Triest – co zobaczyć w mieście kawiarni?

Każdy przewodnik pisze, że Triest to najmniej włoskie z włoskich miast. Nie do końca się z tym zgodzę, bo Triest jest bardzo włoski ale nie da się ukryć, że widoczne są tu wpływy łacińskie, germańskie i słowiańskie. Przez wiele lat Triest nie był popularnym celem wycieczek. To się powoli zmienia ale jeśli szukacie miasta niezadeptanego przez turystów gdzie w trattoriach menu jest tylko włosku to zachęcam do spędzenia weekendu w Trieście.

Z góry przepraszam za małą ilość zdjęć obrazującą ten wpis ale jak już wspominałam przy okazji wpisu z Wenecji straciłam sporą część zdjęć z tego wyjazdu, zostało mi tylko to co w telefonie… Ale wpis powstawał na bieżąco we Włoszech i uznałam, że szkoda by się było nim nie podzielić…

Triest – Miasto Kawiarni

Zanim opiszę zabytki Triestu to najpierw słowo o kafejkach. W Trieście znajdziecie dziesiątki kawiarni, które przez lata pełniły funkcję salonów literackich. W tutejszych kawiarniach bywali Stendhal, James Joyce, Umberto Saba czy włoski pisarz Claudio Magris. Ten ostatni pisał, że Kawiarnia jest miejscem, gdzie można równocześnie być sam na sam, jak i w towarzystwie. W punkt, prawda?

Poza licznymi kawiarniami powstałymi na przestrzeni ostatnich lat w Trieście (na szczęście nie ma tu sieciówek albo są tak poukrywane, że ja na żadną nie trafiłam) jest też sporo kawiarni zabytkowych i historycznych. Najstarsza jest Caffe Tommaseo przy Piazza Tommaseo. Jej wnętrze to prawdziwe dzieło sztuki. Doskonałe miejsce do podglądania życia Włochów! Ceny zupełnie normalne więc zachęcam, żeby znaleźć chwilę na kawę i/lub śniadanie w Caffe Tommaseo.

Przy Via Battisti znajduje się Caffe San Marco szczególnie uczęszczana przez intelektualistów i literatów. Przy Piazza Unita d’Italia mieści się Caffe degli Specchi, przy Piazza della Borsa Caffe Tergesteo, a przy Via Dante Cafe Stella Polare gdzie podczas okupacji triesteńskie dziewczęta bawiły się z amrykańskimi żołnierzami. Życie Triestu toczy się w kawiarniach i zwiedzanie Triestu to też wizyty w kawiarniach!

Piazza Unita d’Italia

Piazza Unita d’Italia to niewątpliwe serce miasta i największa atrakcja Triestu. Ogromny plac u stóp wzgórza San Giusto jest miejscem spotkań mieszkańców i turystów. Z jednej strony otoczony Adriatykiem, z pozostałych – eleganckimi, okazałymi budynkami użyteczności publicznej. Plac uchodzi za największy w Europie rynek położony nad morzem.

Plac zbudowano w czasach gdy Triest był najważniejszym portem morskim cesarstwa austro-węgierskiego. Rozmiary placu powodują, że często organizowane są tu imprezy masowe i koncerty. Grali tu m.in. Green Day dla 12 tysięcy słuchaczy czy Iron Maiden dla 15 tysięcy.

W grudniu na placu odbywa się jarmark bożnonarodzeniowy w Trieście.

Najokazalszym budynkiem przy placu jest Palazzo Comunale – ratusz miejski. W jego centralnej części znajduje się wieża zegarowa z dwiema rzeźbami z brązu nazywanymi przez mieszkańców Michez i Jachez. W 1938 roku, z podestu przed ratuszem Mussolini ogłosił faszystowskie prawa rasowe mające obowiązywać w całych Włoszech.

Przed pałacem stoi pomnik Karola VI oraz fontanna Czterech Kontynentów. Jak nietrudno się domyślić jest to miejsce, w którym każdy turysta chce mieć zdjęcie 😉

Poza ratuszem wokół placu znajdują się budynki Palazzo del Governo (dziś mieszczą się w nim biura miejskiej prefektury), Palazzo Pitteri (pełnił funkcję siedziby Stowarzyszenia Minerwy zajmującego się propagowaniem kultury, nauki i sztuki) oraz Palazzo Lloyd Triestino (powstał jako siedziba autro-węgierskiej firmy transportowej Lloyd).

Niedaleko placu znajduje się też Palazzo Carciotti – pałac wybudowany na zlecenie greckiego kupca tekstylnego Demetrico Carciottiego. Pałac wybudowany w całości z istryjskiego kamienia pełnił przede wszystkim funkcję mieszkalną bogatej rodziny kupieckiej. Następnie był siedzibą banku Austro-Węgierskiego, alianckiego rządu wojskowego, a później zarządu portu. Dziś należy do gminy.

Starówka Triestu

Z placu najlepiej zrobić sobie spacer wąskimi uliczkami starego miasta Triestu. Wśród sklepików, barów i restauracji można poczuć się jak prawdziwy Włoch. Zamknąć mapę, przewodnik i iść gdzie oczy poniosą. Po drodze zatrzymać się na lampkę włoskiego wina lub aperola i wcielić w życie ideę dolce far niente.

Wybrzeże

Po spacerze starym miastem warto wrócić na plac, a z niego przejść na nabrzeże. Popularnym miejscem spacerów w Trieście jest Molo Audace. Przy molo Peschiera znajduje się akwarium. Nad wybrzeżem góruje latarnia morska Faro della Vittoria wybudowana na ruinach austriackiego fortu. Latarnia poza rolą nawigacyjną pełni też funkcję pomnika upamiętniającego marynarzy poległych podczas I wojny światowej.

Przy nabrzeżu w Trieście warto zobaczyć liczne pomniki, najczęściej upamiętniające bohaterów wojennych.

Wzgórze San Giusto

Na wzgórzu znajdują się najcenniejsze i najpiękniejsze zabytki Triestu. Piazza della Cattedrale to forum z czasów rzymskich. Dziś znajdują się tu pozostałości wybudowanej wtedy bazyliki.

Obok dawnego forum stoi monumentalna katedra św. Justyna – Cattedrale di San Giusto. Powstała w XIV wieku z połączenia dwóch romańskich bazylik. Świątynię wyróżnia ogromna gotycka rozeta. Warto zobaczyć będąc w Trieście.

Na tyłach katedry znajduje się kolejna atrakcja Triestu – Castello di San Giusto. Zamek został wzniesiony w latach 1468 – 1471 na polecenie cesarza Fryderyka III Habsburga. Była to najważniejsza budwla w mieście. Bilet wstępu obejmujący zamek, muzeum i lapidarium kosztuje 3 EUR i bez cienia wątpliwości warto go zwiedzić w Trieście.

Najstarszą budowlą w obrębie zamku Triestu jest Dom Kapitański, w którym obecnie mieści się Muzeum Zbrojowni. Obiekt pełnił funkcję rezydencji cesarskich kapitanów reprezentujących w Trieście cesarza austriackiego. W muzeum można podziwiać kolekcję broni, kaplicę św. Jerzego i Salę Wenecką z kolekcją gobelinów.

W Lapidarium można zobaczyć ponad 130 starożytnych sarkofagów i ołtarzy, a także neoklasyczny cenotaf – symboliczny grobowiec zamordowanego w Trieście niemieckiego archeologa Winckelmanna. Ponadto w jednej z sal można zobaczyć odnalezione w latach 1937 – 1938 pozostałości rzymskiego teatru z końca I wieku p. n. e.

Z zamkowych murów rozpościera się piękna panorama miasta.

Arco di Riccardo

W drodze powrotnej ze wzgórza do centrum miasta znajduje się kolejne ciekawe miejsce w Trieście – jedna z rzymskich bram prowadzących do miasta wzniesiona przez Oktawiana Augusta. Konstrukcja zdobiona jest pilastrami i motywami roślinnymi. Nie do końca wiadomo skąd nazwa bramy. Jedna z teorii mówi, że jest nawiązaniem do historycznego przejścia przez miasto króla Ryszarda Lwie Serce, druga – że pochodzi od słowa cardus – łacińskiej nazwy jednej z dwóch głównych ulic w miastach rzymskich, trzecia – że pochodzi od słowa ricario oznaczającego średniowieczną magistraturę znajdującą się w pobliżu.

Przy Piazza San Silvestro wznoszą się dwa kościoły – Santa Maria Maggiore i bazylika San Silvestro. Pierwszy to jezuicka świątynia wybudowana w stylu barokowym, od 1922 roku znajduje się w rękach franciszkanów. Bazylika San Silvestro to najstarszy kościół w Trieście i wg legendy znajduje się w miejscu, gdzie dawniej stał dom męczennic Eufemii i Tekli. Świątynia należy dziś do protestantów.

Same kościoły może aż tak powalające nie są ale warto tu przyjść, bo tuż obok znajduje się lodziarnia serwująca najlepsze lody w Trieście – Gelato Marco. Lody są warte grzechu (chociaż trafiłam na niesamowitego gbura w obsłudze!) – kremowe, tłuściutkie i wyraziste.

