Luksemburg – podstawowe informacje

Luksemburg, Luxembourg a właściwie Wielkie Księstwo Luksemburga. Wycieczka do tego małego kraju chodziła mi po głowie od jakichś 4 lat. Zawsze jak lądowałam w Charleroi i widziałam autobusy flibco jadące do Luksemburga to sobie obiecywałam, ze następnym razem też tak zrobię. Ale czas mijał i zawsze było coś ciekawszego do zobaczenia.

Luksemburg – jak dolecieć?

W tym roku postanowiłam rozprawić się z europejskimi krajami, w których do tej pory nie byłam. I zabukowałam bilety do Luksemburga. Jak się dostać do tego małego państwa? Najtaniej – Ryanair lub Wizzair do Brukseli Charleroi a stamtąd busem flibco do Luksemburga. Bilety do Charleroi można upolować za 39zl OW, bilety na busa kupowane z dużym wyprzedzeniem są po 5EUR. Podróż z lotniska Charleroi do Luksemburga trwa niecałe 3 godziny.

Opcja droższa ale wygodniejsza – bezpośredni lot z Warszawy do Luksemburga LOTem. Ja leciałam Lufthansą przez Monachium. Dzięki dobrym połączeniom byłam tam dwa pełne dni, przyleciałam w piątek o 9 rano, odlatywałam w sobotę o 20.25.

Do Luksemburga dolecicie też Ryanairem z Londynu i Bergamo.

Luksemburg – dojazd z lotniska do miasta

Jest bardzo prosty. Po wyjściu z hali przylotów trzeba wjechać na pierwsze piętro, do hali odlotów. Z terminala wychodzi się praktycznie na przystanek autobusowy. Bus linii 16 kursuje co 10 minut (w weekendy co 20), do centrum miasta dojeżdża w 20-25 minut, do dworca kolejowego Gare de Luxembourg w 30-35. Bilet kosztuje 2 EUR, do kupienia w maszynie na przystanku lub poprzez SMS. Warto rozważyć zakup biletu całodniowego za 4 EUR. Uwaga, jeśli przylatujecie wieczorem to nie kupujcie tego biletu, bo nie jest on ważny 24 godziny tylko do godziny 4 rano dnia następnego po skasowaniu. Jeśli chcecie zwiedzać Luksemburg to warto rozważyć zakup karty Luxembourg Card, która również obejmuje transport. Bilety są ważne nie tylko na komunikację miejską w mieście Luksemburg ale także na autobusy międzymiastowe i kolej.

Luxembourg Card – czy warto?

Luksemburg, jak wiele innych miejsc na świecie oferuje specjalną kartę dla turystów. Przyznam szczerze, że jestem wielką fanką takich rozwiązań i często korzystam z tego typu udogodnień. Kartę Luxembourg Card możemy kupić w centrum informacji turystycznej na głównym placu miasta, w wielu hotelach oraz zamówić na stronie internetowej. Jeśli zamówimy z odpowiednim wyprzedzeniem to kartę prześlą nam do domu. Opcja szybsza i praktyczniejsza – ściągamy aplikację Luxembourg Card i tam dokonujemy zakupu płacąc kartą kredytową lub poprzez PayPal. Kartę mamy wtedy w telefonie. Uwaga, po zakupie musimy ją aktywować. Jeśli kupujemy kartę na 2 lub 3 dni musimy aktywować ją każdego dnia. Koszt karty to 13 EUR za 1 dzień, 20 EUR za 2 dni i 28 EUR za 3 dni. Istnieją również karty rodzinne, szczegóły na stronie internetowej. Karta poza transportem w całym księstwie zapewnia darmowy wstęp do szeregu muzeów, zamków i innych interesujących miejsc. Jeśli chcecie zwiedzić Luksemburg a nie tylko przespacerować się po mieście to karta zdecydowanie się opłaca. Ja wybrałam opcję 2-dniową i korzystałam z niej  intensywnie co jeszcze opiszę.

Luksemburg – gdzie spać?

Noclegi w Luksemburgu są, co tu dużo mówić, drogie. Sprawdzony i polecony jest Luxembourg City Hostel, więc w opcji budżetowej na pewno się sprawdzi.

