyczne aspekty planowania podróży do Kijowa – niezależnie od tego czy wybieracie się do stolicy Ukrainy na weekend czy na wakacje. Po opis atrakcji i tego co warto zobaczyć w Kijowie zapraszam TU. A teraz wszystko co warto wiedzieć o Kijowie.

Kijów – jak dolecieć z Polski?

W związku z dużą migracją Ukraińców do Polski w ostatnich latach rozwija się sieć połączeń lotniczych między Polską a Ukrainą. Do Kijowa można dolecieć z Polski Ryanairem, Ukrainian Airlines i LOTem na główne lotnisko Borysopol (KBP) oraz WizzAirem na mniejsze ale położone bliżej miasta lotnisko Zhulyany (IEV). Bezpośrednie połączenie z Kijowem mają obecnie Warszawa, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Katowice Bydgoszcz i Kraków. Ja leciałam do Kijowa Ryanairem z Poznania, za bilety w 2 strony zapłaciłam 118zł, w innych terminach cena wynosiła nawet 78zł. Lot do Kijowa trwa niecałe 2 godziny. W Kijowie cofamy zegarki o godzinę.

Do Kijowa można też dojechać z Polski pociągiem albo własnym samochodem ale biorąc pod uwagę odległość i atrakcyjne ceny lotów moim zdaniem nie ma się co męczyć długą podróżą.

Kijów – wiza, przepisy wjazdowe

Do wjazdu na Ukrainę nie jest potrzebna wiza ani żadne specjalne dokumenty natomiast niezbędny jest paszport. Sam dowód osobisty nie wystarczy, żeby zwiedzać Kijów, Lwów czy jakąkolwiek inną część Ukrainy. Kontrolna paszportowa na lotnisku przebiega szybko i sprawnie – paszport, pieczątka i następny.

Kijów Boryspol (KBP) – dojazd z lotniska do centrum

Zaraz po wyjściu z terminala D, po prawej stronie znajduje się przystanek Skybus, którym można dojechać z lotniska do centrum Kijowa. Autobus kursuje do głównego dworca kolejowego zatrzymując się po drodze przy stacji metra Charkowska (zielona linia metra). Autokary jeżdżą co 10-15 min w dzień i co 30-40 min w nocy. Bilety do kupienia u kierowcy (płatność możliwa jest wyłącznie gotówką), dojazd do stacji  metra to koszt 60UAH, do dworca – 100UAH. Czas dojazdu do dworca to 45-50 minut, do stacji metra 25-30 minut, w zależności od sytuacji na drodze. Ja wysiadłam na stacji metra skąd podziemną kolejką udałam się wprost do swojego hotelu.  Na trasie z lotniska do centrum jechał duży, dość komfortowy (jak na ukraińskie warunki) autokar, w drugą stronę był to zdecydowanie mniejszy i starszy bus gdzie bagaże trzeba było zabrać ze sobą do środka.

W Kijowie działa także Uber. Cena dojazdu z lotniska do centrum miasta to ok. 40zł, przy 2 lub więcej osobach warto rozważyć tę opcję transportu z lotniska.

Na początku grudnia 2018 uruchomiono połączenie kolejowe między dworcem głównym a lotniskiem, przejazd trwa podobno 35 minut, bilet kosztuje 80UAH i można go zakupić w biletomacie. Niestety z tego co udało mi się wyczytać w internetach pociągi są bardzo awaryjne i jazda nimi zwłaszcza na lotnisko jest dość ryzykowna. Ale ja z tej opcji nie korzystałam więc nie będę wydawać opinii.

Kijów – noclegi

Kijów jako stolica i ogromne miasto dysponuje szeroką bazą hotelową. Są tu tanie hotele i hostele, są wszystkie znane z innych europejskich miast sieciówki, nie brakuje hoteli luksusowych. Jeśli podróżujecie większą grupą to są też dostępne liczne apartamenty.