Teatro Romano

Po podniesieniu poziomu cukru można dalej zwiedzać. Kolejny punkt zwiedzania Triestu to Teatro Romano. U stóp wzgórza znajdują się pozostałości rzymskiego teatru z I-II wieku. W 1938 roku teatr został zrekonstruowany. Dziś odbywają się tu różne wydarzenia kulturalne, które może oglądać 6 tysięcy widzów.

Piazza della Borsa – Plac Giełdy

Spod teatru czeka nas krótki spacer na Plac Giełdy. Tu od XIX wieku toczyło się handlowe życie miasta. Plac otoczony jest okazałymi XIX-wiecznymi budynkami z budynkami starej i nowej giełdy na czele. W centralnym punkcie stoi XVIII-wieczna fontanna Neptuna, która w 1920 roku została przeniesiona w inne miejsce, a na plac wróciła w 2011 roku.

Od placu odchodzi pasaż prowadzący na Piazza del Teatro. Jego nazwa pochodzi od znajdującego się przy nim neoklasycznego budynku Teatro Comunale Giuseppe Verdi. W środku znajduje się m.in. muzeum teatralne.

Canale Grande

Zdecydowanie jedno z najprzyjemniejszych miejsc w Trieście. Z pewnością jeszcze cudowniejsze latem niż w listopadzie.

Kanał poprowadzony prostopadle do linii brzegowej miał przede wszystkim na celu osuszanie podmokłych terenów, zwiększenie liczby tras żeglugowych w mieście i umożliwienie załadunku i rozładunku towarów w magazynach znajdujących się w głębi lądu. W planach było wybudowanie większej ilości kanałów, ostatecznie udało się wybudować tylko ten jeden. Od momentu powstania kanał stanowił centrum życia mieszkańców.

Dziś otoczony jest knajpkami i restauracjami, które w słoneczne dni nawet w listopadzie wystawiają stoliki nad wodę. Przeuroczo i przepięknie. Gdybym zwiedzała Triest w innej porze roku to pewnie mogłabym tu spędzić cały dzień.

Kościół Sant’Antonio Nuovo

Przy krańcu kanału stoi największy kościół w Trieście. Fasadę świątyni zdobi sześć rzeźb przedstawiających patronów miasta.

Nieco dalej mieści się ortodoksyjny kościół San Spiridione. Do obu można wejść, wstęp jest bezpłatny (aż dziw, w końcu to Włochy).

Deptak Viale XX Settembre

Kierując się dalej na północ miasta docieramy do głównego deptaka Triestu. Popularne miejsce spotkań turystów i mieszkańców pełne sklepów, kawiarni i restauracji. Promenada ma ponad kilometr długości i prowadzi przez cztery z siedmiu historycznych dzielnic miasta. Przy deptaku znajduje się secesyjny budynek Teatro Rossetti.

Nie przy samym deptaku ale w bardzo bliskiej okolicy (Via Scipio Slataper 12) znajduje się fantastyczne miejsce gdzie warto zjeść w Trieście – Trattoria Alla Gioconda. Polecono mi to miejsce w hotelu. Zależało mi na miejscówce nieturystycznej w prawdziwym włoskim jedzeniem. I taka właśnie jest Gioconda. Stoliki nakryte zwykłą ceratą, menu wyłącznie po włosku, obsługa nie mówiąca po angielsku i najlepsza pasta ever! Do tego lampka wina za 1 euraska. Italia mi amore! Jak ja tęsknię!

Piazza Oberdan

I ostatnie miejsce, które warto zobaczyć w Trieście. Plac nazwany na cześć Guglielmo Oberdana – powieszonego w tym miejscu bojownika o wyzwolenie Triestu spod panowania austriackiego. Przez okres panowania Habsburgów plac zajmowany był przez wojsko. Dziś po infrastrukturze wojskowej nie ma śladu a plac jest głównym węzłem transportu miejskiego Triestu.

Triest – czy warto?

Kocham Włochy, nie jestem w stanie policzyć ile razy byłam w tym kraju ale Triest jakoś nigdy nie był w moich planach. Szukając pomysłu na listopadowy wyjazd odpaliłam stronę Lufthansy i spojrzałam gdzie mogę najtaniej polecieć z Poznania. Pokazał mi się Triest. Niewiele myśląc kupiłam bilety, zaplanowałam wycieczkę po półwyspie Istria ale na Triest też przeznaczyłam sobie 2 dni. I nie żałuję nawet jednej godziny spędzonej w tym mieście! Triest jest mniej włoski niż Rzym czy Mediolan ale dzięki temu bardziej swojski i mniej turystyczny. Szukając knajpy na obiad nie trzeba się obawiać miejscówek nastawionych na turystów, bo tych jest wciąż w Trieście niewielu. Triest jest piękny, elegancki, pyszny i bardzo przyjazny. Warto zwiedzić Triest przy okazji wycieczki po półwyspie Istria. Albo wybrać się na weekend do samego Triestu – też będzie co robić.

Murano i Burano w jeden dzień z Wenecji

Wenecja jest cudowna i można w niej spędzić mnóstwo czasu. Do tego z każdym spacerem odkrywać coś nowego. Wiem co mówię, bo w Wenecji byłam cztery razy i zawsze mnie czymś zaskakiwała. Ale o Wenecji jeszcze napiszę (i zdradzę Wam gdzie zjeść najlepsze lody w Wenecji) ale dziś chciałabym Wam zaproponować wycieczkę z Wenecji na Burano – Wyspę Kolorów – oraz Murano – Wyspę Szkła. Od razu zaznaczam, że niestety straciłam swoje zdjęcia z listopadowego wyjazdu do Wenecji i na półwysep Istria w związku z tym pokazuję Wam tu tylko kilka zdjęć (które ostały mi się w telefonie). Ale mam nadzieję, że nawet te kilka obrazków zachęci Was do wycieczki na Burano i Murano.

Burano – jak się dostać z Wenecji?

Wyspa Burano oddalona jest od Wenecji o 7 km i jedynym sposobem na dostanie się na nią jest transport wodny (nie znoszę, wiecie…). Na Burano z Wenecji można dostać się tramwajem wodnym – vaporetto. Najszybciej na wyspę można dostać się z przystanku F. Nove (Fondamente Nove) linią nr 12. Rejs z Wenecji na Burano trwa ok. 40 minut. Tramwaj wodny nr 12 zatrzymuje się także na wyspie Murano. W listopadzie promy kursują co 20 minut. W sezonie podobno nieco częściej. Bilety na tramwaje wodne do tanich nie należą, bo kosztują aż 7,5 EUR. Taki bilet jest ważny 75 minut. Jeśli chcecie zwiedzić Burano i Murano to najlepiej zainwestować w bilet dobowy, którego cena w Wenecji wynosi 20 EUR i jest ważny 24 godziny. Można też kupić bilety 48- i 72-godzinne. Punkt sprzedaży biletów znajduje się ok. 100 metrów od przystanku F. Nove, za bilety można płacić gotówką i kartą.

Burano – co zobaczyć?

Burano to nie jest wyspa, którą się zwiedza tak jak wszystkie inne miejsca. Ten skrawek lądu na lagunie stworzony jest do niespiesznych spacerów, zaglądania w podwórka pełne suszącego się prania, podglądania życia mieszkańców wyspy (zmęczonych tłumami turystów) i robienia dziesiątek zdjęć kolorowych domków odbijających się w wodzie.

Skąd te kolorowe domki na Burano? Większość mężczyzn mieszkających na Burano kilkadziesiąt lat temu zajmowała się rybołówstwem. Z powodu gęstych mgieł pojawiających się nad laguną niejednokrotnie mieli oni problem z odnalezieniem własnych domów po powrocie z łowów. Ktoś wpadł na pomysł, by domy malować na intensywne kolory widoczne nawet we mgle. Kiedyś więc kolorowe fasady miały względy głównie praktyczne. Dziś – są symbolem Burano i powodem tego, że właśnie Burano jest najbardziej instagramowym miejscem na całej weneckiej lagunie 😉

Spacer wśród kolorowych domków jest prawdziwą przyjemnością. Wzdłuż kanałów są oczywiście tłumy turystów ale wystarczy skręcić w jakąś boczną uliczkę i można mieć część tego kolorowego królestwa tylko dla siebie.

A jeśli koniecznie chcielibyście coś zwiedzić na Burano to warto zajrzeć do kościoła San Martino z krzywą dzwonnicą. Ciekawą atrakcją jest też Muzeum Koronek (Museo del Merletto) – tak jak większość mężczyzn mieszkających na Burano zajmuje się rybołówstwem, tak większość kobiet trudni się koronkarstwem. Przy głównym placu miasta (Piazza Galuppi) znajduje się mnóstw sklepików, gdzie można te ręcznie robione koronki kupić. Fajny pomysł na pamiątkę z Burano.

Murano – co zobaczyć?

Murano to wyspa, która słynie z wyrobu szkła artystycznego. Weneccy rzemieślnicy już od X wieku uchodzili za najlepszych twórców szkła w Europie, a ponieważ ich praca zagrażała Wenecji pożarem to w XIII wieku całą produkcję szkła przeniesiono właśnie na Murano.

Pracownie gdzie można podejrzeć jak tworzy się szkło (oraz oczywiście zrobić zakupy) mieszczą się przy Fodamenta dei Vetrai oraz Ramo di Mula. Ale gdziekolwiek się na Murano nie zgubicie to na pewno traficie na jakiś mniejszy lub większy sklepik z wyrobami ze szkła.