Ja na ten wyjazd wybrałam Hotel Empire. Nie był najtańszy ale tańsze i gorsze hotele były tańsze o zaledwie 10 EUR więc uznałam, że ten hotel to najlepszy stosunek jakości do ceny. Hotel jest przede wszystkim świetnie położony – tuż przy dworcu kolejowym skąd łatwo dotrzeć z/na lotnisko, do centrum miasta oraz w każde inne miejsce w Luksemburgu. Pokój nie był duży ale sprytnie urządzony przez co nie odczuwało się braku przestrzeni. Bardzo mi się podobało, że zarówno w pokoju, jak i w restauracji były książki na półkach – to tworzyło przyjemną, domową atmosferę. W cenę pokoju wliczone jest też bardzo dobre śniadanie w przyjemnej restauracji z widokiem na miasto. Jest przechowalnia bagażu. Mogę ten hotel polecić z czystym sumieniem.

Luksemburg to miasto banków i europejskich instytucji, wciąż mało popularne turystycznie stąd ceny noclegów są zdecydowanie niższe w weekendy niż w tygodniu. Weźcie to pod uwagę planując wyjazd.

Luksemburg – poruszanie się po mieście

Najłatwiej – pieszo. Centrum jest dosyć ścisłe i stosunkowo niewielkie, wszędzie dotrzemy na nogach choć chcąc zwiedzać i dolne, i górne miasto trochę się powspinamy. Komunikacja miejska jest dobrze rozwinięta, autobusy kursują często, punktualnie i do praktycznie każdego zakątka miasta. Na każdym przystanku jest rozkład jazdy jak i tablice multimedialne z rzeczywistym czasem przyjazdu każdego z autobusów. W mieście kursują także tramwaje ale spotkacie je bardziej na obrzeżach niż w ścisłym centrum.

Luksemburg – co zjeść?

Na temat tego co zjeść w Luksemburgu nie mogłam znaleźć żadnych informacji przed wyjazdem. Trzeba było szukać na miejscu.

Luksemburg ma bardzo francuski klimat i znajdziemy tam mnóstwo francuskich knajpek. Ale typowa tradycyjna kuchnia luksemburska ma dużo więcej wspólnego z kuchnią niemiecką.

Typowe luksemburskie dania to:

Feierstengszalot – sałatka z ziemniakami, gotowaną wołowiną i sosem vinaigrette.

Kniddelen mat Speck – pierogi z wędzonym bekonem

Judd mat Gaardebounen – danie z wieprzowiny z fasolą

Choucroute garnie – znane z Alzacji danie z kapustą, ziemniakami i mięsem

Gratin luxembourgeois – zapiekanka ziemniaczana z boczkiem, śmietaną i serem.

Zdecydowanie nie jest to moja ulubiona kuchnia ale zdecydowałam się na ziemniaczaną zapiekankę. Była bardzo smaczna choć duża, ciężka i tłusta.

Zdecydowanie wolę opcję typowo francuską – tutaj crepe au caramel.

Luksemburg – wino

Mało kto zdaje sobie sprawę, że w Luksemburgu produkuje się wino. Najbardziej popularne jest wino musujące – Crémant de Luxembourg. W Luksemburgu znajduje się kilka winnic, które można zwiedzać. Najsłynniejsza to Caves Bernard Massard znajdująca się w Grevenmacher. Poza tym możemy zgłębić tajniki produkcji wina w Caves de Wormeldange, Caves St Martin  (w Remich) czy w Caves du Sud Remerschen. Bardzo chciałam którąś z nich odwiedzić ale niestety podczas tego wyjazdu zabrakło mi czasu. Następnym razem! W knajpach najczęściej zaproponują Wam rieslingi, które smakują bardzo podobnie do tych niemieckich. Jedna butelka wina musującego przyleciała ze mną do Polski. Zastanawiałam się czy kupno wina musującego na podróż samolotem (zmiany ciśnienia) to dobry pomysł ale uznałam, że skoro sprzedają je na lotnisku to musi to być bezpieczne. Wino doleciało  w całości ale się rozszczelniło (?), w każdym razie torba, w którą było zapakowane była w środku lekko mokra.

Luksemburg – ceny

Jest drogo ale nie aż tak strasznie drogo jak się spodziewałam. Drogie są noclegi oraz jedzenie na mieście (na obiad trzeba przeznaczyć co najmniej 20 EUR). Ceny w markecie są takie jak w każdym europejskim kraju, tania jest komunikacja zbiorowa. Mam wrażenie, że Luksemburg robi wszystko, żeby przekonać mieszkańców i turystów do korzystania z komunikacji, nie ma się czemu dziwić, nawet w tak małym mieście są spore korki. Pamiątki też kosztują tyle co w innych europejskich metropoliach – pocztówki po 0,5 EUR, magnesy 3 – 4 EUR.