A gdzie wybrać nocleg w Kijowie? Ja na swój pobyt zdecydowałam się na hotel Mir. Ma swoje lata ale pokoje są komfortowe. Widok z 13 piętra rewelacyjny. Głównym atutem hotelu jest lokalizacja tuż przy stacji metra (Holosiivska) dzięki czemu do centrum można dojechać w zaledwie kilka minut. W hotelu znajduje się także niedroga restauracja. I jeśli miałabym dać jakąś radę odnośnie wyboru noclegu w Kijowie to powiem tylko – blisko metra. Może być i 5 kilometrów od centrum ale jeśli w pobliżu jest stacja metra to da się bez problemu dojechać do centrum, na lotnisko i w każde ciekawe miejsce.

Kijów – komunikacja miejska

Komunikacja miejska w Kijowie obejmuje metro, autobusy i trolejbusy. Najprostszy, najtańszy, najszybszy i najbardziej efektywny sposób poruszania się po mieście to korzystanie z metra.

Kijowskie metro to atrakcja sama w sobie – wyjęte niczym prosto z czasów radzieckich. Stacje nie są tak efektowne jak te w Moskwie ale i tak robią wrażenie. To co wyróżnia kijowskie metro to położenie – najgłębsze na świecie. Stacja Arsenalna (położona tuż przy Ławrze Peczerskiej) leży aż 105 metrów pod ziemią co czyni ją najgłębiej położoną stacją metra na świecie. Mimo iż nie mam lęku wysokości to jak patrzyłam w dół jadąc ruchomymi schodami nogi mi się uginały. Schody jadą szybko ale i tak jedzie się nimi, i jedzie, i jedzie… Najgłębiej położone są stacje w centrum i okolicach centrum – Arsenalna, Plosha Lva Tolstoho, Maidan Nezalezhnosti. Im dalej od centrum tym stacje znajdują się wyżej. Stacja Charkowska w drodze na lotnisko czy stacja Holosiivska przy moim hotelu położone są dosłownie 1 piętro pod ziemią.

Wagony metra są wysłużone ale jeżdżą regularnie, przejazdy są tanie (cena jednego przejazdu to 8UAH, czyli nieco ponad 1zł) – co ciekawe nie występują tu papierowe bilety ani żadne karty magnetyczne znane z innych miast ale żetony wielokrotnego użytku, które wrzucamy przy wejściu. Bilety na metro można kupić w budkach na każdej stacji. Jednorazowo można zakupić jeden żeton, nie ma opcji zaopatrzenia się na zapas. Nawet w centrum nie widziałam kolejek, obsługa idzie szybko. Metro jest dobrze oznakowane, zarówno po ukraińsku, jak i po angielsku, przesiadki nie stanowią żadnego problemu. Zapowiedzi w metrze są po ukraińsku, na stacjach położonych w okolicach centrum także po angielsku. Metro w Kijowie ma 3 linie (czerwoną, zieloną i niebieską) i dociera praktycznie do każdego zakątka miasta.

Poza metrem komunikacja miejska w Kijowie obejmuje sieć autobusów i trolejbusów. Zdarzyło mi się dwukrotnie jechać autobusem. Bilet podobnie jak na metro kosztuje 8 UAH, sprzedaje go biletowa. Wchodzicie do autobusu i kobieta sama Was znajdzie 😉 Mam wrażenie, że to kobieta-instytucja, która rządzi całym autobusem 😉 Zakupiony bilet trzeba skasować – znaczy włożyć w szczelinę i mocno docisnąć. Jak u nas w czasach słusznie minionych. Jeśli w autobusie nie ma biletowej to bilety można kupić u kierowcy – wtedy wsiada się do autobusu przednimi drzwiami. Autobusy i trolejbusy w większości są stare i wysłużone, często tkwią w korkach. Zdecydowanie lepiej korzystać z metra.

Kijów – pogoda, kiedy jechać?