Podobnie jak Burano jest to wysap stworzona do bezcelowego włóczenia się wąskimi uliczkami ale na Murano jest też kilka atrakcji, które warto zobaczyć. Jeśli jesteśmy we Włoszech to jakiś kościół musi być. Na Murano warto zwrócić uwagę na bazylikę SS Maria e Donato, gdzie przechowuje się kości smoka, którego wg legendy zabił św. Donato.

Wyspa słynąca ze szkła musi mieć Muzeum Szkła (Museo del Vetro). Mieści się ono w Palazzo Giustinian.

Śmiem twierdzić, że to z wyspy Murano można obserwować najpiękniejszy zachód słońca na lagunie weneckiej.

Murano czy Burano?

Żeby zobaczyć obie wysepki trzeba mieć cały dzień (same transfery trochę trwają). Obie są piękne, zupełnie różne i warte odwiedzenia. Ale jeśli dysponujecie bardzo ograniczonym czasem to jednak ja bym wybrała Burano. Te kolorowe domki robią niesamowite wrażenie, zwłaszcza w bezchmurny, słoneczny dzień. Podejrzewam, że wiosną i latem Burano jest jeszcze bardziej zatłoczona niż w listopadzie ale mimo tłumu turystów, wysokich cen i konieczności dostania się na Burano stateczkiem polecam tę wyspę. A jak cudownie by tam było kiedyś zostać na noc!

Florencja – zwiedzanie stolicy Toskanii

Florencja to miasto artystów, malarzy, architektów i poetów ale też bankierów i książąt. Kolebka światowego renesansu. Stolica najbardziej malowniczego regionu kraju – Toskanii. O miasteczkach i mieścinach Toskanii jeszcze napiszę, dzisiejszy wpis potraktujcie jako wstęp. Florencja była stolicą Włoch w latach 1865 – 1971, a samo miasto zostało założone przez Etrusków już w 82 roku p.n.e. Zabytkowe centrum rozciąga się po dwóch stronach rzeki Arno i jest bardzo rozległe.

Piazza del Duomo – Plac Katedralny

Główny plac w centrum miasta niemal w całości zajmuje katedra (duomo). Tuż obok stoi dzwonnica (kampanila) i baptysterium.

Katedra Santa Maria del Fiore (Matki Boskiej Kwietnej) jest symbolem miasta i przedmiotem dumy mieszkańców. Kopuła bazyliki góruje nad miastem sprawiając, że jest ona widoczna praktycznie z każdego miejsca w obrębie centrum miasta.

Budowa tej gotyckiej świątyni rozpoczęła się w 1296 roku, konsekrowano ją dopiero w 1436 roku. A prace wykończeniowe ciągnęły się jeszcze latami. Neogotycka fasada powstała dopiero w latach 1871 – 1887. Kampanila powstawała w latach 1334-1359, ma 85 metrów wysokości. Jej elewacje są pokryte wielobarwną geometryczną dekoracją typową dla średniowiecznej architektury toskańskiej oraz XIV- i XV-wiecznymi posągami i płaskorzeźbami. To co widzimy dziś to kopie, oryginały są przechowywane w muzeum katedralnym.

Baptysterium to ośmioboczna budowla z XI wieku. Najistotniejszymi punktami baptysterium są trzy pary brązowych drzwi z XIV i XV wieku. Każde z dwóch skrzydeł pokryte jest czternastoma płaskorzeźbami przedstawiającymi życie św. Jana Chrzciciela. Kopuła baptysterium jest pokryta XIII-wiecznymi mozaikami przedstawiającymi wydarzenia ze Starego Testamentu, sceny z życia Jana Chrzciciela i Sąd Ostateczny.

Wewnątrz uwagę przyciąga witraż przedstawiający Wniebowzięcie Maryi oraz wzorzysta marmurowa posadzka. Wnętrze kopuły wypełniają freski Giorgia Vasariego i Federica Zuccariego przedstawiające Sąd Ostateczny.

Największą atrakcją katedry jest taras widokowy pod szczytem kopuły pozwalający spojrzeć na miasto z wysokości ponad 90 metrów. Widoki są nieziemskie, stamtąd pochodzą wszystkie moje najpiękniejsze zdjęcia Florencji ale jeśli macie klaustrofobię to odpuśćcie sobie. Wejście jest po naprawdę wąskiej klatce schodowej, w pewnym momencie krzyżują się drogi wchodzących i schodzących, nie ma przestrzeni, nie ma czym oddychać. Ja weszłam ale bardzo dużo stresu mnie to kosztowało. Z Florencji pojechałam do Sieny i tam już wspinaczkę na kampanilę sobie odpuściłam. Widoki widokami ale trzeba znać swoje ograniczenia. Bilet wstępu kosztuje 7 EUR.

Na tyłach bazyliki mieści się Museo dell’Opera del Duomo – Muzeum Katedralne. Ekspozycję stanowią fragmenty przeniesione z katedry, baptysterium i dzwonnicy. Tu można zobaczyć Pietę Michała Anioła. Bilet wstępu kosztuje również 7 EUR.

Piazza della Signora

Centralnym punktem placu jest Palazzo Vecchio – ufortyfikowany gmach z przełomu XIII i XIV wieku, niegdyś siedziba władz miejskich. Wokół pałacu znajdują się pomniki księcia Kosmy I, Fontanna Neptuna, kopia Dawida Michała Anioła oraz figura Herkules i Kakus. Większość pałacowych wnętrz datuje się na XVI wiek.

Tu także znajdziemy Galerię Uffizi – jedną z najlepszych galerii malarstwa na świecie. Znajdziemy tu obrazy pędzla Rafaela, Durera, Tycjana czy Rubensa. Wstęp do galerii kosztuje 9,5 EUR.

Przy placu znajduje się także Muzeum Gucci. Historia tego słynnego na cały świat domu mody zaczęła się właśnie we Florencji. Muzeum urządzono w zabytkowych wnętrzach Palazzo della Mercanzia. Ja odwiedziłam muzeum w 2014 roku kiedy było ono rzeczywiście tylko muzeum domu mody Gucci. W 2018 roku miejsce przeszło jednak metamorfozę i pod nazwą Gucci Garden Galleria funkcjonuje jako interaktywne muzeum, sklep, restauracja i galeria w jednym. Kolejny powód, by wrócić do Florencji! Jak tylko będzie okazja – z przyjemnością.

Poza muzeum Gucci miłośnicy mody mogą odwiedzić jeszcze Museo Salvatore Ferragamo znajdujące się nieopodal muzeum Gucci.

Galerii jest we Florencji całe mnóstwo. Nie można nie wspomnieć o Galleria dell’Accademia należącej do florenckiej Akademii Sztuk Pięknych – najstarszej uczelni artystycznej w Europie. Słynie ona z dzieł Michała Anioła z Dawidem na czele. Bilet wstępu 6,5 EUR.

Piazza della Republica

Kolejny plac w mieście dający początek wielkiej zakupowej arterii w butikami włoskich i światowych domów mody. Na placu znajduje się charakterystyczna karuzela i mnóstwo restauracji.

Bazylika San Lorenzo

Każdy kto był we Włoszech wie, że każde miasto Italii kościołami stoi. Nie inaczej jest we Florencji gdzie świątynie nie kończą się na katedrze. Drugą ważną świątynią jest znajdująca się zaledwie 200 metrów od katedry bazylika św. Wawrzyńca. Pierwsza świątynia powstała w tym miejscu już w 393 roku. Wstęp kosztuje 4,5 EUR.

Bazylika Santa Croce

I jeszcze jedna świątynia. Bazylika pod wezwaniem św. Krzyża – drugi co do wielkości kościół w mieście, najważniejsza nekropolia sławnych mieszkańców Florencji. Przed wejściem stoi pomnik Dantego, w środku znajdują się grobowce m.in. Michała Anioła, Machaivellego czy Galileusza.

W kościele przechowywana jest część Krzyża Świętego – najcenniejszej relikwii chrześcijaństwa. Wstęp 6 EUR. Można zbankrutować odwiedzając same kościoły 😀

Palazzo Medici-Riccardi

Pałac znajduje się u zbiegu Via de’Gori i Via Cavour. Został zbudowany dla króla Kosmy Starego w latach 1441 – 1452. Wewnątrz można zwiedzać kaplicę Trzech Króli ze zbiorowym portretem rodu Medyceuszy.

Palazzo Strozzi

Największy renesansowy pałac we Florencji zbudowany przez miejscowego krezusa – Filippo Strozziego, który chciał dorównać Medyceuszom i na budowę wydał niemal cały swój majątek. Budowa trwała w latach 1489 – 1536.

Bargello

Kolejny charakterystyczny punkt na mapie miasta. Średniowieczny pałac zwieńczony wysoką wieżą, w którym niegdyś urzędowały władze miejskie. Obecnie służy jako muzeum, w którym możemy zobaczyć m.in. Madonnę z Dzieciątkiem Michała Anioła. To największe i najważniejsze muzeum rzeźby we Florencji. Bilet wstępu kosztuje 4 EUR.

