Malediwy na własną rękę – informacje praktyczne i porady przed wyjazdem

Malediwy to wyspiarski raj, na mapie świata należy go szukać na Oceanie Indyjskim. Prawie 1200 wysp zgromadzonych na 26 atolach. 110 z nich zamieniono na wyspy-resorty, które odwiedza rocznie prawie 1,5 mln turystów z całego świata. Jeśli mam być szczera to kompletnie nie byłam przekonana do tego wyjazdu. Gdybym miała lecieć tylko na Malediwy to bym się nie zdecydowała ale przy okazji wyjazdu na Sri Lankę pojawił się pomysł przedłużenia wakacji o kilka dni właśnie na Malediwach. Pisałam już zarówno na blogu, jak i na instagramie, że Malediwy mnie oczarowały i były to jedne z najcudowniejszych wakacji w moim życiu. Jeśli zastanawiacie się co tam robić i czy nie będziecie się tam przypadkiem nudzić, zapewniam Was – polećcie, podziękujecie później 😉

Malediwy – jak się dostać z Polski?

Wyspy położone są ponad 7 tysięcy kilometrów od Polski. Najłatwiej dolecieć na Malediwy jedną z arabskich linii lotniczych z przesiadką w Dubaju lub Dosze. Nasz lot był lotem ze Sri Lanki, natomiast powrót był liniami Emirates przez Dubaj. Podróż trwa kilkanaście godzin (6 godzin do Dubaju i 4 z Dubaju plus przesiadka). Istnieją również inne opcje lotów, czasem zdarzają się promocyjne loty z Włoch czy innych europejskich krajów. Lot Emirates lub Qatar z Polski to w standardowej taryfie ok. 2 500zł. Najtaniej jest oczywiście poza świętami, długimi weekendami i wakacjami.

Update – Od lipca 2019 roku jedno z polskich biur podróży oferuje bezpośrednie loty czarterowe z Warszawy na Malediwy. Na pokładzie włoskiej linii Blue Panorama można dolecieć na Malediwy bez przesiadek. Z tego co widzę trzeba zakupić całe wakacje w biurze podróży, same bilety czarterowe nie są sprzedawane. Ale nie da się ukryć, że wycieczka na Malediwy kosztuje teraz mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Malediwy – pogoda, kiedy jechać?

Kiedy jechać na Malediwy? Chciałoby się powiedzieć Jak najszybciej. I to nie tylko dlatego, że to prawdziwy raj i miejsce gdzie prawdopodobnie przeżyjecie swoje najlepsze wakacje w życiu ale też dlatego, że z powodu globalnego ocieplenia klimatu i podnoszenia poziomu wód Malediwy mogą wkrótce zniknąć z powierzchni ziemi. Po prostu Malediwy zatoną. Wiele osób nie traktuje tego ostrzeżenia poważnie ale szacuje się, że wyspiarski raj za kilkadziesiąt (a w najczarniejszych scenariuszach już za kilkanaście) lat może zniknąć z powierzchni ziemi (a raczej oceanu). Malediwy są najniżej położonym państwem na świecie (najwyższy punkt Malediwów sięga zaledwie 2,5 metra ponad poziom morza) i zmiany klimatyczne dosięgną je jako pierwsze. Podobny los spotka nieco później Kiribati, Tuvalu i Seszele. Już wiecie gdzie planować w najbliższych latach wakacje 😀

A teraz mniej dramatycznie. W jakim miesiącu najlepiej polecieć na Malediwy? Za najlepszy czas na wakacje na Malediwach uchodzi okres od października do lutego. Średnia temperatura przez cały rok 25 – 30 stopni, a temperatura wody ma średnio 28 stopni. Jedyne co może zakłócić nam wypoczynek to monsuny przynoszące deszcz, występują one najczęściej od czerwca do września ale nie jest to taka typowa pora deszczowa jak w innych krajach Azji. Nasz pobyt był na początku maja, jeden dzień był pochmurny, nawet popadało, w pozostałe dni było gorąco i słonecznie. Na Malediwach nie występują huragany chociaż oczywiście tsunami w grudniu 2004 dotknęło ten archipelag.