No cóż, jadąc do Kijowa wybieramy się na wschód więc będzie zimniej niż w Polsce. Zima na Ukrainie pojawiła się w tym roku już na początku listopada. Podczas mojego pobytu (w połowie listopada) był mróz i śnieg. Nie była to aż taka zima jaką zostałam we Lwowie w styczniu 2016 roku (śnieg po kolana!) ale i tak było ziiiimno. Zwłaszcza, że w Polsce temperatury były na plusie a ja tydzień wcześniej wygrzewałam się w kalabryjskim słońcu. Takie życie podróżnika – czasem lato, czasem zima 😉 I to wszystko w jednym listopadzie 😉 Kijów jest atrakcyjny przez cały rok, latem na pewno jest więcej turystów i wyższe ceny. Ale spokojnie można planować wyjazd na dowolny czas. Chyba, że jesteście nieodporni na zimno to wtedy unikajcie okresu od listopada do marca 😉

Kijów – co i gdzie zjeść?

Już przy okazji wpisów o Białorusi wspominałam, że uwielbiam wschodnią kuchnię. Wszelkiego rodzaju pierogi, soljanki i inne cepeliny – uwielbiam. Toteż w Kijowie czułam się jak w raju, zwłaszcza, że jedzenie w Kijowie jest tańsze niż w Polsce i ceny nawet w dobrych restauracjach są bardzo przystępne. Zapraszam na moją ulubioną część każdego przewodnika – Kijów kulinarnie.

W Kijowie podobało mi się to, że jest tam mnóstwo klimatycznych knajpek, nie ma sieciówek na każdym kroku (jeśli  już to lokalne, ukraińskie, znane m.in. ze Lwowa), lokalne są fajnie urządzone i miło spędza się w nich czas nie rujnując budżetu.

Co warto zjeść na Ukrainie? Przede wszystkim sztandarową zupę – ukraiński barszcz – jest to zupa z tartych buraczków, fasoli i kapusty podawana tradycyjnie ze śmietaną i czosnkową bułeczką. Pyszności! Cena takiej zupy w restauracji to równowartość kilku polskich złotych.

Pierwsza kawiarnia do do jakiej trafiłam w Kijowie (zupełnym przypadkiem!) to Lviv Hand Made Chocolate. Miejsce znane wszystkim, którzy byli we Lwowie ma też kilka swoich punktów w Kijowie. Kawiarnie urządzone w stylu retro serwują przepyszną gorącą czekoladę (cena- niecałe 10zł), ciasta i oczywiście ogromny wybór czekolad i czekoladek. Z bardzo przyjazną i miłą obsługą (a to niestety rzadkość w Kijowie).

W pobliżu Majdanu Niezależności znajduje się bardzo przyjemna kawiarnia The Blue Cup. Jeśli szukacie fajnego miejsca na śniadanie to zapiszcie sobie tę nazwę. Miejsce specjalizuje się w kawie, śniadaniach i słodkich przekąskach. Ja jadłam tam znane mi już z wcześniejszych podróży na Podlasie placki z twarogu – podawane ze śmietaną i dżemem, idealne na drugie śniadanie. Do tego spory wybór kaw i wyglądające na apetyczne ciasta. Wszystko w przepięknej scenerii i blisko ścisłego centrum.

Odwiedziłam też kawiarnię Capital Cafe Frankie. Przyciągnął mnie widoczny z ulicy wystrój. Okazuje się, że w środku jest jeszcze ładniej. Niestety wybór dań z karty był ograniczony, kilku pozycji nie było, pozostałam przy samej kawie (za którą zapłaciłam ok. 10zł). Miejsce jest bardzo przytulne, przyjemnie urządzone, w każdy piątek są tam koncerty z muzyką na żywo i myślę, że wtedy robi jeszcze lepsze wrażenie.