Ponte Vecchio – Most Złotników

Nieopodal galerii Uffizi znajduje się najstarszy most we Florencji zwany też mostem Złotników. Przechodząc na drugą stronę rzeki Arno miniemy dziesiątki sklepów jubilerskich. Ceny przyprawiają o zawrót głowy ale chętnych na zakupy nie brakuje. Trzeba przyznać, że dzieła sztuki jubilerskiej są piękne i nietuzinkowe. Zanim zaczęto tu handel złotem na moście można było kupić mięso i ryby. Złotnicy zaczęli się pojawiać na moście pod koniec XVI wieku decyzją księcia Ferdynanda I Medyceusza.

Sam most powstał w XIV wieku na miejsce istniejącej tu wcześniej drewnianej przeprawy. Obecny most jest czwartą konstrukcją w tym samym miejscu.

Na moście znajduje się popiersie Benvenuto Celliniego – rzeźbiarza i złotnika florenckiego.

Po drugiej stronie rzeki Arno

Po przejściu przez most dotrzemy do drugiej części miasta, nieco mniej zatłoczonej. Znajduje się tu m.in. kościół Santa Felicita, Palazzo Pitti (ogromne muzeum i galeria), kościół Santo Spirito i Piazzale Michelangelo skąd rozpościera się piękny widok na drugą stronę miasta.

Kalabria – co zwiedzić na południu Włoch?

TU możecie przeczytać o praktycznych aspektach podróży na południe Włoch a teraz pora na zwiedzanie Kalabrii. Pisarz Guido Piovene powiedział kiedyś, że Kalabrię stworzył jakiś kapryśny bóg, który najpierw wymyślił różne światy, a potem zaczął się nimi bawić, potłukł je i wymieszał ze sobą. I taka właśnie jest Kalabria – mieszanka różnych światów. Zapraszam na wycieczkę!

Scilla – zwiedzanie

Swoją przygodę z Kalabrią zaczęłyśmy od Scilli. Scilla to miasteczko położone nad Morzem Tyrreńskim, u ujścia Cieśniny Mesyńskiej. Wybrzeże, przy którym leży nazywa się często Costa Viola – Fioletowym Wybrzeżem. Latem pewnie zatłoczone i głośne, w listopadzie spokojne, sielskie i anielskie. Głównym punktem orientacyjnym widocznym z każdego miejsca jest zamek – Castello de Ruffo.

Za opłatą 2 EUR można wejść na teren zamku. W środku znajduje się zaledwie jedna wystawa, do tego niezbyt interesująca, ale warto zapłacić te 2 EUR, żeby móc dostać się na kilka tarasów i punktów widokowych skąd można podziwiać wyspy Liparyjskie a nawet nie tak bardzo odległe wybrzeże Sycylii. Wchodząc do zamku warto zwrócić uwagę na pięknie zdobione drzwi z wapienia z Syrakuzów. Zamek był niegdyś zakonem Bazylianów, a fortyfikacyjny charakter nadał mu książę Ruffo w celu ochrony wybrzeża przed atakami piratów. Następnie, w 1543 roku, został zamieniony w pałac baronów.

Na terenie zamku znajduje się też mała latarnia morska, zbudowana w 1885 roku. Była ona oznakowaniem wejścia do cieśniny Messyńskiej.

Według legendy ze wzgórza zamkowego miała napadać na statki mitologiczna nimfa Scylla. opisywana przez Homera. Stąd też nazwa miasteczka.

Dolna część miasteczka to Chianalea – dawna osada rybacka. Jest to właściwie jedna ulica ciągnąca się wzdłuż wybrzeża, wokół której koncentruje się życie. No właśnie – zapewne koncentruje się latem, bo w listopadzie miałyśmy tę uliczkę praktycznie tylko dla siebie. Rzeczywiście jest wokół niej mnóstwo restauracji serwujących ryby  i owoce morza ale większość jest niestety pozamykanych. A te, które są otwarte możecie mieć właściwie do własnej dyspozycji. My odwiedziłyśmy dwie restauracje. W jednaj poza nami była grupka amerykańskich turystów, która pouczała obsługę jak się robi sałatkę caprese (sic!) a w drugiej byłyśmy tylko my. I obsługa.

Poniżej skały, na której znajduje się zamek, ciągnie się Marina Grande z plażą miejską. O dziwo, wcale nie taka pusta jakby się mogło wydawać. Mimo listopada w kalendarzu nie brakowało osób, które korzystały z uroków listopadowego słońca, a nawet śmiałków, którzy kąpali się w lazurowej wodzie. Wzdłuż plaży także znajduje się trochę restauracji, kawiarni, barów i lodziarni ale 90% z nich jest po sezonie zamkniętych.

W Scilli można wyróżnić jeszcze jedną część miasteczka – San Giorgio – położoną u góry – z placem ratuszowym i uliczkami, gdzie nawet w sezonie toczy się normalne życie. Z placu ratuszowego rozciąga się fantastyczna panorama miasta, doskonale widać zamek, plaże i morze. Wieczorem można stąd obserwować magiczny spektakl jakim jest zachód słońca. Plac ratuszowy jest miejscem, gdzie za dnia odbywa się targ (ci co śledzą moje instastories widzieli jak Włosi umieją celebrować nawet najzwyklejsze momenty dnia), wieczorem jest tradycyjnym miejscem spotkań mieszkańców, zwłaszcza grupek starszych panów. Na placu najdziemy też rzeźbę Scylli i pomnik ryby-szpady (miecznika, najpopularniejszej ryby w tutejszych restauracjach) przypominający o tradycyjnym zajęciu rybaków z miasteczka.

Przy placu ratuszowym znajduje się kawiarnia (gdzie po zamówieniu americano zaserwowano nam drinka na bazie campari więc pamiętajcie, że jeśli chcecie wypić kawę to trzeba zamówić cafe americano, a nie po prostu americano :D), sklepik tabachi, gdzie można zakupić pamiątki oraz bilety na pociąg (w Scilli nie da się kupić biletu na stacji kolejowej!), a w odległości kilkuset metrów od placu są dwa supermarkety gdzie można zaopatrzyć się we włoskie przysmaki. Tu też znajdował się nasz b&b.

Pomiędzy zabudowaniami górnej części miasta i Chianalea wznosi się charakterystyczny średniowieczny kościół Immacolata.

Tropea – perła Kalabrii

Po przeuroczym dniu i wieczorze w Scilli następnego dnia ruszyłyśmy do najpopularniejszego miasteczka w tej części Włoch – Tropei. Tropea nie bez powodu nazywana jest perłą Kalabrii. Legenda mówi, że miasto założył Herkules, który trafił tu wracając z Hiszpanii.

Stare miasto położona na klifie otoczone jest intensywnie turkusowym morzem i każde zrobione tu zdjęcie jest niczym pocztówka. W Tropei znajduje się jedna z najpiękniejszych plaż w Kalabrii – Spiaggia della Rotonda, długa na 4km i szeroka na 50m, przez skały naturalnie podzielona na mniejsze odcinki. Tu również nie brakowało plażowiczów.

Charakterystycznym punktem miasta jest skała, na której mieści się sanktuarium benedyktyńskie Santa Maria dell’Isola. W sezonie wstęp na skałę i do kościoła kosztuje 2 EUR. Po sezonie wstęp jest bezpłatny, można wejść na górę i podziwiać widoki, ale sanktuarium i otaczający je ogród pozostają zamknięte.

Stare miasto to plątanina uliczek, placów i punktów widokowych. Sercem miasteczka jest Piazza Ercole z pomnikiem filozofa Pasquale Galluppiego i XVIII-wiecznym pałacem.

Główny deptak Tropei, Corso Vittorio Emanuele, otoczony sklepikami, kawiarniami i restauracjami, prowadzi do tarasu widokowego, z którego rozpościera się widok na morze i skałę z sanktuarium. Takich tarasów jest w miasteczku więcej, z każdego widoki są pocztówkowe, zwłaszcza w czasie zachodu słońca.

Z tarasu można zejść na dół, zrobić sobie spacer wzdłuż morza, i dotrzeć do portu, pełnego tradycyjnych łódek, jak i nowoczesnych jachtów. Tuż obok znajduje się malutka plaża.

Pizzo – dolce vita w czystej postaci

Ostatnim miasteczkiem, do którego dotarłyśmy było Pizzo. Najmniej popularne, pomijane przez większość przewodników ale zachwyciło nas totalnie. Przede wszystkim byłyśmy tam w niedzielę – słoneczną i ciepłą. Knajpy i kawiarnie były pełne mieszkańców pijących kawę, miałyśmy okazję zaobserwować (i doświadczyć!) prawdziwe włoskie dolce vita.

Po spacerze ze stacji kolejowej – wzdłuż wybrzeża – dotarłyśmy do dolnej części miasteczka. Tam przerwa na pierwszą tego dnia kawę i aperol 😉 Siedząc w kawiarni (i czekając na zamówienie w nieskończoność, tu przecież nikomu się nie spieszy), podziwiałyśmy turkusowe morze i podglądałyśmy jak Włosi spędzają niedzielę.

Wspinając się do górnego miasta dotrzemy go głównego placu – Piazza Repubblica. Gwarne miejsce, pełne kawiarenek i restauracji, w niedzielę odbywał się tam targ z lokalnymi produktami, obok dzieci grały w piłkę.

Nad miastem góruje XV-wieczny aragoński zamek – Castello Murata. Niestety podczas naszego pobytu zamknięty, nie wiem czy dlatego, że była niedziela, czy dlatego, że po sezonie.