Malediwy – wiza, dokumenty, przepisy wjazdowe

Żeby wjechać na Malediwy potrzebujemy tylko paszport (ważny do końca pobytu, nie ma wymogu jak w wielu krajach, żeby był ważny co najmniej 6 miesięcy). Bezpłatna, 30-dniowa wiza wydawana na lotnisku. Nie trzeba wypełniać wcześniej żadnego wniosku. Teoretycznie trzeba okazać bilet powrotny, potwierdzenie rezerwacji hotelu oraz środki finansowe na każdy dzień pobytu ale nas nikt o to nie prosił. Na wszelki wypadek miejcie jednak jakiś screen biletu powrotnego i potwierdzenie rezerwacji hotelu w telefonie, nigdy nie wiadomo na jakiego urzędnika traficie.

Malediwy – transfer z lotniska Male na atole i resorty

Zdecydować się na Malediwy to jedno ale potem pojawia się drugie pytanie – gdzie na Malediwy. Atoli i wysp jak już pisałam jest mnóstwo, na coś trzeba się zdecydować. Polecam wybrać najpiękniejsze miejsca oglądając po prostu zdjęcia resortów np. na bookingu. Cała wyspa, na której spędzicie wakacje należy do hotelu więc tak najwięcej się można dowiedzieć.

Kupując bilet na Malediwy dolecicie do stolicy archipelagu – Male. Ale to nie jest koniec podróży. Z lotniska międzynarodowego musicie przejść na terminal krajowy skąd małym samolocikiem dolecicie na Wasz atol. A stamtąd dalej popłyniecie łódką. Generalnie wygląda to tak, że po przylocie na lotnisko w Male i odbiorze bagażu wychodzicie do hali gdzie poszczególne hotele mają swoje stanowiska. Odnajdujecie swój hotel, idziecie do budki i przedstawiciel prowadzi Was dalej. Nasz hotel znajdował się na Atolu Alif Dhaal, lot z Male trwał 20 minut, ale te wszystkie przesiadki i transfery pochłonęły łącznie kilka godzin. Rezerwując hotel koniecznie sprawdźcie cenę transferu. W naszym przypadku było to 250 USD za osobę za lot i łódkę w 2 strony.

Malediwy – ceny, waluta

Waluta Malediwów to rupie. Jeżeli spędzacie wakacje budżetowo, na lokalnych wyspach, to musicie wymienić pieniądze (najlepiej dolary amerykańskie) na lotnisku, jeśli wybieracie się na wyspę-resort to nie ma takiej potrzeby gdyż dolary amerykańskie są w resortach powszechnie akceptowane, nawet ceny podane są w dolarach, a nie w rupiach. W większości resortów możliwa jest także płatność kartą więc jeśli zastanawiacie się ile pieniędzy zabrać to po prostu zabierzcie kartę kredytową. W naszym hotelu panował system bezgotówkowy – w restauracjach, sklepach, barach wszystko brało się na kartę hotelową a potem płatności dokonywało się w recepcji. Trudno powiedzieć jakie są przykładowe ceny na Malediwach, bo im lepszy hotel tym są one wyższe. W naszym 4-gwiazdkowym resorcie np. obiad w restauracji tematycznej kosztował 20 – 30 USD (z napojami). Im lepszy hotel i im lepsze restauracje tym ceny są oczywiście wyższe. Na wyspach lokalnych jest dużo taniej niż na wyspach-resortach.

Malediwy – co zjeść?

Nie może być wpisu bez mojego ulubionego punktu programu 😀 Niestety przez takie a nie inne położenie większość produktów spożywczych musi być na Malediwy importowana. Mięso przypływa dwa razy w miesiącu z Dubaju, warzywa z Europy, a owoce z Ameryki Południowej. Na Malediwach rosną praktycznie tylko kokosy i papaje. Miejscowe jedzenie to głównie ryby, a wśród nich najpopularniejszy tuńczyk. I to właśnie tuńczyk jest składnikiem najpopularniejszego dania, które trzeba spróbować na Malediwach – mianowicie pasty mashuni składającej się z tuńczyka, kokosa, cebuli i chili. Często serwowanej z ćwiartką limonki. Pasta jest obłędna i uzależniająca, w naszym hotelu była serwowana codziennie na śniadanie. Z plackiem roshi stanowi doskonały początek dnia.