No i przechodzimy do konkretów czyli gdzie dobrze zjeść w Kijowie 🙂 W mieście mieszka dużo Gruzinów stąd też jest sporo gruzińskich restauracji. Pamiętając najlepszy obiad jaki jadłam we Lwowie – w Khinkalʹnya Na Fedorova (idźcie tam koniecznie będąc we Lwowie!) uznałam, że jakąś gruzińską restaurację muszę odwiedzić. Nie szukałam nic wcześniej, wiedziałam, że prędzej czy później na jakąś trafię. I to na co trafiłam to  prawdziwa perełka tego wyjazdu. Suluguni, bo tak nazywa się restauracja, zaskoczyła mnie totalnie. Przede wszystkim, z zewnątrz wygląda zupełnie niepozornie i spodziewałam się raczej baru a nie restauracji z najwyższej półki. A już po wejściu zbierałam szczękę z podłogi. Zresztą sami popatrzcie na ten wystrój. Nawet toaleta była stylizowana. Poza tym w centralnym miejscu znajduje się wielki ekran, na którym pokazywane są najpiękniejsze regiony Gruzji. Jeśli ktoś chciałby otworzyć w Polsce restaurację gruzińską z prawdziwego zdarzenia to polecam odwiedzić Suluguni i się nią zainspirować – obiecuję, że będę wtedy stałą klientką. Ale do rzeczy – zamówiłam chaczapuri. Zawsze sobie obiecuję,  że w gruzińskiej restauracji zamówię coś innego ale chaczapuri kocham miłością nieprzemijającą i zawsze na nim kończę. Do tego grzaniec z gruzińskiego wina i można zapomnieć o ukraińskiej zimie zostawionej za drzwiami lokalu. Chaczapuri było przepyszne, świeżutkie, mięciutkie, nie za słone (to  się często zdarza w restauracjach gruzińskich w Polsce) ale dla mnie oczywiście za duże i całego niestety nie dałam rady zjeść. Za chaczapuri i wino zapłaciłam ok. 40zł czyli był to mój najdroższy posiłek podczas całego pobytu w Kijowie ale pomyślcie ile zapłacilibyście za obiad w restauracji tej klasy w Warszawie czy innej europejskiej stolicy. Gorąco polecam to miejsce – jeśli nie byliście w Gruzji to po tej kulinarnej uczcie jak i obejrzeniu wyświetlanych filmików na pewno zechcecie tam pojechać.

Godna polecenia, tania restauracja z ukraińskim jedzeniem to Petrus-b. Zlokalizowana jest tuż przy Pałacu Sportu i stacji metra o tej samej nazwie. Ja zdecydowałam się na pielmieni z mięsem i herbatę. Do herbaty zaserwowaną całą miseczkę (!) kruchych ciasteczek. Porcja pierożków też była bardzo duża. Pływały w maśle a do tego osobno podano kwaśną śmietanę. Jeśli nie jedliście wcześniej pielmieni to zdecydowanie warto je zjeść w Kijowie. Za wszystko zapłaciłam ok. 20zł. W restauracji można płacić kartą ale rachunek rozbijany jest na dwie części, osobno płaci się za jedzenie, osobno za napoje. W Petrus-b można też spróbować tradycyjnej ukraińskiej wódki z miodu, żurawiny, chrzanu, wiśni i rokitnika. Kieliszek za ok. 5zł.

Jeśli jesteśmy przy napojach to w Kijowie po raz kolejny atakuje nas Lwów, a raczej znany ze Lwowa lokal Pyana Vishnya (Pijana Wiśnia). Jest to pub i sklep jednocześnie gdzie serwuje się wyłącznie jedną pozycję alkoholu – wiśniówkę. W pojemnościach od 100 do 250ml. Setka serwowana jest w kryształowym kielichu, z obowiązkową wisienką na dnie. 250ml nie wiedzieć czemu sprzedawane jest w tekturowych kubkach 😉 Poza tym można kupić wiśniówkę na wynos w butelkach o pojemnościach od 100 do 1000ml. Nawet jeśli nie przepadacie za mocnymi alkoholami to tej wiśniówki warto spróbować – nalewka jest słodziutka i smaczna, ma 17,5%, idealnie grzeje w mroźną ukraińską zimę. Lokal Pijana Wiśnia od niedawna funkcjonuje też w Warszawie, na Nowym Świecie, pod numerem 37. W Kijowie Pijana Wiśnia znajduje się w trzech lokalizacjach – przy Khreschatyk 21, Borysa Hrinchenka 2/1 i Velyka Vasylkivska 16.