Górne miasto to plątanina wąskich uliczek otoczonych kolorowymi kamienicami, z suszącym się praniem i wyglądającymi z balkonów mieszkańcami. Trochę przypomina klimatem Neapol ale to jednak coś innego. Spacer tymi uliczkami był prawdziwą przyjemnością. Schodząc w dół dociera się też do tarasu widokowego, z którego można podziwiać mały port i oczywiście turkusowe morze.

W drodze powrotnej na stację kolejową mogłyśmy podziwiać magiczny zachód słońca. Było to nasze pożegnanie i z Pizzo, i z Kalabrią. Do następnego!

Kalabria – informacje praktyczne

Listopadowy weekend w Kalabrii był doskonałym pomysłem. Poniżej trochę praktycznych informacji jak sobie taki wyjazd zorganizować. Informacje o tym co warto zobaczyć w Kalabrii znajdują się TU.

Kalabria – jak dolecieć z Polski?

Loty do Lamezii Terme (SUF) oferują linie WizzAir z Warszawy oraz Ryanair z Krakowa. Lot trwa nieco ponad 2 godziny. W sezonie letnim do Lamezii polecicie także samolotami czarterowanymi przez biura podróży. Takie loty dostępne są m.in. z Katowic, Poznania czy Warszawy. Ale biorąc pod uwagę listopadowe 25 stopni nie wiem czy chciałabym spędzić wakacje w Kalabrii w lipcu czy sierpniu. My leciałyśmy Wizzairem z Warszawy, wylot w piątek, powrót w poniedziałek, idealnie.

Lamezia Terme – dojazd z lotniska

Jest banalnie prosty. Stacja Lamezia Centrale, do której kursuje autobus, położona jest zaledwie 2 km od lotniska. Bilet na autobus kosztuje 1,5 EUR, do kupienia u kierowcy. Jesteśmy na południu Włoch więc coś takiego jak rozkład jazdy nie funkcjonuje. Jak autobus jest to jest i pojedzie, jak nie ma to trzeba poczekać, kiedyś przyjedzie 😉 Ze stacji Lamezia Centrale można pojechać pociągiem do Tropei, Pizzo czy Scilli, która była naszym pierwszym celem podróży.

Samo lotnisko jest małe, skromne, są tam dwa sklepy na krzyż, brakuje miejsc siedzących dla wszystkich (nie chcę sobie wyobrażać jaki ścisk panuje tam w sezonie). Kontrola bezpieczeństwa jest prowizoryczna, przeniesiecie wszystko co na innych lotniskach by zabrano. Czyli butelka wody, słoik pesto czy mozzarella w zalewie przemycą się bez problemu.

Kalabria – pogoda

Początek listopada, na termometrze 25 stopni, przez 4 dni  pełne słońce, czasem zabłąka się jakaś mała chmurka. Śmiało można nosić letnie ubrania. Ranki i wieczory są dosyć chłodne ale w ciągu dnia nie brakowało osób, które plażowały a nawet kąpały się w morzu. Lato w Kalabrii jest bardzo upalne, temperatury sięgające 40 stopni nie są tu rzadkością. Wiosna i jesień to idealny czas na odwiedzenie obcasa włoskiego buta.

Kalabria – poruszanie się po regionie

Opcja najprostsza – wynajęcie auta. Wypożyczalnie znajdują się także na lotnisku. My zdecydowałyśmy się na pociąg. Ze stacji Lamezia Terme wyruszyłyśmy do Scilli. Pociąg jedzie godzinę, bilet kosztuje 7,4 EUR. Ze Scilli następnego dnia pojechałyśmy do Tropei (4,8 EUR, podróż trwa 1,5 godziny gdyż trzeba się przesiąść w Rosarno). Kolejnego dnia z Tropei pojechałyśmy do Pizzo (0,5 godziny, 2,6 EUR, a z Pizzo wróciłyśmy do Lamezii Terme (20 minut, 2,4 EUR). Należy pamiętać, że poza stacją Lamezia Terme Centrale nie kupimy biletów na stacjach kolejowych. Trzeba szukać kiosków w mieście (tabachi). Tam można zakupić bilety także na kolejne dni. Jak już pisałam przy okazji jeziora Como sami musimy sprawdzić rozkład jazdy gdyż dostaniemy tylko bilet ważny na konkretną destynację przez określoną ilość czasu od skasowania. Wszystkie bilety należy skasować, i te kupione w kasie, i w automacie, i te z kiosku. Poza sezonem pociągów jest niewiele ale da się tak zaplanować wycieczkę, żeby dojechać pociągiem w każde interesujące nas miejsce. Wszystkie pociągi, którymi jeździłyśmy były praktycznie puste. Stacje znajdują się bardzo blisko centrów miast. Wyjątkiem jest Pizzo – tam stacja znajduje się ok. 1,5 km od centrum ale droga wiedzie wzdłuż morza więc jest to bardzo przyjemny spacer.

Kalabria – hotele

We Włoszech królują b&b, tak jest też w Kalabrii. W Scilli spałyśmy w Da Santina i mogę to miejsce z czystym sumieniem polecić. Alessandra odbierze Was z dworca i zaopiekuje się w każdym możliwym aspekcie. Apartament jest doskonale usytuowany, przestronny, blisko jest market. W Tropei nasz wybór padł na Tropea Luxury & Charm, apartamenty oddalone ok. kilometra od centrum miasta ale blisko stacji kolejowej. Przepięknie urządzone i bardzo komfortowe. Apartament w Lamezii był średnio trafiony dlatego o nim pisać nie będę 😉

Kalabria – co zjeść?

Jedzenie we Włoszech to czysta poezja. Kuchnia kalabryjska jest w gruncie rzeczy prosta (to wciąż najbiedniejszy region Włoch) ale w swej prostocie wyśmienita.

Symbolem regionu jest słodka czerwona cebula z Tropei. Można dostać ją w każdym sklepie i jest składnikiem większości dań serwowanych w regionie.

Symbolem Kalabrii jest nduja, czyli pikantna wieprzowa kiełbasa. Ma miękką konsystencję w związku z czym znajduje zastosowanie jako smarowidło do pieczywa czy składnik sosu do makaronu. Swój ostry smak zawdzięcza kalabryjskim papryczkom peperoncino. Te również znajdziemy na każdym kroku – są swoistym symbolem regionu.

Jeśli makaron to w Kalabrii wyłącznie fileja – specyficzne ruloniki najczęściej w różnych kolorach (uwaga, czerwone są barrrdzo ostre). Jeśli chcecie spróbować makaronu fileja a nie wybieracie się w najbliższym czasie do Kalabrii to możecie go upolować podczas włoskiego tygodnia w Lidlu. Zdarzyło mi się go kupić kilka tygodni przed wyjazdem nie mając pojęcia, że to kalabryjski przysmak.

Bardzo ciekawym makaronem są wstążki aromatyzowane kalabryjską bergamotką, czyli najpopularniejszym cytrusem w regionie. Makaron jest tak aromatyczny, że najlepiej smakuje po prostu polany oliwą.

Jako dodatek do makaronu warto wybrać rybę. Makaron z miecznikiem i bakłażanem, który jadłam w Tropei to chyba jedno z najlepszych dań jakie kiedykolwiek miałam okazję kosztować.

We Włoszech mamy ogromny wybór serów. W okolicach Crotone produkuje się pecorino będący doskonałym dodatkiem do makaronu. Poza tym zajadałyśmy najpyszniejszą na świecie burratą. Ser ten pochodzi co prawda z Apulii ale w Kalabrii jest dostępny w każdym sklepie. Burrata posmarowana pesto pistacjowym – moje najlepsze wspomnienie z Kalabrii 😉

I na deser… najsłynniejszy deser Kalabrii – tartufo di Pizzo. Kula lodowa w różnych smakach kryjąca różne zaskakujące dodatki w środku. Ja zdecydowałam się na wersję limonkową i szczerze mówiąc mnie nie powaliła. Z włoskich deserów wybieram burratę 😉

Poza tym każde danie polewamy obficie kalabryjską oliwą i popijamy kalabryjskim winem tudzież Aperol Spiritz. A na deser dodajemy espresso. Dolce vita.

Kalabria – co przywieźć?

Właściwie można by skopiować powyższy akapit 😉 Ja przywiozłam z Kalabrii 4 opakowania makaronu, słoik czerwonej cebulki w zalewie (kupiony na lotnisku) i słoik kremu pistacjowego. Niestety podróżowanie wyłącznie z bagażem podręcznym stanowi pewne ograniczenie. A na lotnisku zbyt dużego wyboru nie ma, do tego ceny są bardzo wysokie, nawet porównując z innymi portami lotniczymi. Wniosek jest prosty – trzeba częściej latać do Włoch i  korzystać z kulinarnych dobrodziejstw tego kraju.

Kalabria po sezonie – czy warto?

