Rok 2018 – podróżnicze podsumowanie

Podróżniczo rok 2018 jest już zamknięty. Jaki był? Intensywny, to na pewno. Pełen wrażeń. A w liczbach? W podróży spędziłam 143 dni 2018 roku (nie, nie pracuję na etacie), odbyłam 68 lotów trwających łącznie 157 godzin i liczących 91 622 kilometrów Odwiedziłam 18 krajów (Kenia, Sri Lanka, Malediwy, Portugalia, Grecja, Islandia, Szwajcaria, Liechtenstein, Włochy, Francja, Luksemburg, Tanzania, Białoruś, Ukraina, Estonia, Belgia, Holandia, Zjednoczone Emiraty Arabskie) z czego 8 (Kenia, Sri Lanka, Malediwy, Islandia, Liechtenstein, Luksemburg, Tanzania, Białoruś) po raz pierwszy. Wszystkie odwiedzone przeze mnie kraje możecie znaleźć TU. A jak wyglądały poszczególnie miesiące? Zapraszam do podsumowania.

W Nowym Roku ludzie zazwyczaj podejmują postanowienia. Ja też takiego chyba po raz pierwszy w życiu dokonałam. Chciałam mniej podróżować, założyłam sobie limit 5 wyjazdów na rok. Jak widać silnej woli starczyło mi tylko na początek roku…

Rok 2018 to też niestety rok odwołanych wyjazdów – musiałam zrezygnować aż z pięciu – nie poleciałam na Kos, do Wietnamu, do Londynu, do Budapesztu oraz do Neapolu. I wiecie którego mi najbardziej żal? Przedświątecznej jednodniówki w Londynie. Naoglądałam się instagramowych zdjęć przedświątecznego Londynu stąd chyba mój ogromny żal i rozczarowanie. Poza tym niestety musiałam zmienić plany na dużą część 2019 roku co oznacza, że nie polecę do Walencji, Malezji, Singapuru, Korei i Barcelony. No ale cóż, mam nadzieję, że po beznadziejnym 2018 i słabo zapowiadającym się 2019 wróci w końcu normalność. 2020 liczę na Ciebie 😉

A teraz proszę o zapięcie pasów, startujemy w podróż po roku 2018!

styczeń 2018

Tradycyjnie u mnie miesiąc małej aktywności podróżniczej. Tylko tygodniowy wyjazd do Warszawy będący raczej nadrabianiem zaległości kulturalno-towarzyskich 😉 Moja doroczna tradycja, w 2019 mam zamiar być jej wierna 😉

luty 2018

Kenia – rajskie wakacje w czasie największych mrozów w Polsce i absolutnie fantastyczne safari. Zakochałam się w czerwonych słoniach i mimo iż Kenia nie jest najpiękniejszym ani najbezpieczniejszym miejscem na świecie to ze względu na safari każdemu polecam ten kierunek na wakacje.

marzec 2018

Kenia była właściwie na przełomie lutego i marca 😉 Więcej w tym miesiącu nie podróżowałam.

kwiecień 2018

Weekend w moim ukochanym Krakowie. Kazimierz, klimatyczne knajpy, najlepsza na świecie pascha w Dawno Temu na Kazimierz, kawa po arabsku  w Chederze i pierwszy raz w życiu na żywo Cirque du Soleil. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju! A że Cirque du Soleil w marcu wraca do Polski to już wiecie gdzie mnie szukać w pierwszy weekend marca 2019 😉

maj 2018

Majówkę spędziłam na Sri Lance i  na Malediwach. Malediwy, co do których byłam zupełnie nieprzekonana (nie jestem plażowym typem) okazały się strzałem w dziesiątkę, prawdziwym rajem i najbardziej udanym wyjazdem 2018 roku. Jeśli się zastanawiacie czy nie będziecie się tam nudzić (ja się tego obawiałam) to gwarantuję, że nie będziecie.

czerwiec 2018

Czerwiec to 2 tygodnie w zimnej i deszczowej Portugalii – Lizbona, Porto, Coimbra, Faro, Aveiro, Obidos. Może coś jeszcze, nie pamiętam. Wyjazd do zapomnienia. Byłam wcześniej w Portugalii trzykrotnie i uwielbiałam ten kraj, po czerwcowej wyprawie mam wyłącznie złe skojarzenia z tym krajem. Mam nadzieję, że jeszcze go kiedyś odczaruję.

lipiec 2018

Po podróżniczym spokoju pierwszej połowy roku wyruszyłam w nieustającą podróż.

W połowie lipca spędziłam weekend w cudownej i magicznej Islandii. Zobaczyłam co prawda tylko jej południowo-zachodnią część ale cały czas się zachwycałam i jestem przekonana, że kiedyś tam wrócę. Najchętniej zimą, żeby zapolować na zorzę polarną.

Kolejny weekend spędziłam w Zurychu, Lucernie i Liechtensteinie. Głównym celem wyjazdu było odwiedzenie Liechtensteinu, który okazał się zupełnie nieciekawy. Za to w Zurychu pomyślałam sobie, że mogłabym tam mieszkać a Lucerna jest prawdziwą perełką Szwajcarii. Do tego sporo jeździłam pociągami podziwiając górskie krajobrazy. Pięknie było!

Na przełomie lipca i sierpnia wybrałam się na Mykonos zwiedzając po drodze Ateny. O tych wyjazdach możecie  poczytać TU i TU.

sierpień 2018

6.08.2018 na świecie pojawiło się moje dziecko, czyli ten blog 😉

Jeden z weekendów sierpnia spędziłam w Alzacji. Przeurocze Colmar i Eguisheim oraz największe miasto w regionie – Strasbourg. Już po pierwszym dniu wiedziałam, że będę chciała tam kiedyś wrócić zimą, w okresie świątecznym. I kiedyś na pewno wrócę. Mimo tego co się stało  na tegorocznym jarmarku w Strasbourgu.

