Lucerna – perełka Szwajcarii

Miasto, którego w ogóle nie było w moich planach. Zurych mimo iż piękny to nie oferuje tyle atrakcji, żeby spędzić tam całe 3 dni. po pierwszym dniu uznałam, że muszę się ruszyć gdzieś dalej. Szybkie spojrzenie na mapę i padło na Lucernę. Dojazd pociągiem z Zurychu zajmuje zaledwie godzinę. Szwajcarska kolej działa jak szwajcarski zegarek 😉 Bez zarzutu.

Okazuje się, że miastem zauroczone były takie sławy jak królowa Wiktoria, Goethe, Victor Hugo, Albert Einstein czy Lew Tołstoj. Ja już po pierwszych minutach spędzonych w mieście dołączyłam do tego grona. Miasto położone jest malowniczo nad Jeziorem Czterech Kantonów, u stóp Alp. Szwajcaria jak z pocztówki.

Lucerna to Miasto Świateł. Dla Paryża to tylko przydomek, dla Lucerny nazwa miasta. Nazwa wg legendy wzięła się stąd, że anioł w świetlistym obłoku wskazał mieszkańcom brzeg jeziora, na którym mieli zbudować kaplicę św. Mikołaja – patrona rybaków i żeglarzy.

Tuż przy wyjściu z dworca trafiamy na most, którym przechodzimy na drugą stronę rzeki i jesteśmy na starym mieście. Starówka znajduje się u ujścia rzeki Reuss do jeziora. Nad wodą mieszczą się hotele (nawet ja na Szwajcarię wyjątkowo drogie), restauracje i kawiarnie. Warto usiąść z lamką wina czy kawą i obserwować życie toczące się wokół wody.

Most Kapliczny (Klasztorny)

Symbolem miasta są mosty a najsłynniejszy z nich to 204-metrowy Kapellbrucke – most Kapliczny. Jest w całości zadaszony i w dawnych czasach stanowił część miejskich fortyfikacji. Nie łączy obu brzegów najkrótszą możliwą drogą, a jego kształt wynika z dostosowania kształtu konstrukcji do bagnistego podłoża.

Jest to najstarsza tego typu drewniana konstrukcja w Europie. Most jest symbolem miasta. Latem ozdobionymi kwiatami, zawsze pełen turystów pozujących do zdjęć. Bo być w Lucernie i nie mieć sweet foci na moście? No way 😉 przynajmniej dla tłumu azjatyckich turystów 😉

Do mostu przylega kamienna wieża (Wieża Wodna) na początku będąca elementem systemu obronnego miasta, następnie więzieniem, a obecnie mieści się w miej archiwum.

Sam most spłonął w 1333 roku, to po czym możemy spacerować dziś to rekonstrukcja z 1993 roku.

Spreuerbrucke – Młyński Most (Plewny)

Zbudowany kilkadziesiąt lat po Moście Klasztornym, w 1408 roku. Jest krótszy, też zadaszony. Zdecydowanie mniej popularny wśród turystów.

Lucerna – stare miasto

Starówka to renesansowy pałaca rodziny Am Rhynów, kaplica św. Piotra i Kornmarkt – ratusz miejski. Zbudowany w stylu włoskiego renesansu uznawany jest za jeden z najpiękniejszych budynków w całej Szwajacarii.

Na jednej ze ścian ratusza widać wzorce dawnych miar – stopy i łokcia.

Wąskie uliczki przy Weinmarktgasse są zamknięte dla ruchu kołowego.

Plac Weinmarkt

Weinmarkt to jeden z najpopularniejszych placów w mieście. Nazwa nie jest przypadkowa i dobrze Wam się kojarzy. Kiedyś handlowano tu winem, włoskim zresztą. Następnie plac pełnił rolę targu rybnego. Plac otaczają kolorowe kamieniczki, w ktorych urządzono głównie restauracje. Na placu rośnie lipa, pod którą kiedyś odbywały się sądy.

Hotel Gutsch

Ze starówki widać wznoszący się nad miastem bajkowy pałacyk. Tak na godzinie 1 na powyższym zdjęciu. To luksusowy, XIX-wieczny hotel Gutsch. Zatrzymywały się w nim takie sławy jak Sophia Loren, Charlie Chaplin czy Alfred Hitchcock. Odbyło się tu też wesele DJa Bobo – jednego z najsłynniejszych Szwajcarów. Obecnie hotel znajduje się w rękach rosyjskiego oligarchy – Aleksandra Lebiediewa.

Jezioro Czterech Kantonów

Podobnie jak w Zurychu, jezioro znajduje się nieopodal centrum miasta. Podczas mojego pobytu odbywał się tam festiwal kulinarny – było głośno, gwarno i… smacznie 😉 Widać, że tereny wokół jeziora żyją. Tu mieszkańcy spędzają weekendy, tu turyści szukają wytchnienia w upalne dni.