Nie byłam przekonana czy listopad to dobra pora na wizytę w Kalabrii ale ostatecznie doszłam do wniosku, że nawet jeśli pogoda nie dopisze to kuchnia wszystko wynagrodzi. Tymczasem jak już wspominałam pogoda była wyśmienita. Nawet jeśli nie traficie na 25 stopni w listopadzie to prawdopodobieństwo, że temperatura będzie wyższa niż w tym samym czasie w Polsce jest bardzo bardzo duże. Dni słonecznych jest w Kalabrii ponad 300 rocznie. Latem Kalabria jest nieziemsko upalna, miasteczka są pełne turystów a ceny horrendalne. W listopadzie zarezerwujecie świetne noclegi za 25 EUR za noc, w restauracjach nie musicie się martwić o rezerwacje (ba, często będziecie jedynymi gośćmi), będzie cicho i spokojnie.

Jeśli planujecie wypad do Kalabrii, bo chcecie popłynąć w rejs po wyspach liparyjskich to niestety musicie zdążyć do końca września. W listopadzie te rejsy już się nie odbywają. I nie ma się co dziwić, bo poza Tropeą w Kalabrii praktycznie nie widać już wtedy turystów.

No i jeszcze jeden mały minus listopadowej podróży – słońce zachodzi naprawdę wcześnie, dzień jest po prostu krótki. Ale dzięki temu mamy więcej czasu na podziwianie miasteczek w wersji nocnej – wszystkie są dobrze i ładnie oświetlone. Choć oczywiście chciałoby się korzystać dłużej ze słonecznej aury.

Kalabria – bezpieczeństwo

Mafia kalabryjska – wiadomo, każdy słyszał. Nie wiem czy jeszcze istnieje, czy nie ale jedno jest pewne – podobnie jak na Sycylii turysta nie musi nią sobie zaprzątać głowy. A tak poważnie – Kalabria jest najbiedniejszym regionem Włoch i nie uchodzi za specjalnie bezpieczną. My poruszałyśmy się głównie w turystycznych rejonach, czyli Scilli, Tropei, Pizzo i Lamezii Terme. Było zupełnie spokojnie i bezpiecznie, nawet przez chwilę nie czułyśmy się w jakikolwiek sposób zagrożone. Wprost przeciwnie – ludzie byli niezwykle ciepli i otwarci. W wielu miejscach byłyśmy jedynymi turystkami, wszyscy nas zagadywali (po włosku, bo jednak angielskim w tym regionie Włoch włada niewiele osób). W Pizzo zostawiłyśmy walizki w restauracji dogadując się z właścicielką za pomocą translatora google 😉

Jedyne miejsce gdzie nie czułyśmy się do końca pewnie to Rosarno. Miałyśmy tam godzinną przesiadkę, którą chciałyśmy wykorzystać na krótki spacer po mieście ale po wyjściu z dworca jednak zrezygnowałyśmy z tego pomysłu i zostałyśmy w dworcowej kawiarni, gdzie wypiłyśmy kawę i pyszny sok z kalabryjskich pomarańczy.

Jezioro Como – najpiękniejsze miejsca i atrakcje

Włoskie Jezioro Como (Lago di Como) uchodzi na jedno z najpiękniejszych w Europie, a nawet na świecie. Nad jego brzegami znajdują się liczne rezydencje i domy gwiazd. Ciekawostka – w willi Balbianello kręcono sceny do filmu z Jamesem Bondem – Casino Royale oraz Gwiezdne Wojny. Wakacje spędzają tu głowy państw i celebryci. Jak zwiedzać jezioro Como i gdzie najlepiej spać pisałam TU, w tym wpisie opowiem gdzie warto jechać, co robić i co zwiedzać.

Jezioro leży w Lombardii, północnym rejonie Włoch. Jest bardzo duże, trzecie co di wielkości w kraju (po jeziorze Garda i Maggiore), ma powierzchnię 146 km², długość 51 km a szerokość do 4,5 km. Jego największym atutem jest piękne położenie i otaczające je szczyty Alp.

Nad jeziorem znajduje się kilkanaście większych miejscowości ale bez wątpienia 3 najbardziej znane atrakcje, uchodzące za perełki Como, to Bellagio, Menaggio i Varenna. Żadna wycieczka nad jezioro Como nie może odbyć się bez odwiedzenia wszystkich trzech z nich! Uważam, że nie da się zobaczyć jeziora Como w jeden dzień ale jeśli z jakichś względów Wasz czas jest bardzo ograniczony to zobaczcie właśnie te trzy miasteczka.

Varenna – co zobaczyć?


Miejsce, od którego zaczęłam zwiedzanie Como i chyba miejsce, które w moim rankingu jest najpiękniejsze ze wszystkich miasteczek nad jeziorem Como. Varenna to niewielka miejscowość, malowniczo położona, latem pełna kwiatów. Koniecznie trzeba ją zobaczyć! Życie w Varennie koncentruje się wzdłuż brzegu jeziora. Znajdują się tam liczne restauracje ze stolikami na zewnątrz, małe lodziarnie (polecam la Passerella – chyba jedne z najlepszych lodów jakie w życiu jadłam) i sklepiki. Ceny w tych restauracjach nad brzegiem jeziora są oczywiście wysokie ale jedzenie z takim widokiem jest tych pieniędzy warte 🙂

Ruszając na spacer po Varennie z portu w kierunku willi Monastero wchodzimy na ścieżkę zwaną la Greenway dei Patriarchi. Prowadzi ona wzdłuż brzegu jeziora aż do Fiumelatte. Spacerując nią docieramy do wspomnianej już willi.

Jezioro Como – wille

Nad jeziorem Como znajdują się liczne wille  (podobno jest ich ponad sto!) otoczone pięknymi ogrodami. Były one rezydencjami wielkich tego świata – polityków, kardynałów, pisarzy, artystów i projektantów mody (Versace) . Wakacje nad jeziorem Como spędzał między innymi Winston Churchill (w Villa Le Rose w Moltrasio). Część z nich do dziś jest z rękach celebrytów, m.in. George Clooney jest od 2002 roku właścicielem willi Oleandra i willi del Balbianello.

Dzisiaj część willi zamieniono na na muzea, które można zwiedzać. Jednak największą atrakcją każdej willi są otaczające je ogrody, które nie dość, że same w sobie są piękne i doskonale utrzymane, to otacza je bajkowa sceneria jeziora i alpejskie szczyty. Każdy przewodnik po jeziorze Como zachęca do ich zwiedzania i ja nie będę tu wyjątkiem. Wille są fantastyczne i mimo iż wstęp jest czasem dość drogi to absolutnie warto wydać te kilka euro.

W Varennie warto zwiedzić Villę Monastero. Wstęp do ogrodów i urządzonego w willi muzeum kosztuje 8 EUR, do samych ogrodów 5 EUR. Ogrody są naprawdę przepiękne, można spacerować po nich godzinami. Oprócz tego na terenie parku znajduje się restauracja gdzie możemy usiąść i z filiżanką kawy (lub lampką wina) kontemplować otoczenie.

Bellagio – co zobaczyć?

Miasteczko Bellagio zrobiło na mnie wrażenie najbardziej ekskluzywnego, wręcz snobistycznego miejsca nad jeziorem Como. Wszędzie kelnerzy w białych koszulach, atmosfera bardzo elegancka, żeby nie powiedzieć sztywna. Życie również toczy się w okolicy nabrzeża (gdzie niestety straszy kilka wielkich hoteli) oraz w wąskich uliczkach pnących się do góry. Spacer po Bellagio zdecydowanie może się zmęczyć. Będąc w górnej części miasteczka warto zobaczyć Punta di Spartivento – punkt widokowy skąd rozpościera się piękna panorama jeziora Como z Varenną w tle. W okolicy znajduje się park z ławeczkami i drzewami dającymi cień (nad Como w sierpniu jest bardzo gorąco) oraz restauracja la Punta.

Villa Melzi

Najpopularniejsza atrakcja Bellagio to willa Melzi. Należała niegdyś do Francesco Melzi – prezydenta Włoch z czasów Napoleona. Aktualnie właścicielem jest Count Gallarati Scotti. Bilet wstępu do willi kosztuje 6,5 EUR, można również kupić wejściówkę upoważniającą do wstępu przez 2 dni za 8 EUR. Uwaga, płatność możliwa jest wyłącznie gotówką.

Oprócz egzotycznej roślinności w parku natkniemy się na egipskie rzeźby, rzymskie pomniki i neoklasyczną kaplicę, którą można zwiedzać.

Wzdłuż ogrodu biegnie jedna główna ścieżka, wokół której możemy podziwiać staw japoński i rośliny z całego globu. Warto jednak zapuścić się w boczne rejony i wspiąć się na wyższą część ogrodu gdzie nie tylko roślinność będzie inna ale też będziemy mogli spojrzeć na ogród jak i na jezioro z nieco wyższej perspektywy. Ogród jest bardzo ładny, bardzo dobrze utrzymany ale jednak ten w willi Monastero podobał mi się bardziej.

Menaggio – co warto zobaczyć?

Menaggio to miasteczko leżące niemal naprzeciwko Varenny, rejs promem trwa około 10 minut. Centralnym punktem miasta, który trzeba zobaczyć jest piazza Garibaldi, wokół którego znajduje się mnóstwo restauracji, sklepów i hoteli. Tuż obok placu swój początek ma promenada wysadzana palmami. I ta promenada to chyba najprzyjemniejsze miejsce w całym miasteczku. Tuż przy niej znajdują się drewniane pomosty gdzie możliwe jest wynajęcie łódki czy motorówki. Nie zachwyciło mnie to miejsce jakoś szczególnie. Owszem, jest przyjemne na popołudniowy spacer ale nie chciałabym zatrzymać się tam na dłużej. Z Menaggio ruszyłam busem C10 do Como.