Kyiv Pass – karta miejska – czy warto?

Coś co mnie w Kijowie irytowało, wkurzało a niejednokrotnie wyprowadzało z równowagi. O karcie przeczytałam już przed wyjazdem ale postanowiłam zakupić ją na miejscu. Kyiv Pass został wprowadzony latem 2017 roku, podobnie jak inne tego typu karty obejmuje komunikację publiczną oraz wstęp do wielu atrakcji turystycznych. Kartę można zakupić w wielu kioskach w mieście, są one oznakowane wielkim logo Kyiv Pass. Ja wybrałam wersję na 48 godzin, która kosztuje 25 EUR. Za pass można zapłacić kartą płatniczą.

Generalnie zasada jest prosta – kupujesz kartę, przy pierwszym użyciu następuje jej aktywacja, potem tylko ją okazujesz i wchodzisz za darmo do wliczonych w nią atrakcji. I we wszystkich cywilizowanych miejscach tak jest, ale w Kijowie niestety nie. Do karty dostajemy mapę miasta z zaznaczonymi miejscami oraz przewodnik gdzie opisane są wszystkie wliczone atrakcje łącznie z godzinami otwarcia oraz dojazdem. Pierwsze miejsce, do którego postanowiłam się udać po zakupie karty to Muzeum Historii Kijowa – tam mnie niestety odprawiono z kwitkiem mówiąc, że nie mają czytnika i mogę wejść do muzeum płacąc za bilet gotówką. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak mnie będą zbywać wszędzie i po prostu wyszłam. Uznałam, że nie będę płacić za bilet skoro w kartę mam wliczonych tyle innych atrakcji. Co się okazało – gdzie tylko karty nie pokazałam wszędzie mówiono mi że oni takie coś pierwszy raz w życiu na oczy widzą, i że co to w ogóle jest i że jak chcę wejść to mam kupić bilet (sic!). Po pierwszym niepowodzeniu nie odpuszczałam i do większości wymienionych miejsc jednak weszłam. Nigdy nie dostałam żadnego biletu/potwierdzenia, wielokrotnie namawiano mnie jednak do zakupu biletu („Jest niedrogi, możesz zapłacić”), zawsze towarzyszyło temu oburzenie osoby sprzedającej bilety do danego miejsca. Jak szłam do kolejnego muzeum i wiedziałam, że za chwilę czeka mnie kolejna przeprawa to autentycznie mi się wszystkiego odechciewało. Do tego w moją kartę 48-godzinną miało być wliczone 5 przejazdów metrem, dwa razy karta zadziałała jak trzeba, za trzecim już musiałam kupić bilet. Jeśli jedziecie do Kijowa i zastanawiacie się czy warto kupić Kiev Pass to szczerze i gorąco odradzam – szkoda nerwów a i oszczędności nie są takie duże jak to jest w innych miastach. Ceny biletów do atrakcji są niskie i oszczędności i tak będą niewielkie. Jedyne miejsce, w którym w ogóle o tej karcie ktoś miał pojęcia to Ława Peczerska – okazuje się, że jest tam nawet specjalne oznaczone okienko dla osób posiadających Kyiv Pass. Ale, co za zaskoczenie, po zeskanowaniu moja karta nie zadziałała. Pani gdzieś zadzwoniła i jednak mnie wpuściła.

Kijów – waluta i ceny

Waluta obowiązująca na Ukrainie to hrywna ukraińska. 100 hrywien to ok. 15 – 16 zł (2020). Pieniądze można wymienić w Polsce, można w Kijowie (można wymieniać złotówki, kantory są w wielu miejscach), można je wypłacić z bankomatu, w wielu miejscach można płacić kartą (Revolut działał bez problemu).