Alzacja – co zjeść?

Alzacja to Francja więc oferuje bogactwo kuchni francuskiej. Ale nie tylko, region położony jest blisko Niemiec i wpływy niemieckie widoczne są także w kuchni.

Jednym z najsłynniejszych alzackich dań jest choucroute. Danie jednogarnkowe na bazie kiszonej kapusty i mięsa, co najmniej 3 rodzajów, często 5. Podawane najczęściej z ziemniakami i śmietaną. Często  dodaje się do niego flaczki i podroby. Przyznaję, że danie wyglądało tak ciężko, że nie zdecydowałam się go spróbować. Zwłaszcza, że porcje też wszędzie wyglądały na ogromne, a ja byłam na tym wyjeździe sama. Za porcję tego dania trzeba zapłacić w restauracji ok. 20 EUR ale myślę, że taką porcją spokojnie najedzą się 2 osoby.

Bretzel – chyba najpopularniejsza alzacka przekąska, precle są wszędzie, są też dedykowane wyłącznie im sklepy i stoiska.

Francja to muszą być też sery. Ser Munster produkowany w alzackiej dolinie o tej samej nazwie. Smak ma intensywny i bardzo charakterystyczny, jest częstym dodatkiem do tarte flambee.

Tarte flambee to danie, które zjecie w naprawdę każdej alzackiej knajpie (a przynajmniej tej szanującej się). Jest to cienki (cieniutki!) placek z drożdżowego ciasta, pieczony na kamieniu. Tradycyjnie posmarowany jest śmietaną i posypany boczkiem oraz cebulą. To wersja najbardziej tradycyjna. Istnieje kilka wariacji placka – dodatkiem może być ser (często Munster), pieczarki czy wędzony łosoś. Najczęściej podawany bez sztućców. Moja wersja była z serem, i oczywiście lampką alzackiego wina (tu riesling).

Tarte flambee występuje też w wersji na słodko ale taką można spotkać w niewielu restauracjach. Nie próbowałam wersji słodkiej.

Alzackie wina

Próbowanie alzackich win stanowi nieodłączony element wizyty w tym regionie Francji. Winogrona porastają ogromną część Alzacji. Produkuje się tu głównie wina szczepów pinot (blanc, gris i noir), riesling, muscatgewurtztraminer. Alzackie wina są delikatne i łagodne w smaku, takie codzienne. Ciekawostka – w większości restauracji wino podaje się w charakterystycznych dla tego regionu kieliszkach na zielonych nóżkach. Taki alzacki kieliszek ma pojemność 120ml. Lampka wina w restauracji to koszt 2,5 – 5 EUR. W zależności od szczepu i oczywiście klasy restauracji.

Najsłynniejsza chyba francuska przekąska – croque monsieur. Tost z serem i szynką. Występuje także wersja croque madame – dodatkowo z jajkiem na wierzchu.

Wizyta we Francji nie może się obyć bez słodkości. Tarte tatin to odwrócona tarta, ciasto z jabłkami. Moja była pyszna ale zdecydowanie za słodka, myślę, że raczej przez sos, którym była polana.

Alzackie ciasteczka – kokosanki sprzedawane w wielu piekarniach. Tutaj w wersji pistacjowej. Pierwszy kęs – ciastko jak ciastko. Z każdym kolejnym (kęsem, nie ciastkiem) dochodziłam do wniosku, że jednak pistacjowa kokosanka to prawdziwe mistrzostwo świata. Polecam spróbowanie tych ciastek w Maison Alsacienne de Biscuiterie – jest kilka punktów w mieście.

I na koniec mój pierwszy posiłek w Alzacji. Mało alzacki ale bardzo francuski. Galette, czyli gryczany naleśnik. Danie pochodzi z Bretanii ale naleśniki z mąki gryczanej zjecie w wielu miejscach we Francji. Mój był z serem i szynką dojrzewającą, przepyszny. Zjedzony w przepięknie urządzonym Bistro Gourmand w samym centrum miasta.

Mam wrażenie, ze w Alzacji życie toczy się wokół jedzenia. Trudno nie wrócić stamtąd z dodatkowymi kilogramami 😉 zresztą popatrzcie tylko na te witryny.

W Colmar warto też odwiedzić halę targową w okolicy małej Wenecji (rue des Ecoles 13). Kupimy tam lokalne produkty, wypijemy lampkę alzackiego wina albo zjemy tartę flambee.