Miasto Como – atrakcje

Największe miasto nad jeziorem Como nie ma tego uroku co opisane wyżej mniejsze miejscowości. Jest stolicą prowincji o tej samej nazwie. Główny zabytek i atrakcja miasta to ogromna katedra.

W mieście urodził się Alessandro Volta – wynalazca prototypu baterii.

Z Como prowadzi kolejka linowa do miasteczka Brunate. Ja z tej atrakcji nie skorzystałam, bo miałam już zaplanowaną wycieczkę z Argegno do Pigry, by stamtąd podziwiać jak jezioro wygląda z góry.

Miasto Como jest dobrym  miejscem na zakup pamiątek – wybór jest największy, a ceny niższe niż w innych miejscowościach nad jeziorem.

Lecco – zwiedzanie

Lecco to ostatnia miejscowość nad jeziorem Como, którą odwiedziłam. Podobnie jak Como jest to duże miasto i nie należy do najbardziej uroczych miejsc wokół jeziora. Z dworca kolejowego trzeba zrobić sobie około 500-metrowy spacer do brzegu jeziora. Nabrzeże jest ładnie zagospodarowane, jest tam sporo ławek i trasa rowerowa. Centralnym punktem miasta wydaje się być kościelna dzwonnica – Campanile di San Nicolo. Miasto jest oczywiście przyjemne, otoczone Alpami ale po wcześniejszym zobaczeniu mniejszych miasteczek nie robi już takiego wrażenia. W Lecco jest mnóstwo sklepów, kilka ulic jest wyłącznie shoppingowych więc jeśli chcecie uzupełnić garderobę czy kosmetyczkę to zajrzyjcie. Myślę, że spokojnie można pominąć Lecco zwiedzając jezioro Como.

Argegno i Pigra – najpiękniejszy punkt widokowy na jezioro Como

I na koniec (prawie koniec) prawdziwa perełka – dla mnie najpiękniejsze miejsca nad jeziorem Como. Maleńka (choć urocza) miejscowość Argegno, gdzie jest jeden plac z kilkoma restauracjami i marna plaża. Za to można się stamtąd dostać do położonej 850 metrów nad poziomem morza Pigry. Argegno znajduje się na wysokości 200 metrów, 650 metrów elektryczna kolejka (funicolare) pokonuje w 5 minut. Sama miejscowość Pigra jest mało interesująca i zupełnie nieciekawa z turystycznego punktu widzenia. Za to po wyjściu z kolejki trzeba skierować się w prawo, do punktu widokowego Belvedere de Pigra. Ścieżka ma około 800 metrów, biegnie przez las ale jest bardzo dobrze oznakowana, raczej ciężko by się było zgubić. Widoki są absolutnie nieziemskie, a na górze panuje cisza i  spokój, razem ze mną wagonikiem jechały jeszcze 3 osoby, a w drodze do punktu widokowego i z powrotem minęłam może z 10 osób. Piękna panorama jeziora Como bez tłumu turystów – gorąco polecam ten punkt widokowy. Patrząc na tłumy czekające na kolejkę do Brunate z Como zdecydowanie polecam tę opcję. Jedyny minus jest taki, że z centrum miasteczka (znaczy z przystanku autobusowego) do dolnej stacji kolejki trzeba iść wzdłuż drogi, przy której nie ma chodnika ani nawet porządnego pobocza. Ale trasa nie jest długa (około 400 metrów, a samochodów nie jeździ nie wiadomo ile). Bilet w 2 strony kosztuje 4,5 EUR, kolejka jeździ co 30 minut.

Plaże nad jeziorem Como

Wbrew pozorom niełatwo o plaże nad jeziorem Como, a już na pewno nie o plaże piaszczyste. Te jeśli są, to sztucznie usypane. Jedna z takich plaż znajdowała się w miejscowości, w której spałam – Lido di Bellano. Jest to sztuczna plaża z dostępem do jeziora, a także basenem, kawiarnia i restauracja w jednym. Całodzienny wstęp (i leżak) kosztuje 11 EUR.

Naturalne plaże nad jeziorem to plaże kamieniste, znajdują się m.in. w Maggiore, Argegno i wielu innych miejscach. Niektóre posiadają infrastrukturę taką jak leżaki i bar, inne są zupełnie dzikie.

Jezioro Como – czy warto?

Zdecydowanie i bez zastanowienia – warto. Jezioro Como to naprawdę piękne miejsce, jedno z najbardziej atrakcyjnych w północnej części Włoch. Jezioro jest ogromne, otoczone majestatycznymi szczytami Alp i pełne urokliwych miasteczek. Kwintesencja włoskiego dolce vita. Nieważne czy na jedne dzień z Mediolanu, czy na weekend, czy na tydzień – warto. Ja bardzo chętnie tam kiedyś wrócę.

Jezioro Como na weekend – informacje praktyczne – dojazd, noclegi, komunikacja

Decyzja zapadła – na długi sierpniowy weekend (15 – 18.08) jadę nad jezioro Como. Po kilkudniowym pobycie nad Gardą 3 lata temu uznałam, że muszę sama rozstrzygnąć spór które jezioro jest piękniejsze – Como czy Garda 😉

Jak się dostać z Polski nad jezioro Como?

Najprościej dostać się nad jezioro Como z Bergamo lub Mediolanu. To są najbliższe lotniska położone w okolicy jeziora Como. Samolotem do Bergamo można dolecieć z każdego większego miasta w Polsce (nawet z Poznania :D), bilety do Bergamo bardzo często kosztują mniej niż 100 zł w 2 strony. Z Bergamo lub Mediolanu nad jezioro Como można dojechać pociągiem lub wynajętym samochodem. Odległość z Bergamo do Como to ok. 50 km, z Mediolanu nieco ponad 80 km.

Jak dojechać nad jezioro Como z Bergamo?

Przylot do Bergamo to dopiero pierwsza część wycieczki. Żeby dotrzeć nad jezioro Como z lotniska w Bergamo trzeba dojechać do miasta Bergamo, na stację kolejową (przystanek Bergamo Stazione). Bilet kosztuje 2,3 EUR i jest ważny 90 minut, autobus do stacji jedzie ok. 15 – 20 minut. Bilet można kupić w punkcie informacji turystycznej na lotnisku. Z Bergamo nie ma bezpośredniego pociągu do miejscowości Bellano, w której spałam. Najszybsza opcja to dojazd z Bergamo pociągiem do Lecco i tam przesiadka na kolejny pociąg. Taka podróż dwoma pociągami regionalnymi kosztuje 5,5 EUR, bilet jest ważny 6 godzin. Moja podróż zajęła niecałe 1,5 godziny. Można też jechać przez Monzę ale wtedy podróż trwa zdecydowanie dłużej, bo jedzie się trochę dookoła.

Ważne – musicie wiedzieć jakimi pociągami jechać. Kupując bilet dostaniecie takie coś:

Czyli dostajecie bilet na podróż w punktu A do punktu B ważny określoną ilość czasu. Najłatwiej znaleźć odpowiednie pociągi na stronie trenitalia.com lub w aplikacji trenord. Uwaga, taki bilet trzeba skasować na peronie, przed wejściem do pociągu. I dobrze, żebyście nie poszli moim śladem i przy okazji nie zepsuli kasownika 😉 Plusem tego, że bilet jest ważny 6 godzin jest to, że podczas podróży na tym bilecie możecie np. wysiąść, zrobić sobie spacer po danej miejscowości i wsiąść do następnego pociągu. Ja tak zrobiłam w drodze powrotnej na lotnisko – wysiadłam w Lecco i wsiadłam do pociągu, który odjeżdżał 1,5 godziny później.

Jezioro Como – noclegi

Jezioro Como uchodzi na najpiękniejsze we Włoszech, a nawet jedno z najpiękniejszych na świecie, opinie o nim są w większości bardzo pozytywne. Nie należy się zatem dziwić, że latem jest tłoczno a ceny noclegów są bardzo wysokie. Mam wrażenie, że jezioro Como jest ulubionym miejscem Włochów na spędzanie rodzinnych wakacji. Jeśli chcecie uniknąć tłumów to zdecydowanie wybierzcie się nad jezioro Como wiosną lub jesienią. A myślę, że i zimą ma swój urok. Niestety zima nad jeziorem Como bywa deszczowa – musicie to wziąć pod uwagę planując zwiedzanie w grudniu czy styczniu.

Przekopywanie internetu i bookingu powoduje, że decyduję się na nocleg w miejscowości Bellano. Nie Bellagio, tylko Bellano. I jeśli zastanawiacie się gdzie spać podczas wakacji nad jeziorem Como i gdzie znaleźć tanie noclegi w szczycie sezonu to bardzo polecam tę miejscówkę. To dobra baza wypadowa do zwiedzania obu stron jeziora.