Ukraina to jeden z niewielu europejskich krajów gdzie ceny są niższe w Polsce. Jak już pisałam wyżej tanie są bilety komunikacji miejskiej, tanie jest jedzenie, za hotel też się zapłaci połowę mniej niż za hotel o tym samym standardzie w Warszawie. Kawa w kawiarni na mieście to wydatek rzędu 4-8zł, za magnes zapłacimy 8-10zł.

Kijów – bezpieczeństwo

Pytanie, które cały czas się pojawia w kontekście wyjazdów na Ukrainę to Czy jest bezpiecznie? Sytuacja na Ukrainie jest dynamiczna, wydawałoby się, że obecnie się uspokoiła ale tuż po moim powrocie znowu sytuacja między Ukrainą a Rosją stała się napięta. W Kijowie cały czas zdarzają się duże demonstracje (i to także podczas mojego pobytu, w niedzielę). Ale prawda jest taka, że żyjemy w czasach takich a nie innych i coś gdzieś zawsze się może zdarzyć. Moim zdaniem przy zachowaniu zdrowego rozsądku można w tej chwili  do Kijowa jechać bez żadnych obaw. Ja nawet przez chwilę nie czułam się zagrożona. Jak widziałam jakąś demonstrację to zapobiegawczo jednak szłam w inną stronę i tyle. Poziom bezpieczeństwa jest wysoki.

Z trochę innej beczki – pamiętajcie, że Ukraina nie należy do Unii Europejskiej i nie chroni nas karta EKUZ dlatego przed wyjazdem trzeba zakupić ubezpieczenie turystyczne.

Kijów – czy warto?

Ze wszystkich miast wschodniej Europy, w których byłam (Lwów, Wilno, Mińsk, Moskwa, Petersburg) Kijów podobał mi się najmniej. Przede wszystkim jest to ogromna metropolia a nie klimatyczne niewielkie miasto jak np. Lwów. Poza tym ludzie są mało sympatyczni, zamknięci, nie brakuje cwaniactwa i kombinatorstwa a to jest coś czego szczerze nie znoszę. Ja wiem, że na Ukrainie żyje się ciężko, że sytuacja jest trudna ale skoro są jacyś turyści, którzy przyjechali, żeby wydać swoje pieniądze i napędzić gospodarkę to może warto się czasem uśmiechnąć? Bo są oczywiście piękne zabytki (wpis o atrakcjach Kijowa się tworzy), są klimatyczne restauracje, jest tanio ale przecież w tym całym podróżowaniu chodzi o ludzi, o spotkania, o przeżycia. A tu Kijów zawodzi.

Jeśli nigdy nie byliście na Ukrainie to na pierwszy raz zdecydowanie polecam Lwów. I nie jest tak, że do Kijowa zniechęcam. Raz na pewno warto tam jechać, zwłaszcza, że jest to miasto w tej chwili bardzo łatwo dostępne i które nie zrujnuje nas finansowo. Jest pyszne jedzenie a to zawsze mocny argument w wyborze kierunku podróży 😉 Na weekend, na dwa, trzy czy cztery dni zdecydowanie warto się do Kijowa wybrać ale jeśli spodziewacie się takiego klimatu i atmosfery jak we Lwowie to możecie jednak być Kijowem trochę rozczarowani.

Co i gdzie zjeść na Mykonos?

Podróże bez jedzenia lokalnych specjałów się nie liczą. Podróżowanie to też jedzenie. Zapraszam na kulinarny przewodnik po Mykonos.

Jedzenie na Mykonos nie różni się znacząco od raczej znanej z innych wysp kuchni greckiej. Mamy tu grecką sałatkę (zawsze z jednym dużym kawałkiem sera feta) skropioną solidną porcją oliwy z oliwek, mamy wszelkiego rodzaju ryby i owoce morza a dla mięsożerców souvlaki w wersji drobiowej i wieprzowej. Na Cykladach występuje obfitość przeróżnych serów, głównie z owczego i koziego mleka. Generalnie sery bardzo lubię ale wszystkie, których próbowałam na Mykonos były bardzo ale to bardzo słone.