W hotelach serwuje się dania kuchni międzynarodowej – są dania azjatyckie, europejskie, karaibskie i wiele innych. Wszystko poza rybami i kokosem z importowanych składników. Wiele hoteli ma własne piekarnie stąd zjecie np. świeżo wypiekane croissanty.

Malediwy – alkohol

Malediwy to kraj muzułmański, a prawo tego kraju zakazuje spożywania i sprzedaży alkoholu na wyspach zamieszkałych przez miejscową ludność. Na wyspach-resortach sprawa wygląda inaczej – alkohol jest dostępny choć przez to, że też musi być importowany jest dosyć drogi. W naszym hotelu na Malediwach ceny alkoholu były przyzwoite. Lampka wina czy piwo kosztowało 5 USD. Jest to drogo ale z drugiej strony czy w europejskich hotelach czy restauracjach jest taniej? Na Malediwach są też oczywiście hotele oferujące wyżywienie all-inclusive więc jeśli decydujecie się na taką formę wypoczynku to ceny alkoholu nie muszą Was martwić 😉

Na wyspy nie można wwozić alkoholu. Bagaże są skanowane po przylocie i przemycanie alkoholu na Malediwy w bagażu rejestrowanym skończy się z dużym prawdopodobieństwem jego konfiskatą na lotnisku. Narkotyki i ich wwóz na Malediwy też są zabronione, za złamanie tego przepisu grozi nawet kara śmierci.

Malediwy – strój, bikini

Tu sprawa wygląda podobnie jak z alkoholem – inne zwyczaje panują na lokalnych wyspach, inne w resortach. Generalnie na wyspach lokalnych trzeba nosić się jak w każdym innym kraju muzułmańskim – skromnie, bez dekoltów, szortów, o bikini można zapomnieć. Od kobiet-turystek nie wymaga się jednak zakrywania włosów. Natomiast w resortach jak najbardziej dopuszczalna jest znana z Europy i innych zakątków moda plażowa, nie można się jednak opalać topless. Jakie ubrania zabrać na Malediwy? Lekkie, przewiewne i z naturalnych materiałów. Na wyspach panuje duża wilgotność więc w ubraniach z syntetycznych materiałów można się ugotować.

Malediwy – bezpieczeństwo, zdrowie, szczepienia

Co jakiś czas w mediach pojawiają się informacje, że wprowadzono stan wyjątkowy na Malediwach. Sytuacja polityczna wyspiarskiego kraju rzeczywiście jest niestabilna ale nie ma ona żadnego wpływu na turystów wypoczywających na wyspach-resortach. Ostrożność trzeba zachować tylko będąc w Male czy na wyspach lokalnych. W resortach bezpieczeństwo jest na bardzo wysokim poziomie.

Jeśli chodzi o szczepienia to żadne nie są wymagane na Malediwy ale zaleca się wykonanie na co najmniej 6 tygodni przed wyjazdem tych podstawowych – na błonicę/tężec, dur brzuszny, WZW typu A i B. Na wyspach nie ma zagrożenia malarią stąd żadna chemoprofilaktyka nie jest konieczna ale warto korzystać z repelentów, bo na Malediwach są komary i inne owady. W 2016 roku na Malediwach odnotowano kilka przypadków zarażeń wirusem Zika, zdarzają się też zachorowania na dengę. Jeśli przybywacie na Malediwy z kraju, w którym występuje żółta febra to koniecznie jest posiadanie szczepienia poświadczonego międzynarodowym certyfikatem.

Czytałam przed wyjazdem, że na Malediwach są pająki, robactwo i nie wiadomo jakie niebezpieczne zwierzęta. Z niebezpiecznych zwierząt to wyłącznie rekiny w morzu, poza tym naprawdę nie ma się czego bać. Ja przez cały pobyt widziałam jakieś pojedyncze komary i absolutnie nic więcej.

Jeśli chodzi o jedzenie to zagrożenia problemami żołądkowymi na Malediwach jest minimalne. Pod warunkiem, że oczywiście jada się umyte warzywa i owoce, a wodę pije wyłącznie butelkowaną. Zęby też lepiej myć w wodze butelkowanej.