Długi sierpniowy weekend spędziłam nad cudownym Jeziorem Como o czym możecie poczytać TU.

I ostatni weekend sierpnia – Luksemburg. Kraj malutki ale mający wiele do zaoferowania o czym pisałam TU. Kiedyś na pewno wrócę a Wam serdecznie polecam podróż do Luksemburga!

wrzesień 2018

Początek września to powrót do Grecji. Tym razem na Skiathos i Skopelos.

Poza tym krótki wypad do Szczecina (pierwszy raz w życiu!) – więcej wyjazdów do tego miasta nie planuję, sorry Szczecinianie 😉

I  na koniec września urodzinowy wyjazd na Zanzibar. Było rajsko i pięknie ale nie tak bosko jak na Malediwach.

październik 2018

Październikowy weekend i największe pozytywne zaskoczenie tego roku – Białoruś.

Kolejny weekend spędziłam na warszawskiej Pradze. I jestem na tyle zachwycona, że już niedługo będzie ciąg dalszy odkrywania Pragi.

listopad 2018

Długi listopadowy weekend to lato w Kalabrii. Zwiedzanie bez tłumów, mnóstwo pysznego jedzenia i atmosfera dolce far niente.

Kolejny weekend to zupełna zmiana klimatu – kilka dni w Kijowie. Już nie tak cudownie jak we Włoszech ale też bardzo smacznie 😉

Następnie była krótka wizyta we Wrocławiu – świąteczny jarmark, krasnale i nieświecąca choinka 😉 Wrocławski jarmark ma najdłuższą historię wśród polskich jarmarków i trzeba przyznać, że z roku na rok jest coraz bardziej okazały.

Nie zdążyłam jeszcze dobrze wrócić z Wrocławia a już leciałam do Estonii. W Tallinnie piłam najpyszniejszego na świecie grzańca na jarmarku świątecznym, w Tartu eksplorowałam nieco opustoszałe miasteczko a w Parnawie podziwiałam uroki letniego kurortu w zimowej aurze. Te miasta pojawią się na blogu już za momencik, bądźcie czujni 😉

grudzień 2018

Pierwszy weekend grudnia to wyjazd do Eindhoven, krótka wizyta w Amsterdamie (po raz kolejny, to miasto chyba nigdy mi się nie znudzi!) oraz dzień spędzony w Antwerpii. Amsterdam Light Festival zachwycił mnie na tyle, że za rok chcę polecieć tam na dłużej i tuż przed samymi świętami (świąteczne jarmarki w Holandii i Belgii zaczynają się dopiero po 8 grudnia). Podczas tego wyjazdu miałam odwiedzić jeszcze Gandawę ale niestety musiałam zmienić swoje plany. Kiedyś na pewno do Ghent pojadę.

Następnie miała być przedświąteczna jednodniówka w Londynie i weekend w Budapeszcie. Niestety oba wyjazdy musiałam odwołać.

Święta spędziliśmy całą rodziną w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Rezydowaliśmy w Dubaju, na jeden dzień wybraliśmy się do Abu Dhabi. Była to moja druga wizyta w Emiratach i muszę przyznać, że wrażenia mam lepsze niż po pierwszej. Dubaj staje się coraz bardziej miastem dla ludzi. Kiedyś tylko wieżowce, teraz tworzy się trochę miejsc gdzie można spędzić miło czas w otoczeniu zieleni. Nadal nie jest to moje ulubione miejsce na świecie ale myślę, że jeszcze tam kiedyś wrócę. Mam nadzieję, że uda mi się już wkrótce zamieścić wpis na blogu o tym mieście przyszłości.

Podsumowanie

Najfajniejsze miejsce? Malediwy. Bezsprzeczny nr 1 tego roku, raj dokładnie taki jak na pocztówkach. Nr 2 Islandia – cudowna, magiczna, zielono-czarna kraina elfów. Kiedyś tam na pewno wrócę. Nr 3 – tu mam większy problem, zastanawiałam się nad Zanzibarem i Kenią i mimo mojej ogromnej sympatii do tanzańskiej wyspy jednak przyznaję to miejsce Kenii ze względu na jedno z najcudowniejszych doświadczeń jakie można sobie wymarzyć – safari. Zobaczyć jak lew je zebrę na śniadanie – to widok wart wstania o 5 rano i widok wspanialszy niż najpiękniejsza plaża Zanzibaru.

Największe zaskoczenie? Białoruś. Kraj, po którym nie spodziewasz się niczego szczególnego zaskakuje Cię pięknymi zabytkami, gościnnymi ludźmi, zielenią w mieście i najzłotszą jesienią w życiu. Drugie bardzo pozytywne zaskoczenie to Luksemburg, który wszyscy mi  odradzali. Bo drogo, bo tam nic nie ma, bo to, bo tamto. Wszystko to nieprawda!

Najgorszy wyjazd? Portugalia. Nie ma się co rozwodzić, źle zaplanowany, źle zorganizowany, z fatalną pogodą. Stracone 2 tygodnie z życia. Poza tym nie zachwycił mnie Kijów ani Mykonos.

Plany na 2019

Rok 2018 mi niestety udowodnił, że nie ma co za dużo planować, bo życie miewa wobec nas inne zamiary. Jak już wspominałam wcześniej musiałam odwołać większość zaplanowanych na pierwszą część 2019 roku wyjazdów. To co się na chwilę obecną wydaje w miarę pewne to styczniowy weekend w Sevilli, marcowy weekend w Bordeaux i majówka na Seszelach. A co z tego wyjdzie to sama chciałabym wiedzieć…

Cudownego 2019 roku!