Lucerna – czy warto?

Tak, tak i jeszcze raz tak. Dla mnie odwiedzenie Lucerny było zupełnie nieplanowane, a miasteczko mnie urzekło. Nie miałam pojęcia, że jest tak popularne i są w nim takie tłumy turystów. Rocznie Lucernę odwiedza ponad 5 milionów gości! Z tego powodu myślę, że lepiej wybrać się tam przed lub po sezonie, na pewno będzie spokojniej niż podczas moich lipcowych odwiedzin.

Lucerna to taka Szwajcaria w pigułce – jest piękne jezioro, kolorowa starówka, eleganckie sklepy i restauracje. To wszystko otoczone Alpami. Mój szwajcarski numer 1. Wydaje mi się, że Szwajcaria w ogóle nie jest popularnym kierunkiem podróży, a szkoda. Jest piękna, miasta są czyste, świetnie utrzymane, a przyroda jest tu po prostu nieziemska. Niestety wakacje w Szwajcarii do tanich nie należą, pewnie dlatego aż tak popularna nie jest. Ale ja gorąco polecam, nie tylko zimą na narty 😉

Zurych – weekend w największym mieście Szwajcarii

Zurych – największe miasto uchodzące za stolicę szwajcarskiej finansjery choć nie stolica kraju. Bogate i nudne. Tak mówią. Czy tak jest w rzeczywistości? W pewien gorący lipcowy weekend poleciałam to sprawdzić.

Szwajcarzy powtarzają legendę o tym, że kiedy Bóg tworzył świat Włochom dał piękną przyrodę i doskonałą kuchnię, Niemcom bogactwo i porządek, a Francuzom fantazję i sztukę. Na koniec postanowił stworzyć kraj, który będzie miał to wszystko i tak powstała Szwajcaria. Urocze? Urocze ale naprawdę trudno się z tym nie zgodzić. Złośliwi Niemcy ripostują Szwajcarów mówiąc, że dla równowagi ten mający wszystko kraj został obdarowanymi nudnymi ludźmi. Tu jednak bym polemizowała 😉

Zurich Hauptbahnhof

Niezależnie od tego czy przyjeżdżacie do miasta pociągiem lub busem czy przylatujecie samolotem to pierwsze miejsce jakie napotkacie to Dworzec Główny – Zurich Hauptbahnhof. Dworzec poza funkcjami typowymi dla takiego miejsca jest też przestrzenią sztuki. Podczas mojego pobytu znajdowała się tam taka instalacja jak na powyższym zdjęciu, przez długi czas dworzec zdobiła rzeźba kolorowego anioła w zaawansowanej ciąży zwisającego z sufitu. Dzieje się 😉

Bahnhofstrasse – główna ulica zakupowa Zurychu

Praktycznie naprzeciwko głównego wyjścia z dworca znajduje się Bahnhofstrasse – główna arteria zakupowa miasta, taka zuryska Piąta Aleja. Miesięczny czynsz należy tu do najwyższych w Europie. Jeśli chce zakupić torebkę od jednego z czołowych światowych projektantów albo nowego rolexa – to właśnie tu. Nawet jeśli nie chcecie nic kupić to i tak tu przyjdźcie. Sklepowe wystawy to mała galeria sztuki.

Przy Bahnhofstrasse 21 mieści się jedna z najsłynniejszych cukierni w mieście – Sprungli. Jej sztandarowym produktem są ciasteczka Luxemburgeli (ciastka luksemburskie), których sprzedaje się pół tony dziennie! Ponadto możecie tu spróbować jednego (lub kilku) z ponad 40 rodzajów pralinek ze szwajcarskiej czekolady.

Paradeplatz

Spacerując ulicą w kierunku jeziora dojdziemy do Paradeplatz wokół którego swoje siedziby mają wszelkie możliwe banki. Miejska legenda głosi, że pod asfaltem, w dawnych kanałach ściekowych, znajdują się tajne skarbce.

Zurych – starówka

Skręcając w lewo dotrzemy do zuryskiej starówki. Sami mieszkańcy pieszczotliwie nazywają ją wioseczką. Nie ma tu żadnych okazałych budowli, za to jest sporo gotyckich kamienic. W wielu z nich działają dziś sklepy, restauracje i kluby. Co chwilę będziecie mijać jakąś fontannę – w Zurychu jest ich ponad 1000! Ważne latem – woda z każdej fontanny nadaje się do picia.

Spacerując po starym mieście warto zwrócić uwagę na Cabaret Voltaire – tę knajpę uważa się za miejsce narodzin dadaizmu – nurtu, który utorował drogę sztuce współczesnej. Idee dadaistów to absurd, odrzucenie wszelkich konwencji, nonsens i prymitywizm. Kawiarnia słynie z organizowanych tu awangardowych wystaw. A propos sztuki, to właśnie w Zurychu swoje pierwsze wystawy organizował Picasso (w budynku dzisiejszego Muzeum Sztuk Pięknych).