Na co uważać na Malediwach? Największym zagrożeniem wydaje się być słońce dlatego trzeba stosować wysokie filtry, nawet w pochmurne dni. Idealnie biały piasek odbija promienie stąd nawet nie wiedząc kiedy możemy się spiec. Do tego koniecznie nakrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne, dużo wody a wakacje będziemy wspominać wyłącznie dobrze.

Malediwy – jak się przygotować?

No właśnie – to nie wakacje w Europie, że jak czegoś się zapomni to można kupić w najbliższym sklepie. Hotele mają oczywiście swoje sklepiki gdzie można kupić pastę do zębów czy olejek do opalania ale po pierwsze asortyment takiego sklepu jest ograniczony, a po drugie jak się możecie domyślić najtaniej w tych sklepikach nie jest.

Warto też zabrać przejściówkę do prądu, bo gniazdka elektryczne są brytyjskie. Hotele mają oczywiście adaptery, niektóre wypożyczają je za darmo, w innych trzeba będzie zapłacić.

Jeśli lecicie na Malediwy bez biura podróży to pamiętajcie, żeby kupić odpowiednie ubezpieczenie. Odpowiednie, czyli takie obejmujące cały świat. Ryzyko chorób tropikalnych na Malediwach jest niewielkie ale to egzotyka i zawsze jakiś komar może coś nam przenieść. Poza tym wiadomo jak to w życiu bywa – można złamać nogę czy mieć inny nieszczęśliwy wypadek a na Malediwach wszystko jest skomplikowane przez odległości. Szpital jest w Mahe i sam transport z wyspy-resortu może niejedną osobę bez wykupionego ubezpieczenia doprowadzić do bankructwa.

Malediwy – co tam można robić?

No właśnie – wyspa, plaża, ocean i nic więcej. Nuda! Tak myślałam przed wyjazdem. A po wyjeździe myślę, że to najfajniejsza nuda na świecie 😉 Przede wszystkim resorty są rozległe, jeśli śpicie w domku na plaży to macie kawałek plaży tylko dla siebie i to jest na Malediwach najcudowniejsze. Cisza, spokój, relaks. Jak już Wam się znudzi leżenie i gapienie na niesamowicie błękitną wodę to możecie się w niej zanurzyć i zobaczyć koralowce, ryby, błazenki, papugoryby, płaszczki i inne ciekawostki. Czasem przepłynie koło Was manta czy mały rekin. Po pierwszym dniu przestanie Was to dziwić 😉 Snurkowanie i nurkowanie to najpopularniejsze rozrywki na Malediwach. Poza tym można się wybrać na pół- lub jednodniową wycieczkę na bezludną wyspę czy na łowienie ryb.

Poza tym wyspa może wydawać się mała ale taki spacer dookoła zajmuje ponad 2 godziny, nam nawet zdarzyło się raz zgubić 😀 Po wyspie można jeździć hotelowymi rowerami, można uprawić wszelkiego rodzaju sporty wodne (choć nie tylko, są też boiska do siatkówki, korty tenisowe, siłownia), można uprawić bar-hopping 😉 W wielu hotelach organizuje się wieczorne karmienie rekinów i przyznam szczerze, że to było na tyle fajne doświadczenie, że nie nudziło się oglądanie go co wieczór.

Jeśli chcecie podróżować między wyspami to tu sprawa jest już bardziej skomplikowana, droga i czasochłonna, bo zostają wyłącznie promy, hydroplany, helikoptery i inne prywatne środki transportu. Jeśli nie macie ograniczeń finansowych to obsługa hotelu pomoże Wam wszystko zorganizować.

Malediwy – czy warto?

Tak, tak, i jeszcze raz tak. Potwierdzam wszystkie pozytywne opinie, które slyszałam i czytałam. Biały piasek i błękitny ocean ze wszystkimi jego mieszkańcami nie znudzą się przez tydzień. Jeśli zastanawiacie się na ile dni się wybrać na Malediwy to ja mimo iż byłam zachwycona to wiem, że po tygodniu miałabym dość. Jeśli będę miała okazję to z ogromną przyjemnością tam wrócę. Jeśli mi nie wierzycie, że nie będziecie się na wyspach nudzić to połączcie pobyt na Malediwach ze zwiedzaniem Sri Lanki, Indii czy Dubaju.