Nad jeziorem Como są dwa duże miasta – Como i Lecco oraz trzy mniejsze miejscowości uchodzące za perełki Como- Varenna, Bellagio i Menaggio. Poza nimi są też oczywiście inne miasteczka ale jeśli chcecie wiedzieć gdzie nad Como jest najładniejszej to już wiecie – Varenna, Bellagio i Menaggio. Niestety oznacza to automatycznie, że jest też najdrożej. Miejscowość Bellano, którą wybrałam na swój nocleg nad Como dzieli od Varenny zaledwie 4-minutowa podróż pociągiem (za 1,4 EUR, składy kursują co 30-60 minut). Z perspektywy czasu przyznaję, że jest to najlepsze miejsce gdzie można nocować nad jeziorem Como. Pociągiem z Bellano można dojechać wszędzie, Varenna jest o rzut beretem, ceny są bardzo przyzwoite a sama miejscowość jest cicha i spokojna. Jest tam też mała plaża i latem można się kąpać w jeziorze.

Jezioro Como – komunikacja – pociągi, autobusy, promy

Jezioro Como najprościej jest zwiedzać wypożyczonym samochodem. Można je wynająć już na lotnisku. Ale bez samochodu też można bezproblemowo zwiedzić wszystkie ciekawe miejsca nad jeziorem Como.

Prawą odnogę jeziora Como można zwiedzić pociągiem. Kursują tu pociągi Trenord – z Lecco na południu do Colico na północy. Od lat jestem wielką fanką włoskich pociągów (w Polsce nie znoszę nimi podróżować) i bardzo polecam ten sposób transportu nad jeziorem Como. Pociągi jeżdżą często, co 30 – 60 minut, są punktualne i docierają do każdej wartej zainteresowania miejscowości. Każda stacja kolejowa jest położona w samym centrum lub bardzo blisko centrów miast. Ceny biletów wynoszą w zależności od trasy od 1,4 do 4 EUR. Bilety kupuje się na dworcach (automaty, kawiarnie, sklepiki) oraz u konduktora. U konduktora cena jest taka sama jak poza pociągiem. Bilet kupiony na stacji trzeba skasować na peronie.

Transport wzdłużej lewej odnogi jeziora Como zapewniają autobusy ASF Autolinee srl. Również mogę je z czystym sumieniem polecić. Autobusy też jeżdżą punktualnie, choć trochę rzadziej niż pociągi. Większość linii kursuje raz na godzinę. Autobusy są nowoczesne, wygodne i klimatyzowane. Autobus linii C10 łączy Varennę z Como, podróż na całej trasie trwa ok. 70 minut, bilet kosztuje 4,1 EUR. Bilety kupimy w budce na dworcu w Como a na pozostałych przystankach w tabachi. Można również kupić bilet u kierowcy ale wtedy zapłacimy o  1,3 EUR więcej.

Nieodłącznym elementem komunikacji po jeziorze Como są promy. Te najpopularniejsze trasy obejmują rejsy między Menaggio, Varenną i Bellagio ale promy pływają także do Como, Lecco i innych mniejszych miejscowości po drodze. Promy okazały się najbardziej zawodnym środkiem transportu podczas mojego pobytu nad jeziorem Como. Praktycznie nigdy nie były punktualne. Ceny promów są wysokie, a same statki zatłoczone. Korzystałam z nich wyłącznie, żeby dostać się na drugą stronę jeziora – płynęłam z Varenny i Menaggio (stamtąd dalej autobusem zwiedzałam lewą odnogę jeziora) oraz z Varenny do Bellagio i z powrotem. Bilet na prom kosztuje 4,5 EUR w jedną stronę lub 9,6 EUR bilet w dwie strony. Jest też bilet całodniowy, na centralną część jeziora, czyli pomiędzy Varenną, Menaggio i Bellagio, cena takiego biletu to 15 EUR. Największym minusem promów okazały się godziny ich kursowania (w środku sezonu) – ostatni prom z Menaggio do Varenny odpływa już w okolicy godziny 20. Z Bellagio można wrócić trochę później, koło 21. Bilety na promy kupuje się w budkach przy nabrzeżu, można płacić kartą. Jak widzicie opcji transportu jest sporo i nie trzeba zwiedzać jeziora Como autem.

Wzdłuż jeziora Como biegną także liczne trasy rowerowe i można zwiedzać jezioro na dwóch kółkach.

A o tym co zobaczyć i zwiedzić podczas wakacji nad jeziorem Como napisałam TU, zapraszam. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wpisu i obejrzeniu zdjęć nie będziecie się nawet przez chwilę zastanawiali czy warto jechać nad jezioro Como tylko kiedy jechać 😉

Bergamo – co warto zobaczyć w najbardziej uroczym miasteczku Lombardii?

Czasy gdy Bergamo było tylko bramą do Mediolanu już na szczęście dawno minęły.

Lotnisko Bergamo Orio al Serio (BGY) ma połączenia z większością dużych miast w Polsce, lata tam zarówno WizzAir jak i Ryanair, ceny biletów zaczynają się od 39zł OW. Z Bergamo bądź Mediolanu dostaniemy się pociągiem praktycznie w każdy zakątek Włoch, natomiast warto też poświęcić trochę czasu na samo Bergamo.

Długi sierpniowy weekend postanowiłam spędzić nad jeziorem Como. Przyleciałam do Bergamo o 8.15, pociąg nad jezioro ruszał o 12.12. Czyli miałam 4 godziny na ponowną wizytę w Bergamo. I wiecie co jest w takich powrotach najfajniejsze? Że zawsze odkryje się coś nowego, na coś inaczej się spojrzy, coś się inaczej odbierze.

Po kolei. Ruszamy do Bergamo. Po wyjściu z hali przylotów kierujemy się na prawo, do informacji turystycznej, gdzie kupujemy bilet na autobus. Do miasta kursuje autobus nr 1, kursy co 20 minut. Bilet jednorazowy kosztuje 2,3 EUR, bilet 24-godzinny 5 EUR. Warto kupić ten drugi jeśli chcemy skorzystać z kolejki (funicular) prowadzącej do górnej części miasta (Citta alta). Kolejka wchodzi w skład komunikacji miejskiej i obowiązują na nią bilety komunikacji miejskiej. Wychodzę z terminala, jest 8.40, na tablicy informacja, że autobus odjeżdża o 9.00. Tymczasem po 3  minutach podjeżdża bus, ludzie wsiadają i ruszamy. To by było na tyle jeśli chodzi o włoskie rozkłady jazdy 🙂

Jadę autobusem do stacji kolejki, tam wsiadam do wagonika i wysiadam w górnym mieście. Autobus z lotniska też dojeżdża do Citta Alta, nie trzeba się przesiadać ale przejazd kolejką jest szybszy i fajniejszy 😉

Na górze wita mnie wymarłe miasto. Jest 9 rano, dzień wolny od pracy, Włosi jeszcze się budzą, turyści nie zdążyli dojechać. Większość sklepów i restauracji zamknięta, na szczęście jakieś bary serwują kawę dla tych, co od 4 rano byli w podróży. Trafiłam do baru, który serwował sycylijski streetfood. Skoro Sycylia to do kawy musi być cannolo siciliano . Do wyboru wersja mała za 1,5 EUR lub duża za 3 EUR. Oczywiście wzięłam dużą. Rurki były świeżo wypieczone, pani napełniła ją kremem na bazie ricotty i posypała pistacjami (do wyboru były jeszcze wiśnie i czekolada). Była pyszna ale niestety nie aż tak dobra jak te, które jadłam na Sycylii.

Po kawie i słodkościach ruszyłam dalej w miasto. Uliczki zapełniały się z każdą minutą i po godzinie 10 miasto zaczęło żyć.

Po odwiedzeniu starych kątów, zajrzeniu w parę nowych zaułków i obejściu górnej części miasta zaczęłam się kierować z powrotem do kolejki. I tu zauważyłam po raz pierwszy (a byłam w Bergamo chyba piąty raz), że przy stacji górnej kolejki jest restauracja z tarasem. Uznałam, że jeszcze jedna kawa nikomu nie zaszkodzi, przecież jestem na nogach od 4 rano, no i jestem w kraju, w którym kawa jest swego rodzaju sacrum. Chwila czekania na wolny stolik i można rozkoszować się widokiem.

Widoki naprawdę przednie. Widać całe dolne miasto, kolejkę jak i lądujące oraz startujące samoloty. Mogłabym tam siedzieć godzinami.

Kawa niestety nie była najlepsza (wzięłam americano, może espresso mają lepsze) ale widoki rekompensowały wszystko. Niemniej ten widok był wart więcej niż zapłacone 2 EUR (1,9 dokładnie).

Po 2 kwadransach uznałam, że koniec tego dobrego i trzeba jeszcze poszwendać się po dolnym mieście. Wsiadłam w kolejkę, potem w autobus i oto byłam w sercu dolnego miasta. Ponieważ było święto, to zarówno na górze, jak i na dole, życie koncentrowało się wokół kościołów.

Krótki spacer po placach dolnego miasta i kierunek Stazione skąd o 12.12 ruszyłam do ostatecznego celu mojej podróży – nad jezioro Como. Z Bergamo do Lecco i stamtąd do mojej bazy na 4 sierpniowe dni, czyli miejscowości Bellano.

Oczywiście mój spacer wyglądał tak tylko dlatego, że Bergamo znam już dość dobrze. Zwiedzałam tamtejsze muzea i kościoły podczas poprzednich wizyt stąd teraz tylko spacer i poczucie klimatu miasta, wczucie się we włoską atmosferę. Jeśli wybieracie się do Bergamo po raz pierwszy pewnie wasza wizyta będzie wyglądała inaczej.