Zurych Operahouse

Opera w Zurychu to największa instytucja kulturalna kraju. Rocznie wystawia ponad 300 spektakli co czyni ją jedną z największych pod względem produkcji scen Europy. Budynek, w którym mieści się opera powstał w 1891 roku, został zaprojektowany przez architektów z Wiednia i niestety podczas mojego pobytu był w remoncie.

Plac Bellevue

Znajduje się praktycznie naprzeciwko opery, jest węzłem komunikacyjnym i miejscem spotkań. Otoczony zielenią i kamienicami z przełomu XIX i XX wieku, położony tuż przy brzegu jeziora. Bardzo eleganckie choć zatoczone miejsce.

Grossmunster – katedra

Właściwie to romański kościół protestancki, którego charakterystycznymi punktami są dwie strzeliste wieże, które Szwajcarzy (ktoś nadal twierdzi, że oni są nudni?) nazywają solniczką i pieprzniczką.

Lindenhof

Miejsce spotkań mieszkańców miasta. Stąd rozciąga się piękna panorama Zurychu. Wzgórze otoczone jest lipami skąd wzięła się nazwa.

Jezioro Zuryskie

Jezioro znajdujące się praktycznie w centrum miasta. Wygięte w kształt banana, otoczone parkami i szczytami Alp. O każdej porze pełne ludzi. Tu pracownicy korporacji spędzają przerwę na lunch, tu bawią się dzieci, tu turyści uciekają przed letnimi upałami. Cudowne miejsce. Jak ktoś chce odpocząć bardziej aktywnie – są rowerki wodne, można się wykazać. A potem zjeść coś w jednej z otaczających je restauracji.

Wg tripadvisora jezioro to zuryska atrakcja nr 1. Trudno się z tym nie zgodzić.

Wzdłuż dolnej części północnego brzegu jeziora rozciąga się słynny Złoty Brzeg. Ten region jest znany z niskich stawek podatków oraz wysokich cen nieruchomości – nic dziwnego, że mnóstwo tu budynkami i willi bardzo zamożnej części społeczeństwa. 

Co zjeść w Zurychu?

Nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła chociaż krótkiej wstawki kulinarnej 😉 Byłam w Zurychu w lipcu, było ponad 30 stopni i sama uważałam, że tłuste gorące sery to nie jest najodpowiedniejsze pożywienie ale… Być w Szwajcarii i nie zjeść raclette? 😉 Poczekałam do wieczora, kiedy temperatura spadła do rozsądnych wartości i przy starym mieście zjadłam pyszne, tłuste, tuczące raclette. Kawałki chleba i pikle w rozpływającym się serze – szwajcarska specjalność na każdą porę roku. Musicie!

A na deser koniecznie szwajcarska czekoladka. Albo tuzin czekoladek 😉 Wybór jest ogromny, zarówno w cukierniach jak i zwykłych marketach. Nawet znane u nas marki mają w Szwajcarii dużo bogatszą ofertę. Każdy znajdzie coś dla siebie. Chyba, że ktoś nie lubi czekolady, podobno są tacy biedni ludzie 😀

Zurych – czy warto?

Zurych w ogóle nie jest nudny. Jest piękny, jest poukładany, czysty. Ale wiecie co pomyślałam po pierwszym dniu pobytu w mieście? To doskonałe miejsce do życia. Tu się nie pędzi jak w innych europejskich metropoliach, tu każdy ma czas, żeby skoczyć nad jezioro, na kawę, na lunch. Ludzie pracują ale nie żyją pracą. Chociaż wedle wszelkich rankingów koszty życia w Zurychu są najwyższe w Europie. Ale z drugiej strony średnia płaca w budżetówce wynosi 6 tysięcy franków. Więc źle się Szwajcarom z Zurychu nie powodzi 😉

Miasto jest stosunkowo niewielkie, nie ma tu wieżowców (najwyższa jest wieża kościelna). Cytując Kramera z Vabanku: Zurych, Alpy, tu się oddycha. Polecam Wam serdecznie taki oddech! Miasto jest na tyle małe, że spokojnie można je obejść w jeden dzień a zwiedzić w dwa stąd już po przylocie musiałam poszukać sobie atrakcji na pozostałe dni mojego pobytu. Padło na Liechtenstein i Lucernę. Pojawią się na blogu już niedługo, stay tuned 😉

W Zurychu odbywa się też jarmark bożonarodzeniowy a całe miasto jest wtedy oświetlone lampkami. Widoki jak z bajki, z pewnością wrócę kiedyś do Zurychu w okresie zimowym.