Żadne zdjęcie do tego wpisu nie było obrabiane, filtrowane ani w żaden sposób podrasowane. Ten raj naprawdę tak wygląda.

No właśnie, jeszcze mała dygresja na koniec. Łyżka dziegciu w beczce rajskiego miodu. Malediwy są przepiękne ale jak każde miejsce na świecie mają swoje problemy. Warto wiedzieć, że wyspy zostały zamienione nie tylko na resorty ale niektóre z nich pełnią też role wysypisk śmieci. Obrazki połaci piasku na oceanie zasypanych plastikiem niestety nikogo już nie dziwią. Masowa turystyka ma niestety swoją ciemną stronę. Malediwy sobie niestety z nią nie radzą.

Rok 2018 – podróżnicze podsumowanie

Podróżniczo rok 2018 jest już zamknięty. Jaki był? Intensywny, to na pewno. Pełen wrażeń. A w liczbach? W podróży spędziłam 143 dni 2018 roku (nie, nie pracuję na etacie), odbyłam 68 lotów trwających łącznie 157 godzin i liczących 91 622 kilometrów Odwiedziłam 18 krajów (Kenia, Sri Lanka, Malediwy, Portugalia, Grecja, Islandia, Szwajcaria, Liechtenstein, Włochy, Francja, Luksemburg, Tanzania, Białoruś, Ukraina, Estonia, Belgia, Holandia, Zjednoczone Emiraty Arabskie) z czego 8 (Kenia, Sri Lanka, Malediwy, Islandia, Liechtenstein, Luksemburg, Tanzania, Białoruś) po raz pierwszy. Wszystkie odwiedzone przeze mnie kraje możecie znaleźć TU. A jak wyglądały poszczególnie miesiące? Zapraszam do podsumowania.

W Nowym Roku ludzie zazwyczaj podejmują postanowienia. Ja też takiego chyba po raz pierwszy w życiu dokonałam. Chciałam mniej podróżować, założyłam sobie limit 5 wyjazdów na rok. Jak widać silnej woli starczyło mi tylko na początek roku…

Rok 2018 to też niestety rok odwołanych wyjazdów – musiałam zrezygnować aż z pięciu – nie poleciałam na Kos, do Wietnamu, do Londynu, do Budapesztu oraz do Neapolu. I wiecie którego mi najbardziej żal? Przedświątecznej jednodniówki w Londynie. Naoglądałam się instagramowych zdjęć przedświątecznego Londynu stąd chyba mój ogromny żal i rozczarowanie. Poza tym niestety musiałam zmienić plany na dużą część 2019 roku co oznacza, że nie polecę do Walencji, Malezji, Singapuru, Korei i Barcelony. No ale cóż, mam nadzieję, że po beznadziejnym 2018 i słabo zapowiadającym się 2019 wróci w końcu normalność. 2020 liczę na Ciebie 😉

A teraz proszę o zapięcie pasów, startujemy w podróż po roku 2018!

styczeń 2018

Tradycyjnie u mnie miesiąc małej aktywności podróżniczej. Tylko tygodniowy wyjazd do Warszawy będący raczej nadrabianiem zaległości kulturalno-towarzyskich 😉 Moja doroczna tradycja, w 2019 mam zamiar być jej wierna 😉

luty 2018

Kenia – rajskie wakacje w czasie największych mrozów w Polsce i absolutnie fantastyczne safari. Zakochałam się w czerwonych słoniach i mimo iż Kenia nie jest najpiękniejszym ani najbezpieczniejszym miejscem na świecie to ze względu na safari każdemu polecam ten kierunek na wakacje.

marzec 2018

Kenia była właściwie na przełomie lutego i marca 😉 Więcej w tym miesiącu nie podróżowałam.