Z deserów – nie brakuje lodziarni ani naleśnikarni. Te mamy na każdym kroku w Mykonos Town. Szczególnie polecam lody I Scream, porcja 150g (2 smaki) kosztuje 4EUR, 250g 5,5 EUR. Do wyboru zawsze kilkanaście smaków. Lody kremowe, wyraziste, obłędne. Miejsce znajduje się bardzo blisko dworca autobusowego Fabrika.

Słynny grecki deser, który można zjeść także na Mykonos jest baklava. Bardzo słodka ale pyszna, idealnie komponuje się z mocną, gorzką kawą. Szczególnie polecam baklavę z malutkiej piekarni Gioras Wood Bakery. Jest pyszna i naładowana mieszanką orzechów (włoskie, laskowe i pistacje). Całkiem niezłe baklavy  mają też w piekarniach przy nowym porcie i przy dworcu autobusowym Fabrika. Ceny w zależności od wielkości od 2 do 5 EUR za kawałek. Ale taki kawałek za 5 EUR to zasłodzi spokojnie 2 osoby.

Kawę wypijecie oczywiście wszędzie ale szczególnie polecam tę w Kastro’s. Przede wszystkim ze względu na to, że będziecie ją pili mając nieziemskie widoki na słynne wiatraki i morze a do tego smakuje ona naprawdę wybornie, zwłaszcza Amaretto Coffee. Płaci się nie tylko za kawę ale też za widok – cena Amaretto Coffee to 7 EUR.

Gdzie jeść i ile to kosztuje?

Ceny w restauracjach na Mykonos są wysokie ale to nie znaczy, że brakuje miejsc gdzie można zjeść za przyzwoite pieniądze. Ja lunche jadałam zazwyczaj na plaży lub w ich okolicach (ceny jedzenia w takich barach przy plaży: sałatka grecka 8 – 9 EUR, souvlaki 5 – 8 EUR, owoce morza 12 – 15 EUR).

W mieście Mykonos znajduje się wiele miejsc gdzie można tanio zjeść. Obiad za mniej niż 10 EUR a to moim zdaniem normalna, europejska cena. Tanich restauracji na Mykonos trzeba szukać w małych uliczkach starego miasta. Wszystkie restauracje przy porcie, przy promenadzie i z tzw. widokiem są drogie – tu za posiłek trzeba zapłacić co najmniej 50 EUR. Czy warto? To już zależy czy chcecie płacić za jedzenie czy za widok 🙂 Na pewno w takich knajpkach przy morzu celebruje się życie i jest dużo przyjemniej. Ale ja wolałam zjeść dobrze i tanio w mieście a w takim miejscu z widokiem po prostu wypić kawę czy lampkę wina.

Gdzie zjeść na Mykonos – moje sprawdzone miejscówki

Mięsożercom spodoba się sieciówka Souvlaki Story – są w 3 lokalizacjach w mieście Mykonos, szczególnie smakowała mi tortilla Mykonos z ich autorskim sosem oraz serem halloumi. Do tego wyluzowana, sympatyczna obsługa co nie jest niestety normą na Mykonos. Warto.

Jest też fajna knajpka Yummy gdzie zjecie kanapki i naleśniki w bardzo rozsądnych cenach (4 – 8 EUR).

Mykonos – ceny w sklepach

W sklepach i marketach ceny są normalne – europejskie. Za 3-pak greckiego jogurtu (200g) zapłaciłam 2 EUR, za małe opakowanie greckiego miodu 1,5 EUR. Przy okazji już wiecie jaki był mój ulubiony deser podczas tego wyjazdu – grecki jogurt z miodem.

0,5 l coli kosztuje około 1 EUR, podobnie piwo.  0,5l wody kosztuje 0,5 EUR (to akurat stała cena w Grecji, poza Santorini gdzie sobie życzą 1 EUR).

Jak widać da się polecieć na Mykonos i nie zbankrutować 🙂