kwiecień 2018

Weekend w moim ukochanym Krakowie. Kazimierz, klimatyczne knajpy, najlepsza na świecie pascha w Dawno Temu na Kazimierz, kawa po arabsku  w Chederze i pierwszy raz w życiu na żywo Cirque du Soleil. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju! A że Cirque du Soleil w marcu wraca do Polski to już wiecie gdzie mnie szukać w pierwszy weekend marca 2019 😉

maj 2018

Majówkę spędziłam na Sri Lance i  na Malediwach. Malediwy, co do których byłam zupełnie nieprzekonana (nie jestem plażowym typem) okazały się strzałem w dziesiątkę, prawdziwym rajem i najbardziej udanym wyjazdem 2018 roku. Jeśli się zastanawiacie czy nie będziecie się tam nudzić (ja się tego obawiałam) to gwarantuję, że nie będziecie.

czerwiec 2018

Czerwiec to 2 tygodnie w zimnej i deszczowej Portugalii – Lizbona, Porto, Coimbra, Faro, Aveiro, Obidos. Może coś jeszcze, nie pamiętam. Wyjazd do zapomnienia. Byłam wcześniej w Portugalii trzykrotnie i uwielbiałam ten kraj, po czerwcowej wyprawie mam wyłącznie złe skojarzenia z tym krajem. Mam nadzieję, że jeszcze go kiedyś odczaruję.

lipiec 2018

Po podróżniczym spokoju pierwszej połowy roku wyruszyłam w nieustającą podróż.

W połowie lipca spędziłam weekend w cudownej i magicznej Islandii. Zobaczyłam co prawda tylko jej południowo-zachodnią część ale cały czas się zachwycałam i jestem przekonana, że kiedyś tam wrócę. Najchętniej zimą, żeby zapolować na zorzę polarną.

Kolejny weekend spędziłam w Zurychu, Lucernie i Liechtensteinie. Głównym celem wyjazdu było odwiedzenie Liechtensteinu, który okazał się zupełnie nieciekawy. Za to w Zurychu pomyślałam sobie, że mogłabym tam mieszkać a Lucerna jest prawdziwą perełką Szwajcarii. Do tego sporo jeździłam pociągami podziwiając górskie krajobrazy. Pięknie było!

Na przełomie lipca i sierpnia wybrałam się na Mykonos zwiedzając po drodze Ateny. O tych wyjazdach możecie  poczytać TU i TU.

sierpień 2018

6.08.2018 na świecie pojawiło się moje dziecko, czyli ten blog 😉

Jeden z weekendów sierpnia spędziłam w Alzacji. Przeurocze Colmar i Eguisheim oraz największe miasto w regionie – Strasbourg. Już po pierwszym dniu wiedziałam, że będę chciała tam kiedyś wrócić zimą, w okresie świątecznym. I kiedyś na pewno wrócę. Mimo tego co się stało  na tegorocznym jarmarku w Strasbourgu.

Długi sierpniowy weekend spędziłam nad cudownym Jeziorem Como o czym możecie poczytać TU.

I ostatni weekend sierpnia – Luksemburg. Kraj malutki ale mający wiele do zaoferowania o czym pisałam TU. Kiedyś na pewno wrócę a Wam serdecznie polecam podróż do Luksemburga!

wrzesień 2018

Początek września to powrót do Grecji. Tym razem na Skiathos i Skopelos.

Poza tym krótki wypad do Szczecina (pierwszy raz w życiu!) – więcej wyjazdów do tego miasta nie planuję, sorry Szczecinianie 😉

I  na koniec września urodzinowy wyjazd na Zanzibar. Było rajsko i pięknie ale nie tak bosko jak na Malediwach.

październik 2018

Październikowy weekend i największe pozytywne zaskoczenie tego roku – Białoruś.

Kolejny weekend spędziłam na warszawskiej Pradze. I jestem na tyle zachwycona, że już niedługo będzie ciąg dalszy odkrywania Pragi.

listopad 2018

Długi listopadowy weekend to lato w Kalabrii. Zwiedzanie bez tłumów, mnóstwo pysznego jedzenia i atmosfera dolce far niente.

Kolejny weekend to zupełna zmiana klimatu – kilka dni w Kijowie. Już nie tak cudownie jak we Włoszech ale też bardzo smacznie 😉

Następnie była krótka wizyta we Wrocławiu – świąteczny jarmark, krasnale i nieświecąca choinka 😉 Wrocławski jarmark ma najdłuższą historię wśród polskich jarmarków i trzeba przyznać, że z roku na rok jest coraz bardziej okazały.

Nie zdążyłam jeszcze dobrze wrócić z Wrocławia a już leciałam do Estonii. W Tallinnie piłam najpyszniejszego na świecie grzańca na jarmarku świątecznym, w Tartu eksplorowałam nieco opustoszałe miasteczko a w Parnawie podziwiałam uroki letniego kurortu w zimowej aurze. Te miasta pojawią się na blogu już za momencik, bądźcie czujni 😉

grudzień 2018

Pierwszy weekend grudnia to wyjazd do Eindhoven, krótka wizyta w Amsterdamie (po raz kolejny, to miasto chyba nigdy mi się nie znudzi!) oraz dzień spędzony w Antwerpii. Amsterdam Light Festival zachwycił mnie na tyle, że za rok chcę polecieć tam na dłużej i tuż przed samymi świętami (świąteczne jarmarki w Holandii i Belgii zaczynają się dopiero po 8 grudnia). Podczas tego wyjazdu miałam odwiedzić jeszcze Gandawę ale niestety musiałam zmienić swoje plany. Kiedyś na pewno do Ghent pojadę.

Następnie miała być przedświąteczna jednodniówka w Londynie i weekend w Budapeszcie. Niestety oba wyjazdy musiałam odwołać.

Święta spędziliśmy całą rodziną w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Rezydowaliśmy w Dubaju, na jeden dzień wybraliśmy się do Abu Dhabi. Była to moja druga wizyta w Emiratach i muszę przyznać, że wrażenia mam lepsze niż po pierwszej. Dubaj staje się coraz bardziej miastem dla ludzi. Kiedyś tylko wieżowce, teraz tworzy się trochę miejsc gdzie można spędzić miło czas w otoczeniu zieleni. Nadal nie jest to moje ulubione miejsce na świecie ale myślę, że jeszcze tam kiedyś wrócę. Mam nadzieję, że uda mi się już wkrótce zamieścić wpis na blogu o tym mieście przyszłości.

Podsumowanie

Najfajniejsze miejsce? Malediwy. Bezsprzeczny nr 1 tego roku, raj dokładnie taki jak na pocztówkach. Nr 2 Islandia – cudowna, magiczna, zielono-czarna kraina elfów. Kiedyś tam na pewno wrócę. Nr 3 – tu mam większy problem, zastanawiałam się nad Zanzibarem i Kenią i mimo mojej ogromnej sympatii do tanzańskiej wyspy jednak przyznaję to miejsce Kenii ze względu na jedno z najcudowniejszych doświadczeń jakie można sobie wymarzyć – safari. Zobaczyć jak lew je zebrę na śniadanie – to widok wart wstania o 5 rano i widok wspanialszy niż najpiękniejsza plaża Zanzibaru.

Największe zaskoczenie? Białoruś. Kraj, po którym nie spodziewasz się niczego szczególnego zaskakuje Cię pięknymi zabytkami, gościnnymi ludźmi, zielenią w mieście i najzłotszą jesienią w życiu. Drugie bardzo pozytywne zaskoczenie to Luksemburg, który wszyscy mi  odradzali. Bo drogo, bo tam nic nie ma, bo to, bo tamto. Wszystko to nieprawda!

Najgorszy wyjazd? Portugalia. Nie ma się co rozwodzić, źle zaplanowany, źle zorganizowany, z fatalną pogodą. Stracone 2 tygodnie z życia. Poza tym nie zachwycił mnie Kijów ani Mykonos.

Plany na 2019

Rok 2018 mi niestety udowodnił, że nie ma co za dużo planować, bo życie miewa wobec nas inne zamiary. Jak już wspominałam wcześniej musiałam odwołać większość zaplanowanych na pierwszą część 2019 roku wyjazdów. To co się na chwilę obecną wydaje w miarę pewne to styczniowy weekend w Sevilli, marcowy weekend w Bordeaux i majówka na Seszelach. A co z tego wyjdzie to sama chciałabym wiedzieć…

Cudownego 2019 roku!